Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 36, 37, 38
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 693
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Maj 27, 2020 19:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Mając nadzieję, że moje zapewnienia jednak sprawią, że kwestia odnalezienia zaginionych stanie się priorytetem, słucham słów Melisy i Kruka z uwagą. Jednak to jak szybko zostaje uznane, że nic nie da się zrobić, więc chyba nie ma co dalej strzępić języka i należy się rozejść, i co najwyżej się pomodlić, znowu mnie negatywnie zaskakuje. Stoję jak wryty, a ręce mi opadają, gdy widzę, jak zostają wydane polecenia i wszyscy dość szybko opuszczają salę zapominając o tym problemie. Patrzę na to wszystko z niedowierzaniem, ale dopiero jak zostaje nas zaledwie kilkoro jestem w stanie się odezwać. Kieruję raczej słowa do siebie, niż do reszty, nie podnoszę głosu, choć słychać w ich tonie głęboką irytację.>

- I to już tak? Wszystko? Nie da się i już? El musi sobie sama radzić? Nosz kurwa mać! Udało im się zlokalizować Iruyha, otworzyć bramę w pobliżu miejsca jego przebywania i sprowadzić go z powrotem, ale w przypadku El i Jilli jedyne co można to stwierdzić, że są gdzieś daleko i tyle? Naprawdę? Czy po prostu im się nie chciało nic w tej kwestii zrobić? Bo Elbereth nie jest dla nich w ogóle ważna, a moje słowa to za mało, by móc przyjąć, że jej podopieczna to siostra Lucasa? Najgorsze jest kurwa to, że ja sam nie mogę nic w tej kwestii zdziałać, a na szukanie pomocy w mieście nie ma nawet czasu. Szlag! Cholerna magia!

<W końcu macham ręką i rozglądam się po sali. Staram się uśmiechnąć miło do medyczki, ale średnio mi to wychodzi. Potem rzucam wzrok na Ecoliono, dziękując skinieniem głowy, że próbował pomóc odnaleźć elfkę, aż w końcu spoglądam na pozostałe trzy osoby w sali, a więc Kurta i jego dziewczyny. Wtedy zdaję sobie sprawę, że nie otrzymał on odpowiedzi na swoje pytanie co do powodów konieczności tak szybkiego opuszczenia miasta.>

- Cóż, przyjacielu... Widzę, że Ciebie też mają w zadzie. - <Wzdycham głośno.> - No więc tak... Lucas ruszył ze swoim wojskiem na Marienburg i jest już dzień, czy dwa dni drogi od miasta. Krasnoludy za chwilę opuszczą miasto, na elfy nie ma co liczyć, a wśród ludzkich władz są poplecznicy Wietrznicy, więc nie ma co nawet próbować bronić miasta przed siłami Lucasa. Trzeba zebrać dupę w troki i jak najszybciej ruszyć stąd. Tamci... - <Wskazuję na wyjście z sali.> - Tamci ruszają do twierdzy na Upadłych Wzgórzach. Rhunar chyba ma zamiar tam zabrać wszystkich swoich pobratymców z miasta. Więc proponuję byś posłuchał się Mistrza Zakonu i poddał się opiece szanownej medyczki i dał się tam zawieść razem ze swoimi podopiecznymi. Jeśli będzie to możliwe, to chętnie przy wjeździe będę wam towarzyszył. - <Uśmiecham się miło do Aniki i Etelki.>

- A tymczasem chyba już nic tu po mnie. - <Czekam chwilę na reakcję przyjaciół, po czym odzywam się do Ewy.> - Czy możesz mi proszę powiedzieć, gdzie mogę znaleźć Iruyha? Rozumiem, że jego stan już powrócił do... hm... normy i wszystko z nim w porządku?
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Nie Maj 31, 2020 23:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Anko jak zawsze do puki jesteś potrzeby to i z tobą pogadają, po plecach poklepią, pochwalą nawet. Potem ta nawet pies z kulawą nogą nie trąci... - Odparł sentencjonalnie kiwając głową nad swoim losem. - Skoro tak się sprawy mają nic tu po mnie. Pewnie jego ludzie nie będą tak dokładnie czesać miasta ale po co kusić Randala. No i jak się zakonni stąd zawiną to i moja opieka też - Dodał nachylając się do strzelca tak żeby tylko on usłyszał szturchając go pod bok. - Słabym jeszcze. Polazłem na dół i do góry a już sapię jak miech kowalski. Na szczęście w karczmie nie zostawiliśmy niczego wartego uwagi. Na upartego mogę jechać tak jak stoję. Będę chciał wysłać dziewczyny na targ jak coś potrzebujesz to daj im znać.

- Dziewczyny słyszałyście, nie? Wieczorem nas już tu nie będzie. Ostatnia szansa żeby się uszykować na wyjazd. Zdążycie na zakupy i wrócić przed wieczorem?

Etelka i Anika uśmiechnęły się najpierw do kurta potem do siebie. Chociaż wieści nie były zbyt dobre to perspektywa zakupów... Cuż kobieca natura brała górę. Pokiwały energicznie głowami. Pamiętał wszakże że miały od Kurta pękaty mieszek złota.

- Tak zdążymy. - Zgodziły się entuzjastycznie.

- Dobrze. Ja sobie sam tu poradzę. A wy pędźcie ale... - zawiesił głos - Przed wieczorem macie być na miejscu. Nie wieczorem, przed. Sakiewka - Kurt wyciągną rękę po pieniądze. Podzielił jej zawartość na 3 części. Jedną trzecią dał dziewczyną. - To dla was. Wasza dola. - Doliczył około 40 koron - Jak znajdziecie karwasze lub wzmacniane rękawice to kupcie dla mnie. Jakieś płaszcze podróżne. Jakzostawiłyście coś w karczmie idzie po to w pierwszej kolejności - Resztę schował - Jak by was coś zaniepokoiło wracajcie od razu. Zrozumiano?

Gdy w szpitalu zrobiło się luźniej Kurt w końcu usiadł aby odsapnąć.

