Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 40, 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Wto Paź 11, 2016 18:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wychodziliśmy z pokoju, kiedy wpadł na nas Ecoliono. Ostrożnie poklepałem kapłana po ramieniu, aby dać znać że jesteśmy obok.

- W porządku. Odprowadzimy cię kawałek. Ale powinieneś uważać. Po tym co się stało rano strażnicy i ciebie nie wpuszczą na teren, albo cię pochwycą i tym razem wtrącą do lochu. - nie wiedziałem co mógłbym więcej zrobić.

Ha! Mogłem zrobić dużo więcej! Uśpić strażników, uczynić nas trudnymi do zauważenia... ewentualnie zrobić dywersję, aby Morryta mógł z partyzanta odprawić pogrzeb. Sytuacja była nieciekawa.

- Ewentualnie może uda nam się przekonać strażników, aby dało się odprawić ceremoniał pod ich nadzorem. To nie po bożemu, aby cmentarz nie funkcjonował.

Trochę się skrzywiłem do siebie na to sformułowanie, wszak cmentarz to nie zakład produkcyjny, aby mówić że "działa, albo nie działa".
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Czw Paź 13, 2016 23:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem głową i odpowiedziałem Magnusowi.

-Zatem ruszajmy, nie zamierzam przemykać się jak złodziej i łamać tutejszych praw. Zresztą może tym razem strażnicy okażą zrozumienie i wpuszczą nas na teren świątyni, niegadzi się zostawiać ciała bez pochówku. Niech Morr wspomaga

Chwyciłem tylko mocniej kij i ruszyłem za Magnusem.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Czw Lis 17, 2016 03:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt zmierzył ich surowym wzrokiem.
- Siadajcie, - odparł wskazując trzymanym chlebem stołki na przeciw siebie. Chociaż pytali konkretnie nie podobała mu się ich postawa w stosunku do potencjalnego pracodawcy. Postanowił utrzeć im nosa.- pięć sztuk srebra na tydzień. - Burkną gdy już zasiedli. Wiedział że to najniższa stawka w imperium. A przy cenach w Bretonii to to to nawet nie głodowa. Czekał na reakcję. Gdy najemnicy zaczeli szurać stołkami chcąc wstać. Momentalnie się wyprostował stukną kuflem o blat stołu i z całym autorytetem na jaki się zdobył dodał.
- Chyba że, przekonacie mnie że warto zapłacić wam więcej.

[color=orange]<Najemnicy rzeczywiście chcą odejść. Hildred uśmiechnął się uprzejmie i rzekł spokojnie.>
-Widzę , że wolicie panie zostać "inco gnito". Jednak żarty na temat wynagrodzenia i to jeszcze w tak kiepskim stylu nie uchodzą poważnym ludziom. Waść raczysz nas humorem albo jesteś bardziej pijany niż wszyscy na sali razem wzięci.
<Kobieta najemnik wykrzywiła twarz w gniewnym grymasie i warknęła.> -- To jakiś wioskowy idiota. Zostawmy go, szkoda czasu.
<Niski mężczyzna z siatką przy pasie też się odezwał>
-Waść albo szukasz służących albo guza, bo na pewno nie najemników.[/color]

- Zaciąg był jasny "Kapitan KURT szuka do swojej drużyny." - odgryzł mu się z naciskiem na własne imię - Więc nie udawaj przekupy. Ja daję imię kompani i każdy kto pode mą służy na to miano pracuje. Wstawiliście się przed rozmową ze mną. Skoro nie umiecie poczekać kilku klepsydr na pracodawcę jak strzymacie dwa tygodnie w drodze? - wypunktował go - Już na wstępie okazaliście mi brak szacunku. A tak, jak wy mnie traktujecie tak też będzie traktował mnie klient. Taki zaś brak szacunku nie przynosi ani złota ani srebra. - Zmierzył ich gniewnym wzrokiem -
- Zapytam tylko jeden raz. Chcecie roboty? A jak chcecie to przekonajcie mnie że będzie z was większy pożytek niż ze zwykłego sługi.

[color=orange]- Zaraz ci łeb zetne i będziesz miał dowód kapitanku jaka jestem pijana...
<Nadzwyczaj szybko kobieta dobyła miecza.>
<Hildred stanął między wami zasłaniając ci kobietę i machając do niej ręką żeby się uspokoiła.>
-Cii.. To takie żarty Kapitanie Kurt. Ale jeśli pan chce to można urządzić pojedynek. Ostatnie dni były trochę nerwowe a każdy pić musi, człowiek nie wielbłąd. Karczmarz powiedział tylko , że szukacie najemników, nic więcej. To może zaczniemy od początku? Na poważnie, bez żartów i wygłupów? Oczywiście, że chcemy pracę za godziwą płacę.[/color]

Kurt potarł podbródek oceniając chętnych . "Nerwowi jacyś. Nie wiem czy się nadarzą"
- Zatem dobrze, Karczmarz dobrze mówił. Nie chcę ograniczać zaciągu tylko do weteranów. Sam kiedyś byłem gołowąsem. Świeżaki też muszą gdzieś zdobywać pierwsze blizny. - powiedział gwoli wyjaśnienia -
- Najdalej w ciągu tygodnia chcę stąd wyruszać obrzydło mi to ich wino i gościna. - ciągną tonem wyjaśnień - Na teraz dwóch moich ludzi poszło rozejrzeć się kto szykuje się do imperium. Co do złota. – przeskoczył na najbardziej nurtujący „nowych” temat - Medyk w imperium bierze za tydzień opieki półtorej korony. Jeżeli chcecie więcej, musie się postarać i mnie przekonać że warto.

[color=orange]-Nie jesteśmy aż tacy nowi Panie Kurt. Żadne z nas nie urodziło się w Bretonii. Wiemy, że nie podróżuje pan sam, ba nawet z czarodziejem, rycerzem, bardką, kapłanem i dwoma najemnikami. My możemy ruszać w każdej chwili, mamy dużą mobilność.
<Hildred nie wygląda na zwykłego rębajłe. Umie gadać a słowa których używa, nie wszystkie z nich znasz, świadczą, że jest wykształcony. Poza tym masz dziwną ochotę z nim rozmawiać.>
- Mamy kilka talenów. Postawmy sprawę jasno od samego początku. Czego pan oczekuje i co pan oferuje w zamian?[/color]

- O proszę. - Uśmiechną się Kurt zadowolony. - Właśnie dostaliście podwyżkę. Za wykazanie inicjatywy.
- Oczekuję pełnej współpracy i inicjatywy. Nie puszczam ludzi tam gdzie sam bym nie poszedł i sam też nie grzeję tyłów. Sprawicie się dobrze będzie premia, ale to działa w druga stronę też. No i w mojej drużynie odpowiadacie najpierw przede mną. Ręczę za was słowem i każda sprawa do was to sprawa do mnie.
Kurt zrobił przerwę aby mogli dodać coś od siebie ale z tonu wynikało że ma coś jeszcze do dodania.

[color=orange]-Nam też jest miło, że jest pan zadowolony Kapitanie Kurt. Chcemy wiedzieć na co się piszemy. Czy to będzie zwykłe podróżowanie z miejsca na miejsce, ochrona karawan, księżniczek, walka ze smokami. Czego mamy się spodziewać? Czy będziemy niezależną grupą czy częścią czegoś większego? Czy poza brzękiem zapewnia pan coś jeszcze na przykład miejsce do spania, wyżywienie, bilety na snotball?

<Siedziałeś i słuchałeś a jeden z najemników, ten który wcale się nie oddzywa, gapi się na ciebie swoimi błyszczącymi oczami jakby chciał ci spojrzeniem zrobić dziurę w głowie. Reszta się uspokoiła i usiadła do stołu. Tylko Hildred gada w imieniu całej czwórki. Jesteś pewien, że się znają od dłuższego czasu.> [/color]

- Najpierw zapewnię karawana, a jak się dogramy to rozejrzymy się za jakimś smokiem. - Uśmiechną się widząc że w końcu "negocjacje" ruszają z martwego punktu. - Szukam ludzi na dłużej niż na jeden kontrakt. A to oznacza szeroki wachlarz... usług. Co do reszty pytań. Zależy od kontraktu. Ale gdy ja mam dach nad głową to wy także. A może teraz przedstawisz mi resztę towarzystwa?
Dalsze rozmowy potoczyły się już bez zbędnych przerywników i prawie że w przyjacielskiej atmosferze. Gdy uzgodnili co trzeba Kurt przesiadł się do do stolika dwóch ślicznotek.

- Panie wybaczą że kazałem na siebie czekać, ale najlepsze postanowiłem zostawić na koniec.

<Dziewczyny zachichotały falując wdzięcznie biustem>
- Ważne że już jesteś, kapitanie - odpowiedziały z silnym gardłowym bretońskim akcentem.

