Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Wichry Północy - Rozdział Trzeci
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 38, 39, 40  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Wichry Północy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Sro Mar 03, 2010 18:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ziemia chaosu... miejsce plugawego zła, które trzeba wyplenić. Tylko czemu go tu nie ma...

Powiedziałem to z lekkim przekąsem, jeszcze na statku. Założyłem tylko napierśnik oraz mój strój oraz miecz przy pasie. Resztę zostawiłem przy koniu, którego nakazałem wyprowadzić z pokładu, prosto po wylądowaniu. Zeszliśmy na ląd. Skierowałem swoje kroki w stronę Martina, jednego z moich podkomendnych, a jednocześnie tego, którego znałem najdłużej. Pełnił kiedyś rolę sierżanta.

- Powiedz ludziom, by porozlokowali się w tawernach. Trzeba będzie zakupić żelazne racje, bo to co wzięliśmy z Imperium się powoli kończy. Co więcej- sam widzisz, jaki jest mróz. Koce, futra, cokolwiek, co tylko pozwoli na zachowanie względnego ciepła. Nie drażnić tubylców. Może i wyglądają na cywilizowanych, lecz to wciąż Norsmeni- dzikusy i barbarzyńcy. A nie chcemy chyba na dzień dobry mieć z nimi jakiś zatargów. Źle to by świadczyło o cywilizowanym południu. Ach! Niech chłopaki nie przesadzą z piciem i chędożeniem kobiet. Zwłaszcza tyczy się to Klausa, Starausa, Dobrego i Karla. Z sobą wezmę Młodego. Za trzy godziny zbiórka w tym miejscu. Jak już powiedziałem- do tego czasu mają chłopaki mieć pokoje. Ufam, że zrozumiałeś. A teraz- spocznij.


Sympatycznie poklepałem go po ramieniu, uśmiechając się przy tym. Spojrzałem następnie kątem oka na krasnoluda, zakładając rękawiczki. Skinąłem w stronę Młodego, który miał ze mną iść. Będę miał dla niego kilka zleceń. Odchrząknąłem i odezwałem się do krasnoluda:

- I cóż, Kazdinie, sprowadza cię do tak odległej północy? Chęć podróży, skarbów, sławy... a może jeszcze co innego?
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Sro Mar 03, 2010 20:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Uzyskane informacje pomogą w poszukiwaniach, jestem zadowolony, że przestałem dreptać w miejscu, jednak daleko mi do euforii. Szczątki informacji które uzyskałem wróżą długie poszukiwania... ale mam czas na poszukiwania... dużo czasu... trzeba wypytać ludzi...

Z lekkiego zamyślenia wyrwały mnie słowa Manfreda... przelotnie spoglądam na jego rynsztunek, z czystej ciekawości, po czym odzywam się słowami >

- Skarby i sława... to dobre marzenia dla dzieciaków albo dla was młodych ludzi.

< poprawiam płaszcz, torbę podróżną oraz z przyzwyczajenia broń za pasem. >

- Jednak jeśli mam odpowiadać w kategoriach 'wielkich celów' to przybyłem aby potwierdzić kilka pogłosek, a przy okazji jeśli trafi się okazja skopać parę tyłków, niezły plan, prawda ?

< uśmiecham się szczerząc zęby. >

- Znajdźmy jakąś gospodę i pogadajmy przy kuflu i fajce, jeśli oczywiście chcecie mości Manfredzie. Nie wydaje mi się aby lokalny klimat sprzyjał pogawędką pod gołym niebem, nieprawdaż ?

< narzucam kaptur na głowę i idę w stronę, która zdradza szansę obecności karczmy w okolicy. >
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Sro Mar 03, 2010 20:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Skopać kilka tyłków. Można by rzec, że nasze cele są podobne. Z tym, że jest różnica między przeciwnikami, z którymi będziemy walczyć. I cóż- de facto, Okrąg Myrmidii dzisiaj nas nie wspiera, tak też przydało by ogrzać nasze dusze jakąś wodą ognistą.

