Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 29, 30, 31 ... 36, 37, 38  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1224

PostWysłany: Pią Sty 24, 2020 10:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Słowa Elbereth rozbawił mnie. Odpowiedziałem wzruszeniem ramionami.
Biorąc pod uwagę jej zwyczajowe maniery wielkiej różnicy nie będzie, pomyślałem.

Ukłoniłem się z szacunkiem przed Panem Snów. To nie był mój bóg, jednak w miejscu mu poświęconym należało okazać mu szacunek, również dlatego że był bliskim sojusznikiem Gazula, a także dlatego że każdy kiedyś zaśnie snem wiecznym. Brak tej podstawowej grzeczności lub skruchy u niektórych był rażący. Szczególnie że mieli zmierzyć się z siłami Arcywroga, a tu przychylność bogów będzie bezcenna.
Jak powiedział sam Mistrz - wiara i modlitwą też jest pomocą.
Dlatego bez wątpienia odwiedzę przed starciem Manaeliego prosząc go o błogosławieństwo.
Tknęła mnie myśl że Ingwar z pewnością ucieszyłby się z tak oczywistego przeciwnika jakim były podmioty Chaosu. Nic tylko stanąć przed portalem i siekać wszystko co wyjdzie.


Potem ruszyłem za Czarnym Krukiem. Zdziwiło mnie że nie tylko ja miałem do niego sprawę. Musiałem teraz póki była okazja omówić sprawę Upadłych Wzgórz i tego jak krasnoludy mogą pomóc. Oraz jak Morryci mogliby pomóc krasnoludom.

Odnośnie Kowadła Zagłady nie chciałem poruszać tematu póki nie porozmawiam z Krukiem i nie poznam go chociaż trochę. Powieżenie komukolwiek artefaktu i to tak ważnego nie było łatwą decyzją.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Pią Sty 24, 2020 21:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan przysłuchiwała się sprzeczce towarzyszy bez szczególnego zainteresowani, aczkolwiek sama wzmianka najemnika o nowym,magicznie wzmocnionym miecza, i to przez samego Rhunara, wzbudziła jej ciekawość.
Zaintrygowało ją w jaki sposób krasnoludzki kowal ulepszył broń Kurta. Najwyraźniej musiało być to coś poważnego bo obaj zdawali się być przepełnieni dumą z owej broni.

Może Kurt pochwali się tym później, a może zachowa to dla siebie...-pomyślała spoglądając na broń najemnika.

Kiedy Mistrz opuścił kaplicę Tellan podążyła za nim. Ona tez była ciekawa miejsca, w którym miało zostać otwarte przejście, miała jednak zamiar dopytać go o kilka kwestii zanim dotrą do lochów.>

- Czy kiedykolwiek słyszałeś o kimś, kto powrócił z tamtej sfery, Mistrzu? Czy czas płynie tam tak samo jak w naszym świecie? - wojowniczka pytała Morytę krocząc tuż za nim- Z tego co wiem zarówno kapłani jak i magowie nie są obdarzeni nieskończonym źródłem mocy...Skąd będę wiedział, że ten czas dobiega końca i jak odnajdę drogę powrotną? Czy mogę zabezpieczyć przejście z tamtej strony aby zapobiec przejściu demonów do naszego świata?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3927
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Sty 25, 2020 20:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Elbereth>

<Mistrz morrytów skinął lekko głową po czym odparł.>

-Dobrze Elbereth, szukaj mnie w kaplicy gdzie rozmawialiśmy. Pojawię się tam jak tylko skończę rozprawę z resztą
twoich towarzyszy.

<Odłączyłaś się kiedy przechodziliście przez plac. Zagadnęłaś jednego ze strażników więziennych o Klausa. Ten polecił ci szukać
w izbie szpitalnej. O więcej nie musiałaś pytać. Byłaś tam wcześniej zanim prowadzono cię na przesłuchanie ze strony inkwizycji. Z łatwości odnalazłaś właściwe drzwi. Jednak wejście było strzeżone przez akolitę Morra. Młody mężczyzn w czarnej todze, ten sam,który przyniósł ci wcześniej skąpą wiadomość do karczmy.>

-Przykro mi operacja nadal trwa. Dla dobra waszego towarzysza lepiej nie przeszkadzać.


< Ecoliono, Tellan , Kurt, Rhunar>

<Mistrz Morrytów spojrzał na Kurta ze zdziwieniem.>

-Chcecie tutaj czekać dwa dni? Nie mam dla was izby do spania i nie gwarantuje przez ten czas waszej nietykalności tutaj. Pamiętaj Kurcie, że to przede wszystkim więzienie. Mogę zapytać zarządce czy pozwoli wam się tutaj kręcić choć nie podoba mi się ten pomysł. Po walce oczywiście możecie skorzystać z tutejszego szpitala i pomożemy o ile będzie to w naszej mocy.

<Ecoliono wychodząc jako ostatni oddał pokłon ołtarzowi poświęconemu Morrowi. Mimo swojej ślepoty kapłan poruszał się po kaplicy znacznie pewniej niż poza nią, jakby znał to miejsce na pamięć.>
<Idąc po drodze do lochu Tellan zagadnęła Czarnego Kruka o kilka rzeczy.>

-Osobiście znam jedną osobę, która wróciła z Północnych Pustkowi i nadal żyje. Choć nie ukrywam, że bardzo ją to odmieniło. Słyszałem też o kilku "szczęśliwcach" na tyle wytrwałych aby powrócić i spokojnie odejść w zaświaty. Patrząc jednak na to jak wielu się tam udało to śmiało mogę powiedzieć: Na tysiąc, jeden może wróci z takiej wyprawy. Ty Tellan nie będziesz sama i nie musisz przechodzić całej drogi z Norski na Północ. Poza tym będziemy cię wspierać. Co do czasu, nie jestem w stanie odpowiedzieć dokładnie na to pytanie. Nikt nie był tam i tu jednocześnie. Sądzę jednak, że czas jest jednakowy to moje osobiste zdanie.

