Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 21, 22, 23  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 131

PostWysłany: Czw Paź 26, 2017 23:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem głową i skinąłem na chłopca by jadła z pewnością był głodny i zdrożony podróżą, na słowa starszej kapłanki uśmiechnąłem się delikatnie i odrzekłem przerywając posiłek.

-Przybywamy z Couronne z tamtejszego klasztoru a udajemy się na ziemi imperium, jestem też posłańcem smutnych nowin - chyba że już wiecie o tym co zdarzyło się w Couronne? Jeśli też można prosił bym o radę i pragnąłbym skorzystać z wiedzy kogoś starszego - trapią mnie ostatni liczne wątpliwości i myśli nie mówiąc o wizjach zsyłanych przez Pan Snów.

Pokiwałem tylko głową smutno, mając nadzieję że skrzydła posłanego gołębia był szybsze od mej skromnej osoby.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Lis 06, 2017 21:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Od MG>

<Tellan>
<Wzbudziłaś niemałe poruszenie swoją osobą. Widziałaś, że niektórzy bywalcy karczmy patrzyli na ciebie ze strachem, inni z podziwem, jeszcze inni mieli co do ciebie mieszane uczucia. Karczmarz uśmiechnął się przyjaźnie kiedy podeszłaś. >

-Neues Emskrank? Chyba żaden...Za to płynie jeden do Erengradu. Może oni cię zabiorą Pani i wysadzą na ląd po drodze. Statek nazywa się Wodny Rumak .Ale z tego co ludzie mówią to odradzał bym. Z miasta dawno zostały ruiny a po okolicy panoszą się hordy potworów. Żeglarze mówią, że nawet w dzień widać jak wzdłuż brzegu kotłują się różnorakie kreatury. Zrobicie zresztą jak zechcecie... <Karczmarz wytarł pospiesznie kufel i postawił go przed tobą
zapraszająco> -Tu jest bardzo spokojnie Pani. Zachęcam byś została i wypoczęła, mam jeszcze wolne pokoje...

<Barman nie dokończył ponieważ do szynku weszła straż miejska. Łącznie z sierżantem pięciu żołnierzy w rynsztunku bojowym i czarnych kapeluszach.

Rozejrzeli się szybko po sali po czym ruszyli do ciebie otaczając twoją osobę. Gruby sierżant wycelował w ciebie palcem i rozkazującym tonem warknął>

-Ty ! idziesz z nami. Jesteś aresztowana za zabójstwo szlachcica. Poddaj się albo użyjemy siły. !!
-Ależ panie sierżancie to nie było zabójstwo...<wtrącił karczmarz>
-Zamknij mordę szynkarzu, nie jesteś prawnikiem...<Jeszcze bardziej zacietrzewił się strażnik miejski.>


<Rhunar>

<Wysoki w porównaniu do otaczających go domostw krasnoludzki fort mogłeś ocenić na co najmniej cztery pietra w górę. Sześciokątne, gładkie wieże broniące dostępu z każdej strony przypominają umocnienia z Gór Krańca Świata. Przed solidnymi kamiennymi drzwiami przywitało cię dwóch krasnoludzkich wojowników w wypolerowanych i naoliwionych zbrojach łuskowych. Od razu rozpoznali twój kunszt jako kowala run. Zostałeś poinformowany o tym iż dom przed którym stanąłeś należy do Arkata Foogera, jednego z dziesięciu członków rady miejskiej, krasnoludzkiego kupca, który chętnie przyjmie cię zarówno z racji wykonywanej przez ciebie profesji jak i pochodzenia, jednak nie masz oczekiwać, że poświęci ci zbyt wiele czasu. Chwilę jeszcze musiałeś poczekać zanim cię zaanonsowano i mogłeś wejść do środka. Proste i pozbawione ozdób wnętrze jak najbardziej przypomina krasnoludzkie korytarze w warowniach posiadające raczej walory obronne niż estetyczne. Nie dostrzegłeś też żadnych drewnianych mebli. Nikt cię nie prowadził ale droga była prosta, przed siebie.

Kiedy wszedłeś do sali gościnnej dostrzegłeś długi kamienny stół z ławami, cztery posągi krasnoludzkich postaci, raczej kupców niż wojowników. U szczytu stołu na wymoszczonym czerwonymi tkaninami siedzisku czekał na ciebie starszy już krasnolud, na twoje oko zbliżający się szybko do drugiej setki ale nadal krzepki, z siwiejącą czarną brodą siegającą już za kolana, ubrany w drogą pozłacaną tunikę. Nad jego głową ze ściany spływa sztandar przedstawiający czerwoną tarczę o niebieskiej obwódce a na samym środku znajduje się wielka biała rozkwitająca róża. Krasnolud wstał żeby cię przywitać i uścisnąć twoją dłoń. >

-Witaj przyjacielu w moim domu,jestem Arkat Fooger. Dlaczego zaszczyca mnie swoją obecnością runotwórca?


<Kurt>

<Poobserwowałeś żołdaków aż oddalili się a ciało utonęło. Wtedy ruszyliście do Śpiewającego Bażanta aby porozmawiać z Elise i Magnusem. Kiedy
weszliście do środka zadziwiła cię czystość tego miejsca. Ściany, podłoga, szynkwas wszystko lśni jak z bajki. W oknach wiszą karmazynowe firanki, a na stołach rozłożone są czerwone obrusy. Ściany mocno bielone wapnem odbijają światło kandelabrów i żyrandoli. Bar jest po prawej stronie od wejścia a naprzeciwko drzwi jest mała scena z podwyższeniem. Po lewej stronie znajdują się schody na piętro, na antresolę. Od razu widać, że stołują się tutaj zamożniejsi klienci a wy wyglądacie dość ubogo. Za barem stoi wyjątkowo piękna jak na karczmarkę kobieta o długich blond włosach spływających falami poniżej ramion. Uśmiechnięta twarz , soczyste czerwone usta, gładka cera, błyszczące niebieskie oczy. Kobieta wygląda na bardzo dojrzałą i wydaje ci się, że może mieć już za pasem około trzydziestu wiosen. W tym momencie radośnie plotkuje sobie z Elise, która siedzi naprzeciw. Młoda kelnerka ubrana w białą koszulę i czerwoną spódnicę wskazała wam wolny stolik a kiedy usiedliście we trójkę podała wam jadłospis dnia. Ty jednak najpierw złamałeś lak i zabrałeś się za czytanie listu:
"Pozdrowienia. Powiedz AF że mam dla niego ważną wiadomość i muszę się spotkać osobiście. To może rozwiązać jego problemy więc to pilna sprawa.

Człowiek, który dostarczy tę wiadomość powie Ci gdzie mamy się spotkać. Do zobaczenia. Twój na zawsze oddany Przyjaciel."

<W liście nie było nic więcej. Zerknąłeś na jadłospis : świeży chleb, sos śmietanowy, jajka na bekonie, pierogi z grzybami, naleśniki z serem, udziec barani.
Z napojów dwa rodzaje piwa jasne i ciemne, egzotyczne wino z czegoś co nazywa się agawa i wiele nazw które nic ci nie mówią. Rozejrzałeś się po sali. Magnusa nigdzie nie widać. Poza dużą liczbą bogatych kupców i szlachciców dostrzegasz jeszcze dwie skromniejsze postacie. Jedna z nich to na pewno rajfur bo namawia po kolei bywalców do skorzystania ze swoich usług. Druga postać to jakiś wielki mieszczanin o długich siwych włosach chociaż twarz ma raczej dość młodą. Siedzi sam przy stoliku i obserwuje sobie wszystkich.



<Ecoliono>

<Kapłanka skinęła twierdząco głową.>

-Wiemy już o tragedii w Courone. Złe wieści szybko się rozchodzą lotem ptaka. Jednak z tego co mi wiadomo sprawą zajęły się już odpowiednie władze więc o to możesz już być spokojny. Zakon Morra wysłał już śledczego do Courone
<Chłopiec zajądając spoglądał to na ciebie to na resztę obecnych.>
-Pytaj bracie a ja odpowiem najlepiej jak umiem i doradzę jeśli będę mogła. Coż cię trapi , co nie daje ci spokoju. Jest nas tutaj pięcioro, któreś z nas na pewno będzie w stanie coś powiedzieć na temat twoich trosk..
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Sro Lis 08, 2017 17:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wyglądało na to że trafiłem pod odpowiedni adres.
- Witaj Arkacie. Jestem Rhunar Ragnisson. - dopiero po przedstawieniu się puściłem dłoń starszego krasnoluda - Poszukuję pewnych krasnoludów, którzy mieli stawić się w Marienburgu. W trakcie podróży przez ocean wiele miesięcy temu rozdzieliliśmy się i Wolne Miasto miało być punktem zbornym. Niestety wylądowałem na północy Imperium i tamtejsze rozruchy zatrzymały mnie na długo. Może to wygląda dziwnie, że przychodzę z taką sprawą do kogoś takiego statusu… jednak wspomniane osoby to ocalali z Faktorii położonej na Wyspie Wichru i Krwi. Uznałem więc, że jeżeli ktoś powinien wiedzieć o pojawieniu się takich osób tutaj to ten kto… przewodzi marienburdzkiej społeczności krasnoludów.
Mówiłem spokojnie i szczerze. Co prawda ostatnie miesiące ostro nadwrężyły moje zaufanie do ludzi i elfów… na szczęście nie do krasnoludów. Chociaż… gdzieś tam w głowie pośród nagromadzonych doświadczeń pojawiła się iskierka nieufności wobec dawi, którzy nie pochodzą z gór. Jednak nie miałem zamiaru dać tego po sobie poznać, ani się zamartwiać domysłami, które wcale nie muszą mieć żadnego podparcia.

