Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt II Cz2 Wróg tańczy taniec śmierci.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 46, 47, 48
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Lip 11, 2013 23:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiedy Magnus się zbudził zdecydowanie nie wyglądał na... hmm... na mądrego i potężnego czarodzieja. Raczej na takiego bardzo młodego i zdezorientowanego.
Szybko jednak z pomocą pospieszyła mu medyczka, która wyjaśniła mu że zasnął i że pacjenci są już po zabiegu, ale nie wolno im przeszkadzać. Mag pokiwał na to wszystko tylko głową, podziękował i ucałował dłonie medyczki za "zaopiekowanie się" nim kiedy spał, na co ta odpowiedziała rumieńcem oraz zakłopotaniem.
Czarodziej nie chciał nadużywać gościnności więc zwinął się ze szpitala. Wychodząc w poczekalni zobaczył matkę z dziadkiem, która przyszła się czegoś poradzić u uzdrowiciela. Dzieciak strasznie płakał, więc Tęczowy podszedł do kobiety i spojrzał na malucha swoimi tęczowymi oczami. Osesek spojrzał na niego załzawionymi oczami. Magnus uśmiechnął się do malca i przesuwając dłoń w powietrzu narysował nad dzieckiem tęcze. Rozległ się pisk zachwytu, a matka z uzdrowicielem patrzyli w osłupieniu na czarodzieja.

- Miłego dnia. - rzucił radośnie Magnus unosząc lekko kapelusz i dostojnym krokiem wychodząc z budynku.

Było już późne popołudnie. To gdzie Klaus zapraszał na piwsko, żarcie i... hmmm... "nocleg". W którejś z tych karczm. W... "Złotowłosej Murviel". Heh... pewnie okaże się że nocleg z atrakcjami. No cóż... póki nie będzie parzył się jak zwierze we wspólnej izbie to czemu nie.

Rozmasował czoło, kiedy przypomniały mu się niewiasty spotkane w przeszłości. Ach... może to jest jakieś wyjście. Kto wie...

Idąc ze szpitala dostrzegł w oddali charakterystyczny budynek. Hmm.. no w sumie. Świątynia Shalayi. Prawdę powiedziawszy bardziej pasowałby tutaj jakiś park czy gaj Szmaragdowego Kolegium, ale... chyba nie zaszkodzi podziękować za opatrzność. Do wieczora jeszcze trochę czasu.

***

Humor powrócił do Magnusa, a Hysh zaczął płynąć wokół niego znacznie żwawiej, chociaż Wiatr ten miał to do siebie że koił i uspokajał. Świątynia Shalayi jakby nie patrzeć kumulowała spore ilości eteru białego i zielonego. Jakby na spróbowania rzucił Blask Czystości, pozbywając się z siebie brudu oraz zarostu z twarzy.
Zadowolony z efektu Magnus wszedł po schodach, zdjął z głowy kapelusz i zrzucił kaptur ukazując w pełni swoje młode oblicze. Przekroczył próg świątynny.

Akurat nie trwało żadne nabożeństwo, więc Magnus przeszedł się do jednej z pierwszych ław i zasiadł na niej. Kiedy przechodziła obok jedna z kapłanek wstał grzecznie i skłonił się z szacunkiem, co wywołało spojrzenie pełne niedowierzania. Czarodziej w świątyni!

Mag zasiadł z powrotem i spojrzał na ołtarz. Zaczął "relacjonować" w duchu Miłosiernej Pani swoje ostatnie przeżycia. Trwało to trochę, bo Magnus uzupełniał raport o swoje spostrzeżenia, a też dziękował co i rusz za okazane przez bogów łaski. Na koniec wstał, skłonił się głęboko przed wizerunkiem bogini i ruszył do wyjścia. Zdał sobie sprawę, że w świątyni jest całkiem jasno, a przecież słońce już dawno zaszło. Hmm... muszą codziennie chyba czyścić lampy... albo był tutaj kiedyś jakiś Hierofanta i podarował im kilka magicznych kamieni.

Magnus wyszedł na zewnątrz, na ziąb i wiatr odprowadzany przez zdumione spojrzenia sług Shalayi, którzy zauważyli, że kiedy czarodziej wyszedł, lampy zaczęły świecić z dawną, mniejszą intensywnością.

