Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 26, 27, 28 ... 36, 37, 38  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Gru 12, 2019 02:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Odwiedziny Elbereth i rozmowa z nią zajęły mnóstwo czasu. Były jednakże bardzo owocne. Wyjaśniliśmy sobie wiele istotnych kwestii, choć nie przez cały czas było miło. To była chyba pierwsza okazja by tak swobodnie i otwarcie podjąć różne tematy. Od tego co nami kieruje w życiu, przez kwestie towarzyszy, aż po kwestie wrogów i przyjaciół. Obgadaliśmy Wietrznicę, Szaraka, von dem Kuypersa, Lucasa, zabójców z Feriel, ale również sprawy dotyczące Iruyha, Beltheriona, Tellan, Kurta i co najważniejsze, podzieliliśmy się swoją wiedzą na temat Etelki. Jedno było pewne, moje plany co do wykorzystania elfki do eliminacji Feriel okazały się płonne. Wszystko się posypało w tej kwestii, a trzeba było działać teraz szybko. "El ma rację w jednej sprawie. Siedząc tutaj nic nie zdziałam. Dodatkowo sprowadzenie jej tutaj, ale i też częste wizyty Bruna i Sheeny, stanowią duże zagrożenie dla mojego bezpieczeństwa. Jeżeli ktoś mnie tutaj zaskoczy, to nie wyjdę z tego żywy. Muszę więc opuścić tę piwnicę jak najszybciej. Za dnia nie ma sensu, ale w nocy jak najbardziej. Muszę tylko wcześniej zmienić swój wygląd.">


<Spoglądam na leżące na stoliku nożyce i czernidło, jak i na strój, który udało mi się skompletować z tego co znalazłem w piwnicy. "Nie no, przecież sam sobie włosów nie przytnę w żaden sensowny sposób. Ani nie poczernię tak, by to wyglądało naturalnie. Niech to szlag, nie pomyślałem o tym." Siadam i przez chwilę zagłębiam się w myślach. Coś mnie bardzo męczy. Widać, ze nie potrafię zachować spokoju. Wstaję i chodzę w tę i z powrotem. "No dobra. Inaczej się nie da. Zmiana wyglądu musi poczekać na spotkanie towarzyszy. Elise była by w tym najlepsza chyba.">


<Kolejne klepsydry spędzam na zbieraniu swoich rzeczy. W torbie dodatkowo lądują nożyce, czernidło i strój do przebrania. Sprawdzam porę dnia, lekko wyglądając przez okno piwnicy. Jeśli się okazuje, że nadal jest jasno, to wracam do ćwiczeń rzucania nożami, zachowując czujność, gdyby ktoś nagle chciał wejść do środka. Czynię tak, póki nie zrobi się naprawdę ciemno. Wtedy zbieram swoje rzeczy, razem z zestawem noży, i zachowując pełną ostrożność staram się wyjść na zewnątrz. "Nie mam tu już powrotu. To wiem od przyjaciela. Ale nie mogę zdradzić tego miejsca nikomu, więc muszę być nad wyraz ostrożny." Z ogromną uwagą i powoli opuszczam lokum, a następnie, unikając kontaktu z kimkolwiek, staram się skierować się do Rzemienia. Robię to powoli i bardzo ostrożnie. Zatrzymuję się co chwilę i chowam, starając się ocenić sytuację na ulicach. Jeśli jest okazja wspinam się gdzieś na dachy budynków, by stamtąd ocenić na spokojnie jak wygląda sytuacja. Im jestem bliżej karczmy, w której zatrzymali się moi towarzysze, tym moja ostrożność rośnie, a tempo poruszania się zmniejsza. Staram się wyłowić z otoczenia zabójców, którzy mogą obserwować karczmę, w której zatrzymali się moi towarzysze. Jeśli trzeba nie waham się, by takowych wyeliminować. Ale robię to ostrożnie i zachowaniem mego bezpieczeństwa i tak, by nie zdradzać swojej pozycji. Ostatecznie moim celem jest dostanie się do środka karczmy, ale tak by nie zostać zauważonym. Najlepiej nie głównym wejściem, ale może z dachu, czy też wykorzystując jakieś tyle, czy boczne wejścia.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1608

PostWysłany: Nie Gru 15, 2019 13:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ściągnęłam brwi na rewelacje o naukach i nalałam dziewczynom. Odłożyłam butelkę przyglądając się przez dłuższą chwilę Różyczce.>

-Jeśli chce się uczyć posługiwania bronią to nie widzę przeciwwskazań, ale to nie jest jej przeznaczeniem. Wątpię by kiedykolwiek skorzystała z nauk. Tak delikatna i wrażliwa dziewczyna, jak ona nie będzie w stanie zranić czy zabić, nawet w obronie własnej. Od tego ma mnie i swojego brata.

<Popiłam puszczając do niej oko.>

-Ach… Jak chcą to niech skoczą po kolację. Minęło trochę czasu i najwyraźniej straciłeś jego poczucie w towarzystwie dziewczyn. Skoro mamy porozmawiać od serca.. Mnie ich obecność nie wadzi, choć może wolałbyś w cztery oczy? Tak, czy inaczej Róża nie najlepiej czuje się na razie we wspólnej sali, więc może zamówmy posiłki do pokoju? One zajmą się sobą, a my omówimy nasze sprawy.

<Wzruszyłam ramionami, jakby mi było właściwie wszystko jedno.>

-Nasz przyjaciel narobił sobie niemałych kłopotów próbując podpalić Feriel. Dotąd sądziłam, że to ja przoduję w najbardziej nierozsądnym działaniu, ale widać ktoś tu chce odebrać mi to zaszczytne miejsce. Jeszcze mu brakuje trochę, ale kto wie?
<Uśmiechnęłam się.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 173

PostWysłany: Nie Gru 15, 2019 19:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Podziękowałem jeszcze raz krasnoludzie u kowalowi i ruszyłem w stronę tłumu. Starałem się znaleźć jakieś podwyższenie, tak by tłum nie tylko mógł mnie usłyszeć ale i zobaczyć.

Kilka razy uderzyłem kijem, by zwrócić na siebie uwagę.

-Słuchajcie, mnie uważnie mieszkańcy Miasta Marinburg.
Czy przyszłoscie tu szukać sprawiedliwości? Czy jednak to jedyne czego szukacie to śmierć i mord. Czy tego właśnie pragnieniecie, przelanej krwi - i to nazywacie sprawiedliwością, na dobrych Bogów!
Czy oskarżenia które padają z waszych ust są prawdziwe - jak łatwo nam ludzią przychodzi wypowiedzenie słów kłamstwa i oszczerstwa.
Oskarżacie, ale czy któryś z was jest bez jakiekolwiek winny - sami widzimy zło które ma nas otaczać, ale nikt z was jak widzę niewidzi zła w sobie. Potraficie głośno krzyczeć o winach innych ludzi czy też jak tu mówicie o złych czynach starszej rasy, łatwo jest oskarżać innych o zło całego tego świata - a samemu pozostawać ślepym i głuchym na własne grzechy i czynione zło!

Czy zadaliście sobie może bracia i siostry ważne pytanie? Kiedy ostatni raz pomogłem ubogieiemu, napoiłem spragninego, pomogłem temu który upadł...!?
Mimo tego że jestem ślepce... to nawet ja dostrzegam to jak w pogoni za mamoną mieszkańcy tego miasta zapomnieli czym jest współczucie i miłosierdzie - te dwie cnoty którymi zawsze powinien kierować się każdy czlowiem. Staliscie się zepsuci i gnuśni, pozwalając by kierowały wami najniższe żądze i pragnienia - chciwość, obżarstwo, gniew i pycha.
Co gorsza nie pamiętacie o tym że siłą tego miasta jest współpraca i zaufanie - zapomnieliscie czym jest jedność i to w momencie gdy u bram miasta stoi odwieczny wróg, słudzy plugawych bogów - biada wam gdyż swymi podłymi czynami otwieracie bramy miasta dla sług zła i nieszczęścia.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Wto Gru 24, 2019 00:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ucieszył się że wróciła. Pilnowanie Różyczki mimo wszystko wolał oddać czarodziejce. Nie miał pojęcia co by z nią zrobić gdyby cała heca zwaliła mu się na głowę. Już przywykł do tego że Elberetch zachowuje się “po swojemu”. Rozsiadł się wygodnie i pozwolił jej mówić. Był ciekaw co z Klausem. Niemniej czarodziejce znów udało się podnieść mu ciśnienie.

“Najpierw wskakuje na mnie żeby tylko dziewczyny się nie pokapały a teraz to jak chcę być ten skryty? Ech… za babą nie trafisz” Pocieszył się starym powiedzeniem.

’- Myślałem że będziesz chciała pogadać na osobności. Wiesz, wcześniej prawie mi język odgryzłaś byle by pogadać w cztery oczy. - Odgryzł się elfce jakby urażony. - Twoja rzecz. Nożownika z niej nie zrobię. Za późno i za mało czasu. Ale musiałem coś wymyślić żeby się nie nudziły. Od nadmiaru czasu w głowie lęgną się robaczywe myśli. No i nie znam przypadku by komuś trochę ruchu zaszkodziło. A właśnie… Etelko - Zwrócił się do młodej bretonki. - Bądź tak dobra i zejść na dół i zamów i naszej dobrej gospodyni jakieś jedzenie dla nas Wypytaj dziewczyny na co miałyby ochotę, a dla mnie coś z boczkiem. A dla pani Elberetch wędzonego sera do wina oraz piwa i wędzonej kiełbasy dla mnie. Po wysiłku Różyczce należy się porządny posiłek. - Uśmiechnął się złośliwie widząc że dziewczyna przygląda się im uważnie. Albo podsłuchuje, albo czeka na kolejne “momenty” albo jedno i drugie. Etelka chwilę się kręciła jakby oblazły ją mrówki w końcu obrażona wyszła z pokoju po zamówienie.

Feriel? Czyli… - wolał się upewnić o co chodzi elfce. - Każdy kombinuje nawłasną rękę jak spotkać się z Morrem. Pytaniem jest tylko kto kogo na takie potkanie zabierze ze sobą. - powiedział nostalgicznie. - To co tam uzgodniliście. Ja i tak będę musiał prędzej czy później udać się na Rjekę.


