Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Wichry Północy - Rozdział Trzeci
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 38, 39, 40
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Wichry Północy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sob Kwi 25, 2015 00:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ulfir wraz ze swymi ludźmi rzucił się na strzelców. Droga do nich nie była łatwa, ani krótka. Ich zamiar był jednak jasny i może dzięki temu właśnie skupili na sobie ostrzał potężnych kulomiotów. Dwóch kolejnych norsmenów oddało swe życia, gdy celne, szczurze oko namierzyło ich sylwetkę. Klucząc między stalagmitami, ciałami poległych i zasłaniając się tarczami, pozostali wojownicy dotarli w końcu do ściany i poczęli się wspinać na półkę skalną, którą upatrzyły sobie skaveny. Tu już nie mogły im nic zrobić i jasnym się stało, że oddadzą żywot pod ostrzami toporów. Świadome tego zaczęły uciekać, lecz tak wielka była determinacja Ulfira i jego towarzyszy, że każdy jeden strzelec wyzionął plugawego ducha z krwawą pręgą na plecach bądź odciętą głową. Rzeź, bo walką tego nazwać nie można, zakończyła się bardzo szybko i zostawiła niedosyt w sercach mężów północy.
Ponury zwrócił się ponownie w kierunku środka groty...

Wolni od ostrzału i chronieni przed nieumarłymi przez rannego Lestata, Kain i Kazdin zaczęli mocarnymi ciosami niszczyć skaveńską konstrukcję. Było pewne że nie ustoi pod naporem siłaczy - zwłaszcza krasnoluda, który doskonale wiedział gdzie uderzać, by osłabić rusztowanie. Jednak skaveńscy inżynierowie nie zamierzali stać bezradnie. Kurczowo trzymając się budowli kontynuowali swoją pracę, dopóki nie stracili równowagi. Co chwila z ich urządzeń tryskały jakieś iskry i zielone błyskawice. Ani jedna jednak nie była przeznaczona dla herosów. Do ostatniej chwili i do momentu, w którym pomarli, nie wiadomym było czy zdołali osiągnąć swój cel.
Gdy ostatni kluczowy wspornik się rozpadł pod uderzeniem młota, cała konstrukcja zachybotała się i zaczęła się przechylać. Bohaterowie odsunęli się niczym drwale od upadającego drzewa. Przerażone piski szczuroludzi dochodziły do nich przez krótki moment, dopóki wątłe ciała nie zostały poprzebijane drzazgami i kikutami rusztowań, lub nie zostały zmiażdżone przez spaczone urządzenia. Ostatni upadł główny, metalowy cylinder, a zielony blask jaki zaczął przeświecać spomiędzy łączeń blach nie zwiastował niczego dobrego…

------------------------

Nagle cała grota skąpała się w oślepiającym zielonym blasku. Towarzyszył temu ogłuszający huk, a wszyscy zebrani w tym miejscu poczuli jakby ktoś niczym zabawką, cisnął ich ciałem na ziemię na moment odbierając dech.



Oślepieni, ogłuszeni i zdezorientowani herosi poczęli odzyskiwać wzrok i słuch dopiero po chwil. Wszyscy leżeli. Ulfir i norsmeni pod ścianą groty. Kain, Lestat i Kazdin rozrzuceni wokół centrum wybuchu niczym szmaciane lalki - poranieni od deszczu drewnianych i metalowych drzazg, okrutnie poparzeni, lecz żywi. Ich skóra, w miejscach które były odsłonięte, pokryły się zielonkawymi plamami i strupami, które niczym pasożyty posiadające własną wolę, pulsowały i poruszały się niemal niezauważalnie. Powodowały jednocześnie ból i ulgę.

Krasnolud nie musiał się jednak długo martwić swoimi obrażeniami, gdyż poczęły znikać. Jego ciało pod wpływem magii leczyło się w zaskakującym tempie. Zielonkawe strupy odpadały niczym najedzone pijawki, a Kazdin już po chwili mógł stanąć na nogi nie czując żadnych dolegliwości.

Grota była niemal oczyszczona ze skaveńskiego i nieumarłego pomiotu. Nie licząc grup tych, które zostali na półkach, obie armie zostały rozbite w pył - albo od ostrzy herosów, albo od wybuchu skaveńskiej maszyny. Jednak nie oznaczało to końca zmartwień. Grota bowiem wciąż trzęsła się grożąc zawaleniem… teraz tym pewniejszym po eksplozji wypełnionego magią cylindra. Pewnym było, że nie zostało wiele czasu. Na domiar tego, hałda ziemi i zawaliska, przed którą na samym początku stał Kain poruszyła się, a spod osypujących się kamieni wyłonił się gigant.

Gdy stanął na równe nogi, jego potężna siedmiometrowa sylwetka górowała nad wszystkimi. Gdyby się nie ruszał, mógłby uchodzić za megalityczną statuę. Jego skóra przybrała odcień niebieskawo-zielony. Kanciasta twarz wyrażała niezadowolenie, a usta trzymał ściśnięte w kreskę pod pożółką brodą. Był odziany w zbroję, choć mało kto chyba wyobrażał sobie, że może przeciąć grubą skórę olbrzyma. Na jego nadgarstach widać było metalowe okowy, a do nich przyczepiony gruby łańcuch niknący pod zawaliskiem.



- Wy, którzy tu przybyliście - jego donośny głos rozbrzmiał echem po całej grocie i nawet tumult trzęsienia ziemi nie mógł go zagłuszyć. - jam jest Styrmir Groźny. Strażnik groty złączenia! Zaprzestańcie walki natychmiast! Wasze nędzne działania burzą duchy tego miejsca. Złóżcie broń i zbliżcie się bym poddał was próbie, jako że wszyscy tu są prawi i gotowi obudzić moc bogów! Plugawe nasienie zostało zostało wyplenione!

Gdy skończył mówić, trzęsienie ziemi osłabło choć, wciąż można było poczuć lekkie drżenie pod stopami, a ze sklepienia osypywał się pył i drobne kamyki.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Wto Kwi 28, 2015 15:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Leżący na ziemi wojownik ruszył się powoli. Krew spływała po jego ciele, a ubranie które miał na sobie już dawno nią przesiąknęło. Twarz jego była pełna zmęczenia, a ból który się na niej malował pokazywał jak wiele musiał on przejść do tej chwili. Zielone badziewie pulsowało na jego skórze, ale to nie martwiło wojownika. Wiedział że żadna zaraza, choroba nie może się go imać. Plusy klątwy.

Już miał wstać powoli gdy hałda ziemi i zawaliska poruszyła się. Gigant w końcu pokazał swoje oblicze. Kain już raz z nim walczył i poległ sromotnie. Drugi raz nie zamierzał kusić losu. Wstał powoli, a każdemu ruchowi towarzyszył ból i zmęczenie. Szybkość którą niegdyś się charakteryzował jakby znikła gdzieś. Powoli, opierając się na swoim mieczu podniósł się z ziemi. Oddychał ciężko.