Gdy odpoczą, wyciągną Kąsacza z jaszczura potem zaczął z namaszczeniem ostrzyć miecz potem dokładnie go wyczyścił. Na koniec jeszcze raz obejrzał swoje znaleziska. Przemył je czystą wodą i ponownie schował przygotowując się do drogi.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Maj 31, 2020 23:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Tellan>

<Kapłanka wyprowadziła cię z izby szpitalnej i udałyście się najpierw do jadalni abyś mogła spożyć posiłek a potem do zbrojowni. Po drodze uzyskałaś odpowiedź na swoje pytanie>

-Prawdopodobnie jutro miasto zostanie zajęte przez wojska księcia Lucasa z Hochlandu. Wszelka opozycja zostanie wyeliminowana, a ty sama brałaś udział w kampaniach przeciw księciu co najmniej kilka razy. Jeśli byśmy zostali zmuszono by nas do walki o własne życia. Ponieślibyśmy klęskę więc lepiej wycofać się zawczasu i przygotować do obrony w innym miejscu.

<Kapłanka przyjrzała ci się i wybrała dla ciebie skórzaną kurtę, spodnie, koszulkę kolczą, miecz i tarczę. >

-Przebierz się moja droga. Twój obecny strój jest mało efektywny w walce a ta może nas spotkać wcześniej niż się spodziewamy.

<Nie protestowałaś. Musiałaś zaufać otaczającym cię ludziom tym bardziej, że nie sprawiali wrażenia kogoś kto pragnie twojej krzywdy.
Przebrałaś się ponownie i rzeczywiście w rynsztunku bojowym czułaś się jakoś lepiej. Następnie kapłanka poprowadziła cię na plac zamkowy
gdzie Iruyh ćwiczył szermierkę tym czarnym ogromnym mieczem ze złotymi żyłkami. Bez pytania rycerz wciągnął cię do treningu i zdałaś
sobie sprawę, że potrafisz wiele rzeczy, które wykonujesz odruchowo nawet o nich nie pamiętając.>

-Dziś wieczór wyruszymy Tellan. Możliwe, żę będziemy musieli walczyć aby dostać się do bezpiecznego miejsca, ale widzę iż radzisz sobie
dobrze. Trzymaj się mnie a wszystko będzie dobrze.


<Kurt>

<Klaus przyjął twoją odpowiedź bez entuzjazmu po czym razem z medyczką wyszli szukać Iruyha. Po kilku chwila Ewa wróciła sama. Zdążyłeś w tym czasie wysłać Anikę i Etelkę na miasto aby kupiły kilka rzeczy. Medyczka obejrzała cię raz jeszcze i w kilku miejscach zmieniła przesiąkające bandaże. Usiadłeś i zająłeś się sprzętem. Po kilku klepsydrach dziewczyny wróciły ale bez zakupów.>

-Zaczęło się. Sklepy i stragany są zamknięte a Czarne kapelusze zganiają wszystkich z ulic do domów. Jeśli nie znasz osobiście jakiegoś handlarza
który położy za ciebie głowę to nic nie kupisz. Bramy miasta są zamknięte, tak samo główne mosty. Ciekawa jestem jak wyjedziemy z Marrienburga - <Zdała relację Etelka>

<Rhunar>

<Opuściłeś izbę szpitalną i udałeś się na przystań. Czekałeś chwilę i widziałeś jak kapłan Ecoliono opuszcza wyspę wsiadając na prom przed tobą. Po kilku chwilach jednak zjawiła się Melisa. Razem zabraliście się następnym promem do miasta Marienburg a potem prędko na piechotę do dzielnicy krasnoludzkiej. Mimo iż byłeś w towarzystwie elfiej czarodziejki wpuszczone cię do Arkata bez przeszkód. Oznajmiłeś złe nowiny a radny od razy wysłał posłańców aby zebrali wszystkich, którzy chcą opuścić miasto i udać się do twierdzy Morra. Spakowałeś swoje rzeczy i ruszyłeś
na spotkanie z Jordim i Axerundem. W sklepie Axerunda jakimś cudem odnalazła was Shehtar. Jej silny charakter wprawiał was trzech w zakłopotanie więc rozmawiał tylko z Melisą. Dowiedziałeś się, że mroczne elfy nie wiedzą jeszcze ani o kowadle ani o okręcie więc jeśli mielibyście je zabrać to najlepiej teraz. Mroczna elfka oznajmiła, że odwróci uwagę
elfów z Naggaroth więc udała się na powrót do Elfiego Miasta. Axerund poprosił Ismenę i Melisę aby spakowały sklep, a sam udał się razem z Tobą i Strzelimłotem na nabrzeże niedaleko miejsca gdzie kursowały promy na wyspę Rijeka. Jordi nadal był zbyt słaby więc naradziliście się we trójkę i padło na Axerunda. Zapadł już zmrok kiedy zbrojmistrz
skoczył w odmęty Marienburskiego portu. Ukrywaliście się z Jordim dobre pół klepsydry zanim coś zabulgotało i tuż przy was wynurzyła się wieżyczka okrętu podwodnego. W tym czasie Melisa i Ismene dołączyły do was dźwigając dwa wypchane po brzegi plecaki. Axerund wystawił tylko głowę i rzekł.>

-Nie ma na co czekać. Pakujcie się do środka i wypływamy...

<Ecoliono>

<Ludzie się rozeszli więc i ty udałeś się w swoją stronę. Opuściłeś wyspę jako pierwszy jeszcze przed Rhunarem , który czekał na przystani na elfią czarodziejkę. Gdy zszedłeś na ląd z promu od razu udałeś się do klasztoru Morra aby uprzedzić siostrę przełożoną i wszystkich mieszkańców klasztoru. Diromo poparła twój pomysł opuszczenia miasta i nakazała Fudyme, Neloziemu, Wanece oraz Manaleliemu spakować się
czym prędzej i udać się z resztą do twierdzy na Upadłych Wzgórzach. Matieu spakował wszystkie twoje drobiazgi po czym razem z chłopcem udaliście się przez miasto do sióstr miłosierdzia Shallyi. Tam przekazałeś informacje o możliwości udania się do twierdzy i namaściłeś kilku bliskich śmierci chorych. Ponownie wróciłeś do klasztoru Morra gdzie wszyscy poza Matką Przełożoną byli gotowi do drogi. Zapadł już zmrok.>

-Bracie Ecoliono, przekazuje ci odpowiedzialność za bezpieczeństwo tej gromady, Manaleli cię wspomoże. Ja tutaj zostanę ponieważ taka moja rola. Jeśli przyjdzie mi zapukać do bram Morra będę gotowa ale wy musicie przeżyć.

