Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 19, 20, 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 655

PostWysłany: Pią Kwi 12, 2019 23:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Cholera nie patyczkują się.”

<Przez chwilę patrząc na trupa zastanawiał się Kurt czym sobie nagrabili żeby zapracować na tyle uwagi.>

„Tyle dobra… wszystko z dymem.”

<Zdążył jeszcze pomyśleć sprawdzając pozostałe pokoje nim zszedł na dół. Tellan z Klausem sdążyli już sprawdzić zaplecze i uratowani goście wraz z resztą drużyny kierowała się w tamtą stronę. Najemnik nim jeszcze opuścił salę zdążył roztrzaskać ciężkie drewniane krzesło a siedziska użyć jako tarczy. Elfka prze chwilę mocował się z drzwiami ale gdy tylko się odsunęła natarł na nie Kurt. Zdziwił się gdy odbił się od nich pierwszy raz przy drugim podejściu zaczerwienił ze wstydy przy trzecim zaklął siarczyście. Wtedy zmieniła go Tellan. Z pewną satysfakcją odnotował fakt że drzwi ustąpiły dopiero pod jej mieczem. >

<Elfka nie żartowała z ta wichurą i zaraz po opuszczeniu karczmy rozszalało się na dobre. Z jednej strony pożar , z drugiej wichura a z trzeciej zabójcy. Klaus wraz z resztą nie czekali na czarodziejkę ani na Tellan tylko od razu zeszli z linii strzału skręcając za róg.>

<Kurt omal nie wpadł na gości gdy ci się bez słowa zatrzymali. Już miał zrugać Klausa ale spostrzegł dwóch ubranych na czarno zbirów z bronią gotową do rzutu. Dosłownie uderzenia serce dzieliło go od tego aby zasłaniając się kawałkiem krzesła i kąsaczem rzucić się do szarży. W miejscu osadziła go propozycja wymiany.>

"Że he? Chyba dzisiaj nie lałeś!"

<Zdziwił się, ta ale chwila wahania pozwoliła aby w głowie powstał szalony plan.>
- Cii... - szepną - Dziewczyny, zajmijcie ich chwile, pokażcie cycki albo co...
<Kurt przecisną się bliżej aby podtrzymać nieprzytomną Ingrid którą trzymały bretonki.>

<MG>
<Anika i Etelka spojrzały na Kurta jak na szalonego.>
-Teraz..tutaj... tak na ulicy przy wszystkich?
<Kobiety zostawiły karczmarkę w rękach Kurta i postąpiły kroku do przodu. >


<KURT>
- Rhunara im nie oddamy, a musimy ich jakoś podejść - powiedział przepraszającym tonem najemnik

<MG>
-Jesteśmy tylko bezbronnymi dziewczynami, proszę nie krzywdźcie nas.
<Anika mruknęła słodkim głosem. Etelka zaczęła rozpinać kurtę w bardzo sugestywny sposób.>
- Zaraz wam to pokarzemy... –Dodała


<KURT>
<Kurt gdy tylko zabójcy skupili wzrok na dziewczynach przekazał Karczmarkę uratowanemu kupcowi a samemu skulił się Napiął wszystkie mięśnie aby gdy tylko nadarzy się okazja wyszarpnąć miecz i zaatakować>
- Ciii... wszyscy małymi kroczkami do przodu - poinstruował skulonych ze strachu ludzi
"Chociaż krok bliżej" – Modlił się w duchu
- Nie patrz na cycki czekaj okazji. – Uprzedził strzelca
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 644
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Kwi 12, 2019 23:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Stać, kurwa jego mać! - <Wrzeszczę na cały głos, rozkładając ręce na boki, jakbym blokował tym z tyłu przejście na przód, ciągle patrząc wprost na zabójców. Mój wrzask jest donośny jak jeszcze nigdy dotąd. Wkładam w niego wszystkie siły.> -Nie będziemy tutaj walczyć! Panowie sobie idą i puszczają nas przodem! Prawda?!! - <Widać, że jestem wściekły i napięty do granic możliwości, próbując powstrzymać moich towarzyszy przed zrobieniem głupstwa, z którego ciężko się będzie później wycofać. "Nie czas teraz na walkę, gdy możemy jej uniknąć i po prostu przejść. Szczególnie z taką masą cywilów w naszej grupie. Przecież dla zbójów bez różnicy, najemnik, kowal run, czy kupiec. Zaatakowali by nas wszystkich z równą mocą. I musieli by nas wszystkich wyeliminować, by nie zostawić świadków. A nie są ułomkami. Oj nie.">

-Stać powiadam!
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Kwi 13, 2019 00:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Elberet,Tellan,>

<Zabójca już podbiegał do Tellan by zadać cios, a Elbereth rozproszyła wichurę i poderwała się w górę gdy w powietrzu rozniósł się gwizd. Nie poleciały już żadne strzały w stronę elfki. Co więcej wróg nacierający na Tellan nagle się wycofał nie zadając nawet jednego ciosu. Elfka przeleciała kawałek i wylądowała przed skonsternowanymi towarzyszami za rogiem płonącego budynku. Widziała jak dwóch typów odzianych na czarno znika w tłumie ludzi gaszących pożar. Tellan dobiegła do swoich zaraz po elfce.>

<Klaus, Kurt,Rhunar.>

<Zbiry nie przestraszyły się ani Rhunara ani Kurta, chociaż zachowanie Aniki i Etelki trochę ich zaskoczyło. Powoli zaczęli się wycofywać. Jeden z nich sięgnął po mały kawałek metalu i zagwizdał.>

-Spotkamy się w innych okolicznościach brodaczu...<Z uśmiechem odpowiedział Rhunarowi zbir na groźby.>

<Zbóje szybko się zwinęli znikając w tłumie ludzi krzątających się na ulicy i próbujących ugasić pożar. Dziewczyny Kurta odetchnęły z ulga.>
-Kurt ty głupi jesteś <Wykrzyczała Anika obrażona. Etelka zapięła kurtę i pokręciła na najemnika głową z dezaprobatą. Obie dziewczyny ponownie zajęły się nieprzytomną karczmarką. Chwilę później z nieba sfrunęła Elbereth a na koniec przybiegła Tellan. Ponownie byliście w komplecie i o dziwo nikt nie został ranny po wyjściu z karczmy. To był prawdziwy cud. Ale dlaczego zabójcy odpuścili, czyżby Klaus był aż tak przekonywujący, a może znał się na hipnozie?>


<Elbereth, Tellan, Rhunar, Klaus, Kurt.>

<Wszyscy odsunęliście się od płonącej i walącej się karczmy, uratowani ludzie nie czekając poszli w swoją stronę, chyba poskarżyć się straży miejskiej, która nadal nie dotarła na miejsce. Elize przykucnęła przy Ingrid, odłożyła kuferek, który udało jej się uratować i oglądała teraz ranę głowy Ingrid.>

-Biedna, ja straciłam ubrania i ozdoby a ona cały dobytek...<Powiedziała bardka jakby do siebie.>


<Siwris od razu podszedł do Elbereth i oglądał ją czy nie jest ranna.> -Jesteś cała? Uratowałaś nas... Co teraz?

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 655

PostWysłany: Nie Kwi 14, 2019 01:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt podrapał się wielką łapą w potylice nie bardzo rozumiejąc co się wydarzyło. Na jego twarzy wyraźnie odmalował się proces myślowy gdy żarna w jego głowie mieliły wydarzenia z przed paru chwil. Zwłaszcza od chwili gdy Anika go zwymyślała. Gdyby bretonki nie były na niego wściekłe to pewnie by parsknęły śmiechem.>

„No plan był świetny, oni ślepią się na dziewczyny w tym czasie my ich dopadam i załatwiamy zabójców dokumentnie.”

- No, jedyne co mi przyszło do głowy… - Bąkną przepraszająco do dzoewczyn.

<A tu skończyło się zanim się zaczęło i jeszcze dostał po łbie.>

- Co to było? – Zapytał Klausa.

<Po chwili Kurt skapną się że zrobiło się jakby ciszej wokoło.>

- Patrzcie niewdzięcznicy, nawet nie podziękowali. – Mrukną pod kontem uratowanych gości którzy zwinęli się bez słowa.

<Gdy Elise zakończyła oględziny Ingrid podszedł do niej Kurt i wziął nieprzytomną kobietę na ręce.>

- Ja zatrzymałem się w Miedzianej Chochli ale jak macie lepsze miejsce to prowadźcie.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1558

PostWysłany: Nie Kwi 14, 2019 12:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wylądowałam obok towarzyszy skonsternowana. Widać zebrało się już zbyt wielu ludzi i aż tak nie chcieli ryzykować. A może stał za tym jakiś inny powód? Spojrzałam na Klausa, ale nic nie powiedziałam. Rozejrzałam się po wszystkich upewniając się, czy nikomu nie stała się krzywda. Nie zatrzymywałam kupców, bo i nie było po co. Nie protestowałam też przeciw oględzinom brata.>

- Nic mi nie jest… naprawdę.

<Powiedziałam zmęczonym i przygnębionym tonem. Westchnęłam ciężko i podeszłam do karczmarki. Położyłam jej dłoń na głowie i delikatnie gładząc ją po włosach szepnęłam.>

-Remedium…

<Pod moją dłonią rozbłysła jasna, biała poświata i natychmiast zniknęła. Przyjrzałam się kobiecie, po czym odstąpiłam od niej. Nic więcej nie mogłam dla niej zrobić.>

- Na podziękowania nigdy nie ma co liczyć Kurcie, prędzej dadzą Ci kopa w dupę i na dokładkę zwalą całą winę na Ciebie. Nie ma co tu stać i czekać aż przyjdzie im to do głowy. - odezwałam się zrezygnowana. - Miedziana Chochla to dobry wybór. Do wschodu pozostało jeszcze parę klepsydr, więc równie dobrze możemy poczekać tam. Siwrisie…

<Chwyciłam brata mocno za przedramię by nie stracić równowagi. Zakręciło mi się w głowie i pobladłam nagle. Z trudem złapałam oddech, odwróciłam się i długimi susami dopadłam do ściany sąsiadującego budynku. Żołądek podjechał mi do gardła. Zgięłam się wpół i zwymiotowałam raz, a potem drugi. Wyprostowałam się sapiąc ciężko, czując gorzki posmak w ustach. >

-Więzienne posiłki nie należą do najlepszych…

<Powiedziałam słabo wycierając usta batystową chusteczką. Odchrząknęłam i podpierając się na kiju podeszłam by stanąć przy bracie.>

-Jak wszyscy są cali to może chodźmy przeczekać w karczmie do rana. Rano
każde może pójść w swoją stronę..
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Nie Kwi 14, 2019 22:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sytuacja rozwinęła się po ich myśli. Tak jakby. Zabójcy odpuścili, może dlatego, że w konfrontacji zginęłoby zbyt dużo postronnych za których im nie zapłacono. Może chodziło o to? Bo gadka Klausa nie nakłoniłaby nawet pijanego do posłuszeństwa. Ale Rhunar nie wyczuł tutaj żadnej magii. Coś dziwnego. Czuł, że w karczmie ktoś manipulował wiatrami magii, ale tutaj...
Z resztą to nieważne. Trzeba było szybko ustalić co dalej.

- Miedziana Chochla? Dobra, możemy tam pójść.

- Jednak dalej... - rzekł już ciszej - W takiej sytuacji nie mogę opuścić miasta. Nawet ze skrytobójcami na karku. Muszę dopilnować by Marienburg nie upadł i by ludzie stanęli przeciw wiedźmie i Lukasowi. Jest tu zbyt wiele ważnych rzeczy, które trzeba ocalić przed ciemnością która zalewa Imperium. Jeżeli wszyscy pójdziemy za Tellan stracimy całkowicie kontrolę nad tym co się dzieje.

- I tak... wiem że najpewniej nikt nam za to nie podziękuje, a wielcy i ważni nie zwrócą na to większej uwagi, ale tego nie można tak zostawić. Zweedorf już upadł. Jeżeli Marienburg padnie to do widzenia Imperium... a po Imperium przyjdzie kolej na pozostałe krainy Starego Świata.

- Kto z was zostaje w mieście, temu proponuję by mi pomógł ogarnąć ten burdel. Nie wiem co zrobiłeś Klaus, że sobie poszły te typki, ale dziękuję ci.

Pomimo że czasem jesteś wkurzający jak swąd tyłka, pomyślał Rhunar.

- Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś informacje które mogą się przydać tu w Marienburgu to będzie chyba ostatnia okazja do podzielenia się nimi.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 644
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Kwi 14, 2019 23:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Odstąpienie zbirów przyjmuję z ulgą. "Uff... Czułem, że Rhunara nie powstrzymam. Kurt też raczej nie musiał mi zaufać. W końcu moja poprzednia rada o pozostaniu w karczmie o mało nie skończyła się spłonięciem nas wszystkich w środku. Więc nie mam im za złe. Dobrze więc że tamci dwaj odstąpili, zanim poczuli się zagrożeni i doszło do walki." Na pytanie najemnika odpowiadam bez zwłoki.>

- Mieli straszną ochotę do bitki, ale coś, czy ktoś w naszej grupie ich odstraszył. Sam widok zniechęcił ich całkowicie do przemocy. Dlatego zmiękli. Może nie chcieli którejś osoby narażać na zagrożenie, może nie chcieli przy niej przelewać krwi, może chodziło o zbyt dużą liczbę świadków, może o zbyt dużą liczbę przeciwników. W każdym razie postanowiłem to szybko wykorzystać, zanim zdążą się nad tym bardziej zastanowić. I zadziałało. Tyle. Lepiej jak najszybciej ruszajmy do tej Miedzianej Chochli nim się rozmyślą i wrócą.

<Słowa elfki przyjmuję bez emocji, jedynie odruch wymiotny i nieudolne tłumaczenie się z niego wywołuje krzywy uśmiech na moich ustach. "Taa.... Jasne.... Więzienne posiłki. Bujać to my, ale nie nas droga El." Na słowa i podziękowania krasnoluda reaguję skinieniem głowy i krótkimi słowami.>

- Ja zostaję w mieście. Choć pewnie do Twoich planów zupełnie się nie nadam. Poza tym też sam mam parę rzeczy do ogarnięcia, więc raczej będę zajęty.

<Jeżeli w końcu kierujemy się w kierunku Miedzianej Chochli pozwalam by to Kurt przejął prowadzenie, bo ja nawet nie wiem, gdzie się ona znajduje. W międzyczasie staram się zająć pozycję obok Etelki, pomagając dziewczynom w razie czego z Ingrid. Przy okazji zwracam się do najemniczki.>

- Chyba nie zostaliśmy sobie przedstawieni. Jestem Klaus, strzelec, przyjaciel Kurta. Pewnie o mnie nie opowiadał, ale mamy sporo wspólnych przygód i misji za sobą. Czy znalazłabyś chwilę jak dotrzemy na miejsce, by porozmawiać o tej karczmie, gdzie postrzelono Beltheriona? Przyznam, że bardzo mi na tym zależy, a reszty pewnie to zupełnie nie interesuje, więc nie ma co ich tymi kwestiami zanudzać. Więc proponuję rozmowę w cztery oczy, co Ty na to?
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 131

PostWysłany: Pon Kwi 15, 2019 20:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zapach dymu i uczucie ciepła sprawiły że od razu przypomniałem sobie ostatnie zdarzenia - ledwo zdołałem uciec przed ogniem w
zastawionej przez mordercę pułapce. Teraz nie było czasu, trzeba znaleźć pomoc w gaszeniu pożaru i spróbować ocalić tych których można. Zwróciłem się do mojego towarzysza.

