Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Sob Sty 21, 2017 17:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt przez chwilę zastanawiał się czy oni dobrze go zrozumieli. Dla pewności podjął wątek jeszcze raz.
- Rozumiem. Chociaż wolał bym abyś została nim skończy się sprawa z miejscowymi. Może będę potrzebować wparcia a bądź co bądź zaczęło się od twojego hełmu. Nie mniej jak będziesz lub będziecie robić zakupy pomyślcie tez o moich najemnikach. Po wszystkim chciał bym pójść z wami żeby wszystkiego dopilnować. – Plany, planami a życie życiem. Nie miał pewności czy po spotkaniu z Żądłem będzie miał jeszcze okazję zadbać o swoich, na wszelki wypadek jednak wyłuszczył o co mu chodzi. – Miejscowi zdzierają z imperialnych jak byśmy płacili drewnianymi krążkami a nie złotem. Jak będzie z nami kapłan może będą mniej skorzy do oszustwa. Bo przy tych cenach nie starczy nam kasy na zapasy dla wszystkich.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Lut 11, 2017 17:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

od MG <Elbereth>

<Spięłaś konia i dogoniłaś mroczną elfią wojowniczkę. Biegła jak na złamanie karku, jakby się miała spóźnić na dyliżans co najmniej. Nie zwalniając kroku rzuciła ci chłodne spojrzenie. Po chwili zastanowienia odparła. >

-Idź gdzie chcesz tylko nie wchodź mi w drogę Elbereth bo pożałujesz a za wtykanie nosa w moje sprawy odetnę ci go i wydłubie oczy. To dobra rada. Możesz mi mówić Shehtar... Leveneth, to przecież ruiny, czego tam szukacie z tym Belem?

<Całkiem szybko dotarliście do miejsca w którym przekraczałaś rzekę razem Beltherionem. Teraz poziom wody był znacznie niższy, sięgał ledwo do kolan piechura a przecież minęło niewiele czasu od ulewy. Bez trudu przeprawiłyście się przez rzekę i ruszyłyście dalej na wschód, wąską, krętą drogą ku wierzchołkom gór. Miałaś pewność, że ktoś nie chciał abyś dotarła tam gdzie podążał Beltherion, czułaś to w dołku.>



<Magnus>

<Zabawa trwała do późna. Występ twój i Elise wypadł znakomicie a goście byli zachwyceni. Poza twoimi magicznymi sztuczkami, śpiewem i sztuką aktorską Elise, wieczór pełen był wesołej muzyki, toastów, tańców i zabaw. Zaraz po waszym występie zaproszono was do stołu, poczęstowano wybornym jadłem i kilkoma rodzajami napitku. Nie mogliście odmówić. We dwoje byliście tu wyjątkowo łakomym kąskiem dlatego zarówno do Elise jak i do ciebie kleili zalotnicy i zalotnice. Aby nie ulec przypadkowym pokusom czy wręcz pułapkom bretońskiej arystokracji, przetańczyliście z Elise razem całą noc. Dopiero nad ranem pozwolono udać się wam na spoczynek do zaoferowanej przez Lady Regnault komnaty. Zasnęliście szybko, nie do końca świadomi wszystkiego. Kiedy obudziłeś się rano z bólem głowy spostrzegłeś, że oboje z Elise spaliście w ubraniach na jednym łóżku. Ktoś miał tyle przyzwoitości aby zdjąć wam buty i okryć kocem. Chwilę po tobie obudziła się Elise i uśmiechnięta pocałowała Cię w policzek.>

-Dziękuję Magnusie. Tego potrzebowałam, zabawy do białego rana.

<Zaraz po tych słowach do komnaty wszedł służący i oznajmił wam, że to pora śniadania i zabrał was do jadalni. Z grzeczności udaliście się na posiłek chociaż po wczorajszej uczcie wcale nie byliście głodni. Kilku nielicznych gości popijało herbatę zagryzając słodyczami. Rozsiedliście się przy stole i wtedy inny sługa wprowadził do jadali Ecoliono. Czyżby kapłan Morra was szukał? >


<Ecoliono>

<wyszedłeś z karczmy po posiłku i ruszyłeś załatwiać sprawunki. Na targu bez większego wybrzydzania kupiłeś za kilka monet solidny długi nóż, który schowałeś pod togą. Nie byłeś znawcą broni więc nie było sensu się nad tym długo rozwodzić. Następnie postanowiłeś znaleźć Magnusa i rozmówić się z Lady Regnault. Wiedząc, że czarodziej wraz z bardką właśnie tam się udał zeszłego wieczoru, skierowałeś swoje kroki w tym właśnie kierunku.W środek miasta, do miejsca gdzie największe i najbogatsze domostwa odstraszały gawiedź swoim przepychem.Odnalazłeś posiadłość Lady Anastazji Regnault idąc za wskazówkami karczmarza i pytanych przechodniów.Dom ogrodzony jest murem, na żelaznej bramie widnieje tabliczka z nazwiskiem właścicieli: Rodzina Regnault. Tyle wyczułeś pod palcami. Dwóch strażników z psami podjęło cię przy bramie i dokładnie obejrzawszy pozwolili Ci wejść gdy poprosiłeś o rozmowę z Panią domu. Za bramą przeszedłeś przez park pełen roślin i sadzawek, zapachy i odgłosy były dla ciebie łatwo rozpoznawalne. Sługa odebrał cię przy drzwiach i poprowadził do jakiejś większej komnaty.>

-Wasza wielebność zaczeka tutaj, razem z resztą gości. Pani niebawem poprosi.

