Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 23, 24, 25, 26  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3889
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Wrz 04, 2019 14:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>


<Kiedy zostałeś sam od razu zabrałeś się za przeszukiwanie pomieszczenia. Szybko znalazłeś kilka świec poważnie już zużytych ale nadal można je zapalić. Skrzesałeś ogień po czym wziąłeś się za porządkowanie tego miejsca i uszczelnianie okien przez które docierała mała ilość światła z zewnątrz. Przejrzałeś z grubsza zapasy. Niewiele tego. Ryby w beczce, trochę jabłek, kilka worków ziarna, beczka z wodą i trochę sucharów. Uprzątnąłeś trochę bałagan układając sobie z worków z piaskiem miejsce do leżenia i siedzenia i ustawiłeś krzywy stół z pozbieranych desek a potem używając porcji wody z beczki obmyłeś się a tyle na ile pozwalały mizerne warunki. stwierdzając, że czas odpocząć wyjąłeś swoje sprzęty i z namaszczeniem zacząłeś je czyścić i konserwować. Zdałeś sobie sprawę, ze powinieneś robić to każdego dnia aby uniknąć niemiłych niespodzianek. Jakby wiedząc, że o nich myślisz, szczury przestały hałasować. Zjadłeś co nieco i zacząłeś przetrząsać półki i sterty rzeczy. Są tu gałęzie, stare ubrania, kamienie, naczynia pełne kurzu i pyłu, resztki przypraw zanieczyszczone piachem i brudem, skrzynie po części wyłożone sianem, sieci rybackie i pewnie wiele innych rupieci, których odkrycie zajmie ci kolejne dni. Po pewnym czasie który zdawał się wiecznością odwiedził cię twój przyjaciel>

-Wyglądasz całkiem nieźle. Mam wieści. Możesz albo zapłacić dziesięć tysięcy sztuk złota albo ukrywać się do odwołania, możesz też wyzwać ich przywódcę ale to pewniejsza śmierć niż wyjście na ulice wykrzykując swoje imię. Sytuacja może się oczywiście zmienić i pójdą na jakąś ugodę ale nie w tej chwili. Jak ci się podoba twoja przyszła nauczycielka? Zdążyłeś się chociaż przedstawić? Swoją drogą co przyszło ci do głowy? To już lepiej jakbyś któregoś z nich puścił z prądem rzeki ale takie rzeczy to nie pomyłka. Teraz trudniej będzie nam tutaj działać. Jak nigdy ktoś się do mnie przykleił niczym poranny pierd. Narobiłeś bałaganu, szkoda że cię widziano. No ale na razie mają żal tylko do ciebie.


<Elbereth Kurt>

<Po kąpieli i śniadaniu ucięliście sobie pogawędkę. Anika i Etelka nie wtrącały się, przysłuchując tylko waszej rozmowie i zapoznając z Różyczką szepcząc i uśmiechając się od czasu do czasu. Nadszedł czas na poszukiwanie medyka więc Elbereth wyprowadziła Kurta i Anikę za bramy elfiego miasta. Dziesiątki oczu obserwowały was podczas tego krótkiego spaceru nie było jednak żadnych komplikacji.>


<Kurt>

<Idąc blisko razem z Aniką nie mówiliście wiele. Od rozmowy z elfką zrobiło ci się sucho w pysku a potem znów pojawił się kaszel i krew. Mimo iż twoje ciało jest w zasadzie znacznie silniejsze niż dziewczyny to oboje nie wyglądacie najlepiej i widać, że toczy was jakaś choroba. Ulice Marienburga tego dnia są jakieś bardziej puste a i mijani ludzie patrzą na każdego mniej przychylnie. Patrole czarnych kapeluszy wydają się liczniejsze a miasto jakby jeszcze się nie obudziło co jak na obecną porę poranka jest dziwne. Długo wlekliście się do klasztoru w którym obecnie rezyduje Ecoliono. Wstęp do kaplicy jest wolny więc nie trzeba było nikogo prosić o wpuszczenie do środka. Kilku ludzi składało modły do Pana Snów i Śmierci. Dopiero po chwili dostrzegłeś kapłana Ecoliono w towarzystwie chłopca z którym podróżuje. Podszedłeś do nich razem z Aniką i na boku zapytałeś o leczenie. Tak jak podejrzewałeś może otrzymasz tu pomoc jak tylko główna kapłanka Diromo znajdzie dla was chwilę czasu a jeśli to się nie uda będziecie musieli iść do Shayllitanek.>



<Elbereth>


<Miałaś przeczucie, bo jak tylko dwójka najemników zniknęła za bramą patrol mrocznych elfów poinformował cię, że namiestnik
Elfiego Miasta życzy sobie ciebie zobaczyć. W zasadzie nie miałaś nic lepszego do roboty a dziewczyny chwilę wytrzymają bez
ciebie więc poszłaś spokojnie za grupą mrocznych elfów do domu Elfiej Rady. Budynek szybko został przemeblowany na prywatną
rezydencję a styl morski zastąpiły ciemne motywy z Naggaroth a okna zostały zasłonięte. Trochę tutaj jak w podziemnym mieście.
Sala rozświetlana czerwonymi znakami magicznymi przyprawiała cię o niepokój. Na środku wielkiej sali obrad ustawiono eleganckie
biurko z czarnego kamienia i duży wygodny fotel, meble musiał przybyć razem z mrocznymi. Na czystej posadzce dostrzegłaś plamy
krwi a tuż przy stole siedziały oparte o niego dwa elfie ciała pozbawione oczu. Powietrze roznosiło zapach śmierci.
W fotelu siedział mroczny elf o ostrych rysach twarzy i podejrzanie świecących oczach. Ubrany w zwykły, ciemny, żeglarski
płaszcz z pieczęcią Wiedźmiego Króla, mężczyzna uśmiechnął się w sposób, który ci się nie podobał. Na stole panował porządek.

-Witaj Elbereth Telrunya .... Cieszę się, że raczyłaś się pojawić. Raffanir Haelseeth, Jestem Namiestnikiem Elfiego Miasta z ramienia Wiedźmiego Króla i do niego ono teraz należy. Dopiero w przyszłości przejdzie ono w ręce twojej pani. Co oznacza, że nie masz tutaj żadnej władzy poza możliwością swobodnego mieszkania. Mam jednak rozkaz likwidacji każdego kto mi się nie podoba czyli przede wszystkim nie elfów. Trochę się dziwię, że upodobałaś sobieludzkich niewolników. Tę dwójkę, którą wysłałaś do medyka mogła byś oddać mi od razu na podroby a te dwie delikatne dziewczątka, które czekają na ciebie w domu. Hmm za te nawet byłbym skłonny dać ci trochę złota w ramach odstępnego. Zapasy
i racje żywnościowe są dokładnie wyliczone aby starczyć dla naszej rasy. Dlatego twoi niewolnicy sami będą musieli zdobywać pożywienie.
Ale gdzie moje maniery. Usiądziesz, napijesz się?
<Wzrokiem Raffanir wskazał podłogę przy swoim fotelu.>


<Rhunar>

<Jordi także popykał fajkę i na odchodne rzucił.>

-W takim razie sam się tym zajmę jak tylko poczuję się na tyle dobrze. Do tego czasu musimy mieć wiarę, że nadal tam będzie
a co do miejsca to rzeczywiście trzeba się zastanowić. Bez pomocy Arkata nie da się go trzymać w mieście. Powodzenia z elfką przyjacielu.
<Krasnolud mrugnął do ciebie porozumiewawczo. >
<W spokoju wywołałeś swoją ukochaną za pomocą bursztynowej ozdoby wywołałeś Melisę. >

-Witaj ukochany Rhunarze... cieszę się, że jesteś w dobrym zdrowiu...