-Miło mi Ciebie gościć w moim domu Rhunarze Ragnissonie. Twoja historia na pewno jest ciekawa i budząca emocje. Jednak aby kogoś znaleźć trzeba podać jego imię. Jeśli podasz mi imiona krasnoludów i ich profesję to bardzo prawdopodobne , że będę mógł Tobie pomóc jeśli owi bracia postawili stopy w mieście handlu. Usiądź proszę, napijesz się czegoś? jesteś głodny?
<Starszy krasnolud pokazał ci wszystkie wolne miejsca przy stole tak, że możesz sobie wybrać gdzie usiądziesz.>

- Dziękuję, poproszę o piwo. - rzekłem i usiadłem na siedzisku obok gospodarza.
Od pasa odpiąłem swój kufel, drewniany okuty stalą. Wytarłem go chustką i postawiłem na stole.
- Tej garstce przewodził Jordi zwany Strzelimłotem… byli z nim Axerund i Ismene zbrojmistrzowie oraz stary Gundrik inżynier. Słyszałeś może te imiona? Czy ktoś taki zjawił się w Marienburgu?

<Arkat klasnął w dłonie usadowiwszy się na swoim miejscu. Chwilę później pojawił się niziołek z beczułką ciemnego piwa i kuflem dla gospodarza. W przeciwieństwie do twojego, ten był złoty i wysadzany drogimi kamieniami. Niziołek odkorkował beczułkę i napełnił oba kufle po czym odszedł zostawiając beczułkę na stole. >
-Pij do woli Rhunarze, w każdej chwili mogę posłać po więcej. <Krasnolud dokładnie wsłuchał się w imiona które wypowiedziałeś.>
-Jordi Heldemhammer zwany Strzelimłotem, Axerund Flintson i jego żona Ismene, oraz inżynier Gundrik Steambarr… Tak znam ich wszystkich, przybyli do Marienburga i wiem gdzie są. No może nie co do kroku ale na tyle dobrze aby ich odnaleźć.
<Gospodarz wziął do ręki kufel i wzniósł toast. >- Za mojego gościa, za Ciebie Rhunarze Ragnisonie… <Nie czekając na twoją reakcję Arkat opróżnił kufel i z brzękiem postawił go na stole.> - Interesują cię wszyscy czworo?

Przepiłem do Arkata, wypiłem do połowy i odstawiłem swój kufel dużo ostrożniej niż on. Uśmiechnąłem się.
- Przedni trunek. Tak. Interesuje mnie cała czwórka. Dawno ich nie widziałem i chciałbym móc znów z nimi porozmawiać.

-Gdyby Axerund usłyszał, że interesujesz się jego elfią żoną … no no...hehehe. Żartuję sobie ale skoro go znasz Rhunarze to pewnie wiesz jaki jest przewrażliwiony na jej punkcie. Zacznijmy jednak od poczatku…<Arkat napełnił sobie kufel po raz drugi. Tym razem upił tylko łyka i postawił kufel delikatnie aby nie rozlać.>
-Jordi zwany Strzelimłotem jest tutaj, mieszka w moim domu, nie ma go tu teraz ale może wrócić w każdej chwili. Zgodził się dla mnie trochę popracować. Jeśli chodzi o Axerunda Flintsona i jego żonę Ismene to także są w Marienburgu. Za moim przyzwoleniem otworzyli własny sklep ale mam pierwszeństwo w kupnie wszelkich ich towarów i wyrobów. Teraz pewnie sklep jest już zamknięty a oni oddają się przyjemnościom życia małżeńskiego, ja bym tak zrobił.
<Gospodarz zaśmiał się rubasznie.> - Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać. No i mamy jeszcze starszego inżyniera. Gundrik Steambarr został wysłany przez Jordiego do twierdzy Karak Kadrin z jakimś listem więc prawdopodobnie już tam jest, przynajmniej życze mu tego...Ot wiesz już wszystko o co zapytałeś. <f>
Kiwnąłem głową i dopiłem piwo do końca. Chwilę się zastanowiłem i zabrałem głos.
- Jeżeli pozwolisz, mości gospodarzu, chciałbym zaczekać tutaj na powrót Jordiego. Axerunda i Ismene, może lepiej odwiedzę jutro… najlepiej bardzo późnym rankiem. - uśmiechnąłem się do Arkata trochę łobuzersko na znak, że i ja doceniam podobny humor.
Z drugiej strony to tylko przypomniało mi o Melisie i o tym, że w trakcie całego tego rabanu nie miałem okazji, ani czasu, aby jej poszukać. A za jej głosem i piękną twarzą tęskniłem nie mniej niż za rodzinnymi górami. Ach. Góry Szare. Były na wyciągnięcie ręki. Ale dobrze by było móc zabrać ze sobą Melisę, wziąć ją na ręce i przenieść przez próg chaty obwieszczając rodzinie że powróciłem i mam swoją wybrankę.
- A póki co… może pomówimy o tym co dzieje się na północy Imperium. Dawno już nie miałem stamtąd wieści, a kiedy opuszczałem tamte rejony sytuacja była dość... dramatyczna.

<Arkat napił się jeszcze piwa, ciemne i mocne szybko wchodzi do głowy. Dawno nie piłeś tak dobrego piwa ale bogatego kupca stać na wszystko.>
-Północ Imperium..<powtórzył gospodarz> -Muszę zapalić...chcesz trochę Rhunarze?
<Krasnolud wyciągnał rzeźbioną fajkę i woreczek z silnie pachnącym zielem, innym niż palą normalnie krasnoludy. Na pewno nie pali się tego nigdzie w górach. Krasnolud nabił fajkę i zapalił. Poczułeś ciężkie tłuste opary wydobywające się z fajki.> -To czarny lotos, naprawdę dobry…<f>
Ogólnie od bardzo dawna nie piłem piwa, jak się chwilę zastanowiłem. No ale nie ma co się rozwodzić nad piwem. Sięgnąłem do kieszeni swojego ubrania i wyjąłem fajkę Karguna oraz woreczek z zielem. Udało mi się na tyle opanować sztukę palenia, że już się nie ksztusiłem dymem… było to spore osiągnięcie w mojej własnej skromnej ocenie.
- Podziękuję. Wolę łagodniejsze ziela. - sam zabrałem się za nabijanie i rozpalanie fajki.
Kiedy była gotowa ostrożnie posmakowałem dymu.
- Kiedy wypłynąłem stamtąd jakiś czas temu… wszyscy szykowali się do wojny. Nordland był spustoszony, poza miastami. Zanosiło się na wojnę domową na skalę kilku prowincji. - rzekłem.

-To pomaga mi się odprężyć. Ta cała wojna do tego kłopoty na morzach, to wszystko jest złe dla interesów...Bardzo złe…<Arkat łapczywie wciągnął dym z fajki do płuc> W Imperium trwa otwarta wojna między możnowładcami. Jakby tego było mało po północnych prowincjach panoszą potwory i zielonoskórzy. Powiadają, że wszystko od naszych bagien aż do przedmieśc Erengradu i Kisleva jest w nieładzie i nie ma żadnych wiadomości z tamtych miejsc. Salzenmund, Wolfenburg nie wspomnę o tych mniejszych. Wstęp do dużych miast a nawet prowincji jest pod ścisłym nadzorem. Jeśli się nie spodobasz panującemu władcy kończysz w lochu lub na szubienicy z czego Altdorf i Reikland są najgorsze, tam dają nagrody za upolowanie nieludzi włączając w to krasnoludy, niziołki i elfy. Dla mnie jednak najgorsze jest to, że straciłem kilka wysoko ubezpieczonych ładunków razem z okrętami na drodze z Marienburga do Erengradu a wszystkie te statki były dobrze zaopatrzone w działa i uzbrojoną załogę...Świat oszalał…

Wypuściłem dym nozdrzami. Cały na raz. Powstrzymałem odruch kaszlu.
- To brzmi… jakby, pfu, chaosyci wystartowali z inwazją od środka Imperium, a nie z północy. - stwierdziłem ze słabo skrywanym poruszeniem - Ale żeby w Altdorfie tępiono nieludzi? Co z Cesarzem?

