Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Wichry Północy - Rozdział Trzeci
Idź do strony 1, 2, 3 ... 38, 39, 40  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Wichry Północy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sob Lut 27, 2010 16:11    Temat postu: Wichry Północy - Rozdział Trzeci Odpowiedz z cytatem

Zima zaczęła ustępować. Śniegi topnieją, zamarznięte rzeki ponownie ożywają. Morza nadają się do żeglugi. Ziemię niedługo będzie można obsiać, a pastwiska oblegną trzody. Nie wszyscy jednak się cieszą. Wznowiony został konflikt pomiędzy pomazańcem bożym, a prawowitym dziedzicem tronu zmarłego króla. Wielki Jarl był do tej pory tylko raz i niektórym nie na rękę było oddawać cześć komukolwiek prócz bogom. Ci pozostają neutralni.
Nie jest też tajemnicą, że Aderus Kowal, wybraniec bogów, był do niedawna zwykłym thrallem. Tak przynajmniej gadają. Na południu mówią, że wraz z kapłaństwem Olrica, którego czcił poprzedni król (dzięki czemu kult Olrica osiągnął takie wpływy), Aderus poderwał do buntu północno-zachodnie wybrzeża. Gdzieniegdzie starsi wspominają dawne czasy, gdy Orlic był tylko jednym z wielu bóstw. Wspominają czasy krwawych rytuałów, które zapewniały Norsmenom powodzenie...

Teraz jednak ziemia jest gotowa przyjąć ciężkie kroki wojowników Eryka, zmierzających wzdłuż linii lasu w stronę Strandheimu, siedziby samozwańca.

-----------------------------

Aderus

Wszystkie przygotowania zostały poczynione.
Kislevici zgodzili się wesprzeć Twoje działania. Zdradzili ci jednak, że ich żołnierze - jazda kozacka, zostali w Stormstaadzie bez konkretnych rozkazów.
Albiończycy są gotowi do wymarszu. Ich obecność znacznie uszczupliła zapasy żywności, ale masz dzięki temu dodatkowych dwustu jezdnych (smoczej jazdy, jak na siebie wołają), oraz dwustu piechurów. Do tego dochodzi ponad setka wojów z samego Strandheimu i oczywiście siły z innych fjordów.
Ludzie są żądni krwi tych, którzy ośmielają się wystąpić przeciwko woli bogów. Tak przynajmniej twierdzą kapłani, podburzający Norsmenów do bratobójczej walki.
Dantes jeszcze nie wrócił. Nie ma też na razie wieści od Nurgotha.
Elwira natomiast stara się odegnać mroczne myśli coraz częściej nawiedzające Twoją głowę.

-----------------------------

Kain

Uciekając przed prawem, poprowadziłeś Nocnego Jastrzębia na Morze Szponów. Nie jest to idealne miejsce na piractwo. Opowieści o krwiożerczych łupieżcach z północy docierały nawet do Sartosy. Ciężko z nimi konkurować, a co dopiero mówić o łupieniu ich własnych osad. Jest to jednak dobre miejsce na przeczekanie gorącej sytuacji na morzach Tilei. Twoi ludzie nie wiedzą co zamierzasz i wiesz dobrze, że liczą tylko na przeczekanie. Nie śpieszno im próbować swoich sił z Norsmenami.
Trochę słyszałeś o morzach otaczających ten zimny ląd. Tylko na Morzu szponów są w zasadzie szlaki handlowe, które można obsadzić w poszukiwaniu holków kupieckich. Są to jednak wody zdradzieckie i sztormowe.
Północno zachodnie wybrzeża oblewa Morze Chaosu. Najstraszniejsze i najtrudniejsze do żeglowania. Nawigacja jest koszmarem, a możliwość spotkania Czarnych Arek Mrocznych Elfów lub Statków Chaosu skutecznie odstrasza ewentualnych podróżników.
Północne wybrzeża oblewa Morze Krakenów. Jest to największe morze, najgłębsze i podobno najbogatsze w życie... i krakeny.
Sąsiadując z Morzem Krakenów poprzez zęby Krakena - formację górską wchodzącą ostrym klinem w morza, znajdują się wody Zamarzniętego Morza. Lód pokrywający praktycznie cały obszar, odtaja na krótki okres w najcieplesze dni roku. Teren ten stanowi często drogę przemarszu sił chaosu. Nikt jeszcze nie był tak głupi lub odważny by się tu zapuszczać.
Trzeba jeszcze dodać fakt, że wybrzeża całej Norski są poznaczone wysokimi klifami i ostrymi skałami wystającymi z mórz, by oddać nieprzyjazny charakter tego terytorium. Dlatego pewnie jedynymi portami dla większych żaglowców są Hedaby i Stormstaad. We wszystkich innych przypadkach trzeba cumować daleko poza wybrzeżem i dobijać do brzegu łodziami.

-----------------------------

Ulfir

Ruszyłeś ze swojej siedziby do Aesirvig, gdy tylko usłyszałeś, że Morkant Gniewny wyprawia ogromną ucztę dla swoich Jarlów i wojów. Masz nadzieję też zobaczyć się z ojcem, a także potrzebujesz nowych thralli na posługi.
Podejrzewasz, że ludzie Eryka już wyruszyli na bitwę z Aderusem. Twoja siedziba jednak znajduje się daleko od ich trasy. Zahaczą zapewnie o Volsbaek, ale bardziej na zachód nie odbiją. Takich domów, jak Twój, oddalonych od głównych fjordów jest w tych okolicach dosyć sporo. Te ziemie są nawet przyjazne osadnictwu, nie licząc krwiożerczych zwierząt często przymuszonych głodem do atakowania ludzi.
Zabrałeś ze sobą Falkiego i Oskara. Dzielni wojowie, którzy towarzyszli Ci nieraz w łupieżczych wyprawach Morkanta Gniewnego. W tych okolicach jest jeszcze śnieg, więc wziąłeś sanie, na których masz nadzieję przywieźć sobie żonę. Kobieta przydałaby się, żeby ogrzać dom jak i Twoje łoże.
Jako, że czekał Ciebie niecały dzień drogi do fjordu, wyruszyłeś z samego rana.
Mroźne górzyste tereny, otaczające dolinę rzeki przesłaniają ci widok, ale łatwo przeczuwasz pogorszenie się pogody. Będzie burza... ostatnie tchnienie zimy, jak zwykliście nazywać takie kaprysy natury. Przyśpieszyliście kroku, a Twoi ludzie zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu ewentualnego schronienia.