Zaprzestańcie walki natychmiast! Wasze nędzne działania burzą duchy tego miejsca. Złóżcie broń i zbliżcie się bym poddał was próbie, jako że wszyscy tu są prawi i gotowi obudzić moc bogów! Plugawe nasienie zostało zostało wyplenione! - rzekł gigant

Zabójca schował miecze i ruszył ku Ulfirowi. Gdy znalazł się już przed nim rzucił ku niemu wszystkie artefakty, bez słowa je oddając. Nie były już mu potrzebne. Osiągnął chwałę, a jego imię przejdzie do legendy. Gdy odchodził rzucił tylko:
-Pokaż Synu Północy z czego jesteś więc ulepiony

Swój wzrok skierował na pozostałych przy życiu ludzi i nie-ludzi. Spuścił głowę i ruszył w stronę kamienia, na którym zamierzał przysiąść. Nie zamierzał brać czynnego udziału w próbie. Był zmęczony. A musiał zrobić jeszcze tylko dwie rzeczy, nim będzie mógł zaznać spokoju.
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Wto Kwi 28, 2015 23:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

To było trudne starcie. Czterech jego ludzi, którzy przetrwali wiele wypraw, wojnę domową i śmierć własnego pana, widziało upadek trzech króli, legło pokotem na klepisku tego zapomnianego miejsca. Padli od plugawych pocisków z tej niehonorowej broni szczuroczłeków. Zemsta Norsmenów była straszliwa - żaden ze strzelców nie uszedł toporom. Jak się potem okazało, decyzja pościgu za szczurami była właściwa - eksplozja ich konstruktu zwiększyłaby jedynie straty pośród ludzi, którym nie godziło się umierać od niecnych sztuczek.

Krasnolud, mag i Wędrowiec przeżyli, a armie nieumarłych i szczuroludzi zniszczone, tak jak ich machina i strzelcy. Ulfir był zadowolony. Pozostało jedynie dorżnąć szarego szczura i tego nekromantę, zanim...

Wtem, dalszą bitwę przerwało pojawienie się giganta. Przez pierwsze kilka chwil Wężobójca był zaskoczony. Potem, zastanawiał się jaką decyzję podjąć. Miecz nadal świerzbił go w ręce - w komnacie były istoty niegodne nie tylko przebywania w niej, ale istnienia w ogóle. Aczkolwiek olbrzym wyraził się jasno - żądał przerwania walki, klnąc się na bogów. Jeszcze na początku, Ponury zastanawiałby się... ale teraz jego ludzie i sojusznicy byli ranni, zmęczeni. Potrzebowali chociaż chwili odpoczynku. Mimo to, Nors obserwował bacznie tych, którzy byli jego wrogami i tych, którzy zeń się nie sprzymierzyli. Tych pierwszych należało skończyć przy pierwszej sposobności. Tych drugich ocenić i przegnać, albo zabić.

Żaden Południowiec, potwór czy inny obcy nie weźmie Norski póki Ulfir syn Egilla dycha!

Zachowanie Wędrowcy tylko potwierdziło, że należało na razie usłuchać słów giganta. Musiał to być strażnik tego miejsca... a Wędrowiec, jako pierwszy południowiec, okazał się być prawdomówny i oddał swe artefakty Ulfirowi. Pozostało czekać na rozwój wydarzeń, złapać oddech... i gotować ostrza do katowskiego cięcia.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Pon Maj 18, 2015 13:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kazdin szepnął słowo, znaki wyryte na młocie zbladły i po chwili krasnolud wsunął broń za pas. Nie odpiął jednak tarczy, złożyć broń nie znaczy ją odrzucić i stać się bezbronnym.

Wydarzenia zdają się dowodzić moc artefaktu zdaje się niewyczerpana ale kiedyś pewnie się skończy lub zawiedzie, trzeba dobrze myśleć i nie by szaleńcem pewnym nieśmiertelności.

Krasnolud zlustrował wzrokiem tych którzy zostali po czym wbił wzrok w giganta, próby zdają się być tradycją wszystkich.

- Idziesz Lestat ? Czy wolisz jeszcze chwilę odsapnąć ?

Niezależnie od odpowiedzi kompana krasnolud ruszył by zostać poddanym próbie.
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Czw Cze 04, 2015 19:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gigant spojrzał na wszystkich zebranych, a wzrok jego nie ominął też Wędrowca. Olbrzym pokiwał głową zanim przemówił swym gromkim głosem. Zdawałoby się, że ruchy jego są leniwe, lecz Kain doskonale wiedział jak szybki i śmiertelnie groźny potrafi być Styrmir.

- Artefakty które dzierżycie są na tyle potężne, by razem mogły przenosić góry. By wstrzymywać rzeki. By nieść śmierć armiom. By wreszcie zagrozić samym bogom...

Nagle wziął potężny zamach swym toporem i uderzył w ziemię między sobą, a zebranymi. Siła uderzenia był tak ogromna, że skała ustąpiła, a odpryski poleciały na wszystkie strony zmuszając wszystkich do schylenia głów. Kazdin ujrzał jak na sekundę na boku ostrza zalśniła runa, której znaczenia nie znał. Niewątpliwie jednak zawierała w sobie potężną magię. Musiała zostać wykuta przez potężnego kowala albo przez... bogów.

Grota raz jeszcze się zatrzęsła, a posadzka na oczach zebranych otworzyła się tworząc szczelinę. Z jej głębin jakoby z zaświatów bił niebieskawy, mdły blask rozpraszany przez ulatniającą się ze skalnej rany mgłę. Sam otwór był na tyle duży, by móc pochłonąć ogra. Ci którzy mogli czuć magię w powietrzu, byli niemal oszołomieni jej ogromem.

- Nadszedł już czas! To jest miejsce złączenia. To tu splatają się ścieżki losu. Wasze, ale też wszystkich istot i wszystkich dusz zamieszkujących ten świat. Moc prastarych bogów woła by wszystko się dopełniło. Wrzućcie tu przedmioty, lecz wpierw rzeknijcie w jakim celu pożądacie mocy artefaktu. Runa Mammita oceni, który z was otrzyma nagrodę.

Przy ostatnich słowach, runa na jego toporze raz jeszcze zalśniła magią. Gigant skierował topór w kierunku mężczyzny odzianego w szaty Sigmara bez słowa jego czyniąc pierwszym mówcą. Ten po chwili wahania wystąpił krok do przodu. Zdjął z haka księgę, którą miał przy pasie i rzucił ją w szczelinę.

- Jam jest Horst zwany Przebiegłym. Ofiarowuję swoją część artefaktu. Całość należy się mi, bym mógł raz na zawsze przegnać z tego świata sługi Chaosu. Bogowie mi świadkiem, że pod mym butem zadrżą Północne Pustkowia.