- Przyjemność po mojej stronie. - odparł zupełnie szczerze - Szukam chętnych którzy chcieli by odmienić swój los. Podróże, nowi ludzie, nowe miejsca, nowe umiejętności i przede wszystkim uczciwa kasa. O ile nie ma na wasze głowy listu gończego nie ma znaczenia czym zajmowałyście się wcześniej. Od chwili zaciągu do kompani Kąsacza pracujecie na jej renomę i dobre imię. W zamian każdy kto ma sprawę do was ma też sprawę do mnie. Zatem co wy na to? - Zakończył pytaniem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lis 27, 2016 17:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[color=orange]<Tellan>

<Tego wieczora wojowniczka szybko odpłynęła do krainy snów i wbrew pozorom jej sny były spokojne. Tellan śniła o swoich wesołych perypetiach z lat młodzieńczych, a potem o czasie wspólnie spędzonym z Iruyhem. O ciężkich treningach, na których zmuszano ją do wylewania siódmych potów, o upojnych nocach w komnatach rycerza, o wzruszającym ślubie, do którego Tellan nie przyznała się swoim towarzyszom, o tych wszystkich chwilach, w których była szczęśliwa i uśmiechnięta. W środku nocy kobieta przebudziła się i z żalem stwierdziła, że jest w karczemnej izbie w Couronne, a wszystko o czym śniła jest już przeszłością. Przed nią stała niepewna przyszłość, tak niepewna, że Tellan nie mogła z całą pewnością stwierdzić gdzie jutro będzie się znajdować, co robić i co jeść. Kobieta na powrót zasnęła ale teraz już nic się jej nie śniło a przynajmniej nie pamiętała tego.>


<Kurt>

<Hildred przedstawił ci kolejno wszystkich w grupie. Zadziorna kobieta nazywa się Petra Waffe, wysoki chudzielec to Bruno Lang, a gburowaty facet to Axel Gerber. Każe z nich zdaje się mieć jakieś przydatne twojej kompanii, umiejętności. Najemnicy zgodzili się na półtorej sztuki złota tygodniowo na głowę plus wyżywienie i miejsce do spania. Chwilowo zatrzymali się w tej samej karczmie co ty więc jeśli wyruszysz jutro rano oni mogą wyruszyć z Tobą. Nie tracąc zbytnio czasu. Zostawiłeś najmitów i postanowiłeś zagadać do dwóch panien, które wcześniej wskazał ci karczmarz. Bez ceregieli przywitałeś się i powiedziałeś z czym przychodzisz. Zawiesiłeś wzrok na kobietach. Są ubrane w krótkie sukienki z brązowej tkaniny przypominającej bawełnę ,zakrywające ich ciała od pośladków do piersi. Poza tym skórzane gorsety , skromne majtki i lekkie buciki to całe ich odzienie. Obie kobiety wyglądają bardzo ponętnie i przykuwają wzrok. Starsza i wyższa z kobiet jest trochę od ciebie niższa i prawdopodobnie młodsza od ciebie. Jej proste blond włosy schludnie spływają prosto po głowie aż za uszy. Niebieskie oczy są uśmiechnięte i patrzą na ciebie zapraszająco. Cerę ma śniadą a jej ciało jest jędrne i zdrowe, wydaje się być w dobrej kondycji fizycznej. Młodsza kobieta jest od ciebie o głowę niższa, przypuszczasz, że może mieć około dwudziestu wiosen może mniej. Chociaż z jasnej twarzy i drobnej budowy ciała mogła by uchodzić za nastolatkę to jednak jej pewność siebie, uwodzicielskie spojrzenie i pełne, jędrne piersi
podpowiadają ci, że jest jak najbardziej dorosła. Czarne długie włosy ma splecione w gruby warkocz opadający jej na plecy a piwne oczka patrzą na ciebie pożądliwie.>

-Jestem Anika a to Etelka. -<Odezwała się uwodzicielsko blondynka>- Dowiedziałyśmy się, że organizujesz waść zaciąg i postanowiłyśmy sprawdzić o co chodzi. Chętnie przyłączymy się panie do ciebie. Obie lubimy podróże,przygody, poznawać nowych ludzi i mieć płacone uczciwie za swoją pracę. Są jednak dwie rzeczy , które trzeba załatwić abyśmy mogły wyruszyć. Po pierwsze musimy się przekonać, jaki jesteś waść twardy i czy przypadniesz nam do smaku.-<Ostatnie słowa Anika zaakcentowała głębszym i wyższym głosem jakby chciała wydać z siebie jęk przyjemności. Etelka oblizała powolutku wargi patrząc tobie prosto w oczy. Podziałało. Bez żadnych wątpliwości wiesz o co im chodzi i chętnie to zrobisz. Nie pamiętasz już kiedy spałeś z kobietą a teraz jest podwójna okazja. Poczułeś jak Etelka zaczepia cię nogą pod stołem a Anika ujęła mocno twoją dłoń i muska palcami jej wnętrze.>
- Druga sprawa jest trochę bardziej złożona-<lubieżny szept pełen konspiracji wydobył się z ust Etelki> -Pilnuje nas straszliwy zbój i zrobi nam krzywdę jeśli tak o sobie pójdziemy. Boimy się jego i jego drabów, jest dla nas bardzo okrutny. Pomożesz nam prawda?
<Dziewczyna przysunęła się do ciebie jakby chciała się przytulić a jej oczy zaszkliły się jakby miała płakać. Od drzwi dało się słyszeć znajomy już głos Burmanna.>

-Teraz cie mamy szmatławcu! Byłeś na tyle beszczelny, żeby tu wrócić i jeszcze zaczepiasz moje kurwy!!


<Ecoliono,Magnus>

<We trójkę z Elise ruszyliście razem z mieszczaninem do świątyni Morra aby pochować jego zmarłą matkę. Mimo iz pora jest wieczorna to Couronne nadal tętni życiem. Kiedy dotarliście pod bramy świątynne tak jak przeczuwał Magnus zatrzymali was zbrojni, tacy sami jak Ci, którzy przybyli z wielmożami. Jednak po prośbach Ecoliono i kilku zalotnych uśmiechach Elise, strażnicy wpuścili kapłana, razem z mieszczaninem i ciałem jego matki. Obrządki odbęda się pod nadzorem zbrojnych więc czarodziej i bardka, zostawili kapłana i ruszyli w swoją stronę, do rezydencji Madame Reugnalt. Ecoliono natomiast poszedł drogą na cmentarz aby odprawić duszę zmarłej do Morra.>


<Magnus>

<Teraz tylko z Elise udaliście się w środek miasta, do miejsca gdzie największe i najbogatsze domostwa odstraszały gawiedź swoim przepychem. Bez trudu odnaleźliście posiadłość Lady Anastazji Reugnalt. Tak jak rzekł karczmarz, dom ogrodzony jest białym murem, na żelaznej bramie widnieje tabliczka z nazwiskiem właścicieli: Rodzina Reugnalt. Dwóch strażników z psami podjęło was przy bramie i dokładnie was obejrzawszy pozwolili wam wejść. Za bramą przeszliście przez śliczny zielony park pełen drzew, krzewów i uśpionych kwiatów zdobiących odtoczenie licznych wodnych sadzawek. Sam dom rzeczywiście był pomalowany z zewnątrz na błękit nieba i wydawał się pomieścić kilka wielodzietnych rodzin. Weszliście po schodach na ganek i przy wysokich dębowych drzwiach odebrał was sługa ubrany w czarny surdut ze srebrnymi guzikami i z białą talkowaną peruką na głowie. Sługa poprowadził was szybko korytarzem pełnym rzeźb, obrazów i drogich materiałów do ogromnej jadali. Tam stół w kształcie podkowy zastawiony był wielką ilością jedzenia i picia, ponad dwa tuziny gości w eleganckich, drogich i barwnych ubiorach zajadało, piło i plotkowała, a Lady Anastasia siedziała pośrodku, rozpromieniona, radosna i gadatliwa, ubrana dokładnie tak samo jak wtedy gdy z nią rozmawiałeś. Salę oświetlają dwa wielkie, kryształowe żyrandole, każdy liczący okołu stu świec. Na końcu sali, na drewnianym podeście kilku bretońskich muzykantów w pstrokatych strojach przygrywa na piszczałkach i mandolinach.>