<Przekazałeś elfce informacje o przybyciu mrocznych elfów do miasta i o tym co zaobserwowałeś od czasu nieobecności eflki.>

-Od jakiegoś czasu mówiło się, że morskie elfy z Marienburga są powiązane z naszymi mrocznymi kuzynami ale żeby ich zapraszać do miasta to już przesada. Zgadzam się z tobą Rhunarze, że sytuacja wymaga zbadania. Poproszę V żeby wysłałtam Shehtar, ona na pewno rozezna sytuację i jak tylko się czegoś dowie będziemy wiedzieć co czynić dalej. W tym właśnie czasie trwa wielka bitwa o Altdorf. Coś spowodowało, że w ciągu ostatnich kilku dni wszystkie wysiłki wroga zostałyskupione na tym właśnie mieście. Zapowiadało się na długie oblężenie jednak Lucas postanowił rozstrzygnąć to w tym tygodniu.uważaj tam na siebie kochany, sytuacja może zmienić się z dnia na dzień także w Marienburgu...


<Ecoliono>

<Cień milczał przez chwilę.>

-Przekażę twoje ostrzeżenie, choć brakuje w nim konkretów. Mieszkańcy z ulic będa uważać na siebie jeszcze bardziej. Nie przejmuj się
tym, że mnie wezwałeś bo to ważny powód. Śpij spokojnie i niech twój bóg czuwa nad tobą.

<Czułeś, że obcy poszedł zostawiając cię. Dalej noc minęła już spokojnie. Rano jak zwykle spożyłeś z chłopcem skromny
posiłek i udaliście się na modły. Gdy już skończyłeś i miałeś odchodzić z kaplicy, zaczepił cię Kurt w towarzystwie jednej ze swoich
dziewczyn. Oboje mieli na sobie ślad magii śmierci prosząc o uzdrowienie. Sam nie mogłeś się tym zająć ale obiecałeś, że poprosisz
kapłankę Diromo aby na nich rzuciła okiem gdy tylko znajdzie wolą chwilę. Wiesz, że zna się na chorobach i leczeniu więc może pomoże.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 657

PostWysłany: Sob Wrz 07, 2019 20:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Po tym jak zostali wpuszczeni za mury Marienburga Tellan pożegnała na jakiś czas towarzyszy i ruszyła z wieściami do twierdzy Morytów. Obolała przemierzała uliczki miasta zaciskając zęby przy niemal każdym kroku. Nie zamierzała dać innym poznać po sobie jak bardzo pokiereszowana była tam w środku. Nie zamierzała być łatwym celem dla pomagierów wiedźmy. Żałowała tego niegdyś pięknego miasta, teraz pochłanianego przez chorą żądzę władzy,gnijącego od środka. Im więcej dowód zepsucia i podłości dostarczał jej świat tym lepiej rozumiała czarodziejkę...
Jak tylko wojowniczka dotarła do twierdzy wypytała braci o obecność Czarnego Kruka. Zanim jednak udała się na spotkanie ze sługą Morra doprowadziła do porządku siebie i zbroję.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 650
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Wrz 10, 2019 17:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- No cóż, no to nie będzie mnie stać na wykupienie się. Z resztą wolałbym wydać cały taki majątek na kurwy, albo nawet rozdać żebrakom, niż ludziom z Feriel. Gówno zobaczą, a nie złoto! - <Wstrząsają mną emocje, które uspokajam pocierając dłonie. "Mam nadzieję, że El żyje i mam nadzieję, że wróci do miasta by odnaleźć Beltheriona. A wtedy musiałbym ją tylko spotkać i zamienić kilka słów. Kilka cholernych słów i ta nędzna buda zabójców pójdzie z dymem razem z połową dzielnicy. Kamień na kamieniu nie zostanie." Trwa to moment, ale w końcu się opanowuję.>

- W każdym razie dziękuję Ci bardzo za to co dla mnie zrobiłeś. Posiedzę trochę w ukryciu tutaj, a potem postaram się rozwiązać jakoś ten problem swoimi drogami. Nie będę angażował w to już naszej organizacji, żeby nie narażać ani jej, ani tym bardzie Ciebie, na niemiłe konsekwencje. - <Uśmiecham się miło, po czym kontynuuję przyjacielskim tonem.> - A co do nauczycielki... Hm... Udało mi się poznać jej miano, ale chyba nie starczyło czasu na przedstawienie się. Z resztą wydaje mi się, że ma to głęboko w poważaniu jakie noszę imię. - <Delikatny, cichy śmiech wydobywa się z moich ust.> - Najważniejsze by zapewniła mi zajęcie przez te najbliższe klika dni. Nawet jak zamieni ze mną zaledwie kilka zdań, to nie będę miał jej tego za złe. O ile tylko okaże się dobrym nauczycielem.

- Powiedz mi jeszcze jak wygląda kwestia poszukiwania mnie przez straż miejską? Słyszałem, że ktoś sporządził jakiś portret 'podpalacza', widziałeś to może? Można mnie na tej podstawie rozpoznać? A... I najważniejsze... Siedząc tutaj niewiele mogę, a potrzebuję informacji czy moi kompanii powrócili może do miasta. Chodzi mi przede wszystkim o elfkę-magiczkę Elbereth, wojowniczkę Tellan oraz najemnika Kurta i jego podopieczne... No i o mrocznego elfa Beltheriona, choć w tym ostatnim przypadku, to i tak znalezienie czegokolwiek pewnie graniczyć będzie z cudem. Jednakże jakby ktoś mógł się rozejrzeć w Marienburgu i dowiedzieć czy są w murach miasta, a jeśli tak to gdzie, to byłbym wdzięczny. Materialnie wdzięczny oczywiście. Tylko uprzedzam, że są oni trochę... hm... przewrażliwieni na punkcie bezpieczeństwa, więc trzeba być niezwykle ostrożnym.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 139

PostWysłany: Czw Wrz 12, 2019 15:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy cień odszedł westchnąłem, może dzięki temu kilku mieszkańców ocali życie w nadchodzących zawierusze - choć dobrze że przynajmniej udało mi się pozyskać jakiegoś sojusznika. Z tą myślą zasnąłem już bardziej spokojny, mając nadzieję na lepszy obrót spraw w mieście.

