Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 24, 25, 26  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 657

PostWysłany: Nie Paź 13, 2019 18:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan podeszła bliżej biurka przy którym zasiadł Czarny Kruk i stojąc wyprostowana założyła ręce do tyłu. Zanim odezwała się do Mistrza rozejrzała się spokojnie po pokoju, w którym już wcześniej gościła. Wzięła głęboki oddech i powracając wzrokiem do Moryty poczęła opowiadać o wydarzeniach spod Twierdzy.>

- To, co działo się na ziemiach otaczających twierdzę przyprawiło by nie jednego wojownika o nocne koszmary...Nasz przeciwnik jest bardzo potężny...ma wielu sprzymierzeńców i armie istot nie z tego świata. Obóz, który oblega Twierdzę pełen jest istot demonicznych...Nie wiem jeszcze kto, i nie wiem w jaki sposób ale kontroluje te istoty...One czekają tylko na rozkaz...przygotowują się...W obozie był potężny nekromanta. To on zakłócał spokój tej ziemi. Szarak...tak się zwał...- wojowniczka wzięła powoli głęboki wdech nadal odczuwając kłujący ból w klatce po ostatnich wydarzeniach- On...myślę, że nie jest już problemem...nie żyje. Czarodziejka Elbereth skutecznie się z nim rozprawiła...Ale po nim przyjdą następni. Z resztą, Wiedźma ma sprzymierzeńców wszędzie...bardzo potężnych i nie tylko wojowników... Potrafi manipulować każdą istotą, dlatego zbiera tak liczną armię...jej macki sięgają wszędzie...wszędzie.

<Tellan podeszła bliżej okna i spoglądając w jakiś odległy punkt kontynuowała spokojnie>

- Prawie straciliśmy tam życie...zapewne nie my jedyni...ale zastanawia mnie dlaczego nie poślecie tam armii aby rozprawiła się z tym raz na zawsze... Gdzie jest Inkwizycja? Gdzie są Magowie??? Gzie oddani wojowniczym Bogom fanatycy?Czy nikt poza nami nie widzi co się dzieje na tym świecie???- kobieta spojrzała chłodno na Czarnego Kruka.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 139

PostWysłany: Wto Paź 15, 2019 14:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zatrzymawszy się przed bramą do elfiej dzielnicy, dość szybko natknęliśmy się na elfkę - jednak jak się okazało najemnika i jego towarzyszka nie mieli zamiaru jeszcze się żegnać, a sama elfka zaprosiła ich do pobliskiej karczmy.
Skinąłem tylko głową ruszając za resztą towarzyszy do karczmy, nie bardzo wiedziałem co się dzieję i miałem że elfka wyjaśni dlaczego nagle postanowiła zmienić plany.
Dotarłszy do karczmy wysłuchałem słów elfki, a właściwie jej dość chaotycznego monologu - trudno był coś zrozumieć z jej wypowiedzi.

- Jeśli mogę coś powiedzieć, z tego co wiem krasnolud jest w tej chwili bezpieczny - jakiś czas temu rozmawialiśmy, choć z pewnością z tego co mówił dalej będzie pozostawał w ukryciu. Jeśli zaś chodzi o elfiego namiestnika, nie rozumiem czemu miał by cię karać i czy to nie rada elfów decyduję o prawach które tyczą się mieszkańców elfiej dzielnicy? Co tyczy się się tutejszych gildii i zarządców miasta proponowałbym nie posuwać się do rozlewu krwi - w obecnym czasie może się to zakończyć hmm.., źle, tym bardziej że atmosfera w mieście jest dość napięta. Co zaś tyczy się zabójców, myślę że mógłbym porozmawiać o tym z tutejszym księciem złodzieju - przy okazji przestrzegłbym go ponownie, tym razem mając więcej informacji o niebezpieczeństwie które nam grozi.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 664

PostWysłany: Wto Paź 15, 2019 23:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt domyślał się że skoro Moryta podróżuje z „nimi” od jakiegoś czasu to siłą rzeczy wciągną się w całą tę kabałę i wyszło na to że chyba bardziej niż się najemnik spodziewał.

- Można spróbować. Ja co prawda się jeszcze się tu nikomu konkretnie nie naraziłem. Ot tak grupowo razem ze wszystkimi ale jak by dało rade aby chociaż ktoś zszedł nam z karku było by miło. Jak wiesz że z takiej rozmowy uniesiesz głowę cało to nie zawadzi spróbować. Co do krasnoluda to myślę że może to zaczekać aż Elbereth będzie gotowa i my nieco pocerowani. – Nie sądził aby kapłanowi coś się udało zdziałać ale też nie zaszkodzi spróbować. W końcu Kurt drgną jakby cos sobie przypomniał. – Etelka będę miał do ciebie prośbę. Przybyło nam nieco grosza więc czas go wydać. – Zażartował i mrugną do bretonki. – W pożarze karczmy straciliśmy całość dobytku. Potrzeba nam ciuchów na zmianę, przejdź się też do dobrych siostrzyczek. Stara kapłanka mówiła że trucizna Szarego może przez kilka dni z nas wychodzić i to tą samą drogą jaką wlazła. Może będą miały jakieś zioła albo napary do wdychania, żeby łatwiej to gówno z nas wyszło. Jak starczy złota możesz też zajść do twojego ulubionego zbrojmistrza i dopytać o jakąś naramienniki, hełm, dla mnie i małą tarczę dla Aniki. Jeżeli miał by jeszcze jakąś słomianą tarczę do ćwiczeń poproś aby zawiną wszystko w jakiś koc czy pled żeby nikt za bardzo się nie gapił i niech tu dostarczy. My z Aniką będziemy się kurować Ty będziesz ćwiczyć. - Zakończył - Acha i jak możesz się spróbuj się jakoś przebrać tak dla niepoznaki. - Dodał na koniec
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1570

PostWysłany: Nie Paź 20, 2019 11:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Udzieliłam jeszcze kilku odpowiedzi na pytania, które zadał zarówno Kurt, jak i Ecoliono. Słowa towarzysza, że chętnie przytrzyma “dziada” sprawiły, że musiałam powstrzymać się od wybuchu śmiechu. Zdecydowanie poprawiły mi humor. Koniec końców zachowałam jednak powagę.>

-Kurcie… aż robi mi się ciepło na sercu. Dziękuję. Odradzam jednak jakąkolwiek vendettę na Namiestniku. Załatwiliśmy sprawy po swojemu, a ja wolałabym by wyciągnął do mnie rękę, gdy nadejdzie pora niż popchnął w ramiona wrogów. Przypomina mi moje pierwsze spotkanie z Beltherionem. Ten też mi naubliżał, groził śmiercią i przyłożył ostrze do gardła. Hmmm… <Uśmiechnęłam się.> Każdy bliski memu sercu mężczyzna przynajmniej raz groził mi śmiercią. <Machnęłam ręką.>
- Jednak to nie czas na miłosne wspominki.
<Odchrząknęłam spoglądając na kapłana.>
- Szanowny Ecoliono. Wiele się zmieniło po moim spotkaniu z Starszymi. Opisałam im co się działo w Nordlandzie. Jak ludzie łatwo ulegli Wietrznicy i jaką radość sprawiało im mordowanie naszych współbraci. Nie oszczędzali nawet dzieci. Nawet my mamy swoje granice tolerancji. Elfie Miasto zostało zamknięte dla wszystkich z wyjątkiem jego mieszkańców. Elfy nie ufają już ludziom i jak na razie nie mają zamiaru mieć z nimi do czynienia. Rada oddała władzę w ręce Namiestnika na czas wojny i drastycznie zaostrzyła prawa. Wprowadzenie Kurta oraz dziewcząt było pogwałceniem tych praw, więc poniosłam karę. <Westchnęłam.>
- Nie oczekuję, że zrozumiesz. Ja się cieszę, że ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i dostrzega zagrożenie. Oczywiście nikt nie chce bezsensownego rozlewu krwii, ale jakoś nie widzę by Inkwizycja, szacowne duchowieństwo, czy Starsi pośród innych ras zamierzali cokolwiek robić. Zarządcy miasta oraz collegium są już w łapach Wietrznicy.
<Ton mojego głosu wypełnił gniew.>
- I gdzie Ci duchowi przywódcy, którzy oświecą ludzi? Gdzie zakonni rycerze walczący z chaosem panoszącym się po Marienburgu co? Jakoś nie widzę by jakakolwiek ludzka świątynia robiła cokolwiek. Chowacie się po kątach i sypiecie dobrymi radami z rękawa. Chyba, że uznajesz wysłanie Tellan, Kurta, dziewcząt i mnie przeciw armii demonów za wspaniałe działanie ze strony Inkwizycji Morra? <Wzięłam głęboki oddech.> Różyczko idziemy.
<Nim opuściłam towarzystwo rzuciłam jeszcze do kapłana.>
- Z całym szacunkiem Ecoliono. Zacznijcie robić coś pożytecznego lub zejdźcie z drogi. Dobrej nocy.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 139

