Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Cze 06, 2020 15:12    Temat postu: Akt VI Nowy Ład Odpowiedz z cytatem

<Rhunar>

<Wypłynęliście nie zauważeni. Zresztą kto by się spodziewał szukać was pod wodą. Wcześniej umówiłeś się z Arkatem ,że spotkacie się dwa dni drogi od Marienburga, w zatoce dokładnie w połowie dystansu do Fortu Solace. Odkąd Arkat uciszył Jordiego nie rozmawialiście zbyt wiele, po pierwsze aby oszczędzać powietrze, a po drugie odniosłeś wrażenie, że to jakaś niepisana reguła aby w łodzi podwodnej robić jak najmniej hałasu. Kobiety przypatrywały wam się cały czas poza momentami kiedy spały. Axerund prowadził okręt a Jordi doglądał mechanizmów i od czasu do czasu zachodził do maszynowni gdzie znikał na dłuższe momenty. Ty mogłeś korzystać z tylnych foteli do woli. Dwa dni minęły bardzo szybko i wylądowaliście w umówionym miejscu. Dwa okręty kupieckie Arkata już tam na was czekały. Krasnoludy zdążyły wyładować wszystko na wozy i zejść na ląd, czekali tylko na was. Zbrojmistrz wysadził was na brzeg po czym przeładowano kowadło pod przykryciem najpierw z łodzi podwodnej na okręt kupiecki, następnie na łódź wiosłową i dopiero na wóz stojący na lądzie. Razem z Melisą, Jordim i Ismenę zajęliście wóz z kowadłem a zbrojmistrz obiecał do was dołączyć po tym jak ukryje łódź podwodną. Z zatoki wszystkie wozy krasnoludzkie ruszyły na wschód niczym wielka karawana. Arkat prowadził pochód jadąc na pierwszym wozie. Wszystko poszło gładko jak dotąd chociaż kiedy spoglądałeś na krasnoludy nie wyglądały na zadowolone. Po całym dniu podróżowania bezdrożami dotarliście na skraj Upadłych Wzgórz. Przed wami rozciągała się pokryta mgłą równina. Zatrzymaliście się aby odpocząć, rozprostować nogi i zjeść posiłek.>

-To już niedaleko <rzekł Arkat do wszystkich.> -Za kilka klepsydr tam dotrzemy więc nie rozbijajcie obozu.

<Postój nie trwał dłużej niż kwadrans. Po tym czasie wozy ruszyły dalej znikając we mgle. Poruszaliście się wolno po wyjałowionej ziemi, pełnej pozostałości po jakichś odległych w czasie bitwach. W którymś momencie zza mgły wyłoniła się masywna i rozległa budowla. Jej główna, najwyższa wieża niczym ludzkie ramie z rozwartą dłonią sięgała palcami w niebo jakby chciała pochwycić
słońce. >


<Ecoliono, Kurt, Tellan>

<Od waszego pierwszego popasu za miastem minęły już ponad dwa dni. Dawno już opuściliście szlak do Middenheim i droga zamieniła się w twarde kamieniste bezdroża. Na szczęście nie natrafiliście na żadne patrole ani wrogie wojska. Tak naprawdę nie spotkaliście nikogo po drodze. Na każdym postoju Tellan razem z Iruyhem trenowali szermierkę a Kurt przyglądał im się z zazdrością kiedy Ewa zmieniała mu opatrunki i wcierała w jego rany kolejne porcje maści. Ecoliono pilnował swojej radosnej gromadki odprawiając nabożeństwa do Pana Snów. Pustkowia pozbawione drzew i roślin nie napawały jednak optymizmem. Poczuliście się jeszcze bardziej zdołowani gdy ziemia stała się pylista niczym popiół i pełna zardzewiałych pozostałości po dawnych bitwach.Podróżując dalej nie wiecie w którym momencie otoczyła was mgła ale Morryci zdawali się doskonale wiedzieć dokąd się kierują. świeże kości i pozostałości po obozie który był tutaj rozbity nie więcej niż kilka tygodni temu zaciekawiły was choć nie zatrzymywaliście się aby to zbadać. W którymś momencie zza mgły wyłoniła się masywna i rozległa budowla. Jej główna, najwyższa wieża niczym ludzkie ramie z rozwartą dłonią sięgała palcami w niebo jakby chciała pochwycić słońce. >


<Klaus>

<Zostawiłeś konwój morrytów i udałeś się pieszo na własną rękę w kierunku gdzie prawdopodobnie zatrzymała się nadchodząca armia. Przez kilka godzin przedzierałeś się przez okoliczne bagna należące do otoczenia miasta aż dotarłeś do obozu wroga. Kilka statków zakotwiczonych na rzece otoczonych było namiotami. Obozowisko rozbito na obu brzegach. Dostrzegłeś straże patrolujące okolice i pilnujące namiotów. Zarówno na statkach jak i przed namiotami powiewały sztandary z białymi i czerwonymi liliami.>

<Elbereth>

<Nocna wizyta u namiestnika zaczęła się od poważnej wymiany zdań. Zdecydowałaś się jednak na dyplomację zamiast użycia siły czy też magii. Po długich, twardych i męczących negocjacjach udało ci się uzyskać przychylność namiestnika do tego stopnia, że mogliście rozmawiać swobodnie na temat twojej misji. Mimo iż musiałaś się nieźle napocić podsuwając liczne płynne argumenty aby to osiągnąć, to jednak byłaś zadowolona. >

-Zapewne masz rację Elbereth i Marienburg upadnie razem z Elfim Miastem. Jednak mam swoje rozkazy... Nie oddam ci władzy tylko dlatego, że mnie ostrzegasz i o to prosisz..



_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Nie Cze 07, 2020 00:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt zdrowiał. Czół to w kościach. Maść kapłanki cudów może nie czyniła ale pomagała. Łagodziła ból rozmiękczała strupy. Tyle że ciało musiało całą robotę wykonać samo a to tak czy inaczej musiało trwać. Plusem całej sytuacji było to że mieli wikt i opierunek oraz byli w miarę bezpieczni. >

<Puki co nie było co narzekać. Wiedział że prędzej czy później będzie musiał podjąć decyzję co dalej. Wiedział też że w towarzystwie w jakim się znalazł tą decyzją może do niego nie należeć. Puki co... cieszył się spokojem i swędzeniem ciała, które znaczyło że się goiło. >

- O widzicie dziewczyny? Aż się człowiek rwie jak coś takiego widzi – wskazał trenujących Iruycha i Tellan –A my co? Wiem, wiem ja nie bardzo ale wy piękne, młode, zdrowe. Trochę ruchu dobrze wam zrobi a naszej sytuacji na pewno nieco umiejętności nie zawadzi. – Kurt uśmiechnął się w duchu na zdołała miny bretonek ale zachował kamienną minę – Jak się przyłożycie to załatwię wam coś ciekawszego do roboty. – Zrobił tajemniczą minę pozwalając dziewczynom domyślać się o ma na myśli.

<W sumie nie miał pewności czy uda mu się coś załatwić ale... Jeżeli wszystkie plotki okażą się prawdziwe to w imperium i tak ciężkie życie będzie jeszcze gorsze. A wtedy kawał żelastwa w garści będzie najlepszym co będzie mógł im zdać od siebie.
Tak jak przy powrocie do zdrowia, tak dla kogoś niezwykłego do ćwiczeń zaczynać należy powoli. Więc jak zwykle zacząć od powołanych ruchów z mieczem i kazał je powtarzać dziewczynom. Potem delikatny sparing między dziewczynami i ćwiczenia z nożem dla Etelki i z łamaczem dla Aniki.

Po ćwiczeniach udał się do kapłanki Alice>

- Miałbym prośbę w sprawie dziewczyn psze siostry. Nie jest dobrze żeby uczyły się tylko broni. Elbereth uczyła je śpiewu a nie wiem kiedy wróci i czy będzie mogła dalej mi z nimi pomagać. Czy mogę je przysłać do was na nimi, no tak przy okazji waszych śpiewów. – Dodał pośpiesznie.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Nie Cze 07, 2020 17:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Starałem się by droga do twierdzy nie była zbyt nurząca, ani zbyt ponura. Większość czasu spędziłem na dyskusjach z krasnoludzkim kapłanem Manaleliem i dwoma niziołkami Neloziemem i Wanecam. Do tego zajmowłem się nauczaniem chłopca, a w wolnej chwili wieczorami poprosiłem o lekturę zabranych ksiąg elfia wieszczkę Fudymę. Oczywiście nie zapomniałem o modlitwie, ani o nabożeństwach ku czci Morra.
Przy okazji postarałem się porozmawiać z Tellan, wiedząc iż dość dobrze włada mieczem.

- Pani jeśli nie będzie to przeszkodą, to czy nie zechciałabyś Pani poduczyć chłopca w walce mieczem? Ja nie jestem wojownikiem, a jemu taka nauka może się przydać - sądzę że kij na razie powinien mu starczyć.

***

Gdy dotarliśmy na miejsce, zapytałem się krasnoludzkiego kapłana.

