Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 35, 36, 37 ... 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1619

PostWysłany: Sob Kwi 09, 2016 14:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Skinęłam głową przytakując jego wyborowi. Z lekkim uśmiechem na ustach zamilkłam, rozglądając się po okolicznych ziemiach. Widoki może i nie należały do tych atrakcyjnych, lecz z pewnością dawały możliwość dostrzeżenia zbliżającego się niebezpieczeństwa, przynajmniej tego widzialnego. Poczułam się swobodnie. Skierowałam swe myśli na bliższe memu sercu drobinki magii by czuć ich przepływ. Beltherion miał wprawę, więc mógł wypatrywać zagrożeń, zaś moje zmysły mogły uchronić nas przed tym czego on by nie dostrzegł. Spoglądałam przed siebie, czasem nawet na boki, czy za siebie, lecz mój wzrok pozostawał pusty i odległy. Milczałam pogrążona w myślach.
“Jak mam znaleźć Jilię? Czy zmieniła się fizycznie, tak jak my tego doświadczyliśmy? Powinnyśmy założyć, że tak się stało, ale… jak ją rozpoznać jeśli zmieniła się choćby tak, jak Beltherion? Czy przeżyła to wszystko? My powróciliśmy...ale czy ona? Powinniśmy skierować się do miasta Hrabiny...Może będzie łaskawa na tyle by odpowiedzieć na dręczące mnie pytania… Ona z pewnością wie gdzie nas znaleźli… Ciekawe czy książę Tassenick dostąpił łaski Bogów… wysłała go w podróż wcześniej niż nas… Nikogo jednak nie obchodziło czy dotarł, a może już nawet wraca do swej kuzynki… Czym kieruje się ta kobieta? To czego dowiedziałam się przed naszym wyjazdem rzuca trochę inne światło… Czy należało powiedzieć innym? Czy należało powiedzieć choćby Tellan? Nie…”
Sama poruszyłam głową przecząco.
“Ma wystarczająco dużo zmartwień, a ja nie powinnam dokładać jej kolejnych. Zajmiemy się i tym… Tellan powróci z Iruyhem na ziemie nie ogarnięte wojną, lecz ziemie, na których panuje pokój i harmonia... zadbamy o to… najwyżej powiemy jej później. Nie powinna zaprzątać sobie głowy takimi sprawami. Iruyh jest najważniejszy… Powinnam jej towarzyszyć...Ale co by to dało? Z pewnością byłabym jej wsparciem, ale ma Magnusa i resztę… Nie! Skup się na tym co należy zrobić… Hrabina jest kluczem do wielu odpowiedzi na nurtujące nas wątpliwości… Najpierw je rozwiejemy i udamy się w miejsce gdzie nas znaleziono. Być może Jilia jest w zamku Hrabiny… nawet bym się nie zdziwiła gdyby tak było… Aż dziw bierze, że nikt nie zwrócił uwagi na to co się dzieje wokół tego konkretnego miasta… Lucas wraz z harpią mógłby przecież je zdobyć… ale nie mogą… No i te prawa... Lucas…”
Oczami wyobraźni zobaczyłam Księcia, którego miałam okazję poznać. Wydawało się to tak odległe, niemal nierealne, jak sen. Serce zabiło mi szybciej na wspomnienie tych wydarzeń. Sielanki w środku wojny. Uśmiechnęłam się do siebie, mruknęłam cicho z zadowolenia.
“... Ocalił mi życie… Ja ocalę jego… Inni jednak nie dostrzegają tego tak ja my...Będą chcieli jego śmierci… Cóż… zaradzimy coś na to…”

Zachichotałam rozbawiona. Pochłonięta myślami, wspomnieniami oraz skupianiem zmysłów na przepływie magii, nie zauważyłam kiedy zapadła noc. Milcząca jechałam obok Beltheriona zerkając od czasu do czasu na niego. Parę razy nasze spojrzenia się spotkały, ale ani on ani ja nie mieliśmy ochoty na rozmowę. Nie ma co strzępić języka po próżnicy. On układał w głowie swoje plany, a ja swoje. W ostatnich miesiącach wiele się zmieniło. Przestałam być tak potulna, jak niegdyś. Podejrzewałam, że to dla niego nie było łatwe. Nabrałam pewności siebie, której wcześniej nie znałam. Nie byłam już bezbronną, delikatną marzycielką. Ta podróż od dnia, w którym spotkałam Tellan, zmieniała mnie. W końcu zatrzymaliśmy się by dać odpocząć koniom oraz sobie. Równie milcząca jak wcześniej nakarmiłam swego wierzchowca i pogładziłam po szyi. Czułam zmęczenie, choć inne niż dotychczas. Dotąd gnaliśmy przed siebie natrafiając na wiele przeszkód. Panujący spokój był miłą odmianą. Właściwie to prawdziwym odpoczynkiem przed kolejną gonitwą, które czekała mnie po powrocie do Imperium. Mimo otaczającej nas ciszy postanowiłam wymruczeć słowa prostego zaklęcia przed snem. Być może nie było żywego ducha w promieniu wielu mil, ale wolałam nie ryzykować. Gdyby ktoś naruszył niewidzialną granicę naszego obozowiska, wówczas to poczuję i się zbudzę. W końcu położyłam się i zasnęłam. Moich snów nie zmącili intruzi. Spałam spokojnie, choć mary senne powróciły. Krwistoczerwone łany wysokich traw, rdzawy piach plaży, brunatne morze. Znów byłam sama ze sobą. Skrywane przeze mnie pragnienia i żądze, nad którymi starałam się panować. Jednakże sama przed sobą nie ucieknę. Sama siebie nie okłamię. Jak dawniej spoglądałam na postać, która była mną, która ozięble stwierdziła jeszcze wiele nocy przed wydarzeniami ostatnich miesięcy, że przelejemy morze krwi. Zbudziłam się rano odczuwając wewnętrzny ciężar. Bez słowa przygotowałam się do dalszej podróży. Milcząca pogrążyłam się w dalszych rozmyślaniach. Wiedziałam, że nie ucieknę przed samą sobą. Zdawałam też sobie sprawę z tego, że krajobraz mego snu nabrał krwawej barwy właśnie ze względu na przelaną krew. Spychałam to cały czas w głąb własnego umysłu, ale prawda jest, jaka jest. Nie odzywałam się do Beltheriona.
“Dotrzymamy obietnic… czasu nie cofniemy, ale sprawimy, że wszystko się zmieni...”
W czasie jazdy spoglądałam na karwasz, którego runy delikatnie świeciły na karmazynowo. Uśmiechnęłam się w końcu sama do siebie prostując w siodle, biorąc głębszy oddech. Zadowolona sama z siebie, widziałam oczami wyobraźni to co zamierzałam osiągnąć. Nie protestowałam, gdy nie zatrzymaliśmy się by rozbić obozowisko. Rozprostowywałam nogi, gdy konie odpoczywały. Chodziłam wolnym krokiem tam i z powrotem, jakbym chciała wydeptać ścieżkę. Mruczałam cicho i niezrozumiale pod nosem. Czasem przysiadałam i zamykałam oczy czekając aż konie podjedzą odpoczywając od naszego ciężaru. Nękana własnymi lękami, przeplatanymi wspomnieniami, szukając wyjścia. Rankiem, trzeciego dnia w końcu odezwałam się do Beltheriona. Lekko zachrypniętym głosem, trochę znużonym i obojętnym tonem.>