-Pani! Przybyli oczekiwani artyści... <Donośnym głosem sługa oznajmił wasze przybycie.>
[/color]
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Sro Lis 30, 2016 21:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spojrzałam na elfkę z ziemi. Pod wpływem jej słów, śmiechu, moje serce wojowniczo drgnęło w odpowiedzi. Czułam jak załomotało głośno, hardo.
[i]“Niech tylko….Spokój!”[/i]
Zganiłam sama siebie w duchu. Z rezygnacją kiwnęłam głową wypuszczając przy tym powietrze z płuc.
“[i]Butny charakter El….Takie impulsy wpędzają nas tylko w kłopoty…”[/i]
Cmoknęłam mrużąc przy tym oczy, ściągnęłam brwi, lekko marszcząc czoło.
[i]“Gdybyś się hamowała, wówczas nigdy nie poczułabyś ogromu mocy… A to dopiero początek naszej drogi.. Dobrze wiesz, że możemy o wiele więcej. Na razie poczułyśmy jedynie przedsmak…”[/i]
Ledwo dostrzegłam,gdy kobieta szukała czegoś w swojej torbie. Wyrwała mnie z zamyślenia w momencie, w którym poczułam palący i gorzki smak czegoś co wlała mi na siłę do gardła. Skrzywiłam się krztusząc przy tym. Paskudny płyn palił… palił gardło, trzewia. Łzy napłynęły mi do oczu, a oddech stał się płytszy. Poczułam jak żołądek podchodzi mi do gardła i zwymiotowałam. Załzawionymi oczyma spojrzałam na własne wymiociny. Uniosłam drżącą dłoń do ust ocierając je wierzchem. Obrzydlistwo, które wprawiło mnie w torsje, przynajmniej mnie rozgrzało. Rozdygotana dałam się odciągnąć od rzeki, choć nie było mi łatwo. Czując mętlik i osłabienie miałam ochotę zwyczajnie zasnąć i obudzić się licząc, że to tylko jakiś koszmar. Usiadłam ciężko na ziemi. Rozglądając się dostrzegłam wierzchowca. Odetchnęłam z ulgą.
[i]“Jak dobrze, że wyszedł z tego cało… A mówiłam baranowi jednemu by jechać do przeprawy…”[/i]
Uniosłam głowę by w końcu skupić swą uwagę na kobiecie. Zrezygnowanym tonem odparłam.>

-Wiem, że licho wyglądam, ale jestem prawdziwa. Martwa nie jestem, bo mnie wyłowiłaś, jak jakąś rybę. Gdybym była demonem, duchem, czy też jakąś inną tego typu istotą to bym się tak nie skąpała w rzece. A jeśli masz nie po kolei w głowie, jak ja, to odróżniłabyś halucynację…

<Pociągnęłam nosem.>

-Popilnuję Cię. I tak nie mam nic innego do roboty. Mój durny elf musi mnie teraz znaleźć, więc lepiej bym siedziała na dupie.

<Zaczerpnęłam powietrza milknąc na chwilę. Powiedziałam łagodniejszym tonem.>

-Wybacz mi moje zachowanie. Ostatnio tyle się dzieje, że tracę panowanie nad sobą. Uratowałaś mi życie, więc dołożę starań byś wypoczęła w spokoju… Ile tylko Ci trzeba. Jeśli ktoś zechce zaatakować, wówczas rozpalę trochę ognia…

<Uśmiechnęłam się szeroko wyobrażając sobie ogromne płomienie, które trawią wszystko w promieniu wielu staj.
[i]“Jej podejrzliwe spojrzenie może być w pełni uzasadnione. Zachowujesz się czasem, jak wariatka. Mistrzowie ostrzegali, że nadużywanie mocy prowadzi do szaleństwa…
A takie tam biadolenie starych pryków… chcą zatrzymać prawdziwą moc dla siebie…”[/i]
Nawet nie zauważyłam kiedy elfka zasnęła obok mnie. Rozejrzałam się po okolicy.
[i]“To jesteśmy w lesie…”[/i]
Skwitowałam wzdychając.
[i]“Udogodnijmy sobie to czekanie… nie będziemy przecież tu wszyscy marznąć.”[/i]
Cicho mamrotałam słowa kolejnych zaklęć. Czułam jak delikatne wstęgi magii splatają się ze sobą. Gdy poczułam, że zrobiło się cieplej uśmiechnęłam się zadowolona z siebie.
[i]“No to kilka klepsydr tylko dla nas… Miła perspektywa… A gdyby tak...a gdyby tak odejść? Ona w końcu się obudzi i pójdzie w swoją stronę, a ja mogę w swoją. Beltherion pomyśli, że zabrała mnie toń, a reszta pewnie pomyśli po powrocie, że zginęłam… Nikt by mnie nie szukał… Znowu pada…”[/i]
Zerkałam na elfkę.
[i]“O nie, nie, nie! Nigdzie się nie wybieramy! Mamy rachunki do wyrównania! A jak znajdzie Cię Bel, wówczas powiemy mu co sądzimy o jego -”ja się znam na przeprawach przez rzekę”- Oby te jego interesy były tego warte.”[/i]
Zgrzytnęłam zębami z irytacji, ale moją uwagę przykuły delikatne drobiny magii, która skupiała się wokół śpiącej kobiety. Z fascynacją obserwowałam zachodzące zmiany, ale po pewnym czasie zaczęłam się nad tym zastanawiać.
[i]“Przedmiot...czar….pakt….hmmmm…”[/i]
Zmarszczyłam czoło pogrążając się w rozmyślaniach nad zjawiskiem. Czy kiedyś widziałam lub czytałam o czymś podobnym? A może kiedyś słyszałam?
[i]“Nie… chyba jednak nie...Zapamiętałabyś… choć z drugiej strony…”[/i]>

-Ech… <Jęknęłam cicho.
[i]“Zbyt wiele niejasnych spraw zaprząta mi głowę. Jak my się w to wszystko wplątałyśmy? Dlaczego nie zawróciłam, gdy była ku temu okazja? Kto to widział by ktoś taki, jak ja, włóczył się tak po świecie… Brał czynny udział w jakiejś ludzkiej wojnie! I jeszcze ta prukwa...choć… z Lukasem było całkiem miło.. Osłodził nam z nawiązką całe tygodnie tego bagna.”[/i]
Uśmiechnęłam się ponownie do siebie na wspomnienie tamtych chwil. Objęłam ramionami podkurczone nogi i oparłam brodę o kolana. Spod na wpół przymkniętych powiek spoglądałam na kobietę, ale oczami wyobraźni byłam daleko stąd. Czas mijał powoli, a myśli płynęły. Myśli o księciu przywołały również obraz biednej Jilii, która gdzieś teraz jest przerażona. Odruchowo położyłam dłoń na brzuchu. Poczułam chłód napierśnika.
[i]“Jeśli nie dotrzymam danego słowa to jak Tobie mam zapewnić bezpieczeństwo?” [/i]
Bezwiednie zaczęłam cicho do siebie mówić.>

-Nie martw się maleństwo...Już ja się postaram by krzywda Cię nie spotkała. Mamunia tylko znajdzie Jilię, pomoże Tellan i pozbędzie się tej starej wiedźmy. A Ty do tego czasu śpij sobie bezpiecznie. A jeśli bym nie podołała to poznasz kogoś kto bardzo Cię pokocha i się Tobą zaopiekuje. Da Ci więcej miłości niż jest wód w oceanach i morzach tego świata… Babcia jest wspaniałą kobietą… nie to co Twój ojciec... skończony osioł… Ciekawe czy nas szuka… Z pewnością… W końcu zawsze przychodzi. W najciemniejszym lochu, w najgęstszym lesie… Tata zawsze nas znajduje.

<Tęsknie spojrzałam w niebo. Dzień powoli chylił się ku końcowi. Odetchnęłam głęboko chłonąc zapach wilgotnej ziemi oraz roślinności. Chwyciłam torbę i wyciągnęłam z niej książkę oraz pergamin. Postanowiłam poczytać i zrobić kilka notatek nim zapadnie zmrok. Jednak, gdy ostatnie promienie słońca znikały ustępując pierwszym gwiazdom, postanowiłam przerwać lekturę. Rozejrzałam się dookoła, nie dostrzegając żadnych niepokojących sygnałów.
[i]“Jaka miła odmiana…”[/i]>

-Ta sielanka niebawem dobiegnie końca… Czas nie stoi w miejscu Elbereth. Wrogowie nie zapomnieli. Nie bądź naiwna.

<Potrząsnęłam głową przecząco, chcąc zanegować własne słowa.
[i]“No chyba nie sądzisz, że ta prukwa da nam spokój? Zabierzemy co nasze… Wiem gdzie jest, a ona wie gdzie my jesteśmy.. Musisz przejrzeć na oczy Elbereth.
Ale jak mamy się bronić, gdy ich jest coraz więcej?
Musimy się przygotować i trzymać planu… to proste…
Mam mętlik w głowie…”[/i]
Potrząsnęłam nią, gdy do moich uszu dotarł głos Beltheriona. W pierwszej chwili sądziłam, że to omamy, ale w głębi duszy wiedziałam, że to on. Wstałam na równe nogi z szeroko otwartymi oczyma. Zwróciłam się w kierunku, z której sądziłam, że dochodzi jego głos. Wyciągnęłam rękę z otwartą dłonią, jakby pokazując mu “Stój!”. Po chwili zgięłam cztery palce, prócz wskazującego, jakbym kazała mu chwilę poczekać.
[i]“Skoro mnie widzi, to zobacz i to…”[/i]
Wygrzebałam z torby pergamin i zaczęłam na nim pisać. Gdy skończyłam zaczęłam szukać kamienia lub kija w najbliższym otoczeniu, a przy tym starając się nie zbudzić kobiety. W końcu udało mi się znaleźć kamień. Przy pomocy sztyletu rozdarłam kawałek koszuli u rękawa. Owinęłam kamień pergaminem, a następnie owinęłam pergamin materiałem i zawiązałam. Ponownie spojrzałam w stronę, z której dochodził głos ukochanego. Starałam się dostrzec choć zarys jego sylwetki, po czym cisnęłam kamieniem w tamtą stronę. W swojej wyobraźni już słyszałam te pytania, narzekania i żądania, marudzenie, jaka to ze mnie niezdara. Spoglądałam to na śpiącą kobietę, to w stronę Beltheriona skrytego w ciemności.
[i]“Bierz konia i jedziemy...pfff...Co on sobie myśli? Zignorujesz kupca i poczekasz na nas czy ruszysz? Ciekawe co wybierze…”[/i]
Uśmiechnęłam się złośliwie pod nosem.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Sob Gru 10, 2016 20:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedy zwrócono na nas uwagę postąpiłem do przodu trzymając delikatnie Elise za dłoń. Wkroczyliśmy i teatralnie się ukłoniliśmy, najpierw gospodyni, a potem pozostałym gościom.

