Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 22, 23, 24, 25  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 659

PostWysłany: Sro Lip 03, 2019 01:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt wysłuchał elfki. Uśmiechną się samymi tylko ustami i potakną głową.

- Dzięki, skorzystamy. Nad resztą, pomyślim…


„No to chociaż jedno z głowy” Pomyślał najemnik. Nie stać go było na leki dlasiebie ani dla Aniki. Tak jak jeszcze niedawno był pewien że wydał by dla dziewczyn ostatnie pieniądze tak teraz nie był tego pewien. Słowa byłej prostytutki bolały bardziej niż poparzone płuca. W końcu wstał. Przed odpoczynkiem czekało go jeszcze nieco pracy. Należało rozciągnąć mięśnie które zastały się od ciągłego kulenia się w siodle i solidnie oporządzić Kąsacza na co nie miał czasu po walce.

- Etelko, świetnie wyglądasz. Czas rozprostować kości. – Po chwili przemógł się o dodał - Aniko możesz dołączyć – ale w jego głosie dało wyczuć się urazę.

Kurt miał już przygotowany i wielokrotnie przećwiczony trening na czas dochodzenia do zdrowia. Powolne, dokładne i płynne przechodzenie cięć, parad i figur szermierczych trwało akurat dość czasu jaki zwykle trzeba na przygotowanie małego posiłku. Znajome ruchy pozwoliły mu uspokoić myśli, wsłuchać się we własne ciało. Po serii ćwiczeń mógł określić równie celnie niczym medyk który ból był efektem ran a który efektem ucieczki przed burzą.

Potem siadł obok Aniki i Etelki oparł się o siodło metodycznie i w skupieniu zaczął czyść a potem ostrzyć Kąsacza.

- W mieście zatrzymamy się u elfów. Tam poratują nam zdrowie. Co dalej, to się potem zobaczy.

Dopiero potem pozwolił sobie na skromy posiłek i odpoczynek.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 655

PostWysłany: Pon Lip 08, 2019 20:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan uśmiechnęła się na widok towarzyszy chociaż jej spojrzenie pozostawało wyraźnie zmęczone. Poruszała się niezgrabnie czując ból w nadal nieuleczonym ciele. Suche, popękane usta domagały się wody.>
-Dobrze was widzieć...-odpowiedziała na przywitanie Elbereth- Nie byłam pewna czy uda nam się spotkać przed dotarciem do Marrienburga- Jesteśmy w komplecie...To dobrze. I wy macie się dobrze...- wojowniczka spojrzała po towarzyszach. Kiedy czarodziejka zaproponowała odpoczynek Tellan skinęła głową na znak zgody. Odpoczynek był potrzebny ale jeszcze bardziej potrzebowała opieki medyka. Wojowniczka pomogła czarodziejce w przygotowaniu postoju a kiedy już elfka spoczęła na kocu Tellan usiadła obok niej opierając się plecami o drzewo.>

- Czuję się jakbym miała za chwilę rozpaść się na kawałki...- westchnęła-Szarak prawie mnie wykończył...- wojowniczka wypowiadała słowa spokojnie i powoli oddychając głęboko- Co działo się z wami po opuszczeniu obozu? Dobrze wyglądacie... Może opowiesz mi o tym czego dowiedziałaś sie jeszcze w obozie? Bądź co też udało się wam wynieść z obozu...


<Tellan miała nadzieję, że czarodziejka podzieli się z nią wiedzą którą zdobyła w trakcie obserwacji obozu bądź też po zabiciu nekromanty. BYła zmęczona i pragnęła snu ale przede wszystkim chciała wiedzieć więcej o działaniach wiedźmy.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1183

PostWysłany: Sro Lip 10, 2019 20:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nic z tych rzeczy przyjacielu. Do portu zawinęła misja dyplomatyczna z Naggaroth na elfim statku kupieckim obsadzonym przez ichnych skrytobójców.

- Mamy się nie wtrącać to nie ucierpimy. Nie wiem w jaki sposób tutejsze elfy przekonają swoich upadłych krewniaków do nie wbijania im noża w plecy, ale mam nadzieję, że mają jakieś zabezpieczenie inaczej może się skończyć tak że padną nie tylko przywódcy ludzi... ale też wszyscy przywódcy w mieście i zostanie ono podane Mrocznym na tacy.

- Poza tym reszta awanturników pod dowództwem Tellan udała się walczyć pod zamkiem na Upadłych Wzgórzach. Nie wiem czy im się powiodło czy nie, ale od ich misji miały zależeć losy oblężenia. Templariusze broniący się tam zagradzają wejście armii Wietrzycy do Marienburga.

Zasępiłem się na dłużej.

- Pociągnałem za wszystkie sznurki jakie przychodziły mi na myśl. Ecoliono, znajomy kapłan Morra spróbował przekonać duchownych. Znajoma karczmarka, część kupców i szlachty. Zasięg moich rąk się kończy. Musiałbym coś zrobić aby mieszkańcy miasta znów spojrzeli z zaufaniem na krasnoludy, ale nie wiem za bardzo jak. No i problemy Arkata. Gdyby nie te znikające statki może by miał większą siłę przebicia.

- Póki co panuje równowaga w Radzie. Modlę się do Bogów Przodków, aby wysiłki Tellan i reszty przyniosły skutek... może to przechyli szalę zwycięstwa na naszą korzyść...

- A i odwiedziła mnie Melisa. Zapytałem ją o zbroję i dowiedziałem się paru rzeczy. Z ciężkim sercem przyznaję, że wygląda na to iż popełniłem błąd. Moja Ukochana uświadomiła mi, że Tellan ma też wpływ na pancerz i ta istota która nim jest zmienia się pod jej wpływem. Nie jest już ponoć taka zła, okrutna i bezwzględna. Doradziła mi byśmy pilnowali Tellan by jak najmniej poddawała się złym wpływom i emocjom... by sama odmieniła tą rzecz. - zrobiłem kwaśną minę - Poza tym wygląda na to że historia tej rzeczy jest pełna paskudnych zwrotów, które zna naprawdę niewielu. Myślę, że Axerund wie o nim dużo więcej niż chciał mi zdradzić. Mam jakieś przeczucie że to dla niego coś osobistego.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3887
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Lip 12, 2019 15:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth, Tellan, Kurt>

<Rozbiliście obóz i postanowiliście odpocząć. Etelka przywitała się w końcu należycie z Kurtem obcałowując jego policzki.>
-Kurt cieszę się, że żyjesz.

<Elbereth tłumaczyła najpierw Kurtowi a potem Tellan jak to burza ich rozdzieliła i elfka musiała prosić o pomoc jakąś inną elfią czarodziejkę aby uratować Etelkę od śmierci z powodu ran. Tellan dowiedziała się, że niewiele zdobyto na Szaraku i tak naprawdę nie było nic do podziału poza torbą pełną pyłu z Szaraka ale nie było to coś atrakcyjnego. Wychodziło na to, że poza pozbyciem się nekromanty i zrobieniu zamieszania przy oblężeniu twierdzy twierdzy Morrytów nie zyskaliście nic więcej. Chociaż wasze działania doprowadziły do pojawienia się Wietrznicy to nie jesteście pewni czy oblężenie zostało przerwane. Na pewno czarownica mocno się wściekła z powodu utraty jak można przypuszczać jednego ze swoich najsilniejszych stronników. Kurt zrobił lekki trening po czym wrócił do dziewczyn. Anika podeszłą wtedy do niego i ze smutną miną powiedziała tak, że wszyscy słyszeli.>

-Przepraszam cię Kurt, za to że cie uderzyłam. Wtedy tam w obozie, wpadłam w panikę. Myślałam, że Etelka umrze i czułam się taka wściekła i bezsilna a jednocześnie strasznie się bałam. Wiem, że to nie twoja wina co się stało. Po prostu nie byłam sobą. Przepraszam.

<Kobieta usiadła obok Etelki spoglądając na ciebie czy zaraz na nią nie nakrzyczysz. Wyglądała na zmartwioną, w niczym nie przypominała teraz tej szalonej furiatki która trzasnęła Kurta w twarz. Wieczór mijał spokojnie i mogliście odpoczywać aż wreszcie wszyscy poszli spać a Elbereth czuwała nad wami. Noc minęła bez żadnych komplikacji. Obudziliście się trochę wypoczęci chociaż ani Kurt, ani Tellan, ani nawet Anika nie czuli się zdrowsi nawet o krztę. Za to wszystkich zaskoczyło to, że przy Elbereth jest nowa młodziutka dziewczyna. Jej twarz była bardzo dziecięca i jasna. Dziewczyna była młodsza od Etelki o dobre kilka lat. Na pewno skończyła kilkanaście wiosen ale wyglądała na niewinne, drobnej postury, słabe dziecko. Ciemne włosy skryte były pod kapelusikiem z czarnego aksamitu a dłonie ubrane w białe rękawiczki. Lekkie buciki na jej stopach nie nadawały się do pokonywania szlaku na piechotę.Od razu nasunęło wam się pytanie, skąd owa dziewczynka się tutaj wzięła. Siedziała obok elfki kurczowo ściskając jej dłoń i obserwując was swoimi zielonymi oczkami jak się budzicie.>



<Klaus>


<Zrobiłeś drobne zakupy i udałeś się w pobliże karczmy Feriel. Gdy byłeś pewien, że nikogo nie ma w pobliżu oblałeś tylną ścianę budynku oliwą. Następnie oddaliłeś się i podpaliłeś budynek w dwóch miejscach za pomocą strzał. Płomienie szybko rozchodziły się po ścianie karczmy ale ty nie zostałeś aby to obserwować dalej. Czym prędzej pobiegłeś do Miedzianej Chochli aby się tam skryć. Reszta nocy minęła bez rewelacji ale rano przy śniadaniu dosiadł się do ciebie przyjaciel z nowinami i sakiewką. Nie byłeś do końca zadowolony ze wszystkiego co się dowiedziałeś. Z powodu ciasnej zabudowy ,wczorajszej nocy kilka innych budynków zajęło się ogniem od pożaru, który wywołałeś. Miasto wyznaczyło oficjalną nagrodę za wskazanie podpalacza. Poza tym ktoś albo cię widział albo zgadują ale przyjaciel powiedział ci, że teraz jest zlecenie na twoją głową i to od ludzi z Feriel. Dostałeś radę aby nie pokazywać się beztrosko na ulicach a najlepiej jakbyś zniknął z miasta na jakiś czas ale to już twoja wola co uczynisz.>


