Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 15:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zanim Tellan opuściła jeszcze salę szpitalną odpowiedziała na pytania towarzyszy>

- Ja i Klaus jedziemy konno, reszta jedzie na wozie. Ingwarze, ty ubierasz szaty tak samo jak Viktor. Broń pochowacie do skrzyni. Nie bedzie ona zamknieta tak ze w każdej chwili bedzieci mogli ją wyciągnąć. Mam nadzieje ze z dostaniem sie na statek nie bedzie problemu ale zobaczymy. Nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego...

<Następnie Tellan wyszptała do ucha Elbereth>

- Niestety...nie mam na razie żadnych ksiąg na ten temat...Wygląda na to że w mieście niczego się nie dowiem...


<Tellan podeszła do Elise i położyła jej dłoń na ramieniu>

-Elise czy masz jeszcze jakieś materiały ktore pomogły by w zmianie wyglądu gdyby była taka potrzeba? Jeśli nie mogłabym rozejrzeć się za potrzebnymi rzeczami...



<Po rozmowie z Elise Tellan ponownie opusciła salę i powróciła już konno przed drzwi do skrzydła szpitalnego>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 19:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie potrafię precyzyjnie stwierdzić co bardziej zapadło w mą pamięć: przedstawienie parszywej drużyny czy naturalne atuty (oba!) hrabiny. Skuszę się raczej na opcję pierwszą, gdyż ciężko myśleć mi o sobie, jako o młodym perwersyjnym uczniaku, śliniącym się na widok piersi. Jak oni wytrzymują w zielonym Kolegium? Ech...

Okłamywanie siebie jest kluczem do zmian.

Nie mniej odczuwam swoistą radość, że będę mógł w końcu przed kimś się ujawnić. Ufam zarazem, że moja przyszła drużyna będzie jednymi z ostatnich istot, które poznają moje prawdziwe oblicze oraz uosobienie. Prawdopodobnie żadne z nich nie będzie odczuwało podobnej ekscytacji ze względu na ich przypadłość, ale i zwykłą ignorancję, która dotyka wszystkich nas.

Co mnie najbardziej szokuje - elfi mag bitewny. Możliwe, że będę jednym z niewielu uczniów z mego roku, którzy widzieli maga bitewnego, ale na pewno jedynym, który ujrzy elfiego maga bitewnego! Czymże jest tysięczny hufiec na przeciw takiej istoty?

No i ten łowca czarownic... Pamiętam, że na któryś z lekcji w Kolegium uczyliśmy się, że nielicencjonowani łowcy czarownic najczęściej padają od ostrza, któregoś z Mistrzów Cienia. Stawiam swą głowę i karierę, że dalej raportuje o swoich poczynaniach i ruchach zatajając prawdziwe informacje. Nie chcę błędnie osądzać, ale tego rodzaju zachowanie zasługiwało by na spotkanie ze sztyletem, przykładowo, mistrza Tommasa.

Tak czy inaczej muszę ich obejrzeć nim zapoznam się z nimi oficjalnie. Choć nie powinienem tego robić swoje kroki stawiam ku skrzydłu szpitalnemu i krzątam się po nim póki nie odnajdę mych jutrzejszych towarzyszy. Jeśli nadarzy się ku temu okazja - i nie zauważę obok nich Adolfusa, znaczy, pana Adolfusa - obserwuję ich ze znacznej odległości, a następnie zbliżam się do ich grupki bez pardonu.

- Łaskawa pani hrabina - głos mam niski, ochrypnięty, ale śmiały - informuje, że do waszego przypadku dołączy kolejna osoba. Dodatkowo moim obowiązkiem jest wypełnić wasze ostatnie życzenia.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 20:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Całe to zmieszanie z pogaduchami, dziwnie zachowującą się elfką, pismami, podpisami i rozmowami na ten temat zupełnie mnie nie obchodziło. Skupiłem się na przygotowaniu sprzętu do drogi, przy okazji szepcząc ciche modlitwy do mej przewodniczki. Postanowiłem jeszcze wykorzystać to, że jesteśmy w szpitalu i poszedłem do medyczki, by ta fachowo obandażowała mi prawą rękę - od dłoni aż po bark.>

<Ostatecznie wyczekiwałem momentu wyjazdu, ciesząc się, że będę mógł jechać konno w swoim zwyczajnym stroju. I gdy tylko nadszedł czas postanawiam zebrać cały swój ekwipunek i wyjść w końcu na zewnątrz.>

- No komu w drogę, temu w nogę przyjaciele. Ingwar zakładaj kieckę i do wozu. - <"Najwyraźniej perspektywa wyrwania się z czterech ścian i ruszenia przed siebie poprawiła mi w końcu nastrój. A może właśnie to, że ja tego stroju nie będę musiał na siebie wciskać?">

<Odwracam się jeszcze do medyczki.> - Dziękuję serdecznie za opiekę. W imieniu nas wszystkich. - <rozglądam się po reszcie.> - I co złego to nie my.