-Beltherionie… Co właściwie masz do załatwienia w tym mieście? Ciekawi nas to o tyle, że wcześniej nie wspominałeś o podróży w te rejony. Nie mamy też nic przeciw temu, że podróżujemy dość szybko, ale sprawiasz wrażenie, jakby Ci się śpieszyło. Dotąd uprzedzałam Cię co ja chcę robić, i z jakiego powodu, byś mógł być gotów na to co nas może spotkać… Wolałabym byś nas uprzedził czego się spodziewać. Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć?

<Spojrzałam na niego pierwszy raz skupiając wzrok na nim, nie był tak pusty i odległy jak przez ostatnie dni podróży. Wiedząc, że być może nie odpowie od razu dodałam.>

- A jak już zajmiesz się tym co tam masz do zrobienia to ruszymy do Norski. Przez ostatnie dni rozmyślałyśmy nad tym jakie będą nasze kolejne kroki i...Musimy rozmówić się z tamtejszymi wojownikami nim wrócimy do Imperium.

<Zamilkłam. Pogoda zaczynała się pogarszać.
“...Odzyskam ją… moją rękawicę… odzyskam, a może i coś więcej? Każdy będzie znał moje imię… Ci, którzy na to zasłużą będą je wymawiać z trwogą….” Skupiona na magii, pogrążona w myślach zapomniałam się trochę i zamiast milcząco jechać u boku Beltheriona zaczęłam cicho mówić na głos to co krążyło mi po głowie.>

-Zasługują na to… za każdą kroplę krwi, którą przelali… niech poczują prawdziwy strach. Każdy kto podniósł rękę przeciw niewinnym… Będą błagać o litość, której nie okażemy… A ten oficer na posyłki harpii… niech tylko wpadnie w nasze ręce… Poczuje co to ból…Zapłaci za każdą chwilę naszego cierpienia, do którego się przyczynił. Całymi tygodniami... miesiącami… Magią będziemy podtrzymywać jego nic nie warte istnienie…

<Gdy zaczęło padać wymamrotałam cicho słowa zaklęcia. Nie miałam ochoty moknąć. Naciągnęłam głębiej kaptur płaszcza jadąc dalej w milczeniu. Dopiero po chwili dotarły do mnie słowa Beltheriona. Rozejrzałam się dostrzegając, że krajobraz się zmienił. Równiny ustąpiły miejsca pagórkom, a majestatyczne góry piętrzyły się w oddali. Uszy wypełniał świst wiatru, zacinający deszcz oraz huk nurtu rzeki. Skinęłam mu twierdząco. Odpowiedziałam głośno, tak by przedrzeć się przez otaczający nas hałas.>

-Możemy jechać dalej. Czy jednak konie dadzą radę? Gdy się przeprawimy chcę byś mi objaśnił czego mam się spodziewać.

<Pogoda mi dokuczała, ale z pewnością mniej niż jemu. Czułam chłód, ale przynajmniej nie mokłam.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Nie Kwi 10, 2016 16:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wojowniczka rozejrzała się po pokoju i miała ochotę zrzucić z siebie zbroję i w końcu rozciągnąć się na łóżku nie zależnie od tego jak niewygodne było. Tak też uczyniła i po chwili spała jak dziecko. Ostatnimi czasy potrzebowała dużo snu, na który nie zawsze mogła sobie pozwolić. >

Co to za miejsce???- Tellan zdezorientowana ostrożnie stawiała kroki w korytarzu pochłoniętym półmrokiem. Droga, którą szła pokryta była lepką, galaretkowatą substancją, która utrudniała jej poruszanie. Zapach zgniłego mięsa i krwi unosił się w powietrzu.- Gdzie ja jestem??? - Oparła dłoń o ścianę aby utrzymać równowagę. Wtedy poczuła pod palcami coś wilgotnego. W tym świetle nie mogła rozpoznać barwy. Przysunęła dłoń do nosa- Krew…to krew…- Ściany pokryte były krwią na całej długości korytarza. Krew ściekała z sufitu i powoli spływała na podłogę po której kroczyła dalej. Nie zrobiła dziesięciu kroków, kiedy zauważyła coś na końcu korytarza. Jakiś cień albo ...postać... – Kim jesteś!!!- wykrzyknęła- Skąd się tu wzięłam!!!- ale postać milczała. Tellan odruchowo sięgnęła po miecz jednak nie miała przy sobie nic czym mogłaby się obronić. Nagle postać ruszyła w jej kierunku. Z każdym krokiem jej kształt stawał się co raz bardziej wyrazisty, a zarazem odrażający. Wiedziała już… To on...To Demon zaklęty w zbroi. To on ją tu sprowadził. Czego chce???