<Ecoliono.>

<Matieu zaprowadził cię do świątyni Shallayi. Miasto nadal jest targane niepokojem. Do problemów z nieludźmi doszły jeszcze plotki o tajemniczych pożarach wybuchających w mieście coraz częściej i z niewyjaśnionych powodów. W świątyni Kapłanek Miłosierdzia zostałeś powitany z entuzjazmem. Musiałeś odprawić kilka dusz w odpowiednie miejsce i pomogłeś przy pogrzebie, który odbył się poprzez zatopienie zawiniętych w płótna zwłok nieopodal miasta, na grzęzawiskach. Po powrocie zamieniłeś kilka słów z żebrakami i może dowiedziałeś się czegoś znaczącego. Otóż owi ludzie poradzili ci abyś rozmawiał z człowiekiem zwanym Nikt jakiekolwiek twoje pobudki by nie były. Lecz musisz czekać aż Nikt sam cię znajdzie, gdyż sam go nigdy nie znajdziesz.>


<Rhunar>

-Dyplomatyczna misja z Naggaroth..tfu..tfu... <Jordi aż się popluł.> Tacy z nich dyplomaci jak ze mnie zieloniec. To straszne, że przypłynęli sobie tutaj ot tak i nikt nawet nic nie zrobił. Też się tego obawiam Rhunarze. Jeśli mroczniaki wyjdą na miasto to możemy już się pakować i wracać w góry. Jaką mamy pewność że ta misja dyplomatyczna nie jest kolejną zagrywką Czarownicy? Może to ona ich tutaj sprowadziła aby łatwiej przejąć miasto? Skąd to wiesz? Mówiłeś komuś o tym??

<Inżynier podumał chwilę. > - Statki nie zniknęły ot tak. Ktos musiał znać ich trasy i czas podróży. Pewnikiem ktoś z miasta maczał w tym palce. I masz rację, Marienburg wie, że Arkat poważnie zbiedniał. A złoto otwiera wiele drzwi. Sądzę, że zrobiłeś wszystko co się dało. chyba, że potrafisz zrzucić na Marienburg deszcz złota z obwieszczeniem, że to od krasnoludów. To by pomogło...

<Jordi podrapał się po brodzie i przewrócił na drugi bok stękając.>

-Ja też mam taką nadzieję, że im się powiodło. Upadłe Wzgórza to rzut kamieniem. Można powiedzieć, że stoją już nam pod murami a w obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie zjednoczyć miasta do obrony. Pewnie znajdzie się wielu , którzy dobrowolnie otworzą im bramy, jeśli przybędą.

<Rewelacje o pancerzu Tarmackssona krasnolud przemilczał dodając tylko na koniec. >

-Tak może być jeśli tak podpowiada ci rozum. Każdy cech ma swoje tajemnice, szczególnie te osobiste. Wiele mi powiedziałaś przyjacielu i teraz najbardziej martwię się o te przeklęte elfiaki. Oby mroczni nie zajęli ich miejsca. Wspomniałeś o Melisie. Może ona jest w stanie to sprawdzić bardziej dokładnie? Przemówić im do rozumu, że to kiepski pomysł zanim stanie się to czego się obawiamy... Zapalił bym sobie...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 659

PostWysłany: Wto Lip 16, 2019 02:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

KURT

„Mmm… chociaż ktoś się cieszy na mój widok”
- Ja też się cieszę – i również pocałował dziewczynę.

<Kurt wysłuchał słów Aniki nadal mrukliwy i nadąsany. Gdyby nie jej słowa wtedy w obozie zbył by jej przeprosiny jakimś głupim żartem i puścił w niepamięć, ale tamte słowa padły. >

- Dobra, było minęło.

<Przyjął przeprosiny. Nie mógł się jednak zdobyć na uśmiech. Wiedział że prędzej czy później złe słowo zatrze się w pamięci. Widział spłoszone spojrzenie Aniki. Wiedział że teraz On mógłby ją bezkarnie uderzyć słowem ale ani nie chciał sprawić przykrości drugiej bretonce która siedziała obok ani też nie czerpał przyjemności z kopania leżącego. Nie chcąc przedłużać niezręcznej sytuacji w skupieniu dokończył wieczornych powinności, życzył uprzejmie dobrej nocy i ułożył się do snu.>

<Ledwie złożył głowę na kulbace którą podłożył sobie pod głowę, zasną. W sennych majakach widział nekromantę, demony, oraz skrwawione dziewczyny, ale senna mara była jednak tak ulotna że gdy rano się obudził momentalnie zapomniał o sennych majakach. Pozwolił sobie poleżeć jeszcze dłuższą chwilę z zamkniętymi oczyma rozkoszując się ciszą poranka tak odmienną po dniach zawieruchy. Leżąc z zamkniętymi oczyma po kolei napinał kolejne mięśnie oceniając ponownie stan zdrowia. Odespał burzę piaskową, ale mięśnie i płuca dały o sobie znać. Noc przyniosła odpoczynek ale rany wymagały znacznie więcej niż koca i siodła pod głową.
W końcu otwarł oczy. Dziewczynkę zobaczył od razu. Zdziwił się chociaż w sumie nic nie powinno go już dziwić. Otaksowała dziewczynkę nadal nie podnosząc się z posłania. >

„Dzięki ci Vereno”

<Podziękował bogini za wygraną z Szarym, ocalenie przed burzą piaskową, i za to że dziewczynka nie wydawała się groźna. No dość lenistwa.”
Skarcił sam siebie i podniósł się stękając bardziej na pokaz niż z faktycznej potrzeby. >

- Dobry, jak się spał… O, aaa to kto? – kiepsko udał zaskoczenie.

<Podniósł się, wyprostował i przeciągnął rozkładając szeroko ramiona przez co wydał się jeszcze większy. Stłumił jęk bólu gdy rany zabolały. Uśmiechną się swoją pokancerowaną gębą do kruszynki ściskającej rękę Elfki.>

- My się jeszcze nie znamy – zachrypiał – Kurt - wyciągną wielką łapę w kierunku dziewczynki.

ELBERETH
<Czekałam cierpliwie aż wszyscy się obudzą. Uśmiechnęłam się szeroko wstając i prostując niczym struna. Ujęłam obie dłonie dziewczynki i pomogłam jej podnieść się z koca. Od razu przyciągnęłam ją do siebie i objęłam ramieniem przytulając do swojego boku. Widać po mnie, że jestem nieco zakłopotana.>
-Dzień dobry..hehehe… - <Spojrzałam na Kurta spłoszona oblewając się rumieńcem.> Trochę to skomplikowane i.. <Zaczęłam biorąc głębszy oddech.> I sądziłam, że będzie czekać na mnie w mieście, ale..stało się, jak się stało. To Róża.<Spojrzałam na dziewczynkę.> Spodziewałam się, że wraz z zabiciem Szaraka moja sytuacja znacznie się pogorszy, więc musiałam się na to przygotować. Gniew wiedźmy może odbić się na tych, którzy są bliscy memu sercu. Dlatego wysłałam swoją rodzinę, jak najdalej od Imperium. Niestety nie zdążyłam wcześniej sprowadzić Róży do Marienburga i plany uległy zmianie. Teraz sama muszę się nią zaopiekować. Ekhm… Różo, poznaj Kurta. Nie bój się, nie gryzie.


KURT
<Kurt wyszczerzył zęby w uśmiechu a po chwili się roześmiał.
Potem zapytał>
- Kuzynka? - zapytał przekrzywiając głowę. - To Etelka i Anika. - przedstawił dziewczyny wskazując palcem na bretonki.

ELBERETH
<Drgnęłam na słowo kuzynka i jeszcze bardziej oblałam się rumieńcem. Przygryzłam dolną wargę odwracając wzrok w bok, jakbym się za czymś rozglądała.>
-Taak.. kuzynka..<Bąknęłam cicho.> .. Ale nikt postronny nie może wiedzieć. <Odpowiedziałam.>

KURT
<Najemnik uniósł brew w niemym zdziwieniu na widok, zakłopotania elfki. Domyślił się że nie była do końca szczera ale nie miał zamiaru dopytywać.>
- Mam zamiar trochę przegonić dziewczyn, może puścisz małą, co? Się rodzice zdziwią jak Różyczka nabierze kolców - dodał głośnym teatralnym szeptem.

ELBERETCH
<Spuściłam wzrok na dziewczynkę spoglądają na nią z czułością. Uśmiechnęłam się łagodnie.> - Dzięki Kurcie, ale kiedy indziej, jak Różyczka będzie miała stosowniejszy strój. A Ty i Anika też powinniście się oszczędzać nim nie obejrzy Was medyk. <Pogładziłam ją po głowie.> Rodzice czuwają nad nią.


KURT
- Nie no. Bez przesady. To taki mój zwyczaj. Kilka ćwiczeń które pozwala mi określić moją sprawność. – Wyjaśnił. – No, jak nie, to nie.

<Podszedł do bretonek.>

- No dziewczyny czas na małą rozgrzewkę i kilka wskazówek. Nie ćwiczymy zaraz po jedzeniu. Zjemy potem. Anika ty też. – Gdy zobaczył zbolałą minę dziewczyn, dodał. - Powtarzaj na ile dasz rade.

<Anika podniosła się ciężko. Mimo że wyglądała znacznie lepiej. Przespana noc i spotkanie z Etelkę pozwoliły wypocząć, niestety tylko wypocząć.>

- Zapamiętajcie te ćwiczenia. Należy wykonać je powoli i możliwie dokładnie. Zapamiętajcie co jak się czujecie. Dla ciebie Etelko będzie to odniesienie jak powinno działać gdy odniesiesz rany. Anika im lepiej będziesz wykonywać ćwiczenia tym w tym lepszym będziesz stanie. Nauczył mnie tej metody jeden taki kislwewczyk. Mały żylasty szermierz. Był chyba nawet mniejszy niż ty –zwrócił się do Etelki - ale swoją szablą… Jak on ją nazywał… Saszka. - zastanawiał sie przez chwilę - Wywijał Saszką tak że wydawała się jakby żyła własnym życiem.