-Jeśli to chaos to atakuje całe Imperium jednocześnie...Nie wyobrażam sobie jak przebiegłym i zorganizowanym trzeba być aby coś takiego osiągnąć. Stawiałbym raczej na jakiś fatalny zbieg wypadków. Cesarz podobno cały czas jest ciężko chory po tym jak został rzekomo zarażony przez nieludzi. Teraz władzę sprawuje rada doradców imperatora zasłaniając się tym, że cesarz aprobuje wszelkie ich działania. Trudno dowiedzieć się czegoś konkretnego szczególnie kiedy jest się krasnoludem i mieszka w Marienburgu. Teraz opłaca się handel bronią ale dawno temu obiecałem sobie i ziomkom, że nie będę sprzedawał krasnoludzkiej broni w żadnej formie komu innemu niż samym krasnoludom…

- Nie mówiąc już o tym… że teraz nie wiadomo by było czy ta broń nie zostałaby użyta przeciw naszym.
Rewelacje Arkata wprowadziły mnie w konsternację. Całe Imperium pogrążone w chaosie. Ludzie mordujący się wzajemnie dla swoich panów, którzy walczą o władze i przywileje. Rada doradców. Powoli zaczynałem się zastanawiać czy przypadkiem Cesarz po prostu nie zmarł w jakiś wyjątkowo paskudnych okolicznościach… przy czym jego ludzie okazali się na tyle tchórzliwi, aby tego nie ogłosić. A może i to był jeden wielki spisek.
Najgorsze było to, że gdzieś tam była Melisa. Co z tego, że wraz ze swoją drużyną mogła spokojnie zdobyć warownię. Tam wszędzie mógł czaić się wróg.
- W Nordlandzie przy możnowładcy Blightwoodzie działała pewna wiedźma. Z tego co mi wiadomo przejęła nad jego poczynaniami kontrolę i jego rękami zasiała tam ziarno rebelii. Jeżeli jedna taka osoba może uczynić tyle zła… Co jeżeli jest więcej takich manipulatorów.
Pokręciłem głową.
- Tak naprawdę nic nie wiemy. Nic. I nic nie możemy na to zaradzić. Jeżeli ludzie sami się z tym nie uporają… - machnąłem ręką - Sami się wykończą.

-Tutaj się mylisz!! <Arkat prawie krzyknął na ciebie a potem zakrztusił się dymem.> -Ludzie sami sobie nie poradzą. Nigdy sami sobie nie radzili. To bardzo sprytne aby nastawić najmłodszą rasę przeciw wszystkim tym, którzy mogli by jej pomóc. Teraz nawet niziołki, nie ujmując ich telentom kulinarnym, są mądrzejsze od ludzi. Jeśli ktoś im nie pomoże my bedziemy następni. Co z tymi wszystkimi ziomkami którzy nie zdążyli uciec i muszą ukrywać się w piwnicach i lasach

- Cholera. Gdzie ci wszyscy kapłani? Gdzie Sigmaryci? Gdzie łowcy czarownic? Czarodzieje? Gdzie ci którzy mieli ich trzymać w ryzach? - zapytałem wzburzony gestykulując fajką - Nic tylko pożyczyć od Karla Rozłupywacz Czaszek i porozbijać im wszystkim te głupie ryje.
Na moim obliczu pojawiła się wyjątkowo ponura mina.
- Trzeba znaleźć ludzi, którzy się temu wszystkiemu sprzeciwiają. Którzy wiedzą co właściwie się tam dzieje. Ich wspomóc i zmotywować. - tu przyznałem rację gospodarzowi - Tylko gdzie ich znaleźć?

<Arkat widocznie uspokoił się bo rozparł się w siedzisku i powoli cmokał fajkę. Przez moment wyglądał jakby tracił przytomność ale wzdrygnął się i rzekł.>
-Kilka lat temu na Upadających Wzgórzach na wschód od Marienburga zakon Morra wybudował potężną twierdzę, taką nawet na miarę krasnoludów. Nie wpusza się tam nikogo a sama twierdza służy za główny obóz zbrojnego ramienia zakonu. Podobno jakiś rycerz imieniem Todd miał kiedyś wizję, znalazł relikwię i nie wiedzieć skąd wziął góry złota na budowę. Zginął zabity przez demony ale jakiś jego następca dokończył budowę i prowadzi ten zakon. Twierdza mieści się na ziemiach teoretycznie należących do Marienburga ale grunt został dawno temu wykupiony przez władze kościoła. Niemniej jednak, żaden możnowładca nie może w żaden sposób tam ingerować. Jeśli gdziekolwiek, właśnie tam bym szukał odpowiedzi. Ale nie wiem czy wpuszczą tam jakiegokolwiek krasnoluda, nawet runotwórcę. Na pewno nie będą strzelać bez pytania. Morryci są wszedzie tak jak domena śmierci więc oni będą dużo wiedzieć, ich bym spróbował zmotywować. Ich nie obchodzi kto jest cesarzem a kto chłopem, przynajmniej tak sądzę…<Arkat zaczął usypiać widocznie to co palił zaczęło na niego mocno działać>


- Wiem. Podróżowałem jakiś czas z jednym Morrytą. - powiedziałem mając nadzieję, że Arkat jeszcze do końca nie odpłynął, ale nie miałem za bardzo pomysłu o co jeszcze wypytać krasnoludzkiego włodarza.

Ostatecznie nalałem sobie trochę więcej piwa do kufla i wypiłem.

- Śmierć… Każdy jest równy wobec niej. - stwierdziłem i przytrzymałem ręką Arkata, żeby ten się nie zwalił z krzesła - Mocny ten czarny lotos, ja widzę. - powiedziałem odrobinę głośniej.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 131

PostWysłany: Nie Lis 19, 2017 20:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na słowa kapłanki uśmiechnąłem się smutno i odpowiedziałem.

[i]-Od mego pobytu w Courone nękają mnie liczne wątpliwości, moje myśli krążą wokół tego że nie zdołałem ocalić tych których należało - powinienem dostrzegać znaki, to że zdrajcy parający się plugawą magią i to że planują zabić Ojca Przeora i pozostałych braci w wierze - naprawdę jestem ślepcem że nie widziałem tego co mówi mi w wizjach i snach Morr. To moja winna że nie żyje Ojciec Przeor i pozostali braci, to z mojej winny całemu miastu groziło niebezpieczeństwo.[/i]

Przerwałem westchnąwszy i kontynuowałem dalej.

[i]-Teraz znów miałem wizję, pełną cierpienia i śmierci - tej dziewczynie grozi niebezpieczeństwo muszę ją znaleźć - nie mogę znów zawieść. [/i]
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 653

PostWysłany: Nie Lis 19, 2017 21:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan marszcząc czoło spojrzała na żołnierzy, którzy pojawili się w karczmie tuż po walce jaką stoczyła z Minderbindem. Oczywistym było, że zdarzenie to nie umknie uwadze straży tego miasta. Kiedy kapitan patrolu wysunął oskarżenie względem niej, nie zamierzała siedzieć cicho.> - Nie było to żadne zabójstwo.-powiedziała stanowczo- Ten szlachcic zażądał satysfakcji ode mnie, tu i teraz. Broniąc mojego szlacheckiego honoru nie mogłam odmówić. Był to pojedynek honorowy. Spełniłam jego życzenie, niestety nie podołał. Czy jest to przestępstwo???


MG<Strażnik miejski spuścił nieco z tonu.> - Szlachcianka tak? Kobieta w zbroi? Masz wać panna jakiś dowód na swoje szlachectwo? Z jakiego jesteś rodu i gdzie twoje domostwo? Skoro to był pojedynek to czy byli jacyś sekundanci, świadkowie? Nawet jeśli okaże się, że jesteś szlachcianką to nadal mogło być to morderstwo...


<Wojowniczka z powagą przyglądała się przemawiającemu do niej mężczyźnie, po czym zbliżyła się nieco bliżej w jego kierunku, nadal zachowując bezpieczny dystans> - Kobieta rycerz to coś co nie godzi się z waszym wyobrażeniem rycerstwa…- wypowiedziała z nutą ironii- Moim domem jest Zweedorf, a matką hrabina Elena von Spee, choć za pewne nie wiele wam to powie. Zamierzacie podważać mą prawdomówność? Skoro powiedziałam, że chciał satysfakcji to tak było. A ci tu obecni byli tego świadkami. Na temat szlachetnej krwi zmarłego mogłabym też wiele powiedzieć. Tyle w nim prawdziwego szlachectwa co w szczurach panoszących się po ulicach tego miasta- dodała przypominając sobie krzywdy jakich dopuścił się na jej rodzinie


MG<Gruby sierżant zaczął się zastanawiać ale nie odpuszczał.> - Jakie masz dowody na swoje szlachectwo waćpanna? Akt urodzenia, symbol rodowy? <Karczmarz i kilku klientów karczmy potwierdziło, że widzieli pojedynek i to że był uczciwy. Sierżant posłał jednego ze swoich podkomendnych po skrybę.>


<Tellan westchnęła głęboko > - Proszę, o to pierścień potwierdzający me słowa- kobieta wyjęła spod zbroi naszyjnik, na którym zawieszony był pierścień z symbolem lilii- Czy to wystarczy? Niestety nie ma przy sobie dokumentu potwierdzającego szlachectwo, ale ten pierścień jest symbolem rodu von Spee. Jeżeli potrzebujecie potwierdzenia jego autentyczności to musicie udać się ze mną do Zweedorfu.

