Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Obóz
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe!
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Lut 17, 2012 16:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Byłem absolutnie zaskoczony tym jak łatwo zasnąłem. Nowe miejsce, ludzie niegodni zaufania, smród i chłód. Czym się zmęczyłem, siedzeniem i nic nie robieniem??
Przechodząc przez obóz starałem się doliczyć ilu strażników pilnuje obozu potem ile psów jest w klatce. Nie podoba mi sie tutaj. Nienawidze siedzieć w jednym miejscu do tego jeszcze zamkniętym. Kiedy dotarliśmy do kwatermistrza przyjrzałem się mu dokładniej bardziej z ciekawości niż z jakiejś innej przyczyny. Odpowiedziałem kwatermistrzowi. Matka nauczyła mnie ,że dla uprzejmych ludzi również należy być uprzejmym. Napewno nie zamierzam go bić. Wogóle nie zamierzam nikogo bić, cóż za głupia myśl z tym ciosem w skroń, skąd mi to przyszło do głowy??>

-Dzień dobry panie kwatermistrzu...


<Z niemałym uśmiechem przyjąłem "nowe" odzienie i koc. Daleko im do tych które skurwiałe szuje strażnicze ukradły prosto z mego ciała ale niestety narazie trzeba korzystać z tego co jest dostępne. Nie ma wyboru. Przyodziewam się przy najbliższej możliwej okazji. Na propozycję odpowiadam od razu. >

-Ja chętnie pomoge przy rozdawaniu żywności. Nie ma się nad czym zastanawiać panie kwatermistrzu. Oczywiście jeśli nie ma żadnych przeciwieństw.

<Skoro jest możliwość pytań to pytam.>

-Panie Merzing jeśli można. Jakiś tym co się zwie Michaił Entropov czy jakoś tak podszedł do nas wczoraj i gadał od rzeczy, że niby mamy się do niego zgłosić. Co to za jeden? Pracuje z polecenia strażników czy t samozwaniec jaki?? Herr oficer pan Striztger nic nie wspominał o tej osobie. To jaki barakowy zabijaka czy kto?? Można go pogonić jak nas zaczepi? A jak coś ukradnie można go kopnąć w zadek??
-I jeszcze jedno pytanie. Co można robić w czasie wolnym od pracy?? Są jakieś określone pory poza nocą,że trzeba siedzieć w baraku??


<Wracając znów rozglądałem się po obozie. Kiedy wróciliśmy i podano jedzenie nie zastanawiałem się nad tym co jest w środku tylko zjadłem. Nie ma na co czekać.>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Lut 18, 2012 00:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Gdy towarzysze smacznie pochrapywali ja zgodnie z ustaleniami z Rikkim czuwałem. Pilnowałem żem, by nic nam się nie stało i paczałem jak zachowują się inni... A chwilę potem usłyszałem głos tego co kazał zwać się Merzing. Zasnąłem, cholera zasnąłem! Przewróciłem się więc na bok i próbowałem udać, że tylko czuwałem, co by Rikki się nie domyślił, żem nie dotrzymał umowy. Ech... Dawno żem nie leżał na tak miękkim i mimo, że było zimno, sen mnie zmorzył. A wydawało mnie się, że ilośc wrażeń i zdenerwowanie mi na to nie pozwolą. Szybko wstałem i starałem się ogarnąć, nim ruszyłem z resztą za staruszkiem.>

<Świeże powietrze szybko mnie otrzeźwiło, więc z zaciekawieniem rozglądałem się po terenie. Przyjrzałem się dokładnie pieskom - starałem się ocenić czy ich złość wynika z głodu, zdenerwowania, czy są negatywnie nastawione do więźniów. I nasłuchiwałem rżenia koni - ciekawe ile ich tam mają. Dużo bardziej interesowało mnie to co widać za palisada obozu niż wewnątrz. Nawet nie myślałem o tym czy można stąd uciec i kaj to zrobić. Myślałem o tym co się żryć chce, że zimno i że jezdem zagubiony w tym łobozie. Uspokajał mnie widok drzew i odgłosy lasu.>

<Niezbyt wiele kojarzyłem z tego co do mnie mówił kwatermistrz i w ogóle się nie odzywałem. Na szczęście mówili inni. Przyjąłem ubranie i koc. Przynajmniej nie będe ja musiał kombinować se jakiego na noc, ani odbierać Rikkardo tego, któren se zagarnął. Ubranie założyłem od razu - chłodek jest fajny, ale skoro czeka nas robota, to nie ma co marznąć.>

