Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Clar Karond
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Ziemie Chłodu
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Pią Paź 01, 2010 20:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Opróżniłaś flakon pozostawiony przez swego 'towarzysza' i niemal natychmiast poczułaś przypływ sił. Przed momentem byłaś wycieńczona i śpiąca a teraz masz wrażenie, że wszystkie mięśnie są napięte do granic możliwości a ciebie rozpiera energia. Ciekawe co to było i skąd to wziął.

Kiedy przechodziłaś obok szynku karczmarz Cię zaczepił.

-Szanowna Pani, panicz prosi panią... na zaplecze.

Pokazał ci solidne drzwi za swymi plecami. Zaintrygowało cię to, więc postanowiłaś tam wejść.
Odrzwia otwarły się niemal bezdźwięcznie i stanęłaś w słabo oświetlonym pomieszczeniu. Przypominało nieco loch - w całości było wykonane z kamienia a wystrój był wręcz barbarzyński: toporne beczki, półki stół i krzesła bez najmniejszej nawet ozdoby. Przy jednej ze ścian stał Serbith.

-Cieszę się, że wpadłaś. Zapraszam.

Podniósł klapę ukrytą w podłodze tak dobrze, że sama nigdy byś jej nie dostrzegła. Zaprosił cię tam gestem lecz widząc twoje zawahanie zszedł pierwszy, a ty po krótkim namyśle poszłaś w jego ślady. Staliście w małej klitce z tylko jednymi drzwiami, do tego okutymi. Serbith otwarł je kluczem zawieszonym na swej szyi i twoim oczom ukazały się schody wykute w skale a do tego znacznie lepiej oświetlone niż komnata w której byłaś przed chwilą.

Zeszliście nimi dobre kilka metrów w dół by stanąć w korytarzu z trojgiem drzwi. Zaprowadził cię do najdalszych.

- Zasłużyłaś by czynić honory, w końcu odniosłaś spore rany. Pomieszczenie do którego wejdziemy nie przepuszcza dźwięków.

Otwarł kolejne drzwi - zauważyłaś, że były dziwnie zbudowane, pomiędzy dwoma warstwami desek były warstwy futer i materii. Efektem tego były to chyba najgrubsze drzwi jakie przyszło ci oglądać.
Weszliście do środka, Serbith zamknął za wami, by dostrzec dosyć sporą komnatę: na ziemi rozrzucona była gruba warstwa siana, a pod jedną ze ścian stały dwa stoły. Natomiast naprzeciw ciebie, aż przetarłaś oczy, była przykuta do ściany łańcuchami Tetiana. Zdarto z niej spodnie, najprawdopodobniej przy gwałcie, a na całym ciele miała siniaki, brak jednak było poważniejszych obrażeń. Zakneblowano ją żelaznym kneblem.

-Zrób z nią co zechcesz. Cały asortyment jest do twojej dyspozycji.

Samiec oparł się o ścianę, zakładając ręce na piersi. Zdaje się, że będzie jedynie obserwował. Spojrzałaś na stoły i dostrzegłaś największą kolekcje narzędzi tortur: od noży i obcęgów po zgniatacz głowy
.
_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Nie Paź 03, 2010 13:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uwaga! Sceny drastyczne!

Serbith musi mieć dojścia do jakichś magików, skoro szasta takimi dekoktami. Rozmyślam chwilę nad nim. Perspektywa dłuższej znajomości bardzo by mi się opłacała, jest jednakże jeden mankament. On wie, że to ja zabiłam przypadkiem tego pomagiera Mengila Manhide'a. Ma na mnie haka. Więc ja też muszę mieć na niego haka który grozić mu będzie śmiercią po ujawnieniu. Z tym, Serbith nie będzie taki skłonny do zdrady.

Z lekką irytacją zmieniam kierunek kroku i schodzę do piwnic. W końcu nie można kazać czekać "paniczowi".

U progu sali tortur staję jak wryta, obserwując z niedowierzaniem salę, Serbitha, narzędzia i... Tetianę. Wargi drgają mi w uśmiechu. Nie wytrzymuję i wydaję z siebie pomruk który przeradza się w histeryczny, złowieszczy śmiech. Spoglądam na Serbitha, uśmiecham się do niego zniewalająco i posyłam mu pocałunek dmuchnięciem z dłoni.

