Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 697
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Paź 01, 2020 19:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ciepło jedzonej zupy rozgrzewało miło mój żołądek. Chciałbym się tym delektować, ale byłem zbyt głodny, więc pożarłem posiłek dość łapczywie. Dopiero po tym zdałem sobie sprawę, że zejdzie mi tu trochę, skoro mam czekać na ewentualnych rozmówców. Toteż piwo popijałem już powoli, uważnie rozglądając się po sali, zwracając główną uwagę na osoby wchodzące do budynku. Gdy dosiadł się do mnie jakiś nowicjusz, wzbudziło to moje zaskoczenie, choć po chwili już wiedziałem, że to nie przypadek.> - Witaj przyjacielu. - <Powiedziałem tak cicho, jak to było możliwe, jednak nie usłyszałem w odpowiedzi nawet jednego słowa. Przejąłem dyskretnie podany mi kawałek pergaminu, czekając na jakiekolwiek słowa gościa, ale ten po wypiciu trunku wstał i bez słowa wyszedł.>

<Postanawiam chwilę posiedzieć, jakby nic się nie wydarzyło. Popijam powoli piwo, sprawdzając uważnie, czy nikt mi się przygląda. Dopiero gdy mam pewność, że nie budzę niczyjej uwagi, zaczynam się przyglądać przekazanemu przedmiotowi. Na mej twarzy można zauważyć skupienie, ale też i zdziwienie. Widać, że zastanawiam się nad czymś, choć próbuję to ukrywać. "Kurcze. W sumie nie spodziewałem się, że ktoś się pojawi. A jak nawet, to liczyłem raczej na rozmowę, a nie to. Szczególnie na coś tak nietypowego. Nie wiem co o tym myśleć. No ale cóż... Nie ma chyba co myśleć po próżnicy." Na tych przemyśleniach kończę kufel, wstaję od stołu i kieruję się do karczmarza. Rozmowa z nim trwa chwilę, po czym wracam na miejsce z kolejnym napitkiem. Siadam i powoli je sączę, czekając na kolejnych gości. Nie doczekując się wizyty nawet Beltheriona postanawiam ruszyć cztery litery i wyjść na zewnątrz. "Czyżby El nie przekazała mu, że czekam tu na niego, a może uznał po prostu, że nie ma ochoty na rozmowę ze mną. Ech te elfy.">

<Swoje kroki kieruję w stronę bramy, do miejsca gdzie spodziewam się natknąć na Hansa. "W sumie nie znam tu nikogo innego. Blass czy Czarny Kruk są tutaj szychami i raz, pewnie ciężko będzie się do nich tak po prostu dostać, a dwa męczenie ich w takich kwestiach może być uznane za zawracanie im niepotrzebnie dupy. Pozostaje mi rycerz Hans." Gdy dochodzę na miejsce mam w głowie już plan. "Wiem, że muszę po pierwszy dowiedzieć się gdzie mogę znaleźć Iruyha, bo mam z nim do pogadania i to jak najszybciej, skoro wygląda na to, że będę musiał zaraz opuścić twierdzę. Najlepiej byłoby jeszcze dzisiaj. Po drugie muszę wywyiedzieć się czy jak wyjdę za bramę, to potem zostanę tutaj bez problemów wpuszczony, czy jednak wcześniej muszę sobie załatwić jakiś glejt, a jeśli tak to od kogo i ile to kosztuje, czy też co muszę dla takowego zrobić. No a po trzecie może rycerz, bądź ktoś z jego ludzi, powiedzą mi coś więcej o Bogenhafen, gdzie się znajduje, jak tam ewentualnie można dotrzeć i co o nim wiedzą. No i o jego burmistrzu, czy też o kimś innym, kto z tym miasteczkiem jest związany, a ma inicjały A.S. Ewentualnie czy nie wiedzą, czy w twierdzy jest ktoś, kto mógłby na ten temat więcej wiedzieć. Może są tutaj jakieś osoby z tego miejsca.">

<Postępuję zgodnie z planem, starając się dowiedzieć jak najwięcej, a potem wyruszyć na poszukiwania Iruyha.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3929
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Paź 07, 2020 23:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Rhunar>

<Po otrzymaniu żelaznych zaczepów i zakończeniu rozmowy opuściliście we dwoje warsztat Jordiego. Melisa spłonęła rumieńcem gdy wyraziłeś swoją radość na myśl o wspólnej pracy.>

- Ja też się cieszę mój drogi... -Języka krasnoludów nauczyłam się na Ulthuanie. To jeden z wymogów jakie stawia się przed magistrami...

<Nie tracąc czasu udaliście się do pobliskiej gospody urządzanej właśnie przez niziołków. Drewniany, malowany szyld głosił : Gorąca Kiełbasa. W tej chwili dostępna była tylko część głównej sali jadalnej ale mimo to otrzymaliście posiłek. Pieczone kiełbasy i bochen świeżego chleba wystarczyły aż nadto aby napełnić wasze brzuchy. Starając się nie niepokoić krzątające się wszędzie halflingi opuściliście karczmę i udaliście się na mury, z góry zawsze jest lepszy widok. Fortyfikacje tak jak cała twierdza także były podzielone na trzy części i nie widać było możliwości bezpośredniego przejścia z jednej cześci na drugą. Z wysoka dostrzegłeś, że wszystkie domy i ulice są zbudowane tak aby drogi zachowywały między sobą kąty proste krzyżując się. Część miasta która przypadła do zamieszkania krasnoludą i niziołkom to w większość magazyny, składy i spichlerze. Warsztatów i domów jest relatywnie mało ale wystarczy dla wszystkich. Druga część dolnego zamku z południową bramą to przede wszystkim domostwa, pola i stajnie. Oczywiście znajdują się tam też pojedyncze warsztaty i miejsca do handlu ale to takie dodatki. Obie części dolnego zamku mają własne koszary, a także studnie tuż przy bramie zewnętrznej. Oglądając umocnienia zwróciłeś uwagę na dużą liczbę wież i baszt. Do tego dwa barbakany przy bramach. Liczba fortyfikacji znacznie przewyższała ilość mogących obsadzić je obrońców chyba,że Czarny Kruk chował gdzieś ukrytą armię. Na obwarowaniach znalazłeś uszkodzone runy wzmocnienia, ukrycia i niezłomności. Przyglądając się murom bliżej zauważyłeś, że duża część blanek przy południowej bramie została niedawno naprawiona i musiało brać w tym udział sporo rąk. Na mury górnego zamku nie udało wam się dziś wejść ale pewnie będzie jeszcze okazja. Wróciliście do domu i zabraliście się do pracy. Melisa malowała magiczne symbole na ścianach kuźni a ty budowałeś hamak i szykowałeś narzędzia. Słodka elfka oznajmiła ci, że jej przygotowana zakończą się za dwa dni ale prace możesz zaczynać kiedy zechcesz.>


<Ecoliono>

<Nieumarły kapłan wciągnął ze świstem powietrze w swoje nieszczelne ciało. >

-Hmm, skoro masz zgodę to i ja pozwalam. Możesz przepisywać wszystkie zwoje i księgi które będziesz w stanie rozczytać i zrozumieć.

<Gdy wpomniałeś o ujrzeniu przeszłości, kapłan zbliżył się do ciebie na wyciągnięcie ręki i położył ci swoją kościstą dłoń na twarzy. Przebiegł cię lodowaty dreszcz a zęby strażnika biblioteki wyszczerzyły się w szerokim uśmiechu.>

- Kobieta w wyniku straszliwych wydarzeń straciła pamięć i chcesz jej pomóc odzyskać wspomnienia. Są trzy znane mi drogi aby to uczynić... <kapłan westchnął>
-Możecie błagać Boginię Miłosierdzia aby uczyniła cud i uzdrowiła zdruzgotany umysł kobiety. Możesz też zaciągnąć kobietę do studni dusz lecz istnieje wielkie niebezpieczeństwo, iż za swoje wspomnienia zapłaci
życiem jeśli Pan Nasz Morr uzna to za konieczne i nic tego nie zmieni. Rytuał jest opisany w księgach. Ostatni sposób jest najprostszy ale też najmniej skuteczny bowiem możesz przywrócić wspomnienia osoby związanej z danym przedmiotem i tylko te w czasie których osoba używała owego przedmiotu. Także ten rytuał opisany jest w księgach. Kiedy dokonasz decyzji odpowiednio cię pokieruję.
<Kapłan otworzył ci przejście do biblioteki.>

-Możesz zabierać się do pracy, miej jednak świadomość iż mam cię na oku przez cały czas. Niech chęć wiedzy nie sprowadzi cię na złą drogę kapłanie...

