Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1610

PostWysłany: Sob Lip 18, 2020 22:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Miałam zrobić krok, ale nieznajomy wygląd przedsionka sprawił, iż zatrzymałam się w pół kroku. Spojrzałam na tabliczkę na drzwiach by upewnić się, że nie pomyliłam miejsc. Gdyby nie elfka, która zerwała się na mój widok chyba nie uwierzyłabym własnym oczom. Rozejrzałam się zaskoczona wystrojem. Jak na kogoś kto miał jedynie pilnować i sprzątać w tych pustych ścianach spisała się na medal. Choć fakt, że zdecydowanie wyszła poza dane rozkazy, nieco niepokoił. Podeszłam do niej ujmując delikatnie jej podbródek i unosząc jej twarz by móc spojrzeć w jej oczy.>

-Urządziłaś mój dom w sposób w jaki sama bym go nigdy nie urządziła. <Zaczęłam chłodno.> W dodatku zadłużając się na niebotyczną kwotę, której nie posiadasz. Uparcie prosiłaś moją Panią, mimo iż jasno Ci powiedziałam, że nie chcę niczego ponad miejsca do spania dla Ciebie. <Powiedziałam poważnie wpatrując się w jej oczy i nagle uśmiechnęłam się.> Zrobiłaś to w sposób o jakim nigdy bym nie pomyślała. Dziękuję Carras. Jest pięknie i mogę jedynie żałować, że tak rzadko tu bywam. Ja planowałam tu tylko łóżko i wieszać głowy moich wrogów na ścianach. <Zaśmiałam się puszczając jej podbródek.> Urządziłaś mi wspaniały dom. <Z przyjemnością delektowałam się jej pierwszym zdumieniem, a nawet przestrachem, które zastąpiła ulga i radość.> A teraz moja krnąbrna niewolnico...

<Odwróciłam się do dziewczynki oraz ukochanego przedstawiając ich sobie.>

-To Carras, moja śliczna i krnąbrna niewolnica. Czujcie się swobodnie jedynie tutaj i nigdzie nie wychodźcie. Moja Pani zgodziła się na wasz pobyt tylko pod takim warunkiem. A teraz… <Spojrzałam na elfkę.> Najpotężniejsza Kapłanka Khael Mensha Khaine oczekuje, iż możliwie jak najszybciej stawię się na swoim posterunku. Nie chcę by na mnie musiała czekać. Mam się odświeżyć i przebrać. Niestety większość moich ubrań spłonęła w podróży, a zakładam, że szafy mi nie wyposażyłaś. Chciałabym byś możliwie szybko sprawiła mi odpowiednią sukienkę, obcisłą i z delikatnego materiału. Z pewnością wiesz lepiej ode mnie co powinnam włożyć. <Mrugnęłam do niej.> I przy okazji spłaciła mój dług oraz kupiła jedzenie i napitek dla wszystkich.

<Wydałam polecenia elfce i zajęłam sobą szukając odrobiny spokoju. Jednak jedno zmartwienie nie dawało mi spokoju. W moim domu, czy nie nie mogłam zagwarantować pełnego bezpieczeństwa zarówno dziewczynce, jak i Beltherionowi. Spojrzałam na niego wyobrażając sobie, jak wymyka się przy pierwszej okazji. -...ile przyszłoby mi zapłacić za jego wybryk by ocalić jego głowę… czy tym razem dano by mi szansę… nie ma co ryzykować… - Uśmiechnęłam się do niego.>

-Ale poważnie… nie wychodź nigdzie. Mam zgodę tylko na to byście przebywali w mojej komnacie. Jeśli ją opuścisz Ciebie zabiją, a ja będę miała nie lada kłopoty, więc pohamuj swe zapędy. Potraktuj ten czas, jako słodkie lenistwo w całkiem przyzwoitych warunkach. Obiecaj mi Bel…

<Wymusiłam obietnicę mogąc jedynie wierzyć, że dotrzyma słowa, choć przez głowę przeszła mi myśl by uśpić go czarem na czas mojej nieobecności. -… komuś ufać musisz… - Porzuciłam pomysł skupiając się na przygotowaniach, a właściwie pozwalając Carras zająć się nimi za mnie. Poddałam się jej zabiegom snując tyradę na temat zasad oraz reguł i wydając niewolnicy kolejne polecenia. Odpowiednio przygotowana, w eleganckiej sukni oraz uczesaniu opuściłam domowe pielesze udając się na spotkanie Shasuuviel licząc na to, że nasz pobyt obędzie się bez komplikacji. Porzuciłam zmartwienia dopiero, gdy przestąpiłam próg jej komnat. Skłoniłam się, po czym nalałam sobie wina i zajęłam wskazane miejsce by omówić z nią ostatnie wydarzenia. Jeszcze więcej usłyszałam w zamian. W pierwszej chwili zadumałam się na moment nad jednym z zadań nieco oszołomiona. -… chyba się przesłyszałam… -, lecz przedstawiany plan z każdą chwilą podobał mi się co raz bardziej. Wymagał przygotowań i stalowych nerwów, ale nie mogłam powstrzymać ekscytacji na myśl o czekającej mnie zabawie. Nie było opcji bym zabrała ze sobą Beltheriona i dziewczynkę, a nie mogłam też zostawić ich samym sobie w Tal Ystin Khaine.-... trzeba ich zabrać do twierdzy nim ruszę… muszę mieć choć trochę pewności, że gdzieś będą bezpieczni….i upewnić się, że reszta jest cała i zdrowa... - Pomyślałam, po czym skupiłam uwagę i omówiłam wszystkie sprawy z Shasuuviel.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 699
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Lip 19, 2020 16:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ucieszyło mnie to, że droga powrotna przebiegła szybko i bez problemów, jak również to że udało mi się znaleźć ślady kolumny zakonników. Ruszyłem jej tropem i wyglądało na to, że los nadal mi sprzyja. Jednak wejście w mgłę i nadzianie się na dość świeże ślady po opuszczonym obozowisku wyostrzyły moją czujność. "Gdzieś w tej okolicy miał być obóz nekromanty. Elbereth wspominała, że był spowity złowieszczą mgłą, w ukryciu której pałętały się demony. Czyżbym trafił w to splugawione czarną magią miejsce? Muszę jak najszybciej opuścić to miejsce. Zbyt duże ryzyko, że coś złego mogło tu jeszcze zostać. Jak ja kurna nienawidzę magii.">

