Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Obóz
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe!
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Wto Lut 07, 2012 18:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wszyscy

Strażnicy zdawali się was ignorować i przykuwać raczej uwagę do flasz okowity i mięsiwa nad paleniskiem. Jeden z nich posypywał je nawet czymś zrazu i z każdym podmuchem wiatru docierała do was woń pieczeni. To jedynie potęguje uczucie uciążliwego głodu, od którego wolny jest Rikki.

- A gdyby piwka nam się nieco w bukłaczkach ostało to byśmy mogli zwierze oblać nim. Stryj mój zawsze tak postępował i zachwalał ten sposób pod niebiosa jakoby Sigmar miał zeń zstąpić i zakąszać razem z nim – prawił jeden o wąsie i brzuchu słusznym. – Ano i by pomyśleć, że chłopaki w obozie co w gębę włożyć nie mają…
- Ha! – Klasnął w dłonie dziesiętnik. – Powiadają, słuchajcie uważnie, że tam u nich jest taki jeden, co we zadkach męskich się rozsmakował… To i w gębę też pewnie co nie co umi włożyć! Rutwald, pasowałbyś tam jak mamę kocham, ha!

A potem roześmiali się gromko ku utrapieniu najmłodszego ze strażników.
Kiedy jednak przyuważyli sikającego Zebedeusza śmiech się urwał. Wysłuchali jeszcze radosnej prośby Willhelma

- Ej! Ty! Polityczny! Z mięsem tak ku nam? – Dziesiętnik nie miał racji bowiem Zebedeusz stał doń plecami. – Noż co za bezczelna chołota! Chłopaki, sięgnąć ano już po klucze migusiem i dawać go tu! Rozumu się durnia zaraz na prędzce naumi! A temu obesrańcowi faktycznie wiadro jakie dać bo mnie przecie kwatermistrz za ucho wytarga jak obaczy obesrany wóz przy zdawaniu! No, żywo! Żywo panowie!

Panowie powstawali z miejsc. Nie przyszło im to łatwo tedy kląć głośno zaczęli na pogodę i stare kości. A zawodzili niczym starzy weterani kislevscy, co rzekomo po sąsiedzku napadają na siebie ku pokrzepieniu honoru jak i sakw. I podobnie jak oni uchlani było aż mordy im zaczerwieniły się wcale nie od ziąbu. Rutwald z juków wydobył wiadro i podbiegł prędko do waszej klatki by ją otworzyć. Towarzyszyło mu dwóch z niekoniecznie przyjaznymi zamiarami.

- No! Wyłaź polityczny! – Rozkazał jeden z nich. – Rutwald, wrzuć że chłopino tam wiadro, ale nie odchodź zbyt daleko bo ktosik posprzątać będzie musiał po tym, jak to dziesiętnik słusznie gada, obesrańcu.

Jeśli by Zebedeusz nie pragnął wyjść sam panowie strażnicy z chęcią mu dopomogli w tym dziele. Wiedzieć trzeba, że pomagali konsekwentnie.
W końcu zabrali się za podawanie nauczki niesfornemu więźniowi politycznemu. Kopali go wcale nie długo, lecz z przerażającym efektem. Zebedeusz omdlał po pierwszych kopniakach w brzuch kuląc się momentalnie a wręcz żałośnie. Taka bezsensowna (choć mniej życzliwi rzekliby: „zasłużona”) przemoc zaprawdę budzi odrazę. Przecież tyle powiada się w kaplicach różnorakich o stworach leśnych, mutantach, orkach i innych gadzinach, które znajdują upodobania jedynie w przemocy. Czy ci strażnicy nie są im podobni?
Trwało to nie więcej niż pacierz. Kiedy Zeb został wrzucony z powrotem do klatki obaczyliście, że jego twarz zamieniła się w krwawy ochłap i umorusana została brudem udeptanej ziemi. Z ust z wolna sączy się krew. Omdlał w spokoju, twarz nie wykręciła się w grymasie bólu. Jedynie pod powiekami oczy zdają się wirować prędko niczym zimowy wicher. Nie wygląda na takiego, który mógłby przeżyć taką kopaninę.
Jakże wiele zła można wyrządzić w minutę...

- Cholerne ścierwo, słabe i warte krowiego łajna, kurwa mać - warczał dziesiętnik obserwując waszą klatkę. - Niech to będzie nauczka dla was wszystkich, skurwiesyny! Zresztą, w obozie zatęsknicie za mną i moimi pieszczotami. Panowie! Zwijać obóz! Ruszamy dalej!

Po tym zaczęło śmierdzieć jak z rynsztoka. Najwyraźniej żaden ze strażników nie pali się do tego by sprzątnąć wiadro, które zapaskudził Willhelm. Po zwinięciu obozu straż dosiadła koni i ruszyliście w dalszą drogę nierównym traktem.



Willhelm

Prędko nauczyłeś się by nie wchodzić za skórę tym, pożal się Randallu, strażnikom. Dlatego też chwytając wiadro oburącz czmychnąłeś w kąt klatki i ściągając uprzednio spodnie i gacie, zesrałeś się obficie. Znowu zakręciło ci się w głowie, tak jak wtedy – we więzieniu. Nie omdlałeś jednak. Poczułeś zrazu niesamowitą ulgę. Ta trwała zbyt krótko by można było się nią nacieszyć. Kiszki bolą cię, a w jamie ustnej poczułeś smak krwi.