<Tak opowiadając ustawił się naprzeciw dziewczyn i powoli zademonstrował serię ćwiczeń oraz figur szermierczych. Ćwiczenia wykonywał powoli płynnie i dokładnie. Co któreś ćwiczenie twarz wykrzywiał mu grymas bólu gdy naciągał lub napinał zraniony mięsień. Gdy zakończył swoją sekwencje ćwiczeń kolejną wykonał z dziewczynami, instruując i poprawiając poszczególne figury. Choć zwykle takie zestaw ćwiczeń stanowi zwykle rozgrzewkę teraz po drugiej serii miał dość.>

- Starczy. Coś na ząb i możemy się zbierać. Anika nie zapomnij oddać Elberetch pancerza.

<Skończył poranne obowiązki. >
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1183

PostWysłany: Wto Lip 16, 2019 16:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Wiem to z dwóch źródeł. Oba elfie. Widziałem okręt którym przypłynęli i elf który mi wtedy towarzyszył rozpoznał łajbę druchii. Potem potwierdziła to znajomą czarodziejka - elfka której rodzina mieszka tu w Marienburgu. Powiedziała że jej rodzina i wiele innych się ewakuują, miasto elfów zostanie zamknięte, a Elfia Starszyzna uderzy zanim zrobią to ludzie.

- Co więcej gdy posłałem list do Elfiej Rady... Hmmm...

Wyjąłem z wewnętrznej kieszeni list od Starszyzny i przeczytałem go cicho Jordiemu.

- Wiem że z pewnością elfy mają w zanadrzu wiele asów ale nie wiem czy dość wiele by sprostać wiedźmie. Nie wiem też czy druchii by się z nią chcieli układać. Acz to że mogą chcieć zastąpić morskich elfów w Marienburgu... Mnie by to nie zdziwiło.

Wyjąłem dwie fajki i nabiłem. Potem tą runiczną rozpaliłem przy pomocy runy i szczapką drewnianą przeniosłem płomyk do fajki którą mi podarował Kargun. Pomogłem Jordiemu ostrożnie usiąść i włożyłem mu fajkę byłego Zabójcy między zęby. Sam zapaliłem fajkę runiczną którą dał mi Axerunda.

- Melisa jest niedaleko ale nie wolno jej wchodzić do Marienburgu. Rzeczywiście powiadomienie jej może coś pomóc. Może chociażby ingwarowa luba mogłaby przejrzeć tą szaradę... Czy rzeczywiście Mroczniaki bawią się w najemników... Czy też elfia Starszyzna postradała zmysły.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 648
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Lip 18, 2019 01:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zadowolony z dobrze wykonanej roboty spędziłem noc w karczmie. Spało mi się dobrze, ufny w dobry rezultat wszystkiego czego dokonałem poprzedniego dnia i nocy. Jednakże spotkanie z przyjacielem rozwiało mój dobry humor prawie kompletnie. "No i w pizdu, no i chuj. Ktoś mnie musiał zobaczyć i teraz na mnie polują. A i jakimś cudem zajęły się inne budynki a ta cholerna speluna nie spłonęła. Ech... I jeszcze mogę mieć zaraz władze miasta na karku.">

<Rozmowa z przyjacielem trwa dłużej niż zwykle. Zadaję wiele pytań i otrzymuję tak samo wiele odpowiedzi, choć część z nich jest nad wyraz krótka. Ma twarz jest przez cały czas skupiona i ledwie na jeden, krótki moment się rozluźnia, a staję się to, gdy zaglądam do otrzymanej sakiewki. Na koniec na chwilę się zamyślam. Ręką przeczesuję kilkakrotnie brodę patrząc się w górę, jakby nieobecnie, po czym zrezygnowany odzywam się do rozmówcy.>

- No to jeśli mamy ruszyć już teraz to daj mi chwilę. Choć pewnie lepiej byłoby poczekać do nocy. No ale to nie ja decyduję. - <Spoglądam na towarzysza czekając na jego reakcję.>

<Zależnie od decyzji szykuję się do ruszenia od razu, tudzież na instrukcje co i jak. Wcześniej jednak podchodzę do szynkwasu wyszukując wzrokiem prowadzącego przybytek niziołka.>

- Karczmarzu, mała prośba. Jakby mnie poszukiwali przyjaciele. No Kurt z dziewczynami, czy reszta tej dziwnej zgrai, która tu tamtej nocy wraz ze mną przyszła, to proszę przekaż im, że musiałem wyruszyć pilnie do Altdorfu. - <Jeśli niziołek ma opory i stawia się, to wciskam mu monetę na zachętę.> - A i uważaj na siebie. Bo słyszałem, że kolejna karczma w mieście zajęła się ogniem. Podobno znowu podpalenie. No ale pewnie sam lepiej się orientujesz co tam się stało w nocy, co nie? - <Czekam, aż karczmarz podzieli się ze mną swoją wiedzą co do zdarzeń w Feriel i okolicy, po czym żegnam się z nim. Gdy tylko nadchodzi czas ruszam z przyjacielem, czy też według jego instrukcji, starając się by nie rzucać się w oczy, jak i tak by nikt mnie nie zaskoczył. "Nie mogą mnie dopaść, nie mogę im dać do tego szansy.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 135

PostWysłany: Nie Lip 21, 2019 22:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zapewne odwiedzający przybytek Pani Miłosierdzia żebracy mieli rację - to nie ja znajdę cień lecz on mnie, najwyraźniej musiłem wykazać się cierpliwością. Westchnąłem w duch, miałem mało czasu a czekanie mogło źle się skończyć.
Zwróciłem się do chłopca, uśmiechając się.

- Zrobiliśmy co to trzeba, pomoglismy Siostrą Pani Miłosierdzia i kilka dusz dzięki nam przeszło na drugą stronę do królestwa Morra- jak mogłeś zauważyć rytuał pochówku trochę różni się od tego do czego przywykles - zamiast złożyć ciało ziemi jest ono topione w bagnisku, a wynika to z tego że wśród Marinburczyków silny jest kult Pana Morza Mannana - tutejsze bagniska i same miasto mają stanowić bramę między stałym lądem a jego królestwem morzem.

Pozegnalem się z siostrami i skierowałem się wraz z chłopcem do klasztoru Morra na wieczorne posiłek i modły - po drodze miałem zamiar opowiedzieć chłopcu o historii miasta i tutejszej świątyni Morra.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3887
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Lip 30, 2019 23:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth, Tellan, Kurt>

<Pojawienie się nowej dziewczyny w grupie towarzysze przyjęli dość otwarcie. Bez rozwlekania tematu powiedziałaś co chciałaś powiedzieć. Kurt próbował coś ćwiczyć pokazując Anice i Etelce jakieś figury szermiercze ale ból i powtarzający się kaszel skutecznie mu to utrudniały tak, że po chwili miał dość. Po drobnym posiłku od razu ruszyliście do Marienburga. Posadziłaś Różę przed sobą na koniu, dziewczyna umie jeździć ale raczej zawsze używa damskiego siodła chociażby z racji urodzenia. Etelka usiadła za Kurtem w siodle a Anika za Tellan. Zużyliście lub straciliście większość zapasów więc koni starczyło tak w sam raz by wolny koń dźwigał sprzęt Tellan. Tempo było znacznie wolniejsze niż to kiedy podróżowaliście w przeciwnym kierunku. Zarówno Kurt, Tellan jak i Anika nie nadawali się do szybszej jazdy. Podróżowaliście w ciszy pokonując mozolnie kolejne staje i nie mijaliście nikogo na szlaku. Dosłownie nikogo. Przejeżdżając koło mokradeł Tellan zatrzymała się. Kobieta wpatrywała się przez chwilę w bagna porośnięte trzcinami i mchem. Po chwili jednak ruszyła dalej myśląc jakby o czymś bardzo odległym. Do bram miasta dotarliście po zmierzchu. Pochodnie i koksowniki płonęły spokojnie na murach. Krata była już opuszczona ale strażnicy pełnili wartę. >

-Kogo szlag niesie? <Burknął żołnierz spluwając na drogę. Dwójka strażników stojących przed opuszczoną kratą przyglądała się waszej grupce.>

<Strażnik przyglądał się wam bardzo uważnie na tyle na ile pozwalało mu światło pochodni. Gwizdnął pod nosem i krata zaczęła się podnosić. >

-Tyle kobiet podróżuje nocą, do czego to doszło…<skomentował drugi ze strażników stojący jakby nigdy nic. Bramę otwarto i mogliście wjechać bez przeszkód. Ujechaliście kawałek i Tellan oświadczyła, że musi udać się czym prędzej do twierdzy na wyspie aby porozmawiać z Morrytami. Zsiadła więc z konia, zabrała swoje rzeczy i ruszyła na prom.>



<Elbereth, Kurt>

< Razem z resztą Elbereth skierowała swoje kroki do elfiego miasta. Ulice wydawały się takie spokojne w nocy, a stukot kopyt na kamiennej drodze niósł się echem po ulicach. Podjechaliście na most wiodacy do Elfiego miasta,a elfy bez pytania wpuściły was do środka. Kiedy jednak brama się za wami zamknęła zostaliście otoczeni przez nieznany Elberth patrol. Po wymianie kilku zdań w eltharinie przepuszczono was.Dalej już nikt więcej was nie niepokoił. Podjechaliście spokojnie pod dom rodzinny elfki, który był cały zacieniony. Nie pamiętała aby kiedykolwiek był taki ciemny. Zawsze paliło się w nim choć jedno światełko. A teraz nic. Cisza panująca wokół oznajmiała Elbereth, że dom jest zupełnie pusty. Nie ma służby ani rodziny.Jednak wszystkie sprzęty powinny pozostać na miejscu. Spokojnie wprowadziliście konie do stajni i oporządziliście je. Nie śpieszyłliscie się już wiedząc, że jesteś bezpieczni. Zabraliście wszystkie rzeczy po czym poprowadziłaś swoją gromadkę do domu. Czarodziejka musiała użyć zaklęcia aby otworzyć drzwi. Szła pierwsza bo ciemności skutecznie utrudniały poruszanie się reszcie. Dziewczyna nie odstępowała Elbereth ani na krok. Zapaliliście lampkę oliwną i dom ponownie wydawał się żywy. Rzeczywiście, meble i całe wyposażenie domu zostało na swoim miejscu. Powiew powietrza jednak dał do zrozumienia, że okna są otwarte. Szum fal dobiegał do elfich uszu z oddali. Teraz kiedy już macie gdzie spać pozostało Elbereth tylko wydać odpowiednie dyspozycje. Była też ciekawa czy w spiżarni pozostało jakiekolwiek jedzenie. Rześkie powietrze ciągnęło z piętra po podłodze. Elbereth musiała udać się po schodach na górę. Poza własnymi krokami, odległym szumem morza i cichymi rozmowami jej towarzyszy nie słyszała nic. Rozświetlała sobie drogę zapalając coraz to kolejne lampy. Chłodne powietrze było coraz bardziej wyczuwalne.