<Wydostając się z oparów w końcu zauważam budowlę, w kierunku której prowadzą ślady. Zachowując pełną ostrożność, jak i starając pozostać w ukryciu zmierzam w tamtym kierunku wzdłuż głównej drogi. "Niby nie widziałem innych śladów, ale jednak okolica nie wygląda zbyt zachęcająco, a do tego pozostałości tego przeklętego obozowiska i ta mgła. Może tutaj kryć się nadal coś niebezpiecznego, co czyha na takiego samotnego podróżnika jak ja. Więc dopiero pod bramą mogę się ujawnić. Nie chcę też by to morryci wzięli mnie za szpiega i ustrzelili z blanków. Czy tam usmażyli jakąś magią, którą się tam w swym zakonie posługują.">

<Zgodnie z planem zbliżam się więc ostrożnie do twierdzy, idąc wzdłuż tropów śledzonej kolumny. Staram się z odległości określić, czy na murach, przy bramie, czy w okolicy twierdzy nie znajdują się jacyś ludzie. Jeśli tak, to obserwuję jak są odziani, jak się zachowują itp. "Nie sądzę by twierdza trafiła już w ręce Lucasa, ale lepiej dmuchać na zimne, niż bez sensu wepchnąć się samemu przez głupotę w łapy Wietrznicy." Gdy nic nie budzi moich podejrzeń wychodzę z ukrycia i podchodzę do bramy z zamiarem wejścia do środka. Jeśli jej wierzeje są zamknięte staram się zwrócić uwagę strażników. Jeśli są nieufni, to podaje im swoje imię i powołuję się na znajomość z Czarnym Krukiem, twierdząc, że mam dla niego istotne informacje. Jeśli nie robi to na nich wrażenia proszę by chociaż poprosili Czarnego Kruka by podszedł pod bramę, bym mógł z nim porozmawiać.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 177

PostWysłany: Nie Lip 19, 2020 17:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zakończywszy rozmowę ruszyłem w stronę koszar, miałam zamiar zabrać chłopca i rozejrzeć się po mieście. Warto też było dowiedzieć się gdzie był przechowywane księgi i manuskrypty, choć to mogło oczywiście poczekać - zawsze można było zapytać się o to Kapłanki Alice lub któregoś z Rycerzy Morra.
Zresztą w planach miałem też by odwiedzić Mistrza Rhunar i oddać mu medalion który ofiarował mi w jeszcze w Marinburgu i przy okazji mogłem upewnić się że Krasnoludy i Niziołki przybyły bezpiecznie do twierdzy.
Oczywiście czekał mnie wraz z towarzyszami jeszcze wieczorne modlitwy i nauka Mathiu.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 703

PostWysłany: Sro Lip 22, 2020 01:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W końcu. Mam tylko nadzieję że to nie jednorazowy zryw. Tsza będzie coś wymyślić żeby im się nie znudziło.

- Dobrze. Jak na pierwszy dzień i taką prowizorkę. No codziennie będzie lepiej. Jutro w ramach… zadośćuczynienia za wasz wysiłek wezmę was na spacer obejrzeć cóż to nam zaoferują tutejsze krasnoludy za atrakcje. A nuż się coś się ładnego trafi co nie?

Dziewczyny były zaróżowione z wysiłku. Nie do końca wiedziały co i jak ale podobało im się pląsanie do rytmu.

- No to teraz do łóżek moje panny a jutro czekać nas będzie ciekawy dzionek no nie?

Kurt na razie cieszył się chwilą spokoju. Miał nadzieję że w końcu bogowie dadzą mu czas dojść do siebie i nacieszyć się zdrowiem. Miał nadzieje że jego pomysł na wojenne tańce wypali.

„No ale wszystko po kolei”
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1229

PostWysłany: Czw Lip 23, 2020 11:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uśmiechnąłem się szeroko, ująłem stanowczo dłoń Melisy i wprowadziłem ją do domostwa przy warsztacie.

Dnia nie zostało wiele, więc trzeba było się rozgościć na prędce. I nagrzać. Porządne kamienne domostwo z pewnością w zimie będzie prawdziwą chłodnią, a i teraz nie było tam za ciepło. Od razu ustawiłem kulę z runą ciepła w części mieszkalnej. Poprosiłem jednak Melisę by rozpaliła w piecu i zagrzała kamienie, a sam poszedłem do wozu załatwić rozładowanie Kowadła. Z pomocą “nowych sąsiadów” sprawę udało się załatwić dość szybko, chociaż potrzebne były belki i polana po których ładunek został wtoczony do kuźni. Podziękowałem szczerze krasnoludom którzy mi pomogli. Pomogłem też Jordiemu i żonie Axerunda rozładować ich rzeczy z wozu, po czym wróciłem do domu.

W środku czułem dreszcze i prądy idące przez całe ciało. Prawdziwą ekscytację. Zarówno tym że dom który zająłem jest “nasz” - mój i Melisy, a także że w końcu Kowadło naprawdę do mnie wróciło teraz kiedy było w warsztacie.
Więcej… zdałem sobie sprawę że do takiej sytuacji by pod jednym dachem pracowali razem krasnoludzki runiarz i elfia czarodziejka prawdopodobnie nie doszło od tysięcy lat.

Melisa się rozpakowała, a w piecu wesoło syczał ogień. Kamienie rozstawione na Spojrzała na mnie pytająco. Wskazałem wanny kowalskiej w którym normalnie hartowało się i chłodziło rozgrzany metal.

- Może to nie balia, ale powinno nam wystarczyć. Przyniosę wody, wrzucimy do niej kamienie i będzie się można odświeżyć. - odparłem i mrugnąłem do czarodziejki, a co ona znów pokraśniała jak to ostatnio jej się często zdarzało.