- Przecież znasz odpowiedź….- usłyszała w głowie- Chcę duszy…Twojej duszy!!!- zwierzęcy ryk wypełnił jej myśli, a paszcza demona rozwarła się szeroko jak gdyby chciała połknąć ją w jednym kawału. Wojowniczka poczuła jak zęby bestii zatapiają się w jej ciele chcąc rozerwać ją na pół, a przez jej ciało przeszła fala bólu tak wielkiego, że krzyk jej mogli by usłyszeć nawet w zaświatach. Potem nie czuła już nic...



Tellan zerwała się z łóżka zalana potem. Niespokojna rozejrzała się po pokoju zdając sobie sprawę, że to był jedynie koszmar. Kolejny koszmar. Nie wiedziała czy tej nocy zaśnie po raz kolejny. Potrzebowała snu ale jednocześnie obawiała się, że znów go spotka. Postanowiła zwrócić swe myśli ku czemuś innemu.

Rankiem nieco wypoczęta udała się na śniadanie. Spostrzegła towarzyszy siedzących już przy swoim śniadaniu>

-Dzień dobry wszystkim. Wygląda na to , że spałam najdłużej. - Tellan odebrała śniadanie od karczmarza i kontynuowała rozmowę przy stole- No to zacznijmy od Ecoliono. Myśle, że powinien już wiedzieć czy chce dalej z nami ruszać. Chociaż wydaje mi się, że w jego sytuacji najlepszy był by pobyt w jednym miejscu, wśród swoich braci.


- Chodźmy tam zaraz po śniadaniu i będziemy mogli zdecydować co dalej.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Kwi 29, 2016 22:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Katakumby>

<Ecoliono wyprosiwszy moc u Pana Snów roztoczył wkoło siebie sferę życia. Nie mogąc wydostać się z sarkofagu o własnych siłach pozostało mu jedynie czekać aż ktoś go odnajdzie. Magnus w tym czasie zagłębiał się w katakumby szukając jakichś śladów po kapłanie wzywającym pomocy. Światło , które czarodziej stworzył pomagało przynajmniej widzieć normalnym wzrokiem czy coś nie stoi na przeszkodzie dalszej wędrówki, jednak jeśli kapłan nie będzie leżał gdzieś w przejściu to nie było mowy o znalezieniu go pośród setek a może nawet tysięcy pochowanych ciał. Czarodziej szedł i szedł mijając kolejne trumny, sarkofagi i całuny zasypane ziemią aż coś przykuło jego uwagę. W pewnym miejscu powietrze stało się jakby czystsze, pozbawione odoru śmierci. Możliwe było, że ktoś zakopał razem ze zmarłym jakiś magiczny przedmiot jednak po dokładniejszych oględzinach korytarza Magnus zobaczył, że w jednym miejscu ściana zalepiona jest świeżą ziemią. Nie zastanawiając się długo świetlisty począł kopać rękami aż do momentu kiedy odsłonił kamienny sarkofag. Wieko okazało się znacznie lżejsze niż przypuszczał a kiedy je odsłonił i przyświecił sobie światłem dojrzał ledwo żywego Ecoliono pogrążonego jakby w medytacji. Na mocniejsze szarpnięcie kapłan ocknął się i z pomocą czarodzieja wyszedł z grobowej pułapki. Wtedy jednak pojawiło się nowe zmartwienie. Głuchym echem poniósł się odgłos zatrzaskiwanego wejścia do katakumb. Teraz i czarodziej znalazł się w potrzasku. Formalnością tylko było sprawdzenie wyjścia ale jak Magnus przypuszczał zapewne zostało ono odpowiednio zamknięte. Co więcej, w korytarzu powiało magią śmierci a wszędzie dało się słyszeć chrzęst kości i szuranie po piachu.>


<Tellan, Kurt>

<Wypoczęliście w pokojach choć Tellan zdawała się mało spać. Na śniadanie każdy dostał pół bochna chleba i miskę pieczonych kiełbas wieprzowych. Całkiem dobre i na pewno zapychające. Zabraliście ze sobą Koko i Morte i ruszyliście do świątyni Morra gdzie to powinniście spotkać ojca Ecoliono lub przynajmniej otrzymać jakieś informacje na jego temat. Dobrą klepsydrę zajęło wam dotarcie na miejsce chociaż rzec by można, że gmach świątyni Morra do małych nie należał, to jednak nie tak łatwo było go odnaleźć. Wysoka świątynia ze strzelistą wieżą jest otwarta a w domku dozorcy Ktoś się kręci. W budynku klasztornym przemykają cicho jakieś postacie w togach. Nabożeństwo poranne zapewne już się odbyło ale jeśli ktoś chce się pomodlić może wejść. Klasztor wygląda na dobrze utrzymany i na pewno ma miejsce do spania dla wędrownych kapłanów i nowicjuszy. Ledwo weszliście na dziedziniec a już z budynku świątyni wybiegła na was Elise wyglądająca na przejętą. >

-Dobrze, że jesteście!! -<zaczęła głośno po czym od razu ściszyła głos do szeptu.> -...coś złego się tutaj dzieje. Przyszliśmy tu wczoraj we trójkę, ja , Magnus i Viktor aby spędzić bezpiecznie noc. Nigdzie nie mogliśmy spotkać Ecoliono więc Magnus w nocy poszedł go szukać kiedy kapłani udali się na spoczynek. Ja czuwałam przy Viktorze, który spał , przynajmniej do rana, ponieważ później sama poszłam szukać Magnusa , który nadal nie wrócił. Obeszłam całą świątynie i klasztor ale jego nigdzie nie ma. Na dodatek Viktor też gdzieś zniknął, zostałam sama, pomóżcie mi. Sama nie wiem co się tu dzieje ale ludzie tu znikają jak kamień w wodę.