<Nie zadawałem pytań. Słuchałem żem tylko uważnie co mówią inni, a potem wróciłech z nimi do baraku. O.. wreszcie jakieś żrycie. Tylko czemu tak mało. I gdzie jakie mięcho?? Jak mam ciężko pracować w lesie, to muszę dobrze zjeść. Rozglądam się więc po towarzyszach>

- E... może któren nie jest głodny i podzieli się ze mną? Bo co to tyle jak na mnie? E? Ja mogem w pracy pomóc potem... Dla mnie machanie siekierom to pikuś... Alem siłę mieć muszę do tego, a bez jedzenia siły nie ma
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Lut 19, 2012 12:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zasiadam do rarytasów jakimi nas tu karmią jedząc w spokoju.
Gdy słyszę wywód tego nowego kręcę głową z niedowierzaniem.

- Ciesz się że cokolwiek dostałeś, za miesiąc będziesz dziękować wszelkim Bogom że dostałeś nawet pare jarzyn do zjedzenia. Tutaj nawet psy jedzą lepiej od nas, wiec radzę ci przywyknij albo zdechniesz
- mówię beznamiętnie

- Chociaż pewnikiem nie jeden ucieszyłby się iż taki kawał mięcha został bezpański, zaraz byś wylądował w garze psy były by szczęśliwe a kto wie może i my przy odrobinie szczęścia... - śmieje się z ponurego żartu

- Prędzej ktoś ci wbije łyżkę w oko niż odda swoją porcję... chłopcze... i przy okazji zabierze twoją.


Przestaję mówić rzeczy oczywiste i skupiam się dalej na moim jedzeniu nie tracąc czasu na gadanie
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Pon Lut 20, 2012 12:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zebedeusz nie odzywał się. Wolał stać w cieniu wydarzeń i nie rzucać się w oczy. Może to ze strachu, a może po prostu taki był. A po uśmiechu sierżanta, jeszcze bardziej wtopił się pomiędzy swoich kamratów. Nie zamierzał odzywać się bo jeszcze w mordę znów zarobi. Uczył się szybko, i szybko przystosowywał się do sytuacji. Żarcie, które dostał, nadawało się dla psa, jednakże z głodem się nie wygra toteż Zebedeusz szybko wpierdolił swoją porcję, jakby miała być jego ostatnią.

Zebedeusz więc zajął się słuchaniem i obserwowaniem tego co tu się działo. Miał pewien plan, lecz potrzebował czasu.. czasu, którego nie miał.
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Czw Lut 23, 2012 01:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zapamiętuję każdy element architektury obozu. Może i nie jestem jako takim tym... gienerałem czy innym oficjerem, ale nawet największy idiota, który wychował się w mieście wie, że jeśli nie masz pałki, szukaj ciemnego zaułka. Może tam akurat będzie sztylet. Jeśli będziemy uciekali, to na pewno się to przyda. Ale do tego trzeba jakiegoś lidera. I to nie takiego, co myśli ręką. Ale też nie takiego, co myśli tylko głową, bo jak walniesz go pięścią, to śmierć murowana. Coś między pięścią, a głową. O nie... na pewno nie będę to ja. Ja raczej wole działać, a potem myśleć.

Nie miałem żadnych pytań. A nie chcę dostać na dzień dobry w mordę od strażnika za pyskowanie. Nie mniej nie wiadomo czemu humor mi dopisywał. Jest i tak lepiej niż się spodziewałem. Może i noc zimna, ale jak się weźmiemy do roboty, to będzie już cieplej. No i chwila dla siebie. Czego więcej chcieć? No... może poza jakąś panienką z cycami, które by falowały podczas ujeżdżania jej.

Zupa... cóż... i tak smakuje lepiej niż nic. W końcu od kilku dni nic nie jadłem. Będzie trzeba się w ogóle czymś innym zająć. W zasadzie... może warto by...

Podszedłem do tego staruszka, co nas rano obudził. Rozglądam się w okół, czy nie ma jakiegoś strażnika, co nas podsłuchuje:

- Wyglądasz na takiego, co już nieco tutaj siedzi, więc z pewnością dużo wiesz, dziadku Merzing. No jakoś ciężko jest uwierzyć w to, że nie macie żadnych układów ze strażnikami jeśli chodzi o przywóz towarów z zewnątrz. Tak, mówię o kontrabandzie, dziadku Merzing. Co jest waszą monetą przetargową i do kogo w razie czego się w takich sprawach zgłaszać.
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pią Lut 24, 2012 00:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rikki, Janosz, Willhelm, Zebedeusz

Sierżant Ernst po wydaniu odzieży i wysłuchaniu o co pyta Rikki skinął głową do Merzinga, a was poprosił o wyjście, co uczyniliście. Na dworze staruszek rzucił krótką informacją, iż pogadacie w baraku.