<W końcu nie czekając na resztę postanawiam wyjść pierwszy. Na zewnątrz zakładam na łeb hełm, a na plecy mój czarny płaszcz. Przy okazji sprawdzam, czy wszystko jest na swoim miejscu, i czy jestem w stanie się swobodnie poruszać oraz dobyć wyposażenia w szybki sposób. W końcu wyszukuję wzrokiem Tellan na koniu. Podchodzę do niej i cicho, by nikt więcej nie słyszał mówię.>

- A ktoś zna w ogóle drogę? Bo jak nie, to przydałby się nam jaki przewodnik.

<W końcu, zasięgając wskazówek pani rycerz, idę po swojego konia. Witam się z nim stojąc chwilę głaszcząc go po pysku i szyj. Mruczę spokojnym tonem miłe słowa przywitania ze zwierzęciem, próbując przyzwyczaić go do własnej osoby - zapachu, dotyku i głosu. W końcu w wsiadam na niego ostrożnie, starając się by go nie spłoszyć i powolutku podjeżdżam do Tellan.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 21:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

zmarszczyłem nos i zacząłem coś mamrotać pod nosem wyjmując z powrotem szmatę z plecaka a chowając hełm...

Narzucam ją na zbroję

- Topór idzie tam gdzie ja, a nie do żadnej skrzyni, broń wyjmiecie tylko z moich martwych dłoni. Raz już bylem bez zbroi i bez broni i to skończyło się dla mnie prawie tragicznie i rzekłem wtedy że nigdy więcej tego błedu nie popełnie. Ukryję go.

Obandażowałem szmatami topór i sznurem by materiał nie rozwiązywał się a następnie zacząlem użuywać jako kostura lub jeżeli nada się jako kule opierając go pod pacha i udając kulawego.

- nada się...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Wto Lip 22, 2014 19:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ukłoniwszy się hrabinie wstałem i wyprostowałem się aby się lepiej prezentować, a następnie przemówiłem.

- Pani również się ciesze widząc, że bastion jakim się twoje miasto pani stoi niewzruszone. Co do moich perypetii to myślę, że do rozpoczęcia bitwy są one pani znane za sprawą Kurta. Cóż. Walczyłem do końca swych sił, a w wyniku odniesionych ran byłem zmuszony przedostać się do miasta należącego do Lucasa i znaleźć tam pomoc medyczną. Po odzyskaniu sił przybyłem tutaj. Jeśli mogę to proszę mi przedstawić jak się ma sytuacja z wojną. W jakim położeniu jesteśmy my, a w jakim Lucas? Proszę również mi powiedzieć jaki efekt przyniosła druga misja? Czy zakończyła się sukcesem i z jakim poświęceniem?
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Wto Lip 22, 2014 20:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wypiłem jedno piwo na uczczenie dobrej wiadomości oczywiście ja stawiałem. Potem na powrót ruszyłem do zamku już zawczasu zostawiając broń w karczmie. Najpierw szukałem dziewczyny ale na teren szpitala ale nawet nie zostałęm wpuszczony pomimo tego że panował tam ruch znacznie bardziej ożywiony niż pamiętałem. Bardziej ciekawy niż zaniepokojony postanowiłem wypytać o to Falle. W końcu rozdrażniony zapytałem strażnika o dziewczynę i dopiero on skierował mnie w inną część zamku. Po chwili bąkania się po korytarzach mignęła mi postać młodej medyczki, przyśpieszyłem kroku.>

- Falle... - zawołałem by się zatrzymała i chciałem coś powiedzieć mądrego ale zamiast tego wydukałem - ... Wróciłem... ten, no miło cię widzieć.

<Dziewczyna obróciła się do mnie przez chwilę przyglądała mi się jakby z niedowierzaniem, nagle rozpromieniła się i uśmiechnęła promiennie.>

- Kurt… - wzięła głęboki oddech mocniej przyciskając naręcze tkanin które niosła ze sobą - … mówili że bitwa … że wszyscy.
- No nie było letko, nikt stamtąd bez cały nie wrócił, próbowali ale nie zmogli mnie. – wyprostowałem dumnie pierś. - Dwa tygodnie w lazarecie w mieście po tym leżałem. Jak tylko mie pozwolili wyjść przyszedłem. Jutro znowu jadę.
- Znów?

<Zapytała z miną wystraszonego kociaka aż poczułem się jakbym dostał obuchem w łep. Chyba coś było po mnie widać bo zaraz dodała ciszej.> - Czemu tak cię gonią?

<Nie potrafiłe znaleźć jednej odpowiedzi. Zrazu chaiłem jej powiedzieć „Taka praca” już otwarłem gębę ale jakiś głos w głowie podpowiedział "a jak zapyta: "Jaka robota jest ważniejsza ode mnie?" to co jej powiesz?">

- Zjesz kolację? Już wieczór a tu pewnie jesteś od świtu – Zmieniłem niezdarnie temat. Falle zacisnęła usta.
- Nie mogę muszę jeszcze… - nagle jakby się jej coś przypomniało - …ale do ogrodu odpocząć mogę się przejść – z ulgą przyjęła zmianę tematu. Odwróciła się i ruszyła do odkrytej części zamku.