<Uśmiechnęłam się tajemniczo na wspomnienie “odgryzania języka”, ale nie skomentowałam tego popijając wino. Widać, że starałam się pić powoli. Mimo to zdążyłam osuszyć kubek nim skończyłeś mówić. Spojrzałam na butelkę, w której z pewnością było jeszcze wino. Jednak nie dolałam sobie, za to nieco się zarumieniłam. Odstawiłam trunek.>
-Powinnam mniej pić… - <Mruknęłam cicho pod nosem, chyba bardziej do siebie.> - Taak.. Feriel. Nasz przyjaciel dołączył do zacnego grona chodzących trupów… jeśli tak to mogę ująć. <Zachichotałam rozbawiona własnym stwierdzeniem.> Chciałabym mu pomóc, ale nie oszukujmy się, nie wysadzę w powietrze całej karczmy z wszystkimi zabójcami w środku. A i atmosfera w mieście jest dość napięta… Już widzę, jak zareagowaliby ludzie, gdyby elfka zaatakowała jakąś spelunę. <Wzruszyłam ramionami.> Jakoś to załatwimy. Wbrew pozorom Feriel to nasze najmniejsze zmartwienie, groźne, ale najmniejsze. <Spojrzałam na Ciebie. Zdjęłam torbę przez ramię i delikatnie położyłam ją na ziemi.>
-Od razu lepiej.. nie spodziewałam się, że tyle będzie ważył. Jak chcesz to popłynę z Tobą. Na chwilę obecną nie mam im nic do powiedzenia.. no może z wyjątkiem kilku cierpkich słów i obelg, ale kto wie. Może przyślą kogoś kto wyjawi mi więcej szczegółów ich..zaproszenia. Tak, czy inaczej muszę porozmawiać z samą Tellan. A co do ustaleń…
<Przysiadłam się bardzo blisko, pochyliłam ku Tobie i zniżyłam znacząco głos.> Wolałabym je wyszeptać do ucha. Nie mam pewności, ale nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie podsłuchuje. I nie mam na myśli dziewczyn… one im mniej wiedzą tym lepiej.

“Znowu się zaczyna…”
Pomyślał zrezygnowany. Jednocześnie czująć przyjemne mrowieni. Chyba naprawde zaczynał zdrowieć.
To co może dziewczyny pomogą Etelce szukać jedzenia? Czy wolisz mieć Różyczkę na oku?


<Zerknęłam na dziewczynkę najwyraźniej rozważając tak prostą decyzję. W końcu westchnęłam.>
-Idźcie dziewczyny. Jakby coś się działo krzyczcie. Z pewnością przybiegniemy w mgnieniu oka.

- Nie zapomnij tego noża co ci został gdy spalili karczmę Ingrid - Dodał pośpiesznie Kurt.

<Gdy już zostawiły Nas samych sobie pokręciłam głową.>
-Czasem ciężko opiekować się kimś kto na Tobie polega. Cały czas myślę, czy mogę je spuścić z oka. Ekhm…

[i]- Jakie “Je”? Kogoś jeszcze poza Różyczką? - zapytał zaskoczony najemnik.


<Równie zaskoczona spojrzałam na Kurta. Po czym nieco speszona spojrzałam w bok.>
-No wiesz… co to za pytanie.. doprawdy… Czuję się odpowiedzialna za Twoje dziewczyny. Martwię się o nie tak samo, jak o Różyczkę. O Ciebie zresztą też.. czy tam o Klausa. W końcu mam tylko Was.. <Odchrząknęłam.> A co myślałeś? Gadam czasem od rzeczy, czy grożę, ale przecież Wam krzywdy nie zrobię. Prędzej spopielę każdego kto spróbuje.

<Kurt czuł że Elberetch coś kręci. Nie miał pojęcia tylko o co chodzi, a w zasadzie o kogo. To że sama wspomniała o dziewczynach mogło być jakąś wskazówką? Cholera gdyby wiedział jak podejść czarodziejkę pociągną by ją za język. Jej gadanie prawie go przekonało ale to że uciekła wzrokiem świadczyło że trafił celnie z pytaniem.>
- Coś kręcisz. - stwierdził nie zapytał. - Sekrety poganiają sekrety. Myślałem że mogę sam o nie zadbać.[i]

<Aż drgnęłam odwracając się ku Tobie wyraźnie poruszona. Stanowczo spojrzałam Ci w oczy.>
[i]-Ja kręcę? Pewnie, że nie mogę Wam wszystkiego powiedzieć. I to z kilku powodów.
<Powiedziałam dość poważnym tonem.> Sama wiedza o pewnych moich sprawach stanowiłaby dla Was zagrożenie, a za niektóre uczynki potępilibyście mnie, co do jednego. <Odchrząknęłam.> Dbasz o nie i nie mam zamiaru Ci odbierać tego przywileju. Tyle, że teraz Ty, one, czy Róża możecie zostać porwani tylko po to by mnie zwabić. Wietrznica zna moje słabe punkty i jest to właśnie przywiązanie do Was. Za każdym razem zastanawiam się, czy nie lepiej byłoby gdybym odeszła, ale nie potrafię. Czuję się za nie odpowiedzialna… no za Ciebie może mnie, bo umiesz zdrowo przywalić. <Wzruszyłam ramionami i wstałam.> Jednak muszę się napić… <Mruknęłam sięgając po butelkę i napełniając kubek. >

“Jery co za baba, gorzej jak z żoną.”
- Chciałas mniej pić. I czego się wściekasz. To ja mogę się wściekać, robię za mięso do bicia. Gdzie się nie ruszę to magia, czarodzieje, demony, zabójcy i tabuny szlachty dybiący na nas i nawet nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Bo każdy ma sekrety które co… głupi Kurt nie zrozumie czy nie musi wiedzieć? A narzekam, nie ale jak pytam to łup w głowę, he? Się nie wściekaj bo i po cholerę. Nie chcesz mówić to nie mów tylko powiedz szczerze a nie zbywaj jak jakiegoś młokosa.


<Najwyraźniej głucha na uwagę o piciu wróciłam z pełnym kubkiem siadając obok i opierając plecy o ścianę. Przetrawiałam przez chwilę, popiłam łyk, po czym się odezwałam.>
-Nie twierdzę, że nie zrozumiesz, czy nie musisz wiedzieć. I nie wściekam się na Ciebie tylko na gównianą sytuację, w której siedzimy po same uszy. I sama właściwie nie wiem dlaczego.. wszystko przez ten cholerny Zweedorf. Uparła się na Nas złośliwa wiedźma bośmy wykonywali zlecenia Hrabiny.. i to Nam z tego przyszło. Ani pieniędzy, ani zaszczytów tylko wiszący nad głowami wyrok śmierci. Ty masz tylko dwie ręce i miecz, a ja tkwię w środku cholernego konfliktu, znienawidzona przez własną rasę oraz perspektywą porodu w trakcie walki. <Popiłam.> Kocham wojnę, ale nie planowałam brać udziału w tej. Chcesz narzekać to słucham. Ja też chętnie zrzucę z siebie to co mi zalega. Jakie chcesz znać sekrety? To, że sypiam z Klausem to pomówienia. <Uśmiechnęłam się popijając.>

- Zdecydowanie nie powinnaś tyle pić bo gadasz głupoty. - Uśmiechnął się - No i te, gratulacje. Tak się chyba mówi jak ktoś w ciąży. - Nie bardzo wiedział jak się zachować w takiej sytuacji. - Gów… - zaciął się - nic mnie nie obchodzi z kim sypiasz. - poprawił się - Tsza było powiedzieć że masz na myśli Różyczkę i dziecko. Myślałem że chodzi o dziewczyny. Wiesz bo to dotyczy bezpośrednio mnie. W sumie za dużo nie mówiły o swojej przeszłości a ja nie chciałem drążyć. Ostatnio Etelka spędza dużo czasu z tobą, jakieś półsłówka, ten dziwny drogi prezent u handlarza bronią… Niby przypadki ale zaczęły mnie nurtować. Potem te rewelacje o Różyczce. Gdyby coś Ci się stało… nawet nie wiedziałbym co z nią zrobić. Wiesz w sensie czy jak by miała się przydać… naszej sprawie.

<Machnęłam ręką na gratulacje, ale skinęłam w podziękowaniu. Najwyraźniej sama nie do końca wiedziałam jak się zachować w takiej sytuacji. Upiłam jeszcze łyk i odłożyłam kubek na ziemię obok łóżka.>
-Sama nie wiem co z nią zrobić. Chcę ją chronić.. jest tylko niewinnym dzieckiem, które znalazło się w tym wszystkim przez przypadek. Chcę sprawić by była szczęśliwa jak dawniej. Nie mam zamiaru jej wykorzystywać w naszej sprawie. Niestety Wietrznica planowała ją złożyć w ofierze, więc nie miałam większego wyboru. Wiedziałam gdzie jest i zleciłam pewnemu mrocznemu elfowi wyciągnięcie jej z łap Rawdericka. Moja rodzina już odpłynęła.. więc podjęłam decyzję, że zostanie ze mną.. tyle, że sama nie wiem co mam dalej z tym począć. <Uśmiechnęłam się niepewnie.> Ale… to jakoś też obmyślę. Co zaś się tyczy Twoich dziewczyn to cóż… <Spojrzałam Ci w oczy.> Faktycznie, spędzam ostatnio więcej czasu z Etelką. Powiedziała mi pewne rzeczy, ale wyraźnie prosiła bym Ci o nich nie wspominała. I nie powiem Ci… o wszystkim. Za to.. tylko sam nie wpadnij w szał… Etelka z racji swojego urodzenia jest nietykalna przez gildie zabójców. W jej towarzystwie nikt nie może nas zaatakować, czy zabić… Nie do końca wiem dlaczego, czy na jakich zasadach, ale mam pewność, że Feriel Nas przy niej nie tknie. Sam Bernard, przywódca gildii, powiedział, że mam szczęście i powinnam ją trzymać blisko siebie jeśli chcę pożyć. Zatem.. to tylko moje przypuszczenia… sądzę, że jest córką kogoś naprawdę potężnego w półświatku.
<Mówiłam spokojnie i cicho obserwując Twoje reakcje na moje słowa.>

<Kurt gwizdnął.>
- No to… to, to jakaś odpowiedz. Wieczór pełen wrażeń. Swoją drogą, ciekawe co robiła w karczmie. Nie zamierzam się wycofać z tego co im obiecałem i nie przejmuj się nie wydam cię. Swoją drogą… gdzie nie spojrzeć księżniczki. hehe. A tak na poważnie w tej sytuacji Dobrze że dziewczyny trzymają się razem i dobrze żeby twoja dziewczyna nauczyła się bronić.


