Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Maj 16, 2019 00:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Elbereth, Tellan, Kurt>


<Ustaliliście plan po czym zamieniliście kilka słów miedzy sobą i Elbereth oświadczyła, że wychodzi poszukać Szaraka aby go do was przyprowadzić… Elfki nie było dobry kwadrans może dłużej ale w końcu wróciła wchodząc pod rękę z Szarakiem. Wyglądali conajmniej jak dobrzy znajomi do momentu kiedy nekromanta zobaczył, że w namiocie jest także Kurt i Tellan. Jego twarz zmieniła wyraz z uśmiechniętej na wrogą. Wysunął się z pod ramienia elfki i rozłożył gniewnie ręce.>
-Co to ma znaczyć? Miałyście być tylko we trzy...Ach tak się chcecie bawić…

<Elbereth nic nie odpowiedziała odsuwając się i mamrocząc coś do siebie samej a w jej dłoni pojawił się podejrzanie lśniący czarny krótki miecz jakby wyciągnęła go z kapelusza, którego zresztą nie miała.>*

<Uśmiechnięta od ucha do ucha i rozpromieniona, jakbym właśnie wróciła z miłej przechadzki z przyjacielem weszłam do namiotu. Nie było już odwrotu od podjętych kroków. Nie miałam zamiaru dłużej czekać. Niemal natychmiast odstąpiłam od niego by nie mógł mnie dotknąć, a w mojej dłoni pojawił się miecz. Uniosłam rękę, z której nigdy nie ściągałam karwasza i wycelowałam w nekromantę zerkając przelotnie, czy wszyscy są w odpowiedniej odległości. Wypowiedziałam cichym, zimnym tonem.>
-Gladius iudicii…
<Z nieskrywaną ciekawością i ekscytacją czekałam na efekt runy, której nie miałam okazji zobaczyć w użyciu. >*

<Czwarta runa na karwaszu Elbereth zabłysła i słup czerwonego ognia w kształcie karmazynowego miecza uderzył w Szaraka pochłaniając go w płomieniach, które rozeszły się po całym namiocie podpalając płótno. Wam się o dziwo jednak nic nie stało. Gorace powietrze i płomienie kłębiły się jeszcze przez chwilę dookoła miejsca gdzie wcześniej widzieliście nekromante, powoli opadając odsłaniały jego sylwetkę. Żył.>*

<Widok nadal żywego nekromanty nie ucieszył Tellan zapewne jak i pozostałej czwórki ale był to dopiero początek planu. Wojowniczka nie zwlekając długo zajęła pozycję tak aby nie wchodzić w paradę ani czarodziejce ani Kurtowi jednocześnie zamykając Szaraka w kręgu. Tellan wzięła zamaszysty ruch mieczem i wyprowadzając cios od góry mierzyła w głowę Szaraka z całą siłą jaką dysponowała. Kiedy cios zatopił się w ciele nekromanty wojowniczka przekręciła ostrze miecza i szarpnęła mocno chcąc pogłębić zadaną ranę.Kiedy miecz wysunął się z ciała Szaraka wojowniczka wyprowadziła kolejne cięcię tym razem prowadząc miecz od dołu zamierzała na wskroś rozciąć ciało mężczyzny.>*

<Kurt zawsze miał pustkę w głowie tuż przed walką i ostatnią myślą jaka w niej się pojawiła było “Czy jak bym zaczekał na niego na golasa jak dziewczyny w tamtym zaułku czy byłby zaskoczony” Na szczęście nie musiał dłużej się nad tym zastanawiać bo mina Szarego świadczyłą że na szczęście nie musiał się rozbierać. Pamiętał plan. Najpierw dziewczyny potem on. Pierwszy cios spadł z góry prosto na głowę nekromanty. Ten zgrabnym oszczędnym unikiem przypominającym ukłon unikną zębów Kąsacza. Kurt syknął niezadowolony jednocześnie malując ciasną eskę końcówką miecza tnąc płasko na linii bioder. Nekromanta zgiął się w jeszcze głębszym ukłonie dosłownie o włos unikając ostrza. Kurt miał nadzieję że był to przypadek ale czarodziej znalazł jeszcze dość czasu by na niego spojrzeć i wyszczerzyć gębę w uśmiechu. Na szczęście Kurt nie był pierwszym lepszym mięśniakiem i miał w zanadrzu jeszcze jednego asa a dokładniej dwa. Skręcił całe swoje ciało niczym praczka wytrzymają koszulę i nie odwracając miecza cią pod górę celując w pochyloną głowę. Wampir wyprostował się niczym struna znów unikając stali. Kurt znał już jego szybkość więc był na to gotowy i gdy mag spojrzał na niego z góry spuścił Kąsacza w iście katowski sposób trafiając w udo. “Chociaż jedno” pomyślał nie do końca zadowolony z siebie.*

<Zaskoczony Szarak musiał być w szoku jeśli nekromanci znali taki stan. Najpierw czar Elbereth zniszczył jego ubranie robiąc z niego poprzepalaną szmatę, potem uderzyła Tellan swoim potężnym mieczem łamiąc rękę nekromanty w barku, teoretycznie powinna przerąbać go na pół ale był twardy i odporny jak drewno. Nawet się nie skrzywił z bólu jakby rany go mało obeszły. Kolejne uderzenie połamało chyba kilka żeber bo słychać było trzask kości ale i to nie zrobiło na nekromancie wrażenia poza tym że zniszczone ubranie odsłoniło jego szare suche ciało ociekające czarną posoką. Na Kurta jednak już był gotowy bo udało mu się uniknąć aż trzech z czterech wymierzonych w niego uderzeń. Ostatnie trafiło w niego bardziej przypadkiem a może Kurt miał więcej szczęścia niż rozumu. Nadpalony, poraniony i w zniszczonym ubraniu Szarak nie tracił już czasu. Po jego minie wiedzieliście, że da z siebie wszystko aby nikt nie uszedł żyw. Błyskawicznie cisnął na ziemię garść pyłu, który znalazł się w jego palcach jakby z rękawa. -Nubes Mortis- Mruknał pod nosem. W tej samej chwili namiot wypełnił się cuchnącym , żrącym oparem rozchodzącym się dalej i dalej. Myśleliście że to już koniec jego popisów bo ile może zrobić jednocześnie mag. Szarak jednak miał jeszcze coś do powiedzenia. Błyskawicznie zbliżył się do Tellan i położył jej dłoń na twarzy szepcząc -Mortis- Wojowniczka momentalnie straciła równowagę czujac jak życie z niej uchodzi niczym woda z dziurawego wiadra. Nekromanta złapał mdlejącą Tellan i cisnął nią w Kurta jak szmacianą lalą, trafiając tak, że Tellan upadła raniąc i przygniatając Kurta. Szarak zwrócił się do Elbereth i powiedział >
-Teraz my porozmawiamy…
<Anika i Etelka cofnęły się jeszcze bardziej za czarodziejke dusząc się i ksztusząc paskudnym oparem , zresztą jak wy wszyscy.>*

<Nie spodziewałam się, że uda Nam się go zabić w pierwszej chwili tylko dlatego, że go zaskoczyliśmy. Początek był jednak dobry. Zacisnęłam rękę mocniej na ostrzu. Szybkie ciosy Tellan oraz Kurta sięgnęły celu, lecz Szarak nie pozostał Nam dłużny. Sprawy obrały bardzo zły kierunek. Starałam się wstrzymywać oddech, ale wiedziałam, że to za wiele nie pomoże. Zmrużyłam oczy uśmiechając się do nekromanty.>
-W końcu rozmowa nabierze tempa. Mam dla Ciebie pozdrowienia. Invidiam..
<Wypowiedziałam zjadliwym tonem przepełnionym nienawiścią do nekromanty stojącego w namiocie. Bez wahania dodałam.> - Pluviam Gladis… <Posyłając dziewięć karmazynowych ostrzy wprost w Szaraka. Gotowa przyjąć jego atak na siebie upewniłam się, że zasłaniam dziewczyny.> *

<Szarak szybko doskoczył do wojowniczki, która niestety nie zdążyła uniknąć dotyku nekromanty i z wielkim impetem runęła na niczego nie spodziewającego się Kurta. Może to ta unosząca się w namiocie trucizna spowodowała, że wojowniczka straciła na zwinności ciała i szybkości reakcji, a może to Szarak po prostu przewyższał szybkością działania nie jednego wybitnego wojownika...O włos, a kobieta stałaby u bram Pana swego. Przez ledwo otwarte oczy dostrzegła zamazany obraz Szaraka stojącego naprzeciw Elbereth. Tellan czuła, że jest z nią źle...bardzo źle. Nie miała zbyt wiele siły by samodzielnie stanąć naprzeciw nekromanty i ponownie wymierzyć mu cioś. Im dłużej Elbereth była sama w tej walce, tym mniejsze mieli szanse na wyjście z tego żywi. Wojowniczka sięgnęła więc w kierunku przyłbicy i opuściła ją powtarzając w myślach słowa “Polegam na Tobie...Ufam Ci…”>*


<Elbereth najpierw rzuciła jakiś czar ale nic z punktu widzenia Tellan, Kurta i dziewczyn się nie stało. Tylko elfka wiedziała, że jej czar spowodował iż zaraz zjawią się tutaj demoniczne sługi, które pod działaniem czaru mają zaatakować nekromantę. Jednak elfka zauważyła coś jeszcze. Z powodu czaru zmierzały tu także dwie istoty których nie przywołała pod swoją kontrolą. Dziewięć karmazynowych mieczy z błyskiem wyskoczyło z karwasza elfki i przebiło nekromante ale nie zabiły go. W tym czasie Tellan otrząsnęła się i postanowiła się oddać szaleństwu bitwy zamykając przyłbicę hełmu. Sylwetka wojowniczki szarpiąc się w niekontrolowanym tańcu odruchów zmieniła się jak wtedy w lesie czy Marienburgu. Czarnoskóra demoniczna samica ze szponami zamiast palców stanęła obok Kurta, wyrzygała trujący opar na ziemię i podniosła z ziemi Kurta jak przewróconą figurkę szachową. Szarak nie czekając zaatakował czarodziejkę podbiegł do niej i udało mu się ją tracić ręką zadając jej ból i cierpienie , na szczęście dla elfki nie udało mu się jej złapać bo pewnie byłaby już martwa. Widzac, że czarodziejka mu się wymyka Szarak ponownie zaatakował Tellan , musiał widzieć w niej największe zagrożenie. Przemknął do niej niczym duch i położył obie dłonie na jej czarnej lśniącej jak obsydian skórze. -Putredine, Putredine - wyszeptał. Demonicza postać zadrżała i płonący rozpadający się namiot wypełnił przeraźliwy krzyk Tellan. Nie było widać zewnętrznych obrażeń ale z Tellan działo się coś bardzo niedobrego. Wojowniczka mimo zjednoczenia z bestią czuła się jakby gotowano ją żywcem w kotle. Paskudny, dusząco żrący opar zjadał was powoli ale konsekwętnie.>*

Kurt był zaskoczony, nie sądził że ktokolwiek po takim laniu będzie w stanie rzucić zakutym w zbroję rycerzem niczym workiem mąki. A jemu się udało. Nie zdążył się uchylić i został przygnieciony zbroją i rycerzem w niej zamkniętym. Gdyby to była sama Tellan pewnie by się od niego odbiła ale zbroja dodała jej wagi i ostrych kantów które zabolały jak ciosy. Kurt jęknął przygnieciony do ziemi. Przez chwilę nie wiedział co się dzieje potem Tellan zaczęła się zmieniać. Przez chwilę Kurt bał się że zamieniona w demona zbroja go pożre gdy został poderwany do góry. Potem Szarak ruszył w ich kierunku Kurt zasłonił się mieczem ale nekromanta go zignorował i dopadł Zbrojo-Tellan. Nie było czasu na wymyślne strategie Kurt zaatakował Szarego robiąc jednocześnie krok za jego plecy. Albo mag straci go z oczu albo będzie musiał puścić Tellan. Pomysł Kurta się sprawdził przynajmniej częściowo. Mag albo go nie widział albo celowo zignorował dość że najemnik znalazł się za Szarakiem wstrzymał oddech i potężnymi ciosami na skos przez plecy rozorał mu plecy. Mógłby w ten sposób rąbać go niczym drwal drzewo ale po dwóch potężnych ciosach zaniósł się spazmatycznym kaszlem i dwa kolejne uderzenia wzbiły fontanny piasku pod stopami nekromanty.*