<Morryta zatrzymał się i popatrzył Tellan w oczy.>

-Wrócisz kiedy odzyskasz męża. Zakładam, że dzień, w ostateczności dwa, to wystarczająco dużo żeby tego dokonać. Będziemy czekać
jak długo starczy nam sił. Brama będzie otwarta z tamtej strony cały czas. Z łatwością ją zauważysz. Nie możemy jej zamknąć dopóki nie
wrócisz, ponieważ ponowne otwarcie jej nie będzie od razu możliwe. Poza tym Tellan nie masz odpowiednich umiejętności aby zamknąć przejście, nawet gdybyś chciała. Takich informacji udzieliła mi czarodziejka Melisa..


<Przeszliście przez plac egzekucyjny, przemierzyliście długi korytarz wewnątrz twierdzy po czy zeszliście po schodach w dół do lochów. Rhunar postanowił podjąć własny temat z Morrytą.>

-Arkat Vogel pytał mnie o to samo. Miałem się nad tym zastanowić ale widzę, że to pilniejsza sprawa niż sądziłem.

<Na twarzy Czarnego Kruka pojawił się zarys uśmiechu.> -Twierdza ma się dobrze. Oczywiście mamy sporą ilość..robotników, choć tylko jednego wykwalifikowanego inżyniera. Szkody są naprawiane cały czas, trudniej z naprawą sprzętu. Twierdza na upadłych wzgórzach jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla sług Morra. Możemy dojść do porozumienia i wasza rasa może pracować przy naprawach i ulepszeniach, jest tylko jeden warunek. Każdy będzie zobowiązany z własnej woli co rano oddać cześć Panu Śmierci i Snów. Trzeba to czynić z własnej woli, bez przymusu. Jeśli komuś to nie odpowiada nie powinien nawet zbliżać się do twierdzy. To święte miejsce zbudowane i poświęcone dla Morra. Nie będziemy nikogo pilnować ni nawracać na wiarę. Zaznaczam tylko, że Morr sam pozbędzie się niewiernych. Niech twoi ziomkowie Rhunarze wezmą to pod uwagę zanim przyjdą pukać do bram twierdzy. Jestem otwarty na współprace z każdym krasnoludem, który spełni ten prosty warunek.

<Zeszliście po schodach około pięciu kondygnacji. Korytarz jest ciasny i wilgotny, na ścianach zalega mech. Mistrz morrytów trzymając zapaloną pochodnię prowadził was aż do końca korytarza gdzie weszliście do wnętrza izby. Murowane pomieszczenie ma palenisko z kominkiem po środku. Ściany tworzą okrąg a sklepienie jest umieszczone wysoko jak w zamku. Szerokość oraz długość jest jednakowa i nie przekracza dwunastu kroków dorosłego męża. Po wnikliwych oględzinach można zauważyć mocowania i zaczepy po niegdyś znajdujących się tutaj narzędziach tortur i klatkach i łańcuchach.

-To tutaj jak wam się podoba?

<Klaus>

<Skupiłeś się na owej piątce ludzi pozostawiając resztę bez uwagi. Pierwszy, bardzo niski mężczyzna znacznie starszy od ciebie, posługujący się zwykłym łukiem wygląda na myśliwego. Jest cierpliwy i niespiesznie celuje ale jego ręka jest pewna. Druga postać to kobieta przebrana za mężczyznę. Młoda, energiczna ale także bardzo prawna w strzelaniu i cierpliwa. Ona także może być myśliwym. Dwóch kolejnych to na pewno byli lub obecni żołnierze. Strzelają szybko i celnie nie poświęcając czasu na celowanie jakby ktoś ich popędzał a mimo to ich skuteczność jest bardzo wysoka. Obaj dobrze odżywieni, średniej budowy ale pewni siebie, możliwe że są tutaj razem. Obaj mają pobielone włosy choć są w twoim wieku. Ostatniego, wysokiego bruneta sobie przypominasz, to Hans Wittmann, jeden ze strzelców turniejowych imperatora ale co on robi w takiej mieścinie jak ta, w tak nieznaczącym turnieju jak ten? Cała piątką poradziła sobie świetnie w strzelaniu na długi zasięg a do ostatniego etapu przeszło jak dotąd dwudziestu uczestników. Czy będziesz dwudziesty pierwszy?>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 173

PostWysłany: Pon Sty 27, 2020 00:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przysluchiwalem się tylko rozmowie między mistrzem zakonu, a towarzyszami - nie miałem pojęcia o wojacze, ani tym bardziej o magi. Wychodząc z kaplicy, oddałem pokłon oltarzowi i chwilę pomodlilem się, prośbą o opiekę była jak najbardziej wskazana szczególnie zważywszy na to co nas czeka.

***

Moje zamyslenie przerwał temat który poruszył krasnolud, propozycja w pomocy odbudowy twierdzy na upadłych wzgórzach przez krasnoludy był bardzo szlachetny - jeszcze raz krasnoludy udowodniły że są rasa która wie co to honor i prawość.

