Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 34, 35, 36 ... 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sro Mar 02, 2016 02:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Podczas, gdy bosman wspomina o potencjalnych karach, okraszonych jak mniemam znaczną dawką bólu, kręcę głową. Przymykam ślepia, niemo zaprzeczam takim pomysłom aż w końcu machnąłem ręką.

- Ło, panie dobry - powiedziałem z manierą wsiokowego głupka. - Łu mnie we rodzinnych stronach, złodziejaszkom, ten tego, to się łapy przy dupie obecinało! - Dla potwierdzenia słów przejechałem palcami po zięciu ramion. - Ło tu! No, ten tego, może to i nie dupa, ale jakoś pewnie tak to nie zręcznie jest po karze.

Istotnie poczułem się źle. Bynajmniej, nie ze strachu, ale z powodu doznawania pokaźnej atencji. Nie przywykłem do zwielokrotnionej uwagi, którą jakiś minstrel zapewne by nie gardził. Zaś ja nie dość, że pogardzam to i odczuwam dyskomfort. Remedium na mą sytuację będzie tedy nie wychylanie się, bycie cichym, skrytym i jak zwykle pokornego serca.

Po skończonym posiłku nowo otrzymaną miskę kitraszę w swoim tobołku. Srebrną zaś chowam pod koszulę i udaję się do kajuty kapitana. Podejrzewam, że któryś z marynarzy będzie chciał mi ją odebrać i cisnąć w morskie fale tylko, aby wywinąć mi psikusa (krwawego w konsekwencji). Idę zatem szybko, wykorzystując swoje zdolności poruszania się w cieniu.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Sro Mar 02, 2016 15:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan westchnęła głęboko>

- Mam nadzieję, że twoje przypuszczenia się nie sprawdzą. Dosyć mamy już kłopotów... Nie chciałabym używać zbroi, ale gdyby zagrażało nam niebezpieczeństwo... tylko w ostateczności...

Tak ...użyję jej tylko w ostateczności...Powinnam polegać bardziej na swych umiejętnościach...

<Opuściłam sklep czujnie rozglądając się wokół. Faktycznie, okolica zrobiła się zbyt cicha. Kiedy Kurt podszedł bliżej słuchałam co ma do powiedzenia nie tracąc czujności>

- Masz rację, nie dziwię się im. Nie dziwię się nikomu kto myśli o tym aby zazna chwili spokoju... Rozumiem ich... Na waszym miejscu też myślałabym o powrocie do domu... Jeśli wszystko pójdzie dobrze znajdziemy sposób aby dostać się Imperium. Możemy spróbować ze statkiem. Było by to najlepsze rozwiązanie. A ty? Chcesz czekać aż ktoś się zgłosi jesli popłyniemy?
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Pią Mar 04, 2016 02:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Tez bym wolał żeby obyło się bez walki, jak jest walka zawsze leje się krew a ja jeszcze po karczmie się nie posklejałem do końca. Pewnie nie będzie okazji do końca się tutaj wykurować, ale chciałbym zostać ze dwa góra trzy dni aż skończę zaciąg. Było by głupio nagrać sprawę i zwinąć się bez słowa. Nawet krzykacza wynająłem. Będzie nas więcej, większa szansa przeżycia. Te trzy dni nikogo nie zbawią. Poza tym nie wiadomo co się znajdzie czy okręt czy karawana i ilu się do mnie zgłosi jak będzie mało to wezmę kto się zgłosi ale jak będzie wielu to wybiorę góra siedmiu. No ale nie ma co gdybać. Zobaczymy co czas przyniesie. - Odparł Kurt.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Mar 15, 2016 14:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Tellan ,Kurt, Draco>