<Frank>

<Zostawiłeś panią kapitan samą sobie i wróciłeś na pokład. Bosman Ulf od razu cię wypatrzył i zawołał do siebie. >

-Szarek...jesteś nowy więc na początek zaczniemy od prostych rzeczy. Sprzątać niby umiesz więc do twoich kolejnych obowiązków będzie należeć też pomoc przy wciąganiu kotwicy... <Bosman zamilkł na chwilę i pomacał twoje ramiona.>- Po namyśle jednak nie. Jeszcze się do tego nie nadajesz. Będziesz zwijał liny i układał je gdzie trzeba. Do tego jesteś mały i pewnie zwinny więc co drugi dzień będziesz miał służbę w bocianim gnieździe. Spróbuj tam wejść jeszcze dzisiaj ,żebyś wiedział jak to jest. Tylko nie spadnij i karku nie połam. Swoją drogą, uważaj na siebie. To twój pierwszy dzień a już część załogi nie przepada za tobą... Zaraz jeszcze najważniejsze. Wiesz co się robi tam na górze? Wypatruje burz, innych statków, skał, lądu i wszelkiego rodzaju zagrożeń. Potrafisz zwijać linę? Pokaż...


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Sob Kwi 30, 2016 00:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pogrążywszy się w medytacji i modlitwie czekałem, nie miałem sił by samemu się uwolnić z grobowca i jedyną moją nadzieją było to że czarodziej zdoła przyjść mi z pomocą.
W pewnym momencie zdało mi się że wieko sarkofagu poruszyło się, a do środka dostało się świeże powietrze. Zaraz potem poczułem jak ktoś mnie szarpie za moje szaty. Ocknąwszy z letargu przez moment nie był pewien co się stało, lecz zaraz dostrzegłem że jest to Magnus.
Jak widać Bogowie czuwali i mieli nas w opiece.
Gdy z pomocą maga jakoś wygramoliłem się z grobowca, otrzepałem się z pyłu. I zwróciłem się do Magnusa, skłoniwszy się przy tym w podzięce.

-Dziękuję Magnusie, gdy by nie ty stracił bym życie w tych podziemiach. Jak widać dobrzy bogowie czuwali i nie opuścili nas w potrzebie.

W tym momencie posłyszałem, jak zatrzaskiwane jest wejście do katakumb - najwyraźniej ktoś zdołał spostrzec że czarodziej wkroczył do podziemi klasztoru i w porę uniemożliwił nam wydostanie się z nekropoli. Zaraz potem dało się poczuć mroczną magię, a w korytarzu posłyszeć chrzęst i chrobotanie kości. Wiedziałem co nas czeka, jak widać bracia pobłądzili i oddali się mrocznym sztukom nekromancji.

-Przeklęci, najpierw próbowali pozbawić mnie życia, a teraz stosują nekromanckie sztuczki - niech nie myślą że Morr o nich zapomniał. Nich wiedzą że nie podamy się i nie ulegniemy mrokowi - Pan Śmierci wspomaga tych którzy mu służą.

Po tych słowach zwróciłem się do Magnusa.

-Sądzę że moi braci posłali ku nam swe nieumarłe sługi, będziemy musieli je powstrzymać. Jeśli jednak będziemy musieli uciekać, to wiem Magu że korytarz ten dalej się rozwidla - lecz niestety nie wiem gdzie się kończą te rozwidlenia.

Po tych słowach zacząłem się modlić do mego Pan Morra, wiedziałem że jego wsparcie będzie nam teraz potrzebne. Gdy skończyłem modlitwę mocniej chwyciłem swój kij, oczekując na to co ma nastąpić.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sob Kwi 30, 2016 18:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cudownie. Osamotniony młodzieniec na statku pełnym wątpliwej kultury wilków morskich. Rzeczy mają się w istocie kuriozalnie żeby nie powiedzieć dramatycznie. Toteż ja, adept sztuk tajemnych, dramatis personae boskiego spektaklu absurdu chwytam za koniec liny lewą dłonią. Zginam ramię w "L" i kolejno po tym zawijam linę na łokieć tak, by powstał z niej okrąg. Po wykonaniu jednego prezentuję bosmanowi moją pracę.

Ironiczny nastrój sprowadza się do uznania doświadczeń tego dnia za cenny składnik procesu kształcenia. Wszelako w przyszłości mam być tym, kim aktualnie zechcę być.

- Jako brzdąc łaziłem, ten tego, po dymbach - powiedziałem z powagą w głosie. - To chiba se poradzę też ze włażeniem na, ten tego, masz, co nie?

Na uwagę o potencjalnych kłopotach zareagowałem miną podwórkowego myśliciela.

- No wie pan? - Zdziwiłem się teatralnie. - Niby czemu mnie chłopaki, ten tego, nie majo lubić, hę? Przeca ja im nic nie zrobił! Nawet ze żadnym żem nie gadał!

Powody oczywiście są mi znane. Wykluczając racjonalne powody, dla których mogę uchodzić za wroga status quo tejże zacnej łajby, wiążą się z pierwotnymi instynktami. Jestem nowy, obcy, bogowie wiedzą jaki. Ponadto w moim pierwszym dniu stołowałem się z panem Ulfem i dostąpiłem audiencji u pani kapitan.

Ale! Jeśli przeżyłem towarzystwo sług Mrocznych Sił to bytowanie pośród morskiej braci nie powinno skończyć się dla mnie tragicznie.

Przynajmniej tak myślę.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Nie Maj 01, 2016 01:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ślepy kapłan nie mógł dostrzec, że na słowo "mag" czarodziej się skrzywił. Nie cierpiał jak się go nazywało magiem. On był czarodziejem... Magiem to se można nazywać jakiegoś wszawego czarownika, ale on był przecież licencjonowanym czarodziejem z Kolegium Magii.