Gdy na twarzy poczułeś pierwsze płatki śniegu, znajdowaliście się akurat w przewężeniu górskim. Po prawej stronie masz łagodne wzniesienie przechodzące kilkadziesiąt metrów dalej w stromą ścianę, po lewej stronie zaś rzekę, dopiero co wyswobodzoną z mroźnych okow. Daleko przed wami, rzeka, wyciąga się w długą prost linię i widać już płomienie pochodni oświetlających fjord Aesirvig. Nad rzeką zaś, tuż przed wami, bo nie więcej jak sześćdziesiąt stóp widzicie kilka postaci okutych w futra. Jest ich trzy, przy czym dwie z nich trzymają coś pod wodą. Cokolwiek to jest mocno się szarpie rozbryzgując wodę dookoła. Trzecia z postaci siedzi skulona kiwając się w przód i w tył. Nie widzicie twarzy nieznajomych.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Sob Lut 27, 2010 17:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Postawny mężczyzna noszący na sobie zwykłe skórzane spodnie i koszulę spojrzał na załogę. Poprawił czarny długi płaszcz i uśmiechnął się pod nosem. Na głowię miał czarną chustę na której widniał wyhaftowany ręcznie Wesoły Roger. Spod chusty wystawały długie włosy, zabarwione na srebrno. Przenikliwe czarne oczy spoglądały przed siebie i na załogę. Ponad setka tej namiastki załogi miała cel. Jego cel.. Na plecach przewieszony miał półtora-ręczny miecz, którego czarna głownia zakończona była własnoręcznie wyrzeźbionym łbem węża. Na szyi zwisały mu luźno korale, oraz jakieś dziwne paciorki. Na prawej ręce, a dokładnie na nadgarstku miał skórzany przedramiennik. Kilku tygodniowy zarost pokrywał już jego twarz, sprawiając iż dowódca Nocnego Jastrzębia wyglądał na jakieś pięćdziesiąt lat. Mężczyzna podszedł do prawej burty i spojrzał spokojnie w odmęty morza.
Spojrzałem ponownie na załogę i ryknąłem z całej siły:

- Rogmar ster lewo na burt... Przygotować żagle do stawienia. - głos miałem opanowany i ostry

Spojrzał na Bullego i krzyknął:

- Bully nie stój jak ta pizda.. Zagoń te psy do roboty!!!! - warknąłem zły że Henry znów leczy kaca

Cholerna banda nierobów. Najchętniej to by pili, na dziwki chodzi ale jak przychodzi do porządnej roboty to nikt się nie kwapi.

- Ruszać się psy!!!!!! - ponownie krzyknąłem - kto się opierdala ten skończy jako przysmak Krakena...

- Rogmar prawy foka szot wybieraj - krzyknąłem ponownie a gdy mój pierwszy oficer a zarazem sternik namierzy odpowiedni kurs dodaję - Sternik tak trzymaj. Kurs na Stormstaad.

- No to pięknie. Czas uzupełnić zapasy i ... - nie dokończyłem tego monologu do siebie a jedynie uśmiechnąłem się złowieszczo.
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Lut 28, 2010 23:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kain

Twoi ludzie odkrzyknęli i rzucili się do roboty. Cała załoga krząta się po statku ustawiając żagle do wiatru. Rogmar skierował statek na Stormstaad... przynajmniej tam, gdzie Twoja uboga w północne wody mapa wskazuje położenie największego portu Norski. Dotrzecie tam nie dalej jak jutro, jeśli utrzyma się dobry wiatr.

- Jak mrówki - odezwał się znany tylko Tobie głos - Nie wyrzucaj nikogo Krakenowi. Zabij ich własnoręcznie... a ja... ach - wyczułeś ekscytację - a ja ich już odpowiednio ukażę...

Podniecenie demona udzieliło się Tobie, wprawiając Twoje ciała w drżenie.

------------------------

Ezehiel

Na pokład wyszedłeś w momencie gdy kupiecki holk wpływał do zatoki. Po obu stronach rozciąga się ląd poznaczony przy brzegu ostrymi skałami, odstraszającymi duże statki. Linia brzegowa zwęża się do punktu, w którym, przed wami, rozciąga się miasto portowe Stormstaad. Sam nie wiesz co spodziewałeś się ujrzeć. Miałeś rację, jeśli myślałeś o tym porcie jako o regularnym mieście z kamienicami zamiast drewnianych chat, portem i przycumowanymi żaglowcami. Oczywiście nie jest to Marienburg, czy żadne inne miasto portowe Starego Świata, ale i tak nie pasuje do snutych o Norsce opowieściach. Poranna bryza nie tylko przegoniła resztki snu, ale także wprawiła Twoje ciało w drżenie. Klimat jest mroźny. A ktoś na statku (nawet nie zwróciłeś uwagi, kto), orzekł, że to w zasadzie jest już wiosna. Ucieczka ucieczką... ale czy warto było się pchać w miejsce, gdzie dupa odmarza w ciągu kilku minut?

Kapitan przycumował statek do mola. W porcie, nie licząc dwóch żaglowców średniej wielkości, jest pusto. Ludzie też jakoś specjalnie się tutaj nie kręcą. Cały brzeg spowity jest poranną mlecznobiałą mgłą nadającą miastu sennego klimatu. Jedynie uwijająca się już z wyładunkiem towarów załoga stanowi osobliwy kontrast dla powyższego obrazka.
Panuje tutaj charakterystyczny zapach ryb, który nigdy się nie ulatnia z żadnego portu. Ryb i wędzonego mięsa. Poczułeś głód.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pon Mar 01, 2010 00:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chłód tego miasta, wedle słów znajomego filozofa, winien ochłodzić mój temperament. Pożegnałem się z kapitanem i życzyłem szczęścia w życiu.Wziąłem głęboki wdech i postawiłem nogę na suchym lądzie. Chwyciłem za uzdę Karla Franza, mojego wierzchowca i zrobiłem parę kroków w przód. Poklepałem po pysku konia i westchnąłem.

- Bohaterowie ksiąg opisujących przygody zawsze mówili coś do swojego konia w ważnych chwilach swojej egzystencji - powiedziałem do Karla. - Pewne głodny jesteś jak cholera, co? Ja też.

Muszę wybaczyć sam sobie, odbyć karę za grzechy, które sprowadzają mnie na przedsionek dachu świata. Nie jestem pewien czy kiedykolwiek odnajdę ukojenie duszy, a bogowie wybaczą mi me występki.

Większość swojego ekwipunku przymocowałem do siodła. Jebadło także. Niech ten miecz będzie przeklęty, podobnie jak i ten drugi... Niechaj przypominają mi jak nisko upadłem i jak długo będę musiał się wspinać.
To żałosne użalać się nad sobą w swojej głowie.

Każde epickie przygody, z całą pewnością, rozpoczynały się w karczmach i zadymionych tawernach pośród pijanego pospólstwa i uroczych acz tanich kurew. To właśnie tam poznaje się zdradzieckie szumowiny, które w następstwach sytuacji trzeba określać jako "kompani". Kompani od pijanej bani, psia ich mać - szukam karczmy.
Zaciągnąłem kaptur na głowę i opatuliłem się płaszczem. Będę musiał zakupić gruby szal by me gardło mogło wydawać jeszcze jakieś dźwięki.

Podczas moich poszukiwań przysłuchuję się ludziom, których mijam. Interesuje mnie oczywiście ich język. Szukam w nim wspólnych słów z mego rodzimego języka, może być także kislevski, który znam.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Pon Mar 01, 2010 00:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Norska...

Wardruna

Dziki, mroźny kraj wielkich lasów i jeszcze większych gór. Skąpany w śniegu i krwi. Nieprzyjazny, barbarzyński, prymitywny. Dom Norsmenów, ludzi idących starymi ścieżkami i czczących dawnych bogów. Ludzi mocarnych i wielkich. Znamienitych wojów, żeglarzy i odkrywców, przednich handlarzy i championów bogów.

Ludzi wolnych.