_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Lut 07, 2012 19:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Patrze na pobitego i kiepsko widze go gdziekolwiek. Nie podoba mi się ,że śmierdzi w wozie, kraty mi się nie podobaja, to że tu jestem mi się nie podoba. Wszystko mi się nie podoba ale co zrobić. Rękoma pocisków z kuszy nie zatrzymasz... >

-Ty Will czy jak ci tam naprawdę, wywal gówno za wóz bo śmierdzi.

<Znowu patrze na człeka co fujarką wymachiwał przy wszystkich.>

-Panie Dziesiętniku. Panie Dziesiętniku!! Ten chłopina zaraz zdechnie tak jak leży... powinien waszmość o tym wiedzieć...

<Tyle wystarczy. Jak będą chcieli żeby zdechł to go zostawią a jak ma być żywy to chyba coś zrobią z tym zmasakrowanym truchłem. Ciekawe gdzie są teraz moje wygodne skórzane buty... Niech tylko się tego dowiem...>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Lut 08, 2012 11:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<A to skurczybyki! Co on żech im zrobił, e? Jeno się wyszczał. No kurturarne to to nie było, ale coby go tak sprać, to się nie godzi. Gdzie w sumie miał lać, pod siebie? Na takie obicie nie zasłużył. Toż to znęcanie się, bo on mizerota jest. – myślę - Ciekawech, czy których z nich solówke ze mną by przetrwał, albo z tym Rikardem, czy jak mu tam. W dwóch moglibyśmy im mordy poprać. Tylko niech odłożą kusze i zrzuczą kolczugi to się z nimi pogadamy inaczej. >

<Nie odzywam się jednak. Nadal mnie boli i nie chcę by znowu mnie sprali. Poza tym raczej nikt nie stanie w mojej obronie, więc nie ma się co wychylać. Uciekam do myśli o mojej rodzinie, by nie odczuwać jak moje obolałe członki obijają się boleśnie przy każdym skoku wozu. Nawet nie odczuwam smrodu z kubła. Chyba przywykłem do tego w czasie pobytu w ciemnicy.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Sro Lut 08, 2012 15:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ból przeszył ciało młodzieńca, a kolejne ciosy pozbawiały go tchu. Zamknął oczy, pragnąc przetrwać tą nagonkę. Milczał na razie, fala bólu ogarnęła jego ciało. Skulił się i czekał aż skończą. Oddychanie stawało się coraz cięższe.
Gdy go wprowadzali obitego do wozu nic nie mówił. Leżał tak, próbując powstrzymać falę bólu. Wiedział że kiedyś im się odpłaci, tak to bywa w życiu raz na wozie, raz pod wozem.

Zamknął powieki i skupił się na pogodzie. Chłód, wiatr.. podobało mu się to... przyjemny wiatr opatulił jego ciało. W końcu otworzył oczy i spojrzał na tego, który chciał by dziesiętnik mu pomógł.. Uśmiechnął się słabo, kolejna blizna na jego twarzy, na jego ciele.. nic nowego.

Miał nadzieję że dotrą do tego przeklętego obozu jak najszybciej, miał mało czasu... Załatwi tam sprawę, spierdoli i dorwie tych skurwysynów.. ale wszystko po kolei. Miał czas. Dużo czasu. Uśmiechną się w duchu tym razem...
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Sro Lut 08, 2012 19:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uch... w końcu można było nieco odetchnąć z ulgą. Dobrze mieć w końcu tyłek wolny od niepotrzebnego balastu. A może brzuch? Eeee... nie wiem, nie jestem tym... cyculikiem czy tam cyrulikiem. Ale chyba cyculikiem nazywa się babę, co leczy.

Mimo wszystko smród mógł być niezły. Wziąłem ze sobą wiadro i jego zawartość wyrzuciłem gdzieś za kraty. Ale jednak tak, by nie było tam żadnego strażnika. Nie chcę skończyć jak ten polityczny. Nie mniej zakręciła mi się łezka w oku. Mój skarb mógł ulecieć. A może jednak nie. Nie będę publicznie grzebał w gównie. I tak już moi "kompani" muszą być zniesmaczeni taką dziwną prośbę. Odkładam kubeł gdzieś na bok, blisko jednak wejścia, zaglądając przelotnie do środka. Jeśli ujrzę tam coś błyszczącego, to trzęsę dalej wiadrem, by to w końcu wypadło. Wolę, by się to zgubiło, niż wpadło w ręce "obrońców sprawiedliwości", co widzą bardziej pieniądze niż prawo. Potem obróciłem wiadro, by tak nie śmierdziało.

- Ech... polityczni są najgorsi. Będą ci wrzeszczeć o wolności prawach człowieka, a i tak skończą jak zawsze albo nakurwieni w jakiejś karczmie albo o- w loszku, bo pan władyka nie życzy sobie, by ktoś podważał władzę. Po co się pchać do tej... rewelacji... rezoluc... rowo... no tego buntu, skoro i tak pan weźmie zbrojnych i zgasi? A tak w ogóle... to za co was włożono? I bez takich, że nie twój interes. Interes mój, bo się zdarzyć może, że razem pracować będziem, to i jaką współpracę zawiązać będzie można, by połączyć siły, a?
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Lut 09, 2012 14:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- A może sam się pochwalisz pierwszy, a? Czemuż to slusarza do lochu ciepli? Bo nie chybi nie za sranie w miejscu publicnym, co?