-To bardzo szlachetny gest, oczywiście jeśli twoi bracia mości krasnoludzie zgodzą się by spełnić warunki które narzuca wam prawo naszego zakonu, to będziemy bardzo wdzięczni - jeszcze raz twoja rasa udowodniła że wie co to honor i szczodrość.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Pon Sty 27, 2020 20:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kiedy weszli do pomieszczenia Tellan powolnym krokiem przeszła wokół paleniska spoglądając przelotnie na pozostałości po dawnym miejscu tortur. Przez chwilę milczała wciągając przez nozdrza wilgotne i stęchłe powietrze.>

Oby to wystarczyło...

<Pomyślała spoglądając na Czarnego Kruka>

- Oby ta izba mogła utrzymać w karbach wszystko to co może się przedostać... - kobieta zatrzymała się przy palenisku wyobrażając sobie jak dawniej buchał w nim ogień.


A ty co sądzisz o ty pomyśle??? <Skierowała myśli ku zbroi.>

Są gotowi nam pomóc...My też musimy się odpowiednio przygotować...Nie możemy zmarnować tej szansy...Muszę jeszcze zamienić słowo z czarodziejką...
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1608

PostWysłany: Pon Sty 27, 2020 22:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Podziękowałam strażnikowi i ruszyłam energicznym krokiem w kierunku izby szpitalnej.
… jak ich używać na tak niewielkiej przestrzeni?...
Zwolniłam dopiero na kilka kroków przed drzwiami. Akolita wydał mi się znajomy, ale dopiero po chwili uzmysłowiłam sobie, że spotkałam go rano.
Dziwnie wyszło. Raptem parę klepsydr temu odesłałam go z dość dobitną odmową, a tymczasem znalazłam się w twierdzy na umówionym spotkaniu.
...Może jednak Bogowie czuwają nad Nami…
Zatrzymałam się przed mężczyzną na wyciągnięcie ręki i jak gdyby nigdy nic skinęłam głową witając go.>

-Dziękuję, to dobre wieści. Skoro trwa to znaczy, że jeszcze żyje. -
<Uśmiechnęłam się blado. > - Poczekam aż zabieg się skończy.

<Kątem oka dostrzegłam ławkę pod ścianą. - ...W końcu można gdzieś usiąść… Ach.. co za ulga...- Usiadłam wzdychając ciężko. Spojrzałam na drzwi, za którymi Klaus walczył o życie. - Nie dawaj im tej satysfakcji… przeżyj… w odpowiednim czasie wyrównamy rachunki… o ile nikt mnie nie zabije do tego czasu… ciekawe co Ty miałbyś do powiedzenia w tej sprawie… - Położyłam dłoń na torbie. - Możesz nie doczekać się obiecanej zemsty…
Z rozmyślań wyrwał mnie głos akolity. Nie musiałam czekać klepsydr, a jedynie kilkanaście minut. Wstałam na równe nogi, gdy tylko wspomniał, że zabieg dobiegł końca.>

-Czy mogę wejść?

<Upewniłam się nim przekroczyłam próg izby. Od razu podeszłam do łóżka, na którym leżał przyjaciel. Delikatnie ujęłam jego dłoń. Poczułam ulgę.>

-Bogowie nad Tobą czuwają. - <Powiedziałam cicho.> Dziękuję za pomoc. Nie jestem znawcą sztuki, lecz operacja z pewnością była wymagająca.
<Nie odrywałam wzroku od Klausa.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Wto Sty 28, 2020 00:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt zdziwił się równie bardzo jak Czarny Kruk.>

- Acha… - odpowiedział, aby mu cokolwiek odpowiedzieć. Trochę nie rozumiał. Mieli tu na wyspie wszystko żeby zapewnić im bezpieczeństwo. Spokój, odosobnienie, grube mury, opinię tego miejsca. No i na dodatek wszyscy już tam byli. Wystarczyło aby się przez te dwa dni się wzajemnie nie pozabijali. A tak… Bogowie raczą wiedzieć co się może przez te dwa dni może zdarzyć a doświadczenie podpowiadało że… od cholery. – No dobra… - Powiedział po dłuższej chwili. – Dobra. Do kogo zatem mam się zgłosić po tą nagrodę za Wzgórza?

Droga do podziemi z perspektywy gościa i to z perspektywą swobodnego wyjścia była ciekawa. Mury faktycznie robiły wrażenie jakby miały powstrzymać małą armię. Ilość żelastwa w ścianach dawała sporo możliwości do instalacji sprzętu.

- W razie czego będzie można wbić w ścianę jakieś dodatkowe haki, nie? – Zapytał tak dla formalności.
- Co o tym sądzisz? – Zapytał Rhunara. – Daje sporo możliwości? Jak myślisz da radę podwiesić belkę pod sufitem? Trzeba by ją zabezpieczyć tak aby zluzować jednym ruchem. Może jakąś sieć pod sufitem. I koniecznie połykacz przed przejściem aby spowolnić te cholery gdyby zaczęły przełazić zbyt szybko. Jak myślisz damy rade wykorzystać kusze?
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3927
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Lut 01, 2020 13:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Elbereth>

<Sala w której leżał Klaus była bardzo czysta. Gdzieś za parawanem krzątali się jeszcze ludzie. Poza tym twój
przyjaciel znajdował się sam w izbie. Wyglądał blado ale mogłaś bez zastanowienia powiedzieć, że czuje się lepiej.>


<Klaus>

<Poszło jak po maśle. Bez większych problemów umieściłeś trzy strzały w środku tarczy strzelając na długi zasięg łuku. Wszyscy zaczęli przygotowywać się do ostatniej części zawodów kiedy nagle pogoda się zepsuła. Rozpętała się szalona wichura i zaczął padać ulewny deszcz. Niebo zrobiło się czarne od chmur a z obłoków uformowała się twarz kobiety. Zaczęła do ciebie mówić wyciągają do ciebie rękę i chwytając twoją dłoń.>


<Elbereth, Klaus>

<Klaus otworzył oczy zaraz po tym jak Elbereth chwyciła jego dłoń. Strzelec był totalnie zdezorientowany. W pierwszej chwili nie poznał ani Elbereth ani białej sali w której się znajdował. Zaskoczeniem było także to że bolało go całe ciało. Dopiero po chwili Klaus zaczął sobie wszystko przypominać, zdarzenia minionej nocy i wszystko co zdarzyły się wcześniej. Zza parawanu wyszedł Berthold Blass przebrany już w swoją czarną wyjściową tunikę.>

-Będzie, żył. Bogowie stwierdzili że zasługuje na jeszcze jedną szansę. Nie męcz go za bardzo pani, pacjent powinien odpoczywać, zdrowo jeść i unikać ostrych narzędzi w rękach innych.