<Pełni obaw ostrożnie wyszliście ze sklepiku Schmenricka zabierając drzwi wejściowe ze sobą jako zasłonę przed ewentualnymi pociskami i cebrzyk w razie szaleństwa Tellan. Złapanego jeńca prowadziliście z drugiej strony jako żywą osłonę. W napięciu przemierzaliście uliczki prowadzące do portu, rozglądając się i oczekując ataku , który nie nastąpił. Dziwnym było zaiste, że nie spotkaliście do portu żywej duszy, mimo to nic złego się wam nie przytrafiło. Koko zostawił wyrwane drzwi w wejściu do ślepego zaułka i już pewniejszym krokiem weszliście do portu, który pustoszał w oczach. Wszak nadeszła pora wieczorna i mieszkańcy, kupcy oraz robotnicy udali się już na wieczerze do swoich domostw , karczm i tym podobnych przybytków. Na nabrzeżu kręcą się jeszcze ostatni marynarze zabezpieczający ładunki przed kradzieżą. Morte ruszył porozmawiać w waszym imieniu czy aby jakiś statek nie odpływa w kierunku Imperium. Duży transportowiec o trzech masztach właśnie odbił od brzegu i sunie z prądem rzeki ku morzu. >

-Moi pobratymcy umierają na jakieś nieznane nam choroby. Powiedziałem już o tym Matce Przełożonej. Dała mi świętą wodą ale powiedziała też , że najpierw muszę pomóc rycerzowi Tellan aby woda zadziałała. Pomogłem wam w tamtej karczmie. Może to wystarczy... Muszę wracać do Kisleva jak najprędzej. Nie mam czasu czekać na jakiś najemników w karczmie... Czas mnie nagli. Może uda się mnie ruszyć w drogę powrotną jeszcze dziś. Chcecie to czekajcie ale beze mnie... moi bracia czekają na mnie.. <Wyrzucił z siebie przez zaciśnięte zęby Draco>

<Pośród wielu statków w porcie tylko jeden miał banderę Imperialną. Reszta to statki tutejsze lub z Tilei i Estalii. Morte powrócił z niezbyt optymistycznymi wieściami. >

-Tylko jeden statek płynie do Imperium. Nazywa się Solen. To ten jedyny imperialny. Ale wypływa dopiero za siedem dni. Reszta płynie w zupełnie innym kierunku. Decydujcie co dalej...

<Zapadły już kompletne ciemności i pora gdzieś zajść na spoczynek. Latarnie na statkach i światła w portowych zajazdach dają znać ,że port nie do końca jest ciemnym i opustoszałym miejscem. Niemniej jednak teraz to jedno z najdogodniejszych miejsc na napad.>

-Kurt, powinniśmy zajść na kufelek piwa do jakiejś karczmy i załatwić sobie ciepłe spanie na noc. Karawany ruszają pewnie wcześnie rano z portu lub z okolic rynku. Stracimy teraz tylko czas kręcąc się po mieście ale to wasza wola...<Zadudnił Koko>

-Hej, już nie jestem wam potrzebny, puśćcie mnie. Po co ja wam, tylko będę wam zawadzał... <Jeniec wyczuł jakby odpowiedni moment aby się odezwać spoglądając na was badawczo.>

<Tellan cieszyła się z odzyskania hełmu a jednocześnie czuła jak wzbiera w niej żądza krwi. Zbroja była głodna. Na szczęście większość szaleństwa została zdjęta z Tellan łaską Bogini Miłosierdzia, jednakże wojowniczka nadal pamiętała wszystkie okropieństwa jakich dokonała. Starała się o tym nie myśleć ale to było w niej, w najgłębszych zakamarkach jej mózgu. >


<Ecoliono>

<Stary, blady mężczyzna pokiwał twierdząco głową wysłuchawszy twojej historii. Wyciągnął dłonie z rękawów togi i gestykulując wskazał na otaczającą was przestrzeń.>