<Pewnie to jaki złodziej – myślę – bo za co innego ślusarza by na roboty gnali. Pewnie jakiegoś szlachetkę obrobił. Oj nie warto zadzierać z szlachciurami, nie warto. Ale Antona to ja jesce dorwę i poprawię com zacął. A za to, co mnie tak załatwił>

<Zarkam na Zeba i wskazuję na niego głową>

- Tego tu za kłapanie dziobem wsadzili, to pewne. Tylko co on takiego nagaduje, że go tak piorom?
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sob Lut 11, 2012 21:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Willhelm

Pozbywając się fekaliów nie zdołałeś dopatrzyć się niczego błyszczącego. Ze spokojem więc opróżniłeś wiadro. Spokój nie trwał jednak długo bowiem to, co miało opuścić twe ciało (i zarazem uwolnić od męki) najwidoczniej zadomowiło się w nim.



Wszyscy

Nikt nie chciał już rzucać słów dla chociażby przedstawienia się. Nie minęło wiele klepsydr gdy droga wiodąca do obozu zdała się jakoby węższa i dziurawa bardziej niż do tej pory. Pilnująca was straż, najwidoczniej zaznajomiona ze światem (lub chociaż sąsiadami), w myk zaczęła dyskusje na temat traktów w ościennych, kislevskich województwach. Rzekomo w tamtejszych dziurach można by zakładać stawy hodowlane a ryby w nich odczuwałyby niemały dyskomfort z powodu niemałej przestrzeni życiowej.
Kiedy Zebedeusz doszedł do siebie strażnicy zrezygnowali z podłego traktu na drogę jeszcze gorszą. Prowadziła ona ku rzece, która z każdą stają wydawała się zwężać. Najwidoczniej jechaliście w górę. Dalej prowadziła was sama woda. Niedługo strażnicy zorganizowali kolejny postój aby ich kobyły mogły nieco wypocząć a oni sami rozprostować kości. Kiedy z wolna ściemniało się myśleliście, że przyjdzie wam spać w tej klatce. Straż jednak pognała konie, odpaliła pochodnie i ruszyliście dalej. W tym czasie Ślusarz i Zebedeusz posnęli smagani chłodem wiatru, do którego nie przywykli pośród miejskiej zabudowy.

Wraz z czasem gdy księżyce sięgnęły zenitu obaczyliście na jakoby płaskowyżu pomarańczowe światła. Coraz węższy strumień rzeki prowadził ku nim aż w końcu zorientowaliście się, że przed wami buduje się docelowy obóz pracy. Wyobrażaliście sobie to miejsce jako większe. Cały obóz zewsząd okala las, a rozproszone (również pomarańczowe) punkciki wiodące dalej za obóz w stronę gór sugerują, iż miejsce to jest podzielone przynajmniej na dwie bazy. Tyle możecie wywnioskować patrząc z perspektywy psa gapiącego się w pańską gębę. Być może za dnia znać będzie więcej szczegółów?

Konsekwentnie zbliżając się na miejsce obaczyliście, iż szeregi baraków chronione są (zapewne przed wolnością jej mieszkańców!) palisadą jakiej nie powstydziłaby się dobrze prosperująca wieś w Reiklandzie. Co by nieco rozpędzić mrok na bramie – jak i dalej, na palisadzie – umieszczono duże pochodnie, a na platformach obserwacyjnych znać koksowniki, przy których straż obozu może ogrzać się nieco.

- Jeno nie chlać za dużo tutejszej Pokrzywienki, panowie – zalecił dziesiętnik prostując się w siodle. – Zjemy, napijemy się nieco i pójdziem spać by na jutro rześkim być jak te dzierlatki o świcie, co w pole ruszają. A jakże. Hej! Wy tam! Wartowniacy! Otwierajcież bramę bo nam tu zady do siodeł przymarzają!

Mężczyzna o głupawym spojrzeniu (swoją drogą połowicznym bowiem biedak jednooki był) wychylił nosa zza naostrzonej beli będącej częścią bramy. Zlustrował wszystkich jakoby nie był pewien tego, co widzi po czym bez słowa zniknął z pola widzenia. Niedługo po tym oba skrzydła bramy wjazdowej otworzyły się szeroko. W momencie przejechania pod górną kondygnacją bramy rozległ się dzwon.



Aldagar

Jakże niskim i słabym trzeba być człowiekiem by odmówić pojedynku o honor. To prawda, wiele słyszałeś o tutejszych słabych ludziach, którzy ponad własną sławę i wspomniany honor stawiają złoto i wygody. Tak też było w Melheim, przygranicznym mieście Imperium, które rzekomo jest ostatnim przystankiem przed (jak to sami Imperialni określają) dzikimi stepami kislevskich hord. Jak się okazało człowiek ten był Ulrykaninem, tak jak ty. Nie mógł jednak pojąć, że po przegranej winien oddać swą broń jak i konia. Ty o tym wiedziałeś i odebrałeś to, co do ciebie należało. Niestety Imperialne prawidła tego nie przewidziały i wkrótce trafiłeś na ciężkie roboty. Zostałeś obdarty nie tylko z majątku. Odebrane było ci coś większego i bardziej znaczącego – duma.