<Chyba znajdujesz się w jadalni sądząc po odgłosach i aromatach.>



<Kurt>

<Zasiadłeś do śniadania, przedstawiłeś swoją wersję ale i Tellan i ojciec Ecoliono albo się przestraszyli albo stwierdzili, że sam musisz wypić piwa, którego naważyłeś, bo jak tylko posilili się to od razu wyszli z karczmy obiecując, że spotkacie się przy bramach miasta. Gdy jadłeś siedząc sam przysiadł się, do ciebie szczupły zamaskowany mężczyzna z kapturem na głowie i chustą na twarzy, owinięty szczelnie płaszczem wyglądał jakby mu było strasznie zimno. Chciałeś powiedzieć, że zajęte ale od razu poczułeś zimną stal przy szyi i karku jednocześnie. Ktoś stał za tobą. Mężczyzna przy stole przemówił,młodym miłym głosem, aż nad to uprzejmym.>

-Witaj Kurt. Siedź, słuchaj i odpowiadaj. Ruch, znak, słowo, cokolwiek co mi się nie spodoba i ty, i twoi kompani umrzecie nim zrozumiecie co was zabiło. Nie wierzysz? Spróbuj. Kobiet też nie oszczędzę i cała wasza dziewiątka pójdzie do piachu,może uda się tym którzy wyszli... Wepchnąłeś się na obcy teren i robisz bałagan bez pytania. Przez to niektórzy ludzie denerwują się i przerywają mi wakacje. Teraz powoli i grzecznie mi odpowiesz. Patrzysz tylko na mnie. Dlaczego zabiłeś Burmanna i co zamierzasz dalej? Podobno chcesz wyjechać.


<Tellan>

<Po ciepłym śniadaniu od razu zabrałaś swoje rzeczy i opuściłaś karczmę. Kurt nalegał żebyś została ale nie chciałaś brać udziału w kolejnej awanturze. Obładowana zbroją, orężem i drobiazgami udałaś się do bram miasta wiodących na drogę ku Imperium. Czułaś się obserwowana, ba widziałaś nawet, że jesteś śledzona a ten kto za tobą szedł nawet się zbytnio nie ukrywał. Miałaś dość tego miasta i ludzi, którzy traktowali Cię jak zło. Czas uciekał każdego dnia a ty marnowałaś go na jakieś głupie utarczki z władzami, zbójami i nekromantami. Należało czym prędzej zebrać oddział lub wyruszy samej po to co miałaś najdroższego, ukochanego męża.>
<Nim przepchałaś się przez miasto uzdrowień minęła dobra klepsydra ale nikt, nie śmiał Ciebie zaczepiać. Wyszłaś poza miasto jak gdyby nigdy nic. Otwarte niziny otaczające Courrone były nader zapraszające. Czy dobrze było by spytać Kurta wprost o to czy pójdzie z Tobą na północ? Słońce wstawało leniwie a ty zastanawiałaś się czy warto czekać na resztę>

/MG
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Sro Lut 15, 2017 17:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zakupiłem po drodze nóż, trochę dłuższy niż ten co miałem i na pewno bardziej solidnie wykonany. Następnie korzystając z wskazówek oberżysty i pomocy napotkanych mieszczan dotarłem do posiadłości Lady Regnault, tyle zdołałam wyczytać dotykiem z mosiężnej tablicy wiszącej na murze. Prócz tego słudzy, a właściwie strażnicy poinformowali mnie że dotarłem na miejsce - zresztą chwilę musiałem poczekać aż mnie wpuszcza, po chwili któryś z sług poprowadził mnie przez ogród i wprowadził do komnaty informując że jego Pani za chwilę mnie poprosi do siebie. Dałem znak że rozumiem po czym nie pozostało mi nic innego niż czekać. Owa komnat był zapewne salą jadalną i gościnna, tyle w każdym razie zdołałam rozpoznać po odgłosach.>
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Wto Lut 21, 2017 17:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Pójdę, poproszę go do stołu. - powiedziałem do Elise i zerwałem się z krzesła.

Spokojnie podszedłem do niewidomego kapłana i położyłem mu rękę na ramieniu.

- Dzień dobry. - powiedziałem niezbyt głośno - Wszystko w porządku, Ecoliono?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Sro Lut 22, 2017 01:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Uśmiechnąłem się słysząc znajomy głos, jak widać to Magnus odnalazł mnie a nie ja jego. Pokiwałem tylko głową i odpowiedziałem.>

-Witaj Magnusie, tak nie się nie stało. Szukałem was, Pani Elisa jest z tobą mości czarodzieju? Pani Tellan czaka przy bramach miejskich zgodnie z tym co mówiła i obiecywała. Najemnik Kurt zamierza ruszyć wraz z karawaną dziś po południu do imperium, jeśli zamierzać ruszyć do ojczyzny możecie ruszyć z nim. Ja nie wiem co zamierzam, powiem wtedy gdy rozmówię się z Panią Renault - to ona zadecyduję o tym. Nie mam zamiaru zostawić świątyni i ogrodów Morra bez opieki, będę musiał wypełnić zapewne mą powinność względem świątyni i mego Pana Morra.-
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Czw Lut 23, 2017 19:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Tak, jest ze mną. Usiądź z nami, póki Pani Renault jeszcze nie ma. Całą noc zabawialiśmy gości pokazami, a teraz... uaaa... teraz to jesteśmy trochę niewyspani. - rzekł wesoło czarodziej i zaprowadził kapłana do stołu.

- A więc pozostali już są na skraju podróży powrotnej. I nam będzie niedługo trzeba się zbierać, ale póki co napijmy się czegoś i rozbudźmy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Sob Mar 11, 2017 13:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spojrzałam na nią z ukosa lekko się uśmiechając. Jadąc obok, zamilkłam zastanawiając się nad jej pytaniem. Sama niczego tam nie szukałam, ale może coś szuka mnie? Ktoś nie chce bym tam dotarła albo ta wiedźma postanowiła uprzykrzać mi życie.
[i] “Stara prukwa. Mogłaby dać spokój. Co za irytująca kobieta. Jak drzazga, tak mała, że trudno ją wyjąć, a jednak drażniąca. O ile to nie ktoś inny… ale nikomu innemu raczej się nie naraziłam...jeszcze...a może zwyczajnie nie pamiętam lub nie zwróciłam nawet uwagi? Ale czego w ruinach szuka Beltherion?”[/i]>

-Wolę trzymać się wyłącznie swoich spraw. I tak mam ich wiele na głowie, a obcięcie nosa i wydłubanie oczu nie będzie gorsze od dłutowania nadgarstków, kostek i kolan, czy zdzieranie pasów skóry. Ledwie chwila bólu. Do wszystkiego można przywyknąć. Do bólu, który łamie Twoją duszę także.
<Wzruszyłam ramionami spojrzawszy przed siebie.>
-Nie wiem czy to ruiny, czy nie. Nie mam w zwyczaju wypytywać Bela o jego sprawy. On ma swoje tajemnice, ja swoje. Niewiedza bywa prawdziwym błogosławieństwem. Któreś z nas mogłoby zginąć, gdyby było inaczej.