-Widzisz czy ktoś ocalał, może był inne wyjścia?
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Kwi 15, 2019 22:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth, Tellan, Rhunar, Klaus, Kurt. Ecoliono>


<Karczma runęła z trzaskiem wzbijając w powietrze snopy iskier i płomienie a później przygasała. Ludzie nadal biegali z wiadrami dogaszając pożar.
Elbereth uzdrowiła zranienia karczmarki i kobieta odzyskała przytomność. Przez tłum przebiła się powoli dwukółka na której razem z jakimś niziołkiem jechał morryta Ecoliono. Sam wyglądał jakby wcześniej uciekł z płonącego budynku. >
-Żyjecie, jak się cieszę. Chciałem was ostrzec ale się spóźniłem... Miałem o tym sen...

<Wszyscy postanowiliście udać się do karczmy Miedziana Chochla, gdzie Kurt i jego dziewczyny się zatrzymały,zanim pojawi się straż miejska. Ojciec Ecoliono dowiedział się od was o tym, że cały Marienburg jest w niebezpieczeństwie a dodatkowo atakowana jest forteca Morrytów na Upadłych Wzgórzach. Nikt was nie zaczepiał i o dziwo łotry też was już nie atakowały dzisiejszej nocy. Na powitanie w karczmie Kurt został zrugany przez prowadzącego ją niziołka.>

-Kurt, głupi człowieku. Po nocy się ganiasz, tłumy sprowadzasz, jak miejsca nie ma gdzie spać.

<Niziołek nie chciał was wpuszczać ale kobiety łatwo go przekonały miłymi słowami i garstką komplementów. Elize dała mu też kilka monet za fatygę.
Zostaliście wpuszczeni do sali jadalnej. Nikogo tam nie było ale sala sypialna i wszystkie pokoje były już zajęte. Izbę Kurta zajęły Anika, Etelka,
Elise i Ingrid. Tella i Elbereth pozostały w sali jadalnej, tak na wszelki wypadek. Wymieniliście ostatnie informacje. Elbereth, Tellan, Kurt z
dziewczynami wyjeżdżają jutro z rana. Klaus, Rhunar, Ecoliono, zostają w mieście. Elbereth pożegnała Siwrisa długim przytulańcem i brat czarodziejki
zostawił was. Rhunar zagadnął najpierw kapłana Ecoliono o to aby pomógł zjednoczyć wszystkie kościoły Marienburga przeciwko von dem Kuypersowi i
czarownicy Wietrznicy. Bo jeśli najbogatszy człowiek Starego Świata sprzeda Marienburg to wszyscy będą zgubieni. Potem krasnolud przysiadł przy Klausie i zaproponował mu wynajęcie go jako ochroniarza ale Klaus wahając się odparł, że to przemyśli po czym strzelec zniknął na dłużej chyba w wychodku. Elbereth i Tellan z Kurtem ustaliły, że wyruszą rano razem a co będzie u kresu podróży to się okaże za kilka dni. Śpiąc na zmianę pilnowaliście, żeby ktoś was w nocy nie zaskoczył. Rankiem wszyscy się rozeszli i każdy poszedł w swoją stronę nie tracąc czasu nawet na śniadanie.>



<Elbereth, Tellan, Kurt>

<Rankiem wyruszyliście. Kurt zakupił trochę prowiantu na drogę, żeby nie być na łasce Tellan, która była już zaopatrzona w jedzenia nad wyraz. Anika i Etelka były w ubraniach podróżnych, skórznie i koszule, maiły jednak sukienki tak na wszelki wypadek. Razem w piątke udaliście się do Elfiego Miasta gdzie przed bramą czekały już na was piękne rącze konie, po jednym dla każdego. Koń Elbereth miał dodatkowo przy siodle koc i juki z elfim prowiantem. Siwris również tam czekał i ucałował siostrę na pożegnanie. Okazało się jednak, że ani Anika ani Etelka nie potrafiły jeździć konno. Elfie konie były szybkie i zwinne ale nie nawykły do dużego obciążenia dlatego musieliście podzielić osoby i bagaż umiejętnie. Na jednym koniu jechała Elbereth razem z młodziutka Etelką, która bez krępacji przylgnęła do elfki jakby od tego zależało jej życie. Druga para na koniu to Tellan i Anika, kobiety w podobnym wieku szybko się zgrały jako prowadząca i pasażer. Okazało się, że Kurt jest cięższy niż Tellan w zbroi dlatego jechał sam. Wielki miecz Tellan zajął osobno całego wierzchowca, a ostatni koń został obładowany prowiantem i wszystkimi innymi rzeczami jakie mieliście ze sobą. Siedząc w siodle zarówno Tellan jak i Elbereth zauważyły, że trochę chyba zaczęło im przybywać z przodu, zapewne podczas tych kilku ostatnich miesięcy. Wyjechaliście z Marienburga bez problemów, droga wiodła przez pierwsze klepsydry przy bagnach. Kurt zdawał się być dość beztroski, za to Elbereth i Tellan jakby były prześladowane, ciągle się rozglądały. U Tellan widać było napięcie a Elfka emanowała takim smutkiem, że samo patrzenie na nią powodowało spadek nastroju. Każdego dnia robiliście kilka popasów, Kurt mógłby jechać i jechać ale kobiety musiały odpoczywać. Po pierwsze parami jechało się mniej wygodnie a po drugie dziewczyny Kurta nie były nawykłe do siodła. Poza tym każdy postój był namiastką rozluźnienia. Kurt i Tellan mogli poćwiczyć, oczywiście osobno. A Elbereth mogła skupić się na obiecanej nauce dziewczyn. Poza tym na postojach rozprostowywaliście nogi i zjadaliście drobne przekąski. Co dziwne , nie minęliście nikogo na drodze. Na wieczór rozbijaliście obóz przy drodze, rozkulbaczaliście konie a Anika zajmowała się zwierzętami. W okolicy nie było zbyt wiele drzew, więc i kryć się nie było gdzie. Pierwszej nocy Kurt objął wartę a kobiety mogły przespać się spokojnie do rana po wieczornej toalecie. Następnego dnia dzień wyglądał podobnie, podróż, postoje, nauka, obozowisko na noc. Z tą jednak różnicą, że zjechaliście już z głównego traktu wiodącego do Middenheim na drogę do Upadłych wzgórz. Drugiej nocy wartę objęła Tellan na zmianę z Aniką. Ta noc także minęła spokojnie. Po śniadaniu ruszyliście dalej. Droga zrobiła się wyboista i zarośnięta porostami. Płaski krajobraz ustąpił piaszczystym wzgórzom ponurym i smutnym. Droga zaczęła się wam dłużyć. Gdzieś w środku dnia zza wzgórz wynurzyła się smukła ciemna bryła. Początkowo niewyraźna ale z każdą klepsydrą jazdy rosła w oczach. Po wieczór gdy zatrzymaliście się na odpoczynek byliście już pewni, że to wieża. Ogromna wieża, która przypominała czarne ramię wybijające się z ziemi ku niebu z pięcioma ugiętymi palcami jakby chciało pochwycić coś z niebios. Koniuszki tych palców tonęły w obłokach chmur utrzymujących się dość nisko jak na te okolicę. Wyglądało na to,że jutro powinniście dotrzeć do celu. Już w tym momencie nie było w okolicy żadnych zwierząt ani ptaków. Ziemia całkowicie jałowa nie nadawała się pod uprawy. Z trudem udało wam się uzbierać materiału na ognisko. Kurt, Tellan i Anika poszły spać a Elbereth pełniła wartę razem z Etelką, która nie chciała iść spać. Dziewczyna usiadła blisko elfki i co jakiś czas coś do niej szeptała. Czarodziejka trochę się martwiła ale i ta noc minęła spokojnie i bez niczyjej ingerencji. Z samego rana po posiłku ruszyliście w dalszą drogę. Pogoda dotąd dopisywała lecz w pewnym momencie po prostu się popsuła. Wzgórza spowiła mgła, powietrze zrobiło się ciężkie i suche. Sylwetka wieży majaczyła w oddali i tylko dlatego wiedzieliście gdzie się kierować bo droga zmieniła się w wydeptany przypadkowo kopytami szlak. Jechaliście ostrożnie i wolniej aż koło południa waszym oczom we mgle ukazały się sylwetki namiotów i machin oblężniczych. Echo niosło dobiegający z obozu gwar. Zmysły Elbereth szalały i widać było, że czarodziejka nie może się skupić. Kurt, Tellan, Anika i Etelka też nie czuły się tutaj dobrze, zdenerwowanie mieszało się z ogromnym przygnębieniem, jakby za rogiem czaiła się śmierć.>


<Klaus>

<Zniknąłeś w nocy z głównej sali ponieważ Etelka zgodziła się z tobą porozmawiać na osobności. Oczekiwałeś rozmowy w cztery oczy a okazało się, że byłeś ty, Etelka, Anika, Elise i Ingrid. Razem z czterema młodymi i atrakcyjnymi kobietami czułeś się nieswojo. Jakbyś łamał jakieś tabu. Ingrid leżała już w łóżku ale obserwowała cię. Elise siedziała na łóżko obok niej w kolorowej pidżamie i trącając delikatnie struny swojego instrumentu nuciła kołysankę. Anika siedziała przy stoliku naprzeciw ciebie w skórzanych spodniach, z rozpiętą koszulą i bosymi stopami. Etelka bezceremonialnie usiadła ci na kolanach bokiem do ciebie i objęła cię lewym ramieniem. Miała na sobie tylko białą koszulkę z czarną broszką i krótkie pantalony. Jej dekolt i gołe nogi przykuwały twój wzrok. Na stoliku stały dwie puste butelki po winie. Dziewczyny szybko się z nim uwinęły, nie została ani kropla.>

-Chciałeś rozmawiać na osobności Klausie ale gdybyśmy byli sami zrobiła bym ci straszliwą krzywdę...Dlatego jesteśmy we cztery.
<Głos dziewczyny był seksowny, spokojny, uwodziła cię a ty nie mogłeś nic na to poradzić. W pierwszym momencie chciałeś uciekać lub ją odsunąć od
siebie ale jej delikatny stanowczy uchwyt, słodkie spojrzenie piwnych oczu i tajemniczy kobiecy zapach obezwładniły cię. Ta dziewczyna mogła zrobić
teraz z tobą wszystko a ty byś jej przyklasnął.>
-Mam na imię Etelka, Klausie i miło mi ciebie poznać. Muszę się zachowywać bo jesteśmy w doborowym towarzystwie. <Brunetka uśmiechnęła się do ciebie zalotnie i zerknęła na towarzyszki.>
-Pytałeś o karczmę gdzie postrzelono elfa. Powiem ci co wiem bo jesteś przyjacielem Kurta i dziś mam do ciebie słabość.
<Dziewczyna pochyliła się i musnęła ustami twoją szyję, tuż nad skórzanym kołnierzem. Drgnąłeś jakbyś się przestraszył a ona zachichotała. Kontynuowała cichym uwodzicielskim głosem.>

-Karczma nazywa się Feriel. Mieści się w południowym porcie. Chodzą tam raczej stali bywalcy więc uważaj na siebie jeśli tam pójdziesz.

<Z dużą nieśmiałością zadałeś kilka pytań Etelce na co ona oblizała powoli i lubieżnie wargi.>

-Aż tak blisko chcesz mnie poznać Klaus? Może innym razem, dziś dostałbyś tutaj zawału. Ale powiem ci na zachętę, że urodziłam się na Sartossie.
<Dziewczyna wstała i chwyciła Klausa za poły ubrania. Poprowadziła go do drzwi i klepnęła w pośladek na pożegnanie.> -Do następnego razu słodziaku.

<Reszta nocy minęła ci na twardym śnie. Nad ranem wyszedłeś ze świtaniem i postanowiłeś popytać o von dem Kuypersa. Pokręciłeś się jeszcze przy karczmie jak wcześniej i poszedłeś na miasto. Zacząłeś pytać u prostych ludzi, ot tak z głupia frant, z ciekawości. Od przechodniów i kupców już pierwszego dnia dowiedziałeś się tego co już wiesz. Że jest bajecznie bogaty, ma dom gdzieś w mieście, nie pokazuje się publicznie. Jego herb to zaciśnięta pięść, złota moneta i pióro. A jego dom mieści się zaraz nieopodal zamku za mostem w dzielnicy bogaczy. Zeszło ci całkiem sporo czasu na
włóczeniu się po mieście. Kiedy się już zaczęło ściemniać postanowiłeś sprawdzić te karczmę Feriel. Rzeczywiście już na pierwszy rzut oka z ulicy
wyglądała na podłą spelunkę. zaryzykowałeś wejście i to był błąd. Ledwo przestąpiłeś próg a już ktoś wykręcił ci rękę prawie ją łamiąc a ty miałeś nóż
na gardle.>

-Synek, chyba cię popierdoliło żeby tutaj przychodzić...

<Tego wieczora miałeś bardzo nieprzyjemną rozmowę, która trwała dość długo i sam nie wiesz jakim cudem udało ci się z tamtąd wyjść o własnych siłach. Wróciłeś do Miedzianej Chochli i chciałeś odpoczywać ale twój przyjaciel ze Śpiewającego Bażanta czekał na ciebie. Od niego dowiedziałeś, że von dem Kuypers jest średniego wzrostu przysadzistym mężczyzną dobiegającym sześćdziesiątki i poza spotkaniami Dyrektoratu raczej się z nikim osobiście nie spotyka. A na takie spotkanie raczej się nie dostaniesz. Zostaje ci spróbować dostać się do niego do domu. Pożegnałeś przyjaciela i wynająłeś pokój żeby odpocząć. Mocno oberwałeś w tym Feriel. Przespałeś całą noc a z rana wziąłeś się do roboty. Musiałeś odpracować dług który zaciągnąłeś. Kolejna robota za darmo. Cały dzień zszedł ci na włóczeniu się po porcie zanim przekazałeś wiadomość komu trzeba. Zmokłeś przy tym jak szczur wpadając do wody ale swoje zrobiłeś. Ponownie zmęczony wróciłeś do karczmy na spanie ale wreszcie miałeś spokój. Kolejne dni spędziłeś na obserwacji domu von dem Kuypersa. Wielka posiadłość z własną zatoczką, otoczona wysokim murem. Jedno wejście strzeżone przez strażników i psy. Dom tak położony, że z ulicy niewiele można dostrzec zanim ktoś cię obezwładni. Od strony wody też dostrzegłeś patrolujących posiadłość strażników. Kręciłeś się każdą uliczką w dzielnicy bogaczy, żeby znaleźć jakąś okazję ale nic. Bez wchodzenia na teren posiadłości musiałbyś poznać plan dnia von dem Kuypersa a tego raczej nikt ci nie użyczy. Zmęczony wróciłeś do Miedzianej Chochli tylko po to żeby się dowiedzieć, że znowu czeka na ciebie praca ale tym razem nie za darmo.>