Podchodzę do zebranych narzędzi i przebieram w nich. Część odrzucam od razu: obcinacz do uszu, pokutne buty, buty na śruby i żelazną dziewicę. Resztę zostawiam. Najpierw rozpalam palenisko za pomogą węgli i ognia, po czym gotuję nad nim kociołek z wodą. Zwykłą wodą. Widzę, że Tetiana jest zakneblowana specjalnym, żelaznym ustrojstwem. Wykorzystam to.

Kiedy woda się gotuje, próbuję się opanować, jednakże moja sadystyczna natura znów bierze nade mną górę. Spoglądam na Tetianę ze złowieszczym uśmiechem i macham do niej palcami. Zaraz potem woda już jest gotowa. Zdejmuję kociołek i stawiam na stole obok rywalki. Nalewam sporą porcję do drewnianego kubka. Biorę także widelec heretyka i montuję go na tej dziwce tak, by twarz miała wysoko.

- Z pewnością jesteś spragniona, moja droga Tetiano. W końcu tak ciebie ci okropni mężczyźni zmaltretowali. Proszę... napij się.

Wlewam w otwór knebla wrzątek. Powoli. Kiedy już się napije, kiwam głową i nalewam kolejny pełen kubek.

- No, to skoro jesteś już nasycona to teraz mała rozgrzewka.

Chlustam na jej ciało piekielnie gorącą wodą, szczególną uwagę poświęcając wrażliwym miejscom - pachom, zgięciom łokci, okolicom łona, piersiom i paru innym. Kiedy już kociołek będzie pusty, odkładam go na swoje miejsce i demontuję widelec.

- Hm hm hm. Od czego by tu zacząć. - mówię ciekawskim tonem, teatralnie pocierając dłonią brodę - Wiesz co? Najpierw cię podrapię.

Chwytam za "kocią łapkę." Zaiste miła dla ucha kobiety nazwa, ale wygląd był paskudny. Jak motyka karykaturalnego wieśniaka Chaosu. Nurzam cholerstwo w ogniu i kiedy już się rozgrzeje, zachodzę ją od tyłu i zaczynam swoją robotę, "delikatnie" drąc skórę na plecach i rękach tu i ówdzie. Pilnuję by rany były bolesne lecz nie wyczerpujące dla mojej przyjaciółki. Nie chcę, by zemdlała.

- Podoba ci się? Zaraz będzie przyjemniej. Zaraz sobie poleżysz na pleckach i odpoczniesz.

Kiedy już z nią skończę, oglądam uważnie skrobak kociej łapki i smakuję spływającą po nim krew ze śmiechem przypominającym świergot ptaka.

- Wiesz co Teti? Polubiłam cię! Jesteś taka... dobra... dlatego pobawimy się dłużej. Ale ale, nie jesteś już małą dziewczynką... - zlizuję krew z ust - ...i dlatego nie trafisz już na kołyskę. Położymy ciebie na stole. Serbith, bądź tak miły i pomóż mi przetransportować naszego gościa na stół, proszę.

Kiedy już przeniesiemy ją na stół do rozciągania i uwiążemy, rozwieram jej nogi dość szeroko w preparacji dla następnych "zabaw".

- Ooo, ale jesteś piękna tam, skarbie. Zaraz się tym zajmiemy. Dostarczę ci więcej przyjemności niż wszyscy ci mili panowie którzy chcieli ci dogodzić ostatniej nocy. Obejdę się z tobą delikatniej niż ty i twoja kusza ze mną. Ale najpierw musimy ciebie trochę porozciągać, co nie?

Zaczynam ją rozciągać. Powoli. Tak jak wcześniej, dbam o jej przytomność i "dobre zdrowie". Daję jej chwile odpoczynku co jakiś czas.

- Z pewnością masz dość tego smoczka, dlatego ci go zabierzemy.

Przygotowuję gruszki i zabieram jej knebel. Chcę usłyszeć jej wrzaski. Na tym stadium nie da rady rzucać już zaklęć, ale w razie czego jestem czujna.

Umieszczam jedną z gruszek w jej waginie, lecz na razie nie otwieram. Czerpię dziwną przyjemność z tego, że daję jej przyjemność. Jedną gruszką wykonuję posuwiste i okrężne ruchy, dając jej rozkosz niczym najlepszy kochanek. Drugą masuję ją po łechtaczce. Robię to coraz szybciej i mocniej. Kiedy zacznie dochodzić (mam czas...) zabieram drugą gruchę a pierwszą otwieram nagle. Niech wyje z bólu.

To samo robię z drugą, tyle że tą umieszczam w jej zadku. Robię tak kilka razy, wyjmując, bawiąc się i wkładając. Niech nie odróżnia bólu od spazmów rozkoszy.