Po tej przemowie cofnął się, a jego miejsce zajął nekromanta. Stuknął lagą w ziemię, a kruk który siedział na jego ramieniu posłusznie sfrunął do szczeliny, by zostać pochłoniętym przez niebieskawą mgłę. Gdy przemówił odwrócił się jednak w stronę zebranych ignorując giganta. Jego szczęka się nie poruszała, ale każdy słyszał starczy, skrzypiący głos w swojej głowie.

- Jam jest Dieter Hellsnicht. Bogowie wystarczająco długo władali tym światem. Czas by prawdziwie nieśmiertelni zajęli ich miejsce. Dołączcie do mnie, a obiecuję wam że Chaos odejdzie. Znikną konflikty i cierpienie. Ulga stagnacji zastąpi ból istnienia. Tylko ja mogę wam to zaoferować.

Zanim się cofnął, raz jeszcze spojrzał na wszystkich najdłużej zatrzymując spojrzenie na Szarym Proroku. Ten zaśmiał się pod swym szczurzym nosem. Jednak następni w kolejce mieli być Ulfir oraz Kazdin, jako ci którzy dzierżyli artefakty.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Sro Cze 10, 2015 02:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kazdin zaśmiał się słysząc prawe lecz szalenie naiwne deklaracje, oszuści lub głupcy nic więcej.

- Za młodzi i naiwni jesteście aby pojąć, że nie ma mocy która spełniła by takie marzenia. Nie ma światła bez ciemności, nie ma porządku bez chaosu nie ma życia bez śmierci a nieśmiertelne mogą być tylko czyny zapisane w pamięci potomnych.

Krasnolud wyciągnął dłoń zsuwając rękawicę osłaniającą klejnot. Coś jakby strach pojawiło się w umyśle Kazdina, czuł, że jeśli wypuści z rąk klejnot to powrócą rany które on uleczył, ale też nie po to przeszedł tą drogę aby obawiać się śmierci.

- Jam jest Kazdin Smokobójca zwany również Runobrodym. Przybyłem po wiedzę utraconą przed wiekami, niech ona wskaże nam drogę do przetrwania i poszerzy dziedzictwo naszych synów i córek.

Po tych słowach wypuścił klejnot do szczeliny.
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Nie Cze 14, 2015 22:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ulfir słuchał z uwagą słów wszelakich obcych, którzy rzucali swe przedmioty do wiru. Słuchał ich racji, sposobu w jakie je wygłaszali. Słuchał ich słów, od których ociekało butą. Oni właśnie przybyli na norskie ziemie by zabijać, wskrzeszać, plugawić, plądrować i grabić. Oni położyli swoje brudne łapska na przedmiotach bogów, by je wykorzystać do swych celów.

Krasnolud miał rację. Chaos był zbyt związany z tym światem. Jego zniszczenie zniszczyłoby także świat. To właśnie była droga Chaosu i jego zaprzańców. Autodestrukcja poprzez destrukcję. Wszędzie, wszystkich i wszystkiego. Alternatywa wydawała się być gorsza - bo obiecywała żmudną, pogrążoną w stagnacji egzystencję. Niezmienne, słodkie i przepełnione absolutnym spokojem bezpieczeństwo. Idyllę będącą ziszczeniem marzeń kobiet i słabeuszy. Obiecywała świat wolny od walki, od ambicji i od zmian.

Kiedy Ulfir wyruszał ze swego fjordu by dać zaczątek własnej sadze, chciał podobnych rzeczy, co ci przed nim. Zniszczenia wrogów, władzy, chwały, bogactw, ziszczenia swych ambicji.

Teraz, kiedy odczuwał tylko ciężar noszenia losu, cenę jaką musiał wielokrotnie płacić i znużenie, jego priorytety się zmieniły. Zrozumiał, że wszystkie te żądania były albo dziecinadą pozbawioną sensu, albo były w zasięgu jego rąk.

On sam mógł zdobyć chwałę, zniszczyć swych wrogów, sięgnąć nawet po koronę króla Norski i tchnąć życie w swój znękany kraj. Nie potrzeba mu było do tego bogów i ich zabawek.

Jeśli jednak bóstwa i sam Los dawały mu niespotykaną moc, to grzechem byłoby nie spożytkować jej na cuda, które nie zdarzały się w świecie ludzi. Zrozumiał, co w życiu jest ważne. Czego nie mógł rozrąbać toporem, przekonać mową i wykonać pracą rąk czy umysłu.

Nie mógł cofnąć gorzkich konsekwencji nauki poprzez życie... aż do teraz.

- Jestem Ulfir, syn Egilla. Zwą mnie również Wężobójcą, Ponurym i Synem Kamienia. Ja dźwigam na swych barach los Norski. Moc ta pochodzi z Norski i w norskich rękach winna pozostać.

Spojrzał na giganta z mieszaniną szacunku, znużenia i nadziei.

- Chcę, żeby ta moc uwolniła mnie od dźwigania losu. Od bogów i ich machinacji. Chcę zostać kowalem własnego losu, odpornym na kaprysy bóstw. Chcę też, ażeby te artefakty, te przedmioty bogów... przemieniły się. Rozproszyły po całym świecie. Zniknęły na całe sto i jeden lat. Chcę, by świat otrzymał nową przepowiednię, która powoła do życia nowych herosów. Oni to będą szukać mocy bogów po raz kolejny, by ją wykorzystać podług swej woli... jeśli okażą się godni. I ty, olbrzymie, nie będziesz już strażnikiem. Wyjdziesz stąd wolny i uczynisz, co zechcesz ze swym życiem. Kto inny przejmie twe brzemię.

Chrząknął, opanowując głos, by nie okazać słabości drżenia.

- Ale to i tak zostanie osiągnięte, obojętnie co wydarzy się w tej komnacie. Czy wyjdę martwy czy żywy, będę wolny. Co jednak mogę zrobić z tą mocą... to przywrócić martwą Skadi, dziewczynę z miejsca, gdzie zatrzymał się czas. Przywrócić do życia taką, jaką była, by mogła zobaczyć świat tak, jak tego chciała. Taka jest moja wola. Niech bogowie rozsądzą.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sob Cze 20, 2015 18:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ostatni podszedł do czeluści szary prorok. Jako jedyny nic nie mówił. Spojrzał jedynie na giganta, odpiął jedynie sakiewkę od pasa i cisnął ją w skalną wyrwę. Wszystkie przedmioty zostały wrzucone w czeluść. Choć każdy robił to niechętnie, to jednak wszyscy gdzieś w głębi czuli, że tak trzeba. Czyn złączenia musiał zostać dokonany - czy to na własny zysk, czy też dlatego że bogowie tak chcieli. Nawet Kazdin, który ze swoim artefaktem był związany - wydawałoby się - na śmierć i życie, poczuł ulgę gdy odrzucił perłę.