Gdy trafiłeś tu zrazu okazało się by tu przeżyć nie należy tylko wykonywać rozkazy, ciężko pracować czy tam dobrze się odżywiać i spać. Miast starego odzienia wręczono ci obozowe szmaty służące za strój. Nie są bynajmniej to zwykłe hajdawery, ale i zbyt wiele ciepła nie przynosi takowy strój. Prędko wywiedziałeś się, że głównie winno się mieć na baczności przed barakowymi szefami. Otóż te tałatajstwo, co nawet nie wie skąd dokładnie pochodzi, rządzi słabszymi od siebie. Słabszymi czyli tymi, którzy konfraterni nie mają. W twoim baraku rządzi niejaki Michaił Entropov, rodowity kislevita lubujący się we wszelakich odmianach hazardu i mordach na niepokornych. Bije, donosi straży, gra w karty i kości, a przy tym dzieli się ze swymi konfratami fantami jakie otrzymuje od straży w zamian za pomoc. Dlaczego tak czyni? Ot, zagadka.
Przy waszym pierwszym spotkaniu ujawniła się perfidia tej mendy. Dopatrzył się na twoim grubym karku talizmanu Ulryka. Zażądał go. Było to tydzień temu i przez ten czas próbujesz sobie wybaczyć to, że oddałeś swój talizman kislevicie. Czyżby wówczas strach cię obleciał? Entropov przyszedł ze swymi kamratami, a ty byłeś sam. No, wszak był z tobą Samuel, ale on się nie liczy – ta zdradziecka szuja kręci się wokół ciebie bowiem nikt od niego wówczas nie nagabuje go. Zatem czy był to strach? Chyba nie. To raczej rozsądek. Policzysz się z nim później, ale tymczasem modlić się musisz bez talizmanu.
Gdy rozległ się dźwięk dzwona zaciekawiony wyszedłeś przed barak.



Rikki, Janosz, Willhelm, Zebedeusz

Na okrągły plac zajechał wóz wiozący was - nowe dłonie do pracy. Musiał być to najmniejszy transport więźniów bowiem obszarpane towarzystwo, które wylało się z baraków, dziwiło się, iż nowych przybyło tak mało. Wypuściwszy was z klatki strażnicy oddalili się w kierunku wyróżniającego się, ze względu na kamienną podmurówkę, budynku. Został tylko dziesiętnik. Rozkuł wasze kajdany i westchnął najciężej jak potrafił.

- Idźcie najlepiej o tam. I żadnych sztuczek, hultaje. Bramy już zamknięto – rzekł po czym dołączył do swego oddziału.

Staliście jak te drągi na środku małego placu dając innym podobnym wam możliwość lustracji. Nikt się nie śmiał, nikt nie drwił lub poniżał. Wszyscy stali raczej jakoby podobni wam – brudni i w zniszczonych czasem i pracą łachmanach. Jedynie jakaś grupka żarliwie dyskutowała między sobą co jakiś czas zerkając na was.
Nie musieliście czekać długo. Z budynku wyszedł dziesiętnik, a obok niego wąsaty jegomość ubrany w mundur ostlandzki. Przy pasie nosi spory miecz, a jego dłonie chronią ćwiekowane rękawice. Nie jest imponującej postury, ale też do chudych i wątłych nie należy. Pokryta zmarszczkami twarz budzi niejako respekt, a ostre rysy twarzy nasuwają surowe uosobienie tego człowieka. Głowę ma wygoloną na wzór szlachcica z Kisleva. Wygląda to całkiem zabawnie.

- Nazywam się Striztger. Jestem oficerem w wojsku jaśnie oświeconego księcia elektora Valmira von Raukova, obecnie naczelnikiem waszego nowego domu. Jeśli powiedziano wam, że wyjdziecie stąd to nie omylono się w tej kwestii. To jak prędko opuścicie to miejsce zależy od waszej woli życia. Im jest ona mniejsza tym prędzej – mówił głosem niskim, nad wyraz spokojnym. – Jutro rano, jeszcze przed robotami, udacie się do kwatermistrza. Wręczy on wam ubrania. Jeśli nie wstaniecie przed dzwonem cóż… Przy zrębie drzew będzie wam zimno. Nie wiem do kogo składacie modły, panowie, ale od dziś to ja i reszta straży będzie waszym nowym panteonem bóstw. O ile wiecie cóż oznacza panteon, durnie. Co do ucieczki to chyba nie będzie wielkim zaskoczeniem, iż odradzam jej. To nie palisada ani ludzie są zaporą przed waszą wolną wolą, szubrawcy, a natura. O tak! Taal obsiał gęsto swe dzikie dzieci w tej okolicy. Ułóżcie się ze współwięźniami, nie chcę tutaj żadnych krwawych porachunków. Jak mawiają: „Więc nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe, bo w razie inszym zawiśniesz na linie!”.

Wejrzał ostatni raz w wasze oblicza.

- Idźcie do tamtego baraku – rzucił od niechcenia po czym oddalił się.

Za nim szło sześciu mu podobnych. Mieli przy sobie łuki, kołczany ze strzałami, miecze, długie sztylety, a przy nogach szły ciche i posłuszne ogary. Skierowali się w głąb obozu, a potem zniknęli wam z oczu z powodu braku światła.

- No, ruszajta się jako oficer przykazał – burknął jeden ze strażników, który został. – Ruszać.

Chcąc nie chcąc poszliście w stronę wskazanego baraku. Ma on być od teraz waszym domem.
W środku jest nieco cieplej niźli na dworze aczkolwiek temperatura nawet nie zahacza o ciepłotę wiejskiej chaty. Z jednej strony dziękujecie bogom, że jest zimno. Do waszych nozdrzy dociera delikatna kompozycja smrodu potu, fekaliów, stęchlizny i starego jedzenia, które ostało się tu bogowie wiedzą jakim cudem. Więźniom przyszło spać na wysokich pryczach liczących nawet trzy piętra!

- E, wy tam – podszedł do was niemały mężczyzna w skołtunionych włosach. – Macie tutaj jedną pryczę. Czterech was to się pomieścicie. Jeno koców nie ma bo poszły na fanty. Ostał się bodaj jeden… Podzielicie się. Wyglądacie na całkiem łebskich chłopaczków.

Mężczyzna jest po trzydziestce, a w jego mowie słychać wschodnią naleciałość.