- Patrz, Serbith, mamy w akademii wyznawczynię plugawej Żmii! Heretyk! Ciekawe, co powie na to.

Zostawiam lekko otwarte gruszki w jej rozepchanych otworach i biorę do rąk rozdzieracz. Najpierw go rozgrzewam, po czym czerwonym metalem wypalam jej znamiona na klatce piersiowej. A potem zaczynam działać z jej piersiami. Nie wiem za bardzo jak się obsługuje to cholerstwo, dlatego jestem nad wyraz ostrożna. Nie chcę przeciąć jej żadnych życiodajnych żył.

Kiedy ona wrzeszczy, chichoczę niczym głupie dziecko które dostało zabawkę. Rzucam jej słodkie słówka przeplatane z obelgami i obietnicami większej rozkoszy. Pytam się jej o różne rzeczy. Czy służy Slaaneshowi, czy chce zgwałcić Serbitha, czy mnie kocha i czy nienawidzi Khaine'a. Staram się zmusić ją tymi i innymi (jeśli trzeba, biorę rozżarzone węgle i kocią łapkę) torturami do przyznania się do wiary w Księcia Przyjemności. Będę miała atut przed moim mistrzem.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Nie Paź 03, 2010 14:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedy weszłaś Tetiana była ledwo przytomna, ale kiedy usłyszała słowa Serbitha oraz zobaczyła ciebie grzebiącą w narzędziach tortur wpadła w panikę. Zaczęła się miotać i wierzgać, starając się wyrwać, lecz łańcuchy trzymały mocno. Patrzyła na was z przerażeniem. Kiedy zagotowywałaś wodę delektowałaś się widokiem jej szeroko rozwartych oczu.

Machała głową jak opętana w momencie montowania jej 'widelca', ale w chwili kiedy nabiłaś na niego jej podbródek momentalnie się uspokoiła. Zrozumiała, że każdy ruch głowy sprawi jej teraz ból. Wtedy podeszłaś z wrzątkiem.

Nie da się opisać dźwięków które się z niej wydobywały podczas wlewania jej do gardła wrzątku. Próbowała wypluć gorącą ciecz wydając przy tym odrażający gulgot połączony z czymś, co normalnie byłoby opętańczym wrzaskiem, gdyby nie stalowy knebel. Jej twarz stała się czerwona, wręcz purpurowa a przez ciało przechodziły jej spazmatyczne skurcze, wykręcając korpus w pozach których jeszcze nigdy nie widziałaś.

Oglądanie tego sprawiło ci tak wielką przyjemność, że nie chciałaś by to się kończyło, dlatego wylałaś na nią resztę wody. Było jej dużo, wystarczyłoby na całe ciało ale skupiłaś się tylko na niektórych miejscach. Miała jeszcze siły i przy każdym polaniu wiła się w jakimś karykaturalnym tańcu. Kiedy gotowałaś jej krocze wręcz skakała ku waszej uciesze, ale to nie to. Wiesz, że stać cie na więcej i pokażesz tej szmacie co znaczy ból.

Chwyciłaś za 'grabie' po czym odpowiednio je rozgrzałaś. Tetiana dyszała i sapała przez metalowy ustnik po ostatniej torturze kiedy z zaskoczenia wbiłaś jej ostrza w plecy. Zdecydowanym ruchem rozorałaś jej skórę i mięśnie, a krew chlusnęła ci w twarz. Z jej podłego ryja wydobył się skowyt, który zapamiętasz do końca życia, nie znasz słów które mogłyby go opisać. Wyrwałaś kocią łapę kiedy była na wysokości pośladków fundując jej nowy zastrzyk bólu - kolce zaopatrzone w zadziory. Z narzędzia wisiały teraz strzępy jej mięsa, które teraz radośnie skwierczało na rozpalonym metalu. Nie delektowałaś się zbyt długo zapachem, w końcu miałaś ograniczony czas. Rozmyślnie unikałaś największych naczyń krwionośnych fundując jej dłuższe życie, lecz nie była w stanie wytrzymać dłużej niż trzy 'użycia' grabi, musiałaś dać jej chwile wytchnienia.

Zerknęłaś na nią. Głowa wisiała jej jakby była szmacianą lalką, zresztą cała tak wyglądała. Upodlona istota która może odczuwać jedynie ból. Wypowiadając słowa o leżeniu zauważyłaś że nieco się poruszyła i cicho stęknęła, chyba dałaś jej namiastkę nadziei. I wtedy usłyszała o stole.