<[i]”Jeśli nie ja jego, to on mnie..”[/i]Dokończyłam w myślach.>
- Bladego pojęcia nie mam, dlaczego przyszły ojciec mojego dziecka, uznał, że to świetne miejsce na spotkanie z kupcem, czy kim tam innym. Przyznam jednak, że mnie to nurtuje. I kiedy się z tym kimś niby rozmówił? I przede wszystkim... co chce sprzedać? Wybrał najgorszy z momentów na swoje szemrane sprawunki.
<Rozejrzałam się po okolicy czując niepokój. Nie podobało mi się to wszystko.>
- On woli też nie wiedzieć co ja wyprawiam. Miewa obiekcje, ale idzie ze mną dalej. Pewnie go zżera od środka, dlaczego wybieramy się na pertraktacje z Norskmenami, a mimo to nawet słowem się nie zająknął. To sprawia, że bywa bardziej ekscytująco. Jednak bywają też momenty mniej przyjemne. Sądzisz, że wróciłeś na właściwy kurs, aż tu nagle sztorm.
<Uśmiechnęłam się do elfki spoglądając na nią.>
-Jest podobny do Ciebie. Dominujący, tajemniczy i oschły. Uwielbiam jego słodkie groźby i wybuchy gniewu.
<Spoważniałam nagle.>
- Źle się stało, że nie kazałam mu czekać aż się obudzisz. Dotrzymuję danego słowa, więc nie mogłam odejść. On jednak nie mógł się spóźnić, to powiedziałam by jechał. Wiem, że coś mu grozi, a ja powinnam przy nim być. Ktoś nie chce bym tam dotarła, a jeśli to osoba, o której myślę, to Bel sam sobie nie poradzi. To jeden z tych momentów, w których żałuję, że nie wiem co on kombinuje.

<[i]”To może być pułapka, zarówno zastawiona na niego, jak i na mnie. Mój najsłabszy punkt i idealna przynęta jednocześnie. Rozdzieleni jesteśmy łatwiejszym celem. Być może warto byłoby te kilka spraw i planów omówić. Warto wiedzieć czego się spodziewać, przygotować na różne okoliczności.”[/i]
Zatrzymałam się wraz z elfką spoglądając na góry. Nie ruszyłam za nią. Musiałam się zastanowić, w którą stronę powinnam się kierować. Beltherion mnie potrzebował, a nie miałam pewności czy elfka ruszyła w tym samym kierunku. W końcu ma swoje sprawy.
[i]“Bel wspomniał, że to osada górnicza na wschód. Mieliśmy kierować się prosto. Zapewne leży gdzieś w okolicy strumienia… to idealne miejsce dla osady.”[/i]
Rozejrzałam się po okolicy oraz po niebie. Starałam się określić wschód oraz położenie strumienia względem niego. Dzień powitałam podziwiając jego nadejście, więc bez problemu powinnam odnaleźć właściwą drogę. Następnie ruszyłam. Wiedziałam, że prawdopodobnie nie będę mogła galopować, więc popędzałam wierzchowca najwyżej do kłusa. Zwalniałam jednak, gdy tylko ścieżka tego wymagała. Nasłuchiwałam odgłosów strumienia oraz otoczenia. Rozglądałam się. Wolałam uniknąć ataku z zaskoczenia. Martwiłam się o niego i bardzo chciałam się mylić, ale wewnętrzny niepokój nie dawał o sobie zapomnieć.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Pią Mar 17, 2017 00:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>
Kurta niemiłosiernie wkurzyło, że go Tellan i Ecollino zwyczajnie olali. Zwłaszcza w odniesieniu do Tellan. Dał się jej zaciągnąć do Curone, narażał za nią głową a teraz gdy naprawde przydał by mu się za plecami maniakalny zabójca w zaklętej zbroi zawinęła się rzucając kilka zdawkowych słów pożegnania. Dojadał śniadanie z marsową miną gdy poczuł że stracił apetyt.

"To by było tyle jeżeli chodzi o kulturę osobistą&"

Spodziewał się jakiejś demonstracji dzięki czemu łatwiej mu było zimną krew. Niemniej ostrze na gardle każdego wytrąca z równowagi a już na pewno odbiera apetyt.

- Za urlop, cóż przepraszam. - powiedział powoli - Nie było to ani moim celem ani zamiarem bruździć w cudze gniazdo. - przełknął ślinę zwilżając usta językiem - Tyle że Burmann sam prosił się na tamten świat. Rozbroiłem go i miałem w garści, jego ludzie padli lub się poddali. Zamiast odpuścić i uratować dupsko wygrzebał skądś nóż i zaczął nim dźgadć na lewo i prawo. Niech mnie Verena na swą włócznię naniza jeśli kłamie że chciałem go tylko spacyfikować ale tak się wiercił że musiałem źle trafić. Kość wyszła bokiem puściła się krew i już nie wyżył. Nie wiem co się tak na mnie zawziął. Wszedł tej rycerzycy w drogę gdy wyciągnął łapy po jej własność i to ona mu najwięcej ludzi poszczerbiła. Ostrzegaliśmy go że polecą głowy. Ba, nawet chciałem się z nim napić żeby nie było że twarz stracił. Nie posłuchał. Więc jego ludzi wynieśli we wiaderkach. A my nie stracil nikogo. Potem anim go nie szukałem ani się przed nim nie kryłem. Sam tu przylazł nieproszony szukając mnie. Wparował z wyciągniętą bronią i już od progu szukał bitki. Ostatnio miał pół karczmy ludzi a spieprzał z podkulonym ogonem.O zadymie u morytów też musiał słyszeć i co? Przylazł tu z czterema pomagierami. Z czterema - powtórzył dobitnie - Głupi był i prosił się o śmierć bo jak to inaczej nazwać? Jak dla mnie to on się nawet do pilnowania dziwek nie nadawał. A wyjechać stąd? - prychnął - Za pomoc z nekromantami zamiast dziękuje lochy, rapier sprzedajesz za sztylet, za sztylet wołają tyle co za szablę a ludzi trzeba opłacić, nakarmić... Nic to u nas. Wracam do siebie. Pogoda może i gorsza ale za to za koronę mam żarcia na tydzień albo i więcej.