Odpowiedziałem spokojnie z uśmiechem na twarzy, pozwalając na to, by lekka bryza powiewała moje włosy. Poczekałem jeszcze na Młodego, przekazując mu moje polecenia:

- Względem ciebie będę miał jeszcze jedno zadanie. Jesteś z nich wszystkich najlepszym zwiadowcą. Przepytaj ludzi o problemy tej osady i donieś mi o wszystkim. Będę w tawernie z tymże jegomościem- krasnoludem. Z resztą- komu ja to mówię. Sam o tym wiesz. No. Do roboty więc. A o pokój się nie martw. Znajdę coś dla ciebie.

Poklepałem jeszcze chłopaka po ramieniu, czekając na to, by przytaknął. Następnie ruszyłem za krasnoludem w stronę tawerny, ufając nosowi, bardziej doświadczonego pod względem spożywania alkoholi, khazalidowi.
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Sro Mar 03, 2010 20:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ulfir bardzo dokładnie obejrzał wszystkich zebranych. Zerknął przelotnie na Oskara. Stał twardo, nie drżąc i wciąż trzymając luźno topór na ramieniu.

W rzeczywistości, w jego sercu zagościł niepokój. Spoglądał na grupę kilku zbrojnych, którzy w tym momencie mordowali kogoś. Mieli dziwny akcent. W mniemaniu Ulfira, który zawsze był nieco podejrzliwy, to oni byli zbiegłymi Thrallami - lub przybyszami z dalekich stron, a topielec niekoniecznie był Thrallem.

Nie to jednak było powodem niepokoju. Powodem niepokoju było to, że miał przed sobą kilku wojów mających niedaleko garść broni, w tym oszczepy. Ulfir i Oskar nie wzięli ze sobą tarcz, które wciąż zwisały z sań. Pod sobą zaś miał mokry, wciąż głęboki śnieg.

Maska hełmu skrywała uczucia przed obserwatorami.

Rozsądny mąż mógł podjąć jeno tylko jedną decyzję.

- Nie godzi się topić ludzi, Thralla czy nie, po mroźnych wodach byle rzeki. By zabić, chyżej pod miecz katowski kark mu podłożyć alibo z urwiska w skały wodne puścić. Mordujecie żech go jak słabi na umyśle południowcy topiący "wiedźmę". Nie ma to jednak sprawa i oddalę się, pozwalając wam sprawiedliwość wymierzyć podług waszego sumienia. Bywajcie.

Ostrożnie ruszył do tyłu i odwracając się, klepnął młodego Bondsmana w ramię, sycząc:

- Poniechaj. Nie godzi się stradać żywota w błocie podług zwyczajnego traktu. Tu nie Imperium. Pójdź.

Ulfir i Oskar wsiedli na sanie z powrotem. Falki nie pytał się o nic. Słyszał rozmowę i znał Ulfira na tyle, by wiedzieć dlaczego podjął taką a nie inną decyzję. I podzielał jej mądrość - w końcu miał chronić życie swego styrsmana.

Trzask bicza zbudził kuca z drzemki. Sanie ruszyły w stronę Aesirvig.

- Chyżo, Falki. Zepnij konia. Olric szykuje nam kurhany ze śniegu.

Umrzeć od byle śniegu, wichru i mrozu podczas ostatniego tchnienia zimy - toż to dyshonor dla prawdziwego Norsa.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 10:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nim zejdę na ląd przygotowuję się. Zakładam na siebie czarną skórznię a na nią zarzucam długi czarny płaszcz. Miecz przerzucam na plecy a za pasem chowam pistolet. Sztylet również ze sobą biorę, gdyż nigdy nie wiadomo co się przydarzy. Gdy tylko przybiję do portu rozglądam się uważnie, starając się zapamiętać statki które tu już stoją. Wraz ze mną na ląd schodzi tylko trójka ludzi: Rogmar i Claes oraz William Schultz - wysoki i chudy mężczyzna, o długich rudych włosach i zielonych oczach.
Williama znalazłem wiele miesięcy temu w porcie w Tillei, gdzie uciekał a dokładnie chował się przed strażą miejską, która poszukiwała go za rozboje, napady, morderstwo, wymuszenia, ciężkie pobicie a nawet obrabowanie jakiegoś klechy. Na statku siedział głównie na bocianim gnieździe. Chłopak miał niespełna dwadzieścia lat a życiorys dość ciekawy. W razie kłopotów wiedział jak posługiwać się długim nożem i gdzie go wbić. Takich lubiłem najbardziej.

