Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony 1, 2, 3 ... 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3888
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Lip 18, 2014 12:14    Temat postu: Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas Odpowiedz z cytatem


<Ingwar, Magnus, Elbereth, Tellan, Klaus, Viktor>

<Czas zdawał się stać w miejscu. Dyskusje, rozmowy, plany, przygotowania i tak w kółko. Kolejno każdy zwracał się z jakąś sprawą do Tellan. A to komuś przyszedł nowy pomysł a to jakaś nowa potrzeba urodziła się komuś w głowie, kaprys, zachcianka. Każdy chciał wtrącić swoje trzy grosze do nadchodzącej podróży, każdy chciał poczuć się zauważony i ważny, a przede wszystkim, każdy chciał zostać uleczony choć jedni bardziej a inni mniej. Wszystko to jednak ani trochę nie przybliżało kogokolwiek do zdrowia. Nadal siedzieliście w zamkowym skrzydle szpitalnym w Zweedorfie, nadal cierpieliście z powodu swego wyglądu jak i samopoczucia.
Elbereth z Beltherionem chcieli zmienić kierunek wyprawy na bardziej w głąb lądu jednak po długich rozmowach Tellan przekonała elfy do nie oddzielania się od reszty.
Ingwar najpierw porywczy, chciał ruszać natychmiast nawet bez gaci na dupie byle już być na miejscu, ochłonął po tym jak jego przyjaciel Rhunar przybył i zaznajomił się z sytuacją.
Czarodziej Magnus pocieszał swoją ukochaną Elise słowami i bliskością bo tyle tylko mógł. Czarodziej nie wiedział , że zasłaniając sobie oczy zrobił bardzo wiele dla siebie ale i dla bardki, która nie chciała aby ją taką oglądał. Po rozmowie z Hrabiną i oddaniu jej skradzionych z gabinetu Lucasa przedmiotów, czarodziejowi zrobiło się jakoś lżej. Może to kojący wpływ władczyni a może lżejsze kieszenie sprawiły, że Magnus przez moment nawet się uśmiechnął wracając do Elise.
Krasnoludy Kargun , Asta i Ingrid zacisnęli zęby i musieli przeżyc to co im się przytrafiło , widać było, że ich nadzieja na uzdrowienie jest ogromna. Zmartwiło ich natomiast to , iż okazała się, że Różyczka także nigdy nie dotarła do zamku. Szukali jej, nawoływali ale nic z tego. Czy była razem z Jillią i Borysem? Tego nie wiedział nikt w mieście Zweedorf.
Viktor po ustaleniu kilku faktów m rozmowie z Hrabiną Eleną , Elbereth a także i Tellan , zabrał się za pisanie listów do swoich przełożonych. To było trudne zadanie. Co łowca czarownic miał tam umieścić? Jakie informacje pominąć? Kogo wybielić a kogo oczernić? Tego miała się dowiedzieć tylko inkwizycja do której list zostanie wysłany.
Ingwar podniósł na duchu nie tylko Klausa ale i swoich rodaków, Karguna, Ingrid oraz Astę. Chociaż mało ze sobą rozmawiali z oczywistych względów to jednak nadal było widać między nimi nic porozumienia i wsparcia. Klaus nie miał za bardzo czasu na pogrążanie się w smutku. Ingwar dzięki lekom nie był agresywny wobec swoich towarzyszy ale zamiast tego postanowił być uszczypliwy dla Klausa. W oczach krasnoluda lepszy był poddenerwowany Klaus niż ten słaby , płaczący i chowający się po kątach.
Tellan z pomocą Hrabiny zebrała rzeczy o które ją poproszono a także te które sama uznała za potrzebne. Przypilnowała aby każdy kto miał poważne widoczne zmiany lub nie był człowiekiem otrzymał szatę nowicjusza Shalayi z emblematem krwawiącego serca. Obszerne białe szaty z kapturami mogły ukryć tożsamość każdego o ile nie pokazywał z bliska swojej twarzy. Od Hrabiny Eleny wyruszający w podróż otrzymali zamknięty , kryty wóz zaprzężony w cztery konie oraz dodatkowo trzy konie dla jeźdźców. Pośród reszty przedmiotów, które Tellan zdobyła na potrzeby podróży były skrzynia, naszyjnik Myrmidii, pergaminy, koce, dwie liny, bukłaki z napitkiem, żywność na drogę, dodatkowe ubranie dla Elbereth, strzały dla Klausa, bandaże, fajka i ziele dla Ingwara, miecz półtoraręczny dla Tellan, sztylet i bukłak wódki także dla Ingwara oraz list polecający od Hrabiny do Matki Przełożonej klasztoru w Courone. Tellan również postanowiła wziąć trochę złota, tak na wszelki wypadek.
Szybko rozniosła się wieść o powrocie do miasta zarówno Kurta jak i Pascala kiedy ci dwaj zostali zauważeni przez służbę w murach miejskich. Niektórych to wcale nie obeszło, jedni się cieszyli z powrotu wojaków , inni wręcz przeciwnie.
Wóz zaprzężony w konie był gotowy, prowiant zapakowany, odzienie nowicjuszy Shalayi także czekało na nowych właścicieli. Kiedy wyruszy pielgrzymka do Courone zależało teraz od Tellan. >


<Kurt>

<Zadanie zdobycia runy od krasnoludzkiego kowala Rhuna nie było wcale takie proste jak ci się wydawało. Owszem krasnolud zgodził się tobie pomóc ale tylko dlatego, że ciebie znał z Wyspy. Problemem okazało się złoto którego nie miałeś a które musiałeś zapłacić z góry za wykonaną pracę. Pozostało ci więc udać się do Hrabiny Eleny po odbiór należnej ci w twoim mniemaniu zapłaty. Nie przyszło to łatwo bowiem Hrabina obiecała ci wynagrodzenie ale musiałeś przedstawić szczegółowy raport z bitwy i wydarzeń które nastąpiły po niej. Po wyczerpującej relacji otrzymałeś wynagrodzenie i mogłeś zapłacić kowalowi , który z miejsca wziął się do pracy. Po ustalonym czasie odebrałeś gotową broń i rozkazano ci się zgłosić do Tellan , która zastępuje teraz regenta Iruyha. Jeśli cię zechce weźmiesz udział w jakiejś wyprawie do Bretonii. Rozkaz usty od Hrabiny został przekazany przez służbę. Mogłeś go przyjąć albo odmówić ale wtedy musiałbyś szukań nowego pracodawcy.>