-To już, jesteśmy u bram twierdzy?
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Cze 08, 2020 17:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Bezproblemowe i szybkie opuszczenie miasta poprawiło mi trochę nastrój, jak i zmniejszyło napięcie związane z obecną sytuacją. Choć zaginięcie El nadal dręczyło moje myśli. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, czyli na pierwszym popasie, zrobiłem to co zamierzałem i opuściłem morrycką kolumnę. Pożegnawszy się z Kurtem i Ecoliono ruszyłem wgłąb lasu, w kierunku gdzie miał znajdować się obóz wojsk Lucasa. Po drodze starałem się znaleźć miejsce, gdzie mógłbym przy wykorzystaniu swego odbicia w lustrze wody dokładnie wysmarować sobie mazidłem moje krótkie włosy tak, by przybrały naturalnie czarny kolor. Tak przygotowany ostrożnie przedzierałem się przez bagnisty teren, szczególnie że nadal miałem w pamięci grupę mutantów, która skumała się nie tak dawno z Tellan. "Oni gdzieś na tych bagnach żyli. Niby tylko paru ich przeżyło atak na rezydencję, ale to wcale nie znaczy, że wszystkie bytujące tutaj mutanty w tym ataku brały udział. A poza tym Ci najgroźniejsi przeżyli i całkiem możliwe, że tu wrócili." Gdy w zasięgu wzroku miałem już obóz wojskowy w mej głowie był już jakiś plan działań, który należało rozpocząć od wstępnej obserwacji terenu.>

<Nad wyraz ostrożnie i cicho poruszam się wzdłuż granic obozowiska, w takiej odległości od niego, by nie narazić się na zauważenie czy usłyszenie przez obecne w pobliżu straże, czy inne kręcące się w okolicy osoby. Wyszukuję wzrokiem jakiegoś w miarę łatwego do wdrapania się drzewa z grubymi konarami, z których mógłbym dokładniej rzucić okiem na to co dzieje się wewnątrz, czy nawet usłyszeć co mówią straże patrolujące jego granice. A jednocześnie mógłbym się tam na dłużej ukryć. Staram się też zebrać jakieś gałęzie z liśćmi z ziemi, czy też uciąć z krzaków, tak by po usytuowaniu się na takowej gałęzi móc się ukryć przed wzrokiem innych. Nie przestaję jednak uważać też na to, by nie wleźć w jakąś zastawioną pułapkę. "Taaa... Tam przy kamieniołomie w Norldandzie nastawiali ich trochę. Więc może tutaj też im się zdarzyło.".>

<Po zajęciu stanowisko staram się dokładnie z góry przyjrzeć obozowi. Ocenić ograniczenia w wejściu na jego teren - ewentualne palisady, rowy, wały ziemne, przejścia między nimi, bramy. Wypatruję tras i liczebności strażników strzegących wejścia ne jego teren, jak i tych poruszających się w środku. Zawracam przy okazji uwagę na to, czy nie towarzyszą im psy, czy też inne zwierzęta. Przyglądam się też samemu obozowi, starając się określić rozmieszczenie namiotów, w tym przede wszystkim takich, które nie wyglądają jak zwykłe namioty dla wojska. Szukam wzrokiem tych większych, które mogą stanowić magazyny broni, czy prowiantu. Jak również takowych, które prezentują się lepiej, więc mogą stanowić siedzibę oficerów, czy też dowódców, a może i samego Lucasa. Staram się też przyjrzeć tym, które może nie rzucają się jakoś szczególnie w oczy, ale wygląda na to, że ich otoczenie jest wyjątkowo pilnowane - być może skrywają wewnątrz coś lub kogoś istotnego. Wyszukuję wzrokiem też specyficznych miejsc, jak obozowe stajnie, warsztaty, szpitale, mesy, czy miejsca składowania machin bojowych. Przyglądam się też wyglądowi przechodzących strażników, jak i innych żołnierzy, starając się określić ich standardowe wyposażenie i prezencję. Jeśli uda mi się dojrzeć znajome twarze, jak na przykład Lucas, Rawderick, bykogłowy, czy Wietrznica, to staram się zapamiętać skąd i dokąd zmierzali, by określić gdzie mogą stacjonować na stałe, ale też gdzie znajdują się w danym miejscu. Wypatruję też dziwnych zjawisk, które można tłumaczyć tylko obecnością magii, jak jednostki ubrane w dziwne stroje i wyposażone w dziwny ekwipunek mogące być czarodziejami. Jak też istoty nie wyglądające lub też nie zachowujące się jak ludzie, czy inne rasy rozumne. Przy okazji wypatruję SPECJALNYCH ZNAKÓW, które może gdzieś się tam znajdują (?). Staram się też nasłuchiwać, by z wypowiadanych, czy wykrzykiwanych, słów móc dowiedzieć się czegoś istotnego. Szczególnie staram się nasłuchiwać tego co mówią do siebie strażnicy, starając się usłyszeć czy podają sobie jakieś hasła i odzewy, które pozwoliły by mi swobodnie minąć pilnujących żołnierzy. Obserwuję też tych poruszających się najbliżej mnie, by określić, czy nie chodzą od czasu do czasu pojedynczo gdzieś dalej od swoich stanowisk, gdzie mógłbym któregoś po cichu wyeliminować. "Może chodzą gdzieś za potrzebą w las, czy na bagnisko. Mógłbym się tam ukryć i któregoś załatwić. Potem tylko przebrać się w jego ubranie, wyposażyć w jego sprzęt i jakbym znał hasła, jak i więcej szczegółów na temat oddziałów, ich pochodzenia itd. to może mógłbym udawać takiego żołdaka i móc w miarę bezpiecznie dostać się do środka. Szczególnie pod osłoną nocy. A i po samym terenie obozowiska można by dość swobodnie się poruszać potem nawet w dzień." Jeśli nie jestem w stanie usłyszeć niczego z wysokości, a obserwacja terenu niczego nie jest mi w stanie już odkryć, to schodzę ostrożnie i cicho na dół, i poruszając się jak najciszej, jak najostrożniej i w jak największym ukryciu, staram się podejść na tyle, by móc podsłuchać straże.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Wto Cze 09, 2020 22:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nocna rozmowa z Namiestnikiem zaczęła się ciężko, wręcz balansowała na ostrzu noża, ale gdy już odłożyliśmy na bok formalności i protokoły wiążące nas ze stanowiskami znaleźliśmy wspólny grunt. Sytuacja zdawała się patowa. Każde z Nas miało swoje rozkazy, a niedotrzymanie ich było wyrokiem śmierci, więc znalezienie dobrego rozwiązania, w którym oboje przeżywaliśmy zajęło klepsydry. W końcu udało się obmyślić plan mający spore szanse powodzenia. Pozostało jedynie odegrać swoje role następnego dnia przed wszystkimi. Oboje byliśmy zadowoleni z pomysłu, który pozwoliłby nam załatwić sprawy gładko oraz zgodnie z prawami. Podekscytowana wróciłam do domu by odpocząć i przygotować się przed porankiem.
Wszystko szło tak dobrze, jak nigdy. Wymknęłam się cicho by nie zbudzić Beltheriona i dziewczynki, którzy na pewno próbowaliby mnie zatrzymać. Publika na placu dopisała. Każdy miał ochotę zobaczyć, jak Namiestnik zabija mnie za sam fakt wyzwania go na pojedynek. Jedynie pojawienie się elfki nieco skomplikowało sytuację. Raffanir był zaniepokojony, ale nie było innej możliwości. Zwycięzca decyduje. Byłam przekonana, że to wystarczy i żadna sekundantka oraz niuanse nie mogły tego zmienić. Siła. To zawsze przemawia do mrocznych.>

… dlaczego?… <Zadawałam sobie nieustannie to pytanie, gdy było już po wszystkim. Siedziałam w fotelu chowając głowę w dłoniach, drżąc z emocji.
...Sama go przekonałam… zapewniłam… zaufał mi… gdyby się nie hamował… nie miałam z nim szans w walce na miecze… miało pójść tak gładko… po co go użyłaś po raz drugi…>

-Coś Ty zrobiła El..<Powiedziałam cicho sama do siebie.> Dlaczego.. dlaczego… Powiedziałaś, że dotrzymasz ustaleń…

<Obraz jego bólu, szoku, gdy zraniłam go pierwszą runą stanął mi przed oczami. Pokręciłam głową. … dlaczego… był już ciężko ranny… ledwo podniósł się z ziemii.. Po co aktywowałam drugą runę… > Nie nasza wina.. Nie żyje i nic z tym już nie zrobimy.

<... czy zrozumiałeś przede mną, gdy wycelowałam karwasz, czy wciąż wierzyłeś w moje zapewnienie, że do tego nie dopuszczę… Raffanirze... tak bardzo żałuję... Zacisnęłam powieki powstrzymując łzy wściekłości.> Jedno życie to niewiele skoro ocalisz resztę. Weź się w garść. Mamy wojsko pod murami.. mamy obowiązki. Nie mamy czasu na takie drobiazgi… <Spojrzałam przed siebie.> Należy podjąć przygotowania.