[i]- Lady Reugnalt, dostojni goście. [/i]- zwróciłem się do zebranych - [i]Na zaproszenie szanownej Pani tego domu będziemy mieli zaszczyt zabawić dzisiaj państwa. Przed Państwem... jeden z najpiękniejszych głosów w całym Starym Świecie Elise Reise... oraz moja skromna osoba, mistrz sztuki magicznej Magnus Regenbogen.[/i]

Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo w tym wszystkim denerwująca będzie zabandażowana ręka. No nic. Ważne, aby zrobić wrażenie. Miałem tylko nadzieję, że goście znają reikspiel i nie będzie to jakimś wyjątkowym faux pax zwracanie się po imperialnemu do gości i gospodyni. Nie powinno być jednak żadnym nietaktem, jeżeli spróbuję wczuć się w przepływ Wiatrów Magii w sali i okolicy. Po sytuacji w Świątyni byłem odrobinę przewrażliwiony.

Plan występu był prosty - aby robić jeden występ po drugim i co trzeci wspólny, z krótkimi przerwami.
Oczywiście po uzyskaniu pozwolenia od Lady Reugnalt na możliwość użycia magii w jej domu.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 19:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Choć wiele działo się w głowie Tellan noc zdała się jej minąć bardzo szybko. Czuła się zmęczona jak by przez całą noc nie zmrużyła oka. Nic nie układało się tak jak by chciała. Miała wrażenie jak by to wszystko co się dzieje prowadziło ją do nikąd, jeden mały krok do przodu, tuzin do tyłu. Na domiar złego musiała opuścić miasto, i to jak najszybciej. Nie chcieli jej tu. Nie mieli zamiaru tolerować jej obecności, a to wszystko za sprawą zbroi. Wojowniczka poddała się porannej toalecie, założyła na siebie zbroję, po czym zabierając wszystko co miała zeszła do głównej sali w poszukiwaniu znajomych jej twarzy.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Nie Gru 11, 2016 21:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pożegnałem się z Magnusem po czym ruszyłem w kierunku ogrodów Morra, dobrze widziałem jak tam trafić - byłem tam przed wszystkimi tym nieszczęśliwym wydarzeniami które miały miejsce. Będąc na miejscu, powiedziałem do mężczyzny.

[i]-Macie łopatę Panie, będziemy musieli kopać. Zresztą nawet i bez tego jakoś sobie powinniśmy dać sobie radę.[/i]

Po czym razem z mężczyzną zacząłem kopać, ciszę zmętniały odgłosy kopania i przesuwanej ziemi. Gdy skończyliśmy umieściliśmy owinięte całunem ciało w zagłębieniu, po czym stając nad grobem rozpocząłem odmawiać modlitwę do Morra i za to by dusza zmarłej bezpiecznie trafiła do Królestwa Pana Śmierci.

[i]Do ciebie Morrze, wznosimy modły.
Prowadź nas Morrze do twego królestwa.
Do ciebie Morrze, wznosimy modły.
Obroń nas Panie, przed magią plugawą.
Do ciebie Morrze, wznosimy modły.
Niech twa moc odegna mrok cały.
Do ciebie Morrze, wznosimy modły.
Odpoczywanie daj Panie w wieczności.
Do ciebie Morrze, wznosimy modły.[/i]

Gdy skończyłem wszystkie obrządki i modlitwy, wspólnie z mężczyzna zakopaliśmy dół - po czym zwróciłem się do mężczyzny.

-Za jakiś czas będziecie mogli Panie sprowadzić kamieniarzy, pewnie jak wszystko się wyjaśni.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Czw Gru 15, 2016 01:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt liczył na nieco większą wylewność “nowych” co do ich talentów ale skoro dobili targu to przestało mieć większe znaczenie czy dowie się dziś czy jutro. Za to rozmowa z dziewczynami przyjęła zgoła ciekawszy obrót.


Co prawda nie miał w zwyczaju mieszać pracy z przyjemnością ale perspektywa nocy z dwiema ślicznotkami za jakieś mordobicie była kusząca. Zwłaszcza że mogłaby to być okazja wypróbowania najemników. Uznał więc że wyjdzie na swoje nawet gdyby panienki po wszystkim postanowiły by pójść własną drogą.


Wtedy do karczmy wparował Burmann i zaczął ze zwykłą sobie elokwencją drzeć pyska.
W pierwszej chwili wpatrywał się w niego z otwartą gębą
“Nie wiem to pech czy szczęście. Że sam do mnie przypadł czy że to padło na niego
większego pecha on czy ja” - Chwilę potem zdał sobie sprawę z wręcz niemożliwego zbiegu okoliczności
“A myślałem że takie rzeczy to tylko na jarmarcznych teatrzykach się zdarzają”
Jednak miny dziewczyn podziałały jak kubek porządnej wódki.
Jedna ręka powoli i niepostrzerzenie powędrowałą do kaczej stopy.
- Że Ja? - Wskazał na siebie wolną ręką rozglądając się po karczmie udając ewidentne zdziwienie. Jednocześnie uważnie zlustrował gości szukając wmieszanych w tłum gości Burmanna i ukradkiem dając znak Hildredowi że czeka ich jeszcze robota tego wieczora.
“Mam nadzieję że jest taki bystry jak się wydawał”
- Nie no, ja do ciebie nie mam. Interes tu miałem, nie karczmarzu? - Rozejrzał się ponownie po lokalu szukając wzrokiem właściciela i jednocześnie sprawdzając co się dzieje w lokalu.
Postanowił grać na zwłokę. Nie umawiał się z Koko i Morte’m na powrót o konkretnej porze ale powinny już powoli być z powrotem. Byłoby miodnie gdyby wziąć bandziora w dwa ognie On i nowi od środka i tych dwóch z zewnątrz Mort był na tyle bystry że powinien się domyśleć i właściwie zadziałać.
Korzystając z chwili że Burmann szukał w głowie jakieś ciętej riposty szepnął do dziewczyn
- On? - Uśmiechnął się drapieżnie. - A jest może na niego jaki list gończy? - miał cichą nadzieję że ja łeb tego pajaca uda się coś zarobić a przynajmniej nie narazić się bardziej miejscowym władzom.
- Pani rycerz swoje załatwiła po co kosa między nami? W końcu profesjonaliści jesteśmy nie?- Zapytał przymilnie.


<Dostrzegłeś mężczyznę, którego twarz okryta jest chustą, wygląda całkiem przeciętnie, jak zwykły zbój z ulicy, średniego wzrostu, szary płaszcz, potargana ciemna czupryna. Zauważyłeś, że w karczmie przybyło jeszcze pięć innych osób. Trzech jest zamaskowanych tak jak Burmann ale dwie wyglądają na zwykłych klientów. >
-Radze Ci zostaw te pukawke i znikaj byle dalej. <Dostrzegłeś jak Burmann rozchyla lekko płaszcz. Trzech zakapiorów, dobyło broni, małych kusz pistoletowych. Nowi najemnicy siedzą nadal przy stole i zdają się oceniać sytuację. Sięgając po broń poczułeś ból ostatnich ran. Może i medyk cię połatał ale nie wyzdrowiałeś w jeden dzień. Coś pójdzie nie tak i możesz przypłacić to życiem.>
-Tak to on… <Szepnęła jedna z dziewczyn. Ludzie w karczmie nie ruszają się z miejsc, może to w obawie przed zranieniem a może z ciekawości. Na razie nie wydaje ci się aby Koko i Morte mieli wrócić ale kto wie.> [MG]


Kurt tylko skinął lekko głową potwierdzając dziewczynom że zrozumiał. Odkładanie broni nie wchodziło w grę. Może w układzie jeden na jeden ale nie z tymi drabami w karczmie.
- No no, spokojnie. Przecież nikt nikomu do gardła nie skacze prawda? - Podniósł w uspokajającym geście wolną rękę. - Mam tu jeszcze interes i nie skończyłem. A przy suchym pysku kiepsko się gada. - Piwa. Dla mnie i kolegów - Zasugerował kolejkę dla Burmanna i jego ludzi. - Przecież nie odmówisz.