-Zgadza się. To jest Brama Morra a ja jestem jej strażnikiem. Niektórzy znają mnie pod mianem Cerberusa. Skoro tu jesteś , widzisz mnie, widzisz to wszystko dokoła to znaczy, że nie mogę cię przepuścić. To miejsce jest swego rodzaju poczekalnią. W twoim wypadku albo przyjdą po ciebie demony albo wrócisz tam skąd przyszedłeś. W pewnym sensie masz szczęście ponieważ jeszcze do końca nie umarłeś. Z drugiej strony możliwe, że zostałeś skazany na potępienie i w tej właśnie chwili dobre demony targują się ze złymi demonami o twoją duszę... Tak , pewnie sobie myślisz co też ten stary dziad plecie za bajania. Niestety to nie ja to wszystko wymyśliłem. Ja tu tylko pilnuje. Zastanów się więc czy ktoś się o ciebie upomni albo czy masz w zanadrzu jakiś sposób, żeby wrócić. A teraz pozwolisz Ecoliono, że usiądę. Nogi bolą mnie od stania.

<Starzec oparł się plecami o symbol Boga śmierci i przymknął oczy jakby chciał zapaść w sen.>


<Frank>

<Użyłeś magii, żeby zamaskować swoje wyjście z kantyny i czym prędzej udałeś się do kajuty kapitana, która wypatrzyłeś już wcześniej podczas pierwszego sprzątania pokładów. Upewniając się, że nikt nie depcze Ci po piętach stanąłeś wyprostowany przed drzwiami kajuty przez chwilę zastanawiając się czy to dobry pomysł aby jednak osobiście oddawać miskę. Przemogłeś się jednak i zapukałeś. Krótkie zniekształcone "wejść" dało słyszeć się zza drzwi. Nacisnąłeś więc na klamkę i wszedłeś do środka. Obszerna izba jest ładnie i elegancko urządzona. Wielkie łoże z baldachimem i purpurowymi zasłonami, kwiecisty parawan, obszerna balia, dwa wygodne fotele, solidny dębowy stół, toaletka z lustrem, dwie wielkie skrzynie ozdobne. Czarne zasłony są rozsunięte a okno na rufie otwarte. Stół zastawiony jest półmiskami z jedzeniem, głównie świeże owoce i warzywa, karafka z winem i butla z miodem. Pod sufitem świeci się jasno latarnia. Mały, czarny pies wielkości zająca szczerzy się na ciebie zajadle wystawiając łeb zza fotela. Nie zdążyłeś zrobić kroku a już poczułeś pod gardłem ostrze rapiera. Z twojej lewej strony stoi kobieta wzrostu około pięć i pół stopy. Ubrana w białą, elegancką, nie do końca zapiętą koszulę i skórzane czarne spodnie, oraz oficerki. Długie blond włosy ma rozpuszczone w sprężynki. Niebieskie oczy wpatrują się w ciebie podejrzliwie a urodziwa młoda twarz ma nietęgą minę. Zimne ostrze na twoim gardle wcale a wcale nie jest przyjemne.>

-Czego tu szukasz chłystku? Bogactwa ni przyjemności tu nie znajdziesz, chyba że śmierć... <Słowa kobiety zabrzmiały nad wyraz poważnie.>




_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Wto Mar 15, 2016 23:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wierzyłem słowom siwowłosego starca, czy jak się przedstawił Cerberusowi - który był strażnikiem tego miejsca. Jeśli znajdowałem się w miejscu gdzie jest Brama prowadząca do królestwa Morra, to oznaczało że moja dusza jeszcze nie opuściła ciała i jestem na skraju, zawieszony między życie a śmiercią. W każdym razie staruszek wspomniał że istnieję szansa by opuścić to miejsca, albo że ktoś z żywych upomni się o mnie - co jak mogło się zdawać dziwnie nie brzmiało. Albo istniał szansa że zakończę swój żywot i w ten sposób zdołam przekroczyć Bramę Morra.
W każdym razie widząc że staruszek siada usiadłem, razem z nim i rozmyślając nad tym o czym mówił. Skoro dało się opuścić to miejsce, to można było by spróbować w jakiś sposób poinformować moich przyjaciół gdzie jestem?