- Zaczynam mieć cholerne wrażenie, że ci zasrani dewianci prześladują mnie. Imperium... Bretonnia... Gdzie ich ku... nie ma?
- czarodziej omal nie splunął, ale przypomniał sobie że to poświęcone miejsce - Muszą się tu gnieździć od dawna... morryckie rytuały pogrzebowe nie tak łatwo przebić.

Zacisnął dłoń raz i drugi po czym pstryknął dwa razy palcami. W dłoni Magnusa pojawiła się świetlista kula białego światła, która wydawała się płonąć... żarzyć... jakby był to jakiś inny rodzaj spalania. Dawała jednak sporo światła. Postać czarodzieja w percepcji magicznej stała się lepiej dostrzegalna. Jego oczy jaśniały całą paletą barw, jaką Tajemne Piętno umieściło na jego tęczówkach.

- Poprawka, ojcze . Oni nie są twoimi braćmi... Są chędożonymi nekro-skurwysynami. Nekro-skurwysynami, którzy zadarli nie z tym czarodziejem i nie z tym kapłanem co powinni. - Magnus rozgniewał się nie na żarty - Trzeba zrobić porządek. Obudzimy Victora, jest u góry. Myślę, że bardzo się ucieszy na wieść, że jednak będzie miał tutaj coś do roboty.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Nie Maj 01, 2016 15:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem głową na słowa Magnusa, dobrze rozumiałem jego gniew i wzburzenie. Choć zdziwiły mnie jego słowa, najwyraźniej czarodziej miał już kiedyś do czynienia z plugawą nekromantczną magią.
Bardziej mnie jednak zasmuciły jego słowa na temat mych braci w wierze, nadal nie mogłem zrozumieć co pchnęło ich by odwrócili się od wiary w Morra i zaczęli praktykować mroczną magie śmierci.
Co gorsza odczuwałem też żal i gniew - bracia nie tylko oddawali się plugawym praktyką, ale i też splugawili to święte miejsce. Nie mogłem też zrozumieć tego czemu nie dostrzegłem zdrady braci wcześniej, powinienem dostrzec obecność przeklętej magi nekromantów wcześniej. Być może zmylił mnie spokój i obecność mego Pana Morra w tym miejscu, być może też zbytnią ufność pokładałem w mych braciach - przez ten cały czas spędzony w klasztorze wydali mi się wiernymi sługami Morra. Razem przecież pełniliśmy ostatnią posługę przy zmarłych, modliliśmy się i pracowaliśmy w skryptorium iluminując księgi.
Westchnąłem i zwróciłem się do Magnusa.

-Rozumiem twój gniew Magnusie, zło niestety jest jak wielogłowy potwór nie ważne ile głów odetniesz i tak wyrosną kolejne. Nie mogę tylko zrozumieć czemu zawczasu nie dostrzegłem mroku i splugawienia kryjącego się klasztorze. Przez to naraziłem ciebie i Elise na niebezpieczeństwo, nie mówiąc o mieszkańcach Courrone - a do tego dopuściłem by nekromanci zbezcześcili to święte miejsce. Oby pomoc dobrych Bogów i zimna stal starczyła byśmy mogli powstrzymać to nekromanckie ścierwo.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg


Ostatnio zmieniony przez Orthan dnia Pon Maj 02, 2016 00:25, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Nie Maj 01, 2016 23:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Ani chwili spokoju.”
Zrzędził w duchu Kurt i albo kiepskim aktorem albo Elise nauczyła się czytać w myślach bo skrzywiła się jakby chciała się rozpłakać.

- Nie no. Ma się rozumieć że pomożemy. Swojaki na obczyźnie muszę się wspierać. Co nie, chłopaki.

Kurt zwrócił się do pary najemników dając im do zrozumienia że mają kolejną „robotę”. Życie pod komendą Kurta miało wiele wad ale nuda się do nich nie zaliczała. „Chłopaki” przyjęli zadanie ze zwykłym dla siebie entuzjazmem sprawdzając czy broń luźno chodzi w pochwie i tylko nieco głośniejsze pomruki świadczyły że zadanie dla weteranów z północy to wzajemna pomoc a nie „dukatowa” robota. Sam dla pewności sprawdził swój zestaw ogniowy oraz Kąsacza.

- Wiesz może gdzie Magnus szedł? Będzie łatwiej niż szukać po omacku. No i pokaż gdzie spał Viktor może znajdą się jakiś ślad albo co. Arin – Zwrócił się do kobiety rycerza – Nie wiem czy to tak działa ale może twoja zbroja coś ci podpowiada?
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Maj 13, 2016 22:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Kiedy zbliżaliście się do rzeki jeszcze bardziej Beltherion odparł ni z tego ni z owego.>

-Mam tutaj coś do sprzedania. Coś czego nie powinno sprzedawać się byle gdzie. Umówiłem się z kupcem w pobliskim miasteczku i nie powinienem się spóźniać, żeby sobie nie poszedł. To dla mnie ważna sprawa. Po tym możemy sobie urządzić wycieczkę do Norsca. Musisz jednak wiedzieć, że ludzie północy niechętnie rozmawiają z takimi jak my. Obyś miała silne argumenty...

<Minęliście kawałek wystającej skały i Beltherion zatrzymał konie. >

-Tutaj powinniśmy dać radę. Rzeka nie powinna być głębsza niż na dwa, trzy łokcie a prąd w tym miejscu jest słabszy. Moglibyśmy jechać dalej w górę rzeki ale to zajmie zbyt długo a przed nami jeszcze jedna przeprawa. Ruszajmy. Trzymaj się mocno w siodle.