<Pascal>

<Zmęczony jakoś instynktownie udałeś się do swojego nowego domu. Tam jak tylko zdjąłeś pancerz padłeś na łóżko i spałeś aż do kolejnego dnia. Służący obudził o świcie i podał skromne śniadanie chociaż wcale nie musiał tego robić. Dziwne sny nawiedzały cię w nocy i wtedy przypomniałeś sobie o truciźnie która toczy twój umysł. Gdy wyjeżdżałeś ze Zweedorfu medyk jasno powiedział: Musisz stosować lekarstwo codziennie przez około miesiąc." Zdałeś sobie sprawę, że lekarstwa użyłeś tylko raz a potem jakimś szczęśliwym trafem nie miałeś styczności z kobietami. Teraz jednak kiedy jesteś w miejscu gdzie kobiet jest aż nadto twoja lubieżna natura po raz kolejny zaczęła wypływać na powierzchnię. Czy po tak długiej przerwie lekarstwo nadal będzie działać? A może tak naprawdę nie chcesz się pozbyć tej drobnej ułomności. Tak czy inaczej trzeba stawić się przed Hrabiną, chciałbyś też zobaczyć Leilię i Anastazję tylko czy przy twoim stanie ducha to bezpieczne?>



<Frank>

<W końcu nadszedł ten dzień. Dzień sprawdzenia twojej wiedzy i gotowości do zawodu. Sporo się podobno działo w mieście i na zamku ale ty musiałeś się skupić na swoim wykształceniu. Gdybyś zawalił druga taka szansa mogła się nie powtórzyć. Pan Adolfus nie zamierzał ciebie oszczędzać. Rozpoczęliście o świcie. Pytania sypały się dziesiątkami a ty nie miałeś wiele czasu na odpowiedzi. Kilka tekstów do uzupełnienia i przetłumaczenia, zadania do rozwiązania, liczenie i mierzenie , jeszcze więcej pytań , stresujące sytuacje i badanie skupienia. Krótka przerwa na wypróżnienie i znowu jeszcze więcej pytań i zadań. Kidy było już mocno po południu i chyba cała przygotowana przez Adolfusa teoria została przez ciebie pokonana przyszedł czas na praktyczne zadania. Nie było ich wiele, powtarzały się ale nie mogłeś pozwolić sobie na chociaż jedną pomyłkę. Adolfus mruczał, powarkiwał a nawet krzyczał gdy wahałeś się zbyt długo. Późną nocą skończyliście. Wyczerpany zaległeś na krześle tylko na moment aby po chwili twój gospodarz i promotor wyrzucił cię za drzwi.>

-Wynoś się Frank. Zdałeś, ale niech ci nie przychodzi do głowy nic głupiego. Żadnych szaleństw, głupich popisów czy przechwalania się, pijaństwa lub narkotyków bo inaczej twoje jaja wylądują w rondlu..a teraz idź spać. Ja dopełnię formalności na papierze. Zabrałeś mi dziś cały dzień a to aż nadto. Przyjdź jutro rano, będzie dla ciebie zadanie.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pią Lip 18, 2014 13:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nalozylem pancerz przypasalem fajke i woreczek z ziolami oraz mieszek z monetami, buklak wsadzilem w plecak wraz z kocem i inne podstawowe rzeczy oraz helm. Szylet wsadzilem w mojego wysokiego buta. Zalozylem szmaty nowcjusza na to i naciagnalem kaptur gleboko na glowe.

Fuknalem lekko

- pewnikiem te dwa padalce jak juz wrocily nie omieszkaja ruszyc z nami, co za zalosc, Jeden wielki kapitan niczego ktory nosi dupe wyzej nawet niz jego paskudny ryj a drugi wylezie spod spodnicy hrabiny, jak tym razem zlozy skarge to posortuje jego kosci i wnetrznosci.

Biore topor w dlon i przechadzam sie powoli po pomieszczeniu. Spogladam na Klausa lekko zmruzonymi oczami

- Gotowys smarku wkrotce ruszamy...

kręce się nie mogąc się już doczekać aż ruszymy

- Moglibyśmy już ruszać, to gówno samo się nie wyleczy...

Podchodzę do krasnoludów

- Jak się trzymacie? Damy rade nie martwcie się... Ingwar wam to powiada nawet jakbyśmy serum mieli szukac w samym skavenblight - Spoglądam na Ingrid, Astę i Karguna
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek


Ostatnio zmieniony przez Warmlotek dnia Pią Lip 18, 2014 22:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 649
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Lip 18, 2014 21:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Czekałem z utęsknieniem na to aż Tellan powróci ze sprzętem i wiadomościami od hrabin, i w końcu będziemy mogli ruszyć. Szczególnie że zachowanie Ingwara zaczynało mnie coraz bardziej irytować. Ucieszyłem się więc, gdy wszystko było już przygotowane i mogłem odebrać swoje rzeczy, jak i to, o co prosiłem.>

<Lecz zanim ostatecznie zaczynam się przebierać i pakować biorę kąpiel, dokładnie przyglądając się swojej prawej ręce, jak i obserwując jak zachowują się moje ścięgna. Potem golę się i dokładnie myję włosy, usuwając z nich ostatnie ślady czarnej farby. "Troszkę mi odrosły, ale nie mam takich jak przed wyruszeniem w ostatnią misję. To za krótki czas, by odzyskały swoją zwykłą długość. Ale pewnie zanim dotrzemy do Bretonii będę wyglądał tak jak zazwyczaj." Potem ubieram się w swoje rzeczy, sprawdzając uprzednio czy wszystko z nimi w porządku. Wybieram stary strój skórzany w kolorze brązowym, jakoś dziwnie obawiając się zakładać to, w co byłem ubrany, gdy rzucało mnie między wymiarami. Pod kurtką ląduje jednak koszula kolcza. "Tak, tak. Możecie się dziwnie patrzeć, ale lepiej wzbudzać zdziwienie, niż dziwić się z wystającego z pleców noża".>

<Oglądam też dokładnie swoje bronie. Sprawdzam przede wszystkim stan łuku i miecza. Odbieram od Tellan naszyjnik Myrmidii. Ucałowuję go z czcią, szepczę coś pod nosem, po czym zawieszam na szyi i ukrywam pod koszulą. Przyglądam się też strzałom, które dla mnie zorganizowała.>