Gwałtownie poderwała głowe i spojrzała ci w oczy tak jak jeszcze nikt i nigdy tego nie robił. Po twarzy płynęły jej łzy cierpienia którego nigdy sobie nawet nie wyobrażałaś a głowa panicznie latała na boki w geście oznaczającym 'błagam, nie!'. To cie jeszcze bardziej rozpaliło, masz dowód, że właściwie wykorzystujesz ten czas.

Wraz z Serbithem Przenieśliście ją na kolejne narzędzie tortur, co spowodowało że oboje jesteście uwalani w jej krwi. Nie stawiała nawet oporu, nie miała na niego sił. Przypięliście ją dokładnie metalowymi klamrami rozprostowując jej ciało. Miałaś okazję obejrzeć skutki wcześniejszych 'zabiegów': jej ciało było pokryte wielkimi pęcherzami oparzeń a nogi i plecy zdziry były jedynie ochłapami mięsa wiszącymi na kościach, a przynajmniej tak wyglądały.

Zaczęło się rozciąganie. Na początku było w spokojnie, klamry dopiero wrzynały się w skórę, lecz po chwili, mniej wiecej po półtorej obrotu kołowrotem poczułaś opór. Nacisnęłaś mocniej. Uszy rozdarł ci przeciągły kwik Tetiany. Brzmiała jak zarzynane prosie, co wprawiło cie w szampański nastrój. Dałaś jej chwile na zaczerpnięcie oddechu i powróciłaś do kręcenia. Tym razem do opętańczo latającej na boki głowy i wrzasku doszły ohydne chrzęsty i trzaski. Nawet ty nie byłaś w stanie wytrzymać tych dźwięków i musiałaś przestać.

Podeszłaś i zdjęłaś jej knebel. Okazało się, że jej wargi i język, najprościej rzecz ujmując, są ugotowane. Zemdliło cie kiedy to zobaczyłaś ale szybko opanowałaś obrzydzenie. Usłyszałaś jej skamlące słowa między szlochami:

-Posze n'eee... bagam.. za'ij

Zabawnie mówi ofiara z rozgotowanym aparatem mowy. Jej ciałem wstrząsnął szloch.

Rozpoczęłaś dawanie rozkoszy, lecz ona nie była w stanie jej już odczuwać. Tak obficie polałaś te okolice wrzątkiem, że były w podobnym stanie co jama ustna. Wargi sromowe napuchły do tego stopnia, że miałaś trudności z wepchnięciem tam gruszki, a łechtaczka stała się czerwoną purchawką. Nie przeszkadzało ci to jednak. Kontynuowałaś swoje zabiegi starając się dać jej przyjemność, lecz jedyne co mogła osiągnąć to krótkie stęknięcia i wciąż powtarzała przez łzy:

-N'EEE! Ko'ec bagam...

Wiec w koncu zdecydowałaś się otworzyć sprężynową gruche. Sale wypełnił ogłuszający wrzask trwający dobre kilkanaście sekund, kiedy jej pochwa została rozerwana na kawałki. To było już zbyt wiele dla niej - zemdlała.

-Dobrze ci idzie, ale musisz dać jej trochę czasu. Rzadko kiedy ktoś wytrzymuje tyle co ona, jeśli nie chcesz by zeszła przedwcześnie to nie możesz jej już utaczać krwi - usłyszałaś cichy głos Serbitha. Niemal zapomniałaś o jego obecności.

Odczekaliście więc około godziny i ocuciłaś ją by kontynuować zabawę. Zaczęłaś od penetracji odbytu drugą z gruszek. Chyba kiedyś lubiała seks analny, bo faktycznie to zaczęło jej dawać chorą przyjemność, tym bardziej że krew skapująca cały czas z rozerwanej waginy zapewniała odpowiednią wilgoć.

Kiedy coraz bardziej jęczała a oddech przyspieszał zaczęłaś rozkręcać ustrojstwo. Ta gruszka była gwintowana i mogłaś regulować stopień rozwarcia. Przez kilka pierwszych sekund jej sie to podobało doprowadzając ją na skraj orgazmu, ale potem przerodziło się to w ból. Dokręcałaś coraz bardziej powodując coraz większe rozwarcie. W przeciwieństwie do pochwy tutaj stopniowo zwiększałaś dawki bólu tak samo zwiększając natężenie jej wrzasków. Koniec był jednak identyczny - rezerwałaś jej odbytnice i końcowy fragment okrężnicy. Teraz jednak pozostała przytomna.