Zeszliśmy na ląd i zaczerpnąłem świeżego powietrza. Gdy poczułem jak pizga okryłem się mocniej płaszczem i ruszyłem powoli. Chłopcy wiedzieli że nie szukamy burd żadnych ani awantur więc mieli być "grzeczni". Gdy ujrzałem wysokiego i postawnego mężczyznę rzuciłem po cichu:

- Duże bydlę - uśmiechnąłem się przy tym

Podchodzę spokojnie do niego i mówię w jego języku:

- Witaj. Zapewne cumowanie nie jest za darmo więc ile taka przyjemność będzie mnie kosztować ? - zapytałem patrząc mu cały czas prosto w oczy

Gdy odpowiedział kontynuowałem:

- Ja i moi kamraci chcieliśmy uzupełnić zapasy, który z tutejszych handlarzy nie przetrzepie mojej sakwy zbytnio? i gdzie tu można zjeść, napić się i spotkać jakieś doborowe towarzystwo olbrzymie? - rzekłem z uśmiechem na ustach, choć oczy nadal są spokojne i czujne
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 16:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kain

Mężczyzna zmierzył Ciebie wzrokiem zanim odpowiedział. Prawicę trzyma opartą o główkę toporka. Lekko uniósł brew gdy przemówiłeś w języku północy.

- Witaj - głos ma basowy, pasujący do wyglądu - Pięć monet w złocie lub setka w srebrze za dwa dni cumowania. Karczmy są dwie. Obie wzdłuż tamtej drogi i wypełnione kislevitami - machnął ręką pokazując kierunek - Zapasy... przyjdźcie do domu targowego w południe. Nie oczekujcie wiele. Wiosna się dopiero zaczyna.

Przyjął zapłatę w złocie, a wy się udaliście w stronę karczem. Minąłeś jedną, ale okazała się zamknięta. Drogi są tutaj po prostu ubitą i przemarzniętą ziemią. Budynki tylko w okolicach portu są budowane w kamieniu. Im bardziej się oddalasz od portu tym więcej drewnianych konstrukcji, wciąż jednak utrzymywanych w imperialnym stylu. Wyjątek stanowią okna. Są o wiele mniejsze niż na południu. Okiennice są zamknięte i wypchane skórą.
Ludzie, których mijasz to ponurzy blond i ciemnowłosi mężczyzni, oraz trochę niższe, ale również postawne kobiety. Zauważyłeś, że dość powszechne są tutaj warkocze. Nawet u mężczyzn. Ubrani są w futra i skóry, ale zachowują się jakby zimno, które wprawia Twoje ciało w dreszcze, im nie przeszkadzało. Co ciekawsze prawie każdy (prócz kobiet) ma tutaj broń.
Przechodniów nie ma wielu, a Ci, których mijasz, witają Ciebie nieprzyjaznym spojrzeniem.
Dotarliście w końcu do karczmy, przy której stoją przywiązane do pachołka dwa konie. Sama karczma jest już w większości drewniana, prócz kamiennej podbudowy. Przez zamknięte, solidnie wyglądające drzwi dobiega do Ciebie gwar rozmów.
Gdy wszedłeś do środka owionął Ciebie ciepły podmuch. Rozpalone na środku palenisko, skutecznie ogrzewa całe pomieszczenie. Sala jest dość duża. Kilka stołów umieszczonych wokół ognia jest zajętych przez gości. Panuje tutaj tłok, ale dasz radę gdzieś się wcisnąć. Gospoda jest dość prosto wystrojona, ale utrzymana w czystości. Co dziwne, nie widzisz tutaj ani jednego Norsmena. Większość gości stanowią kislevici, jak poznajesz po akcencie. Przy ladzie, bardziej na boku, siedzi trójka innych gości. Krasnolud i dwóch mężczyzn nie pasujących do reszty towarzystwa.

--------------

Ulfir

- Bywajcie, oby wam bogowie sprzyjali.

Oskar mruknął coś do siebie, ale wycofał się razem z Tobą. Zbrojni przestali topić mężczyznę i czekają, aż odjedziesz. Ta lodowata woda musi też nieźle smagać po nogach oprawców. Gdy odjeżdżaliście mogłeś się lepiej przyjrzeć topionemu mężczyźnie już z odległości trzydziestu kroków. Zgarbiony i trzęsący się ciemnowłosy brodacz z zakneblowanymi ustami. Klęcząc w rzece, woda sięga mu do pasa. Na ciele dostrzegłeś jakieś tatuaże. Nie potrafisz jednak ocenić co przedstawiają.