<Elbereth>
< Elfka rozejrzała się na piętrze zaglądając po kolei do wszystkich pomieszczeń. To w jej pokoju okno okazało się otwarte. Okiennice swobodnie kołysały się z powodu wiatru ale nie wydawały żadnego dźwięku. Elfka miała dziwne wrażenie, że nie jest sama poruszając się na piętrze. Uważnie się rozglądała i nasłuchiwała ale nie zauważyła nic poza przeciągiem. Zamknęła okiennice i wtedy to poczuła. Zimną cienką krawędź na swojej szyi. Ktoś musiał być tuż za nią.>
-Zrób mi tę przyjemność i powiedz gdzie jest twój znajomy o imieniu Klaus? Za ciebie też jest nagroda ale teraz jesteś mniej interesująca niż on.

<To było dziwne. Ten ktoś oszukiwał wzrok czarodziejki a jednocześnie nie mogła ona wyczuć jego obecności ani magicznej ani fizycznej. Głos należał do mężczyzny i nie był to elf lecz człowiek. Elbereth wpadła we wścieklość a jednocześnie wiedziała, że niewiele może teraz zrobić więc ukazała swoją złość słowami.>

<Początkowo Elbereth musiała zaskoczyć swoją postawą napastnika ale po chwili mężczyzna zachichotał cicho. >
-Mała sprzeczka kochanków...heh nie ta bajka. Szkoda że nie wiesz. A miało być tak miło.
<Ostrze lekko się wpiło w twoją szyję.>
-Lubie takie ostre kobietki. Dziś masz szczęście ale będę cię miał na oku. Elbereth…

<Ostra krawędź drasnęła twoją szyję i zrobiło się cicho.
Czarodziejka stała tak jeszcze chwilę zdezorientowana. Dlaczego jej nie zabił? Mógł to zrobić.>



<Kurt>

<Kurt ruszył na poszukiwanie jedzenia ale dziewczyny jakoś niechętnie chciały za nim chodzić po domu. Pewnie uważały że to niegrzeczne. Najemnik z salonu przeszedł do kuchni. Pięknie wyposażony dom mógł wykarmić niezłą zgraję najemników sądząc po ilości naczyń. Jednak jedzenia nie było ani krzty. Kurt przejrzał garnki i rondelki, schowki ale nie było nic. Czyżby elfy żywiły się powietrzem? Za to prządek w tym domu jest nienaganny, najemnik zaczął się zastanawiać czy aby Elbereth dopiero co nie kupiła tego domu.>


<Elbereth, Kurt>


<Elfka zeszła na powrót do Kurta i porozmawiali poważnie przez chwilę. Później czarodziejka obdzieliła Anikę i Etelkę swoimi ubraniami do spania. Sama z Różą zajęła na noc sypialnię swoich rodziców, a Kurt z dziewczynami spali w komnacie brata elfki, który ma u siebie wyjątkowo szerokie łóżko jak na kogoś kto sypia sam. Noc minęła cicho i spokojnie. Z samego rana Elbereth wyruszyła do studni po wodę. Sama musiała napełnić wielką balię wodą co nie uszło uwadze przechodniów. Kiedy wody było już dość czarodziejka pogrzała ją magią i wzięła kąpięl odprężając się nieco. Po niej wykąpały się wszystkie dziewczyny i na końcu Kurt. Elbereth wzięła jedzenie na kredyt z Głównego Elfiego Magazynu Handlu dzięki czemu wszyscy mogli najeść się do syta i zostało jeszcze na zapas. Stan zdrowia Kurta i Aniki nie chciał się poprawić. Niby Zewnętrzne rany się zasklepiały ale krwawy kaszel i duszności nie opuszczały obojga. Medyka jednak w Elfim Mieście Elbereth nie znalazła, a przynajmniej żaden nie chciał leczyć ludzi i nie pomogły ani prośby ani groźby.>


<Rhunar>

<Jordi z szeroko otwartymi oczyma spoglądał na obie fajki jakie były w twoim posiadaniu. Myślami był przy treści listu ale oczami tu i teraz.> -No no ale się dorobiłeś. Rhunar robi się naprawdę wielki...
<Milknąc mistrz inżynierów pociągnał bucha i zaczął pykać różne dymne figury jakby chciał opowiedzieć tym jakąś historię. >

-Od razu lepiej. Znowu czuje się chociaż trochę jak krasnolud a nie jak kawał szynki na haku. Zrób tak jak powiedziałeś, powiadom kogo trzeba. W takiej sytuacji myślę, że będzie trzeba wyciągnąć okręt podwodny z kowadłem innym sposobem niż dyplomacją. Obawiam się, że szpiczastouche mogą próbować go zagarnać, szczególnie bladolice. Jak tylko poczuje się lepiej, może jutro, poszukam pewnej rzeczy. Znasz kogoś Rhunarze, kto jest godny zaufania, jest krasnoludzkim inżynierem i potrafi świetnie pływać? Jeśli nie, sam będę musiał to zrobić.
<Jordi rozluźnił się totalnie i zniknął na moment w wielkiej chmurze dymu tytoniowego.>

-Naprawdę dziękuję, że poświęcasz mi czas przyjacielu...


<Klaus>

<Siedziałeś i rozmawiałeś z przyjacielem aż w końcu zostawił cię samego wychodząc. Dowiedziałeś się, że sprzedawca na pewno jest związany z półświatkiem i zaopatruje się u niego wielu typów z czarnej strefy. Podszedłeś do karczmarza niziołka i rzucając moneta zagadałeś z nim.>

-Co co? Ludzie mówią, że to jakieś porachunki gildii. Jakiś podpalacz podłożył ogień pod Feriel ale zajęły się inne budynki, magazyn, stara stróżówka i rybiarnia. Ktoś się spalił podczas snu. Czarne kapelusze mają podobno rysunek tego zbója co to zrobił. Jeszcze nie byłem dziś na rynku więc nie widziałem.

<Po krótkiej pogawędce udałeś się na zaplecze gdzie rozpoczęła się twoja podróż poza miasto. Upchnięty w beczkę po śledziach zostałeś załadowany na wóz i ruszyłeś nie mając pojęcia dokąd tak naprawdę cię zawiozą. Paskudny smród ryb doprowadzał cię do szału ale za to raczej nikt nię będzie do ciebie zaglądał. Podróż trwała jakiś czas, dłużyło ci się aż usnąłeś. Kiedy wreszcie wypuszczono cię z beczki leżałeś w jakiejś wilgotnej piwnicy a do zmysłów przywróciło cię wiadro lodowatej wody. Szczupła sylwetka kobiety majaczyła ci w półmroku.>

-Witaj w swoim nowym tymczasowym domu. Od jutra będziemy się uczyć, a teraz zostawiam cię samego. To co znajdziesz możesz zjeść. Nie będę cię niańczyć. Ani nikt inny. Wszystko potrzebne do przeżycia masz tutaj.

<Postać wyszła schodami na górę. Ciemne pomieszczenie pełne było jakichś starych skrzyń, regałów, worków. Słyszałeś, że towarzyszą ci szczury a zapach fekaliów świadczył, że załatwiał potrzeby będziesz także tutaj.>


<Ecoliono>

<Wraz z Mathieu wróciliście do klasztoru Morra i przełożonej kapłanki Diromo. Opowiedziałeś chłopcu w czasie spaceru co nieco o Marienburgu, o jego historii i różnorodności. W klasztorze wszyscy przywitali was z radością. Skromny ale syty posiłek napełnił wasze żołądki i mogliście udać się na wieczorne modlitwy. Diromo przewodziła modłom a Fudyme, Waneka, Nelozi i Manaleli wraz z tobą brali udział w obrządkach. Gdy już zakończyliście rozmowy z Morrem udałeś się do swojej celi na spoczynek. Układając się do snu usłyszałeś szept.>

-Czego ode mnie chcesz Morryto? Dlaczego mnie szukałeś ?


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 648
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Sie 03, 2019 01:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Informacja od karczmarza o niewinnej ofierze śmiertelnej i spłonięciu kilku okolicznych budynków wywołała przygnębienie. "No ale cóż... Tak bywa na 'wojnie'... Poza tym oni o mało nie spalili mnie i parę postronnych osób w tamtej karczmie, byle tylko dorwać El i Rhunara. Więc widocznie w tym mieście nikt się takimi 'drobnymi' rzeczami jak dodatkowe ofiary i tak nie przejmuje.">

<Ucieszyłem się za to, że w zasadzie z marszu zorganizowano mi transport. Choć widząc jak mam podróżować, a przede wszystkim czując niesamowity rybi smród, który ma mi w tej podróży towarzyszyć, aż się wzdrygam. Nie narzekam jednak i grzecznie włażę do beczki, zasłaniając sobie chustą usta i nos, choć wiem, że nie na wiele to się pewnie zda. Podróż się dłuży, smród przebija się do mych nozdrzy i ust, więc mimo iż staram się po zmianach kierunku jazdy i odgłosach na zewnątrz określić trasę, to po jakimś czasie gubię się w tym zupełnie, a potem nawet zasypiam.>

<Pobudka na miejscu nie jest zbyt miła. "W sumie, czego ja się niby miałem spodziewać? Królewskiego łoża, miski ostryg i służby? Trzeba brać co jest i przeczekać. Tyle. A i może jakaś korzyść na przyszłość z tego jednak będzie.">

- Dzięki. Będę czekać. - <Tyle odpowiadam, gdy uderza mnie głupota moich słów. "No przecież i tak nie mogę stąd wyjść, to co innego miałbym robić, jak nie czekać. Jestem debilem.">