<Wstałam rozglądając się za Beltherionem. Blada wciąż miałam przed oczami martwe ciało Raffanira oraz krew rozlewającą się na bruk z wielu ran. >

-Przejęłam władzę. Muszę wiele przygotować przed poddaniem Miasta, ale najpierw doprowadzić się do porządku. Chodź. Mamy niewiele czasu, a dużo spraw do załatwienia przed wyjazdem.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Cze 16, 2020 22:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>

<Udało ci się zmotywować dziewczyny do ćwiczeń. Wedle twoich wskazówek najpierw była rozgrzewka a potem pojedynek, w którym Anika z Etelką całkiem dobrze się bawiły. Oczywiście Anika była lepsza w szermierce ale nie było tu zwycięzców i przegranych. Na koniec dziewczyny ćwiczyły osobno z bronią specjalną. Kiedy zapytałeś kapłankę o naukę śpiewu zgodziła się z radością.>

<Ecoliono>

<Podróż mijała wam całkiem miło. Twoi klasztorni towarzysze chętnie rozprawiali o religii a elfia wieszczka co dzień czytała ci trochę z księgi o ziołach którą zabrałeś ze sobą. Na popasie podszedłeś do trenujących i poprosiłeś Tellan o trening dla chłopca jednak kobieta milczała. Za to mężczyzna który jej towarzyszył, ten którego sprowadziliście na powrót z przeklętego miejsca rzekł.> - Ja mogę trenować dziecko jeśli chcesz. Na początek z drewnianym mieczem i zaczniemy kiedy już zakwaterują nas w twierdzy Morrytów.

<Ecoliono, Kurt, Tellan, Rhunar>

<Ruszyliście wreszcie ku bramie twierdzy. Im bliżej byliście muru tym bardziej uświadamialiście sobie, że twierdza tak naprawdę jest warownym miastem o czym świadczyły jej rozmiary. Mury zdawały się wspinać na wysokość dwudziestu metrów co kilkadziesiąt kroków opatrzone wieżami strzelniczymi i barbakanem. Cała twierdza wyglądała na otoczoną fosą a podejście pod mury na strzał z łuku zmieniało się momentalnie w grzęzawisko. Tylko droga była utwardzona i bezpieczna do poruszania się. Gdy zbliżyliście się pod bramę opuszczono dla was most zwodzony i podniesiono kratę. Wreszcie znaleźliście się w murach twierdzy a waszym oczom ukazały się murowane domy, poletka uprawne, warsztaty, zagrody dla zwierząt razem z trzodą. Ta część twierdzy była podzielona murem na trzy części, miasto z południową bramą, miasto z zachodnią bramą oraz miasto środkowe. Zabudowa była bardzo rzadka i poza tym co zasłaniał mur można było ogarnąć okiem prawie wszystko. Dalej na wzgórzu wznosił się górny zamek. Z łatwością można było dostrzec ponad murami świątynie Morra oraz fortyfikacje. Mur górnego zamku był dwa razy wyższy niż ten dolnego. Jeszcze wyżej, w centrum miasta twierdzy wznosiła się czarna wieża , którą rzeczywiście uformowano na kształt ramienia z palcami sięgającymi chmur. Wy jednak zatrzymaliście się za pierwszym murem w dolnym zamku.>


<Ecoliono, Kurt, Tellan.>

<Wjechaliście przez południową bramę twierdzy i zatrzymaliście się przy budynku przypominającym koszary. Wewnątrz jedna, wielka izba sypialna, a na zewnątrz utwardzony plac do ćwiczeń.>

-Zaczekajcie tutaj moi drodzy aż po was nie poślę. <Rzekł Czarny Kruk. Kapłanka Alice zostanie z wami... na wszelki wypadek. Templariusze, nowicjusze oraz Iruyh jadą ze mną. Tellan, ty także tutaj poczekaj. Mimo iż jesteś rycerzem w służbie Morra to twoja pierwsza wizyta w tym miejscu. W razie pytań kapłanka Alice wam pomoże. Do zobaczenia później.
<Mistrz Morrytów wraz z wybranymi przez siebie ludźmi ruszył dalej drogą powoli pnącą się ku górze do następnej bramy. Wkrótce zniknęli wam z
oczu za murami.>


<Rhunar>

<Z murów zszedł do was jeden z rycerzy Morra aby was przywitać i porozmawiać.>

-Witajcie szlachetna raso krasnoludzka i ty elfko. Z rozkazu Czarnego Kruka możecie korzystać z tej części miasta. Wszystkie znajdujące się w niej zabudowania są do waszej dyspozycji. Aby wejść do innych części twierdzy musicie odczekać na pozwolenie Mistrza Zakonnego. Zwierzętami oraz uprawą zajmują się nowicjusze więc proszę im w tym nie przeszkadzać. Rozgośćcie się. Jeśli macie jakieś pytanie będę tu z wami jeszcze przez chwilę a później wracam na mury. Nazywam się brat Volke ale możecie mi też mówić rycerzu Volke.


<Klaus>

<Jest widno, słońce jeszcze nie wstało ale niebo jest już jasne. Bagienna okolica nie sprzyjała ani wzrostowi drzew ani swobodnemu poruszaniu się. Musiałeś być bardzo ostrożny aby nie utonąć lub po prostu nie narobić dużego hałasu. Jak okiem sięgnąć tylko niewielkie i liche drzewa górowały nad krzakami i wysokimi trawami. Obchodząc obóz, z przynajmniej tę jego połowę znajdującą się po twojej stronie rzeki nie natrafiłeś na żadne pułapki. Krajobraz sam w sobie jest pułapką. Jeden fałszywy krok i nikt nawet się nie dowie, że tu byłeś. Obóz nie ma żadnych sztucznych granic. Namioty rozbito przy samej drodze lub nad brzegiem rzeki czyli wszędzie tam gdzie ziemia jest na tyle twarda aby ktoś przypadkiem nie utonął w bagnach. Nie ma palisady. Teoretycznie na teren obozu można wejść z każdej strony ale praktycznie tylko z drogi lub z rzeki. W innym wypadku trzeba pływać lub latać. Większość namiotów jest identyczna, zwykłe białe płótno naciągnięte na stelaż. Są tylko dwa namioty z błękitnego materiału we wzory białych i czerwonych lilii. Wygląda na to, że większość żołnierzy jest na zewnątrz. Wojacy w błękitnych płaszczach odpoczywają ale są gotowi wyruszyć w każdej chwili. Zdałeś sobie szybko sprawę, że to raczej kompanie reprezentacyjne. Nie mają ze sobą ani zapasów ani machin. To wojsko ma się szybko poruszać i ładnie wyglądać. Na pewno nie są też nowicjuszami. Siedzą na swoich miejscach i nikt nigdzie nie chodzi poza wyznaczonymi patrolami ale i ci chodzą po trzy do pięciu osób i nie oddalają się od namiotów. Po twojej stronie rzeki znajduje się tylko piechota. To wszystko tylko potwierdza wasze wcześniejsze przypuszczenia, że chcą zająć miasto bez walki, a przynajmniej bez walki na murach czy pod nimi. W pewnym momencie z jednego z błękitnych namiotów wyszedł starszy mężczyzna z łysiejącą głową i przerzedzonymi rudymi włosami. Miał na sobie biały płaszcz. Przyprowadzono mu konia, którego dosiadł i wydał rozkaz wymarszu. Żołnierze zebrali się pospiesznie tworząc szyki i zbierając się na drodze. Na drugim brzegu kawaleria wąską kolumną ruszyła jednocześnie z piechotą z tej strony. Nikt nie zwijał namiotów zostawiając je tak jak stały. Uświadomiłeś sobie jedną rzecz. Namioty nie zostały rozstawione aby odpoczywać lecz aby zwrócić uwagę ewentualnych obserwatorów czy też szpiegów. Po kilku chwilach obóz był już pusty i zostały tylko okręty na rzece. w sumie trzy.>


<Elbereth>

<Zdążyłaś się lekko oporządzić i wyruszyłaś rozmawiać z sekundantką pojedynku. Rozmowa nie była długa a odpowiedzi na pytania zaskoczyły cię. Wróciłaś do domu gdzie rozprawiałaś chwilę z ukochanym...>
<Beltherion podniósł cię w ramionach. Spoglądając ci w oczy.> -Tak razem to zrobimy. Razem wyrwiemy jej serce skarbie… a miasto właśnie upadło… spójrz..
<Elf niosąc cię na ramionach podszedł do okna z którego mogłaś zobaczyć uliczki rodzimej dzielnicy. Ku twemu zdumieniu pełno było tam żołnierzy w niebieskich płaszczach. Piechurzy, strzelcy , konnica. Na twoich oczach zajmowali Elfie Miasto. Nie było żadnej walki ponieważ nie było z kim walczyć. Wyglądało na to, że po twoich słowach przed domem elfiej rady mroczne elfy natychmiast zabrały się do opuszczenia tego miejsca. Sztandary i chorągwie mówiły jasno, że są to wojska księcia Lucasa. Czy może być gorzej?>

-Muszę się szybko zastanowić jak mamy we trójkę zniknąć z tego miejsca...
<Beltherion postawił cię na podłodze. >- Trzeba ją w coś ubrać. Mam nadzieję, że masz coś poza kocem lub tylko płaszczem.
<Ruszyliście po schodach na górę.> - Co innego kiedy sam się przemykam. We troje to jak tłum, za dnia wszędzie nas zauważą. Umiecie skakać po dachach albo bardzo dobrze pływacie?
<Beltherion szepnął ci na ucho.> - Dziewczynka tylko nas spowalnia i jest ciężarem. Bez niej może nam się uda ale z nią nie widzę tego. Nie mam pomysłu jak wydostać was obie, nie uniosę was na plecach…
<Kiedy weszliście do sypialni Jillia chowała się pod kołdrą niczym dziecko przez potworami ze snów. Czasu było naprawdę zero. Ktoś otworzył na dole drzwi do waszego domu i usłyszałaś głosy.>

-Przeszukać dom, zatrzymać i wyprowadzić każdego. Raz raz, generał chce mieć wszystko pod kontrolą najpóźniej za pół klepsydry…

<Resztę pamiętasz jak przez mgłę. Wołanie o pomoc do twojej Pani i czarną pustkę, która cię pochłonęła razem z Belem i dziewczynką.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Czw Cze 18, 2020 17:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Podróż do twierdzy minęła dość szybko gdyż każdą wolną chwilę poświęcałam na rozmowę z Iruyhem oraz trening fechtunku. Nie stroniłam również od kontaktu z innymi podróżnymi i gdy tylko mieli chęć na rozmowę starałam się poznać ich na nowo. Ćwiczenia fechtunku z Iruyhem były wyczerpujące ale doskonale wpływały na moje ciało. Mimo błogosławionego stanu całkiem szybko i zręcznie poruszałam się w pojedynku.