<Beltherion skierował wierzchowca do rzeki i zaczął się przeprawiać na drugą stronę. Koń zanurzył się w wodzie po brzuch i ostrożnie stawiał nogi jakby gotowy by płynąć. Nurt nie wydawał się aż tak silny by używać liny do przeprawy więc ruszyłaś za elfem kierując swojego wierzchowca również w wodę. Deszcz zaczął padać jeszcze mocniej, widoczność zmalała do kilku kroków a krople z szumem rozbijały się o ziemię i wodę. Brnęliście powoli na drugi brzeg rzeki gdy silny podmuch wiatru szarpnął cię, a koń musiał się poślizgnąć bo upadliście w lodowatą wodę. Chciałaś wypowiedzieć zaklęcie ale woda zalała ci usta razem z nosem i uszami. Prąd porwał ciebie i konia i chociaż starałaś się trzymać wodze to w jakimś momencie wyśliznęły ci się z ręki. Wiry wodne ciągnęły cię po kamienistym dnie a napór wody spychał cię coraz dalej mimo twoich umiejętności pływackich. Dwa razy uderzyłaś o jakieś kamienie na dnie co bardzo zabolało. Na domiar złego lodowata woda wywołała u ciebie niekontrolowane skurcze mięśni. Beltheriona straciłaś z oczu w mgnieniu oka. Nie jesteś pewna czy zauważył kiedy porwała cię woda. Kilkanaście a może kilkadziesiąt metrów w dół rzeki woda rzuciła cię na ostry głaz. Krzyknęłaś jeszcze gdy zimny kamień obił ci kości a potem już spływałaś bezwładnie z prądem nie mogąc machać rękami z powodu zimna, bólu i skurczów mięśni... Silne szarpnięcie i coś wyrwało cię z objęć rzeki. Chyba jakieś zwierzę które chce oddzielić twoje ramię od reszty ciała. To było za wiele dla Ciebie, zemdlałaś...>
<...Otworzyłaś niespokojnie oczy i ujrzałaś jakąś postać. Bladolica kobieta w podartym, dziurawym płaszczu i poważnie skorodowanej zbroi płytowej potrząsnęła tobą mocno. Skóra na jej twarzy wygląda na spaloną i popękaną. Zamglone oczy , z których jedno jest zimno niebieskie a drugie krwisto czerwone patrzą na ciebie gniewnie. Rozpoznałaś w niej elfka. Kobieta zapytała władczo.>

-Mów, kim jesteś. Skąd się tu wzięłaś? Widziałaś kogoś w okolicy? Gadaj albo skrócę ci cierpienia...

<Rozbudzając się dotarło co ciebie jak bardzo Ci zimno oraz to, że masz uszkodzone żebra i plecy. To cud , że się nie utopiłaś. >



<Katakumby>

<Magnus trzymał w dłoni świetlistą kulę i czekał na to co miało nadejść. Ecoliono widział magiczne kontury i czarne sylwetki które się zbliżały do niego oraz do czarodzieja. W tunelu od strony wyjścia pojawiły się dwa kościeje, szkielety kapłanów w podartych szatach i bez butów, a kilka kroków dalej powoli szurając dziurawymi kapciami kroczyły zmumifikowane zwłoki kogoś pochowanego dawno , dawno temu. Jakby tego było mało korytarz w głębi katakumb zrobił się jakiś ciemniejszy, bardziej nieprzyjazny. Obaj mężczyźni mogli namacalnie poczuć negatywną aurę śmierci klejącą się do nich jak mrówki do słodyczy. Odór rozkładu był coraz bardziej nieznośny. To czego obaj bohaterowie nie widzieli ale mogli się domyśleć to to,że ktokolwiek przygotował tę paskudną pułapkę , nie znajdował się w tym momencie w korytarzach katakumb. Najwidoczniej fałszywi bracia Morryci zdawali sobie sprawę, że Magnus i Ecoliono mogą stanowić poważne zagrożenie. Byliście w katakumbach sami i nie zapowiadało na to aby Viktor czy Elise mieli przyjść wam teraz z pomocą o ile w ogóle jeszcze żyli...>


<Frank>

-Dobrze, dobrze. <Bosman Ulf zrobił minę zadowolonego dziecka.> Może będzie z ciebie marynarz. Teraz właź do gniazda. Będziesz miał tam dzisiaj zmianę do końca wachty. Rozejrzyj się dookoła. Piękny widok na port.
<Bosman Ulf poczekał aż wdrapałeś się na bocianie gniazdo. Nie było lekko, zanim dotarłeś na szczyt spociłeś się wspinając się po sznurowych drabinkach. W gnieździe napotkałeś jakiegoś jednookiego marynarza, dużo starszego od ciebie. Jego spalona słońcem twarz i łysiejąca głowa nie wyglądała przyjaźnie. Mruknął tylko do ciebie kilka nieartykułowanych dźwięków i zszedł na dół zostawiając cię samego. Z tego miejsca możesz śmiało obserwować cały port i nawet kawałek miasta w głąb. Dostrzegłeś , że na pokładzie zapanowało poruszenie. Pani kapitan zamieniła kilka słów z bosmanem a ten zaczął wydzierać się na ludzi by wzięli się do roboty. Marynarze zaczęli kręcić się jak pszczoły w ulu. Podniesiono kotwicę, rozwinięto część żagli. Wypływaliście znacznie wcześniej niż było to w planie. Wyglądało na to, że jednak nie będziesz miał czasu na pożegnania i nie będziecie czekać do jutra rana. Statek odbił od brzegu i wolno skierował się z portu w koryto rzeki Sannez. Przy śluzie statek się zatrzymał i zaprzęgnięto do niego konie, które przez najbliższy dzień lub dwa będą was holować. To chyba czas w którym możesz odpocząć...>


<Kurt, Tellan>

<Elise pokiwała twierdząco głową na wieść, że jej pomożecie.>
-Magnus poszedł za jednym z kapłanów i po prostu zniknął. Nie wiem dokąd poszedł dokładnie ale na pewno by mnie nie zostawił. Viktor spał obok mnie w głównej nawie świątyni. Mogę wam pokazać miejsce gdzie się rozstaliśmy. Nie został po nim żaden ślad. Albo sobie poszedł bo chciał się oddzielić i ruszyć w swoją drogę, albo jemu też się coś stało.