<Przestąpiłeś próg biblioteki a liczne regały uginające się od tomów i zwojów pochłonęły cię bez reszty na długie godziny.>


<Klaus>

<Pozostawiłeś karczmę i pomaszerowałeś do południowej bramy gdzie zacząłeś wypytywać o rycerza Hansa. Po kilku minutach mężczyzna zjawił się trochę zaskoczony twoją wizytą. Przysiedliście sobie na snopkach siana i wdałeś się w rozmowę.>

-Iruyh? Ten mocarz, przyjaciel Czarnego Kruka? Dostał miejsce w klasztorze. Ma tam odpoczywać przez jakiś czas. Ale nie wpuszczą cię tam, chyba, że sam mistrz cię wezwie. Słyszałem, że ma trenować tu i ówdzię, ale to od jutra rana. Jest tylko kilka placów treningowych w mieście a ten tu jest najbliżej. Poszukaj go rano jeśli chcesz z nim rozmawiać Klausie.

<Nie widziałeś nikogo poza Hansem siedząc na sianie ale wiedziałeś, że załoga na pewno cię obserwuje z góry.>

-Nikt nie może opuszczać twierdzy bez pisemnych rozkazów jeśli ma zamiar tu wracać. Mamy prawo odstrzelić każdego kto się do tego nie zastosuje. Interesuje cię od kogo można dostać odpowiednie pismo... Cóż na pewno od mistrza zakonu, od templariuszy i wyższych kapłanów. Innymi słowy tak czy i naczej pismo przejdzie przez ręce Czarnego Kruka. Jak je zdobyć? Nie wiem, po prostu je dają i masz. Pewnie muszą ci zlecić jakieś zadanie...
<Hans sięgnął po piersiówkę i pociągnał łyka.>
- Chcesz się jeszcze dowiedzieć na temat Bogenhafen? To miasteczko kupieckie u podnóża Gór Szarych, dwa dni drogi marszu na południowy zachód od Altdorfu. Nic specjalnego. Podejrzewam, że zostało zajęte przez wojska księcia podobnie jak Altdorf. Niestety nie ma tu nikogo z Bogenhafen, masz tam jakąś rodzinę ?

<Rozmawialiście jeszcze jakiś czas a potem udałeś się na spoczynek do pobliskich koszar. Cześć łóżek była zajęta. Towarzysze kapłana Ecoliono krzątali się jeszcze rozprawiając o mieście i o różnicach między tym miejscem a Marienburgiem. Nie chciałeś ich zaczepiać, wydawali ci się nudni mimo iż to dwa niziołki, elfka, krasnolud i stara kapłanka. Zdziwiło cię trochę, że samego Ecoliono tu nie było mimo iż towarzyszący mu z reguły chłopiec spał właśnie tutaj. Wybrałeś wolne łóżko, zapakowałeś na noc graty do skrzyni obok i położyłeś się spać. Rano obudził cię szczęk metalu. Wyjrzałeś przez okno i dostrzegłeś Iruyha trenującego z Tellan.>*


<Elbereth>

<Po treningu z Beltherionem resztę dnia poświęciłaś na badania magiczne i ćwiczenia z czarami. Najpierw skupiłaś się na wykałaczce zdobytej na Szaraku. Przedmiot okazał się być obłożony klątwą. Każdy śmiertelnik używający go może zapaść na śmiertelną chorobę jeśli przez przypadek się zrani. Jak dokładnie przebiega choroba i ile trwa, tego nie byłaś w stanie określić. Klątwa jest jednak na tyle silna, że nawet ty nie jesteś w stanie jej zdjąć gdybyś chciała. Z przedmiotu przeniosłaś swoją uwagę na Jillię. Dzięki babskim pogaduchom i zabawie w przebieranki spokojnie mogłaś przyjrzeć się dziewczynie dokładnie. Była młoda, śliczna i nieskalana tego była pewna. Nie znalazłaś na niej żadnych śladów mocy czy talentów magicznych, a przynajmniej jeśli takie posiadała to twoje zdolności były niewystarczające aby to odkryć. Zdawała się być zwyczajną, śliczną, dobrze wychowaną, niewinną dziewczyną. Na czym polegała jej wyjątkowość? Zapewne same Jillia tego nie wiedziała. Trochę niezadowolona udałaś się pod mury na zewnątrz twierdzy aby pobawić się ogniem. Za każdym razem kiedy próbowałaś umieścić siebie wewnątrz czaru czy to z boku czy z góry, wiatr i ogień zaczynał niszczyć ci ubranie więc przestawałaś natychmiast świadoma zagrożenia. Wyglądało na to, że musiałabyś opracować nowy czar na bazie tego aby ogniste wiry zamykały się wokół ciebie nie czyniąc ci krzywdy. Ten dzień minął szybko, przy okazji dowiedziałaś się, że jeśli opuścisz twierdzę i znikniesz straży z oczu nie posiadając pisma pozwalającego ci wrócić, nie zostaniesz ponownie wpuszczona za mury. Co więcej możesz nawet zostać zastrzelona.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 702

PostWysłany: Pią Paź 09, 2020 22:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Klaus wychodząc okrzyknął się dziewczynom na górze które po chwili zeszły aby się z nim pożegnać, natomiast Elbereth z Różyczką i Beltherionem tak sprytnie się wymówili że po chwili Kurt został sam z dziewczynami w pokoju. Dziewczyny chyba wyczuły że była to jakaś zmowa bo usiadły tak aby suknie które miały na sobie odkryły przynajmniej połowę uda oraz przybrały kokieteryjne miny.
- Stało się coś? - Zapytały trzepocząc rzęsami.
- W zasadzie to jeszcze nic. Ale mam z wami do pogadania. - Zaczął niezręcznie. - Wiecie w jakiej jesteśmy sytuacji nie?

<Etelka przewróciła oczami jakby rozglądała się po izbie. Anika wbiła wzrok w Kurta i odpowiedziała.>
-Czaisz się jak zając pod krzakiem Kurt. Czegoś od nas chcesz, gdyby nie to, że zarobiłeś co nie cieco pomyślałabym, że chcesz pożyczyć pieniądze.
<Obie dziewczyny czekały aż powiesz coś więcej.>
-Będziemy tu mieszkać? Razem z elfami i Różyczką? <Wypaliła Etelka>


-Nie. Nie nie zamieszkamy z nimi. Ale zostają w twierdzy na trochę i będziecie mogły się odwiedzać. Morryci kazali nam zarobić na własne utrzymanie więc pewnie w tym ostatnim domu co go oglądaliśmy urządzimy karczmę i tam też zamieszkamy. A czaję się - zwrócił się do Aniki - bo sytuacja robi się dość nieciekawa. I muszę z wami uzgodnić parę spraw. Bo zaczyna się robić niebezpiecznie. Altdorf naprawde został zdobyty. A a ci co to zrobili prędzej czy później tu przyjdą. Obiecałem pomóc walczyć z tym całym świństwem. Ale to co tu przyjdzie to będą nie tylko ludzie. Może być nawet tak jak w tym obozie gdy pojechaliśmy z Elbereth. Klaus i El mówią że nie mogę od was wymagać że będziecie walczyć z nami, że nie powinienem was w to wciągać. I ja też myślę podobnie. - głos miał jak zbity pies - bo sam nie wiem czy ta walka jest jeszcze na moim poziomie. Ostatnio zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej by było wam u siebie w Bretonii. - Nie to żebym chciał was zostawić czy odesłać - Podniósł ręce w obronnym geście - ale tak wiecie, w razie czego.

<Obie dziewczyny spojrzały na ciebie ze zdziwieniem.>
-Kurt ty naprawdę sądzisz ,że chcemy wrócić do Bretonii? Gdyby tak było już dawno byśmy to zrobiły. Wyciągnąłeś nas z Couronne, za co jesteśmy ci wdzięczne. Może nie będziemy walczyć a może będziemy jeśli zajdzie taka potrzeba. <Anika odpowiedziała przekonująco i całkiem poważnie.>
<Etelka podeszła do Kurta i przytuliła go po czym zaczęła głaskać go po głowie.>
-Kurt…<szepnęła z uśmiechem na ustach.> Potrzebujesz kogoś kto ci przyklei głowę jeśli znowu ją stracisz. Chociaż lepiej żeby była na swoim miejscu. Obie… <Brunetka przesunęła dłonią po twarzy najemnika po czym pocałowała go czule.>
-Ktoś musi się tobą opiekować. <Anika również przytuliła Kurta.> - Sądzę, że teraz droga do Bretonii i tak jest zamknięta więc nie pozbędziesz się nas tak łatwo mięśniaku…<Dziewczyna zaśmiała się łagodnie.>


- Ja nie chcę się was pozbyć - wydukał zbity z pantałyku - to z troski.
Kurt chwilę pomyślał próbując ogarnąć myśli w końcu sobie przypomniał o czym chciał rozmawiać z dziewczynami. Objął Etelkę w pasie posadził sobie na kolanach tak że dziewczyna mogła sobie pomachać nogami.
- Skoro nie Bretonia to co? Może po wszystkim wrócimy do Marienburga? Czy zostajemy tu. w naszej kamiennej klatce, rozkręcamy wyszynk i… - zawiesił głos


<Etelka zwinnie obróciła się i usiadła ci na biodrach okrakiem wpatrując się w twoją obitą gębę. Anika pochyliła się opierając brodę na jej barku i także patrząc prosto na ciebie.>