Gdy Kapłan Ecoliono zapytał mnie o trening chłopca zamilkłam na moment zakłopotana prośbą.
Przez chwilę zastanawiałam się czy tak na prawdę jestem w stanie trenować młodzieńca, szczególnie teraz gdy sama muszę przypomnieć sobie wszystko czego nauczyłam się do tej pory.

- Chętnie pomogę kiedy tylko będą mogła...- powiedziałam w końcu spoglądając na kapłana- Ale z pewnością trening z Iruyhem będzie dla niego bardzo dobrym doświadczeniem- uśmiechnęłam się do Iruyha.

Gdy dotarliśmy pod do samą twierdzę odczułam ulgę, że droga mimo nadchodzącego niebezpieczeństwa minęła nam spokojnie.
Surowa w swym obrazie twierdza- miasto mimo wszystko wzbudzała zainteresowanie.

Gdy dotarliśmy do koszar i Czarny Kruk wraz z Iruyhem oraz innymi kapłanami ruszyli dalej postanowiłam wykorzystać ten czas by porozmawiać z towarzyszami.

- Czy możemy porozmawiać bracie Ecoliono ?- podeszłam do kapłana gdy ten odpoczął już trochę po podróży- Podróżowaliśmy razem zanim straciłam pamięć, prawda? Wszystko co teraz wiem o moim życiu pochodzi od Iruyha. Chciałabym z twoich ust usłyszeć jakie było moje życie. Co o mnie wiesz? Jaką osobą byłam...? Czy zechciałbyś poświęcić mi trochę czasu?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Sob Cze 20, 2020 20:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sklonilem się mężczyźnie i odpowiedziałem mu.

-Dziękuję Panie że chcesz uczyć chłopca, mam nadzieję że okaże się pojętnym uczniem.

Po czym uśmiechnąłem się na słowa Tellan i odpowiedziałem.

-Tobie Pani też dziękuję jeśli zechcesz uczuć chłopca, dwóch nauczycieli zawsze jest lepsze niż jeden.


***

Gdy dotarliśmy to twierdzy i przekroczyliśmy jej bramy i dojechaliśmy do celu naszej drogi. Mistrz Zakonu pożegnał nas i wraz z pozostałymi skierował się ku zamkowi, pozostawiając nas pod opieką kapłanki Alice. Najpierw poprosił towarzyszy by rozpakowali i a potem udali się na odpoczynek - każdy z nas był zmęczony i znużony drogą.
Zresztą sam miałem zamiar udać się na spoczynek, zresztą przydałby się zjeść porządny posiłek i porządne się obmyć.

Gdy już rozpakowałem swój skromny dobytek, pomogłem też chłopcu - a następnie odszukałem ławę i usiadłem by odpocząć i odmówić modlitwę.
Wtedy podeszła do mnie Tellan, wysłuchałem jej po czym odpowiedziałem.

- Pani, postaram odpowiedzieć na twoje pytanie - ale pamiętaj Pani że każdy nie ważne czy jest człowiekiem, elfem czy krasnoludem inaczej oceni i osądzi życie kogoś innego. Więc pamiętaj Pani że to co usłyszysz może się różnić od tego co powie Mistrz Rhunar czy Czarodziejka Elbraht.
Spotkaliśmy się na szlaku Pani, ty Pani i towarzysze kierowaliście się ku Bretoni do miasta Courone - by ram uleczyć skazę która dotknęła wasze umysły i duszę Sióstr Pani Miłosierdzia. Można powiedzieć że Bogowie czuwali i nasze drogi się przecięły a losy połączył - ja sam miałem udać się do miasta Zweedorf, z którego wy Pani i pozostali towarzysze wyruszyliście. Kierując się wola Morra przyłączyłem się do was, zresztą Pani w mych wizjach to ty byłaś wybrana przez Kruka - co jak widać okazało się prawdą. Zresztą okazałaś mi pomóc i dobroć Pani, zarówno wtedy jak i później.
Następnie w mieście Neuse Emskrank starliśmy się z zielonoskórymi, jakoś udało się nam przeżyć i odpłynąć z zniszczonego przez orków miasta - wiem Pani że stanęłaś w obronie nas wszystkich. Szczęśliwie udał się nam dotrzeć do Bretoni i samego klasztoru Sióstr Miłosierdzia, skaza która dotykała wasze ciała i duszę została ulaczona mocą Pani Miłosierdzia, a ty sama Pani powierzyłaś się jej opiece. Sama zresztą potem Pani pomogłaś mi ocalić klasztor Morra z rąk Nekromantow którzy zdradzili świątynie Morra i oddli się plugawej magi.
Następnie udaliśmy się do Marinburga, gdzie Pani oddałaś się służbie Morrowi i zostałaś rycerzem Kruka - tam też stoczyliśmy starcie z plugawymi demonami, a ty sama ruszyłaś by uwolnić tego którego kochasz.

Nie liczyłem że moja opowieść w czymś pomoże, ale im więcej Tellan wie o sobie tym bardziej jest możliwe że odzyska swe wspomnienia.

Pani jeśli tego chcesz to mogę spróbować byś dzyskała pamięć lub część wspomnień które należą do ciebie. Morr nie tylko jest Panem Śmierci, ale też Panem Losu - to dzięki jego woli możemy widzieć to co jest zakryte i postrzegać zarówno przyszłość jak i przeszłość. Jeśli Pani pozwolisz to wykorzystując modlitwę i moc która zsyla nam Pan Kruków mógłbym spróbować byś dojrzała swą przeszłość, może to pozwoli byś zrozumiał kim jesteś o co masz czynić.
Jednak potrzebował bym trochę czasu by się przygotować.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Nie Cze 21, 2020 10:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Rozmowa z elfką była krótka i zadziwiająco szczera, choć pod sam jej koniec zdenerwowała mnie na tyle, że miałam ochotę ją zabić. Powstrzymałam się jednak zachowując zimną krew. Nie było czasu na szarpanie z każdym, gdy pod murami stała armia. Od trzech dni niemal nie spałam, nie jadłam tylko walczyłam. Tę bitwę należało odpuścić. Zacisnęłam pięści obiecując sobie zemstę, po czym wróciłam do domu by poinformować Beltheriona, że należy odłożyć nasze plany i czym prędzej opuścić Marienburg. Jego wybuch niezadowolenia nieco mnie zaskoczył przelewając czarę goryczy. Z rozmowy wywiązała się awantura, lecz zamiast cisnąć z wściekłości kulą ognia ograniczyłam się do rzucenia wazonem. Jakby porzucenie wojny oraz obowiązków miało rozwiązać nasze problemy.>

-Jestem magiem bitewnym Bel! Mam wrogów przed którymi nie ukryję się w Starym Świecie, a teraz pewnie i dołączy do nich Wiedźmi Król. Gdzie niby mamy się ukryć przed magami i demonami? A może dla świętego spokoju zrobię to co na arenie! Niech wszyscy wymrą to będziemy mieli spokój!

<Krzyczałam nie zwracając nawet uwagi na obecność dziewczynki, która uciekła do pokoju zostawiając nam nasze sprawy. Dopiero jego pytania o dziecko sprawiły, że zamarłam. Nie miałam pojęcia o czym mówi, póki nie uświadomił mi, iż jeszcze przed zniknięciem byłam przy nadziei. Tego było już za wiele. Coś co uznałam za przerażający koszmar uderzyło we mnie z podwójną mocą, gdy okazało się, że było prawdą. Załamałam się tracąc grunt pod nogami, lecz i na to nie było czasu. Armia Lucasa już wkroczyła do Elfiego Miasta. Musiałam wziąć się w garść. Zbyłam jego propozycję by zostawić dziewczynkę. Może i łatwiej byłoby Nam bez niej, ale nie zamierzałam jej porzucać tylko dlatego. Była pod moją opieką. Wpadliśmy do sypialni. Propozycję poddania się skomentowałam jedynie słowami “-Po moim trupie…”, po czym poprosiłam Jilię by zaczęła się ubierać. Sytuacja nie pozostawiała mi wyboru. Kazałam mu wziąć ją na ręce, a sama stanęłam naprzeciw drzwi zasłaniając tę dwójkę. Ściskając mocniej topór oraz celując karwaszem w stronę wejścia, na wypadek gdyby weszli, skontaktowałam się z Shasuuviel prosząc by nas stąd zabrała. Na szczęście otworzyła dla nas przejście i spokojnie dałam się pochłonąć czarnemu, jak noc, wirowi by po chwili znaleźć się przed drzwiami do jej komnat w mieście mrocznych elfów. Nie tak dawno byłam tu z Etelką i miałam świadomość, że będę musiała ochronić Jilię oraz Beltheriona przed śmiercią z rąk, którejś z zawistnych kapłanek. Uśpiłam dziewczynkę, a jemu kazałam się zachowywać, po czym stanęłam przed obliczem Najpotężniejszej Kapłanki Khael Mensha Khaine. Zreferowałam jej sytuację w Altdorfie oraz Marienburgu oraz poprosiłam o pobyt samca oraz ludzkiego szczenięcia w moim domu póki nie opuszczę miasta. Jej zadowolenie z wykonania zadania, jakim było przejęcie władzy w Elfim Mieście zapewniło mi przychylność, a prośba została rozpatrzona pozytywnie. Czekały mnie jednak obowiązki do wypełnienia.>

-Zabiorę ją oraz samca do komnaty, w której pozostaną póki nie wyruszę. Nie będą jej opuszczać. Wydam polecenia niewolnicy by zajęła się moimi sprawunkami i będę do Twej dyspozycji zgodnie z Twą wolą moja Pani. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.