MG<Strażnik miejski przyjrzał się pierścieniowi z wygrawerowanymi liliami.> - Zaraz się dowiemy czy jest prawdziwy, na pewno jest ze złota. <Minęła ledwie chwila a wysłany żołnierz wrócił razem ze skrybą. Chudy człowiek w binoklach oglądał dokładnie pierścień po czym stwierdził , że rzeczywiście jest to oryginał i musiałaś go dostać od Hrabiny Eleny.>
-Zgadza się, ta kobieta musi być z rodziny von Spee. <Skryba odszedł, a sierżant odwołał strażników.> -Proszę wybaczyć mój ostry ton pani ale wielu jest takich co się podaje za wysoko urodzonych, a są szalbierzami. Ponad to jesteś pani pierwszym rycerzem kobietą jakiego w życiu widzę. Na przyszłość proszę powiadomić straż przed pojedynkiem na śmierć i życie. Życzę miłego wieczoru lady von Spee. <Straż miejska odeszła jeszcze szybciej niż się pojawiła. Karczmarz pokiwał w uznaniu głową. Odniosłaś wrażenie, że wszyscy spodziewali się, że jednak straż miejska cię aresztuje.>


<Tellan podczas tego całego zamieszania nie traciła czujności ani na moment. Czuła niepokój ale nie dawała powód innym aby wątpili w jej słowa.> - Nie ja stawiałam warunki tego pojedynku ale będę miała to na uwadze w przyszłości. Mam nadzieję, że nie będzie nam dane więcej spotykać się w tak przykrych okolicznościach.
<Wojowniczka pożegnała skinieniem głowy skrybę oraz sierżanta i poczuła ulgę kiedy straż oddaliła się z szynku. Nigdy wcześniej nie musiała wykorzystywać tego nazwiska aby bronić swojego stanowiska. Teraz dopiero zrozumiała, że hrabina i Iruyh dali jej pewnego rodzaju „narzędzia” które mogły pomóc jej w dążeniu do celu. Kiedy względny spokój zawitał na powrót do szynku wojowniczka wróciła do rozmowy z szynkarzem.> - Skorzystam z tego pokoju- powiedziała do mężczyzny-I mówicie, że do Erengradu wyrusza najbliższy statek??? Ten, który dziś zginał przybył tu konno czy powozem? Z kompanami? Miał tu pokój? Jakiś bagaż?


MG
-Pokój kosztuje srebrnika za noc, może nie są to królewskie komnaty ale łóżko jest wygodne i jest czysto. Tak pani, jutro rano ma wypłynąć statek do Erengradu, Wodny Rumak… <Karczmarz zrobił przerwę na myślenie> - Przywiózł go powóz i przyszedł sam , rozmawiał z takim jednym tutejszym typkiem..


<Tellan wyciągnęła z kiesy monetę i zapłaciła gospodarzowi za pokój. Poprosiła również o świeżą wodę i misę aby mogła się odświeżyć oraz aby skoro świt zapukał do niej do pokoju.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Nie Lis 19, 2017 23:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Czekałeś jeszcze chwilę po tym jak Arkat zasnął i w końcu twoje oczekiwania zostały nagrodzone. W wejściu do komnaty pojawił się Jordi Strzelimłot taki jakiego go zapamietałeś. Rudobrody krasnolud z brodą zaplecioną w warkocze i czupryną lekko opadającą na oczy. Przyodziany w swój roboczy skórzany kaftan z niezliczonymi kieszeniami, krasnolud wmaszerował do pomieszczenia przyglądając się uważnie tobie i Arkatowi. Kiedy stanął już blisko ciebie wytrzeszczył mocno oczy i zawołał.>
-Kogo moje zmęczone oczy widzą, toż to Rhunar Ragnison, co ty tutaj robisz przyjacielu? Tylko nie mów , że też pracujesz dla tego dziadka?>

Wstałem i uściskałem Jordiego serdecznie na powitanie.
- Ja? Gdzie tam! Znudziło mi się wojowanie w Nordlandzie to postanowiłem was poszukać. - odparłem radośnie - A jak ty się miewasz? Co z pozostałymi? Wszyscy zdrowi?

Jakoś nie miałem serca, aby rozpoczynać rozmowy od tego, że na północy jest do niczego, Imperium jest w płomieniach, a po mieście chodzi kobieta, którą trzeba obezwładnić i pozbawić pancerza… a sam pancerz rozbić najlepiej na Kowadle Zagłady.

<Jordi odwzajemnił uścisk powitalny.>
-Jestem cały i zdrów jak widać, zaczepiłem się tutaj ponieważ tak mi było wygodnie. Axerund i jego żona prowadzą sklep jak to oni , niedaleko. Rano możemy ich odwiedzić. Gundrika wysłałem z wiadomością w góry. A co z tymi, którzy popłynęli statkiem razem z Tobą Rhunarze? Nie ma od nich żadnej wiadomości… Słyszałem o tych polowaniach na nieludzi i przepychankach władyków ale nie sądziłem, że jest aż tak źle skoro mówisz o płomieniach… Po mieście grasuje kobieta… musi to być jakiś krasnoludzki pancerz skoro wspomniałeś o Kowadle. W innym przypadku nie zawracałbyś sobie głowy. No i musi być to coś naprawdę poważnego skoro sam się z tym jeszcze nie rozprawiłeś...Pamiętam jak walczyłeś na wyspie, nie jesteś ułomkiem...Mów więcej co się dzieje i czego oczekujesz od Jordiego Strzelimłota.

Westchnąłem ciężko uśmiechając się przy tym smutno.
- Historia jest jak zwykle długa, skomplikowana i pełna niedomkniętych spraw. Dotarliśmy do Nordlandu. Jeden z książąt przejął kontrolę nad północnymi prowincjami. Jak się okazało... kontroluje go jakaś ohydna stara wiedźma. - machnąłem ręką, ale ściszyłem głos - Może konkret na początek. Ta kobieta w pancerzu Tarmacksonna, odziedziczyła go po takim jednym rębajle, jej ukochanym, którego porwały demony. Głupia dziewucha chce użyć tej zbroi, aby przebić się na Pustkowia i odbić swojego kochasia. Nie możemy jej na to pozwolić inaczej w końcu ten przedmiot wpadnie w ręce Arcywroga… Porozmawiać z nią zdołam, nie jest tak uparta jak jej chłop. Myślę że nawet mógłbym jej dać jakiś runiczny pancerz, byle by tylko go oddała. - mówiłem z cholernie poważną miną - Na pogromy nieludzi nic nie możemy poradzić, ale przynajmniej możemy ocalić świat przed narodzeniem się potwora. Dobrze by było też unicestwić tą zbroję… tyle że nie mam jeszcze pomysłu jak to uczynić… w bezpieczny sposób.

<Jordi słuchał cię uważnie a z każdym słowem jego mina robiła się coraz bardziej sroga. W końcu odruchowo sięgnął po beczułkę z piwem i bezceremonialnie się przyssał aż skończyłeś mówić i stwierdził, że coś powinien zostawić na później.>
-Ale...Przecież wszystkie wytwory przekletego krasnoludzkiego zdrajcy podobno zniszczono. W jaki sposób To ostało się i trafiło w ręce ludzi...Co jeśli jest jeszcze coś!! Masz pewność, że to jedyny istniejący egzemplarz? Z tego co słyszałem to to zabijało noszącego też. Dlaczego ona jeszcze żyje, dostała ją niedawno? Oczywiście pomogę powstrzymać tę kobietę przed szaleństwem jakie chce popełnić. To oczywiste, że To chce wrócić na plugawe ziemie tam gdzie Prawdziwe Zło jest najsilniejsze. Czy ta kobieta nie zdaje sobie sprawy, że nie wróci? Może wróci coś ale na pewno nie ona. Skoro możesz z nią porozmawiać to znaczy, że jeszcze nie dokońca została opętana ale uważaj. Dopóki z przeklętego pancerza nie zostanie pył a z pyłu jeszcze mniejszy pył to nie wierzył bym w żadne jej słowo. Ja też nie mam pojęcia jak zniszczyć ten piekielny przedmiot bez zabierania go do Górskich Twierdz czego w życiu bym nie uczynił bo to zbyt wielkie zagrożenie.

- Nie działa na niego normalna broń, widziałem to. Spróbowałbym rozbić go tym. - zaprezentowałem Jordiemu runę wykutą na głowni młota - To runa na arcywroga, ale nie mam pewności jak tutaj by zadziałała. Może runa na młocie przemysłowym? Powinien być w stanie rozetrzeć taką blachę na miał. Może coś z gromnilu? Pozostaje też… - tu już całkiem przyciszyłem głos - Kowadło Zagłady. Najpierw musimy się skupić na odzyskaniu przeklętych blach. Słyszałeś może gdzie się pojawiła? Może jeszcze tego wieczora zdołałbym to odzyskać.

<Jordi poszarpał nerwowo warkocze swojej brody.>
-Tak może młot przemysłowy, możemy spróbować wszystkiego po kolei...Skąd jednak pewność, że kobieta jest w Marienburgu? Nie słyszałem o żadnej masakrze czy kłopotach w miescie , które sprawia kobieta w czarnej zbroi. Możemy rozesłać wici, dużo ludzi pracuje dla Arkata, nie tylko krasnoludy. Jeśli rzeczywiście jest w mieście i nie chowa się w kanałach to powinniśmy ją znaleźć przed świtem. Tylko co powiemy? Że Arkat szuka szalonej kobiety w przeklętym demonicznym pancerzu , który zabija całe miasteczka? A ludzie są ciekawscy, coś im trzeba powiedzieć inaczej zbagatelizują sprawę.

- Jest rycerzem, kobietą szlachetnego stanu. Widziałem miejsce gdzie jakaś kobieta ubiła mężczyznę niby w pojedynku. Ludzie mówili, że miała czarną zbroję… moment. Poszedłem do… Pod Wyliniałą Kuną. Tam powiedzieli mi jak tu dotrzeć. Jak wyszedłem, przeszedłem trochę dalej i widziałem zbiegowisko. Tam ludzie o tym gadali i leżał zaszlachtowany człek, ale nie zwróciłem uwagi na szyld. Może uda się nam obejść bez dodatkowych ludzi, hmm? Musiałbym tylko tam wrócić, a na pewno uda się kogoś podpytać.

