Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Dan Abnett - Duchy Gaunta "Nekropolia" 3 Tom

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Serie i pozycje Warhammer 40K
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Czw Lip 22, 2010 15:40    Temat postu: Dan Abnett - Duchy Gaunta "Nekropolia" 3 Tom Odpowiedz z cytatem



"Na rozdartej wojną planecie Verghast, Komisarz Ibram Gaunt i jego żołnierze trafiają w sam środek krwawej wojny domowej. Gdy zdradą i podstępem wróg zdobywa mury oblężonego miasta-kopca, wśród dotychczasowych towarzyszy broni rodzi się rozgoryczenie i wzajemna nienawiść. Duchy z Tanith nigdy wcześniej nie były tak blisko ostatecznej zagłady. Czy Gauntowi uda się uratować Vervun przed mrocznymi legionami Chaosu? Czy znajdzie sojuszników w tej misji? Czy uda mu się zwerbować nowych żołnierzy do zdziesiątkowanego regimentu i ponownie zjednoczyć Duchy?" - cytat z okładki.

Trzecia część pierwszej trylogii nowel traktujących o losach komisarza-pułkownika Ibrama Gaunt'a i jego Duchów z Tanith podczas krucjaty o Światy Sabbat.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że drugą część - "Komisarza Gaunta" - zrecenzuję niedługo. Zdecydowałem się najpierw na "Nekropolię" z osobistych powodów.

Na wstępie nadam nieco sensu mojej wypowiedzi - "Nekropolia" to w mojej skromnej opinii najlepsza z książek pierwszej trylogii. Ktoś może powiedzieć, że to dlatego, bo pozostałe dwie nie są dla niej konkurencją - ja odpowiem, że to nie ma znaczenia. "Nekropolia" to naprawdę dobry kawałek literatury.

Książka traktuje praktycznie w całości o moim (i zapewne nie tylko moim) ulubionym aspekcie wojny - mianowicie o walce w terenie miejskim. Strzelanina na ulicach, oczyszczanie ruin z wrogów, partyzantka, wszechobecny gruz, potężne mury i fortece, walka do ostatniego człowieka, płonące wraki czołgów i pojazdów pancernych tarasujące ulice - ta książka to kwintesencja słowa cityfight.

Akcja jest wartka, opisy świetne a niektóre sytuacje zaskakujące. Są również drobne epizody mające posmak intrygi oraz rozdziały traktujące o życiu w zrujnowanym, ogarniętej wojenną pożogą mega-metropolii. Nie ma ich zbyt wiele (a szkoda), ale te które są stanowią przyjemną odskocznię od wszechobecnej rozwałki.

Dan Abnett po raz kolejny popisał się pomysłowością i świetnym opisem sługusów Chaosu. Zoicanie idealnie wpasowują się w archetyp najgorszego możliwego wroga, aczkolwiek w porównaniu do innych książek gdzie antagonistą jest Chaos brakuje nieco plugawego czarnoksięstwa i nieludzkiego bestialstwa jakie cechuje świrów spod ośmioramiennej gwiazdy.

Opisy walk są również bardzo dobre, aczkolwiek pod koniec książki widać wyraźnie, że Abnett dostał zadyszki. Starcia które mogły stanowić fabułę dla połowy książki są spłycane do kilku zdań, co najwyżej jednego akapitu. Mimo to, niektóre walki są wręcz boskie - najlepszą z nich jest w mojej opinii Pierwszy Szturm Zoicanów na mury Vervun. Zastosowanie machin oblężniczych zostało tamże świetnie pokazane (kto czytał, ten zna "pająki" i "kraby").

Wspomnieć też należy o tym, że Abnett dał nieco więcej wzmianek o fanatyzmie i religii która kieruje życiem i działaniami Imperialistów. Jest to krok naprzód w porównaniu do poprzednich książek, ale w moim odczuciu to wciąż za mało.