<MG>
<Zimna stal na twojej szyi przypominała ci, że jesteś w opałach. Zresztą z twoimi ranami, które jeszcze się nie zagoiły, jeden dobry cios mógł pozbawić cię życia. Mężczyzna przy stole pokręcił głową z dezaprobatą dziwnie przy tym cmokając. >

-Wiesz Kurt, to nie takie proste wyjechać z Couronne do Imperium. Narobiłeś bałaganu i trzeba zapłacić za szkody. Jesteś winien organizacji za dziewięciu pracowników. Do tego właśnie podkradasz dwie dziewczyny, które także przynoszą zysk organizacji. Naruszyłeś dobre imię lokalnego półświatka i chcesz ot tak wyjechać? Albo masz jaja ze stali albo brak ci kilku klepek w głowie. Dlaczego z Tobą rozmawiam zamiast cię po prostu usunąć? Masz potencjał, który można wykorzystać. Zapłacisz to co jesteś winien i zostawimy Cię w spokoju. Na chwilę obecną jesteś winien nam sześćset sztuk złota. Możesz zapłacić od razu lub odpracować. Co się stanie jeśli odmówisz już wiesz. Wybieraj. Masz minutę na zastanowienie.

<Zbój postawił na stole maleńką klepsydrę w której zaczął przesypywać się piasek.>

<Kurt>
Kurt w zasadzie nie musiał się zastanawiać nad odpowiedzią. Nie miał takiej kasy a z życiem nie chciał się rozstawać. Tyle że zarzut był jak i kwota były absurdalne.
- Masz mnie w garści więc po co ta szopka? - zapytał retorycznie zerkając na klepsydrę. Słowa bretończyka ewidentnie go wkurzyły. - Jak oferujesz robotę to możemy pogadać o uczciwej zapłacie za usługę. Bo co do reszty - Najchętniej kazałby mu wsadzić sobie w dupę to co powiedział niemniej pozycję przetargową miał dość niską o czym przypominał nóż na gardle - Nie moja wina że Burmann był idiotą który nie potrafił nawet upilnować swoich dziewk ani że nie wiedział kiedy odpuścić ni to że nie wiedział kiedy ktoś daje mu okazję wyjść z twarzą. Że stalą potrafię robić lepiej od innych to też nie mój problem i nie mam zamiaru za to ani płacić ani przepraszać. Zwłaszcza że uprzedzam. - słyszał już o różnych sposobach na wydębieniu roboty za darmochę ale taki myk była jak na razie najdziwniejszy o jakim słyszał. "Oni mają swoje reputację i koszta Ja mam swoją"- I wszystko co powiedziałem mogą twoi ludzie sprawdzić. A skoro oni mogą to twoja konkurencja też . Jak na moje oko "mleko już się rozlało". Bo po co innego miałbyś rezygnować z urlopu? Dla faceta któremu wystarczyło poderżną gardło w knajpie. Możesz kazać zabić mnie i moich ludzi ale to by znaczyło że tyle fatygi i nie udało ci się mnie przekonać lub zmusić do współpracy. Więcej zyskamy jak się dogadamy. Bo nawet jak bym przyznał że to była moja wina to i tak moi ludzie nie pracują za darmo a stawki dzienne macie tu iście zbójeckie.

<MG>
-Udasz się do Parravon, pod ten adres. <Mężczyzna płynnym ruchem położył na stole kawałek pergaminu. > -Któryś z twoich na pewno umie czytać. Masz tam też napisane co masz zdobyć i dostarczyć to do stolicy Imperium w ciągu miesiąca od dziś. Odpowiedni ludzie będą wiedzieli co robisz więc gdy ktoś zapyta, to robisz to sam dla siebie, nie dla mnie. Możesz to zrobić sam ,lub ze swoimi ludźmi. Ode mnie nie dostaniecie ani miedziaka. Ale za to dam wam życie a to według mnie wystarczy za zapłatę. I mylisz się, skoro uważasz, że przybyłem tu rozmawiać. Przyszedłem was zabić ale doceniam prawdziwych wojaków i daje wam szansę zginąć w walce gdzie indziej niż tutaj jak bydło. A kto wie, może przetrwacie i wtedy obaj coś zyskamy. Gdy weźmiesz pergamin to przysięgasz, że zrobisz co ci powiedziałem. Ale gdybyś chciał mnie oszukać lub zdradzić to wtedy padniecie jak zarżnięte świnie.
<Zbój schował klepsydrę razem z rękami pod płaszcz.>
-Weźmiesz pergamin a ja wstanę i wyjdę albo zginiesz a ja wstanę i wyjdę. Masz teraz w swoich rękach życie tylu osób...Nie będę się targował. Nie mam nic więcej do powiedzenia.
<Oprych zerknął na pergamin w oczekiwaniu na twój ruch. >

<Kurt>
Kurt zerknął na kartkę jak na przypalony kawałek owsianki.
- Tyle żyć w tych dłoniach... - zerknął na swoje ręce - Jego, jego - wskazał lekkim ruchem głowy szachujących go ludzi - i nawet twoje. - wysilił się na beztroski ton - Przygotowałem się do tej rozmowy. - powiedział tonem zadowolonego z psoty kota - Parę dni temu wsadziliśmy kawałek przystani, potem wierzę w świątyni Morra. Przy takiej spelunce to nawet "brewka nam nie mrygnie" a skoro i tak mamy żreć piach to po co czekać? Możemy się dogadać i wyjść stąd zadowoleni każdy do swojej roboty albo wylecieć, prosto na krucze błonia. - na najmniejszy znak ataku Kurt zaplanował jednym szybkim ruchem wyszarpnąć z za pazuchy kiszkę z prochem i pistolet i odpalić ładunek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Pią Mar 17, 2017 22:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Chwilę po tym jak dosiadłeś się do Magnusa i Elise, lokaj poprosił cię na widzenie z Lady Regnault. Służący powoli poprowadził cię do innej, mniejszej komnaty. Ciepłe powietrze pełne aromatu perfum i kwiatów zadziałało na Ciebie odurzająco. >

-Proszę, zapraszam. Chciał się kapłan ze mną...rozmówić. O co chodzi?