Śnieżyca zastała was pół godziny przed bramami drewnianej palisady Aesirvig. Trzaśnięciem bicza zmusiliście kuca do zdwojonego wysiłku. Do bramy dotarliście zaprószeni i przemarznięci od smagającego ostro wiatru. Na czas tej śnieżycy, nawet wartownicy się schowali do chaty stojącej zaraz obok palisady. Musiałeś więc poczekać dłuższą chwilę, zanim oddzwia zostały rozwarte i wpuszczono was do środka.

Aesirvig to fjord złożony z przeszło trzydziestu chat nie licząc rodzin, które żyją poza osłoną palisady wzdłuż brzegu całego fjordu, oraz obszarników. Każdego roku wypływało stąd pięć długich snekk niosących mężnych wojowników, w tym Ciebie i Twojego brata. Już niedługo znów przyjdzie czas na wyprawę.
Domy są skupione półokręgiem wokół Długiego Domu Morkanta Gniewnego, ulokowanego prawie na samym brzegu. To tam ma się odbyć uczta tego wieczoru. Chata Twego ojca jest zaś zaraz obok. To właśnie przed nią teraz stoisz. Potężne drewniane bale z drzew lasu Tanngniost, ścięte i nawiezione tu za czasów twego pradziada, stanowią solidną kosntrukcję domostwa. Małe okna, są zakryte okiennicami i uszczelnione futrem i skórami. Potężne drzwi, również ze zbitych połówek belek, ozdobione są wysuszonym zielem, poprzybijanym do drewna w kilku miejscach, by ostry wiatr go nie zerwał. Jałowiec na odstraszenie duchów, gałęzie świerku dla bogów. Wszystko owinięte wieńcem z trawy, dla pomyślnej wiosny.

--------------

Ezehiel

- To może i mój brat stamtąd zbiegł. Dobrze by było. Nigdy nie lubiłem hrabiego. Za wysokie podatki. Tutaj jest lepiej. O... kolejni goście. Ciekawe, że tak tłumnie przybywacie jednego dnia. Co do noclegu, to miejsce na ziemi się znajdzie. Mogę zaoferować jedynie dodatkowy koc jednakoż.

Wchodzący do karczmy, to krasnolud i człowiek. Ten pierwszy ubrany w czarny płaszcz z lekko startym herbem na piersi, przedstawiającym młot i kowadło. Spod szerokiego kaptura wylewa się na płaszcz gęsta czarna broda spięta w połowie długości złotą klamrą. Człowiek zaś wydaje Ci się znajomy. Manfred. Kapłan, z którym już wcześniej podróżowałeś.

--------------

Khazdin i Manfred

Chłopak odszedł by wykonać polecenia. Wy zaś udaliście się w górę ulicy szukając karczmy. Minęliście jedną, ale okazała się zamknięta. Drogi są tutaj po prostu ubitą i przemarzniętą ziemią. Budynki tylko w okolicach portu są budowane w kamieniu. Im bardziej się oddalacie od portu tym więcej drewnianych konstrukcji, wciąż jednak utrzymywanych w imperialnym stylu. Wyjątek stanowią okna. Są o wiele mniejsze niż na południu. Okiennice są zamknięte i wypchane skórą.
Ludzie, których mijacie to ponurzy blond i ciemnowłosi mężczyzni, oraz trochę niższe, ale również postawne kobiety. Zauważyliście, że dość powszechne są tutaj warkocze. Nawet u mężczyzn. Ubrani są w futra i skóry, ale zachowują się jakby zimno, które wprawia ciało Manfreda w dreszcze, im nie przeszkadzało. Co ciekawsze prawie każdy (prócz kobiet) ma tutaj broń.
Przechodniów nie ma wielu, a Ci, których mijacie, witają Was nieprzyjaznym spojrzeniem.
Dotarliście w końcu do karczmy, przy której stoi przywiązany do pachołka koń. Sama karczma jest już w większości drewniana, prócz kamiennej podbudowy. Przez zamknięte, solidnie wyglądające drzwi dobiega do Was gwar rozmów. Manfred przywiązał konia do tego samego pojedynczego pachołka.
Gdy weszliście do środka owionął Was ciepły podmuch. Rozpalone na środku palenisko, skutecznie ogrzewa całe pomieszczenie. Sala jest dość duża. Kilka stołów umieszczonych wokół ognia jest zajętych przez gości. Panuje tutaj tłok, ale dacie radę gdzieś się wcisnąć. Gospoda jest dość prosto wystrojona, ale utrzymana w czystości. Co dziwne, nie widzicie tutaj ani jednego Norsmena. Większość gości stanowią kislevici, jak poznajecie po akcencie. Przy ladzie, bardziej na boku, siedzi jeszcze jeden gość. Manfred, poznajesz w mężczyźnie Ezehiela. Kapłana Morra, z którym już kiedyś podróżowałeś. Jednocześnie, słysząc kislevski akcent zdałeś sobie sprawę, że ani Ty, ani Twoi ludzie, a tym samym Młody, nie znacie tutejszego języka. Właściciel tej gospody na szczęście wygląda na imperialnego.