<Burmann się poważnie zdziwił na to co powiedziałeś.>
-Nie jesteśmy kolegami… Ale dobra, mogę się z tobą napić. Może rzeczywiście robisz tylko to za co ci płacą. Chłopaki wstrzymajcie się….
<Burmann podszedł ostrożnie do ciebie spodziewając się podstępu. Reszta jednak zachowała dystans. >
-To co to za interes? Chcesz to mogę sprzedać Ci te dwie kurwy. Ale cena będzie konkretna, one są bardzo utalentowane…
<Ludzie w karczmie się jakby uspokoili jednak atmosfera nadal jest napięta i byle co może wywołać awanturę.> [MG]


- Wkrótce zbieram się stąd - starał się utrzymać swobodny ton. - Nie lubią nas tu, w sensie imperialnych, a z racji zawodu wróży to dość kiepski zarobek. No i koszty bo ceny są zbójeckie... heh… - zaśmiał się z własnego dowcipu - Szukam kogoś kto by miał tu w miarę uczciwe ceny. Tamten cwaniak z oczywistych względów odpada. - Nawiązał do wcześniejszego zdarzenia - Zresztą dostał za swoje, swoją drogą miał umowę a postanowił tamtą puszkę żelazną wykiwać to nigdy nie wróży dobrego interesu. - wyjaśniał powoli co go sprowadziło do karczmy - Ludzi mi tsza. Taki co to nie zfajdają się w portki na widok pierwszego lepszego snotlinga. A jak się jest na cudzym terenie ciężko rozeznać co i jak. - A co do panienek - mruknął -Wpierw interesy. - Mówiąc zaczął niby od niechcenia bujać się na krześle. Dawno nie ćwiczył wygibasów ale plan był banalnie prosty. Gdyby miały zacząć się kłopoty planował przewrót w tył razem z krzesłem licząc że taki manewr zmyli przeciwników i da okazję do kontrataku. *


Burmann zatrzymał się przy stole. - Ode mnie ludzi nie dostaniesz. Sam też się nigdzie nie wybieram, tu mi dobrze. Moja cena za te dwie to czterdzieści brzęków. Nawet nie próbuj ich wykraść bo żywy z miasta nie wyjedziesz. - Zbój zaczekał aż barman podał piwo i pociągnął z kufla jeden haust opróżniając naczynie. - Decyduj się teraz bo za chwile oferta traci ważność. Bierzesz je czy nie? [MG]


Pomimo że Kurt grał na zwłokę propozycja go zaskoczyła a w zasadzie to że propozycja była “od czapy”. Więc i zdziwienia nie bardzo musiał udawać. Przestał się bujać i powiedział zupełnie poważnie.
- No nie no, ja kompanie zbieram a nie burdel otwieram. - Jęknął ale widząc że chyba kończy się czas granie na zwłokę wstał ostentacyjnie stękając - Dobra, wezmę je. Najwyżej przehandluje je dalej na kilku drabów.
Wstał i obszedł zydelek na którym siedział by stanąć naprzeciw zbira. Sięgną w zanadrze po sakiewkę. Gdy mu ją dawał chwycił za nadgarstek pociągnął do siebie gwałtownie. Nie puszczając ręki obrócił się wraz z Burmanem stając za nim wykręcając mu rękę robiąc z niego “żywą tarczę”. Potem sięgnął po samopał i wypalił do draba który mógłby próbować zajść go z boku. (chyba że się draby zbiją w ciasną grupę to wtedy kacza stopa) Na każdy nerwowy ruch zbira bez wahania łamię mu kończynę.
- Brać ich - Rzucił komendę Hildredowi


<Propozycja Burmann była na poważnie bo kiedy zbój sięgał po pieniądze od ciebie zdziwił się, że go złapałeś za rękę. Mężczyzna próbował się wyrwać ale byłeś silniejszy, więc bez problemu odwróciłeś się razem z nim jak w tańcu. Dobyłeś pistoletu aby odstrzelić jednego z drabów, którzy już cię zachodzili i wtedy spotkała cię przykra niespodzianka. Nacisnąłeś spust, kurek opadł ale pistolet nie wypalił. Wtedy Burmann szybko wyciągnął ostrze i poczułeś bolesne ukłucie w udzie, pociekła krew. Wykręciłeś mu nadgarstek by go złamać ale zbir luźno przykląkł by skończyło się tylko na bólu i dźgnął cię z lewej ręki po raz drugi tym razem wyżej i głębiej a ostrze przebiło kolczugę znajdując miejsce między żebrami. To wszystko stało się tak szybko, że ledwo zauważyłeś jak słabniesz. Na twoją komendę Hildred i reszta nowych najemników ruszyli do boju, zbóje Burmanna również. Zadziorna kobieta, która chciała cię wcześniej bić chwyciła tarczę i miecz po czym bez ceregieli pognała na jednego ze zbójów. Tamten wystrzelił do niej z kuszy ale bełt wbił się w tarczę a wojowniczka z impetem wpadła na draba tnąc go mocno mieczem przez korpus. Zanim mężczyzna chwycił za miecz, Petra odrąbała mu lewe ramię a on padł martwy. Drugi z obwiesiów wycelował już w chudego dryblasa ale kusza się zacięła. Chudzielec dobył lassa i zgrabnym smagnięciem wytrącił przeciwnikowi broń z ręki podczas próby ponownego jej użycia. Ostatni z trzech zbirów wystrzelił w Axela, lecz na szczęście bełt przeleciał przez izbę i wbił się w ścianę. Axel zarzucił siatkę na wroga i podbiegł aby go okładać toporkiem.
Wszystko wskazywało na szybkie zwycięstwo.> [MG]


Kurt już wiedział że Burmann będzie bronił się niczym przyparty do muru szczur. Przekręcił się lekko odsuwając się od uzbrojonej w nóż ręki i ustawiając się od strony unieruchomionej kończyny i mocą spuścił uzbrojoną w pistolet łapę celując kolbą w obojczyk lub bark.*


<Uderzyłeś potężnie Burmann w bark, strzaskując go kolbą pistoletu. Zbir jęknął głośno i zemdlał ale nie z bólu lecz z odniesionej rany. Bark jest totalnie zmiażdżony, kości przebiły skórę i ubranie a rana szybko zalała się krwią. Nawet jeśli mężczyzna jeszcze żyje to jest już jego koniec, umrze w kilka chwil. Połamane kości musiały przerwać jakieś ważne arterie bo krew wylewa się obficie. Dwóch pozostałych przy życiu zbirów poddało się, zresztą jeden jest spętany siatką a drugi chwilowo nie ma broni.> [MG]


Kurt opadł ciężko na ławę.
- Znowu mnie popruli jak stare łachy. - Mruknął do siebie. - Hildred ktoś od ciebie zna się na łataniu dziur? - spytał wskazując na krwawa plamę na nodze? - Nie czekając na odpowiedź zaczął robić sobie prowizoryczny opatrunek.
- Kto był w kolejce po nim do szefowania? - spytał tych co się poddali - Był na niego jak list gończy? - wskazał dogorywającego byłego szefa.


-Niestety nie mamy medyka panie Kurt a drobne zranienia widzę, że sam pan daje radę opatrzyć. <Odparł Hildred.>
<Na twoje pytania jeńcy pokiwali przecząco głowami z niesmakiem i dozą strachu.>
-Sądzę, że oni pana nie rozumieją. To tubylcy. Ale ja przetłumaczę.
<W kilku meledyjnych słowach Hildred przekazał twoją wiadomość a mężczyźni odpowiedzieli.>
-Oni mówią, że Burmann nie miał żadnego zastępcy a władze go nie ścigały ale upomni się o niego ktoś kto nazywa się Żądło i raczej nie chodzi o ciało a o sam fakt, że Burmann nie żyje. Nic więcej nie powiedzą. [MG]


- Hmm… - “Prościej było być zwykłym młotkiem od robienia mieczem a teraz ten cały bajzel na mojej głowie” Pomyślał rozglądając się po karczmie. Miał ochotę wydrzeć się na gapiów i rozpędzić ich w trzy dupy. “Muszę pomyśleć spokojnie ale najpierw za kolejnością.”
- Dobra weźcie tych dwóch na górę i solidnie związać. Weźmiemy dla nich pokój i przetrzymamy ich troszkę może spowolni jego całego Żądło. - Wątpił na taki efekt w końcu z spelunie było dość ludzi aby znalazł się ktoś usłużny ale grzechem byłoby nie spróbować. - Spróbujcie też ich wypytać jeszcze o meline Burmana oraz ile mu jeszcze ludzi zostało którzy mogą przyjść go szukać, może też coś pisną o tym Żądle ale tak bez zbędnej… przesady. Mogą się nam jeszcze przydać.-Znowu trzeba będzie zapłacić Karczmarzowi za porządki. Dobrze że chociaż sprzęta tym razem nie ucierpiały”.
- Trzeba przeszukać ciała, zebrać broń, uprzątnąć ciała. - Mówił dalej się do Hildreda, w czasie jak bandażował drugą ranę. - Acha i jeszcze dziewczyny. Panie jak mniema ruszacie z nami. Bardziej stwierdził niż zapytał. - Weźcie płaszcze po tych złapanych i resztę fantów i do mojego pokoju. Mam do was kilka pytań, trzeba was uzbroić. Panie Hildred jak uda wam się coś wycisnąć z tych dwóch ptaszków też zapraszam.
- Panie karczmarz dzban wina i cztery kubki do mojego pokoju.
Pomógł dziewczyną zebrać fany i udał się na górę.
Po chwili przyszedł niosąc tacę karczmarz. Nim wyszedł, Kurt zapytał wręczając mu sakiewkę.
- Co waść wiesz o tym Żądle?
Gdy zostali sami podobne pytanie zadał dziewczyną.
“Jak zbiorę informację będę musiał pomyśleć co dalej.”