<Pokiwałam potakująco głową.>
-Jeśli będę miała więcej czasu to ją nauczę, ale jak mówiłam… podejrzewam, że nie będzie w stanie zranić nawet w samoobronie. Poza tym amory i romanse jej w głowie, jak chyba każdej panience w jej wieku. <Uśmiechnęłam się.> A Etelka.. znam powód, ale tę historię powinna opowiedzieć Ci sama, gdy będzie gotowa. Nie bierz tego do siebie.. zwyczajnie nie jest gotowa. I nawet ją rozumiem. Sądzę jednak, że powinieneś z nią porozmawiać. Wiesz… przy okazji, tak o. Powspominaj sam swoją rodzinę, czy dzieciństwo, a może sama się otworzy. Podlej winem… <Mrugnęłam do Ciebie porozumiewawczo.> Będziesz miał sporo do przetrawienia, jak Ci wszystko opowie. Teraz nic Ci to nie powie, ale przyjmij przyjacielską radę… Nie panikuj. Ekhm… tak. A z wieczorów pełnych wrażeń. Przypilnowałbyś Różyczki, gdybym chciała spędzić noc poza karczmą?

<Kurt siedział spokojnie mimo że Elberetch skutecznie podsyciła jego ciekawość starał sie zachować kamienną twarz. Postanowił nie wydać elfki przed dziewczynami. Więc musiał powściągnąć swoją ciekawość. Poza tym gdy je werbował obiecał im zerwanie z przeszłością. To co było należało do nich. Przynajmniej dopóki nie ciągnęło się to jak smród za drużyną.>
- Ciekawa propozycja. Pewnie skorzystam. - Uśmiechnął się. “Zwłaszcza że czuję jak wracają mi siły” Zaśmiał się w duchu wspominając wieczory gdy obydwie przychodziły do niego. - Co do Różyczki, pewnie to moje skrzywienie, ale taka nauka nigdy nie idzie w las. Buduje pewność siebie, sprawność, a to przydaje się każdemu. Nawet w romansach. Co do wieczoru to nie ma problemu. Przypilnowałem tyle to przypilnuję więcej. Ino pamiętaj. Ja nadal dochodzę do siebie a jak nie wrócisz to odstawię ją morytom jak będę musiał popłynąć na Rjekę,


-Będę musiała jej znaleźć odpowiedniego kawalera… choć liczę, że jednak zajmie się tym jej brat. Zobaczymy, jak się wszystko potoczy. <Zachichotałam cicho. Zbliżyłam się jeszcze bardziej szepcząc cicho.> Tej nocy będę raczej za ścianą, więc byłabym pod ręką, ale..powiedzmy, że złapaliśmy wspólną nić porozumienia z Namiestnikiem. A na takie spotkanie to ja jej ze sobą nie wezmę. I raczej z niego wrócę, ale gdyby było inaczej… Pod żadnym pozorem nie oddawaj jej moryttom. Już lepiej będzie wysłać ją powozem do ratusza, czy van der Kru..Kryp.. zawsze zapominam. Ale do tego nie dojdzie, bo nie będzie mnie co najwyżej parę klepsydr. Ale może przejdziemy do poważniejszych spraw niż dziewczęta?


- Nie ma sprawy. O Różyczkę się nie bój, amory mi nie w głowie. Nadal kaszel zgina mnie w pół przy byle wysiłku. A co z krasnoludami? Pomogą? - Wyszeptałem jej do ucha. - Mieli jakieś plany co do tej zbroi i całej reszty.

<Położyłam dłoń na Twojej piersi. Uśmiechnęłam się nieco na wspomnienie o amorach, lecz moje spojrzenie wyrażało raczej troskę. Za to już pytanie o krasnoludy wyraźnie zaskoczyło.>
-Krasnoludy? <Wyszeptałam cicho.> Rozmawiałam jedynie z Rhunarem przed naszą podróżą i jasno mu odradzałam wchodzenie do elfiej dzielnicy. Wiem, że on ma pomóc, ale reszta… nie wiem nic o ich zaangażowaniu czy planach. Poszukam jutro Rhunara to porozmawiamy o tym. Czy nadal Cię boli czy to tylko kaszel?

<Kurt uśmiechnął się na słowa troski>
- Jak kaszlę to nieraz aż flaki wykręca i łamie w pół. Sporo tego świństwa już z nas wylazło. Podejrzewam że teraz musi się zagoić to co zostało przez klątwę wyżarte. Ważne że jest lepiej niż było. Dobrze że chociaż on pomoże -Kurt wrócił do tematu krasnoludów- Dobry jest w te klocki i młotkiem potrafi robić jak dojdzie co do czego. Został nam jeszcze tylko Klaus do obsmarowania. -Wyszczerzył złośliwie zęby.


<Zachichotałam cicho.>
-Klaus ma się dobrze, choć sprawy mają się kiepsko. Nie wiem gdzie się ukrywa, bo całą drogę miałam worek na głowie, ale to nie może trwać wiecznie. Powiedział mu gdzie się zatrzymaliśmy, gdyby jednak zdecydował się opuścić kryjówkę. Tyle, że nie wiem kiedy do Nas dołączy. Być może niebawem, a być może dopiero za kilka dni. Musi się przygotować. Jak dziwnie by to nie zabrzmiało… przy Nas będzie najbardziej bezpieczny. <Uśmiechnęłam się tajemniczo.>
-W pierwszej kolejności powinniśmy ściągnąć Iruyha. Ty, Rhuar czy Klaus moglibyście strzec mnie i Melisy, gdy będziemy otwierać przejście dla Tellan. Niest..
<Przerwałam.>

- Niestety… - zdziwił się - Co? zakonni nie dadzą rady was ochronić na tej swojej wyspie? Byłoby dobrze wiedzieć na co się szykować. Nie mam nic przeciwko pilnowaniu twojego tyłka. hihi - zakończył mrugając do niej.

-Dzięki.. hihi.. I co się dziwisz? Tam zakonni.. ich to przy tym nie może być. Inaczej Melisa, Tellan i ja skończymy na stosie. W końcu będziemy jej otwierać przejście na pustkowia chaosu.. Na co się szykować? Hmmm… To ona tam wejdzie. Ja i Melisa niestety będziemy mogły skupić się jedynie na tym czarze, więc waszym zadaniem będzie czujne rozglądanie się po okolicy i zabicie ewentualnych zabójców czających się po krzakach.

- A kogo się można spodziewać? Ludzi, demonów te cholerstwa będą wyłazić przez to przejście? Zakonni darzą albo mogą dać jakąś pomoc, nie wiem w sprzęcie, transporcie, ludziach? Wiesz na ludzi mogę zabrać dziewczyny, szkarady z drugiej strony… nie. Nie zrobię im tego.

<Zasępiłam się nieco.>
-Nie będę Cię oszukiwać, że mam na ten temat pojęcie. Nigdy wcześniej nie otwierałam przejścia i póki nie porozmawiam z Melisą to nie będę wiedziała czego do końca się spodziewać.Wiesz.. specjalizuję się raczej w magii bitewnej. Potrafię siać całkiem spore zniszczenie, gdy nie ma w moim zasięgu niewinnych ofiar. I właśnie dlatego za każdym razem powtarzam byście trzymali się za moimi plecami. Znam się również na samych demonach, ale przejście… zapewne je zabezpieczymy by powstrzymać wyłażenie tych istot z Pustkowi. Nie potrafię Ci jednak dać teraz jednoznacznej odpowiedzi. Zakładam, że powinniśmy spodziewać się ewentualnej agresji ze strony ludzi. A zakonni? Cóż.. aresztowali Nas za mniejsze przewinienie i postawili pod sąd Inkwizycji. Nie spodziewałabym się pomocy z ich strony. To przede wszystkim ludzie wiary, więc jakiekolwiek tłumaczenia mogą do nich nie trafić. Niestety mam do nich ograniczone zaufanie, więc zobaczymy. Przede wszystkim musimy się spotkać i omówić tę sprawę. Jeśli jednak okaże się nazbyt ryzykowna… nie chcę by dziewczyny uczestniczyły w czymś co może im zagrozić.

<Kurt zrobił kwaśną minę.>
- Tu się z tobą zgadzam. Sprawa z Szarym była ciężką nauką. - “A wcześniej Curone” pomyślał gorzko. - Nie są gotowe na takie rozprawy a ja to w sumie tak do końca nie jestem pewien czy chce by były gotowe. Cholera. - Uderzył się pięścią w łeb. “Bierz się w garść” - Czyli czekać. Dobrze by było gdyby zakonni dali nieco broni. Jakieś pancerze, pistolety, proch. Jak by to miało być poza miastem to wozy, jakieś kozły. Żeby zrobić zasłony coby nie siedzieć na otwartej przestrzeni jak z gołym tyłkiem. To kupa rzeczy a wszystko kosztuje.


-Zgadza się… to nie była lekka lekcja… do obozu nie miałam zamiaru Was brać. Niepotrzebnie narażać.. <Pokręciłam nieco głową.> Sprawy ewentualnej obrony omawiaj z Klausem i Rhunarem… ja nie mam o tym bladego pojęcia. Za każdym razem idę przed siebie bez względu na szalejącą burzę. <Uśmiechnęłam się lekko.> Zabijam w zasięgu wzroku i liczę, że mój oddany obrońca ocali me plecy… znajdzie dla mnie drogę ucieczki.
<Powędrowałam wzrokiem ku rękojeści miecza.> Tak samo, jak w życiu nie umiem zadbać o jedzenie, czy dach nad głową, tak idę na bitwę bez myśli by chwycić za miecz.
<Wstałam.> Na pewno coś uradzicie. Powinieneś odpoczywać teraz. Jutro też jest dzień.