<Kobieta wskazała na ciebie, chłopca, elfią wieszczkę, krasnoludzkiego kapłana i dwóch niziołków.>


<Klaus>

<Ecoliona skinął ci tylko głową ze zrozumieniem i sam także opuścił szpital. Kurt coś tam pomarudził na zdrowie i wysłał dziewczyny na miasto. Medyczka Ewa zgodziła się zaprowadzić cię do Iruyha potwierdzając, że wszystko z nim w porządku. Kiedy znalazłeś się już przed izbą regenta miałeś wątpliwości ale koniec końców doszło do rozmowy i miałeś okazje wypytać Iruyha o co chciałeś. Odpowiedzi jednak nie były dla ciebie satysfakcjonujące. Zostało niewiele czasu aby coś działać a wszyscy przygotowywali się do opuszczenia miasta, może i ty powinieneś.>

<Elbereth>

<Pożegnałaś się z Gotelieve i niosąc na rękach Jillię opatuloną w koc wkroczyłaś pewnie w portal, który stworzyła dla Ciebie szamanka. Niebieski błysk oślepił cię na chwilę po czym stałaś już na placu pełnym szubienic, na wyspie Rijeka tuż przed gmachem twierdzy więzienia. Ciała dyndały bezwładnie na sznurach. Wieczorna pora oraz mgła nie przywodziły na myśl nic pozytywnego. W pierwszym momencie
zastanawiałaś się nawet czy naprawdę udało ci się wydostać z piekielnego koszmaru. Wtedy poczułaś jak ktoś zatyka ci dłonią usta i przywiera biodrami do twoich pośladków, przyciskając klatkę piersiową do twoich pleców.>
-Kolejny raz zachodzę cię jak bezbronne dziecko choć twoje seksowne ciało mówi coś innego. <Bez wahania rozpoznałaś szept Beltheriona>
-Witaj z powrotem moja miłości. Trochę się spóźniłaś i powinniśmy się zabierać stąd czym prędzej. <Elf uwolnił twoje usta ale nadal przylegał
do twojego ciała.> -Miasto upadło, wojska Lucasa są prawie wszędzie. Ostało się tylko Elfie Miasto. <Beltherion, nie skończył mówić a w głowie już słyszałaś nawołującą cię Shasuuviel.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Pon Cze 01, 2020 20:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spojrzałam na szamankę po raz ostatni.>

-Dziękuję Gotelieve. Życzę Ci powodzenia i mam nadzieję, że przyjdzie Nam się jeszcze spotkać, choć liczę, iż w bardziej sprzyjających okolicznościach.

<Uśmiechnęłam się łagodnie do kobiety, po czym odwróciłam wzrok ku portalowi. Przycisnęłam mocniej do piersi dziewczynę, wstrzymałam oddech i pewnym krokiem wkroczyłam w przejście, choć nie byłam pewna czego tym razem doświadczę. Okazało się zdecydowanie przyjemniejsze i mniej bolesne. Stanęłam pewnie na placu wisielców. Chłodny wiatr niosący morską bryzę rozwiał nieco moje rozpuszczone włosy. Spojrzałam na twierdzę pogrążoną w ciszy i ciemności. Zimny dreszcz przeszedł mi po plecach, gdy tylko dostrzegłam podnoszącą się mgłę.>

-Nie, nie, nie… nie zniosę tego więcej…

<Zaczęłam mówić pod nosem, gdy poczułam dłoń na ustach. Zesztywniałam wstrzymując oddech. Mogłam być pewna, że to nie demon, ponieważ dzwoneczek nie wydał żadnego dźwięku. Nie mogłam ryzykować. Skupiłam się na przepływających wiatrach magii sięgając po nie by spleść zaklęcie, gdy usłyszałam znajomy głos. Powoli wypuściłam przez usta powietrze rozluźniając się i opierając o niego. Odchyliłam głowę przyglądając się Beltherionowi. “... a jeśli to ułuda…nawet jeśli…”>

-Bel… mówiłam żebyś mnie tak nie zachodził. <Wymamrotałam cicho.> Gdybyś się nie odezwał zostałaby z Ciebie kupka popiołu. <Uśmiechnęłam się, choć moje oczy wypełniły łzy.> Moja miłości…

<Urwałam czując mentalne wezwanie, na które natychmiast odpowiedziałam. Mój wzrok przysłoniła mgła.>

-Pani.. <Wyszeptałam cicho wysłuchując jej słów. Nasza rozmowa nie trwała długo. Westchnęłam cicho, po czym delikatnie odłożyłam dziewczynę. Odwróciłam się do Beltheriona, zarzuciłam ręce za szyję przylegając do niego całym ciałem i zamykając jego usta w namiętnym pocałunku. Jego zapach, bliskość i ciepło utwierdzały mnie w przekonaniu, że tym razem nie mam do czynienia ani z koszmarem na jawie ani ułudą.Z niechęcią oderwałam się od jego słodkich ust.>

-Gdybym tylko mogła zabrałabym nas daleko, daleko stąd mój ukochany. <Mówiłam cicho tak by tylko on mógł mnie usłyszeć.> Dostałam rozkazy i muszę je wypełnić nim opuścimy Marienburg. Tylko przebiorę się w coś odpowiedniego. <Mrugnęłam do niego sięgając po torbę, którą zabrał z karczmy.> Hmm… <Spojrzałam na strój od Shasuuviel.> Jak tylko wydostaniemy się z miasta lub będziemy nam dana spokojniejsza chwila, wówczas wszystko Ci wyjaśnię… pewnie masz pytania.<Zaczęłam wciągać spodnie.> Jak bardzo się spóźniłam? <Zerknęłam na niego.> Tam gdzie byłam traciłam poczucie czasu. Altdorf był, jak obóz Szaraka, wypełniony mgłą. Musiałam kluczyć by nie wpaść na demony… trwało to klepsydrami, ale też zdarzyło mi się parę razy stracić przytomność przy różnych okazjach, więc nie wiem ile czasu mnie faktycznie nie było. <Wzułam buty, po czym ściągnęłam sukienkę.> Czy nasi towarzysze opuścili miasto, czy też nie zdążyli?