<Morryta uśmiechnął się i opuścił izbę szpitalną.>


< Ecoliono, Tellan , Kurt, Rhunar>

<Czarny Kruk zamienił jeszcze kilka zdań z Rhunarem po czym opuszczając lochy rzekł.>

-Rozglądajcie się do woli. Najważniejsze abyście stawili się tutaj gotowi za dwa dni o świcie. Mam jeszcze wiele spraw na głowie. Gdybyście czegoś potrzebowali pytajcie Templariusza Blassa lub nawet sama Tellan może wam odpowie.Życzę wam udanych przygotowań. Niech Morr będzie z wami.

<Zostaliście we czwórkę w lochu. Drzwi są otwarte, mimo to atmosfera tego miejsca nie nakłania do dłuższego pobytu.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1224

PostWysłany: Sob Lut 01, 2020 18:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Dziękuję bracie Ecoliono za dobre słowo... jednak nie jest to do końca bezinteresowna oferta. - pokiwałem głową i zwróciłem się do Mistrza Zakonu - Chociaż dla wspólnego dobra trzeba odbudować Twierdzę by wróg nie mógł się dostać do Marienburga z zewnątrz, to mamy problem z wrogiem wewnętrznym. Dzisiaj rano tylko dzięki interwencji brata Ecoliono nie doszło do zamieszek w dzielnicy krasnoludzkiej. Jestem pewien że następnym razem prowodyrzy wynajmą paru zbirów by sprowokować ludzi i strażników do walki. Wszyscy wiemy że podburzanie przeciw nieludziom i obarczanie ich winą za wszystkie nieszczęścia to sprawdzone narzędzie Wietrznicy tak jak opętywanie ofiar za pomocą magii. Już teraz krasnoludy i niziołki nie mogą bezpiecznie chodzić po ulicach. Uznałem, że gdybyśmy na czas napraw przenieśli mieszkańców dzielnicy krasnoludzkiej do Twierdzy na Upadłych Wzgórzach i pomogli przy jej naprawie, moglibyśmy zarówno wytrącić oszczercom oręż z ręki, wszak Morryci cieszą się nieposzlakowaną opinią, jak i zrobilibyśmy coś dobrego dla Marienburga... I dla powstrzymania Wiedźmy i jej przeklętej rebelii.

-To szlachetne to co mówisz mości Rhunarze, jednak mój warunek jest nie negocjowalny. Każdy kto przestąpi mury twierdzy na Upadłych Wzgórzach musi oddawać cześć Morrowi co najmniej każdego ranka. Twierdza jest szczególnym miejscem, Popieram twój pomysł krasnoludzie,dlatego skonsultuję się dziś w śnie z Moim Panem odnoście miejsca kultu dla Gazula. Niech jadnak ci którzy nie będą czcić Morra nie przybywają do twierdzy. To sprawa życia i śmierci, dla nich.

Skinąłem głową.

- W pełni rozumiem i to akceptuję. - powiedziałem uprzejmie czując powagę w głosie Czarnego Kruka - Przekażę to swoim ziomkom. Poproszę też kapłana Manaeliego o pomoc. Myślę że z jego wsparciem zdołam wszystkich przekonać, że nie jesteśmy bezpieczni w Marienburgu i że możemy zrobić coś dobrego.

- Dobrze, kiedy będziesz pewny, kto i kiedy przybędzie do twierdzy, wtedy porozmawiamy o tym ponownie. Czy jest coś jeszcze o co chcesz zapytać?

- Nie mam innych spraw. Niech Morr i Gazul nas strzegą w tych mrocznych czasach.

***

Na słowa Kurta rozejrzałem się po sali uważnie.

- Właśnie przez to że nie wiemy w jakiej formie pojawi się portal będzie ciężko stworzyć odpowiednie pułapki i przeszkody. - wskazałem ściany - Sala jest kolista, a skuteczność wszelkich "niespodzianek" zależy głównie od tego gdzie będą pojawiać się stwory.

- Gdyby portal powstał na ścianie i bestie i inne szły by na nas przez całą salę to można by było używać kusz lub łuku. Jednak jeżeli to będzie jakiś wir lub opar na środku sali to nie wiesz w którą to wszystko pobiegnie a i byś potrzebował być takim Klausem by na takim dystansie skutecznie szyć z broni dystansowej. A jeżeli część sali zamieni się w fragment Pustkowi to w ogóle cała robota pójdzie na marne.

- Mistrz ma rację, najlepszą inwestycją jest przygotowanie się, zadbanie o ekwipunek, pancerz i oręż. I chyba przede wszystkim o własną duszę i umysł. Z Rujnującymi Potęgami nigdy nic nie wiadomo. Równie dobrze coś może oddziaływać na nasze umysły mieszając nam w głowach lub wręcz nakazując nam pozabijać siebie nawzajem. Dlatego radzę zarówno tobie Kurcie jak i Tellan spędzić chociaż trochę czasu w świątyni na rozmowach z bogami. W czekającej nas walce ich łaska będzie równie przydatna co magiczne ostrze i dobra zbroja... a oni zdecydowanie chętniej się uśmiechają do tych którzy sami z siebie ich o pomoc proszą.