- Dobra to nie ma strzępić jęzora po próżnicy. Wszystko zależy co powiedzą czarni zatem. Czy te swoje czary będziecie robić tu czy gdzieś poza miastem. Mnie czeka jeszcze dzisiaj i tak wyprawa na Rjekę. Może tam coś się dowiem. Tera przynajmniej nie jestem jak dziecko we mgle. Zastanawiałem się czy leźć samemu czy z dziewczynami. Ale skoro Etelka to taki atut może bardziej przyda się tu. Ja się w tym mieście chyba jeszcze nikomu nie naraziłem za bardzo. <skończył myśląc na głos. Międzyczasie wróciły dziewczyny z jedzeniem. Gdy weszły obrzuciły badawczym spojrzeniem Kurta i Elberetch potem Anika i Różyczka ustawiły tace z jedzeniem na stole. Najemnikowi zdawało się że dziewczyny wymieniły jakieś znaki ale że nie przyglądał się więc nie miał pewności.>
- Dobrze że jesteście. W sam czas bo zaraz wychodzę. <Kurt zignorował zaciekawione albo nawet zaniepokojone spojrzenia. Spokojnie oderwał kawał chleba umoczył w misce z jakąś smakowitą zasmażką z boczku i cebuli i wpakował w całości do ust>
- Ide na to fpotkane co mofil posfaniec - Kurt zaczą mówić nim przełkną jedzenie - Wrócę pewnie rano. Słuchajcie się pani czarującej. - Mrugną do Elfki znów napychając buzię jedzeniem. - Dobre. - Tym razem odezwał się gdy już przełkną.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3927
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Gru 24, 2019 12:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Zaufałaś Klausowi dając się wieść tam gdzie chciał i jak chciał za pośrednictwem posłańca. Gdy wreszcie ujrzałaś strzelca miałaś okazję rozprawiać z nim na tak wiele tematów, że klepsydry przeminęły jak mrugnięcie oka. Zadowolona z rozmowy wróciłaś do Kurta. Posłaliście dziewczyny po jedzenie i podzieliłaś się wiedzą z Kurtem zanim wróciły z wieczerzą. Pojedliście i najemnik zostawił wasz babiniec abyście mogły odpoczywać. Niestety nie dane ci jeszcze było. Zza zamkniętego okna usłyszałaś szept w eltharinie.>

-El, Klaus przylazł tu za tobą ale go dopadli. Teraz leży na ulicy i się wykrwawia. To pułapka, nawet ja go stamtąd nie wyniosę. Jeśli masz jakiś pomysł to chętnie pomogę. Leży tuż za rogiem.


<Ecoliono,Rhunar>

<Przygotowawszy się ruszyliście na spotkanie z tłumem ludzi próbujących wedrzeć się do krasnoludzkiej dzielnicy. Odział
tarczowników skutecznie zatrzymał tłum obijając co bardziej agresywnych rozrabiaków próbujących się przedrzeć. W powietrzu
latały kamienie, kije, zgniłe warzywa i inne odpadki. Tłum wykrzykiwał wyzwiska w kierunku krasnoludów próbując sprowokować
ich do ataku. Rhunar został w tylnych szeregach natomiast Ecoliono wymacał beczkę na wodę po czym wdrapał się na nią aby wszyscy mogli go widzieć, po czym wygłosił poruszającą mowę skierowaną do tłumu. Powoli tłum milkł, słychać jeszcze było jakieś pojedyncze głosy nienawiści ale i one w końcu zamilkły. Tłum zaczął się zastanawiać nad obecną sytuacją połączoną z zajściem , z powody którego tutaj przyszli. Słowa o dobroci raczej nie trafiły do wielu ale porównanie ich działań do otwierania bram chaosowi widziane nawet przez ślepca wstrząsnęło wieloma ludźmi. Tłuszcza rozeszła się szepcząc i narzekając pod nosem. Tym razem udało się zażegnać kryzys ale następnym razem może nie pójść tak łatwo, szczególnie jeśli ktoś opłaci najemnych zbirów. Widząc niekorzystną sytuację panującą w mieście Rhunar postanowił udać się na wyspę Rijeka w towarzystwie Ecoliono na wypadek gdyby komuś jednak przyszło do głowy zaczepiać samotnego krasnoluda. Kowal Run ukrył twarz pod hełmem a runiczne znaki pod ubraniem aby uchodzić za zwykłego przedstawiciela swojej rasy. >



<Tellan>

<Czarny Kruk uśmiechnął się niewinnie.>

-Dałem słowo, że pomogę więc to czynię. Dlaczego miałbym cię odciągąć od tego co jest najważniejsze w twoim życiu? To było by podłe.

<Mistrz zakonny postąpił kroku ku Tobie stając blisko i patrząc na ciebie z radością w oczach.>
-Moim zdaniem modlitwa i rozmowa z Bogami, którzy cię do tej pory chronili będzie najlepszym przygotowaniem. Porozmawiaj też z samą sobą. Zastanów się nad swoimi słabościami. Nie wiem co tam spotkasz i jaka próba cię czeka. Wiem natomiast, że znasz siebie od jakiegoś czasu. Postaw na to co masz i co wiesz. Nie licz na błysk szczęścia, nie jesteś też w stanie przygotować się na wszystko. Po prostu zacznij żyć w zgodzie ze sobą. Cała wiedza na temat demonów nie pomoże ci tak bardzo jak wiedza o tobie samej...

<Na pytanie o inne osoby podążające za tobą Morryta się chwilę zastanowił zanim odpowiedział. >

-Z tego co wiem ty masz szanse wrócić. Jeśli ktoś chce iść z tobą czy też za tobą to decyzja wyłącznie tej osoby. To ciebie tam oczekują, co jest jednocześnie przywilejem i przekleństwem. Ktoś poza tobą jest czynnikiem losowym zarówno dla nas jak i dla nich. Nie będę nikogo powstrzymywał jeśli zechce tam iść ale sam też nikogo tam nie wyślę. Jak wspomniałem wcześniej, szczegóły omówi kto inny.



<Kurt>

<Kiedy eflka zostawiła dziewczyny pod twoją opieka wziąłeś sprawy w swoje ręce. Etelka nie była zadowolona ale podziubała tarczę na tyle żebyś dał jej spokój.>

-Jak dla mnie to ostrze jest ostateczenością. Wolę pokonać wroga uśmiechem i spojrzeniem <Burknęła pod nosem.>

<Róża niechętnie trzymała sztylet a same pchnięcia traktowała bardziej jak dłubanie niż zadawanie jakichkolwiek ciosów nawet jeśli po drugiej stronie ostrza była słoma. Przetrzymałeś dziewczyny na ćwiczeniach kilka klepsydr choć usilnie próbowały się migać udając zmęczone i znudzone. Wszystkie poza Aniką. Ta mimo osłabienia ćwiczyła sama dla siebie jak robiła to gdy była zdrowa. Niespodziewanie Elbereth powróciła. Dziewczyny zamawiały wieczerzę do pokoju, kiedy ty rozprawiałeś z elfką. Gdy wróciły z jedzeniem posiliłeś się na szybko. W końcu nadszedł czas aby udać na Rijeke zanim ostatni prom przestanie kursować a morryci rozmyślą się z wynagrodzenia twojej ciężkiej pracy. Udałeś się tam sam. Tak na wszelki wypadek.>


<Klaus>

<Nie musiałeś czekać długo do zmroku ponieważ rozmowa z Elbereth zajęła ci sporo czasu. Spakowałeś się i cichcem ruszyłeś przez miasto do
karczmy Skórzany Rzemień gdzie zatrzymała się Elbereth. Byłeś bardzo ostrożny, oglądając się i przystając na moment. Nikogo nie widziałeś aby cię śledził. Wdrapując się na dachy unikałeś ciekawskich spojrzeń i patroli straży. Kilka razy widziałeś jakieś podejrzane postacie na ulicach ale nie było powodu ich zaczepiać narażając się na odkrycie. Byłeś już przy Rzemieniu, na dachu sąsiadującego budynku gdy przenikliwy ,paraliżujący ból przeszył twoje ciało w lewym boku i z prawej,centralnej części pleców. Cierpienie sparaliżowało cię i osunąłeś się z dachu spadając na ulicę. W ciemności usłyszałeś radosny szept.> -Pozdrowienia z Feriel... - < Upadłeś tuż za Rzemieniem w ciemnej uliczce. Nikt cię więcej nie atakował. Musiałeś przeoczyć napastnika, który raczej tu na ciebie czekał niż cię śledził ale kto wie. Sądząc po okropnym bólu i braku kolejnych pchnięć doszedłeś do wniosku, że twoje rany są raczej śmiertelne. Nie umrzesz raczej od razu ale niebawem, może za kilka godzin, może jutro, przy odrobinie szczęścia może za kilka dni. Ból jest okropnie nieznośny i prawie całkowicie uniemożliwia ci poruszanie się. Sam nie ujdziesz z ulicy. Bez pomocy będziesz tu gnił co najmniej do rana.>


<Kurt, Rhunar, Ecoliono>

<Wasza trójka spotkała się na placu twierdzy więzienia na wyspie Rijeka późnym wieczorem. Zostaliście przyjęci przez Templariusza Bertholda Blassa.

-Miło was widzieć panowie. Choć obecność kapłana Ecoliono jest miłą niespodzianką. Zastanawiacie się dlaczego was wezwaliśmy...