<Gdy tylko kobieta opuszcza moje nowe lokum przechodzę się po nim i rozglądam. "No, nic. Straszny tu bałagan i ciemno. Okna pozabijane, na tym chyba wypada mi spać, tam jest coś do jedzenia, a tam mam się wypróżniać. A... I szczury tam gdzieś biegają chyba. Zapach nie jest miły, a ja sam nadal cuchnę. No ale takie życie. Ale skoro mam tu spędzić trochę czasu, to muszę to jakoś ogarnąć." Moje przemyślenia trwają chwilę, ale w końcu zabieram się dynamicznie do działania. Rozglądam się w miarę dokładnie, wyszukując wzorkiem jakiegoś źródła światła, które mógłbym użyć - kaganka, lampy czy świec. Jeśli dojrzę takowe, staram się z nich zrobić użytek ustawiając je we wcześniej oczyszczonym z rupieciu miejscu. "Ostatnia rzecz, jakiej pragnę, to by cały ten pierdolnik nagle zajął się ogniem. A ja w środku razem z nim. Z drugiej strony moja obecność też nie może rzucać się w oczy, więc muszę sprawdzić te okna." Tak też robię i wszędzie gdzie widać szczeliny, czy nieszczelności, to zakrywam je wykorzystując znalezione w pobliżu szmaty. Gdy dokładnie upewniam się co do dobrze wykonanej pracy, wtedy zajmuję się sprawdzeniem zapasów jedzenia i picia. Potem przychodzi czas na zorganizowanie miejsca, gdzie będę spędzał najbliższy czas. Wybieram jakieś w miarę czyste, niezbyt cuchnące i niezbyt zagracone miejsce, a następnie wykorzystując to co znajdę w pobliżu pozbywam się bałaganu. Układam tam siennik. Wyszukuję krzesła, stołka, taboretu, czy czegoś innego, na czym można usiąść, a jeśli się nie uda, to staram się skonstruować coś z odstępnych tam rzeczy - skrzyń, desek, kawałków materiałów. To samo czynię w kwestii organizacji stolika. "No dobra, to w tym miejscu będę spał i spędzał czas. Tylko, że nadal śmierdzę tymi cholernymi śledziami." Rozglądam się za jakąś wodą do mycia i jeśli znajduję, to ogarniam się, a jak nie to mam w pamięci, by następnym razem poprosić by Sheena mi coś przyniosła.>

<Gdy już wszystko jest przygotowane na tyle, bym miał swoje miejsce do spędzania czasu, siadam by odpocząć. "Dobra... Ogarnięte przynajmniej trochę. To co teraz?" Wyciągam swój łuk i zaczynam jego konserwacje, to zajęcie zawsze mnie uspokaja i pozwala na spokojnie pomyśleć. A w między czasie mogę zanieść kilka modlitw do Myrmidii. "Na pewno trzeba zająć się całym moim sprzętem, bo chyba dawno tego nie robiłem. Poza tym może tymi szczurami. Straszny tu pierdolnik i mogą się chować w masie miejsc w tej piwnicy, ale jak się uprę to mogę je dorwać i wyeliminować. Z łuku to byłoby to nawet dobre ćwiczenie, ale pewnie trzeba będzie je wypłoszyć, przepatrując te sterty rzeczy, a wtedy to jednak miecz lepiej się sprawdzi. A dalej... Z nudów mogę przejrzeć co tutaj jest składowane na tych półkach i w tych stertach. Może znajdę coś ciekawego, co będę mógł wziąć, bądź użyć. No i jak ktoś do mnie zejdzie, to na pewno muszę to wykorzystać w celu konwersacji, bo boje się, że jak za długo będę zajęty tylko moimi myślami w tym zamknięciu, to znowu zacznie mi odbijać.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1562

PostWysłany: Pią Sie 09, 2019 20:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Marienburg. Nie było miejsca, w którym mogłabym zapewnić im bezpieczeństwo, ale przynajmniej mogliśmy liczyć na dach nad głową i pomoc medyka. Uśmiechnęłam się do strażników dziękując im i przekraczając bramy dosłownie z duszą na ramieniu. A uczucie niepokoju nie opuszczało mnie nawet na moment.>

-Z deszczu pod rynnę..

<Mruknęłam cicho, gdy już wjechaliśmy na ulice miasta. Zmusiłam się jednak do zachowania zmęczonej oraz poważnej miny by przypadkiem nie martwić dziewcząt. Pożegnałam się z Tellan życząc jej spokojnego oraz dobrego wieczoru. Pewnie w pierwszej kolejności przyjdzie jej zdać relację z wyprawy… Pomyślałam patrząc na jej plecy, gdy się oddalała. Zabierając zwolnionego przez nią konia w końcu dotarliśmy do bram elfiej dzielnicy. Dawno tak się nie cieszyłam na powrót do domu. Skinęłam strażnikom uprzejmie, gdy Nas przepuszczali, ale gdy tylko zostaliśmy otoczeni zatrzymałam wierzchowca przyglądając się elfom. Spojrzałam na niego z góry pochmurnie. Taksowałam go wzrokiem w milczeniu aż w końcu uśmiechnęłam się nieznacznie. Rozmówiłam się z nimi w eltharinie, po czym poprowadziłam towarzyszy bez słowa w kierunku jedynego miejsca w Imperium, w którym miałam nadzieję choć odrobinę odsapnąć. Dopilnowałam by zwierzęta w pierwszej kolejności odetchnęły po wyczerpującej podróży. Gdy w końcu były oporządzone wprowadziłam wszystkich do pogrążonego w ciemności domu. Położyłam dłoń na drzwiach wypowiadając ciche słowa zaklęcia i spojrzałam w ciemność nasłuchując przez moment. Ujęłam dłoń Róży i przekroczyłam próg. Nie zwlekałam i zapaliłam lampę by rozświetlić najbliższe otoczenie. Podmuch wiatru i szum fal zaniepokoił mnie. Żadne okno nie powinno być otwarte, ale odwróciłam się do reszty uśmiechając się przesadnie.>

-O, tam jest pokój dzienny. Może najpierw usiądziecie nim powiem Wam co najważniejsze, a później pokażę Wam gdzie śpicie. Rano zajmę się sprowadzeniem medyka i uzupełnieniem spiżarni, bo wątpię byśmy tam coś znaleźli. Mimo to sprawdzę. Zapewne nie macie tego w planach, ale pod żadnym pozorem nie możecie wychodzić na zewnątrz beze mnie.

<Zapewniłam moich gości, że mogą się czuć, jak u siebie po czym ruszyłam na górę rozświetlając dom. Ostrożnie sprawdzałam każde z pomieszczeń popadając w co raz większą paranoję. W końcu weszłam do swojego pokoju. Stanęłam rozglądając się. Pokręciłam głową i ruszyłam by zamknąć okno. I nawet nie byłam zaskoczona, gdy poczułam ostrze na gardle. Spodziewałam się tego od momentu, w którym przekroczyliśmy mury miasta. Jednak, gdy padło pytanie o Klausa aż się we mnie zagotowało. Najeżyłam się rozdrażniona. Nie ruszyłam się choć aż zadrżałam z wściekłości na wspomnienie mojego towarzysza.>

-Jaja sobie do chuja Pana robisz? Jaki wy macie wywiad, co? Dopiero wróciłam do miasta po kilku dniach. Nie wiem gdzie jest jebany Klaus i gówno mnie to obchodzi. <Warknęłam do mężczyzny, zazgrzytałam zębami.> Dla mnie może leżeć w rowie.

<Tego było już za wiele i mało nie wybuchnęłam. Jedynie obecność dziewcząt oraz Kurta powstrzymały mnie przed gwałtowną reakcją. Po krótkiej wymianie zdań zeszłam do reszty rozsierdzona niczym osa. Siląc się na spokój wyjaśniłam jeszcze sytuację z patrolem, po czym rozlokowałam wszystkich po pokojach dając przy okazji dziewczętom koszule do spania. Położyłam się ostatnia i wstałam, jako pierwsza. Moje myśli pochłaniały ważniejsze sprawy niż spojrzenia innych przechodniów.
Nic się nie zmieniło…
Niespecjalnie przejęta przygotowałam kąpiel. Troski zostawiłam za drzwiami i zajęłam sobą. Rozpuściłam włosy i dla odmiany włożyłam błękitną suknię. Już na pierwszy rzut oka widać, że została wykonana przez elfiego krawca. Kunsztowna, choć pozbawiona falbanek, kokardek,halek, czy stelaży. Dopasowana do tułowia o długich, zwężanych rękawach, a mimo to materiał zdaje się delikatnie spływać po moim ciele. Dekolt w łódkę eksponuje ramiona oraz biust. Wyglądu dopełniają delikatne kolczyki, pierścień oraz karwasz. Ostatni raz spojrzałam na swoje odbicie po czym ruszyłam załatwić sprawunki. Z jedzeniem nie było żadnego problemu, więc kupiłam więcej by starczyło na posiłki na dwa dni. Problemem okazał się medyk. Z każdą rozmową traciłam cierpliwość. Przy okazji ostatniej ledwo się powstrzymałam przed rzuceniem klątwy i szantażem. Kląc w duchu na czym świat stoi wróciłam do domu. Rozejrzałam się za resztą i dołączyłam do nich.>

-Mam problem z medykami…Żaden nie chce Was leczyć. Ani prośbą ani groźbą. <Powiedziałam zrezygnowanym tonem.> Dziewczyny, przygotujecie jedzenie? Mam wiele talentów, ale gotowanie do nich nie należy. <Uśmiechnęłam się.> Może Ciebie i Anikę odprowadzę do bramy i pójdziecie do innego? Możecie też przejść się do świątyni… Sama nie wiem. Nie obraźcie się, ale wolałabym ograniczać chodzenie po mieście. Muszę przemyśleć co zrobić z gildiami. Spalić, czy uciąć sobie pogawędkę? <Wydęłam usta.> Zostałabym z Etelką i Różyczką… tylko musielibyśmy się umówić kiedy miałabym po Was wyjść. Nawet jeśli Was przepuszczą to za bramą zostaniecie pojmani i nie będę w stanie Wam pomóc. <Skrzywiłam się zniesmaczona.> Przeklęci zabójcy wszystko komplikują.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 659

PostWysłany: Sro Sie 14, 2019 00:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt wdzięczny był losowi za to że pod mury miejskie dotarli bez żadnych niespodzianek, jeszcze bardziej gdy strażnicy się nad nimi zlitowali i wpuścili.
Babom zawsze łatwiej zwłaszcza tym ładnym – uśmiechną się zerkając na bretonki” – Potem skarcił się w duchu. W końcu nadal boczył się na Anikę.
Przez miasto przejechali spokojnie aż do elfiej dzielnicy. Tam strażnicy wydali się znacznie bardziej nerwowi ale ostatecznie i tak ich puścili. Elbereth pewnie poprowadziła ich pod okazały dom.>

- Tak jakoś pustoawo… - mrukną pod nosem – to na pewno tu?