Pamiętał opowieści o tym że niektórzy kapłani z zakonu wieszczów, potrafili nawiedzić kogoś podczas snu i tym samy przekazać wieści o grożący mu niebezpieczeństwie. Być może jeśli zapadał bym w głęboki sen, to z woli Pana Snów zdołał bym przeniknąć do snów któregoś z mych towarzyszy lub braci w wierze.
W każdym razie wstając ruszyłem w kierunku środka bramy i odmówiłem modlitwę do Morra, po czym ułożyłem się na ziemi blisko kamiennych filarów i zapadłem w sen.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sro Mar 16, 2016 16:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jestem pieruńsko zdziwiony. Nie, nie tym, że kapitanem statku najprawdopodobniej jest kobieta. Również nie tym, że mam przy gardle zimną stal. Nawet nie tym, że jadłem z kajuty można by nakarmić połowę mojego Kolegium (bo przecież nie tych Złotych!). Jestem zdziwiony powitaniem skonsolidowanym ze śmiałą tezą wysnutą z niepodpartych niczym przesłankami.

Zatkało mnie. Ostrożnie przełknąłem ślinę. Przypomniałem sobie o roli, z której na chwilę wyszedłem.

- Eee co? - Postarałem się o żałosny jęk. - Miseczkję, ten tego, przyniesłem. Piesek ją chiba zgubił - uniosłem naczynie delikatnie ku górze. - Co się tak walać i niszczeć miała, nie? Toć popytał, ten tego, kogo trza no i żem, ten tego przyniósł! A pani - dodałem obrażonym tonem - to mi zaraz gardziel chce filetować!
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Czw Mar 17, 2016 00:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Bywaj zatem i dzięki. – Pożegnał się krótko z dryblasem.
Potem zajął się własnymi sprawami. Musiał uspokoić ludzi.
- Dobry grzaniec nie jest zły. Zwłaszcza że noce nadmorskie nie są najprzyjemniejsze. Nie zapomniałem o was ale wpierw sprawy najważniejsze tsza było załatwić. Na dziś koniec. Mamy czas się wywczasować ze dwie noce i znaleźć karawanę do domu. Jak znajdzie się ktoś kto wraca po zaciągu to raczej nie będziem wybrzydzać. – Potem zwrócił się do Tellan – Twój jeniec. A ty jak zamierzasz wracać? Na chybcika jak te tam co się już wyrwał? Czy poszukać jakiejś karawany żeby załapać się na robotę z nami?

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Czw Mar 17, 2016 18:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dla wyrażenia szacunku czarodziej skłonił się odrobinę kapłanowi. No bo nie wypadało gospodarzom szacunku nie okazywać.

Sprawa wyglądała podejrzanie. Tajemnicze magiczne znaki... symbole nieznanego pochodzenia. Nie mogli się zobaczyć z Ecoliono...

Przypadek?

Nie sądzę...

Magnus poczekał chwilę aż Morryta zakończy swoją modlitwę i pójdzie sobie.

- Mam zamiar poszukać naszego znajomego kapłana. Mam dziwne przeczucie... jest tutaj... trochę inaczej niż powinno być. Pamiętam aurę Ecoliono, powinienem go znaleźć. - powiedział cichutko do Elise.

Czas było sprawdzić czy ta młodzieńcza gibkość, która pozwoliła mu jako dzieciak występować w cyrku teraz pozwoli mu niepostrzeżenie przemierzać klasztor.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Czw Mar 17, 2016 22:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nagła decyzja Draco o szybkim powrocie prosto do Kislevu nie pozostawiła Tellan wielkiego wyboru. Wojowniczka zamierzała w pierwszej kolejności pomóc w podróży towarzyszom toteż pożegnała się z wojownikiem życząc mu powodzenia w jego misji.>

- Myślisz Kurcie, że powinniśmy go puścić ot tak po prostu? A może powinniśmy skrócić go o język aby za wiele nie wygadał...- powiedziała stanowczo chwytając mężczyznę za szczękę i wyjmując nóż zza pasa spoglądała złowrogo na mężczyznę proszącego o zwrócenie wolności. Przystawiła nóż do ust mężczyzny jak by chciał rozciąć jego wargi. Przycisnęła na tyle mocno by mężczyzna poczuł, że nie żartuje. Tellan nie miała wcale zamiaru tak czynić ale każde środki motywujące łotra do trzymania gęby zamkniętej były odpowiednie. Po chwili wojowniczka zwolniła uścisk i odsunęła się od jeńca.