PostWysłany: Nie Paź 20, 2019 20:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Odpowiedziałem spokojnie elfce, lecz było słychać w mym głosie gorycz i smutek.

-Rozumiem twój gniew, wiem o tym że niewiele zdziałałem a czasu coraz mniej - a jest gorzej nie przypuszczałem, wróg z którym walczymy jest jak wieloglowa hydra nie ważne że odetniesz jedną głowę i tak zaraz pojawia się kolejne.
Co tyczy się świątyni i kapłanów i oni nie są wolni od pokus tego świata - wyższi kapłani bogini Sprawiedliwości już dawno odeszli od tego co nazywamy prawem i stali się posłusznie woli wiedźmy. Zresztą kapłani kupieckiego Boga Heandryka tak samo są zaślepieni chciwością. Sami świątyń Morra zaś zabronił mi mieszać się w sprawy miasta, mimo mych ostrzeżeń - a wizję ognia i śmierci które dotyka miasto były niczym. Co tyczy się kapłanów Boga Mórz, jak i służebnic Pani Miłosierdzia to obiecali pomóc i działać w naszej sprawie - lecz to zamało by powstrzymać naszego wroga.

Przerwalem na chwilę, po czym pokrecilem głową i kontynuowałem.

-Zresztą co mogę uczynić - sam krasnolud prosił o to by szukać sojuszy, to czynię i nie mam zamiaru podawać się gniewowi - mamy nie wiele czasu, ale nie mam zamiaru postępować pochopnie. Za wszelką cenę będę starał uniknąć rozlew krwi, chyba że będzie to konieczne.

Po czym zwróciłem się do najemnika.

-Dziękuję Kurcie, jeśli czegoś byście potrzebowali to wiecie gdzie mnie szukać - zawsze pomogę, tylko pamiętajcie by poprosić. Uważajcie na dziewczyny z jeśli coś się działo z waszym leczeniem najlepiej udajcie się od razu do świątyni.

Wstałem, poszukałem ręką chłopca, skinąłem głową i Pozegnalem się.

-Oby dobrzy bogowie mieli was w opiece, a ich błogosławieństwo was nie opuszczało.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3889
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Paź 23, 2019 12:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>

<Sheena wysłuchała cię po czym pozbierała wszystkie noże i stając tam gdzie zostawiła je wcześniej dla ciebie zaczęła rzucać każdym po kolei i każdy z nich wbił się w manekina ze słomy jakby do tego był stworzony. Zaobserwowałeś przy tym, że każdy rzut był jednak wykonany trochę inaczej. >
-Cieszę się, że ustaliliśmy już iż nie potrafisz rzucać i brakuje ci wiary. Jak na mistrza łuku zdajesz się być zbyt roztrzęsiony. Chciałeś nauczyć się rzucać nożami, wszytkie te tutaj <wskazała na ostrza wbite w słomianego manekina>to noże. Liczyłam, że masz chociaż podstawy. <Powiedziała zawiedziona>
<Kobieta ponownie pozbierała noże i położyła je na ich pierwotnym miejscu po czym zabrała słomianego manekina i ustawiła
zamiast niego beczkę.>

-Możesz rzucać nożem bez obrotu, z pół obotem ostrza lub z pełnym obrotem pojedynczym lub wielokrotnym. Zacznij rzucać z bliskiej odległości, wybierz sobie jeden nóż i sam znajdź odpowiednią dla siebie technikę. Do czterech kroków od celu nie więcej niż jeden obrót ostrza. Z pół obrotem ostrza rzucasz płasko trzymając od ostrza. W reszcie przypadków za uchwyt. Teraz to już tylko kwestia praktyki. Sam musisz znaleźć to co ci pasuje. Zrobisz jakieś postępy porozmawiamy później.
Chwilę cię poobserwuję a potem zostaniesz sam. Tyle wskazówek wystarczy ci na najbliższe dni.

<Sheena uśmiechnęła się tajemniczo. Jak powiedziała tak zrobiła, po chwili opuszczając cię. Następne dwa dni spędziłeś sam, bez żadnych gości, mogłeś ćwiczyć do woli. Nie wiedziałeś, że to dwa dni dopóki przyjaciel cię nie odwiedził i o tym powiedział. >

-Udało mi się odnaleźć kilku z twoich przyjaciół ale nie rozmawiałem z nimi. Elbereth i Kurt zatrzymali się w karczmie Skórzany
Rzemień ale nie wiem jak długo tam posiedzą. Wojowniczkę Tellan widziano jak udaje się promem na wyspę Rijeka do tymczasowej
siedziby inkwizycji Morra. Nikt nie widział żeby ją opuszczała. A z ciekawostek. W mieście pełno jest ulotek o tym, że Altdorf poddał się wojskom Księcia Lucasa zaledwie po kilkudniowym oblężeniu i jednym szturmie.. Ciekawe czy to prawda..heh...


<Tellan>

<Mistrz zakonny wysłuchał cię w skupieniu.>

-Dziękuję ci za pomoc Tellan. Ty i twoi towarzysze pomogliście w zerwaniu oblężenia. Wygląda na to, że to ten nekromanta stał za tymi przykrymi wydarzeniami. Dziś rano otrzymałem wiadomość, że forteca na Upadłych wzgórzach nie jest już oblegana a niedobitki wroga zostały przegnane. To właśnie w tam jest największa siła naszego zakonu. Czyżbyś traciła wiarę Tellan? Zapominasz, że Imperium to znacznie więcej niż jedno miasto czy twierdza, a słudzy Morra podróżują po całym świecie. Mury fortecy same się nie bronią i tak wielu rycerzy i sług Morra oddało życie w jej obronie przez ostatnie kilka tygodni...
Co do magów, musisz skierować to pytanie do nich samych. Każdy z nich jest niezależny mimo iż zrzesza ich kolegium. Potrzebujesz odpoczynku, sądzę też że powinnaś udać się do medyka aby opatrzył twoje rany, nie wyglądasz najlepiej. wybierz sobie jakąś celę do spania spośród tych przeznaczonych dla nas. Odpocznij a kiedy poczujesz się lepiej wtedy do mnie przyjdź...