- Poczekaj.

< Zawołałem za nią z uśmiechem i gdy się odwróciła zabrałem z jej rąk tkaniny i poniosłem za nią. Wypytywałem ją o codzienne sprawy z przyjemnością słuchając jej głosu sam starałem się opowiadać o tym co mnie potkało pomijając krwawe szczegóły. W końcu zapytałem o to całe zamieszanie wokół szpitala.>

- Ja, Ja nie wiem – zająknęła się

<Poczułem się głupio więc od razu zacząłem się tłumaczyć.>

- Ja nie możesz mówić to nie mów. Ja tak tylko. Chciałem spotkać się ze znajomymy ponoć sa w szpitalu ale mnie nie wpuścili. A jutro z kolei do Curone wyruszam ruszamy właśnie spod szpitala.
- Jak ci nie powiedzieli, Ja… Naprawdę nie powonienie pytać. – odparła spoglądając na mnie uważnie.
- Już nie pytam – odparłem pośpiesznie – ino mówiłem dlaczego pytałem – starałem się wytłumaczyć.

<Krępującą ciszę przerwał krzyk z wnętrza zamku.>

- Falle? Gdzie jesteś? Ile mam czekać

<Dziewczyna zerwała się jak oparzona czerwieniąc się jak piwonia.>

- Muszę lecieć. – Pobiegła wzdłuż ogrodu. Nagle zatrzymała się cofnęła – Oj ale ze mnie głuptas. – zaśmiała się dźwięcznie i odbierając od Kurta swój tobołek pocałowała go.

- Tylko znowu, wróć tutaj. – I pobiegła w stronę zamku.

<Patrzyłem za nią oszołomiony szczęśliwy a zarazem zrozpaczony że jutro wyjeżdżam. Stałem na mrozie dobre dwa pacierze. W końcu gdy zimno odezwało się bólem w nogach ruszyłem do karczmy uśmiechają się. Gdy dotarłem do karczmy chłopaki nadal byli i odwiecznym prawem najemnika korzystali ze złoto które dostali. Spojrzeli na mnie ich gęby wykrzywiły się w uśmiechach i porozumiewawczych spojrzeniach. Udałem że tego nie widzę. Ponownie się dosiadłem i zamówiłem dobre ciemne piwo.>

- No świętujcie nową robotę. Świętujcie. A jutro spotykamy się pod szpitalem. Bedziecie pewnie powozić i bądźcie gotowi na wszystko – dałem znak by pochylili się i cicho dodałem - nie wiem jak i gdzie i co ale jest w tym jakiś knyf.

<Pogadaliśmy jeszcze przy piwie i smakołykach. W końcu rozeszliśmy się każdy do siebie. Rano odwiedziłem pracownię krasnoludów odebrałem broń i z lubością obejrzałem co zrobił z nią Rhunar
„Mówią że nie naprawia się czegoś co działa ale ten co to wymyślił nie widział chyba krasnoludzkiego kowala w akcji
Pomyślałem chowając miecz do jaszczura na plecach. Dopiero gdy byłem już kompletnie uzbrojony poszedłem po Koko i Morta. Jak się spodziewałem gotowi do drogi dojadali ciemną słoną kiełbasę i zapijali piwem.>

- No połykać i dawaj w drogę, koniec obrastania w tłuszcz.

<Przed szpitalem pojawiliśmy się na czas.>
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Lip 23, 2014 19:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Frank>