Chwyciłaś za rozdzieracz piersi. Pamiętając radę Serbitha nie rozrywałaś symbolu kobiecości na strzępy bo to spowodowałoby zbyt dużą utratę krwi. Wbijałaś rozżarzone kolce powoli i stopniowo smażąc jej biust. Sala była teraz wypełniona krzykami bez przerwy.

Na twoje pytania odpowiedziała jedynie między wrzaskami

-TAAAAAAAAAAAAAAAAA...!!

_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Nie Paź 03, 2010 15:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czerpię z tej katorżni niczym nie skrępowaną satysfakcję i radość. Spodziewałam się, że koniec Tetiany będzie inny. Że wymknie się z tego świata szybką śmiercią.

Jednocześnie przeklinam swoją nadgorliwość. Ona nie jest przedmiotem, ma swoje limity (swoją drogą i tak długo się trzyma), toteż na przyszłość muszę traktować moje ofiary ostrożniej.

Gdyby nie jej omdlenia i rady Serbitha, zabawa skończyłaby się zbyt szybko. Ale tak się nie stało, dzięki Khaine'owi.

- No widzisz Serbith, popatrz. Nasz gość musiał zaiste służyć Slaaneshowi, skoro czerpie taką przyjemność z sodomii! - powiedziałam rzeczowym tonem kiedy sprawiałam jej przyjemność. Przy okazji jestem trochę wściekła, bo przesadziłam z wrzątkiem na łonie. Byłoby ciekawiej.

W końcowym etapie tortur, kiedy już odpowie na moje pytania twierdząco, odrzucam wszelkie narzędzia.

- Serbith, jesteś świadkiem. Ta zbrodniarka przyznała się do konszachtów z najbardziej znienawidzonym kultem Chaosu. Przenieśmy ją na pozycję pionową.

Ostrożnie, bardzo ostrożnie, z pomocą mężczyzny przenoszę ją na stare miejsce i zakuwam w łańcuchy.

- Serbith, podaj mi jakąś kuszę. A ty, głupia dziwko, słuchaj i patrz. Chciałaś mnie zabić bełtem z kuszy w plecy, boś tchórzliwa i zaprzedana swemu prawdziwemu panu. Ja to zrobię od przodu, bom nie tchórzliwy pies Żmii a prawy sługa Krwaworękiego. Wiedz, że Khaine okazuje ci łaskę śmierci! Ja będę jego narzędziem sprawiedliwości! Zabiję cię tak, jak ty chciałaś mnie zabić. Odchodząc do królestwa Ereth Khial wiedz, że zostałaś pokonana PRZEZE MNIE!

Niech do niej to dojdzie. Niech patrzy na grot mierzący w jej ciało. A potem strzelam w jej mostek z kilku kroków. Niech ją przebije tak, jak mnie wczorajszej nocy.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Nie Paź 03, 2010 15:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedy odkładałaś narzędzia niemal znów zemdlała, lecz tym razem ze szczęścia. Po jej twarzy popłynęły strumienie łez. Podnieśliście szmatę do pozycji siedzącej, lecz nie była w stanie utrzymać się w niej o własnych siłach, więc Serbith przyniósł dwa ostro zakończone stalowe pręty i wbił je brutalnie pod obojczyki Tetiany. Osunęła się do przodu z jękiem męczennicy i jej ciało oparło się na tych dwóch 'podporach', wciąż jednak była żywa.

Nie słuchała cię, jedynie zanosiła się szlochem przez który przemawiał ból, nadzieja i ulga. Kiedy zobaczyła kuszę oraz grot bełtu zrozumiała, że to jej wybawienie i patrzyła na nie z nadzieją.

Naprzeciw ciebie siedział wrak istoty, zmasakrowany do granic możliwości. Gdyby nie fakt, że używałaś rozgrzanych narzędzi, to dawno by się już wykrwawiła. Odczuwasz pewną dumę wiedząc, że żadna inna rasa nie potrafiłaby tak sprawnie torturować jak wy. Dziwka dostała to, na co zasłużyła.

Z tą myślą wypuściłaś bełt. Pod wpływem siły uderzenia Tetiana spadła na glebe z pociskiem w klatce piersiowej. Żyje jeszcze, lecz wiesz, że potrwa to najwyżej pare sekund. Na jej zmasakrowanej twarzy dostrzegasz ulgę.

W sali rozległ się odgłos powolnego klaskania.