<Rhunar>

<Z rana udałeś się do Elise i uprosiłeś ją aby pomogła ci zmienić wygląd. Bardka była akurat razem z Ingrid i obie uznały twój pomysł za świetną
zabawę. W ruch poszedł grzebień, nożyczki, brzytwa, kobiece mazidła. Kiedy po paru klepsydrach wyszedłeś od panien sam siebie nie mogłeś poznać w
lustrze. Tym razem miałeś blond włosy i brodę zafarbowane bardzo starannie tak, że wyglądały naturalnie. Brodę zapleciono ci w kilka małych warkoczy a
oczy podmalowano aby wyglądały na jaśniejsze. Przystrzyżono końcówki i ułożono inną fryzurę tak, że wyglądasz na dużo młodszego krasnoluda. Było już koło południa kiedy zgłosiłeś się do Arkata i opowiedziałeś o wszystkim co cię spotkało. Radny oczywiście zaoferował ci miejsce do spania i ewentualnej pracy. Było już późno więc porobiłeś kilka ozdób i położyłeś się spać. Następnego dnia poszedłeś do Axerunda oddałeś mu okulary za co krasnolud obdarował cię zdobioną fajką. Nie powiedział ci jednak gdzie jest kowadło, stawiając warunek, że najpierw trzeba uwolnić Jordiego z więzienia. Nie myśląc długo skierowałeś swoje kroki do Ecoliono. Poprosiłeś kapłana o pomoc w wyciągnięciu Jordiego z więzienia i skontaktowaniu inkwizycji Morra z innymi zakonami i magami jeśli to możliwe. Ecoliono oczywiście się zgodził i teraz we dwóch mogliście szerzyć "dobra nowinę". Pożegnałeś morryte i osobiście udałeś się raz jeszcze na wyspę Rijeka aby odebrać swój młot, który dałeś inkwizycji do oczyszczenia. Oczywiście podałeś się za dalekiego kuzyna Rhunara aby przypadkiem się nie zdradzić. Młot otrzymałeś, wyglądał i był w dotyku jak wtedy kiedy go wykułeś. Złe moce musiały zostać z niego wypędzone. Kolejny dzień minął więc wróciłeś do Arkata na nocleg. Podyskutowaliście chwilę i dowiedziałeś się, że Ecoliono działa dość szybko. Następnego dnia miało odbyć się kolejne głosowanie w sprawie Jordiego. Pełen nadziei poszedłeś spać. Z rana udałeś się do Miedzianej Chochli gdzie poprosiłeś Ingrid o pomoc z bogatymi kupcami i szlachtą, znała co najmniej kilku więc obiecała, że zrobi co w jej mocy. Kolejne kroki skierowałeś w towarzystwie Elise do Collegium Magicum aby spotkać się z Arcymagiem Rufusem i spytać czy nie da się jakoś przechylić szali głosowania za uwolnieniem twojego przyjaciela. Gdyby nie Elise pocałowałbyś klamkę i jeszcze wynieśli by cię na kopach. Okazało się, że Arcymag jest najbliższym kuzynem von dem Kuypersa, jednak z powodu jakiejś zwady nie do końca się ostatnio zgadzali. Bardka zaatakowała czarodzieja swoją najlepsza piosenką i ten zgodził się zainterweniować aby Jordiego ułaskawiono. Skupiliście się na tym zadaniu i późnym popołudniem owego dnia Arkat zabrał cię na głosowanie rady jednak nie dopuszczono cię tak blisko abyś mógł widzieć kto zasiada w radzie. Wynik okazał się pozytywny. Osiem do siedmiu. Słyszałeś, że podobno von de Kuypers się wściekł nie na żarty. Nie licząc sytuacji z odwołaniem Arkata to pierwsze głosowanie w którym nie poszło po jego myśli. Poszedłeś za radą Arkata i zaszyłeś się w jego domu na jakiś czas aby nie kusić losu.>


<Ecoliono>

<Zadowolony, że twoi towarzysze jednak przeżyli pożar i dowiedziawszy się kilku ciekawych rzeczy wróciłeś do klasztoru aby odpoczywać. Jak przystało na kapłana poświęciłeś się medytacjom i modlitwom. Po kolejnych dwóch dniach odpoczynku odwiedził cię Rhunar prosząc o wsparcie kościoła Morra i inkwizycji Morra w przeciwdziałaniu upadku miasta. Oczywiście zgodziłeś się pomóc. Aby zjednoczyć w działaniach wszystkie kościoły przedyskutowałeś sytuację z najstarsza kapłanką Diromo a potem udałeś się na rozmowy do świątyni Shallyi, Vereny , Haendryka i Mannana. Cały zabieg trwał kilka dni ale dowiedziałeś się ciekawych rzeczy. Otóż człowiek, który był odpowiedzialny za nasłanie zabójców na Elbereth i Rhunara, najbogatszy człowiek Marienburga a może i Imperium przekupił świątynie Vereny i Haendryka. Byłeś ślepcem ale dzięki temu łatwiej dostrzegłeś to co próbowano ukryć przed oczami innych. Te dwie świątynie nie chciały dołączyć do waszej krucjaty przeciw złu a przecież właśnie im najbardziej powinno zależeć na dobrobycie miasta i życiu mieszkańców.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 655

PostWysłany: Wto Kwi 16, 2019 00:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nim ekipa dotarła do karczmy Kurt miał okazję rozmówić się z Elberech>

<KURT>
Kurt dość się napatrzył na czarodziejów aby pokaz możliwości Elbereth nie zrobił na nim większego wrażenia

- Widzę że ludzie nie są ci aż tak obojętni? - zapytał z ironią ale też z podziwem.

<Według niego magia była użytecznym narzędziem pod warunkiem że znajdowała się w cudzych rękach.To że lubił patrzec w ognisko nie znaczy że lubił w to ognisko wkładać łapę.>

<ELBERETH>
<Spojrzałam na Kurta pustym i zmęczonym wzrokiem. Milczałem przez kilka chwil nie wiedząc czy komentować jego pytanie, czy udzielać jakiejkolwiek odpowiedzi. W końcu odezwałam się cichym, beznamiętnym tonem.>
-Może widzisz to co chcesz zobaczyć. Znam kilku wartościowych ludzi… nie mogę powiedzieć, że nie. No i… - zawahałam się - Nie godzę się by ktoś niewinny umierał w płomieniach tylko dlatego, że ja czy Rhunar akurat znaleźliśmy się na celowniku i byliśmy w karczmie. Bez względu na sympatie, antypatie czy niesnaski. Dobrze sobie poradziłeś, choć swoje dziewczyny musisz jeszcze porządnie podszkolić.
<Zerknęłam na nie siląc się na słaby uśmiech.>

<KURT>
- Ja też. hehe - Zgodził się elfką co do ludzi. - Wiem - zgodził się co do szkolenia. - Nie było kiedy. - pochwalił bretonki. - Ty też niezgorzej.kto by pomyślał że taka chudzina może wysadzić drzwi z zawiasów - przyznał z uznaniem mając w pamięci obraz jak elfka “otwierała” drzwi na piętrze karczmy.
<Chwilę szedł w milczeniu prowadząc pochód w kierunku nabrzeża.>
No miałem nadzieję na nieco spokoju żeby tu w mieście podszkolić ale teraz to już chyba nie da rady. Trzeba będzie coś innego wymyślić.*

<ELBERETH>
<Rozejrzałam się wypatrując.>
- Taaak... może i ze mnie niepozorna chudzina, ale jak trzeba to nic mi nie stanie na przeszkodzie. Zawsze mogę coś wysadzić...
<Mówiłam cicho.>
- W mieście spokoju nie zaznasz.. niestety. Jeśli chcesz je szkolić to najlepiej w drodze i jak się nadarzy okazja to testować w boju. Mnie z Collegium odprawili bym nabierała mocy i doświadczenia w walce lub zginęła próbując..
<Spojrzałam na Kurta.>
-Nie życzę im tego i dobrze robisz starając się je wyszkolić, ale prawda jest taka, że teoria różni się od praktyki.

<KURT>
<Kurt pokiwał głową na znak że podziela zdanie Elbereth>
- No zawsze jest dobrze mieć jakiegoś asa w rękawie. - Zgodził się co do opcji wysadzania. - Miałem nadzieję że one będą takim moim asem. W Curone miałem jeszcze dwóch takich przystojnych jak ja. Ale wyszło inaczej. Tego co ja mogę je nauczyć inaczej jak praktyką nie załatwić. Praktyką i treningiem. - znów się zgodził - Tyle że robić mieczem to nie wszystko. A ode mnie wiela więcej nie wyciągną.
<Rzucił niejako z żalem w głosie>

<ELBERETH>
<Zerknęłam na dziewczyny.>
- Czasem wydaje Ci się, że wszystko zaplanowałeś, a i tak wychodzi inaczej. Hmm... a czego chcesz je nauczyć? Skoro nie tylko sztuka walki. Jakim asem w rękawie mają być? Masz jakiś zamysł?
<Blada i przybita spoglądam to na Ciebie to na dziewczyny. Najwyraźniej nad czymś się zastanawiając.>
- Słuchaj. wiem, że bywam porywcza i potrafi mnie ponieść. Nie bez powodu magów bitewnych trzyma się raczej na froncie niż w mieście. Jutro ruszam na wschód na twierdzę. Jeśli chcesz to jedź i zabierz je ze sobą. Niech trenują pod Twoim okiem i przywykną do trudu i znoju bycia najemnikiem. Jak chcesz to ja mogę je czegoś spróbować nauczyć w trakcie wyprawy... będę podróżować konno, więc jeśli nie macie wierzchowców to mogę coś dla Was załatwić.


<KURT>
- Wiesz od mordobicia to ja jestem i tu se radze. One są... inne, ładne. - powiedział z dziwną miękka nutą w głosie. - To jakoś wykorzystać. Chciałem oddać je na naukę do Elise ale teraz to to nie pójdzie.
<Kurt otrząsnął się jak kot. Wyprostował i znów był sobą i już kalkulował.>
- Wyjazd z miasta... - zamyślił się - może, może. W końcu mogły by zakosztować prawdziwej najemki. Ja to konno całkiem całkiem ale dziewczyny to raczej słabo. Była by okazja na wziąć je w obroty. Wiesz może być. No i w karczmie mówiłem. no nie - kontynuował rozbawionym głosem - że dam się nająć za naukę dla dziewczyn. he he he. - Zarechotał.
<Znów spoważniał i odezwał się w nim duch najemnika>
- A teraz szczegóły. Kto jedzie, jak prowiant, spanie pod chmurka?

<ELBERETH>
- Ładne.. to bywa prawdziwym przekleństwem i wspaniałym atutem. Hmm... ja jadę na wschód. Jeśli twierdza upadnie to dla Marienburga nie ma szans, a mojego miasta to stara prukwa nie dostanie w swoje łapy. No i mam tam rachunki do wyrównania z jedną.. dwiema osobami. Tellan w tym samym kierunku. Co z resztą to nie wiem. - zasępiłam się. - Jak dziewczyny wsiądą w siodło to będzie dla nich dobry trening by nabrać wprawy. Co do prowiantu to jedzcie co chcecie. Mnie starczą i suchary. Właśnie.. muszę przed wyjazdem kupić coś w karczmie na drogę. Spanie gdzie da radę. Może pod chmurką, może w przydrożnym zajeździe.. nie było mnie w okolicy z 10 lat to nie wiem ile się pozmieniało. Zapewnię Wam konie i mogę podszkolić dziewczyny w tańcu, śpiewie czy etykiecie.. w końcu wychowywano mnie do innej roli... Hmm.. jak uważasz. Ja pieniędzy za to co robię nie dostaję i też ich nie posiadam. Takimi sprawami zajmował się dotąd Bel…

<KURT>
<Kurt zmarszczył czoło na wzmiankę o Tellan>
- Eeee - mruknął niezadowolony. I przeciągając sylaby odpowiedział - No dobra… Przynajmniej stawiasz sprawę jasno. Wy dwie, my trzy, to pięć. Mówisz że coś damy radę zmienić? - Zapytał. - Konie i nauka to też zapłata więc ok. Jak będzie z tego jakaś kasa to się dzielimy. A ile to będzie w jedną stronę? - dopytał - Ja tam to zwykle nie jeździłem. Muszę kupić jakieś żarcie. Rano po drodze zahaczymy o targ będzie trzeba zakupić kilka drobiazgów. Mam nadzieję że lekki poślizg nie będzie ci przeszkadzał.
<Kurt odezwał się do dziewczyn>
- No moje panny, jutro w siodło.
<Rzucił bretonkom z miną kota zadowolonego z psoty>

<ELBERETH>
<Zerknęłam na dziewczyny, po czym wróciłam wzrokiem do Kurta, bo najwyraźniej to on o wszystkim decydował.>
-Tak, stawiam sprawy jasno. W jedną stronę.. przygotuj się może na pięć, może sześć dni. Lepiej mieć więcej w zapasie niż za mało. Jeśli musisz to poczekam. Potrzebujecie na pewno grubych kocy… co ja Ci tam będę tłumaczyć. Pewnie wiesz lepiej ode mnie. Jak będą z tego jakieś pieniądze to.. - zawiesiłam głos. - Ja nie mam potrzeb i raczej ich nie potrzebuję. Mnie zależy na czym innym i ma to stara prukwa. Odbiorę w swoim czasie.. - Nieznaczny uśmiech zabłądził na moich ustach.- I.. jeśli się uda to tak. Mamy szansę coś zmienić, ale zobaczymy. Nie będzie łatwo, nie będzie przyjemnie i pewnie będzie bolało.

<Spojrzałam Ci głęboko w oczy zatrzymując się.>

-Tylko zapamiętaj jedno… w walce muszę mieć wolne pole. W razie czego.. żeby potem nie było niedomówień. Jak mam walczyć i używać magii to nie plącz się przede mną, bo tym samym uniemożliwisz mi działanie. Hmmm… jeśli to wszystko, to uzgodniliśmy. I jeszcze jedno.. - odchrząknęłam. - postaram się panować nad sobą, ale jak się wkurzę to zwyczajnie dajcie mi spokój i czas by ochłonąć. Dobra?

<KURT>
<Kurt pokiwał głową na znak zgody. Naprawde się zastanawiał czy dobrze zrobił. Co byłoby lepsze, przeciwnik za każdym winklem czy może żołnierz na wyciągnięcie miecza. Wiedział że skoro się zgodził to pojedzie. Więc teraz należało tylko zwiększyć szansę na przeżycie. Pomyślał o tych kilkunastu złociszach i strasznych brakach. >
“I co ja za to kupię. Łona to i pewnie o jucznym konu nie pomyślała. Koce, namiot, żarcie, jakiś garnek, materiały na szarpie, coś do ćwiczeń. A i jeszcze ten kupiec do sztyletów.”
- Klaus, jak byś miał okazję dowiedzieć się o jednym takim kupcu, przede wszystkim dyskretnie. Był nam bardzo pomocny i nie chciał bym go urazić nadmiarem uwagi.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1558

PostWysłany: Wto Kwi 16, 2019 00:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Po wszelkich ustaleniach zostałam w sali jadalnej. Udało mi się parę razy zapaść w lekką drzemkę i na moment zapomnieć, ale poranek niestety nie odegnał koszmaru, jak zwykł dotąd czynić. Jakby ktoś przywalił mi obuchem w głowę i zostawił tak skołowaną. Brak poczucia bezpieczeństwa i pustka, jaka we mnie zagościła, przytłaczały mnie. Nastał nowy dzień, choć wciąż prześladował mnie ten wczorajszy. Zamyślona i wycofana prawie się nie odzywałam załatwiając jedynie najpotrzebniejsze sprawy. Pożegnałam się z bratem tuląc go mocno i dziękując za pomoc. Dosiadłam siwej, smukłej klaczy o długiej białej grzywie i ogonie. Poklepałam ją po szyi uspokajająco, gdy Etelka wsiadała. W pierwszym odruchu zesztywniałam, gdy tak do mnie przylgnęła. >

-Spróbuj się zrelaksować i wczuć w rytm Ardehel. I tak.. Trzymaj się mnie… może spróbuj też się wczuć w mój rytm jazdy. Będzie Nam łatwiej.