***

- Złotowłosa Murviel. - mruknął czarodziej przyglądając się szyldom - Gdzie to kurna jest?
- Zgubił się pan? - rozległo się za jego plecami.
Magnus odwrócił się ze zdziwieniem i spojrzał na kilku strażników miejskich zakutłanych nie mniej niż on.
- A... tak tak... szukam takiej jednej karczmy "Złotowłosa Murviel". Znajomy mnie zaprosił, coby mi piwo postawić... - mruknął Magnus.
- Tak tak... to tam za rogiem. Pan skręci i przejdzie na koniec ulicy. - powiedział dowódca patrolu, pewnie sierżant - Przepraszam bardzo, czy nie jest pan przypadkiem czarodziejem?
Magnus podrapał się pogłowie przekrzywiając kapelusz i patrząc ze zdziwieniem.
- Eee... no tak jestem.
Strażnicy wyglądali na wielce poruszonych.
- Ha! Panie czarodzieju. Widzę że pan nie ma opaski. Jeżeli pan chce zostać dłużej musi pan iść do urzędu. Tutaj taki wymóg. Kto zostaje, ma się zapoznać z prawami i zostaje z nich odpytany. Za opłatą oczywiście. - rzekł poważnie sierżant - No i poza tym... wie pan... Hrabina dobrze płaci czarodziejom, więc...
"Czy w tych prawach znajduje się wzmianka, czemu w co drugiej karczmie ktoś próbuje bezczelnie kopulować na moim stole, przy którym staram się kulturalnie pić piwo?" zadał w myślach pytanie Magnus, zaraz jednak sobie odpowiedział i uznał, że lepiej nie będzie męczył strażników swoimi żartami... szczególnie że te o chędożeniu mu tak średnio wychodziły.
- Ah... opaski i praca. Wiem o tym. Przejeżdżałem przez miasto parę dni temu. - mruknął Magnus - No dobrze. Dziękuję za wskazanie drogi. Jutro postaram się o opaskę.
- Aye. Miłej nocy, panie czarodzieju. - strażnicy pożegnali maga uśmiechając się głupkowato.
- Wam też panowie, spokojnej nocy. - Magnus uniósł lekko kapelusz i ruszył dalej.

***

Był już chyba wieczór, ale czarodziej nie był pewien. W końcu zima, a słońce szybko zachodzi.. Magnus owinął się szczelniej szalem. Oby w pokoju był jakiś sznurek... to będzie można sobie wysuszyć tamten ciuch.
Złotowłosa okazała się...
Tym czym Magnus obawiał że się Złotowłosa okaże.
Przybytek wypełniony po brzegi najemnikami, żołdakami i różnymi typami, masa kobiet. Masa pocałunków, obściskiwania się i rżnięcia po kątach. Gdzie jednoręki Klaus wyczaił tą miejscówę?
Magnus zauważył też coś jeszcze. Ludzie patrzyli na niego z zaciekawieniem.
"A chędożcie się wszyscy... kurna nie... oni już to robią. Dobra... po prostu cholera was. Chamy sobie kopulatorium urządzili"
Czarodziej z godnością przemierzył salę. Tym razem nie przepraszał nikogo po prostu szedł. Kto zbyt długo się patrzył a stał na jego drodze dostawał srogie spojrzenie z nieprzyjemnym błyskiem w oczach. Skutkowało. No ba! Zawsze skutkuje.
- Mości karczmarzu. Szukam jednorękiego. jest tu gdzieś może? Miał tu na mnie czekać. - Magnus spytał się pucołowatego faceta za szynkiem.
Karczmarz zlustrował czarodzieja, który odwzajemnił spojrzenie. Mężczyzna wzdrygnął się na widok oczu, ale po chwili rzekł.
- Ahmm... wchodził tutaj niedawno... o tam jest. - karczmarz wskazał - Któryś ze stołów pod ścianą.
Magnus odwrócił się w tamtym kierunku i kiwnął głową. Jest Klaus!
- A... i jakby ktoś pana zaczepiał... to proszę zawołać mnie. - powiedział karczmarz - Jak pan kogoś w żabę zamieni to stracę klientów.
Ze sporym zdziwieniem młody czarodziej spojrzał na karczmarza.
- Będę pamiętał. - Magnus uniósł lekko kapelusz i zaczął wędrować przez salę.
"Cholera... ale tutaj po każdym wieczorze musi być sprzątania." pomyślał kiedy przechodził obok kolejnych stołów przy których działy się różne bezeceństwa.
Magnus z westchnieniem ściągnął z głowy kapelusz i zasiadł przy stole przy którym siedział jednoręki Klaus.