<Chciałaś coś odpowiedzieć ale twoje ciało odmówiło posłuszeństwa. Osunęłaś się na posadzkę wyczerpana ostatnimi dniami. Nawet ból
zdawał się teraz tylko majakami. Zamknęłaś mimowolnie oczy i odpłynęłaś do świata snów...>

<Obudziłaś się nie wiesz po jakim czasie ale musiało minąć wiele godzin. Leżysz na twardym łóżku , pod kocem, odziana w koszulę nocną. Mała cela która ci przydzielono jest ciasna ale cały twój niewielki dobytek jakoś się tu mieści. Na stoliku przy łóżku stoi taca z jedzeniem i kubek wody. Jesteś tu sama a promienie słońca wpadają przez okno po lewej od łóżka. Mimo to w izbie jest chłodno.>


<Elbereth>

<Dwa dni minęły spokojnie. Siedząc sama z Różą mogłaś opowiadać jej o swoich przygodach i o świecie.
Dziewczyna słuchała cię bardzo chętnie i z dużym skupieniem. Nie przeszkadzało jej ani trochę, że siedzicie w pokoju i nie wychodzicie. Ona sama niewiele mówiła. Przez te dwa dni Etelka odwiedzała was i wyglądało no to, że nie ma zamiaru trzymać się od was z daleka o ile Kurt nie zabiera jej na włóczęgę po mieście. Naprawdę wygląda na to, że świat o tobie zapomniał jak tylko zamknęłaś się tutaj w czterech ścianach. Jednak z powodu jakiegoś impulsu postanowiłaś udać się do Feriel i porozmawiać. Nie było przyjemnie ale wyszłaś z tego cało, narazie. Wyszłaś z karczmy razem z Etelką i Różyczką na ulicę i idąc przez miasto dostrzegłaś nowe obwieszczenia na słupach.
Z ciekawości podeszłaś i przeczytałaś obwieszczenie. >

... " 2505 Sigmarzeit 3 Ogłasza się wszem i wobec: Altdorf poddał się Księciu Lucasowi z Nordlandu. Imperator zniknął bez śladu. Nie wiadomo
czy to koniec działań wojennych. Reperkusje wobec nieludzi nadal trwają." ... C.M.C


<Kurt>

<Postanowiłeś pójść w ślady Elbereth i zadekować się z Aniką w pokoju karczemnym na kilka dni. Dałeś Etelce złoto i powiedziałeś czego
potrzebujecie. Można powiedzieć, że Etelka dosłownie zniknęła na dwa dni i zacząłeś się zastanawiać czy wróci. Ty w tym czasie odpoczywałeś
a dokładnie wypluwałeś z siebie szarawo brunatną maź przypominającą zeschłą krew w popiele. Anika przechodziła to samo. Przy każdym kaszlnięciu wasze ciała doznawały straszliwych skurczy jakby zapadały się do środka. Nie miałeś apetytu za to pragnienie było ogromne. Co rusz prosiłeś dlawaszej dwójki o dzban wody, który pustoszał bardzo szybko. Co dziwniejsze nie gnało was za potrzebą. Po dwóch nieprzespanych dniach i nocach w męczarniach, z radością ujrzałeś twarz Etelki. Przyniosła to o co prosiłeś, otwarty stalowy hełm z czepcem kolczym, parę naramienni skórzanych, okutą tarczę dla Aniki i słomianą tarczę do ćwiczeń, a także paczkę ziół i trzy pakunki z ubraniami.>

-Udało mi się wszystko załatwić. Tym razem jednak bez sukienek. Zwykłe ubrania podróżne włóczęgów takich jak my. Są też zioła od shayllitanek.
Zaparzcie sobie trochę i popijajcie. Ja mam jeszcze coś do załatwienia z Elbereth. Niebawem wrócę.

<Etelka ucałowała ciebie i Anikę po czym znowu gdzieś poszła zostawiając was samych.>


<Ecoliono>

<Po dość energicznej dyspucie zabrałeś Matieu i wróciłeś z chłopcem do klasztoru zostawiając towarzyszy w karczmie. Gdy wchodziliście do kaplicy chłopiec odezwał się cicho.>
-Uważam, że zrobiliśmy naprawdę dużo Ojcze Ecoliono. Ta kobieta jest niewdzięczna.
<Spożyliście posiłek i udałeś się na modlitwy.>
<Następne dwa dni próbowałeś ponownie skontaktować się z Cieniem ale bezskutecznie, więc zostawiłeś dla niego wiadomość wśród żebraków. Nie wiedząc co jeszcze możesz zrobić oddałeś się modlitwom i zwykłym klasztornym obowiązkom. Dowiedziałeś się od rycerzy Morra odwiedzających klasztor, że Forteca na Upadłych Wzgórzach obroniła się a najeźdźcy zostali rozpędzeni. Jednak pojawiła się też zła wieść, którą ktoś otwarcie szerzy na ulicach Marienburga. Altdorf upadł a Imperator zaginął. Jest jednak jeszcze coś co zaprząta twoją uwagę. Ostatnie dwie nocy powtarzał ci się dziwny sen:
Grupa krasnoludzkich górników poganiana przez zaciśniętą pięść kopie podziemny tunel, który prowadzi do wielkiej pieczary pełnej złota i skarbów. Dalej jednak nikt nie zbiera skarbów lecz owa zaciśnieta pięść uderza w strop który pęka. Kamienie razem z wodą wlewającą się z góry pochłaniają skarby i krasnoludy. Jednak w kotłującej się kipiel skał i cieczy dostrzegasz również ciała ludzi i zwierząt a także sprzęty domowe jak meble czy garnki. Nie jesteś pewien czy to przyszłość, przeszłość czy teraźniejszość.>


<Rhunar>

<Porozmawiałeś jeszcze trochę z Axerundem po czym pożegnałeś się i wróciłeś do domu Arkata aby w dostępnym ci warsztacie popracować nad nowym pancerzem dla siebie. Poza posiłkami i snem starałeś się poświęcić całkowicie pracy aby pancerz wyszedł jak najlepiej. wiedziałeś, że przed tobą wiele dni pracy.Jednak po dwóch dniach twej pracy Arkat Fogel sam do ciebie zawitał wyraźnie poruszony.>

-Rhunarze, mówią że Altdorf upadł...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1570

PostWysłany: Sro Paź 23, 2019 22:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Z chęcią opowiadałam Róży o czasach, jakie spędziłam w Altdorfie w collegium magicum. Unikałam nieprzyjemnych tematów, czy perypetii kilku ostatnich tygodni. Wolałam nie obarczać jej wiedzą dla jej i mojego bezpieczeństwa. Ogólnie opisałam naszą konną podróż z Bretonii aż do Marienburga wspominając o bezkresnych stepach i surowym krajobrazie gór. Odpoczywałam nie przejmując się światem za drzwiami, ciesząc się spokojem. Dwa dni pełnej ignorancji pozwoliły mi odetchnąć od trosk codzienności. Nie mogłam w niej trwać. Ciążyła mi świadomość, że brak jakichkolwiek działań skończy się dla Nas gorzej.
W końcu trzeciego dnia, wczesnym rankiem wygramoliłam się z niechęcią z łóżka. Bez pośpiechu przygotowałam Nas do wyjścia rozmawiając z dziewczynką na nieistotne tematy.
Schodząc na śniadanie nie byłam jeszcze pewna za co zabiorę się w pierwszej kolejności. Starałam się zachować w sobie spokój i rezerwę, ale po krótkiej rozmowie z Etelką podjęłam decyzję by jednak zacząć od gildii zabójców. Obiecałam jej zachować rozwagę, choć w duchu liczyłam, że sami mnie sprowokują. Na wizytę w Feriel udałam się w towarzystwie dziewcząt. Pewnym krokiem przekroczyłam próg tego, wątpliwej urody, przybytku. Duchota, zapach potu i taniego alkoholu wisiał w powietrzu. Przytłaczająca atmosfera nie popsuła mojego nastroju.>
-Uroczo…
<Mruknęłam cicho pod nosem. Nie okazałam strachu w mieście mrocznych elfów, obozie Szaraka i nie miałam zamiaru okazywać go tutaj… o co tyle krzyku… speluna pełna zakapiorów... Podeszłam do karczmarza i udałam za nim na spotkanie. Pułapka, czy też nie, poranek zapowiadał się ekscytująco. Spotkanie z Bernardem okazało się nawet interesujące. Wyraźnie każde z Nas chciało coś jeszcze powiedzieć, lecz poprzestaliśmy na uprzejmych groźbach. Nic osobistego. Przynajmniej upewniłam się, że zabicie von der Kuypersa stało się koniecznością. ...Łatwiej zabić jednego człowieka niż wszystkich zabójców. Zniknie zleceniodawca to zniknie zlecenie...Tylko jak? I czy to on jest teraz największym problemem?....
Rozmyślałam idąc przez miasto z Etelką i Różą, gdy nagle moją uwagę przykuło ogłoszenie. Przystanęłam przed słupem czytając kilkukrotnie zamieszczoną informację. Westchnęłam ciężko odwracając się i spoglądając na dziewczyny.
co zrobisz? To zapewne kłamstwo, jak rzekomy atak niziołków na rynku… Altdorf nie mógł upaść tak łatwo… nawet twierdza opierała się długo armii demonów… Co zatem zrobić? Nie mamy co liczyć na sojuszników… trzeba działać teraz…
Uśmiechnęłam się do towarzyszek.>
-Wracajmy do karczmy. Mam ochotę na wino.
<Gdy dotarłyśmy do Rzemienia zamówiłam butelkę trunku.>
-Może dołączysz do Nas Etelko? Porozmawiacie sobie z Różą, a ja spróbuję się z kimś skontaktować.
<Bez względu na jej decyzję udałam się wraz z podopieczną do pokoju. Gdy już zamknęłam drzwi na klucz rozlałam wina do kubków. Sama wypiłam raptem połowę. Usiadłam po turecku na łóżku opierając się plecami o ścianę. Zamknęłam oczy odpływając myślami.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1187