Poszedłem z dwoma sporymi kamiennymi wiadrami na koromyśle do studni nabrać wody nucąc po drodze zaśpiew runy, którą badałem na pokładzie okrętu podwodnego. Studnia głębinowa okazała się kryta - kamienna altana osłaniała kamienny szyb do podziemnego ujęcia. Z racji że okolica była podmokła nie trzeba było głęboko wiercić i wody było pod dostatkiem. Pewnie w zamku mają podobnie. Krasnoludy już pracowały przy wale i pompach nabierając zapasy wody i nosząc je do swoich nowych domów. Na twarzach było widać z jednej strony smutek po utraconych domach, z drugiej zachowali swoje życia, bo niewątpliwie człecy zgotowaliby im haniebną śmierć na oczach pozostałych mieszkańców Marienburga.

Wracając znów mamrotałem do siebie zaśpiew, a słysząc chlupot wody w wiadrach załapałem kolejny wers inkantacji zdając sobie sprawę, że ma ona oddawać między innymi naturę żywiołu. Zadowolony zaszedłem do warsztatu. Gdy mnie nie było Melisa wyczyściła prowizoryczną wannę z kurzu i pyłu. Było zdecydowanie cieplej. Czułem mrowienie kiedy patrzyłem na czarodziejkę… a może to Kowadło pulsowało swoją niezwykłą magiczną mocą?

Wlałem wodę do wanny i ruszyłem z kolejnym kursem. Trochę to zajęło, ale w końcu było wanna się napełniła. Zrobiłem jeszcze jeden “kurs z wiadrami”, po czym zamknąłem warsztat, cęgami włożyłem rozgrzane kamienie do wanny po czym zostawiłem Melisę samą by mogła się w spokoju wykąpać. Sam zająłem się rozpakowywaniem swoich rzeczy. Było tego sporo i część rzeczy musiała pójść do warsztatu, ale trzeba były też posłać łóżka, rozpakować plecak, rozłożyć to i owo. Dzięki kuli w części mieszkalnej było całkiem komfortowo.

Ułożyłem swoje ubrania w szafie i zostawiłem rzeczy do warsztatu przy drzwiach doń. Potem po prostu siadłem na krześle by zastanowić się nad planami na dzień następny.
Pewnie będzie trzeba się rozmówić z Arkatem lub zarządcą twierdzy, jeżeli nie samym Mistrzem. Kwestia tego co w ramach “pomocy Morrytom” będzie trzeba w twierdzy zbudować, naprawić lub ulepszyć. Krasnoludzka gmina potrzebowała też zaopatrzenia - pytanie skąd brać żywność i węgiel - nie widzieliśmy po drodze żadnych porządnych lasów pod wycinkę, więc najprawdopodobniej będzie trzeba sprawdzić czy w pobliżu nie ma kopalni.
No i kwestia kaplicy Gazula. Pokłon dla Morra to jedno, ale przy tym nie oddać czci Strażnikowi Podziemnego Świata to by było nie w porządku. Od razu też pomyślałem o tym że trzeba będzie stworzyć kapliczkę w warsztacie dla Thungniego, Smednira i Grungniego. Wymagało to co prawda według tradycji by wkomponować je w otoczenie, lecz z pewnością runa Smednira okapie pieca, runa Grungniego przy stole z narzędziami oraz runa Thungniego nad stanowiskiem z Kowadłem Zagłady powinny wystarczyć.
Wieczór już zapadł więc zapaliłem świecę i rozpaliłem ogień w piecyku, by było trochę światła. Drzwi warsztatu się otworzyły i do części mieszkalnej weszła Melisa odziana w długą koszulę z włosami zawiniętymi w płócienny ręcznik. Wymieniliśmy się uśmiechami.

- Twoja kolej. Przygotuję coś do jedzenia. - powiedziała.

Wniosłem przygotowane narzędzia i rzeczy do warsztatu po czym zamknąłem za sobą drzwi. Woda w wannie wciąż była ciepła i o dziwo czysta… czyżby jakieś czary? Rozebrałem się i nucąc inkantację runy wody zanurzyłem się w wannie.

***

Jedząc skromną kolację z przygrzanego chleba z masłem i serem, popijając ziołową herbatę pogrążyliśmy się w krótkiej rozmowie. Melisa chciała zwiedzić warownię by się jej dokładnie przyjrzeć. Uznałem to za dobry pomysł, bo w końcu pewnie przyjdzie prędzej czy później popracować nad tymi murami.

- Szczególnie ta wieża wygląda intrygująco. - stwierdziłem.

- A potem moglibyśmy wrócić… pomogłabym ci w kuźni. - zaproponowała czarodziejka nieśmiało.

Poczułem jak mi serce mocniej zabiło. Zadziwiająco często Melisa się rumieniła. Było to z jednej strony bardzo urocze, z drugiej sprawiała trochę wrażenie, jakby w swoim życiu miała bardzo mało takich przyziemnych, ale sielskich i przyjemnych chwil. Pokiwałem głową z uśmiechem.

- Sprawisz mi wielką radość pomagając mi przy pracy. - ująłem jej drobną dłoń.

Westchnąłem w duchu. Ach… ależ ja ją kocham.

Obmyłem kamienne talerze na których jedliśmy. Było już ciemno i wyglądało na to że czeka nas jutro długi dzień. Upewniłem się czy domostwo i warsztat są zamknięte. Łóżka były dwa - kamienne, ale za to ułożono na nich grube sienniki. Rozłożyłem na jednym swój płaszcz i koc.

Przed snem pocałowałem Melisę w policzek i życzyłem jej dobrych snów. Odpowiedziała mi tym samym i przytulając głowę do mojego ramienia.

Przez ten krótki czas mogłem zapomnieć o koszmarze który dział się w Imperium.

Miałem nadzieję, że ten okres spokoju, bliskości i szczęścia potrwa jak najdłużej.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Wto Lip 28, 2020 20:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Po tym jak kapłanka Alice powiedziała, że możemy swobodnie poruszać się po mieście skorzystałam z okazji aby poznać to miejsce. Początkowo podążałam za Ecoliono trzymając się o kilka kroków za nim, ale później podążyłam gdzie mnie nogi poniosły.
Potrzebowałam złapać oddech, odetchnąć świeżym powietrzem i odciągnąć negatywne myśli, które kłębiły się w mojej głowie.


Znajdując dla siebie zaciszne miejsce gdzieś pod drzewem przysiadłam na moment aby odpocząć.
Położyłam delikatnie dłoń na brzuchu wyczekując choćby najmniejszego ruchu.