- Dziękuję. Właśnie takie chciałem. - <uśmiecham się do dziewczyny.>

<Potem kontroluję ilość złota w mieszku, po czym sprawdzam czy wszystko co powinno być, jest w torbie.>

<Na kolejną uwagę Ingwara rzucam tylko krótko.> - Lepiej się zajmij swoją brodą, bo wyglądasz jakby Ci tam miały trolle zamieszkać - <po czym uśmiecham się złośliwie.>

<"Pascal? No tego nam jeszcze brakowało. Miałem nadzieję, że go już więcej na oczy nie zobaczę. Niech to szlak. Mam nadzieję, że postanowi zostać na utrzymaniu hrabiny i nie 'zaszczyci' nas swoim towarzystwem. A Kurta to nawet chętnie bym zobaczył i wypytał co tam się działo z nim, jak się nie widzieliśmy. Ktoś taki nieźle by się nam przydał w razie walki.">

<Jeśli zostaje czasu i nie wyruszamy od razu, to siadam i chwilę zajmuję się łukiem, starając się go zakonserwować olejem i woskiem, po czym zaczynam zajmować się również mieczem. Jestem jednak w każdej chwili gotowy do wyruszenia. Płaszcz, hełm, torba, jak również miecz, łuk, lasso i siatka tylko czekają na to by trafić na swoje miejsce.>

- Powozić nie umiem, więc albo mnie usadzisz koło woźnicy, albo dasz konia. - <spoglądam na Tellan by wiedziała, że do niej mówię> - Nie mam ochoty przebierać się w te... szaty, póki w miarę normalnie wyglądam. A ukrywać mego wyglądu specjalnie też chyba nie ma potrzeby. Jeżeli będziemy mieli pecha i trafimy na ludzi Lucasa to i tak mnie nie rozpoznają. Listy gończe są w końcu wystawione za 'jednorękim Klausem' i pewnikiem za 'czarnym Ivanem'. Nie jestem już ani jednym, ani drugim. Powiedzmy, że nazywam się... hm... Fred i jestem najemnym ochroniarzem - zwiadowcą. O... To nawet nie głupie. A w takiej roli mogę nawet służyć i bardziej się przydam, niż zamknięty w wozie.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR


Ostatnio zmieniony przez Lokim dnia Nie Lip 20, 2014 00:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sob Lip 19, 2014 19:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jak powiadał niegdyś któryś z Wielkich Teogonistów: "(...)wychowujcie je miłością wymagającą." Nie podejrzewam jednak pana Adolfusa o nazbyt wielkie przywiązanie do religii choć kto wie? Mogę się mylić.

Muszę stale pamiętać, że jestem w dalszym ciągu uczniakiem. Moja podróż ku osiągnięciu mistrzostwa w posługiwaniu się magią będzie o wiele dłuższa aniżeli przejście z poziomu ucznia, na starszego ucznia. Nie uważam przy tym bym miał ucierpieć z tego powodu. Wiedza być winna niczym woda w potężnej rzece - płynąć z wolna i w jednaki sposób torować koryto, naginając otoczenie względem siebie, aby w efekcie wpaść do czegoś większego, głębszego. Ot, cała tajemnica.

Nie ukrywam, że jestem z siebie zadowolony, lecz swoją radość skrywam głęboko w zakamarkach serca, gdzie mogę sobie zezwolić na szczerość. Przed panem Adolfusem okazywałem ostrożną podziękę i wdzięczność. Podczas egzaminów zachowywałem się grzecznie, cierpliwie znosząc brak manier mego promotora. Podejrzewam, że to właśnie go denerwowało najbardziej. Jakże się temu dziwić? W znakomitym łuczniku gotuje się krew, gdy widzi niewzruszoną tarczę, wolną od jego strzał.

Mimo wszystko postanowiłem celebrować swój awans w sposób przystający do mnie. Urządziłem tedy drobną przechadzkę po zamku i gdybym nie odnalazł nic, co byłoby mnie w stanie zainteresować, ruszyłem do najbliżej karczmy w pobliżu. Kufel ciemnego ale nie powinien mi zaszkodzić...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 656

PostWysłany: Sob Lip 19, 2014 22:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kiedy wszystko było gotowe do podróży, udałam się do sali szpitalnej. Przywitałam się z będącym tam Rhunarem po czym zwróciłam się do wszystkich>

- Myślę, że wszystko gotowe. Jeśli potrzebujecie coś jeszcze to załatwcie to jak najszybciej. Ruszamy niebawem. Przygotujcie się. Osoby u ktorych mutacje są widoczne ubierają białe szaty. Ja i Klaus podróżujemy konno. Pozostali jadą na wozie. Do skrzyni chowamy wszystkie rzeczy ktore nie sa wam bezposrednio potrzebne. Pod drzwi szpitala podjedzie wóz, wtedy wsiądziecie do niego. O wszystkim was osobiscie powiadomie, mysle ze nie potrwa to dłużej niz klepsydrę. Czy ty Rhunarze, skoro wyruszasz z nami w drogę mógbyś powozić wozem- zwróciłam się w stronę krasnoluda.

<Jesli ktorys z towarzyszy chciał o cos zapytać dopytać to udzielam odpowiedzi jeśli nie zmierzam do Hrabiny aby pożegnać się z nią, po drodze zaglądam do kaplicy, a nastepnie wracam do komnaty gdzie ubieram się w skorznie, zbroje (bez hełmu), biorę płaszcz oraz kilka rzeczy na zmianę. Kiedy jestem gotowa ide po konia dla siebie a stajennemu każe podprowadzić pozostałe dwa pod drzwi skrzydła szpitalnego, tak samo jak i wóz.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Lip 20, 2014 10:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Odzywam się do Tellan

- Ja nie mam widocznych mutacji Tellan... tylko czy krasnoludy wpuszcza na statek? To miasto jest pod wpływem Hrabiny czy Lucasa? I w końcu czy ktoś zna bretoński język?

Zdejmuję szatę i nakładam hełm w takim razie, jednak w razie czego szate chowam do plecaka na wszelki wypadek.

Chowam do plecaka także lek który dostałem od Hrabiny.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Nie Lip 20, 2014 11:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jedząc przyniesiony mi posiłek zastanawiałem się nad kolejnymi swymi krokami.