<Narzuciłam kurtę zapinając ją pod samą szyję, chowając pod nią dwa łańcuszki, z amuletem oraz pierścieniem. Zabrałam się za poprawianie pasa, ale zatrzymałam się w pewnym momencie przyglądając się dziurkom. Zmarszczyłam czoło widząc, że muszę użyć innej, jakbym schudła. … w sumie nie jadłam...od nie wiem kiedy… Dopięłam się, ponownie wtykając trzonek topora za pas. Złożyłam sukienkę i delikatnie schowałam do torby. W końcu wyprostowałam się spoglądając na Beltheriona.>

-Nie byłam pewna czy wrócę i czy nie jesteś ułudą wykreowaną przez mój przerażony umysł, ale jeśli miałabym umierać to tylko w Twoich ramionach.

<Przytuliłam się mocno milknąc na kilka chwil. Chciałam cieszyć się jego bliskością nim przyjdzie mi wykonać zadanie. W końcu wyszeptałam.>

-Mam przejąć władzę od Namiestnika w Elfim Mieście wszelkimi środkami jakie uznam za stosowne i poddać dzielnicę. Miejsce, które było całym moim światem. Na samą myśl, że wpadnie w ręce tej przeklętej wiedźmy... <Pociągnęłam nosem.> Może to i lepiej… Zawsze mogę wszystko podpalić. <Spojrzałam na niego.> Masz jakiś sprytny sposób by przejść tam z nieprzytomną dziewczyną? I nie dać się złapać?
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Cze 01, 2020 23:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Beltherion odwzajemnił namiętny pocałunek i przytulił cię mocno obejmując w talii. Był prawdziwy nie miałaś co do tego żadnych wątpliwości. Kiedy zaczęłaś się przebierać elf patrzył na ciebie głodnym wzrokiem.>

-Liczę, że nastąpi to niebawem. Ostatnimi czasy siła muszę wyszarpywać każdy wspólny moment tylko z tobą El... Mam kilka pytań ale mogą zaczekać, najważniejsze że jesteś cała i zdrowa. Armia Lucasa wmaszerowała do miasta dziś rano a twoi przyjaciele jeśli mogę ich tak nazwać opuścili Marienburg wczoraj wieczorem. Są w drodze do twierdzy na Upadłych Wzgórzach. Przez moment Beltherion widział twoje nagie ciało od brzucha w górę a jego oczy aż się zaświeciły.Ledwo się powstrzymywał żeby cię nie skonsumować na miejscu. Przebrana ponownie przylgnęłaś do Bela a on tulił cię wdychając twój zapach. Słysząc pytanie wyszeptał.>

-Skoro tak to pewnie będziesz musiała go zabić, namiestnicy mrocznych elfów nie oddają władzy bez walki.
<elf uśmiechnął się przewrotnie.>
-Oczywiście, że mam plan. Czekałem na ciebie wiele godzin obserwując to miejsce bez ustanku.

<Beltherion wziął Jillię na ręce i powiódł cię do ukrytej łodzi.>

-Ledwo się zmieścimy, nie brałem pod uwagę trzeciej osoby. Na szczęście to chucherko jest takie małe i drobne.

<We trójkę opuściliście wyspę Rijeka dryfując we mgle. Od czasu do czasu twój ukochany pomachał delikatnie rękami w wodzie.
Prąd jakby sam zabrał was wprost do nabrzeża w Elfim Mieście. Zeszliście na ląd tuż obok twojego rodzinnego domu. Wiedziałaś
że jesteście obserwowani ale nikt nie interweniował. Weszliście do domu i od razu zaczęłaś się przygotowywać. Wzięłaś szybką
orzeźwiającą kąpiel , przebrałaś się w szatę od Denetinne, dobrałaś pantofelki pod kolor oraz złoty pierścień z oczkiem granatu.
Ułożyłaś włosy jak uznałaś za stosowne rozpuszczając je z tyłu a z przodu zaplotłaś półkoronę. Beltherion położył Jillie do łóżka
jeszcze zanim skończyłaś kąpiel,a później nie spuszczał z ciebie oka. Wykorzystałaś więc czas przygotowań na streszczenie mu co się wydarzyło odkąd wpadłaś w
magiczną pułapkę goniąc porywacza. Ukochany zaczepiał cię błądząc dłońmi po twoim ciele delikatnie głaszcząc twoją skórę przez cienki materiał.>

-Już jestem zazdrosny a jeszcze nie wyszłaś z domu. Ta szata podkreśla wszystkie twoje walory El. Ale rozumiem, dzięki temu odwrócisz jego uwagę.

<Poleciłaś Belowi pilnować Jilli a sama udałaś się do namiestnika, bez broni i prawie bez sił magicznych. Strażnicy z Naggaroth zatrzymali cię przed wejściem do siedziby namiestnika ale kilka spojrzeń na ciebie i twoje wytłumaczenie sprawiło iż wpuścili cię bez problemów. Kiedy znalazłaś się w ciemnej komnacie Raffanira, rozświetlanej czerwonymi runicznymi znakami, dostrzegłaś mrocznego elfa zapatrzonego w jakieś plany na stole. Był sam w komnacie, odziany w ten sam marynarski płaszcz w którym widziałaś go wcześniej.>
-Wreszcie jesteście, ile można na was czekać...
<Raffanir podniósł na ciebie wzrok i zastygł na moment. Twoja obecność go zaskoczyła mimo iż na twarzy starał się malować tylko powagę i surowość.>
-Elbereth? Co ty tutaj robisz o tej porze, w takim czasie... <zapytał bez ogródek Namiestnik>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 172