<Spacerowaliście po placu pełnym szubienic.> Mistrz zakonny ma dla was propozycję. Nie mogę wam zdradzić żadnych szczegółów poza jednym. Pomożemy rycerzowi Tellan odzyskać to co utraciła. Jesteście zainteresowani współpracą w tej sprawie. Zaznaczam z góry, że jeśli się zgodzicie pomóc , zmiana zdania później będzie bardzo niemile widziana...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus


Ostatnio zmieniony przez Blackswordsman dnia Sro Sty 01, 2020 13:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1608

PostWysłany: Wto Gru 24, 2019 14:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zaczęłam jeść przyniesiony posiłek, ale zdecydowanie wolniej od Kurta. Mnie się już nigdzie nie spieszyło. >

-Nie martw się, zadbam o dziewczyny. A Ty nie rób niczego, czego sama bym nie zrobiła i wracaj do Nas bezpiecznie.

<Uśmiechnęłam się nie zatrzymując go dłużej. Zjadłam syty posiłek zostawiając dziewczynom rozmowę. Wtrąciłam co nieco, lecz nie wdawałam się w dyskusje. Wstałam przeciągając się i już chciałam odpiąć miecz, gdy usłyszałam szept. Zastygłam bez ruchu. >

-Daj mi chwilę… <Odszepnęłam w eltharinie.> Trzeba było ich zmieść z powierzchni ziemi po śniadaniu, a nie iść na kompromisy. Przeklęta gildia…

<Dokończyłam w staroświatowym. Przyjemne rozleniwienie było już pieśnią przeszłości. Ogarniała mnie wściekłość, choć nie na samo Feriel, a sytuację.

Cholerni tchórze… dlaczego akurat w takich miejscach i sytuacjach?! Chcą się tak bawić.. to zobaczymy

Zacisnęłam zęby spoglądając na Etelkę.>

-Feriel zastawiło pułapkę. <Wypaliłam nagle, i choć nie unosiłam głosu to w moim tonie wyraźnie pobrzmiewał gniew.> Ranili Klausa i zostawili na ulicy tuż za rogiem karczmy by się wykrwawiał. Właśnie tak to się kończy. Nie mogę zabawić się z nimi według uznania, bo nie zostanie kamień na kamieniu w dzielnicy. Nie zostawię też towarzysza broni by powoli wykrwawiał się w rynsztoku niemal pod naszymi oknami…

<Mówiłam chłodnym tonem wpatrując się w dziewczynę.>

-Wyjdę po niego, a Ty razem ze mną by odebrać najważniejszą z lekcji życia. <Nie odrywałam wzroku od Etelki.> Konsekwencja decyzji. Twojej, bo prosiłaś mnie bym nie ruszała Feriel i mojej, że na to przystałam, choć mogłam nieco ulżyć naszej niedoli. Nie ważne skąd jesteś… niezależność ma ogromną cenę. Ważne by przewidzieć ile będzie kosztować każda decyzja. Rano mogło to być co najwyżej tylko moje życie. Teraz jest to Klaus, ja i każda niewinna osoba, którą zginie od moich czarów jeśli będę zmuszona ich użyć. <Podeszłam do niej kładąc jej dłoń na ramieniu.> To nie Twoja wina, że masz serce pełne współczucia i nie chcesz niepotrzebnej śmierci. Martwiłaś się o mnie i o nich, ale nasze życie jest wypełnione śmiercią. Innych lub Nas samych. Mam nadzieję, że zapamiętasz to na całe życie. Taka pułapka była tylko kwestią czasu… <Uśmiechnęłam się nieznacznie. Zakładałam, że Etelka zrozumie o co mi chodzi. > Aniko, Ty tu siedź z Różą, a o Etelkę się nie martw. Jej przecież nic nie mogą zrobić. I nikogo nie wpuszczać do naszego powrotu.

<Wzruszyłam ramionami i poprawiłam miecz u pasa.>

- Idziemy… może karczmarz za kilka sztuk złota sam Nam przyniesie Klausa z ulicy.

<Wzięłam dziewczynę pod ramię i wychodząc z pokoju dodałam w eltharinie.>

-Miej na wszystko baczenie. Jeśli mam zginąć to i tak zginę.

<Rozglądając się zeszłam na dół i podeszłam do karczmarza wyjmując mieszek.>

-Mości karczmarzu… ktoś leży w uliczce za rogiem obok Twej karczmy wykrwawiając się na śmierć. Może posłał byś pachołków by go tu przynieśli i po medyka? Same przecież nie będziemy go ciągnąć z zaułka. Zapłacę za fatygę i leczenie nieboraka.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Gru 26, 2019 03:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ruszyłem w kierunku karczmy zgodnie z planem. Nadwyraz powoli, cicho i z uwagą. Każdy ruch, krok, posunięcie były dokładnie przemyślane i wykonane z zachowaniem najwyższych środków ostrożności. Nic nie powinno mnie zaskoczyć. Ba… To raczej ja powinienem zaskakiwać innych, nie dając im żadnych szans na jakąkolwiek reakcję. A jednak… A jednak gdzieś popełniłem błąd. Czy to przez to że byłem już tak blisko celu? Czy może przez to, że po drodze wszystko szło tak gładko i poczułem się zbyt pewny siebie? Nie wiem. Jednak ani nie zobaczyłem, ani nie usłyszałem, ani nie wyczułem niebezpieczeństwa. Dlatego paraliżujący ból, jaki poczułem po dwóch szybkich i wprawnych ciosach, zupełnie mnie zaskoczył. Nie zdążyłem nawet wydusić z siebie słowa, gdy zsuwając się z dachu wyrżnąłem konkretnie o bruk znajdującej się poniżej niego uliczki. Wtedy straciłem przytomność.>

------

<Czuję, że nie mogę oddychać. Ból głowy to jedno, ale to ucisk w klatce piersiowej stanowi główny problem. Wiem, że leżenie na brzuchu tylko pogarsza sytuację, więc staram się podnieść na rękach tak, by stanąć na czworakach. Dzięki temu uwalniam klatkę od ucisku i mogę zrobić kilka płytkich wdechów. Nadal nie mogę oddychać w pełni, ale chociaż mój organizm przestaje wymuszać dopływ powietrza do płuc poprzez niekontrolowany kaszel. Na pewno mam popękane, a może nawet połamane żebra. Ciągle z zamkniętymi oczami staram się dojść do siebie, gdy mrożący chłód zaczyna przebijać się przez dłonie i kolana do mego ciała. Unoszę lekko głowę i ostrożnie otwieram oczy, by po chwili je zamknąć. Okazuje się bowiem, że dość nisko umiejscowione nad horyzontem Słońce razi mnie okropnie, gdy jego promienie odbijają się od zalegającego na dużej przestrzeni wokół mnie nieskazitelnie białego śniegu. Przynajmniej już nie dziwi ogarniające mnie coraz bardziej zimno. Odrywam ręce od śnieżnego podłoża prostując postawę, choć nadal pozostaję na kolanach. Kilka kolejnych wdechów pozwala mi odzyskać rezon i skupić wzrok na tym, co dzieje się wokół. To wtedy zauważam niską postać, która poruszając się pokracznie oddala się pospiesznie ode mnie. Szybkim ruchem sięgam za plecy, by już po chwili mieć w rękach wycelowany w uciekiniera łuk. Jednak coś nie daje mi spokoju. Mam dziwne wrażenie, że moja broń powinna być większa, dłuższa, lepiej wykonana, a ja tymczasem dzierżę jedynie kiepskiej jakości łuk myśliwski. Jedyną pamiątkę po moim ojcu i mym niezbyt szczęśliwym dzieciństwie. Nie rozumiem tego odczucia, jednak frasuje mnie ono na tyle długo, że jak w końcu dochodzę do siebie i chcę wystrzelić, to coś lepkiego i gęstego zaczyna zalewać mi prawe oko. Przecieram je ręką, sprawiając sobie kolejny ból. Lepka maź okazuje się moją krwią, wylewającą się powoli z rozcięcia na czole. Odkładam broń i delikatnym ruchem zaczynam oczyszczać okolice rany świeżym śniegiem. Przecieram też nim samo rozcięcie, co sprawia, że aż syczę z bólu. Wtedy też zauważam kamień wystający z małej połaci śniegu, która powoli nabiera szkarłatnego koloru. Poniżej tego miejsca spostrzegam też wystający z ponad śnieżnej pokrywy gruby konar. Nagle wszystko staje się jasne.>