PostWysłany: Pon Paź 28, 2019 23:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rozmowa z Axerundem potoczyła się dużo lepiej niż przypuszczałem. Zdołałem przekonać rzemieślnika, że pancerz w rękach Tellan może być bezpieczny. Ba. Że możliwe jest odmienienie jego mrocznej natury przez osobowość dziewczyny i rytuały Morrytów. Ufałem Melisie i swojej wiedzy, więc pokładałem też duże nadzieje w tym przedsięwzięciu.
Szczególnie że jeżeli w pewnym momencie wyślą Tellan do ratowania Iryuha to będzie im naprawdę potrzebne by ten artefakt był wojowniczce posłuszny i sprzyjający.

Za materiały do wykucia pancerza zapłaciłem słono. Niestety ceny poszybowały w górę i niewiele mógłem na to poradzić. Poza tym stop którego chciałem użyć wymagał pewnych egzotycznych minerałów, więc i tutaj złocisze uciekły szerokim strumieniem. Pierwszy dzień poświęciłem na stworzeniu mieszanki i przelewanie projektu na papier. Mówiono, że dokładne planowanie znacząco oszczędza czas pracy. A że nie miałem za bardzo pomysłu co dalej robić z sytuacją w Marienburgu to pogrążyłem się w pracy.

Drugiego dnia zająłem się kształtowaniem pierwszych płyt. Zacząłem od napierśnika. Sam napierśnik był najprostszą rzeczą - wymagał odpowiedniego wyprofilowania płyt i nałożenia wzmocnień. Miałem nadzieję, że to szybko pójdzie - później na kirysie miała się opierać reszta konstrukcji - osłony ud i naramienniki. Po wylaniu do formy stopu pracowicie kułem blachy, a runa Kucia rozlewała na cały obuch kowalskiego młotka ciepłą, pomarańczową poświatę.

Kiedy chłodziłem metal lub dawałem mu odpocząć pykałem runiczną fajkę patrząc na swoje powstające dzieło. Dopiero rozpocząłem, a kto wie kiedy zdołam to ukończyć. Zupełnie jak z Runą Skupienia. Wiedziałem już że będę potrzebować na hełmie kieszeni na soczewkę na której ją wyszlifowałem.

Patrząc w ogień, wodę i metal doszedłem też do pewnego pomysłu, który mógł rozwiązać wiele naszych problemów. Problemów krasnoludów. Bowiem sytuacja nie była łatwa.

Wpadający do warsztatu Arkat uświadomił mi jak bardzo.

Spojrzałem na niego spokojnie. Aromatyczny dym mieszał się z parą wodną i zapachem rozgrzanej stali. Ciężko mi było uwierzyć w te rewelacje. Wytarłem dłonie w szmatę.

- Ciężko mi w to wierzyć. Z kolegiami, inkwizycją, imperialnym wywiadem i tym wszystkim Altdorf musiałby być pogrążony w wewnętrznej wojnie. Za dużo tam instytucji, które dbają o spokój w stolicy. - mruknąłem i dodałem - Postaram się jak najszybciej zweryfikować te wieści. Równie dobrze to może być dezinformacja.

Odłożyłem szmatę na wieszaczek. Melisa uprzedzała, że Lukas będzie próbować wziąć miasto zdecydowanym szturmem.

- Ale jeżeli to prawda to sytuacja jest zła. Bardzo zła.

Przerwałem na moment i wzrokiem wróciłem do krasnoludzkiego dyrektora.

- Powiedz mi Arkacie... kto się z Tobą kontaktował? Morryci słali jakieś informacje? Jacykolwiek kupcy? Inne świątynie? Jakie są nastroje w mieście?

- W jakiej właściwie jesteśmy sytuacji? Jak bardzo ludzka niechęć do nas dławi interesy khazadów w Marienburgu? Tak naprawdę?

Czekałem na odpowiedź Arkata w napięciu. Mój plan był w pewnym sensie zuchwały i krasnoludy mogły nie chcieć na niego przystąpić... ale Marienburg był przeciw nim. Tysiące ludzi przeciw może setce krasnoludów. Dawi byli pod ścianą i w tej chwili mogli zrobić wszystko. Włącznie z brawurowym pomysłem mojego autorstwa.

A cokolwiek by się nie działo powinni zacząć od kontaktu z Morrytami przez kapłana Gazula i zaoferowania pomocy w naprawach Twierdzy na Upadłych Wzgórzach.
O ile ludzie mogli mówić o krasnoludach co chcieli to zaoferowanie pomocy Morrytom będzie faktem bezdyskusyjnym. Słudzy Pana Kruków uchodzili za nieskazitelnych i ich współpraca z khazadami będzie bardzo ciężka do podważenia. Natomiast pomoc krasnoludów przy odbudowie ich twierdzy wytrąci oręż krytykantom próbującym mówić, że dawi nie troszczą się o miasto.

Gdyby zaś sytuacja była naprawdę zła... można by ewakuować dzielnicę i przenieść jej mieszkańców do twierdzy. Tam mogliby zrobić naprawdę dużo dobrego. Zostanie tutaj i pozwalanie by ludzie pluli na widok krasnoludów... albo ucieczka statkami... sobie tego nie wyobrażałem.

Chciałem wybadać Arkata pod względem sytuacji, a potem przedstawić swoje przemyślenia.