-Winszuję, sprawna robota, sam nie zrobiłbym tego lepiej. Czas leci jednak nieubłaganie i musimy się już zbierać, zbyt długo nie widziano nas w akademii.

Wróciliście tą samą drogą na powierzchnię. Serbith wymienił jeszcze parę słów z barmanem po czym udaliście się do akademii. Wracałaś tam dumna z siebie i zadowolona z przebiegu wydarzeń. Przydałby się jakiś hak na twojego towarzysza, ale masz wrażenie ze możesz na nim polegać, przynajmniej na razie. Po raz pierwszy w życiu czujesz ze możesz komuś w pewnym sensie zaufać, mimo że wiesz o nim tak mało.

Po dość długim spacerze dotarliście do wrót budynku Akademii, nie zastanawiając się weszliście do środka.

-Tutaj muszę cie opuścić, też muszę się udać do swojego mentora. Do szybkiego zobaczenia.

Po tych słowach... chwycił cie za ramiona z siłą której byś się nie spodziewała i namiętnie cie pocałował. Nim zdążyłaś coś zrobić odszedł nie oglądając się za siebie. Stoisz sama w atrium i czujesz że mikstura przestaje działać.

_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Nie Paź 03, 2010 23:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wątpię, by przekaz do niej dotarł. Skwasiła mi humor na koniec, głupia suka. Ale, odczuwam satysfakcję. Spełniłam swe sadystyczne zachcianki i wyeliminowałam najgroźniejszą rywalkę. Teraz moja droga ku Apostolstwu jest dużo mniej ryzykowna. Został w zasadzie tylko jeden Akolita do usunięcia. Przeciwko Serbithowi nie mam zamiaru występować. Ma na mnie haka i okazał się być sprzymierzeńcem.

Nie zmienia to faktu, że kiedy tylko będę miała czas i środki, znajdę coś i na niego. Tak dla asekuracji. Przezorny zawsze ubezpieczony, lepiej dmuchać na zimne i tak dalej.

Moc eliksiru zanikała. Niedobrze, na samo spotkanie z Khardonem Zaronirem. Ale, wyczerpanie może stanowić dodatkowy dowód na poparcie twierdzenia, iż zostałam zaatakowana przez bandę zwyrodnialców pod przywództwem Tetiany - skrytej sekciary Slaanesha.

Ostatni gest Serbitha zaskoczył mnie. Autentycznie. Stałam z rozchylonymi ustami i rozwartymi oczyma przez parę chwil, próbując pojąć co się wydarzyło. Dotknęłam palcami swoich ust i bardzo powoli się uśmiechnęłam. No no...

Z rozkojarzeniem udaję się do komnat mojego mistrza. Po drodze staram się na jakiś czas odpędzić bezwstydne myśli o tym intrygującym samcze... o tym mężczyźnie. Awansował w moich oczach.

Skupiam się na swojej roli zmęczonej, rannej, lecz tryumfującej. Nie jest to trudne, biorąc pod uwagę okoliczności...

Pukam do komnat i wchodzę po usłyszeniu głosu, lub wysyłam niewolnika by mnie zapowiedział. Wchodzę do środka. Chylę mentorowi głowę w ukłonie. Ręce układam na piersi, skrzyżowane w nadgarstkach, z zaciśniętymi pięściami. Ukłon, jaki składa swemu mistrzowi wojownik, poddany lub uczeń.

- N'hakan, mistrzu Zaronir. Jestem na wasze wezwanie. - mówię poważnie, nadal pozostając w ukłonie.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Pon Paź 04, 2010 18:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Strażnicy stojący przed schodami prowadzącymi na piętra przeznaczone dla Apostołów odebrali ci wszelką broń którą miałaś ze sobą i po konsultacji ze swoim zwierzchnikiem wpuścili cie do 'lepszych' poziomów. Widziałaś też, że posłali niewolnika z zapowiedzią do twojego protektora. Już niedługo to TY będziesz miała tam swoją komnatę i będą cię w końcu należycie traktować.

Przestępując kolejne stopnie obsydianowych schodów miałaś przed oczami wizje swoich przyszłych losów jako Apostoł. Obrazy te zadziałały niczym najlepszy balsam na twe rany, nawet zmęczenie wydawało się mniejsze. Pisane ci wielkie rzeczy i wiesz o tym!

Stanęłaś przed drzwiami apartamentu Kharnora Zaronira i zapukałaś w nie. Po chwili usłyszałaś wrzask z wnętrza:

-WŁAŹ!