Pokiwałem głową.

- Bo przyznam że sam chętnie bym przygotował teren pod walkę, ale to za dużo niewiadomych. Udam się z powrotem do dzielnicy krasnoludzkiej. Jakby co mogę wam użyczyć swoich umiejętności, choć Tellan raczej nie będzie ich potrzebować... i lepiej aby się tam nie pojawiała. - to ostatnie powiedziałem z pewnym smutkiem.


Potem pożegnałem się i udałem do wyjścia.

Musiałem porozmawiać z Manaelim, Axerundem, Arkatem i Jordim zanim zacznę swoje przygotowania.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1608

PostWysłany: Nie Lut 02, 2020 14:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Uśmiechnęłam się łagodnie do Klausa, gdy otworzył oczy. Ulga, że nadal żyje była wyzwalająca, choć niewypowiedziany gniew wciąż płonął w moich oczach.>

-Witaj wśród żywych. <Powiedziałam ciepło.> Spokojnie, jesteś bezpieczny.
<Spojrzałam na morrytę, który wyszedł zza parawanu.> Nie potrafię tego okazać, ale dziękuję za to czego dokonałeś sir Blassie. Te rzadkie akty dobroci w morzu nienawiści hamują moją chęć odwetu i niszczenia wszystkiego co mnie otacza. Obiecuję go nie męczyć i dać mu spokój. Za dobrze znam ból, którego doświadcza.

<Skinęłam mu gdy opuszczał salę. Zdjęłam torbę z ramienia i postawiłam na ziemi, po czym ostrożnie przysiadłam na skraju łóżka.>

-Jesteśmy w twierdzy na wyspie Klausie. Przepraszam, że musiałeś tyle wycierpieć nim tu dotarliśmy, lecz nie potrafiłam zaufać przypadkowemu medykowi. Nawet jeśli by go nie przekupili to pilnowanie go, dziewcząt i wypatrywanie zabójców czających się w ukryciu mogłoby przerosnąć moją cierpliwość.

<Pochyliłam się nad Tobą by wyszeptać cicho słodkim tonem.>
-Ostrzegałam gildię jeszcze dziś rano, ale widać są nazbyt ciekawi co znaczy mój gniew. Nie będę się spieszyć, a śmierć będzie błogosławieństwem, którego im odmówię. Dołożę wszelkich starań by doświadczyli bólu, od którego traci się zmysły niszcząc wszystko co kiedykolwiek kochali lub choćby darzyli sympatią. I nawet jeśli sama zginę moja zemsta ich dosięgnie. Może i gildia kieruje się jakimiś tam zasadami, ale mnie one nie dotyczą. Zabiorę im wszystko, a ich dusze nigdy nie zaznają spokoju. Dam wszystkim prawdziwy powód by mnie nienawidzili.
<Wyprostowałam się.>
-Zlecę przygotowania, gdy tylko wrócę do karczmy, a teraz pozwól, że postaram się ukoić nieco Twój ból. Remedium…

<Wyszeptałam ostatnie słowo licząc, że mój czar przyniesie ulgę przyjacielowi. Przyjemne ciepło popłynęło z mojej dłoni wypełniając Twoje ciało. Westchnęłam ciężko wstając i puszczając Twoją dłoń.>

-Żałuję, że nie potrafię więcej. Spróbuj teraz odpocząć. Ja muszę jeszcze porozmawiać z Mistrzem zakonu oraz Tellan nim wrócę do miasta.

<Pochyliłam się by pocałować Cię w czoło, po czym sięgnęłam po ciężką torbę, z którą najwyraźniej się nie rozstawałam.>

-Ależ jesteś ciężki. <Sapnęłam.> Do zobaczenia wkrótce Klausie. Jeśli złapię jeszcze Rhunara to przekażę mu Twoją prośbę.

<Tymi słowami opuściłam salę szpitalną kierując swe kroki na powrót do kaplicy by spotkać się z Czarnym Krukiem na osobności. Skłoniłam się.>

-Mistrzu… Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

<Zaczęłam po czym przeszłam do meritum sprawy. Dzień wydawał się nie mieć końca. Był wyjątkowo długi i męczący, więc nie zamierzałam przeciągać rozmowy w nieskończoność. Sama byłam wykończona, a czekała mnie jeszcze rozmowa z Tellan. Pożegnałam się z Czarnym Krukiem ruszając jej na spotkanie. Nie byłam pewna, czy znajdę ją jeszcze w lochach, więc zagadnęłam strażników. Nadal była w podziemiach, więc tam skierowałam kroki.
Przecinając plac dostrzegłam krasnoluda kierującego się ku wyjściu z twierdzy.>

-Rhunar! - <Zawołałam za nim i podeszłam szybkim krokiem. Zatrzymałam się łapiąc oddech.> - Klaus już się wybudził. Nie chcę Cię zatrzymywać, ale prosił byś do niego jeszcze zajrzał. Leży w sali szpitalnej. <Skinęłam głową i już chciałam się odwrócić, ale zawahałam się.> Uważaj na siebie w drodze powrotnej. Zapewne zabójcy z Feriel ruszyli za nami z karczmy i obserwują teraz brzeg. Zlecenie na Klausa przedkładają nad Ciebie, czy mnie, ale zapewne skorzystają z okazji. Jeśli poczekasz na mnie i Kurta to możemy wracać razem. W towarzystwie Etelki nawet nie nałożą strzały na cięciwę.