---

Sanie sunęły przez rozmokły i brudny śnieg pokrywający trakt biegnący z północnego wschodu do Aesirvig. Potężne kopyta pociągowego kuca rozchlapywały wokół błoto i brudną wodę.

Ulfir, syn Egilla, był właścicielem ziemskim. Człekiem który był prawdziwie wolny. Miał swój Długi Dom, miał trzodę, miał też swych wiernych towarzyszy. Dwóch z nich jechało razem z nim - Falki, jego osobisty adiutant i ochroniarz znający się na sprawach grodowych i bijatyce, a także miał szczęście w powożeniu (czego nikt mu nie wytykał, w końcu ktoś powozić sanie musiał) oraz Oskar, żylasty i młody Bondsman którego zapoznałem na drakkarze Jarla Morkanta rok temu. Wszyscy trzej siedzieli w saniach.

Ulfir zatopiony był w swych futrach, siedząc niczym król - nonszalancko, opierając jedną nogę wyżej o sanie. Podczas gdy tarcza luźno zwisała z boku sań, topór trzymał luźno w ręku, opierając stylisko o udo. Znad kołnierza niedźwiedziego futra wystawał wysoki hełm. Była to łebka ze stałą zasłoną w postaci maski przedstawiającej ponurego, wąsatego wojownika. Dar od Jarla Morkanta. Wielu mężów mówiło, że nie było różnicy między maską a twarzą Ulfira.

Taki też przydomek mu nadano. Ponury. Bo Ulfir był człekiem, który mało rzekł, umysł miał zawsze daleko i skuty mrozem. Niektórzy mówili że to dlatego, bo urodził się podczas nagłego ataku zimy w wiosnę. Inni, bo go jakaś Seidr-kona przeklęła. Jeden łgał, że był synem Ymira, ale temu Egill, ojciec Ulfira łeb toporem rozpukł na Hongandze.

Ulfir nie dbał o to co ludzie mówią i co myślą. Ludzie byli wolni.

Oskara podróż nużyła. Miał dość wpatrywania się w ponure, ostatnie tchnienie zimy i nadchodzącą chlapę. Był młody, można mu to było wybaczyć. Falki skupiał się na jeździe.

Ulfir był zatopiony w myślach, tak jak był zatopiony w futrach.

Trzeba było wymienić sceattas na niezbędne przyrządy i Thralli do jego posesji. Nadchodził czas siewu i pasterki, a do tego potrzebni mu byli rolnicy i pasterze. Po zimowych wyprawach w Aesirvig powinno być trochę Thralli na wykupne, ale wybór będzie skąpy. W końcu Ulfir i jego Bondsmani nie będą harować w polu...

Były jednak dwie chyba bardziej naglące sprawy - Jarl Morkant Gniewny wysłał zaproszenie poprzez gońca o zbliżającym się przyjęciu. Wystawiał huczną ucztę, a Ulfira, wiernego Bondsmana Morkanta nie mogło na niej zabraknąć. Chciał też zobaczyć rodzinę. Ojca, matkę, siostrę, może młodego Hakona jeśli nie ruszył na kolejną rabunkową wyprawę drakkarem. Ten młody się kiedyś zabije.

Ulfir uśmiechnął się pod wąsem. Był kiedyś podobny. Kiedy drakkar wypływał z fjordu, na burcie była jego tarcza. Zawsze.

Nie teraz jednak. Przyszedł czas odpowiedzialności. Miał własny kawałek ziemi, własnych poddanych i własny interes, choćby niewielki. Morkant mógł darować zawsze jakieś jadło, trzodę albo paszę dla zwierząt. Może jakiegoś Thralla albo dwóch. A nawet jeśli nie, zapyta się go ponownie o prospekt. Dla dojrzałego według norskich standardów męża konieczna była połowica. Dla potomka, dla zarządzania Thrallami, dla obrony domu pod nieobecność mężów, dla upojnych nocy. Kobieta była potrzebna. Bez niej, w norskim domu było pusto i smutno.

Ulfir wyrwał się z zamyślenia i nieznacznie zwrócił maskę hełmu w stronę ludzi. Dopiero teraz doszło do niego to, że niedługo zamieć śnieżna uderzy z pełną mocą. Mogą tego nie przeżyć.

Wyciągnął się z siedziska i poklepał Falkiego po plecach. Kiedy ten się odwrócił, Ulfir gestem kazał mu stanąć i zostać. Kiwnął na Oskara głową, którego szybko opuściła ospałość na wieść o tym, że coś się dzieje. Zeskoczyli z sań i ruszyli przez śnieg. Ulfir oparł trzon topora o bark i kiedy już zbliżyli się do ludzi nad rzeką, Egillsson krzyknął:

- Ej, wy tam! Z Aesirvig?
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Pon Mar 01, 2010 09:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy tylko usłyszałem w głowie znajomy głos, czarne oczy zaczęły przybierać niebieskawą barwę. Przyjemny dreszcz przeszedł moje ciało a twarz stała się upiornie radosna.

- Twoje poczucie humoru..nie zna granic jak widzę - mruknąłem do siebie pod nosem

Skrzyżowałem ręce na wysokości klatki piersiowej i spojrzałem z dumą na moich ludzi. Ba..choć to banda skurwieli, niedojdów to jednak znają swój fach. Fakt daleko im do mnie czy Norsmeńskich wojów lecz niejeden wolałby zginąć od ich miecza niż mieć potem do czynienia ze mną. Spojrzałem na niebo, próbując zorientować się jaka pogoda nam będzie teraz towarzyszyć. Choć obce terytoria mogą być bardziej zdradliwe niż ścigająca nas Tileańska flota to jednak nie widzi mi się po raz kolejny z nimi mierzyć. Ich statki przewyższały Nocnego Jastrzębia siłą ognia a także zwrotnością. Choć w bezpośrednim starciu, przy abordażu moi chłopcy wiedzieli jak siać zamęt i w kogo pierw uderzać to jednak morska bitwa, która to już to nie spamiętam, była skazana z góry na porażkę.

- Zapowiada się piękny dzień, prawda - rzuciłem sam do siebie

Przeniosłem wzrok na moich "oficerów". Ragnar La Blisse, mój najbardziej zaufany człowiek. Gdyby tylko wiedział dlaczego go naprawdę ze sobą wziąłem jego przyjaźń została by wystawiona na prawdziwą próbę. Jego córka, Natalie, którą zwałem Nat zakochała się we mnie. Ha... co za ironia. Dobrze że ojciec nie wiedział o moim romansie z jego córką, bo pewnie chciałby przeciągnąć mnie pod klinem. Jego niewiedza działa tylko na moją korzyść, bezgranicznie oddany i gotowy pójść ze mną nawet do Otchłani byle wspierać mnie ramieniem i mądrością, której ma aż za wiele. Co do córeczki Ragnara, no cóż.. młoda, piękna dziewczyna potrzebuje kogoś kto sprawi że stanie się kobietą. Jednak nie zawsze uczucia zostają odwzajemnione, i jej wzrok. Nie zapomnę go przez wiele lat. Gdy ona i jej ojciec wypływaliśmy widziałem jak patrzyła, żal, ból i cierpienie jej towarzyszyła a także tęsknota. Może dzięki temu stanie się silniejsza i zajdzie wysoko w pirackim świecie, choć od dziesięcioleci nigdy to żadnej kobiecie się nie udało.
Wróciłem ze swoich rozważań i zacząłem szukać Claes'a. Niski, sięgający mi do ramion krępy i postawny mężczyzna był kanonierem i taktykiem. Całe jego ciało zdobiły liczne tatuaże, przeważnie z imionami jakiś panien, a krótkie kasztanowe włosy idealnie współgrały z jego brązowymi oczami. Claes był przeważnie milczący i siedział na rufie statku pykając swoją ulubioną fajkę. Spotkałem go jakieś dziesięć lat temu, gdy kończył jedną z Bretońskich szkół. Wiedział więcej o działach, prochu niż moja załoga wiedziała o chędożeniu kobiet, a mieli w tym naprawdę duże doświadczenie - znowu uśmiechnąłem się pod nosem.
Wyrzucili go dwa dni przed przyznaniem jakiegoś tam tytułu z burdę po pijaku. Fakt gdy wypił trzeba było pięciu ludzi by go uspokoić. Zdemolował karczmę a połowę biesiadników wyrzucił przez okno. Sam karczmarz trafił do lazaretu na dwa miesiące, bo mu dał rozwodnione wino...