Kim się urodzisz dziecinko?

Westchnęłam głęboko przesuwając delikatnie dłonią po brzuchu

Nie pamiętam nawet twojego początku... ale to nie ważne, bo będę pamiętać dzień twoich narodzin, będę pamiętać twe imię...Tego nie stracę...

Po krótkim odpoczynku ruszyłam dalej w poszukiwaniu kapliczki, w której mogłabym przez chwilę pomodlić się w samotności. Chciałam bardzo wierzyć, że moc pochodząc od Pana Życia i Śmierci, Pana snów może przywrócić moje wspomnienia. W zaciszu kapliczki prosiłam mego Boga by uleczył mnie z tego "zaćmienia".

Gdy nadchodził już zmierzch powróciłam do koszar.
W oczekiwaniu na spotkanie z Iruyhem miałam nadzieję, że uda mi się porozmawiać z Kurtem oraz jego towarzyszkami.
Musiałam zaczynać wszystko od nowa, a rozmowa w obecnym czasie była jedynym sposobem na ich poznanie. Każdy dzień, każda konwersacja mogła przybliżyć mnie do utraconych wspomnień.
Jak tylko towarzyszki Kurta zakończyły wieczorną toaletę podeszłam do nich proszą o krótką rozmowę.>


- Wiem, że jest już późno i zapewne jesteście zmęczone ale może miałybyście ochotę na krótką rozmowę?- zapytałam z nadzieję, że kobiety zgodzą się chętnie- Nie miałyśmy okazji porozmawiać wcześniej, a ja chciałabym was poznać...W końcu wcześniej przeżyłyśmy razem nie jedno...
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3931
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Lip 29, 2020 20:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan>

<Kapłan chodził z chłopcem nasłuchując otoczenia i opisów miasta opowiadanych przez Mathieu. W końcu odłączyłaś się od nich i znalazłeś jedno z nielicznych drzew rosnących w mieście. Usiadłaś pod drzewem, niedaleko zagrody z kozami i pogrążyłaś się w rozmyślaniu. Miałaś rację nie wiedziałaś nic o dziecku ale jeszcze się nie urodziło. Gdy dytknęłaś swojego brzucha poczułaś, że nosisz w sobie nowe życie. Uśmiechnęłaś się do siebie mimowoli. Kapliczki nie musiałaś szukać daleko, znajdowała się chyba w samym centrum tej części miasta. Spędziłaś tam sporo czasu na modlitwach aż zapadł zmierzch i wróciłaś do koszar na nocleg. Kurt wraz z Aniką i Etelką już tam byli. Zaczekałaś aż dziewczyny przygotują się do snu i wtedy zagadnęłaś. W trójkę usiadłyście na jednym łóżku. Anika, blondynka, prawdopodobnie w twoim wieku lub bardzo zbliżonym, siedziała po twojej prawej, natomiast znacznie młodsza i drobniejsza brunetka, Etelka usiadła po lewej. Obie siedziały bardzo blisko,odziane w bieliznę do spania i wcale się nie krępowały tym, że wszyscy śpicie w jednej dużej sali. Na stoliku nieopodal paliła się świeca rzucając na was krąg światła.>

-Tak naprawdę to poznałyśmy się w Courrone, kilka tygodni temu więc możesz nas nie pamiętać. <Wyszeptała Anika>
-Brałyśmy razem udział w straszenj walce z demonami ale poza tym to tylko podróżwałyśmy razem powozem pożyczonym od bretońskiej Hrabiny. Kurt może opowiedzieć znacznie więcej, z nim znacie się długo, jeszcze z Nordlandu. <Dodała cichutko Etelka.> <Kurt wymościł sobie posłanie i zaległ na łóżku zamykając oczy. Minęło kilka dni odkąd zobaczyłaś go po raz pierwszy od utraty pamięci i nadal wyglądał niezdrowo.>

< Ecoliono>

<Zabrałeś chłopca ze sobą i poszliście pooglądać miasto. Same murowane domy, stajnie, warsztaty, karczma, kapliczka Pana Śmierci. Kilka poletek z uprawami, zagrody ze zwierzętami. Nie pozwolono wam przekroczyć bramy do kolejnej części miasta ale dowiedziałeś się, że biblioteka i księgozbiory znajdują się w klasztorze, w górnym zamku. Nie pozwolono ci też odwiedzić krasnoludów, które zakwaterowały się w zachodniej części miasta. Musisz poczekać do jutra aż Mistrz wyda rozporządzenia co do wszystkich nowo przybyłych do twierdzy. Dowiedziałeś się jednak, że krasnoludy i niziołki dotarły bezpiecznie. Pokręciłeś się jeszcze z chłopcem po mieście i stwierdziłeś, że jest tu bardzo dużo miejsca i mało ludzi. Wieczorem odprawiłeś modły razem z towarzyszami, poduczyłeś chłopca i w końcu zasnąłeś na wygodnym posłaniu w wybranym przez siebie łóżku.>

<Kurt>
<Wieczór zapowiadał się na jeden z dłuższych. Dziewczyny odświeżyły się i przebrały do spania kiedy przyszła do nich Tellan, usiadły razem na jednym łóżku i zaczęły szeptać. Sam położyłeś się na posłaniu i przymknąłeś oczy. Nadal byłeś daleki od zdrowego. Mogłeś już poruszaś się sam ale ból i osłabienie nie chciały opuścić twojego ciała tak łatwo. Usłyszałeś w rozmowie miedzy kobietami swoje imię i na moment wszystkie trzy spojrzały na ciebie.>


<Rhunar>

<Dość łatwo poszło ci zaczepienie się w nowym miejscu. Zapewne wielki wpływ miała na to Melisa no i to, że większość rzeczy wykonana tutaj była przez krasnoludy. Elfka była nieśmiała, mimo iż dorosła raczej nie miała zbyt wiele kontaktów z mężczyznami sam na sam. Pomimo radości z twojego towarzystwa gdzieś tam w głębi jej oczu dostrzegałeś zmartwienie. Wiedziałeś, że chodziło o jej towarzyszy. Czarodziejka wykąpała się, zjedliście wspólną wieczerzę i położyliście spać. Przez małe okno wpadało światło księżyca i mogłeś dostrzec, że elfka spogląda na ciebie leżąc na swoim posłaniu. Na chwilę łuna światła z ulicy rozświetliła izbę. Wtedy Melisa uśmiechnęła się do ciebie. > - Dobranoc kochany Rhunarze <Szepnęła>