<Gdy tylko opuściliśmy mury miasta zrównałam się z Tellan, której towarzyszyła Anika. One potrzebowały nauki, a ja skupienia myśli na czym innym. Wydarzenia wczorajszego wieczora dopiero zaczęły do mnie docierać, a ja miałam ochotę uciec przed zaakceptowaniem rzeczywistości.>

-Nie traćmy czasu. W drodze będę Wam opowiadać, a na popasach pokażę parę rzeczy. Jeśli coś będzie dla Was niejasne to nie wahajcie się i pytajcie. Mnie uczono etykiety od najmłodszych lat. Dorastałam otoczona zwyczajami, normami oraz zasadami zachowań w towarzystwie, więc dla mnie są one tak naturalne, jak oddychanie. Nie będę jednak ukrywać, że nie zdarzało mi się łamać tych zasad. Wszystko zależy od sytuacji, w której się znajdziecie. Czasem zwykła kurtuazja może uratować życie. Grunt to dobra ocena, ale grzeczność jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Między innymi poprzez okazanie szacunku Shasuuviel, Największej i Najpotężniejszej pośród kapłanek Khael Mensha Kaine przeżyłam razem z Beltherionem, gdy trafiliśmy przed jej oblicze. Bel wtedy trochę narozrabiał i trzeba było załagodzić karę za jego zbrodnię. - Zamyśliłam się na moment. - Heh… teraz… ekhm… Etykieta. Oczywiście są pewne różnice między naszymi kulturami, ale podstawy są właściwie uniwersalne. Zatem zacznijmy od początku. Gdy to Wy jesteście przedstawiane, wówczas dygacie jeśli jesteście ubrane w sukienkę lub skiwacie głową, gdy w spodniach. Nie podajecie ręki tylko jeśli już to dłoń do pocałowania. Możecie tego nie uczynić, ale może to zostać potraktowane jako afront.

Rano milczałam i odezwałam się nagle, gdy już od klepsydry byliśmy w drodze.>

-Dziś może zacznijmy od czegoś lżejszego… przynajmniej na początek. - Zebrałam myśli. - Śpiewem, jak i kurtuazją, można posługiwać się w najróżniejszych sytuacjach. Jednak ładny głos i znajomość słów to nie wszystko. Każda piosenka może poruszyć bez względu na treść. Liczy się tylko to jak ją czujecie i jak ją wyrazicie. Jeśli to ballada o wielkich czynach winnyście poczuć, jakbyście same stawały naprzeciw tym wszystkim trudnościom. Pot, znój, strach i nadzieja. Wyobraźcie sobie te uczucia. - <Zamknęłam na chwilę oczy przypominając sobie kiedy ostatni raz sama miałam okazję zaśpiewać. >- Zaśpiewajcie z głębi serca, a pieśń ożyje. Może poruszyć serce nawet najbardziej bezwzględnego człowieka.

<Wzięłam głęboki oddech wciągając do płuc rześkie powietrze. Zaczęłam śpiewać delikatnym i melancholijnym głosem.>

Świat stanął w ogniu i nikt prócz Ciebie nie mógł mnie uratować.
To dziwne, do czego pożądanie może zmusić głupich ludzi….
Nigdy nie marzyłam, że spotkam kogoś takiego jak Ty.
Nigdy nie śniłam, że będę potrzebowała kogoś takiego jak Ty.

Nie, nie chciałam się zakochać
Nie, nie chciałam się zakochać - W Tobie.

Co to za okrutna gra - sprawić, że tak się czuję.
Cóż to za okrutna rzecz - pozwolić mi marzyć o Tobie.
Co za okrutna rzecz - pozwolić mi śnić o Tobie, więc…


Zakochać się w Tobie.
Nie, nie chciałam się zakochać
Nie, nie chciałam się zakochać - W Tobie.

Świat stanął w ogniu i nikt prócz Ciebie nie mógł mnie uratować.
To dziwne, jakich głupców robi z ludzi pożądanie.
Nigdy nie marzyłam, że pokocham kogoś takiego jak Ty.
I nigdy też nie śniłam, że stracę kogoś takiego jak Ty.

Co to za okrutna gra - sprawić, że tak się czuję.
Cóż to za okrutna rzecz - pozwolić mi marzyć o Tobie.
Co za okrutna rzecz - pozwolić mi śnić o Tobie...


<Zamilkłam. Położyłam odruchowo dłoń na rękojeści miecza.>

-Nie bez powodu Elise jest najlepszą bardką w Imperium. Jej pieśni poruszają serca… Możecie poćwiczyć później na Kurcie i Tellan. - Spojrzałam w niebo. - Nie ważne kim będzie ta osoba. Przekonajcie ją, że jest najbardziej wyjątkową osobą na świecie. Wczoraj opowiadałam Wam, jak zwykła kurtuazja pomogła mi w prowadzeniu rozmów z Shasuuviel, Największą i Najpotężniejszą pośród kapłanek Khael Mensha Kaine. Zapewne pieśń, nawet najpiękniejsza, nie przyniosłaby podobnych skutków. Inaczej miały się sprawy, gdy trafiłam przed oblicze Księcia Lucasa, gdy był pod wpływem czaru Wietrznicy. Poznaliśmy się w innych okolicznościach, kiedy to Luca wolał spędzać czas inaczej niż na zabijaniu nieludzi, więc mogłam zaryzykować. - Uśmiechnęłam się blado na to wspomnienie. - Nie mogłam po prostu użyć czarów. Nie chciałam jego śmierci, a ta starucha stała tuż za nim. Zdałam sobie sprawę, że mogę jedynie spróbować przemówić do niego, ale same słowa tak nie poruszają serca tylko sposób ich przekazania….

<Popołudniu wróciłam to tłumaczenia Anice oraz Etelce norm oraz zachowań w relacjach z innymi kobietam, z mężczyznami, jak i w towarzystwie. Starałam się wszystko tłumaczyć spokojnie, odpowiadałam na ich pytania i wyjaśniałam nieścisłości. Dałam im spokój dopiero, gdy postanowiliśmy rozbić obóz. I jak poprzedniej nocy, nie odzywając się już, zasnęłam zawinięta w koc, przytulona do miecza.
Z niechęcią obudziłam się kolejnego dnia. Niemrawo zjadłam śniadanie i milcząca przygotowałam do dalszej podróży. Przywykłam już do bliskości Etelki. Napiłam się z manierki i odchrząknęłam cicho.>

- Dobrze dziewczęta. Skoro dopiero co jedliśmy to opowiem Wam pokrótce o całym ceremoniale jakim jest zasiadanie do posiłku. Ach… Jak to szło. - Zamknęłam na moment oczy przypominając sobie te wszystkie szczegóły, które chciałam im możliwie jak najprościej wytłumaczyć. - Jak już zasiądziecie przy stole i zobaczycie ile jest sztućców to Wam podpowie ile podadzą dań. Zawsze zaczynajcie kolejne danie od sztućca leżącego najdalej od talerza… to prostsze do zapamiętania. No i nie mam wszystkich by Wam pokazać. Posiłek zawsze rozpoczyna gospodarz, więc nie wolno zacząć póki on lub ona nie zacznie. Życzy smacznego, czasem wznosi toast, zasiada i rozpoczyna ucztę. Podczas pierwszego dania rozmawiacie z osobą po swojej prawej, podczas drugiego z osobą po lewej, a podczas przekąsek oraz deserów ze wszystkimi. To również gospodarz decyduje o końcu biesiadowania. Nie wypada wstawać od stołu, póki nie wstanie i nie poprosi o przejście do innego pomieszczenia. Jednak nie każdy posiłek odbywa się w większym towarzystwie. Oczywiście prywatne posiłki w cztery oczy rządzą się podobnymi zasadami, ale wtedy Was gospodarz jest skupiony tylko na Was. Co ważne.. Nie wypada uczynić afrtonu, więc nawet jeśli zostanie podane coś czego byście w życiu nie zjadły, to bez grymasu zjecie. Odmowa lub krzywienie się albo wymigiwanie, że jednak nie jest się głodnym, może skończyć się rozgniewaniem i niechęcią goszczącej Was przy stole osobie. Hah...sama miałam kilka takich sytuacji. Pierwszy raz zjadłam coś niesmacznego na pierwszej kolacji, na którą wyciągnął mnie Bel. Nie pamiętam nawet nazwy tej podejrzanej karczmy, do której mnie zaciągnął, ale ten niby gulasz zapamiętam do końca życia. Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć z czego to było robione, ale nie chciałam mu sprawić przykrości, więc uśmiechnęłam się i zjadłam. Ten przynajmniej był ugotowany. Jedzenie z apetytem surowego gul..nie to nawet chyba nie był gulasz. Surowego, pokrojonego mięsa, doprawionego i.. Ach.. Nie był taki zły, ale surowy, a nie nawykłam do takich dań. Jednakże do posiłku zasiadłam z Shasuuviel, a marudzenie i kręcenie nosem mogło ją obrazić. W naszej nieciekawej sytuacji dodatkowe denerwowanie Największej i Najpotężniejszą pośród kapłanek Khael Mensha Kaine nie wchodziło w grę. Zjadłam chwaląc egzotykę kuchni. Jak zapewne zdążyłyście już zauważyć to co mówicie, w jakich sytuacjach i do kogo ma niezwykłe znaczenie. Może uratować Wam skórę lub Waszym towarzyszom, może też napytać Wam biedy. Jednym gestem, słowem, czy nietaktem możecie kogoś rozgniewać lub zjednać. Miecz zawsze może przebić wroga, ale nie zawsze znajdziecie się w sytuacji, w której użycie broni będzie możliwe. Warto wtedy uciec się do innych sposobów….

<Przez resztę dnia tłumaczyłam im jakie wina należy pijać do jakich posiłków, jak powinno się jeść niektóre potrawy, kiedy najwcześniej można opuścić towarzystwo jeśli przyjęcie nam jednak nie odpowiada. Poruszam również kwestię o czym wypada rozmawiać, a jakie tematy nie powinny być podejmowane.
Trzeciej nocy przyszła kolej na moją wartę, ale Etelka widać nie miała zamiaru spać. Początkowo dawałam jej do zrozumienia, że powinna jednak korzystać i wypoczywać, ale nie odpuszczała, więc się poddałam. Powiedziałam jej jedynie by była w miarę cicho by nie budzić innych. Liczyłam, że się znudzi i w końcu jednak się położy, ale dziewczyna nie odpuszczała. Jej zabiegi nie przynosiły mi ukojenia, ale podziękowałam jej za miłe słowa.>

-Przypominasz mi moją przyjaciółkę z czasów collegium.. Może nie z wyglądu, ale jesteś równie młoda i słodka co ona. Hmmm… Gotlieve. Pozwól, że opowiem Ci historię, jak dwie nierozważne uczennice postanowiły wyjść na miasto, napić się wina i uwolnić zwierzęta z cyrku, który przyjechał do miasta….

<Rozglądałam się czujnie i nasłuchiwałam, ale w międzyczasie opowiedziałam Etelce o pewnym niezapomnianym dniu w Altdorfie.
W końcu nastał kolejny dzień. W milczeniu obserwowałam jak ciemność powoli ustępuje światłu. Pierwsze kolory oraz ognisty żar rozświetlający teren dookoła nas. Wyszeptałam w eltharinie kilka słów i objęłam Etelkę ramieniem przytulając do siebie i dodałam w staroświatowym.>

- Stał się taki pusty i jałowy. Zwykło się mówić, że wraz z nowym dniem budzi się nowa nadzieja. - Zamilkłam. - Widać temu kto to wymyślił nie rozsypał się cały świat.

<Puściłam dziewczynę i przygotowałam się do drogi. Właśnie tłumaczyłam dziewczynom jak dobierać stroje do okazji, gdy pogoda się zmieniła. Rozejrzałam się niespokojna. Skinęłam na Tellan i Kurta. >

-To mi się nie podoba. Zachowajmy ostrożność. Teraz Etelko będziesz się mnie naprawdę porządnie trzymać.

<Zamilkłam skupiając się na otoczeniu. Mgła mnie niepokoiła, a atmosfera nie napawała optymizmem. Rozglądałam się i nasłuchiwałam. Powoli zbliżaliśmy się do celu naszej podróży. Zemdliło mnie w końcu od narastającego niepokoju. Wszechobecność plugawej magii mierziła mnie. Zatrzymałam się marszcząc brwi. Zamknęłam oczy powoli wciągając powietrze i wydychając. Zamarłam. Moje rysy wyostrzyły się, a ja pobladłam nagle. Odezwałam się cicho.>

-Słuchajcie. Nie panikujcie i nie róbcie nic głupiego. Żadnych krzyków i gwałtownych ruchów. Tellan..przebicie się do twierdzy. Musimy przemknąć niepostrzeżenie, a to może nie być łatwe. Obóz to jedno, ale… są tu tysiące magicznych istot… - szepnęłam. - Nie zwróciły na nas uwagi, ale to może być kwestia czasu. Użyję magii i zlecą się natychmiast. Dlatego powinniśmy jak najdłużej pozostać niezauważeni. - rozejrzałam się. - Dobra to ja jestem na armię, ale nie demonów… nie w pojedynkę. Wspominałaś o oblężeniu, o tym, że kapłani nie śnią, ale to… jakie znasz drogi do tej twierdzy, bo raczej nie wejdziemy główną bramą...konno tam nie pojedziemy. Powinniśmy się cofnąć i zostawić konie lub po prostu je puścić w drogę powrotną. Kurt.. Kurt.. co o tym myślisz? Któreś ma doświadczenia w przekradaniu się?

<Szeptałam otoczona wirującą, plugawą magią, która otaczała nas z każdej strony.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 644
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Kwi 17, 2019 00:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<W drodze do Miedzianej Chochli nie uzyskałem odpowiedzi od Etelki. Zacząłem więc z nudów przyglądać się ślepcowi, który niespodziewanie zaczął nam towarzyszyć. Zaczepiony przez Kurta szybko zareagowałem.>

- Mam dla Ciebie śledzić kupca, który odznaczył się tylko tym, że był dla Ciebie bardzo pomocny? -<Chwile się zamyślam, ale już po chwili uśmiecham się pod nosem i dodaję.> - Dziwna prośba, ale zgoda. Daj tylko znać jak się nazywa, jak wygląda, gdzie urzęduje i czym handluje, albo cokolwiek co wiesz, a postaram się rzucić na niego okiem w wolnej chwili. Tylko co by Cię interesowało dokładnie, bo nie wiem na co zwracać uwagę. Jego bogactwo czy może preferencje co do burdeli? A może jeszcze co innego? Tylko pamięta, że będziesz mi za to winien przysługę.