- Claes!!!!! Niech te szczury sprawdzą armaty, nie chcę by nas jakiś wieśniacki statek zaskoczył i posłał do Mannana. aż tak nie spieszy mi się na spotkanie z tym rybim Bogiem - krzyknąłem
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Pon Mar 01, 2010 12:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kain

- Piękny będzie dopiero gdy postanowisz skropić go krwią. Ach... moje ty naczynie. Gdzie te czasy kiedy w posoce naszych wrogów można było się kąpać...

Claes przytaknął Twojemu rozkazowi i gasząc fajkę zniknął pod pokładem. Chwilę później usłyszałeś szuranie odciąganych od burty armat.
Tak... ze swojej załogi z pewnością jesteś dumny. Jednak pomysł rabowania tutejszych osad rodzi w Tobie poczucie niepewności. Słyszałeś o Norsmenach chyba tyle co każdy, włączając w to opowieści o ich odwadze, waleczności, niespotykanych umiejętnościach żeglarskich. Podobno potrafili prowadzić swoje łodzie nawet w największe sztormy. Co prawda nie mają armat, ale w przypadku abordażu...

- Umrze jeszcze więcej - dorzucił głos w Twoich myślach półszeptem - jestem głodny.

Słyszałeś także o ich brutalności i krwawych rytuałach. Słyszałeś także, że niektórzy oddają cześć potęgom chaosu. Powróciłeś do ostatniej myśli Pazzuzu. Czułeś się ostatnio słabszy niż zwykle. Mógłbyś to oczywiście zrzucić na karb zmęczenia. Wszak przez ostatnie kilka dni ucieczka i niepewność jutra spędzała Ci sen z powiek. Może jednak demon ma rację? Może wystarczyłoby go nakarmić? Jeden, czy dwóch marynarzy...

Krzątający się najbliżej żeglarze albo nie usłyszeli, albo nie zwracają uwagi, na to, że ich kapitan gada do siebie. Jednak wiesz dobrze, że jak tylko się odwrócisz, plotkują za Twoimi plecami. Myślą: Szalony, opętany. Nie powiedzą Ci tego jednak w oczy. Nie staną przed Tobą bez strachu, który od razu wybije im z głowy głupie uwagi. Psy. Pewnie nawet Twoi pierwsi Ciebie obgadują. Może Rogmar wie o Twoim romansie z córką. Może mu powiedziała? Pewnie tylko czeka na dobrą okazję żeby zatopić ostrze w sercu swojego kapitana.

Tego samego dnia, wieczorem, wyszedłeś ponownie na pokład. Utrzymuje się dobra pogoda ze sprzyjającym wam wiatrem. Na wachcie, na dziobie stoi Claes. Kiwnął Ci głową gdy podszedłeś. Usłyszałeś krótkie: Kapitanie. Po czym Twój działonowy znów zapatrzył się w morze. Zdawałoby się, że będzie milczał, ale po dłuższej chwili wyciągnął nieodłączną fajkę z ust.

- Tak patrzę na te zimne wody, kapitanie, i przypomina się jedna historia, którą kiedyś zasłyszałem w tawernie. Bajka jeno, ale ilekroć o niej nie myślę, to rozpogadza moje myśli - zrobił dłuższą pauzę - Mawiają, że kiedyś Bogowie chodzili po ziemi, po której stąpamy, ale też przemierzali wody, po których pływamy. Nie pływali jednak na byle tratwach co po salwie burtowej by zatonęły. O nie. Posiadali wspaniałe statki, którym nie równają się żadne fregaty czy galeony. Dzięki magicznej mocy, wytrzymywały największe turbulencje wody. Opierały się wichrom i sztormom. Dzięki mocnym żaglom były podobno szybsze od strzały wypuszczonej przez silnego łucznika. Drewno okute złotem i żelazem z kuźni krasnoludzkich Bogów. Ach jakiż to walk musiały być świadkami te statki. Mając taki statek nie musielibyśmy uciekać przed trzema okrętami. Ba! Nie musielibyśmy uciekać przed całą flotą Tilei. Mówię o tym, bo gdzieś przy Norsce podobno miałby się znajdować taki jeden statek. Stawiam, że galeon jakiś. Ukryty przed oczami śmiertelników czeka na wezwanie Sztormowego Rogu, który nosili kapitanowie tych statków. Ech... takie bajki...

------------------------

Ulfir

Gdy krzyknąłeś nieznajomi odwrócili się w waszą stronę. Ten, który siedział zerwał się na równe nogi porywając z ziemi miecz. Jego towarzysze nie przestali podtapiać czwartej osoby. Teraz już masz pewność, że trzymają w wodzie jakiegoś, rozebranego do pasa, mężczyznę. Słabe już słońce pozostawia półmrok, przez który wciąż nie potrafisz rozpoznać twarzy. Wśród zrzuconych przy brzegu tobołków widzisz kilka sztuk broni. Topór, tarcza i kilka oszczepów. Do tego pękaty worek okryty futrem.

- Tak! - odkrzyknął mężczyzna z mieczem - My z Aesirvig! Kto wy!?

Nieznajomy odpowiedział w języku północy, ale z bardzo dziwnym akcentem, którego nie słyszałeś ani u Bjornlingów ani u Graelingów. Przyszła Ci do głowy myśl, że to mógłby być Thrall, ale skąd u niego miecz? Im daje się co najwyżej oszczepy by pilnowali trzody przed zwierzętami, lub pomagali w polowaniach. Jeśli to jednak nie jest Thrall, ani Bjornling, ani Graeling... to kto?

- Kogo tam macie? - krzyknął Oskar wyciągając zza pasa topór - Kogo budzicie?

Topiony mężczyzna wyraźnie traci siły coraz słabiej się szarpiąc. Co chwila jednak udaje mu się podnieść głowę ponad wodę by zaczerpnąć powietrza. Praca jego oprawców musi być przez to wyjątkowo uciążliwa. Czemu go nie zabiją? Czyżby chcieli go upokorzyć śmiercią nie od oręża?
Nieznajomy z mieczem odpowiedział po chwili wahania.

- Zbuntowany niewolnik. Uczymy go szacunku dla ludzi północy. Będzie przykładem dla innych. Coraz więcej takich, odkąd samozwaniec na północy się pojawił.