Rany na ciele krasnoluda nie otworzyły się na nowo, ani nie przypomniały o sobie żadnym bólem. Klejnot jak widać uzdrowił go w całości. Jedyna zmiana jaką odczuł, a jaką zauważyli inni to był czas. Khazad na oczach wszystkich postarzał się o kilkadziesiąt lat. Jego broda wydłużyła się i zgęstniała. Twarz pokryły zmarszczki i głębsze bruzdy. Zdrowie i życie jakie zyskał, odebrały swoje żniwo gdy tylko klejnot został odrzucony.

Gigant mruknął zadowolony i podniósł przed siebie swój topór. Zaczął patrzeć po zebranych. Wyglądało to tak jakby swój osąd powierzał nie rozsądkowi i własnym oczom, a ostrzu broni. To tam lśniła blado i złowrogo jedna z wielu run, które pokrywały oręż. Styrmir otworzył usta chcąc zabrać głos, niewątpliwie wyłaniając tego, który miał otrzymać artefakt. Jednak nie dane mu było wypowiedzieć więcej niż jedno słowo.

- Głupcy...

Kaszlnął, a spomiędzy jego zębów trysnęła krew zmieszana z zielonym śluzem. Wybałuszył oczy i złapał się za gardło. Jednocześnie szarpnął się jakby próbował zrzucić coś z pleców. Upadł na kolano a palcami drapał szyję, jakby mógł wydrzeć z gardła to co go dusiło. Z nosa, ust i uszu pociekły strugi krwi. Wściekle rycząc, zaślepiony bólem, zrobił zamach swoim orężem i wbił topór w ziemię niemal zabijając na miejscu Ulfira. Jednak nawet pradawny gniew nie mógł zdusić tego co toczyło go od wewnątrz. Olbrzym który żył setki, jeśli nie tysiące lat i zdawał się być niepokonany legł na oczach zebranych na skalną posadzkę jaskini złączenia - tuż obok szczeliny, do której wszyscy wrzucili swoje przedmioty. Z jego pleców, spomiędzy łopatek podniósł się cień, który wcześniej można było wziąć za fragment ubioru. Cień miał humanoidalną sylwetkę, a szmaty spowijającej łeb mignął w świetle bijącym ze szczeliny szczurzy pysk. W dłoniach zaś dzierżył lśniące chorobliwą zielenią sztylety, których ostrza spowite były równie zieloną posoką.



Nikt jednak nie zdążył zareagować, gdyż jaskinia poczęła się na nowo trząść. Kolejne fragmenty skał zaczęły spadać ze sklepienia grożąc zawaleniem. Siła wstrząsów była tak silna, że nikt już nie mógł pewnie ustać na nogach. Chmury osypującego się pyłu zaczęły ograniczać widoczność. Nagle fragment jednej ze ścian, niespełna pięćdziesiąt metrów od zebranych. eksplodował w gąszczu odłamków i odłupanych stalaktytów. Tak jakby to był jedyny cel całego zjawiska - jaskinia przestała się trząść. Nie był to jednak koniec.

Ogłuszający, złowrogi ryk odbił się echem po grocie. Był pierwotny i mroził krew w żyłach nawet najtwardszym wojownikom. Każdy wiedział że musi należeć do dużego zwierzęcia, a pomruk jaki się po tym poniósł po jaskini nie wróżył niczego dobrego.

Pył unoszący się w powietrzu, w końcu zaczął opadać. Z początku niewiele było widać poza czernią ziejącą w ścianie. Zaraz jednak owa czerń poruszyła się, a światło odbiło się refleksami na łuskach pokrywających sylwetkę ogromnej bestii, przy której Styrmir był jeno karłem. Nawet jaskinia, która dla ludzi i khazada wydawała się być ogromna, przy posturze smoka, sprawiała wrażenie małej. Ciało pokrywały kolczaste narośla, którymi haczyła o krawędzie dziury odłamując kolejne fragmenty skał, jakby były zbudowane z piasku.



Bestia skoczyła do przodu i nagle te pięćdziesiąt metrów, które dzieliło ją od wszystkich zebranych przestało istnieć. Smok wylądował tuż przed herosami przygniatając jedną z łap martwego giganta. Wykazując się szybkością niepasującą do tak dużego cielska pochyliła łeb do przodu zamykając zęby na Lestacie i Szarym Proroku. Trysnęła krew. Bestia szarpnęła głową do tyłu i pochłonęła obu śmiałków jakby byli jedynie owcami na pastwisku.

Przerażenie jakie wzbudziła uległo w końcu rozsądkowi, instynktowi przetrwania, odwadze, czy też innym rzeczom motywujących tych, którzy przybyli tu po artefakt. Ulfir natomiast dostrzegł że topór giganta, który niemal go przepołowił tkwił w ziemi przed nim, a runa której Styrmir zawierzał swój osąd, a która wcześniej jedynie blado lśniła, teraz świeciła jaskrawą bielą.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Pon Cze 29, 2015 11:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mężczyzna w czerni siedział na zimne skale oparty obiema dłońmi o miecz. Twarz opierał na nich, a jego oczy były zamknięte, jakby wydarzenia których był świadkiem powoli go przestawały obchodzić. Wieki walk wytarły na nim swoje piętno, nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Nieruchomy niczym głaz, spokojny niczym wyciosany z marmuru posąg nie odzywał się słowem. Dopiero gdy Stymir padł nie żywy, jego oczy otworzyły się, a on nie wiedząc kiedy stał już z oboma toporami gotowy do walki.

Z mroku, nie wiadomo skąd pojawiło się nowe zagrożenie. “Kły i pazury” jako głosiła przepowiednia. Potężna bestia, o której mówiono szeptem , a która zdawała się żyć tylko w legendach. Smok. Prastary gad, który miał przynieść śmierć i zagładę śmiałkom. Nim ktoś zdołał wydać z siebie dźwięk Szary Prorok został pochłonięty niczym smakowita przystawka, a herosi właśnie mieli robić za smakowite mięso podane na głównym stole. A było w czym wybierać.

Kain spojrzał z szacunkiem i z obawą na prastarą gadzinę i rzucił tylko:
-Kurwa...przydała by się arbalesta - słowa jego przepełnione były ironią i sarkazmem -I armia pojebanych Bretończyków - splunął na ziemię

W głowie zabójcy rozległ się radosny śmiech demona, jednak wojownik odciął się od niego mentalnie. Trwało to ułamek sekundy. Dłonie wojownika trzymały kurczowo styliska toporów, choć on sam nie wykonywał ruchów żadnych. Przyglądał się bestii uważnie, szacując swoje szanse. Uważnie śledził jej każdy ruch. Spoglądał z szacunkiem na jej mięśnie i łuski, twarde niczym krasnoludzka stal. Kły, którymi mógł przepołowić człowieka bez najmniejszego wysiłku. Potężne niczym monumenty łapy, zakończone szponami, które rozrywały i miażdżyły wszystko co weszło jej w drogę.