<Jordi uśmiechnął się na chwilę>
-Wiem gdzie to jest. Znam wszystkie karczmy w Południowym Porcie, przynajmniej z nazwy. Trochę jestem śpiący ale skoro sprawa jest tak wielkiej wagi możemy ruszać natychmiast...Tylko…<Krasnolud zasępił się>- Co zrobimy jak już ją znajdziemy a ona nie odda pancerza? Może nas zaatakować? Mimo wszystko nie jestem Ingwarem i jeśli dojdzie do walki wolałbym być jak najlepiej przygotowany…

- Zaproponuję jej… uposażenie ją na tą wyprawę. Nawet oddam swój młot, jeżeli będzie trzeba. Kredytów nazaciągam. To nie jest zła dziewczyna, tylko jak większość wojaków dla niej to tylko jest narzędzie pracy. Uwolnię ją od tej zbroi. Ba. Uświadomię, że nie odzyska swojego ukochanego. A jak odzyska to najpewniej on zaraz zginie, a ona skończy jako kolejny wódz hord z północy. Jeżeli to nie zadziała to nic nie zadziała. Nic. Miałem okazję oglądać ją w akcji. Musieliby zlecieć się magowie z całego Marienburga, najwięksi siepacze i niewiadomo kto jeszcze, aby powstrzymać ją od przebicia się przez miasto. Albo Melissa… z całą swoją drużyną. - westchnąłem na koniec z tęsknotą i zasępieniem - Jak dawno już jej nie widziałem…

<Jordi skinął głową w całej powadze.>
-Wierzę ci, że masz rację. Dobrze, ruszajmy od razu i niech Bogowie Przodkowie wspierają nas i chronią. Nie biorę nic poza sakiewką skoro walka jest samobójstwem. Podążaj za mną Rhunarze, poprowadzę nas najkrótszą drogą, ba wezwe nawet podwózkę. Arkat ma osobistych...nazwijmy to przewoźników. Chodźmy, niech gospodarz odpoczywa.
<Mistrz inżynierów pomaszerował raźno ku wyjściu chociaż ty widziałeś, że nogi mu się trzęsły.>
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lis 26, 2017 15:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Od MG>

<Tellan>

<Wzięłaś klucz od karczmarza i od razu poszłaś do pokoju. Izba okazała się niewielka. Solidne drewniane łóżko z szarą pościelą i kocem, prosta skrzynia na ubrania, stołek i to wszystko. Nie ma lustra ani szafy, miejsca tu ledwie starcza na ciebie i wyposażenie. Odłożyłaś miecz i już chciałaś zdejmować pancerz kiedy karczmarz zapukał do drzwi.>

-Woda i misa, pani. Tak jak sobie życzyłaś.

<Otworzyłaś drzwi i zobaczyłaś karczmarza z dzbanem wody i misą. Za nim stoją dwa krasnoludy. Jeden to Rhunar, kowal run którego dane było tobie poznać w Zweedorfie. Drugiego rudego brodacza z grzywką nigdy nie widziałaś.>

<Rhunar>

<Razem z Jordim opuściłeś dom Arkata, wsiedliście do dwukółki i jakiś człeczyna o szybkich nogach i silnych ramionach powiózł was do Południowego Portu. W kilka chwil znaleźliście się pod karczmą z której korzystałeś aby zasięgnąć języka. Na ulicy przed Wyliniałą Kuną nic się nie zmieniło, nadal przewijało się sporo portowego elementu, pomrukując, wykrzykując przekleństwa i przepychając się. Wysiedliście z wózka i przeszliście kilka kroków do miejsca gdzie widziałeś zbiegowisko dziesiejszego wieczoru. Jordi podszedł do jakiegoś człowieka, rzucił mu srebrnika i zapytał o kobietę w czarnej zbroi. Kiepsko ubrany doker wskazał ruchem głowy na jakieś drzwi szepcząc > - Tam - <Następne wasze kroki prowadziły do podrzędnej karczmy z szyldem Wstąp. Wasza dwójka wzbudziła niemałe zaintresowanie i wyglądana to, że nie ma tu innych krasnoludów. Karczmarz od wejścia zagadnął do was. >

-Mistrzu Jordi witamy, czym mogę służyć tobie i twemu kompanowi. Może beczułkę dobrego ciemnego...?

<Stanęliście przy szynkwasie i inżynier przeszedł do rzeczy kładąc na blacie sakiewkę.>
-Szukamy kobiety rycerza, szlachcianki. Nosi czarny pancerz, wyjątkowy, jest z daleka, niedawno przybyła i wiemy że się tu stołowała. Bardzo potrzebuję z nią porozmawiać. - <Krasnolud skinął na sakiewkę. Karczmarz wziął skórzany woreczek do ręki, rozsupłał go i zerknął do środka. Jego oczy były zadowolone, więc schował sakiewkę i szepnął.>
-Kobieta wynajęła tu pokój na jedną noc, Zaprowadzę was.

<Szynkarz przywołał na swoje miejsce posługacza, wziął ze sobą dzban wody i ruszył przodem wiodąc was do izby w której ma spać kobieta w czarnej zbroi. Kiedy zapukał a drzwi pokoju otworzyły się, ujrzałeś Tellan odzianą w pancerz Tarmacksona >


<Ecoliono>

<Byłeś pewien, że cała uwaga obecnych w izbie była skupiona na tobie. Diromo wstała, podeszła do ciebie i ujęła twoje dłonie.>
-Nie, bracie Ecoliono. Nie ma w tym twojej winy. Skoro Ojciec Przeor i bracia odeszli to znaczy, że Pan nasz Morr tak chciał. Bogowie wystawiają nas na ciągłe próby. Jednym dajemy radę , innym nie. Przestań się obwiniać i skup się na tym co możesz zrobić a zostaw to czego już nie możesz zmienić. Pan nasz Morr zssyła tobie sny, to znaczy, że daje ci zadania do wykonania i ceni cię. Wizje nie zawsze są łatwe i proste do odczytania, często trzeba nad nimi radzić w kilka osób. Nie bój się pytać innych o radę. Nie ma ludzi wszechwiedzących. To żaden wstyd nie wiedzieć co Bogowie mają na myśli. Opowiedz nam co to za dziewczyna, która jest w niebezpieczeństwie co dokładnie widziałeś a my pomożemy rozwikłać zagadkę.
<W sali wszyscy zgodnie przytaknęli.>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 131

PostWysłany: Pon Lis 27, 2017 00:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zwróciłem się do chłopca, uśmiechając się delikatnie.

-Jeśli się najadłeś, możesz poszukać swej celi lub poszukaj biblioteki - choć być może ktoś z tu obecnych znajdzie coś co zainteresuję twój młody umysł.

Gdy chłopiec wyszedł odpowiedziałem spokojnie na zadane pytanie, przypominając sobie to co widziałem w mej wizji.

- widziałem w wizji kobietę, dość urodziwą jeśli tak można ją opisać - lecz był dość zaniedbana, a jej suknia wytarta i połatana. Miał z pewnością niebieski oczy i ciemne długie włosy - w wizji zasneła spokojnie lecz kktoś obudził ją bardzo brutalnie, cierpiał a ból był nie do wytrzymania aż w końcu ktoś brutalnie odciął jej głowę i wrzucił do ciemnej podziemnej studni.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Czw Lis 30, 2017 22:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rhunar, Tellan, Jordi

Kiedy karczmarz zostawił to z czym przyszedł Tellan, Rhunar zapukał we framugę.

- Dobry wieczór, Tellan. Chciałem cię prosić o rozmowę, ale… może lepiej poczekamy, aż skończysz. - wskazał wzrokiem dzban z wodą i misę. <f>

Tellan była wyraźnie zaskoczona kiedy za postacią szynkarza ujrzała dwóch krasnolodów. O ile pierwszy był jej dobrze znany, o drugim nie miała zielonego pojęcia kim jest ani czego może chcieć. Kobieta poprosiła gospodarza aby odłożył misę i dzban z wodą po czym zwróciła się do Rhunara i tego drugiego>

- Witajcie Rhunarze i jego towarzyszu. Nie sądziłam, że tak szybko się znów spotkamy. Skoro sam przyszedłeś do mnie musisz mieć poważny powód. Proszę …- wojowniczka gestem zaprosiła mężczyzn do pokoju- To co zamierzałam zrobić może poczekać. Co was sprowadza?

Nie dało się poznać po Rhunarze, że wolałby poczekać. Może bardziej panował nad swoimi obawami niż Jordi, jednak nadal je miał.

- Pozwól, że przedstawię ci Jordiego Strzelimłota. Był zarządcą Krasnoludzkiej Faktorii na Wyspie Wichru i Krwi… razem przetrwaliśmy inwazję Chaosu na Wyspę. - przedstawił swojego towarzysza runiarz - Jordi, to jest Tellan. Rycerka na dworze Hrabiny Eleny z Zweedorfu w Nordlandzie. Pomimo delikatnego lica… świetny i groźny z niej wojownik.

Rudobrody podszedł trochę niepewnie do kobiety i się przywitał. Po chwili jednak Rhunar znów zabrał głos.

- Widzę, że masz trochę odpoczynku od reszty drużyny… - rzekł siadając na skraju łóżka kładąc metalowy kostur obok siebie - Przejdę od razu do rzeczy. Chcesz podążyć na daleką Północ, prawda? Masz już plan jak to zrobić? <f>


<Tellan przywitała się z nowopoznanym krasnoludem skinieniem głowy po czym zajmując miejsce przy oknie założyła ręce na klatce przysłuchując się Rhunarowi.>

- To raczej Oni postanowili odpocząć ode mnie- odpowiedziała na uwagę krasnoluda akcentując wyraz „Oni”- Nie chcą mieć ze mną nic wspólnego, z wiadomej mi przyczyny. Rozumiem to i nie zamierzam ciągnąć ich ze sobą.