PostWysłany: Wto Cze 02, 2020 01:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy dotarłem do klasztoru, od razu skierowałem swe kroki do refrktarza licząc że zastanę tam siostrę przełożona, jak i mych braci i siostry. Na szczęście udało mi się dość szybko odnaleźć starszą kapłankę gdy ta wracała z modlitwy. Streszczając się opowiedziałem o ostatnich wydarzeniach, słowach mistrza zakonu i mej wizji zagłady miasta.
Siostra przełożona szybką zadecydował, bym wraz z mymi braćmi i siostrami w wierze opuścił jak najszybciej klasztor. Już wcześniej kazałem Mathiu by przygotował się do wyruszenia w drogę. Sam zresztą, wraz z pozostałymi mieszkańcami rozpoczłem przygotowywać się do wyruszenia i pakowania potrzebnych rzeczy, sam uszykowałem skórzaną sakwę do której włożyłem umieszczone w niewielkim pudełku zabrane z skryptorium przybory do pisania, a do tego uszykowałem kilka kart czystego pergaminu. Będąc zaś w armarium zabrałem że sobą modlitewnik, jak i herbarz - zawierający wiedzę o ziołach, jak i o samym leczeniu nimi.
Ze smutkiem chodziłem po pomieszczeniu gdzie były przechowywane księgi - nie sądziłem by przetrwały, zapewne całą zgromadzoną tu wiedzę czekał taki sam los jak miasto.
Następnie będąc w dormitorium uszykowałem dwa grubsze koce, zarówno dle siebie jak i dla chłopca.
Słysząc że Mathiu był już gotowy, skinąłem mu głową u ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę klasztoru sióstr miłosierdzia - miałem zamiar przestrzec siostry o niebezpieczeństwie, jak i pomóc im po raz ostatni w ich posłudze, zanim opuszczę Marinburg.

***

Wróciwszy pod wieczór do klasztoru, szybko wraz z resztą przygotowałem prowiant na drogę, po czym Siostra Przełożona pożegnała nas i powierzyła mi opiekę nad cała grupą.

-Będę się nimi opiekował, obiecuje. Dziękuję też za twą dobroć Wielebna, będę się modlił do Morra byśmy się ponownie spotkali - a jeśli nie to będziemy prosić Morra byś bezpiecznie przekroczyła bramy jego królestwa.


Następnie zwróciłem się do zgromadzonych.

-Wszyscy gotowi, prowiant i rzeczy zabrane? Jeśli tak to ruszajmy, nie ma co tracić czasu.

Chwycił chłopca za rękę, wsparłem się na lasce i ruszyłem w kierunku twierdzy - wychodząc na spotkanie wyruszających do twierdzy Rycerzy Kruka.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 693
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Cze 02, 2020 13:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Opuszczając salę szpitalną ruszyłem za medyczką, dając się podprowadzić pod drzwi, za którymi miał przebywać Iruyh. Ewa zostawiła mnie tam samego, więc niepewnie zapukałem do drzwi, by po usłyszeniu słów zachęty wejść ostrożnie do środka. Widząc w środku regenta, ale nadal nie będąc pewien jego stanu, ani stosunku do mej osoby, zacząłem rozmowę w dość bezpieczny sposób. Dość szybko jednak okazało się, że z rycerzem jest pod tym względem wszystko w porządku i zachowuje się jak na niego normalnie, choć zaszły w jego wyglądzie pewne zastanawiające zmiany. Jednakowoż, jako że zbierał się akurat do rozpoczęcia treningu gdzieś na zewnątrz, zaproponował bym mu towarzyszył kontynuując rozmowę, a może i nawet bym partnerował mu w treningu na miecze.>

- Dobrze więc, ruszajmy. Choć pozwolisz rycerzu, że nie będę stawał z Tobą w szranki. Wiem jak walczysz, wiem jak trenujesz, a życie nadal mi miłe. - <Odpowiedziałem na takową sugestię, a z mych ust wydobył się cichy i sympatyczny śmiech.>

<Kontynuowaliśmy więc wymianę zdań w drodze na plac twierdzy, gdzie rozmówca postanowił poćwiczyć jednym ze swoich wielkich mieczy. Poza szubienicami i dybami nie było tu nic innego. Smutne wysuszone i objedzone zwłoki bujały się na sznurach. W tych warunkach Iruyh wymachiwał wielkim mieczem jakby to była jakaś wykałaczka, jednocześnie odpowiadając na moje pytania, czy też stawiając swoje. Coś sprawiało, że nie byłem w stanie zbyt długo spoglądać się mu wprost w oczy, a i luźny nastrój rozmowy przeszedł dość szybko w poważny ton. W pewnym momencie regent nawet tak wywinął mieczem na odlew, że zatrzymał go tuż przed moją twarzą, aż fale powietrza rozwiała mi włosy. W końcu podejmowane tematy i sposób przekazywanych treści spowodowały, że do dyskusji wdarło się napięcie i niepewność. Na poruszone kwestie w większości nie dostałem wystarczająco wyczerpujących odpowiedzi, choć bardziej poprawnie byłoby stwierdzić, że były one nad wyraz niejasne, a wręcz mętne. Postanowiłem więc już dalej nie kusić losu, czy też mówiąc prościej, nie prowokować dalej wymachującego wielkim żelastwem rycerza i opuściłem plac, pożegnawszy się z nim uprzednio.>

<Ruszam z powrotem do sali szpitalnej, gdzie mam zamiar natknąć się znowu na Kurta. „Mój pierwotny plan jest chyba nadal najlepszy. Muszę opuścić wyspę i miasto z najemnikiem oraz jego dziewczynami. Tak będzie najbezpieczniej. Ale nie mam ochoty zaszywać się na Upadłych Wzgórzach. Szczególnie że musiałbym się tam ciągle patrzyć na te obojętne oblicza zakonników i innych osób, które wydawały się mi towarzyszami. O Iruyhu nie wspominając nawet. Im dalej od niego tym lepiej. El jest nieprzewidywalna i przez to niebezpieczna, ale przynajmniej wydaje mi się, że znam jej główne intencje. O Regencie nie mogę powiedzieć tego samego, a on sam swymi słowami budzi tylko więcej wątpliwości, zamiast je rozwiewać. A po powrocie zza portalu wydaje się jeszcze bardziej niebezpieczny, jak nierealnie by to nie brzmiało. Nie… Chowanie się w warownej twierdzy nie pasuje mi zupełnie teraz. Chcę coś zrobić i to jak najszybciej. Wykorzystać swoje zdolności by się czegoś dowiedzieć o wrogu, a najchętniej wyeliminować parę przeszkód, czy wzbudzić zamieszanie w jego szeregach. Tak. Chowanie się za murem nie uleczy mojej złości, a może tylko pogłębić niechęć wobec osób tam obecnych. Muszę ruszyć swoją drogą.”>