<Ciosy Kurta weszły w plecy nekromanty jak w masło. Najemnik chyba potrzaskał kręgosłup nekromanty ale to nadal nie obezwładniło czarnoksiężnika. Nadal kleił się do Tellan niczym pijawka. Wtem namiot się rozsypał i z różnych stron przybyły demoniczne stworzenia. Było ich łącznie siedem. Piątka wyglądała jak ni to mutanci, ni to zwierzoludzie ale ich oczy płonęły nadnaturalnym blaskiem. Dwa pozostałe były skrzydlatymi demonami które budziły w was pierwotny strach. Jedno z mniejszych stworzeń ku waszemu zdziwieniu skoczyło na Szaraka drapiąc go i gryząc.>*

<Tellan czuła jakby zbroję wypełniała pochłaniająca ją lawa. Wiedziała, że to nie zbroja ale kolejny czar próbujący wysłać ją do piachu. Nekromanta uparł się aby wyssać z niej życie i nie poddawał się nawet pod naporem ciosów Kurta i atakującego go zwierzoczłeka. Nie czuła Bestii...Dotyk Szaraka sprawiał, że jej świadomość przebijała się na zewnątrz. Czuła straszny ból z którym walczyła. Myśli o rozszarpaniu nekromatny szponami przerywane były falami bólu mimo to wojowniczka chwyciła ręce mężczyzny w nadgarstkach i szarpnęła z całych sił jakby chciała wyrwać je zestawów. Mimo zmienionej postaci, oprócz złamania kończyn Tellan nie sprawiła Szarakowi na tyle bólu by ten zrezygnował z atakowania jej. Tym razem to ona trzymała jego ręce więc puściła je momentalnie odskakując do tyłu..Musiała dostać się do miecza ale ten niestety znajdował się za nekromantą. Wojowniczka dyszała ciężko z bólu i wycieńczenia mimo to poderwała się gwałtownie i przeturlawszy się po ziemi sięgnęła po miecz Iruha, a następnie omijając Kurta podbiegła z jego lewej strony by ponownie zaatakować nekromantę. >*


Kurt był wściekły. Wiedział że mało kto sprawił by się lepiej ale był wściekły na siebie, na czarodzieja na mgłę i na to napierzą go ile wlezie a ten nadal stoi. Wszystko zaczęło się walić jak zaczął czarować i dotknął Tellan może chociaż mu jedną łapę odrąbać… W końcu udało mu się uspokoić spazmy. Poczuł w ustach znajomy metaliczny smak. “Krew”, odharkną czerwoną flegmą. “Od zbroi czy ta gryząca mgła?” W sumie, bez znaczenia jak nie dopadną dziada to i tak będzie bez znaczenia. “On jest pieńkiem, ja jestem drwalem.” Uniósł miecz do kolejnego ciosu. Czuł że słabnie. “Jeszcz jednen, jeszcze jeden” powtażał w myślach. Pierwsze dwa uderzenia wyprowadził bezbłędnie. Powinny trafić na Randala powinny, ale unikną ich. Kurt nie wiedział jak ale unikną. Z pojebanymi nogami, połamanymi łapami, przetrąconym kręgosłupem poruszał się żwawiej niż niejeden młokos. Dwóch ostatnich ataków nie zdołała zadać kolejny spazm kaszlu złamał go wpół zwymiotował krwią. “Cholera trucizna…” *

<Zaciskałam mocno zęby ledwo zachowując zimną krew. Stanęłam pewnie gotowa na jego atak. Ogień aż we mnie buzował i płonął dookoła. W chwilach takich, jak ta mogłam w pełni poczuć energię rozsadzającą mnie od środka. Palce aż mnie świerzbiły, a oczy lśniły w półmroku. Strach i adrenalina napędzały mnie do działania. Włosy aż zjeżyły mi się na karku, gdy poczułam zbliżające się istoty. To czego się obawiałam najbardziej. Jednak w tej chwili musiałam skupić się na kim innym. Nekromanta na mnie ruszył, a one jeszcze tu nie dotarły. Aż wstrzymałam oddech, a serce zabiło boleśnie i szybko, gdy ten znalazł się tuż przy mnie. Przenikliwy ból przeszył moje ciało aż się nieznacznie zgięłam. Aż krzyknęłam robiąc jeszcze jeden krok w tył. Spodziewałam się kolejnego ciosu, ale wampir obrał sobie za cel Tellan. Drżąc, wyprostowałam się unosząc karwasz. Serce aż podchodziło mi do gardła, a krew we mnie płonęła.>
-Pluviam Gladis..
<Wymamrotałam tępo wypuszczając kolejne dziewięć karmazynowych ostrzy w kierunku Szaraka. ...Shasuuviel...dam z siebie wszystko… Zacisnęłam usta starając się zignorować ból, stając pewnie, tak by nadal zasłaniać Anikę oraz Etelkę. I wtedy moje serce chyba na moment stanęło na widok przybyłych demonów. Nie tylko o sumieniu musiałam zapomnieć, ale najwyraźniej o jakichkolwiek zasadach również powinnam. Nie mogłam też ignorować wszechobecnego, duszącego i trującego dymu, który sukcesywnie nas osłabiał, zabijał.>
-Dissipationes ..
<Wymamrotałam cicho czując uwalnianą część skumulowanej energii by rozproszyć czar rzucony przez nekromantę. Odetchnęłam głęboko świeżym powietrzem rzucając dziewczynom.>
-Za moimi plecami..
<W obliczu demonów tym bardziej powinny trzymać się blisko mnie. Ruszyłam z rozpędu w kierunku Tellan oraz Kurta zaciskając mocno dłoń na rękojeści. Dopadłam do niego od tyłu wbijając ostrze w nekromantę.>*


<Tellan wyswobodziwszy się z uchwytu ominęła nekromantę i zdobyła swój miecz by od razu wrócić do atakowania Szarak. Kurt dawał z siebie wszystko ale trujący żracy opar zjadał go już od środka tak bardzo, że najemnik ledwo trzymał się na nogach wypluwając płuca. Szarak z łatwością unikał jego ataków oddalając się. Tellan zabiegła mu drogę. Elbereth ponownie posłała czarnoksiężnikowi magiczne ostrza, które trafiły mimo wszystkich istot kręcących się w pobliżu. Szybko i trzeźwo skorzystała ze swojej mocy aby wreszcie pozbyć się żrącej chmury a powietrze stało się czyste i rzeźkie. W przypływie jasności umysłu i adrenaliny elfka popędziła na Szaraka z mieczem w dłoni i dźgnęła go w ramię. Czarny śnieg pokrył rękę nekromanty i coś się zmieniło. Wróg jakby zwolnił a reszta demonicznych małych stworzeń pchała się miedzy wami aby gryźć go i drapać. Przepychały się jak szalone potrącając was po drodze jakbyście byli tylko przeszkodami na ich drodze. Czarnoksiężnik zaczął się miotać, ośmiu przeciwników naraz nawet dla niego było zbyt wielu, ugryziony boleśnie zakrzyknął> -Pactum- <Na te słowa dwa pozostałe stworzenia rzuciły się na was i na te mniejsze demoniczne stwory. Wielkie demony dosłownie rozrywały na strzępy pazurami demoniczne sługi wysyłając je w nicość. W mgnieniu oka zostaliście bez sprzymierzeńców pomiędzy Szarakiem a dwoma wielkimi skrzydlatymi demonami. Elbereth instynktownie rzuciła się w bok wyszarpując ostrze z nekromanty. Kurt był chyba bardziej łakomym kąskiem bo na jednym uderzeniu się nie skończyło i najemnik nie był taki gibki jak elfką. Kurt już widział pazury demona w swoich oczach kiedy Anika razem z Etelką zasłoniły go tarczą przyjmując na siebie cały impet uderzenia, który posłał dziewczyny w powietrze, zgruchotana tarcza rozpadła się na kilka części a obie dziewczyny upadły kilka metrów poza granicą namiotu. Z jakiegoś powodu demony nie atakowały Tellan, nie zamierzyły się na nią ani razu jakby była niewidzialna albo pod wpływem jakiejś ochrony. Wojowniczka widząc co
się dzieje odgrodziła Kurta i Elbereth sobą od demonów. Wbiła mocno miecz przed sobą w ziemię i wznosząc ręce odezwała się jakimś nieludzkim językiem.>
-Ma aha ganacsigaaga. Naga sii daaya, ka tag halkan ka hor inta aan lagu qasbo inaan kaa codsado. Ujeedadaadu way dhammaatay.
<Trzymając rozpostarte ręce obsydianowa Tellan zamarła jak posąg, a wielkie demony razem z nią.>*

Walić dziada - wycharczał Kurt a stróżka krwi pociekła mu po brodzie zwisając paskudnym glutem.
Kurt resztką sił zmusił się do odwrócenia wzroku od nieruchomych demonów. “Jesteś mój bratku” W końcu każdy oddech przestał być torturą. Zaatakował kąsaczem.*

<Wir rozpierającej mnie energii aż kipiał i skręcał mnie od środka. Pobladłam, a rysy mojej twarzy wyostrzyły się. Skupione spojrzenie stało się dzikie, przepełnione nienawiścią. Powietrze wokół mnie zaczęło falować od gorąca. Mimo beznadziejnej sytuacji uśmiechałam się z paskudną satysfakcją widząc, jak dopadają go demoniczni słudzy. Wyrwałam szybkim ruchem ostrze z Szaraka odskakując by uniknąć ataku demona. Ledwo dostrzegłam kątem oka, jak dziewczyny osłaniają Kurta przed impetem uderzenia. Już sama miałam sięgnąć do źródła plugawej magii by zaprzedać duszę w walce z demonami, ale wkroczyła Tellan, a istoty chwilowo przestały być zagrożeniem. Oddychałam ciężko czując niepokojącą ekscytację. Mogłam skupić się nekromancie.>
-Mówiłam Ci Szaraku… wiele się zmieniło. Wypełniasz mnie po brzegi… dzięki Tobie czuję, że żyję… cupiditatem vos magis cum quisque momentum…
<Powiedziałam niskim, głębokim tonem, po czym wyprowadziłam cios mieczem w jego tułów. Nie władałam na co dzień bronią, więc wolałam nie ryzykować wykonywania finezyjnych, czy skomplikowanych cięć. Wolałam prosto, acz skutecznie zagłębiać ostrze w jego ciele.>*

<Sytuacja bardzo się pokomplikowała przez przybycie demonicznych istot ale akcja potoczyła się tak szybko, że już po chwili na placu boju pozostała tylko Elbereth, Kurt i Szarak. Kurt zebrał się w sobie i powoli ruszył na nekromantę lecz elfka była znacznie szybsza. Teraz kiedy demony nie mieszały się w walkę czarodziejka widziała szansę na zwycięstwo albo szybką śmierć. Strach gdzieś zniknął zastąpiony szaleńczą ekscytacją. Nekromanta nadal zdawał się być sprawny chociaż jego odzienie było kompletnie zniszczone. Miał połamaną, wręcz zgruchotaną lewą rękę, jego żebra i kręgosłup były w strzępach a prawa ręka lśniła się czarnym szronem. Liczne ugryzienia i podrapania zalane były ciemną posoką. Dosłownie obraz nędzy i rozpaczy a jednak Elbereth doceniała przeciwnika i nie traciła czujności. Kiedy wyprzedziła Kurta i zadała cios Szarak jak zwykle strarał się go uniknąć coś jednak było z nim nie w porządku i to bardziej niż mu się wydawało, bo elfka bez problemu przebiła jego zmaltretowany tors lśniącą klingą. Ostrze weszło głęboko przebijając czarnoksiężnika na wylot. Ten jednak się nie poddawał i wyciągnął swoje łapska w stronę Elbereth. Czarodziejka trzeźwo szarpnęła się do tyłu wycofując się z bronią poza zasięg ramion nekromanty. Na jego twarzy malowała się wściekłość. Czarny szron rozlał się z rany na cały tors i zanim jeszcze Kurt dopadł do Szaraka, czarnoksiężnik zamarł bez ruchu a z jego wnętrza zaczęło sączyć się jasne niebieskawe światło. Kawałki jego ciała po prostu odpadały rozsypując się w proch. Światło wydostawało się z ciała coraz większym strumieniem i dla Elbereth wyglądało to tak jakby zaraz miało dojść do wybuchu magicznej energii. Kurt uderzył w Szaraka ale nekromancie to już nie robiło różnicy, jego fizyczne ciało się nie poruszało.>*

<Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu satysfakcji, gdy ponownie poczułam, jak klinga zagłębia się w jego ciele. Gdyby nie jego zabójczy dotyk zapewne pozostałabym blisko niego, w zwarciu, ale wyszarpnęłam miecz odskakując. W blasku wydobywającego się z niego światła moja twarz wydawała się równie upiorna. Położyłam dłoń na ramieniu Kurta.>
-Odejdź, zobacz co z dziewczynami. Jego magia może Cię nadal zabić.
<Powiedziałam chłodno i rzeczowo stając nad ciałem nekromanty. Bez mrugnięcia okiem wbiłam klingę w jego mostek obracając nią po czym zaparłam się by pchnąć ostrze ku górze i rozciąć jego klatkę piersiową. Przykucnęłam nad nim przysłaniając częściowo jego truchło swoim płaszczem. Bez zawahania wsunęłam dłoń, którą ujęłam serce.>
-Przyszłam je zdobyć...a mówili żeś niepokonany. Dziękuję za gościnę.
<Ostrożnie wyjęłam organ, na którym mi zależało. Drugą dłonią wymacałam w swojej torbie koszulę i ją wyciągnęłam by owinąć je.>

<Kurt posłuchał się Elbereth, w końcu dla niego była ekspertem w sprawach magii i jak dotąd się nie pomyliła w żadnej kwestii z nią związanej, więc oddalił się aby sprawdzić w jakim stanie były Anika i Etelka. Czarodziejka w tym czasie wycieła dziurę w klatce piersiowej nekromanty i wyrywała mu serce gdy ten jeszcze powrócił na moment. Złamaną, zgruchotaną ręką chwycił elfke za gardło wbijając paznokcie w jej szyję tak że ją zapiekło z bólu.>
-To nie koniec...Znajdę cię… i zabiore do piekła.... mroczna ladacznico…
<Ręka nękromanty rozsypała się w proch a potem całe jego ciało z wyjątkiem plugawego serca, które zostało w dłoni czarodziejki. Niebieskie światło rozproszyło się i zgasło. Po Szaraku oprócz serca została tylko sterta popiołu i kilka drobiazgów w niej zatopionych.>*

<Spojrzałam na nekromantę czując bolesny ucisk na gardle.>
-Już nigdy mnie nie opuścisz.. czekam na kolejne spotkanie...hahaha…
<Zaśmiałam się cicho, gdy jego resztki zaczęły rozpadać się w popiół. Poczułam nawet cień sympatii do tego plugawca, a tacy dotrzymują obietnic. Delikatnie odłożyłam serce do torby i wyjęłam kubek oraz łyżkę.>
-Wybacz, ale nie mam przy sobie odpowiedniej skrzyneczki…
<Wymamrotałam do kupki prochów, która nie mogła mi już odpowiedzieć. Zaczęłam zbierać jego prochy wyjmując spomiędzy nich pozostałe przedmioty.>
-Sprawię Ci ładny flakonik… byłeś wyjątkowo interesującym rozmówcą, więc może i pokuszę się o jakieś elfie rękodzieło. Już nigdy mnie nie opuścisz.
<Wywaliłam swoje rzeczy z torby pozostawiając w niej jedynie serce i zebrałam ostrożnie jego szczątki. Nie chciałam by się rozsypał lub wysypał nieopatrznie, położyłam na nim jedynie swoją książkę po czym zamknęłam ją dokładnie. Moje drobiazgi oraz sakiewkę pochowałam po kieszeniach. Ubraniami tak się nie przejmowałam, a koce i część rzeczy i tak była w jukach. Przyjrzałam się przedmiotom pozostawionym przez niego.>*

<Elbereth opróżniwszy swoją torbę schowała w niej serce nekromanty po czy napełniła ją prochem, który z niego pozostał pilnując, żeby możliwie nic się nie zmarnowało. W stercie popiołu elfka znalazła pięć niewielkich przedmiotów. Wszystkie miał naturę magiczną ale jaka była ich moc, to pozostawało tajemnicą. W ręce czarodziejki dostały się, zaostrzony patyczek do dłubania w zębach, oszlifowany kamyk w odcieniu ametystu, skamieniały ząb jakiegoś zwierzęcia, złoty pierścień z wygrawerowanym artystycznie inicjałem, niemożliwym do odczytania, oraz mała fiolka ciemnego, gęstego płynu. Nic więcej po nekromancie nie zostało, nawet jego odzienie zostało unicestwione.>*

<Zebrałam przedmioty do kieszeni płaszcza, choć przez moment korciło mnie by włożyć jego pierścień. I wtedy przed oczami stanął mi mój Mistrz, który nie raz powtarzał by nie zakładać na siebie magicznych przedmiotów przed uprzednim sprawdzeniem ich lub choćby przemyśleniem sprawy. Powstrzymałam się, chwyciłam rękojeść ostrza i podniosłam się z cichym stęknięciem. Spojrzałam na demony, które zastygły i pokręciłam głową.>
-Ciężki jesteś..
<Mruknęłam i podeszłam w kierunku Kurta oraz dziewczyn. Przystanęłam przy nich rozglądając się czujnie. Buzująca we mnie energia nadal była wyczuwalna. Uśmiechnęłam się do nich łagodnie starając się choć częściowo przykryć zmęczenie, ból i te niepokojące, dzikie spojrzenie.>
-Pięknie dziewczęta.. spisałyście się. Ty też Kurcie. - poklepałam go delikatnie po ramieniu. - Powinniśmy brać konie i zabierać się jak najdalej od tego miejsca. Tellan na razie ich powstrzymuje, ale to też nie będzie trwało w nieskończoność. Jak zauważyliście.. jej nie atakują, dzięki Bestii, więc możemy ruszać póki czas, a ona nas dogoni. Powiem jej by za nami ruszyła tylko niech da nam odjechać poza granice obozu. Dacie radę?
<Rozejrzałam się czujnie.>
-Kurt, myślałam by jeszcze pobiec szybko do jego namiotu. Coś notował w księdze, gdy po niego poszłam i schował ją w biurku. Mogą tam być papiery, które wiele nam powiedzą. Nie będę jednak ukrywać, że i ja nie jestem w dobrym stanie i jakakolwiek walka to gwóźdź do trumny. Mogę nie myśleć teraz trzeźwo, zamroczona gniewem oraz energią, która mnie roznosi od środka. Czy dacie radę poczekać jeszcze na mnie czy powinniśmy się zabierać czym prędzej z tego miejsca nie oglądając za siebie? Wy polegacie na mojej wiedzy magicznej, ale w kwestiach takich jak ta Ty masz więcej doświadczenia, jako wojownik.*

- Dzięki - odkaszlnął odpluwając czerwoną ślinę. Kurt się trzymał na nogach. I w sumie tyle można było powiedzieć. Trzymał się kupy tylko dzięki wieloletniej zaprawie. Bretonki, z nimi było gorzej. Anika była przytomna i próbowała pozbierać się z gleby. Miała poranione ramiona oraz kilka ran od drzazg z tarczy które wbiły się w jej ciało gdy roztrzaskał ją demon. Etelka oberwała jeszcze gorzej bo próbowałą zasłonić jednocześnie Kurta i swoją przyjaciółkę. Kurt chwilę jeszcze zbierał myśli bo walka skończyłą się niespodziewanie szybko biorąc pod uwagę że sytuacja stawała się coraz gorsza z chwili na chwilę. potem rozejrzał się.
- Dziewczyny żyjecie? - Zapytał - Elbereth, z dziewczynami jest źle. możesz im pomóc? - W głosie kurta dało się słyszeć nutę paniki. Tak jakby walka z magiem i demonami była mniej straszna niż obawa o życie Bretonek.*

<Demoniczna Tellan nadal stała z rozłożonymi rękoma jak posąg a przed nią dwa wielkie ,skrzydlate demony. Cała trójka wyglądała jak żywa wizja artystyczna genialnego rzeźbiarza ale jak długo miało to trwać nie mieliście pojęcia. Anika wstała o własnych siłach, była mocno poobijana i kaszlała plując krwią podobnie jak Kurt. Etelka niestety była nieprzytomna, leżała na boku a skurcze wnętrzności powodowały, że wypluwała krwawą ślinę. Anika przypadła do niej i próbowała ją obudzić ale bezskutecznie. Młoda dziewczyna była blada i wyglądała jak w agonii. >
-Etelka, nie zostawiaj mnie. Błagam cię, obudź się, wiesz, że razem możemy wszystko. Etelka, proszę otwórz oczy…
<Potrząsając lekko Etelką, Anika przecierała jej twarz ubrudzoną już teraz chusteczką. Nagle wstała podeszła do Kurta i strzeliła go z pięści w twarz, tak że najemnik aż cofnął się o krok.> -To wszystko twoja wina wielki idioto!! Gdybyś nas tu nie zabrał Etelka byłaby cała i zdrowa!! <Kobieta wykrzyczała Kurtowi w twarz. Po jej policzkach płynęły łzy i widać było, że nie panuje nad sobą. Blondynka ponownie przykucnęła przy nieprzytomnej dziewczynie i tuliła ją.> -Kochanie...jak ci mogę pomóc. Obiecałam cię chronić...Daj mi jakiś znak…
<Poraniona i zapłakana Anika skupiała się jakby chciała siłą woli uzdrowić swoją przyjaciółkę. Naglę sięgnęła do kieszeni i wyjęła maleńcki żelazny, zakręcany flakonik.>
-Dałaś mi to jako prezent, może to pomoże…<Powiedziała jakby do siebie po czym odkręcając nakrętkę pomogła cieczy dostać się do gardła nieprzytomnej. Ciałem Etelki zaczęły targać jeszcze silniejsze spazmy aż dziewczyna zwymiotowała mieszaniną krwi i żółci zagęszczoną jakimś pyłem. Drgawki ustały i na twarzy dziewczyny pojawiły się drobne rumieńce. Nie ocknęła się ale przynajmniej przestała się dusić i niekontrolowanie kasłać. Anika wytarła je twarz i przytulając Etelkę szeptała do niej. - Nie zostawiaj mnie, słyszysz, nie zostawiaj mnie-*

Po tym jak Etelka go spoliczkowała Kurt dosłownie nie wiedział co ze sobą zrobić. Zapaść się pod ziemię czy biec do nieprzytomnej, przytulić rozpaczającą Anikę, tłumaczyć się że nie chciał, odszczekać dziewczynie że same chciały, że mogły nie jechać że są dorosłe, wołać do wszystkich bogów o pomoc, prosić Elbereth o pomoc, czy może żądać tej pomocy. Dziękować że go zasłoniły czy może opieprzyć że mogły
tego nie robić, że same wlazły demonowi pod pazury. Kurt stał tak jak słup soli aż do chwili gdy eliksir zadziałał. Wtedy jakby wraz z nadzieją że dziewczyna przeżyje jemu też wróciła chęć do działania.