Rano po porannych modłach, spotkałem najemnika i jego towarzyski - prośbą z ich strony nie zaskoczyła mnie. Nie byłem medykiem, ale starsza kapłanka powinna pomóc. Nie czekając ruszyłem w stronę refrektarza, o tej porze większość braci i sióstr powinno spożywać posiłek. W ostateczności Siostry Miłosierdzia zawsze pomogą, a i tak miałem zamiar odwiedzić ich klasztor.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1570

PostWysłany: Pią Wrz 13, 2019 18:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Odprowadziłam Kurta i Anikę bez słowa pod bramę. Czułam wzrok innych na sobie, ale nie interesowało mnie co sobie myślą. Szłam wyprostowana, pogrążona we własnych myślach aż wyprowadziłam towarzyszy poza miasto elfów. Odwróciłam się chcąc wrócić do dziewczyn, ale oddział już na mnie czekał. Skinęłam im i bez zbędnego ociągania się ruszyłam za nimi by spotkać się z nowym Namiestnikiem. Nuciłam cicho pod nosem do chwili, gdy stanęłam przed domem Elfiej Rady. Sama nie byłam pewna, czy to z powodu wina, czy przeżyć ostatnich miesięcy, ale mimo okoliczności nie odczuwałam strachu. Może lekki niepokój spowodowany kolejnym spotkaniem, podczas którego powinnam powstrzymać się od gwałtownych reakcji. Przekroczyłam próg lekkim krokiem. Rozglądając się po urządzonej na nawo rezydencji w końcu dotarłam przed oblicze mrocznego elfa. Plamy krwi oraz ciała pozbawione oczu nie robiły na mnie wrażenia. Sama zaczynałam uświadamiać sobie ile istot zabiłam w przeciągu ostatniego roku. Zatrzymałam się przed pięknym kamiennym biurkiem, za którym siedział. Dygnęłam elegancko, skłaniając nieznacznie przy tym głowę i zamykając oczy.>

- Witaj Raffanirze Haelseeth, Namiestniku Elfiego Miasta z ramienia Wiedźmiego Króla.
< Wyprostowałam się unosząc powieki i spoglądając na niego. W moim spojrzeniu mieszały się alkohol oraz ogień.>
- Niezmiernie miło mi Cię poznać. Wybacz, że nie przyszłam wcześniej, ale nauczono mnie, że nie wypada tak bez zapowiedzi zjawiać się w progach tej rezydencji. W szczególności po nocy lub z samego rana. To dopiero byłby nietakt. <Mówiłam spokojnym tonem, acz żywym tonem.> Zjawiłam się tutaj raptem na kilka dni by odpocząć w rodzinnym domu i nie mam zamiaru nikogo kłopotać moją osobą. Potrzebuję odrobiny spokoju by zebrać myśli nim znów rzucę się w wir walki. <Uśmiechnęłam się łagodnie.> Nigdy nie miałam władzy, nie mam jej teraz i nawet nie mam zamiaru jej zdobywać.
<Obeszłam powoli biurko nie spuszczając z niego wzroku.>
- Z chęcią napiję się wina jeśli to nie kłopot. <Przystanęłam na odległość kroku od fotela, w którym siedział.> A ludzie, których mam ze sobą są mi potrzebni w konkretnym celu i… <Zawiesiłam na chwilę głos.> … dobrani ze względu na swoje unikatowe cechy. <Uśmiechnęłam się.> Mam zamiar w pełni z nich skorzystać na mojej wojennej ścieżce. Niestety nie wiedziałam, że wprowadzono rację. Przepraszam za to niedopatrzenie. Nie chcę przypadkiem nadużyć cierpliwości….
<Może to zasługa wina, które wypiłam do śniadania, a może świadomość konsekwencji dla towarzyszy, ale zachowałam spokój. Zignorowałam ciała i wdałam się w uprzejmą, acz pokrętną rozmowę z Namiestnikiem, po której wróciłam do domu by tam spędzić resztę popołudnia.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1187

PostWysłany: Sro Wrz 18, 2019 06:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Będę uważać, Słońce. Jeżeli wróg zdecydował się szturmować stolicę w której znajdują się siedziby wszystkich kolegiów to znaczy, że jest wyjątkowo pewny siebie. Albo ma jakąś tajną broń... albo idzie na stracenie.

Zapytałem jeszcze Melissę, czy zna może jakieś miejsce w Marienburgu w którym dałoby się schować Kowadło, które już nie jest bezpieczne.

Potem pożegnałem się czule i iście nie po krasnoludzku posłałem jej buziaka... mając nadzieję, że nikt tego nie widzi.

Zacząłem się zastanawiać co robić przez resztę dnia i doszedłem do wniosku, że skoro nie mogę dużo więcej zdziałać poza dzielnicą krasnoludzką udałem się kupić stal i domieszki do stopu by popracować nad dopancerzeniem się. Dodatkowa pancerna płyta w obecnych okolicznościach może decydować o życiu i śmierci.
Chciałem też zorientować się ile może kosztować dobrej jakości ubranie lub suknia na człeczą dziewczynę - chciałem odwdzięczyć się Elise za pomoc z kamuflażem i odzyskaniem Jordiego.
Przy okazji zaszedłem też do Axerunda by z nim porozmawiać na spokojnie, powiedzieć, że Jordi oprzytomniał i wraca do zdrowia...
... oraz o tym że szukamy nowego miejsca dla Kowadła.

No i pozostawała kwestia zbroi Tharmaksona... Wątpię by Axerund chciał poruszać ten temat, jednak gdyby tak było powiem mu że jestem świadom, że ta historia to nie tylko historia upadku tego rzemieślnika, ale także coś więcej, coś co z pewnością nie odbija się tylko na upadłym kowalu, ale też na nas wszystkich.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3889
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Wrz 23, 2019 16:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan>

<Przeszłaś przez Marienburg bez kłopotów. Ulice miasta były raczej puste poza patrolami straży miejskiej i handlarzami ,którzy nie zamierzali tracić okazji na zarobek mimo trudnej sytuacji w mieście. Wsiadłaś na prom i przepłynełaś na wyspę Rijkera. Twierdza więzienie nie zmieniała się ani trochę przez te kilka dni kiedy cię nie było, chociaż teraz kiedy na nią patrzyłaś wydawała ci się bardziej przyjazna. Morryci przydzielili ci celę i miałaś czas aby doprowadzić swój wygląd do porządku. Gdy czułaś się gotowa udałaś się do wieży, gdzie Czarny Kruk miał swoją komnatę. Zapukałaś i kiedy usłyszałaś stanowcze -Wejść - przekroczyłaś próg. Rycerz Morra stał przy oknie wypatrując czegoś na zewnątrz. Spojrzał na ciebie i marszowym krokiem przeszedł za biurko by spocząć.>

-Witaj Tellan, doszły mnie wieści, że oblężenie fortecy na Upadłych Wzgórzach zostało przerwane. Zatem twoja misja zakończyła się
powodzeniem. Wyglądasz na bardzo wyczerpaną ale chciałbym się czym prędzej dowiedzieć co tam się wydarzyło. Usiądź jeśli chcesz
i opowiadaj. Co tam się działo i jak przebiegała misja?


<Klaus>

<Bruno pokiwał głową.>
-Jest portret i nawet jesteś podobny ale sądzę, że musieli by cię dokładnie oglądać ci ze straży miejskiej żeby cię rozpoznać.
Sądzę, że ten portret jest raczej dla majchrów i szpiegów. Więc lepiej żebyś zmienił wygląd kiedy wyjdziesz na ulice.
A co do twoich znajomych to zobaczę co się da zrobić. Raczej nietrudno będzie ich znaleźć jeśli są w Marienburgu. Popytam
popatrzę. Na mnie już czas. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzisz...