<Gdy docieram na miejsce sprawdzam swoje rzeczy, przygotowując się do wyjazdu. Przeglądam zawartość torby, jak i stan mojego wyposażenia. Przy okazji wyjmuję nożyce i jeśli do sali powróciły już dziewczyny, to proszę by obcięły mi włosy na krótko. Jeśli jest taka potrzeba pomagam Kurtowi czy też medyczce w przygotowaniach do opuszczenia wyspy. Jeśli nie, to zajmuję się konserwacją swego wyposażenia i bezgłośnymi modlitwami do Myrmydii i Morra.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1223

PostWysłany: Wto Cze 02, 2020 19:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wieści były grobowe, ale miałem dość głowy na karku by zapytać Arkata jakimi środkami i jaką trasą będą się ewakuować, by móc połączyć się z krasnoludzkim konwojem. Głupio by było odzyskać Kowadło, wyjść na brzeg i... i zostać z nim samemu w szczerym polu.

Potem udałem się do Axerunda gdzie trzeba było zorganizować ewakuację Faktorian. Korzystając z momentu spokoju nakreśliłem na Jordim następną runę leczniczą by jeszcze bardziej przyspieszyć jego powrót do sił.

Dalej poszło jak z płatka. Moja ukochana z żoną Axerunda zajęły się pakowaniem sklepu, my ruszyliśmy na nabrzeże. Czekanie się przedłużało, ale opanowałem chęć wyciągnięcia fajek i zapalenia sobie.

- Morryci chętnie nas przyjmą na Upadłych Wzgórzach... - odezwałem się w końcu - Nie wiem tylko co dalej. Na Bogów Przodków... szkoda że tak daleko do naszych gór...

W końcu pojawiły się piękne damy (co wywołało mój uśmiech, szczególnie obecność jednej z nich), a potem i pojawiła się łódź. A dokładniej jej wieżyczka. Jeszcze nigdy nie płynąłem tego typu wehikułem więc perspektywa wejścia w jego trzewia i poznania tego cudu techniki napawała mnie pewną ekscytacją. Pomogłem dziewczynom i Jordiemu wejść do środka. Wchodziłem jako ostatni.

Kolejny dreszcz przeszedł moje ciało.

Kowadło Zagłady...

Zszedłem do wieżyczki i zamknąłem za sobą właz. Nie zaszczyciłem Marienburga pożegnalnym spojrzeniem, ani nawet obraźliwym gestem o który się to miasto aż prosiło.

Musiałem się skupić na tym co działo się teraz.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1607

PostWysłany: Wto Cze 02, 2020 21:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zacisnęłam usta, przepraszająco spuszczając wzrok na wspomnienie o wyszarpywaniu czasu tylko dla Nas. Wiedziałam, że nie miał o to pretensji, a jednak mimo to poczułam się nieco nieswojo. Od przyjazdu do Marienburga nie mieliśmy okazji spędzić razem nawet kilku klepsydr. Tym cenniejsza była każda, którą mogliśmy dzielić. Przytaknęłam mu parę razy słuchając, ale w głowie układałam już plan dotyczący mojego spotkania z Namiestnikiem. Uśmiechnęłam się widząc łódkę.>

-Przyznam, że nie spodziewałam się zastać miasta wypełnionego armią… jeszcze nie. Dziękuję. Czekałeś na mnie, choć nie wiedziałeś, czy tu wrócę. I pomyśleć, że chciałeś mnie zabić, gdy się poznaliśmy.

<Pocałowałam go delikatnie w policzek i zdałam na jego plan. Przez całą drogę milczałam tuląc do siebie Jilię. Nim wpłynęliśmy do Elfiego Miasta opatuliłam ją szczelniej, tak by koc zakrył również jej głowę. Nie miałam zamiaru tłumaczyć się straży z wnoszenia człowieka do dzielnicy. Dopiero, gdy drzwi domu zamknęły się za nami odetchnęłam z ulgą. W końcu miejsce, w którym czułam się bezpiecznie. Bez zbędnych ceregieli zaczęłam się szykować na spotkanie opowiadając przy okazji Beltherionowi wszystko od początku.>

-Spałam w skrzydle szpitalnym, gdy zbudził mnie krzyk Jilii dobiegający z korytarza. Zerwałam się na nogi i wybiegłam. Jakiś łajdak ogłuszył ją, przerzucił przez ramię i ruszył biegiem, a ja za nim. Już prawie go miałam, gdy nagle zniknął, a ja z rozpędu wpadłam za nim w jakiś portal… nie żebym postąpiła inaczej, ale nie spodziewałam się wypaść na placu w Altdorfie. Nie było ani czasu ani możliwości bym zawróciła, więc wściekła biegłam dalej z bolesną świadomością, że pędzę wprost w pułapkę. <Wzdrygnęłam się na wspomnienie pierwszych chwil, lecz nie przerwałam kontynuując opowieść ze szczegółami. Przy okazji otworzyłam torbę pokazując co udało mi się znaleźć i zabrać ze sobą. Fiolkę z eliksirem owinęłam w czystszy materiał rzucając w kąt to co zostało z mojej koszuli. Włożyłam szatę dobierając do niej biżuterię oraz fryzurę. Może w innych okolicznościach wpuszczono by mnie z mieczem, ale byłam pewna, że nie teraz. W trakcie przygotowań skradłam parę pocałunków Beltherionowi mając w tyle głowy, że mogą być ostatnimi jeśli zawalę sprawy.>

-Muszę obrać sprytną strategię, ale poradzę sobie. Może to nieco zająć mój kochany, więc się nie martw jeśli zaraz nie wrócę. Zacznę dyplomatycznie i zobaczę, jak się sprawy potoczą. Niestety nie mogę sobie pozwolić na zwyczajowe użycie magii, bo jestem zbyt zmęczona, a on na pewno chroniony. Póki nie zagrozi mojemu życiu nie będę po nią sięgać, ale mam kilka asów w rękawie. Uważaj na nią.