- Uch. Trochę przysnąłem tam w szpitalu i zaszedłem do świątyni. - rzekł czarodziej - Dzięki za zaproszenie Klausie. Chyba wielcy zieloni musieli zapierdzielić moją sakiewkę, bo pośród tamtych coście ubili i śmieci nie znalazłem jej.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Pią Lip 12, 2013 15:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Stęskniłem się… a jakoś nie mogłem was pani znaleźć to znalazłem sposób by znów trafić w twoje ręce. – Zagadałem do Falle sanitariuszki która już drugi raz się mną zajęła.

<W pierwszej chwili odprężony i zrelaksowany przyjąłem nakładanie maści gdy jednak ta zaczęła palić żywym ogniem zesztywniałem.>

„Kij czort. Uff… powinienem wziąć tego na zapas by nawciskać temu parszywemu kapłanowi w gębę w podziękowaniu.”

<Zniosłem leczenie bez jęku czekając co dalej przyniesie los>
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Pią Lip 12, 2013 15:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Całą drogę spokojnie i bez słowa przeleżałam na noszach spogladając w gwiazdy bądź zapadając w płytki, niespokojny sen. Akurat przysnęłam gdy zbliżyliśmy się do miasta. Przebudziłam się na kilka chwil, gdy byliśmy już u medyka. Rozejrzałam się dookoła po czym z ulgą przyjęłam pomoc specjalisty. Uśpiona do zabiegów ponownie zapadłam w głęboki sen.>

...Otaczająca mnie nieprzenikniona ciemność...Lekki podmuch wiatru...chłód kamiennego podłoża oraz ścian... Ruszyłam przed siebie jakbym nie miała kłopotu z widzeniem... Zauważyłam szczelinę, przez którą wpada światło. Po chwili byłam już przy wyjściu. Zrobiłam jeszcze jeden krok. Światło słoneczne oślepiło mnie na kilka chwil. Usłyszałam szum fal, poczułam morską bryzę, a słońce miło grzeje. Rozejrzałam się, lecz nikogo nie dojrzałam. Zrzuciłam z siebie zimowy płaszcz, rękawiczki oraz buty. Podciągnęłam rękawy koszuli i ruszyłam biegiem do brzegu. Tuż przed zatrzymałam się by się rozebrać po czym wbiegłam do morza. Chłodna woda orzeźwiła mnie. Pływałam póki się nie zmęczyłam. Wyszłam na plażę i ległam na piachu rozkoszując się ciepłem. Zamknęłam oczy. Po nie wiem jakim czasie usłyszałam znajomy głos.
-Tego nigdy się nie zapomina.
Usiadłam gwałtownie i znów zobaczyłam odmienioną siebie. Chciałam wstać i uciec, lecz przemogłam swój lęk. Wzięłam kilka głębokich wdechów by się uspokoić. Odezwałam się do niej cicho.
-Czemu nawiedzasz mnie w snach? Czemu są tak realistyczne, a zarazem tak urojone?
-Zadajesz sama sobie pytania. Bywasz taka głupia. Mam odpowiadać na Twoje pytania?
Przede wszystkim jesteś naiwna. Sądzisz, że to z kim jesteś nie ma na Ciebie negatywnego wpływu? Tu tkwi Twój pierwszy poważny błąd. Jednak będziesz w tym trwać, a to nas zniszczy. Pod jego opieką staniemy się silniejsze, mądrzejsze, lecz również okrutniejsze i wyrachowane. I przestań się łudzić, że tak nie będzie. <Zaśmiała się.> Zabijemy go... urżniemy ten piękny łeb, wytniemy serce.
-To nie może być prawda! Dlaczego miałabym go skrzywdzić?
-Da Ci powód, a Nasza zawiść oraz złość wyprą wszystko inne. Nie widzisz tego i nie zobaczysz póki ja nie dojdę do władzy w Twojej głowie. To jednak nie potrwa już długo.
-Mogę to wszystko jeszcze zmienić. Nie musi tak być.
-Tak, z pewnością go porzucisz i wrócisz do rodziny, która przyjmie Cię bez mrugnięcia okiem. Ile chcesz nas jeszcze okłamywać? Jedyne co możesz zrobić to powstrzymać narastającą złość. Jednak poczynania tego księciunia Cię drażnią i dobrze o tym wiesz. W końcu czara goryczy się przeleje, a Twe serce przepełni nienawiść. Zobaczysz... z czasem zobaczysz. Te ziemie Cię trują, Beltherion również choć wolniej. Już jesteś w stanie zabić. W obronie, lecz przed walką na arenie sama życzyłaś wszystkim ludziom w mieście śmierci. To nie jest dobry znak. To pierwsza oznaka, w którym kierunku będziesz zmierzać. <Zachichotała złowieszczo.> Cierpliwość to nasza cecha, a ja mogę poczekać. Jednak raz za razem będę brała górę nad naszą litościwą stroną. Co do snów..znasz odpowiedź. Każdy sen jest odzwierciedleniem naszych pragnień, lęków, żalów.
<Spojrzałam na samą siebie z lekką odrazą.>
-Nie pozwolę Ci na to.
<Wstałam.Ruszyłam wzdłuż wody. Fale lekko omywały moje stopy. Wędrowałam przed siebie zostawiając za sobą moją drugą osobowość. Słysząc jej okropny śmiech.>