<Klaus>

<Ruszyłeś ku bramie twierdzy. Im bliżej muru byłeś tym bardziej widziałeś, że twierdza tak naprawdę jest warownym miastem o czym świadczyły jej rozmiary. Mury zdawały się wspinać na wysokość dwudziestu metrów ,co kilkadziesiąt kroków opatrzone wieżami strzelniczymi i barbakanem. Cała twierdza wyglądała na otoczoną fosą ,a podejście pod mury na strzał z łuku zmieniało się momentalnie w grzęzawisko. Tylko droga była utwardzona i bezpieczna do poruszania się. Nie było mowy o ukryciu się gdziekolwiek. Jeśli ktoś patrzył z murów dostrzeżono cię dawno temu. Most zwodzony był podniesiony a krata opuszczona. Nikogo nie dostrzegłeś na murach, żadnych sztandarów. Jeśli ktoś cię obserwował przez otwory strzelnicze nie sposób było go dostrzec. Zaryzykowałeś podchodząc pod bramę i na szczęście nikt cię nie ustrzelił.
Trochę się naczekałeś aż ze strażnicy nad bramą odezwał się głos.>

-Czego tu chcesz? Klaus? Jaki Klaus? Mistrz nikogo nie oczekuje... Wejść do środka? Coś ty błazen, że żartami sypiesz? <Strażnik zarechotał.>
- Przekaż mi co masz za informacje i wracaj do domu. Mistrz jest bardzo zajęty i nie wychodzi do przygodnych podróżnych. Lepiej nie zostawaj tu po zachodzie słońca... hehe..

<Elbereth>

<Czas w twoim nowym domu, płynął szybko. Praca dla Kapłanki była wymagająca i wyczerpująca, szybko jednak nauczyłaś się czerpać z tego przyjemność garściami. Nauka nowych obyczajów, praw, obowiązków, ćwieczenia w magii, zachowaniu się,to i wiele innych rzeczy mogło zatrzymać cię tu na dekady jeśli nie na zawsze. Twoja Pani miała jednak dla ciebie nowe zadania i najbliższy czas miałaś poświęcić na przygotowanie się do nich. Poza tym wiedziałaś, że Beltherion i Różyczka nie mogą zostać tu zbyt długo. W przeciwnym razie grozić im będzie wielkie niebezpieczeństwo.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 177

PostWysłany: Czw Lip 30, 2020 18:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po modlitwie udałem się w kierunku łóżka, zamierzałem się porządnie wyspać by z samego rana wstać i odwiedzić miejsca które planowałem, oczywiście jeśli będę miał pozwolenie by swobodnie poruszać się po twierdzy.
Zamierzałem odwiedzić bibliotekę i przeszukać tutejsze księgi by spróbować pomóc Pani Tellan - być może to właśnie w księgach znajdę odpowiedź jak jej pomóc.
Do tego musiałem odwiedzić Rhunar i z nim pomówić, przy okazji zwrócić jego medalion.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1610

PostWysłany: Pią Lip 31, 2020 22:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Początkowo nie wiedziałam czego się spodziewać. - ..Być cały czas na posterunku, a w czasie snu na każde zawołanie.. - Zgodziłam się bez zawahania, ale też zdawałam sobie sprawę, jak wyczerpujące będzie trwanie w ciągłej gotowości. Gdyby nie Carras pewnie nie miałabym czasu nawet na sen, a każda wyprawa za sprawunkami tylko komplikowała by nasz pobyt. Pomijając wyczerpujące rozmowy z złośliwymi kapłankami, wyjście na targ zapewne skończyłyby się błądzeniem po całym mieście i napytaniem sobie biedy. Wysługiwanie się niewolnicą miało swoje pozytywne strony. - … może by ją zabrać ze sobą… - Przemknęło mi nawet przez myśl, ale po zastanowieniu się odrzuciłam pomysł. -…Nie… Nie tym razem… Nie mogę się rozpraszać, a tak ciągle bym myślała czy jest bezpieczna. Przy innej okazji. Lepiej niech zostanie… - Wcześniejszy dyskomfort spowodowany posiadaniem elfki wyparował już pierwszego dnia, a każdy kolejny tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że jest mi niezbędna. I jak się szybko przekonałam była również istotnym atrybutem w tej społeczności. Gdy ona załatwiała moje sprawunki ja mogłam się skupić na obowiązkach oraz przygotowaniach. Służba przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Poczułam się, jak dziecko, które trafiło do sklepu z słodkościami, gdy poznałam szczegóły zadania. Plan był skomplikowany i delikatny, a jedno potknięcie mogło się skończyć katastrofą. Za to byłam pewna, że będę doskonale się bawić wcielając go w życie. Wręcz nie mogłam się doczekać. Nie wiem jakiej magicznej sztuczki używała moja Pani, ale dzięki niej mogłam przesuwać granicę fizycznej wytrzymałości i nie paść przy tym z wycieńczenia. Sprawa pochłonęła mnie bez reszty pozwalając zapomnieć o codziennych trudach, które czekały w Imperium. Poczucie euforii towarzyszyło mi przez cały pobyt do chwili, gdy podczas śniadania spojrzałam na Różyczkę oraz Beltheriona. -...Naprawdę muszę ich zostawić na parę dni… oby tym razem nie porwali jej z twierdzy… tym razem nie będzie mnie obok…- Dopiłam wino i uśmiechnęłam się odkładając przy tym kielich.>

-No dobrze… ekhm… Różyczko. Zanim ruszymy… Dla Twojego bezpieczeństwa będę musiała Cię uśpić przed wyjściem z domu. <Spojrzałam na nią.> Oczywiście nie na długo, bo gdy tylko opuścimy miasto obudzę Cię. <Dałam znak Carras by dolała mi wina.> Nim się obejrzysz dotrzemy do twierdzy gdzie będziesz mogła nadrobić zaległości z Aniką oraz Etelką. <Popiłam.> Niestety ja długo nie zabawię. Pewnie kilka klepsydr… by sprawdzić jak się miewa reszta i porozmawiać. <Położyłam dłoń na ramieniu elfa.> Ale na te parę dni mojej nieobecności zostawiam Cię w rękach Beltheriona, który troskliwie się Tobą zaopiekuje. Możesz mu zaufać i na nim polegać. <Poklepałam go.> Aż żałuję, że tego nie zobaczę.