<Przyjaciel opuścił twoją kryjówkę. Krótko po tym udałeś się na spoczynek. Noc minęła raczej niespokojnie. Nowe dźwięki
budziły cię co rusz i nie byłeś pewien czy ktoś już wkrada się do twojej kryjówki czy to twoja wyobraźnia. Chyba jakoś o
poranku zbudził cię po raz kolejny hałas i światło lampy. Szczupła blondynka z włosami przyciętymi na chłopaka rozłożyła na
skrzyni zawiniątko z nożami do rzucania. Wyglądały przeciętnie ale były ostre. Manekin wykonany ze słomy zajął swoje miejsce
na wolnej przestrzeni.>

-Bierz się do roboty... mamy mało czasu a ty chcesz się czegoś nauczyć...

<Kobieta usiadła na workach jakby przyszła odpoczywać i obserwowała cię.>


<Kurt, Ecoliono>

<Razem z Aniką udaliście się po porannych modłach do najstarszej kapłanki Morra Diromo. Ecoliono słusznie uważał, że kobieta będzie
wraz z resztą wspólnoty spożywać posiłek. Wysuszona kobiecinka zaprowadziła was do sali szpitalnej i obejrzała dokładnie. Następnie
sporządziła lekarstwo w postaci zielonej gęstej mazi i dała Kurtowi i Anice do przełknięcia.>

-To powinno pomóc ale wasze rany wewnątrz będą się jeszcze goić przez dłuższy czas a przy tym możecie wypluwać truciznę. Raz w życiu
spotkałam się z tak paskudnym okaleczeniem spowodowanym nekromancją. Musicie odpoczywać jak najwięcej i uważać żeby nie złapać
jakiejś innej choroby. Pomódlcie się w podzięce do Morra a jeśli ofiarujecie coś jeszcze na rzecz klasztoru będzie nam bardzo miło.
Możecie się też tutaj zatrzymać na kilka dni ale nie mamy wolnych łóżek, tylko sienniki w kaplicy. Bracie Ecoliono, dziękuję że przyprowadziłeś
tych dwoje do mnie. Za kilka dni było by już za późno.

<Kapłanka pokiwała znacząco głową. > -A teraz wybaczcie mam wiele zajęć. Jestem pewna, że brat Ecoliono zapewni wam co będzie mógł ze strony klasztoru jeśli będziecie czegoś potrzebować.

<Diromo odeszła powoli, zostawiając waszą trójkę w sali szpitalnej.>


<Rhunar>


<Melisa zastanawiała się chwilę po czym odpowiedziała przed pożegnaniem.>

-Możesz je dać Shehtar na przechowanie, kiedy będzie w Marienburgu. Nie znam poza tym bezpiecznego miejsca w mieście na trzymanie tak ważnych artefaktów skarbie.

<Pożegnałeś się z ukochaną i ruszyłeś na zakupy. Na szczęście jesteś krasnoludem i mieszkasz u Arkata, w przeciwnym razie nic byś nie kupił a nawet jeśli to za góry złota. Kilka sztabek stali i dodatków na zbroję kosztowało cię i tak sześćdziesiąt sztuk złota z rasowymi rabatami. Ale dostałeś to co chciałeś. Co do kobiecego ubrania wcale nie wyglądało to lepiej. Oczywiście są w dzielnicy krasnoludzkiej ubrania na ludzi ale ich cena jest wygórowana. Za suknię lub inne damskie odzienie, które uważasz za interesujące kosztują ponad dwadzieścia sztuk złota a te naprawdę fikuśne więcej niż koń bojowy. Wstrzymałeś się więc z zakupem ubrania. Pomaszerowałeś następnie do Axerunda. Nie miał wielkiego ruchu w swoim sklepie dzisiejszego dnia. Zbrojmistrz przyjął cię z uśmiechem i otwartymi ramionami.>

-Miło cię widzieć w dobrym zdrowiu Rhunarze. Cieszę się bardzo, że Jordi jest z nami i zdrowieje. Martwiłem się o niego bardzo i muszę rzec, że miałbym wielkie wyrzuty sumieniagdyby nie wyszedł cało z tej kabały... Wybacz, że nie zaproszę cię do domu ale trochę mnie zaskoczyłeś swoją wizytą.

<Krasnolud przyniósł ci jednak siedzisko z zaplecza.>

-Więc chcecie wyciągnąć kowadło i ukryć je gdzieś indziej. Hmm no nie wiem. Ja bym go na razie nie przenosił bo nie ma gdzie, ale masz rację z tym, że zostawianie go mrocznym
elfom też jest złe. Zastanawiałem się przez chwilę czy go nie ukryć tutaj ale po tym incydencie ze zbroją i Jordim nie jestem tego taki pewien.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1187

PostWysłany: Czw Wrz 26, 2019 23:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zasiadłem u Axerunda i położyłem kosz w którym niosłem sztaby obok.

- Axerundzie, słowa mi wyrwałeś z ust odnośnie Jordiego. A gościną się nie martw... i tak muszę zacząć pracować nad pancerzem... Tak dawno nie pracowałem w kuźni, że czuję jakby mi starość zaczęła w kark sapać i miękkość w ręce sączyć.

Wyjąłem fajkę którą mi podarował Axerund, odprawiłem cały rytuał napełniając ją na nowo i zapaliłem z wielką satysfakcją smakując dym fajkowego ziela.

- Sprawa nowej kryjówki jest do rozważenia. Jeżeli upadli elgi się nie dowiedzieli że łódź spoczywa pod dzielnicą elfów to wszystko jest w porządku. Jednak jeżeli ktoś im o tym powiedział to mogą domyślić się, że coś w tym nautilusie jest. Nie wiem jaką władzę i wpływy posiadają, ale mogą uznać zajęcie łodzi za świetny sposób uprzykrzenia nam życia. Melisa powiedziała, że jej drużyna wyśle ich mroczną elfkę by się wywiedziała co się właściwie dzieje. Shehtar... nawet ci ciemni będą się jej bali... mam nadzieję, że jej obecność pozwoli nam jakoś wybrnąć z sytuacji. Ciężko mi pokładać w niej zaufanie, ale na Wyspie walczyła po naszej stronie i nawet z Ingwarem się trochę pobujała... Ciekawe co u tego cholernego wariata słychać?

- Tak czy tak też nie mam innych pomysłów. A jak w ogóle niepostrzeżenie łódź wyprowadzić? Jak przenieść kowadło? Tyle problemów.

Chwilę jeszcze rozmyślałem. Nad tym wszystkim. Nad całą tą pokręconą sytuacją. Nie chciałem poruszać tematu pancerza Tharmaksona, szczególnie, że byliśmy w sklepie, a temat był niezwykle delikatny.

- Incydent czy nie - tu i tak jest bezpieczniej niż u Arkata. - mruknąłem i wymamrotałem do siebie - Ech... ironią losu jest, że więcej rozumu tej dziewczynie Morryci wbili go głowy pałami niż my słowem byliśmy w stanie.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 139

PostWysłany: Sob Wrz 28, 2019 02:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skłoniłem się tylko nisko na słowa starszej kapłanki - jak widać najemnik i jego towarzyszka mieli szczęście, na tyle że udało się ich uratować od nekromanckiej magi śmierci.
Na słowa najemnika pokiwałem tylko głową, dobrze pamiętałem co działo się w
Couronne - lecz lekko zdziwiłem się na wspomnienie o nekromancie który musiał pojawić się w mieście.