<Zakończyłam zabierając tę dwójkę ze sobą w jedyne bezpieczne dla nich miejsce i by przygotować się na pełnienie służby.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Cze 21, 2020 17:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Niezadowolony z braku dobrych punktów obserwacyjnych obszedłem od strony bagnisk tę część obozu, która była po mojej stronie rzeki. Zachowując jak największą ostrożność, zarówno co do pozostawania niezauważonym, jak i w kwestii nie utopienia się w mokradle, obserwowałem żołnierzy, ich zachowanie, wyposażenie, jak i strukturę samego obozu. Im trwało to dłużej, tym więcej rzeczy mi się nie podobało. W końcu z ukrycia zaobserwowałem wymarsz oddziałów w kierunku miasta i postanowiłem jeszcze chwile odczekać zanim podejmę jakąkolwiek akcję, choć strasznie korciło mnie by od razu rzucić się do przeszukania tego, co po sobie ta dziwna armia pozostawiła. Dzięki temu dałem sobie czas na przemyślenia.>

<"Jakoś ich kurna mało. Według tego co donosił zakonnik powinno być ich z dziesięć razy tyle, albo i więcej. No i gdzie ich zaopatrzenie? Gdzie ten cały majdan, który zawsze ciągnie za sobą armia na działania zbrojne? To nie są oddziały bojowe, to kompania reprezentacyjna. Żołnierze nie są nowicjuszami, ale tym razem ich celem nie jest walka, a triumfalne wkroczenie do Marienburga. Pokaz siły i co najwyżej stłumienie niezadowolenia wśród tych grup mieszkańców, na których ten pokaz nie zadziała. No i są zdecydowanie bliżej miasta niż wynikałoby to z otrzymanych informacji. A to może oznaczać dwie możliwości. Albo zwiadowcy morrytów są gówniani i nie potrafią liczyć, ani określić odległości. Tudzież nie są gówniani, ale są po stronie Wietrznicy i specjalnie wprowadzili wszystkich w błąd, chcąc wystraszyć i nakłonić do ucieczki tych, którzy by chcieli stawić opór. Ludzi, krasnoludów, elfy. Wtedy takie wojsko wysłane drogą rzeczną prosto z Altdorfu zupełnie wystarcza by zająć Marienburg. Nie musi mieć zaplecza i zapasów. To wszystko znajdzie w środku. Druga opcja to że zwiadowcy nie są ani po stronie Lucasa, ani nie są nieudolni. A to po prostu tylko część sił. Gdzieś dalej jest główny obóz z tym całym majdanem i resztą armii. Ale oni nie zmierzają do miasta. Nie muszą. Efekt zastraszenia został osiągnięty i szpiedzy donieśli im, że miasto opuszczają krasnoludy, a elfy nie mają zamiaru bawić się w walkę. Więc to co widziałem to tylko kompania, która ma zająć tryumfalnie Marienburg i utrzymywać tam porządek. Wpakowali ich na te trzy statki i wyładowali tutaj, co by przyspieszyć moment, gdy miasto dostanie się w łapy Wietrznicy. Dlatego nawet nie trudzili się w zabezpieczanie tego co tutaj zostawili. Bo to im już do niczego nie będzie potrzebne. Tudzież główna część wojsk zmierza w tym kierunku w swoim tempie i w ciągu dnia, czy dwóch, zabezpieczy statki i wyposażenie obozu. No chyba, że główny trzon armii Lucasa ma inny cel. Ale jaki? Czyżby interesowała ich Bretonia? A może chodzi o twierdzę morrytów? Przecież to gdzieś tam miał swój obóz nekromanta, którego unicestwiła El... Muszę to koniecznie sprawdzić. A może to jakaś cholerna magia. Iluzja. No bo po diabła rozkładali namioty, skoro wygląda na to, że nawet z nich nie korzystali. Wygląda tak, jakby po opuszczeniu statków czekali tylko na rozkaz do wymarszu. Po co więc ta cała pokazówka, skoro nie jest ich wcale tak dużo? Krasnoludy raczej nie opuściły by swej części miasta, widząc tylko tych żołdaków i takie ich obozowisko. Może to więc pułapka na takich jak ja? Cholera. Jak ja nienawidzę magii. Muszę to sprawdzić.">

<Wypuszczam kilka strzał w namioty i gdy nie zauważam, by ich zachowanie przeczyło prawom natury, cicho i w ukryciu wkraczam od strony drogi na teren obozu, po czym ostrożnie go przeszukuję. Nie znajdując nic ciekawego wchodzę po linie na pokład pierwszego ze statków i tam zatrzymuję się, gdy zaczynam słyszeć dochodzące z dołu głosy. W napięciu wsłuchuję się w nie i gdy zdaję sobie sprawę z tego że jeden z nich należy do Bykogłowego i że się do mnie zbliżają, zamieram. Przerażenie powoduje spowolnienie myśli i działań, a to prowadzi do paniki, co kończy się tym, że nie jestem w stanie znaleźć dogodnego miejsca na ukrycie się. I gdy wydaje się, że już po mnie, to ktoś a może coś mokrego i zimnego wciąga mnie pod stertę złożonych płócien żaglowych, zatykając mi całą twarz wielką łapą tak, że ledwo mogę oddychać. Na początku mam zamiar się szarpać, ale gdy widzę, że to coś ukrywa mnie przez tamtymi zwyrodnialcami, to postanawiam zachować spokój. “Skoro ukrywa się przed nimi i postanawia ukryć mnie, a nadal nie zaczyna mnie jeść, to może jest moim sprzymierzeńcem. Choć podejrzewam, że to mutant. Sam kiedyś też takowym byłem, więc nie ma co oceniać z góry.” Nic nie jestem w stanie dostrzec, ale wyraźnie słyszę rozmowę osób wchodzących na pokład i wtedy zdaję sobie sprawę, że drugim z nich jest Rawderick. Wysłuchuję wymiany zdań popleczników Wietrznicy z uwagą, pozostając niezauważonym. Po chwili jednak słyszę, że ta dwójka zaczyna znowu schodzić pod pokład z zamiarem wypuszczenia kogoś lub czegoś niebezpiecznego stamtąd. Wtedy też zostaję szarpnięty z wielką siłą przez trzymającą mnie istotę i ciągnięty szybuję w błoto poza statek. Wtedy mogę w końcu się jej przyjrzeć i poznaję w niej tego jaszczuropodobnego mutanta, który przewodził w ataku na rezydencję w Marienburgu. Ciągnie mnie on jeszcze przez chwilę z wielką siłą niczym szmacianą lalkę, brnąc w najniebezpieczniejsze bagniska jakby spacerował po rynku w mieście. Gdy oddalamy się na kilkaset kroków w końcu mnie puszcza i zaczyna przesłuchanie. Postanawiam zachować spokój i z sympatią porozmawiać z nim, wykorzystując to co wiem o nim, jego towarzyszach i ich problemach. Szybko odnosi to skutek i zostaję puszczony wolno, a on znika po chwili w moczarach. Zaraz potem zauważam, jak ze statku wychodzą dziwne postacie. Ich widok budzi we mnie tak ogromny strach, że myślę tylko o ucieczce. Zwalczam to uczucie na tyle, by nie ruszyć nagle z krzykiem wgłąb bagien, i już po momencie jestem w stanie powoli i ostrożnie oddalać się od obozu, nawet obserwując z ukrycia to, co dzieje się przy statkach. To co widzę budzi jednak coraz większe zdziwienie i przestrach, więc postanawiam oddalić się stamtąd już na dobre.>