-Idź! Jesteś wolny. Ale jeśli się znów spotkamy w niemiłych okolicznościach stracisz znacznie więcej niż język.


<Kiedy mężczyzna zniknął z ich oczu Tellan odpowiedziała na sugestię Koko i Kurta>

- I tak musimy odpocząć. Chodźmy do jakiejś spokojnej karczmy. Rano zorientuje się co do karawany. Nie zamierzam pędzić na złamanie karku sama i to nocą. Potrzebuję porządnego snu. Tak jak wy zresztą. Zobaczymy ilu chętnych uda ci się zaciągnąć do dalszej drogi. Poszukajmy po drodzy świątyni Morra. Ecoliono powinien tam być. Chciał żebym go powiadomiła o naszych dalszych planach.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Wto Mar 22, 2016 02:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Można go było albo puścić albo zabić. Miejmy nadzieję że ten jego szefo będzie miał dość rozumu by nie wchodzić ci w drogę jak już masz kompletną zbroję. Zwłaszcza po tym co pokazaliśmy im poprzednim razem.

<Potem dodał idąc już w stronę centrum.>

- Jak nie zajmie to za wiele czasu to można świątobliwego odwiedzić ale pewnie będzie spać. W klasztorach mają ponoć gorszą dyscyplinę niż w wojsku. A że ponoć z mądrzejszych przykład trzeba brać to też poszukajmy noclegu przynajmniej da tej dwójki zanim usną mi tu na stojąco.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Kwi 02, 2016 16:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Tellan,Kurt>

<Już tylko we czwórkę opuściliście port i postanowiliście poszukać spokojnego noclegu. Drako odszedł, jeńca puściliście wolno. Nie wiedzieliście dokładnie gdzie jest świątynia Morra poza tym, że gdzieś na drugim końcu miasta. Idąc nocnymi uliczkami Couronne doszliście do wniosku , że jednak Kurt może mieć rację i zanim dotrzecie do Ecoliono to wszyscy mogą już spać. Zatrzymaliście się więc przed murowanym zajazdem tuż przy jednej z głównych ulic. Drewniany szyld przedstawiający jakiegoś rodzaju pocisk na cięciwie głosił Bleu Boulon. Wąski ale wysoki budynek zapraszał was do środka czystą fasadą. Nie zastanawiając się weszliście do środka. Niewielka sala na planie kwadratu mieściła zaledwie pięć dębowych stołów z ławami i mały szynkwas. Szczupły mężczyzna w średnim wieku,z wąsem machnął na was i poprowadził na wolne miejsce do stołu. Dwa stoły w karczmie zajmowali tutejsi robotnicy , kolejny stół obsadzony był przez pijanych traperów, ostatni nie licząc waszego zajmował tęgi, stary krasnolud, który wyglądał jakby zasnął przy stole. Morte tłumaczył bo karczmarz słabo mówił w Reikspelu. Zamówiliście dwa pokoje jedno osobowe dla siebie a Koko i Morte dostali miejsce we wspólnej sali. Na kolacje podano udziec barani, kurczaki , chleb z sosem i botwinke. Dla niepijących był sok z marchwi, reszta musiała zadowolić samogonem z ziemniaków. Najedliście się do syta a że pora była późna każdy udał się na swoje posłanie. Zarówno pokój Kurta jak i Tellan wyglądały podobnie. Jedno drewniane łóżko, szafa na ubrania, stolik nocny , miska z woda i wieszak na ubranie. Okno wychodzące na główną ulicę i drzwi naprzeciw. Kolacja i jutrzejsze śniadanie razem z pokojami na jedną noc kosztowało was dwie sztuki złota. >