<Chciał zadać pytanie głośniej ale elfka zsiadał i zarządziła co trzeba.
Kurt wprowadził wierzchowca rozsiodłał zadał sian które znalazło się w stajni. Spróbował jeszcze wyczyścić koński grzbiet ale nasilający się kaszel zaczął płoszyć konia.>

- No można się domyślić po tym przywitaniu z pod waszej bramy. – Skwitował.

<Nie był zadowolony z obrotu sprawy ale może przynajmniej będzie mógł spokojnie wypocząć. Skoro im nie wolo wychodzić to może w drugą stronę, ich nikt też nie będzie nachodził.
Gdy w końcu weszli „na pokoje” najemnik gwizdną z podziwu.
„Elfy to jednak umieją się urządzić”
Mimo to coś mu nie pasowało, na razie nie wiedział jeszcze co...
Po krótkim spacerze korytarzami rezydencji dotarli do pokoju który zdał się być pokojem dziennym, lub jadalnią.>

- Niezła chata.- rzucił do czarodziejki - Nie wiem jakie są elfie zwyczaje ale u nas zawsze się znajdzie coś na ząb. Chociaż zwykle jest to czerstwe że można tym wbijać kołki albo tak zasolone że nadaje się tylko na polewkę. Powiedz gdzie kuchnia to pomożemy szukać. - rzucił Kurt za wchodzącą na piętro elfką.

“Co my tu będziemy tak siedzieć po próżnicy” pomyślał wstając z miękkiego fotela.*

<Elbereth najwyraźniej nie miała ochotę na pogaduchy bo bez zbędnych wyjaśnień poszła na górę rzucając >

- Czujcie się, jak u siebie. – i już jej nie było,

<Kurt z iście niziołkowatą miną zatarł ręce i ruszył na poszukiwanie kuchni.>

- No co, nie idziecie? –

<Zdziwił się najemnik gdy odszedł kilka kroków w stronę najbliższych drzwi a dziewczyny nie ruszyły się z miejsca. Rzucił im wyczekujące spojrzenie w końcu nie doczekawszy się spodziewanej reakcji wzruszył ramionami.
“Trzeba się cieszyć małymi przyjemnościami”
Pomyślał i z miną urwisa uchylił pierwszych drzwi i nieco teatralnym gestem zajrzał do środka. >

Kuchnia” ucieszył się „Trafiłem za pierwszym razem, hehe, Ma się tego nosa.

<Przez chwilę podziwiał szafy z naczyniami. Musieli trzymać tu chyba z kompanie wojska, albo coś koło tego. W końcu skupił się na spiżarni lub czymś co miało nią być. I zaklął. Bo nie znalazł literalnie nic. Nawet kurzu.>


„Co do cholery, elfy żrą powietrze czy jak?”


- Pustki jak po szturmie niziołków… - mruknął niezadowolony. - zwykle zawsze się znajdzie jakaś kasza, omszały gąsior wina, no nie wiem… mąka. A tu wymiecione, jak by od dawna nikt nie mieszkał.

<Postukał drzwiczkami i garnkami przeglądając jeszcze ostatnie szafki. W końcu niezadowolony wyszedł z kuchni.>

<Akurat trafił na schodzącą z piętra czarodziejkę.
Chwilę ponarzekali na pustki w domu w końcu Elbereth wyjaśniła zajście i sytuację w elfim mieście. Nie było za kolorowo ale mogło być gorzej. Pobyt mógł przypominać więzienie gdzie elfka była klawiszem bo bez niej mogli siedzieć tylko w domu z drugiej strony nikłe szanse żeby ktoś ich niepokoił. Szybko też ustalili kto gdzie śpi. A rano czarodziejka miała wystarać się o lekarza i jakieś śniadanie. Po całym dniu w siodle nikt nie miał specjalnie ochoty na nocne pogaduchy więc wkrótce wszyscy udali się do wyznaczonych pokoi.>

<Noc minęła spokojnie, a miękkie łoże aż prosiło aby poleżeć jeszcze trochę, zwłaszcza że Elbereth pozwoliła Kurtowi i dziewczynom wywczasować się jak jakiemuś paniczykowi. Tak że gdy wstali kąpiel była gotowa. Z pomrukiem zadowolenia zanurzył się w jeszcze lekko ciepłej wodzie gdy zdał sobie sprawę poza elfką jedynymi mieszkańcami domu są On i dziewczyny i najpewniej Elbereth samodzielnie nanosiła wody. Nie to żeby był jakimś wyjątkowo rycerskim typem ale zrobiło mu się zwyczajnie głupio żeby chuderlawa kobitka nosiła wodę gdy on sobie smacznie spał. Jakoś siadło mu to na ambicję. Dokończył szybko kąpiel i ruszył pogadać z gospodaynią tego domu. Przekazane informacje szybko zgasiły jego dobry nastrój wywołany solidnym odpoczynkiem kąpielą. >


- Szkoda


<Mrukną Kurt na rewelacje Elbereth. Potem polecił dziewczynom przygotować śniadanie. Samemu zaś zaczął powoli przechadzać się po pokoju a gdy Anika zaczęła wynosić z kuchni naczynia i jedzenie odbierał od niej półmiski talerze i całą resztę rozkładając na stole. Ze zmarszczonym czołem wyraźnie coś analizował. W końcu wszyscy zasiedli przy stole. Między kolejnymi kęsami w końcu się odezwał.>

- No może i bym coś miał…

<Na jedno uderzenie serca w pokoju zrobiło się cicho i Kurt skapną się że zaczął myśleć na głos. Rozejrzał się po dziewczynach zaskoczony i w końcu zaczął tłumaczyć.>

- Na to nasze leczenie można by coś spróbować poradzić. Ecolino ten moryta jest mi winien przysługę za tą akcję z nekromantą w Curone co się wtedy wieża zawaliła. Może załatwi jakieś leczenie u nich czy u dobrych siostrzyczek. O akcji z Szarym nie mówię bo to na własną rękę poszło. A jak nie to jeszcze mam jakieś zaskórniaki. Starczą na jakiegoś cyrulika. A potem się zobaczy. Co do powrotu to nie wiem ile nam zejdzie. O ile nie każą nam zostać w mieście możemy tu nocować. – Streścił pokrótce swoje przemyślenia.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1183

PostWysłany: Nie Sie 18, 2019 18:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zastanowiłem się na tym co powiedział przyjaciel. Szczerze wątpił by elfy chciały zagarnąć kowadło dla siebie, jednak Mroczniaki mogłyby to zrobić, chociażby z czystej złośliwości.

Pyknąłem parę razy fajkę i uśmiechnąłem się do inżyniera.

- Nie ma za co. I nie znam takiej osoby. Mógłbym sam, ale nie potrafię pływać. Musimy też się zastanowić gdzie schować Kowadło. Trwa wojna asasynów, wrogowie mogą mieć oczy i uszy dosłownie wszędzie. - mruknąłem już mniej wesoło - Skontaktują się z Melisą jak tylko od Ciebie wyjdę i powiadomię o naszych zamiarach. Mam nadzieję, że będzie miała dla nas chociaż jakąś poradę.

Posiedziałem jeszcze chwilę z Jordim i porozmawiałem o mniej istotnych rzeczach. Potem pożegnałem się. Gdy opuściłem lazaret i wróciłem do swojej komnaty spróbowałem ponownie użyć wisiorka dzięki któremu zdołałem się wcześniej porozumieć z Melisą. Miałem zamiar zdać jej raport z tego co się dzieje w Marienburgu oraz z sytuacji z marienburskimi elfami.
Z jednej strony było mi głupio znów ją prosić o pomoc, z drugiej... z drugiej sytuacja wykraczała ponad siły moje i reszty grup. Każda pomoc, nawet porada były potrzebne.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 135

PostWysłany: Pon Sie 19, 2019 10:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Słysząc szept znieruchomiałem, poczułem jak zimny dreszcze przechodzi mi po plecach - opanowalem strach, po czym odezwałem się spokojnie.

-Wybacz że cię szukałem, jednak zważywszy na okoliczności byłem zmuszony zakłócić twój spokój bezimmieny. Ostatnim czasy, co zapewne nie umknęło twej uwadze kilka dość krwawych wydarzeń a są one dopiero początkiem tego co ma nadejść - można powiedzieć że miastu grozi poważne niebezpieczeństwo. Jedyne co obecnie staram się uczynić to ocalić jak najwięcej mieszkańców - nieważne czy ktoś jest człowiekiem, elfem czy krasnoludem. Czy byłoby możliwe że ostrzeżenie za sprawą twej osoby trafiło by do tych którzy mają najmniej, tych którzy najbardziej ucierpią w wyniku działaniu mrocznych sił.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1562

PostWysłany: Sob Sie 31, 2019 12:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<ELBERETH>
<W czasie przygotowań pogrążyłam się we własnych myślach stojąc niemal bez ruchu i spoglądając w kierunku okna. W końcu, gdy jedzenie znalazło się na stole przyniosłam wino i usiadłam obok Kurta. Odkorkowałam butelkę i rozlałam każdemu do kieliszka. Nałożyłam sobie na talerz i zaczęłam powoli jeść.>
-Możemy się umówić tak, że wrócicie o zachodzie. Wyjdę przed bramę. Jeśli się nie zjawicie o tej porze i następnego dnia to uznam, że coś Wam się stało i należy podjąć kroki. - <Uśmiechnęłam się niemrawo. Poruszyłam się niespokojnie na krześle. Energia i zapał ostatnich dni zgasł. Coś mnie wyraźnie trapiło.> Bardzo dobre… ostatni raz jadłam przy tym stole jakieś jedenaście lat temu. <Uniosłam kieliszek.> Oby takie poranki na nowo stały się codziennością. <Uśmiechnęłam się i popiłam.> Możecie zostać, jak długo chcecie. O ile ktoś nie zacznie robić z tego problemu. Mogę wiele zwalać na moje szaleństwo, ale wszystko ma swoje granice akceptacji. Mam jednak nadzieję, że jedyną bolączką będą moje dziwactwa.
<Spojrzałam na Ciebie.>
-Nie wiem jednak ile tu zostanę. Na pewno parę dni, ale sama nie mam pewności ile dokładnie. Muszę pomóc przy sprowadzeniu Iruyha, a to oznacza wyjazd poza mury na kilka dni. Wolę Was tu nie zostawiać. Nigdy nie wiadomo, czy wrócę. <Spojrzałam w talerz i wzięłam kolejny kęs.> Nie wiem kiedy to wszystko tak się pogmatwało…*

