Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt IV Cz2 Strach w każdym z nas
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 38, 39, 40, 41, 42, 43  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Pią Sie 12, 2016 22:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt przysłuchiwał się jak kapłan sprawinie posługując się bretońskim to imperialnym odpowiadał na pytania kapłanek i strażników. Opisywał całe zdarzenie. W końcu w jego głowie odezwała się żyłka najemnika.
Ukradkiem zbliżył się do kapłana nachylił do ucha i cicho zagadał.

- A weź ich jeszcze zapytać Ojcze – zacząć poufale – Czy za pomoc w walce z tym plugastwem miasto nie sypnęło by złotem. Wiesz robocizna i te sprawy. – Mrukną jakby na swoje usprawiedliwienie. – Ja po ichniemu ani beb ani mee jeszcze co źle powiem i narobię biedy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Sob Sie 13, 2016 11:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem tylko głową na słowa najemnika, po czym zwróciłem się do niego.

-Jeśli chodzi o złoto to i z klasztornego skarbca co nieco otrzymacie, należy się za pomoc jaką okazaliście naszej świątyni. Co do miejskich skarbca zapytać nie zaszkodzi, może rajcy miejscy okażą wdzięczność i co nieco złotych monet z skarbca wyłożą.

Po tych słowach zwróciłem się do mężczyzny który wypytywał mnie o całe zajście.

-Kapitan najemnych Pan Kurt ostrzy pyta się czy rada miejska w ramach podzięki za ubicie nekromanckiego plugastwa zarażającemu miastu, złotem monetami z miejskiego skarbca nie nagrodzi jego walecznej kampanii.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Wto Sie 16, 2016 20:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przygoda w wieży zakończyła się znacznie szybciej niż Tellan spodziewała się. Na całe szczęście Magnus nie wyglądał najgorzej, choć pewnie bolało go bardziej niż to okazywał. Jak widać sama obecność Elise podnosiła go bardzo na duchu. Wojowniczka odebrała swój miecz i oparła go o ziemię. Na moment odpłynęła myślami w kierunku zdarzenia na schodach. Bestia znów dała o sobie znać. Tym razem udało się jej opanować ale jak będzie następnym razem??? >

Bestia jest cwana...wie czego potrzebuję...na czym mi zależy...Było blisko...bardzo blisko...

<Głos Kurta wywołał ją z zamyślenia. Tellan przytaknęła głową spoglądając na niego spokojnie>

- Masz rację. To nie działa tak jak bym chciała...I wolałabym abyście byli poza moim zasięgiem kiedy to się dzieje...Tym razem udało się...

<Kiedy mężczyzna oddalił się w kierunku Moryty Tellan podeszła do Elise i czarodzieja>

- Jak to dobrze, że Elise dba o Ciebie Magnusie...- spojrzała na kobietę uśmiechając się do niej - Dziękuję, że tak szybko udało Ci się sprowadzić pomoc. Magnus szybko się wykuruje mając przy sobie taką opiekunkę.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Sie 25, 2016 18:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Tellan, Ecoliono, Magnus, Kurt.>

<Żołnierz wysłuchał was a potem wydał rozkazy przeszukania świątyni swoim ludziom.>

-Nie mnie o tym decydować kapłanie. Najpierw zostanie przeprowadzone śledztwo a potem władze zdecydują czy należy się tym ludziom jakaś nagroda.