- Dobrze pamiętam, gdyby nie wy nie wiadomo co by się wydarzyło. Hmm... Nie wiem o czym mówicie, czyżby w Marinburgu tez pojawili się słudzy mroku?

Wysłuchałem słów wyjaśnień najemnika, zdziwiłem się się na wspomnienie oblężonej twierdzy - na całe szczęście według słów Kurta, nekromanta nie był już zagrożeniem. Ale co nie umknęło mojej uwadze najemnik wspomniał o wiedźmie - czyżby o tej samej o której mówił krasnolud?

- To dobrze, przynajmniej na jakiś czas miasto jest bezpieczne - choć następnym razem poproście o pomoc, nierozsądnie jest sobie samemu poczynać z nekromancką magią bez błogosławieństwa Morra.
Słyszałem o tej wiedźmie, krasnolud o niej wspominał - choć nie powiedział za dużo.


Pokiwałem tylko głową na słowa najemnika, po czym odpowiedział z lekką naganą w głosie.

-Rozumiem. dla tegoż powinniście odpocząć - szczególnie mówię tu o dziewczynie, powinniście na nią bardziej uważać.

Lekko uniosłem brwi zdziwiony tym że najemnik znalazł schronienie w części miasta przeznaczonej dla elfów - po czym odpowiedziałem.

- Czy jeszcze czegoś byście potrzebowali - nasz zakon nie posiada za wiele, ale postaramy się wam pomóc. Jak słyszę macie gdzie spać - a strawy nie potrzebujecie?

Zaśmiałem się na słowa najemnika, rozumiała go - nikt nie lubił mieć pustej sakiewki.

- Z tym pytaniem powinieneś udać się do braci odzianych w czarne zbroje - choć muszę cię przestrzec że nasz zakon nie dba o dobra doczesne. Jeśli chodzi o żywność to nie martwcie się tym - sam wszystkiego dopilnuje.

Skinąłem głową i odpowiedziałem.

-Hmm... Planowałem odwiedzić braci w Twierdzy, zawsze możemy udać się tam razem - moim słowom powiń zaufać. Czyli będę musiał odwiedzić tutejszy targ - mam nadzieję że lubicie ryby, w końcu jesteśmy w Marinburgu.

Przytaknąłem na słowa najemnika.

-Dobrze zatem nie ma co tracić czasu - widzimy się zatem przy elfiej bramie.

Zgodziłem się na towarzystwo i odpowiedziałem.

-Dobrze nie odmówię zatem towarzystwa, wezmę tylko chłopca który mi towarzyszy i możemy ruszać.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg


Ostatnio zmieniony przez Orthan dnia Czw Paź 03, 2019 14:43, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 664

PostWysłany: Pon Wrz 30, 2019 00:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>

Plan z wyjściem z elfiej dzielnicy zadziałał. Więc powinni być zadowoleni. Tymczasem w spacer przez miasto musieli włożyć sporo wysiłku i jedynie obserwowali powoli budzące się miasto w milczeniu. Na szczęście kaplica była otwarta a zakonnik w kaplicy. Musieli naprawdę nietęgo wyglądać bo Ecolino załatwił im widzenie z sędziwą kapłanką a siostra Diromo od razu zabrała się do roboty.

- To by się zgadzało. – skomentował słowa siostry. – Paskudny był to czarownik. Taki co to lubi dopilnować aby każdy trafił do grobu. Dziękujemy. – Ukłonił się sędziwej kapłance gestem nakazał Anice to samo. Chwilę później zostali sami z Ecolino

Kurt wyraźnie się odprężył jakby jakiś ciężki kamień spadł mu z serca. Wiedział że jest z nim źle. Do teraz nie wiedział tylko jak bardzo. Niemniej lek i diagnoza dawały perspektywę, i pozwalały ułożyć plan na odwieczne „… i co dalej”.
- Ech braciszku. Dzięki. Nie sądziłem że tak źle z nami. Mieliśmy sprawę z pewnym nekrusem. Na szczęście nasze było na górze. A pamiętasz tą robotę w Curone? Też było nietęgo.

Pozwolił sobie na familiarny ton. Na szczęście braciszek nie należał do skostniałych formalistów i również odezwał się dość swobodnie wspominając bretonie. Kurta ujęło zatroskanie u niewidomego mnicha o miasto. Było to więcej obywatelskiej postawy niż niejeden mieszanin wykazał w całym swoim życiu.

- Teraz to już chyba nie. W każdym razie o jednego mniej. – uspokoił kapłana - Ten oblegał twierdzę kilka dni drogi stąd. I dział z taką paskudną wiedźmą

Uspokojony Moryta zmierzył Kurta i Anikię surowszym wzrokiem i jak przystało na zawodowca wyraził troskę o ich zdrowie i brak przygotowania do wali z nekromantą.

- To poszło ekspresowo to raz a dwa nikt się dziada nie spodziewał. Na czarodzieja bym dziewczyn nie brał - mimowolnie spojrzał na dziewczynę przepraszająco - i tak jakoś wyszło.
- Nie tsza mnie powtarzać. - odparł sentencjonalnie, na przypomnienie słów starek kapłanki o odpoczynku. - Odpocząć... - nabrał powietrza w płuca i zmienił temat - Mamy miejscówkę w elfim mieście. Tam odpoczniemy

Nieco uspokojony Ecolino zaproponował dalszą pomoc więc Kurt skrzętnie skorzystał z propozycji.

- Zapasy by się przydały. Długouchy jedzą za mało jak na moje standardy. Przydały by się jeszcze jakieś zasoby... - westchną - Najpierw Curone potem pożar w karczmie. Głupio mi tak ale skoro zapytałeś - Czy zakon ma jakąś stawkę za pomoc w pokonaniu nekromanty?
Kurt nie mógł sobie darować załatwienia odrobiny prywaty zwłaszcza że po wierzy Ecolino sam zaproponował pomoc w uzyskaniu jakiejś nagrody i sama Verena wiedziała jak bardzo było mu jakiekolwiek wsparcie potrzebne.

Moryta roześmiał się. Kurt faktycznie niewiele wiedział o strukturze zakonu i
od razu wyjaśnił że po nagrodę to zapukał pod zły adres niemniej zaproponował wizytę najpierw w na targu potem w Twierdzy i pomoc w rozmowie z odpowiednimi ludźmi.

- Świetnie. Może być i ryba. Nie pogardzimy i za rybę i za dobre słowo - Ucieszył się perspektywą solidnej wyżerki. Czyli większej ilości zapasów. Nie liczył na nic wyszukanego ale za to na solidne porcję. - Co do pancernych braci to na ładne oczy i dobre słowo mi raczej nie uwierzą.

- Jedyne co, na wieczór musimy być przy elfiej bramie. Podsumował całą rozmowę.