<KURT>
Nie no… Sami tu nie zostaniemy, nie ma to tamto. A za gościnę podziękował, skorzystamy. No i pomysł że wyjdziesz po nas wieczorem może się udać. Zawsze możemy poprosić aby ktoś przekazał ci wieści. W końcu nie wiadomo co załatwi Ecolino. - Przełkną i machnął nożem którym kroił jedzenie - Ja to wiem kiedy to się wszystko zaczęło. Heh, ale to długa historia…*


<ELBERETH>

<Uniosłam jedną brew wyraźnie zaciekawiona.>
-Doprawdy? Mamy dużo czasu, chętnie wysłucham całej historii. - <Uśmiechnęłam się.> - Wiem, że zaczęło się w Altdorfie, ale przyznam, że umknęło to mojej uwadze. Dowiedziałam się jakiś czas temu. <Wzruszyłam ramionami od niechcenia.> - A my wplątaliśmy się w to bagno w chwili, gdy wjechaliśmy do miasta Hrabiny. Heh, mam wrażenie, że minęły lata od tamtej chwili. Ech… poproszę straż, ale czy raczą spełnić moją prośbę to inna sprawa. Spróbować nie zawadzi. -<Popiłam.> - A potem? Co planujesz?*

<KURT>
U mnie zaczęło się tu, w mieście. Po pijaku wdałem się w awanturę jeden taki “urodzony” - Kurt wypowiedział to słowo jak obelgę - sam nadział mi się na miecz i musiałem spieprzać bo miał szerokie plecy i krewnych. W mieście Hrabiny też jakoś tak samo wyszło. Chciałem pomóc bo krasnoludy rzuciły się na Iruyha i chciałem ich powstrzymać. Miałem zdobyczny okręt, Lukas go zagarnął Hrabina miała dać mi glejt do odszkodowania. Tak mnie zwodziła że nie mam okrętu, glejtu a Hrabina wiesz lepiej ode mnie. No i resztę znasz. - machnął lekceważąco. - Co dalej - podjął jakby innym tonem. - Niewiem. Nie mam planów. Wyzdrowieć i szukać kolejnej roboty. Nie mamy ani bogatej rodziny ani pleców. Nie chcę iść po Iruyha bo dziewczyny nie są na to gotowe, a boje się że skończy się to tak jak z szarym, krew, demony, blizny i pusta sakiewka.*

<ELBERETH>
<Zachichotałam cicho. Pokręciłam głową odkładając kieliszek.>
-Cóż.. jeśli o taki punkt zwrotny chodziło to mój początek miał na tutejszej plaży, gdy poznałam Beltheriona. Gdy nasze drogi się przecięły wszystko uległo zmianie. Wszyscy moi pobratymcy z pewnością szepczą za moimi plecami “zdrajczyni rasy”, ale to w Zweedorfie wszystko zaczęło się gmatwać w sposób dla mnie niewyobrażalny. Nagle z zwykłego maga bitewnego stałam się wrogiem potężnych osób. <Odłożyłam widelec i spojrzałam Ci prosto w oczy.> Nie śmiem Cię nawet prosić byś wyprawiał się po Iruyha. Mamy na to inny sposób. Z Melisą otworzymy przejście, a Tellan wskoczy tam sama. Nie mam czasu żeby tam iść i nie ma szansy byśmy dotarli do celu podróży żywi. <Uśmiechnęłam się szeroko.> Mam zamiar zrobić wszystko by wesprzeć Tellan, bo potrzebujemy Iruyha, ale nie jestem aż tak szalona by wybierać się na Pustkowia Chaosu… hihihi… A tym bardziej nie proponowałabym takiej wyprawy Tobie i dziewczynom. Co to to nie. Raczej łamię głowę, jak zapewnić Wam bezpieczeństwo w chwili obecnej bez względu na waszą decyzję. Nie powiem.. łatwiej by mi było nad Wami czuwać, gdybyście byli obok, ale dołożę wszelkich starań by zapewnić Wam bezpieczeństwo nawet na drugim końcu Imperium. <Popiłam.> Raczej wolisz znać prawdę, więc też nie zamierzam owijać w bawełnę. Źle się stało, że nie rozdzieliliśmy się przed obozem i wjechaliście tam ze mną. Nie tak miało być. <Pokręciłam głową.> Rawderick pewnie wszystko wyśpiewał, więc przestaliście być zwyczajnymi najemnikami szukającymi roboty. Ech… Jeśli powinie mi się noga, wówczas Wietrznica zgotuje mi powolną agonię. I na to jestem przygotowana, ale nie chodzi już tylko o mnie. Może najlepszym rozwiązaniem dla Waszej trójki będzie opuszczenie Imperium? Ciężko zarobić, gdy ciągle Cię ścigają.*

<KURT>
Nie wiem czy warte jest takie ryzyko dla jednego siepacza. Fakt w walce lepiej sobie radzi nawet niż ja. Tellan się nie dziwię w końcu je mąż. No i w temacie Tellan za dziękuję jej nie pomogę, bo za poprzednią robotę jest mi krewna a gadaniem że mogę po kasę iść do hrabini to tylko mnie nerwa szarpie. - Wziął oddech aby zmienić temat. - Wiesz nawet bez ceny za własną głowę ciężko zarobić. A na wyjazd z imperium też trzeba kasy której nie bardzo mamy. Czyli wychodzi że w każda stronę dupa. Na takie sytuacje jest jedna rada. Robić swoje i po kolei. Najpierw się wykurować a potem się zobaczy.*

<ELBERETH>
<Zmarszczyłam czoło zaciskając przy tym usta. Widać chciałam coś powiedzieć, ale powstrzymałam się. Zjadłam kilka kęsów w milczeniu.>
-Wiesz… - <Odezwałam się.> Złożyłam obietnicę i mimo niesnasek mam zamiar jej dotrzymać. Wierz mi lub nie, ale wcale się nie palę do tego zadania, ale nie mogę odwrócić się plecami. <Zerknęłam na Ciebie.> Nie bawi mnie też zbawianie świata i ciągłe szarpanie się ze wszystkimi dookoła. Nikt mi za to nie płaci, a i o dobre słowo ciężko. Robię swoje, ale muszę przemyśleć parę spraw. Ekhm… Jak mówiłam Ci wcześniej. Jak chcecie możecie podróżować ze mną, ale nie mogę obiecać zarobku.*

<KURT>
To masz podobnie jak ja. Chciałem pomóc krasnoludom i Iruyha i wplątałem się w zadymę w Zweelendorfie i zamiast podziękowania loch, hehe - roześmiał się. - .No ale obietnica to co innego. My najemnicy mamy tylko swoje słowo więc rozumiem. Co do pomocy ja na chwilę obecną też nic nie mogę bo tak jak teraz siedzę sam potrzebował bym pomocy gdyby doszło do zadymy.*

<ELBERETH>
-Na chwilę obecną Wy potrzebujecie wypoczynku, a ja przemyśleć sprawy. Jestem zmęczona tym wszystkim. Nie mam zamiaru podejmować na razie kroków w związku z Wietrznicą. A jeśli wpakuję się w zadymę to jedynie na własne życzenie. - <Uśmiechnęłam się.> - Loch powiadasz...hehe.. jestem częstym gościem tych przybytków. Do celi przywykłam tak sam, jak do ciągłych gróźb. Tylko raz Cię wsadzili? *

<KURT>
Nie liczyłem ale chyba raz. No ale mam ciekawsze wspomnienia - pomasowałem się po szyji. - Więc mówisz że elfy też nie przepadają za ludźmi?*

<ELBERETH>
<Odłożyłam sztućce i odsunęłam od siebie talerz z niedokończonym śniadaniem.>
-Tego nie powiedziałam… Powiem Wam prawdę i ufam, że nikomu nie przekażecie tego co usłyszycie. Inaczej czeka Nas śmierć. -<Westchnęłam sięgając po butelkę i dolewając sobie wina.> - Elfy zwykle takie nie bywają. Gdybyś zapytał mnie o to kilka miesięcy temu powiedziałabym, że masz przestać słuchać głupich plotek. -<Upiłam łyk.> - A same morskie elfy to istoty o dobrych sercach, w których króluje miłość do morza i żeglugi. Cenią życie w pokoju, harmonii…Sielankowa atmosfera tak różna od tego co jest poza murami Elfiego Miasta. -<Westchnęłam.> - Tyle, że czasy się zmieniły. W związku z nieobliczalnym okrucieństwem ze strony ludzi elfy podjęły decyzję o zawiązaniu przymierza z naszymi kuzynami. Nie znam jednak szczegółów.. polityka i władza nigdy mnie nie interesowały. W każdym razie by zapewnić sobie bezpieczeństwo i przetrwanie zmieniono podejście. -<Upiłam większy łyk.> - Zakładam, że Ci, którzy się z tym nie zgadzali zostali usunięci… -<Dodałam ciszej.> A przynajmniej nakazano im opuścić to miejsce. Taką przynajmniej mam nadzieję. Ekhm.. Elfie Miasto zostało zamknięte dla świata zewnętrznego. Ludzie, niziołki, krasnoludy nie są już mile widziani.. chyba, że jako nasi niewolnicy. <Odchrząknęłam wiercąc się niespokojnie na krześle.> Niespokojny czas wymagał niestandardowych działań. Nic Nam do tego...w szczególności mi. I tak narobiłam sobie kłopotów. <Dopiłam.> Aaachh...wiedza niby daje władzę, ale przede wszystkim jest śmiertelnie niebezpieczna. Jak to się stało, że wróciłeś do Imperium? Czemu nie skierowałeś się w głąb Bretonii Kurcie?*

<KURT>
Elfie podejście czy ludzkie głupota jak wszędzie. Tyle czasu żyło się obok siebie i nagle rzucamy się sobie do gardeł i po co? Mój były pracodawca -wspomniał starego kupca- mówił zamieszanie szkodzi interesom, chyba że ma ktoś w tym interes. Co do Bretonii… - westchnął - do Curone był kontrakt z Tellan. Miałem pomóc. Pomogłem ile mogłem ale to to znasz w jakim stanie dotarliśmy do dobrych siostrzyczek. Potem pomogłem Tellan odzyskać hełm co jej ktoś podpierdzielił. Ale zadałem lokalnymi bandziorami. Te głąby myślały że to Tellan pracuje dla mnie a nie na odwrót. Nie do robiłem ich. I skończyło się że mi odział wytłukli a mnie łep prawie odcięli, a może… -zaciął się - nieważne. Tylko dziewczyny mi wtedy pomogły. -wskazał bretonki- i obudziłem się dopiero w drodze tutaj. Miałem na to taki wpływ jak na pogodę bo tam straciłem wszystko poza Kąsaczem. W curone wywieźli mnie w portkach zdartych chyba z trupa. Zasadniczo nie stać mnie aby stąd się wyrwać.