<Magnus właśnie został opatrzony a wy nadal byliście na dziedzińcu świątyni Morra gdy nadjechały dwie bogato zdobione, błękitno-białe karety, każda zaprzężona w cztery konie. Ponad to przybyło kilkunastu jeźdźców z różnymi insygniami na tabardach. Jedni mieli wyhaftowane złote kielichy na błękicie , inni czarną wagę białym płótnie, a jeszcze inni złotego lwa na niebiesko czerwonym tle. Jedno ich łączyło, wszyscy byli zbrojni, wyglądali na najemników lub knechtów. Jeźdźcy zeszli z koni i zebrali się w grupę przy wyjściu z dziedzińca. Mimo różnych przynależności ludzie poruszali się jakby byli częścią jednego oddziału. Woźnice otworzyli drzwi obu karet i pasażerowi wysiedli. Z pierwszej karety wyszła kobieta odziana w drogą błękitną suknie z welonem. Dostojnie przespacerowała kilka kroków i od razu stanęła przed zbrojnymi wygłaszając do nich cichą przemowę ni to po bretońsku ni to w klasycznym, w każdym razie nikt z drużyny nie zrozumiał co zostało powiedziane. W tym czasie inna postać opuściła drugą karetę i zaczęła spacerować po dziedzińcu. Mężczyzna z szarą brodą i srebrnymi włosami, odziany w czarną koszulę i spodnie, z rękami założonymi na piersi kroczył sobie po placu oglądając wszystko dookoła niczym zwiedzający. Przechodząc obok przypatrywał się wam niczym dziwadłom w cyrku kiwając tylko głową ale nic nie powiedział. Można by sądzić, że to zwykły mieszczanin , jednak złote pierścienie na obu jego dłoniach mówiły co innego.Minął was i udał się w stronę wieży świątynnej. Dowódca patrolu straży pokłonił się nisko zarówno siwemu mężczyźnie jak i kobiecie w sukni, zostawił was tam gdzie staliście i podszedł do zebranych zbrojnych przysłuchując się przemowie kobiety. On sam zdawał się nie rozumieć istoty słów a przecież był rodowitym Bretończykiem. Kobieta skończyła mówić i odwróciła się do was ale nie podeszła bliżej. Na prędce woźnica razem z pachołkiem przynieśli kobiecie wygodny zdobiony fotel na którym spoczęła i rozstawili parasol nad jej głową. Zebrani na dziedzińcu zbrojni rozeszli się po terenie świątyni i klasztoru oprócz jednego który wdał się w rozmowę z dowódcą patrolu, jednakże obaj rozmawiali bardzo cicho. Kiedy już skończyli ,zbrojny stanął u boku kobiety siedzącej pod parasolem a dowódca patrolu podszedł do was. Z zaciętą miną rzekł w języku Bretonnów a Ecoliono tłumaczył tym, którzy nie rozumieli.>

-Nakładam na was areszt. Musicie pozostać na terenie świątyni aż do odwołania, bez wyjątków. Właśnie rozpoczęło się śledztwo i do jego zakończenia pozostajecie aresztantami. Nie sprawiajcie kłopotów i nie próbujcie uciekać, w przeciwnym razie spotka was surowa kara. Pozostańcie na miejscu. Wszystkiego dowiecie się w odpowiednim czasie. To wszystko w tej chwili...Oczekujcie na dyspozycje.

<Mężczyzna odszedł od was i polecił dwóm swoim ludziom pilnowanie was. Kiedy Magnus był już całkowicie opatrzony kobieta siedząca pod parasolem przywołała do siebie gestem kapłankę Shalayi po czym odprawiła ją poza teren świątyni Morra. Czas mijał bardzo wolno. Ludzie krzątali się tam i z powrotem szukając śladów i przeglądając kąty świątyni jak i klasztoru. Kiedy minęło południe pachołkowie postawili przed kobietą siedzącą pod parasolem zastawiony bogato stół. Na widok świeżego jedzenia i napitku pociekła wam ślinka. Niestety nie poproszono was do stołu. Szlachcianka, bo kobieta musiała mieć szlacheckie pochodzenie, spożyła powoli posiłek cały czas posyłając wam dyskretne spojrzenia. Wtedy też zbrojni wynieśli cztery zakrwawione płócienne worki. Słońce leniwe ogrzewało was zza chmur rzucając światło niczym lampa na scenę. Dowódca patrolu ponownie się pojawił , tym razem w towarzystwie siedmiu zbrojnych, by was poinformować o tym co nastąpi.>

-Teraz zostaniecie rozdzieleni i przesłuchani. Kobieta rycerz pozostaje tutaj na dziedzińcu, reszta idzie z nami do klasztoru.