W tej chwili bał się podejść do Etelki bardziej niż demona więc zwrócił się najpierw do Elbereth.
Dasz radę im pomóc? - zapytał jeszcze raz. Potem zaczął kalkulować co dalej. - Tu zastać nie możemy. Tsza się ruszyć. Najpierw chodźmy do namiotu Szarego. Tam może znajdziemy plan obozu czy coś podobnego to będzie okazja wybadać gdzie są jakieś konie. Przy okazji znajdzie się tam coś do zrobienia noszy. Chociażby trzeba by było porąbać jego biurko. - Dodał ciszej. - Może tam znajdziesz coś co pozwoli nam przejść obok reszty tego paskudztwa.Bo albo zmyjemy się stąd po cichu albo narobimy takiego zamieszania żeby nas nie widzieli albo nie mieli czasu np spuścimy demony na pozostałych oblegających. Bo jak zaczniemy się włóczyć po obozie tak jak teraz to czarno to widzę. W końcu, trafimy na kogoś kto nie jest lub był pod wpływem uroku Szarego i nas zaczepi.*

<Stałam z mieczem w dłoni, zbyt zmęczona by interweniować w obronie Kurta. Był dużym chłopcem, a i Anika najwyraźniej musiała sobie ulżyć. Nie chciałam jednak by nasz pobyt tutaj trwał w nieskończoność. Co rusz zerkałam na zastygłe demony, ale ludzie byli ważniejsi. Przykucnęłam tuż przy Anice i położyłam jej dłoń na policzku. Spoglądając jej prosto w oczy uśmiechnęłam się. Odezwałam się cichym, spokojnym tonem, jakbyśmy byli teraz w normalnym miejscu, w innych okolicznościach.>
-Obiecałam Etelce, że wyprowadzę Was stąd żywych i tak się stanie choćbym miała zaprzedać swoją duszę. Można o mnie wiele powiedzieć, ale słowa dotrzymuję zawsze. Jeśli chcesz kogoś winić to wiń mnie. To ze mną i przeze mnie ruszyliście z miasta. Rozumiem Twój strach i ból.

<pogładziłam ją po policzku dodając coś w bretońskim po czym przyjrzałam się Etelce by jak najlepiej ocenić jej stan. Westchnęłam.>

-Niestety nie mogę jej pomóc osobiście, ale być może coś uda mi się wskórać, gdy opuścimy to miejsce. Jak już wspominałam.. moja magia zabija, nie leczy.. no może otarcia, ale nie stan, w którym jest Etelka czy my. A i użycie jakiegokolwiek czaru może zwabić kolejne demony.
<Spojrzałam na Anikę oraz Kurta.>
-Naprawdę chciałabym uleczyć każdego z Was… muszę Was stąd przede wszystkim wydostać. Kurcie. Moglibyśmy pójść wszyscy do jego namiotu, ale nadal są tam demoniczni strażnicy. Na razie jeszcze nikt się nie zorientował, ale jak przemaszerujemy tam w takim stanie.. możemy spróbować. Trzeba tylko zanieść Etelkę. Nie wiem tylko czy nawet w trójkę damy radę. Ech… z drugiej strony nie chcę Was tu zostawiać. Jesteś pewien Kurt, że dasz radę? Jesteś ranny i to całkiem poważnie. Może… dobra. Pójdę do namiotu szarego, zabiorę co da radę i go podpalę. Wezmę konie i wrócę po Was. Spróbujcie ją zabrać do mojego namiotu. - wskazałam palcem. - Wezmę Etelkę na swojego wierzchowca, Tobie Aniko pomogę dosiąść drugiego i liną przyczepię do mojego siodła. Wystarczy, że będziesz się trzymać. Ty Kurt będziesz odpowiadał za wierzchowca Tellan oraz tego z zapasami. Jeśli przyczepimy je liną do Twojego siodła to grzecznie pójdą.
<Podniosłam się.>
-Nie jestem medykiem, ale zaróżowiła się, a to dobry znak. Najbardziej zaszkodził jej trujący opar. Pasuje tak, czy idziecie ze mną? Jeśli idziecie to ruszamy teraz.*

<Kurt był wdzięczny za słowa usprawiedliwienia. Było w nich coś prawdy ale wolał samemu o tym nie wspominać. Jak na razie wolał przeczekać atak wściekłości Aniki. Pomysł z rozdzieleniem wcale a wcale mu się nie podobał.>
Jak, wszytkich, chyba. - skomentował wzmiankę o gazie przypominając sobie jak demoniczna Tallen i Etelka najpierw wyrzygały truciznę. Kurt spróbował głębszego oddechu ale kłujący ból w klatce piersiowej o mało co nie zgiął go w pół. Odkaszlnął i odharkną śliną o dziwnym posmaku. - Dam radę. Wezmę Etelkę na ręce. Dam radę - “Choćbym miał pełznąć na czterech.” - Gdyby się cokolwiek miało stać ja na wiele się nie przydam. Ty masz jeszcze magię A jak Tellan puści to wolałbym być jak najdalej stąd. Może w namiocie znajdziemy jakąś płachtę można z niej będzie zrobić nosidło dla niej i rozpiąć między dwoma końmi. A w tym mogę jeszcze pomóc.
Powiedział klękając przy nieprzytomnej wsunął pod nią dłonie najdelikatniej potrafił i z wysiłkiem wstał. Zdziwiło go to jak bezwładne ciało stało się jakby cięższe. Wcześniej dziewczyna wydała mu się znacznie lżejsza.*

<Tellan nadal trwała w bezruchu ale nikt z was nie wiedział ile to jeszcze potrwa. Czy dzień czy też minutę. Anika zastąpiła drogę Kurtowi>
-Nie idziemy już nigdzie gdzie są jakieś demony, ani demoniczni strażnicy! Chcesz to sobie idź tam sam ale Etelka zostanie ze mną. Oddaj mi ją albo pożałujesz…
<Z oczami mokrymi jeszcze od łez dziewczyna stała zdeterminowana gotowa wyzwać Kurta na pojedynek. Niższa i dwa razy mniejsza, patrzyła na Kurta tak, że wiedział iż albo zostawi Etelkę albo będzie musiał zabić Anikę. Gotowa był sięgnąć po broń aby zatrzymać najemnika. >
-Zabiorę ją do namiotu elfki a ty sobie idź jak chcesz. Nic mnie tutaj nie obchodzi poza nią. Nie chcę żadnej nagrody ani łupów. Oddaj ją i możesz iść nawet do piekła...
<Chciała powiedzieć coś więcej, coś okrutnego ale powstrzymała się zerkając na elfkę. Kobieta nadal była wściekła na Kurta, chyba nie przemawiało do niej branie winy przez Elbereth na siebie. Napiętą sytuację złagodziły wasze konie, które przybiegły nie wiadomo skąd. Może wyczuły właścicieli a może dobry duch pognał je ku wam. >
-Zmieniłam zdanie. Zabiorę konia i Etelkę i jedziemy od razu do Marienburga. Oddawaj ją! Słyszysz!
<Elbereth poczuła uderzenie nowej mocy w okolicy. Mocy tak znanej i znienawidzonej, chociaż karwasz nie zareagował. >



<Klaus>

<Obserwacja Rufusa szła bardzo niemrawo więc przy najbliżeszj okazji z samego rana udałeś się do przystani rybackiej i za sztukę srebra wynająłeś łódź i rybaka na cały dzień. Przewiózł cię w wybrane miejsce, zarzucił wędkę i odpoczywał kiedy ty udawałeś że łowisz ryby obserwując interesujące cię okna. Grube, matowe szkło nie pozwalało ci zajrzeć do środka poza tym odległość była dość znaczna. Czekałeś więc i obserwowałeś licząc na to że okno zostanie otwarte. W pewnej chwili tknęło cię, że nawet jeśli ktoś wyjrzy przez okno to od razu cię zauważy. Rozbicie szyby nie wchodziło w grę, przynajmniej nie strzałą. To co chodziło ci po głowie było bardzo trudne, nawet jak dla ciebie, bo jeśli nadarzy się okazja będziesz miał tylko ułamki sekund, nie będzie czasu na celowanie. Okno jest małe, odległość w górę jest znaczna do tego jeszcze buja i wieje. Poza tym widać cię tutaj jak na dłoni z każdego miejsca nabrzeża. Zbyt wielu ludzi może cię obserwować tak jak ty obserwujesz okna. W porze wieczornej całkowicie nie jest ci to na rękę bo nie wszystko będzie zależało od ciebie. Wszystko dokładnie analizując dałeś znak rybakowi , że już się nałowiłeś i wróciliście na brzeg. Wyrzucałeś sobie, że znów straciłeś czas ale od razu udałeś się do wozowni , z której to przyjeżdża po Rufusa powóz. Brama była otwarta więc można było zajrzeć do środka. Od razu zauważyłeś pojazd , którego szukałeś oraz kilka innych równie wystawnych. Grupa pachołków kręciła się dokoła doglądając , czyszcząc i konserwując karety i powozy. Konie były trzymane zupełnie gdzie indziej bo tutaj nie było ani jednego. Zaczekałeś do nocy w gospodzie nieopodal po czym zakradłeś się do wozowni. Nie była jakoś pilnie strzeżona. Używając dostępnych tam narzędzi poluzowałeś koło wybranego powozu i uciekłeś. Następnego ranka zaczaiłeś się przed Colegium. Rufus wsiadł do powozu i ruszył wieziony do centrum miasta. Po jakimś czasie tak jak przewidziałeś koło odpadło i powóz się zatrzymał. Woźnica zsiadł i zawołał ludzi do pomocy przy wymianie koła. Rufus jednak nie wysiadł, zamienił jedynie kilka słów z woźnicą nawet nie otwierając drzwi ani nie wychylając się. Siedział w środku jak przystało na prawdziwego wielkiego pana.>


<Rhunar>
<Postanowiliście nie kusić losu i nikt z was nie przekroczył bram Elfiego Miasta. Wróciłeś razem z Ismene do Axerunda opowiadając mu o całym zajściu. Elise wróciła do Ingrid aby wspomóc przyjaciółkę. Pożegnałeś zbrojmistrza i jego żonę udając się do Arkata. Tam w przydzielonej izbie skreśliłeś oficjalny list do elfów i od razu wysłałeś. Jeszcze tego samego dnia dostałeś potwierdzenie, że korespondencja przekroczyła bramę. Spotkałeś się z Arkatem przy kolacji. Radny rozwiał szybko twoje wątpliwości.>

-Drogi Rhunarze. Wiesz, już jak działa rada, wiesz kto głosował za a kto przeciw. Wiemy więc kto jest po stronie zła. Nie trzeba do tego szpiegów. Niestety jesteśmy na słabszej pozycji. Von dem Kuypers kontroluje większą część gildii w Marienburgu. Nawet ludzi którzy pracują dla mnie nie możemy być pewni, bo to tylko ludzie. Zapłaci im więcej i już będą po jego stronie a wypłata przeze mnie ostatnich odszkodowań nie wyszła mi na dobre, ludzie o tym wiedzą. Nie wiem czy jest sens przekonywać każdą gildię z osobna. Szpiedzy będą wszędzie tak czy inaczej. Skupmy się na tych najważniejszych instytucjach miasta. Porozmawiam ze wszystkimi rodzinami nie popierającymi naszych przeciwników. Tobie zostawię przekonanie ludzi na ulicach jeśli uda ci się coś wymyślić.

<Udałeś się na spoczynek a z samego rana czekał już na ciebie list a dokładnie notka z odpowiedzią. >

Runarze, synu Ragniego Obieżyświada.

Doceniamy twoją troskę i dziękujemy za informacje. Nie mieszajcie się jednak w nasze sprawy ani ty ani twoi pobratymcy a nic wam się nie powinno stać. Elfie Miasto nie wpadnie w łapy czarownicy ani żadnych innych najeźdźców. Pomożemy tak jak uznamy za stosowne i niech nikt nie próbuje się tu pchać albo ulice spłyną krwią.