-Kurt, co jest z tobą? Zachowujesz się jakby ktoś przytrzasnął ci jajka drzwiami… <odparła Anika. Etelka milczała obserwując cię uważnie.> - Dobrze, wiesz że dziś nic nie jest pewne. Szkoda czasu na plany chyba, że masz jakieś konkrety. Sądzę, że to miejsce to tymczasowe schronienie. Jak przegramy to się zobaczy, jak wygramy to też… <Etelka nadal milczała, obie dziewczyny nie spuszczały z ciebie wzroku.>

- Tak się zastanawiam. W Marienburgu wtedy pomógł nam ten sprzedawca broni. Poprosiłem kilku znajomych z miasta aby go wybadali. Wspominał że ma to coś z waszą przeszłością. Ostatnio sprawy tak się pieprzą. Że zacząłem się zastanawiać skoro ktoś nam pomógł ot tak. To czy to nie zadziała kiedyś w drugą stronę. Ktoś ot tak zacznie na nas dybać. Zwłaszcza że jak ta wiedźma Wietrznica by coś wynurała. - Zaczął tonem jakby głośno myśląc. - Wiem że nie rozmawialiśmy wiele o waszej przeszłości a i obiecałem wam nie ważne co robiłyście wcześniej. Tyle że teraz chodzi raczej o nasze bezpieczeństwo. Poza tym reszta się nie zmienia. Cokolwiek powiecie to nic nie zmieni.

-Yhm… <Mruknęła znacząco Etelka.>
-Co dokładnie chcesz wiedzieć? Nigdy wcześniej nie widziałyśmy tego sprzedawcy. Może po prostu chciał być miły dla nas. Nie przyszło ci to do głowy?
-Sądzisz, że czarownica może się zainteresować takimi szaraczkami jak ja i Anika. Obie nie mamy bladego pojęcia o czarach więc to mało prawdopodobne. Zadaj jednak pytanie a postaramy się odpowiedzieć. Nie mamy raczej czasu na opowiadanie całego życia więc konkretniej. Jesteś nieustraszonym wojakiem Kurt. Zatłukłeś mantykore gołymi rękami a obawiasz się nas? Nawet nie jesteśmy rozebrane…<Obie dziewczyny zachichotały.>


- To, to zawsze można zmienić. - Powiedział rozmarzony. - nie… znaczy się tak. Znaczy się potem. - “Przez te baby tracę rozum” - Wiecie, może bezpośrednio czarownicy nie zagrażacie. Ja pewnie też nie ale nasi znajomi to już inna sprawa. Mogą próbować przez nas zaszkodzić im. Jakoś ostatnie doświadczenia nauczyły mnie ostrożności. A moje ptaszki powiedziały mi że to może chodzić o twoją przeszłość Etelko albo o kogoś z twoich krewnych. Nie musimy się spieszyć z pogaduchami. Elberetch pozwoliła nam dzisiaj tu zanocować.

-Naprawdę nie rozumiem dlaczego ktoś by miał się mną interesować? Chyba , że ze względu na moje talenty.
<Etelka objęła rękami twoją głowę i przycisnęła do swoich piersi. Poczułeś jej seksowny kobiecy zapach. Anika ujeła cię za barki i stanowczo masując sprawiała,że zacząłeś się rozluźniać.>
-Nikt mnie za przeszłość nie ściga. A tym bardziej za moich krewnych, zapewniam Cię. Chociażby dlatego, że nikt ich nie zna. Twoje ptaszki co?? <Etelka wsunęła ci rękę w spodnie i pomacała.> - Nadal masz tylko jednego i jest na swoim miejscu hihi...


Dziewczyny wiedziały jak trzymać swoje sekrety schowane tam gdzie chciały. Jeszcze chwilę próbował się opierać szukając w głowie jakiegoś kolejnego argumentu w końcu jednak Etelka skutecznie wyłączały mu wszelkie myślenie i jak się okazało Kurt był w znacznie lepszej kondycji niż mu się wydawało. W każdym bądź razie nie udało mu się stanąć na nogi skoro świt i przegnać dziewczyny na plac ćwiczeń. Nie to żeby specjalnie żałował. Niemniej rano musiał skrócić zajęcia z dziewczynami by dogadać sprawy związane z otwarciem karczmy. Było z tym biegania. Bo poza informacją dla kapłanów musieli załatwić jakieś meble, kufle, naczynia no i zapasy jedzenia i alkoholu. Trzeba było rozsupłać sakiewkę. Miał tylko nadzieję że uda mu się coś grosza odzyskać gdy przyjdzie zwijać interes oraz że dziewczyny przyciągną klientów. Potem już była “rutyna” dnia codziennego. Do południa zajmował się z dziewczynami ćwiczeniami. On uczył je tańczyć z bronią oraz posługiwać się wybranym orężem, one uczyły go “tańczyć bez broni”. A międzyczasie śpiew u Elbereth lub klasztornym chórze. Potem gdy dziewczyny otwierały bar, Kurt szedł na samemu ćwiczyć oraz szukać kogoś kto przerobi jego czaszkę na jakiś przydatny kawałek wyposażenia.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Nie Paź 11, 2020 15:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Masz rację, muszę się uzbroić oraz zadbać o odpowiednią ochronę ciała. Tym bardziej, że nie wiemy co czeka nas w najbliższym czasie...-
odpowiedziała na uwagę męża.

- Swoją drogą...Skoro byłam już rycerzem co stało się z moja zbroją? Bo chyba jakąś miałam prawda? Nic z niej nie zostało?- zapytała gdy Iruyh podał jej wielki miecz, którym wcześniej już walczyła.
Przez chwilę przyglądała się uważnie obracając ją z każdej strony.
W końcu oparła ostrze o ziemię i przesunęła dłonią delikatnie po bocznej stronie ostrza.>

- To całkiem spory kawałek oręża jak na kobietę ale jeśli twierdzisz, że wcześniej potrafiłam nim walczyć to chcę to kontynuować...- chwyciła oburącz miecz po czym wykonała nim kilka ruchów sprawdzając, czy rzeczywiście jest wstanie władać tym kolosem.
Jej ruchy nie były idealne, nawet spowolnione, ale sam fakt, że potrafiła go unieść okazał się dla niej miłym zaskoczeniem.
Przystanęła w końcu na moment i opierając ostrze miecza o podłoże dodała stanowczo.

- Zdecydowanie, chcę kontynuować trening tym mieczem.
Z czasem ocenię, czy jesteśmy sobie pisani...-posłała uśmiech rycerzowi.

Gdy złoty miecz Iruyha przyciągnął jej uwagę, Tellan podeszła bliżej by się mu przyjrzeć.

-Piękna broń... i chyba sporo warta patrząc po zdobieniach...- dodała przyglądając się klejnotom wtopionymi w złoty metal- I wygląda na całkiem nowy nabytek...albo tak dobrze o nią dbasz. No dobrze...Jestem gotowa na starcie... mieczami na początek...- dodała z uśmiechem na twarzy po czym oddaliła się od rycerza przygotowując do pierwszego starcia.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 697
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Paź 11, 2020 20:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zbieram się, zabieram swoje rzeczy, montuję wszystko na swoje miejsce, sprawdzając na szybko czy wszystko z wyposażeniem jest w porządku, po czym wychodzę przed plac treningowy. Staję na chwilę obok, opierając się o ścianę jakiegoś budynku, i przyglądam się wymianie ciosów pary rycerzy. Gdy moja obecność zostaje zauważona, witam się krótkimi słowami, pytając Iruyha o możliwość rozmówienia się z nim. Nie muszę długo czekać, bo już po chwili rycerz przerywa ćwiczenia i zaczynamy pogawędkę, mając obok trenującą Tellan. Początkowo rozmowa przebiega spokojnie, jednak z czasem pojawia się napięcie, a ja sam odczuwam niepowstrzymany strach. Staram się nad tym zapanować, nie oddając pola rozmówcy, zachować spokój i pewność siebie, ale w pewnym momencie czuję, że powinienem jak najszybciej się stamtąd oddalić, ale coś sprawia, że nadal stoję w miejscu jak słup soli. Kontynuuję więc wymianę zdań, odczuwając przy okazji, że jestem gdzieś na granicy, której przekroczenie jest bliskie, a konsekwencje tego będą dla mnie ostateczne i nieodwracalne. W końcu, gdy pada sugestia ze strony rycerza, że już czas na mnie, postanawiam z niej skwapliwie skorzystać i żegnając się z obojgiem, powoli odchodzę. I gdy wydaje się, że napięcie opadło, a strach uleciał, padają słowa, które powodują, że na mym czole pojawiają się krople potu. Nie zatrzymuje się jednak, nie odwracam, idę dalej, a w mej głowie szaleją myśli.>