<Ta oddalajaca się postać to Bruno. Niziołek. Złodziej i akrobata. Odpowiedzialny za zuchwałe kradzieże w dużej części Imperium. Poszukiwany żywy. I tylko żywy. Za martwego nie dostanę złamanego miedziaka. Bo tylko żywy może zdradzić swoje skrytki, pośredników i miejsca, gdzie trafiły przywłaszczone kosztowności. Tropię go od Wolfenburga. I w końcu znalazłem w tutejszych lasach. Schronił się w domku pasterza na jednej z okolicznych polan. Gdy dotarłem na miejsce, wiedziałem, że już mi się nie wymknie. Mała chatka miała tylko jedne drzwi, żadnych okien, a mały otwór w dachu nie dawał żadnych szans na ucieczkę. Za to unoszący się stamtąd dym jasno wskazywał, że niziołek jest w środku. Uznałem, że nie ma co się zastanawiać, czekać na odpowiedni moment i tracić niepotrzebnie czas. Jednym silnym kopnięciem wywaliłem liche drzwi, a jak tylko zlokalizowałem wzrokiem Bruna, to zarzuciłem na niego siatkę. Myślałem, że go zaskoczę. Myślałem, że po chwili będę już trzymał przy jego ciele sztylet, nie pozostawiając mu innego wyjścia jak poddanie się bez walki. No nic łatwiejszego. Niestety myliłem się. Nie wiem czy to przez zbyt szybko i niedokładnie rzuconą sieć, czy przez ten piruet, który kurdupel wykonał, ale udało mu się uniknąć spętania. A zaraz potem przykopał w znajdujące się między nami ognisko tak mocno, że dostałem w twarz masą żarzących się węgielków i iskier. Osłoniłem się ręką, ale moja reakcja była spóźniona. Zostałem na moment oślepiony i stojąc w odrzwiach mogłem jedynie na oślep machać sztyletem. Czułem, że w coś trafiłem, ale i tak po chwili usłyszałem jak konus przeciska się pod moimi nogami i wydostaje na zewnątrz. Słysząc jak oddala się od chatki skupiłem się na sobie. Nieprzyjemny zapach palących się włosów jasno dawał mi do zrozumienia, że muszę szybko zareagować. Klepiąc się po twarzy i głowie ugasiłem szybko nadpalające się tu i ówdzie brwi i włosy, by po chwili zauważyć, że moja nowa śnieżnobiała kurta naznaczona jest już czarnymi, lekko dymiącymi punktami. Zaklnąłem szpetnie. Po chwili jednak zauważyłem na sztylecie ślady krwii. Wtedy wiedziałem, że jest ranny. Krwawi. A to oznacza, że jeszcze nic straconego. Z uśmiechem wybiegłem na zewnątrz, by stwierdzić, że daleko nie umknął. Wyraźnie kulał, a przy śladach jego lewej nogi pojawiły się na śniegu krople krwii. Szybko go dogoniłem i nie tracąc czasu zarzuciłem lasso. Rzut był idealny. Perfekcyjny. Pętla przeszła przez jego głowę i wydawało się, że za chwilę zaciśnie się na jego ramionach i obezwładniony padnie jak kłoda na ziemię. Jednak znowu coś poszło nie tak. Nie wiem czy to znowu jego umiejętności akrobatyczne, czy zbyt późne pociągnięcie liny przeze mnie. Efekt był bowiem taki, że pętla zacisnęła się dopiero na jego prawej nodze tuż nad stopą. Jednak pokurcz i tak przewrócił się jak długi na mordę i przestał ruszać. Uznałem, że to w końcu zwycięstwo. Upokorzony wcześniej postanowiłem mu odpłacić i przeciągnąć po śniegu. Zaparłem się i z całej siły pociągnąłem linę. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że kurdupel złapał się jakiegoś drzewa i zamiast przyciągnąć go do siebie to jedynie ściągnąłem mu z nogi buta. W ten sposób pozwoliłem mu się uwolnić z pęt, a sam wyrżnąłem plecami i głową o zamrożony śnieg. Ból przeszył tylne części mojego ciała, a wściekłość wzrastała w szybkim tempie. Chwile trwało zanim się podniosłem i zebrałem w sobie, by ruszyć po raz kolejny za uciekinierem. Tym razem poruszał się jeszcze wolniej, a dodatkowo w dziwny sposób. No ale bez prawego buta i z raną lewej nogi nie mógł inaczej. Wrzasnąłem i biegiem ruszyłem przed siebie, widząc że z każdym krokiem zmniejszam dystans. Bruno zatrzymał się w pewnym momencie. Stał tyłem do mnie, ale wyraźnie widziałem, że ciężko oddycha. Znowu poczułem, że to już koniec. Że to w końcu ten moment. Pewny siebie zwolniłem i spokojnym krokiem podszedłem do niego. Ale gdy tylko odwróciłem wzrok, by sięgnąć po kajdany, ten konus obrócił się energicznie. Wtedy zauważyłem, że w rękach dzierży wielką, grubą gałąź, którą po chwili oberwałem po nogach. Siła uderzenia była tak wielka, że padłem na ziemię jak długi. W dodatku upadłem tak nieszczęśliwie, że klatką piersiową przywaliłem z dużą mocą w jakiś wystający konar, a czołem w kamień. Wtedy to musiałem stracić przytomność.>

<Trwa to dłużej niż przedtem, zanim udaje mi się odzyskać siły. Bolą mnie plecy, głowa i nadal ciężko mi się oddycha. Odór nadpalonych włosów irytuje, podobnie jak świadomość utraty sieci i lassa, oraz zniszczenie nowego odzienia. Powoli i z trudem zbieram się w końcu by kontynuować pościg. Nie spieszy mi się. Wiem, że daleko w tym stanie nie ucieknie, a charakterystyczne ślady szybko mnie do niego doprowadzą. "Ojciec dobrze nauczył mnie jak tropić zwierzynę. Jak wyszukiwać ślady i jak za nimi sprawnie podążać." Szybko docieram do niedużej wioski otoczonej ostrokołem. Wyraźne, niesymetryczne ślady obu nóg odciskają się w błocie, prowadząc przez jedyną bramę do wnętrza wsi. Ze wzrokiem wbitym w klepisko ruszam między budynki i o mało co nie wpadam na jakiegoś wieśniaka.>
- Czego tu? Czego szuka? Zgubił się? - <Słowa padają szybko, a ton nie jest zbyt miły.>
- Szukam niziołka. Wszedł tutaj przed chwilą - <Odpowiadam szybko, ale nie jestem w stanie skończyć wypowiedzi, bo chłop wchodzi mi w słowo.>
- Wypraszam sobie! To porządna wioska. My tu nie mamy żadnych niziołków albo innych, tfu… nieludzi. Pójdzie stąd. Porządnych ludzi takimi kocopołami nie męczy. No już. Idzie won! Ale raz!
<Machinalnie łapię za głownie miecza, ale po krótkim rzucie oka na rozmówcę odpuszczam. Widząc jego twarz nieskażoną rozumem, baranicę zarzuconą na plecy i czując smród owiec, który roznosi ze sobą, wiem już, że mogę to załatwić inaczej. Drewniane widły w ręku, przestraszenie na moje sięgnięcie w kierunku oręża i umorusany jakimś gównem chłopiec, ukrywający się za jego plecami, utwierdzają mnie tylko w tym, że wystarczy uderzyć w zabobony co do nieludzi i dobrze je ukierunkować, by się go pozbyć z drogi.>
- Jak tam sobie chcecie. Mogę se pójść. Ale jak wam nieludź wszystkie owce na śmierć wychędoży, a potem za dzieciaki się weźmie, to nie miejcie do nikogo żalu. Jak się zakopie w ziemi to go nigdy nie znajdziecie. A tym widelcem to mu nawet jednej dziurki nie zrobicie. Za twardą skórę ma kurdupel jeden. Więc lepiej usuńcie się z drogi i pozwólcie zawodowcowi szkodnika załatwić.
<Ten przydługi jak na mnie monolog spełnił szybko swoją rolę. Wieśniak bez słowa odwraca się na pięcie, łapie za chabety gówniarza i po chwili obaj znikają w odrzwiach jakiejś chaty. Pora więc też i na mnie. Wracając do tropów na błocie i śniegu dość szybko dochodzę do miejsca, gdy te kończą się przy jakiejś owczarni. Smród tych zwierząt jest tam jeszcze większy niż ten roznoszony przez napotkanego chłopa. Tropy nie prowadzą jednak do środka budynku, a kończą się z jego boku. Dwa wyraźnie odciśnięte ślady w śniegu jasno wskazują, że w tym miejscu stała drabina. A ślad krwi na brzegu dachu przekonuje mnie, iż niziołek wlazł na górę. Ostrożnie i po cichu wspinam się więc i ja. I już po chwili zauważam uciekiniera skulonego po drugiej stronie dachu, próbującego chyba na szybko opatrzeć swoją ranę. Staję ostrożnie na nogach, wycelowuję do niego z łuku i powoli zmierzam w jego kierunku, wykorzystując to, że zajęty sobą nie zauważa mojej osoby. Nie trwa to jednak długo, bo gdy jestem w połowie drogi ten podnosi głowę i rzuca wzrok wprost na mnie.>
- Stój! Nie ruszaj się nawet o krok! Najlepiej w ogóle się nie poruszaj! Bo jak Myrmidia mi miła skończysz ze strzałą wbitą po brzechwę w brzuch. A tego tak łatwo nie opatrzysz. - <Poruszam się wciąż powoli i ostrożnie w kierunku nieludzia, gotowy w każdej chwili do użycia broni. Ten jednak słuchając się moich słów zastyga w zupełnym bezruchu. Jedyne co zaczyna się poruszać, to jego usta.>
- Myślałem, że rozwaliłeś sobie ten głupi łeb. Ale widzę twardy jesteś. Choć nie najmądrzejszy. Ale cóż. Młody to i jeszcze głupi. A ja też powinienem cię tym drągiem dobić. Tak dla pewności. Ale cóż. Zabójca ze mnie marny. Myślałem, że się wykrwawisz, zanim odzyskasz przytomność. Mój błąd. -
<Jego wzrok nagle przeskakuje z mojej twarzy i ląduje gdzieś za moimi plecami. A z ust zaczynają wypływać kolejne słowa.>
- Ale teraz radziłbym ci się odwrócić, bo zaraz zarobisz kolejnego guza.
<Ignorując słowa kurdupla postępuje powoli naprzód. Uśmiecham się krzywo i odzywam powoli.>
- Nie dam się po raz kolejny oszukać. Twoje sztuczki już na mnie nie działają.
<Niziołek utrzymując nadal wzrok na jakimś punkcie tuż za moimi plecami nie daje jednak za wygraną.>
- Głupi gówniarzu! Uważaj na plecy bo zaraz stracisz życie.
<Lekki śmiech wydobywa się z moich ust, jednak nawet na chwilę nie opuszczam broni.>
- Nie ze mną te numery Bruno!
<W momencie gdy tylko kończę wypowiedź coś twardego z dużą siłą uderza mnie z boku. Wytrąca mnie to z równowagi, więc odruchowo wypuszczam z dłoni broń, by zbalansować rękoma swoją pozycję na dachu. Chwilę później odwracam głowę w kierunku ataku by kątem oka zauważyć kolejny cios. Dostaję w bok drugie uderzenie. Teraz przynajmniej wiem już czym. To cep. Zwykły chłopski cep. Łapię się go w kolejnym odruchu, by nie spaść na dół. Wtedy też zauważam przeciwnika. I nie jest to ani wieśniak, którego wystraszyłem. Ani nawet jakiś pobratymiec niziołka. Po drugiej stronie cepa znajduje się mój konkurent. Łowca nagród. Mark Jochaug. Jestem tak zaskoczony, że nie wypowiadam ani słowa. Za to on nie ma takiego problemu. Wypuszczając z rąk oręż stwierdza krótko.> - Gra skończona Klaus!
<To powoduje, że ostatecznie tracę punkt zaczepienia, a więc i równowagę. Z cepem w rękach zaczynam zjeżdżać po śliskim dachu w dół. Zdążam jeszcze rzucić krótkie.> - Kurwa - <Zauważam też kątem oka, że na dachu nie ma już niziołka. Nie trwa jednak długo gdy z hukiem zderzam się z zamarzniętą ziemią i po raz kolejny tego dnia tracę przytomność.>