------------------------

Ezehiel

Ruszyłeś wolno główną, jak Ci się zdaje, ulicą odchodzącą od mola. Minąłeś jedną karczmę, ale okazała się zamknięta. Drogi są tutaj po prostu ubitą i przemarzniętą ziemią. Budynki tylko w okolicach portu są budowane w kamieniu. Im bardziej się oddalasz od portu tym więcej drewnianych konstrukcji, wciąż jednak utrzymywanych w imperialnym stylu. Wyjątek stanowią okna. Są o wiele mniejsze niż na południu. Okiennice są zamknięte i wypchane skórą.
Ludzie, których mijasz to ponurzy blond i ciemnowłosi mężczyzni, oraz trochę niższe, ale również postawne kobiety. Zauważyłeś, że dość powszechne są tutaj warkocze. Nawet u mężczyzn. Ubrani są w futra i skóry, ale zachowują się jakby zimno, które wprawia Twoje ciało w dreszcze, im nie przeszkadzało. Co ciekawsze prawie każdy (prócz kobiet) ma tutaj broń.
Przechodniów nie ma wielu, a Ci, których mijasz, witają Ciebie nieprzyjaznym spojrzeniem. W ich narzeczu nie ma zbyt wielu podobieństw do języków, które znasz. Niezbyt to dobrze wróży, biorąc pod uwagę, że jesteś tu sam... nie licząc wierzchowca. Ale po nim lingwistycznych wyczynów nie możesz się spodziewać.
w końcu jednak dotarłeś do drugiej karczmy, przy której znalazło się miejsce na przywiązanie konia. Nie ma tu jednak żadnego chłopaka, który mógłby popilnować Karla Franza. Z wnętrza karczmy, przez mocne drewniane drzwi, usłyszałeś jednak, coś co dało Ci odrobinę więcej nadziei, niż miałeś gdy przemierzałeś miasto.

- Poshel na hui˘! YA ne budu igrat' s toboi˘ bol'she! Udachlivyi˘

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Pon Mar 01, 2010 13:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wyjąłem grubo zwinięty liść tytoniu i go przypaliłem. Pierwsze zaciągnięcie było mocne tak, że dym przez nozdrza zaczął wylatywać. Zamyśliłem się sam w sobie, przy opowieści kanoniera.

- Wiesz Claes.. wspaniała to wizja aczkolwiek nierealna. Zapewne jeśli taki statek by istniał, strzegą do demony. Widziałeś kiedyś demona z bliska - zapytałem retorycznie, bowiem nie mógł

Uśmiechnąłem się szeroko i klepnąłem go po ramieniu.

- To teraz ja Ci coś opowiem.. Kiedyś wiele lat temu, miałem przyjemność stanąć przed obliczem takiej istoty. Pierw wyglądała niczym gęsta mgła, niematerialna i nierzeczywista. Z pośród szarego dymu widać było trzy jarzące się czerwone ślepia. Z każdym momentem "mgła"zaczęła nabierać formy. Wyobraź sobie że stoisz na przeciwko istoty, która przewyższa Cię dwukrotnie a jej tułów jest jeszcze szerszy. Czworo rąk wystających z niego a każda ręką zakończona inaczej. Patrzysz na nią i z jakiś tajemniczych powodów czujesz jak drżysz i stwierdzasz że każdy jej oddech sprawia że czujesz się jakbyś miał zaraz odwiedzić krainę Morra. Im dłużej tak stoisz i wpatrujesz się w jej twarz, a raczej pysk przypominający wilka gdzie na głowie wystają trzy rogi a zęby ma większe niż ostrze strzał, to odkrywasz jak serce wali Ci jak oszalałe i stwierdzasz że słyszysz jego bicie. Stoisz tak i wpatrujesz się w trzy oszalałe z furii, żądzy mordu ślepia i ta istota czyni krok ku tobie. Z pleców nagle wystrzeliwują w powietrze skrzydła, ale nie jak u orła czy jastrzębia, ale skrzydła które są z jakiejś błony i potrafią Cię przykryć w całości. Jedna z rąk zakończona jest szczypcami jak u kraba, którymi mógłby Cię z łatwością przepołowić. Tak Claes to są demony. Istoty tak potężne że sam ich dech sprawia że serce staje w miejscu. Na pancerzach, które noszą wyryto jarzące się na czerwono bluźniercze symbole a i nierzadko noszą śmiertelny oręż. Oręż też wykuto z nigdy nie szczerbiącej się stali a w dodatku wyryto na nich runy. Te same którymi krasnoludy wzmacniają swoje oręża. Wyobraź sobie taką istotę i że musisz sam jej stawić czoło.. znałem jednego takiego ..głupca a może szaleńca.. Więc w każdej bajce czy legendzie jest odrobina prawdy... - te ostatnie słowa rzuciłem bardziej do siebie niż Claesa

Ciekawe ile w jego powieści jest prawdy. Może warto się dowiedzieć. Wizja takiego statku i wizja takiej potęgi.. sprawiła że zaciągnąłem się ponownie i uśmiechnąłem....
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pon Mar 01, 2010 13:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pierwsza lekcja za mną. Ci tutaj, są tacy jak Wissenlandczycy lub nawet gorsi. Uspokaja mnie styl architektoniczny, moi ziomkowie musieli mieć wpływ na ten port. Mniemam, że to ostatni ślad moich rodaków w tej ponurej krainie. Niepokoi mnie jednak fakt posiadania broni przez większość mieszkańców. Niezły muszą mieć tutaj burdel skoro wszyscy mają prawo do broni. Na wszelki wypadek będę musiał poznać alfonsów.

Przywiązałem Karla do belki i zabrałem cały swój ekwipunek. Otwieram drzwi do karczmy i ciężkim krokiem wchodzę do środka. Przystaję na chwilę pod ścianą i rozglądam się w poszukiwaniu wolnego miejsca, a najlepiej było by gdybym znalazł miejsce przy ladzie.

- Piwo i jedzenie - powiedziałem przy pierwszym kontakcie z gospodarzem.

Gdyby nie zrozumiał próbuję tłumaczyć mu machając rękami, mówię w staroświatowym, kislevskim, a nawet w klasycznym. Optymistą trzeba być. Kiedy już uporam się z zamówieniem strawy informuję go, że będę płacił walutą imperialną.

Przy stole ściągnąłem rękawice i te płytowe i te skórzane. Miecze oparłem o nogę tak by nie przeszkadzały mi w jedzeniu.