[Koniecznie trzeba się zameldować hrabinie i zobaczyć co u dziewczyn. Tylko ta moje dziwna przypadłość. Trzeba się udać do świątyni Shallyi. Nie traćmy czasu.]

Połykając ostatni kęs pożywienia wstałem i podeszłemu do skrzyneczki z fiolkami zawierającymi lekarstwo.

[Dawno już go nie przyjmowałem. Dziś muszę być pewien swego zachowania. To może od razu dwie dawki przyjąć? Chyba tak będzie lepiej.]

Wypijam zawartość z dwóch fiolek, a następnie ubieram swój pancerz i zabieram swój oręż. Do reki biorę hełm i ruszam do pałacu.

[Czas się dowiedzieć jak się ma sytuacja.]
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1185

PostWysłany: Nie Lip 20, 2014 14:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na słowa Tellan Rhunar skinął głową.

- Pewnie że mogę. Pójdę tylko spakować swoje rzeczy. - rzekł runotwórca spokojnie z pewną sztywnością w głosie, widać było że ta sytuacja mocno nim wstrząsnęła.

Potem krasnolud szybko się pożegnał i ruszył do kuźni Durstara, aby przygotować się do podróży i omówić ze starym kowalem co dalej.

Tymczasem czarodziej Magnus pogrążony w trochę melancholijnym nastroju przebrał się i zwinął swoje rzeczy umieszczając je w plecaku. Musiał przy tym podnieść materiał z oczu, aby móc widzieć co robi. To było straszne i kołujące, ten nowy sposób widzenia. Czarodziej szybko się sprawował, aby nie czynić kłopotu innym. Kiedy skończył znów założył opaskę na oczy, wziął do ręki kostur, aby móc niczym ślepiec wyczuwać drogę przed sobą.

Potem zaczął podchodzić do pozostałych wypytując się o zdrowie i samopoczucie. W przypadku Tira zadawał po prostu pytania, aby tamten mógł mu odpowiedzieć skinieniem głowy lub pokręceniem nią. Choć wiedział, że krasnoludy patrzą na niego chyba najkrzywiej do nich też się pofatygował.

- Uda się... a potem odnajdziemy naszych towarzyszy. - powiedział ze spokojną pewnością siebie.

Na koniec podszedł do Elise i położył jej dłoń na ramieniu uśmiechając się bardzo łagodnie.
W całej sytuacji było sporo jego winy. Gdyby teraz zwątpił w powodzenie ten wyprawy równie dobrze mógłby... wolał o tym nie myśleć.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3888
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lip 20, 2014 16:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Frank>

<Postanowiłeś się przejść po zamku. Musiałeś mieć przeczucie bo coś się działo. Całe skrzydło szpitalne dosłownie wrzało. W izbie szpitalnej słychać było ożywione rozmowy, dywagacje, spory. Służba kręciła się tam i z powrotem jak w ulu. Zauważyłeś też Hrabinę opuszczającą szpital. Jakiś człowiek który reprezentuje przeciwny kierunek do twojego, ubrany w białe szaty, płaszcz i kapelusz, mając przewiązane opaską oczy zamienił kilka słów z Hrabiną Eleną po czym wrócił do izby szpitalnej. Nie wiesz co ale coś bardzo bardzo dziwnego dzieje się w szpitalu i to chyba od kilku dni. Jeśli plotki chodzące po zamku są prawdą. Udawałeś, że przechodzisz tylko obok a mimo to władczyni wypatrzyła cię i przywołała do siebie. Hrabina Elena von Spee w towarzystwie dwójki podlotków chowających się za nią podeszła do ciebie. Władczyni odziana w lekką, zwiewną, śnieżnobiałą suknie ze średnim dekoltem ukazującym wewnętrzny zarys jej piersi, przyglądała ci się uważnie z bliska. Złota kolia ze szmaragdami zdobi jej delikatną szyję. Młoda kobieta ma upięte w gruby warkocz długie kruczoczarne włosy. Razem z delikatną twarzą, śnieżnobiałą cerą władczyni, krwistoczerwonymi, małymi usta, drobnym noskiem i uszami oraz przepięknymi dużymi zielonymi oczami widok Hrabiny sprawia, że czujesz się bezpieczny a jednocześnie onieśmielony i pokorny. Na pewno jest od ciebie starsza choć jej uroda wcale tego nie pokazuje.>

-Masz na imię Frank prawda? Jesteś nowym uczniem pana Adolfusa? Chciałabym z tobą porozmawiać.


<Pascal>

<Skończyłeś posiłek, zażyłeś podwójną dawkę lekarstwa i poczułeś jak drętwieje ci przyrodzenie zupełnie jakby zamarzło. Przyodziałeś naprawiony pancerz, zabrałeś ze sobą oręż i ruszyłeś do zamku Hrabiny. Tam straż już cię rozpoznała ale żołnierze zwrócili ci uwagę na to ,że nie masz swojej opaski i jeśli ją zgubiłeś to najlepiej udać się do ratusza po nową. Przepuścili cię jednak wiedząc, że pracujesz dla Hrabiny. Elena przyjęła cię oficjalnie w sali audiencyjnej. Siedziała spokojnie i czekała na ciebie aż się zbliżysz. Jej uroda jest olśniewająca jak zwykle. Kruczoczarne włosy rozczesane spływają luźno na ramiona i plecy, zielone piękne oczy wpatrują się w ciebie uważnie. Jasne delikatne lico, głęboki dekolt w śnieżnobiałej sukni i podkreślone piersi przyciągają twoją uwagę w zdrowym rozumieniu tego słowa. Gdy skłoniłeś się kobieta przemówiła radosnym melodyjnym głosem.>

-Sir Pascal, jakże się cieszymy, że jesteś cały i zdrów. Kurt powróciwszy kilkanaście dni temu przyniósł złe wieści o wyniku bitwy a także o tym iż tylko on zdołał przeżyć i powrócić do miasta. Twój widok napawa mnie radością i nadzieją, że jeszcze ktoś powróci. Zdajesz się być w dobrym zdrowiu opowiedz proszę co cię spotkało odkąd opuściłeś nasze miasto sir Pascal?