<Nie czekając na wasze odpowiedzi czy jakiekolwiek protesty, zbrojni poprowadzili Ecoliono, Magnusa, Kurta Elise , Koko i Morte do klasztoru a tam każdy z prowadzonych trafił do oddzielnej izby. Tylko Tellan pozostała na dziedzińcu.>


<Ecoliono>

<Posadzono cię przy stole i chociaż byłeś ślepy to dzięki mocy świątyni widziałeś bezbarwne kontury pomieszczenia i ludzi, którzy pozostali w izbie razem z Tobą. Sądząc po stole i krzesłach, znajdowałeś się w jadalni klasztornej. >

-Zadamy Ci waszmość kilka pytań. Odpowiedz najlepiej jak potrafisz.
-Zaczynajmy..
-Jak się nazywasz, kim jesteś, skąd pochodzisz,komu służysz, jak i dlaczego dotarłeś do Couronne, co się tutaj wydarzyło przed przybyciem straży.


<Magnus>

<Zaprowadzono cię do celi klasztornej gdzie jak zdążyłeś zauważyć od dawna nikt nie mieszkał. Wszelkie meble zostały usunięte tak, że pomieszczenie w którym się znalazłeś było kompletnie puste. Poza nagimi kamiennymi ścianami pokoik posiada maleńkie okienko jednak nawet dziecko się nie przeciśnie. Stałeś chwilę czekając, razem z mężczyzną w błękitnym tabardzie na zbroi kolczej, aż przyszła owa tajemnicza kobieta z karety. Teraz mogłeś przyjrzeć się jej dokładniej choć jedyne co miała odsłonięte białe jak porcelana policzki, mały podbródek, różowe wąskie usta i zgrabny nos. Zbrojny popchnął cię pod ścianę jakbyś był przestępcą albo chłopkiem na drodze przejazdu szlachcica. Źle się czułeś w tym pomieszczeniu, pomijając fakt, że byłeś sam z obcymi ludźmi , to ściany wydawały ci się jakieś nieprzyjazne. Kobieta skinęła głową i żołnierz zaczął zadawać pytania w języku imperialnym, po akcencie poznałeś , że jest wykształcony.>

-Jak się nazywasz, kim jesteś, skąd pochodzisz, komu służysz, jak i dlaczego dotarłeś do Couronne, co się tutaj wydarzyło przed przybyciem straży. Odpowiedz ze szczegółami.



<Kurt>

<Zabrano ci broń zarówno strzelecką jak i białą po czym wprowadzono Cię do podziemi gdzie przykuto ci ręce do ściany. Trzech zbrojnych pilnowało cię gdybyś próbował jakiś sztuczek. Pochodnia pełgała oświetlając twoją zdziwioną twarz a chłód ciągnął od wilgotnej kamiennej podłogi. Po chwili padły pytania o dziwo w twoim ojczystym języku.>

-Jakie twoje miano człowieku, ktoś ty jest, skąd przybyłeś, komu służysz, jak i po co przybyłeś do Couronne, co się tu działo zanim przybyła straż?? Odpowiadaj zgodnie z prawdą ,a wtedy obejdzie się bez tortur.



<Tellan>

<Twoich towarzyszy zabrano do klasztoru a tobie rozkazano pozostać na dziedzińcu. Kobieta siedząca dotychczas pod parasolem wstała i również udała się do budynku. Przez chwilę wydawało ci się, że jesteś sama ale szybko zdałaś sobie sprawę , że ludzie po prostu oddalili się od ciebie i obserwują cię z dystansu. Ubrany na czarno mężczyzna z siwą brodą, ten sam który wysiadł wcześniej z karety, stanął przed Tobą w odległości około dwudziestu kroków i rozprostował ramiona opuszczając je wzdłuż ciała. Pokręcił nosem, strzelił palcami i przemówił.>

-Wieść niesie, że jesteś Pani rycerzem a co za tym idzie szlachcianką. Dlatego porozmawiam z Tobą jak ze szlachcianką dopóki tak będziesz się zachowywać. Jestem Constantin Alecto Becquerel, dyplomowany czarodziej tutejszej uczelni, śledczy jaśnie panującego nam Louen Leoncour'a. Jak ty się pani nazywasz, kim dokładnie jesteś, czy rycerzem i szlachcianką, czy też kimś innym lub kimś więcej? Skąd pani pochodzisz i jakież to sprawy sprowadziły cię do Couronne. Cóż wydarzyło się dzisiaj w tej świątyni?? Odpowiadając proszę pozostań na miejscu i nie dobywaj broni.