Mielę i łykam powoli. Nie rozglądam się po karczmie jak młody wróbel. Przewracam raczej oczyma by obserwować ludzi i wsłuchiwać się w ich język. Pora zacząć przyspieszony proces aklimatyzacji.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3927
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Mar 02, 2010 11:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Staram sie skupić na tym co ma nadejść. Wzywam do siebie sługi i każe posłać po zwiadowców i dowódców. Chce wiedzieć co wiadomo o Eryku i jego wojskach. Teraz jest chyba najlepszy moment aby na niego uderzyć. Mam nadzieje , że i on sam ruszył już poruszony moimi wyzwaniami. Dbałem o codzienne treningi ciala i umysłu. Uważam , że jestem gotowy aby się z nim spotkać. Elwira , dobrze , ze jest u mojego boku. Czy to bogowie ją zesłali?? Sięgam pamiecią wstecz i przypominam sobie to co zaszło. W jaki sposób dotarłem tu gdzie jestem.>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Wto Mar 02, 2010 15:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aderus

Rzeczywiście. Niesamowity zbieg okoliczności, który postawił Ciebie w tym miejscu ma w sobie coś z opowieści, jakie kiedyś snułeś z Kerilem. Podejrzewasz jednak, że bardziej kapłani, niż Bogowie maczali w tym palce. Dzięki Tobie, Olric może wyprzeć wszystkie lokalne wierzenia, których na lądzie północy pod dostatkiem.
Zebrałeś naradę, na którą przybyli wojowie reprezentujący każdy z popierających Ciebie Fjordów oraz Elfyn z Albionu. Pojawił się również i Twój, ostatnimi czasy, cień - Kastor. Wśród zebranych widzisz również jednego z kapłanów, z którym miałeś już okazję rozmawiać wcześniej. Pamięć podpowiada ci jego imię - Jolan, wyznawca Olrica.

- Królu - odezwał się jeden z zebranych - Eryk Czarnoręki z pewnością przypłynie wraz ze swoimi wojami na łodziach. Tak jak mamy w zwyczaju wojować od wieków. Zbierając po drodze innych z Hedaby czy Jordekburga, zajmie mu to nie więcej jak siedem dni, by do nas dotrzeć.

Na morzu, musiałbyś spotkać się z Erykiem przynajmniej obok Rotundvig, broniącego dostęp do leżących wzdłuż tej samej rzeki Birkastadu, Morkursburgu i Tongurstadu, stanowiących południową linię podległych Tobie Fjordów. Podróż zajęłaby około dwóch dni ze Stormstaadu.
Musisz się też liczyć z faktem, że Elfyn przywiódł ze sobą konnicę, której nie sposób wykorzystać na morzu.

- Może jednak ruszyć lądem. Wierni mu Grottiburkczycy nie mają dostępu do morza. Oni, mimo, że nieliczni mogą przyjść lądem. Dzieli ich ponad tydzień marszu. Wiem, że mają niewielką siłę, ale jeśli uda im się przekonać Morkanta Gniewnego z Aesirvig, a wtedy także i Volsbaek z nimi pójdzie, mogą uderzyć przeważającą siłą na mego Pana w Morkursburgu, chyba że wsparłby nas Tongurstaad.

Słyszałeś, że Morkant Gniewny, Jarl w Aesirvigu, któremu wierny jest też VOlsbaek, ulokowany nieco dalej nad tą samą rzeką, nie przysiągł wierności nikomu. Niektórzy twierdzą, że czeka na właściwy moment. Jeszcze inni mają pewność, że woli czasy, kiedy Norska nie stała jednością. Co złośliwsi twierdzą, że powrócił do krwawych rytuałów i oddawania czci mrocznym bóstwom.
Gdybyś miał bronić Morurburgu, najszybsza droga również prowadzi morzem, a później w górę rzeki. Trzy dni.
Nie wiadomo też co z Grunem Starym z Galveholmu na północy. On i jego syn mają we władaniu prawie całe północne wybrzeże, co stanowi niemałą siłę. Jednak przez całą zimę nie dawał oznak życia. On również nie przysiągł nikomu wierności.

- Szykować snekki? Gdzie ruszamy? Co Ci bogowie podpowiadają Królu?

Teraz jeszcze uważają, że rozmawiasz z bogami...

-----------------------------

Kain

Claes nie dał po sobie poznać, że poruszyła go Twoja opowieść. Nie zadał też najważniejszego pytania: Jak przeżyłeś spotkanie z tak groźną istotą. Widać nawet Twoi pierwsi wolą nie ryzykować rozbudzenia Twojego gniewu głupią uwagą. Słabi...

Nagle poczułeś ucisk w głowie. Ogromny ból, któy zawsze towarzyszy gdy Pazzuzu powraca po dłuższej nieobecności i sięga po Twoje wspomnienia.
Oparłeś się ciężko o drewnianą barierkę przed sterem tym samym odwracając się od Claesa. Po chwili ból zelżał.

- No przestań - szepnął demon - nie wyglądałem, aż tak strasznie. Ale masz rację moje Ty naczynie. W każdej opowieści tkwi ziarno prawdy. Tak jak ja Ci dałem potęgę, tak i ten statek mógłby uczynić Ciebie niezwyciężonym. Stanąć na statku bogów jako kapitan, to znaczy być bogiem...

----------------------------

Ezehiel

Mając nadzieję, że nikt nie skradnie Ci konia, pozostawiłeś go przywiązanego przed karczmą, wchodząc do środka. O dziwo, sala jest pełna. Nie widzisz tu jednak zbyt wielu tych ponurych osobników zwanych Norsmenami. Sala jest pełna Kislevitów. Ich ubiór zdradza wojskową przynależność. Co tu jednak robią żołnierze caratu?
Podszedłeś do szynkwasu zamówiłeś jedzenie i napitek. O dziwo, karczmarz okazał się imperialnym. Uśmiechnął się radośnie słysząc rodzimy akcent. Wydał polecenia do kuchni i nachylił się na ladą.

- Wreszcie ktoś z kim można pogawędzić. Co tam w świecie? Przez całą cholerną zimę, nie było tu żadnych podróżnych.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Wto Mar 02, 2010 16:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zostawiam Claes'a samego i idę na rufę statku. Spoglądam przed siebie, wypatrując czegoś...a może kogoś. Wdycham świeże powietrze mocno i równie mocno je wypuszczam. Słowa Pazzuzu chyba miały mnie połechtać i rozbudzić moją wyobraźnię:

- Tak a Verena zostanie moją żoną.. - rzuciłem drwiąco

Nie czekając na ripostę demona znowu zacząłem szemrać do siebie

- Wiesz przez te wszystkie lata i to wszystko co ujrzałem.. jedno jest pewne. Nie ma nic za darmo, a choć wizja statku kusząca to jednak było by to jak szukanie igły w stogu siania - z czasem człowiek przyzwyczaja się że inni postrzegają go jako wariata - nawet gdyby twoja skromna wiedza mogła mi pomóc cena jakiej zażądasz będzie zbyt wysoka. Już i tak muszę znosić twój głos w głowie, i uznawanie mnie za szaleńca. Poza tym bycie Bogiem może pewnego dnia się znudzić a osiąganie wyższych celów kształtuje charakter... mądralo - dodaje z przekąsem

Spoglądam na załogę i znów w morze. Tak przydałoby się upuścić komuś krwi choć walka z Normsmenami na lądzie to samobójstwo. Może zamiast walczyć warto by skaptować kilku i powiększyć swoją załogę. Pierw trzeba poznać sytuację w Norsce a potem zaczniemy snuć plany.. dalekosiężne plany. Odwróciłem się do załogi i rzuciłem:

- Ruszać się kundle... już bretońskie kurwy mają więcej werwy niż wy... Ruszać się chcę dotrzeć do brzegu przed zachodem słońca.. - krzyknąłem głośno...
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Wto Mar 02, 2010 16:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To miła niespodzianka. Uśmiechnąłem się szczerze i westchnąłem.