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1565

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 00:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przez większość czasu przygotowań spałam bądź milczałam. Wyjątkiem były momenty, gdy rozmawiałam szeptem z Viktorem w innym języku bądź z Beltherionem w eltharinie. Bywały dnie, gdy siedziałam przed oknem spoglądając gdzieś w dal pogrążona w myślach. Moje usta poruszały się formułując jakieś słowa, lecz nie wypowiadałam ich nawet szeptem. Nocami wierciłam się w łóżku nie mogąc zasnąć. Czasem przemykałam do łóżka mego towarzysza gdzie znajdowałam ukojenie oraz spokój. Jednak cały czas wątpliwości trawiły mnie od środka. Chodziłam jak struta do ostatniej rozmowy z łowcą. Usiadłam po turecku na jego łóżku i zaczęłam cichą rozmowę w klasycznym. Po chwili uśmiechnęłam się jak gdyby nigdy nic. W pewnym momencie po jego słowach aż zachichotałam jakby opowiedział mi jakiś żart, który mnie rozbawił. Następnie położyłam mu dłoń na ramieniu mówiąc coś śmiejąc się jednocześnie czekając na jego reakcję. Później wróciłam na swoje łóżko. Zaczęłam obserwować swoją łuskę na jednym przedramieniu, po czym drugą dłonią zacisnęłam na nim wbijając paznokcie. Widocznie niezadowolona zerwałam się ruszając w stronę pokoju medyczki gdzie zniknęłam za zamkniętymi drzwiami. Wróciłam po jakimś czasie z lekko krwawiącym policzkiem oraz zadowoleniem na twarzy. Usiadłam na powrót na łóżku, zamknęłam oczy odpływając gdzieś myślami. Otworzyłam je nagle, lekko zakłopotana. Zerwałam się i niemal pobiegłam do pomieszczenia medyczki. Mgnienie oka później wróciłam zamyślona i poszłam na koniec sali. Tam usiadłam w kącie, oparłam głowę o kolana i zamarłam jakby przysnęła.>

"Wietrznica...Wietrznica...Wietrznica... rozprosz się... Wietrznica"


<Wstałam na drżących nogach i podeszłam powoli do łóżka Beltheriona. Pochyliłam się ku niemu szepcząc coś cicho, poważna. Po kilku zdaniach pocałowałam go smutniejąc jeszcze bardziej. Położyłam się obok i zasnęłam. Obudził mnie dopiero harmider ostatnich przygotowań. Usiadłam zaspana i rozglądałam się jakby zapomniała gdzie jestem. Wstałam i ubrałam się w to co mi dano. Podeszłam do Magnusa i spojrzałam na niego. Położyłam mu dłoń na ramieniu.>

-Wszystko będzie dobrze... <Pochyliłam się do ucha maga.> -To nie Twoja wina... nie mogłeś wtedy nic zrobić.

<Poklepałam go i podeszłam do Beltheriona. Stanęłam obok niego gotowa do drogi, odziana w białe szaty. Odchrząknęłam.>

-Ja biegle posługuję się bretońskim. <Odpowiedziałam Ingwarowi oraz reszcie.> Jak już tam dotrzemy to mogę tłumaczyć jeśli będzie potrzeba. Byle nie odkryli, że mają do czynienia z wielkim śledziem pod białą szatą.

<Cmoknęłam rozbawiona. Podeszłam do Tellan. Szepnęłam jej do ucha.>

-Czy udało się z jakąkolwiek księgą?
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 660

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 02:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Musiałem znów zdać broń po wejściu do zamku. >

„Ech ta szlachta jak by nie mieli nic na sumieniu to by się nie musieli bać że ich kto pochlasta.”

<Pomyślał z przekąsem idąc za pachołkiem. W końcu dotarli chyba do gabinetu bo pachołek zostawił go przed drzwiami, zaanonsował i po chwili wprowadził do niedużego jak na pałacowe standardy pokoju ale za to bardziej zdobnego. Siedziała za rzeźbionym biurkiem czytając jakieś papiery. Jak zwykle Hrabina była nienagannie ufryzowana i ubrana w sposób zdecydowanie przyciągający wzrok natomiast aura jaką roztaczała zagłuszała wszelkie lubieżne pragnienia. Jak zwykle towarzyszyła jej para podrostków stojąca za rzeźbionym krzesłem na którym siedziała. Spojrzała na mnie jakby spodziewała się kogoś innego. W końcu odezwała się.>