- Heh, szkoda, że was tak mało przyjechało. Ta noc to test, im bliżej świtu tym zimniej, a na dodatek niedługo paleniska zgasną. Jutro macie się do mnie zgłosić, a jak mnie nie obaczycie to pytajcie o Michaiła Entropova. Tymczasem… Heh, panowie.

Nikt inny was nie zaczepiał, nawet nikt nie spoglądał na was z zainteresowaniem. Zauważyliście, że ludzie tutaj (po prawdzie sami mężczyźni) niechętnie wchodzą nawet w rozmowy między sobą. Żaden z więźniów nie jest skrępowany kajdanami. Wszyscy wyglądają jednak jak wymoczki - chęć do życia została z nich brutalnie wydarta, zapewne nadzieja na lepszy byt umarła wraz z rozpoczęciem pracy tutaj. U większości z nich znać zrazu zapadnięte policzki i chude niczym witki palce. Dalej dostrzegliście, że niektórzy tu grają w kości lub karty. Rzecz jasna o fanty różnorakie. Szukając prycz nie musieliście długo błądzić po baraku. Stała daleko od paleniska, które zgodnie ze słowami tamtego człowieka, zaczyna przygasać. Mężczyzna miał też rację w sprawie koców – został tylko jeden.



Aldagar

Najwidoczniej nowi będą mieszkać w twoim baraku.

_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred


Ostatnio zmieniony przez Xsary dnia Nie Lut 12, 2012 14:20, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lut 12, 2012 01:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie było co się rozglądać po nocy. Wzejdzie słońce to sie zobaczy. Słyszałem o takich miejscach i nawet widziałem z daleka ale nie sądziłem ,że kiedyś trafię w takie miejsce. Wszedłem do baraku i stwierdziłęm ,że nie ma na co czekać. "Podbiegłem" wręcz do koca. Zabrałem go i wlazłem na najwyższe posłanie. To chwilowo będzie moje miejsce. Bez słowa zająłem posłanie i okryłem się kocem. Nie zasypiam jeszcze. Kto pierwszy ten lepszy. Może i jest mi trochę żal tych ludzi co ze mną przyjechali ale narazie każdy dba o siebie. Niemniej jednak podejrzewam iż ta trójka jest najbardziej "zaufaną" kompanią na ten czas. Nie dam sobie odebrać koca. Co więcej zaznaczam go strzepiąc zębami w kilku wybranych miejscach. >
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Lut 12, 2012 15:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spoglądam na nowy "zaciąg" z lekkim uśmiechem na ustach. Krzyknąłem stojąc przed barakiem do środka

- Przywieźli świeże mięso!

Zacząłem rechotać... przyglądam się im oceniając nowa przybyłych.
Gdy pierwszy przechodził koło mnie, zacząłem lekko cmokać szczerząc się szeroko. Jeżeli Samuel stał akurat koło mnie, mówię do niego.

- Ciekaw jestem, który pierwszy przywita kutasa drabów Michaiła w swojej dupie. Można by obstawiać... - mówię z uśmiechem


Gdy zobaczyłem jak jeden wskakuje na pryczę i zagarnia koc patrząc wokoło jak przerażony pisklak oparłem się o framugę drzwi i założyłem ramiona.

- Przerażone pisklaki, jeżeli nic wartościowego nie posiadają by zapewnić sobie ochronę, bedą piszczeć cienko, ale chociaż ze sraniem problemów nie będą mieli... - rechotam lekko mówiąc cicho do Samuela


"Ale ten chociaz ma łeb na karku, i wziął najlepszy kąsek "koc", jednak nie wie jeszcze że może go szybko stracić..."


Staję przy palenisku zbierając ostatki ciepła szepczę do Samuela nachylając sie nad ta mała gnidą.

- Pamiętasz co miałeś zrobić, czy znalazłeś już odpowiednie drewno, z którego można zrobić małe ostre kołki, prowizoryczna broń ale zawsze. Przyda się w swoim czasie. Znajdź i obierz je na ostro nawet własnymi zębami ma być ich sześć.


Spogląjąc na nowych zaczyna mi świtać pewna myśl w głowie... jednak to dopiero tylko mały zalążek...

"Może warto by ochornić te pisklaki i wykorzystać przeciw Michaiłovi. Ten skurwysyn zapłaci za mój talizman prędzej czy później własnym życiem"
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Lut 12, 2012 20:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<No w końcu droga się skończyła i mogłem żech rozprostować kości. Ech.. Szybko ja się stąd nie wydostanę. - myślę - Sam wygląd obozu i ludzisków tam się znajdujących nie napawają nadzieją. Jakieś takie wymizerowane, wychudłe. Toż albo nie nawykłe do pracy tutaj, albo praca cięższa od ichnich sił. Oby tylko karmili dobrze, bo ja jeść muszę, jak mam ciężko robić.>

<Słowa tego, co się każe Michaiłem zwać, też brzmią groźnie. Toż to jakiś samozwańczy herszt tego złodziejskiego i morderczego pomiotu musi być. I jeszcze ten dziwny cmokający i rzucające nieprzyzwoite teksty człowiek. Oj, gdzie ja żem trafił?.>

<Wiem, co żem nie powinien sobą dać pomiatać i naśmiewać się. Ale jestem zbyt zmęczony i zmartwiony tym wszystkim, więc odpuszczam. Poza tym jak zadrę od razu z kimś, z kim nie powinienem był, to nawet grobu wykopać nie zdążę. Więc postanawiam zająć pryczę>