<Wieczorne spotkanie z nieszczęśnikami pokrzywdzonymi przez los nie wypadło ani źle ano dobrze. Większość z nich spała snem błogosławionego a ci nieliczni którzy cię dostrzegli przywitali cię raczej z nieufnością i dystansem. Z grubsza wszyscy wyglądali tak jak opowiedziała o tym Hrabina Elena. Czwórka krasnoludów skupiona obok siebie. Najwyższy z nich z blond włosami i brodą , podrapanym czołem i wrednym wyrazem twarzy śpi. Zdaje się, że to ten co nie ma widocznych mutacji. Stary pękaty krasnolud ma śnieżnobiałe włosy przystrzyżone na krótko a na czubku głowy białego irokeza z farbowanymi na czarno końcówkami. Pomarszczona blada twarz ukryta jest za gąszczem pospinanych wąsów i uplecionej w warkocze brody zdobionej złotymi klamrami. Stalowosine oczy wpatrują się w ciebie spokojnie ale uważnie. Widzisz w nich ostrzeżenie żebyś się nie zbliżał. Skóra krasnoluda jest przezroczysta i widać pod nią dokładnie kości , mięśni i wnętrzności. Obok maleńka kobietka , maciupka nawet jak na standardy krasnoludzkie, nie ma nawet pół metra wzrostu choć jej ciało jest rozwinięte jak u dojrzałej samicy. Lico ma ozdobione rysunkami ,teraz trochę posiniaczone ale i tak piękne. Pełne usta czerwone jak krasnoludzka krew, długie, związane w warkocz włosy sięgające do łydek są jak czarne złoto.Oczy ma bystre, koloru piwa krasnoludzkiego. Zaraz za nią siedzi...Wysoka jak na krasnoludy kobieta ma bardzo wysportowaną sylwetkę. Silne zgrabne nogi ,pozornie drobne ale mięsiste ramiona oraz zgrabna kibić i całkiem wydatny biust nie pozostawiły żadnych złudzeń ,że to zawodowa wojowniczka. Problem w tym ,że zamiast twarzy pozostała naga bielejąca czaszka ogarnięta płomieniami, niczym u stwora prosto z piekła. Wzdrygnąłeś się na ten widok. Niedaleko na inny łóżku śpi para elfów. Ta okryta niebieską łuską elfka to musi być ten bitewny elfi mag. Przy niej spoczywa elf którego przypadłość jest identyczna jak u starego krasnoluda, mianowicie jego skóra również jest przezroczysta i pokazuje wnętrze ciała. Nieco dalej kolejna para, bardzo wysoki szczupły mężczyzna o ciemnych włosach i założoną opaską na oczach, zapewne czarodziej światła, oraz zgrabna ,średniego wzrostu raczej drobna kobietka z..głową kozła z rogami zamiast własnej, to pewnie ta bardka. Łóżko dalej, rozgrzebuję się wiercąc mężczyzna którego ścięgna napinają się co chwile jakby miały się zerwać. Ma średnio długie blond włosy i prawą rękę w bandażach. Kolejny pacjent to mężczyzna z bliznami na twarzy. Jego gardło jest dziwnie zgrubiałe i skórzaste jak u gada. Na końcu mężczyzna pokryty dziwnym nieznanym pismem, zapisany jak księga, średniego wzrostu, dwie blizny przecinają jego lewy policzek. To musi być ten łowca czarownic. Wszyscy są przyodziani tylko w suknie szpitalne. Widać ,że znajdują się tutaj co najmniej kilka dni jeśli nie tygodni.>

-Odejdź człowieku...<Odezwała się krasnoludzka kobieta z płonącą czaszką> -Dziś nikt nie będzię się spowiadał kapłanie. Żadnych spowiedzi. Nie zamierzamy jeszcze umierać...

<Nastroje były naprawdę ciężkie więc po rozejrzeniu się postanowiłeś opuścić szpital a rozmowę odłożyć na jutro. Zapowiada się długa podróż więc udałeś się do izby na spoczynek.>

<Rankiem gdy się obudziłeś , na twoim stole leżał już podpisany i opieczętowany zwój potwierdzający zdobycie twoich kwalifikacji w legalny sposób. Z okna swojej izby zobaczyłeś jak wóz który miał zabrać "pielgrzymów" zajechał pod wejście od strony szpitala. Zabrałeś więc torbę z paciorkami, złotem i rzeczami o które poprosiłeś wczoraj Hrabinę i ruszyłeś na dół. >



<Pascal>

<Hrabina Elena zrobiła poważną minę a mimo to nadal wygląda pociągająco. Jej uroda, słodki zapach i miły dla ucha głos... Poczułeś ulgę gdy pomyślałeś co mogło by się teraz dziać gdybycnie wziął lekarstwa. >

-Bitwa zakończyła się porażką biorac pod uwagę, że jej celem było zniszczenie wszystkich sił księcia Lucasa lub pojmanie czy też ubicie jego samego. Lucas przeżył i część jego armii też. Nie ma na szczęście wystarczających sił aby założyć oblężenie któremuś z większych ocalałych miast. Jednakże fakt iż ktoś w jego obozie potrafi przywracać do życia zmarłych i kierować nimi w bitwie według uznania jest przerażający...Byłam kompletnie zaskoczona kiedy o tym usłyszałam. Posłaliśmy listy o pomoc z zachodnich księstw a także o pomoc inkwizycji. Pozostaje zbierać siły i nie dać się zaskoczyć do przybycia pomocy. Misja w Salzenmund powiodła się. Wszyscy więźniowie i zakładnicy zostali uwolnieni jednak straciliśmy Regenta Iruyha. Prawdopodobnie nie umarł ale odzyskanie go będzie graniczyło z cudem. Czarodziejka Elbereth był torturowana i prawie umarła a potem wszyscy z wysłanej drużyny zostali przeklęci przez Niszczycielskie potęgi. Dlatego w tym właśnie czasie wyruszają do Courone aby pozbyć klątwy i żyć normalnie. Kiedy wrócą pewnie ponownie przyjdzie nam zmierzyć się z moim kuzynem...
<Hrabina rozpogodziła się i uśmiechnęła. >
-Dwie młode piękne panny o ciebie pytały i czekają na twoją wizytę. Poza tym moja służka Laial również interesuję się twoim losem sir Pascal. Wiele osób na ciebie czekało rycerzu. A jak twoja przypadłość? Czujesz poprawę?