Strażników szło doliczyć się piętnastu. Może trochę więcej, może trochę mniej. Wszyscy jednakowo brudni, z minami świadczącymi o niezadowoleniu z przydziału służbowego. Łatwiej było z psami. Tych doliczyliście się sześć. Ich duże pyski zwieńczały nosy godne psa tropicielskiego, a ich gabaryty świadczyły o tym, iż mogłyby sprostać niedużemu niedźwiedziowi. Ponadto były tej samej rasy.

Konie, o ile wszystkie są w środku stajni, muszą zachowywać się spokojnie. Nie sposób stwierdzić ile ich znajduje się tam obecnie. Natomiast po rozmiarze stajni można oszacować, że koni starczy dla przynajmniej połowy straży stacjonującej w obozie pracy.


Wszyscy

Porcja zupy wystarczyła byście poczuli się lepiej, a jej ciepło podarowało wam nieco chęci do dalszej, bez wątpienia, walki o życie. Większość z was jest przyzwyczajona do twardego życia i teraz – gdy nikt was nie bije, a przestrzeń nie jest klaustrofobiczna – wszystko staje w jakoby bardziej optymistycznym świetle. W trakcie posiłku, po wykonaniu swych obowiązków, zjawił się pan Merzing wzdychając ciężko. Usiadł na pryczy obok Zebedeusza i łypnął na Rikkiego wzdychając po raz wtóry. Jak tak stara osoba mogła tutaj przetrwać? Podczas oględzin obozu nie widzieliście nikogo w jego wieku. Być może czas spędzony tutaj zahartował go aż tak?
Na pytania o Entropova aż wzdrygnął jeszcze raz kręcąc głową z niezadowoleniem.

- Prawdę mówiąc to jest wszystkim o co pan pytał. Warchoł i zabijaka, niejako „dowódca” baraku, w którym przyszło nam znosić swoją niedolę. Jest tutaj od roku i już po tygodniu ustąpił mu poprzedni szef – spieszył z tłumaczeniem. Staruszek mówił cicho, tak jakby się bał, że ktoś z ludzi Entropova go posłyszy. – Ten skurwysyn może wyglądać na niepozornego kislevitę, ale byle byście nigdy panowie nie przekonali się cóż on potrafi z nożem wyczyniać. Przemycił go w jakiś sposób razem ze sobą choć niektórzy uważają, że strażnicy mu go nie odebrali. Gdy nim rzuca to jakby same demony go niosły, a gdy bije się w zwarciu szybszy jest od wichru. Jeśli wierzyć plotkom to Michaił Entropov zabił w swoim kraju trzy tuziny ludzi jako płatny morderca. Dwa razy trafił do więzienia, lecz za każdym razem ktoś go wykupił. Gdy trafił po raz trzeci rzekomo jego winy wytatuowali mu na plecach, ale w języku, w którym nie potrafi nikt czytać. Nieprawdopodobne, prawda? Nie zmienia to faktu, że rządzi tym barakiem, a strażnicy mu na to pozwalają. Jest spokój. Uwierzcie mi gdy ktoś zaczyna planować bunty, a było takich parę, Entropov z rana ma całą koszulę od krwi tego nieszczęśnika. Zwykle wydają tych ludzi ich kamraci w nadziei, że tak wkupią się w łaski kislevity… Dlaczego wam zaproponował spotkanie? Pojęcia nie mam. Kto by potrafił odgadnąć myśli tego szaleńca?

Potem zrobił długą przerwę by ponarzekać (ażeby nie powiedzieć nabluzgać) na zupę, która nieco przestygła mu w trakcie jego wywodu.

- Jeśli jest was tu tylu to możecie się z nim spróbować… - powiedział przewróciwszy oczami. – Pamiętajcie jednak o czym wam mówiłem. To zawodowy morderca. Jeśli chodzi o czas wolny to jest go sporo. Im szybciej zapada zmierzch tym prace trwają krócej. Nikt nam nie mówi o której mamy chodzić spać, jedynie o której musimy wstać. Hah, po zmroku też można wychodzić z baraku, ale wierzcie mi, że lepiej nie wychylać stąd nosa. Mój znajomek Frank Burdendof, trafił tutaj za oszustwa podatkowe, poszedł za potrzebą. Z dworu usłyszeliśmy kłótnie, potem tłumaczenia, a w końcu ciche jęknięcie. Strażnicy, zwłaszcza gdy się spiją, prędko tracą cierpliwość i czasami kończy się to tragicznie dla więźniów.