<Gdy w końcu uspokajam się, postanawiam zrealizować plan, który wpadł mi do głowy przed snem. Zaczynam się kręcić po mieście, wchodząc w boczne uliczki, zaułki, wyszukując jakiegoś opuszczonego budynku gdzieś na całkowitym uboczy, do którego można by wejść przez drzwi niezauważonym. Pilnując by nikt mnie nie widział, sprawdzam, czy da się tam wejść drzwiami, a jak nie to czy nie można tam wejść otworem okiennym i otworzyć drzwi od wewnątrz. Sprawdzam przy okazji wnętrze, upewniając się, że nie ma tam żadnych śladów bytności kogokolwiek, a więc obiekt jest na pewno opustoszały. Gdy tylko udaje mi się zlokalizować spełniający moje oczekiwania obiekt wracam na główną drogę w mieście, wchodzę do najbliższej karczmy, kupuję butelkę piwa, a następnie kieruję się z powrotem do wyszukanego budynku, zatrzymując się co pewien czas po drodze. Gdy jestem na miejscu upewniam się, że nikt mnie nie widzi, po czym wchodzę jednymi z drzwi do środka i w pierwszym z pomieszczeń organizuję sobie jakieś siedzisko, tudzież siadam na podłodze, tak by pozostawać w ukryciu, ale mieć na widoku wejście, którym się tutaj dostałem. Następnie zabieram się niespiesznie do konserwacji swojego ekwipunku, racząc się przy okazji napitkiem. Zachowuję jednak czujność i nasłuchuję, czy ktoś się nie zbliża.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 175

PostWysłany: Pon Paź 12, 2020 20:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skłonił się tylko przed bibliotekarzem, jednak to nie mi było decydować - należało najpierw porozmawiać z Tellan, zresztą nie należało też działać pochopnie. Najpierw jednak musiałem przeczytać wybrane księgi i zapoznać się z wiedzą w nich zawartą, a jeszcze musiałem zrozumieć nature owych rytuałów. Przekroczywszy próg biblioteki i odpowidziałem na słowa bibliotekarzowi.

- Dziękuję za ostrzeżenie Ojcze.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1610

PostWysłany: Wto Paź 13, 2020 21:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Czar postawił mnie na nogi. Jedynym śladem była zaschnięta krew, ale zmyłam ją z siebie zaraz po powrocie z treningu. Dzień był krótki, a miałam wiele do zrobienia. Szybko przebrałam się w łuskowy strój, który zdawał się najbardziej reprezentacyjnym. Doprowadziłam się do porządku, po czym przypomniałam Róży oraz Bel’owi, iż należy w tym miejscu oddawać cześć Morrowi. Nie miałam zamiaru łamać żadnej z zasad, w szczególności tej, więc udałam się w ich towarzystwie do świątyni bądź kapliczki, z której mogliśmy skorzystać.

“Panie Śmierci, który czekasz na końcu naszej wędrówki.
Miej w opiece tych, których dusze powędrowały do Twych pięknych ogrodów.
Niech zaznają spokoju, na który zasługują.
Ześlij sny dodające otuchy tym, którzy znaleźli schronienie na Twej uświęconej ziemi.
Niech zaznają spokoju, na który zasługują.
Spójrz łaskawie na tych, którzy p
róbują ocalić jak najwięcej niewinnych istnień.
Bądź pozdrowiony Morrze.”

Wyprostowałam się. Po modlitwie złożyłam datek na świątynię i wróciliśmy do domu gdzie zasiadłam do badania wykałaczki. Spisałam jej właściwości na kawałku pergaminu by znów nie zapomnieć i schowałam, po czym skupiłam całą swoją uwagę na Róży. Nie chciałam jej niepotrzebnie denerwować, więc uciekłam się do małego podstępu. Jednak szybko się przekonałam, że przedmioty były zdecydowanie łatwiejsze to przejrzenia. Ba! Nawet eliksiry, na których kompletnie się nie znałam stanowiły mniejszą zagadkę. Zacisnęłam usta nieco sfrustrowana wynikami badania dziewczyny, ponieważ nasuwał się tylko jeden wniosek. -”...Może czegoś nie widzę… Hmmm… “ - Jeśli tak było to wynikało jedynie z mojej niewiedzy. Wydęłam usta. -”Nie no… nie wyczuwam od niej niczego nienaturalnego lub niezwykłego. Coś tu się jednak nie zgadza skoro to ona jest kluczowym składnikiem. Przecież nie jest ostatnią dziewicą w Imperium. Hmmm... Czego nie widzę?” - Dumałam przyglądając się dziewczynie.>

-Tak sobie pomyślałam…<Urwałam w pół zdania. -”...że zostaniesz już z Nami na zawsze…”- > Jak tylko będzie ku temu okazja to sprawię Ci suknię w kolorze krwistej czerwieni. W końcu każdy klejnot potrzebuje stosownej oprawy. <Uśmiechnęłam się wstając z łóżka.> Mam nadzieję, że mi wybaczysz, ale muszę jeszcze wyjść. Chcę potrenować z magią, a wolałabym wrócić w mury twierdzy przed zapadnięciem zmroku.

<Przebrałam się w strój z porannego treningu. Zarówno koszula, jak i spodnie zostały uszkodzone ostrzem miecza, więc ich ewentualne nadpalenie nie miało już znaczenia. Narzuciłam na siebie płaszcz, wzięłam torbę oraz przypasałam miecz.>
-Do zobaczenia Różyczko.

<Rzuciłam jej opuszczając pokój i skierowałam swoje kroki na dół. Łapiąc kątem oka Beltheriona zatrzymałam się.>

-Wychodzę przed mury by poćwiczyć z magią. <Odezwałam się w eltharinie.> Badałam Różę poszukując powodów, dla których jest tak niezbędna w rytuale i w związku z tym… Mam dla Ciebie zadanie specjalne pod moją nieobecność. <Spojrzałam mu w oczy z wyzwaniem.> Pozbaw ją cnoty. <Powiedziałam beztroskim tonem, jakbym prosiła go o zakup wina.> Oczywiście to zapewne nie jest głównym powodem jej wyjątkowości, lecz ja nie znajduję nic innego. Nierozsądnie byłoby ryzykować, a nie znam nikogo bardziej odpowiedniego. <Nawet powieka mi nie drgnęła.> Być może wyeliminujemy problem, ona spełni fantazję, a Ty będziesz miał przyjemność. I nie próbuj mi wmówić, że jest inaczej. <Uśmiechnęłam się szeroko.> Wszyscy zadowoleni.

<Nie czekałam na odpowiedź. Cmoknęłam go w policzek, odwróciłam na pięcie i pośpiesznym krokiem ruszyłam ku wyjściu chichocząc pod nosem. Lepiej było dać mu przyswoić i ochłonąć, a dopiero potem dyskutować. Nie zatrzymywałam się póki nie dotarłam pod bramę, gdzie strażnik uprzedził mnie o kolejnych zasadach.>

-Yhmm.. Dobrze. Na pewno nie zniknę z widoku tak bystrych oczu. <Uśmiechnęłam się czarująco.> Obiecałam szanownemu Czarnemu Krukowi nie przysparzać kłopotów podczas pobytu, więc czary wolę ćwiczyć na zewnątrz by przypadkiem czegoś nie podpalić na terenie samej Twierdzy.

<Po tych słowach wyszłam pod mury twierdzy. Nie odeszłam daleko by być w zasięgu wzroku strażników. Raptem kilka metrów. Przystanęłam rozglądając się po okolicy. Nie mogłam się doczekać chwili, w której będę mogła nieco się rozluźnić, ale nie chciałam przy tym nikogo spalić. - “W końcu dobre miejsce by przetestować własny pomysł… teoria w praktyce… głęboki wdech...spokojnie… nie spal samej siebie… delikatnie….” - Skupiłam się na mocy przywołując wiatr. Wystarczyło wspomnienie porannych porażek by stworzyć silne tornado. Ledwo wir powietrza osiągnął swój kształt, gdy z hukiem rozbłysł wypełniając się ogniem. Na moment zapatrzyłam się w szalejące płomienie. -”Na wyciągnięcie ręki…to za mało...”- Koniecznie chciałam znaleźć się w środku tej kotłowaniny żywiołów. Tyle, że każda kolejna próba, czy sposób kończyły się fiaskiem. W końcu niezadowolona cisnęłam niewielką kulą ognia w kierunku pustkowia by wysadzić ją w powietrzu. Huk rozniósł się echem po okolicy.>

-Aghr….! Oczywiście, że trzeba zmodyfikować splatanie! <Skwitowałam ze złością.> Skoro techniki nie można dostosować to trzeba inaczej sformułować samą inkantacje… <Słońce powoli chyliło się ku zachodowi.> Czas wracać.

<Wciąż nieco dymiąc przekroczyłam bramę życząc wartownikom spokojnej służby. W pierwszej chwili chciałam od razu wrócić do domu, ale przypomniałam sobie o liście, więc udałam się jeszcze pod bramę do górnego zamku, gdzie można było zgłosić swoją prośbę o spotkanie z Mistrzem. Dopiero, gdy udało mi się złożyć stosowny wniosek skierowałam kroki ku domostwu. Całą drogę świadomie ignorowałam to dziwne uczucie jakie towarzyszyło mi od pierwszego dnia. -“… nie mam czasu na zabawę.. Przynajmniej teraz… może jak wrócę… “- Zostawiłam troski za progiem. Zamknęłam drzwi zapominając o nich by cieszyć się ostatnimi klepsydrami z Beltherionem, Różą, a może nawet i Kurtem oraz dziewczynami.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1227

PostWysłany: Sro Paź 14, 2020 22:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wymierzyłem wnętrze pokoju i wbiłem ćwieki w ściany. Niby prosta robota, ale by zrobić ją dobrze potrzebna była odrobina pomyślunku. W międzyczasie powtarzałem sobie inkantację potrzebną do stworzenia Runy Wody.