<Już nawet nie chce mi się walczyć o koc i najwyższą pryczę. Zbyt wszystko mnie boli i zbyt zmęczony żem. A niech mu tam ciepło będzie. Poza tym, coś czuję w kościach, że jak z nim zacznę walczyć, to nie skończy się to dobrze ani dla niego, ani dla mnie, ani dla pozostałych naszych towarzyszy. Chyba musimy się trzymać razem.>

<Zajmuję więc pryczę tuż pod Rikkim, nie chce bowiem leżeć pod "obsrańcem", co by mi na łeb w nocy nie narobił. No i ten "gaduła" też nie jest zbyt przewidywalny. Jeszcze by na mnie naszczał, jakby mu się w nocy zachciało lać. Z nerwów że raczej nie zasnę, więc leże i obserwuję barak i ludzi w środku. Baczną uwagę przykuwam do Michaiła i tego cmokającego gościa.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lut 12, 2012 22:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kiedy Janosz zajął legowisko pode mną. Obróciłem się na bok i szepnąłem bardzo cicho.>

-Ty, Janosz. Koca nie dostaniesz. Ale wyglądasz mi na swojego chłopa. W razie czego. Możesz liczyć na moją pomoc... Znajdziemy też jakiś koc. Jestem pewien ,że niektóre z tych szuj mają więcej niż powinni.

<Trzeba mieć tutaj lekki sen i oczy dookoła głowy. Więc ten Michaił Entropov to najgorszy cwaniaczek w baraku. Ciekawe. Trzeba wstać o świcie i udać się do kwatermistrza. Nie zamierzam rezygnować z darmowego ubrania. Koc jest jeden. Z jakiegoś powodu jestem pewien, że będzie to powodem do utarczki. Musze pomyśleć co zrobić z tymi dwoma, sikającym podżegaczem i Wilem obsrańcem. Jak narazie wygląda ,że będą tylko przyciągać kłopoty.>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Lut 13, 2012 15:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Podnoszę lekko głowę i odzywam się cicho w kierunku górnej pryczy>

- Rikkardo, nie myśl se, że nie zabrałem żem Ci pledu, bo się ciebie boję. Po prostu mnie się nie chce z tobą walczyć dzisiaj. Poza tym chyba powinienymy się trzymac razem co by tu w jakim takim zdrowiu przetrac. Wiec umowa jest taka przyjacielu – <tu się lekko uśmiecham> - Dzisiaj ty sobie spisz w najlepse, pod kocykiem i wygzewas się ile Ci się chce. A ja czuwam, co by tym bandytom co głupiego do łba wobec nas nie wpadło . A jutro musiema się zorientować kto jest tu kim i zdobyć tzy koce, co by nam wszystkim cepło było. Bo jak się nie uda, to Ty jutro cuwas a ja śpie, hehe.

<Mam nadzieję, że Rikki przystanie na układ. No bo i co lepsego ma do wyboru. Albo ja, albo te obwiesie z obozu, bo przeca na tych dwóch z dołu liczyć co nie ma. A ja i tak dzisiaj spać nie beda mógł, to i warte pełnić mogę>

<Wiem ze moim wyglądem mogę budzić rezon – jestem naprawdę wielki. Głowe często muszę schylać w odrzwiach, a i czasem bokiem zdarza mi się przejść, co by moje wycwicone ciało w futrynie zmieścić. Łapy mam jak bochny chleba, więc nikt nie ma ochoty dostać w mordę, albo po zebrach. Ledwo się w te moje lniane kosule i spodnie miesce. No i ta krótko obstzyzona głowa… No po tych paru dniach od aresztowania mi trochę carnych i siwych włosów na głowie i na brodzie urosło, ale jak tylko będę mógł to je zgolę, co by mi ani zakoli na łbie, ani siwizny nie było widać. Niestety wiem, że moja dolna warga, która od dziecka jest opadnięta i przesunięta w lewo, powoduje, że można mnie uznać za wioskowego głupkowatego osiłka. Ale nawet jak ktosik tak pomysli, to i tak musi liczyć się z moim wyglądem i siłą. No i moje 35 wiosen powagi dodaje. I na to liczę tutaj. Sam pewnie nie dam rady im wsystkim, ale jakoś pozycje budować będzie tzeba>

<Kończę rozmyślania. Zdejmuję swoją zniszczona kamizelkę z owczej skóry, kładę się na pryczy na boku, co by widzeć resztę baraku, okrywam się kamizelką na ile mogę i zaczynam czuwanie i obserwację nocną. Wiem, że nie zasnę.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Lut 13, 2012 15:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-A czemuż miałbyś się bać takiej obitej twarzy jak moja kamracie? No i jestem mniejszym to chyba nie taki straszny... <uśmiecham się pod nosem>
-Umowa stoi. To dobranoc wspólniku. Z rańca ruszamy po dodatkowe ubrania.

<Prosty człek ,proste zasady. No i trzeba znaleźć ziomków. Na tylu osadzonych napewno się jakiś znajdzie. Ten Janosz to dobre serce ma. Ja bym nie myślał o tych dwóch pozostałych. Trzeba na chłopa uważać ,żeby mu jakiegoś przekrętu nie wywinęli. Pewnie wsadzili go bo nie miał czym podatku zapłacić i się włodarzowi postawił albo przed jakąś inną krzywdą się bronił. Czyli niewinny jak ja bo wsadzili go za to kim jest a nie za zbójectwo. Zerkam jeszcze tylko na dół żeby zobaczyć czy ten Will i Zebedeusz nie zabłądzili gdzie po drodze po czym okrywam się kocem i zasypiam jak da rade ,wmawiając sobie,że pierwsze promienie słońca mają mnie obudzić co by dodatkowych ubrań nie przegapić >
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Czw Lut 16, 2012 10:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zebedeusz szedł tuż za nowo poznanymi towarzyszami. Milczał. Wyglądał jak przybity. Jeżeli było miejsce usiadł na krańcu pryczy i skulił się w kulkę. Tak było najłatwiej się rozgrzać. Czuł, że popełnił błąd, godząc się na zesłanie tutaj. Ale czy miał większy wybór?
Niestety nie i to go przerażało. No może nie przerażało, ale trzeba było grać do końca swoją rolę. Spojrzał więc wzrokiem przestraszonego zwierzęcia na swoich towarzyszy..