Zebedeusz

Poczułeś jakoby zimny dreszcz na karku…


Willhelm

Potem pan Merzing przesiadł się by zająć miejsce bliżej ciebie. Poczekał aż ci, którzy pragnęli go jeszcze o coś spytać, zabiorą mu czas. Potem nachylił się nad swoją miską. Po zjedzeniu zupy żołądek znów dał o sobie znać. Czujesz weń ucisk i ból, który powoli, lecz konsekwentnie, narasta z każdą sekundą siedzenia na pryczy.

- Tą informację będziesz miał za darmo, młody człowieku – powiedział jakoby do miski. – Powinieneś się zgłosić do pana Bremweisera, Ulricha Bremweisera. Był ongiś handlarzem i najwidoczniej wykorzystuje swe kupieckie talentu tu, w obozie. Zwykł przesiadywać przy swojej pryczy nieopodal wejścia do naszego baraku. Jest rudzielcem, chudym i bladym mężczyzną z lekkim zezem. Myślę, że przez to poznasz go bez większego trudu. Ułożył się jakoś ze strażnikami i czasami przywożą mu towary. Nie wiem jakim cudem chłopcze, ale cóż… Działa prężnie. Jednakże uważaj, para z gęby czym się zajmuje. Entropov nie ma pojęcia o jego działalności, nie pytaj dlaczego. Nie odpowiem bo tego zwyczajnie też nie wiem.


Wszyscy

Najwyraźniej pan Karl Merzing nie ma zamiaru was opuszczać. Po posiłku przebraliście się w fatałaszki, które otrzymaliście od kwatermistrza. W skład odzieży wchodziły luźne portki z poszarpanymi nogawkami, obszerne koszule, znalazły się nawet znoszone buty oraz płaszcze. Wszystko utrzymane w odcieniach błota i kurzu. Do tego koce na nadchodzące przyszłe, zimne dni.

_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Pią Lut 24, 2012 21:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na bez rybiu i rak ryba, jak mawiał pewien rybak. Ale on już nie żyje. Mości rekterzy Skały zajęli się nim, bo nie płacił haraczu. Szkoda go, zawsze te ryby były w pewien sposób odskocznią od kaszy z sosem. Choć teraz oddał bym... no, paznokieć za taką ucztę.

W zasadzie coś mi tu nie gra z tym obozem. Dużo czasu wolnego. Musi coś z tym być. Na pewno. Jestem pewny. Skoro mam już jakiś kontakt z "kupcem", znaczy, że może handluje też informacjami. Dobra, dość próżnowania. Trzeba zacząć się indoro... indetyfi... integry... no, poznać się z innymi więźniami. W końcu to mają być kumple z jednej paki.

Dziadek w zasadzie już dał dobry temat do rozmowy. Usiadłem między nowym rozdawaczu jadła, z którym podróżowałem i politycznym, wycierając gębę ręką od pozostałości zupy. Za dużo soli. Zapewne chcieli coś ukryć w tej zupie. Szczyny. Na bank były to szczyny:

- Zawodowy morderca. Ech. Każdy człek w jakiś sposób jest rasowym zabijaką, bo widzi w drugim człeku zagrożenie. Normalna rzecz. Taki jeden koleś z sukience powiedział mi kiedyś, że w dawnych czasach to ludzie się mordowali za kawałek chleba i kobiety, nie zaś o ziemię. Ale on też nie żyje. Pewnie miał jakąś babę, która się spodobała innemu. Może to była nawet moja siostra. W końcu kurwiła się z kim się da. I w ogóle nie jest tak źle.

Klepnąłem Zeba po plecach, dość mocno:

- Nie, profesor? Jak tam pierwsza noc w kiciu? Dało się przeżyć, nie. Ale uważaj i zdobądź jakiś korek na dupę, bo może przyjść jakiś łoś elegant z nabrzmiałym kikutem.


Zastanowiłem się trochę, szczerząc zęby:

- Ale i tak pewno będzie miał jakiś nóż i ten korek wyciągnie.

Wsadziłem palec do buzi i zrobiłem charakterystyczne pyknięcie otwieranej butelki:

- I powie "Dobry wieczór". No... to uważaj ze swoją buźką, nie?

Zaraz potem spojrzałem na pozostałych współwięźniów. Potem rzuciłem w przestrzeń:

- No... a za co w ogóle siedzicie?