<W samej karczmie posłuchałem jakie plany ma reszta. Byłem zdziwiony tym, że El jednak nie chcę się zmyć, a realizuje plan, który chyba podjęła przed nasza awanturą. Rhunara niestety musiałem zbyć, bo zbyt wiele rzeczy miałem na głowie, by bawić się w towarzystwo dla krasnoluda. Szczególnie, że w bezpośrednim starciu i tak bym mu nie pomógł, a do odstraszania średnio ze swoją posturą się nadaję. "Każdy doświadczony najemnik będzie lepszy w tym zadaniu niż ja." Wymknąłem się jeszcze na chwilę do pokoju dziewczyn, ale stan w jakim je zastałem, nie pozwolił mi na pozyskanie wszystkich potrzebnych informacji.>

------------

<Gdy rano zostałem sam, zająłem się swymi sprawami. Nic w zasadzie nie przebiegło tak, jak powinno. Z jednych kłopotów ładowałem się w kolejne, a żadnych sensownych efektów z tego nie było. Wiedziałem tylko jedno: "Etelka nie jest tym, kim na pierwszy rzut oka się wydaje. Może być pomocnym sojusznikiem, albo groźnym przeciwnikiem. I na pewno wie i umie więcej, niż może się wydawać. Nie ma innej opcji. A ci z Feriel jeszcze srogo pożałują, ale to jeszcze nie teraz. Najpierw von dem Kuypers i zdobycie jakichś złociszy. Bez tego niewiele będę mógł zdziałać.">

<Obserwacja posiadłości zleceniodawcy pozwoliła mi tylko potwierdzić to, czego się spodziewałem. "To nie będzie lekkie i łatwe zadanie. Będzie trzeba coś wymyślić. Do posiadłości ciężko się będzie dostać, a jeszcze trudniej pozostać niezauważonym. W Dyrektoriacie pewnie będzie podobnie, ale trzeba by to sprawdzić jeszcze. Szansę widzę jedynie w drodze. Wiem czym podróżuje, więc może się uda. Przed posiadłością nie ma szans, więc muszę zobaczyć jak wygląda sprawa przed Dyrektoriatem. Ewentualnie trzeba będzie coś pomiędzy zorganizować. Zablokować przejazd, sprowokować do wyjścia na zewnątrz, tudzież coś wybuchowego. Aż szkoda, że El ruszyła na wschód, bo jej kula ognia, albo i z pięć, byłyby idealne. No ale jak Beltherion wróci, to może też będzie miał jakieś sugestie. Się zobaczy. No i jakieś złocisze też by się przydały do realizacji planów.">

<Gdy tak bardzo myślałem o potrzebie dorobienia jakby od razu pojawia się nowa okazja. "No, w końcu zadanie za twardy pieniądz, a nie za darowanie życia, jak to bywało ostatnio. Tylko czemu znowu takie wymagające? Niech to szlag. Mogę przypłacić to życiem. Ale cóż, nie ma innego wyjścia. Trzeba się za nie zabrać z pełną energią.">

<W karczmie zmieniam jeszcze strój. Brązowe spodnie i kurtę zmieniam na czarne wersje, które nosze ze sobą w torbie. Sprawdzam czy wszystko do siebie pasuje. Czy miecz wisi dobrze u lewego boku, a siatka u prawego. Kontroluję położenie łuku i kołczanu na plecach. Gdy wszystko jest w porządku ruszam w miasto.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Sro Kwi 17, 2019 23:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Te parę dni upłynęło całkiem pracowicie. Każdy z nich rozpocząłem modlitwą do Bogów Przodków, a kończyłem praktykowaniem rzemiosła.
Z Axerundem odnośnie uwolnienia Jordiego zgodziłem się natychmiast bez zbędnego gadania, chociaż miałem ochotę pomarudzić. Jednak prezent od niego, rzeźbiona fajka trochę mnie przystopowały. Z ciekawością przyglądałem się przedmiotowi zastanawiając się nad kolejnymi posunięciami w tej paskudnej partii szachów. W końcu wyjąłem woreczek z tytoniem, nabiłem fajkę i zapaliłem.

Po pierwsze należało zdobyć sojuszników i skaptować ich do współpracy. Pomocnym okazał się tu Ecoliono, który poparł pomysł rozmowy z pozostałymi świątyniami i Inkwizycją. Sam udałem się do zamku na wyspie, aby odebrać swój młot. Widok mojego sprawdzonego po wielokroć w boju oręża wprawił mnie w prawdziwe wzruszenie. Tego wieczora przed spoczynkiem zakupiłem trochę srebra, i zamówiłem zrobienie z nich czterech śrub o solidnych łebkach.

Na następny dzień przypuściłem polityczne "natarcie" w kierunku kupców i szlachty poprzez Ingrid, a z Elise udałem się do czarodziejów. Gdyby nie bardka pewnie nic bym nie wskórał, a jak się okazało później głos Rektora Kolegium był decydujący w głosowaniu nad życiem Jordiego. Moja satysfakcja z utarcia nosa największemu bogaczowi Starego Świata i uratowania przyjaciela wprost mnie przepełniała, jednak relacja Arkata z posiedzenia sprowadziła mnie na ziemię.

Musiałem podzielić się z Radnym przypuszczeniem, że von de Kuypers w swoim gniewie może wynająć skrytobójców także do zabicia Jordiego... by pokazać, że ostatecznie zdoła postawić na swoim. Zaproponowałem, żeby ktokolwiek z krasnoludów odbierze z więzienia Jordiego to wymienił się z nim ubiorem i dał do założenia stalowe pierścienie na brodę które sporządziłem wcześniejszego wieczora. Miałem jednak nadzieję, że Inżynier nie będzie ich potrzebował.


Pełen nadziei zaszyłem się w domu Radnego, podziękowałem Grungniemu i Valayi za przychylność w działaniach i poprosiłem o dalszą protekcję nade mną i przyjaciółmi. Szczególnie nad Jordim.
By nie kręcić się po chałupie Arkata zasiadłem w znajdującym się w podziemiu warsztacie i zająłem się młotem.
Broń była jak nowa, jednak pod wpływem wdzięczności wobec pomocy ze strony Manaleliego i świątyni Morra zabrałem się za małą przeróbkę. Ostrożnie pracując dłutem i młotem wykułem na boku obucha runę Boga Przodka Gazula. Na froncie przy pomocy stołowego wiertła ostrożnie wywierciłem cztery otwory, poprawiłem przy pomocy gwintownika po czym wkręciłem srebrne śruby. Przez cały proces zachowałem wyjątkową uwagę by nie naruszyć wykutych na broni run.
W ten sposób uzyskałem cztery solidne srebrne ćwieki do bicia nieumarłych i upiornych istot.

Czekając na Arkata i Jordiego albo jakiekolwiek wieści obmyślałem kolejne ruchy. Z pewnością pomniejsze świątynie też chętnie przyłączą się do walki przeciw wiedźmie. Arkat i Ingrid jeżeli użyją swoich znajomości i koneksji mogli uzyskać całkiem spore poparcie pośród szlachty i kupców.
Pozostawała kwestia elfów. Pomimo misji dyplomatycznej z Naggaroth i chęci odizolowania się, warto byłoby z nimi porozmawiać i dojść do jakiegoś konsensusu. Ich wiedza mogła się bardzo przydać podobnie jak wpływy.

No i pozostawała też kwestia Kowadła Zagłady. Czy będzie na wyciągnięcie ręki czy wyprawa po nie będzie bardziej wymagająca?

Mamrocząc modlitwy do Przodków o wsparcie czekałem na dalsze wieści.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 655

PostWysłany: Pią Kwi 19, 2019 23:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt spojrzał lekko zaskoczony entuzjazmem Klausa. >

- Nie no, bez przesady. Ten kupiec dał nam dość drogi prezent a dokładniej Etelce. Zupełnie jak by ją rozpoznał albo coś. Zainteresował mnie. O co chodziło. Ma swój niewielki kantorek nieco na uboczu niedaleko rynku. Trafiliśmy tam na sam koniec gdy szukaliśmy broni. Taki już łysiejący jegomość więc raczej nie liczył na jakieś afekty. Zresztą kiepski podryw dać dziewczynie zestaw noży. Dużo więcej o nim nie wiem. A chodzi mi o zwykłą ciekawość nie o żadne brudy. Czy to zwykły kupiec czy jakaś przykrywka, jaką ma opinię i w ogóle kto to jest.


<Tyle udało im się ustalić nim dotarli do karczmy a zrzędliwy niziołek nie zaczął swoimi narzekaniami zagłuszać dalsze rozmowy. Swoją droga ciekawa reakcja na kogoś kto przyprowadza klientów „Większa zrzęda niż ja hehehe’ zaśmiał się w duchu najemnik>

<Kurt jeszcze w nocy obmyślał plan treningowy dla dziewczyn i solennie sobie obiecał dopilnować tego aby dziewczyny się spociły. Życie jednak weryfikuje plany po swojemu. Elbereth narzuciła ostre tępo jazdy i bretonki nienawykłe do jazdy były zwykle bardziej zmęczone niż reszta no i elfka bardzo poważnie podeszła do tematu nauki zostawiając niewiele czasu dla Kurta. Niemniej przynajmniej częściowo udało mu się dopilnować swojej porcji „tortur”.

Przynajmniej raz dziennie urządzał im walki pokazowe bronią, oraz kazał powtarzać ruchy po nim. Potem była krótka potyczka. A na koniec Etelka rzucała do celu a Anika próbowała wytrącić mu broń z ręki. Dla młodszej bretonki miał dodatkowe zadanie. Codziennie ukrywał gdzieś w bagażu jakiś drobiazg który dziewczyna miała niepostrzeżenie odnaleźć i zdobyć. Pozostały czas zabierała Elbereth.

Pozwoliło to Kurtowi zająć się własnymi ćwiczeniami. Przy każdej nadążającej się okazji owijał pięści kawałkiem materiału i walił w drzewo czy skałę, próbując różnych ciosów, prostych, haków, celując w wyimaginowaną głowę, brzuch, czy klatkę piersiową. Potem wykorzystując każdy możliwy skrawek nierówności terenu jako równoważnię ćwiczył się w walce mieczem.
Trzy dni drogi minęło szybko. Jak dla Kurta zbyt szybko. Nim ćwiczenia zdążyły przynieść jakiś konkretny efekt wieża, cel ich podróży była już całkiem blisko.>
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Kwi 22, 2019 01:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Elbereth, Tellan, Kurt>

<Na znak Elbereth wojowniczka zamarła w bezruchu. Przez moment nasłuchiwała wpatrując się w jeden punkt bliżej nieokreślony po czym zaczęła rozglądać się na wszystkie strony wypatrując niebezpieczeństwa. Przełknęła powoli ślinę i ponownie spojrzała na czarodziejkę podjeżdżając bliżej jej wierzchowca.>

O żadnym sekretnym przejściu niestety nie wiem…-powiedziała ściszonym głosem na tyle by tylko El usłyszała jej odpowiedź- Hm… przychodzi mi pewien plan do głowy jak się dostać do środka...ale musiałabym dotrzeć tam sama...Jeśli jest jakieś “sekretne przejście” to dowiem się o nim i was nim sprowadzę...ale musielibyście się na ten czas ukryć...zdala od tego miejsca. A ty co proponujesz?(*)

<Rozejrzałam się niespokojnie.>
-Tellan.. Jeśli dobrze pamiętam potrzebują odpowiedzi dlaczego Kapłani nie mają snów. Powodem są tysiące demonów, być może jeszcze inne plugawe istoty. To nadzwyczajne… kto albo ilu i w jaki sposób jest w stanie utrzymać te wszystkie istoty przez tyle czasu w tej rzeczywistości. Tu jest potrzebna cholerna armia.
<Westchnęłam cicho kładąc dłoń na rękojeści miecza.>
-Jak dostaniemy się do twierdzy to co potem? Jak ich wszystkich wyprowadzimy niezauważenie? Przecież same cudu nie zdziałamy. Trzeba poinformować Inkwizycję o sytuacji. Jednak jeśli… jeśli chcesz tam iść to ja Cię na siłę nie będę powstrzymywać. Kurt i dziewczyny powinni z końmi oddalić się na bezpieczniejszą odległość i poczekać na Nas. Ja muszę zabrać Jilię z tego obozu, ale to nie to samo co przekradanie się do oblężonej twierdzy. A i to jedynie wyprowadzenie jednej osoby. - Westchnęłam. - Nie podoba mi się to wszystko. Nie jestem pewna czy powinnaś próbować Tellan. Natura ich zmartwień ma odpowiedź. Albo ktoś tu wyśle armię albo twierdza w końcu upadnie.*

<Tellan przytaknęła głową na słowa elfki.>

Wiem, że nic tu sami nie zdziałamy...Chciałam przedrzeć się pod mury...spróbować zlokalizować tego kto sprowadził tu demony...ale chyba masz rację...Nie zamierzam z nimi walczyć...muszę jednak zebrać więcej informacji...Czy wyczuwasz może gdzieś w oddali bardziej skumulowaną moc...coś co bardziej przyciąga twą uwagę??? (*)

<Zmarszczyłam czoło i zamknęłam oczy skupiając się na energii. Skrzywiłam się odruchowo. Pokręciłam głową.>
-Za dużo tej mocy na tak rozległym terenie. Nie ma jednego konkretnego źródła.. przynajmniej ja go nie wyczuwam. Demony… tysiące.. i jeszcze inne magiczne istoty, ale nie mam pewności co to może być dokładnie. Ech… mgła wiele daje. Jeśli chcesz iść to uważaj. Zapewne są skupieni na bramie i murach. Hmm.. Może zróbmy tak. Spróbuj. Ja w tym czasie postaram się zlokalizować i wyciągnąć Jilię. Ona też może sporo wiedzieć. Kurt z dziewczynami i końmi wrócą się i czekają na Nas. Jeśli byśmy nie wróciły w przeciągu dwóch, trzech dni to niech wracają do miasta przekazać wiadomość. Dziewczyn nie można zostawić samych, a zabierać ze sobą też nie możemy.*


<Tellan spojrzała na dziewczyny,a następnie zerknęła na Kurta>

Nie powinny były z nami jechać...Lepiej będzie jak wrócicie z Kurtem do miasta- zwróciła się łagodnie do kobiet po czym ponownie spojrzała na Elbereth z poważną miną- Pomogę Ci odszukać Jillię, a potem spróbuję podejść bliżej pod twierdzę. Postaram się nie plątać pod nogami kiedy będziesz chciała używać magii...Myślę o użyciu zbroi...ale wtedy ty musisz na siebie uważać...Nie wiem jak będzie się “teraz” zachowywać…(*)

<Kurt słuchał z uwagą. Było mu trochę nie na rękę że był poza rozmową ale na magi się wyznawała jak niziołek na kawaleri.>
A poza tymi demonami są jacyś ludzie czy tego nie... wyczujecie… Jak są ludzie to i są tabory a tam zawsze się kręci sporo ludzi, jest ruch zamieszanie. Można spróbować się wkręcić, albo języka pochwycić. Byle nie iść na ślepo żebyśmy nie wleźli w gniazdo szerszeni.*

<Spojrzałam na Kurta rozważając jego słowa.>
-Zapewne są tu jacyś ludzie, ale wątpię by wyglądało to jak zwykłe tabory. Zapewne demonolodzy, nekromanci, może kilku zauszników Wietrznicy i pewnie jakieś ofiary dla demonów. I… Jak miałabym ja się Twoim zdaniem wmieszać w tłum? Uszy schować i błotem ukryć mój kolor skóry? Dziewczyny chcesz brać w sam środek tego obozu? Wiem, że najlepsza nauka jest przez praktykę, ale chyba nie szkolisz ich na zabójczynie demonów… - zamilkłam zerkając na nie. - ...samych ich nie możemy zostawić Kurcie. Zabieranie Was w sam środek tego - wskazałam w kierunku obozu - ja takiej decyzji nie będę podejmować. Powinieneś z nim wrócić. Poczekajcie dwa dni, może trzy. Jak żadna z nas nie wróci to wracajcie czym prędzej do miasta. Ale to Ty się nimi opiekujesz i będziesz wiedział co jest dla Was najlepsze.*

<Kurt trochę z niecierpliwością zerkał na Elbereth>
Skoro tak stawiasz sprawę…Głupi nie jestem. Dlatego pytam czy czujecie innych ludzi. Skoro jest ich mało to dwie trzy nowe twarze będą się rzucać w oczy. Wiem jak wygląda zwykły obóz i tam nie byłby to problem, Tabory są nieraz większe niż sama armia. Dwie kucharki i osiłek do dźwigania drewna i garów bylibyśmy niewidzialni, ale tak to dupa. Wy macie swoje sposoby to was nawet nie liczyłem.Może odczekanie dwóch dni to będzie nie głupi pomysł, pojedziemy dzień może dwa dni drogi z powrotem i będziemy was wypatrywać.*

<Anika z Etelka przysłuchiwały się waszej rozmowie. Nie odzywały się aż do teraz. >
-Nigdy nie spotkałam demona i nie mam pojęcia o czym mówicie ale skoro to takie niebezpieczne, to zgadzam się, że możemy wracać do domu. Nie ma się co narażać, tym bardziej że nam nie płacą. <Anika wydawała się bardzo poważna w swoim osądzie.>
<Etelka wręcz przeciwnie.>
-Ja uważam , że trzeba spróbować. Zawsze słyszałam, że im więcej potworów tym więcej skarbów. Poza tym Elbereth jest wspaniałą czarodziejką, a Tellan i Kurt chyba nie mają sobie równych w polu prawda?
<Dziewczyna zapytała słodko jakby całkowicie nieświadoma ryzyka.>*

<Na słowa Etelki zamurowało mnie. Spojrzałam na Tellan i Kurta zaskoczona. Odezwałam się łagodnie do dziewczyny.>
-Moja droga… dziękuję, że tak wierzysz w nasze umiejętności i siły, ale to.. eee… dla Was niepotrzebne ryzyko. Demony to istoty, które pożerają dusze. Karmią się nimi. Nie zranisz ich zwykłą bronią. Może gdyby to było kilka pomniejszych istot, ale przy tym co jest tutaj… Powinnyście wrócić z Kurtem i poczekać na Nas. Poćwiczycie to czego Was uczyłam, a potem wrócimy do miasta. Co nie Kurcie?*

<Kurt mimo że wiedział że dziewczyna bierze go pod włos urósł we własnych oczach ale w pełni zgadzał się z elfką.>
Dobrze gada. Walka z demonami to tak jakbyś chciała walczyć swoimi nożami z Tellan w zbroi. A tu tego cholerstwa ponoć są tysiące. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Walczyć niepodobna, a przekraść się nie ma sensu bo wyłapią nas jak ryby z sieci. Mnie też głupio tak wracać. No ale znam lepsze sposoby na samobójstwo. - znów pomasował bliznę na szyi. Chyba wchodziło mu to w nawyk.