<ELBERETH>

-Rzucamy się sobie do gardeł… - <Pokręciłam głową.> - Oto właśnie chodzi… Nie pojmuję kiedy do tego doszło. Kiedy przestaliśmy sobie ufać… Znaczy...Nie chodzi mi o samą wojnę, a Nas. <Zacisnęłam dłonie w pięści, ale mówiłam dość spokojnym tonem.> Ślepy gniew pcha nas ku przepaści, w którą niebawem wpadniemy. <Spojrzałam Ci w oczy.> Przykro mi, że spotkała Cię taka krzywda Kurcie. Chcesz jedynie prowadzić spokojne życie najemnika i cieszyć się każdym dniem. Zapewne, jak my wszyscy… ale zastanów się przez najbliższe dni jak chcesz to osiągnąć, bo w Imperium nie będzie to możliwe. Będziesz świadkiem bólu, jak i śmierci, a ja mogę mieć jedynie nadzieję, że nie doświadczysz jej osobiście. Stoimy u progu większej wojny. Uciekaj póki jeszcze masz taką możliwość lub spróbujmy to zatrzymać. <Poklepałam Cię delikatnie po ramieniu i sięgnęłam po butelkę by dolać sobie jeszcze wina.> Każde z nas ma swoje za uszami. Nie jest jak kiedyś. Każdego coś boli, każdy ma jakiś problem.. złamane słowo… Sama chętnie obdarłabym Klausa ze skóry.. <Popiłam.> Ale skacząc sobie do gardeł… <Pokręciłam głową.> … podajemy się tej starej wiedźmie na srebrnej tacy. Razem mamy szansę, ale osobno… zabije Nas jedno po drugim. <Uśmiechnęłam się.> I nie bądź naiwny, że Ciebie to ominie. Siedzimy w tym razem od początku, czy Ci się to podoba, czy też nie. Od chwili, gdy zgodziliśmy się wykonać zlecenie od Hrabiny. Tyle, że teraz nikt Nam nie zapłaci. Zaklinaj i przeklinaj ile dusza zapragnie, ale zrozum jedno Kurcie. Na szali jest nasze życie. Twoje i dziewczyn. Sam zdecyduj, czy będzie kosztować tyle co zapłata za robotę i urażona duma. <Odchrząknęłam.> To samo powiem Tellan, Rhunarowi i Klausowi. Ja zamierzam zrobić wszystko by ją powstrzymać. Z Wami lub bez Was. Nie dam się zastraszyć prukwie… oj nie… <Popiłam.>*

<KURT>
Ty mnie pod włos nie bierz. - Kurt zmrużył oczy - Nie odwróciłem się od was gdy was zmutowało pod Zweelendorfem. Nie miałem pretensji do nikogo gdy dopadł nas orki i straciłem ludzi. Taka robota. Jak dla mnie problem zawsze zaczyna się gdy przestaje działać profesjonalnie. Nie znaczy to że nie chcę pomóc tobie. - Powiedział z naciskiem na “tobie”. - Co do Tellan, raz obiecała pomóc, wiem jak się skończyło i co mam z nią teraz zrobić, he? Wiem że wojna jest jak biegnące stado. Startuje każdego kto nie biegnie razem z nim a kto się potknie zostanie stratowany. Jak widzisz mogę z nią współpracować, ale nie wymagaj abym ją lubił albo jej ufał czy coś. Miała swoją szansę i spieprzyła. Wiem o co jes gra i wierz mi że przegrałem tej rozgrywce już dość aby lekceważyć sobie zagrożenie. Nie wiem jak pokonać wiedźmę ani Lucasa bo ja to od rąbanki jestem i jedyne co mogę to rąbać lub brać nogi za pas. Na ucieczkę jak już mówiłem nie mam kasy. - Zrobiło się poważnie w końcu postanowił zmienić temat. - A o co chodzi tobie z Klausem?*

<ELBERETH>

<Zmrużyłam oczy i walnęłam otwartą dłonią w blat.>
-A czy ja Ci mówię, że masz kogokolwiek lubić? Sympatie i antypatie zostawmy sobie na koniec wojny… Ja wiem jak pokonać wiedźmę!
<Podniosłam nieznacznie głos wyraźnie zirytowana, po czym wzięłam głęboki oddech.>
-Próbuję Ci to wytłumaczyć na różne sposoby. Nie chcę nikomu niczego wyliczać, umniejszać, czy o cokolwiek oskarżać. <Powiedziałam łagodniejszym, acz mocnym tonem.> Jesteśmy towarzyszami broni. Walczyliśmy, cierpieliśmy i traciliśmy. Prosta robota skończyła się dla Nas niekończącym się bólem. Razem w to gówno weszliśmy i tylko razem możemy z niego wyjść. Nikt Nam jednak za to nie zapłaci. <Pokręciłam głową.>
Za to możemy sami sobie coś uszczknąć w trakcie. Kolejny na mojej liście należy do najbogatszych i najpotężniejszych ludzi na kontynencie. Jak chcemy pokonać starą to musimy jej odciąć źródełko. Skoro jesteś od rąbanki to w ramach wyrównania rachunków zarąbmy kolejnego.
<Zamilkłam na moment i odwróciłam wzrok.>
-To nie Lucas jest problemem… On jest tylko marionetką. Fasadą tej całej bezsensownej wojny. Śmierć wiedźmy zakończy wszystko, ale najpierw musimy ją osłabić na ile się da.
<Spojrzałam Ci w oczy.>
-Klaus… - <Zgrzytnęłam zębami.>-.. Dał się namówić Beltherionowi by go wyprowadził z karczmy, choć był ciężko ranny… Właściwie ledwo trzymał się życia. Normalnie bym za nim wyszła, ale wychodził z kimś komu ufałam. Ufałam na tyle by sądzić, że wyprowadził go tylko po to by zaczerpnął powietrza. <Zacisnęłam dłonie w pięści.> I wrócił sam… dlatego poszłam go zapytać. <Wzięłam głęboki oddech.> Niby nie powiedział niczego co by mnie zaalarmowało, ale coś mi nie pasowało. Dlatego najpierw wypadłam przed karczmę… <Zacisnęłam szczękę.> I wiesz co zobaczyłam? Krew… dużo krwi i ani śladu Beltheriona. A Klaus jeszcze chwilę wcześniej zapewniał mnie, że wszystko jest w porządku… <Westchnęłam ciężko.> … dlatego straciłam panowanie nad sobą i resztę widzieliście na własne oczy. Sama nie wiem czyje kłamstwo zabolało bardziej. Bel’a, czy Klausa? Heh… Beltheriona bardziej.. zdecydowanie, ale Klaus… ufałam mu i uważałam za przyjaciela. <Zamilkłam na chwilę.> Jedynie obecność Siwrisa powstrzymała mnie przed zabiciem go w tamtej chwili… właściwie to przed zrównaniem tamtego miejsca z ziemią. <Dodałam.> O to mi chodzi z Klausem, a jednak… policzę się z nim po wszystkim. Teraz jest potrzebny tak samo, jak Tellan.*

<KURT>
- To ja mam tak samo z Tellan. - Podsumował całą rozmowę jednym zdaniem. - To jak mamy coś załatwić czas się zbierać. Jak mamy wspólnie oskubać jakiegoś krezusa to czas poratować zdrowie.Postaramy się wrócić przed zmrokiem pod bramę dzielnicy.*

<ELBERETH>

-Powiedziałabym, że raczej wypłacić sobie należne zadośćuczynienie. <Uśmiechnęłam się łagodnie wstając od stołu.> Będę czekać o zachodzie słońca przy bramie. W razie gdyby mnie nie było nie próbujcie się tu dostać na siłę, a znajdźcie bezpieczne miejsce na nocleg. O Etelkę nie musicie się martwić. Przede wszystkim uważajcie na siebie. <Położyłam Ci dłoń na ramieniu.> Gdy przekroczymy próg tego domu musicie iść krok za mną. Nie odzywajcie się i nie rozglądajcie, a tym bardziej nie podnoście wzroku na elfy. Ech… A gdyby… gdyby jakimś cudem pojawiły się komplikacje… biorę je na siebie. Może i za mną nie przepadają, ale na chwilę obecną muszą mnie tolerować.
<Poklepałam Cię delikatnie po ramieniu. Spojrzałam Etelkę oraz Różyczkę.> Niedługo powinnam wrócić. Nie wychodźcie z domu, nie podchodźcie do okien, a tym bardziej nie otwierajcie nikomu drzwi. <Podeszłam do dziewcząt.> Istnieje szansa, że po drodze ktoś mnie wezwie przed oblicze namiestnika lub jego przedstawiciela by wyjaśnić Waszą obecność. Takie spotkania trochę trwają, ale wrócę. <Pochyliłam się i pocałowałam Różyczkę w czoło.> Chodźmy. *
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 22, 23, 24, 25  Następny
Strona 23 z 25

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.