_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pią Lut 24, 2012 22:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zwracam się do Merzinga

- Nie takich skurwieli zabijałem rzekłbym wręcz iz nawet gorszych, problemem nie jest on,problemem są jego układy a co za tym idzie armię przydupasów, którzy wyliżą mu jaja na jego zawołanie. Zauważ Mer że nikt go nie próbował nawet ukatrupić podczas snu, co jest samo w sobie już osobliwym zjawiskiem. Widocznie sporo osób by wiele straciło gdyby go tu nie było...

Siadam na swojej pryczy opierając się o ścianę, ziewając lekko.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek


Ostatnio zmieniony przez Warmlotek dnia Pon Lut 27, 2012 11:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Lut 26, 2012 19:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"Żaden nie chciał się podzielić żarłem... A przeca zaoferowałem pomoc w pracy... Duży jezdem, silny i mógłbym temu gadule albo i ślusarzowi pomóc przeca... no ale co tam, nie chcom to nie, ale niech mnie potem nie proszom"

Jem posiłek niespiesznie, upajające się jego ciepłem i nasłuchuję co dopowiedzenia mają towarzysze. Odzywam się dopiero gdy Will zadaje pytanie o powód aresztowania

- Will, a powiedzże sam za co cie tutaj przywieźli pierwsy. Bo tylko wypytujes i wypytujes w kółko, a sam z siebie jakoś nic powiedziec nie cesz.

Przypatruje się przy okazji temu nowemu z warkoczem i dziwnymi zębami.

"Ciekawe cy mozna mu ufać? Toż dziwne słowa mówił kaj nas tu zwieziono, a teraz jako taki rozmowny wobec nas się zrobił. Moze to jeden z ludziów tego, jak mu tam, Michaiła. I teraz tylko nas wybadac próbuje. Musę to chyba obgadac z Rikkardo w ctery ocy,"

Po posiłku, gdy każdy się przebierał w 'nowy' strój podchodzę do Rikkiego i zwracam się do niego szeptem

- Ej, chłopie... Nie wydaje cie się, ze ten wytatuowany mięśniak jest kakij dziwny? Nawet swego imienia nie podał, a ciągle ku nam cosik gada i komentuje...
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Lut 27, 2012 10:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Każdy? Ciekawe jakim zabijaką jest polityczny. Chyba zabija sam siebie słowami. Chociaz gdyby powiedział Michaiłowi : Idź się powieś..- a tamten by posłuchał to by było coś...Uśmiecham się na niedorzeczny pomysł.>

-Ja jestem tu za niewinność...nic więcej.

<Przyglądam się po kolei każdemu obok a potem sięgam wzrokiem dalej. Ciekawe kto nas obserwuje?? Może wypatrze tego Michaiła.>

-Morderca nie morderca napewno jest tylko człowiekiem... Proponuje pójść do niego i z ciekawości dowiedzieć się cóż on od nas może chcieć. Pójdziemy wszyscy razem,żeby każdy wiedział co i jak.

<Patrze podejrzliwie na "zwierzaka z północy". Wygląda niecodziennie to fakt.Chociaż w cyrku większe dziwy się widziało. Kobiete z brodą, ludzkiego karła, człeka o dwóch głowach, jednorożca z dalekiego południa. Ten tu też zwykły człek tylko z dzikiej wioski pośród śniegów lub zmarzniętych łąk.Chociaż włosy ma jak dziewoja jaka ułożone, a może... heh to chyba nie możliwe żeby oskalpował jakąś białogłowe i doczepił sobie jej włosy do łba... Zaczynam się śmiać na samą myśl. >

-Myślę ,że dziki człowiek opowiada bajania. Wszyscy tylko powtarzają jaki ten Michaił straszny. To wystarczy dla większości ,żeby się od niego odczepili. Może ma broń, może jest tak dobry jak mówią a może zasłania się słowami bo jest miękki...

<Patrze na Merzinga i przypomniałem sobie coś ważnego.>

-Panie Merzing. Jesteś pan tutaj długo. Dużo jest cyganów w obozie? Ale takich prawdziwych z urodzenia. Tych co wozami jeżdżą po świecie , tańczą ,śpiewają , przedstawienia robią.?? Szukam takich...