<Pożegnałam się całując Beltheriona czule i ruszyłam na nocne spotkanie. Oczywiście straże były najmniejszym z problemów. Przedstawiłam się wyjaśniając, że przyszłam z wizytą do Namiestnika, ponieważ mam wieści na temat Altdorfu oraz skromnej armii pod murami. Weszłam cicho do wskazanych komnat delektując się zaskoczeniem na twarzy Raffanira. Uśmiechnęłam się na ten nagły brak formalności.>

-Choć ktoś jest miło zaskoczony moją osobą. Raffanirze Haelseeth przyszłam upomnieć się o post scriptum. <Skłoniłam się.> Wybacz tak niezapowiedziane najście, lecz dopiero co wróciłam z Altdorfu. <Zbliżyłam się.> I już otrzymałam rozkazy, więc niebawem opuszczam Marienburg. <Zatrzymałam się raptem dwa kroki od niego spoglądając mu w oczy z lekkim uśmiechem błądzącym na ustach.> Mam nadzieję, że nie zdążyłeś zapomnieć o mojej profesji. Może sama władza i polityka mnie nie interesują, ale wojna to MÓJ żywioł i żaden z Twoich najlepszych szpiegów nie powie Ci tyle o armii, która gości pod bramami Elfiego Miasta co ja. <Oparłam się o krawędź stołu plecami do map.> Bo tak się składa, że osobiście znam wiedźmę, która nią dowodzi i doskonale znam sposób jej działania. <Zamilkłam przyglądając się Namiestnikowi.> To jedynie trzon. Armia, która weszła by przejąć miasto i utrzymać mieszkańców w ryzach, ale to jedynie początek. Za dzień, może dwa przybędzie jej druga część. Dziesiątki demonów, istot, nekromantów, demonologów z wściekłą Wietrznicą na czele. <Wydęłam nieco usta bawiąc się kosmykiem włosów.> Mieszkańcami nakarmi demony, a ich martwe ciała wskrzeszą nekromanci. Mogłam zabić Szaraka, ale nie był jedynym. <Uśmiechnęłam się na wspomnienie niedoszłego “oblubieńca”.> Zrobi to co zrobiła z Altdorfem, a z niego nie zostało nic. Miasto zostało kompletnie zniszczone. Nawet Arcymagowie i Mistrzowie Magii ulegli. <Westchnęłam.> Nie wiem jakie tam plotki na mój temat słyszałeś, ale wiem co mówię. <Spojrzałam mu w oczy.> Marienburg upadnie...
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 681

PostWysłany: Sro Cze 03, 2020 19:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Krótki trening z Iruyhem pokazał jak wiele pamięta moje ciało mimo, iż w mojej głowie szalała pustka.
W obliczu nadchodzącego niebezpieczeństwa świadomość, że potrafię się obronić dodała mi pewności siebie. Uśmiechnęłam się do mężczyzny dysząc lekko ze zmęczenia.>

- Chyba tego własnie potrzebowało moje ciało...- przetarłam dłonią czoło na którym pojawiły się krople potu po czym podeszłam bliżej Iruyha- Nie wiem co nas czeka dalej ale czuje, że sobie poradzę...Poradzimy sobie...-poklepałam się delikatnie po brzuchu po czym ponownie zwróciłam do rycerza.
- Czy wiesz, że czarodziejka Elbereth zniknęła? Spotkałam dziś w sali szpitalnej moich towarzyszy.
To było dziwne uczucie...Nie pamiętam ich twarzy, ani głosów...
Zupełnie jakbyśmy się spotkali po raz pierwszy w życiu...
Nie mieliśmy zbyt wiele czasu aby porozmawiać ponieważ poszukiwali czarodziejki Elbereth.
Ponoć zniknęła nagle i nigdzie nie mogą jej znaleźć. Może opuściła już miasto wiedząc o nadchodzącej armii Lucasa??

<Gdy rycerz wspomniał, że i my również opuszczamy wkrótce miasto przytaknęłam mu głową.>

- W zasadzie to jestem gotowa do drogi. Nie mam wielu rzeczy, które musiałabym przygotować. Mój ekwipunek jest skromny.
Czarny Kruk wspomniał, że będziemy go eskortować do twierdzy... A co z resztą? Czy rozmawiałeś z nimi? Czy Oni też zamierzają udać się do twierdzy?
Jest jeszcze coś o co chciałam Cię zapytać.
Kiedy dziś w sali szpitalnej spotkałam Czarnego Kruka przypomniałam sobie słowa " Teraz należysz do Morra..." Miałam wrażenie jakby to właśnie On skierował je kiedyś do mnie. Morr...Czy to jemu teraz służę?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 700

PostWysłany: Sro Cze 03, 2020 23:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zaczynał się dla Kurta najgorszy czas rekonwalescencji. Gdy głowa zaczynała pracować w miarę normalnie a ciało zaczynało dopiero naprawiać szkody po walce i nie chciało się słuchać. Zwykle w tym czasie zajmował się oporządzeniem. Niestety z racji ostatnich kłopotów został mu tylko Kąsacz. Więc przed wieczorem był już po robocie. Od czasów Curone mógł ten czas spędzić z dziewczynami. Niestety teraz nie było na to czasu. Tak że nim dziewczyny wróciły był zgrubsza gotowy.

Wieści z miasta utwierdziły go w tym że słusznie pozwolił się ewakuować z twierdzy.>

- Sam jestem ciekaw. - odpowiedział – Ale myślę że mają jakiś plan w zanadrzu. Zwłaszcza że z miasta mają też wyjść krasnoludy. W moim stanie zresztą nie mam ci się silić na kombinowanie. Z taką grupą będziemy bezpieczniejsi niż na własną rękę. Przygotujcie się w miarę możliwości do drogi. Coś wygodnego, nierzucającego się w oczy i broń pod rękom. A potem w drogę
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3926
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Cze 06, 2020 15:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan>

-Tak wiem, że Elbereth zniknęła. Wszyscy jej szukają, mnie także o nią pytano. Wszystko wskazuje na to, że nie ma jej na zamku. Dlaczego zniknęła tego nie wiem ale podejrzewam, że sama sobie ot tak nie wyszła. Zostawiła by chociaż jakąś wiadomość. Mam jednak przeczucie, że gdziekolwiek jest i co robi to jakoś sobie poradzi. To zdolna czarodziejka. Co do reszty towarzyszy to raczej wszyscy opuszczą miasto ale nie wiem czy pojadą razem z nami, to okaże się niebawem...