Na koniec uzgodnili jeszcze że w pierwszej kolejności pójdą po zapasy a na koniec do twierdzy tak aby na wieczór stanąć z zapasami przed wejściem do elfiej dzielnicy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 650
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 02, 2019 22:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Informacje od przyjaciela nie napawały optymizmem, jednak nie były czymś, czego bym się nie mógł spodziewać. "Dobra, jak będę opuszczał to lokum, to będę musiał zadbać o przebranie. Znalazłem tu już jakieś stare ubrania, więc może i coś na mnie pasującego gdzieś tutaj jest. Pewnie zajmie mi to trochę czasu i wytrwałości, ale co i tak miałbym tutaj więcej do roboty. Poza szkoleniem oczywiście. A jakby co, to poproszę przyjaciela o pomoc w organizacji jakichś lepszych ubrań. No i zostanie jeszcze przycięcie włosów, a w mieście znowu zmieni się ich kolor. Nie pierwszy i nie ostatni raz pewnie. Taki mój los jak widać. No ale dzięki temu może uda mi się uniknąć tych bandytów z Feriel, przynajmniej na tyle by spotkać się z kompanami i coś wymyślić.">

<Zdenerwowanie i nowe, nieznane miejsce zrobiły swoje bo sen miałem ciężki. A tak na prawdę masę snów, które w brutalny, przejaskrawiony i poprzekręcany sposób przypomniały mi wiele okropnych zdarzeń z mojego życia. Wszystko to o czym chciałbym zapomnieć i żyć dalej, bez zastanawiania się ciągle, a co by było gdyby... Więc gdy do piwnicy weszła Sheena mogę to przyjąć z ulgą. Na moich ustach pojawia się uśmiech, choć nagle pojawiające się światło powoduje, że moje oczy mrużą się niemiłosiernie.>

-Witam nauczycielkę. Ale tak już? Z marszu? Bez żadnych instrukcji, czy nawet czasu na przemycie twarzy? No dobrze... Skoro tak, to zabieram się do roboty.

<Staram się szybko pozbierać z posłania i błyskawicznie ubrać. Przemywam na szybko twarz i ręce, kontrolując czy nie budzi to zniecierpliwienia kobiety. Po czym podchodzę do rozłożonych noży, biorąc każdy w rękę sprawdzam, czy są takie same co do wagi i kształtu. Rzucam najpierw pytające spojrzenie na blondynkę, a potem ustawiam się z w kierunku manekina, po czym sięgam pojedynczo po broń. A potem wykorzystując wyczucie i obserwacje, które kiedykolwiek dokonałem w kwestii rzucania nożami, na przemian prawą i lewą ręką staram się skierować ostrza w serce słomianego przeciwnika. Jestem gotowy na krytyczne komentarze, mocne uwagi czy nawet krzyk. "Jak się człowiek uczy, to musi być pokorny. Przyjmować wszystko co się do niego mówi i starać się postępować według wskazówek. Niestety samemu do perfekcji często nie można dojść, nawet jak się ćwiczy latami. Bo nie zauważa się własnych błędów, ani nie poznaje się technik wypracowanych przez lata, czy nawet dziesięciolecia. Nie stałbym się tak dobrym łucznikiem, gdyby nie podglądanie mistrzów, czy wykradanie ich tajemnic.">

<Z takim podejściem staram się skupić na podnoszeniu moich umiejętności w nowym fachu. Bez zbędnego gadania, mitrężenia i narzekania. Tak długo, aż nauczycielka nie nakaże mi przestać, tudzież moje ręce nie odmówią posłuszeństwa. Gdy jednak przychodzi czas odpoczynku nie uchylam się od rozmów, starając się zawiązać miłą i luźną relacją z kobietą.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3889
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Paź 04, 2019 19:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt, Ecoliono>

<Kapłan przyszykował się do drogi i pomaszerowaliście w miarę waszych sił na nabrzeże skąd zabrał was prom na wyspę Rijeka. Gdy byliście już na miejscu tylko kapłan Ecoliono został wpuszczono do środka, reszta musiała zaczekać "pod drzwiami". Ecoliono miał możliwość przedstawić sprawę, jednemu z rycerzy imieniem Berthold Blass, słowami które usłyszał od Kurta. Niestety o jakiejkolwiek nagrodzie ponad błogosławieństwo Morra, zadecyduje mistrz zakonny, który w tym momencie jest niedostępny. Sprawa zostanie jednak przekazana do rozpatrzenia. Skończywszy rozmowę Ecoliono wrócił do Kurta i Aniki tłumacząc im czego się dowiedział na temat nagrody. Nie zostało nic więcej jak udać się na targ gdzie przed zapadnięciem zmroku morryta kupił kilka ryb dla swoich towarzyszy. Stamtąd kroki poprowadziły ich pod bramę Elfiego Miasta gdzie mieli spotkać Elbereth.

<Elbereth>

<Po powrocie od namiestnika spędziłaś czas z Etelką i Różą tłumacząc im to i owo, dlaczego musi być tak a nie inaczej oraz kilka pomysłów na najbliższy czas. Przebrałaś się, spakowałaś i wieczorem będąc pewna, że nie rzucasz się w oczy zabrałaś dziewczyny, konie ze stajni i opuściłaś Elfie Miasto odpowiednio kryjąc swoją tożsamość a przynajmniej taką miałaś nadzieję. Kurt stawił się pod bramą razem z Aniką. Nie wyglądali jakoś lepiej ale uśmiech na gębie Kurta świadczył, że z czegoś jest zadowolony. Dostrzegłaś też Ecoliono z jego chłopcem przewodnikiem>

<Elbereth, Kurt, Ecoliono>

<Było zbyt późno aby robić co innego więc od razu po spotkaniu i wymianie grzeczności powitalnych razem udaliście się z dziewczynami do karczmy Skórzany Rzemień. Elfka polubiła to miejsce za przeciętną przyzwoitość i porządek. Udało się nawet wynająć dwa pokoje z trzema łóżkami każdy. Mieliście teraz chwilę aby coś postanowić lub po prostu pójść spać i zabrać się za planowanie i działanie od rana.>


<Rhunar>

<Axerund sam sięgnął po drewnianą zdobioną fajkę i naśladował cię do momentu aż sam zaczął wypuszczać kłęby dymu.>

-Zgadzam się z tobą <zmarszczył brwi> -bladolicym nie wolno nigdy ufać. Ale skoro nie ma innego wyjścia... Co do samego wyprowadzenia łodzi nie będzie większego problemu kiedy się dostaniemy do środka. Mogę to zrobić kiedy zajdzie potrzeba ale muszę wiedzieć, że jest to całkowicie konieczne. Jeśli chcemy zatrzymać kowadło w mieście potrzebna będzie pomoc Arkata. A jeśli będziemy chcieli je ukryć poza miastem to poradzimy sobie sami o ile znajdzie się odpowiednio bezpieczne miejsce...

<Zbrojmistrz popatrzył na ciebie z ukosa pytająco.>

-Co to znaczy, że wbili jej więcej rozumu pałami? chcesz powiedzieć, że zrzekła się pancerza, oddała go? Komu?