Gdy skończyłem z małą zmianą w sypialni zabrałem się za przygotowanie narzędzi. Zdjąłem plandekę z Kowadła Zagłady.

Widok wielkiego bloku gromnilu opatrzonego starożytnymi runami pozwalającymi wiązać potężne ilości magicznej energii wprawiło mnie w podniosły nastrój. Położyłem na nim dłonie starając się wyczuć drzemiącą w nim moc.

Moje Kowadło Zagłady.

Mój artefakt.

Wyjąłem przygotowaną szmaragdową soczewkę i ułożyłem ją na kowadle. Przetarłem drogocenny klejnot. Nie mogłem się doczekać aż zacznę zaklinać w nim Wiatry Magii.

Jednak by ruszyć z kopyta z pracą musiałem poczekać na Melisę.
Dlatego wieczorem zabrałem się rozpoczęcia pracy. Ubrany w strój roboczy naciąłem dłoń i skapnąłem kilkoma kroplami w wyryty w klejnocie znak, aż całe jego dno nie wypełniło się krwią. Następnie z namaszczeniem rozpocząłem inkantację wykonując nad znakiem skomplikowane ruchy dłońmi. Krew najpierw skrzepła, a potem powolutku zniknęła, pozostawiając po sobie nikła świecącą nić na dnie runy.
Pierwszy krok został poczyniony.

***

Szybko zapadł wieczór i trzeba było udać się na spoczynek. Rano przygotowałem lekkie śniadanie dla nas obojga. Przed posiłkiem podziękowałem Gazulowi i Morrowi za opiekę. Wyszedłem zrobić drobne zakupy, kiedy Melisa kontynuowała swoje przygotowania. Zakupiłem trochę jedzenia i napitku. Przed wyjściem przyjrzałem się dokładnie Ukochanej fachowym wzrokiem oceniając jej figurę i rozmiar, by kupić i dla niej roboczy fartuch. Trochę przy tym odpłynąłem myśląc o tym jakżeby to by było gdybym wykuł jej podobiznę w kamieniu.
Otrząsnąłem się i ruszyłem dopełnić sprawunków i wziąć zapasy na następne dni. W międzyczasie powtarzałem po raz kolejny prostą inkantację Wody. W porównaniu z tą potrzebną do Runy Skupienia była bardzo prosta. Zdawałem też sobie sprawę, że niedługo będę musiał się nauczyć kolejnych run by móc odnowić te zatarte na murach.

Po powrocie do domu zająłem się znów soczewką. Runa Skupienia była ważnym przedsięwzięciem, bo miała zapewnić prosperitę krasnoludom i wzmocnić pośrednio samą twierdzę. Gdyby udało się ją dokończyć mógłbym się spokojnie zająć następnymi runami i badaniami.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3929
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Paź 17, 2020 20:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>

<Anika z Etelką skutecznie zamknęły ci usta. Nie byłeś jeszcze w pełni sił ale można powiedzieć, że stanąłeś na wysokości zadania. Dziewczyny użyły kilku trików aby wykorzystać cię do swoich celów a ty nie miałeś nic przeciwko. Mimo braku łóżka ,wersalka i fotele wystarczyły aby się ostro zabawić i zasnąć wtulonym w kobiece ciała. Obudziłeś się dość późno ale za to czułeś się świetnie. Różyczka przyglądała się wam z rumieńcem kiedy się budziliście. Elfy zniknęły gdzieś wcześnie rano. Na otwarcie karczmy zszedł ci cały dzień. Musiałeś spotkać się z Bertholdem Blassem. Ten wydał ci pozwolenie i pomógł zdobyć trochę prostych mebli jak krzesła, ławy i stoliki, dwa łóżka, oraz naczynia. Za zapasy i napitek musiałeś sypnąć złotem i to sporo. Dziewczyny starały się zdobyć jakieś dekoracje ale nie było łatwo. Wieczorem wstawiliście normalne łóżko, na parter, do domu w którym zamieszkaliście z Elbereth. Następna noc minęła spokojniej ale za to na wygodniejszym miejscu do spania. Z rana ruszyłeś sam do enklawy krasnoludzkiej w poszukiwaniu rzemieślnika który miał przerobić twoją zdobycz wojenną na coś pożytecznego. Jeden z kowali zgodził się wykonać dla ciebie naramiennik ale zajmie to kilka dni i będziesz musiał zapłacić aż pięćdziesiąt sztuk złota jako, że materiał jest bardzo wyszukany. Po załatwieniu tej sprawy potrenowałeś trochę szermierki z Elbereth choć musiałeś się sporo naganiać za błyskawicznie szybką elfką. Elbereth opuszała miasto następnego dnia, zostawiając Beltheriona i Różyczkę razem z wami pod jednym dachem. Akurat kiedy elfka opuszczała twierdzę wy otwieraliście oficjalnie karczmę. Anika i Etelka nazwały ją Pod stukającym pantofelkiem. Wtedy dziewczyny zadały ci dziwne pytanie. Czy chadzasz do świątyni i się modlisz każdego dnia do Morra? Zanim udało ci się odpowiedzieć w twierdzy rozbrzmiał dźwięk dzwonu.>


<Tellan>

<Iruyh uśmiechnął do ciebie gdy oznajmiłaś, że chcesz wrócić do walki wielkim mieczem. Gdy wsponiałaś o drugim orężu, ukochany dał ci na niego spojrzeć ale zabronił go dotykać. Kiedykolwiek i pod żadnym pozorem. >

-Może i wygląda pięknie ale jest przeklęty. Dlatego nigdy go nie dotykaj. Nigdy...

<Podczas waszego treningu przyszedł Klaus, strzelec. Zamienił kilka słów z twoim mężem gdy ty starałaś się opanować na nowo władanie wielkim mieczem. Nie zwracałaś wielkiej uwagi na treść rozmowy dlatego jakoś umknęły ci wypowiedziane słowa. Strzelec odszedł a wy kontynuowaliście trening. Zwykły pojedynek nawet przy użyciu tego ogromnego miecza wydał ci się łatwy mimo iż męczący. Iruyh wyjaśnił ci, że twoja zwykła zbroja została zniszczona. Później kiedy został porwany używałaś jego zbroi ale teraz kiedy jesteście znowu razem,trzeba sprawić ci nową zbroję. Zakonny kowal lub krasnoludy powinny się tym zająć niebawem. Gdy wracaliście z treningu musiałaś sama dźwigać wielki miecz. Teraz jest twój dopóki się nim nie zmęczysz. Owy oręż zdaje się kryć jakieś twoje wspomnienia, w większości coś niepokojącego ale nadal nie możesz sobie przypomnieć co dokładnie. Jeszcze tego samego dnia Iruyh załatwił dla ciebie celę do spania sąsiadującą ze swoją. Od tego momentu mogłaś poruszać się swobodnie po klasztorze i twierdzy. W końcu jesteś rycerzem Morra. Nadchodzące dni wyglądały podobnie. Trening, modlitwa i opowieści Iruyha o tym co was łączy odkąd się spotkaliście. Teraz jesteś już pewna, że to jego dziecko nosisz w sobie. Pewnego ranka przed treningiem w całej twierdzy rozbrzmiał dźwiek dzwonu.>


<Klaus>

<Spotkałeś się po raz kolejny na moment z przyjacielem i uzupełniłeś informacje. Szybko jednak musieliście się rozstać. Poukładałaś sobie wszystko w głowie co musisz zrobić przed wyjazdem a potem zabrałaś się za sprawunki. Pierwsze co zrobiłeś to udałeś się do Templariusza Bertholda Blassa aby móc wrócić do twierdzy. Wystawił ci glejt imienny na wstęp do twierdzy ale wzamian za to będziesz musiał zdać dokładny raport z tego co zobaczysz podczas swojej wyprawy na południe. To nie podlegało dyskusji. Następnie obszedłeś miasto w poszukiwaniu zapasów. Zakupiłeś suchy prowiant i mazidło do włosów a dzień skończył się tak szybko jak się zaczął. Odwiedziłeś na prędce świątynie Morra i pomodliłeś się dziękczynnie za to co już otrzymałeś. Miałeś jednak przeczucie, że jedna modlitwa to za mało. Słyszałeś, że tutaj trzeba się modlić kadego dnia. Wieczorem spotkałeś się z Elbereth która dała ci zaczarowaną wykałaczkę i wytłumaczyła jak działa. Beltherion rzekł tylko, że nie mógł przyjść i nie odezwał się więcej. Okazało się również, że oboje z Elbereth wyruszaliście rano w podróż ale w całkowicie innym kierunku. Schowałeś przedmiot do zakupionego pudełka, pożegnałeś się z elfami i poszedłeś do karczmy na kolację. Dowiedziałeś się, że do Altdorfu są dwie trzy drogi. Albo do morza i rzeką przez Marienburg, albo na południe do miejsca gdzie spotkałeś popasającego Lucasa i dalej główną drogą na południe, albo na wschód do postarunku granicznego Middenlandu i dalej drogą dookoła przez Middenheim albo przedzierając się przez lasy na południe w kierunku Carroburga i dalej na południe. Zrobiło się późno więc udałeś się do koszar na spoczynek. Wczesnym rankiem wyruszyłeś. Gdy oddaliłeś się od twierdzy i przechodziłeś przez resztki obozowiska oblegającej ją kiedyś armii,pośród zasnutych we mgle namiotów usłyszałeś kroki wielu osób oraz turkot kół. Po tym dobiegł do ciebie dźwięk dzwonu z twierdzy.>