<Tellan, Elbereth, Ingwar, Klaus, Kurt, Viktor, Magnus, Frank>

<Kiedy wszyscy wreszcie byli gotowi do drogi zebrali się przy wyjściu ze skrzydła szpitalnego, na odśnieżonej części placu przy ogrodzie. Pora jest wczesna, większość mieszkańców miasta zapewne jeszcze śpi. Wóz był solidny, na dużych. pełnych kołach, wysoki tak że można było w nim stać. Zbudowany całkowicie z drewna i żelaznych okuć całkowicie ukrywał to co znajdowało się wewnątrz. Kilka otworów służyło w nim za okna ale były zasłonięte od środka. Cztery włochate konie, o długiej piaskowej sierści, zaprzężone do wozu, były masywne i wysokie. Od razu widać było , że pojazd nie był przeznaczony do wyścigów czy szaleńczych pogoni tylko do pokonywania śniegu i błota. Elbereth, Beltherion, Ingwar, Kargun, Asta, Ingrid, Magnus, Elise, Viktor oraz Tir byli przebrani w białe szaty nowicjuszy Shalayi i po kolei wchodzili do wozu. Tellan i Klaus mieli przygotowane konie a ich ubiory świadczyły o profesji wojowników. Klaus ma na sobie koszulkę kolczą, skórzane brązowe ubranie i szary płaszcz. Tellan ma na sobie zimowy płaszcz narzucony na czarną zbroję płytową. Pojawił się też człowiek którego prawie nikt nie zna. Ubrany w wysokie, skórzane buty, szarą koszulę , czarne spodnie i płaszcz z przeciętymi na skos rękawami oraz kapturem i rękawiczki bez palców, z torbą na ramieniu, młody mężczyzna jest dla was zagadką. Tellan zdaje się coś wiedzieć, Kargun burknął coś o tym, że widział go wczoraj w nocy i tyle. Do ochrony wozu przydzielono Kurta i dwóch najemników Koko i Morte, których część z was zna z misji ratowania księcia Tassenicka. Ta trójka podjechała właśnie na swoich koniach. Krasnolud Rhunar usiadł na koźle jako powożący wozem a obok niego ten tajemniczy nieznajomy. Skrzynie z rzeczami władowano do wozu i Tellan wydała rozkaz wyjazdu. >
<Wnętrze wozu mimo iż obszerne było dla siedzących wewnątrz dość ciasne. Poza dwoma ławkami wzdłuż bocznych ścian , w wozie znajdowały się także hamaki w liczbie ośmiu, które można było rozwiesić jeśli ktoś chciał spać na leżąco. Prawie całkowite ciemności nie poprawiały nastoju zamkniętych wewnątrz "pielgrzymów". Szybko jednak można było dostrzec , że wóz posiada łącznie sześć maleńkich okienek po bokach, jedno w drzwiach i jedno we frontowej ścianie w kierunku jazdy. W sklepieniu był natomiast otwór wymieniający powietrze.>
<Pielgrzymka ruszyła przejeżdżając przez miasto. O dziwo zdawało się jakby nie było nikogo na nogach o tej porze, a może zadbano o to aby nikogo nie było? W każdym razie minęliście tylko strażników przy bramie do pałacu i przy bramie miejskiej. Z miasta ruszyliście na zachód jechaliście cały dzień i noc aż zatrzymaliście się gdzieś w lesie. Nikt nie wiedział co to za miejsce poza Elbereth która jakimś cudem namówiła Tellan aby się tutaj znaleźć. Będąc pewnym, że nie ma nikogo w pobliżu mogliście wreszcie wysiąść i rozprostować nogi. Czego szukaliście pośrodku lasu, z dala od portu i jakiegokolwiek szlaku? Dziś minął 26 Vorhexen. >


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Sro Lip 23, 2014 20:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po długiej podróży wysiadlem i zaczerpnąłem świeżego powietrza.

- Zostajemy na noc iż stanęliśmy tutaj? Znowu las... co to za zadupie? - zdejmuje kaptur i rozglądam się

Ziewnąłem przeciągle...

- Jak już staneliśmy to może zeżryjmy coś? burczy mi w kichach niczym jakiemuś pierdolonemu Trollowi. Ogień by się zdał... - rozglądam i spoglądam lekko na Ingrid

Chrząknąłem lekko i rzekłem niepewnie

- Ingrid... - przymilającym się głosem
- nachyliła byś się? trochę mieska tylko byśmy przypiekli... zaoszczędzi nam to trochę czasu... ekhm... no w końcu... emm... po co marnować czas jak mamy ogień... praktyczna ta twa mutacja no... wiesz... to można by ja wykrzystać... ekhm...

Uważąm na lecące w moja stronę rzeczy ewentualne

Wyjąłem bukłak i przepłukałem gardło vódka skrzywiając lekko usta

- ehh mocna...

Chowam bukłak do plecaka

Zauważam w końcu Kurta i jego przydupasów, Rhunara i jakiegoś podejrzanego typką którego pierwszy raz widziałem na oczy. Zmierzyłem go podejrzliwym i niezbyt przyjemnym wzrokiem a następnie odszedłem zza krzaki po których po chwili słychać chlupot moczu a potem parę stęknięć i solidny donośny pierd... gdy oddałem naturze co jej wylazłem z powrotem do drużyny.