Z pozdrowieniami od Korpusu Ekspedycyjnego
Namiestnik Rady Elfiego Miasta Marrienburga Aesaar Pelnor

Skończyłeś czytać i przybył do ciebie kapłan Ecoliono wraz z chłopcem, który go prowadził, aby dowiedzić się jak idą twoje starania.>

<Ecoliono>

<Z samego rana udałeś się na modły i na śniadanie. Po posiłku poświęciłeś Matieu kilka chwil na naukę czytania i pisania. Chłopak znał litery i umiał odczytać pojedyncze słowa a także niedbale je zapisać. Jednak nie znał języka klasycznego tak jak podejrzewałeś. Mógłbyś go uczyć chociaż znacznie lepiej szło by to komuś kto widzi świat oczami a nie tak jak ty przez wizje i sny. Po krótkiej lekcji razem z chłopcem ruszyłeś do domu krasnoludzkiego radnego Arkata Foggera , gdzie to zatrzymał się Rhunar. Na miejscu przedstawiłeś sprawę strażnikom i po chwili oczekiwania wpuszczona cię i spotkałeś kowala run w pokoju gościnnym. Mogliście spokojnie porozmawiać.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1558

PostWysłany: Czw Maj 16, 2019 01:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wybuch Aniki trochę mnie zaskoczył, ale właściwie mu się nie dziwiłam. Zapewne dlatego, że zareagowałabym podobnie. Nie był to jednak najlepszy z momentów.
... zabierz ze sobą towarzyszy mówili… będzie bezpieczniej i spokojniej.. dobre sobie...
Właśnie miałam uciszyć tę dwójkę, gdy dostrzegłam zbliżające się ku nam wierzchowce. Już otwierałam usta by coś powiedzieć, gdy nagle pobladłam. Ze świstem wciągnęłam powietrze, a żołądek podszedł mi aż do gardła. Dreszcz przeszedł mi po plecach. Rozejrzałam się zdenerwowana i natychmiast zagwizdałam na konie. Być może zesłali je bogowie. Nie miało to teraz znaczenia. Odezwałam się cicho, przejętym tonem głosu.>

-Zamknijcie się. Wszyscy na koń bez gadania. Wietrznica jest niedaleko. Anika, Ty trzymaj się siodła z całych sił. Jak trzeba będzie to się połóż i przytul do szyi. Nie masz tyle doświadczenia i Etelka może Ci spaść. Pokłócicie się później.

<Wsunęłam ostrze za pas obok miecza Beltheriona i zatrzymałam konie nie tłumacząc nic więcej. Przytrzymałam tego, który niósł Anikę wcześniej i pomogłam jej wsiąść. Po kilku dniach intensywnej jazdy byli do siebie najbardziej przyzwyczajeni. Widocznie drżały mi ręce, a ja sama wydawałam się wyraźnie zdenerwowana. Wsadziłam jej nogi w strzemiona. I mruknęłam. - Dociskaj łydki do boków. To jak ujeżdżanie mężczyzny. - Zdjęłam wodze i podprowadziłam ją do mojego wierzchowca przywiązując wodze na luźno do tych Ardehela.>

-Kurt, pomóż mi wsadzić Etelkę na przód, a potem zaczepiaj wodze tej dwójki i spieprzamy czym prędzej. Nie uśmiecha mi się perspektywa kolejnych tortur w wykonaniu Rawdericka.

<Dosiadłam konia wydając sygnał by przyklęknął na przednie nogi by ułatwić Kurtowi posadzenie dziewczyny przede mną. Oparłam jej ciężar na piersi obejmując tak by nie ześlizgnęła mi się na bok podczas jazdy. Odchyliłam się nieznacznie by lepiej rozłożyć nasz ciężar. Bolało mnie całe ciało. Skrzywiłam się, ale mocno zacisnęłam zęby. Odkaszlnęłam spluwając w bok krwią. Poderwałam Ardehela i powiedziałam do Tellan.>

-Wiesz gdzie się kierować. Do zobaczenia na trakcie. Niech Bestia Cię prowadzi.

<Rozejrzałam się za najlepszym dla nas kierunkiem, przynajmniej na chwilę obecną, gdy Kurt zbierał się do drogi.>

-Za mną.

<Rzuciłam cicho ruszając stempa, a chwilę później spinając konia by przeszedł w średniego kłusa. Skupiona rozglądałam się i pilnowałam by Etelka nie spadła, zwalniając nieznacznie jeśli poczułam, że się obsuwa. Prowadziłam nas jak najszybciej było to możliwe ku drodze powrotnej. Zamierzałam dotrzymać słowa.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 644
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Maj 16, 2019 18:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Brak postępów w realizacji założonego planu irytował mnie coraz bardziej. Każdy kolejny krok powodował jedynie stratę kolejnych godzin, pieniędzy i nerwów. Wiedziałem, że nie mogę postępować pospiesznie, a wszelkie działania muszą być dokładnie przemyślane, zaplanowane i zrealizowane ostrożnie, jak i w ukryciu. Jednakże czułem, że kończy mi się czas, a i zaczynało mnie to już wkurzać. Bujanie się na łódce w tę i z powrotem tylko pogarszało me odczucia. "Nie no, tak tego nie załatwię. Nie ma szans. Większe szanse miałbym chyba w pojedynku na miecze z Tellan. Tutaj prędzej się utopię, niż cokolwiek osiągnę. Niech to szlag!" Nakazałem powrót na ląd i zabrałem się za kolejny plan, tym razem z powozem.

<O dziwo same przygotowania przebiegły łatwiej niż przewidywałem. "Hm... Można by to wykorzystać przy planie zabicia von dem Kuypersa. O ile też trzyma swój powóz tutaj, a nie na terenie swojej posiadłości. Ale to zorientuje się później, jak już będę miał za sobą to zadanie. Mam nadzieję, że w końcu się uda i to już teraz, bo naprawdę nie mam ochoty wchodzić na teren Colegium. Cholera wie jaka tam magia jest wykorzystywana na co dzień. Te wszystkie znaki na pewno coś oznaczają, a ja nawet nie jestem w stanie ich odczytać, ani wyczuć magii. Ani się przed nią bronić. " Zmotywowany koniecznością dopięcia w końcu swego i nastawiony pozytywnie łatwością realizacji nocnej akcji, ruszyłem rano na miejsce i czekałem na to co się stanie. "Oby to zadziałało tak jak planowałem. Ten jeden raz. No nic, trza czekać.">

<Gdy powóz się rozkracza uśmiecham się krzywo pod nosem, ale nie napawam się tym poślednim sukcesem, bo wiem, że to nawet nie połowa drogi. Staram się szybko wyszukać miejsce, z którego mogę niezauważony szyć z łuku do celu, a jednocześnie z którego będę mógł potem szybko zniknąć. Ale to co się dzieje przy powozie podcina mi skrzydła. "Cholerny panicz. Oni się męczą z kołem, a ten nawet nie wyjdzie na zewnątrz. Myślałem, że przyjdzie mu do głowy chociaż to, że tak ułatwi pracę, przyspieszy ją przez zmniejszenie obciążenia osi powozu. No ale czego ja miałem się spodziewać po magu i rektorze uczelni. Ech... No ale tak łatwo to Ci nie pójdzie. Mam tego dość! Zobaczymy jak to Ci się spodoba?">

<Upewniając się, że mam bezpieczną pozycję i jestem ukryty przed wzrokiem ciekawskich, wyciągam dwie strzały i wykorzystując otoczenie (mur, skrzynki, bruk) przełamuję je tak, by usunąć tylko końcówki z grotami, które chowam do torby. Następnie wycelowuję i posyłam pierwszą z tak spreparowanych strzał w zad najbliższego konia powozu Rufusa. "To cię nie zabije, nie zrani zbyt mocno, ale na pewno wkurzy koniku, co nie? Więc pędź przed siebie. Wio!" Jeżeli efekt jest niezadowalający drugą posyłam w zad kolejnego konia. Szybko zawijam się i ruszam za rektorem.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 655

PostWysłany: Sob Maj 25, 2019 01:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt mimo że sponiewierany dał radę spojrzeć na Anikę z politowaniem.

- Co cię… - „Napadło” chciał dokończyć ale mina bretonki zgasiła kąśliwą uwagę skutecznie. Westchną szykując się do tłumaczenia ich sytuacji dziewczynie niczym nierozgarniętemu dziecku ale dziewczyna zaczęła dalej się pieklić.

I tym razem trafiła celniej niż się spodziewała. Kurtowi wzrok momentalnie stężał a obolałe mięśnie napięły. Mogła zarzuć mu dużo, głupotę, brawurę, nieodpowiedzialność a nawet materializm ale przedkładanie łupów nad życie dziewczyny… Tego było za wiele. Dobrze że trzymał Etelkę bo by chyba ją spoliczkował. Przez ostatnie czas naoglądał się dość na śmierć i stracił tylu ludzi aby wiedzieć że żadne góry złota nie wrócą mu dobrych ludzi. Zacisnął zęby aż znów poczuł smak krwi z gębie.

- Jak śmiesz ty… - Wycedził głosem od którego dzieci dostają histerii. Więcej nie zdążył bo nadbiegły konie a Elberetch zaczęła rozkazywać.

- Sama się zamknij. Bo gadasz najwięcej. – Odszczekną się elfce, był wściekły i lepiej było teraz do niego się nie zbliżać.

Nie zamierzał oddawać Etelki przyjaciółce wiedząc że prędzej obie zlecą z siodła nim zdążą wyjechać z obozu. Przez chwilę kombinował jak wsiąść z nieprzytomną dziewczyną na siodło i nie sponiewierać jej za bardzo. W tedy koń Elberetch uklękną i musiał uznać wyższość umiejętności jeździeckich elfki. Najdelikatniej jak mógł umieścił nieprzytomną na koniu. Potem najsprawniej jak pozwalało jego obolałe ciało wskoczył na siodło zgarną „wolne” lejce i nie oglądając się na Anikę pognał wierzchowce krzykiem.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 653

PostWysłany: Wto Maj 28, 2019 21:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan niczym zamknięty duch w obcym ciele obserwowała wszystko własnymi oczami ale jej wzrok padał tam gdzie chciała bestia. Ogromny strach przepełniał wojowniczkę zatrzymującą własnym ciałem dwa potężne , skrzydlate demony. Tajemnicze słowa popłynęły z jej ust i świat jakby podzielił się na dwie części. Jedna , w najbliższym otoczeniu Tellan, została wyrwana z rzeczywistości i miała własny przebieg czasu. Albo się on zatrzymał albo biegł tak szybko ,że nie dostrzegało się zmian. Druga część czyli cały pozostały świat funkcjonował normalnie. Ku radości Tellan , Szarak został pokonany a jej towarzysze zbierali “łupy” i rannych. Wojowniczka jednak nie miała żadnego wpływu na to co się działo. Zarówno Bestia jak i wielkie demony rozmawiały ze sobą w kokofonii dźwięków wymieniając zdania. O czym rozmawiali, kobieta nie miała pojęcia ale brzmiało to trochę jak interesy, handel lub coś w tym rodzaju. Mimo iż skrzydlate demony dzieliła od Tellan mała przestrzeń , kobieta miała wrażenie jakby cały świat się o nią ocierał powodując drobne rany i zadrapania. Niczym marionetka zastygła na linkach niepewna co będzie za chwilę, kobieta miała czas by pomyśleć.>*

<Serce zamarło wojowniczce w piersi kiedy tuż przy niej pojawiły się demony. Czuła słabość względem takiego przeciwnika, jeden oznaczał walkę na śmierć i życie, dwóch wiodło już tylko ku jednej drodze. Kobieta wstrzymała oddech gotowa bronić się z całych sił gdy nagle jakiś “wycinek” świata wokół niej zamarł wraz z demonicznymi stworzeniami.Tellan czuła jakby wrosła w ziemię i chociaż była świadoma wszystkiego co działo się dookoła nie mogła zrobić nic. Bestia...To ona zatrzymała demoniczne stworzenia. Mogła pozwolić by rozszarpały ją na strzępy, by pożarły ją...a jednak szansa, o której mówiła nie była tylko słowami rzuconymi na wiatr. Ich mowa...dźwięki, które między sobą wysyłały i które ocierały się o świadomość wojowniczki sprawiały jej ból jak gdyby całe jej ciało nacinane było tysiącem ostrzy. Próbując odciąć się od otaczających ją dźwięków powtarzała sobie w duchu Wytrzymaj..jeszcze trochę...wytrzymaj...to się w końcu skończy... Kobieta czuła jak zimny pot spływa jej po skroni, a przez ciało przechodzi fala osłabienia jakby za chwilę miała upaść bezwładnie na ziemię. Odczuła ulgę kiedy w końcu Szarak poległ.>