<Ecoliono>

<Biblioteka liczyła tysiące zwojów i manuskryptów z czego te dotyczące Morra i posługi wobec niego były zaledwie małym okruchem. Minęło sporo czasu zanim odnalazłeś interesujące cię księgi. Pierwszy zgłębiłeś rytuał przy studni dusz. Należy taką studnie odnaleźć i jest ona bezpośrednim przejściem między światem żywych i umarłych. Przedstawiasz poddawanego rytuałowi, strażnikowi studni po czym osoba zagłębia się w przejście. Dzięki temu może uzyskać wiedzę na interesujący ją temat. Jednak dokonuje się to bezpośrednio w domenie Morra więc raczej zostaje się tam na zawsze a duch opuszcza ciało. Zasłyszane są legendarne przypadki jakoby nieliczni patriarchowie kościoła Morra powrócili ze studni dusz ale to tylko niepotwierdzone plotki z dawnych czasów. Ryzyko jest ogromne i nie ma żadnej wzmianki o tym jak sprowadzić spowrotem utraconą osobę. Drugi rytuał jest bezpieczny choć wymaga czasu. Wybrany przedmiot związany z utraconymi wspomnieniami należy umieścić na ołtarzu Morra i święcić solą, wodą i ziemią cmentarną z poświęconego miejsca przez siedem dni. W tym samym czasie osoba pragnąca odzyskać wspomnienia, musi przez siedem dni odmawiać modły błagalne do Morra o zesłanie snów przywracających wspomnienia gdy dojdzie do kontaktu ze święconym przedmiotem. Jeśli rytuał zostaje poprawnie wykonany, wierny w wierze dzierżąc przedmiot zapada w sen i budzi się gdy odzyska wspomnienia związane z przedmiotem. Może to trwać nawet kilka tygodni. Nie należy przerywać snu takiej osoby aby nie utraciła wspomnień które już ma. Gdy przebrnąłeś przez zawartość ksiąg wyszedłeś z biblioteki strasznie śpiący i zmęczony. Wróciłeś do koszar na odpoczynek oraz posiłek. Okazało się,że zaczął się trzeci dzień odkąd zniknąłeś w bibliotece. Matieu podał ci posiłek, który był śniadaniem. Zjadłeś powoli po czym zaległeś wyczerpany na posłaniu. Chłopiec doglądał cię gdy odpoczywałeś. Śniło ci się, że jeśli będziesz spędzał dużo czasu w samej bibliotece staniesz się bardzo blisko Panu Snów i Śmierci. Obudził cię dźwięk dzwonu.>


<Elbereth>

<Po ćwiczeniach z magią udało ci się ponownie zobaczyć Czarnego Kruka. Dostałaś pismo pozwalające ci na powrót do twierdzy, mistrz zakonny nie pytał o nic. Widocznie wasza wcześniejsza rozmowa była dla niego wystarczającym wyjaśnieniem. Gdy wróciłaś do Bela i Jilli, ukochany oczywiście poruszył temat. Dziewczyny. Zgodził się na twoją propozycję ale jednocześnie zaznaczył, że z ewentualnymi konsekwencjami będziesz musiała się albo pogodzić albo radzić raczej sama. Szczególnie jeśli chodzi o jej głowę lub serce. >

-Nigdy wcześniej nie miałem tak młodej kochanki, i to jeszcze ludzkiej dziewczyny. Zajmę się nią odpowiednio, może nawet mi się spodoba na dłuższy czas ale nie możecie oczekiwać, że odwzajemnie jej uczucia lub zaakceptuje was obie na tym samym poziomie. Będę na tyle delikatny na ile umiem. Pamiętaj jednak, że jestem mrocznym elfem. Jeśli będzie płakać lub histeryzować to spadnie to na ciebie. Ja zwyczajnie odwórcę się na pięcie skarbie.

<Elf uśmiechnął się trochę złośliwie zadowolony z faktu,że wiesz co może
się stać. Chwilę później odwiedził was Klaus. Oznajmił, że wyrusza na południe załatwiać jakieś sprawy i wróci za kilka dni, może się spotkacie. Podarowałaś mu zaklętą wykałaczkę opowiadając co i jak ,a strzelec schował ją do pudełka i pożegnał się. Był późny wieczór kiedy Kurt wrócił z miasta razem z Aniką i Etelką. To była ich ostatnia noc z wami. Rano przenoszą się do karczmy, którą razem otwierają. Kurt ma nadzieję zarobić na tym większe pieniądze. Noc minęła spokojnie,wtulenie w siebie wszyscy troje spaliście jak dzieci. Z samego rana wyruszyłaś zabierając ze sobą to co potrzebne. Widziałaś w oddali Klausa jak znika we mgle porzuconego obozowiska. Później usłyszałaś świst i nie tracąc czasu aby zorientować się kto i skąd do ciebie strzela użyłaś kamienia i dosłownie zniknęłaś.>
<Pojawiłaś się w salonie Shasuuviel trochę zdezorientowana. Jeszcze bardziej w konsternację wpawił cię widok świężego ciała jakiejś mrocznej elfki. Nabita na pal, z rozszarpaną klatką piersiową i wyrwanym sercem, chyliła się smętnie ku podłodze. Pod nią umieszczono zlewnie aby krew spływała do umieszonego na końcu naczynia. Wyciekająca z sinych ust krew zastygła tuż pod jej brodą tworząc swojego rodzaju sopel. Martwa elfka była w pełnym odzieniu. To po tym poznałaś, że była jedną ze służek twojej Pani. Kapłanka wyszła do ciebie w czarnym lśniącym szlafroku przepędzając swoje służące. Zdawała się być w świetnym humorze widząc ciebie.>

-Nareszcie, zaczynałam się niecierpliwić moja droga Elbereth. Wszystko jest gotowe na twoją podróż. Rozumiem, że ty również.

<Kapłanka spojrzała przez moment na ciało i wydęła lekko usta.>

-Bidulka, ostrzegałam ją, ale ona wolała odejść ode mnie... Nieważne

<Mroczna elfka pociągnęła cię do łaźni. Ciepłe parujące z wodą powietrze tworzyło atmosferę gorących źródeł. >

-Wykąp się teraz skarbie ,a potem ja zrobię co trzeba i przebierzesz się. Ubrania leżą tutaj. <Na kamiennej półce leżały przygotowane rzeczy. Czarne jedwabne, ażurowe figi, złoty, przepięknię zdobiony runicznymi inskrypcjami pas na biodra, w kształcie oplatających cię pnączy winorośli, krótka do pół uda, mithrilowa, czerniona spódniczka, wysokie do szczytu kolan, skórzane czarne buty z mithrilową czernioną osłoną frontu i wysoką piętą, skórzana, czarna lakierowana bluza, wzmacniana na bokach lecz odkrywająca brzuch i dół pleców, posiadająca duży dekolt i wysoki, szeroki kołnierz z mithrilowym obszyciem. Na koniec czernione, segmentowe naramienniki z mithrilu oraz mithrilowa, czerniona, zdobiona peleryna.>


<Rhunar>

<Noc w hamaku minęła nader wygodnie. Melisa wstała bardzo zadowolona i obdarzyła cię buziakiem. Z nastaniem dnia kupiłeś trochę jedzenia oraz skórzany fartuch dla Melisy. Nie było idealnie elfich rozmiarów ale ten należał kiedyś do jakiegoś kościstego, ludzkiego kowala więc prawie pasował. Odmówiłeś modlitwy, powtórzyłeś formuły, po czym zabrałeś się do pracy.Elfka krzątała się jeszcze po pracowni kreśląc niewidoczne dla oka znaki na ścianach pomieszczenia. Zacząłeś więc spokojnie w standardowym stylu nucąc litania runiczne. Dopiero pod koniec dnia Melisa dołączyła do ciebie całą sobą a prace ruszyły pełną parą. Elfka użyła jakiegoś czaru dzięki któremu pracowałeś szybciej a jednocześnie twoje ciało nie męczyło się. Korzystałeś całkowicie z jej potencjału magicznego będąc jednoczesnie przewodnikiem i katalizatorem jej mocy. Pracując nad soczewką czułeś się jak opętany. Nie myślałeś nad niczym innym jak tylko nasycanie runy mocą. Były jednak momenty w których musiałeś zwolnić. Wtedy nadmiar mocy emanujący z ciebie był dosłownie zasysany przez ściany pracowni na których zapalały się runiczne elfie znaki. Podczas pracytwoje ciało buzowało niczym wulkan gotowy do erupcji. Miałeś przeczucie, że drobny błąd ze strony czarodziejki i oboje skończylibyście jako plama na ścianie. Elfka stała tuż za tobą trzymając dłonie na twoich barkach. Kilka razy kiedy udało ci się na nią zerknąć zauważyłeś, że chyba jest w transie jeszcze głębszym niż ty sam. Nie wiesz jak to się stało ale pracowaliście dzień i noc i jeszcze jeden dzień zanim czarodziejka przerwała i udaliście się wreszcie na posiłek i spoczynek. Sen przyszedł niespodziewanie ale za to następnego ranka wstaliście skoro świt. Po twierdzy rozniósł się dźwięk dzwonu.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Wto Paź 20, 2020 20:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Z każdym dniem Tellan na nowo uczyła się żyć blisko Iruyha.