<Constantin spoglądał na ciebie wyczekująco.>


<Frank>

<Po spróbowaniu brei palcem stwierdziłeś, że smakuje lepiej niż wygląda. Zjadłeś wszystko opróżniając miskę. Dokładki nie było. Niechętnie ruszyłeś na mostek kapitański tak jak wcześniej polecił Ci Ulf. Zauważyłeś, że cała załoga zbiera się na pokładzie. Pani kapitan i bosman stali obok sternika, brodatego marynarza z jedną drewnianą noga. Kiedy już chyba wszyscy się zebrali pani kapitan zabrała głos.>

-Ogłaszam wszem i wobec, że od dzisiaj Szarek został starszym majtkiem i jako taki ma być traktowany. Dotyczy to zarówno przywilejów jak i kar za przewinienia. To do wiadomości tych, którzy przespali dzisiejszy chrzest. Z bardziej poważnych wiadomości. Będziemy musieli zmienić nieco kurs. Nadchodzi sztorm. Odpowiedzialni za ładunek mają go dodatkowo zabezpieczyć. Marynarze drugiego stopnia będą obsługiwać żagle więc do czasu wezwania spać i odpoczywać. Działonowy, zabezpieczyć armaty, reszta załogi pochować zbędne rzeczy pod pokład i przygotować się na ostrą jazdę. Szarek!! Jesteś jedynym który nie potrafi pływać. Na czas szkwału nie waż mi się wychodzić na pokład. Aha i jeszcze jedno, tym razem ci się upiekło ale jeśli jeszcze raz zaśniesz na służbie, srogo tego pożałujesz. Dobra ludzie, do roboty, możemy mieć mniej czasu niż nam się zdaje.

<Zerknąłeś z zaciekawieniem na horyzont ale poza czystym niebem stykającym się z wodą niczego nie dostrzegłeś. Nie zapowiada się nawet na mżawkę a co dopiero na sztorm.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Czw Sie 25, 2016 21:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Trzymając rękę na temblaku Magnus spojrzał na zbrojnego i na szlachciankę. Po czym skinął krótko głową. Opatrunki, modlitwy i maści trochę złagodziły ból. Miał nadzieję, że zdoła wykrzesać trochę mocy, aby potem przyspieszyć proces leczenia. Póki co jednak... Kolejny władyka... wróć. Kolejna możnowładna, przed którą będzie trzeba się kłaniać.

Jasna cholera. Najgorsze było to że nie było tu porządnego okna, aby się niespodziewanie ewakuować!

- Nazywam się Magnus Regenbogen i jestem Hierofantą z altdorfskiego Kolegium Światła, w stopniu Magistra. - skłonił się głębiej w kierunku kobiety.

Nie potrafił sprawnie kłamać. Półprawdy też mu średnio wychodziły. Za do doskonale opanował oszczędne gospodarowanie prawdą. Dlatego opowiedział historię, która tak naprawdę była prawdziwa, tyle że była ujęta bardziej... dyplomatycznie. Pamiętał też, aby pomijać kwestie drażliwe lub sekretne, którymi nie wolno mu się było dzielić.
Przedstawił godność Hrabiny Eleny, jako swojej ostatniej pracodawczyni, natomiast na co dzień bił się za sprawę ogólnopojętego dobra z potworami i upadłymi ludźmi z pod znaku ośmioramiennej gwiazdy.
Niestety... włączył się czarodziejowi gawędziarz. Uczucie strachu przeszło, a on jak przystało na rasowego estradowego bajarza zaczął opowiadać o rebelii w północnych landach. Nie omieszkał wspomnieć o tym, że rebelia korzysta z plugawej magii nekromanckiej i demonologicznej.

- W trakcie walk wraz z towarzyszami zostaliśmy straszliwie przeklęci i nikt nie mógł nam pomóc. Pozostawało więc poprosić o pomoc Miłosierną Panią o jej łaskę. Przybyliśmy z towarzyszami do Cauronne do Sanktuarium prosić o audiencję i błogosławieństwo Shalayi. Nie będę się wdawał w szczegóły. Bogini zdjęła z nas klątwę.