<Po głosie poznałeś, że to pani domu do ciebie przemawia.>

<Skłoniłem się i odpowiedziałem.>

-Tak, Pani chciałem z tobą rozmawiać. Przybywam tu w imieniu świątyni Morra, zmuszony jestem prosić cię Pani o to by twoje straże umożliwiły wiernym normalne korzystanie z świątyni jak i ogrodów Morra. Nie godzi się aby ciała i dusze zmarłych nie zaznały pochówku w poświęconej ziemi.

<Usłyszałeś krzątanie się. Kobieta wyraźnie chodzi po pokoju i zajmuje się czymś.>

-Kiedy świątynia zostanie dokładnie zbadana i upewnimy się, że nie stanowi zagrożenia dla mieszkańców, wtedy oczywiście otworzymy ją na powrót. Do tego czasu będzie zamknięta. To nie powinno potrwać dłużej niż jeden, dwa dni. Nie ma tylko obecnie komu prowadzić świątyni, więc pewnie obowiązki przejmą inne władze duchowne. Czy to wszystko wasza wielebność?

-Nie Pani, według praw świątyni i reguły zakonnej to na mnie spoczywa obowiązek opieki i ochrony świętego miejsca Morra. Do czasu aż moi zwierzchnicy i najwyższy kapłan nie zdecydują inaczej to ja jestem obecnym przeorem klasztoru, jednak jeśli mogę prosić o uczynię to Pani. Będę musiał prosić pokornie o to byście Pani wysłała list do zakonu braci zbrojnych w Marienburgu, to oni powinni zająć się sprawą nekromantów i samym zagrożenie z ich strony. Tak samo należało powiadomić najbliższego wyższego kapłana Morra o tym co się stało, jednak zważywszy na to co dzieję się w imperium może być to trudne - ale pozostaje nam Mistrz Czarnego Zakonu w Marienburgu to on powinien wiedzieć co czynić. Będę musiał też Pani prosić cię byś poinformowała o wszystkim przełożoną zakonu sióstr miłosierdzia i to je trzeba będzie prosić o pomoc - oczywiście jeśli się zgodzicie Pani.

<Kobieta usiadła w jednym miejscu i chyba zaczęła czesać włosy>

-Dobrze więc. Skoro wasza wielebność jest obecnym przeorem to wam oddam świątynie kiedy będzie bezpieczna. Wiadomość do wyższego kapłana waszego zakonu została wysłana wczoraj. W Giseroux macie wielebny, najbliższy przybytek Morra, tam posłałam wiadomość. List do Mistrza Czarnego Zakonu każę wysłać dzisiaj, według waszej prośby wielebny. Matka przełożona klasztoru Shallyi wie o wszystkim co się wydarzyło. Mogę wysłać posłańca z prośbą o pomoc waszej osobie. Kapłanki chociaż mają pełne ręce roboty na pewno przyślą kogoś do was ojcze.

<Skłoniłem się i odpowiedział.>

-Dziękuję Pani, sądzę że nas rozmowa już dobiegła końca - chyba że chcesz Pani poruszyć jeszcze jakiś problem.

-To wszystko. Możecie odejść w pokoju wielebny Ecoliono. Lokaj pokaże wam drogę.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Nie Mar 19, 2017 14:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Opuściwszy miasto Tellan postanowiła zaczekać za towarzyszami na tyle blisko by jej wzrok dosięgnął bram miasta. Nie zamierzała opuszczać tych, których sprowadziła do Courone, nie miała też zamiaru prowokować swoją obecnością władz miasta. Postanowiła zaczekać do południa z myślą, że Kurt z pozostałymi opuszczą miasto zgodnie z planami. Poszukała w okolicy dogodnego miejsca obserwacji, ale też takiego, które ukryje ją nieco przed wzrokiem tych, którzy obserwowali ją w mieście. Czas mijał, a ona zastanawiała się nad tym co robić dalej.

[i]Kurt jest chyba jedyną osobą, która zdecydowała by się jej pomóc...ale czy nadal będzie chciał...??? W końcu zostawiła go samego z tym syfem...No tak, ale gdyby została...czuła, że ludzie pokroju Burmanna to nic w porównaniu z tym co obrońcy tego miasta mogli by wysłać przeciwko niej...[/i]
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Nie Mar 19, 2017 17:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wszystko było w najlepszym porządku. Wraz z Elise jedliśmy śniadanie, a Ecoliono poszedł załatwiać swoje sprawy.

I wszystko były by w jak najlepszym porządku, gdyby nie przybycie posłańca.

Posłańca z bardzo złą wiadomością.

Zestresowany próbowałem coś wymyślić. Jaki powinien być nasz następny krok? Co zrobić?
Posłaniec odszedł. Powiedziałem, aby nie czekali i jeżeli się nie zjawimy to niech nas nie szuka.

Zaczekaliśmy na Ecoliono i powiedzieliśmy mu co się stało.

Kapłan miał pewne obowiązki, a my i tak nie powinniśmy zostawiać tego od tak. Do cholery. Gdybym mógł mieć to wszystko w poważaniu mniej byśmy ryzykowali.