Chwała i sława. To by go czekało gdyby przyczynił się do śmierci bestii. Gdyby przeżył z nią walkę, mógłby przejść do historii. Znów krew miałby na rękach. Znów dźwięk stali brzmiał radośnie w jego uszach. Znów czuł jak adrenalina zaczyna szaleć w jego żyłach. A potem wszystko to zniknęło. Wszystko traciło barwy i znaczenie.

Nie wiele myśląc Kain puścił się pędem, migając między łapami i paszczą smoka, i rzucił się do dziury. Dostrzegł zawieszone w powietrzu nad wierzchołkiem piramidy świetliste berło, po które sięgnął ręką. Jego dłoń jednak przecięła artefakt jakby ten był jedynie iluzją. W tej samej chwili berło na moment straciło kolor, by zaraz potem rozbłysnąć na powrót jasnością.

Lekkie zaskoczenie pojawiło się na jego twarzy. Nie tego się spodziewał, jednak po chwili zrozumiał już. Nie on był wybrańcem. Nie jemu dane było dzierżyć ten artefakt. Tylko wybraniec. Tylko on będzie godny je chwycić.

Mógł tu pozostać z daleka od wzroku i kłów smoka. Jednak kim był by, gdyby się ukrywał. Przeżyć jako tchórz. Nie zamierzał tak postąpić. Całe życie śmiał się śmierci w twarz. Całe życie jego to walka i krew, której niezliczoną ilość miał na swoich rękach. Zabójca postanowił więc załatwić coś, na co miał ochotę od samego początku. Dieter Hellsnicht nekromanta, który żył za czasów Trzech Cesarzy. Potężny wróg. Potężna dusza, która powinna napełnić Pazzuzu, nakarmić go. Uśmiechnął się sam do siebie, wykrzywiając twarz w ponurym grymasie.

Zabójca wybiegł z “dziury” ponownie unikając łap smoka, który niespecjalnie był zainteresowany pojedynczą sylwetką, gdy miał przed sobą powstającą hordę nieumarłych. Kain ruszył na nekromantę.
-Chciałeś skurwielu bym Ci służył. Teraz ty posłużysz mi..za pożywienie - mruknął do siebie gdy nakierował się na maga.

Dwa topory, pokryte runami Boga Krwi, zajarzyły ponownie bladą czerwienią. Jeden z nich pochłaniał magię, drugi druzgotał wszystko co stanęło mu na drodze. Z dzikim grymasem na twarzy Kain ruszył na niespodziewającego się takiego obrotu spraw nekromantę. W końcu dobry mag, to martwy mag.

Dieter zajęty był podnoszeniem kolejnych trupów zaścielających grotę. Za pomocą swej plugawej magii śmierci wciskał w truchła tchnienie nieżycia i posyłał na smoka. Wędrowca ujrzał dopiero w ostatniej chwili i to uratowało go przed smutnym końcem swej wiecznej wędrówki. Z szybkością i wprawą, o którą nikt by nekromanty nie posądzał, uskoczył przed ciosem topora dobywając miecz. Starcze ciało mimo wszystko zdradzało doświadczenie wojownika, którym najwidoczniej niegdyś był.

- Głupcze… - syknął. - Umrzesz i powstaniesz w mojej armii.

Wyciągnął dłoń zbrojną w ostrze w kierunku Kaina przyjmując postawę obronną i zaczął recytować mroczną inkantację.

Nie odpowiadając nawet mu, Kain przypuścił szybki atak. Pierwsze uderzenie toporem nadeszło z góry, tak by zmusić napastnika do sparowania potężnego uderzenia, lub uchylenia się. W tym samym momencie gdy ostrze topora było już na wysokości jego klatki piersiowej, zabójca zrobił wykrok do przodu tnąc drugim toporem wzdłuż pasa nekromanty. Na sam koniec wymierzył wysoki kopniak w jego twarz.

Nieumarły poleciał do tyłu upadając na ziemię. Dwa ostatnie ciosy, mimo że celne, nie upuściły z niego krwi, a jedynie czarną lśniącą żywicę, która napędza plugawe istnienie. Dietrich wznowił inkantację dopowiadając ostatnie słowa i czarna smuga energii popłynęła przez powietrze w stronę Kaina. Topór boga czaszek jednak wychwycił zaklęcie, które niechybnie by zakończyło żywot wojownika. Zaskoczenie wymalowało się na pół-trupiej twarzy nekromanty.

-A teraz zginiesz - po czym Kain rzucił toporem w nieumarłego celując idealnie w korpus. Nie zamierzał spudłować. Nie zamierzał dać nekromancie kolejnej szansy na inkantację.

Topór wbił się w ciało, krusząc kości i przyszpilając Dietricha impetem do posadzki. W całkowitej ciszy, już nic nie mówiąc, podniósł w stronę wędrowca dłoń z oskarżycielsko wyciągniętym palcem. Puste spojrzenie nie zdradzało już żadnych emocji. Po chwili dłoń opadła, a nekromanta zakończył swoje nieżycie. Armia trupów zaczęła się rozpadać.

-Masz najedź się przyjacielu - rzucił do Pazzuzu, delektując się niesłyszalną dla innych agonią pożeranej duszy nekromanty.

Gdy się odwrócił ujrzał że smok tracąc zainteresowanie rozpadającą się w pył armią umarłych, zwrócił swe głodne spojrzenie na pozostałych przy życiu herosów… w tym Kaina.

-No to czas na mnie - uśmiechnął się i zaczął co sił w nogach spierdalać z tej jaskini. Niech się smokobójcy nim zajmą. On był tylko pogromcą czempionów.
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Sro Lip 01, 2015 10:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Efekt odrzucenia klejnotu był odrobinę mniej nie przyjemny niż Kazdin się spodziewał, o wiele gorsze były późniejsze wydarzenia. Oczywiście, można się było spodziewać takiego szczurzego podstępu i zabójstwa ale te gryzonie chyba nie przewidziały tego kolejnego pazurzastego problemu...

Kazdin w pierwszym odruchu cofnął się bo ten problem był zbyt duży nawet jak na niemal nieśmiertelnego młodzika którym uczynił go artefakt. Teraz wracając do swego prawdziwego wieku śmiertelność postanowiła przypomnieć o sobie smokiem...