<”Dobra… Trza jeszcze sprawdzić ten drugi obóz. Ten z głównymi siłami. Jeżeli jest, to gdzieś wzdłuż tej rzeki. Bo to stamtąd musiały wypłynąć te statki z kompanią reprezentacyjną. A nawet jak go tam już nie ma, to powinienem znaleźć ślady gdzie się udali." Jak postanawiam tak robię i ruszam ostrożnie wzdłuż rzeki. Maszeruję cały dzień, by po zapadnięciu zmroku dotrzeć do jakiegoś miasteczka, gdzie znajduję upragnione ślady. Dom i zabudowania zostały spalone a reszta ograbiona. Dookoła miasteczka widzę ślady dużego obozowiska, zgaszone ogniska, pozostałości po kuchni, ślady stóp, kopyt i machin. Wygląda na to, że przekroczyli tutaj rzekę. Postanawiam przeczekać w tym miejscu noc, zagrzebując się w stercie spalonego dachu budynku dawnej kuźni. Noc mija spokojnie, ale zaraz po pobudce słyszę dźwięk końskich kopyt i toczącego się wozu. Wyglądam zza winkla by dostrzec, że wielki wóz zaprzężony w szóstkę koni zatrzymał się w centrum spalonego miasteczka. Wozowi towarzyszy dziewięciu jeźdźców, bardzo dobrze i bogato wyposażonych, noszących barwy księcia Lucasa. Gdy jeden z nich zsiada z konia i zdejmuje hełm, poraża mnie to, gdyż poznaję w nim samego księcia. Tenże rozkłada się wygodnie na fotelu wyciągniętym z wozu przez jego poddanego i zaczyna spożywać podany mu posiłek. Ja sam mam chęć użyć łuku i zakończyć jego życie tu i teraz. Już nawet sięgam po swą broń, ale w końcu rozsądek zwycięża i poprzestaję na obserwacji, szczególnie że pilnujący go rycerze nie dają mi nawet szansy na podejście bliżej, by spróbować jakichkolwiek innych działań. Słowa wypowiadane przez Lucasa powodują narastanie we mnie złości, jednak udaje mi się nad sobą zapanować na tyle długo, że w końcu książę wraz z obstawą zbierają się i w spokoju opuszczają to miejsce. Ja sam przechadzam się przez pewien czas po ruinach miasteczka i pozostałościach obozu, ale nie znajdując niczego ciekawego uznaję, że pora ruszyć dalej.>

<"Głównej części armii już nie mam szans dogonić. Mają nade mną przynajmniej dzień przewagi. Mam za to trochę informacji, które mogą zainteresować moich sojuszników. Może nawet oni wyciągną z nich więcej treści, niż ja jako prosty strzelec jestem w stanie. A to oznacza, że muszę dostać się do twierdzy morrytów. Problem w tym, że nigdy tam nie byłem. Ech...Muszę więc dotrzeć do miejsca, gdzie się z nimi rozdzieliłem i po śladach ruszyć ich tropem. Niezbyt mam jednak ochotę wracać tą samą drogą, którą tu przybyłem. To co się działa przy statkach było zbyt przerażające. Niby mogę ruszyć bezpośrednio stąd w kierunku Marienburga i przy jego murach przedrzeć się do drogi, którą opuściliśmy miasto i tędy do miejsca popasu. No ale mam wrażenie, że zabierze mi to kilka dni, szczególnie że nie znam zupełnie terenu. A na taką stratę czasu nie mogę sobie pozwolić. Też dlatego, że po takim czasie ślady kolumny morrytów mogą zupełnie zniknąć i za cholerę nie odnajdę tej ich twierdzy. No cóż... Muszę zaryzykować i wrócić po swoich śladach. Tutaj dotarłem w dzień, więc mniej więcej tyle samo powinna zająć mi droga powrotna, szczególnie że już znam szlak i nie będę się musiał zatrzymywać w celu obserwacji nikogo i niczego. Choć zakładam, że dużo wcześniej przed miejscem gdzie spotkałem Bykogłowego i Rawdericka będę musiał wejść w głąb mokradeł. Dojście w pobliże statków budzi we mnie zbyt duży strach i boje się, że niebezpiecznie może być już spory kawałek wcześniej. Więc będę musiał obejść to miejsce sporym łukiem. A to oznaczać może i pół dnia więcej podróży. No ale to nadal dużo mniej niż ta alternatywna droga. Hm.... No to postanowione, ruszam z powrotem i niech Myrmidia ma mnie w swojej opiece.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Sob Cze 27, 2020 22:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Korzystając z czasu jaki i tak musiałem przesiedzieć w zamknięciu zabrałem się za rozpracowywanie runy na beczce, uznając że może być najbardziej użyteczna w niedalekiej przyszłości. Jednak w pewnym momencie chciałem już odpocząć od badania tajemnego znaku. Poprosiłem Melisę by przeszła za mną do ładowni.

<Udaliście się z Melisą do ładowni łodzi podwodnej. Rzeczywiście prawie całe miejsce zabiera załadowane tutaj kowadło zagłady zawinięte w płótna. Odgłos silnika jest tutaj głośniejszy ale wasi towarzysze może was nie usłyszą. Elfa spoglądała na ciebie trochę zarumieniona ale zadałeś pytanie i skupiła się na odpowiedzi. >

- Drużyna jest rozproszona. Po naszym udziale w bitwie pod Altdorfem razem z Meelee pomogłyśmy wam z portalem. Shehtar włóczy się po Elfim mieście Marienburga więc Meelee będzie jej pilnować. V i Zavo wpadli dokładnie w taką samą pułapkę jak Elbereth i czekamy aż dadzą jakiś znak życia. Gdzie jest Limon też nie mam pojęcia. Zapadła się pod ziemię.

<Kiwnąłem głową na odpowiedź Melisy i dopiero po chwili uświadomiłem sobie co oznacza jej rumieniec na twarzy. Moja twarz też zaczęła wyrażać zakłopotanie>

- Wygląda na to... że mamy w końcu okazję spędzić ze sobą trochę więcej czasu... <powiedziałem kładąc swoją dłoń na jej dłoni, uśmiechnąłem się niepewnie>

<Melisa drgnęła kiedy wasze dłonie się spotkały i jeszcze bardziej się zarumieniła. Uśmiechając się nieśmiało odparła.>

-Tak... Rhunarze jesteśmy... sam na sam... Martwię się o nich wszystkich... <wystrzeliła nagle.> - Ale o ciebie też się martwiłam kiedy nie wiedziałam co się z tobą dzieje...

<objąłem ukochaną elfkę i przytuliłem mocno>

- Wiem... również się o nich martwię. A o ciebie i się martwiłem i tęskniłem. Och. <po prostu trwałem tak przytulony do niej>

<Melisa w pierwszej chwili chciała czmychnąć niczym rącza łania pośród lasu ale już po chwili sama się do ciebie przytuliła. Jej ubranie było raczej cienkie więc z łatwością poczułeś miękkość i ciepło jej ciała. Elfka chciała coś powiedzieć po czym zamarła na chwilę jak zahipnotyzowana. Podekscytowanym głosem oznajmiła ci moment później.> - To Elbereth, wróciła do Marienburga. Jest w elfiej dzielnicy.

<Najpierw na mojej twarzy pojawiło się zaskoczenie, a potem uśmiechnąłem się szelmowsko> Kto jak kto ale ona ma talent do wygrzebywania się z tarapatów. Ciekawe gdzie ją właściwie wyniosło. Może udałoby się dowiedzieć po tym gdzie ta pułapka przerzuciła pozostałych <nie mogłem się powstrzymać przed włączeniem tej nowej informacji do całej układanki jaką była teraźniejsza sytuacja>

<Melisa przejęta odpowiedziała.> - Dostałam od niej krótki przekaz. Nie wspomniała nic o pułapce. Przejęła władzę w dzielnicy elfów ale to jedyne miejsce którego nie zajęły jeszcze wojska księcia. Reszta miasta już upadła.

<Zmrużyłem oczy w zamyśleniu> Oni też powinni się ewakuować. Pod naporem armii i tych wszystkich okropieństw które podążają w cieniu wojsk rebeliantów nie zdołają przetrwać chyba że mieliby w pobliżu Czarną Arkę.

- Tak Elbereth zamierza uratować wszystkie elfy i oddać Elfie Miasto bez walki. Przekazała mi że jeśli jej się uda to dołaczy do nas za kilka dni w twierdzy. I jest jeszcze jedna smutna wiadomość ale część z tego już wiedziałam. Altdorf naprawdę upadł i został zamieniony w miasto cmentarzysko, nawet Collegium Magicum się nie ostało.

<Posmutniałem wyraźnie na tą wieść. Jeżeli Altdorf wymordowano i zburzono to Imperium było w prawdziwej ruinie. A skoro padło wraz ze świątyniami i kolegiami... Kto teraz stanie przeciw temu całemu złu?>
- Ten młody czarodziej, Magnus, pojechał tam by walczyć w obronie miasta. Elise pewnie się o niego będzie zamartwiać...
<Przymknąłem oczy, westchnąłem i znów mocno przytuliłem się do Melisy> Bogowie... Tak się cieszę, że jesteśmy teraz razem...

<Melisa wtuliła się w ciebie z uśmiechem.> - Ja też się cieszę drogi Rhunarze, że jesteśmy razem. <Na chwilę elfka wplotła palce w twoje włosy i pogłaskała cię czule.> - Może mu się udało przetrwać. Uczucia często odnajdują swoją drogę nawet podczas najgęstszej mgły. <Elfka pochyliła się i pocałowała cię w czoło> Altdorf to tylko jedno miasto a część ludzi została ewakuowana przed atakiem wiedźmy. Byłam tam. Nie wolno nam tracić nadziei. Dopóki żyjemy możemy coś zmienić..