<Klaus>

<Sheena przechadzała się po zagraconym pomieszczeniu kiedy ty się przygotowywałeś. Gdy wreszcie zabrałeś się do ćwiczeń
zaczęła cię obserwować. Kiedy przyglądałeś się nożom z zawiniątka od razu dostrzegłeś, że każdy jest inny. Waga, kształt,
wygląd, nawet materiał się różnił. Na twoje oko połowa z nich nie nadawała się do rzucania. Kobieta nic nie mówiła tylko
przyglądała ci się. Sądziłeś, że masz jakieś pojęcie o trafianiu do celu ale słomiany manekin temu zaprzeczył. Kilka z
wyrzuconych przez ciebie pocisków sięgnęło celu ale żaden się w niego nie wbił. Kobieta nadal milczała obserwując cię. Nie
zamierzała krzyczeć ani cię poprawiać sama z siebie. >

- I jak? <Zapytała niespodziewanie>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1570

PostWysłany: Pią Paź 04, 2019 23:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Czułam, że tracę rezon i panowanie nad sobą co odbiło się na moim zachowaniu oraz rozmowie z Etelką. W końcu postanowiłam zebrać się w sobie i przygotować siebie oraz dziewczęta na wyjazd. Cierpliwie pokazywałam i pomagałam Różyczce w oporządzaniu i siodłaniu konia. Gdy w końcu nadszedł czas by opuścić stajnie nakazałam im naciągnięcie kapturów. Opuściłam mury elfiego miasta i zaczekałam na Kurta, jak było umówione. Gdy pojawili się w towarzystwie kapłana oraz jakiegoś chłopca zsiadłam z konia i skinęłam wszystkim głową w ramach powitania.>

-Zmiana planów. Wyjaśnię Ci na miejscu, a teraz chodź. Możesz do Nas dołączyć Ecoliono.

<Odezwałam się dość stanowczym i chłodnym tonem. Nie czekając na decyzję kapłana ruszyłam w kierunku karczmy, w której zamierzałam się zatrzymać. Po tym, jak zostawiłam wierzchowce w karczmie i wynajęłam pokoje objęłam dziewczynkę ramieniem i niezwłocznie ruszyłam na piętro. Dopiero, gdy weszliśmy do jednego z nich i zamknęłam drzwi, zsunęłam kaptur. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec napięcie. Nim się odezwałam podeszłam do okna upewniając się, że jego okiennice są dobrze zamknięte. W końcu podeszłam bliżej towarzyszy i odezwałam cicho, lecz tak by mogli mnie usłyszeć.>

-Powiem co się stało, ale nie może to opuścić ścian tego pokoju. Lepiej usiądźcie, bo chwile to zajmie. <Spojrzałam po wszystkich zebranych, ale skupiłam wzrok na Kurcie.> Wiem, że możesz mieć wiele pytań, ale wyjaśnię tyle ile będę mogła. Namiestnik wezwał mnie do siebie w chwilę po tym, jak Was wyprowadziłam. Podejrzewałam, że tak się stanie, ale nie byłam już taka pewna przebiegu tego spotkania. <Uśmiechnęłam się niepewnie.> Złamałam prawo w chwili, w której Was wprowadziłam i podważyłam jego autorytet… <Splotłam dłonie na piersiach odsłaniając spod połów płaszcza wcześniejszy, łuskowy strój.> Normalnie grozi za to śmierć...hehe… ale na moje szczęście chroni mnie mój wyjątkowy status. Mogą mną pogardzać i życzyć mi najgorszego, ale muszą uszanować, czy im się to podoba czy też nie. Niestety nie mogłam po prostu wrócić do siebie, jak gdyby nigdy nic, nie ponosząc konsekwencji za tę potwarz. Miałam wybór. Oddać Etelkę i Różyczkę Namiestnikowi, a Anikę i Ciebie zgładzić lub przyjąć publiczną karę i wyprowadzić dziewczyny. Nawet się nie zastanawiałam. <Wzruszyłam lekko ramionami.> Publiczna chłosta w wymiarze dziesięciu batów to nic wielkiego. Załatwiliśmy sprawę od razu, ale pod warunkiem, że Wasza stopa nie postanie więcej w elfim mieście. Sama mogę tam wrócić kiedy chcę, ale nie mogę zostawić Różyczki bez opieki, więc uznałam, że najlepiej będzie wynająć pokoje w karczmie i odpocząć. <Westchnęłam.> Nie będę ukrywać.. Taki obrót spraw nie jest mi na rękę biorąc pod uwagę, że polują na mnie wszyscy płatni zabójcy w tym mieście. Tylko tam byłam bezpieczna… <Oparłam się plecami o ścianę.> Chcą dopaść Rhunara, Klausa i to tylko kwestia czasu, gdy obiorą za swój cel Tellan, czy Ciebie Kurcie. <Wydęłam nieznacznie usta.> I w każdej innej sytuacji zabrałbym ze sobą Tellan i rozprawiłybyśmy się z nimi jak z tym oddziałem orków, ale… <Zamilkłam na moment.> ...nie mogę. Nie dlatego, że nie dałabym rady, czy ze strachu. Marzę by wypatroszyć ich za to co zrobili Beltheriona, ale mężczyzna, który stoi na czele tego szemranego towarzystwa jest ojcem innej bliskiej mi osoby. Nigdy nie złożyłam obietnicy, że go nie tknę, ale wiem… pewnie skrzywdziłabym tę osobę. <Odchrząknęłam.> Dlatego zamierzam sprawę przemyśleć nim podejmę jakiekolwiek działania przeciwko gildiom. Chcę znaleźć inny sposób na załatwienie sprawy. <Spojrzałam na Kurta.> Może pójdę złożyć im wizytę i dogadam się, a może wybiorę się na spacer z Bestią i nie ostanie się żywa dusza w dzielnicy, w której stoi ich przybytek. A może po prostu zacznę ich ignorować i zwyczajnie obedrę ze skóry zleceniodawcę. <Uśmiechnęłam się po raz pierwszy z radością.> Tak, czy inaczej zamierzam teraz odpocząć przez następne dwa dni by przemyśleć sprawy. Wam radzę uczynić podobnie. Nie wychylajcie za bardzo nosa, ale może spróbujcie skontaktować się z Rhunarem i Klausem. Powinniśmy wszyscy omówić pewne kwestie. Zajmę z Różyczką pokój obok. <Wyciągnęłam rękę ku dziewczynce, po czym przyciągnęłam ją do siebie. Zatrzymałam się jeszcze nim otworzyłam drzwi.> Przemyśl sprawy Kurcie… te o, których rozmawialiśmy rano.

<Opuściłam pokój towarzyszy by udać się na spoczynek do swojego pokój. Nim się położyłam upewniłam się, że będziemy mogły z Różą spędzić spokojną noc.
Zerwałam się skoro świt by załatwić kilka ostatnich spraw z samego rana. W pierwszej kolejności sprzedałam konie, a następnie uporałam się z najważniejszym sprawunkami. Poprosiłam dziewczęta oraz Kurta by mieli baczenie na dziewczynkę przez niecałą klepsydrę, po czym udałam się do elfiego miasta by uregulować płatności i zostawić liścik dla Namiestnika. Zachowując ostrożność wróciłam w końcu do karczmy. Gdy pojawiłam się w pokoju towarzyszy by odebrać Rożę podeszłam do Kurta. Wyciągnęłam sakiewkę i podałam mu.>

- Uznałam, że…chciałam...eeee… <Zaczęłam wyraźnie zmieszana.> Pięćdziesiąt koron. Wiem.. to niewiele, ale same lekcje dla dziewczyn… to za mało za wyprawę. Ekhm… Sprzedałam konie. <Spojrzałam najemnikowi w oczy.> Walka z Tobą u boku to czysta przyjemność. Wiedz, że możesz liczyć na moją pomoc bez względu na decyzje i drogi jakie obierzemy teraz i w przyszłości.