Spojrzał na Rikkardo i szepnął tylko:

- Czuję że pierwsza noc będzie najważniejsza.. Trzymajmy się razem.

_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Czw Lut 16, 2012 17:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Aldagar

Twój „wierny sługa” jak zwykle skulony i potulny przed tobą kręcił wtedy energicznie głową. Wyglądał jak zbity i ufajdany kurzem kundel bezpańsko błąkający się po ulicach południowców. Podobno na wolności był hazardzistą i muzykiem. Najwidoczniej marnym i o nogach krótkich skoro trafił tutaj.

- A gdzież miałem je zdobyć kiedy w kopalni dłubię całe dnie? – Musiałeś zrobić srogą minę bowiem Sam wystraszył się jakoby. – A… a… ale o nic się nie bój! Kwatermistrz rzekomo mnie przydzielił wraz z nowymi do lasu na zręb! Tam wyszukam kołki i dostarczę ci je najdalej na jutro!

Przynajmniej tyle dobrego. Tutejszy las to wiekowe dębiny. Nie trudno o mocne drewno.
Przed zaśnięciem myślałeś o tym jak ta mała pierdoła ma zamiar naostrzyć kołki, no ale cóż… To nie twój problem. Usnąłeś.



Rikki, Janosz, Willhelm, Zebedeusz

Nikt tej nocy nie mógł czuwać. Podróż do obozu, a raczej transport, odebrała wam siły. Dopiero teraz stłuczenia, siniaki i rany dały o sobie znać z całą mocą. Być może dlatego, że pierwszy raz od wielu dni śpicie na miękkim? Paradoksalnie usnęliście bardzo szybko.

Czy słowa oficera były prawdą? Czyżby bogowie opuścili was i pozwolili abyście zgnili tutaj za tak małe przewinienia? Prawda to stara jak świat, że książe złodziei od sędziego różni się jeno strojem, ale żeby świat zezwalał na takie niegodziwości względem nawet maluczkich?

- Hej! Zbudźcie się! Już świtanie i niedługo w dzwon zabiją. No otwierać oczęta – ochrypnięty głos drażnił wasze uszy.

Obudził was mężczyzna, na pierwszy rzut oka bardzo stary. Czub głowy wyłysiał mu z pewnością dawno pozostawiając na skroniach rzadkie, mlecznobiałe włosy. Stojąc przy waszej pryczy garbi się nieco, a pomarszczone dłonie zaciśnięte ma na solidnym, drewnianym drągu. Odziany jest w znoszone skórzane spodnie, a spod narzuconego na tors koca, znać lnianą koszulę.

- Nazywam się Merzing, młodziaszki. Nie lenić się bo kwatermistrz nie wyda wam odzień. Było już paru takich którzy zaspali przed wydaniem odzieży. Padli potem w lesie pierwej z wyczerpania, a potem z chłodu. Macie zdążyć przed wydawaniem śniadania. Potem kwatermistrz oddaje się hm… swoim sprawom – prawił starzec. – Za pobudkę podziękujecie później, ruszajcie.

Nocą wyobraźnia musiała być nad wyraz aktywna bowiem obóz wydawał wam się większy. Kierując się do siedziby kwatermistrza mogliście dokonać oględzin całego obozu.
Baraki mogły sprawdzić wrażenie na zainteresowanych architekturą. Ich pojemność może pomieścić bez mała stu więźniów (a gdyby ze środka wynieść prycze z pewnością więcej). Wysokie na przynajmniej piętro wolfenburdzkiej karczmy, wykonane z drewna, pokryte strzechą zapewne szybko by strawił ogień. Przynajmniej nie dokuczałoby wam zimno…
Takich budowli, wybudowanych naprzeciw placu zgromadzeń oraz głównej bramy, było cztery. Na placu dostrzegliście usytuowany na wysokim pniaku miedziany dzwon. Po opuszczeniu placu weszliście w wąski korytarz pomiędzy barakami aby przedostać się na drugą część obozu pracy. Nim dobrze oceniliście przeznaczenie dwóch budynków z kamienną podmurówką do waszych uszu doszło wściekłe ujadanie psów dobiegające z pobliskiej zagrody. Stała ona po sąsiedzku przy jedynej tu budowli z cegły – najwyraźniej biura oficera Jonasa Striztgera. Psy nie są imponującej postury za to ujadają przeraźliwie. Zdają się być jakoby głodne i nienawistne nastawione do was bowiem rzucają się na ogrodzenie i w duchu bogom dziękujecie, iż jest ono solidne.
Po lewej znać długi na przynajmniej sto kroków drewniany barak, do którego prowadzi jeno jedno wejście. Wyszedł zeń strażnik pociągając zarówno nosem jak i z glinianego naczynia. Ignorując was wszedł między baraki więźniów zmierzając ku placykowi. Budynek owy stał jakoby przytwierdzony do okalającej obóz palisady. Kierując swe kroki do nieco szerszego budynku (w stosunku do kwatery oficera) dopatrzyliście się stajni za barakami straży pilnującej obozu. Zeń dochodziło rżenie wierzchowców.
Ponad to zauważyliście, że baraki dla więźniów posiadają tylko jedno wejście lub wyjście – te, którego dopatrzyliście się od placu zgromadzeń. Wartym uwagi wnioskiem był fakt strażników na palisadach. Być może nie było ich wielu, lecz uzbrojeni w kusze i miecze, odziani w koszule kolcze i szyszaki mogli stanowić poważny problem dla uciekinierów.
Czując, że pora śniadaniowa tuż, tuż zapukaliście w drzwi od siedziby kwatermistrza, a po uprzejmym proszę, weszliście do środka.
Za kontuarem (a raczej starym stołem) stał mężczyzna około lat czterdziestu. Miał na sobie mundur podobny do uniformu oficera jednak z zupełnie innymi znaczkami na ramionach i piersi. Zapewne coś oznaczają w ichniej woskowej hanzie. Na tym kończyły się podobieństwa do oficera, a mówiąc ściślej, nawet do żołnierza. Kwatermistrza wyobrażaliście sobie jako starszego mężczyznę (lub co najmniej w sile wieku), o minie posępnej, obliczu zaniedbanym i posturze potraktowanej czasem. Tymczasem przed wami stanął mężczyzna wzrostu średniego z kruczoczarnymi włosami przylizanymi do tyłu (czyżby były natłuszczone?). Z pewnością nie jest chudy, najwidoczniej w swoim czasie musiał machać nieco mieczem bowiem nie wygląda na takiego, który miał by paść po pierwszym uderzeniu.