<Koko i Morte przyjęli słowa Kurta ze spokojem, za to Tellan zmierzyła wojaka wzrokiem.>

-Za mocno dostałeś po łbie, że nazywasz mnie imieniem kobiety której nie znam? Kto to do diabła jest Arin? Kurt wiesz co podpowiada mi zbroja? Nie chcesz wiedzieć. Nawet ja sama tego nie chciałabym wiedzieć. Nie wiem czy wyczuję Magnusa. Nie potrafię władać magią Po prostu poszukajmy go normalnymi metodami. Dopiero co odzyskałam zdrowie i nie zamierzam znów wariować przez pancerz. Chodźmy do środka. Ja też martwię się o Magnusa.

<Elise poprowadziła waszą czwórkę do środka świątyni. Weszliście do świątyni Morra i rozejrzeliście się. Posąg pana śmierci stał za ołtarzem, z krukiem na ramieniu i patrzył się na was niepokojąco.
Posąg, ołtarz, ławy, drzeworyty ze scenami śmierci, świece, kadzielnica, witraż z czarnego szkła przedstawiający Morra przyjmującego wędrujące dusze. Wszystko wyglądało jak najbardziej na miejscu. Bardka wskazała wam pustą ławę gdzie nie było żadnych śladów walki ani krwi.>

-Spał tutaj a potem zniknął...

<Świątynia jet w tym momencie pusta. Nie odbywa się żadne nabożeństwo, nikt się też w tej chwili nie modli. >

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Sob Maj 14, 2016 00:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Widząc zbliżające się mroczne cienie, pochwyciłem tylko mocniej w ręce kij przygotowując się na atak.
Czułem też unoszącą się mroczną magie która coraz mocniej oblepiała mnie i katakumby, co gorsza odór rozkładu i śmierci stawał się coraz bardziej wyraźny. Jak widać fałszywi braci próbowali nas zgładzić wszelkimi sposobami - nie był co liczyć na ich łaskę.
Zwróciłem się do Magnusa, miałem nadzieję że czarodziej jest w pobliżu.

-Czarodzieju nie wiem jak ty ale ja mam zamiar powstrzymać tych przeklętych zdrajców, jednym naszym problem jest to jak wydostać się z tych zdradzieckich katakumb. Musimy też ostrzec pozostał, są w poważnym niebezpieczeństwie - lepiej by armia nieumarłych nie opanowała Couronne.
Gdy tylko dało się zniszczyć lub wyważyć te przeklęte drzwi.


Słysząc słowa czarodzieja, uśmiechnąłem się jak widać czarodzieja nie było tak łatwo przestraszyć, a nekromanckie sztuczki nie robiły na nim wrażenia.
Co ważniejsze płomieniste zaklęcie czarodzieja, na pewien czas powinny powstrzymać marsz ożywieńców. Więc mieliśmy czasu by zająć się drzwiami.
Rzekłam tylko do Magnusa.

-Czarodzieju zajmij się drzwiami, możesz nawet je spalić - bylebyśmy stąd się wydostali. A ja w tym czasie zajmę się nieumarłymi - wrócą tam gdzie ich miejsce. Niech Morra nas ochrania.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg


Ostatnio zmieniony przez Orthan dnia Sob Maj 14, 2016 23:43, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Sob Maj 14, 2016 10:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na widok monstrumów jakie powstały przy pomocy nekromanckich czarów Magnus wzniósł ręce, otworzył usta, wskazał na potwory potem wniósł je do góry, prawie kładąc je na suficie. Miał przy tym wszystkim minę niedowierzania. Jednak jego źródłem raczej było oburzenie, a nie strach. Po chwili dopiero zrozumiał, że przecież jego towarzysz nie widzi tego.

- I wszystkie święte oleum nie pomogą jak śmierdzi nekromantą. Dobra... dosyć pitolenia. - Magnus wyrwał z trzymanej kuli światła strzęp skoncentrowanej magii i cisnął nim w nadchodzące truposze - No antyczni braciszkowie... wracać do trumien, albo czeka was kremacja.

Bez większych ceregieli zabrał się za spopielenie nadmiernie dziarskich umrzyków. Trzeba było wrócić, wysadzić przejście i pójść na audiencję u przeora. Najlepiej potem przeorem wytrzeć podłogę.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Wto Maj 17, 2016 02:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt wzniósł oczy do nieba.>

A co ją dziabnęło? To my są razem czy jak żeby o takie pierdoły się czepia?”


- Nie no co się ciskasz? Ino pytam. Nie znam się dlatego pytam. A to czarne skorupidło jest najbliższe magii z tego co mamy. Myślisz że jako jedyna dostałaś po dupie, co!? Ja nawet nie zdążyłem nacieszyć się cudami Shallay a już mnie flaki popruli. – Pomacał się po bandażach.

<W czwórkę komisyjnie obejrzeli miejsce spoczynku Viktora pokręcili nosem na brak śladów.>

- Skoro Magnus polazł za habitem to poszukajmy ich i zobaczymy co znajdziemy. Nie chce krakać ale… Magnus czarodziej, Victor miał pistolety i coś tam mieczem umiał robić. Jak im jakoś dokopali to musimy się mieć na baczności. Ale jak może będzie nas kupa to uda się coś z nich wycisnąć. –

<Tak dla wszelkiej pewności Kurt sprawdził pistolety i czy Kąsacz łatwo wyskakuje z za pleców. Potem poporowadził gromadkę na poszukiwania jakiegoś kapłana. Zaczeli od kruchty. Potem udali się szukać gabinetu przeora.>
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Wto Maj 17, 2016 20:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan przemilczała uwagę Kurta i postanowiła przyjrzeć się bliżej miejscu wskazanemu przez Elise.>

-Magnus to czarodziej, a oni potrafią znikać i pojawiać się ot tak...ale Viktor...Powinień zostawić jakiś ślad- wojowniczka przyglądała się bacznie miejscu w którym po raz ostatni znajdował się mężczyzna. Po chwili powiększyła obszar zainteresowania kierując się w stronę ołtarza. Próbowała wypatrzeć choćby najmniejszy ślad, wyczuć zapach, ktory by nie pasował do tego miejsca.