Potem w snuciu swojej opowieści Magnus przeszedł od razu do wydarzeń w klasztorze. Nie miał tutaj czego ukrywać. Miał nadzieję, że znajomość z kapłanem Ecoliono pozwoli mu na spokojny nocleg w świątyni. Jednak coś nie dawało czarodziejowi spokoju. Udał się na zwiad po klasztorze, a kiedy poczuł smród czarnoksięstwa z katakumb i słaby ślad zaprzyjaźnionego kapłana to wiedział, już że jest coś nie tak!
Dalej było prosto. Przebicie się przez krypty, uratowanie morryty, wykończenie kilku ożywionych umrzyków, których trzeba było teraz pomścić. Dalej... powrót do nawy głównej i udanie się do wieży.
O wieży opowiedział dokładnie, bowiem obecność plugawego nekromanckiego konstruktu dawała bardzo silny dowód na prawdziwość ich racji. Opisał jak przechytrzył nekro-mnicha i jego nekro-bestię niszcząc fragment wieży pod nim. Oraz to że ostatni z nekromantów zginął zadziobany przez kruki. Boska Kara! To się należało zwyrolom i heretykom!

Kiedy jego opowieść dobiegła z pewnym niepokojem trwał w ciszy która zapadła.

- Jeżeli macie do mnie jeszcze jakieś pytania, odpowiem na nie. - zwrócił się zarówno do kobiety jak i zbrojnego.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Czw Sie 25, 2016 23:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem głową na słowa mężczyzny i odpowiedziałem spokojnie.


-Jestem Brat Ecoliono d'Elhuyer, jestem Kapłanem Pana Śmierci jak już pewnie zdążyłeś zauważyć mój Panie. Przybyłem tutaj Panie wraz z grupą pielgrzymów z ziem prowincji Nordlandu z Imperium okrętem, jeśli zaś chodzi o cel - to był nim klasztor sióstr miłosierdzia w Cuaronne. Postąpiłem tak Panie, gdyż tak nakazywał mi mój Pan Morra i to za sprawą jego wizji przybyłem do Bretoni.


Po tych słowach zamyśliłem się, po czym kontynuowałem

-Co do wydarzeń mających miejsce w klasztorze przed przybyciem zbrojnych, postaram się opowiedzieć Panie co się wydarzyło - lecz musisz Panie zdać sobie sprawę z tego że postrzegam świat inaczej niż inni ludzie - jestem ślepcem Panie i moja opowieść może być różna niż ta którą usłyszy Pani z ust mych towarzyszy.

Może zacznę Panie od tego jak wróciwszy do klasztoru i zastałem mych braci w wierze zgromadzonych w kaplicy byli oni pogrążonych w modlitwie przy ciele Ojca Przeora.
To moja wina Panie - nie dostrzegłem tego co w wizjach i snach tego co próbował mi przekazać mój Pan Morr. Mogłem zapobiec śmierci Ojca Przeora i odkryć zdradę współbraci którzy oddali się plugawej magi nekromancji - mogłem wyczuć i rozpoznać mroczną magię i zapobiec tym strasznym wydarzeniom.
Jednak wracają dalej do mej opowieści Panie, gdy wraz z braćmi zakończyli modlitwy - udaliśmy się by pochować Ojca Przeora w katakumbach klasztoru. Wtedy też ci plugawcy próbowali mnie zabić, używając magi uwięzili mnie w jednej z krypt i tam oczekiwali aż zakończę swój żywot. Stało by się tak, gdyby nie czarodziej Magnus który z woli bogów mnie uratował. Potem nekromanci próbowali powstrzymać nas ożywionymi trupami i swą mroczną magia, jednak dzięki pomocy Rycerz Tallen, Kapitana Kurta i Magistra Magnusa powstrzymaliśmy ich na szczycie wieży klasztornej - tak by już nigdy nie byli zagrożeniem dla tego miasta.