<Ecoliono>

<Usiadłeś przy bramie Morra i skupiłeś się na modlitwie aby znaleźć i dotrzeć swoim umysłem do kogoś kto mógł by Tobie pomóc. Brnąłeś w ciemną pustkę szukając na oślep aż dostrzegłeś małe iskrzące się światełko tworzące od czasu do czasu tęczę. Całą swoją moc wysłałeś w tamtym kierunku z wołaniem o pomoc. Owym światełkiem okazał się Magnus, czarodziej , który podróżował razem z wami z Imperium. Starałeś się do niego przemówić lecz siły starczyło Ci tylko na kilka słów:

-Próbowano mnie zabić...w katakumbach pod klasztorem... umieram... nie wiem ile czasu zostało...

<Po tym straciłeś go w ciemnościach. Obudziłeś się kaszląc w jakimś ciemnym miejscu. Zapach starych zwłok i zimne ściany uświadomiły Cię, że jesteś pochowany żywcem w sarkofagu. Znów byłeś ślepy, żyłeś ale paliło cię w gardle a twoje ramiona i nogi odmawiały ci teraz posłuszeństwa.>



<Frank>

<Kobieta wciągnęła cię do kajuty i zamknęła drzwi. Nie odchylając ostrza od twojego gardła obejrzała cię sobie dokładnie jakby oceniała twój potencjał i jakie zagrożenie możesz stanowić. >

-Co miska? Jaka miska? Aaa... Miseczka Rekina. Ty musisz być ten nowy. Nie powiedzieli ci co? Masz szczęście, że jestem dziś w dobrym humorze. Jestem Kapitan Triss Tuss. Nikomu poza bosmanem Ulfem nie wolno pukać do moich drzwi ani zawracać mi głowy kiedy odpoczywam w kajucie. Wyryj to sobie w głowie co byś pamiętał. Następnym razem po prostu wylądujesz za burtą z rozpłatanym łbem. Jak cię zwą bo nie przedstawiłeś się majtku.

<Kobieta odeszła od ciebie i mogłeś przyjrzeć się jej jędrnym pośladkom wypychającym skórzane spodnie. Jej pewny, nielekki krok uąwiadomił cię, że to nie jakaś paniusia z salonów ale "herszt baba". Kobieta wzięła ze stołu okrągły owoc nabijając go na ostrze i ugryzła. Rzuciła ci podejrzliwe spojrzenie. Na co się patrzysz? Zostaw miskę i odmaszerować!!


<Magnus, Viktor>

<Czarodziej poczekał aż kapłan skończył modły i poszedł sobie. Przedstawiwszy swój plan ucałował Elise i cicho zaczął przekradać się po świątyni. Viktor spał jak zabity chrapiąc sobie w najlepsze.>

-Uważaj na siebie Magnusie. Ja popilnuję Viktora. Poza tym nie możemy wszyscy nagle zniknąć i rozpierzchnąć się po świątyni. Gdyby ktoś o ciebie pytał powiem im, że udałeś się tam gdzie chodzi się piechotą.

<Elise posłała Magnusowi jeszcze napowietrznego buziaka a potem ten zniknął w mroku świątynnych zabudowań. >

<Nie uszedłeś daleko a poczułeś silny ból głowy i zgiąłeś się w pół jakbyś chciał zwymiotować. Zaćmiło cię i świat zawirował. Ciemna nawa świątyni zamieniła się w zieloną spokojną łąkę na której siedział Ecoliono jakby się modląc pod bramą Morra. Odezwał się do Ciebie. >

-Próbowano mnie zabić...w katakumbach pod klasztorem... umieram... nie wiem ile czasu zostało...