Nie miałem jednak zamiaru mówić Arkatowi o Kowadle. Jeszcze. Gdyby sojusz z Morrytami okazał się możliwy i korzystny mogliby je przenieść do twierdzy, gdzie byłoby dużo bezpieczniejsze niż w mieście.
Bo co jak co... ale dzielnica krasnoludzka nie była Karakiem, a tutejsi khazadzi wojownicy nie byli Żelazołamaczami.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 657

PostWysłany: Sob Lis 02, 2019 19:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan obudziła się całkowicie zdezorientowana. Nie wiedziała jak ani kiedy znalazła się w celi. Mglisty obraz spotkania z Czarnym Krukiem uświadomił ją jak w kiepskim stanie była. Podniosła się powoli z łóżka i rozejrzała po pomieszczeniu. Czuła się lepiej, znacznie lepiej ale do pełni zdrowia jeszcze wiele brakowało. Wzięła głęboki oddech, a rześkie powietrze unoszące się w celi orzeźwiło jej umysł. Narzuciła na siebie koc po czym sięgnęła po wodę i jedzenie, które ktoś zostawił przy łóżku. Posiliwszy się pierwszym od wielu dni posiłkiem wstała powoli z łóżka stąpając gołymi stopami po kamiennej posadzce. Zrzuciła z siebie koszulę i poczęła dokładnie oglądać swoje ciało. Skóra niegdyś delikatna i jasna usłana była licznymi krwawymi sińcami i ranami. W środku nadal była pokiereszowana.Bywało różnie, bywało i gorzej... pomyślała przesuwając dłońmi po pokrytej gęsią skórką ręce. Zatrzymała dłonie na brzuchu gładząc delikatnie jego powierzchnię. Moje serce czuje tylko Ciebie… wyszeptała czule po czym w myślach posłała słowa wdzięczności do Białej Gołębicy za kolejny darowany dzień.
Z kolejnym głębokim oddechem wojowniczka podeszła do ekwipunku, który razem z nią wniesiono do celi i sięgnęła po zbroję. Wzięła koszulę w którą była wcześniej odziana i dokładnie oczyściła każdy element zbroi. Kiedy skończyła założyła zbroję gotowa na rozmowę z Bestią.
Tym razem Bestia była bardziej skłonna do rozmowa niż Tellan przypuszczała, a nawet popchnęła ją ku dalszemu działaniu. Gdy obie strony już zamilkły wojowniczka uporządkowała celę i przebrała się w czarną tunikę. Najpierw udała się do kaplicy Morra aby oddać cześć Panu Życia i Śmierci, a następnie podążyła na spotkanie z Mistrzem, z nadzieją, że teraz On wesprze ją w dalszym działaniu.>

Wiem już co chce zrobić El...wydaje się być pewna tego planu...ale może jest jeszcze inny sposób...
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 139

PostWysłany: Pon Lis 04, 2019 15:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ostatnie dni nie przyniosły pomyślnych wieści - co prawda Twierdza na Upadłych Wzgórzach obroniła się, a wróg poniósł spore straty lecz jak dało się usłyszeć na ulicach kupieckiego miasta stolica Imperium Altdorf upadłą, a sam Imperator zniknął w dziwnych okolicznościach. Do tego ostatnie noce przyniosły mi senne wizja, których wymowa była dość zagadkowa - zważywszy na to iż wizja ta tyczyła się starej rasy krasnoludów, także i tam trzeba było poszukać rady. Być może krasnoludzki kapłan będzie mi w stanie pomóc w zrozumieć wizje zesłaną przez Morra - jeśli nie to zawsze warto spróbować rozmowy z krasnoludzkim kowalem, a i tak miałem zamiar się do niego udać by o ostatnich wydarzeniach pomówić.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 664

PostWysłany: Wto Lis 05, 2019 01:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ostatnie dwa dni były dla Kurta były jak połączenie kaca, skrętu kiszek i suchot w jedno. Flaki bolały go od kaszlu i nie przyjmowały niczego poza wodą a ta z kolei wichodziłą przez płuca jako czarnoszara flegmą. Z Aniką nie było nie lepiej a w zasadzie gorzej. Delikatniejsza, mniej zahartowana nie mogła liczyć na niespożyte wojownika. Na przemian to wołali o dzban wody to wystawiali za drzwi cebrzyk z czarno-szarymi plwocinami.

Z początku wkurzył się na Etelkę że ich tak zostawiłą samych sobie. I choć wiedział że to irracjonalne zaczął się zastanawiać nawet czy bretonka nie zawinęła mieszka i nie zwiała gdzieś. Potem był jej nawet wdzięczny. Nie lubił okazywać słabości to raz, a dwa zostali z Etelką sami i chcąc nie chcąc musiał się przełamać i pokonać swój żal do dziewczyny. Mogła go przepraszać jeszcze wiele razy ale dopiero wspólne nieszczęście i wzajemna opieka zasypała przepaść którą czuł od czasu spięcia pod twierdzą.
Gdy w końcu Etelka się zjawiła w pokoju pomyślał zgryźliwie.
“Patrzcie co to to znowu kot przyniósł”
Ale nie mógł powstrzymać uśmiechu na widok rozpromienionej Bretonki.

- Świeża jak bułeczka. Niektórzy to mają dobrze.

Skomentował dobry nastrój dziewczyny dając upust swojej zgryźliwej naturze ale ton głosu i uśmiech mówił coś zupełnie innego. Zwłaszcza że aż miło było popatrzeć jak młoda dziewczyna zaprzątała się przy przyniesionych sprawunkach. Najemnik nie był pewien czy to nastrój Etelki był zaraźliwy czy też w końcu mu się poprawiło bo bezwstydnie wlepiał wzrok w kształtny tyłeczek dziewczyny. Anice zresztą chyba też się poprawiło bo wyraźnie się rozpogodziła..

- Ej nie tak prędko, młoda damo. Się spisałaś. - pochwalił ją patrząc na rozłożone w pokoju sprzęty. - Ale zaczekaj chwile.


Podniósł tarczę i położył koło łóżka Aniki.
- To dla ciebie. Sprawdziło się w obozie. Będziesz mieć zamiennie za lewak. A to dla ciebie - Kurt podał Etelce słomianą tarczę do ćwiczeń. - To że my nadal się kurujemy nie znaczy że Ty możesz się lenić. - Uśmiechnął się podejrzanie przymilnie - Codziennie rano i wieczorem będziesz ćwiczyć rzucanie nożami. Cel na jednej ścianie, ty pod drugą. Masz osiem sztuk noży, to przynajmniej dwie serie rano i trzy wieczorem. Jak będziesz ładnie trafiać to potem zrobimy jakieś udziwnienia, heheh… Acha i jeszcze jedna zabawa... - Chciał się uśmiechnąć ale rozkaszlał się, łamiąc w pół. - Uch, zaraza. - Otarł jakimś skrawkiem materiałem usta. - O! to. - Wyciągnął z zanadrza błyszczący drobiazg. - Schowamy ten drobiazg gdzieś u mnie lub Aniki. W wolnej chwili będziesz musiała go znaleźć, i najlepiej zdobyć tak byśmy się nie zorientowali.

Chciał jeszcze coś powiedzieć ale znów kaszel mu przeszkodził. Więc tylko dodał.
- Jak będziesz wychodzić poproś o dzban wody i wrzątek do ziółek.

Nim dziewczyna wyszła jeszcze rzucił

- Ja tam będziesz się szwendać z Elbereth pomyśl coś się wywiedzieć o tym zbrojarzu co ci sprezentował noże. A wieczorem poopowiadasz nam co na mieście słychać tu można z nudów uświerknąć.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 650
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Lis 05, 2019 03:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Obserwując jak Sheena umieszcza wszystkie ostrza w manekinie i wysłuchując jej komentarz tylko bezradnie rozkładam ręce, uśmiechając się miło. "Łatwo Cię było sprowokować do tego byś pokazała, że jesteś mistrzynią w rzucaniu. No to jak już mogłaś mi pokazać swą wyższość to może jakieś rady?" przechodzi mi przez myśli. Krótka konwersacja nie pozwala mi jednak uzyskać potrzebnych mi informacji, gdzie mógłbym ją znaleźć, gdybym miał opuścić miejsce swojego tymczasowego ukrycia. Wyjście nauczycielki bez słowa nie zaskakuje mnie jednak. „Ech… Te kobiety. Jesteś miły, a one od razu sobie coś dopowiadają. Jesteś szczery, to od razu reagują złością. No tak źle i tak nie dobrze. A ja nie mam czasu na pierdoły i bawienie się w to, co mam powiedzieć, czy zrobić, by zdobyć do niej kontakt. Cóż… Spytam Bruna i tyle”. Kolejne dni schodzą mi przede wszystkim na ćwiczeniach, choć przez głowy przelatuje mi dodatkowo mnóstwo przemyśleń. Zastanawianie się, nad tym co się dzieje, spoglądanie na to z szerszej perspektywy, a do tego myślenie nad sposobem wykręcenia się z własnej sytuacji w przypadku braku Elbereth w pobliżu, dołują mnie znacznie. Jednak pozwalają nakreślić mi kierunek dalszego postępowania. A i tworzą w mojej głowie tematy, które mógłbym na spokojnie podjąć z przyjacielem, a o których do tej pory nie było ani czasu, ani sposobności porozmawiać. Jednak ta monotonność i odosobnienie dają mi w kość.>