- Kogo nam znowu hrabina podrzuciła na dokładkę do naszej wesołej powytkręcanej drużyny i w jakim celu? Chociaż Pascala nie ma w pobliżu a to już coś... ten typ nawet zdechnąc nie potrafi należycie.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Sro Lip 23, 2014 21:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kiedy opuszczaliśmy miasto przez moją głowę przetaczały się różne myśli. Związane zarówno z wyprawą do Courone jak i samą Hrabiną. Zastanawiałam się nad jej słowami...Co takiego zrobiła...? Co takiego musiało się wydarzyć, że oczekuje potępienia? Czy mogą być czyny gorsze niż te ktorych dopuściłam się ja sama??? Myśli te trapiły mnie przez dłuższy czas. Większość drogi przebyłam więc w milczeniu radząc się jedynie Elbereth w kwestii drogi. Kiedy w końcu zajechaliśmy w opisane przez elfkę miejsce zsiadłam z konia i rozglądnęłam się wokół upewniwszy się, że pozostali mogą opuścić wóz. Kiedy wszyscy opuścili pojazd odezwałam się nich>

- Zatrzymujemy się tutaj na jakiś czas...Możecie rozprostować kości, i zająć się sobą ale nikt poki co nie oddala się od wozu...No...- dodałam po tym jak z daleka doszły do naszych uszu pierdy Ingwara- Chyba, że za potrzebą... A...jeszcze jedno...- Dodałam widząc spojrzenia rzucane w stronę nowego członka wyprawy- To jest jest Frank...Człowiek przydzielony nam z polecenia Hrabiny. Widział nas wszystkich kiedy spalismy po przybyciu do zamku więc przed nim nie musimy udawać... Myślę, że możecie mu się przedstawic oficjalnie...oczywiście kto chce...Jak widzieliście dołączył do nas również Kurt i dwójka jego znajomych...W każdym bądź razie spora grupka nam się uzbierała...

<Kiedy wszyscy zajeli się przedstawianiem ja podeszłam do Elbereth i zapytałam nie zbyt głośno>

- Jesteśmy mniej wiecej tam gdzie chciałaś. Co zamierzasz dalej?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Sro Lip 23, 2014 22:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wstałam rano i bez słowa wdziałam białą szatę. Bez słowa ruszyłam wraz z resztą i wsiadłam do powozu. Milcząco pogrążyłam się w myślach podczas podróży przerywając ciszę, gdy Tellan dopytywała o drogę. W pewnym momencie po prostu przysnęłam. Obudziłam się dopiero, gdy się zatrzymaliśmy. Wyszłam na zewnątrz rozglądając się nieprzytomnie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że jesteśmy na miejscu. Uśmiechnęłam się do siebie zadowolona i przeciągnęłam. Wzięłam głęboki oddech. Spojrzałam na Tellan gdy przemawiała, po czym zwróciłam uwagę na nieznanego mi mężczyznę. Przyglądałam mu się w milczeniu, gdy Tellan podeszła do mnie. Pochyliłam się do jej ucha.>

-Zamierzam pójść do jaskiń. Sama. Będę potrzebowała najpewniej kilku klepsydr, więc najlepiej jeśli zatrzymacie się tu na popas i odpoczniecie. Do jaskiń muszę dojść, a później czeka mnie dość długi korytarz. Znajdę tam to czego szukam i wrócę. Poradzę sobie choć pójdę raczej bez szaty. Mogę ją przypadkiem zniszczyć lub mocno pobrudzić.

<Odetchnęłam chłodnym powietrzem. Podeszłam do nieznanego mi mężczyzny. Zmierzyłam go wzrokiem i po chwili odezwałam się wyciągając dłoń na przywitanie.>

-Miło Cię poznać Frank. Jestem El. Zwykle wyglądam inaczej.. <Lekko się skrzywiłam.> I mam nadzieję, że szybko powrócę do dawnej postaci.

<Odwróciłam się od mężczyzny i podeszłam pewnie do Beltheriona. Powiedziałam do niego cicho w eltharinie.>

-Nie martw się. Idę tam sama. Wrócę pewnie gdy będzie świtało. Muszę przejść jeszcze kawałek, a jaskinie do małych też nie należą. Znajdę to czego szukam i wrócę.

<Pocałowałam go delikatnie w policzek i spojrzałam w oczy. Odezwałam się głośniej w staroświatowym.>

-Tellan, zostawię szatę niedaleko za drzewem.