- Święta prawda, Kochanie... Święta prawda. <oddałem jej pocałunek prosto w usta. Nie był gorący czy namiętny... Po prostu czuły. W tym mrocznym czasie najchętniej po prostu był w jej objęciach cały czas>

<Melisa cała się zarumieniła kiedy pocałowałeś ją w usta. Przez moment jakby chciała cię zganić za śmiałość ale szybko uśmiechnęła się do ciebie. > - Ty podrywaczu... <Zamyśliła się na moment po czym odpowiedziała.>

- Zostanę z tobą Rhunarze, dopóki nie dostanę jakichś wiadomości od mojej drużyny. Trochę wstyd się przyznać ale tak się do nich przyzwyczaiłam że sama nie wiem co teraz robić.

Uśmiechnąłem się szeroko na to te słowa.

***

Jadąc powtarzałem w myślach formułkę nowej runy. Dzięki niej można by uczynić Twierdzę niezależną od studni i dostaw wody. Bardzo pożyteczna rzecz... Cała karawana w końcu wjechała za mury twierdzy. Byłem pod wrażeniem rozmachu tejże. Naprawdę twórcy przyłożyli się do niej, acz najwyższa wieża wydawała się co najmniej niepokojąca. Rozejrzałem się po budynkach próbując ocenić czy któryś nada się do przechowania Kowadła i na warsztat... no i na dom dla mnie i Melisy.

Przywitałem się z rycerzem Volkem.

- Czy pozostali dotarli już? - zapytałem zakonnego brata.

Zapytałem o zwyczaje i zasady panujące w Twierdzy, o to czy została założona kaplica Gazula oraz w razie potrzeby z kim się mamy kontaktować. Trzeba też było ustalić czego twierdza potrzebowała i w czym krasnoludy mają pomóc.

- Zamieszkasz ze mną? - zapytałem Melisę.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Nie Cze 28, 2020 14:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<W skupieniu wysłuchałam opowieści Moryty o wydarzeniach z mojej przeszłości.
Byłam świadoma, że każdy z kim będę miała okazję porozmawiać nakreśli moje życie z innego okresu oraz z innej perspektywy.
Mając nadzieję, że pomoże mi to odzyskać pamięć chciałam dowiedzieć się o sobie jak najwięcej.>

- Dziękuję- powiedziałam gdy kapłan skończył przemawiać- Dziękuję, że zechciałeś podzielić się ze mną swymi wspomnieniami.
Wspomnienia są tym co ogrzewa człowieka od środka. Mimo, iż czasami siekają od środka na kawałki pragnę je mieć, bo bez nich czuję się pusta...

<Gdy Ecoliono zaproponował pomoc w odzyskaniu pamięci odpowiedziałam bez wahania>

- Chętnie...Chętnie przyjmę twą pomoc jeśli jest nadzieja, że to pomoże. Poczekam tak długo jak trzeba będzie byś mógł przygotować się odpowiednio do tego zadania- dotknęłam delikatnie jego dłoni by mu podziękować.

- Powiedz proszę w jaki sposób mogę pomóc w tych przygotowaniach i czy sama muszę podjąć ku temu jakieś działania.

<Rozmawiając z Ecoliono spoglądałam również na chłopca, który był podopiecznym kapłana. Zastanawiałam się kim jest ten młodzieniec, którego Ecoliono wziął pod swoje skrzydła.>

-Jeśli mogę zapytać ojcze, kim jest ten młody człowiek, którego otoczyłeś swą opieką?
Czy pisane jest mu zostać rycerzem Pana Życia i Śmierci?- zapytałam wyraźnie zaciekawiona gdy rozmowa na temat moich wspomnień dobiegła końca.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Pon Cze 29, 2020 00:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skinąłem głową na słowa Tellan i uśmiechnąłem się odpowiadając jej pytania.

-Spokojnie moja Pani, pozwól mi Pani najpierw zaczerpnąć rady od tych którzy posiadają większą wiedzę i mądrosc. Przy okazji postarałem się przeszukać tutejsze księgozbiory, być może tam znajdę kilka odpowiedzi na niektóre pytania. Zresztą i tak jeszcze muszę przyszykować świece, kadzidło i zioła - potrzebne w samym rytuale.
Co tyczy się ciebie Pani, odpocznij i staraj się nie zadręczać się Pani na razie pytaniami i wątpliwościami - czas leczy.


Na pytanie o chłopca zmieszalem się trochę, ale odpowiedziałem.

- Mathiu... Został powierzony mojej opiece po śmierci swoich rodziców, choć czasami mam wrażenie że to on bardziej opiekuje się mną niż ja nim. I tak wiem Pani że jestem czasem dość surowy i szorstki dla niego, skupiając się tylko na nauce i samej wiedzy - ale to jest jedyny świat który znam.
Nie sądzę Pani bym mógł decydować o losie tego chłopca Pani, jednak chce dać mu jak najwięcej możliwych ścieżek którymi mógł jeśli zechce podążyć - nawet ścieżką przeznaczona dla Rycerzy Pana Życia i Śmierci.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Sro Lip 01, 2020 00:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt był zadowolony. W końcu udało mu się przymusić dziewczyny do odrobiny wysiłku.
Natomiast mina zadowolonych dziewczyn gdy przekazał im wiadomość o kontynuowaniu lekcji śpiewu s siostrzyczkami zdecydowanie „zrobiła mu dzień".

W końcu mógł się skupić na tym co lubił, na tym co było jego specjalnością. Kąsacza opatrzył i wyczyścił już w trakcie drogi, teraz całą swoją uwagę mógł poświęcić sparingującym dziewczynom.

Poruszały się z gracją o której on mógł tylko pomarzyć. „Taki potencjał...” pomyślał nieco rozczarowany ilością zabiegów by przekonać dziewczyny do ćwiczeń. Nie przeszkadzało mu jednak zupełnie otwarcie gapić w falujące biustu i jędrne pośladki dziewczyn. Co więcej, zacząć sobie wyobrażać je ćwicząc w nieco bardziej skąpych strojach, albo w ogóle skąpych strojach. Broń i kobiety. Taniec i walka. Sex i przemoc. Było w tym coś fascynującego wręcz hipnotyzującego.

Ostatnio bretonki stanowiły jego ciągłą troskę. Z jednej strony wiedział że walka nie była ich przeznaczeniem. Z drugiej do puki były z nim, miecz wisiał nad ich głowami. Miał też świadomość że jak zrobi się naprawdę gorąco, to najpewniej nie zdoła ich obronić. Wtedy to będą zdane na siebie i na swoje umiejętności.

I tu właśnie pojawiał się problem. Dziewczyny uparcie nie chciały się przykładać do walki. Zupełnie jakby nie zdawały sobie sprawy z tego, kogo mają za przeciwnika. Może były lepsze sposoby żeby im zapewnić bezpieczeństwo ale poza odesłaniem ich jak najdalej, nic innego nie przychodziło mu do głowy. Na to nie mógł i nie chciał się zdobyć. Więc dalej wlepiał wzrok w krągłości Aniki i Etelki.
W końcu zaczął zauważać pewne prawidłowości w ich ruchach jakby rytm czy coś. A im dłużej się wpatrywał tym bardziej stawał się on oczywisty. W końcu nabrał pewności co do tego co widział a gdy połączył to z ich przeszłością w końcu zapytał.

- Dziewczyny wy znacie jakieś tańce, nie? – bardziej stwierdził niż zapytał.

Dziewczyny spojrzały po sobie zaskoczone. Potem parsknęły śmiechem i odezwały jednocześnie.

- Oui monsieur. – Ukłoniły się Kurtowi w parodii dworskiego ukłonu i przyjęły pozycję taneczne gdzie Etelka robiła za faceta i zaczęły pląsać wokół Kurta chichocząc. Chociaż były to wygłupy nadal poruszały się z niezwykłą gracją.

- A znacie coś innego. - Na chwilę się zamyślił szukając czegoś w pamięci. – Tańce okrętowe?

- Aj, aj kapitanie. – Zasalutowały wypinając dumnie piersi do przodu po czym stanęły naprzeciw siebie przytupując podskakując i od czasu do czasu poklaskując.

- A może coś z Kislevu?

- Na zdarowie!- zakrzyknęły stając z ręką uniesioną nad głową i zaczęły podskakiwać i przykucać tańcząc wokół siebie.

Dziewczyny zaprezentowały jeszcze kilka innych tańców podłapanych zapewne od marynarzy i gości z karczm gdzie pracowały. W większości z tego co się zorientował były to tańce ludowe, gminne czy jak się je tam nazywa ale w sumie nie o to mu chodziło. Ważne że umiały. W głowie kiełkował mu pomysł. Miał nadzieję że dziewczyny to podłapią.

- Wiecie, mam pomysł i potrzebuję przy nim pomocy. – postanowił wziąć je nieco pod włos. – na razie to tylko pomysł, tak no na sucho, bo ja nie za bardzo mogę się ruszać ale wy za to robicie to obłędnie aż oczy ciężko oderwać.

Dziewczyny wyraźnie pokraśniały na policzkach.

- Bo skoro wy potraficie tak wdzięczni pląsać to może dało by się to robić z mieczem lub nożem?


Bretonki momentalnie spojrzały na niego zasępionym wzrokiem.

- My nie jesteśmy stworzone do walki – zatrzepotały rzęsami niczym uosobienie niewinności – robimy to tylko dlatego że tobie zależy.