<Obudziłam się w szpitalu. Wszystko mnie boli, lecz nie tak intensywnie. Spoglądając w sufit wracałam do rzeczywistości. Usiadłam na łóżku z grymasem bólu. Pociemniało mi przed oczami.jednak utrzymałam przytomność. Rozejrzałam się zaskoczona. Gestem poprosiłam do siebie medyka lub pielęgniarkę.>

-Dziękuję za pomoc. Domyślam się, iż jestem w lazarecie, lecz już w mieście? Kiedy wrócę do zdrowia, a przynajmniej sprawności? Gdzie są moje rzeczy? Czy mogę poprosić o lusterko? Chcę zobaczyć jak źle wygląda moja twarz. Wybacz panie tyle pytań na raz, lecz chciałabym rozeznać się w sytuacji.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pią Lip 12, 2013 15:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Widzac ze towarzysze się wybudzili rzekłem

- Czas na ta przyjemniejsza cześć zadania, zapłata.

Uśmiecham się szeroko.

- Długo tu bedziem leżeć? Czy możemy się zbierać? Ile czasu zajmie całkowite wyleczenie? Nie podejme zadnej roboty do czasu dojscia do siebie. Wystarczy mi stawania w nierownej walce ledwo zyw.

- Piwa bym sie napil...macie tu jakies jadlo? Burczy mi w kichach niczym trollowi

Sapnalem ciezko po potoku slow jaki wylecial z mych ust.

Rozgladam sie za swoimi rzeczami...

" Taa lepiej niech mnie kuruja zwawo bo musze zregenerowac zbroje"
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Lip 17, 2013 15:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan>

<Zadowolona z powrotu podziękowałaś Boginii Miłosierdzia odprawiając modły w tutejszej świątyni a potem wróciłaś do komnat. Czekając na Iruyha miałaś dziwne widzenie, a może to na prawdę się stało? Czy wielki demoniczny wilk był tu razem z tobą? Nerwowa opowiedziałaś wszystko swemu mistrzowi gdy tylko powrócił. Sprawdziliście razem komnaty ale nikogo prócz was nie było. Wspólnie więc dokończyliście ćwiczenia , które rozpoczęliście jeszcze dzisiejszego ranka a potem zmęczeni oboje zasnęliście razem. Razem..zawsze czujesz się bezpieczna i zadowolona kiedy jesteście razem. Nawet jeśli trzeba walczyć albo coś bardzo boli, jest zimno lub nie masz już sił...Razem z nim możesz umrzeć, bez żalu.>

<Kolejne dwa tygodnie spędziłaś razem z Iruyhem przede wszystkim na treningach. Dzień w dzień ćwiczyliście szermierkę, uniki, elastyczność ciała ,siłę i wytrzymałość. Mimo iż Iruyh bardzo cię polubił ,treningi wcale nie stały się lżejsze, wręcz przeciwnie, twój mistrz wymaga od Ciebie coraz więcej ale też na coraz więcej tobie pozwala. Wspólne odprężenie w ciepłej kąpieli , spacery po ośnieżonym mieście, modlitwy w świątyni. Iruyh chodził do świątyni razem z Tobą. Choć nie wiedziałaś czy się modli czy tylko tobie towarzyszy, było ci bardzo miło. Nie mogłaś już ukrywać ,że oboje darzycie się silnymi uczuciami, nawet służba pałacowa to zauważyła.>