- Witaj. W końcu ktoś z bitwy. Zaraz zdasz mi raport.
- Pani… -
nie zdążyłem nic więcej powiedzieć. W sumie to i dobrze bo musiałem jakoś ten raport wydukać a pod jej wzrokiem to czułem się jak podrostek przed kapłanem w szkółce. W końcu odłożyła pergamin.
- Mów.
- A więc tak,
- zacząłem nieskładnie – Zgodnie z rozkazem dotarliśmy na zgrupowanie z innymi oficerami, objełem dowództwo dwudziestką strzelców i zgodnie z planem ruszyliśmy cichcem na miejsce bitwy pod Beeckerhoven. Gdy bitwa się zaczynała ustawiłem moich ludzi w drugiej linii za piechotą by mieć dobry widok na to co się dzieje i by móc wyłuskać oficerów i gońców by na nich zapolować. Wysłałem też dwóch na przeszpiegi do lasku który był nieopodal a wyglądał na dobre miejsce na zasadzkę. Niestety piechota gdzie my stali nie strzymała i już w pierwszej szarży niektóre oddziały zostały rozbite i kawaleria przebiła się do nas. Znaczy na drugą linie. Tam dzielnie stawaliśmy i chwała za te nadziaki co od dowódcy dostalim bo kilka pancerzy nałupaliśmy. Ale siła była wroga i nas wzięli w kleszcze wtedy generał Niebieski pomógł nam z kotła się wydostać i ruszyliśmy na flankę zostało nas mniej niż połowa. Wycofaliśmy się w stronę tego lasku gdzie posłałem zwiadowców. Dopadli ich bo jak się okazało tam zasadził się Lukas z ciężką jazdą. Z miejsca gdzie staliśmy widać było że czekał na dobry moment do ataku by uderzyć z boku… to jest z flanki. Widziałem też że tam gdzie była rombanina nikt nie miał czasu się rozglądać to pchnąłem człowieka z ostrzeżeniem do altyleri i piechoty. Wtedy Lukas ruszył. Lansjerzy Lukasa co krążyli po polu zauważyli gońca i ruszyli w pogoń a dowodził nimi Dorian ale udało nam się ich powstrzymać. Chłopak dotarł ostrzegł. Dlatego twoje wojsko wytrzymało Pani. Z nas za to zostało ino dwóch rannych ale za to żywych. Zabrałem sierżanta na koń i powlekliśmy się do taborów do medyków. Tam doszły nas złe wieści. Lukas użył jakiejś magii bo polegli ożyli i walczyli w jego imieniu. – W tym momencie oczy hrabiny jakby pociemniały – Nie widziałem ale ci co z bitwy przez obóz uciekali takoż mówili. Za uciekinierami pędzili maruderzy i insi tacy co spadli na tabory by rabować i palić. Zrobił się straszny kocioł jak by kto zamtuz podpalił. Groźbą i krzykiem udało mi się co poniektórych skrzyknąć jakoś się zorganizować i unieść głowę w jako takim porządku tak że z taboru w jednym kawałku uszło nas z siedem dziesiątek. Byli ranni i medycy baby i kucharze. Bez zapasów ino w tym co mieli my na grzbiecie szliśmy do Luftberga. Było ciężko ale doszliśmy. Tyle że tam choć miasto puste mutant se obozowisko zrobiły. Chcąc nie chcą musieliśmy walczyć i dobyć miasto od poczwar. Odpocząć nie mogli mu bo ani ognia palić ani czym ludzi nakarmić. Odsapli my tyle o ile i do boju. Fortel się nie udał jak miał ale i tak zwycięstwo było nasze. Tyle że na jednego mutanta zginęło prawie dwóch naszych. Zaczeli my się zadomawiać. Ciepło i odpoczynek leczył ludzi. Umocnili my bramę znaleźli tajne przejście. W sam czas bo ze trzy dni jak pod mury podjeżdża sam książę. Miasto chciał przeszukać ale my mu na to strzałami odpowiedzieli. Skubany ma jednak szczęście albo jakiegoś boga za sobą bo w ostatniej chwili hełm zamkną i śmierci unikną. Miał ze sobą dobrą chorągiew ciężkozbrojnych. Tego nawet zdobywaniem miasta nie szło nazwać. Szczęściem tunel wiedzieli my gdzie jest I znowu z Lukasowego pogromu poszarpani ranni w ucekli my tyle że tym razem we trzech. Ale bez koni i na głodniaka ino ja dotarłem a i tak dzięki szczęści bo udało mi się na koniec pistolet na konia przehandlować który mnie pod mury doniósł. – Po tym raporcie Kurt poczuł się wyczerpany jak po długim biegu. Starał się mówić dwornie ale co z tego skoro człek jest prosty a język nienauczony. Jednak hrabina Elena von Spee wysłuchała słów z pełną powagą.
- Zmartwiłeś mnie tym raportem, na twoje szczęście tu nie zabija się posłańca co przynosi złe wieści. No i posłańcem też nie jesteś. Umowa obejmowała udział w bitwie i za też dostaniesz zapłatę.

<Hrabina na chwilę szukała pergaminu i pióra szybkim ruchem skreśliła kilka słów przyłożyła pieczęć. Podała pismo dziewczynce które stało za jej krzesłem która z kolei podała pismo mnie.>

- Udaj się z tym do skarbnika, otrzymasz zapłatę.

< Zgodnie z pismem otrzymałem pękaty mieszek wolałem drugi raz złota nie liczyć bo zaraz i tak miałem całe oddać Rhunarowi za robotę. Gdy dotarłem do kuźnik krasnoludów znów otworzył mi Dustar i znów musiał czekać na mrozie na kowala run. Tym razem poszło szybko i sprawnie. Zabrał mieszek oraz miecz i znikną w kuźni.>

- Trzy dni. I nie pokazuj się tu ani klepsydry wcześniej.

<I tak znów zostałem goły bez grosza przy duszy. Aby przeżyć musiałem coś sprzedać. Pierwsza na handel poszła kolczuga. Sfatygowana i tak nie była już ani tak wygodna ani tak „szczelna” jak powinna. Po targach u kowala udało mi się dostać 40 złociszy. >

„Starczy na jakiś czas. Jeden najemnik to pono jak gliniany kufel zbije się i ni ma. Dlatego dobrze mieć kompanów”

<Z tą myślą zacząłem kręcić się po mieście Może ktoś ze starej drużyny miał by ochotę na jedną więcej przygodę. Zacząłem szukać Koko Morta i Linxa. Udało mi się dopiero na drugi dzień. Tak jak przewidywałem Linx znalazł sobie ciepłą przytulną kuźnie i chyba już tu zostanie. Za to dwaj pozostali zgodzili się bez większych targów. >

- Jest złoto jest i kompania. – odparli niemal jednocześnie.

<Aż prawie musiałem ich stopować. Na razie jeszcze roboty nie było. No ale nim dzień się skończył przyszedł goniec z zamku.>

- Panowie jest robota. Na razie żadnych szczegółów ale jedziemy do Bretoni. Misje od Hrabiny ciężkie nie powiem ale za to szkatuła głęboka.
- Ale my za dziękuje nie idziem wiesz Kurt jak to jest. Robota niebezpieczna nie rzadko nie dożywa się dnia wypłaty.
- Hehe. No chopy do kogo ta mowa. –
Kurt rozsupłał mieszek wysypał złoto - 10 sztuk złota na głowę. A co więcej zobaczym na miejscu

<Złoto zniknęło w sakiewkach najemników nim jeszcze monety przestały się obracać. Kurt Wstał pożegnał się i ruszył do pałacu. Po chwili znów musiał zdać oręż i „nagi” szedł korytarzem prowadzony przez pachołka. W kilka uderzeń serca staną przed regentką.>

- Kapitan Kutr do pani Regent – zaanonsował pachołek
- Witam. Słyszałem że wróciliście ale było z wami źle. Ale widzę że już na nogach. Ze mną tez nie było najlepiej ale i mnie poskładali do kupy. – Wypalił Kurt z szerokim uśmiechem nim Tellan zdążyła się odezwać.
- Witam cię Kurcie. Cieszę się ze jesteś cały i zdrów. Owszem, nasza ostatnia misja nie poszła najlepiej. Sprawy się skomplikowały i cześć z nas nie wróciła. Nie wiemy gdzie są ale spróbujemy ich odnaleźć. Jutro wyruszamy w drogę do Courone. Co wiec cię do mnie sprowadza?
- No z bitwy też niewielu wróciło. Chociaż mnie się udało. No racja nie tylko na pogaduchy przylazłem. Goniec od Hrabina mówił że możesz mieć robotę dla mnie. Że chodzi o wyprawę w cieplejsze miejsce
- Wyprawę w cieplejsze miejsce...-powtórzyłam - To zależy na co jesteś gotów. Pierwsza cześć wyprawy to Courone. Druga na pustkowia. Tam na pewno będzie gorąco. Pytanie, jeśli się zdecydujesz czego chcesz w zamian.