<Spojrzałam na dziewczyny.>

-Wy również. <Uśmiechnęłam się.> Potrzebuję teraz spokoju by przemyśleć kilka spraw. Uszanujcie to proszę. Porozmawiamy pojutrze. Różyczko… chodź.
<Opuściłam ponownie pokój towarzyszy i udałam z dziewczynką do swojego. Zamknęłam się przed światem prosząc wcześniej karczmarza o kąpiel oraz dostarczanie kolejnych posiłków. Nie zamierzałam opuszczać tych czterech ścian przez kolejne dwa dni. Poświęciłam ten czas na wypoczynek i rozmowy z dziewczynką.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 664

PostWysłany: Wto Paź 08, 2019 08:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wycieczka z Ekolino była ciekawa. Osławiona wyspa Rijeka, wejść tam i wyjść. Nasłuchał się o niej już tyle jak każdy mieszkaniec Marienburga że nawet gdyby cała eskapada skończyła by się na zwykłym dziękuje i tak był by nie narzekał.

W końcu dotarli pod bramę elfiej dzielnicy. Ku zdziwieniu najemnika nie wrócili do kamienicy ale Elbereth zaprowadziła ich do karczmy. Tok słów skuteczniej uciął pytania niż polecenie. Pytania zostawił na potem.
Szybkie tempo marszu jakie narzuciła czarodziejka kolejny raz przypomniało mu w jak bardzo oberwali w trakcie walki. Wraz z Etelką byli bladzi i spoceni gdy zamknęły się za nimi drzwi karczemnedo pokoju. Elberetch spokojnie wyłożyła im powód całego zamieszania podczas gdy oni dochodzili do siebie. Dopiero jak Elfka wróciła z pieniędzmi uznał że na tyle uspokoił ciało by móc pogadać z nią nie zanosząc się kaszlem.

- Wiesz jak będziesz chciała dopaść tego dziada namiestnika, to ja z przyjemnością go przytrzymam go za kudły podczas gdy ty będziesz klepać mu mordę.

Zwarzył w ręku sakiewkę. Wiedział że jak na ich sytuację była to spora suma tym bardziej czarodziejka zrobiła na nim duże wrażenie.

- Dzięki. Doceniam. – schował sakiewkę nie licząc – Dla mnie to też był… - zawiesił bo nie chciał palnąć jakiegoś banału bo co by tu mógł dodać. - To była dobra walka, przeżyliśmy wszyscy. My też musimy odpocząć i wylizać rany.

Kurt życzył Elberett i Różyczce wszystkiego miłego i wraz z dziewczynami i Ecolino poszli do swojego pokoju.

- Co teraz zamierzasz? – Zapytał ot tak ogólnie – My też zgodnie z zaleceniami kapłanki będziemy odpoczywać. A potem znów w kierat. Czyli poszukamy jakiegoś zajęcia albo pomożemy sprawie.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 650
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Paź 09, 2019 00:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Gdy tylko moje oczy padają na rozłożone przedmioty do rzucania, moja mina mówi jasno: "Tym mam kurna rzucać?". Mierząc je potem w rękach, ważąc, próbując znaleźć dobre miejsce w dłoni, sposób ułożenia nadgarstka, tracę kompletnie rezon. Spoglądam na kobietę z zagubionym wyrazem twarzy. Jednak brak jej reakcji, słowa, komentarza, sprawiają, że w końcu próbuję coś z tym fantem zrobić. Staram się jak mogę, skupiam się na każdym rzucie, ruchu dłońmi, wygięciu ręki, ale efekty są takie jakie są. Nawet przymykane do celowania oko, czy wyciągany gdzieś tam w skupieniu język nie pomagają, co najwyżej sprawiają, iż wyglądam wręcz komicznie. Bez powodzenia czekam na jakąkolwiek radę, komentarz, czy instrukcję ze strony nauczycielki. A jedyne słowa jakie słyszę, powodują tylko mój frasunek. "To chyba ona powinna mi powiedzieć jak mi idzie, a tak szczerze powiedzieć jak kijowo mi idzie i nad czym musimy zacząć pracować. Ona jest specjalistką od tego nie ja. No ale dobrze, jak tak chce grać, niech będzie." Staram się opanować zdziwienie postawą Sheeny i w przyjacielski oraz otwarty sposób odpowiadam.>

- Hm... Jakby to powiedział mój przyjaciel Ingwar, to raczej chu..., a lepiej nie będę kończył. No ale jako krasnolud na pewno podsumowałby to w krótkich, żołnierskich słowach. I takie teraz mi się cisną na usta. Jednak daruję sobie i powiem jak elf. Nie wygląda na to, bym był w tej sztuce wirtuozem.- <Uśmiecham się krzywo i zawadiacko pod nosem, rozkładając bezradnie ręce.> - A szczerze. W połowie przypadków to nawet nie wiedziałem jak to trzymać przy rzucie. Nie mówiąc o tym, że nie zdawałem sobie sprawy, że część tych przedmiotów w ogóle nadawała się do skutecznego wykorzystania w rzucaniu. Łuk czy kusza to co innego. Inaczej się celuje, inaczej wypuszcza pocisk, inaczej kontroluje tor lotu. No i strzały czy bełty zawsze lecą ostrą stroną do przodu. Obracają się, ale wokół własnej osi. Więc nie da się trafić lotką w cel, bo to zawsze grot jest z przodu. A przy broni rzucanej obiekt obraca się w poprzek osi. Trafienie ostrzem wydaje się dużo trudniejsze. Wygląda na to, że dużo zależy od pracy dłonią, wyczucia odległości, sposobu i szybkości obracania się broni, jej wagi i wyważenia. Szczerze? - <Spoglądam się rozmówczyni prosto w oczy.> - Ciężko mi uwierzyć, by ktoś rzucając każdą z tych broni po kolei mógł skutecznie wbić je w określony punkt. By mógł na szybko tak łatwo przestawiać się między ich typami, budową, wyważeniem, umieszczeniem ostrza. No ale niewiele o tym wiem, więc pewnie jestem po prostu małej wiary - <Po raz kolejny spoglądam na efekt moich marnych prób, a potem na kobietę.> - No ale nie przyszliśmy tutaj rozmawiać o tym, że nie potrafię rzucać. To akurat dobrze wiem, a Ty mogłaś doskonale zaobserwować. Więc postarajmy się coś w tej kwestii zmienić. - <Mój wzrok pada na rozmówczynię, a w oczach widać chęć działania. Moja postawa wskazuje, że jestem gotowy na instrukcje, komentarze, wskazówki i ciężką pracę, by poprawić swoje umiejętności w tej kwestii.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 23, 24, 25, 26  Następny
Strona 24 z 26

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.