Dwie bretonki poszy posłusznie za najemnikiem na górę. Nastrój daleki był od zalotów przy stole. Niemniej trzymały się zaskakująco dobrze. Najwidoczniej nie zdecydowały jeszcze czy cieszyć się cieszyć z faktu że pozbyły się Burmanna, czy bać się tego co czeka je przy Kurcie.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Gru 27, 2016 22:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Od MG>

<Elbereth>

<Napisałaś liścik na pergaminie i owijając go wkoło kamienia, przerzuciłaś wiadomość na drugą stronę rzeki. Usłyszałaś drobny szelest tłumiony odgłosami natury. Po chwili liścik wrócił do ciebie wywinięty na drugą stronę. Odwinęłaś karteczkę i przeczytałaś elfie pismo. "jak sobie chcesz, miasteczko nazywa się Leveneth i jest osadą górniczą. Powinno być raczej wyludnione. Mimo wszystko szukaj mnie w budynku, który był głównym składem surowców. Największy w miasteczku. Do zobaczenia. P.S. Dobrze, że jesteś cała. " Nie dostrzegłaś gdzie dokładnie był Beltherion ale wydawało ci się, że słyszysz jak odjeżdża. Ponownie zostałaś sama ze śpiącą elfką. Oblicze kobiety wygląda teraz jak twarz posągu z białego marmuru, piękne i bardzo surowe zarazem. Śpi jeszcze ale z zewnątrz całkowicie już wyzdrowiała. Cisza, bo dźwięki natury nigdy i nie przeszkadzały, napełnia Cię prawdziwym poczuciem spokoju. Siedziałaś w miejscu i rozmyślałaś nad tym co będzie, co nadejdzie niebawem. Ten przyjemny czas minął błyskawicznie mimo iż minęło kilka solidnych klepsydr a na horyzoncie zaczęło wychodzić słońce. Wreszcie kobieta obudziła się, otworzyła oczy, oba są teraz lodowato błękitne. Elfka poprawiła swoje złoto platynowe włosy i rozejrzała się dokoła. Deszcz dawno już ustał. Niebo się rozchmurzyło i widać gwiazdy oraz księżyce.>

-Powiadasz dziewczyno, że jesteśmy w Bretonii, kilka dni drogi od Couronne?To dobrze i źle jednocześnie. Hmm... Dokąd powinnam się udać?

<Elfka wzięła głęboki wdech przez nos i powoli wypuściła powietrze ustami.>

-Zatem na wschód, jest tam coś znajomego. Żeg..- <...nie dokończywszy wojowniczka spojrzała na Ciebie.> -No tak, nadal niedomagasz...zaraz to naprawimy.

<Kobieta jakby od niechcenia podeszła do Ciebie, chwyciła cię mocno obiema rękoma w talii i miałaś wrażenie, że cię zmiażdży. Przeszywający ból przebiegł po twoim ciele, a ty zrobiłaś się wiotka jak nitka. Na twarzy swojej oprawczyni dostrzegłaś radość z bólu jaki ci zadawała, byłaś pewna, że cię zabije lecz ona puściła i ból ustał całkowicie. Twoje serce waliło jak oszalałe aż zdałaś sobie sprawę, że jesteś fizycznie zdrowa. Plecy, żebra i wnętrzności już i nie dokuczały.>

-Tutaj nasze drogi się rozchodzą. Nie znamy się i nic ci już nie jestem winna. Wracaj do swoich.

<Rzekła władczo mroczna elfka. Odwróciła się do ciebie plecami i upewniwszy się, że grube futrzane buty dobrze leżą, ruszyła biegiem w górę rzeki.>


<Magnus>

<Wasze osoby zostały powitane na sali wielkim zaciekawieniem. Muzykanci zamilkli na chwilę. Lady Regnault wstała i z uśmiechem odparła.>

-Witajcie, Elise, Magnusie. Macie moje pozwolenie, na wszelkie sztuczki i fortele artystyczne, jak długo nie zagrażają one nikomu z obecnych gości. Proszę, zapraszam, czyńcie swoje cuda.

<Szybko zauważyłeś ,że co najmniej połowa gości nie mówi w reikspelu ale dopytują się sąsiadów nadrabiają braki. Elise mrugnęła do ciebie i szepnęła - ja zacznę Magnusie - Dziewczyna zgrabnie podbiegła do sceny, poinstruowała muzykantów co mają grać i z pierwszym akordem zaczęła śpiewać przechadzając się ze swoim instrumentem zwiewnie po sali kolejno łapiąc kontakt wzrokowy z każdym z gości i od czasu do czasu przygrywając coś do orkiestry. Śpiewała czysto i z wielkim uczuciem. Nie znałeś słów ponieważ ballady były po bretońsku ale niektóre melodie rozpoznawałeś. Wyglądało na to, że bardka zamierza na początek rozczulić widownie. Wczułeś się w przepływające przez dom gospodyni magiczne prądy i okazało się, że jest ich tutaj całkiem sporo, rozplecione, chaotycznie krążące po okolicy, niczym nie związane, bez jakiejkolwiek prawidłowości. Innymi słowy, materiału do czarowania mnogość, tylko trzeba go okiełznać. Możliwe, że na sali są jacyś czarodzieje ale jeśli tak to skrzętnie ukrywają swoje zdolności. Zapowiada się długi i pracowity wieczór.
Ręka trochę boli ale dasz radę wytrzymać...>


<Ecoliono>

<Razem z mężczyzną wykopaliście grób i złożyliście w nim owinięte w płótno ciało. Odmówiłeś modlitwę , po której zasypaliście zwłoki. Człowiek był bardzo rad, że mu pomogłeś, słyszałeś to w jego głosie.>

-Rad jestem wielce za pomoc i posługę dla zmarłego. Przyjmijcie ojcze te kilka monet w podzięce. To niewiele ale chociaż tak mogę wam podziękować. Gdy będziecie w Couronne pytajcie o Gena de Rue, kupca. Zawsze będziecie mieć u mnie zniżkę wasza wielebność. Pójdę już, czas wracać do rodziny.

Powodzenia..

<Mężczyzna wręczył ci monety i odszedł. Nie czekając i ty wróciłeś do karczmy. Od razu poczułeś, że ktoś tu niedawno oddał ducha. W powietrzu unosił się jeszcze zapach krwi. Kiedy zapytałeś karczmarza co się stało, ten odparł tylko, że to Kurt znowu rozrabiał ale już wszystko jest posprzątane i nie ma już ciał bo Kurt kazał je wynieść. Trochę zatroskany udałeś się na spoczynek do wspólnej sali gdzie odprawiłeś wieczorne modły i pogrążyłeś się w świecie Morra aż do poranka, gdy zbudził cię gwar karczmy i burczenie w brzuchu. Podniosłeś się i z odgłosów wywnioskowałeś, że dziś jest strasznie dużo klientów.


<Kurt>

<Opłaciłeś pokój dla jeńców i grupa Hildreda zabrała ich na przesłuchanie. Zabraliście zabitym i złapanym łącznie 5 sztuk złota , z czego jedną od razu dałeś karczmarzowi. Poza tym trzy kusze pistoletowe, trzy krótkie miecze i jeden długi nóż. Ubrania,poza płaszczami, zostawiliście, bo to zwykłe wędrowne łachy, do tego brudne. Razem z dziewczynami poszedłeś do swojego wynajętego pokoju i poczekałeś na karczmarza. Kiedy ten przyniósł dzban wina i cztery kubki zapytałeś go o Żądło.>

-Nie wiem panie kto to. W życiu go nie widziałem ale po mieście krąży wiele historii, że jak Żądło użądli to każdy jest trup i nie ma od tego ucieczki. Ludzie powiadają, że to największy zbir w mieście ale nikt nie wie dokładnie jak wygląda i gdzie go szukać. Od czasu do czasu na głównym rynku straż znajduje zwłoki ludzi z podpisem, że drażnili Żądło. Nie mieszajcie mnie w nic z tych rzeczy, ja tu mieszkam.

<Oberżysta zostawił wam wino i poszedł biorąc pieniądze. Zostałeś sam na sam z dziewczynami. Chciałeś je wypytać ale Etelka przerwała ci.>

-Panie Kurt, pan krwawi...