<Iruyh przypiął miecz do pasa na plecach co znaczyło, że trening dobiegł końca.>

-Tak, słyszałem że całkiem niedawno zostałaś przyjęta w poczet rycerzy Morra sama zgadzając się ofiarować swoje życie na służbę dla niego.
To znaczy, że będziesz ganiać nekromantów, hieny cmentarne, porywaczy zwłok i każdego kto zakłóca spoczynek zmarłych lub odmawia pogrzebu.
Zakon Morra to dobry zakon i jest w zgodzie z Shallyą która była twoją patronką odkąd cię poznałem, mimo iż nie byłaś najłagodniejszą dziewczyną na podwórku... Szykujmy się do drogi...


<Ecoliono, Kurt, Klaus, Tellan>

<Po zapadnięciu zmroku zebraliście się na placu. Każdy wziął swoje wyposażenie i przedmioty osobiste. Iruyh i Tellan otrzymali konie i w pełnym rynsztunku otrzymali rozkaz bycia tylną strażą. Klaus zauważył ,że tym razem Iruyh ma przywdzianą swoją czarną zbroje. Kurt, Klaus , Ecoliono, Anika i Etelka,oraz towarzysze ślepego kapłana, czyli dwóch niziołków, elfka i krasnolud, dostali miejsce w dużym krytym wozie zaprzężonym w cztery konie. Z zauważalnych zmian Klaus miał obcięte na krótko włosy, a Kurt zawinięty był w nową porcję bandaży. Reszta towarzystwa zdawała się być w swoich mieszczańskich ubiorach podróżnych. Były jeszcze dwa kolejne wozy,jeden załadowany przedmiotami zakonu Morra i drugi na który posadzono większość nowicjatu i giermków zakonu. Sam Czarny Kruk, kapłanka Alice, Templariusz Berthold oraz Jakob wyruszyli na przodzie prowadząc konwój. Zastanawialiście się gdzie podział się Rhunar i reszta jego ziomków ale wyglądało na to, że znaleźli jakiś inny sposób lub zrezygnowali z opuszczenia miasta. Wyruszyliście przeprawiając się promami do Marienburga a potem główną ulicą do wschodniej bramy pokonując dzielnice kupiecką i rządową. Mijaliście co kilka chwil patrole straży miejskiej ale nie odważyli się was kontrolować. Zatrzymaliście się dopiero przy zamkniętej bramie wyjazdowej z miasta. Wywiązała się krótka rozmowa między Mistrzem Morrytów a dowódcą straży z której wynikało, że mieliście pisemny dokument pozwalający wam opuścić miasto i nie było potrzeby przetrząsać wozów i ładunku, który należał do Pana Śmierci i Snów Morra. Po kilku chwilach usłyszeliście zgrzyt podnoszonej kraty i otwieranej bramy. Wozy ruszyły i odetchnęliście z ulgą gdy już znaleźliście się po drugiej stronie murów. Konie przyspieszyły kroku i popędziliście drogą w stronę Middenheim. W środku nocy zatrzymaliście się na popas. Wtedy Klaus pożegnał się z Kurtem i Ecoliono, po czym oddalił się od obozowiska znikając w ciemnościach. >


<Rhunar>

<Wszedłeś do wnętrza łodzi zaraz za Melisą a Jordi zamknął za tobą właz. <Łódź ma cztery skórzane fotele, dwa zwrócone ku dziobowi, dwa zwrócone ku rufie. Przestrzeń jest ciasna i zapełniona masą zegarów, wskaźników i metalowych rurek biegnących przy poszyciu. Na stalowych szynach, po prawej i lewej stronie spoczywają dwa, długie, walcowate przedmioty z zaokrąglonym czubkiem. Nad owymi przedmiotami rozciągnięte są dwa hamaki. Jest tu bardzo tłoczno. Przednie fotele wyposażone są w koła sterowe i dźwignie oraz przełączniki, tylne mają tylko kilka dźwigni.>
-Piękne cacko co nie? <Zapytał Jordi kiedy Axerund uruchomił napęd łodzi.>
-To jedyny egzemplarz w swoim rodzaju. Oczywiście jest kilka podobnych ale ten wykonaliśmy Ja , Axerund i Nimir Srebronpalcy, niech Bogowie Przodkowie goszczą go szczodrze. Jest całkiem nieźle wyposażona. Posiada runę na beczce co by nie zabrakło nam wody. Jest także runa konserwacji jedzenia na skrzyni i oczywiście runa oczyszczania powietrza na amulecie zawieszonym pod sufitem. Dzięki temu możemy przebywać pod wodą znacznie dłużej niż przeciętny model tego typu. Srebrnopalcy wykonał także runę na peryskopie dzięki czemu mamy możliwość rzucenia elfim okiem na wszystko dokoła. <Serwując ten żart mistrz inżynierów mrugnął na obie elfki, które zajęły miejsca na hamakach.> Co jeszcze.. runa na drzwiach ładowni pozwala nam załadować większe przedmioty z zewnątrz. To za tymi drzwiami znajduje się przedział rufowy. Zawiera maszynownie i ładownie. Ładownie obecnie zapycha nasze kowadełko. Maszynownia natomiast to silnik parowy z piecem i podajnikiem suchego paliwa, który ustawia się w zależności od prędkości. Nad napędem pracowaliśmy wszyscy trzej. To też unikat.Łódź jest Uzbrojona w torpedy, działo breaker na rufie i działko odłamkowe na dziobie. Mamy mało amunicji ze względu na kowadło ale nie planuję żadnej bitwy morskiej.

-Już wystarczy tego puszenia się, żebyś nie pękł. <Warknął Axerund. Poczuliście szarpnięcie i łódź ruszyła do przodu.>


Koniec Rozdziału
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 36, 37, 38
Strona 38 z 38

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.