<Pascal>

<Po opatrzeniu cię w lazarecie na dwa tygodnie wylądowałeś w łóżku ,w swojej komnacie. Pierwsze kilka dni po prostu leżałeś ,spałeś i wierciłęś się. Dwa razy dziennie przychodziła do ciebie pani Plantago, zmieniała opatrunki , poiła jakimiś wywarami i znowu zapadałeś w sen. Dopiero piątego dnia pozwolono cię odwiedzać. Od tego czasu twoimi codziennymi gośćmi stały się Leilia, Anastazja oraz Laial. Dziewczęta przychodziły razem zawsze po obiedzie. Rozmawiały z tobą o swoich postępach w nauce i wypytywały cię jak się czujesz i kiedy wrócisz do zdrowia. JAk na ich młody wiek starały się tobą opiekować. Służka Hrabiny Laial odwiedzała cię trzy razy dziennie ,przed każdym posiłkiem. Karmiła cię, poprawiała ci posłanie, zmieniała ubranie i kąpała. Za każdym razem obserwowała cię uważnie jak matka pilnująca dziecko aby to nie zrobiło sobie krzywdy. Powracasz do sił z każdym dniem.


<Ingwar, Rhunar,Elbereth, Kurt>

<Cała wasza czwórka spędziła pełne dwa tygodnie w lazarecie. Przez pierwsze dni zajmował się wami medyk pałacowy w osobie Pani Plantago ,oraz jej dwie pomocnice Ingrid i Falle. Każdego dnia mieliście zmieniane opatrunki, dostawaliście trzy posiłki , byliście kąpani oraz dostawaliście medykamenty. Klaus przychodził od czasu do czasu was odwiedzać. Czasem pojawiał się także dziwaczny Magnus. Wszyscy oprócz Ingwara jakoś znosili odpoczynek, tylko tego niesfornego krasnoluda trzeba było usypiać lub w inny sposób unieruchamiać aby odpoczywał. Czas mijał a wasze rany się goiły. Nie było może w tym żadnej adrenaliny ,lecz ci z was ,którzy byli rozsądni doceniali każdą chwilę spokoju.>


<Klaus>

<Zostawiłeś przyjaciół w lazarecie a sam poszedłeś do miasta. Mimo późnej pory wszystko było jeszcze otwarte. Tak jak postanowiłeś sprzedałeś skórznie a zakupiłeś potrzebne tobie przedmioty. Trochę się nachodziłeś ale w końcu znalazłeś wszystko co cię interesowało. Po zakupach udałeś się na modlitwy za kompanów a potem do karczmy, której nazwę zawsze przekręcasz, gdzie razem z Magnusem zjedliście porządny posiłek i nie szczędziliście sobie napitku,Klaus stawiał a potem zasnął przy stole...
Kolejne dni Klaus spędził na prawdziwym odpoczynku, odwiedzając każdej nocy Mimi ,która odwzajemniała zainteresowanie strzelca. Dzięki temu Klaus szybko zapomniał o troskach i o tym ,że sakiewka nie jest bez dna a kobiety kosztują. W ciągu dwóch tygodni Klaus i Mimi bardzo się zaprzyjaźnili a strzelec wychodził do miasta tylko po to aby odwiedzić przyjaciół i zapytać czy urzędnik Iruyh jest już dostępny.


<Magnus>

<Trochę zakręcony czarodziej chodził po mieście szukając karczmy w której umówił się z jednorękim Klausem. Nazwa któą strzelce podał była niedokładna dlatego trochę trwało zanim Magnus znalazł karczmę, zdążył nawet trochę zmarznąć. Karczma nazywa się Złotowłosa Maruviel na cześć złotowłosej elfiej tancerki , która każdego wieczoru zaszczyca gości swoim występem na scenie. Magnus nie mając złota musiał zdać się na dobrą wolę Klausa który postawił czarodziejowi posiłek i napitek. Razem pili aż do utraty przytomności...Po tej zabawie czarodziej obudził się w łóżku z jakąś złotowłosą piersiastą dziewoją o imieniu Arlette. Zanim zdołał uciec został bardzo miło obezwładniony i przekonany ,że obcowanie z kobietą jest bardzo przyjemne i jak najbardziej potrzebne... Nadchodzące później dni Magnus poświęcił na otrzymanie czerwonej opaski, zdanie egzaminu i poznawanie miasta oraz próbę dostania się do Hrabiny lub uzyskania u niej zatrudnienia. Na nieszczęście nikt nie mógł dotrzeć do Hrabiny przez dwa tygodnie... >



Koniec Rozdziału

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 46, 47, 48
Strona 48 z 48

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.