<Kiedy Janosz podszedł i zapytał cicho i ja odpowiedziałęm cicho.>

-Niech sobie gada. Nie ma co robić to gada. Dziwny jest, wygląda inaczej ,kłapie gębą to pewnie go nie lubią i się do nas dosiadł bo nas jako nowych też nie lubią. Pogadać z nim można, a jak mu się paszcza nie zamyka to może w końcu powie coś ciekawego kiedyś. Uważaćtrzeba na każdego, nawet na dziadka, ale bez przesady. Jak się bedziesz wszystkich obawiał na wyrost to dopiero będzie ciężko...
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Pon Lut 27, 2012 13:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zebedeusz milczał, nie reagując na razie na zaczepki towarzyszy i ich głupie docinki. Wiedział, że w walce wręcz nie miał z nimi najmniejszych szans, toteż nie chciał ich dodatkowo prowokować. Spojrzał na Menzinga i zapytał:

- -Panie Merzing, i ja mam pytanie. Widać że spędził Pan tu już dość sporo czasu, jak często przybywają tutaj nowe grupy "ochotników" oraz co się dzieje jak ktoś nie daje rady ? - zapytał

Nie chciał od razu przechodzić do rzeczy ale krok po kroku dojdzie do tego co potrzebował.
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sob Mar 03, 2012 22:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wszyscy

W baraku, po skończonym posiłku, większość więźniów legła się na pryczach, niektórzy wyciągnęli karty lub kości do gry. Z prawej strony budynku, miarkując od wejścia, ktoś chyba zaczął śpiewać. Głos ma tubalny, lecz w swojej mocy zdaje się być nieco perłowy i z każdą chwilą poczyna sobie głośniej. Nie zawsze ma się okazję usłyszeć taki piękny głos. Śpiewa w języku, którego nie sposób rozszyfrować – nie jest nawet podobny do reikspielu, a w waszych uszach uchodzi za gładki i zdecydowanie mniej szorstki od mowy, którą posługujecie się wy.

- Och, to mistrz Gauvieler – pan Merzing wstał z miejsca i ciężko westchnął. – Jakże taki talent można osadzać pośród ścian tak podłego i zapomnianego przez bogów miejsca? Ostatnio takie popisy słyszałem, ech… bo ja wiem? To był Wolfenburg, bodajże piętnaście lat temu gdy szanowny ojciec „miłościwie panującego księcia Raukova” urządzał czystki zwierzoludzki w okolicznych lasach.

Mistrz Gauvieler rozgrzał się na dobre. Jego głos z całą pewnością niesie się daleko poza barak. Kątem oka dostrzegliście parę brudnych mord przy wejściu do baraku, a nawet jednego strażnika obozowego. Zasłuchują się razem z innymi w śpiew. Po słowach Aldagara
Karl Merzing machnął ręką.

- Nie znam się na zabijaniu ludzi. Znam się na ich rekonwalescencji, ale Michaiła nikt nie rusza ponieważ niewielu tutaj miałoby go czym zabić. Z resztą, jego zawsze ktoś pilnuje, a chłopak ma sen lekki jak wiatr w Averlandzie. Powiada się z drugiej strony, że nad Entropovem czuwają jakieś magiczne moce lub demony i diabły. Osobiście nie wierzę w takie bzdury, nie ma żadnych empirycznych dowodów na to, że Michaiłowi Entropovi dopomagają, w przeżyciu tu, cuda i sprawy, których ludzki rozum nie może ogarnąć.

Śpiew ucichł po jakimś czasie. Wielu słuchało tego wspaniałego występu, lecz nikt nie krzyknął gratulacji, nie podniosła się owacja, nie dosłyszeliście się nawet pojedynczej pochwały, która mogła wypłynąć z tego śmierdzącego miejsca. Chwila sztuki prysła i rozstąpiła się po szarych zakamarkach obozu pracy. Strażnik, który przysłuchiwał się występowi, aby wrócić do obowiązującego trybu, zdzielił okutą pałką najbliższemu mu więźniowi. Spytał przy tym: „Na ciul się paczysz?!” po czym wyszedł, spluwając przed tym, z baraku.
Na pytanie Rikkiego zasępił się długo. Gapił się w pryczę, a raczej nogi Willa, naprzeciwko, którego teraz siedział.

- Cyganie, pytasz? Nie wiem jak nazywacie sami siebie, ale był tutaj parę miesięcy temu jeden Strzygan, pochodzący rzekomo z terenów tej dziwnej krainy Sylvanii. Przypominasz mi nieco go. Nazywał się Valz i mówił śmiesznym językiem – tutaj staruszek uśmiechnął się do siebie. – Żal mi chłopa, bo całkiem w porządku był. Chociaż męczący niekiedy bowiem chodził i prosił nas, współwięźniów o jedzenie. Nie on jeden tak po prawdzie. Przenieśli go do kopalni. Pracował tam dwa tygodnie, a potem umarł. Nie on jeden… tak po prawdzie.

Na twarzy starca pojawił się grymas bólu. Złapał się przy tym nieco ponad krzyżem. Jednakże po chwili wyprostował się, a na jego twarzy ponownie zagościł blady uśmiech.