Kiedyś jakoby jeden z jego przodków zabił smoka tym samym wzrastając z rangi wojownika do szlachetnie urodzonego, gdyby nie fakt autentycznych kłów, czerepu i rodowej zbroi ze smoczej łuski można by brać tą historię za opowiastkę ale jednak trzeba stanąć na przeciw swojej historii... Kazdin sięgnął po tarczę i młot, pancerz oraz broń rozpaliły się siatka runicznych symboli a głownia młota dodatkowo zapłonęła ogniem. Nie czas strach, nie czas aby uciekać, czas zabić gada. Najlepiej będzie czekać na jego atak uniknąć go i wtedy atakować... szarżując na niego jak głupiec prosisz się o wejście do jego paszczy.
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Sro Lip 01, 2015 22:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ulfir nie omieszkał zwrócić uwagi na cichą arogancję szczuroczłeka oraz na gwałtowne postarzenie się krasnoluda. To pierwsze drążyło go szpilą niepokoju, zaś to drugie jedynie udowadniało, jak wielką moc posiadały przedmioty bogów - nie było bowiem wątpliwości, że to właśnie za sprawą owego amuletu, który krzat cisnął w czeluść, zdawał się być młodszy aniżeli w rzeczywistości. Nieodpowiedzianym pytaniem pozostawało to, czego klejnot żądał w zamian… albo jaką zapłatę odebrałby w czasie.

Syn Kamienia porzucił te puste rozważania i skupił się na Styrmirze, który ocenił przedmioty w złączeniu, po czym miał zamiar wydać wyrok, podpierając się autorytetem płynącym z mistycznej runy na wielkim toporze. Nie zdążył. Rodzące się podejrzenia Ulfira miały uzasadnienie - była to jednak płocha pociecha, gdyż Styrmira nie dało się uratować. Nikt nie uchodził z życiem ze skaveńskich zamachów. Syn Północy rwał już za broń, by wymierzyć sprawiedliwość przeklętym zdradzieckim kurwisynom, kiedy o mały włos nie został rozpłatany przez siekierę olbrzyma, skaveni sami sprowadzili na siebie zgubę, a w komnacie pojawił się drugi, legendarny strażnik. Smok.

Przez pierwsze kilka chwil Ulfir nie wiedział, czy uciekać, gotować się do boju, czy też radować. Przeklęty szary szczur i ten magus będący nazbyt za pan brat z istotami spoza tego świata skończyli w paszczy Wielkiego Żmija. Ten jednak nie miał zamiaru na tym poprzestać, łypiąc wzrokiem na Wędrowca z Południa, rzekomo towarzysza w warcie Groty Złączenia. A skoro miał chrapkę i na niego, to nikt w tej komnacie nie mógł czuć się bezpieczny.

Już miał zamiar rzucić się do ostatniej walki w swym życiu, kiedy zrozumiał, że wybór został dokonany. Przez moment zdawał się stracić dech. Topór wskazywał na niego. Runa jarzyła się światłem, oślepiającym dla każdego, prócz dla Syna Egilla.

Ulfir był Wybrańcem. Nosiciel losu stał u kresu swej podróży. Trzeba było dopełnić przepowiedni i zakończyć tą sprawę. Spojrzał do czeluści, w której przedmioty połączyły się w jeden i zmieniły w coś, co z pewnością musiało być artefaktem godnym najbardziej legendarnych bohaterów i najpotężniejszych bóstw. Berło.

Norsmen zebrał się w sobie i puścił ku niemu, zasłaniając tarczą i mieczem. Miał zamiar ściąć lub staranować każdego, kto stanąłby mu na drodze oraz za wszelką cenę uniknąć ataków wielkiego gada.

Smok przestąpił z nogi na nogę biorąc zamach by zatopić swoje kły w ciele Ulfira. Zaraz jednak szarpnął łbem niezadowolony gdyż nekromanta posłał na niego resztki swych upiornych sił. Potężne łapska poczęły miażdżyć kości i gnijące truchła. Wzbierający z gardzieli pomruk zaś zwiastował ognistą pożogę. Jednak synowi Egila nie było dane tego oglądać, gdyż uwagę swą poświęcił czeluści, która skrywała artefakt. Dopadł do niej. Wyciągnął rękę po świetlisty przedmiot i złapał szykując się na wszystko.

Gdy tylko palce zacisnęły się na trzonku Ulfir poczuł jak elektryzująca moc przesiąka w jego dłoń, ramię, ciało. Berło przyblakło oddając to co w nim zawarte norsmenowi, który odważył się po nie sięgnąć. Wpierw przyszła moc. Poczucie ogromnej siły, którą mógł rozbijać kowadła, kruszyć skały, giąć sztaby metalu, a nawet burzyć mury i góry. Poczucie nieskończonej woli, jaką mógł naginać fizyczne i niematerialne bariery świata oraz rzucać go do swych stóp. Energia przepełniała ciało śmiertelnika. Potem zaś przyszło zrozumienie.

Nie było już więcej śmiertelnika. Boska moc artefaktu należała się jedynie bogom. Tak oto Ulfir, syn Egila zrzucił kajdany losu. Przestał być zabawką i narzędziem tych którzy traktowali zmagania na ziemi jako grę.

Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, Ulfir stał oszołomiony napływem mocy. Mocy, której się nie spodziewał i której nie pożądał. A jednak. To nie było wyzwolenie, bo taka moc wiązała się z nową odpowiedzialnością i nowymi problemami. To nie było podziękowanie ze strony bóstw za bycie nosicielem losu. To nawet nie była nagroda. To było… zaproszenie. Ale dlaczego? Dlaczego bóstwa zdecydowały się na obdarowanie tak wielką mocą śmiertelnego człeka? To przechodziło… ludzkie pojęcie.

Odetchnął, a dźwięk ten wydawał się wydobywać z samych trzewi ziemi i bezkresu nieba. Odsunął na bok dręczące pytania, ogłuszający zalew energii oraz typowo ludzkie uczucia - euforię, strach, panikę, podejrzliwość, gniew, dumę. Uczepił się prawie całkiem zanikłego kawałka świadomości. Jego własnej, śmiertelnej świadomości. Wyciągnął go na wierzch i zmusił kipiel, by się… ułożyła. Uspokoiła. Teraz nie było czasu na rozmyślania, rozterki i dochodzenie do ładu ze swoim nowym ja. Teraz trzeba było działać.

Odszedł więc o krok od czeluści i odwrócił się do smoka oraz innych walczących. Ryknął głosem, w którym pobrzmiewały struny niczym z żelaza i mosiądzu, głazy z kamienia i klejnotu.

- Strażniku! - skierował się do smoka - Wielki Żmiju, usłysz mnie! Jam jest Ulfir, Wężobójca i Syn Kamienia! Nosiciel losu, pomazaniec bogów… i jeden z nich!

Kiedy już zwrócił uwagę gada - i po prawdzie to wszystkich innych - wydawał się być większy niż w rzeczywistości. I jakby… jaśniał wewnętrznym światłem. W rękach ściskał magiczny miecz i norską tarczę. Był gotów do walki - tak samo jak za życia. Nie znał swych mocy, ale wiedział już, że miał szanse. Baczył też na Skaveny i nieumarłych. Szczególnie te pierwsze potwory nie miały ni krzty wstydu i szacunku, nawet dla bogów… a za swoim Rogatym Szczurem szły tylko z trwogi. Jak niewolnicy.