<Dziewczyna przesunęła dłonią po twoim boku i udzie. Wtedy dostrzegłeś, że twoje na prędce związane opatrunki są czerwone od krwi i przeciekają. Anika i Etelka nie pytając cię o zdanie zaczęły cię rozbierać napierw z pancerza a potem z ubrań, a ty nie miałeś siły się opierać. Ostatnie co pamiętasz to zdejmowane zakrwawione płótna.Nagi,z opatrzonymi ranami, okryty kocem, obudziłeś się kiedy nastał już poranek. Otworzyłeś niemrawo oczy i z trudem rozpoznałeś Morta. >

-Wreszcie szefie. Wróciliśmy późno ale jest jedna karawana w tym tygodniu. a dokładnie dziś w południe, która rusza do Imperium i poszukują dodatkowej obstawy. Poza tym wszystko inne zmierza gdzie indziej. To dobra wiadomość. Mniej dobra jest taka, że dopytują się o was jacyś ludzie i czekają w karczmie. Tellan i morryta już są na nogach a Magnus i Elise jeszcze nie wrócili z tej zabawy na którą poszli.



<Tellan>

<Obmyłaś się po spoczynku, przyodziałaś, zabrałaś wszystko co twoje i udałaś się na śniadanie. Trochę się zdziwiłaś kiedy okazało się, że karczma pęka w szwach. Każdy stolik, każde krzesło i ława są zajęte. Pozostało tylko kilka miejsc przy szynkwasie. Oberża wypełniona jest najemnikami, oprychami, pracownikami portowymi,są także krasnoludy i niziołki. Panuje gwar, wszyscy gadają, jedzą, piją i ogólnie zachowują się jakby było dzisiaj święto albo karczma żywiła za darmo. Rozejrzałaś się po twarzach i rozpoznałaś dwie. Ojciec Ecoliono właśnie przedziera się przez ciżbę z wspólnej izby sypialnej, a na ławie przy szynkwasie siedzi Koko, jeden z najemników Kurta. Przynajmniej nie wyruszyli bez ciebie. Dobrze było by zjeść, zebrać kompaniję i wyruszyć. Czujesz się wypoczęta a drobne siniaki po awanturze dwa dni temu już się zagoiły.>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Pią Sty 06, 2017 03:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt przeciągnął się w wyrku ale jego ręce nie trafiły w pustkę. Przez chwilę usiłował przypomnieć sobie czy zasypiał sam czy w towarzystwie. Po chwili jednak zrezygnował uznając to za daremny trud. Westchnął. “Napluł” sobie w brodę wyrzucając sobie to że zasnął. Planował dość aktywną nockę. Nie tylko ze względu na towarzystwo dziewczyn. Chciał najpierw je wypytać o lokal tego całego Burmanna, może nawet splądrować i zmienić lokal, potem dopiero odpocząć. To nie to, że odpoczynek i regeneracja nie była mu potrzebna. Uważał jednak że miał kilka innych równie ważnych spraw. Raz, nie lubił jak marnowała się okazja do zarobku. Dwa, okazja do zdobycia dodatkowych informacji. Jak nie zdążyli by spieprzyć z Curone przed tym całym Żądłem byłby miał więcej kasy na ewentualny jakiś okup. Trzy, dosłownie nie znosił sytuacji gdzie ciało nie nadąża za wolą. Czuł się wtedy jak pasażer w dyliżansie. Zamiast decydować o tym co robi pozostawało mu tylko reagowanie na zastaną sytuację. Zwłaszcza tak jak teraz. To ktoś na niego czekał gdy on sobie spokojnie spał. Zapewne byli to jego “nowi” najemnicy bo nikt nie przyszedł go wytargać za nogi z wyra. Tyle że pewności nie miał. Mimo wszystko zapytał Morta spokojnie.
- Co to za ludzie? - Poprosił o opis. - Wczoraj zaciągnąłem czwórkę weteranów trzech facetów i babkę oraz dwie zielone śliweczki. - Uśmiechnął się pod nosem czekając na odpowiedź. Potem dodał.
- Bierzemy tę robotę. - Chciał uderzyć się dłońmi po udach ale ślady krwi skutecznie go powstrzymały. Zatarł ręce i stękając wstał z wyrka.
- Zbrzydła mi tutejsza atmosfera. Zbieramy fanty. Dziewczyny wezmą te małe kusze, krótkie miecze i płaszcze. Po drodze wstąpimy po opaski co je zamówiłem jak wyszliśmy z klasztoru. Są już zapłacone i powinny być gotowe na wczoraj ale nie było okazji zabrać. - myślał na głos - Jak chcesz trzecia ręczna może być twoja. Sądze że Koko raczej nie będzie zainteresowany. - Jakie warunki dają ci karawaniarze? Wyżywienie, miejsce na wozie, premia za walki?

<Morte zastanowił się chwilę po czym odpowiedział. >
-Nie wiem jak wygląda. Karczmarz kazał mi przekazać, że ktoś na ciebie czeka Kurt ale minę miał poważną więc to może ktoś nowy…Nie nie potrzebuje.Tylko by mi przeszkadzała. Co do karawany. Dają miejsce na wozie, nie karmią ale dają wodę. Sześć sztuk srebra dziennie na głowę plus nagroda u celu podróży. Wszystko płatne dopiero w Imperium. Nie byli zbyt wylewni…
<Stanąłeś przed Mortem jak cię stworzono, nie licząc opatrunków. >
-Kolejne rany? W tym tempie nie zarobisz na medyka. [MG]

- Dupa blada. - Zaklął - No wiem. Wczaraj do karczmy wpadł Burmann ton co chciał gwizdnąć hełm Tellan sprzed nosa. Szukał zaczepki. Udało mi się go zagadać, obezwładnić ale się odgryzł - wskazał na rany - i poległ wraz z dwoma koleżkami. Karczmarz mówił że jakiś Żądło może się o niego upomnieć. Najwyraźniej przylazł.
- No dobra. - Zaczął się ubierać. - Tsza będzie wypić tego piwa co się nawarzyło. Jak zejdę uprzedź Koko że może być zadyma. Może uda ci się znaleźć tych nowych. Przewodzi im Hildred, jest jeszcze narwana babka Perta, wysoki chudzielec Bruno oraz Alex. No i dwie laseczki Anika i Etelka - Kurt opisał nowych najlepiej jak mógł. - Jak je znajdziesz na sali panienkom dasz broń. Nie szkolone ale może się przydadzą. Na takich żółtodziobów nikt nie zwraca uwagi. Nowym każesz być w pogotowiu. No i jeszcze może będą czarodzieje, kapłan albo Tellan też ich uprzedź. Co prawda to nie ich sprawa ale może pomogą jak zrobi się ciężko. - Przez chwilę ważył kiszkę z zapasem prochu. Opatrzył pistolety na nowo, pozostały proch podzielił na dwa ładunki. - Tak na wszelki wypadek dał jeden podkomendnemu. Jak będzie naprawde gorąco będziesz wiedział co z tym zrobić. Nie planuję walczyć ale w tym posranym mieście lepiej być gotowym na każdą sytuację. - Uzbrojony i opancerzony zebrał swoje rzeczy w ciasny bagaż. - No to komu w drogę temu czas. Schodzimy.

Gdy wszedł do sali zdziwił się panującym tu ściskiem.
“Coraz lepiej. W tym ścisku “Żądełkiem” może być każdy a ludzi może mieć tu upchnęcych od cholery i z powrotem.” Mimo wszystko postanowił zachować kamienną twarz. Skinął na karczmarza by ten podał śniadanie. Potem dosiadł się do Tellan i Ekolino.
- Powitać. - Zwrócił się do duchownego, kobiecie tylko skinął na powitanie. - Jak, wyspani? - Nie czekając jednak na odpowiedź ciągną dalej.
- Dziś koło południa rusza karawan do Imperium. Mort już nam zaklepał miejsce. Ja zebrałem kilka dodatkowych mieczy i zamierzam z nimi ruszyć. Mort nie wspominał aby mieli jakieś ograniczenia co do wielkości obstawy więc możecie się też zabrać. Jest tylko jeden szkopuł. No w zasadzie dwa ale po kolei. Nie dają żarcia więc będzie trzeba zapasy zabrać stąd a przy tych cenach jakie mają dla nas, imperialnych większość złota pewnie pójdzie na jedzenie. To chyba będzie ten mniejszy problem. Druga sprawa to nasz stary kolega Burmann. Był tu wczoraj i chyba ciebie szukał. No... znalazł tylko mnie i teraz już karmi miejscowe rybki. Jak się okazało miał nad sobą jakąś miejscową szychę i pan Żądło chyba się o niego planuje dziś upomnieć bo ponoć ktoś mnie szuka. Nie zamierzam walczyć ale tubylcy mogą mieć inne plany więc jak co uważajcie. - Mówił pochłaniając przyniesione śniadanie. Uważał żeby się niepotrzebnie nie przejeść gdyby miało dojść do rękoczynów.
.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Nie Sty 08, 2017 22:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Obudzić się z rana ze wiadomością, że nie jest się mile widzianym w mieście przypomniało Tellan jak bardzo chciałaby znaleźć się w innym miejscu, w innym czasie. Gwar jaki panował w karczmie z samego dodatkowo przyprawił ją o ból głowy. Kiedy w tym zgiełku odnalazła ojca Ecoliono postanowiła przysiąść się do niego. Wkrótce też pojawił się Kurt z nowinką.>

[i]- No tak...nie odpuszczą dopóki zbroja nie stanie się ich własnością. Miałam opuścić miasto z rana więc muszę się zbierać. Co do twej propozycji, przyłączę się ale muszę zaczekać na was poza murami... I tak pewnie obserwują karczmę. Podejrzewam, że będa mnie śledzić o ile pozwolą opuścić to miasto... Nie mniej jednak jeśli będą chcieli odebrać zbroję nie chcę byście byli blisko mnie. Nie mogę dać jej sobie odebrać. Widzieliście co potrafi zrobić... boję się myśleć co może się stać jeśli wpadnie w ich ręce...[/i]
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Pon Sty 09, 2017 16:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wstałem dość wcześnie, kierując się ku głównej sali rozmyślałem o minionej nocy i ostatnich wydarzeniach jednak moje ponure rozmyślenie przerwało burczenie w brzuch. Łatwo dało się odgadnąć że wieczorny posiłek należał do przeszłości i należało coś zjeść.