<Skinęłam ponownie krasnoludowi i odeszłam w kierunku lochów. Zatrzymałam się u wejścia do pomieszczenia.>

-Pragnę uprzejmie donieść, iż nasz towarzysz przeżył, choć cierpi i trzeba dni by doszedł do siebie. <Rozejrzałam się pobieżnie po sali tortur.> Ach... <Wciągnęłam duszne powietrze delektując się nim.> Przyjemne wspomnienia wracają… ekhm… Tellan, jeśli pozwolisz to chciałabym zamienić z Tobą parę słów w cztery oczy nim wrócę do miasta. Dziewczęta pewnie są już zmęczone, więc chciałabym to załatwić możliwie jak najszybciej.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca


Ostatnio zmieniony przez Ariena dnia Pon Lut 03, 2020 22:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Lut 02, 2020 23:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Obserwuję tę piątkę strzelców, nabierając coraz więcej pewności, że w tym turnieju też coś nie gra. "Czemu Ci wojacy się ukrywają ze swoją profesją? I jeszcze te włosy? No i ta dziewka? No i co tu w ogóle robi strzelec turniejowy imperatora? Co to za szopka z tymi zawodami tutaj jest? Czyżby chodziło o coś więcej niż podrzędna nagroda w podrzędnym konkursie? No nic, trzeba brnąć w to dalej, choć czuję coś, że moje szanse spadają." Jakoś nadal nie mogę sobie przypomnieć jak tu dotarłem, skąd się dowiedziałem o turnieju, gdzie się zatrzymałem, co robiłem przez ostatnich parę dni... Nic, kompletna pustka. Przynajmniej w tym względzie, bo z tyłu głowy mam jakieś mgliste przebłyski z innych zupełnie wspomnień. Marienburg, mutanty, zabójcy i tamta dziwnie bliska mi grupa. Grupa istot których nie da się jednoznacznie i prosto opisać. Elfka, której z jednej strony się obawiam, bo ma ogromną moc i jest nieprzewidywalna, a z drugiej czuję do niej ogromną sympatię i zaufanie. Kobieta w zbroi i z mieczem, która bez broni i pancerza wydaje się zagubioną w lesie dziewczyną, ale ubrana w pełny rynsztunek staje się groźna jak ogr i nieustępliwa jak straż Imperatora. Krasnolud, który irytuje swoim wymądrzaniem się i podchodzeniem do innych z góry, a jednocześnie zaskakuje swoją mądrością i troską o przyjaciół. Najemnik, prosty człek, niby dbający jedynie o zawartość swej sakwy, który potrafi jednak odrzucić zaszłe żale i ruszyć na śmierć z towarzyszami. Mroczny elf, zakapior jakich mało, groźny jak mało kto, cichy, zamknięty w sobie, trzymający się na uboczy, a jednak z ukrycia dbający o dobro nie tylko swej wybranki, ale też innych towarzysz. No i kapłan... dziwny, ślepy kapłan, który widzi więcej, niż ja jestem w stanie dostrzec mymi oczami. Dziwna mieszanka. Chyba nie do spotkania w prawdziwym życiu. Więc aż dziwne, że coś takiego może mi przyjść do głowy.>

<Staram się wyrzucić z głowy te dziwne przemyślenia. Pozbyć się tego całego zamętu i skupić tylko na tym co tu i teraz. W końcu udaje mi się i podchodzę do kolejnej próby. Wszystko idzie zgodnie z planem. Strzały lądują dokładnie tam, gdzie zamierzałem. Wygląda na to, że przede mną już tylko ostatnia część turnieju, gdy nagle i zupełnie niespodziewanie pogoda zmienia się. Warunki stają się zupełnie szalone. Staram się gdzieś schować pod dachem, choć dojście tam przy szalejącym wietrze jest dość trudne. "Skąd nagle ta wichura? I dlaczego te chmury tak dziwnie wyglądają. Coś mi przypominają. Twarz kobiety. Co to ma znaczyć?">

<Wybudzam się i wszystko zaczyna wracać na swoje miejsce. To powolny i bolesny proces, ale w końcu zaczynam rozumieć co tu jest grane. Nie od razu, bo biel sali oślepia mnie, a twarz stojącej nade mną osoby nie budzi żadnych skojarzeń. Jestem otumaniony, ale powracający fizyczny ból chyba przyspiesza proces powrotu do świadomości. Jest jednak tak nieznośny, że wykrzywiam twarz i zaczynam dość ciężko oddychać. Mój stan sprawia, że ledwo jestem w stanie usłyszeć i zrozumieć to co mówi morryta. W końcu jednak dochodzą do mego umysłu jego słowa, a ja zdaję sobie sprawę, że kobieta, która trzyma mnie za rękę, to Elbereth. Staram się delikatnie uśmiechnąć słuchając co ma do powiedzenia. Staram się lekko i delikatnie wymacać ręką miejsca, w którym zostałem zraniony, choć nie poprawia to mojego stanu. Sprawia dodatkowy ból, choć na pewno też oprzytomnia mnie bardziej.>