Z duszą na ramieniu wyruszyliśmy z powrotem do karczmy...
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Mar 25, 2017 12:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[MG]

<Elbereth>

<Kiedy zostałaś sama na drodze zrobiłaś się bardziej czujna. Wykuta w kamieniu wąska droga, obsypana z obu stron głazami wydawała się nieprzyjazna. Twój wierzchowiec stąpał ostrożnie i nie dawał się poganiać. Wyraźnie słyszysz strumień gdzieś blisko. Droga przestała piąć się ku górze, zamiast tego opada. W dole dostrzegłaś całkowicie zrujnowaną osadę. Resztki podmurówek, porozrzucane, zgniłe i skamieniałe stemple, zasypana studnia i zawalone wejście do kopalni, ot wszystko co tu było. Obrazu nędzy dopełniał unoszący się nad wszystkim smród padliny. Jeśli ktoś tu mieszka o tylko szczury i jaszczurki,może jeszcze sępy. Wytężyłaś wzrok najbardziej jak potrafisz i chyba znalazłaś to czego szukałaś. Dwa elfy przechadzały się pomiędzy ruinami rozmawiając jak starzy znajomi, a przynajmniej takie sprawiali wrażenie. Beltheriona poznałaś od razu, drugi elf jest ci obcy. Nie słyszysz o czym rozmawiają ponieważ są daleko od ciebie, właściwie to ledwo ich widzisz. Nie są jednak sami. Z miejsca w którym jesteś widzisz jeszcze dwie postacie ukryte między skałami. Jedna od strony z której przybywasz, a druga z przeciwnej strony ruin. Zdaje się, że to także elfy. Zachowują się jakby pilnowały, żeby nikt nie przeszkadzał rozmawiającym. Wszystko wyglądało sielankowo i spokojnie o momentu w którym Beltherion nagle się zdenerwował i wyciągnął miecz. Co ciekawe, w tym samym momencie mignęła ci jeszcze jedna postać między kamieniami, gdzieś w głębi ruin. Dwa elfy siedzące dotychczas w ukryciu wychyliły się lekko aby lepiej widzieć co się dzieje. Czyżby to była pułapka?? Jeśli tak to bardziej na Beltheriona niż na ciebie.>


<Magnus, Ecoliono>

<Posłaniec z karczmy, w której spaliście przyniósł straszliwe wieści. Ktoś dokonał masakry waszych towarzyszy a ciała złożono w piwnicy. Nie mogąc tego tak zostawić od razu ruszyliście sprawdzić co się stało. Razem z Elise, we trójkę opuściliście dom Lady Regnault i pospieszyliście do coraz straszniejszego w waszych oczach szynku pod szyldem Carpes Mortes. Idąc przez miasto nie byliście niepokojeni chociaż Magnus czuł na sobie ciekawskie spojrzenia. Kiedy zgrzani dotarliście wreszcie na miejsce zobaczyliście przed wejściem tłum gapiów i dwa patrole straży miejskiej. Ciżba pchała się aby coś zobaczyć lub usłyszeć ale zbrojni skutecznie wszystkich odpędzali. Podeszliście bliżej i wtedy karczmarz was zauważył.>

-Przepuśćcie ich sierżancie. Ci ludzie ich znali.

<Straż miejska wpuściła was do karczmy odpychając natrętnych gapiów. Karczmarz poprowadził was przez izbę jadalną gdzie kilka kobiet szorowało plamy z krwi na podłodze. Zeszliście do piwnicy za szynkwasem. Paląca się lampa dawała niewiele światła ale Ecoliono nie robiło to żadnej różnicy. Na podłodze, pod ścianą leżało sześć trupów. Pięciu mężczyzn i jedna kobieta. Zwłoki chudego Morte oraz wielkiego Koko, rozpoznaliście od razu. Resztę zabitych nie znaliście osobiście ale ci ludzie rozmawiali z Kurtem poprzedniego wieczora. Ciała były okrutnie pokaleczone, ran była mnogość ale powtarzał się jedno. Wszyscy mieli poderżnięte gardła. Ecoliono nie widział tego co Magnus i Elise ale za to dla niego aura śmierci panująca w pomieszczeniu była namacalna. Co ciekawe, pośród ciał nie było Kurta. Karczmarz uprzedził wasze pytanie.>

-Był jeszcze jeden. Ten wasz szef najemników.Ale... Ktoś ukradł jego ciało.
<Wyszeptał konspiracyjnie właściciel szynku.> -Nie wiem kto ale chyba wiem dokąd je zabrano.
<Głośniejszym tonem słyszalnym na górze,mężczyzna dodał.> -Nie pytajcie mnie kto to zrobił. Nie wiem. Nic nie widziałem.

<Kurt>

<Lewo wypowiedziałeś swoje słowa i poczułeś jak zimne ostrza przecinają twoją szyję. Momentalnie straciłeś czucie. Widziałeś jak wodospad krwi wylał się z twojego poderżniętego gardła. Nic cię jednak nie bolało. Cięcie w kark pozbawiło cię całkowicie władzy nad ciałem i czucia.>

-Za mało się przygotowałeś Kurt. Nie negocjuję.

<Zbir odwrócił się a ty upadłeś na podłogę. Leżąc bezwładnie w kałuży krwi widziałeś zamieszanie w karczmie. Doszło do bitki. Albo twoi ludzie postanowili Cię pomścić albo sami zostali napadnięci.Przez moment słyszałeś okrzyki i chrzęst stali. Nie wiesz co się dalej działo. Oczy zaszły ci mgłą i odpłynąłeś do krainy Morra...>

<Zagubiony w przebłyskach świadomości zdawało ci się, że wróciłeś na wyspę Wichru i Mroku. Stojąc na pokładzie zdobycznego statku spoglądałeś na plażę zasypaną ciałami bestii, mutantów i kreatur nie z tego świata. Przetarłeś zmęczone oczy i zaskoczony stwierdziłeś, że teraz na plaży leżą ciała twoich przyjaciół i towarzyszy. Co się stało...?>

<Rzeczowy męski głos wydobył się z wąskich ust mężczyzny, który spogląda na Ciebie z góry. Twarz ma przeciętą szeroką, nieregularną blizną, jakby kiedyś ktoś straszliwe go zranił czymś wąskim i ostrym. Piwne oczy patrzą się na ciebie maniakalnie z uśmiechem.>

- Udało się. Będzie żył, mam nadzieję. To pierwszy w pełni udany zabieg.