<Przez moment Tellan zastanowiła się nad słowami krasnoluda. Dlaczego nagle zainteresował się jej wyprawą na północ??? >

- Owszem, mam szalony pomysł udania się na północ aby odnaleźć Iruyha. Wiem, i jestem świadoma, że możliwość odnalezienia go i przywrócenia do tego świata będzie graniczyła z cudem. Wiem, że ta wyprawa to jak samobójczy skok prosto w piekielną otchłań ale dla mnie życie bez niego będzie nie do zniesienia… Wolę zginąć próbując niż żyć w samotności…Samotność jest przedsionkiem śmierci …
Zamierzam powziąć pewne kroki aby dotrzeć do niego przed upływem wyznaczonego czasu chociaż cały czas poddaje się innym wydarzeniem na ścieżce do celu...Czego zatem chcesz ty Rhunarze? Bo nie sądzę, że wspierasz mnie w tej misji...

Nietrudno było sobie wyobrazić krasnoludowi czemu w końcu pozostali postanowili zostawić Tellan. Dziewczyna ciągnęła za sobą kłopoty. Ale czy na pewno to o nią chodziło w tych wszystkich złośliwościach losu.

- To co chcesz uczynić to sprawa między tobą, a bogami. To szaleństwo, ale skoro się na nie decydujesz to znaczy, że bierzesz na siebie konsekwencje tego szaleństwa. Powiem ci… że nawet ciebie w pewnym stopniu rozumiem, bo mam pewną ukochaną osobę, której nie widziałem od czasów Wyspy. Wiem, że żyje, ale nie wiem gdzie teraz jej, gdzie jej szukać. Tęsknię za nią. Jakże potężniejsze musi być twoje uczucie w takiej sytuacji - krasnolud pokręcił głową i zamilkł na moment.

Chwilę coś rozważał.

- Nie wspieram ciebie w tej misji… ale mogę to zrobić. Jak sama zauważyłaś ciągle los miota ciebie na boczne ścieżki. Wytrąca ciebie z marszu do celu. Chyba pora to zmienić, nieprawdaż? <f>

<Tellan przysłuchiwała się z uwagą słowom wypływającym z ust Rhunara. Wydawało się jej, że krasnolud bardzo ostrożnie dobierał słowa, a nawet zdobył się na moment zwierzenia. >

- Dziś Rhunarze ukarałam kogoś, kto dawno temu odebrał mi szczęście na jakie zasługiwałam. Niestety nie przyniosło to ukojenia dla mojego serca. Pewnie pomyślisz, że to samolubne, ale obiecałam sobie dawno temu, że nigdy więcej nie ulegnę bez walki. Jak widać ta droga do celu jest bardzo kręta i nie wiem czy kiedykolwiek będzie prosta…ale jeśli istnieje sposób aby przeskoczyć tę spiralę to z niego skorzystam. Co więc mogę zrobić według Ciebie aby tak się stało? Przyszedłeś tu aby służyć mi swą radą? Skoro nie chcesz odciągnąć mnie od tego szalonego planu jakie są twoje prawdziwe intencje tej wizyty?

No i nadszedł czas na położenie kart na stół, pomyślał Rhunar.

- Mogę przez tutejszą gildię krasnoludzką załatwić ci przepłynięcie na północ. Norska albo wybrzeże Kislevu albo gdzieś w tym kierunku, co będzie dostępne. Nawet mogę ciebie doposażyć na tą wyprawę. Ale jak dobrze się domyślasz nie będzie to za darmo, chociaż korzyści z tego mieć nie będę, bo wypełniam swój obowiązek. - powiedział po czym wskazał na jej pierś - Ta pamiątka po Iryhu. Mając ją przy sobie, kiedy wkroczysz w tamte rejony… nie zdołasz go uratować, wiesz o tym? <f>

<Propozycja pomocy ze strony Rhunara była zaskoczeniem dla kobiety. Wiedziała, że to znacznie przyspieszyło by i ułatwiło jej podróż, krasnolud jednak ciągnął dalej swoje przemyślenia nawiązując do zbroi Iruyha>

-Dlaczego sądzisz, że zbroja mi to uniemożliwi?- zapytała krasnoluda

<Tellan była świadoma, że nie wie wszystkiego na temat zbroi i nie zamierzała nikomu udowadniać, że jest inaczej dlatego z zaciekawieniem czekała na to, co miał do powiedzenia Rhunar>

- Ponieważ to nie jest zbroja, która czerpie swoją moc z wplecionych weń zaklęć lub run. Ten pancerz czerpie swoją moc z tego co zostało w nim zamknięte. Istota ta, nie wiem czy miałaś okazję się z nią “osobiście zapoznać”, żywi się twoim życiem, twoją duszą… twoją esencją. Za każdym razem jak sięgasz po moc zbroi.

Rhunar pogładził brodę i znów się zadumał.
- Tam na Wyspie stanąłem do walki z Wybrańcami Chaosu. Miałem u boku Ingwara i kilku innych doskonałych wojowników. Był z nami też kapłan, który wspomagał nas błogosławieństwami Bogów Przodków. Trzymaliśmy się mocno dzięki temu, wyżynając dwu i pół metrowych osiłków zakutych w przeklęte pancerze. Jednak po nich przyszedł ich wódz. Ten pod którego sztandarem odbyła się cała inwazja. Zmiótł nas.

- Czemu to wspominam. Chaos to podstępny i potężny przeciwnik. Na Północy będzie wielu takich jak ten jeden. Demony wiedzą, że jeden z nich siedzi w tej zbroi. Zmuszą ciebie, abyś jej użyła. Pustkowia przemierzają całe hordy mutantów i wojowników, którzy walczą ze sobą o prymat i łaski mrocznych bóstw. Pójdą na ciebie, a kiedy twoje siły podupadną, będziesz musiała użyć pancerza. Raz. Drugi. Piąty. Aż do momentu, kiedy twoja psychika i ciało nie wytrzymają. Demon się uwolni. Nie będzie już Tellan. Będzie tylko fizyczna manifestacja tego co mieszka w pancerzu. I jej nie będzie można uspokoić, bo już nie będzie w środku człowieka. Twój ukochany został wtedy wessany jak reszta, prawda? Istoty tam mieszkające powiedziały ci że tam się znajduje… one wyznaczyły czas, tak? To pokrętne istoty służące podłym bóstwom, które sowicie je wynagrodzą za taki… chichot losu… jakim by była egzekucja Iryuha przy pomocy tego co kiedyś było tobą.

Wszystko to Rhunar wypowiedział z ponurą miną i pełną powagą. Po chwili jednak uśmiechnął się i wypowiedział prawie beztroskim głosem.

- A jakbyś chciała wiedzieć skąd wiem takie rzeczy… na Wyspie trafił się też jeden taki zafajdany czempion Pana Krwi o imieniu Leon. Osrał się na widok krasnoludzkich wojaków i człeczych najmitów, ale namordował tylu bezbronnych, że Mroczni Bogowie przemienili go w demona. Ma do mnie urazę bo za jego śmiertelności ostro mu ryj młotem skułem. Kowal. Czempionowi. Wiesz jaka to uraza na jego dumie? Trochę więc zbieram wiedzy, kiedy jest okazja, bo prędzej czy później pewnie po mnie przylezie. Muszę być wtedy gotowy.<f>

<Tellan przysłuchiwała się Rhunarowi i z każdym jego słowem posępniała coraz bardziej. Krasnolud pewnie wypowiadał się na temat zbroi, a do tego miał za sobą wiele lat doświadczenia. >

- Wiem, że w zbroi zaklęty jest demon, wiem też skąd czerpie swą moc. Gdyby nie ona, niektórzy z nas zeszli by z tego świata już dawno…łącznie ze mną… Demon w niej zaklęty jest podstępny i czeka tylko aż popełnię błąd… ale nadal… dopóki ją mam, mam większe szanse na dotarcie do celu aniżeli bez niej… Mówisz że o to właśnie chodzi zbroi? Bym doprowadziła ją do Iruyha, a wtedy posłuży się mną, a właściwie tym co ze mnie zostanie, by dokonać nim swej zemsty… Ale może być też inaczej… - Tellan westchnęła głęboko i zrobiła kilka powolnych kroków w stronę drzwi- Wiem, że uważacie mnie za szaloną… Czemu miałabym więc poddawać się woli innych i oddać zbroję… A może macie w tym swój ukryty cel?

- Nie zaprzeczam. To jest fakt, że używając go uratowałaś życia towarzyszy. Ale za każdym razem podejmujesz ryzyko, że pancerz zabije ciebie i ich. To jak gra ruletkę pistoletem wielostrzałowym. W której komorze jest ładunek i kula? W końcu trafisz na pechowy spust.