<Odwiedziny Bruna stanowią więc miłą odmianę. Jego słowa dają mi nadzieję i uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Szeroki i szczery uśmiech, choć szybko zamienia się w złowieszczy. "Dajcie mi tylko pogadać z El. Tylko tego chcę. A los Feriel będzie przesądzony." Tak zajęty planowaniem zemsty na zabójcach ledwo rejestruję ostatnie zdania rozmówcy> - Że co? Lucas w Altdorfie?! Pies go chędożył! Księciunio na smyczy wiedźmy. Bez niej gówno by osiągnął. Nawet nad Nordlandem by nie panował. Tak blisko... Byliśmy tak blisko... Mogliśmy go wyeliminować, a może i tę cholerną staruchę, jucha jej mać. Ale jak wyparł Imperatora i to tak łatwo, to wiedźma musi mieć jeszcze więcej takich piesków jak on. Teraz przejęcie Marienburga nie będzie już stanowić większego problemu. A potem... <Zamyślam się analizując czarne scenariusze w głowie. Spoglądam na towarzysza, po czym zdaję sobie sprawę, że on może z tego nic nie rozumieć.>


<Tłumaczenie kwestii Wietrznicy i jej popleczników oraz Lucasa trochę trwa. Uspokajam się jednak w końcu i staram się na spokojnie podjąć w rozmowie z przyjacielem wszystkie te sprawy, o których myślałem przez ostatnie dni. Kwestię sposobów rozwiązania mojego problemu z Feriel, czy informacji na temat nurtujących mnie kwestii. Na koniec znajduję jednak też czas na zwykłą pogawędkę z Brunem i poznanie go lepiej. >
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1570

PostWysłany: Wto Lis 05, 2019 22:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Trwałam w milczeniu obojętna na otoczenie. Pogrążona we własnych myślach poszukiwałam odpowiedzi na dręczące mnie pytania i je znalazłam, choć były potwierdzeniem własnych domysłów. Zatopiłam się głębiej.
-Elbereth, znowu to zrobiłaś. Po raz kolejny nie przychodzisz na czas.
<Usłyszałam znajomy głos dobiegający z oddali. Posiwiały Mistrz wyłonił się z ciemności. Spoglądał krzywo stukając dębową różdżką w swoją dłoń.> Słowo daję… na bitwę też się spóźnisz? Wszyscy mamy tylko jedno życie Elbereth. <Odwrócił się plecami ruszając przed siebie.> Ciągle zapominasz, że ludzie nie mają całego czasu świata. Nawet Ty go nie posiadasz. Naprawdę sądzisz, że to rozdarcie nie wpływa na Twoje działania? Potężna moc to ogromna odpowiedzialność. Ciągle tkwisz na rozstaju dróg przedłużając ten moment w nieskończoność.
<Bez słowa ruszyłam za nim, ale zniknął w ciemności. Jego głos cichł aż w końcu zapadła kompletna cisza.>
-Mistrzu!
<Mój głos pochłonął otaczający mnie mrok. Szłam przed siebie w kierunku, w którym odszedł, gdy nagle wyrosły przede mną zmurszałe drzwi. Przez szparę sączyło się światło dnia. Pchnęłam je i wyszłam na otwartą przestrzeń porośniętą wysoką trawą. Delikatna morska bryza nadciągała znad szumiącego niedaleko morza. Promienie słońca przyjemnie grzały. Rozejrzałam się zdezorientowana. Po Mistrzu ani drzwiach nie było śladu. Nie miałam pojęcia dlaczego się tu znalazłam, ale miejsce wydało się znajome i bezpieczne. Ruszyłam przed siebie w kierunku szumu fal. Wydawał się odległy, ale nim się obejrzałam dotarłam do wąskiego wejścia na plażę. Odetchnęłam głęboko chłonąc widok. Za spękaną taflą, która sięgała nieba, kotłowała się granatowa toń. Niebo spowite czarnymi chmurami rozbłyskało groźnie. Błyskawice, jedna za drugą uderzały w morze. Poczułam otaczające mnie w pasie dłonie i cichy szept.>
-Niebawem runie… <Wybrzmiało czule.> Po co czekać Elbereth? Czuję Twoje zmęczenie. Ciężar bezsensownych trosk…
-Znacznie mi to utrudniasz El. Popychasz do czynów i słów, które ciążą.
-Kiedy pojmiesz, że okłamywanie siebie samej do niczego nie prowadzi? Może gdybyś przestała roztrząsać każdą drobnostkę. Nie zbawisz świata i nie ocalisz wszystkich. Wojna niesie za sobą ofiary. W końcu zawahasz się w najmniej odpowiednim momencie i zginiemy. Zadręczasz się bez potrzeby… Zobacz. Pochłonie Cię bez reszty, gdy w końcu upadnie. Tego chcesz? Pogrążyć się w szaleństwie? Pożądasz mocy, przed którą nie możesz się zawahać.
-Nie chcę by nazywali mnie zabójcą… A mimo moich starań i tak to czynią. Wszystko przez Ciebie. Moja magia ma chronić wszystkich mieszkańców tych ziem. Starców, kobiety i dzieci, które nie powinny doświadczać wojennej zawieruchy. Za to ty czaisz się w ciemności wyczekując tylko chwil słabości.
-Doprawdy… aż żal słuchać tych komunałów. Skoro chcesz ich ocalić to zrób co do Ciebie należy i pozwól mi działać. Nie ma wojen bez ofiar. Przejrzyj na oczy Elbereth. Nie ocalisz wszystkich, ale możesz spróbować. Sięgnij po moc, która Ci w tym pomoże. Spójrz…
<Niebo zaczęło zachodzić chmurami przysłaniając słońce.>
-Zamknij oczy… <Moje powieki opadły ciężko, gdy spadły pierwsze krople deszczu.> Śpij….
Khainie, Panie zemsty i wojny usłysz mój głos. <Wyjęłam sztylet. Dłonią chwyciłam ostrze u rękojeści i przesunęłam powoli. Ciepła krew zaczęła spływać. Deszcz przybrał na sile. Otworzyłam oczy spoglądając w niebo.> Wysłuchaj Nas, jak tamtego dnia na arenie i bądź łaskaw zesłać na Nas moc niosącą zagładę mym wrogom. Niech ziemia stanie się brunatna od ich krwi, a krzyk rozpaczy popłynie ku Tobie niczym pieśń. Daj mi siłę, która wyrazi mój gniew. Potęgę, którą rozniosę całe armie w perzynę. Pozwól bym w Twym imieniu przelała całe morze krwi… Niech me serce bije dla Ciebie mocno, a świat pada na kolana w trwodze przed obliczem bezwzględnego Pana. Nic nie powstrzyma psa wojny… <Podniosłam krwawiącą dłoń do ust zlizując własną posokę. Tafla zaczęła pękać z trzaskiem, a ogłuszający ryk morza wypełnił moje uszy. Wszystko pochłonął mrok.>


<Uniosłam powieki. Martwym wzrokiem spojrzałam na krwawiącą dłoń. Czułam odrętwienie i słony posmak w ustach. Potrzebowałam chwili by zrozumieć, gdzie jestem. Rozejrzałam się po pokoju wzdychając ciężko. Nie byłam pewna na jak długo odpłynęłam myślami. Z trudem wstałam by rozprostować nogi. Schowałam sztylet.>
-Długo tak siedziałam? <Zapytałam schrypniętym głosem.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1187

PostWysłany: Czw Lis 14, 2019 00:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Szybko przekonałem się, że sytuacja Arkata, ba, całej dzielnicy krasnoludzkiej jest po prostu zła.