<Towarzysze Tellan zdążyli się pokłócić i prawie pobić między sobą, wsiąść na konie i odjechać. Z zewnetrznego świata przebiły się do wojowniczki najbardziej słowa Elbereth -Wiesz gdzie się kierować. Do zobaczenia na trakcie. Niech Bestia Cię prowadzi.- a potem zniknęli rycerce z oczu. Dosłownie moment po tym w prawdziwym świecie zerwała się wielka wichura i chmura pyłu zasłoniła wszystko. Kakofonia dźwięków umilkła i Tellan usłyszała Bestię. Jakiś czas później wojowniczka ocknęła się jak ze snu odnajdując siebie gdzieś na Upadłych Wzgórzach, z dala od twierdzy morrytów i obozu demonów. Czuła się źle, zmęczona i ranna. Po piaskowej burzy nie było śladu, musiała dawno minąć. Kobieta czuła się rozerwana wewnątrz. Jak dotąd każdy dobry uczynek okazywał się złym w skutkach lub zbyt kosztowny. >

<Tellan była w kiepskim stanie co boleśnie odczuwała na całym ciele. Szarak zadał jej wiele wewnętrznego cierpienia, prawie wypruł z niej życie. Musiała się wykurować i to jak najszybciej. W tym stanie zbroja jej ciążyła ale nie miała przy sobie nic czym mogłaby ją zastąpić. Wojowniczka wsunęła dłoń pod napierśnik i przyłożyła dłoń do brzucha gładząc go delikatnie. Zamarzyła o chwili spokoju w której mogłaby nacieszyć darem losu, który otrzymała. Zbroja strzegła życia jej dziecka za co była jej wdzięczna. W końcu wojowniczka zebrała się w siłę i ruszyła w poszukiwaniu szlaku wiodącego na południe do Marienburga. Zmierzając do drogi wiodącej w stronę miasta zastanawiała się czy jej towarzysze dotarli bezpiecznie do celu. Przypomniała sobie o mutantce, która niegdyś pomogła jej powrócić do zdrowia. Może gdyby odnalazła bagna i Skoona ten zaprowadził by ją do niej raz jeszcze. Z drugiej strony podróż na bagna w tym stanie mogłaby przypieczętować jej los.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Wto Cze 04, 2019 22:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ano witaj Morryto. Z czym do mnie przychodzisz?!
- Witaj, Mistrzu. Nie będę cię za bardzo klopotał Mistrzu ale nie mimo mych starań, nieudało mi się przekonać do naszej sprawy kapituły Świątyni bogini sprawiedliwości. I niestety najwyższy kapituła Świątyni Morra uznała że ma skromna osoba nie powinna mieszać się w sprawy Miasta.
- Na tą chwilę nie jest aż tak źle. Poruszaliśmy tryby. To już coś
- Mam taką nadzieję Mistrzu, i oby to wystarczyło. Jak rozumiem krasnoludzka rada klanów wie o zagrożeniu? I jak mniemam bystry oczom elfów nie umknęło fakt groźby że strony wiedźmy?
- Tak. Poinformowałam Radnego Arkata odnośnie sytuacji i w tej kwestii jesteśmy obaj na bieżąco. Co do elfów - zablokowali swoją dzielnicę i wydają się planować jakiś atak wyprzedzający. Przestrzegali mnie by krasnoludy się do tego działania nie mieszały.
- Hmm... Czyli sytuacja nie jest taka zła jak myślałem, może gdy by zyskać trochę więcej czasu było by nam możliwe coś jeszcze zdziałać.
- Musielibyśmy zacząć kontrować działania wiedźmy a z tym mamy problem bo nie mamy jak namierzyć jej agentów. Mam wrażenie że w niektórych kwestiach pozostanie nam modlić się za pomyślność naszych sojuszników
- Czyli nic nie możemy zrobić, reszta jak widać została w rękach bogów.
- Zrobić zawsze coś można, a bogowie nie pomagają tym którzy nic nie robią. Czy może nie potrzebujesz ojcze Ecoliono asysty? Albo klasztor Morra?
- Nie i tak mam zamiar odwiedzić klasztor sióstr miłosierdzia i być może spróbuję jeszcze jednego dość radykalnego kroku - ale zważywszy na sytuację może być to konieczne.
- Radykalnego?
-Hmm... Kontakt z tutejszymi bractwami żebraczymi, w każdym razie spróbować porozmawiać z kimś kto ma największy posłuch pośród tutejszych niezbyt praworzadnych obywateli tego miasta.
- Na pewno masz większe szanse do nich dotrzeć niż ja. Ponoć złodziejom nie wolno okradać duchownych. Poza tym przed Morrem ludzie czują respekt. Sam myślałem o zaangażowaniu półświatka ale nie miałem z nim żadnego kontaktu... Poza tym że polują na mnie skrytobójcy
- Rozumiem... Zatem jak rozumiem lepiej pozostać tobie mistrzu w ukryciu. Dobrze czyli pora ruszać, jeszcze sporo do zrobienia a czas nie zostało dużo.
- Prawda. Zanim wyruszysz pomódlmy się do bogów o pomoc w naszych staraniach
- Dobrze, przychylność bogów będzie nam pomocna.

Krasnolud i Morryta pomodlili się do Bogów o pomoc w ich staraniach. Rhunar uważał, że rusz Ecoliono jest słuszny i bez wątpienia dość sensowny. Sam nie wiedział co teraz mógłby jeszcze zdziałać prócz przekazania Arkatowi że elfia rada potwierdza informacje które sam wcześniej mu przekazał. Elfy szykują się do walki i kto chce żyć ma się nie mieszać do tych spraw.

Pozostawało więc trzymać rękę na pulsie i dalej runotworzyć "tymczasowe środki ochronne". Ingrid z Elise już robiły swoje, więc trzeba tylko co jakiś czas porozmawiać z dziewczynami odnośnie ich działań.
I czekać na wyzdrowienie Jordiego...
Rhunar postanowił w wolnej chwili udać się do inżyniera i zobaczyć jak jego runowładne zabiegi pomogły w leczeniu nieszczęsnego przyjaciela.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Cze 08, 2019 00:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Elbereth, Kurt, Tellan>

<Wsiedliście na konie i ruszyliście czym prędzej. Nagle od tyłu, w wasze plecy uderzyła burza piaskowa, nie jakaś zwyczajna tylko fala powietrza jak po jakimś mocnym zaklęciu. Straciliście się nawzajem z oczu kiedy kurzawa przesłoniła wam świat. Jechaliście na oślep byle się nie zatrzymywać. Wichura trwała i trwała a wy wierzyliście tylko, że kiedy się skończy znajdziecie się nawzajem , do tego w jednym miejscu. Tak się jednak nie stało. Gdy po długim czasie burza piaskowa ustała kurz opadł okazało się, że każde z was było w innym miejscu zdane tylko na siebie. Na szczęście postanowiliście nie kusić losu i jak się okazało po kilku dniach spotkaliście się razem na trakcie. Każdy dołączył z trochę innego miejsca ale na dzień przed przybyciem do Marrienburga, Elbereth, Kurt, Anika i Etelka byli razem. Nawet Tellan wyczłapała się gdzieś zza pagórka. W jaki sposób dogoniła resztę bez konia była to trochę zagadką. Cała wasza piątka znów była razem tak jak kiedy wyruszaliście z Marienburga. Anika z Etelką od razu zaczęły się obściskiwać jakby nie widziały się od lat a minęły niecałe dwa dni. Nie dało się nie zauważyć, że Etelka oraz Elbereth wyglądały jakby nigdy na te wyprawę nie wyruszyły. Obie całkowicie zdrowe, rumiane na buzi, wypoczęte. Spod płaszcza Elbereth dało się dostrzec jakieś nowe egzotyczne ubranie. Natomiast Tellan, Kurt i Anika wyglądali co najmniej słabo. Ranni i znużeni podróżą.>



<Rhunar>

<Rozmówiłeś się z kapłanem po czym odprowadziłeś go razem z chłopcem do wyjścia. Nie miałeś wiele do roboty więc wróciłeś na chwilę do warsztatu a gdy się już znudziłeś postanowiłeś odwiedzić Jordiego. Krasnolud nadal był w kiepskim stanie ale był przytomny.>

-Witaj Rhunarze...podobno coś narozrabiałem... ale nic z tego nie pamiętam. Tylko jakąś parszywą gębę starej baby... a potem lanie i przesłuchania w zamkowych lochach.



<Klaus>

<Zawiedziony tym, że Rufus nie wyszedł z powozu zacząłeś strzelać do koni tępymi strzałami z ukrycia. Konie poniosły tak jak to przewidziałeś. Powóz ujechał kawałek po czym przewrócił się na bok. Konie pociągnęły go jeszcze kawałek po czym zatrzymały się. Dobrze założyłeś, że powóz już dalej dzisiaj nie pojedzie. Przyczaiłeś się ale Rufus nie wyszedł z przewróconego powozu. Może skręcił kark a może tylko stracił przytomność. Pachołkowie pospieszyli od razu na pomoc. >

-Medyka, wezwijcie medyka! Jego stan może być poważny lepiej go nie ruszać.

<Pachołkowie odpięli konie od uszkodzonego powozu po czym jeden z nich wdrapał się na niego i zaglądając do środka rzekł.>

-Sam nie wyjdzie, nie rusza się.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 130

PostWysłany: Sob Cze 08, 2019 00:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wyszedłem z domu gdzie ukrywał się krasnoludki mistrz, chwilę zamysliłem przystajac na ulicy - wiedziałem gdzie skierować swe kroki najpierw, jednak czy moie działanie nie były zbyt pochopnie?
Zwrocilem się do chłopca.

- Jeśli możesz poprowadzi mnie do klasztoru sióstr miłosierdzia, zresztą mieszkańcy z pewnością wiedzą gdzie w mieście znajduje się przybytek Pan Miłosierdzia i pewnie pomogą i wskażą mam drogę jeśli się zgubimy w tutejszy ciasnych uliczkach.

Miałem zamiar pomoc siostrą, przy okazji powinny one znać kogoś kto okazał by się mieć na tyle wiedzy by wskazać mi kogoś kto zna bardzo dobrze tutejszy ooryszkow, złodziej i żebraków.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 644
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Cze 11, 2019 15:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Widząc efekt spłoszenia się koni uśmiecham się pod nosem, choć zdaję sobie sprawę, że to dalej nie koniec. Zabieram szybko swe rzeczy i ruszam za powozem, starając się wciąż pozostawać w cieniu. Gdy pościg ustaje, a wóz przewraca się na bok, szybko znajduję miejsce, skąd mógłbym użyć moich umiejętności strzeleckich. Jednak zdarzenia i słowa, które padają, uzmysławiają mi, że taka taktyka się tutaj nie sprawdzi. "Trzeba to zakończyć tu i teraz. Lepszej okazji nie będzie. Raz kozie śmierć!">

<Prostuje się i udając ciekawskiego przechodnia ruszam przed siebie szybkim krokiem w stronę roztrzaskanego powozu. Nie ukrywam swojej obecności, nie mam wyglądać na podejrzanego milczka w tłumie gapiów. Mam wyglądać jak jeden z tych ciekawskich, przeciskający się by zobaczyć z bliska co się tam dzieje. "Tłuszcza zawsze głodna jest chleba i igrzysk. A to taki marny odpowiednik igrzysk. Wypadek, rozbity powóz, ranny dostojnik i mag w jednym, który krwawi tak jak i oni. I ta ciekawość jak to wygląda z bliska, rozmowy co się zdarzyło, jakie były przyczyny, kto co zauważył. A potem mądrzenie się, jak można było temu zapobiec, czy co powinno się teraz zrobić. Wynosić rannego, czy zostawić jak jest. Udzielać pomocy, bo bez niej na pewno umrze, czy czekać na fachową pomoc medyków. Masa kłębiących się ludzi, wśród których łatwo się ukryć. I też można się powymądrzać.">

<Szybkim, ale dyskretnym ruchem chowam sztylet w rękawie i przeciskając się przez ludzi, unosząc tam i ówdzie głowę nad nimi, rzucam pytania.> - Co się stało? Ludzie co tu się stało? Jak do tego mogło dojść? I co z pasażerem? Trzeba mu pomóc. I to szybko. Ktoś już go oglądał? On tam się może wykrwawiać. Przeca to chwila moment jak ma uszkodzone żyły. Trza go obejrzeć i może szybko przenieść gdzieś na płaskie, zanim przybędą medycy. Zablokować krwawienia i nie dać mu się udusić.