- Zacznę od drugiej części pana pytania ponieważ jest na nie łatwiej odpowiedzieć, a i złe wieści lepiej przekazywać prędko – pan Merzing tymi słowami zwrócił się do Zebedeusza. – Ludzie tutaj umierają najczęściej z powodu wyczerpania w trakcie pracy. Tylko zeszłej zimy w objęcia Morra trafiło jedenastu szczęśliwców. Potem odchodzą niedożywieni i chorzy. Czasami zdarzają się lenie, którzy uważają, że trafili tu bez powodu. Strażnicy zwykli ich katować, bo trudno to nazwać biciem, tak aby wszyscy zrozumieli jaką rolę mamy do spełnienia. Ludzi, którzy zaszkodzą szefom baraków nie liczę. Tych jest coraz mniej. Życie w ciągłym napięciu wyniszcza psychikę i z czasem nawet najtwardsi stają się posłusznymi owcami. Transporty więźniów nie są regularne. Nie potrafię określić średniej jaką tu przywożą, chociaż jestem pewien, że wasza czwórka była jak dotąd najmniejszą grupą…

Potem wstał i upewniwszy się, że w jego misce nie ostało się nic, westchnął cicho.

- Pilnujcie tego jak oka w głowie – potrząsnął miseczką. – Drugiej nikt wam nie da, a zwykle pożywieniem jest właśnie zupa. Bez miski nie ma jedzenia. Muszę iść. Robota czeka. W dzwon powinni uderzyć już niebawem, macie jeszcze chwilę dla siebie.

Postąpił parę kroków ku wyjściu z baraku, lecz odwrócił się do was i oblał was ciepłym, a może nieco naiwnym, uśmiechem.

- Czasami na baraku strażników przysiądzie parka ptaszków i zaczyna pięknie śpiewać, niczym mistrz Gauvieler – westchnął po raz wtóry. Tym razem głębiej. – Zwykle śpiewają o poranku, jeszcze przed robotami. Przyjdźcie, posłuchajcie. To przypomina… o wolności. Cóż za ironia, prawda?

Oddalając się kuśtykał nieco na prawą nogę. Zamienił jeszcze słowo z paroma więźniami, a potem wyszedł z baraku.

_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 679
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Mar 04, 2012 18:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

"Ten Rikki to mądry chłop i łeb na karczychu ma. Trza się trzymać tych co są ku nam dobrze nastawieni, a jak i silni jak ten 'dzikus' to nawet i lepiej. A skoro i razem nam zyc i przeżyć przyjdzie, to i nie moga taki zamknięty wobec nich być"

- Jak na mnie to Rikkardo racje ma. Trza pogadać z tem Michaiłem i wywiedzieć się czego on ode na chce. Tylko razem nam pójść trza, co by jednego przeciw drugiemu nie nastawiał i wiedział, co razem trzymac się będziemy.

Macham łbem, co by potwierdzić mądrość my słów, a następnie odzywam się ponownie

- A mnie tu wsadzili bom jednego takiego szlachciurę stołkiem potraktował. Oj nic wielkiego, jeno mu trochę wygląd facjaty zmieniłem i kolorków na swej bladziutkiej twarzyczce nabrał. - tu szyderczy uśmiech pojawia się na mojej twarzy - Podobnież tydzień w łożu potem leżał i go klejkiem przez jakową rurkę karmili, a i nosem oddychać nie mógł. Ale żem tylko słyszeł o tym, bo jak na to nie patseć, to nie do śmiechu mu beło, skoro obić mnie kazał, uwięzić, a tera tutej wysłał. Ale mnie tez do śmiechu nie było, jak mnie od brudasów i kozojebów wyzywać zaczoł.

Rozglądam się przez chwilę po towarzyszach. Patrzę się na Zeba i dodaję

- Ale nie martwta się chopy. Nie będą was bić, bo i nie mam za co. No cheba, że ze mnia naśmiewać się bedziecie - tu uśmiecham się jak najładniej potrafię, ale znając szczęście mój wygląd przygłupa tylko dzięki temu się pogłębia.

- A ty Zeb nie bądźże takowy przerażony - klepie go przyjacielsko po plecach - Nie damy cie zesłać do kopalni. Tsymaj się blisko mnie to i praca lżejsza być może. A jak się zupom podzielisz, to i co inszego w tejze kwestii wymysleć możemy.

"Nawet nie wiem, czemuż mi się tak humor poprawił. Czy to wizja wyjścia w końcu do lasu, wystep tego mu tam spiewaka, czy wspomnienie Merzinga o ptaszkach takie na mnie pozytywne wpływa majom."