<Ostatnie zdanie wypowiedziałam w eltharinie i upiłam wina, po czym odstawiłam kielich i przeszłam do sypialni ponownie sprawdzając czy mam ze sobą wszystko czego potrzebuję. Dla odmiany żadna nie zawierała prochów. Spojrzałam na nowe koszule zastanawiając się chwilę ile one przetrwają, po czym zamknęłam je. Upewniłam się również, że torba Róży zawiera wszystkie rzeczy i tęsknie rozejrzałam po sypialni.>
-Żegnaj wygodne łoże…
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 699
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Lip 31, 2020 22:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Podchodziłem pod mury twierdzy, czy też warownego miasta, z nadzieją na szybkie przekroczenie jego bram. Byłem zmęczony kilkoma dniami włóczenia się po okolicznych bagnach, lasach i traktach. Niewyspany, głodny i brudny. Podchodząc pod mury już czułem zapach mięsiwa, widziałem bezpieczny kąt, w którym mógłbym się dobrze wyspać, jak również czułem dotyk wody, zmywającej ze mnie resztki błota i kurzu. Toteż słowa strażnika sprawiły, że zaniemówiłem. Ręce mi opadły, a miłe odczucia uleciały jak muchy z gówna przestraszone machnięcia krowiego ogona. Odebrało mi to siły na dyplomatyczne pertraktacje i od razu z mych ust wydobył się niecenzuralny krzyk.>

- Że kurwa co?! Nie będę krzyczał ponad murami o postępach i planach wrogiej armii! Więc na Myrmidię idź do swojego dowódcy i poinformuj go, że pod bramą czeka Klaus Jurgiel, który został zaproszony do twierdzy przez Czarnego Kruka i towarzyszył jego kolumnie zakonników i cywilów opuszczających Marienburg. Za miastem rozdzielił się od tychże, by przejrzeć się działaniom sił Lucasa, a po zdobyciu istotnych informacji postanowił skorzystać z zaproszenia Mistrza i przekazać mu to czego się dowiedział. Jeżeli i twój dowódca będzie się upierał, że nie jest to wystarczający powód by niepokoić Czarnego Kruka, to może chociaż zdecyduje się na wpuszczenie mnie w mury twierdzy, bym mógł przekazać Mistrzowi swoje informacje, gdy już znajdzie dla mnie swój cenny czas. A jeśli moja mizerna osoba budzi w was tak ogromny strach, że nawet nie dopuszczacie myśli, by pozwolić mi wejść za bramę bez potwierdzenia mojej tożsamości, to polecam kogokolwiek z kolumny, która przybyła tutaj z Marienburga wraz z Czarnym Krukiem. Każdy z obecnych tam zakonników może to zrobić. No ale jeśli wolelibyście nie wzywać ich na mury, to z pełną chęcią przybędzie tu dowolny z moich kompanionów, którzy im towarzyszyli i którzy jak zakładam za murami znaleźli schronienie. Sam szlachetny Iruyh Shaterherbye Bringer z miłą chęcią poręczy za mnie waszemu dowódcy, choć nie wiem czy najpierw nie obsobaczy was, za odciąganie go od kolejnego treningu mieczem, jaki pewnie sobie właśnie urządził. Zawsze możecie też poprosić braciszka Ecoliono d'Elhuyer by mógł mnie zidentyfikować jako jego towarzysza i mimo że jest ślepy, to zrobi to w moment i bez zbędnej zwłoki. Więc albo zrobisz wszystko to, o czym mówię, albo osobiście jutro rano pójdziesz poinformować Czarnego Kruka, że pod murami leży ciało jego gościa i sojusznika, który chciał przekazać mu cenne informacje co do działań wrogich sił, a który nie został wpuszczany za mury, bo nikomu nie chciało się ruszyć czterech liter. Bo ja się kurwa stąd nigdzie nie ruszam!

<Potok słów wydobywa się z moich usta, jak woda spadająca ze szczytu wodospadu. W końcu urywa się a ja biorę kilka głębokich oddechów. Następnie siadam ostentacyjnie na drodze i zabieram się za konserwację swojego wyposażenia. Czekam tak na decyzje jakie padną wobec mojej osoby za murami twierdzy.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3931
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Sie 04, 2020 21:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan, Kurt, Ecoliono>

<Wczesnym rankiem kapłanka Alice obudziła wszystkich zebranych w koszarach. Ze stoickim spokojem oznajmiła wam, iż możecie poruszać się po całym mieście z wyjątkiem siedziby klasztoru i centralnej wieży. Nawet Ecoliono i Tellan będą musieli osobno uzyskać pozwolenie od Czarnego Kruka aby zajść w owe miejsca. Główna świątynia jest natomiast ogólno dostępna. Dodatkowo aby przejść bramę górnego zamku trzeba się za każdą wizytą wpisać w księgę określając cel i długość swojego pobytu w tej części twierdzy. Korzystanie z dolnego zamku będzie odbywać się bez ograniczeń, tak jak żyją mieszkańcy innych miast. Prowiantu dla wszystkich wystarczy na dwa dni. Po tym czasie powinnieście nająć się do jakiejś pracy lub będziecie musieli płacić za wyżywienie i inne dobra.

<Rhunar>

<Noc minęła szybko i spokojnie. Rano obudziło was poranne słońce wpadające przez małe okno oraz stukanie do drzwi i głos Jordiego.>

-Hej gołąbeczki, wstawać. Morryci przynieśli jakieś dokumenty do Arkata. Każdy powienien go wysłuchać, aby była jasność co gdzie i kiedy można...
Wszyscy się zbierają na placu przy studniu... Jak już wcięgniecie pantalony to pojawcie się tam. Arkat będzie chciał porozmawiać z wami na osobności.