_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 21:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Gdzie Kislevici dam dobra wódka, prawda ?

< uśmiecham się raczej sam do siebie, zacieram ręce i idę w stronę lady. >

- Witam panie karczmarzu, podajcie nam ciepłego jadła i przedniego napitku, zaczniemy od jakiegoś grzańca a skończymy pewnie na siwusze ale to problem do dysputy na później, żywo gospodarzu.

< szukam wzrokiem miejsca gdzie można zasiąść, zrzucić z grzbietu toboły i zapalić. >
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Czw Mar 04, 2010 23:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Dziękuję, skorzystam - rzekłem. - Z koca również.

Manfred? Być może aczkolwiek pamięci do twarzy nigdy nie miałem. Może to po prostu ktoś podobny do niego? Wszak nie widziałem go... Szmat czasu. Poczekam, jeśli on mnie rozpozna wyda się czy moje myśli mają rację.

Krasnolud? Towarzystwo robi się co raz bardziej zróżnicowane.

Kiedy dostanę posiłek zaczynam jeść. Jem spokojnie, powoli, nigdzie w końcu się nie spieszę. Inaczej wygląda picie napoju. Napitek wyżłopałem na dwa razy.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 00:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Na słońce bogini. Toż to nie zajazd, acz sienia. Dom jakiś albo co gorsze- siedlisko khana. Ciekawe czy...

Oderwałem się, nagle, gdy zobaczyłem Ezehiela. Najpierw zamrugałem kilka razy, krzywiąc nieco głowę. To jest kapłan Morra, którego poznałem przed wieloma laty w Nuln? Nie- nie możliwe. Chociaż... podobieństwo jest. I to duże. No cóż- nawet jeśli to nie on, to miło będzie porozmawiać z jakimś Imperialistą w tych stronach. Swój wzrok skierowałem do krasnoluda, mówiąc mu:

- Za chwilę do ciebie dołączę. Muszę... coś... a właściwie kogoś sprawdzić.

Uśmiechnąłem się lekko, a kosmyki włosów zafalowały, gdy zacząłem iść w stronę kapłana. Może pora by było wreszcie przystrzyc te kudły. Choć z drugiej strony- pozwalają one mi na zachowanie trochę ciepła. Poprawiłem płaszcz i podszedłem do mężczyzny, mówiąc przy okazji:

- Kapłan Morra Ezehiel, jeśli się nie mylę?
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 00:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tym razem udało się. Moja pamięć nie zawiodła.

- Tak, to ja - przytaknąłem, a na mej twarzy zaczął pojawiać się uśmiech. - Tyś Manfred, jak mniemam już nie agresywny akolita, hm? Co cię sprowadza na w te mroźne krainy?
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 01:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Twoja wola, zacznę pić bez ciebie, pamiętaj tylko aby mnie potem dogonić.