------

<Budzi mnie ból. Boli mnie chyba wszystko. Ciężko mi oddychać. Jednak najgorzej doskwiera mi bok i plecy. Otwieram powoli oczy, gotowy na atak promieni słonecznych., odbijających się od wszechobecnego śniegu. Jednak zaskakuje mnie całkowita ciemność. Chwilę trwa zanim przyzwyczajam się do tej sytuacji. Rękoma wyczuwając pod sobą miejski bruk, a z ciemności wyłapując zarysy budynków, zdaję sobie sprawę, że nie znajduje się już na jakiejś ostlandzkiej wsi. Że nie mam już dwudziestu wiosen i tamta porażka jest już dawno za mną. Że teraz przede mną kolejne niepowodzenie, które może się gorzej skończyć niż połamane żebra, kilka zadrapań, ubytki w owłosieniu, strata kilkudziesięciu koron i utrata twarzy. Tym razem może się skończyć utratą życia.>

<Delikatnie i powoli wkładam dłonie pod ubranie, by po chwili poczuć na nich coś lepkiego i gęstego. Niczego nie słychać, ale z grymasu twarzy i ruchu ust można odkryć, że wymsknęło mi się szpetne przekleństwo. "Szczeznę tu. Aż dziw, że jeszcze dycham. Zaraz mnie pewnie dobiją." Powolnym i prawie niezauważalnym ruchem wyciągam sztylet. "Ale postaram się któregoś ze sobą zabrać." Zachowując spokój nasłuchuję skąd przyjdzie atak. Trwa to chwilę, jednak nic się nie dzieje. "Czemu nie kończą co zaczęli? Czyżby uznali, że i tak się tutaj wykrwawię? A na pohybel skurwysynom zrobię wszystko, by nie dać im tej satysfakcji.">

<Staram się z torby wyciągnąć chustę, a następnie przy użyciu sztyletu podzielić ją na dwie części. Każdą z nich delikatnie umieszczam w miejscach ran, tak by najlepiej jak potrafię osłabić wypływ krwii. Krzywię się przy tym niemiłosiernie, przeklinając na głos każdego członka Feriel z osobna i wszystkich razem. W moim stanie zbieram mi to mnóstwo czasu i energii. Odpoczywam więc chwilę, nadal uważnie nasłuchując i obserwując okolicę. Jeśli w tej ciemności jestem w stanie dojrzeć jakąś podejrzaną postać na dachu, tudzież gdzieś w zaułku, to próbuję ją wyeliminować. Obracam się na któryś z boków i starając się ignorować ból wycelowuję z łuku w kierunku przeciwników, by następnie wypuścić strzałę z cięciwy z pełną mocą.>

<Potem rozglądam się, szukając wzrokiem karczmy. "Jak zbiję szyby kamienicy, to przyślą tu straże. A tego bardzo nie chcę. Bo może i mnie uratują, ale zakończę swój żywot w lochu. Ale jak sprowokuję kogoś z karczmy by wyszedł do mnie, to może uniknę przedstawicieli władz." Z tym zamiarem próbuję wykorzystać łuk do obstrzelenia drzwi i okiennic karczmy, tak by wywołanym hałasem wywabić kogoś na zewnątrz.>

<Ostatecznie kończę zabawę z bronią i próbuję się tak ułożyć, by móc choć powoli pełznąć w kierunku Rzemienia. Wiem, że będzie mi to sprawiać ogromny ból, ale perspektywa nieuchronnie nadchodzącej śmierci mocno mnie motywuję, by się nie poddawać. W odruchu beznadziei staram się nawet wykorzystać lasso tak, by zarzucić je na jakiś obiekt przy czy na karczmie, a następnie wykorzystując ręce przyciągnąć me ciało jak najbliżej gospody.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3927
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Gru 28, 2019 22:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Etelka wydawała się być zaskoczona zaistniałą sytuacją ale zachowała spokój. Zaczęła nieśmiało by skończyć stanowczo;>

-Uważam, że decyzja była słuszna. Nadal żyjemy a gdybyś zginęła to wcale nie musiało by oznaczać, że Klausa nie spotkało by to samo. żyjesz i możesz coś uczynić, gdy zginiesz nie zrobisz już nic...

<Anika i Róża bez dyskusji zostały w izbie. > -Nie będziemy nikogo wpuszczać, możesz być spokojna Elbereth...

<Razem z Etelką weszłyście do wspólnej sali. Od razu zauważyłaś podejrzane osobistości. Dwóch ludzi w czarnych skórzniach nie ukrywało zbytnio swojej obecności. Nie widziałaś ich wcześniej ale cel ich wizyty był jasny. Czyżby postanowili zakończyć sprawę czym prędzej? W końcu ściga was więcej niż jedna gildia.>

-Jak sobie pani życzy, już się robi.

< Karczmarz przyjął złote monety i posłał pachołków po Klausa i po medyka. Trochę to trwało ale w końcu posługacze wtargali krwawiącego i stękającego strzelca do izby kładąc go na stole, na zdrowym boku. Klaus był przytomny ale bardzo musiało go boleć bo zwinął się w kłębek. Zadano mu dwie niewielkie ale precyzyjne rany. Jedną w lewy bok a drugą w plecy. Krwawe wymioty spływające z ust i odór kwasu od razu dały ci odczuć, że to nie przelewki. Medyk dotarł chwilę później. >

<Klaus>

<Leżałeś w uliczce i wiedziałeś, że cię obserwują chociaż nikt nie wyściubiał nosa. Próbowałeś się ruszać ale ból jest niemiłosierny. Rana na plecach powoduję skurcze brzucha co potęguje już i tak nieznośny ból brzucha wywołany raną zadaną w bok. Każdy ruch sprawia, że czujesz jakby rana była zadawana po raz kolejny i to coraz głębiej. Mięśnie tułowia napinają się wbrew twojej woli jakby chciały cię obronić przed tobą samym. Próba sięgnięcia po łuk skończyła się krwawymi wymiotami. Nikt nie zamierza cię dobijać. Uświadomiłeś sobie, że będziesz cierpiał zanim odejdziesz. Po dłuższej chwili dwójka pachołków wyszła z karczmy, podeszła do ciebie i już mieli cię zabierać kiedy ktoś zaszedł im drogę i szukając zaczepki starał się sprowokować młodych ludzi do bójki. Niespodziewanie jednak nagle zniknął za rogiem jakby ściągnięty kijem ze sceny. Pachołkowie wzięli się pod ramiona i powlekli do karczmy. Nie była ta przyjemna podróż ponieważ, każde szarpnięcie bolało jak diabli. Wreszcie położyli cię na stole wewnątrz izby i dostrzegłeś Elbereth, Etelkę, kręcącego się po izbie karczmarza oraz jakichś podejrzanych dwóch typów. Później przybył medyk...>

<Elbereth , Klaus>

<Poważny mężczyzna w średnim wieku położył torbę na ławie i przystąpił do oględzin. Nawet bez zdejmowania ubrania medyk orzekł diagnozę.>

-Tutaj niewiele mogę zrobić, podać coś na ból nic więcej. Potrzebne będzie przeprowadzenie operacji, czym prędzej tym lepiej ale nie gwarantuję efektów. To będzię bardzo trudna operacja. Bez tego ranny nie przeżyje, może wytrzyma dzień ale ból będzie coraz gorszy i sam może zdecydować żeby zakończyć swoje cierpienia. Nie będę ukrywał że szanse powodzenia są pół na pół. Poza tym operacja będzie kosztowna. Do was należy decyzja. Temu człowiekowi przydał by się teraz bardziej cud niż medyk...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1224

PostWysłany: Pon Gru 30, 2019 13:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dzięki oratorskim talentom Ecoliono zdołał powstrzymać eskalację zamieszek. Ktokolwiek ludzi podburzył zdecydowanie następnym razem skorzysta z większej ilości podżegaczy i bandziorów do rozdmuchania niepokojów. Póki co pozwoliłem kapłanowi zachować łańcuch z runami. Zdecydowanie może mu się kiedyś przydać, a dzisiejszego dnia ocalił wiele istnień.

***

Przywitały się uprzejmie z towarzyszami jak i z Inkwizytorem.

Byłem zaskoczony słowami Blassa. Czyżby Morryci posiadali taką moc by móc wysłać Tellan tam gdzie demoni mówią dobranoc? Bez wątpienia słudzy Pana Snów byli chętni wyświadczyć Tellan tą przysługę, wszak dzięki niej oblężenie twierdzy zostało przerwane. Ponadto taka partyzancka akcja mogła znacząco dowalić Chaosowi, a dla lojalistów zwerbować potężnego sojusznika jakim był mąż Tellan.

Złapałem się jednak na tym że to tylko domysł - Blass nie powiedział o co dokładnie chodzi.

- Pomogę. - odpowiedziałem i stanowczo kiwnąłem głową
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn


Ostatnio zmieniony przez Stalowy dnia Pią Sty 03, 2020 08:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 173

PostWysłany: Pon Gru 30, 2019 21:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy sytuacja na placu uspokoiła się, jak widać moje słowa podziałały i zbiegowisko powoli zaczęło się przerzedzać. Choć byłem pewien że to nie koniec, było bardziej niż pewne że odwiecznyi wrogowie wrócą tym razem jeszcze lepiej przygotowani by sączyc jad nienawiści w serca niewinny ludzi. Zwróciłem się do starszego krasnolud i powiedziałem w smutkiem w głosie.

- Przykro mi że nie mogłem zrobić więcej, niestety ludzie mają kiepska pamięć i do tego zbyt łatwo ulegają złu - my ludzie powinniśmy lepiej rozróżniać kto wróg a kto przyjaciel.

***

Gdy dotarliśmy wraz z krasnoludem do twierdzy Czarnych Braci, okazało się że już czeka na nas najemnik i jeden z Braci. Na słowa brata uśmiechnąłem się i odpowiedziałem.