- Jam kapłan, mości gospodarzu - powiedziałem pokazując symbol kruka. - Do tego mroczny jak wnętrze dupy trolla. Sprawy światowe mnie nie interesują... Chyba że kogoś trzeba pochować, o i owszem wówczas.

Ponownie uśmiechnąłem się, a po chwili zaśmiałem pod nosem.

- Życie w Imperium toczy się swoimi sprawami. Walki możnych o wpływy, plugawą sławę i zysk pozwalają siłom nieczystym panoszyć się po ziemiach Imperium. Prorocy głoszą koniec świata, północno-wschodnie kresy upadają... A hrabina Nuln podobno pobiła rekord w ilości kochanków, ot informacje.

Wraz z przełknięciem śliny zakończyłem prawić pierdoły.

- Konia zostawiłem przed gospodą. Nikt mi go nie podpieprzy? Poza tym... Co u was tylu wschodniaków, hm?
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sro Mar 03, 2010 18:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kain

- Mój głos nie raz uratował Ci życie, więc nie marudź... a widziałeś jeszcze mało moje Ty naczynie. Glinianą skorupę łatwo zdeformować. Lecz wypalona w ogniu staje się po stokroć wytrzymalsza. Pamiętaj to mój ty gliniany potworze.

Noc minęła spokojnie. Marynarze nie mają zbyt dużo do roboty, bowiem utrzymuje się dobry wiatr. Gdy ciemność przeszła w szarzyznę ujrzałeś na horyzoncie zatokę, w której ma leżeć port. Weszliście pomiędzy wyrwę w linii brzegowej, na końcach której widać dwie osady pełniące, jak się domyślasz, rolę ostrzegawczą dla ulokowanego głębiej Stormstaadu. Po obu stronach rozciąga się ląd poznaczony przy brzegu ostrymi skałami, odstraszającymi duże statki. Linia brzegowa zwęża się do punktu, w którym, przed wami, rozciąga się miasto portowe. Sam nie wiesz co spodziewałeś się ujrzeć. Miałeś rację, jeśli myślałeś o tym porcie jako o regularnym mieście z kamienicami zamiast drewnianych chat, portem i przycumowanymi żaglowcami. Oczywiście nie jest to Marienburg, czy żadne inne miasto portowe Starego Świata, ale i tak nie pasuje do snutych o Norsce opowieściach. Powinna być już wiosna, tymczasem jest tu strasznie zimno, szczególnie w tej zatoce, jakby istniały tu zimne prądy. Na otwartym morzu było lepiej. Twoi ludzie nie są przygotowani na takie temperatury. Ty też nie. Przyzwyczaiłeś się do nieco cieplejszego klimatu. Twoje ciało dygnęło w dreszczach. Zdaje się, że słyszysz śmiech demona.

Ludzie też jakoś specjalnie się tutaj nie kręcą. Przy molu zaś widać trzy żaglowce. Dwie fregaty i kupiecki holki. Cały brzeg spowity jest poranną mlecznobiałą mgłą nadającą miastu sennego klimatu. Panuje tutaj charakterystyczny zapach ryb, który nigdy się nie ulatnia z żadnego portu. Ryb i wędzonego mięsa.
Drzwi od jednego z domów się otworzyły wypuszczając rosłego mężczyznę o bladej cerze. Blondwłosy nosi splecione w warkocz, a ubrany jest w skórę i futro. Wyszedł do was na molo i zastygł w oczekiwaniu. Przy pasie zauważyłeś groźnie wyglądający topór. Mężczyzna nawet z tej odległości wydaje się wyższy od Ciebie.

------------------------------

Ezehiel

- Z chowaniem zmarłych tu problemu nie ma. W waszej wierze kapłanie żadnych pochówków tu nie ma. Więcej tu lokalnych bożków, duchów i przodków niż pcheł na kundlu. Każdy chowa po swojemu. A jeśli wam wasze życie drogie, to nie radzę tego zmieniać. Norsmeni gwałtownikami są. Za złe słowo potrafią rozpukać głowę. Co do konia, to nie ma co się obawiać. Kradzież jest tutaj dość srogo karana. Zajrzyj Pan jednak od czasu do czasu na podwórze. Na noc niestety nie mam pokoi.

Podano w tym czasie Twój posiłek.

- Tak... Imperium. Czasami chciałbym tam wrócić. Kiedyś miałem karczmę na ziemiach pana von Salzburga. Jak się jednak zaczęła jatka z elfami, sprzedałem wszystko i ruszyłem na północ. Tutaj niższe ceny, muszę przyznać.

- A kozacy? Bo to kozacy. Chorągiew jednego z kislevskich bojarów czy jak ich tam zwą. Pan Vladek przybył tu wojować w wojnie domowej. Gdzie jednak się podział, tego nie wiadomo. Wiadomo, że zostawił tu swoich ludzi, a podobno kolejni mają niedługo przybyć. Póki jednak płacą, nie narzekam. Tutaj masz tylko część z nich. Druga część zajęła drugą karczmę, tą bliżej portu.

------------------------------

Kazdin

W Marienburgu uzyskałeś kolejny strzępek informacji o domniemanej lokalizacji Kraka Drak. Ostatniej na północy, według krasnoludów imperialnych, fortecy Twojej rasy. Pewność uzyskasz dopiero gdy zobaczysz wrota oznaczone symbolem smoka, od którego wzięła się nazwa ocalałego miasta. Leży podobno na północnym wschodzie Norski, w górach, które niegdyś nawiedzały licznie giganty. O lokalizacji dowiedziałeś się od jednego z kupców powracających jesienią z lądu północy. Handlował podobno z krasnoludami, które przybyły do Stormstaadu właśnie z Kraka Drak.

Kraka Drak. Odcięta wraz z końcem złotego wieku placówka krasnoludów na północy. Gdy upadły podziemne korytarze, słuch po rodakach z Norski zaginął. Oczywiście istniały opowieści, bajki i plotki. Między innymi o w pełni zachowanej sztuce kucia run. Dowiedziałeś się o tym od starego gońca, którego dziad biegał niegdyś z Kraka Drak do południowych fortec. To był właśnie moment, w którym zainteresowałeś się innymi plotkami. Co złośliwsi byli przekonani, że krasnoludy z Norski odwróciły się w

stronę Chaosu i praktykują plugawe tradycje. Udało Ci się dostać do starożytnej mapy z Karak Hirn, na której oznaczone były lokalizacje wszystkich twierdz. Na północy były to Kraka Drak, Kraka Ravnake, Kraka Dorden oraz Kraka Ornsmotek. Wszystkie zostały odcięte. Mapa oczywiście przedstawiała podziemne ścieżki, co ciężko odnieść do ludzkich map świata. Aż do rozmowy z kupcem w Marienburgu poruszałeś się po omacku, co chwila tracąc trop.

Ale nie tylko poszukiwania zaginionej wiedzy skierowały Twoją uwagę na północ. Szukając informacji o Kraka Drak, dowiedziałeś się, że krasnoludy z północy, a konkretniej z Kraka Ornsmotek, wydobywały w znacznych ilościach gwiezdny metal - gromril. Tutaj jednak możesz zawęzić poszukiwania. Na wspomnianej mapie naniesiony był

dopisek o znajdującej się niedaleko fortecy ludzkiej osady Skadistad. Przeglądając ludzkie mapy i zasięgając języka tu i ówdzie wśród kupców handlujących z północą, udało Ci się wywiedzieć, że taki fjord (jak nazywają swoje osady Norsmeni) rzeczywiście istnieje. Jednak nikt z nimi nie handluje ze względu na ciężki dostęp do brzegu, oraz zbyt niebezpieczną drogę lądem przez pola Fimbulu.