Raz jeszcze odezwał się do smoka, patrząc mu prosto we ślepia. Jego własne żarzyły się srebrnym ogniem. Jego słowa zgrzytały jak żelazo po skale, dudniły niczym lawina w górach i brzęczały niczym oszlifowane kamienie.

- Zegnij przede mną kark, stara bestio, albo go strać!

Smok raptownie targnął łbem w stronę Ulfira i nachylił się jakby zamierzał go ugryźć. Zatrzymał się jednak na kilka metrów przed niewzruszonym Norsmenem. Spojrzał na niego swoimi złotymi ślepiami. Wciągnął powietrze przez ogromne nozdrza. Uniósł wargi szczerząc kły większe niźli rosły mężczyzna. Przy łbie bestii, syn Egilla mógłby wyglądać niczym nic nie znaczący karzeł. Tak jednak nie było. Aura którą wokół siebie roztaczał była potężna. Pochodziła od samych bogów.

Smok to dostrzegł. Zmrużył ślepia i pochylił łeb uginając karku. Nie musiał się już martwić trupami, gdyż Wędrowiec pozbawił nekromantę nieżycia, a upiorna armia pozbawiona mrocznej magii rozsypała się w pył. Szczęka legendarnego monstrum dotknęła skalnej posadzki, pomruk dochodzący z trzewi umilkł.

Ulfir się uśmiechnął. Niespiesznie podszedł do gada, opuszczając oręż. Położył dłoń na nosie bestii, gorącym jak skuwany metal. Powiedział zdecydowanie ciszej, acz jego głos przypominał teraz odległy rumor błyskawic. Niczym odchodząca burza.

- Jesteś wolny, gadzie. Nie tyś już strażnik. Twoje kajdany rozkute. Odleć stąd ale pamiętaj… kiedy cię zawezwę… a może to być i za lat tysiąc… przylecisz na me wezwanie i spopielisz każdego, kogo wskażę.

Poklepał go po szczęce.

- Leć. Na niebie twe miejsce, nie w trzewiach ziemi.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Lip 12, 2015 16:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Smok parsknął z nozdrzy gorącym powietrzem. Podniósł raptownie łeb i spojrzał raz jeszcze po grocie, po czym spiął mięśnie i rzucił się w stronę wyrwy, z której pierwotnie przybył. Czarne cielsko raz jeszcze błysnęło w mdłym świetle metalicznymi łuskami. Wskoczyło w świeżo utworzony tunel ziejący czernią. Pomimo postury bestii, nie sposób jej było odmówić gracji. Teraz tak łatwo dostrzeżonej, gdy z woli Ulfira, nikomu już nie zagrażała śmierć w morderczych szczękach lub w najgorętszych płomieniach. Kolejne kamienie odłupały się od skalnej ściany. Tumult i harmider słychać było jeszcze długo, aż wreszcie wszystko ucichło. W jaskini zgromadzenia pozostały truchła pomarłych w boju szczurów i rozsypani nieumarli. Trzęsienia ziemi, spadające kamienie, wielka bitwa, a także walka ze smokiem zebrały też swoje żniwo w awanturnikach.

Tylko trójka bohaterów pozostała przy życiu. Śmiałków którzy przetrwali spotkanie ze smokiem i wszystkimi przeciwnościami losu, które w tym miejscu wydawały się spiętrzać - tak jakby sami bogowie, czy to z zazdrości, czy też przezorności, nie chcieli, by ktokolwiek niegodzien sięgnął po ich artefakt. Jednak wszystkie przepowiednie, które o tym traktowały dopełniły się. Astrologowie dostrzegli złączenie planet. Magowie poczuli złączenie sfer. Krasnoludy usłyszały w trzewiach gór i w dźwiękach kuźni, a elfy w śpiewie drzew i ryku wiatru zmiany, które zwiastowały to czego świadkiem byli Wędrowiec z Południa i Kazdin Runobrody z Karaz-A-Karak. Jakiekolwiek były zamiary bogów, czas złączenia dokonał się. Tak oto narodziło się nowe bóstwo Starego Świata - Ulf.

Skaldowie, bardowie, minstrele i bajarze, a także historycy, teologowie aż wreszcie wielcy magowie spierają się ze sobą, względem tego co nastąpiło potem. Jedni twierdzą że Kain zbiegł z groty, która miała się zapaść w sobie niedługo po tym jak Ulfir ją opuścił. Inni przypisują, że Kazdin również przeżył wygrzebując się przez zapomniane krasnoludzkie korytarze. Istnieją również bajania, że śmiertelni w zasłudze za swoje męstwo przyjęli od nowego boga dary. Są też zwolennicy kolejnej potyczki, w której Wędrowiec z Południa miał skrzyżować topory z największym do tej pory wyzwaniem. Każda z tych wersji jednak jest równie prawdziwa, co mylna. Nie ma nigdzie bowiem zapisków traktujących o tym konkretnym wydarzeniu. Przeżyły jedynie baśnie i ballady, a jak wiadomo każda z nich ma swoje własne życie.



Jednak obsydianowa księga zamknięta głęboko w kuźniach Karaz-a-Karak, a spisywana gromrilowym dłutem nosi w sobie zapiski o późniejszych dokonaniach Kazdina Runobrodego. Chroniona przed oczyma innymi niż krasnoludzkie historia jest dowodem na to, że khazad z rodu Dragonslayer przeżył wydarzenie nazwane Czasem Złączenia. Nie dane mu było zmierzyć się wtedy ze smokiem - strażnikiem artefaktu bogów. Przyjął jednak od Ulfira zwanego jeszcze wtedy Ponurym, wiedzę o lokalizacji, zapomnianej przez wieki, fortecy krasnoludzkiej ulokowanej na północnych rubieżach Starego Świata. Wybrał się tam samotnie przechodząc przez góry i tajemne korytarze. Lecz gdy dotarł do wejścia ponownie spotkał smolistego strażnika z groty złączenia. Smok za leże wziął sobie dolinkę, w której znajdowało się wejście do khazadzkich sztolni. Opowieść o walce, która rozgorzała pomiędzy bestią, a kowalem run uzbrojonym w płomienny młot to temat jednej z największych krasnoludzkich sag. Potyczka trwała bowiem przeszło trzy dni, podczas których nieustannie smok i Kazdin ścierali się ze sobą, aż w końcu bestia zakończyła swój żywot. Khazad zasłużył na noszenie swego rodowego nazwiska, lecz spędził kolejne dwa dni próbując otworzyć zaplombowane mocnymi runami wejście do zapomnianego królestwa. W końcu jednak mu się to udało. To co spotkał w środku jest wiedzą zakazaną, zdradzaną wybranym. Wiadomym jest jednak, że Kazdin powrócił do Karaz-a-Karak niosąc nie tylko dowód swego starcia ze smokiem - biały kieł, z którego wykuł broń dla kolejnego ludzkiego Imperatora - ale też wiedzę dawno zapomnianą, a teraz odzyskaną dla obecnego, jak i następnych pokoleń. Była to zaś wiedza która mogła odbudować i przywrócić świetność krasnoludzkiej rasie. W przeciwieństwie do legend i bajań, ta historia była prawdziwa. Gromrilowe dłuto, którym została spisana dzierżył bowiem sam Kazdin. Wiadomym zaś było, że zasłynął ze swej prawdomówności.