< w oczekiwaniu na jadło i napitek zasiadam gdzieś blisko lady rzeczy trzymam pod ręką. Wyszukuję w bagażu fajkę i kapciuch z tytoniem, nabijam fajkę, odpalam i zaciągam się porządnie ' brakuje tylko jeszcze porządnej tabaki...' myślę sobie. Wpuszczam kilka 'kółek' z dymu dla zabawy, potem kiedy w końcu dostanę od karczmarza jadło zabieram się do jedzenia i picia oczywiście. >
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 09:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Suma jaką rzucił mężczyzna sprawiła że prawie go tam zatłukłem na miejscu, lecz powstrzymałem swój gniew. Nie czas teraz na przepychanki i utarczki. Założyłem kaptur na głowę i ruszyłem w stronę karczmy. Szedłem sobie po "drodze" i obserwowałem mijanych ludzi. Gdy wszedłem do karczmy, nie zdjąłem kaptura a rozejrzałem się spokojnie po przybytku. Gdy dostrzegłem krasnoluda, lekko przymrużyłem oczy - szlachetna rasa, aczkolwiek tępa jak but. Widząc że nie ma gdzie usiąść, dałem znak moim ludziom by podążyli za mną. Gdy już przecisnąłem się i dotarłem do lady rzekłem do barmana, także w norsmeńskim:

- Trzy kufle... niechrzczonego piwa i jakiś posiłek. Co polecacie karczmarzu? - zapytałem

Uważnie przyglądam się zebranym tutaj ludziom. Zarówno kislevitom jak i towarzyszom krasnoluda..

- Piwo jest, jadło jest.. wypadało by teraz pochędożyć.. - rzekłem sam do siebie, choć tak by moi ludzie mogli to usłyszeć. I tak już za często gadam "do siebie"
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3927
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 11:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zastanawiam się , wsłuchuje się w ogłosy dokoła mnie, może uda się usłyszeć wiatr. Patrze na mapy i myśle o wszystkim co powiedzieli doradcy. Jeśli wyrusze a , wyruszyć musze natychmiast, komu pozostawić gród? Sigmarze wspomoż mnie, Vereno mogłabyś mnie oświecić... Przeciągam cisze i wpatruje się przez chwile ceremonialnie w sklepienie. Gwałtownie przerywam cisze. >

-Ruszymy jeszcze dziś. Szykovać sneki. Ruszamy do Morkurburga.

<Nurgoth potworze morski mam nadzieje ,że mnie nie wystawiłeś na pastwe zimnych ostrzy południa.>

-Pod moją nieobecność vładze nad grodem spravovać będzie szlachetna Elvira. Goncóv posłałem do każdego z Jarlov i każdy miał czas mi odpoviedzieć. Bogovie radzą polegać na tym co jest nie na tym czego nie ma. Koniec Narady.

<Żegnam się grzecznie z wszystkimi i wychodze do swojej komanty. Trzeba się przyszykować.>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 12:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Jak widzę- pamięć cię nie zawodzi, ojcze.

Odpowiedziałem, nie wiedząc o tym, że na starość ma sklerozę. Spojrzałem z uśmiechem w stronę karczmarza:

- Mocną wódkę... albo dwie i jakieś jadło do stolika, tam gdzie siedzi ten krasnolud. Byle tłuste. Trzeba nabrać nieco masy na tych waszych ziemiach.

Po tym, skierowałem swój wzrok ponownie na Ezehiela:

- Długo by tu opowiadać. A sądzę, że najlepiej będzie pogadać przy kielichu. Na mój koszt.

Wskazałem na stolik, tam gdzie siedział Khazalid. Zacząłem iść w jego stronę, ale jednocześnie tak, by Morrysta mógł za mną nadążyć.
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pią Mar 05, 2010 13:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Manfred najwyraźniej dorósł i przystosował się do świata. Zapamiętałem go jako ciamajdę i pieniacza, a tutaj wódeczka, poważne tematy, krasnolud u boku... Ekhm, tak.

Wziąłem swój ekwipunek i ruszyłem za starym znajomym. Kiedy znalazłem się przy stoliku skinąłem głową krasnoludowi.

- Dzień dobry - powiedziałem zachowując obojętny wyraz twarzy.

Oba miecze, dużą sakwę z mym ekwipunkiem, kuszę i rękawice postawiłem koło nogi. Westchnąłem ciężko i podrapałem się po, nieogolonym od sporego czasu, policzku.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Wichry Północy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 38, 39, 40  Następny
Strona 2 z 40

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.