<Odwróciłam się i ruszyłam w kierunku jak wtedy gdy wiodła mnie purpurowa mgła. Gdy weszłam między drzewa zdjęłam z siebie szatę i położyłam delikatnie w śniegu. Ruszyłam przed siebie. Co jakiś czas zamykałam oczy wyczuwając przepływ mocy i energii.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Sro Lip 23, 2014 23:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Po spokojnie przespanej nocy nastał dzień w którym przyszło nam wyruszyć ku zbawieniu. Ubrałem się we wszystko przygotowując wszystko, załadowałem broń itd. po czym założyłem białą szatę. ”Z tym całym żelastwem muszę być cholernie przekonującym nowicjuszem...” Usiadłem w wozie obok El z zamiarem krótkiej rozmowy kiedy tylko opuścimy miasto jednak elfka zasnęła a ja nie chciałem jej budzić. Po całym dniu podróży zatrzymaliśmy się w lesie.. wyszedłem z wozu i rozprostowałem kości. Wsłuchałem się w to co mówi Tellan a jej słowa sprawiły że postanowiłem przyjrzeć się naszemu nowemu towarzyszowi, który został nam przydzielony. ”Ciekawe kim jesteś Frank i po co tu jesteś? Czyżby hrabina miała na tyle duży tupet aby otwierać moje listy? Postanowiłem poczekać z witaniem naszego gościa a właściwie to gości.
Kręciłem się w okolicy wozu obserwując to Franka to okolicę a czasami zerkam w stronę trzech nowych jeźdźców. Nie zdejmowałem kaptura aby nikt do końca nie wiedział gdzie tak naprawdę patrzę i na kogo.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg?-Viktor Sombra Hark
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Lip 23, 2014 23:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Gdy wszyscy się zebrali do drogi byłem zdziwiony. Kilkakrotnie spoglądałem na nowego, zupełnie nieznanego mi członka wyprawy, który w dodatku nie przedstawił się, nie przywitał, nic z tych rzeczy. Tylko usiadł na koźle, jakby był u siebie. W końcu darowałem sobie to i wzruszyłem ramionami. A gdy zobaczyłem Kurta i najemników, to humor od razu mi się poprawił. Uśmiechnąłem się do nich i zamachałem ręką. Choć po chwili opamiętałem się i jakby zbity z tropu uspokoiłem się. "Taa... nie ma nic lepszego niż machać łapą, której nie miałem, gdy się ostatni raz widzieliśmy. No mistrz ze mnie po prostu.">

<Jak tylko ruszyliśmy starałem się kontrolować to co dzieje się po drodze. Obserwowałem trasę, otoczenie, wypatrywałem niebezpieczeństw i nietypowych sytuacji. Obserwowałem tropy i ślady jadąc na czele. Na rozstajach dróg wyczekiwałem tylko na instrukcje Tellan gdzie dalej. Nie rozmawiałem z nikim skupiając się na pracy, a ta przebiegała spokojnie. Opuszczenie szpitala, miasta, wyruszenie w podróż, kolejne zadanie - to wszystko poprawiło mi humor. Nie czułem już tego całego przygnębienia i bezsensowności, jaka trapiła mnie w Zweedorfie. Dopiero nagłe zarządzenie postoju wytrąciło mnie z nastroju. >

<Spoglądam na Tellan ze zdziwieniem. "Ale co? Tutaj? W środku lasu? Mam niemiłe wspomnienie z takimi miejscami w okolicach Zweedorfu... Watahy głodnych wilków już raz gdzieś w tych okolicach mnie zaatakowały i gdyby nie Jadin, już bym robił za nawóz. No ale w takiej grupie nie powinno być problemu. Tylko po kija się zatrzymujemy, jak moglibyśmy spokojnie jechać dalej?">

<Zostaję jeszcze chwilę na koniu, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Gdy te w końcu padają z ust Tellan, decyduję się dać odpocząć wierzchowcowi. Schodzę na ziemię, a zwierzaka przywiązuję z tyłu wozu, po czym zajmuję się nim przez chwilę, choć nie rozkulbaczam. W końcu zostawiam go w spokoju i zaraz po elfce podchodzę do 'nowego'. "Też jestem ciekawy w jakim celu hrabina Cię do nas dokooptowała. Na najemnika nie wyglądasz. Czyżbyś miał po prostu o wszystkim donosić Pani Zweedorfu? No w końcu nie ma z nami ani Iruyha, ani Pascala, więc nie ma jej człowieka. A może Tellan tak nie ufa, jak mogłoby się wydawać. Ale kim ty w ogóle jesteś człowieku." Chwilę się przyglądam, po czym wyciągam do niego prawicę i staram się pewnie uścisnąć jego rękę.>

- Klaus jestem. Witam w naszej wesołej czeredzie. Na szczęście nie ma wśród nas Pascala, co ładnie zauważył mości krasnolud, więc powinno być znośnie w podróży. - <krzywy uśmiech pojawia się na mej twarzy a oczy lustrują postać rozmówcy> - A ciekawi mnie czemu odwiedzałeś nas akurat w nocy, e? Czyżby hrabina nagadała Ci, że lepiej zobaczyć nas jak śpimy, bo wtedy jesteśmy mniej groźni? Jeżeli tak, to była w duuużym błędzie, co nie Ingwar?

<Rzucam wzrok w krzaki na krasnoluda śmiejąc się radośnie. Po czym odchodzę zadowolony w kierunku Kurta i najemników.>

- Witajcie druhowie. Kurt, Koko, Mort. - <każdemu ściskam mocno prawicę, a lewą ręką poklepuję po prawym ramieniu.> - Cieszę się, że widzę was w pełnym zdrowiu. No opowiadajcie co tam u was. Kurt, jak tam bitwa? No i co hrabina wam obiecała, że postanowiliście ruszać z nami, e?