Nie ma żadnych historycznych zapisków dotyczących Wędrowca z Południa. Bajarze zaś nie mogą się zgodzić ze sobą, czy ruszył on w daleką podróż do wrót Zhar i jeszcze dalej, czy też powrócił do zdobycznej wioski na północnym wybrzeżu Norski. Pierwsi opisują jego żmudną i pełną potyczek podróż przez góry Hel. Walkę z legionami maruderów chaosu oraz starcie z tym, który mógł stać się w przyszłości kolejnym Wszechwybrańcem. Mógł, lecz stanął na drodze Wędrowca. Kain miał jakoby niemal bez sił przedrzeć się przez Pola Strażników i zapukać do wrót Wieży Varrla - potężnego czarnoksiężnika. Miał chęć z nim walczyć, by zwieńczyć jego głową swoją krwawą wieczność. Lecz jest to historia ponura i dramatyczna, gdyż nie spotkał w wieży swojego celu, a jedynie lustro, w którym ujrzał siebie. Za sobą zaś legiony, które nazwały go jednym z wielu imion jakie przybrał. Varrlem.
Inne legendy opisują jak powrócił do swojego fjordu, gdzie zasiadł jako jarl. Tam też postanowił w końcu odpocząć, kończąc swoją wędrówką obfitującą w bój i krew. Miał zasiąść na swoim tronie i czekać na śmierć lub moment, w którym ponownie będzie musiał dźwignąć znużone ciało, by stanąć do walki. Jednak i ta legenda nie kończy się optymistycznie. Bardowie bowiem podkreślają, że żywot jego choć niemal nieśmiertelny, czerpał z pożyczonego czasu. Nad Kainem zaś wiecznie miał wisieć całun śmierci, gotowy by opaść znienacka. Zgodnie z przepowiednią vitki miał przyjąć postaci ostrza wbitego w serce, a dzierżonego przez mężczyznę.
Istnieje też inna opowieść. Mniej znana i rzadziej opowiadana. Opowieść o tym jak Kain odnalazł za sprawą Ulfira dziewkę, która była z nim złączona losem i krwią. Piękną niemowę, która kilkukrotnie już przecięła jego drogę. Miał ją ponoć odnaleźć na skraju świata, pomiędzy Doliną Szaleństwa i Górami Płaczu. Udać się tam miał za sprawą demona zwanego Pazzuzu. Tam miał spotkać się ze swoim największym wrogiem i wydrzeć miał z jego szponów ową dziewkę. Gdy zaś powrócił do świata śmiertelnych, miał być ledwo żywy, a zmysły jego miały być pomieszane. Tylko dzięki temu mógł zrozumieć niemowę dziewki, jej znaki i to co od początku próbowała mu powiedzieć. Okazać się miało bowiem, że jest jego córką, która nigdy się nie urodziła. Dziewczyną zrodzoną z kobiety odebranej Kainowi wiele lat temu, w innym życiu. Historia ta jednak jest na tyle nieprawdopodobna, że jest opowiadana tylko na życzenie.



Co zaś się tyczy Ulfa zwanego niegdyś Ulfirem Ponurym. Ciężko o jedną prawdziwą opowieść. Wiele bowiem sag pojawiło się z udziałem tego herosa. Jedne opisują jak wstąpił między innych bogów, by zająć swoje przynależne miejsce. By sprawować pieczę nad śmiertelnymi i toczyć boje ponad zaświatami. Tron jego miał być już przygotowany, lub też miał zostać odebrany innemu bogu - nie wiadomo czy martwemu z ręki samego Ulfa, czy też z ręki innego. Dawać miał odpór plugawym i rujnującym mocom z dalekiej północy, które wyciągały swoje macki po prawych mężów Norski. Gdy zaś z Pustkowi Chaosu nadeszłaby ostatnia fala zagłady, Ulf miałby jakoby zstąpić ze swego tronu dmąc w róg z kła największego z morskich krakenów, stając do Ostatniej Bitwy.
Istnieje legenda jakoby raz jeszcze odwiedził fjord Grottiburg. Tym razem jednak pod inną postacią. Jedni twierdzą że był to niosący gromy deszcz o złotym blasku. Albo że przybrał postać górskiego kozła o rozłożystym złotym porożu. Inni zaś twierdzą że przybył pod postacią Ulfira Ponurego. W jednym jednak się zgadzają - przybył do fjordu by lec do łoża z córką jarla, którą niegdyś uratował z rąk mrocznego szamana. Gdy zaś osadę opuścił, dziewka była przy nadziei. W wyniku tego miał się narodzić heros - ten który będzie kroczył pomiędzy światem bogów i światem ludzi. Są też tacy, którzy przypisują związek z bogiem Mirze a także fakt, że to ona zrodziła jego dziecko. Ta wersja jednak jest początkiem mrocznej historii, która rzuciła cień na cały świat, gdyż dziecko Miry stać się miało potężnym półbogiem niosącym śmierć i zagładę.
Inna historia opowiada o tym, że przywrócił życie Skadi - dziewki, którą spotkał w próbie karłów. Wyrwał jej duszę z zaświatów, przywrócił ciało bez klątwy wieków i tchnął w nią świadomość za sprawą swej boskiej mocy. Tak oto ożywiona na nowo, została przez niego ucórowiona. Jednak historii tej zadaje się kłam, gdyż nie ma Skadi w panteonie bóstw. Nieliczni tylko byli świadkami jak kroczyła przez Norskę i świat u boku Ulfira Ponurego, a później sama. Owi świadkowie niechętnie też dają wiarę w boskość Ulfa, albo i nie łączą syna Egila z nowym kultem, który zaczął rosnąć w siłę na Półwyspie Wichrów. Zwłaszcza że najstarsi skaldowie pamiętają czas, gdy Norską rządził Ulfir zwany Ponurym, jednocząc ją i wprowadzając w okres rozkwitu. Słuch jednak o nim przepadł gdy ruszył na wyprawę łupieżczą ze swoimi wojami. Cel jego miał być nieznany, choć niektórzy mówili o ziemiach zwanych Nowym Światem. To było jednak wiele pokoleń temu. Wielu wielkich jarlów od tego czasu zasiadało na tronie Norski, a Ulfir stał się postacią z sag. Dlatego też, gdy z własnego kaprysu pojawia się w Starym Świecie, może wędrować spokojnie.


Tak oto kończy się powieść o Wichrach Północy...
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Wichry Północy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 38, 39, 40
Strona 40 z 40

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.