- Dziękuję El. Dziękuję, że mnie stamtąd zabrałaś i przytargałaś tutaj. Wiem gdzie jesteśmy. Pamiętam podróż z karczmy. Pamiętam spotkanie z resztą na brzegu wyspy. Pamiętam tę salę przed operacją. Nie wiem co potem się działo, bo myślami byłem na jakimś strzeleckim turnieju w Ostlandzie, ale czuję, że jest lepiej. - <Krzywię się i cichy jęk wydobywa się z moich ust.> - Hm... Przynajmniej taką mam nadzieję. Choć nadal cholernie boli. - <Na chwilę milknę, starając się zrobić kilka głośnych oddechów, wciągając mocno powietrze nosem i wypuszczając w ten sam sposób.> - Pamiętam też, jak zostałem zaskoczony na dachu przy karczmie przez ludzi z Feriel, jak zostałem zrzucony na bruk i zostawiony na pewną śmierć. Do tego bolesną i długotrwałą. Dlatego dziękuję raz jeszcze za pomoc droga przyjaciółko. - <Słowa, które wypowiadam, są dziwne. Nie wiem czy to kwestia środków zastosowanych w trakcie zabiegu, czy po prostu mam chęć by je wypowiedzieć.> - I jak tylko dojdę do siebie, to będę stał u Twego boku by wierzyć zemstę. Nie cofnę się przed niczym i nikim w tej kwestii. Nie mam tej mocy i możliwości co Ty, ale będę Ci służył wszystkim co tylko potrafię, by Twój plan doprowadzić do końca. - <Na chwilę milknę, by po kilku kaszlnięciach i kilku głębokich oddechach odczuć moc magii elfki. Na chwilę uśmiecham się, gdy ciepło jej magii przenika przez me ciało. Czuję się jakby lepiej, ale nadal nie w pełni sił.> - Chciałbym wprowadzić Twój plan w życie jak najszybciej, ale bez pełni zdolności nie będę w stanie Ci w wystarczający sposób pomóc. Może kapłani mi pomogą dojść do siebie szybciej. Albo może Rhunar. Możesz go poprosić w moim imieniu? Pamiętam, że był gdzieś na brzegu, gdy tu dotarliśmy. - <"Nie mam w zwyczaju prosić innych o pomoc. Zawsze radziłem sobie sam, bo wiedziałem że sobie samemu jest najlepiej ufać. Że sam siebie nie wystawię do wiatru, ani nie będę wymagał nic w zamian. A ja nie lubię mieć długów. Ale w tej sytuacji... W tej sytuacji to towarzysze mogą mi najprędzej pomóc. Nie chcąc nic w zamian. Tudzież licząc na moją pomoc w przyszłości, na którą sami wiedzą, że i tak mogą liczyć. Jesteśmy tak różni, a tak ze sobą połączeni. Mamy tak odmienne cele, ale jednocześnie łączą nas wspólna historia i wspólni wrogowie. Niby nic nas nie łączy, a jednak łączy jakby wszystko.">

<Myśli w głowie krążą w różnych dziwnych kierunkach. Nie panuję nad tym. I nie wiem czy to efekt ran, leczenia, czy czarów. A może wszystkiego na raz. Ale wiem jedno. Mimo że jest to wbrew mojej naturze muszę zacząć bardziej polegać na towarzyszach. I choć tego nie lubię, muszę się odsłonić wobec nich, by w stosunku do przeciwników móc być bardziej twardym i bezwzględnym. Żegnam odchodzącą elfkę miłym uśmiechem i gdy tylko zostaję sam głośno wołam morrytę> - Sir Blassie. Wiem, że zrobiłeś co mogłeś. Jestem Ci za to dozgonnie wdzięczny. Jestem wdzięczny Tobie, Twoim braciom i samemu Morrowi. Będę się do niego modlił co dzień, dziękując za zawrócenie z drogi do królestwa śmierci. Jeżeli potrzebujecie pomocy służę Wam moim łukiem i zdolnościami. Ale mam jeszcze jedną prośbę. Wiem, że nie powinienem. Że i tak wiele dla mnie zrobiłeś Ty i Twój zakon. Ale bardzo mi zależy na pełnym zdrowiu. Na szybkim dojściu do pełni moich zdolności i umiejętności. Czy jest coś, co da się w tej kwestii zrobić? - <"Tak, wiem. Nie lubię długów. Ale czasem trzeba. A to chyba ten czas.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1224

PostWysłany: Wto Lut 04, 2020 10:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Elbereth dopadła mnie na placu i przekazała prośbę od Klausa. Informacje o zleceniach na nas trochę mnie otrzeźwiły. Fakt że wszyscy razem pojawiliśmy się tutaj dekonspirował moje przebranie i konieczna była kolejna wizyta u Elise. Ech. Ale miałem zamiar skorzystać z oferty wspólnego powrotu.

Podziękował El, chociaż miałem w głowie dalej myśl o jej braku poszanowania dla cudzego rzemiosła i udałem się do skrzydła szpitalnego. Gdy wpuszczono mnie do sali przywitały się z Klausem.


- Witaj łuczniku. Cieszę się że przeżyłeś. Elbereth powiedziała że chciałeś się że mną widzieć.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Lut 04, 2020 17:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Widząc wchodzącego krasnoluda i słysząc jego słowa uśmiecham się miło i odzywam cicho.>