- No chłopy - dodaję na koniec podnosząć tyłek i pakując michę do kieszeni - chodźma do tego Michaiła, bo mnie ochota naszła na ptaszki popatrzeć i jech posłuchać zaniem do roboty nas zagnajom.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Wto Mar 06, 2012 22:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Śpiew... w zasadzie nigdy nie lubiłem tych grajków karczmiennych, co śpiewają o miłości, rycerzach i smokach, a także o białogłowych. Ot, zwykle u ustach kwiatek, a wewnątrz jebaki, którzy tylko swojego kikuta oswobodzić chcą. Ech... stąd właśnie wolałem grajków, którzy muzyką doprawiali klimat bójek. Ale cóż... przynajmniej, że ktoś śpiewa to daje poczucie względnej wolności.

Wysłuchałem zaraz potem słów Dziadka na temat tych, co nie wytrzymują z robotą. Ech, no cóż, ja do silnych specjalnie nie należę, ale totalną ofiarą losu nie jestem. Nie przywykłem co prawda do ciężkiej pracy fizycznej(choć w sumie wspinaczka do okien też do łatwych nie należy), to jednak mam świadomość jednej rzeczy: może na początku będzie trudno, ale potem już będzie coraz lepiej. Choć z drugiej strony, może się to stać monotio... molio... monoton... no, będzie standardem dla mnie i przestanę przykładać do tego wagi. Ale do tego czasu może się wydarzyć wiele rzeczy. Ot, na przykład rokosz.

Spojrzałem zaraz potem na Janosza, słuchając jego opowieści. W zasadzie każda z nich ma nieco kłamstwa, jak i prawdy. Ech, ale z drugiej strony, najprostsza znaczy najbardziej prawdziwa. A może na odwrót. E... ja nie od myślenia:

- Pytasz się za co mnie wsadzili? He... ja tom ślusarz jest i w zamkach siedzę. Głównie w ich otwieraniu. A także w szybkich łapkach i nożykach i inszych rzeczy, które wymagają nieco fino... fini... tego, szybkości, no. No ale mnie szefo wrobił. Mieliśmy akcję, by jednemu szlachiurowi ulżyć w przedmiotach. Mają tyle tych klejnotów i inszych błyskotek, że kilka nie zrobi im różnicy. Ale do złej kompani dołączyłem, bo jeden z nich to straszny jebaka i chciał się dobrać do córy szlachiury. He... ale rym mnie się udał. No i ta jak jakiś ork czy inny zwierz krzyczeć zaczęła. No to my w nogi. Złapano nas i do loszku wsadzono. No ale nie raz tak bywało i czekalim my, aż szefo nas uwolni. A tu dupa! Prr! Sprzedał nas, za-uważajcie- jednego złotego Franca. Bydlak jeden. No i żem trafił tutaj.

Pominąłem kilka szczegółów, co by może zostawić je na później. Tak samo z imionami. Kto wie, czy Skała nie ma tu swoich ludzi. A on nie lubi, jak się o nim źle mówi, oj nie.

Spojrzałem potem na Zeba, szczerząc zęby:

- Będzie dobrze, Profesor. Przez kilka dni będą rączki bolały, ale wy macie łeb też pewno nie mały, to i dacie radę odpowiednio się zakręcić. A pomyśl, że może kiedyś będziesz Profesor z żelaznymi mięśniami i będziesz mógł lepiej wbijać wiedzę do głowy tym... no... studenciakom. A wtedy, bójta się Imperium.


Poklepałem go przyjacielsko po plecach i spojrzałem na Janosza:

- Można by iść. Ciekawe co nam powie.


Choć w duszy, wiedziałem. O zasadach panujących w "jego" barakach. Że będziemy musieli mu oddawać część żarła itede. A może co innego. Byśmy dla niego robili. I znów lizać dupę drugiemu Skale, za jakieś tam przyli... przelo..., no, że będzie nam lepiej.
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3914
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Mar 10, 2012 02:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Śpiew mi się spodobał nie przecze chociaż wole pieśni biesiadne , rodzinne , gdzie cała banda ludzi zdziera gardło próbując wydobyć jakieś sensowne dzwięki. Ptaki? Nie jestem romantykiem ale ptaki to zawsze jakaś odmiana od parszywych strażników i wściekłych kundli za ogrodzeniem. Szkoda ,że nie ma tu cyganów, chociaż z drugiej strony dobrze. Znaczy że nie wszystko zeszło na psy....hehe. Chowam miske , wstaje i ruszam popytać o Michaiła.>

-Idę ,do Michaiła. Kto chce może iść ze mnąa kto nie niech zostanie...
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Nie czyń bliźniemu, co tobie niemiłe! Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 3 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.