<Złapałeś głęboki oddech i wszystko wróciło do normy. Ponownie byłeś w świątyni Morra. Słysząc kroki schowałeś się szybko za kolumnę. Pozwoliłeś aby kapłan przeszedł obok ciebie i zacząłeś szukać magicznego wzoru Ecoliono. Na próżno. W samej świątyni wyodrębniłeś cztery wzory magii kapłańskiej, żaden chyba jednak nie należał do Ecoliono. Pod świątynią było jeszcze gorzej. Dziesiątki słabych magicznych wzorów nakładały się na siebie nawzajem całkowicie zaburzając ci obraz. Widocznie w grobach gdzie pochowano zmarłych tliło się jeszcze sporo magicznej mocy. Pozostało więc znaleźć wejście do katakumb i gdzieś tam samego kapłana. Skradając się dotarłeś niepostrzeżenie do schodów prowadzących pod świątynie, zszedłeś po nich i otworzyłeś zaryglowane drzwi. W nozdrza uderzył się żrący , kwaśny odór przyprawiający o zawrót głowy. Rozpływające się strzępy magii świadczyły iż ktoś użył tutaj niedawno zaklęcia nekromancji. Małe świątynne mauzoleum było jednak nienaruszone. Osiem marmurowych sarkofagów stało niewzruszonych od lat pokryte kurzem. Przebyłeś izbę i otworzyłeś kolejne drzwi. Zatęchłe ciepłe powietrze spotęgowało okropny smród, który zaczął cię powoli obezwładniać. Korytarz do katakumb stał otworem a na ziemi znalazłeś kawałek czarnej szaty kapłańskiej...>


<Elbereth>

<Kiedy słońce zaszło nadal podróżowaliście i nie zapowiadało się na szybki postój. Nic nie mówiłaś. Patrząc na Beltheriona odnosiłaś wrażenie, że on ułożył sobie w głowie plan podróży na długo przed tym jak wyruszyliście. Elf nie odzywał się, pogrążony w myślach jechał przed siebie od czasu do czasu rzucając ci ukradkiem spojrzenie. Dopiero koło północy obozowaliście. Rozłożyliście tobołki i nie rozpalaliście ogniska. Nakarmiliście konie i położyliście się razem spać. Przytuleni pod jednym kocem spokojnie spędziliście noc. Wczesnym rankiem wyruszyliście praktycznie bez słowa. Cały dzień i wieczór minął wam w siodle, podobnie następny i kolejny. Nie było popasów na jedzenie, tylko dla koni, jedliście na grzbiecie wierzchowców i chociaż nie mieliście jakiegoś zawrotnego tępa to widać było, że Beltherion gdzieś się spieszy. Jak zwykle był małomówny a tym razem nawet bardziej. Trzeciego dnia kiedy zbliżyliście się do gór i wyraźnie mogłaś dostrzec wierzchołki Bladych Sióstr pogoda się zepsuła. Zaczął padać siarczysty , lodowaty deszcz a wiatr wiał wam prosto w oczy. Płaska równina ustąpiła pagórkom, które stopniowo piętrzyły się by wtopić się w góry. Od prawej strony od reszty świata odgradzała was teraz wartka rzeka a dokładnie jeden z głównych dopływów Sannez jak wytłumaczył Ci wcześniej Beltherion. >

-Musimy się przeprawić. Kilka mil dalej powinien być most. Z tamtąd już tylko klepsydra, może dwie i już będziemy w miasteczku. Dasz radę?

<Szum rzeki razem z porywistym wiatrem i zacinającym deszczem zagłuszał wszystko. Ledwo słyszałaś elfa jadącego blisko ciebie. >