<Nie masz władzy nad ciałem. Zdaje ci się jakbyś miał tylko głowę. W powietrzu roznosi się wiele chemicznych zapachów i bulgotanie gotujących się cieczy.>



<Tellan>

<Opuściwszy miasto przycupnęłaś pod drzewem i postanowiłaś zaczekać na Kurta i resztę. Obserwowałaś bramę miejską i okolice. Dzień jest pogodny, nawet ciepły jak na tę porę roku. Droga cały czas jest uczęszczana. A to jacyś pielgrzymi i chorzy przybywają do miasta, a to jakaś karawana odjeżdża z Couronne na południe lub na wschód. Do tego przemykają posłańcy wte i wewte, strażnicy dróg wyruszają na patrole. Właśnie, karawany. Kurt wspominał coś, że chce wracać lądem. Wytężyłaś wzrok i wpatrywałaś się w oddalające wozy z eskortą. Ani śladu Kurta ani jego ludzi. Nawet tych nowych rozpoznałabyś z daleka. Gdzie jest Kurt i dlaczego się tak ociąga. Masz przeczucie, że coś się stało. Powinni już opuszczać miasto. W pewnej chwili dostrzegłaś błysk światła i zrozumiałaś, że z murów zamku ktoś cię obserwuje za pomocą lunety czy innego przyrządu ze szkłem.>

<Nagle za plecami usłyszałaś męski głos>

-Que fais-tu ici chevalier sans cheval? Ils vous ont jeté hors de la ville et planifient une attaque contre quelqu'un?.
<obróciłaś się i zobaczyłaś kucającego mężczyznę ubranego w skórę wilka. Ciemne zmierzwione włosy sięgające mu do ramion. Z pokrytej kurzem twarzy patrzy się na Ciebie para niebieskich oczu. >

-Więc jednak jesteś z Imperium? Co tu robisz?


[MG/]
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Sob Kwi 08, 2017 23:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>
Bretończyk okazał się być lepszy niż się Kurt spodziewał. Nie zdążył, zwyczajnie nie zdążył już nic zrobić. A plan był prosty zabrać ze sobą tylu winożłopów ilu się jeszcze da.
“Próbowałem, no nic” pomyślał dziwnie spokojnie padając na deski w karczmie. Czas jakby zwolnił. Co było o tyle ciekawe że dźwięki docierały do niego wyraźne.
Ciekawsze było też że nie czuł gniewu ani złości. Wiedział że powinien być wściekły, że powinien czuć żal. A tu… spokój. Nawet słowa Żądła przyjął jakby dotyczyły kogoś innego.
“Nadal słyszę odgłosy walki. Cholera, chyba za mało im płacę”
Pomyślał z uczuciem dumy. Było to też ostatnie co zdążył pomyśleć nim zalała go ciemność.
Ockną się łapiąc oddech jak by wypłynął z morskiej kipieli. Tyle że stał wyprostowany na pokładzie patrząc w morze. Rozejrzał się po pokładzie i po zatoce gdzie cumował okręt. Znał tą łajbę i znał zatokę.
“Wyspa? Znowu? Ech… znowu ten sam cyrk. No dobra” - Pomyślał leniwie, jakby znużony przechodząc nad tym do porządku dziennego.
Sapnął, przetarł oczy łapami próbując przegonić “piasek” spod powiek. Wydłubał śpiocha paznokciem z kącika oka. Przeciągnął się aż zatrzeszczał materiał koszuli. Jeszcze raz rzucił okiem na plażę.
- Co!!?
Chwycił lepkie od krwi barierki wygiął plecy w łuk wychylając się w stronę plaży balansując na granicy utraty równowagi.
Koko, Morte, Klaus, Linx, Sierżant, … nawet Staruszek Manfred którego znał jeszcze z dawnych czasów. Trupy zalegały całą plażę a każdy był lub wydawał się być znajomym.
“To jakaś kpiną. Ponury, kuwa krwawy żart?”
Chciał biec na plażę ale gdy się odwrócił wpadł jakby na niewidzialna ścianę od której się odbił. Rozbłysk białego światła i poczuł że spada. Walną w coś twardego plecami.
Obudził się leżąc na wznak.
Z początku myślał że to kolejny koszmar. Ale mętlik w głowie był tak różny od spokoju który czuł wcześniej że w końcu dotarło do niego że nic nie boli tak jak życie. Dłuższą chwilę zbierał myśli oddzielając zwidy od rzeczywistości mając mimo wszystko nadzieję że zaraz obudzi się w zupełnie gdzieś indziej, na przykład przed bramą do zaświatów.
Jednak szkaradna gęba konowała pojawiała się w polu widzenia regularnie i za żadne skarby nie chciał zamienić się w cycatą blondynkę jaką miał nadzieję spotkać w raju albo chodziarz zakapturzoną postać kostuchy która wieszczyła by koniec wszystkiego..
Tak jak jeszcze niedawno czuł błogie odrętwienie umierania tak teraz pojawiał się niepokój i złość. NIepokój o swoich ludzi i gniew na samego siebie, Żądło i gnidę która tchórzliwie dorobiła mu drugi uśmiech.
- Żądło? - Jednak zamiast słowa z jego gardła wydobył się coś pomiędzy żabim skrzekiem a chrzęstem deptanych liści.
Spróbował zwilżyć wargi językiem ale już samo otwarcie ust było wysiłkiem. Usta miał sklejone jak po długim śnie a sił żałośnie mało.
Ktoś podał mu pomógł. Podał coś do picia albo mocno zwilżoną szmatkę, chyba. No taką miał nadzieję.
Spróbował się poruszyć. Pomacać szyję przecież pamiętał nawet syk metalu przesuwającego się po gardle ale jego ciało go nie słuchało.
W końcu dotarły do niego słowa brzydala.
- Coś, coś ty mi zrobił…
- co z moimi… ludźmi…

<MG>
<Stojący nad Kurtem mężczyzna uśmiechnął się szeroko pokazując białe jak śnieg, naostrzone zęby. Pokiwał twierdząco głową i świdrując wojownika błyszczącymi złowrogo oczami rzekł.>

-Grzeczniej bezwładna góro mięsa. Na razie przywróciłem ci życie ale twoje ciało nie do końca mnie słucha.Twój mózg pracuje bez zarzutu ale reszta się opiera. Oczywiście mogę animizować twoje ciało ale zgnije w przeciągu kilku tygodni, może miesięcy. Zaszkodzi to też twojej głowie. Możesz albo poczekać co najmniej miesiąc ąz będę miał odpowiednie medykamenty albo po prostu sam rozruszasz swoje bezwładne ciało. Naprawiłem cię tylko dlatego, że ktoś mnie poprosił.