Dobra, koniec słodzenia. Książka ma dużo zalet, ale także sporo wad. Pierwszą z nich jest to, że pisarz nie potrafił uczepić się konkretnego przedstawienia pola walki. Narracja skacze między poszczególnymi żołnierzami, czasem zawisa nad polem walki. Wygląda to nieco chaotycznie - lecz i tak o niebo lepiej niż w poprzednich książkach, bo jest zachowana ciągłość akcji. Niestety, skakanie między wieloma bohaterami (mimo iż pozwala ukazać wielkie wydarzenia w szerszym obiektywie) sprawia, że postacie są bardzo mało rozwinięte. Narracja skupia się na akcji, czytelnik tak naprawdę niewiele wie o bohaterach i zna tylko ich najbardziej widoczne cechy lub chwilowe przemyślenia. Przy czym wspomnieć należy, że Abnett ma jakiś fetysz do "bohaterów ostatniej akcji" - postaci które umieszcza tylko po to, by coś zrobiły, skasowały paru wrogów i same padły, najczęściej w bardzo brutalny sposób. W teorii ma to ukazywać okropieństwa wojny, ale w praktyce daje wrażenie, że "wewnętrzny krąg bohaterów" jest nieśmiertelny a każdy anonimowy koleś któremu nadaje się imię jest do odstrzału. Groteska.

Kolejną wadą jest rzecz która wnerwiła swego czasu pewnych fanatyków świata Warhammer 40 000, mianowicie tzw. "Abnett-verse". Dan Abnett ma własne spojrzenie na świat Wh40k i czasami jest to widoczne - na przykład właśnie w "Nekropolii". Przedstawił czołgi Leman Russ jako pojazdy szybkie i stosunkowo zwrotne w miejskim terenie - niczym jakieś Abramsy czy inne realnie istniejące pojazdy pancerne. Ponadto, dość łatwo takowe puszki u Abnetta wybuchają, rozpadają się, eksplodują czy w inny sposób znikają z pola bitwy. Autor chyba zapomina o tym, że pancerz Leman Russ'a w porywach dochodzi do 200 mm, a prędkość maksymalna na otwartym terenie wynosi 30-35 km/h. Poza tym, dochodzi kaliber działa Demolisher'a, wariantu Leman Russ'a. Sto dziesięć centymetrów... tysiąc sto milimetrów? Najcięższe pociski używane za Drugiej Wojny Światowej miały osiemset milimetrów i były przeznaczone dla dział na pociągach pancernych. Toż to jakiś absurd. Ponadto lufa czołgu Leman Russ Demolisher nie wygląda na kaliber 1100 mm...

Na koniec zostawiłem sobie kwiatki w tłumaczeniu i korekcie. Na wstępie powiem, że jest dużo lepiej niż wcześniej - lecz nadal zdarzają się co zabawniejsze przykłady. Zaraz na początku mamy "Bazylikę Eklezjarchy". Powinno być "Bazylikę Eklezjarchii". Eklezjarchia to jedna z nazw zastępczych dla Adeptus Ministorum, imperialnych klechów. Jeśli jednak w oryginale było "Basilica of the Ecclesiarch" zamiast "Basilica of the Ecclesiarchy" to zwracam honor.

Innym przykładem jest wciąż powtarzające się tłumaczenie łacińskich liczebników porządkowych przed imperialnymi nazwami planet (Podwójna Fortis etc.). No ale dyskusja o tym była przy okazji poprzedniej recenzji. Tam odsyłam zainteresowanych.