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Sob Kwi 02, 2016 22:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Widząc nikłe światełko połyskujące w kolorach tęczy w otaczających mnie ciemnościach skupiłem się na nim. Jak się okazało w tym nikłym świetle da się wyczuć obecność czarodzieja Magnusa - starałem do niego przemówić, lecz sił starczyło mi na zaledwie wypowiedzenie kilku słów. Zatem modliłem się do dobrych Bogów by czarodziej zdołał jakoś posłyszeć me wezwanie.
Wtedy znów wokół mnie zapadła ciemność i przebudziłem, wokół mnie nie było już zielonej łąki, a moje oczy znów były oczami ślepca. Po zapachu i zimnych ciasno okalających mnie kamieniach, rozpoznałem że muszę znajdować się w jednym z grobowców. Co gorsza płuca i gardło rozsadzał ból tak że ledwo mogłem złapać oddech, a każdy ruch wywoływał nie opisane męki.
Wiedząc że tylko od tego czy czarodziej mnie znajdzie zależy mój los zacząłem się modlić, przyzywając moc która był dana mi od Morra i użyć jej w celu stworzenia ''strefy życia'' - zmieniając się wiatry magi powinny zwrócić uwagę czarodzieja.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Wto Kwi 05, 2016 15:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czarodziej podniósł kawałek materiału i przyjrzał mu się. Jeżeli to kawałek szaty Ecoliono to można by to potraktować jako komponent do czaru... którego Magnus nie znał, ale na pewno by mu się teraz przydał.

Rozejrzał się jeszcze raz i skupił na aurze. Czy na pewno nie ma ogona? Lepiej, aby go tutaj nie zamknęli. Cholera, ale smród.

Czarodziej zakrył rękawem swojego odzienia nozdrza i usta. Niestety oprócz smrodu było tutaj naprawdę ciemno. Nie cierpiał ciemności. Woląc mieć kontrolowaną formę światła, a nie oczywisty płomień pochodni Magnus zakreśli krąg na swojej dłoni i rzucił proste zaklęcie Światła. Krąg zaczął opalizować, po czym oświetlił snopem korytarz przed nim. Zacisnął dłoń w pięść. Światło przygasło. Otworzył, znów było. Doskonale. Teraz mógł dalej szukać swojego kompana. Ruszył ostrożnie przed siebie.

Gdzie jesteś Ecoliono? Gdybyś mógł tylko dać mi jakiś znak...
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sro Kwi 06, 2016 16:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokornie dałem się zaciągnąć do środka malując na twarzy mieszaninę zdziwienia i przerażenia. W rzeczywistości byłem gotowy na odparcie potencjalnych ataków. Stan psychiczny kobiety oceniam na niezrównoważony pod kątem zespolenia sytuacji z okolicznościami. W istocie tego obawiam się najbardziej. Szaleńców.

Kto wie? Może nadmierna emancypacja i równouprawnienie przyprawia kobiety o szaleństwo?

- No tom sie, ten tego, ciesze że pani we dobrym humorze - powiedziałem nim na mnie nawrzeszczała.

Obawiam się, że istotnie mam do czynienia z personą o roztrzęsionych cechach osobowości. Kto używa ostrza jako widelca? Ani to wygodne, ani praktyczne... I te zmienne nastroje. Ech!

- Szarek jestem - mruknąłem zamykając za sobą drzwi od kajuty.

Po wykonaniu zadania wracam do miejsca, w którym mam pełnić obowiązki.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Czw Kwi 07, 2016 00:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Ceny jak zwykle zbójeckie. Trzeba będzie stąd szybko się zwijać bo pójdę z torbami.”

<Spotkał się z resztą przy śniadaniu.>

- Lekarz jest dobry, ale porządny sen jest lepszy niż najdroższy konował. To jaki plan na dzisiaj? – zapytał. Nie czekając na odpowiedzi dodał. – Ja bym poszedł najpierw do Ecoliono raz że mu obiecałaś a dwa jak by chciał się z nami zabrać trzeba wiedzieć czy zaklepać mu miejsce. Potem poszukać jakiejś drogi do domu. Jutro mają się do karczmy zgłaszać ludzie. Więc będzie trzeba wysiedzieć tam cały dzień albo powiedzieć karczmarzowi do jakiej pory ma przetrzymać ochotników.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 34, 35, 36 ... 41, 42, 43  Następny
Strona 35 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.