- Wiem – odparł jakby przepraszającym tonem Kurt. –Doceniam to, ale wokół mnie zawsze jest pełno walki. A ta nauka to jedyny sposób jaki znam aby was ochronić... ale ja nie o tym - zmienił temat nabierają ponownie pewności siebie. – i myślę że to wam się spodoba a i może ja coś od was podłapię. Co wy na to?

Dziewczyny spojrzały na niego jakby podejrzliwie, podeszły w jego stronę kręcąc biodrami.
- Co Ty kombinujesz? – Chyba przejrzały jego grę, ale był już pewien że się zgodzą. Nie był pewien tylko czy połknęła haczyk czy zgodziły się by się z nim podroczyć. Gdzieś z tyłu głowy kołatała się myśl że pewnie jedno i drugie ale w sumie liczyło się to że się zgodziły.

- Zaczniemy od jutra. Muszę sporo pomyśleć ale to będzie jak taniec tylko że z szablami. Coś jak przedstawienie. To jutro. Teraz zakręćcie mi jeszcze jakiegoś oberka. – Kurt klapką Anikę w tyłek dla zachęty.

- Etelka, Kurt już się chyba czuje lepiej. – skomentowała to dziewczyną ale oczy jej się śmiały.

Niech traktują to jako zabawę. Byle by chciały ćwiczyć. Gdy przyjdzie co do czego odruchy zrobią swoje. Dziewczyny zaczęły tańczyć on przyglądał się ich ruchom. W myślach składał broń w ich ręce, kalkulował pchnięcia i parady względem układu nóg. Im dłużej o tym myślał tym pomysł wydawał mu się bardziej realny.

Twierdza robiła wrażenie. W sumie to nie był pewien twierdza, miasto klasztor czy monastyr. Miejsca było tyle że można by się zgubić. Na szczęście Wielką Wieżą była widoczna chyba ż każdego miejsca twierdzy. Ilość krasnoludów dawała nadzieję że znajdzie porządnego rzemieślnika który zajmie się sowim czerepem.

- Siostro Alice są tu jakieś specjalne zasady czego nie wolno albo co trzeba robić. – Nauczony przykładem Zweelendorfu wolał się dopytać niż potem brzydko zdziwić.

Obiecał też sobie że gdy tylko Moryci ich jakoś zakwaterują i pozwolą powłóczyć się po mieści znajdzie dobrego rzemieślnika któremu powieżcy czaskę aby zrobł z niej coś ciekawego. A może coś dziewczynom uda mi się kupić. Przy takim zagęszczeniu krasnoludów musieli się znaleźć jacyś fachowcy. Byle by tylko ceny były „ludzkie"

Następnego dznia gdy przyszedł czas na trening dziewczyn, Kurt przygotował sobie buńczuk. Na długiej prostej tyczce zawiesił wygrzebane skądś blaszki oraz pazury mantikory które brzęczały przy poruszaniu.

- Tym będą wybijał rytm. Najpierw poćwiczymy pozycję. A potem zatańczymy z żelazem. Najpierw powoli każda osobno będzie powtarzać te same ruchy. Potem szybciej. Na końcu na przeciw siebie. Spróbujemy z jednym tańcem. Czymś podobnym do tych żeglarskich pląsów. One są proste i nawet ja coś tam potrafię nogą do tego tupnąć. Będę też układał ruchy do innych tańców. Więc na koniec zatańczcie dla mnie coś według swojego uznania.

„Przy nich może i ja się czegoś nauczę."

Tknięty tą myślą dodał.

- Jak się przyłożycie to dla odmiany, ja pozwolę wam się czegoś nauczyć. – mrugając przy tym intensywnie i tupiąc do rytmu.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Lip 15, 2020 11:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan, Ecoliono, Kurt>

<Nie wiedząc dokładnie co wam wolno a czego nie, zakwaterowaliście się wszyscy w koszarach razem z towarzyszami. Wspólna sala sypialna miała trzydzieście łóżek zaopatrzonych w posłania, więc miejsca starczyło dla każdego i jeszcze zostało. Każdy miał swoją kamienną skrzynię na rzeczy osobiste i to było całe wyposażenie sypialni. Łaźnia była wspólna z prysznicami. Jednocześniez kąpieli mogło korzystać pięć osób. Ostatnim pomieszczeniem w koszarach była stołówka, również na trzydzieści osób. Ławy i stoły zajmowały większą cześć miejsca. Naprzeciw wejścia do izby znajdował się kontuar do wydawania jedzenia i palenisko. Łyżki, widelce,
noże i miski stanowiły tutejszą zastawę. Kuchnia musiała znajdować się w innym budynku. Towarzysze Ecoliono zostawili swoje tobołki przy wybranych posłaniach po czym udali się na krótkie zwiedzanie tej części miasta. Kapłanka Alice wytłumaczyła wam krótko iż możecie tutaj normalnie żyć, przestrzegać praw Morra i korzystać ze wszystkiego w tej części miasta, jednak macie nie przeszkadzać nowicjuszom w uprawach rolnych i hodowli zwierząt. Poza tym powinniście pozostać w tej części miasta dopóki mistrz zakonny nie da wam pozwolenia na poruszanie się po reszcie twierdzy. Kurt od razu pociągnął Anike i Etelkę na plac ćwiczebny przed koszarami i kazał im dziwnie tańczyć. W końcu zapadł zmrok i nadszedł czas aby udać się na spoczynek.>


<Rhunar>

<Rycerz Volke krótko oznajmił ci iż reszta przybyła tego samego dnia co wy i znajdują się w części miasta z południową bramą, a sam mistrz
przebywa obecnie w górnym zamku. Kaplice Gazula musicie zbudować sami. Co do praw to najważniejsze jest przestrzegać przykazań Morra a reszta prawa nie różni się od tych w cywilizowanych miastach. Więcej dowiecie cię zapewne następnego dnia, po tym jak się wszyscy rozgoszczą. Możecie kontaktować się z mistrzem przez każdego rycerza lub nowicjusza Morra, a jeśli będziecie potrzebować audiencji wystarczy się zaanonsować. Krasnoludy i niziołki rozpierzchły się po mieście aby zająć co lepsze budowle. Arkat został i na osobności rozmawiał z rycerzem Volke. Nie miałeś wiele czasu na zastanawianie się więc zająłeś pierwszy warsztat kowalski który wpadł ci w oko. Kuźnia razem z paleniskiem i przylegającym do niej domostwem musiała wystarczyć. Poza narzędziami, wszystko było wykonane z kamienia. Widać było w tym rękę krasnoludzką. Domostwo akurat mieściło posłania na dwie osoby. Melisa zapytana przez ciebie najpierw spłonęła rumieńcem po czym uśmiechnęła się i odparła.> - Tak Runarze, zamieszkam z Tobą.


<Klaus>

<Po głębokim zastanowieniu postanowiłeś wrócić możliwie po swoich śladach do miejsca gdzie rozstałeś się z towarzyszami. Było to raczej proste gdyż podróżowałeś trzymając się drogi. Gdy stwierdziłeś iż otoczenie zrobiło się zbyt niezdrowe i wyglądało oraz pachniało ingerencją przyjaciół Bykogłowego, wtedy obeszłeś ten obszar szerokim łukiem zostawiając praktycznie bagna za sobą. Przebyłeś szybko las i w ciągu jednego dnia udało ci się powrócić na drogę do Middenheim. Odpocząłeś w gęstwinie po czym wczesnym rankiem ruszyłeś po śladach, które jak ci się wydawało należały do kolumny Morrytów. Znalezłeś miejsca postojów i kontynuowałeś wędrówkę. Wyglądało na to, że mają nad tobą ledwo dzień przewagi i robili trzy do czterech popasów dziennie. Odpoczywałeś tylko tyle ile uznawałeś za słuszne aby ich dogonić. Pustkowia pozbawione drzew i roślin nie napawały jednak optymizmem. Poczułeś się zdołowany gdy ziemia stała się pylista niczym popiół i pełna zardzewiałych pozostałości po dawnych bitwach.Podróżując dalej nie wiesz w którym momencie otoczyła cię mgła. Świeże kości i pozostałości po obozie który był tutaj rozbity nie więcej niż kilka tygodni temu zaciekawiły cię choć nie zatrzymywałeś się aby to zbadać. Wolałeś dogonić kolumnę niż tracić czas. W którymś momencie zza mgły wyłoniła się masywna i rozległa budowla. Jej główna, najwyższa wieża niczym ludzkie ramie z rozwartą dłonią sięgała palcami w niebo jakby chciała pochwycić słońce. >


<Elbereth>

<Zabrałaś Różyczkę i Beltheriona do swojego domu i już na wejściu czekała cię ogromna niespodzianka. Dom był urządzony i wyposażony lepiej niż mogłaś sobie wyobrazić. Pouczyłaś łagodnie swoją niewolnice o nadgorliwości po czym oddała się przygotowaniom na dzisiejszy dzień. Odświeżyłaś się, przebrałaś w nowe ubranie, zjadłaś posiłek Beltherionem i dziewczynką, podczas którego pouczyłaś ich jak się mają zachowywać po czym zostawiłaś ich pod opieką swojej niewolnicy. Twoja pani była odziana bardzo elegancko, jak zwykle zresztą, choć dziś bardziej oficjalnie. Kiedy zaczęła cię od wejścia zasypywać nowymi informacjami, zadaniami, regułami i powinnościami, wiedziałaś że będziesz musiała poświęcić jej bardzo dużo czasu. Może nawet kilka dni.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.