<Krasnolud odszedł zostawiając was abyście w spokoju mogli się oporządzić.>

<Klaus>

<Strażnik wysłuchał co miałeś do powiedzenia po czym kontynuował raczej monolog niż rozmowę z tobą.>
-A zaproszenie masz na piśmie czy sobie z chmurki wziął? Pewnie, że nie masz. Żadnego gościa się nie spodziewamy. Nie masz też żadnych insygni aby potwierdzić swoje słowa. Tak się składa, że wszyscy są zajęci i będziesz musiał poczekać do rana. Nie umrzesz, chyba że się powiesisz albo utopisz. Masz, jakby ci się chciało pić.

<Z muru spadł mały skórzany bukłak z wodą, szczelnie zakorkowany. Ani prośby, ani groźby nie pomogły. Musiałeś czekać na szczęście nie do samego rana ale do zapadnięcia zmroku. Wtedy wpuszczono cię za bramę ale od razu zostałeś rozbrojony i aresztowany. Umieszczono cię w areszcie, nieopodal bramy. Mała, ciasna cela z pryczą do spania. Chwilę później przyszedł jakiś rycerz zakonny Morra i przez kraty zaczął cię wypytywać.>

-Nazywasz się Klaus? Jurgiel? To na spokojnie od początku. Co cię tutaj sprowadza. Zastanów się co powiesz, ponieważ wszystko zostanie sprawdzone. Jeśli jesteś szpiegiem to zmów modlitwę a Pan Snów może oszczędzi ci cierpienia. Nawet jeśli mistrz zakonu cię rozpozna nie zobaczysz się z nim wcześniej niż jutro.

<Elbereth>

<Carras zakupiła dla Różyczki proste damskie stroje podróżne, a dla ciebie czarne, jedwabne koszule oraz dwie eleganckie suknie do domu. Zleciła też wykonanie dla ciebie eleganckiej skórzni lecz aby ograniczyć cenę , zajmie to dłuższy czas. Przed wyjazdem jubiler dostarczył oprawiony w złoto "lawendowy sopel lodu". Łańcuszek pozwala ci aby zawiesić go na szyji lub na ręce jako bransoletkę. Tuż przez wyjazdem uśpiłaś Różyczkę i razem z Beltherionem udaliście się do twojej Pani, która wyekspediowała cię z listem radząc abyś go przekazała stażnikom i to wystarczy. Dzięki pomocy udało wam się dotrzeć przed bramę twierdzy jeszcze zanim dziewczynka się obudziła. Oboje z Belem widzieliście twierdzę już wcześniej z daleka. Teraz stojąc blisko,we wschodzącym słońcu wyglądała naprawdę na wielką budowlę. Była niczym miasto.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1610

PostWysłany: Sro Sie 05, 2020 21:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przed wyjściem upewniłam się jeszcze, że czarny, kamienny krążek jest schowany głęboko w kieszeni spodni. Pożegnałam Shasuuviel kłaniając się dworsko i weszłam w portal.>

<Wypuściłam powietrze. -“..Koniecznie muszę się nauczyć tego czaru..” - Pomyślałam, gdy tylko przeszliśmy przez portal. Uśmiechnęłam się szeroko.>

-Nie wiem, jak znajdujesz taką formę podróżowania, ale ja zaczynam się przyzwyczajać. <Spojrzałam na Beltheriona trzymającego śpiącą dziewczynę.> Będę mogła do Was szybko wrócić.

<Ruszyłam rzucając przez ramię.>

-Nawet nie zauważycie, że mnie nie ma.

<Powiedziałam dość lekkim tonem. -”...chyba, że coś pójdzie nie tak…”- Dokończyłam w myślach. Odchrząknęłam skupiając się na energii magicznej okolicy i nawet nie zauważyłam, gdy nagle wyrosła przede mną. Spojrzałam w górę. Twierdza robiła wrażenie, ale odwróciłam od niej wzrok spoglądając w kierunku wschodu. Żal ścisnął mi nieco żołądek na wspomnienie ostatniego świtu. Ciepłe promienie porannego słońca nieco raziły.>

-Wolałam, gdy okolicę spowijała gęsta mgła. Może było nieco upiornie, ale przynajmniej widok nie napawał smutkiem. <Odezwałam się w eltharinie.> Aż oczy bolą. No nic… załatwmy sprawy.

<Wyciągnęłam list zza pazuchy spoglądając przez moment na niego po czym podeszłam do bramy przywołując strażnika.>

-To powinno wszystko wyjaśnić…

<Uśmiechnęłam się promiennie do mężczyzny wręczając mu dokument. Odwróciłam się spoglądając na pustkowie. W oczekiwaniu na otwarcie bramy zaczęłam cicho nucić pod nosem.>

-O!.. <Wskazałam Beltherionowi palcem kierunek.> - Dobrze mi się wydaje, że to tam walczyliśmy? Skoro już tu jesteśmy powinnam przejść się na spacer.

<Słysząc brzęk otwierania odwróciłam się na pięcie przypatrując się strażnikowi.>

-Okolica chyba stała się ostatnio nieco spokojniejsza.

<Weszliśmy za mury twierdzy, ale nim pokierowano nas w stronę górnego zamku, wybudziłam dziewczynkę.>

-Jesteśmy na miejscu kwiatuszku. <Odgarnęłam jej kosmyk włosów z czoła.>
Chodźmy.

<Spokojnie ruszyłam we wskazane miejsce po drodze rozglądając się nieco.>

-Powinniśmy potrenować. <Odezwałam się nagle do elfa obserwując jakiś budynek.> Przynajmniej raz nim wyjadę. Czuję w kościach, że w niedalekiej przyszłości przyjdzie mi częściej sięgać po miecz, a nabieranie doświadczenia tylko w realnej walce jest prostą drogą do przedwczesnej śmierci. <Spojrzałam na niego.> Podstawowe treningi przestały być wystarczające, a nie zawsze mogę polegać na magii, czy Twojej zabójczej finezji. Nie wspominając nawet, jak topornie musiałam wyglądać w pojedynku z Raffanirem.
<Rozmawiałam z elfem aż dotarliśmy na miejsce.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Czw Sie 06, 2020 16:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Robiło się coraz później, a Iruyh nadal nie wracał.

Podczas rozmowy z towarzyszkami Klausa zerkałam od czasu do czasy czy oby nie pojawia się w drzwiach.