Przyglądała się jego zwyczajom, nawykom, zachowaniu.

Z uwagą wsłuchiwała się w rozmowy, które prowadził.

Gdy miała wolną chwilę wymykała się czasami by w samotności pomodlić się do Morra i Shallyi.

Dni mijały szybko, za to noce bywały nie do zniesienia.

Nic nie było w stanie ją przygotować na koszmary, które dopadały ją każdej nocy, właśnie wtedy gdy była najbardziej bezbronna.

Niemalże każdej nocy, gdy zapadała w głęboki sen, "coś" siało spustoszenie w jej głowie, raniąc ją dotkliwie od środka.

Paraliżowało ją, a gdy już w końcu była w stanie wybudzić się z tego koszmaru nie była w stanie nic zrobić, mimo iż chciała to uczynić.

Czuła jakby jakaś siła napierała na nią swą masą i próbowała dostać się do jej wnętrza.

Gdy w końcu jakimś sposobem udawało się jej odzyskać kontrolę nad ciałem czuła się całkowicie wyzuta z energii. Snuła się korytarzami szukając ukojenia.

Czuła, że im dłużej będzie to trwało, tym gorzej się to dla niej skończy.

Tego dnia była wyjątkowo zmęczona. Jak tylko wstała na nogi założyła na siebie strój treningowy, splotła włosy w luźnego koka po czym zrobiła łyk wody.

Ostatnimi czasy nie miała zbyt dużego apetytu co dodatkowo wprawiało ją w rozdrażnienia.

Zanim ruszyła na spotkanie z Iruyhem zadbała o swój miecz, który porządnie wyczyściła i zakonserwowała.

Intensywne treningi z Iruyhem jak i kolejna nieprzespana noc sprawiły, że z ponurą miną oraz podkrążonymi oczami stawiła się na placu treningowym.

Mimo zmęczenia posłała uśmiech w stronę rycerza po czym sięgając po miecz dodała spokojnie.>

- Pomyślałam dziś rano, że może poszukam pomocy również u medyka...bądź jakiegoś znachora... Wierzę, że Brat Ecoliono szuka sposobu bym odzyskała wspomnienia ale może warto spróbować również gdzie indziej...- spojrzała na Iruyha ciekawa jego zdania gdy nagle rozbrzmiał dzwon.

Rozejrzała się po placu badając reakcję zebranych rycerzy i kapłanów po czym zatrzymała wzrok na Iruyhu z nadzieją, że ten wyjaśni jej o co chodzi.

_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 175

PostWysłany: Czw Paź 22, 2020 21:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Obudził mnie dźwięk dzwonu, nadal byłem zmęczony - jednak wiedziałem że muszę spotkać się z Tellan, oczywiście najpierw musiałem się obmyć i coś zjeść by nabrać sił. Praca w bibliotece była wyczerpującą zarówno dla ciała jak i ducha, ale to właśnie dzięki niej mogłem oddać się w pełni słuzbie Morrowi. Zresztą nigdy bym nie pomyślał że spędziłem aż tyle czasu w samej bibliotece, ciągle miałem wrażenie że byłem tam tylko kilka klepsydr, a nie trzy dni i noce.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg


Ostatnio zmieniony przez Orthan dnia Sob Paź 24, 2020 00:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 697
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Paź 23, 2020 00:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spotkanie z przyjacielem nie przebiegło tak jak sobie wyobrażałem. Choć miało to swoje plusy, bo miałem więcej czasu na ogarnięcie reszty sprawunków przed wyruszeniem w drogę. I choć wiedziałem, że przed nocą się nie wyrobię i będę musiał poczekać z tym do kolejnego poranka, bowiem wyruszanie po zmroku w nieznany teren to nie najlepszy pomysł, to i tak w sumie ledwo się wyrobiłem. Dodatkowe zakupy, modlitwa w świątyni Morra, spotkanie z Templariuszem czy odwiedziny Elbereth zabrały jednak więcej czasu, niż zakładałem. Spodziewałem się, że morryci nie pozwolą mi tak po prostu wyjść z opcją na powrót bez jakichś obostrzeń, toteż nie zdziwiłem się z narzuconego zadania i zgodziłem się na nie bez zbytniej dyskusji. "W sumie i tak bym ich poinformował o tym co zobaczę. Bo mogą mi nie ufać, a ja mogę ich niezbyt lubić, ale stoimy po tej samej stronie konfliktu." Wizyta u elfki też nie była zbyt długa. Starałem się dokładnie zrozumieć kwestię efektów działania wykałaczki, jak i metod posługiwania się nią, zadając w razie potrzeb dodatkowe pytania, bez względu na to jak one nie musiały głupio i prostacko dla elfów brzmieć. "To zbyt niebezpieczne narzędzie, bym mógł sobie pozwolić na jakiś błąd, bo czegoś nie zrozumiałem lub źle zapamiętałem. Muszę mieć pewność, że rozumiem wszystko na ten temat i że moje rozumienie jest tym poprawnym, które próbowała mi przekazać magiczka." Z dróg prowadzonych do celu mojej podróży postanowiłem wybrać tą chyba najkrótszą i najprostszą, czyli przez Leydenhoven na południe. "Nie znam zbytnio tych terenów, ale w sumie żadnych tutaj nie znam. A w Leydenhoven już byłem i mimo, że to spalone miasteczko, to jednak wyglądało po prostu na opuszczone.">

<Po przebudzenia następnego ranka zbieram swoje rzeczy, sprawdzam czy mam wszystko i jest na miejscu. Jeszcze w twierdzy używam mazidła by ponownie wyczernić swoje krótkie włosy i tak przygotowany wychodzę za bramę, żegnając się ze strażnikami. Długo nie trwa, gdy mijając pozostałości obozu słyszę we mgle tupanie wielu nóg i dźwięk toczących się wozów. Gdy z twierdzy zaczynają dochodzić dźwięki dzwonu już domyślam się co to. "Lucas. Główne siły. Tak jak mówiła El, przyjęły na kolejny cel Twierdzę na Upadłych Wzgórzach. Podejście numer dwa. Tym razem chyba bez demonów, a w oparciu o siły konwencjonalne. Choć cholera wie, czy tam w odwodzie nie ma Bykogłowego i Rawdericka, gotowych w razie czego na swoje sztuczki. Szybko. Myślałem, że dłużej im zejdzie w Marienburgu. Ale najwidoczniej Wietrznicy bardzo się spieszy, by opanować twierdzę morrytów. A to znaczy, że tu musi być coś naprawdę potężnego, na czym jej zależy. Jak mówiła elfka. Aż szkoda, że nie mogę tu zostać. No ale może jak będę wracał, to oblężenie nadal będzie trwało. W końcu twierdzę ma bronić jakaś potężna magia. No zobaczymy.">

<Nie tracąc czasu na chwilę zatrzymuję się, by przysłuchać się skąd dochodzi hałas nadchodzących sił. Gdy tylko uda mi się to zidentyfikować to szybko, ale starając się pozostać w ukryciu, odchodzę w bok, tak by nie nadziać się na siły księcia. Wykorzystując swoje umiejętności, jak i rzeźbę terenu, staram jak najsprawniej wyjść poza obszar, gdzie mógłbym zostać zauważony, a następnie obchodząc wrogie siły dużym łukiem staram się wrócić na swoją trasę. Jeśli mam okazję, to staram się rzucić okiem z oddalenia i z ukrycia na zbliżające się do twierdzy oddziały, jednak moim priorytetem jest pozostawanie niezauważonym i sprawny oraz szybki powrót na szlak prowadzący do celu mojej podroży. Więc jeśli nie znajduję okazji na przyjrzenie się nadchodzącym siłom, to trudno. Mam ważniejsze rzeczy na głowie.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 702

PostWysłany: Pią Paź 23, 2020 01:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ostatnie kilka dnu zdawały się być jak przyjemny sen. Ciało się goiło, mógł ćwiczyć dziewczyny się przykładały do tańców. Uruchamianie karczmy mimo że pochłonęło sporo złota coś w końcu się działo. Życie znów przestało przypominać głupiego schematu, „Walka -szpitalna prycza” No i dziewczyny… Dostarczały dość emocji by przez najbliższy czas nie ciągnęło go do wojaczki. Nawet po kilku dniach poszukiwań znalazł krasnoluda który mu zmajstruje naramiennik z czaszki.