Co więcej Arkat wyjawił, że tak naprawdę frakcje stojące w opozycji do van dem Kuypersa oraz Wiedźmy nie współpracują ze sobą. Więcej. Nie mają ze sobą w ogóle kontaktu.

- W sprawie Altdorfu? Dostałem wiadomość od jednego z moich kupców przebywającego w okolicach stolicy. Manaleli nie chciał otwarcie nic potwierdzać, powiedział tylko, że to bardzo prawdopodobne. Co dla mnie znaczy, że się wydarzyło... <Krasnolud wzdrygnął się na wzmiankę o interesach.> - Jest źle, te ludzkie szumowiny z dyrektoratu przeszkadzają mi jak mogą. Staram się utrzymać profit ale ich jest więcej, a z niedostatkiem złota trudno jest prowadzić boje kupieckie... Jeśli coś się szybko nie zmieni... w ciągu miesiąca to ja będę musiał pożyczać złoto od kogoś...


- Czyli mówiąc krótko... jesteśmy w dupie. - zrobiłem kwaśną minę - Jest pewien... interes którym możemy się zająć. Twierdza na Upadłych Wzgórzach przetrwała oblężenie i z pewnością wymaga uzupełnień zapasów i napraw. Myślę, że to pozwoli nam zyskać sojusznika w Morrytach i polepszyć pozycję krasnoludów w Marienburgu. A jak z Twojego punktu coś takiego by wyglądało?

Arkat podrapał się po brodzie i usiadł ciężko na wolnym płaskim miejscu.

- Twierdza na Upadłych Wzgórzach... To wyzwanie. Ale jeśli się uda to masz moje błogosławieństwo. Mówiłem ci, że tam wpuszczają tylko Morrytów?

- Wspominałeś. Kapłana Gazula by tam wspuścili? - zapytałem bez ogródek - Ewentualnie kogoś z pozwoleniem od Mistrza Zakonu?

- Sądzę, że tak, Jeśli Mistrz Zakonu się zgodzi to wpuszczą każdego komu wyda pozwolenie.

- Myślę, że to da się załatwić. Tylko potrzebowałbym Twojego udziału. By z tego wyszedł dla nas profit wizerunkowy, a dla dzielnicy materialny.

- Mojego udziału? Mam napisać list? Przekonać innych braci? Sypnąć złotem?

Oblizałem wargi i pogładziłem wąsa pod nosem.

- Jesteś... bardziej rozpoznawalną postacią niż ja, Arkacie. Mówisz w imieniu krasnoludów i niziołków. Jeżeli ty się skontaktujesz z Mistrzem Zakonu z propozycją pomocy dla Wzgórz ma to większą szansę powodzenia... wydźwięku. Dania ludziom sygnału, że krasnoludy się troszczą o miasto i że te ploty i nieprawdy o nas mówione to stek bzdur. Tak to widzę... choć w dyplomacji jestem z pewnością mniej biegły niż ty. Jeżeli Manaeli mnie poprze może Wzgórza przyjmą tylko mnie. Znam się na kamieniarstwie i inżynierii, ale wątpię, by to miało dostateczny rozmach.

-Zgoda. Mistrz Morrytów powinien być teraz w Marienburgu. Postaram się dostać do niego czym prędzej i przedstawie mu twój pomysł. Nic nie stracimy a jeśli się uda to naprawdę będzie dla nas spory ratunek.

Skinąłem głową.

- A ja skontaktuję się z Manaelim i rycerzem Morra, którego miałem okazję poznać. Jego nazwisko to Blass.

Rozmowa chyliła się ku końcowi, a ja dopiero teraz sobie przypomniałem pewną rzecz, o której powiedziałem Axerundowi i Jordiemu, ale Arkata jeszcze o tym nie powiadomiłem.

- Rozmawiałem z kapłanem Morra... Ecoliono. Zrobił obchód po świątyniach. Kuypers przekupił Heinrichowców oraz Verenitów. Manaanici i Shallayici są po naszej stronie...

- Myślę... myślę, że jeszcze napiszę do Ecoliono z prośbą o to, by wraz z kapłanami Manaana poprosił bogów o wskazanie co się stało z naszymi statkami. Chociaż o wskazówki. To mogą być cenne informacje.

- Jest jeszcze jedna bardzo zła wiadomość. Rada Elfów wyniosła się z miasta i w ich dzielnicy zasiadają teraz ich mroczni kuzyni. Podejrzewam, że zaczną wysyłać asasynów na ludzi, a my mamy się nie wtrącać w ich sprawy jeżeli chcemy żyć.

Patrzałem na Arkata kiedy słuchał tych rewelacji i widziałem, że niektóre z nich w niego mocno uderzają. Jakby poczuł się czymś zawiedziony albo bardzo dotknięty.

Pożegnał się i pozostawił mnie samego. Ja zaś przerywając na chwilę pracę zabrałem się od razu do pisania.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3889
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Lis 23, 2019 10:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Razem z Różą i Etelką wróciłaś do pokoju. Dziewczyny zajęły się rozmową kiedy ty pogrążyłaś się w medytacji. Najpierw odbyłaś rozmowę ze swoją panią. Nie byłaś zadowolona z tego co się dowiedziałaś. Elfka przesłała ci wiedzę na temat składników potrzebnych to wytwarzania mikstur rezerwuaru magicznej mocy. Nadal jednak posiadając owe składniki będziesz musiała znaleźć alchemika , który to dla ciebie uważy. Zniecierpliwiona zwróciłaś się do Khaine a twoja pani wsparła cię w modlitwie. Khaine , bóstwo mordu odpowiedziało na twoją prośbę:
<W czerni ciemniejszej niż noc, ukazała ci się karmazynowa mara potężnej rogatej istoty z obnażonymi kłami i sztyletami dzierżonymi w czterech ramionach. Donośny słodki głos rozbrzmiał niczym pieśń.>
"Zbłąkana duszo... zwracasz się do mnie abym cię zaakceptował kiedy ty sama się nie akceptujesz. Nie możesz służyć dwóm panom. Wróć do mnie kiedy pozbędziesz się tego bezsensownego sumienia które się dławi. Poświęć się całkowicie ścieżce mordu a wtedy twoje zasługi zostaną nagrodzone. Do tego czasu, będę cię obserwować... Masz potencjał Elbereth jednak marnujesz go na litość i oglądanie się na innych. Wszystko będzię prostsze gdy odrzucisz swoje bezużyteczne uczucia i rozważania powiązane z tak zwanym dobrem innych... Wróć do mnie z modlitwą gdy naprawdę będziesz gotowa..
<Ocknęłaś się w izbie z zakrwawioną dłonią. Dziewczyny spoglądały na ciebie ze zdziwieniem...Chwilę później karczmarz zapukał do drzwi waszego pokoju i rzekł.>

-Przepraszam, że niepokoję ale jakichś dwóch posłańców czeka na panią...