Ruszyłem do szynkwasu, gdzie wysupławszy kilka monet zamówiłem jakaś strawę. Przy okazji odnalazłem wolny stolik gdzie zamierzałem poczekać na resztę towarzyszy. Po chwili po zapachu dosiadła się do mnie Pani Tallen, skinąłem jej głową na przywitanie - zresztą zaraz po tym pojawił się karczmarz i jak rozpoznałem niósł przygotowaną wcześniej jajecznicę.
Zająłem się jedzenie, ciszę przerwało pojawienie się Najemnika Kurta i najwidoczniej nie przynosił on dobrach nowin - jak okazywało się że kilka bandytów zamierza polować na Tallen, co jak pomyślałem nie było dobrym pomysłem. Choć dobrą wiadomością było że ruszają do imperium, do południa było trochę czasu więc postanowiłem poszukać Magnusa i Elisy przy okazji korzystając z sposobności zamierzałem rozmówić się Lady Regnault. Zresztą zamierzał odwiedzić też kupca, przydałby się kawałek żelaza do obrony skoro zamierzamy ruszać w drogę.


[i]-Dobrze, skoro tak załatwię swoje sprawy i przy okazji poszuka Magnusa i Elisy. Spotkamy się przy bramie, gdy by coś się stało dam znać. [/i]
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Pon Sty 09, 2017 22:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Usiadłem obok sceny i zacząłem się koncentrować. Chwytałem pojedyncze nici przyciągając je do siebie i splatając przed sobą. Nie mogłem jednak tworzyć bardziej skomplikowanych wzorów, aby nie wywoływać żadnych widocznych efektów. Widownia była skupiona na Elise, przeszkadzanie jej byłoby... nietaktowne, mówiąc co najmniej.

Poczekałem, aż Elise zakończy swoją część. Wtedy ja wyszedłem przed publikę, skłoniłem się na początku gospodyni, a potem gościom i jeszcze raz Pannie Renault.

Wziąłem ze stołu dzban z wodą i postawiłem go na środku sali. Podgrzałem go czerwonym eterem, aż poszła para. Skierowałem ją pod sufit, gdzie rozeszła się w obłok. Zakręciłem ręką ściągając światło i posyłając białą wiązkę, która w zetknięciu się z parą rozbłysła i rozsypała się na mieniące się ferią barw ziarenka, które zaczęły opadać. Światło troszkę przyciemniało, kiedy zbierałem biały eter do następnego zaklęcia. Lekki półmrok jaki zapanował w sali współgrał z ostrożną mgiełką. W miejscach gdzie świetliste okruchy się zatrzymały uformowały się obłoczki.
I wtem z każdego z tych magicznych ziarenek zaczęły kiełkować utkane ze światła i kolorów kwiaty, które szybko rozkwitły rozrzucając złocisty pyłek po całej sali. Drobinki jaśniały, aby w parę chwil po zetknięciu z materią zniknąć.

Wzniosłem dłoń. Świetliste kwiaty posłusznie zwinęły się i jako świetliste sfery poszybowały do mojej dłoni kurcząc się w jeszcze jedno świetliste ziarenko. Pociemniało w sali. Szepnąłem do niego parę słów a magicznym języku po czym dmuchnąłem. Z ziarenka uniósł się obłoczek, jakbym dmuchnął w kupkę pyłu. Leciał w przód koncentrując się i przyjmując formę...

Formę jednorożca.

Istota wyglądała jakby ktoś wziął gwiazdy z nocnego firmamentu i ułożył je tak, aby przybrały postać konia z rogiem na czole. Był zaledwie wielkości źrebięcia. Zarżał, stanął dęba po czy potruchtał przez salę, tak gdzie było miejsce rozpędzając się powoli. Kiedy osiągnął odpowiednią szybkość zaczął biec w powietrzu ponad gośćmi robiąc koła i pozostawiając za sobą wielobarwne rozbłyski.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Nie Sty 15, 2017 23:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Stałam zastanawiając się czy rzuciłam w dobrym kierunku, czy znajdzie liścik w ciemnościach i co odpisze na moje słowa. Stałam patrząc w ciemność przed sobą, a każda chwila wydawała się wiecznością. Odrzucił wiadomość. Schyliłam się by podnieść kamień i naprędce rozwinęłam pergamin. Uśmiechnęłam się do siebie spoglądają ponownie w ciemność. Odjeżdżał.

[i]„To nad Tobą niech czuwają Bogowie.”[/i]

Zgniotłam liścik w dłoni i na powrót usiadłam obok elfki. Skrzywiłam się odczuwając ból. Ten obrzydliwy napój pomógł, lecz nie uleczył. Póki się nie ruszałam czaił się gdzieś wewnątrz nie dokuczając nadto, lecz powracał. Usiadłam możliwie najwygodniej spoglądając przez chwilę na śpiącą posągową piękność.

[i]„Czy wszystkie jesteście tak urodziwe? Można by was za to nienawidzić… Dlaczego Bel nie związał się z którąś ze swoich? Przy takiej aparycji wszystko blednie, nawet najpaskudniejszy charakter… Może woli te, które miewają zmącony umysł? W końcu nigdy nie może być pewien reakcji… W jednej chwili wzdychamy nad urodą morskiej toni, a w drugiej pragniemy siać zniszczenie…Ostatniej wiosny inaczej planowałyśmy spędzać zimę. Ciekawe, jak będzie wyglądać kolejna?”[/i]

Odwróciłam wzrok ku rozgwieżdżonemu niebu. Niczym czarne sukno upstrzone diamentami przykryło wszystko po horyzont. Jak dotąd nie rozmyślałam w samotności nad wydarzeniami ostatnich miesięcy. Odnosiłam momentami wrażenie, jakby minęły lata. Tyle się dzieje. Pociąga mnie to awanturnicze życie.
[i]“Szkoda tylko, że bywa tak bolesne…” [/i]
Spokojnie oczekiwałam wschodu słońca zastanawiając się nad najbliższymi krokami, które planowałam podjąć. W końcu dzień zaczął rozświetlać noc. Gwiazdy znikały jedna, po drugiej, gdy jasne promienie budziły wszystkich ze snu. W końcu ocknęła się posągowa piękność. Niemal się zerwała z ziemi. Już chciałam coś wtrącić, gdy ta miała się żegnać. Nie dane mi było dojść do słowa. Chwyciła mnie w talii nim zdołałam zareagować. Potworny ból wypełnił moje ciało i głowę. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że krzyczę z bólu. Miałam go dość. Zapadła ciemność. Wzięłam głęboki oddech otwierając oczy. Ból ustąpił, ale miałam wrażenie, że w każdej chwili może wrócić. Łapałam oddech za oddechem uzmysławiając sobie, iż fizycznie jestem zdrowa. Spojrzałam za oddalającą się już elfką.>

-Hej...Zaczekaj…!

<Zachrypiałam łapiąc oddech. Wstałam z ziemi zakładając torbę. Zebrałam swoje rzeczy i podeszłam do klaczy. Dosiadłam jej i popędziłam za elfką. Gdy ją dogoniłam, dostosowałam chód konia do tempa elfki.>

-Też jadę na wschód. Do Leveneth, gdzie czeka mój towarzysz, a później do Imperium. Może masz ochotę podróżować z nami? Nasze drogi mogą się w każdej chwili rozejść, ale nalegam. O kobietach wiem tylko od Beltheriona, a z chęcią poznam Cię osobiście. Lubię sprawdzać czy teoria ma pokrycie w rzeczywistości. Zadawanie bólu cieszy Cię chyba bardziej od niego… choć w sumie ciężko porównać.
<Uśmiechnęłam się do kobiety, jak gdyby nigdy nic.>
-Zwą mnie Elbereth, bywam zanadto ciekawska, zbyt gadatliwa i odrobinę szalona. Bel jest raczej mrukliwy.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 40, 41, 42, 43  Następny
Strona 41 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.