Najmocniejszym tekstem, który był bardziej błędem tłumacza niźli błędem w tłumaczeniu, jest "osłona przeciwpancerna". Kiedym to zobaczył, to poprawił mi się humor na cały dzień. Very Happy

Kwiatków w tłumaczeniu jest dużo mniej niż wcześniej, nie znalazłem nic ponad wymienione powyżej. Mamy jednak w książce sporo literówek i błędów w korekcie. Przykładowo takie słówka jak "kaenów" zamiast "kaemów" (powtarza się to kilka razy), "Brama Weyveyr" zamiast "Brama Veyveyr", brak znacznika dialogowego przy wypowiedzi generała Grizmunda na murze (tj. brak myślnika - tekst wygląda jakby był opisem miast dialogiem, dezorientuje strasznie). Na koniec dodam coś hardkorowego - "obrotowa wieżyczka automatycznych wyrzutni granatów". Nie wiem co to jest za potwór.

Podsumowując, książka ma swoje wady, ale to naprawdę drobnostki (a przy niektórych można puścić nawet salwę śmiechu). Dla fanów Wh40k oraz walk w miastach i wielkich fortecach jest to pozycja obowiązkowa. Pozostałym również polecam - jak już wspominałem wcześniej, to dobry kawałek literatury. I to w lekkim klimacie Stalingradu.
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Siriel
Przepatrywacz
Przepatrywacz


Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6

PostWysłany: Sob Lip 31, 2010 10:38    Temat postu: Re: Dan Abnett "Nekropolia" Odpowiedz z cytatem

I znowu witam ulubionego recenzenta. Wink

Ethereal napisał:
W teorii ma to ukazywać okropieństwa wojny, ale w praktyce daje wrażenie, że "wewnętrzny krąg bohaterów" jest nieśmiertelny a każdy anonimowy koleś któremu nadaje się imię jest do odstrzału.
Wkrótce okaże się, że wewnętrzny krąg jest do ruszenia.

Cytat:
Poza tym, dochodzi kaliber działa Demolisher'a, wariantu Leman Russ'a. Sto dziesięć centymetrów... tysiąc sto milimetrów?
Taak. Kiedyś nawet myślałem, że Abnett ma kompleks małego [...]. Wink Parę kwiatków z "Nekropolii". Most wysoki na dwa kilometry to pikuś. Ale gdy strażnicy na murach słyszą poszczególne wołania pozostawionych pod bramą ludzi, to aż serce się kraje. Szkoda, że strażnicy są jakieś półtora kilometra (!) nad nimi. A z tej odległości to usłyszą najwyżej szum i pomruk tłumu. Kwiatek z "Komisarza Gaunta" w opowiadaniu o desancie na wyspę. Jaką grubość powinien mieć mur o wysokości kilometra (!), żeby się nie zawalił pod własnym ciężarem? I jednocześnie, żeby uderzenie zwykłego Thunderhawka wyryło w nim tunel, przez który przejadą czołgi!

Abnett robi też machlojkę z dziećmi Kolei. Yoncy z początku jest chłopcem (kilka razy pojawia się "he" w odniesieniu do tej postaci), ale kilka tomów później okazuje się dziewczynką.

Cytat:
Na wstępie powiem, że jest dużo lepiej niż wcześniej
Dziękuję.

Cytat:
Powinno być "Bazylikę Eklezjarchii".
Przyznaję się bez bicia do błędu.

Cytat:
Przykładowo takie słówka jak "kaenów" zamiast "kaemów" (powtarza się to kilka razy)
Bo to nie jest błąd. "Kaen" to skrót od "karabin energetyczny".

Cytat:
Na koniec dodam coś hardkorowego - "obrotowa wieżyczka automatycznych wyrzutni granatów". Nie wiem co to jest za potwór.
Wieża artyleryjska na obrotowej podstawie wyposażona w kilka automatycznych granatników. Chyba. Wink

Od siebie.
"Nekropolię" lubię. Za klimat zupełnie inny od dotychczasowych tomów (dopiero wojna pozycyjna w "Straight Silver" i wyprawa na Gereon przebijają klimatem).
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Sob Lip 31, 2010 13:47    Temat postu: Re: Dan Abnett "Nekropolia" Odpowiedz z cytatem

Siriel napisał:
Wkrótce okaże się, że wewnętrzny krąg jest do ruszenia.