<Staram się szybko podejść do powozu i Rufusa jak najbliżej, zanim pojawią się medycy. Jeśli uda mi się sprowokować innych do pójścia za mną to jeszcze lepiej, w tłumie zawsze łatwiej o jakieś działania, niż w pojedynkę będąc obserwowanym przez tłuszczę. Podchodząc staram się dokładnie przyjrzeć rektorowi, ocenić czy jest nieprzytomny, czy tylko odpoczywa. Jak wyglądają jego obrażenia, czy jest może połamany, może krwawi. Wykorzystując jakoś moje doświadczenie staram się określić, czy jego stan jest ostateczny, czy może ma jakieś szanse na przeżycie. W tym drugim przypadki staram się podjąć odpowiednie kroki.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1558

PostWysłany: Wto Cze 11, 2019 21:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Aż dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy poczułam falę magii aż tutaj. Mimo zmęczenia i bólu poczułam satysfakcję z wbitej szpilki w ten stary tyłek. Mimowolnie uśmiechnęłam się do siebie, ale miałam pietra. Nie miałam ochoty stawać naprzeciw czarownicy w tej chwili. Tylko mocniej chwyciłam Etelkę i gnałam. Musieliśmy uciekać. Zmrużyłam oczy by piach nie wpadał mi do oczu i nawet nie wiem, w którym momencie zgubiłam Anikę oraz Kurta.
.. wszyscy wiemy gdzie chcemy dotrzeć.. w końcu się spotkamy… nie znajdziesz ich w tej burzy..
Zacisnęłam mocniej usta popędzając konia aż musiałam zdać się jedynie na niego. Kompletna ciemność, nieprzenikniona kurzowa uniemożliwiała mi jakiekolwiek zorientowanie się w sytuacji. Nie wiedziałam dokąd gnamy byle tylko jak najdalej od obozu, ale i wierzchowiec w końcu się zatrzymał. Otoczyła nas kompletna ciemność, cisza. Rozejrzałam się odruchowo, ale i tak nic nie zobaczyłam. Jedynie niepokojąca obecność kogoś jeszcze.>
- ...wytrzymaj jeszcze trochę.. dotrzymuję słowa.
<Wyszeptałam dziewczynie na ucho i zamierzałam tego dokonać za wszelką cenę. Gdybym była sama zapewne sprawy wyglądałyby inaczej, a ja zatraciłabym się w dalszej walce. Było jednak inaczej. Potrzebowałam pomocy, a nie miałam zbyt wielu przyjaciół. W szczególności takich, którzy mogli zaradzić na stan w jakim była Etelka. I zwróciłam się po nią bez wahania.

Stojąc na wzgórzach dwa dni później byłam przekonana, że prędzej, czy później natknę się na Tellan, Kurta oraz Anikę. Wierzyłam, a przynajmniej chciałam wierzyć, że przeżyli i w końcu spotkamy się na trakcie lub w samym mieście. Etelka dopiero co się ocknęła zmartwiona i pełna pytań. Przytuliłam ją mocno. Poczułam ulgę. Uspokoiłam ją i ruszyłyśmy dalej. W końcu dostrzegłam towarzyszy. Popędziłam konia ku nim. Gdy tylko się spotkaliśmy pomogłam zsiąść Etelce i spojrzałam na Tellan oraz Kurta zatroskanym wzrokiem. Ujęłam wodze pod uzdą.>

-Cieszę się, że żyjecie. Wasza trójka zdecydowanie powinna wypocząć. - Uśmiechnęłam się łagodnie. - Do miasta pozostał jeszcze dzień drogi, więc popas i tak będzie potrzebny.

<Faktycznie można było dostrzec dość egzotyczne odzienie kryjące się pod płaszczem. Strój przylega niczym druga skóra. Składa się z bluzy, spodni oraz wysokich butów zapinanych na klamry, wszystko w barwach głębin oceanu. Zewnętrzny materiał, z którego wykonano ubranie jest twarde, chropowate i przypomina drobną łuskę. Mimo to zdaje się nie krępować ruchów.>

-Jeśli macie jeszcze siły to możemy jechać dalej, ale w końcu trzeba będzie się zatrzymać. Inaczej konie padną.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Pon Cze 17, 2019 23:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

O ile wielce pocieszający był fakt, że Jordi oprzytomniał to to że ktoś w końcu będzie musiał mu powiedzieć prawdę odnośnie tego co się stało było... przygnębiające.

Nie miałem zamiaru ukrywać przed Jordim co się stało i wyjawiłem mu, że po tym jak Axerund go obezwładnił został porwany przez Wietrzycę i pod wpływem czaru pozbawił życia ludzi na rynku miejskim.

Nie miałem zamiaru też ukrywać, że wina leży po mojej stronie bo go wciągnąłem w całą tą aferę i nie upilnowałem.

- Pomimo że poradzono mi uciekać z miasta i ścigają mnie skrytobójcy postanowiłem pozostać w Marienburgu. Najlepszą zemstą za to co uczyniła Tobie wiedźma jest pokrzyżowanie jej planów.

- Póki co zdołałem przekonać kilka frakcji w mieście do współpracy przeciw niej, ale nadal jest wielu ludzi którzy nie dostrzegają zagrożenia. Nastroje mieszkańców też nie są nam przychylne. W dodatku elfy planują coś radykalnego. Zamknęły swoją dzielnicę i każą się nie wtrącać w to co mają zamiar przedsięwziąć.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Cze 24, 2019 21:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Rhunar>


<Jordi słuchał cię w zdumieniu, od czasu do czasu przytakiwał głową. >

-Ja to wszystko zrobiłem? Niby coś tam mi próbowali wmówić jak trzymali mnie w lochu na zamku ale ja nic z tego nie pamiętałem. Poza tą starą wysuszoną gębą wszystko gdzieś mi umknęło. Nie powinieneś się obwiniać druhu. skąd mogłeś wiedzieć, że to straszydło się pojawi i mnie porwie i to jeszcze w krasnoludzkiej dzielnicy, w sklepie zacnego zbrojmistrza.

<Na wieść o skrytobójcach mistrz inżynierów zasępił się.>

-Widzę , że to nie przelewki. Musiałeś nieźle zajść za skórę tej starej babie. Masz racje, w naszej naturze nie leży ukrywanie się przed wrogiem ale też nie jesteśmy szaleni jak zielońce. Jesteś jedynym kowalem run w okolicy jakiego znam i moim przyjacielem więc lepiej uważaj na siebie, bo jak cię ukatrupią to osobiście pożyczę kilof Grungniego i wsadzę ci go w tyłek.

<Krasnolud podumał nad resztą twoich słów.>

-Kilka frakcji powiadasz... Kupcy pewnie są przeciw, dla nich liczy się tylko obecny zysk. Nie ważne co będzie za jakiś czas. A elfy zawsze były dziwne ale żeby się zamykać całkiem na resztę, to mi się nie podoba. I o jakich radykalnych krokach mówisz? Zatopią miasto, podłożą ogień, zablokują port?

<Jordi przesunął się na posłaniu krzywiąc się z bólu.> -Ale mi ktoś dołożył, jak dzieciakowi..




<Klaus>


<Zbliżyłeś się do przewróconego powozu. Sam nie wiesz kto ale odpowiedzi posypały się z tłumu gapiów, który rzeczywiście szybko zbierał się przy powozie. >

-Wypadek, powóz się rozbił... - Konie poniosły i stało się... - Akurat kiedy zmieniali koło.. - Trochę podejrzana sprawa... - A może to zamach na rektora kolegium? - Podobno żyje ale nie może wyjść... - Pewnie skręcił kark i głupio im teraz przyznać... - Ktoś mówił, że oddycha... - Już wezwano straż, zaraz tu będą... - Po medyka też posłano.. -Lepiej nie ruszać maga, jeszcze wybuchnie albo klątwa spadnie... - Co to są te żyły...? - To na pewno robota nieludzi...

<Ludzie podchodząc bliżej powozu ułatwili ci podejście , chociaż pachołkowie starali się odganiać ciekawskich.>

-Nic tu nie ma do oglądania idźcie precz.

<Stwierdzając, że sytuacja jest zbyt trudna wycofałeś się i ukryłeś do czasu przybycia medyka. Pojawiła się też straż miejska. Wszystko strasznie się przeciągało aż w końcu medyk wygramolił się z powozu.>

-Przybyłem za późno. Rektor zmarł.

<Straż miejska rozpędziła gapiów. Podjechał inny powóz do którego po chwili zapakowano ciało zawinięte w płótno. Niestety nie miałeś ani okazji strzelić ani też potwierdzić z miejsca gdzie byłeś, że to ciało Rufusa. Powóz z ciałem odjechał oddalając się na tyle szybko, że nie nadążyłeś za nim.
Z podsłuchanych relacji ludzi i strażników wynikało, że mag zginął w wyniku utraty krwi. >


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 644
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Cze 26, 2019 23:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<"Pachołkowie zawsze utrudniają. Ech..." Więc gdy zostaję odpędzony od wozu, to usuwam się na bok i przyjmuję bezpieczne miejsce do ewentualnego dokończenia tego co zacząłem, tak by nikt mnie przy tym nie widział. Trwa to trochę, ale w końcu pojawia się medyk i zabierają jakieś ciało z powozu. Nie widzę kto to dokładnie, więc na chwilę się zamyślam. "Hm... Tak dla pewności. Wsiadał jako jedyny do powozu, nikt się nie dosiadał, pachołkowie jasno mówili o jednym rannym, a medyk potem stwierdził jasno, że to rektor zmarł. No i wynieśli ciało. Więc wygląda na to, że to jego trafił szlag. Chyba że coś zadziałali magicznie. Nie wiem, stworzyli magicznie coś co przypomina ciało, a rektor się magicznie gdzieś przeniósł, albo zmienił postać. E.... Jak ja nienawidzę magii. Dobra, poczekam chwilę i zobaczę co się będzie działo.">

<Bojąc się, że mogłem zostać wyprowadzony magicznie w pole, zostaję jeszcze w ukryciu w pobliżu miejsca zdarzenia, obserwując co się tam dzieje. Czy z wozu nagle nie wyjdzie ktoś, kto nie powinien? Czy po w okolicach wraku pojawiają się ślady krwi? "No bo skoro się wykrwawił, to powinno być jej sporo i część powinna się przedostać na zewnątrz." Gdy wszystko wygląda normalnie, jak na miejsce wypadku oczywiście, odchodzę stamtąd. Staram się przy okazji ominąć miejsce zdarzenia, by niepotrzebnie nie zwracać znowu na siebie uwagi.>