<Rozprawialiście o tym czy iść czy zostać, kiedy do rozmowy włączył się ktoś jeszcze.>

-Chcecie walczyć z demonami? Kiepski pomysł. I to tylko jeden mięśniak i cztery kobiety.

<Męski głos dobiegł was od strony z której przybyliście. W jaki sposób dziewiątka wojaków was podeszła było zagadką ale byli tu i nie wyglądali na Morrytów. Każdy trochę bardziej doświadczony poszukiwacz przygód od razu zauważył by, że to patrol. Jeden dowódca i ośmiu podwładnych. Sądząc po średnim opancerzeniu i przeciętnemu uzbrojeniu było to regularne wojsko, zwiadowcy a jednocześnie samodzielny oddział.>

-Co tutaj robicie, tak daleko od domu??

<Zatrzymali się w zasięgu dwudziestu kroków.>*

<Cała piątka zbytnio skupiła się na rozmowie nie zauważając jak niewielki oddział niepostrzeżenie zbliżył się do nich. Wojowniczka obróciła powoli wierzchowca w kierunku mężczyzn aby przyjrzeć się im uważniej. Ile z ich rozmowy zdążyli usłyszeć, tego nikt nie wiedział. Na pewno fragment rozmowy czarodziejki i najemnika dotarł do ich uszu.>

Hm...Najwyraźniej zboczyliśmy z właściwej drogi...Mgliście tu…-powiedziała spokojnie obserwując oddział- Chwila przerwy...i w drogę- spojrzała na Elbereth i Kurta po czym ruszyła kawałek do przodu obserwując zachowanie mężczyzn. (*)

<Spojrzałam na mężczyzn, którzy wyłonili się z mgły.>
-Ekhm.. no właśnie. Możliwe, że trochę zbłądziliśmy. Mówili, że warto zerknąć na tę okolicę, bo ładne widoki, a i twierdza jest imponująca, ale widać źle trafiliśmy. To chyba nie tutaj. My w drodze do kogoś w odwiedziny. Do starego znajomego.
<Odpowiedziałam łagodnie, ale nie poruszyłam się. Obserwowałam nie tylko mężczyzn. Rozejrzałam się jakby od niechcenia.>*
<Kurt pacnął się w czoło>
No i tera mnie baby nie zapłacą. - Kurt spróbował zrobić zrezygnowaną minę. - Nie no próbowaliśmy do Bretoni lądem. Dziewczyny mówiły że znają drogę tylko im opiekuna brak. - Kurt udał że spogląda gniewnie na Etelkę i Anikę. - No i masz. - Kurt załamał ręce i w duchu modlił się do Randala aby dziewczyny podjęły grę.*

<Żołnierze wysłuchali was chyba z uprzejmości a może z własnej ciekawości co też wymyślicie ale jak tylko Kurt skończył cała dziewiątka zarechotała ze śmiechu.>

-Dobra, koniec żartów. Grzecznie marsz w kierunku obozu bo będziemy musieli was trochę skrzywdzić. Nikt nie jest tak głupi, żeby zabłądzić aż tutaj, a nawet jeśli to macie pecha.

<Żołnierze zaczęli podchodzić bliżej. Wasze konie zrobiły się niespokojne, zaczęły przestępować z nogi na nogę i prychać. Anika i Etelka niewiele mogły zrobić siedząc za Elbereth i Tellan. Chciały coś powiedzieć ale mężczyzna swoimi słowami skutecznie zamknął im usta.>*

<Zacisnęłam usta ...wyrwałabym Ci ten niewyparzony język...kolejna banda psów… Mimo, iż z minutę na minutę sytuacja się zagęszczała zachowałam zimną krew. Spojrzałam na nich twardo z grzbietu wierzchowca.>
-No...no...no... W końcu Rawderick wysyła na patrole ludzi, którzy mają nawet trochę oleju w głowie. - Powiedziałam pewnym tonem. - Może tym razem nie porwą panny spod jego nosa. Dobrze. Cisi, czujni i nie głupi, karni. - Pokiwałam głową oceniając ich. - Rawderick będzie zadowolony z wyników. Sądzę, że Książę również.
<Byłam pewna swoich słów. Nie musiałam kłamać. Znałam obu osobiście, więc głos mi nawet nie zadrżał, a powieka nie drgnęła.>
-Nawet należy się pochwała… Jak się zwiecie?
<Spojrzałam głęboko w oczy mężczyźnie, który tu najwyraźniej dowodził, kalkulując przy tym chłodno. Nie okazałam strachu, czy zwąpienia.>*

<Elbereth postanowiła kontynuować ich zmyśloną historię co wojowniczka uznała za dobre rozwiązanie. Z opanowaną miną spokojnie przyglądała się bandzie wojowników analizując ich widoczne uzbrojenie, kiedy to czarodziejka wmawiała im przygotowaną na poczekaniu “bajeczkę”. Kiedy elfka skończyła przemawiać Tellan pokręciła głową z dezaprobatą.>

Hm...sądzę…-powiedziała głośno- że raczej skrócił by ich o głowę za to, że pozwolili nam tak blisko podejść...Tak...na pewno by tak zrobił...Lepiej by było, żebyście się nawet do tego nie przyznawali jeżeli chcecie ujść z życiem...Może my też wtedy nie raczymy o tym wspominać… (*)
<Uśmiechnęłam się, a właściwie bardziej skrzywiłam.>
-Może i masz rację. Ciężko orzec… ale faktycznie. Mogli Nas spokojnie wyśledzić wcześniej. A i nie byliśmy najciszej. Nie ma co jednak marnować od razu tylu dobrych wojów. Zamiast skracać o głowę lepiej rzucić demonom na pożarcie…*

<Kurt wyszczerzył gębę i dodał od siebie>
Przynajmniej łgarstw nie łyknęli, ot tak.... Nie dziewczyny - Zarechotał. - Nie bądź taka. W końcu nas przechwycili.- odezwał się do elfki.
<Ujął się za zwiadowcami, chcąc odgrywać dobrego inkwizytora>*


<Żołnierze nie dali się zastraszyć waszymi pogadankami. Dowódca rozważał coś obserwując was uważnie i przerzucając wzrok kolejno z Elbereth na Tellan, z Tellan na Kurta i znowu na Elbereth i Tellan. >

-Moje imię nie jest ważne pani, ale wasze tak. Nie służymy Rawderickowi. I nie było też żadnej informacji o gościach. Więc z łaski swojej mogli byście się przedstawić i powiedzieć kto was przysyła i po co. Zanim to my rzucimy was na pożarcie demonom.

<Żołnierze zaśmiali się na uwagę swojego dowódcy. Etelka przysunęła usta do ucha Elbereth i szepnęła coś tak, że ledwo sama czarodziejka to usłyszała.>*


<Tellan zwróciła się do mężczyzny, który przemawiał do nich.>

Zamierzamy dotrzeć tam dokąd się wybieraliśmy...- powiedziała oschle- Nie wasza sprawa. Jeżeli zamierzacie nam przeszkadzać będziemy musieli inaczej to załatwić…- spojrzała w kierunku Elbereth spuszczając wzrok na jej miecz.- Jeżeli macie jakieś dokumenty na podstawie których mielibyśmy wam cokolwiek powiedzieć to je pokażcie, jeżeli nie…- wojowniczka urwała w pół zdania czując że w ten czy inny sposób za moment zakończy się to spotkanie. Zmysły podpowiadały jej, że coś z tą bandą jest nie tak, ale samo to miejsce sprawiało, że nie mogła dojść do tego co. Wraz z ostatnimi słowami Tellan wsunęła na głowę hełm(*)

<Obserwowałam żołnierzy pustym wzrokiem. Położyłam dłoń na rękojeści miecza.>
-Hehehehe… A ja to i nawet mogę się przedstawić. Elbereth. Powiedziałabym… posłuchajcie koleżanki, ale z radością przeleję krew. Jakoś ostatnio nie było okazji i aż mnie świerzbi.
<Czekałam na znak, ruch, cokolwiek co dałoby sygnał, że czas porzucić czcze gadki i zabić ich lub zginąć.>
-Trzymaj się mocno Etelko..*

<Wszyscy czekali w napięciu co się za chwilę wydarzy. Dowódca oddziału uśmiechnął się na wasze słowa.>
-Panie wybaczą, zapewne przysyła was książę. Proszę za mną, zapewne oficer będzie wiedział jaki jest cel waszej wizyty.

<Mężczyzna ukłonił się lekko dając znać reszcie aby się ukłonili, co też uczynili.>

-Będziemy was eskortować, na wypadek, gdyby ktoś miał się pomylić i wziąć was za wrogów. Prosze za mną Pani Elbereth i reszta twojej świty.

<Dowódca patrolu razem z dwójką żołnierzy wysunął się powoli przed was a reszta jego podkomendnych zajęła miejsce za wami.>

-Proszę się trzymać blisko*

<Zawiedziona pokręciłam głową.>
- Ostatnimi czasy mam po prostu pecha… nic to. Widać dziś też.
<Spoglądałam na mężczyzn z uwagą. Sama nie wiedziała co o tym myśleć.>
-Szkoda, rozruszałabym kości.. niech i tak będzie. Prowadź Nas. Powiedz tylko kto Cię przysyła i do którego oficera Nas prowadzisz.
<Zerknęłam na Tellan wzruszając lekko ramionami gotowa ruszyć za mężczyznami. Skoro chcieli Nas zaprowadzić do kogoś to czemu nie.>*’


<Kurt się nachylił do kobiet>
- To mi śmierdzi czymś podobnym co się z zabójcami stało. Na twoje imię zareagowali chyba albo na zbroję Tellan. Może ktoś się was spodziewa? Raczej tylko was. Potem zwrócił się do bretonek zwłaszcza do Etelki. - Dacie radę wydębić od nich płaszcze. Może by warto ulotnić się gdzieś gdy już będziemy w obozie. A ich płaszcze by pomogły.*


<Tellan wymieniła spojrzenia z Elbereth i kiwnęła jej głową dając znak, że zgadza się z decyzją towarzyszki chociaż przed momentem jeszcze była gotowa sięgnąć po broń. Postanowiła jednak zsiąść z wierzchowca i trzymając za lejce prowadziła tego na którym pozostała Anika.>

Muszę rozprostować kości...Za długo już siedziałam w siodle. -powiedziała do Aniki po czym chwytają za lejce również konia do którego przymocowany był miecz gotowała była prowadzić oba wierzchowce we wskazane miejsce. Idąc nie traciła czujności w każdej chwili gotowa sięgnąć miecza i podjąć walkę. Próbowała również wsłuchać się w zbroję, czy ta przypadkiem nie wysyłała jej jakiś sygnałów. (*)

<Ruszyliście zgodnie razem z patrolem , który was wypatrzył. Anika i Etelka dostały po płaszczu od żołnierzy bo jakoby zmarzły. Droga przebiegała spokojnie, chociaż wasze konie były innego zdania. Brnąc przez mgłę w stronę obozu czuliście jak ciarki i zimne dreszcze przebiegają wam po plecach. Namioty kołysały się od wiatru a gdy weszliście między nie dostrzegliście setki humanoidalnych stworów, mniej lub bardziej zdeformowanych przez jakieś mroczne siły. Elbereth od razu rozpoznała, że to demoniczni słudzy. Krzątali się jakby bez celu lub czekali na coś mrucząc i sepleniąc w nieznanych wam językach. Patrol podprowadził was pod wielki czarny namiot przy którym stało dwóch strażników. W nich także Elbereth rozpoznała demony, te jednak były trochę wyżej w hierarchii piekieł. Bardziej przypominały rogate fauny z opowieści o duchach lasu niż ludzi jak reszta.>

-To tutaj. Pani Elbereth, oficer czeka na was w środku. Dziękuję za wyrozumiałość.

<Żołnierze zostali jakby się chcieli upewnić, że nie zabłądzicie po drodze do namiotu. Cała wasza piątka weszła na zaproszenie do namiotu zostawiając konie na zewnątrz. Namiot okazał się bardzo przestronny i dobrze wyposażony, lepiej niż niejeden salon w domu szlacheckim. Na samym środku stał duży stół a na nim mały model twierdzy. Tak zgadywaliście bo wieża wygladała identycznie jak ta która majaczyła w oddali gdy tutaj podróżowaliście. Eleganckie biurko, fotele, kanapa, kandelabry ze świecami, skrzynie zapewne ze sprzętami i ubraniami. Przy jednej ze skrzyń stała postać w szarym płaszczu właśnie ją zamykając.>

-Ile razy mam powtarzać, żeby mi nie przeszkadzano…

<Mężczyzna odwrócił się do was lecz zamiast zaskoczenia na jego szarej wysuszonej i pomarszczonej twarzy malował się uśmiech. >

-Aaa goście. Proszę, usiądźcie i powiedzcie co was do mnie sprowadza.