- Wybacz Bracie, najczęściej me stopy trafiają tam gdzie powinny - Morr prowadzi.

Gdy Brat wyjaśnił dość ogólnikowo co nas tu sprowadziło, odpowiedziałem.

- Pomogę, choć czasami dobrze jest znać ścieżkę która się podąża - Mistrz zapewne powie nam więcej.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Wto Gru 31, 2019 09:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- To będzie najtrudniejsza wyprawa w moim życiu...- Tellan spojrzała poważnie na mężczyznę- ...ale jeśli jej nie podejmę będę żałować do końca życia...Lepiej umrzeć próbując niż żyć i nie spróbować...Czy to nie prawda? - posłała delikatny uśmiech Mistrzowi- Nie wiem czy mam Bogów po swojej stronie, ale ja na pewno jestem po ich stronie... Dobrze więc...- westchnęła głęboko- Przygotuję się najlepiej jak to możliwe. Będę czekać na wezwanie.<Po tych słowach wojowniczka skinęła głową i oddaliła się w stronę swojej celi. Przemierzając spokojnym krokiem korytarz czuła jak kotłują się w niej rozmaite emocje, radość, lęk i obawa.>

A więc ten moment się zbliża…- pomyślała opierając się plecami o domykające się drzwi- Dam radę...damy radę… Wyciągniemy cię z tej otchłani i przywrócimy światu...Znów będziesz walczył, będziesz kochał i miał dla kogo się poświęcić.

<Przez kilka chwil Tellan wpatrywała się nieruchomo w zbroję. Jej onyksowa powierzchnia odbijała delikatne promienie słońca. Czarna jak noc. Czarna jak otchłań. Wojowniczka zdjęła szatę i ponownie nałożyła zbroję. Umocowała oręż na plecach, wzięła hełm pod pachę po czym skierowała swe kroki ku bramie. Miała nadzieję, że szybko odnajdzie czarodziejkę i pozostałych towarzyszy.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Sro Sty 01, 2020 20:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Zwykle nikt to nie chce trafić a ja sam się pcham”
Pomyślał gdy barka zabrała go na wyspę.

- Witajcie. – Przywitał się z Zakonnikiem i Kowalem Run – Niby widzieliśmy się niedawno ale aż się by chciało powiedzieć szmat czasu. – Uśmiechną się. Z wypróbowanymi towarzyszami zawsze raźniej.

Gdy zakonny jednak zaczą wygłaszać swoje tyrady zawrzył mu jego dobry nastrój. Spojrzał na rycerza krzywo i prychną.
- U nas gęba nie cholewa. - Mrukną pozostawiając rycerzowi domysły czy chodziło mu o krasnoluda i kapłana czy też ogólnie najemników - Więc nie ma co gardłować. Roboty nie bierze się w ciemno. Bo to ani uczciwe ani zdrowe, nie? – Nie czekając odpowiedzi kontynuował. – Przyszliśmy to i posłuchamy tej propozycji. – Zakończył pojednawczo.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Sty 02, 2020 21:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ból jest niemiłosierny, a mój organizm tak mocno stawia opór jakimkolwiek próbom działania, że jedyne co mi pozostaje to leżeć i czekać na śmierć. Nawet nie jestem w stanie swoim zachowaniem wyrazić w jakikolwiek sposób mojej wściekłości, bo przy każdej próbie zaczynam syczeć z bólu. Nabieram na chwilę nadziei, gdy widzę ludzi wychodzących z karczmy i kierujących się w moim kierunku. "Nie wyglądają na ludzi z Feriel. Może jest nadzieja." Jednak pojawienie się innej postaci na chwilę tę nadzieję mi odbiera. Jakimś dziwnym trafem jednak wszystko zaczyna się układać po mojej myśli, gdy w końcu trafiam do karczmy, gdzie wijąc się w konwulsjach daję się obejrzeć lekarzowi. Próbuję się uśmiechnąć na widok elfki i Etelki, ale nie jestem w stanie. Tak samo jak nie jestem w stanie okazać swojej reakcji na obecność w środku zbirów. Zbieram się trochę w sobie, dając organizmowi odetchnąć poprzez wykonanie kilku spokojnych wdechów, po czym słabym głosem, na granicy szeptu, odzywam się do towarzyszy.>

- Elbereth, nie daj mi tak sczeznąć. Mam trochę grosiwa, więc możesz tym dowolnie rozporządzać, ale proszę patrz tym łapiduchom na ręce, bo tamci są na pewno gotowi dać im góry grosiwa, byle bym tylko nie doszedł do siebie. - <Milknę na chwilę by dać organizmowi odpocząć. Robię kilka kolejnych wdechów, po czym nadal słabym głosem kontynuuję.> - Ghh... Fmm... Ekh, ekh... Ale rzeczywiście mi pomoże chyba tylko cud. W tym medyk ma rację. - <Staram się obetrzeć usta rękawem kurty, spoglądając przy okazji na krew na moich dłoniach.> - Ale najważniejsze to nie naraź się z mojego powodu sama na niebezpieczeństwo. Wiesz jak jest. A Ty nie możesz teraz zginąć. Nie Ty. Jesteś zbyt ważna. - <Tracę siły, przez co nie jestem w stanie mówić dalej. Kaszel pojawia się na krótki moment, odbierając mi kontrolę nad sobą. Gdy tylko przechodzi przez chwilę robię kilka oddechów. Widać, że mocno cierpię, syczę momentami z bólu, twarz mi się wygina w grymasach. Rzucam przy tym wzrok na dwóch zbirów pozostających w sali. W końcu udaje mi się nabrać na tyle sił, by głośnym i stanowczym szeptem, przechodzącym w chropowaty krzyk, wydusić z siebie.> - Zabiję ich kurwa WSZYSTKICH!
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1608

PostWysłany: Pią Sty 03, 2020 00:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Dziękuję dobry gospodarzu.

<Uśmiechnęłam się do karczmarza i zapłaciłam kilka złotych koron. Czułam na sobie wzrok mężczyzn.>

-Żałuję, że nie ma Cię u mojego boku.

<Wyszeptałam w eltharinie, po czym odwróciłam się plecami od szynkwasu by spojrzeć w ich kierunku. Zarówno aparycja, jak i zachowanie mówiły wszystko
.
… skorzystają z okazji… czy tylko popatrzą? Może lepiej zabić ich od razu… tylko jedno słowo…a ile tłumaczenia się potem z tego?

W ciszy i napięciu czekałam aż w końcu wniosą Klausa. Trwało to w nieskończoność.

Ileż to może trwać...może zabili lub pochwycili pachołków? No w końcu!

Spojrzałam w kierunku drzwi. Już na pierwszy rzut oka jego stan był zdecydowanie gorszy niż ten, którego się spodziewałam. W pierwszym momencie poczułam ulgę. -...żyje!.... - Jednak to błogie uczucie w mgnieniu oka zastąpił gniew. Podeszłam szybkim krokiem do stołu ściągając po drodze rękawiczki.>

-Klaus…

<Wyszeptałam. Delikatnie położyłam dłoń na Twojej głowie. Spojrzałam na ranę.>

-Będzie dobrze… Jutro wzniesiemy kufel złocistego piwa, zagryziemy dobrą strawą.. Tylko zostań tu ze mną.

<Powiedziałam dość łagodnym tonem, choć czułeś ode mnie ciepło, jakby położono Cię tuż przy kominku. Nie odstąpiłam Cię na krok, nawet, gdy pojawił się medyk. Przesunęłam się tylko tyle by mógł robić swoje, ale przyglądałam się mężczyźnie. Diagnoza była dobitna.>

-W takim razie…

<Zaczęłam, ale przerwałam, gdy tylko wypowiedziałeś moje imię. Pochyliłam się nieco. Łagodny uśmiech przeczył groźnemu spojrzeniu.>

-Spokojnie, mam doskonały słuch. Nie musisz się niepotrzebnie forsować.

<Ujęłam Twoją dłoń słuchając uważnie każdego słowa.>

-Jak już Cię uleczymy to kopnę Cię za myśl, że mogłabym dać Ci tak szczeznąć. Spróbujmy dokonać cudu, a Ty trzymaj się życia. Teraz odczuwasz je najpełniej.

<Powiedziałam zaskakująco miękkim tonem. Zmienił się jednak na poważny, gdy zwróciłam się do medyka.>

-Opatrz go tak by nie wykrwawił mi się w drodze. Zabieram go w miejsce, w którym mogą mu pomóc. Zapłacę za Twoją pracę….

<Przerwałam słysząc groźbę z Twoich ust.>

-Wszystko po kolei Klausie. Skup się na gniewie. Jego żar utrzyma Cię przy życiu.

<... właśnie… po kolei… jak chcesz go stąd zabrać?...wóz…
Puściłam Twoją dłoń.>

-Karczmarzu, proszę o pomoc. Potrzebuję najzwyklejszego wozu z woźnicą, który zawiózłby Nas do przystani. Muszę go jak najszybciej zabrać do twierdzy. I gdyby jeden z chłopaków mógł przekazać panienkom Anice i Róży, że płyniemy do Kurta, więc niech zabiorą moją torbę i ciepłe płaszcze dla siebie oraz Etelki...

<Coś mnie nagle tknęło. ...nam medyk też podawał coś na ból…>

-Jaki środek proponuje Pan by zapewnić mu choć trochę ulgi?
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Pią Sty 03, 2020 15:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wychodząc z budynku Tellan dostrzegła Templariusza Bertholda Blassa w towarzystwie znanych jej twarzy.
Wojowniczka podeszła bliżej rozmawiających i przywitała ich skromnym uśmiechem.

- Witajcie - powiedziała spoglądając po kolei na towarzyszy- Dobrze was widzieć...-dodała, chociaż nie spodziewała się zbyt wiele entuzjazmu ze strony krasnoluda i najemnika.
- Co was tu sprowadza? Właśnie zmierzam do miasta zamienić słowo z Elbereth...Czy mogę w czymś pomóc?- spojrzała na Templariusza wyraźnie zaciekawiona ich spotkaniem.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 26, 27, 28 ... 36, 37, 38  Następny
Strona 27 z 38

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.