- Goniec mówił tylko o Curone nic o pustkowiach. A za wyprawę to co najemnik może dostać od hrabiny złoto. Bo odszkodowanie za statek i tak już pewnie zeżarł troll. Do tego Curone to wyprawa w jedną czy dwie strony?
- Jeśli nie ruszysz dalej to z Courone powrócisz z tymi którzy również nie udają się dalej. Decyzje musisz podjąć szybko. Potrafisz powozić? Jeśli się zdecydujesz czekaj przed wejściem do skrzydła szpitalnego.
- Ja tyle o ile ale jestem konno to nie będę robił za tobołek. A mam dwóch pomagierów oni powożą. To na razie umówmy się na podróż do Curone. Wikt, opierunek i jak by dało ze zbrojowni nową kolczugę i coś złota na miejscu i jedziemy z wami. Tam na miejscu zdecydujemy co dalej Czy zostajemy czy wracamy tu czy te pustkowia zwiedzamy. Ale za wyprawę na pustkowia to będzie musiała Hrabina coś ekstra wymyślić. Bo co innego walczyć o swoje życie a co innego pchać się w paszcze smoka.
- Na pustkowia to moja prywatna sprawa wiec o tym porozmawiamy w trakcie drogi. Prowiant mamy złoto tez mam. Reszta po powrocie. Jeśli chodzi o kolczugę to musimy udać się do zbrojowni i tam być może znajdziesz cos dla siebie.
- A co z resztą nie widziałem ich? Chciałbym się z Klausem chociaż przywitać i z Elfką
- Są w sali szpitalne j. El i Klaus tez jada wiec będziesz mógł z nimi w drodze porozmawiać. Jutro ruszamy
- Dobsz. Będzie przynajmniej wesoło. Ruszajmy do tej zbrojowni. Ja jestem prawie gotowy do drogi.


< Tellan prowadziła do zbrojowni jak gdyby oprowadzała gościa po własnym domu. Szybko stanęliśmy przed okutymi drzwiami gdzie w pokoiku siedział skryba.>

- Witaj. Potrzebna nam zbroja rozmiar… - zmierzyła wzrokiem Kurta - …duży.
- Faktycznie skomentował zbrojmistrz. Chwilunia… - przez chwilę kartkował notatnik. - …a tak, jest. Znajdzie się. Zaczekajcie.

<Szybciej niż by się Kurt spodziewał na biurku wylądowała dobrze naoliwiona kolczuga.>

- Tak. Ta się nada. Przymierzaj.

<Kurt chwilę męczył się z pancerzem w końcu udało mu się wciągnąć żelastwo przez głowę z praktyką kogoś kto nawykł obywać się bez pomocy. Zbrojmistrz cmokała i mruczał oglądając najemnika z z każdej strony.>

- No niby można by ją jeszcze trochę dopasować… ale lepiej jak jest luźniejsza niż przyciasnawa. Coś jeszcze?
- To było by wszystko.
– Odpowiedziała kobieta i wyszli ze zbrojowni. – To jutro przed szpitalem. Do zobaczenia. – pożegnała się krótko i udała się załatwiać inne własne sprawy.

<Kurt jeszcze chwile pokręcił się po zamku ale w skrzydle szpitalnym był ruch jak na jarmarku i jeszcze straże, w końcu zawrócił i udał się w kierunku karczmy gdzie zostawił Koko i Morta.>

„Może wieczorem będzie tu luźniej może wtedy uda mi się spotkać Falle na razie powiem chłopakom co i jak”
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 03:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Obraliśmy cel który ma nam przywrócić wolność, jednak zanim to nastąpi muszę podołać bardzo ważnemu zadaniu. Raport który miałem napisać lada moment był ważny nie tylko dla wewnętrznego bezpieczeństwa Imperium ale także i dla nas... Pierwszą osobą z którą rozmawiałem była Tellan, niestety ta rozmowa okazała się bezużyteczna dla sprawy.. dopiero rozmowa z Magnusem i Elbereth okazała się ważna. Magowie posiadali bardzo podobną wiedzę jednak mieli inną wiedzę o samym Lukasie. El znała jego „drugą” twarz a Magnus znał go tylko z tej drugiej strony..>

Raport:

Sprawa numer 227, Dotycząca Księcia Lucasa Blight Underwood Decay podejrzanego o nadużycia magii w mieście lub na samym zamku.

W wyniku przeprowadzonego śledztwa jak i również zgromadzonych informacji na jaw wyszły przerażające fakty.
Książę Lucasa Blight Underwood Decay jest kontrolowany przez demonologa który za pomocą wojsk Księcia kontroluje większość Nordlandu. Demonolog egzystuje na tych ziemiach już od ponad roku zatruwając te je, wykorzystuje on nienawiść wobec nieludzi aby maskować swoje działanie i sprowadza na te tereny rzeszę plugawych czarnoksiężników, fakt iż Imperium jest pogrążone w wewnętrznym nieładzie ułatwia mu to zadanie i pomaga w umocnieniu swoich wpływów. Po swojej stronie demonolog ma również kapitana Rawderika który piastuje wysokie stanowisko w mieście Księcia Lucass Blight Underwood Decay.
Podczas śledztwa udało się wyeliminować dwóch wrogich magów, jeden z nich był demonologiem a drugi nekromantą który zajął jakąś wieś a jej nieszczęsnych mieszkańców zamienił w żywe trupy.
Demonolog został zlikwidowany na zamku Księcia a nekromanta wraz z całą wsią został zneutralizowany podczas odwrotu do miasta Zweedorf. Została potwierdzona obecność jeszcze jednego demonologa (który kontroluje księcia) jak i nekromanty. Walka z drugim nekromantom który był wspierany prze wojska Księcia odbyła się w kamieniołomie, siły wroga zostały rozbite jednak nie można potwierdzić skutecznej eliminacji plugawego czarnoksiężnika.
Po dotarciu do miasta Zweedorf kontrolowanego przez Hrabinę Elene von Spee otrzymałem pomoc medyczną. Oddział który mi pomagał wydostać się z zamku Księcia jest podległy Hrabinie von Spee, z tego co udało mi się ustalić zostali oni w celu zdobyci informacji a sama Hrabina von Spee prowadzi walkę z swoim krewniakiem Księciem Lucasem Blight Underwood Decay.
Głównymi informatorami podczas dochodzenia okazali się magowie z kolegium w Altdorfie, elfka Elbereth oraz magister kolegium magii światła Magnus Regenbogen. Udzielili oni cennych informacji jak i przyczynili się do skutecznej eliminacji demonologa oraz nekromanty który zajął wioskę.