<Mężczyzna wyglądał raczej nędznie. Jego ubranie było mocno znoszone, chociaż kiedyś było warte dużo złota. Twarz przywodziła na myśl nałogowego palacza tytoniu, który zaczął już w wieku małoletnim a teraz będąc u schyłku życia był wysuszony jak wiór. >

-Dawno nie miałem gości i to jeszcze takich urodziwych. <Mężczyzna oblizał lubieżnie spękane, sine wargi.>
- Ach zapominam się. Szarak na mnie mówią. Do państwa usług.
<Mężczyzna ukłonił się lekko w starym stylu jak się już teraz tego nie robi.>*


<Jadąc w kierunku, w którym prowadzili Nas żołnierze rozglądałam się zastanawiając. Miałam pewne podejrzenia co do reakcji żołnierzy, ale przestało mnie to obchodzić. Ostatnimi czasy trafiałam na naprawdę zagadkowe zachowania. Bardziej martwiło mnie późniejsze tłumaczenie się z tych dziwnych znajomości. Skupiłam się na magii oraz otaczających nas istotach. Mimo wszystko mogła to być jakaś wymyślna pułapka. O dziwo nic takiego nie nastąpiło. Przed namiotem zsiadłam z konia. Zerknęłam jedynie na dowódcę patrolu.>
-Trzeba mi naprawdę zaleźć za skórę bym pamiętała. Bez urazy.
<Weszłam do namiotu, jakbym robiła to nie pierwszy raz. Zrobiłam parę kroków do przodu i się zatrzymałam rozglądając po wnętrzu. Szybko dostrzegłam mężczyznę. W moment pojęłam z kim mam do czynienia. Uśmiechnęłam się do niego skłaniając zgodnie z obyczajem.>
-Wybacz to niespodziewane najście. Zwą mnie Elbereth Telrunya. Niezmiernie miło mi Cię poznać. W końcu mam okazję osobiście.
<Spojrzałam na niego prostując się.>
- Być może będziesz mógł mi pomóc. O ile znajdziesz chwilę na rozmowę.*

<Kurt był pełen podziwu dla spokoju Elbereth i Tellan. On nie bardzo wiedział w co się wpakował i chyba wolał się nie dowiedzieć, dziewczyny były chyba jeszcze bardziej nieświadome niż on i był za to wdzięczny losowi. Dlatego z ulgą przyjął fakt że elfka zajęła się gadaniem. Skupił się na obserwacji namiotu oraz zajęciu możliwie dobrego strategicznie miejsca gdyby miało dojść do walki.Gdy tylko kobieta skończyłą mówić zrobił mądrą minę i kiwną głową na znaku aprobaty lub zgody.>*

<Mężczyzna nie przestawał się uśmiechać.>

-Miło mi ciebie poznać Elbereth. Słyszałaś o mnie, mam nadzieję, że same miłe rzeczy. Ja także słyszałem o Tobie. Oczywiście, że mam czas na rozmowę. Dla pięknych kobiet zawsze mam czas, choć nie zawsze na rozmowę. Słucham o czym chcesz rozmawiać? Może się czegoś napijesz? Lub twoi towarzysze?

<Szarak przyglądał się wam z zainteresowanie. Wszystkim oprócz Kurta, jego zdawał się ignorować.>
- Proszę rozgoście się. Musicie być zmęczeni drogą. Domyślam się o czym możesz chcieć rozmawiać ale kobiety zawsze mają jakieś tajemnice więc słucham, o co chodzi?*

<Uśmiechnęłam się do mężczyzny.>
-Tak, miłe rzeczy. Podobno potrafisz wypełnić pustkę pożądaniem. Mam nadzieję, że rzeczy, które słyszałeś o mnie również należały do tych z gatunku miłych. Dziękuję za przyjęcie.
<Podeszłam do kanapy i usiadłam na brzegu. Spojrzałam na gospodarza uśmiechając się nieznacznie.>
-Dobrze więc… najpierw obowiązki później przyjemności. Przyjechałam do pewnej dziewczyny. Młodziutkiej arystokratki. Czy zastałam może taką w obozie? Z pewnością jej obecność nie umknęła by Twojej uwadze.*

<Mężczyzna pokiwał z uznaniem głową.>

-A jednak mnie nie zaskoczyłaś droga Elbereth. Tego tematu oczekiwałem.

<Gospodarz zerknął na resztę.> -Jacyś strasznie spięci ci twoi towarzysze. Ale jak chcą niech stoją. Lepsze to niż leżenie na ziemi.
<Mężczyzna usiadł w fotelu wygodnie i sięgnął po butelkę z biurka. Nalał sobie wina do kielicha i rzekł.>

-Zapewniam Cię Elbereth, że żadna kobieta nie uchodzi mojej uwadze. A już na pewno młodziutka i do tego arystokratka. Ale powiedz o niej coś więcej. Jak wygląda, jak się nazywa. I dlaczego jej szukasz. Wstyd się przyznać ale jestem strasznym kobieciarzem. Co rusz się jakieś koło mnie kręcą...A co do wypełniania pustki pożądaniem. Mogę Tobie to pokazać ale czy jesteś na to gotowa?

<Szare oczy mężczyzny biegały od Elbereth do Tellan, Aniki i Etelki. Kurt poczuł się nieswojo, niczym niemile widziany jegomość który przyszedł na przyjęcie bez zaproszenia i został na tym przyłapany. Anika i Etelka w końcu drgnęły i lekko się skłaniając przedstawiły się.>
-Ja jestem Anika z Freichoffen. <powiedziała starsza blondyneczka.>
-Ja mam na imię Etelka...z Sartossy proszę pana. <Dodała młoda brunetka.>
<Obie dziewczyny ostrożnie i nieśmiało podeszły do Elbereth i usiadły obok nie. Chyba jednak wyniosły coś z lekcji etykiety.>*

<Kurt przestąpił, z nogi na nogę, facet najwyraźniej podrywał dziewczyny i to wszystkie na raz. Z jednej strony miał ochotę wyjść trzaskając drzwiami, z drugiej wyparować jak kadzidło, a z trzeciej podejść i strzelić mu w pysk. Korzystając z chwili nieuwagi zbliżył się do biurka i niby podziwiając model twierdzy zajrzał na biurko i zerknął na leżące tam papiery. >*

<Uśmiechnęłam się zadowolona, że moje gadanie nie poszło w las. Skupiłam się jednak na Szaraku. Lekkim ruchem ręki odrzuciłam pasmo włosów za ramię i oparłam się wygodniej przymykając oczy.>
-Prawdziwa lilia wśród panien tych ziem. Mlecznobiała cera nie skażona blizną czy niedoskonałością. Piękne, długie ciemne włosy zawsze starannie ułożone bez względu na okoliczności. Zgrabna i powabna niczym leśna nimfa. O spojrzeniu tak naiwnym, że aż rozczula. Liczy sobie raptem piętnaście, a może już szesnaście wiosen.
<Otworzyłam oczy przyglądając się nekromancie.>
-Jilia. Czy jest może w tym miejscu? Koniecznie muszę z nią porozmawiać. Tak, jak Ciebie interesują kobiety, tak i mnie są bliskie.*

<A jednak okazało się, że Szarak zauważał też Kurta.>

-Proszę nic nie dotykać. Albo pan siada albo wychodzi…<Chyba miało być jeszcze jedno albo ale mężczyzna przeniósł uwagę na Elbereth i siedzące obok dziewczyny. Na Tellan spogladał tylko przelotnie.>

-Lilia, piękna, zgrabna, powabna… Wydaję mi się, że spotkałem taką młodziutką kobietę w Marienburgu. Ale tutaj w obozie? Cóż miała by tutaj robić taka piękność? Jak widzisz Elbereth, poza waszą czwórką, nie ma tutaj nikogo godnego uwagi.
<Szarak ponownie oblizał sine wargi po czym napił się jeszcze wina.>

-Ale zapytam jeszcze wszystkich moich podwładnych, może ktoś ją przede mną ukrywa.
<Gospodarz po kolei popatrzył każdej z obecnych tu kobiet w oczy.>

-Będę teraz bardzo niegrzeczny, prosze mi wybaczyć. Która z pięknych panien nie ma swojego kawalera lub męża?*

- Ależ przepraszam. Ja tylko podziwiam kunszt rzemieślnika. - i bezczelnie wskazał paluchem na makietę twierdzy. - W takich drobnych szczegółach znać wielkość dowódcy. Znałem różnych dowódców i chyba nie spotkałem się jeszcze z takim smakiem… - szukał chwile słowa “koncenera… koronera… asz cholera” … doskonałym smakiem. - Kurt ostentacyjnie pochylił się nad makietą jakby oceniał stopień odwzorowania szczegółów. - Niby drobiazg a ile może powiedzieć o wodu. - Kadził dalej.*

<Zerknęłam na Kurta oraz makietę.>
-Rzeczywiście… godna uwagi.
<Pokiwałam głową z uznaniem i wstałam uśmiechając się do gospodarza.>
-Wychodzi na to, że ja.. ostatnimi czasy raczej noszę żałobę. W Marienburgu dowiedziałam się, że ruszyła w tym kierunku. Skoro nie tu to gdzież by indziej miała się udać?
<Zrobiłam krok w jego kierunku.>
-Może jednak poprosiłabym wina, a Ty Kurcie może lepiej spocznij. Nie nadużywajmy gościnności naszego gospodarza.
<Spojrzałam na towarzysza uśmiechając się do nie łagodnie.>
-Zatem Szanowny Szaraku… a na cóż Ci panna bez kawalera?
<Zwróciłam się do niego, choć miałam podejrzenia co do jego intencji.>*

<Cuż było czynić Kurtowi. Dosiadł się do dziewczyn na kanapie>*

<Mężczyzna podał Elbereth napełniony kielich. >
-Jest wyjątkowe, może cię trochę zemdlić… Żałobę, hmm proszę przyjmij moje kondolencję. Jeśli pozwolisz, spróbuję cię pocieszyć, oczywiście nie tu i nie teraz. Raczej w cztery oczy…
<Zaśmiał się lekko jakby z dobrego dowcipu.>

-Czy ta Jilia, to twoja rodzina Elbereth? A może przyjaciółka? Swoją drogą zazdroszczę ci towarzystwa tak wielu pięknych kobiet, nawet tej nieśmiałej, która nosząc pancerz chowa swoje wdzięki.
<Szarak wzniósł toast> - Za obecne tu damy.

-Może zostaniecie na dłużej? Na wieczór planuje uczte. Na waszą cześć. A panna potrzebna mi oczywiście do towarzystwa ale nie śmiałbym prosić takiej która już kogoś ma.*

<Wzięłam kielich w dłoń, uniosłam i powąchałam, jak zwykło się sprawdzać bukiet trunku.>
-Cenię sobie wyjątkowe doznania. Należy poszerzać swoje horyzonty przy każdej nadarzającej się okazji. Jilia jest mi bliska niczym rodzina, choć jest moją przyjaciółką. Od dawna nie miałam z nią kontaktu, a rozstałyśmy się w niespokojnych okolicznościach.
<Spoglądając mu w oczy uniosłam kielich w toaście i upiłam niewielki łyk. ...zaczynam nabierać doświadczenia...przemknęło mi przez myśl.>
-Uczta… Cóż. Nie planowaliśmy aż tak zaprzątać Twojej głowy. W końcu masz sporo zajęć, acz to wielkoduszne z Twojej strony. I to jeszcze na Naszą cześć. Czym sobie zasłużyliśmy na tak szczególne traktowanie? - upiłam kolejny niewielki łyk z kielicha. - Moja nieśmiała przyjaciółka jest zamężna ku rozpaczy wielu kawalerów, a Anika oraz Etelka mają już swego wybranka. Pozostaję, więc jedynie ja.*

<Tellan przywitała mężczyznę skinieniem patrząc mu prosto w oczy. Przez pewien czas nie oddalała się od wejścia i przyglądała mężczyźnie, którego widziała i o którym słyszała po raz pierwszy. Była wdzięczna Elbereth, że ta podjęła rozmowę z Szarakiem gdyż ostatnimi czasy nie potrafiła w odpowiedni sposób rozmawiać nawet z bliskimi jej osobami. Kiedy rozmowa się rozkręciła, a Szarak gościnnie zaprosił ich do spoczynku Tellan zajęła miejsce obok czarodziejki. Zdjęła hełm i postawiła go sobie na kolanach. Słuchając rozmowy wodziła wzrokiem po pomieszczeniu.>

Hm… ciekawe skąd El zna tego typa...Najwyraźniej wie o nim to i owo…

<Wojowniczka najchętniej poszłaby w ślad za Kurtem i przeszpiegowała wszystko co znajdowało się w tym pomieszczeniu jednak widząc niezadowolenie mężczyzny z względem poczynań najemnika postanowiła pozostać na miejscu.>

<Uśmiechnęłam się do Szaraka obdarzając go przeciągłym spojrzeniem, po czym zerknęłam w kierunku makiety. Trzymając kielich podeszłam do stołu odwracając się do niego i przysiadając na jego krawędzi. Powiodłam palcem dookoła krawędzi kielicha i umoczyłam usta popijając trzeci łyk.>
-Wyborna, choć nie każdy ją doceni.. - Spojrzałam na niego. - Hmm… a zbaczając z tematu. Wybacz.. być może to przez próżność, ale muszę zapytać. Skąd mój Drogi słyszałeś o mej skromnej osobie? Doprawdy zaskoczyło mnie to przyjęcie. Nie spodziewałam się, że ktoś o takim kunszcie oraz finezji, dowodzący armią będzie wiedział o moim istnieniu już nie wspominając o tak wspaniałym przyjęciu. Schlebia mi Twoja gościnność. W końcu jestem jedynie elfką, która ugania się za pannami po całym Imperium.
<Mrugnęłam do niego porozumiewawczo upijając kolejny niewielki łyk, przeciągając go. Kropla krwi została na mojej dolnej wardze. Oblizałam ją. Być może sytuacja była abstrakcyjna dla reszty moich towarzyszy, ale ja już spotykałam na swej drodze wyjątkowe i niecodzienne postaci.>*

<Szarakowi sprawiało widoczną przyjemność to jak Elbereth się rozgościła. Kiedy Tellan w końcu usiadła obok towarzyszek a mężczyzna mógł obserwować wszystkie cztery kobiety blisko siebie, na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Obserwowanie przez was makiety mało go obchodziło, była bardzo dokładna ale chyba założył iż nie ma na niej nic czego już nie wiecie. Makieta przedstawiała trzypoziomową budowlę gdzie w samym centrum w najwyższym punkcie stała wieża wznosząca się niczym ta ręka z palcami próbującymy coś uchwycić z nieba. Reszta makiety przedstawiała mury, fosę i różne dziwne rzeczy których nie rozpoznaliście bo nie znacie się na budownictwie.>

-Tyle piękna w jednym miejscu. To nie jest przypadkowa wizyta, musiałaś wszystko dobrze zaplanować Elbereth. Gdybyś przybyła tu sama byłoby to co najmniej nieodpowiednie, a jeśli tylko z wojownikami to mógłbym to odebrać jako groźbę a tak jest mi przyjemnie gościć całą waszą piątkę. Nie miewam często gości a nawet jeśli już jacyś są to nie są tu mile widziani. Słyszałem o Tobie Elbereth już jakiś czas temu, twoich poczynań i umiejętności nie da się nie zauważyć. Zostańcie na uczcie, zostańcie ile macie ochotę.

<Gospodarza obdarzył uśmiechem najpierw wszystkie kobiety a potem nawet Kurta. Skupił się na koniec na czarodziejce.>

-A Ciebie Elbereth chętnie poznam bliżej. Wydajesz się być nawet bardziej interesująca niż w opowiadaniach, które do mnie dotarły. Kto wie, może wyjdzie z tego coś miłego, a twoja pustka zostanie wypełniona pożądaniem. A i Jilia może się znajdzie, nawet gdyby chowała się w którymś z moich kuferków.