- Witaj Rhunarze. Cieszę się, że wpadłeś. Słuchaj, są dwie sprawy. - <Milknę na chwilę by zrobić kilka oddechów.> - Po pierwsze, jak może już wiesz, na mnie też polują teraz zabójcy. W sumie gdyby tego nie robili, to nie leżałbym tu teraz i nie stękał z bólu. - <Stłumiony śmiech wydobywa się z moich ust.> - Ale do rzeczy. Wyspa jest teraz pewnie otoczona ludźmi z Feriel, czyli miejscowej gildii zabójców. Jak Myrmidia mi miła jestem pewien, że śledzili moją i elfki drogę tutaj. Więc będą sprawdzali każdego, kto będzie próbował się wydostać. Ale jest jeden myk. - <Kaszel na chwilę uniemożliwia mi mowę, ale po chwili wracam do monologu.> - To powód dla którego nie zaatakowali ani mnie, ani Elbereth, gdy magiczka mnie tutaj sprowadzała. Podejrzewam, że o tym nie wiesz, bo chyba nawet Kurt nie zdaje sobie z tego sprawy. Otóż jedna z jego podopiecznych, Etelka, ma jakby to nazwać, hm..., immunitet wśród zabójców zrzeszonych w gildiach. Pamiętasz jak uciekaliśmy z płonącej karczmy i drogę zaszło nam paru zbirów? Pamiętasz jak wzywali nas do wydania Ciebie, strasząc nas tylko słownie, ale sami nie wykonali żadnego ruchu? Jak mimo buńczucznych i prowokujących słów ostatecznie ustąpili nam grzecznie drogi? No więc to obecność Etelki tak na nich wpłynęła. Otóż zasady gildii nie pozwalają im zaatakować ani samej Etelki, ani osób w jej otoczeniu, o ile nie zostaną do tego sprowokowani. Dlatego próbowali nas wtedy sprowokować, tudzież wymusić zostawienie im Ciebie. - <Milknę na chwilę, dając przemyśleć towarzyszowi wypowiedziane przed chwilą słowa, i dając sobie czas by nabrać parę oddechów.> - Elbereth wie o tym, dlatego też stara się teraz przemieszczać po mieście w towarzystwie dziewczyny. Mimo swojej nieprzewidywalności i potrzeby niezależności zdaje sobie sprawę, że w tej chwili to jedyny prosty sposób, by nie narażać się niepotrzebnie. Przynajmniej do czasu pozbycia się tego, kto wystawił kontrakty na Wasze głowy. - <Spoglądam głęboko w oczy krasnoludowi.> - Więc moja rada przyjacielu: jeśli możesz to do tego czasu trzymaj się ich blisko. A już na pewno skorzystaj z towarzystwa Etelki, gdybyś chciał opuścić tę wyspę. A... I jak już wspomniałem, nie wiem czy poza mną, elfką i teraz Tobą ktoś jeszcze o tym wie. No i Etelki, bo może na to nie wyglądać, ale dziewczyna zdaje sobie z tego sprawę. Jednakże próbuje zachować to w tajemnicy, więc proszę Ty również zachowaj w tej kwestii dyskrecję. - <Uśmiecham się miło.>

-No dobra. To teraz trochę prywaty. - <Krzywię się lekko, gdy kolejny atak bólu ogarnia moje ciało.> - Jak dobrze zauważyłeś żyję, ale do pełni zdrowia mi jeszcze daleko. A nie chciałbym spędzić tutaj bezproduktywnie kolejnych dni i pozwolić spić Wam cały zaszczyt z eliminacji von dem Kuypersa, czy też rozwiązania kwestii Wietrznicy. - <Kolejny raz stłumiony śmiech wydobywa się z much ust.> -Nie znasz może jakichś, hm...., metod na przyspieszenie procesu mojego powrotu do pełni sił. Czułem jak kojąco i uspokajająco zadziały Twoje znaki i słowa, którymi obdarzyłeś mnie, gdy wylądowałem na wyspie. Nie znam się na tym, dobrze o tym wiesz, więc może nie jesteś właściwą osobą do tej prośby, ale może byłbyś mi w stanie pomóc też teraz, hm?
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1224

PostWysłany: Wto Lut 04, 2020 19:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Westchnąłem i pokręciłem głową.

- Klausie... może nie zauważyłeś ale zdołałem się zakamuflować i w krasnoludzkiej dzielnicy pozostać niezauważonym. Nie mówiąc już o tym że nie siedziałem w jednym miejscu i nie raz wychodziłem na ulicę. Tajemnica Etelki będzie ze mną bezpieczna, ale pomyśl że chodząc ciągle w jej towarzystwie jest się teraz pod ciągłą obserwacją. Moment nieuwagi, oddalenie się od niej, bycie w osobnym pomieszczeniu i bach. Polegając tylko na niej będziecie chodzić jak na uwięzi. Nie znam jej więc nie wiem jak bardzo dla niej jest uciążliwe bycie w roli waszego zabezpieczenia. Odpływając z wyspy skorzystam z zaproszenia by zrobić to z Kurtem i El, ale będę musiał zmienić swój wizerunek po powrocie do domu Arkata.

- Daj mi moment... moje runy słabiej działają na niekrasnoludzi, ale powinny trochę ci pomóc. - rzekłem.

Zacząłem mruczeć tajemne słowa i wykonywać gesty nad ciałem łucznika, by Runą Uzdrowienia poprawić trochę jego stan.

- Czy masz do mnie jeszcze jakąś sprawę? Dostaliśmy od Mistrza Zakonu pewną propozycję, możliwe że i tobie zostanie ona złożona o ile zdołają ciebie na czas uzdrowić.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 694
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Lut 05, 2020 00:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Rozumiem Rhunarze. Ty najlepiej wiesz jak postąpić, by zachować swoje bezpieczeństwo.

<Przyjmuję od krasnoluda spokojnie leczniczą energię, napawając się jej efektem na moje ciało. Przez chwilę więc milczę, by w końcu odpowiedzieć na ostatnie jego słowa.>

- Dziękuję za Twą pomoc. Może dzięki temu szybciej dojdę do siebie. Jednak zanim to nastąpi to raczej jestem wyjęty z bardziej aktywnych działań. Pewnie też dlatego jak na razie nikt mi żadnej propozycji nie składał. W każdym razie nie zatrzymuję Cię dłużej w Twoich planach.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 29, 30, 31 ... 36, 37, 38  Następny
Strona 30 z 38

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.