Wiem coś o tym. Większość tych książek jednakże nie została przetłumaczona. Miejmy nadzieję, że "jeszcze" a nie "w ogóle".

Cytat:
Ale gdy strażnicy na murach słyszą poszczególne wołania pozostawionych pod bramą ludzi, to aż serce się kraje. Szkoda, że strażnicy są jakieś półtora kilometra (!) nad nimi. A z tej odległości to usłyszą najwyżej szum i pomruk tłumu. Kwiatek z "Komisarza Gaunta" w opowiadaniu o desancie na wyspę. Jaką grubość powinien mieć mur o wysokości kilometra (!), żeby się nie zawalił pod własnym ciężarem? I jednocześnie, żeby uderzenie zwykłego Thunderhawka wyryło w nim tunel, przez który przejadą czołgi!


O, na te kwiatki nie zwróciłem uwagi. Thx, przyda się przy przenoszeniu recenzji na 40k.pl.

Cytat:
Abnett robi też machlojkę z dziećmi Kolei. Yoncy z początku jest chłopcem (kilka razy pojawia się "he" w odniesieniu do tej postaci), ale kilka tomów później okazuje się dziewczynką.


Słyszałem o tym. Albo jakieś kwasy wynikły tam w Black Library (tj. jakiś typ postanowił, że ma być więcej bab u Duchów etc.) albo Abnett trochę pojechał po bandzie...

Cytat:
Bo to nie jest błąd. "Kaen" to skrót od "karabin energetyczny".


Zwracam honor. Ale tu dochodzi jedna rzecz o której sobie teraz przypomniałem. Czy w oryginale było "energy rifles" czy "plasma rifles"? Bo Imperium na szeroką skalę korzysta tylko z trzech broni energetycznych - laserowej, plazmowej i termicznej/Melta (miotaczy ognia/Flamer'ów nie liczę). Trochę gryzło mnie gdy czytałem czasem opis w stylu: "rozbłyski laserów i broni energetycznej". Zastanawiałem się wtedy, o co autorowi (lub tłumaczowi) chodziło, tzn. o jaką "broń energetyczną".

Cytat:
Wieża artyleryjska na obrotowej podstawie wyposażona w kilka automatycznych granatników. Chyba.


Znajomy też mi tak mówił. Zawsze jednak miałem wbite do głowy, że "obrotowe" = "minigun". Zresztą, nieważne.

A właśnie - jeśli można się zapytać - jak to jest z Czystym Srebrem/Straight Silver? CC z tego co pamiętam planował to wydać jako kolejne, były notki w nowszych wydaniach Duchów Gaunt'a. Prace były posunięte daleko czy nie?
_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Siriel
Przepatrywacz
Przepatrywacz


Dołączył: 28 Cze 2010
Posty: 6

PostWysłany: Sob Lip 31, 2010 15:22    Temat postu: Re: Dan Abnett "Nekropolia" Odpowiedz z cytatem

Ethereal napisał:
Czy w oryginale było "energy rifles" czy "plasma rifles"?
Tak, po prawdzie to nie pamiętam, a oryginału akurat nie mam pod ręką. Ale na pewno nie był to plasma rifle.

Cytat:
A właśnie - jeśli można się zapytać - jak to jest z Czystym Srebrem/Straight Silver? CC z tego co pamiętam planował to wydać jako kolejne, były notki w nowszych wydaniach Duchów Gaunt'a. Prace były posunięte daleko czy nie?
Ja zrezygnowałem po ostatniej wydanej pozycji, czyli po "Karabinach Tanith". Z tego, co wiem, "Czyste srebro" zostało przetłumaczone przez kogoś innego, ale chyba nie zostanie wydane. Trzeba byłoby zapytać Paladyna. On był redaktorem linii 40K w CC.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Serie i pozycje Warhammer 40K Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.