<Pospiesznie "opatrzyłaś" ranę i nieufna ale zaciekawiona wyszłaś aby dowiedzieć się o co chodzi. Rzeczywiście w głównej sali czekało no ciebie dwóch ludzi. Jeden nie pozostawiał wątpliwości,czarna szata i dewocjonalia pana śmierci i snu mówiły że przysłali go morryci. Drugi to przeciętny typ w brązowej skórzni z kołnierzem, z płaszczem przeciwdeszczowym narzuconym na ramiona. O tyle o ile wiadomość od morrytów była jasna i czytelna, miałaś stawić się w zamku na wyspie Rijeka, o tyle wiadomość od drugiego posłańca była pokrętna i musiałaś się chwilę zastanowić zanim doszłaś do wniosku, że to prymitywny kod Klausa, który prosi cię o spotkanie w miejscu gdzie ma cię zaprowadzić owy posłaniec.>


<Rhunar>

<Rozmowa z Arkatem okazała się dość owocna. Stary kupiec udał się w swoją stronę a ty napisałeś do kapłana Gazula oraz rycerza
i kapłana Morra. Razem trzy wiadomości. Odsunąłeś myśli na bok by zająć się pracą nad pancerzem. Tworzenie szło powoli ale chciałeś osiągnąć jak najlepsze efekty. Zmęczony udałeś się na spoczynek by wznowić pracę następnego ranka. Koło południa Arkat ponownie pojawił się u ciebie w warsztacie.

-Mam nowe wieści. Zacznijmy od dobrych. Dziś rano przybył posłaniec od morrytów i chcą ciebie widzieć na wyspie Rijeka dzisiaj. Nie wiem czy
chodzi o nasze plany wzgledem twierdzy czy to coś jeszcze ale raczej zaproszenie niż list gończy więc jestem dobrej myśli. Jest tam zarówno
Mistrz Zakonny jak i ten rycerz o którym wczoraj wspomniałeś. Ja przedstawiłem im naszą propozycję ale chcą więcej szczegółów, może o to chodzi. Jest tu także kapłan Morra zwany Ecoliono, chce z tobą zamienić kilka słów. Ze złych wiadomości, mamy zamieszki w mieście. Ktoś zamordował handlarza żywcem w Południowym Porcie i teraz banda rozwścieczonych ludzi robi zamieszanie przed naszą dzielnicą. Podobno wielu świadków widziało krasnoluda uciekającego z miejsca zdarzenia. Musiałem zamknąć dzielnicę i wprowadzić dodatkowe patrole uliczne. Jest znacznie gorzej niż myślałem.


<Tellan>

<Po interesującej pogawędce z nieodłącznym druhem postanowiłaś się pomodlić do Pana Śmierci i Snów Morra przygotowując się na spotkanie z Mistrzem Zakonnym. Modlitwa nie była długa ale za to żarliwa. Czarny Kruk czekał na ciebie przy wyjściu z kaplicy. Przywitałaś się jak należy i razem ruszyliście na spacer po placu zamkowym.>

-Dziś wyglądasz lepiej, ale sporo brakuje ci jeszcze do pełni zdrowia, Tellan. Obiecałem, że pomogę w twojej sprawie i tak czynię. W ciągu jednego dnia powinni się tutaj zebrać wszyscy potrzebni nam... przyjaciele. Nie będę wdawał się teraz w szczegóły ale masz tylko kilka dni aby przygotować swój umysł i ciało do walki o ukochanego. Za pomocą wysokiej magii stworzymy dla ciebie przejście do miejsca gdzie przebywa twój ukochany mąż. Będziesz musiała udać się tam sama a my postaramy się abyś miała otwartą drogę powrotną.
Nie pytaj mnie o drobiazgi ponieważ wiele kwestii muszę jeszcze przedyskutować z resztą zaangażowanych w to zadanie osób...

<Morryta położył ci dłoń na ramieniu i rzekł całkiem poważnie.> -Jeśli damy z siebie wszystko będziesz tu razem z Iruyhem w ciągu tygodnia...



<Ecoliono>

<Po porannych modłach poprosiłeś kapłana Manaleliego o radę w sprawie swoich snów. Opowiedziałeś mu wszystko ze szczegółami tak jak widziałeś
to w swoim śnie. Krasnolud zasępił się i po długich przemyśleniach rzekł.>

-Niewiele mogę tu pomóc. Według mnie twój sen jasno mówi, że ktoś wykorzystuje lub wykorzysta krasnoludzką rasę do czegoś bardzo złego. Nic mnie jednak nie wiadomo aby pod Marienburgiem czy innym dużym miastem... <Krasnolud zaciął się na chwilę.> - Powiadają, że pod Altdorfem jest wielki skarbiec ale ja nie mogę tego potwierdzić... Wybacz, że nie pomogłem zbyt wiele...

<Nic więcej się od Manaleligo nie dowiedziałeś. Razem w chłopcem poszedłeś więc do domu krasnoludzkiego kupca Arkata, gdzie powinien przebywać Rhunar. Na wejściu do krasnoludzkiej dzielnicy inaczej niż zwykle zostaliście zatrzymanie przez krasnoludzką straż i dokładnie wypytani o cel i długość pobytu w dzielnicy krasnoludów. Prowadzący cię Mathieu opowiedział ci co dzieje się wkoło. Wygląda na to, że ludzie się strasznie zdenerwowali na krasnoludy i dzielnica została zamknięta. Przed domem Arkata kazano ci zaczekać na kowala jeśli cię przyjmie. Krzyki i podłe wyzwiska w stronę krasnoludów dochodzą do twoich uszu z głównej ulicy.>



<Kurt>

<Powrót do zdrowia dłużył się ale z dnia na dzień widać było, że zarówno z ciebie jak i z Aniki wychodzi coraz więcej trucizny a wasze ciała znów nabierały rumieńców. Anika podziękowała ci za tarczę i nawet się uśmiechnęła. Rzeczywiście wspólne cierpienia zbliżały was do siebie. Za wcześnie było jeszcze na harce czy ćwiczenia ale pomagaliście sobie na ile starczało wam sił. Etelka chyba celowo zostawiała was samych na długo. Na nowiny o ćwiczeniach z nożami i doliniarstwem Etelka zaśmiała się pod nosem - Od jutra... - mruknęła i umknęła aby przynieść wam ziół. Wróciła po chwili pocałowała was oboje w czoło i już jej nie było. Anika usiadła obok ciebie i z rozpogodzoną twarzą powiedziała zadowolona. >

-Cieszę się, że przestałeś się gniewać Kurt...

<Mieliście kilka klepsydr spokoju po czym Etelka znowu wróciła na chwilę uchylając drzwi.> -Podobno Altdorf upadł... ale teraz musze jeszcze pomóc Elbereth. Wrócę później...<I znów jej nie było. Jakiś czas po tym do waszego pokoju zapukał posłaniec z wiadomością od morrytów. Treść była jasna. Jeśli czujesz się na siłach i chcesz pomóc Tellan, powinieneś stawić się na wyspie Rijeka aby omówić szczegóły. Nie było wzmianki o tym czy masz przybyć sam czy razem z dziewczynami. >



<Klaus>

<Rozmowa z Brunem była znacznie dłuższa niż zwykle. Zauważyłeś, że aż się trochę poirytował. Odpowiedział na tyle ile mógł. >

-Na mnie już czas. Jeśli będę wiedział coś więcej to się dowiesz. Postaram się zorganizować te wszystkie rzeczy a ty nie sprawiaj kłopotów Klaus.

<Ponownie zostałeś sam na kilka klepsydr. Bruno wrócił z nożyczkami i czernidłem dla ciebie. >

-Posłaniec wysłany, reszta zależy od twojej przyjaciółki. Muszę cię zostawić, mam swoje zadania wyznaczone przez gildię. Trenuj, przyda ci się jeśli nadal będziesz chciał wyzwać mistrza gildii z Feriel.
Do następnego razu...

<Masz znowu czas dla siebie. Powinieneś być wdzięczny losowi za chwilę odpoczynku od tego wszystkiego co dzieję się tam na zewnątrz chociaż niektórzy po prostu nie usiedzą w miejscu.


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 24, 25, 26  Następny
Strona 25 z 26

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.