<Szarak zaśmiał się zdawkowo ale był widocznie rozradowany.>

-Podobno młode wdowy mają w sobie najgorętsze płomienie…*

<Zamyśliłam się na moment zastanawiając się nad czymś. W przeciwieństwie do gospodarza nie zerkałam na Tellan, dziewczyny oraz Kurta. Żyli i byli względnie bezpieczni, jak na sytuację, w której się znaleźliśmy. Spojrzałam w kielich uśmiechając się smutno.>
-Gdybym mogła uwolnić płomienie trawiące mnie od środka… spaliłabym cały świat. Bez wyjątku, bez zastanowienia, bez litości… - powiedziałam ciszej. - Nie zostałoby nic… jedynie jałowa ziemia...ekhm… - upiłam. - Nie ma to jednak znaczenia, bowiem i tak nie zaznałabym już spokoju. - Wzięłam głębszy oddech. - Opowieści nie oddają rzeczywistości. Jeśli chcesz mnie o coś zapytać to nie krępuj się. Skoro chcesz mnie lepiej poznać.. kto wie, może wyjdzie z tego coś miłego.
<Uśmiechnęłam się do nekromanty siedzącego w fotelu, sam interesował mnie bardziej niż mogłabym się tego spodziewać. Być może w innych okolicznościach i innej sytuacji nasza znajomość mogłaby wyglądać zgoła inaczej.>*

<Szarak opróżnił swój kielich i z niezadowoleniem spojrzał na jego dno po czym go odstawił.>

-Kilka ostatnich pytań i zdecyduję co z wami począć. Drodzy goście, Elbereth, Aniko, Etelko, tajemnicza kobieto w zbroi Tarmackssona, i wścibski najemniku. W jakim celu naprawdę tutaj przybyliście? Nie przesłał was Lucas bo bym o tym wiedział, nie przyjechaliście też specjalnie aby szukać jakiejś dziewczyny. Chcecie się mnie pozbyć? Śmiało. A może przyszliście przerwać oblężenie twierdzy? Proszę, bardzo. A może któreś z was jest dla mnie prezentem? To by dopiero była niespodzianka. Jeśli będziecie milczeć to sam wybiorę odpowiedź. Zastanówcie się nad odpowiedzią i nawet jeśli będzie kłamstwem, niech lepiej nie obraża mojej inteligencji.

<Do namiotu wszedł Rawderick wystrojony w galowy mundur i odzywając się od wejścia zatrzymał się w pół kroku.>
-Szaraku miałem przekazać że… Ooo ile osobistości. Moja ulubiona elfka i wojowniczka i najemnik. I jeszcze dwie nowe twarzyczki…

<Gospodarz dał znak dłonią Rawderickowi że nie czas teraz na jego przemowy i spojrzał na was wyczekujaco.>

-To jakie są odpowiedzi drodzy goście?*

<Odstawiłam kielich na stół i wstałam spokojnie. Uśmiechnęłam się do nekromanty, po czym zerknęłam na Rawdericka, jakby był karaluchem, którego z przyjemnością teraz bym rozdeptała. Jego pojawienie się upewniło mnie, że dziewczyna jest w obozie. Opuściłam wzrok, jakby spoglądając na swoje buty po czym z szerokim uśmiechem odpowiedziałam spoglądając mu prosto w oczy.>
- Ranisz moje uczucia gospodarzu. Szkoda… Nie często mam okazję poznawać tak interesujących rozmówców. Śpieszę Ci jednak ze szczerą odpowiedzią. Losy twierdzy? - wzruszyłam ramionami. - Nie obchodzą mnie. Tak samo, jak losy tej wojny… kto wygra, kto przegra… Wszystko mi jedno. Budzę się każdego dnia martwa i martwa zasypiam. Śnię jedynie o pożodze, która pochłania ten świat, a morza zamiast wody wypełnia jedynie krew. Widok upadającego Marienburga może doda mi otuchy. Niech wszystko pochłonie mrok tak, jak wypełnił mnie. Pogrążyłam się w ciemności i pustce…- Zerknęłam na Rawdericka uśmiechając się. - I tylko jedno wzbudza moje pożądanie… - w moich oczach zapłonął ogień. - Nie wypada jednak bałaganić w gościach.
<...Tellan da sobie radę.. Kurt też umie machać mieczem… Spokojnym i nadal uprzejmym tonem kontynuowałam.>
-Przybyłam w tę okolicę z kilku powodów… i choć znam się z Lucą bardzo dobrze to nie na jego polecenie chcę się widzieć z jego siostrą. Za Jilią uganiam się odkąd straciłam ją z oczu i wiem, że została tu przywieziona przez tego szczura. - Wskazałam na Rawdericka. - Ta kobieta jest ze mną, bo obiecałam komuś, że będę miała na nią oko. - wskazałam na Tellan. - Mimo wszystko staram się dotrzymywać danego słowa, choć strasznie mnie to irytuje. Ten tu Kurt zwyczajnie dał się nająć… nie wiem dlaczego. Może dla łupów, może liczył, że dziewczyny czegoś się nauczą, a może powodował nim cień sympatii do naszych wcześniejszych podróży. Może sama poznam jego prawdziwe pobudki o ile odważy się je wyjawić przed Tobą.
<Obecność Rawdericka rozpalała we mnie płomień czystej żądzy zemsty, ale nie planowałam go zabijać. Przynajmniej nie teraz. Niemniej zachowałam czujność. Jego obecność komplikowała sprawę.>
-Nie chciałam i nie planowałam ich zabierać na to spotkanie, ale tak się niefortunnie zdarzyło. Gdyby nie patrol… mieli się cofnąć i poczekać. Wolałam rozmowę w cztery oczy. Przyjechałam tu również do Ciebie, bo jak mi powiedziano to Ty wypełnisz pustkę. Ty uspokoisz moje myśli i zaznam wytchnienia. - Spojrzałam na nekromantę. - Ty zaś zarzucasz mi obrażanie swojej inteligencji. Heh… Mogłabym zarzucić Ci to samo. Jestem może i niezrównoważona, wybuchowa i czasem nawet szalona, ale nie głupia. Wiem, że Jilia jest w obozie, ale… ale rozumiem. Każdy ma swoje powody. Nie ma co wykładać kart na stół skoro można rozegrać dłuższą partię.
<Skłoniłam się nieznacznie.>
-Wypada podziękować za tak miłe przyjęcie i wyborną krew. Nadal nie wiem co o mnie słyszałeś, ale wiele się zmieniło. Ostatnie tygodnie pchnęły mnie na ścieżki, z których nie ma powrotu, a ostatnie dni zmieniły wszystko.
<Stanęłam wyprostowana spoglądając na Szaraka. Spodziewając się ataku z jego strony w każdej chwili. Gotowa na reakcję jego, jak i Rawdericka. … tak… to dobra lekcja kurtuazji… nawet jeśli poleje się krew…>*

<Sztuczną, kurtuazyjną rozmowę przerwało pojawienie się Rawdericka na co Tellan spięła się znacznie. Spokojnie wzięła w ręce hełm i powstała kierując się w pobliże czarodziejki. Wiedziała, że dla Elbereth spotkanie tego podłego drania wzbudziło nieprzyjemne wspomnienia. Sama wojowniczka miała ochotę wypruć mu flaki i cisnąc jego truchło w płomienie. Rzucając mu chłodne spojrzenie Tellan nie kryła się z niechęcią do mężczyzny. Gdy znalazła się już obok czarodziejki założyła hełm na głowę i spojrzała w kierunku Szaraka>

Cel…. hm...na pewno nie było nim spotkanie z Tobą Szaraku...celów mam wiele i nie zamierzam się nimi dzielić z nieznajomymi… pozwól, że zachowam je dla siebie- Tellan wycedziła słowa z niechęcią i irytacją, której nie potrafiła ukryć jednocześnie czując jak z każdą chwilą napięcie w namiocie rośnie.(*)

<Dobrze że Kurt siedział bo od tego całego krasomówstwa prawie kręciło się w głowie. To co mówiła elfka i jak się zachowywała nie wróżyło niczego dobrego. Na szczęście czuł gdzieś pod skórą że między tą dwójką toczy się jakaś gra, której nie rozumiał a której stawką były ich głowy. Zdawał też sobie sprawę że wynik tej gry najpewniej zakończy się ogólnym mordobiciem. Więc siedzenie naprzeciw przeciwnika nie było najlepszą pozycją do ataku. Z pewną ulgą przyjął pojawienie się Rawdericka. Wstał i z wyciągniętą prawicą zwrócił się do nowo przybyłego.>
No widzę że my się jeszcze nie znamy. Dziewczyny. - skinął na bretonki aby i te się przywitały czyli wstały.
Potem zwrócił się do Szaraka.
Elbereth dobrze nas podsumowała. My dla łupów. Tam gdzie wojna tam i łupy. A mnie ostatnio szczęście opuściło. Czas by się nieco odkuć.
<Domyślał się że teraz jest ta chwila kiedy akcja potoczy się szybko. Gotów był zająć się nowym. A flankowany przez dziewczyny liczył na szybkie rozstrzygnięcie walki>*

<Szarak zaśmiał się głośno i radośnie.>

-Doprawdy, jesteś gorąca jak słońce Elbereth. Nie chciałem zranić twoich uczuć ale dzięki temu dowiedziałem się, że jesteś w moim guście. Morza krwii, płonący świat. Umarłaś a ja cię ożywię. Taka wychowana, wściekła i elegancka zarazem.
<Za pomocą jakichś dziwnych sił Szarak stanął w oka mgnieniu tuż przed Elbereth i z wyzywającym uśmiechem powiedział:> -Skoro jesteś wdową, będziesz moją towarzyszką.

<Bez znaku do namiotu weszło kilku żołnierzy.>

-Zabierzcie gości. Niech każdy dostanie swój własny namiot i niech oczekują na wezwanie…

-Jak sobie życzysz Szaraku.

-Elbereth, swoją prawdomównością, gniewem a nawet pustką ujęłaś mnie za serce. Zaprawdę uczta dzisiejszej nocy będzie na waszą cześć. Idźcie proszę gdzie was poprowadzą a ja was odwiedzę niebawem. Obiecuję. Tylko nie błąkajcie się po obozie bo jest tu wielu takich wygłodniałych, których muszę osobiście pilnować. A na Rawdericka nie zwracajcie uwagi. Ot jest i tyle. Nie okłamałem Cię Elbereth. Jilli tutaj nie ma ale jest blisko. Może porozmawiacie, jeśli będziesz miłą towarzyszką. A teraz ruszajcie proszę, zanim zmienię zdanie.


<Wszyscy byliscie zmieszani i zaskoczeni tym jak rozwinęła się sytuacja. Daliście się poprowadzić do namiotów przez obóz. Niektóre ze stworzeń tam obecnych przyprawiała was o ciarki na plecach i sami raczej nie chcieli byście przechodzić blisko nich. Tak jak powiedział Szarak, każdy dostał swój własny namiot. Tyle że poza siennikiem i poduszkami w namiotach nie było kompletnie nic. Pozostawieni sami sobie mogliście rozmyślać do woli. Oczywiście nie byliście podobno więźniami ale czy któreś z was chciało ryzykować wyjście i zostanie zjedzonym przez potwory? Po jakimś czasie jednak
okazało się, że Elbereth zajrzała do każdego z was i zebrała wszystkich w namiocie Aniki, bo tak było najłatwiej.>




<Klaus>

<Przebrałeś się i wyszedłeś na miasto. Postanowiłeś przyczepić się do Rufusa jak rzep do psiego ogona. To nie było jednak łatwe. Po pierwsze okazała się, że Rufus mieszka na terenie Kolegium. Po drugie, spędza tam prawie całe dnie. Oczywiście nie wpuszczono cię do środka bo nie jesteś nawet uczniem. Kiedy już wyszedł to wsiadł do karety i pojechał do ratusza. Oczywiście nie nadążyłeś za nim ale kolegialną karetę łatwo było znaleźć i o nią zapytać. Ratusz, to tu gdzies odbywają się zebrania Dyrektoratu. Zarówno przednie jak i tyle wejście jest strzeżone i każdy wchodzący jest kontrolowany. Zapewne mógłbyś wejść do środka gdybyś miał prawdziwy uzasadniony powód ale przemycenie tam broni będzie bardzo trudne. Wydaje ci się, że tego dnia było zebranie bo sporo okazałych karet zatrzymało się przy ratuszu. Nawet jakieś krasnoludy przyjechały. Kręciłeś się dokoła sporo czasu zanim Rufus wyszedł z ratusza w pośpiechu i odjechał karetą. Przyszło ci do głowy, że może von dem Kuypers też jest w ratuszu ale karety z jego herbem nie dostrzegłeś nigdzie. Ani też jego samego. Wróciłeś pod Kolegium. Udało ci się nawet tego dnia rzucić kamykiem ale po prostu upadł odbijając się od płaszcza, nie było żadnych spektakularnych efektów, a Rufus nawet nie zauważył. Gdy dzień się skończył stało się coś niespodziewanego. Najpierw ktoś ubrany na czarno nie pokazując ci swojej twarzy zastąpił tobie drogę a ułamek sekundy później ktoś inny trzymał ci ostrze na gardle. Poznałeś, że to elfy ale jakim cudem cię tak podeszli? Nic nie poczułeś, nikogo nie zauważyłeś, nic nie wydało ci się podejrzane. Wiedzieli po co przyszli i znaleźli to błyskawicznie. Drobny dziwny przedmiot, który dał ci Beltherion zanim zniknął tamtego wieczoru pod karczmą. Elf zabrał ci ten krążek i powiedział.>

-To nie należy do ciebie i nie masz prawa tego nosić.

<Dostałeś cios w głowę tak, że cię oszołomiło. Szybko doszedłeś do siebie ale tamtych już nie było. Mogli cię z łatwością zabić, nawet dla kaprysu ale widać zależało im tylko na owym przedmiocie. Później dowiedziałeś się na mieście, że owego dnia podobno obradowano nad wypuszczeniem z więzienia krasnoluda, który został zatrzymany w dzień jatki na rynku.>



<Rhunar>

<Bogowie Przodkowie chyba naprawdę słuchali twoich modłów. Podzieliłeś się z Arkatem przypuszczeniami i dałeś mu runiczne pierścienie na brodę. Sam zająłeś się ulepszaniem oręża. Trochę ci zeszło aż wreszcie położyłeś się spać. Kiedy Arkat obudził cię rano dowiedziałeś się, że Jordi został uwolniony i przebywa teraz w lazarecie. Dostał w zamku niezły wycisk poza tym zbroja Tellan i czary Wietrznicy też odcisnęły na nim swoje piętno. Odwiedziłeś go ale ciągle spał, cały w bandażach przypominał mumie jakie to podobno robią w Arabii. Najważniejsze jednak, że żył i był wolny. Arkat oddał Ci pierścienie a ty udałeś się do Axerunda aby podzielić się dobrą nowiną. Zbojmistrz ucieszył się z odzyskania wolności przez inżyniera. Jako dowód wdzięczności powiedział ci, że kowadło zagłady znajduje się na dnie portu, w zanurzonym Nautiliusie i jest pilnowane przez elfie żywiołaki wody, które oczyszczają kanały w elfiej części Marienburga. Jeśli chcesz je odzyskać bez wzbudzania zainteresowania osób postronnych to żona Axerunda, Ismene musi porozmawiać z elfami w Elfim Mieście i wprowadzić tam Jordiego aby wydobył okręt z dna razem z kowadłem. Możecie oczywiście zrobić to też na własną rękę ale będzie trzeba wytłumaczyć żywiołakom wody co robicie w kanałach elfiej dzielnicy. Jedno było pewne, sam kowadła nie odzyskasz.>




_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 19, 20, 21, 22, 23  Następny
Strona 20 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.