To nie wróży zbyt dobrze. Ostrożnie otwarłaś odrzwia i weszłaś do środka. Na środku komnaty leżały zwłoki niewolnika którego posłano przed tobą, w jego rozpłatanej czaszce wciąż tkwił miecz. Twój mentor chodził szybkim krokiem po komnacie, najwyraźniej w skrajnej furii. Bez trudu możesz dostrzec szczęki zaciśnięte go granic możliwości oraz dłonie które na przemian otwierają się i zaciskają w pięści. Kiedy wypowiedziałaś swoje słowa on gwałtownie zmienił kierunek swojego 'chodzenia' i ruszył wprost na ciebie. Widziałaś wyraźnie żądzę mordu w jego oczach to jak przygotowywał się do zadania ciosu, lecz najwyraźniej nad sobą zapanował. Zatrzymał się na wyciągnięcie ręki od ciebie.

Po kilku sekundach milczenia zaczął mówić mimo zaciśniętych szczęk:

- Twoje ostatnie niepowodzenie wystawiło mnie na pośmiewisko, ten skurwiel, Louran, ośmiela sie ze mnie drwić! Wypatrosze go za to, Khaine mi świadkiem! Chełpi się, że jego uczeń by tego nie spieprzył... zobaczymy. Jeśli jutro o tej porze nie podasz mi na srebrnej tacy głowy jego ucznia, Mogemona, skończysz znacznie gorzej od niego! <wskazał na trupa leżącego na podłodze> A teraz PRECZ!!

_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Pon Paź 04, 2010 23:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie okazuję irytacji z powodu kontroli przez straże. Przywykłam do paranoi wyższych Apostołów, która o ile jest zrozumiała, to jest dokuczliwa.

Marzenia są dobre, odciążają umysł i pomagają w motywowaniu, ale trzeba stąpać twardo po ziemi. Muszę czym prędzej zdać ostatnie testy, zyskać pełnoprawny tytuł i wyzwolić się z okowów mojego "mistrza". Jest on furiatem i szaleńcem który winien biegać wespół z Cieniami albo być bitewnym klerykiem na jednej z Wież Strażniczych. A tak, zatruwa mi życie.

Jego krzyk wzdrygnął mną. Tym razem Khardon Zaronir, barbarzyńca i wariat, był naprawdę wściekły. Opanowałam niepokój i odetchnęłam cicho, uspokajając się, po czym weszłam. I musiałam wysłuchiwać jego krzyków, patrzeć na marnotrawstwo życia niewolnika i za wszelką cenę zachowując pokorną acz grobową twarz i postawę. Nie odezwałam się więcej. W milczeniu wysłuchałam jego słów, pokiwałam głową na znak, że rozumiem. Skłoniłam się raz jeszcze i wyniosłam szybko na korytarz, zamykając drzwi. Tamże, znów odetchnęłam.

Opanowałam narastającą frustrację. Nie ma sensu się denerwowac Zaronirem. Jeśli wykonam jego zadanie które pokrywa się i tak z moim celem, oczyszczę swoje konto i droga ku Apostolstwu będzie stała dla mnie otworem.

Ten paniczyk Mogemon, wychowanek Lourana, nie przeżyłby nawet ćwierci tego co ja na Ziemiach Chłodu i w Clar Karond. Harpia, i tym samym Khaine, odrzuciłaby go i najpewniej zabiła. Ten bydlak, ludzki Khornista też by go zarąbał. Nie przeżyłby wichrów śnieżycy ni mroźnej wody rzeki. Nie dałby rady pokonać niewolnych na wieży. Nie przeżyłby starcia w uliczce i bełtu w plecach. Zrzygałby się na myśl o torturach Tetiany. Ale, nie można go było lekceważyć. Miał wsparcie swego pana i z pewnością utrzymywał kontakt z rodem, więc znał się przynajmniej na polityce, albo intrygach. Albo na czymkolwiek. Tak czy inaczej, długo nie pożyje.

Pytanie tylko, czy załatwić to samemu czy znów zadłużyć się na cichą pomoc u Serbitha. Po chwili namysłu stwierdzam, że samodzielna akcja będzie najlepsza. W razie wykrycia przynajmniej okaże się, że byłam dość silna i cwana na takie coś.