Z tych dwóch powodów znalazłeś się na kupieckiej fregacie wypływającym na początku wiosny w stronę Norski. Wraz z Tobą i towarami, statkiem płynął mały oddział zbrojnych z rycerzem zakonu Płonącego Słońca na czele.

Do Stormstadu, jedynego portu dla większych żaglowców w Norsce, dotarliście nad ranem, gdy ciemność nocy zamieniała się w szarzyznę. Statek wszedł w zatokę, na końcach której widać dwie osady pełniące, jak się domyślasz, rolę ostrzegawczą dla ulokowanego głębiej portu. Po obu stronach rozciąga się ląd poznaczony przy brzegu ostrymi skałami, odstraszającymi duże statki. Linia brzegowa zwęża się do punktu, w którym, przed wami, rozciąga się miasto portowe. Sam nie wiesz co spodziewałeś się ujrzeć. Miałeś rację, jeśli myślałeś o tym porcie jako o regularnym mieście z kamienicami zamiast drewnianych chat, portem i przycumowanymi żaglowcami. Oczywiście nie jest to Marienburg, czy żadne inne miasto portowe Starego Świata, ale i tak nie pasuje do snutych o Norsce opowieściach. Jest tu też dość zimno. Twoja gruba krasnoludzka skóra, oraz dobre ubranie, specjalne zakupione na tą okazję, dają Ci wystarczającą ochronę. Wyczuwasz jednak różnicę i widzisz ją po klnących siarczyście zbrojnych nie przygotowanych na tą okazję.

Gdy dobiliście do drewnianego mola zauważyłeś, że ludzie jakoś specjalnie się tutaj nie kręcą. Przy molu zaś widać dwa żaglowce. Cały brzeg spowity jest poranną mlecznobiałą mgłą nadającą miastu sennego klimatu. Panuje tutaj charakterystyczny zapach ryb, który nigdy się nie ulatnia z żadnego portu. Ryb i wędzonego mięsa.
Pożegnałeś się z kapitanem i zszedłeś na brzeg wraz z trzydziestką zbrojnych i rycerzem Manfredem, jak się przedstawił wcześniej.

------------------------------

Manfred

Wraz ze swoim skromnym oddziałem wsiadłeś na statek kupiecki płynący do Stormstaadu. Jedynego podobno portu w Norsce, który jest w stanie przyjąć duże żaglowce. Nie wypytywałeś na razie dlaczego i jak żołnierze zrezygnowali ze służby w Wissenheim. Nasuwa się oczywista odpowiedź - dezercja, a Ciebie czyni dowódcą dezerterów. Trochę się jednak obawiasz potwierdzić swoje przypuszczenia.

Na kupieckim holku prócz was jest jeszcze jeden podróżnik. Krasnolud, również wyglądający na żołnierza.Do Stormstadu, dotarliście nad ranem, gdy ciemność nocy zamieniała się w szarzyznę. Statek wszedł w zatokę, na końcach której widać dwie osady pełniące, jak się domyślasz, rolę ostrzegawczą dla ulokowanego głębiej portu. Po obu stronach rozciąga się ląd poznaczony przy brzegu ostrymi skałami, odstraszającymi duże statki. Linia brzegowa zwęża się do punktu, w którym, przed wami, rozciąga się miasto portowe. Sam nie wiesz co spodziewałeś się ujrzeć. Miałeś rację, jeśli myślałeś o tym porcie jako o regularnym mieście z kamienicami zamiast drewnianych chat, portem i przycumowanymi żaglowcami. Oczywiście nie jest to Marienburg, czy żadne inne miasto portowe Starego Świata, ale i tak nie pasuje do snutych o Norsce opowieściach. Jest tu też dość zimno. Ani Ty, ani Twoi żołnierze nie przygotowaliście się na spotkanie z takim mrozem. Walka ze złem i sława to jedno, ale przeżyć na takim zimnie? Podobno jest wiosna. Nie chcesz wiedzieć co będzie zimą.

Nie słyszałeś zbyt wiele o Norsce. Podobno im bardziej na północ tym więcej chaosu. Norsmeni powinni być dzicy i oddawać cześć mrocznym potęgom. Zwykle to oni wędrowali z każdą kolejną falą chaosu grabiąc cywilizowane Imperium. Pytałeś o to kapitana, ale ten tylko wzruszył ramionami i stwierdził, że handluje tylko ze Stormstadem, bo to jedyne miejsce gdzie można dobić do brzegu statkiem większym od kogi. Może to jest wytłumaczenie? Stormstad jako jedyna ostoja cywilizacji i ostatni bastion przed chaosem?

Gdy dobiliście do drewnianego mola zauważyłeś, że ludzie jakoś specjalnie się tutaj nie kręcą. Przy molu zaś widać dwa żaglowce. Cały brzeg spowity jest poranną mlecznobiałą mgłą nadającą miastu sennego klimatu. Panuje tutaj charakterystyczny zapach ryb, który nigdy się nie ulatnia z żadnego portu. Ryb i wędzonego mięsa.

Pożegnałeś się z kapitanem i zszedłeś na brzeg wraz z krasnoludem Kazdinem, jak się wcześniej przedstawił.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sro Mar 03, 2010 18:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nie mam zamiaru krzewić tutaj wiary mojego panteonu - powiedziałem poprawiając płaszcz. - Brak pokoi, powiadasz? Wielka szkoda. Znalazło by się miejsce gdzieś przy piecu lub kawałek miejsca na podłodze? Oczywiście zapłacę za gościnę. Druga sprawa, mości gospodarzu... Zajęcia potrzebuję jakiegoś. Nie potrzebujecie ochroniarza albo kogoś do pomocy? Wiele nie potrzebuję do szczęścia, a moje usługi mogą się panu przydać. Nie jestem z tych, co ciężkiej pracy się boją, wręcz przeciwnie.... Pobyt w klasztorze kształtuje w człowieku chęć do pracy.

W trakcie wypowiadania kolejnych słów próbowałem zapomnieć o uboju elfiej nacji jednak zrozumiałem, że nie jestem w stanie od tego uciec. To będzie za mną szło jak smród za dupą.

- Walki z elfami zakończyły się jakiś czas temu - zacząłem temat. - Wiatry plotek przyniosły mi informację, iż na włościach plugawej pamięci hrabiego, zaczęły się momentalnie bunty chłopskie, a jego rodzina zaczęła walkę o spadek. Nieboszczyk nie myślał o testamencie zatem krewni sami próbują rozstrzygnąć kto będzie nowym panem. Powiadają, że część chłopów spierdoliła z tamtych stron. Byli bowiem własnością hrabiego i odejść z własnej woli nie mogli. Mają okazję zatem korzystają. Co z elfami? Cholera je wie... Cieszą się i zapewne zaczęli się łajdaczyć, co by deficyt społeczny nadrobić.

Nie wytrzymałem, muszę z kimś o tym porozmawiać. Niechaj to będzie ulgą chwilową.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Wichry Północy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 38, 39, 40  Następny
Strona 1 z 40

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.