Tej nocy miałam zasnąć sama ale mimo zmęczenia nie mogłam zmrużyć oka.

Przez długi czas wpatrywałam się w sufit próbując odprężyć się w nowym miejscu jednak jakieś uczucie niepokoju rodziło się we mnie za każdym razem gdy zamykałam oczy.

W końcu nie wiedząc kiedy powieki same zamknęły się ze zmęczenia.

Gdy pierwsze promienie słońca pojawiły się w pokoju szybko opuściłam łóżko i przygotowałam się do dalszego dnia.

Tym razem, zgodnie z ogłoszeniem kapłanki Alice, udzielona nam dostępu do znacznie większej części miasta z czego zamierzałam skorzystać.

Zanim kapłanka Alice opuściła koszary poprosiłam ją o krótką rozmowę>

- Chciałabym zobaczyć się z Iryhem. Czy wiesz może gdzie go znajdę?- zapytałam spokojnie kapłankę z nadzieją, że ta pokieruje mnie w odpowiednie miejsce.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 177

PostWysłany: Czw Sie 06, 2020 17:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po spotkaniu z kapłanką, postanowiłem odwiedzić dalsze części miasta i odwiedzić świątynię Morra - a po otrzymaniu stosownego pozwolenia postanowiłem się tez udać do klasztornej biblioteki.

Prócz tego potrzebowałem świec, mogły być potrzebne w czasie rytuału do tego przydałby się jakieś uspakajające zioła - o ile świece powinny być w świątyni, tak ziół należało szukać u tutejszego zielarz lub w przy klasztornym ogrodzie.

Do tego trzeba było poszukać jakiego zajęcia, skoro reguła klasztoru-twierdzy tak mówi to trzeba dbać o jej przestrzeganie. Zresztą człowiek nie powinien żyć samą modlitwą, trzeba było też pracować - może znajdę jakieś zajęcie w tutejszym skryptorium lub przy nauce nowicjuszy, a jeśli nie to zawsze pozostawała mi praca w ziemi wśród roślin.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 699
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Sie 07, 2020 17:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie spodziewając się usłyszeć od strażnika niczego sensownego po prostu usiadłem pod bramą i czekałem na to co się stanie. Czułem, że informacje jakie przekazałem, okażą się na tyle przekonujące, czy też intrygujące, że dotrą do odpowiednich osób, które będą mogły podjąć decyzję o chociaż wpuszczeniu mnie za mury. Więc gdy w końcu wieczorem tak się stało, nie zdziwiłem się zbytnio. Pozwoliłem się też bez zbytnego sprzeciwu rozbroić i aresztować. Przewidywałem taką możliwość, więc nie zostałem tym w żaden sposób zaskoczony. A mój wyraz twarzy musiał być dla eskortujących mnie żołnierzy zaskakujący, bo na widok ciasnej celi z pryczą do spania uśmiechnąłem się od ucha do ucha. "W końcu jakieś cztery ściany, gdzie można się bezpiecznie położyć i przespać, nie lękając się ataku żadnego wroga, czy bagiennego potwora. Tego mi teraz najbardziej trzeba." Już miałem się wygodnie ułożyć i zmrużyć oczy, by pozwolić mojemu ciału i umysłowi w końcu odpocząć, gdy przed kratą pojawił się przedstawiciel Zakonu.>


- Tak, me miano to Klaus Jurgiel. A z kim mam przyjemność, jeśli mogę spytać? - <Spoglądam miłym wzrokiem prosto w oczy rycerza, wysłuchując jego pytań i rad.> - Nie ma problemu. Mogę spokojnie poczekać do rana. Przez ostatnie dni włóczyłem się po okolicznych traktach, lasach i trzęsawiskach, więc ta cela i to skromne posłanie jawią mi się teraz jak najlepszy pokój w najdroższej karczmie w Altdorfie. - <Wzdycham lekko z zadowoleniem, choć słychać w tym oddechu również oznaki zmęczenia.> - A co do kwestii mojej wizyty tutaj i chęci spotkania się z mistrzem. Hmm... Żeby nie zajmować za dużo czasu zbędnymi szczegółami. Towarzyszyłem Czarnemu Krukowi i paru innym osobom powiązanym bezpośrednio z Zakonem, jak i takimi, którzy z nim powiązani nie są, w wykonaniu pewnego zadania. Byli wśród nich też moi towarzysze. Po wykonaniu zadania wszyscy zostaliśmy w Marienburgu w twierdzy na wyspie. Jednak nadchodzące niebezpieczeństwo ze strony wrogich sił wymusił na zakonnikach podjęcie decyzji o opuszczeniu miasta i ruszeniu tutaj. Ja i moi towarzysze skorzystaliśmy z okazji i zaproszenia Czarnego Kruka do towarzyszenia mu w tej drodze i schronieniu się w tej twierdzy. I patrząc po śladach jakie odnalazłem na szlaku wszyscy dotarli tutaj całkiem niedawno. - <Robię krótką przerwę na kilka oddechów, po czym kontynuuję wypowiedź.> - Z tym że, ja postanowiłem rozeznać się trochę w tym co dzieje się w okolicy zanim schronię się gdziekolwiek. Toteż opuściłem kolumnę zakonną przy pierwszym popasie. No i udało mi się zobaczyć i dowiedzieć to i owo o zdarzeniach w okolicach Marienburga, jak i też o tym co dzieje się w Imperium. Są to na tyle istotne informacje, że postanowiłem przekazać je Czarnemu Krukowi, czy też innym mądrzejszym ode mnie osobom w tejże twierdzy, jako że dotyczą one działań wrogich nam sił. Dlatego też postanowiłem skorzystać z zaproszenia mistrza co do odwiedzenia tego miejsca. To tyle. - <Spoglądam przez chwilę na reakcję zakonnika, po czym dodaję jeszcze kilka zdań.> - I jak mówiłem strażnikowi, moją tożsamość, jak i historię jaką przedstawiłem, może potwierdzić nie tylko sam mistrz, ale też inne osoby, które wraz z nim tutaj przybyły. Więc jeśli nie chcecie kłopotać rano mistrza, możecie przysłać tu kogoś innego z tejże kolumny, jak na przykład brata Ecoliono, czy też rycerza Iruyha.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 2 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.