<Nawet nie zauważam, że elfka znika w lesie.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Czw Lip 24, 2014 00:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wygląd moich nowych towarzyszy przyprawia mnie o mdłości. Godzi to w pewien zespół etyki, dobrego smaku i przeznaczenia na tym świecie. Wedle ustaleń etycznych to, co nosi znamiona Chaosu powinno zostać unicestwione. W kategorii smaku moi nowi towarzysze mogą stawiać w konkury z efektem każdego posiłku, zaś przeznaczenia na świecie... No właśnie. Czy ktoś daje szanse noworodkom z widocznymi mutacjami Chaosu? Nie. Las daje im tę szansę, gdy zrozpaczona matka zanosi je, gdy prawda ujrzy światło dzienne.

Podróżuję w kapturze. Tak czuję się bezpieczniej. Być może lata treningu przygotowały mnie do działania w cieniu. Nawet tym naturalnym, śledzącym każdy nasz ruch.

Uścisnąłem dłoń każdemu, kto miał takie pragnienie.

- Mam na imię Frank - zacząłem. - Wedle różnorakich prawideł jestem wam winien dozę wytłumaczeń. Zacznijmy od tego, że nie mam na imię Frank.

Uśmiechnąłem się krzywo.

- Nie zajmuję się również niczym o co mnie możecie podejrzewać. Moim zadaniem jest ochrona waszego życia. Nie będę jednak bronił was, gdy sami umiarkowanie dozować będziecie spryt tudzież intelekt.

Nabrałem powietrza w płuca. To dziwne uczucie mówić prawdę...

- Przyznam, że doradzałem hrabinie, aby was zabiła. We śnie. Z litości. Podejrzewam, że coś dla niej znaczycie. Stąd szybka śmierć, gdy Morr podsyła nam sny. Miła pani zdecydowała inaczej i postanowiła zaproponować mi udział w tej niedorzecznej wyprawie. W przeszłości wierzę, byliście groźni i mogliście tego używać. W obecnej sytuacji agresja jest hm... Niekoniecznie wskazana.

Moi towarzysze muszą przyzwyczaić się do mych uśmieszków pełnych złośliwości. Przynajmniej są szczerze, ha!

- Jeżeli macie do mnie jakieś pytania, śmiało. Odpowiem teraz na wszystko szczerze.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Czw Lip 24, 2014 01:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Słucham tego co mówi nasz nowy towarzysz. ”Z inkwizycji to on nie jest, i nie nazywa się Frank...” Jego słowa wzbudzają we mnie niepokój.. podchodzę kilka kroków aby znaleźć się bliżej „Franka”. >

-Zatem kim jesteś i czym się zajmujesz poza chwilową ochroną naszej wyprawy? Z twoich słów można wywnioskować że jesteś.. zabójcą? Pytanie teraz czy zabijasz dla pieniędzy czy dla jakiejś instytucji? Cóż takiego hrabina Ci powiedziała że postanowiłeś z nami ruszyć dla rzekomej ochrony? I przede wszystkim skąd wiesz czy złość jest dla nas wskazana czy nie i dlaczego uważasz tę wyprawę za niedorzeczną?

<Czekam na odpowiedź „Franka” obserwując go uważnie.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg?-Viktor Sombra Hark
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Czw Lip 24, 2014 08:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uniosłem brew a moja mina zamarła i przybrała postać niedowierzania i szczerego wkurwienia w szczerym zdziwieniu na słowa "nowego"

- Słuchaj Fred, wątpliwym jest czy nawet własny zad byś był w stanie ochronić nie mówiąc o nas szczerze mówiąc watpliwym jest czy to nie my ciebie będziemy musieli chronić... Przedstawianie się obcym słowami " radziłem by was ubili " nie sugeruję że twoja inteligencja stoi na wysokim poziomie... Jeżeli ta wyprawa jest bezsensowana na jaki czort tracisz na nią swój cenny czas? Nudzisz się? Twoje słowa jedynie wskazują na to że albo nas okłamujesz bezczelnie od pierwszego dnia poznania albo naprawde jesteś idiotą.

Spluwam na ziemie

- A teraz radzę ci w nocy spać z jednym okiem otwartym Fred, bo może ja uznam wkrótce że z litości dla twojej głupoty ubije cię...we śnie... i zdejmij ten pierdolony uśmieszek z ryja. Sram na ciebie i trzymaj się ode mnie z daleka jak nie chcesz mieć topora w czaszce...w obecnej sytuacji.

Następnie odchodzę nie marnotrawiąc czasu na tego idiote mrucząc pod nosem gdzie reszta wychwytuję pojedyńcze słowa między przekleństwami widać że solidnie jestem wkurwiony.

- ubic...we śnie...w żyć kopany...pierdolony...ma tupet...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, ... 41, 42, 43  Następny
Strona 2 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.