- E... – zaciął się zaskoczony nagłym pytaniem już chciał zbyć je czymś w rodzaju „babskie gadanie” ale odezwały się dzwony – Ja tam nigdy religijny nie byłem - Niemniej dźwięk dzwonu w momencie pytania wzbudził jego niepokój który zmusił go do zastanowienia się nad odpowiedzią. – Siedzimy w tej twierdzy i ta wieża nie daje zapomnieć kto tu rządzi. Codziennie się tam coś Morowi powiedziało. Skoro siedzimy u niego na podwórku ale do świątyni? A tak to nie kazali pchać się na górny zamek to tam nie chodziłem. Siostra nie mówiła że to jakiś obowiązek czy coś. – A dlaczego pytacie?

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1610

PostWysłany: Sob Paź 24, 2020 15:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Masz w tych murach wielu dobrych ludzi. Możemy nie zgadzać się w wielu kwestiach Mistrzu Zakonny, ale możesz być pewien, że potrafię stanąć na wysokości zadania, gdy zachodzi taka potrzeba. <Uśmiechnęłam się łagodnie do Czarnego Kruka chowając list w wewnętrzną kieszeń płaszcza.> Nie chcę mącić wody, ale nie daje mi spokoju jedna rzecz. <Spojrzałam mu w oczy ściszając głos.> Być może to jedynie moje osobiste oraz mylne wrażenie, ale w tutejszym otoczeniu coś jest nie tak. Nie miałam okazji dotrzeć do źródła, ale wyraźnie wyczułam obecność czegoś niepokojącego. Ot… takie spostrzeżenia. <Odchrząknęłam.> Do zobaczenia.

<Skłoniłam się na odchodne, po czym pospieszyłam do domu by dokończyć ostatnie przygotowania. W pierwszej kolejności padło na kwestię cnoty dziewczyny, więc przeszłam na eltharin. Wysłuchałam zdania Beltheriona w tym temacie i potwierdziłam, iż jestem świadoma konsekwencji jakie mogą wyniknąć z całej tej sytuacji.>

-To poświęcenie, na które jestem gotowa. Jeśli pojawią się tego typu komplikacje to jakoś im zaradzę. Zapewne ten czynnik nie ma żadnego znaczenia, ale nie będę ryzykować, że tak właśnie jest. <Uspokajałam elfa.> Będzie co ma być. Po prostu baw się dobrze i nie zakładaj najgorszego mój Kochany.

<Przerwaliśmy dyskusję, gdy pojawił się Klaus po obiecany patyczek. Ubrałam rękawiczki, po czym wyjęłam delikatnie drewienko.>

-Przede wszystkim zawsze zachowuj ostrożność Klausie. Ten niepozorny przedmiot jest obłożony potężną klątwą, więc jak przypadkiem się skaleczysz to szukaj od razu arcymaga, bo nie tak prosto przełamać jej moc. <Uśmiechnęłam się do strzelca przekazując mu śmiercionośną wykałaczkę.> I zapamiętaj. Każdy śmiertelnik, który skaleczy się używając jej może zapaść na śmiertelną chorobę. Cóż… być może nie jest to najbardziej spektakularne działanie przedmiotu magicznego, ale koniec końców skuteczne. Niestety nie potrafię powiedzieć jaka to choroba i ile czasu potrzeba, lecz z pewnością nie spodziewałabym się natychmiastowych efektów. Satysfakcja zależy od oczekiwań. <Klasnęłam w dłonie.> Nawet jeśli nie będziesz jej używał w najbliższym czasie to miej ją na oku. Raczej byś nie chciał by ktoś całkiem przypadkowo użył jej po posiłku.

<Porozmawiałam jeszcze chwilę z strzelcem, po czym pożegnaliśmy się i resztę czasu mogłam już spędzić z resztą towarzystwa zadowolona z zamkniętych spraw.
Rano zerwałam się skoro świt, naprędce przygotowałam do drogi i pożegnałam ze wszystkimi. Życzyłam powodzenia Kurtowi oraz dziewczynom w otwieraniu przybytku, po czym opuściłam mury twierdzy. Przystanęłam na środku drogi biorąc głęboki wdech. Obserwując, jak postać Klausa właśnie znika za horyzoncie, wsunęłam dłoń do kieszeni. Zacisnęłam ją podarowanym kamieniu. Ciszę poranka przerwał świst czegoś co się do mnie zbliżało, ale zanim mnie dosięgnęło, zniknęłam.
Zdezorientowana w pierwszej chwili spojrzałam w tamtym kierunku, ale otaczały mnie teraz bezpieczne ściany komnat Shasuuviel. Odetchnęłam z ulgą kierując wzrok przed siebie i odruchowo wzdrygnęłam się na zastany widok. Zbliżyłam się do martwej elfki nieco zaintrygowana znaleziskiem. Takie widoki może i przestały mnie przerażać, lecz nadal mnie zaskakiwały. Skonsternowana przyjrzałam się służącej wychwytując szczegóły śmierci, jaka ją spotkała. Dopiero pojawienie się Kapłanki wyrwało mnie z zamyślenia. Odwróciłam się w jej kierunku skłaniając się dworsko.>

-Bądź pozdrowiona Shasuuviel, Największa i Najpotężniejsza Kapłanko Khael Mensha Khaine. Wybacz swojej służce. Nie było moją intencją niecierpliwić Cię moja Pani.

<Powitałam ją, gdy służące opuszczały jej komnaty. Wyprostowałam się dopiero, gdy za ostatnią zamknęły się drzwi i zostałyśmy same.> Żałuję, że nie udało mi się uporać z przygotowaniami szybciej. Przegapiłam ciekawy poranek. <Zerknęłam na martwą elfkę.> Przyznaję, że nieco mnie zaskoczyła, a jednocześnie zaciekawiła. Miałam okazję słyszeć, lecz nigdy nie miałam okazji zobaczyć nabijania na pal. <Podeszłam do Kapłanki zatrzymując się na wyciągnięcie ręki.> Służba Tobie to zaszczyt. Jeśli była na tyle bezczelna to musiała się liczyć z konsekwencjami. A jeśli nie potrafiła tego przewidzieć to cóż… była po prostu głupia, a takie nie są warte nawet Twojego spojrzenia moja Pani. <Uśmiechnęłam się.> Przygotowałam się najlepiej, jak umiałam. Pozostaje mi tylko wykonać powierzoną misję i sprostać Twym oczekiwaniom.
<Ponownie się skłoniłam tym razem unosząc jej dłoń i składając na niej pocałunek, po czym dałam zaciągnąć do łaźni, gdzie czekały już przygotowane ubrania. Wybrany strój był zachwycający. Doskonale dopełniał wizerunku, w który mieli uwierzyć wszyscy.>

-Czy mówiłam już może jak ekscytuje mnie całe przedsięwzięcie? Nie mogę się doczekać.. <Powiedziałam uradowanym tonem i zaczęłam się rozbierać do kąpieli.> - Mogę mieć tylko nadzieję, że bawisz się przy tym równie dobrze moja Pani.

<Odłożyłam rzeczy w jedno miejsce i gotowa pomogłam elfce zejść po schodach do basenu, a następnie udałam się w jej towarzystwie ku części kąpielowej pokrótce opowiadając o moim pobycie w twierdzy.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1227

PostWysłany: Nie Paź 25, 2020 17:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tempo prac mnie zszokowało. Nie widziałem gdzie ucieka czas, ale udało nam się popchnąć pracę do przodu tak bardzo że nie mogłem w to uwierzyć... ale taka była prawda. Runiczny znak wypełnił się już prawie do połowy mocą.

Podziękowałem w duchu Morrowi i Gazulowi za danie nam schronienia i bezpiecznej przystani. Cieszyłem się niesamowicie z tego że mogłem tyle rzeczy osiągnąć wraz z Melisą. Czułem dotyk jej dłoni na swoich ramionach i energię przenikającą od niej do mnie. Wspólny wysiłek tylko wzmacniał moją więź z nią.

Rano podziękowałem Panu Snów i Strażnikowi Podświatów za schronienie, jak robiłem to codziennie od przybycia do Twierdzy na Upadłych Wzgórzach. Dźwięk dzwonu jednak mnie trochę zaskoczył. Próbowałem policzyć który mamy dzień tygodnia.

- Czyżby nabożeństwo? - zapytałem i poszedłem wyjrzeć przez okno.

Gdyby to było nabożeństwo to wypadało się zjawić wraz z pozostałymi krasnoludami. Gdyby jednak to był alarm.

Bogowie Przodkowie, oby to nie był alarm.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.