Proszę o natychmiastową interwencję zbrojną oddziałów zdolnych do skutecznej walki z tak licznym i potężnym wrogiem w celu oczyszczenia tych ziem z plugawych sług chaosu.


Łowca Czarownic Viktor Hark


<Po napisaniu raportu pokazuję go El i Magnusowi oraz proszę ich aby się podpisali pod moim nazwiskiem. Jeżeli chcą dodać coś jeszcze do raportu to mówię im aby napisali załącznik do raportu pod którym się podpiszę i dodam go do głównej treści. Kiedy moi towarzysze są zajęci czytaniem tego co napisałem ja zabieram się za drugi list... Jeżeli ktoś pyta do kogo i po co piszę ten list to odpowiadam że jest to list prywatny do ostatniego członka mojej rodziny. Gdyby nie zastano osoby do której list jest adresowany, dopisuje małą karteczkę na której zapisuję w klasycznym „Przyjacielu jeżeli nie ma go przy tobie i ty możesz przeczytać.” Po napisaniu wszystkiego i ewentualnym podpisaniu załączników każę komuś wezwać gońca który odbierze listy jaki i przekazuję informacje że oba mają dotrzeć do siedziby Inkwizycji w Altdorfie. Kiedy ta sprawa zostaje załatwiona rozpoczynam przygotowania do podróży.>

-Tellan wytłumacz mi proszę jak niby szaty nowicjusza Shallayi mają zamaskować dźwięk żelastwa które noszę? Chyba rozumiesz że łatwiej ukryć widoczne części ciała bandażami i w ten sposób zamaskować napisy.. a przynajmniej do czasu kiedy zacznę wyglądać tak.<Wskazuję na drużynowego śledzika.> Zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji ale nie zamierzam się przebierać dopóki nie będzie to konieczne, i uwierz mi bardziej przydam się jadąc konno u twego boku niż siedząc na wozie.
_________________
Przyjaciel czy Wróg?-Viktor Sombra Hark
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1565

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 04:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Gdy Victor skończył raport chwyciłam pergamin w dłoń i szybko przeczytałam treść raportu. Westchnęłam lekko.>

-Muszę przyznać, że rzeczowo oraz... oszczędnie. Zgadzam się jednak z tym co napisałeś, choć dodałabym kilka dodatkowych informacji. Nie chcę jednak ingerować w raporty instytucji, na której się nie znam. Jeśli tak to wygląda to poproszę Victorze o pióro.

<Gdy łowca mi je podał umoczyłam je w inkauście. Złożyłam zamaszystym ruchem podpis.>

-Magister Collegium Magicum Elbereth Liranna Kelaris Telrunya

<Pióro zaskrobało na pergaminie. Podniosłam dokument i pochuchałam by atrament szybciej wysechł po czym podałam raport Magnusowi.>

-Niestety Magnusie musisz odsłonić oczy by przeczytać i się podpisać.

<Odchrząknęłam przekazując pergamin czarodziejowi.>

-A Ty Viktorze nie pokazuj tak ostentacyjnie na mnie. Jeszcze kaptur i nikt nie zauważy...

<Uśmiechnęłam się przekornie.>

-Nie wiesz kiedy nagle znów przybierzesz tamtą postać.. i lepiej by to nie miało miejsca, gdy będziesz jechał wierzchem w normalnym stroju i bandażach.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca.

Skype : irmellin
GG : 42662471
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1185

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 10:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Z lekko uniesioną opaską czarodziej przeczytał dokładnie raport. Miał zastrzeżenia co do nazwania wiedźmy demonologiem, ale w sumie świątynia i tak wrzucała i nekrusów i demonologów do jednego wora. Magnus postanowił dopisać załącznik.

"Na podstawie obserwacji poziomu mocy oraz relacji świadków należy uznać, że wspomniani przez Inkwizytora Victora Harka czarnoksiężnicy posiadają moc porównywalną z wysoko wyspecjalizowanymi kolegialnymi Bitewnymi Czarodziejami. Sugeruję, aby powiadomić Kolegia Magii Światła oraz Śmierci o zaistniałej sytuacji oraz poprosić o ich wsparcie. Ich pomoc może być potrzebna przy konfrontacji z heretykami, szczególnie jeżeli wokół księcia Lucasa Blighta Underwooda Decay'a zgromadziło się więcej indywiduów o wielkiej mocy zrodzonej ze współpracy z Niszczycielskimi Potęgami."

Potem ostrożnie młody hierofanta podpisał i aneks i list.

- Magister Lux Collegium Lumenum Magnus "Arcus" Regenbogen
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Pon Lip 21, 2014 12:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Masz rację.. nie wiadomo kiedy i czym przyjmę tamtą postać. Ale nie ma też pewności czy to będzie to samo.. i czy będę nad sobą panował, pamiętajmy że moja przemiana nie jest do końca znana i nie wiemy jak duży i wypaczony się stanę. Więc chyba lepiej abym przemienił się w coś jadąc wierzchem kilka metrów z tyłu niż obok was w wozie... Tellan ty odpowiadasz za wyprawę więc ty decyduj.

<Przeczytałem aneks Magnusa i podpisałem się na nim, po czym dołączyłem go do raportu a sam wróciłem do pisania rodzinnego listu. Jeżeli Tellan ustali gdzie chce mnie widzieć to spełniam jej wolę. Przygotowuję się do podróży w taki sposób aby był on adekwatny do miejsca w którym przyjdzie mi siedzieć.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg?-Viktor Sombra Hark
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 41, 42, 43  Następny
Strona 1 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.