- Może być inaczej. Kwestia tego, że cokolwiek się wydarzy prawdopodobieństwo tego, iż będzie to szczęśliwy scenariusz jest nikłe. Wybierasz się do krainy demonów. Tu pośród śmiertelników to potężna broń. Tam tą broń będzie można obrócić przeciw tobie, bo nie będziesz się zmagać tylko z tą istotą, ale także z innymi. - odpowiedział Rhunar - Już powiedziałem, nie mnie to oceniać czy jesteś szalona czy nie. Pewnie też bym tak postąpił gdyby mnie postawiono w takiej sytuacji. Dlatego zamiast prosić, żądać czy cokolwiek proponuję ci wymianę. Sprzęt i transport za pancerz, który mam obowiązek jako runiarz pozbawić mocy. Tarmackson chciał stworzyć coś potężnego do obrony naszego ludu. Stworzył coś co krasnoludy i ludzie pełni dobrych chęci przemieniało w potwory. Są inne sposoby i przedmioty, które mogą cię wspomóc w tej wyprawie i nie będą ciebie pchać na skraj nicości.

- Powiem też coś, co może ciebie zezłościć, ale to szczere i prawdziwe. Nawet jeżeli nie chcesz przyjąć mojej propozycji i wyruszysz tam polegając tylko na mieczu Iryuha, zbroi Tarmacksona i swoich umiejętnościach… to wciąż będziesz za słaba aby tą trasę obrócić tam i z powrotem. Iryuh by tego nie był w stanie zrobić.. Znana jest tylko jedna ekspedycja, która tam wyruszyła i powróciła. Szykowali się dzisięciolecia. Polecieli tam uzbrojoną po zęby machiną powietrzną obwieszoną antymagicznymi glifami. Z załogą specjalistów, zabijaków i magów.

- Jeden człowiek może się przekraść… ale są rzeczy przed którymi pancerz ciebie nie ochroni, a których używa się na Pustkowiach powszechnie. Ba. W samej krainie drzemią magiczne zagrożenia, które pochłaniają śmiertelników całymi hordami.

I chociaż Rhunar wiedział, że jego ostrzeżenia mogą brzmieć dla Tellan banalnie niczym bajeczki do straszenia dzieci to mówił z pełną powagą. To były fakty. Ponadto obiecał, że zniszczy ten pancerz, który może… nie może… stanie się ulubionym narzędziem Mrocznych Bogów, jeżeli tylko Tellan pojawi się z nim na Pustkowiach. A co gorsza tak naprawdę nie miał jak jej powstrzymać, gdyby rycerka powiedziała “nie”. Szczególnie, że nie wyglądała na chętną do targowania się z krasnoludami.<f>

<Wojowniczka wiedziała, że krasnolud ma wiele racji w tym co mówi. Nie wyczuwała w jego wypowiedzi złych intencji. Nie chodziło mu o to aby zagarnąć zbroję dla siebie jak przeszło jej wcześniej przez myśl…A może to nie była jej myśl…Może zbroja broni się przed oddaniem jej w ręce tych, którzy zamierzają ją unicestwić. W każdym razie świadomość, że scenariusz jej wyprawy może być taki jakim przedstawił go Rhunar pogrążała jej nadzieję na ocalenie Iruyha. Oddać zbroję…zniszczyć zbroję… czy tak właśnie powinno być… ??? A jeśli zgodzę się czy krasnoluda naprawdę jest w stanie dać jej to wszystko aby wesprzeć jej plany nawet jeśli uważa je za bezcelowe i spalone już na samym początku??? Tellan przez chwilę stała w milczeniu wpatrując się prosto w oczy krasnoluda.>

- Jeśli się zgodzę… jak i gdzie zamierzasz dokonać unicestwienia tego pancerza?

I tu go miała. Rhunar sam nie wiedział jak miałby tego dokonać. Wszelkie kroniki milczały odnośnie sposobów pozbywania się takich artefaktów. Były pewne… runy, ale ich wykucie to był już niezwykły wyczyn. Można zawsze było rozbić pancerz na Kowadle Zagłady, jednak.
Jednak Rhunar wpadł na coś co brzmiało dużo rozsądniej i dużo rozsądniejsze było.

- Będę musiał przestudiować znaki na pancerzu. Kiedy dowiem się w jaki sposób wiążą demona będę wiedział w jaki sposób związana jest jego energia, będę też wiedział jaki środek mogę zastosować. W najgorszym wypadku bestia się wydostanie, ale bez materialnego nośnika… będzie musiała odejść tam skąd przyszła. - stwierdził runiarz - Tak czy inaczej… będę musiał to zrobić albo na odludziu albo jeszcze lepiej w pobliżu obelisku odciągającego Wiatry Magii. Aby w razie czego nie ucierpiał nikt postronny. <f>

<Tellan wsłuchiwała się w Rhunara, który rozprawiał o możliwościach unicestwienia pancerza, kiedy to jej uwagę przyciągnęło coś innego. Wzrok wojowniczki utkwił nieruchomo na wysokości ust krasnoluda jednak jego słowa przestały doń docierać. Jej oddech stał się płytki, ręce zadrżały jakby nerwowo chciały coś pochwycić, a kiedy w końcu zaczerpnęła głęboko powietrza zwróciła się do Rhunara i jego towarzysza>

- Chciałabym...- Tellan zawahała się przez moment-Nie…Niestety…nie mogę na to pozwolić. Nie oddam zbroi… Już za późno Rhunarze… Są więzi, które zakończyć może tylko jedno…rozumiesz???

<Dopiero teraz rudobrody krasnolud zabrał głos.>
-Wcześniej się nie spotkaliśmy Pani. To co wiem o Tobie dowiedziałem się od Rhunara Ragnisona, wiem że jesteś dobrą osobą, szlachetną i rozumną. Dbasz o swoich przyjaciół jak umiesz. Zastanawia mnie więc dlaczego wiedząc, że zbroja którą nosisz to zło i stanie się jeszcze większym złem, nadal masz zamiar jej używać? Dlaczego uważasz, że jest za późno? Za późno będzie kiedy zginiesz lub znikniesz w odmętach tego czegoś w środku. Chcesz nam powiedzieć, że pancerz wrósł w twoje ciało? Czy to, że jeśli go zdejmiesz to umrzesz? Przez chwilę miałem wrażenie, że chciałaś go oddać a potem zamyśliłaś się i wszystko się zmieniło. Skoro nie chcesz wymienić zbroi na krasnoludzkie sprzęty i naszą pomoc to chociaż powiedz dlaczego. Co takiego trzyma cię przy tym przeklętym przedmiocie? Powiedz i sobie pójdziemy, nikt cię nie będzie zmuszał do oddania pancerza, nie chcesz, twoja sprawa tylko wytłumacz nam dlaczego??
<Jordi przyglądał się Tellan uważnie. Inżynier nie miał przy sobie broni, no chyba, że zamierzał walczyć z kobietą na ołówki.><f>


<Tellan przeniosła wzrok na rudobrodego krasnoluda>

- Wiem dokładnie czego spodziewać się po zbroi….dała mi to jasno do zrozumienia. Nie chodzi już o Iruyha… Jeśli spróbuję ją oddać zniszczy wszystko co spotka na swej drodze, a potem zabije moje dziecko i mnie. Nie wiem czy jestem na tyle silna aby się jej przeciwstawić. Poddałam się jej…nie mogę tego cofnąć… Ona wie co myślę i czuje… chociaż przystałabym na waszą pomoc, nie mogę…- kobieta z powagą zwróciła się do krasnoludów


<Jordi posmutniał.>
-Nic tu po nas Rhunarze. Ponieśliśmy klęskę , nie jesteśmy w stanie odzyskać pancerza. Widocznie tak musi być...Chodźmy, nie godzi się niepokoić niewiasty o tak późnej porze. Dziękujemy za poświęcony czas lady Tellan. <f>

Rhunar spojrzał na Tellan. W jego wzroku było widać tylko smutek. To nie była kwestia tego, że poniósł porażkę czy coś. Kwestia tego, że istota zamieszkująca artefakt szantażowała kobietę, która była przy nadziei. Szantażowała czymś co i tak uczyni w ten czy inny sposób.

- Masz rację Jordi. - powiedział runiarz, wstał i udał się do wyjścia.

W samych drzwiach zatrzymał się chcąc coś jeszcze powiedzieć.

- Dziękujemy i życzymy spokojnej nocy. Uważaj na siebie… na dziecko. I nie poddawaj się… cudzej woli. - dodał na koniec przenosząc wzrok z twarzy Tellan na napierśnik zbroi starając się dać jej do zrozumienia kogo konkretnie ma na myśli. <f>

<Tellan stała nieruchomo odprowadzając Rhunara i Jordiego wzrokiem. Jej usta zadrżały jakby chciała coś jeszcze dopowiedzieć, wyjaśnić ale ostatecznie jedyne co wypłynęło z jej ust to słowa pożegnania>

-Dziękuję za troskę i niech Biała Gołębica czuwa nad wami…
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Gru 10, 2017 14:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

[Tellan]

[Kiedy krasnoludy zostawiły ciebie samą poczułaś ulgę. Nikt nie zginął a ty nadal masz pancerz. Może Rhunar i Jordi mieli rację a może nie, chcieli pomóc tylko czy dała byś radę? Postanowiłaś nie zdejmować zbroi, umyłaś tylko twarz i zaległaś na łóżku. W głowie kołatała ci się jedna myśl chociaż nie do końca wiedziałaś czy owa myśl była twoja : dobrze zrobiłaś odprawiając krasnoludy z niczym.
Pogrążyłaś się we śnie tym razem spokojnym i szczęśliwym. Jesteś razem z ukochanym mężem i dwójką dzieci cała i zdrowa. Macie duży dworek na wsi, służbę, sporo zwierząt, jesteście razem, kochacie się i nic wam nie zagraża.]