<Tellan zwróciła się do kobiety>

-Czy kiedy byłaś z nim tutaj zwróciło coś twoją uwagę? Jak długo pržbywałaś poza tą świątynią?

Wojowniczka zatrzymała się przy posągu Pana Śmierci bacznie go oglądając.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pią Maj 20, 2016 21:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ożesz, ożesz, ten tego... - zasapany wgramoliłem się na stanowisko.

Do marynarza wątpliwej aparycji uśmiechnąłem się jedynie wykrzywiając głupkowato twarz.

Żywo interesuje mnie, co zmusiło panią kapitan do decyzji o rychłym odbiciu od brzegów. Nie będę jednak wyłaził z gniazda gdy poświęciłem tyle sił na wspinaczkę. Ponadto pośrednio zrezygnowałbym z wykonywania rozkazu pana Ulfa. Wyglądam tedy bystro, wypatruję i nadstawiam uszu.

Opuszczam ten kraj z nutką radości w sercu. Doświadczyłem tyle ile nigdzie (prócz, rzecz to jasna, niesławnego Gabinetu Cienia).

Coraz mniej dziwię się prostym i pobożnym ludziom Imperium, plującym na Bretonię. Wychodzi, że w każdej powszechnej opinii jest coś z prawdy.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1619

PostWysłany: Pon Maj 30, 2016 19:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zerknęłam na Beltheriona ważąc jego słowa. Przyglądałam mu się chwilę. Czasem zdawał mi się tak obcy.
“Ma coś do sprzedania…ciekawe co to takiego?...właściwie bardziej interesujący jest wybór tego konkretnego miejsca…skoro twierdzi, że umówił się z kupcem to czemu nie pisnął choćby słówkiem… “
Mruknęłam, po czym dodałam beznamiętnie.>

-Mhm...Nawet nie pytam…zapewne i tak byś skłamał. <Odchrząknęłam cicho.> O argumenty się nie musisz martwić. Potrafię przekonać ludzi do swoich spraw… a jeśli nie zechcą słuchać, wówczas przemówię inaczej.

<Uśmiechnęłam się mimowolnie.>

-Powinieneś o tym wiedzieć najlepiej.

<Zatrzymałam się obok niego i z powątpiewaniem spojrzałam na rzekę. Westchnęłam niepewnie.>

-Skoro tak twierdzisz to zdam się na Twoje doświadczenie. Nie miałam zbyt wielu okazji by w ten sposób przekraczać rzekę.

<Ruszyłam w ślad za elfem. Uspokoiłam się po pierwszych krokach wierzchowca, lecz mimo to mocniej zacisnęłam dłonie na wodzach.
“Jakoś przebrniemy…”
Odezwałam się do jego pleców głośno, by przebić się przez wiatr, szum wody oraz deszcz.>

-Gdy Ty będziesz zajmował się swoją sprawą, ja wezmę gorącą kąpiel w ka….

<Poczułam silne uderzenie wiatru. Urwałam w pół słowa. Koń poślizgnął się i w mgnieniu oka znaleźliśmy się pod wodą, a nurt pchnął nas dalej. Zachłysnęłam się tracąc koncentrację i szansę na rzucenie czaru. Lodowata woda kłuła niczym lodowe igły. Za wszelką ceną próbowałam utrzymać się na powierzchni. Nabierałam pojedyncze hausty powietrza. Nurt był za silny. Poczułam silny ból w plecach, gdy uderzyłam o kamieniste dno, a po chwili ponownie. Mimo to starałam się walczyć z wartką rzeką. Nawet nie zauważyłam zbliżającej się ostrej skały. Ból przeszył mnie na wskroś. Aż mnie zamroczyło, a świat zasnuł się mgłą. Płynęłam niczym szmaciana lalka niezdolna do niczego.
“Zaraz zasnę… ból ustanie… to był czar…”
Pojedyncze myśli przemykały jeszcze na skraju mojej świadomości, gdy poczułam gwałtowne szarpnięcie. Sama usłyszałam mój stłumiony, krótki, jakby odległy krzyk. Świat zasnuła bezkresna ciemność. Wszechobecna, absolutna, wypełniona ciszą. Nic nie czujesz … Nic Cię nie obchodzi…
“Obiecałaś!”
Nagle błogą nicość przerwał ból, który rozlał się po moim ciele jakby ze zdwojoną siłą. Jęknęłam powoli otwierając oczy.
“Życie jest takie bolesne…”
Zaczęłam kaszleć wypluwając wodę. Płuca paliły, jakby żywym ogniem, dygotałam na całym ciele. W pierwszej chwili wszystko było takie niewyraźne, zasnute mgłą. Górująca nade mną postać. Spoglądałam na nią, a z każdą kolejną chwilą docierał do mnie obraz postaci. Jej pytania aż zadzwoniły w moich uszach. Leżąc bez ruchu łapczywie łapałam zimne powietrze. Schrypłym, sapliwym głosem odpowiedziałam elfce w eltharinie. Przyszło mi to z większym trudem niż się spodziewałam.>

-Nie...Nie dawno...je-jeszcze chwilę...temu...je-jedynie... plecy...ukoo-... chanego...W drodze...nikogo...Pa-rę dni...temu w… w Cou...ronne… towa-...rzyszy… Tellan….Mag-... nusa… Eli-... Elise … Vic- ...tora….

<Kaszlnęłam czując przy tym ostry, przeszywający ból. Jęknęłam.>

-To...to b-był...czar… to… to...Ty zep-...chnęłaś ...mnie ...do wody?

<Spoglądam na elfkę. “A może jednak umieram? Przyszła by mnie zabrać…”?>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 35, 36, 37 ... 41, 42, 43  Następny
Strona 36 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.