Rikki

Zabawne. Znałeś już człowieka, który w podobny sposób układał włosy. Był nawet ogólnie podobny do kwatermistrza. Miał na imię Giovanni, pochodził z krajów południa. Razem z taborem wędrowaliście ku rzece Aver, a ten koniecznie chciał zapisywać wszystek waszych wierzeń, obyczajów i tradycji.
Ciekawe czy i kwatermistrz omdlał by po zaczepnym ciosie w skroń?


Rikki, Janosz, Willhelm, Zebedeusz

- Dzień dobry panom – powiedział pełnym głosem zupełnie nie pasującym do jego persony. W słowie panom nie doszukaliście się ironii. – Nazywam się Hugo Ernst, jestem tutejszym kwatermistrzem w stopniu sierżanta. Wedle słów oficera nowi więźniowie mieli zgłosić się po odzież, rozumiem że to wy. Zaczekajcie chwilę…

Zastanawiacie się z jakiego arystokratycznego rodu musiał zostać wyrwany ten mężczyzna. Przecież żaden żołnierz (ktokolwiek!) nie zachowuje się w tak grzeczny sposób w stosunku do tych, którymi może pomiatać wedle uznania… i wedle pomysłowości.
W kufrów stojących za nim wydobył koce, koszule, spodnie i buty. Wszystko to, co leży przed wami nie jest z pewnością pierwszej jakości, ale dostarczy więcej ciepła niż łachmany, które macie na sobie.



Zebedeusz

Dasz sobie głowę uciąć, że sierżant Ernst uśmiechnął się do ciebie miło.



Rikki, Janosz, Willhelm, Zebedeusz

- Proszę zastanowić się nad pracą doręczyciela żywności – podjął dalej kwatermistrz. – Trzeba wstać wcześniej, przyjść tutaj i zaczekać aż strażnicy pod moim okiem podzielą racje. Potem, jak się zapewne domyślacie, zanieść żywność do swojego baraku. I przypilnować by każdy otrzymał należytą porcję.

Zapewne jak o stopniu należności decyduje szef baraku.

- Obecnie zajmuje się tym pan Merzing, ale jest on już stary, coraz mniej ruchliwy, a poza tym posiada umiejętności, których w obozie nie ma nikt – tłumaczył sierżant Ernst. – Gdyby któryś z was zdecydował się pomagać to proszę, niech któryś z was zgłosi się po robotach do mnie. Świt to pora śniadania, zaraz po nim zostaniecie wyprowadzeni w stronę kniei. Niektórym zostaną wręczone siekiery, a zdecydowanej większości piły. Pilnować was będzie straż z psami. Nie uciekajcie. Proszę was z całego serca byście nie byli na tyle głupi i uciekali. Nikt wam pewnie o tym nie powiedział, ale tutaj zmarłych się nie chowa…

Potem kręcił głową powoli i najwidoczniej szczerze zamartwił się.
Drzwi frontowe otworzyły się, a wkrótce po tym próg przekroczył wspomniany i znajomy wam Merzing.

- Jeśli macie jakieś pytania to proszę, pytajcie prędko. Mamy napięty harmonogram a oficer jest skrupulatny i iście diabelsko dokładny. Po posiłku będziecie mieli chwilę dla siebie, ale gdy strażnik uderzy w dzwon dwa razy prędko zmierzajcie na plac zgromadzeń.

Po ewentualnych pytaniach wróciliście do baraku. W tym czasie większość już zbudziła się, lecz nie powstała z łóżek. Jednak ci, którzy zdecydowali się wstać zbierają się w małe grupki i rozmawiają cicho o czymś.



Aldagar

Nauczyłeś się by korzystać z każdej chwili snu. Dlatego też kazałeś Samuelowi zbudzić cię gdy będą wydawane śniadania, a dźwięk dzwona po prostu zignorowałeś.



Wszyscy

Zupę podano wam w małych naczyniach z drewna. Pływały w niej rozgotowane jarzyny, a do zagryzki wręczono kawałek twardego chleba. W zupie próżno było szukać choćby ochłapu mięsa.

_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe! Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 2 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.