Udaję się na miejsce spotkania z Serbithem, w holu głównym Akademii i oczekuję tam na niego, siadając na jednej z odosobnionych, zacienionych ław pod ścianą. Modlę się w duchu do Khaine'a o siłę.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Nie Paź 17, 2010 18:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Usiadłaś na kamiennej ławie w półmroku okalającym hol. Pomieszczenie ma swój niesamowity klimat: przez środek biegną kolumnady dzielące pomieszczenie na trzy nawy, jedyne pochodnie jakie się tutaj znajdują zostały umieszczone na kolumnach wzdłuż środkowej nawy. Płoną ogniem którego nie widziałaś nigdy dotąd, jego barwa w połączeniu z ruchomymi cieniami do złudzenia przypomina stygnącą krew. W miejscu w którym siedzisz panuje niemal mrok.

Czekałaś juz dobre kilka minut, może nawet kwadrans, kiedy usłyszałaś kroki na schodach. Zaczęły się przed momentem, ktoś musi schodzić z piętra akolitów. Sądziłaś że to Serbith i chciałaś wstać, jednak w promieniu światła pojawił się prywatny niewolnik Mogemona. Dzierży jakąś zapieczętowaną wiadomość.

_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Nie Paź 31, 2010 14:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Byłam już znudzona oczekiwaniem. W głowie pojawiały mi się różne dziwne myśli - jak zabić Khardona, jak zabić Mogemona, jak zabić Serbitha, jak zerżnąć Serbitha... wszystko. Mętlik który niepotrzebnie zaśmiecał umysł i dobijał go. Jedynie patrzenie w płomienie z żarników trochę uspokajało szalejącą burzę myśli.

Kiedy usłyszałam kroki, oprzytomniałam. Powstałam szybko z przeświadczeniem, że Serbith wreszcie wrócił. Jednak, tak się nie stało. Pierwszą myślą był gniew. Drugą zrozumienie. Trzecią zalążek diabelskiego planu.

Staram się ukryć za filarami lub wyglądać na niezainteresowaną posłańcem. A jest wprost przeciwnie. Kiedy tylko opuści nawę, śledzę go. Udaję się za nim, by go dorwać w odpowiednim momencie i obezwładnić i zakneblować, albo ogłuszyć. Tak, by nie widział nikt postronny.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Wto Lis 30, 2010 19:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie byłaś mistrzem w skradaniu się, nie poświęciłaś temu tyle czasu co walce czy posługiwaniu się magią, jednak, jak się okazało, twoje umiejętności były wystarczające by ta nędzna istota cię nie zauważyła. Największym wyzwaniem było wyjście przez drzwi, jednak zdarzył się dziwny zbieg okoliczności i drzwi akademii ustąpiły przed tobą za sprawą przybycia dostawy nowych niewolników - to pozwoliło ci opuścić budynek w odpowiedniej odległości od śledzonego.

Idziesz juz za nim dobry kwadrans i za cholere nie pojawiają się idealne sposobności. Wciąż obiera główne drogi na których zapewnione jest oświetlenie nawet w zapadającym zmroku a wokół wiele jest przechodniów. Zauważyłaś że kieruje się do dzielnicy szlacheckiej, pewnie niesie list do rodziny Mogemona. Ciekawe jaka jest jego treść...

Oświetlenie na tych ulicach bedzie przez całą noc, chyba że ktoś 'pomoże' płomieniom zgasnąć a ilość przechodniów się zmniejsza, jednak nie sadzisz by bylo pusto zanim dotrze do bram 'lepszej' dzielnicy. Tak list będzie bezpieczny z racji dużej ilości strażników na ulicach. Zdobycie listu nie bedzie łatwym zadaniem, czas podjąć zdecydowane ruchy, bądź zrezygnować i powrócić do akademii.

_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Sob Gru 04, 2010 17:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wprawdzie wątpiłam w swoje umiejętności i nie raz podczas śledzenia tego niewolnego serce podchodziło mi do gardła na myśl o wykryciu (choć nie wiem czemu, konsekwencji praktycznie żadnych by to nie miało), to jednak udało się. Zaprawdę, Mogemon miał sługusów którzy byli bardziej tępi od niego samego. Wydatnie pomogła mi ta "dostawa". Czyżby znak od Khaine'a? Nie wolno tego zmarnować.

Wysupłałam z sakiewki garść miedziaków i semisów. Te światła trzeba było zgasić. Nie dam rady sama tego zrobić, więc rozejrzałam się gdzieś za jakimiś parobczakami, młodzikami lub inszym hultajstwem, oferując im pieniądz w zamian za zgaszenie przydrożnych lamp i odciągnięcie uwagi straży od ścieżki po której poruszał się posłaniec.

---

Sesja przeniesiona na WISE.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Ziemie Chłodu Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Strona 7 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.