[Ecoliono]

[Wszyscy obecni wysłuchali ciebie w milczeniu a kiedy skończyłeś odezwał sie niziołek przewoźnik.]
- Jeśli twoja wizja dotyczy Marienburga to rzeczywiście słyszałem kilka razy, że na ulicach znikają kobiety o ciemnych włosach. To może być powiązane. Żadnego ciała nie znaleziono więc władze nie widzą problemu.
- Czy jesteś w stanie przytoczyć więcej szczegółów bracie Ecoliono? Jak wygląda oprawca, gdzie znajduje się studnia, jakieś przedmioty, obrazy, znaki w tamtym miejscu? [Zaczęła wypytywać ciebie drobiazgowo elfia wieszczka]


[Rhunar]

[Razem z Jordim opuściliście karczmę gdzie zatrzymała się Tellan, obaj jesteście niepocieszeni. Inżynier pierwszy zaczął rozmowę w khazalid]
- Nie mogę uwieżyć, że ta kobieta jest taka ślepa. Daliśmy jej szansę a ona nią wzgardziła. Nie możemy tego tak zostawić. Wiem,że to co powiem to nie po krasnoludzku ale skoro nie można odebrać jej pancerza ani po dobroci ani w walce to trzeba to uczynić ukradkiem i to szybko. Jeśli ta kobieta przekroczy Morze Szponów nic już nie będziemy w stanie zrobić. Wracajmy do Arkata przyjacielu i radźmy co czynić...]
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Nie Gru 10, 2017 16:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jordi miał jak najbardziej rację. Co prawda Rhunar zrobił wszystko, aby zasiać ziarno niepewności w głowie Tellan, ale nie było gwarancji, że ono wykiełkuje.

- Ona nie jest ślepa, Jordi... Ona jest po prostu słabą niewiastą. Słabą z charakteru. "Czemu mam się poddawać cudzej woli?". To pitolenie. Cały czas poddaje się woli demona, który siedzi w jej pancerzu. Kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna demon oferuje pomoc, a ona bez namysłu ją przyjmuje, bo nie wierzy w swoje własne siły. Kiedy demon pierdnie, ona podskakuje, bo z pewnością się nie raz mu postawiła, a on jej sprawił ból. Ten jej ukochany utwardził jej ciało i wyszkolił, ale serca i jej ducha nie zmienił. I jak widać liczne boje też tego nie zrobiły.

- To nie kwestia zaślepienia. A tego, że wróg, którego nosi ma lepsze dźwignie na nią niż my. Jest tylko człowiekiem. Ilu znajdziesz takich, którzy dobro własne przedłożyło dla dobra ogółu? Demony trzymają na Północy jej ukochanego, w brzuchu nosi jego dzieci... dano jej możliwość uratowania tego co dla niej ważne. Gdyby nawet ją wszyscy kapłani Shallayi, do której się odwołuje, pobłogosławili to nic z tego nie wyjdzie. Idzie po najmniejszej linii oporu, bo w ogóle w siebie nie wierzy. Gdyby uwierzyła... nie poddałaby się bestii.

Nie wiedziałem co jeszcze mogę teraz powiedzieć. Chwilę myślałem nad tym co dalej począć.

- Tym, że po dobroci chcieliśmy to załatwić tylko sobie utrudniliśmy. Teraz demon nie pozwoli jej się zdjąć pod żadnym pozorem. Mam kilka pomysłów.

- Pierwsza możliwość to doprowadzić ją do takiej frustracji, że sama zrzuci pancerz. Łapówki dla kapitanów, aby żaden nie podjął się je przyjęcia na pokład.

- Druga możliwość to pokazanie jej, że może się oprzeć demonowi. Gdyby nie mógł jej nic zrobić, ona by bez zastanowienia przyjęła naszą ofertę.

- Trzecia to poinformować kogo trzeba... Marienburg jest pełen magów, gildii i awanturników. Skoordynowane działanie skrytobójców i czarokletów bez problemu sobie z nią poradzi, bo chociaż jest potwornie silna, nie zna się na taktyce, właduje się w każdą pułapkę. To przyniesie jednak wielkie straty, ale... ale jest możliwość, że jak ją potraktują odpowiednią ilością promieni śmierci to i zbroja wyparuje, a my będziemy mieli to z głowy.

Znów zamilkłem, ale wyraz twarzy wskazywał, że myślę już o naprawdę ponurych i złowrogich rzeczach. O czymś do czego się nie chcę odwoływać.

- Jest też... można zabawić się w gierkę demona... i niemożebnie go wkurwić.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3883
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Gru 10, 2017 19:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Rhunar>

-Dobrze mówisz, zapędziłem się. Ja też bym ratował swoje dzieci i żonę nawet gdybym musiał iść na pustkowia. Ale nie używał bym nic z czego Mroczne Potęgi będą miały radość. No chyba, że król by mi zabronił to bym nie poszedł. Z tym wierzeniem w siebie to nie wiem. Nie siedzę w jej głowie ani nie znam tego czegoś w pancerzu. Wiem jednak, że ona robi źle. Czy to świadomie czy zmuszona robi źle.
<Jordi zaczekał aż znów podjąłeś rozmowę.>
-Uczono mnie, że jeśli nie masz do czynienia z wrogiem to masz czynić według sumienia i tak uczyniliśmy. Nie wyrzucaj sobie błędów których nie popełniłeś. Wierzyliśmy w tę kobietę ale nas zawiodła, jej wina nie nasza. Co do pomysłów to pierwszy się nie sprawdzi. Skoro chce iść na Północ to może też ukraść łódz i przewiosłować Morze Szponów albo popłynąć z piratami lub przemytnikami. Po za tym nie przekupimy wszystkich żeglarzy w mieście. Mamy na to za mało czasu i złota. Co do drugiego pomysłu to nie wiem jak ty ale ja zakładam, że skoro demon zadaje jej ból to może zrobić jej znacznie więcej. Ale ja nie znam się na demonach więc jeśli uznasz, że umiesz jej pokazać jak się oprzeć demonowi to poprę cię. Trzeci pomysł wydaje się najbardziej skuteczny ale i kosztowny. Nie jesteśmy w stanie ocenić jakich zniszczeń dokona kobieta zanim ją obezwładnią. Czwarty pomysł... nie wiem co chodzi po twojej runicznej głowie ale uczono mnie, że jeśli grasz w grę z kimś kto ją wymyślił to raczej przegrasz bo tamten będzie oszukiwał... <Jordi podrapał się po brodzie.>
-Sam mam jeden niezbyt honorowy pomysł ale chyba najbardziej pokojowy. Trzeba ją uśpić i ukraść zbroję. Potrzeba było by opłacić alchemika i jakiegoś dobrego skradacza. Co o tym sądzisz Rhunarze?
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 653

PostWysłany: Pon Gru 18, 2017 20:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan śniła o cudownym i spokojnym życiu, o sielance, która zdawała się być na wyciągnięcie ręki. Przespałaby tak całe życie gdyby wierzyła, że te sny są prawdą. Taka jest ludzka natura. Lubi kłamstwo we dnie, a sen w nocy. Sny rzadko mówią prawdę ale mimo to wierzymy, że kiedyś się spełnią. Na jawie świat jest dla wszystkich jeden i ten sam, ale we śnie każdy ucieka do własnego świata, do własnych pragnień. Kobieta przebudziła się nad ranem z poczuciem żalu, że niełaskawy świt ukrócił jej złudny, ale jakże piękny sen. Usiadła na skraju łóżka zastanawiając się czy to nie właśnie bestia karmi ją tymi złudnymi mrzonkami . Już dawno nie śniła tak spokojnie…bez bólu. W końcu podniosła się z łóżka i obmyła twarz wodą. Czuła się nieświeżo…bardzo nieświeżo. Nie wie sama czy to zbroja nie pozwoliła się zdjąć, czy w końcu ona sama nie chciała tego zrobić. W każdym razie potrzebowała porządnie się odświeżyć i z tym zamiarem poczęła zdejmować pancerz.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1180

PostWysłany: Wto Gru 19, 2017 17:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Już o tym myślałem. Nie da rady jej od tak uśpić. W sensie zaśnie i co wtedy? Pancerz zaraz ją wybudzi albo wprowadzi ją w szał. Ona sama musi go zdjąć. - odpowiedział Rhunar, chwilę dumał po czym palnął się w czoło - Jordi, jesteś geniuszem! No tak. Rzeczywiście potrzebujemy alchemika i skradacza, ale będziemy potrzebować czegoś więcej!

Runiarz nachylił się do inżyniera i zaczął mu po cichu wyłuskiwać pomysł jak cel zrealizować, a jednocześnie poważnie zwiększyć ich szansę na sukces.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 131

PostWysłany: Sob Gru 23, 2017 02:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zamyśliłem się, nie za bardzo mogłem powiedzieć coś więcej o mej wizji - starałem sobie przypomnieć coś co mogło być pomóc zgromadzonym.
Westchnąłem i kiwając głową odpowiedziałem zmartwionym głosem.

-Nie, to było wszystko co byłem wstanie ujrzeć - ta stało się tak szybko, a wizja była przepełniane bólem i cierpieniem. Jeśli pozwolicie będę modlił się do naszego boga, być może dzięki jego łasce będę mógł ujrzeć więcej. Być może ktoś z tutejszych mieszkańców będzie coś wiedział o tej dziewczynie, może w porcie będą coś wiedzieć.

Skłoniłem się, oczekując na rady i słowa zgromadzenia.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 21, 22, 23  Następny
Strona 3 z 23

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.