<Obieram kurs na sklep czy kram gdzie można zakupić oliwę do lamp. Zaopatruję się w kilka buteleczek i staram się znaleźć gdzieś jakieś szmaty. Jeśli mi się nie udaję, to kupuję jakiś mały fragment materiału, jak na koszule, czy prześcieradła i wracam do Miedzianej Chochli by się posilić i poczekać aż się ściemni. Tam też ze szmaty czy materiału przygotowuję małe fragmenty, którymi można by owinąć groty strzał, tak by po polaniu oliwą uzyskać potencjalny materiał na płonące strzały. Gdy tylko nastaje noc wychodzę na zewnątrz i starając się pozostać w ukryciu zmierzam w okolice speluny zwanej Feriel. "Dobra, minęło parę dni odkąd byłem tu ostatnio. Jeśli mieli mnie na oku po tamtych wydarzeniach, to powinni już odpuścić. Bo śledzenie mnie musiałoby być bardzo nudne, biorąc pod uwagę to, że zajmowałem się głównie obserwacjami. Poza tym na pewno w końcu któregoś takiego osobnika bym zauważył, a nic przez ten czas nie rzuciło mi się w oczy. No chyba, że mieli by na usługach mroczne elfy. Ale nie wyglądali mi na takich. Więc zakładam, że mi odpuścili. No więc czas im odpłacić.">

<Jestem nad wyraz ostrożny. Nie planuję tam wchodzić, ani nawet pojawiać się gdzieś od frontu. Chcę pozostać na tyłach budynku. Chcę znaleźć takie miejsce przy ścianie karczmy, które będzie jak najmniej oświetlone i najlepiej pozbawione okien, no i oczywiście ludzi. Gdy tylko sytuacja wydaje się bezpieczna, ostrożnie, po cichu i w ukryciu podchodzę do takiego miejsca, po czym odkręcam kolejne buteleczki z oliwą i rozlewam po wybranej ścianie, pozostawiając puste pojemniki na miejscu, tak by mi nie ciążyły w torbie. Nasłuchuję czy ktoś się nie zbliża i w razie czego usuwam się stamtąd. Gdy prawie wszystko zostaje rozlane, co oznacza pozostawienie sobie resztki oliwy w jednej buteleczce przy sobie, to wyszukuję sobie miejsce, z którego mógłbym oddać strzał z łuku w kierunku tak spreparowanej ściany budynku. Miejsce takie musi mi zapewniać ochronę przed wzrokiem innych, odległość od samej karczmy i szanse na szybkie jego opuszczenie, a następnie skierowanie się do Miedzianej Chochli. Najlepiej jakby to był jakiś ciemny zaułek z drugim wyjściem. Gdy to się uda przenoszę się tam ostrożnie i w ukryciu. Po czym czekając na odpowiedni moment, gdy nie będzie nikogo w pobliżu i będzie wyglądało spokojnie, przygotowuję się do działania. Najpierw jeden z fragmentów materiału umieszczam na ziemi, może to być załom murów, dziura w bruku, czy inne miejsce które nie sąsiaduje z niczym łatwo palnym i zapewnia dobre miejsce do skrzesania ognia. Następnie polewam taką szmatę małą ilością oliwy. Potem groty dwóch strzał owijam kolejnymi fragmentami materiału i ostrożnie polewam resztkami oliwy. "Robiłem to już w Nordlandzie. Ech... Podpalanie machin oblężniczych przy forcie. Wtedy jeszcze miałem jedną rękę i musiałem walić z kuszy. Od samego podjęcia walki w polu z siłami Lucasa głupsze było tylko przydzielenie mnie do oddziały konnego. Jakbym wiedział... No ale tam się udało, to i teraz powinno. Szczególnie, że mam więcej czasu na przygotowania i obie ręce.">

<Gdy otoczenie wydaje się ciche i bezpieczne, nie ma nikogo w pobliżu, ani nie wydaje mi się, by ktoś się zbliżał, czy obserwował, to rozpoczynam działania. Staram się to robić szybko i sprawnie, ale też ostrożnie, by niepotrzebnymi odgłosami nie zdradzić swojej obecności. Krzeszę ogień by podpalić szmatę na ziemi. Następnie wykorzystując to dopiero co stworzone źródło płomieni podpalam materiał na jednej ze strzał i puszczam w kierunku oblanej oliwą ściany speluny. Potem czas na drugą strzałę. Staram się by lądowały daleko od siebie, pozwalając by ogień objął budynek w dwóch miejscach na raz. Gdy tylko druga ze strzał zostaje wystrzelona zmywam się szybko ale i ostrożnie w kierunku Miedzianej Chochli. Jeśli nie widzę szansy by natychmiastowo zgasić płonącą szmatę na ziemi, to sobie odpuszczam nawet to. "Nie ma co zostawać na miejscu zbyt długo. Najważniejsze to oddalić się jak najszybciej w bezpieczne miejsce. Efekty poznam co najwyżej z opowieści, bo nie mam zamiaru tutaj wracać. Przynajmniej nie z własnej woli.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 655

PostWysłany: Pią Cze 28, 2019 00:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurtowi nie bardzo kojarzył tą całą Wietrznicę. Zwykle był od ciężkiej nie koncepcyjnej roboty, ale samo imię Wietrznica wystarczyło aby mieć złudzeń że to nie była normalna burza. Więc o przerwie na przeczekanie nie było mowy. Kurt zaciskał szczęki, żuł piasek który wciskał się go gęby i odpoczywając tylko tyle aby nie zajechać konia. Dla ulżenia sobie owiną głowę jakąś szmatą. Niewiele ale pomogło. W pewnym monecie stało się to czego obawiał się najbardziej pogubili się w tej cholernej burzy. Najgorsze było to że nie potrafił nawet określić kiedy. Po prostu w pewnym momęcie zorientował się że jest sam. Gdy w końcu burza ustała przeżył najgorsze dni życia.>

<Sam, z poczuciem winy że stracił dziewczyny, wkurzony za ostatnie słowa Aniki, wkurzony na siebie jednocześnie za to że jej nie przygadał oraz za to że jej nie przeprosił, zły na Elberetch że dał się namówić na wyjazd, że pozwolił zabrać jej Etelkę, nawet na Tellan chociaż nie był pewniej za co tym razem. Jednocześnie martwił się o nie gdzie są i jak sobie dają radę. W końcu dziwnym trafem wszyscy zjechali się w jednym miejscu. Kurt cieszył się jak dziecko gdyby nie to że nadal wszystko go bolało no i dziewczyny najpierw rzucił się sobie na szyję nie zwracając uwago na niego. Bił się z myślami dłuższą chwilę. W końcu postanowił się nie śpieszyć, no i nie urządzać scen. Niemniej nie mógł też pozostawić sprawy tak jak była. Pod wieczór wziął Anikę na stronę i wyrzucił co mu leżało na wątrobie.>

- Twój stary był najemnikiem to wiesz jaka to robota. Nie zawsze układa się zgodnie z planem. – zrobił przerwę na oddech ale nie dał jej dojść do głosu. – Rozumiem że Anika jest dla ciebie kimś wyjątkowym i ja między was kija wkładać nie będę. – Zaczął kurt miękko. – Ale to co zrobiłaś było pierwszy i ostatni raz. – Głos Kurta stwardniał. – Możecie mieć do mnie pretensje o głupie pomysły, czy kiepski wybór roboty, ale nigdy… Nigdy więcej że przedkładam wasze życie nad złoto czy łupy. Jeżeli masz wątpliwości, droga wolna.
<Ostatnie słowa zabolały go. Prawie nie wierzył własnym słowom. Wiedział jednak że tak trzeba. To kwestia współpracy, zaufania i ostatecznie przeżycia. No i wypowiedziane przez Anikę bolało jak sztylet w bebechach. Już wolał je zostawić niż następnym razem miała by tym sztyletem zacząć jeszcze kręcić. Powiedział co chciał zostawiając bretonkę z myślami. Wrócił do obozu>

- Hej Elberetch was to chyba burza wywiała w jakieś lepsze miejsce, he? – Zapytał z ciekawości wskazując na nowe ciuchy i poleczone rany.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1558

PostWysłany: Sob Cze 29, 2019 13:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie zanosiło się na dalszą podróż. Wszyscy potrzebowali odpoczynku, no prawie wszyscy. Wolnym krokiem podeszłam do Tellan.>
- Dziękuję. Wiem, jakim brzemieniem jest Bestia i to dzięki Waszej współpracy mieliśmy szansę wyjść z tego cało. <Uśmiechnęłam się.> Odpocznij. Z Etelką będziemy czuwać dzisiejszej nocy.

<Nie czekając na innych zaczęłam przygotowywać obóz nucąc sobie cicho pod nosem. W pierwszej kolejności przywiązałam konie by nigdzie nie uciekły. Stojąc obok nich zamknęłam oczy skupiając się na przepływie energii magicznej w okolicy. Wolałam mieć pewność i nie dać się zaskoczyć wściekłej prukwie. Torba z prochami ciążyła, ale nie miałam zamiaru zostawiać jej bez opieki. Następnie pozbierałam chrust oraz gałęzie na ognisko, po czym oporządziłam wierzchowce. W międzyczasie poinformowałam Etelkę, że dzisiejszej nocy to my będziemy trzymały wartę by reszta mogła wypocząć przed dalszą podróżą. Przez cały czas raczej cicho nuciłam, ale nie odzywałam się za wiele, odpowiadając jedynie na ewentualne pytania towarzyszy. Gdy wszystko było już gotowe położyłam koc pod jednym z drzew i usiadłam po arabsku wzdychając. Czujnie rozglądałam się gotowa w każdej chwili podnieść alarm i dobyć miecza. Nie oponowałam i uszanowałam prywatność Kurta oraz Aniki, choć miałam na nich baczenie, gdy się oddalili by porozmawiać na osobności. Może i zostawiliśmy za sobą obóz, ale zagrożenie nie minęło. Wstałam, gdy podszedł zerkając ponad jego ramieniem, czy dziewczyna też wraca do obozu.>

-Lepsze miejsce… Gdybyś je zobaczył raczej zmieniłbyś zdanie. <Zaczęłam łagodnym, cichym tonem wypatrując powrotu bretonki.> Wolałabym nie wyjawiać wszystkich szczegółów. Naraziłabym Cię na dodatkowe oraz niepotrzebne niebezpieczeństwo Kurcie. Wyjaśnię Ci tyle ile będę mogła.

<Spojrzałam poważnym, pustym wzrokiem prosto w Twoje oczy, ale uśmiechnęłam się.>

-Piaskowa burza, zaskoczyła mnie i nim się zorientowałam byłyśmy same. Przepraszam, ale nie mogłam ryzykować poszukiwań na ślepo. Etelka umierała w moich ramionach i choćbym pędziła bez wytchnienia nie dotarłabym do miasta na czas. Sama bym padła po drodze, bo ta szara gnida rzuciła na mnie przekleństwo czarnej plagi tuż przed tym, jak zamienił się w pył. <Wzruszyłam nieznacznie ramionami, jakby to akurat był najmniejszy z problemów.> Wiesz, może i pół Imperium, wszystkie gildie zabójców oraz najpotężniejszy człowiek na kontynencie pragną mojej śmierci, ale mam też paru… powiedzmy, że przyjaciół. A przynajmniej osób, które nie chcą mnie zabić. Też zwróciłam się o pomoc do Najpotężniejszej elfki, jaką znam. Za sprawą jej magii znalazłyśmy się w całkiem innym miejscu, oddalonym stąd o wiele tygodni. Etelkę uzdrowiono natychmiast, ale dla jej dobra była uśpiona. Ocknęła się dopiero dzisiaj, więc nie jest świadoma tego co się działo przez ostatnie dwa dni.
<Zerknęłam na dziewczynę.> Obiecałam Anice oraz Tobie, że nie pozwolę jej umrzeć i dopilnowałam tego. Cena nie grała roli.
<Rozejrzałam się. Rozmowa, rozmową, ale nie mogliśmy dać się zaskoczyć.>
-Kurt.. - <Powiedziałam cicho tak by tylko on mnie słyszał.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 21, 22, 23  Następny
Strona 22 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.