<Kurt>
Kurt skrzywił się z niesmakiem na widok zębów doktora. NIemniej nie skomentował. Musiał przetrawić co usłyszał. Najpierw otwarł szeroko oczy ze zdziwienia. Chciał się zerwać się i uciec ale udało mu się tylko wykrzywić gębę. Dużym wysiłkiem woli uspokoił się i zmusił do myślenia.
Żył. to był punkt pierwszy na liście którą układał w głowie. Zajmował się nim dziwoląg ale najemnik, albo ktoś kto miał dług. Co znaczy że to nie jakiś zboczeniec który robi to dla frajdy. Więc dawało to jakąś nadzieję. To dwa. Trzy ma szansę na powrót do zdrowia ale musi współpracować. cztery może komuś popsuć szyki jak nie będzie współpracować. Pięć, KOMU będzie musiał podziękować, chociaż bardziej na miejscu byłoby powiedzieć “odpracować” i kogo będzie musiał za to zabić?.
- Komu, będę musiał za to... podziękować? - Zapytał. Kładąc na ostatnie słowo nacisk mając świadomość że podziękowania będą miały bardzo wymierny charakter. Co prawda nie spodziewał się konkretnej odpowiedzi ale może chociaż uda mu się wyłapać jakąś wskazówkę.
- Miesiąc? A co z moimi ludźmi? - Nie rezygnował. Wiedział co usłyszy Ale czuł że musi to usłyszeć.

<MG>
-Podziękować powinieneś mnie. Z zasady na martwych tylko przeprowadzam badania naukowe lub sekcje. Moja pomocnica przekonała mnie, że warto się tobie przyjrzeć głębiej, więc jej też należą się podziękowania. Jest jeszcze ta dwójka która cię tu z jakiegoś powodu przyciągnęła i odpowiednio zapłaciła. Bardzo ładne dziewczyny. Prosiły by dać im znać jeśli da się ciebie odratować.
<Doktor uśmiechnął się bardzo ludzko, chowając zęby. Wyciągnął do ciebie dłoń ze starymi bliznami po oparzeniach i wymacał twoje czoło.>

-Rozgrzewasz się, to dobrze. A twoi ludzie..cóż można ich przemienić w chodzące trupy albo przerobić na karmę dla świń czy innych stworów. Nawet gdybym poprzyszywał im głowy to nie miałbym czym pozatykać dziur. Leż tu grzecznie a ja zrobie sobie coś do picia.

<Dopiero teraz dostrzegłeś, że znajdujesz się w jakimś ciasnym miejscu z półkolistym drewnianym dachem. Nie ma okien, są tylko półki pełne dzbanków i glinianych słojów, wszystko oznaczone dziwacznym pismem.>

<Kurt>
- Dzięki zatem panie... Doktorze. - zmusił się aby nie nabluzgać na niego za wzmiankę o karmie dla świń. ale grymasu twarzy nie udało mu się ukryć - Niech zostaną w objęciach Mora. - Odpowiedział z estymą. Co prawda nie był specjalnie religijny a Mor nie był jego bóstwem niemniej traktował go z szacunkiem, jak mistrza cechu do którego należał. “Należy im się trochę spokoju” dodał w duchu.
- Mnie, mnie też coś przynieś - Doktor przypomniał mu jak bardzo chce mu się pić.
Sceneria co prawda nie pobudza apetytu ale jak wspominał głowa działała dobrze. Za jego powrotem do żywych nie stał Żądło, chyba. No przecież nie zlecił by tego Anice i Etelce. Z drugiej strony skąd miałyby na to kasę? W swoim życiu dość się należał w lazaretach by wiedzieć że skoro się obudził to teraz czeka go od cholery roboty z dochodzeniem do siebie.
Czekanie na powrót doktorka umilił sobie dokładnym obejrzeniem laboratorium. Dla formalności spróbował rozejżeć się za swoimi bambetlami. W końcu wrócił medyk.
- Kiedy będę mógł się ruszać?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Sro Kwi 12, 2017 17:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Siedząc i obserwując bramy miasta Tellan zastanawiała się co tak długo wstrzymuje Kurta i resztę przed opuszczeniem miasta. Zastanawiała się nawet czy aby nie zaryzykować i wrócić do miasta rozeznać się w sytuacji. Patrząc wstecz Kurt nie rzucał słów na wiatr. A może po prostu mieli jej dosyć i postanowili ruszyć sami w inna stronę? Miała to na uwadze zważywszy, że ostatnimi czasy nie miała dobrych relacji z pozostałymi. W każdym razie postanowiła zaczekać jeszcze jakiś czas. Wtedy ujrzała błysk w oddali. Spodziewała się, że będą mieli ją na oku. Zarówno władze miasta, jak i Ci, którzy chcieli posiąść hełm. Nagle zza pleców doszedł ją męski głos. Wojowniczka odwróciła się gwałtowanie. Straciła czujność??? Dała się podejść jak dziecko? Nie miała pojęcia jak udało się podejść obcemu tak blisko niej. Tellan przyglądała się mężczyźnie próbując ocenić zagrożenie. >

- Nie jestem stąd jak zdążyłeś zauważyć...Czekam na przyjaciół z miasta...- odpowiedziała zaskoczona tym, że obcy zna imperialny i ostrożnie wycofywała się gotowa bronić się choćby gołymi rękoma- Czego chcesz? Skąd się tu wziąłeś???
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Nie Kwi 16, 2017 22:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Śmierć towarzyszy - Morte i Koko była wielkim ciosem. Podróżowali z nimi od dawna i... Magnus zakrył twarz dłonią. Nie potrafił wydusić słowa przez kilka dłuższych chwil. Jakiś cholerny morderca na usługach tutejszego elementu kryminalnego po prostu wparował do karczmy i wyrżnął wszystkich.

Zemsta była jedną z bardziej oczywistych opcji... była. Racjonalizm szybko przyszedł z pomocą i podsunął czarodziejowi, że takich ludzi łatwo się nie znajduje, a gonienie za nimi jest niebezpieczne nie tylko dla ścigającego. Naraża jednocześnie wszystkich na około.

W końcu czarodziej przełknął ślinę, wziął głęboki oddech i starając się zachować spokój zapytał cicho.

- Gdzie go zabrano?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 41, 42, 43  Następny
Strona 42 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.