_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Czw Wrz 01, 2016 11:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Posiłek wątpliwej jakości okazał się do przełknięcia. Szczęśliwie dla mnie mój brzuch postanowił nie pozbywać się brei. Cóż mógłby na to powiedzieć kucharz? Zbiesiłby się do reszty, a to nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. Mówi się nawet przecież, że z kucharzami trzeba żyć w miłości i pokoju.
W końcu to oni przygotowują nam posiłek i mogą go zatruć. Albo do niego naszczać.

Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że nie znam się kompletnie na żegludze. Być może marynarze dysponują jakąś wiedzą jeszcze dla mnie nie osiągalną?

Stojąc w tłumie czekam na ewentualne polecenia, do których - jak zwykle grzecznie i pokornie - stosuję się. Gdyby zaś nadszedł sztorm, z pełną modestą i oddaniem, chowam się pod pokład, podług podpowiedzi pani kapitan.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Pią Wrz 02, 2016 13:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt aż się cały gotował ze złości. „Co to brudasy sobie myślą”. A to że nie mógł nic z tym zrobić tylko potęgowała jego frustrację. „W polu z Kąsaczem to te bretońskie przydupasy inaczej by śpiewały. Co tam w polu. W ciemnej uliczce.” Gdy się „inspektor” odezwał Kurt wybałuszył oczy nie mogąc uwierzyć w to co usłyszał.

- Popieprzyło was czy jak? – Zapytał ewidentnie zdziwiony. Nie wierząc własnym uszom. – Nie słyszeliście co Moryta mówił, he?– Miał nadzieję że Ecolino czegoś przy tłumaczeniu nie popieprzył. Widząc jednak że równie dobrze mógłby gadać z kamieniem, westchną.

- Jestem Kurt, najemnik. Mam pod sobą dwóch ludzi. Dotarliśmy tutaj z Zweelendorf’u od Hrabiny Elena’y von Spee . Jak chcecie mogę pokazać broszę z jej symbolem, którą dostają ludzie co jej wiernie służą. Mieliśmy dostarczyć do Curone rycerza Tellan. Było nas więcej ale po drodze część poległa bo trafiliśmy na orki. A ja zostałem ciężko ranny. Także dobre siostrzyczki musiały się mną zająć. Jako że nasze zadanie się skończyło zaczęliśmy myśleć o powrocie. Przyszliśmy zapytać ojca Ecolino czy chce wracać z nami. Nocował tu też czarodziej. Oni powiedzieli nam że dzieją się tutaj złe rzeczy i czy im nie pomożemy z kultystami. Zgodziliśmy się pomóc. Ci popaprańcy zamknęli się w wierzy. To wysłaliśmy kobietę po pomoc a sami poszliśmy szturmować. Mag poszedł przodem za nim my. Była krótka walka a kultyści sczeźli. Ot i wszystko. – Skończył opowieść.

- U nas zwykle inaczej wyraża się wdzięczność za walkę ze sługami chaosu. – Dodał narzekając.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Wrz 07, 2016 15:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Magnus>

<Zostałeś wysłuchany i mimo swojego bajania nikt ci nie przerywał aż nie skończyłeś. Wtedy od razu padły kolejne pytania. Mężczyzna tylko wymienił spojrzenia z tajemniczą szlachcianką i ponownie zabrał głos.>

-Zakładając, że to co powiedziałeś jest prawdą przyjrzyjmy się faktom. Jeśli jesteś magistrem z altdorfskiego kolegium to posiadasz dokument, który to potwierdzi. Oczywiście musisz posiadać też licencje na czarowanie poza kolegium. Tylko czy taka licencja będzie obowiązywać w Bretonii...? <Słowa mężczyzny miały w sobie ostrzegający ton. Rzeczywiście czarowanie poza granicami Imperium było postrzegane co najmniej za kłopotliwe.> -Dodatkowo pominąłeś odpowiedz w jaki sposób dostaliście się do Couronne...

-Odnaleźliśmy ciała dwóch ludzi przebranych za kapłanów Morra , rzeczywiście parali się ono mroczną magią jednak nie ma śladu po żadnym nekromanckim konstrukcie, a przecież gdybyś mówił całą prawdę to powinien być, zgadza się? Chyba, że sobie go wymyśliłeś. Więc jak to wyglądało naprawdę? Pokłóciliście się ze wspólnikami? <Odniosłeś wrażenie, że zbrojny chce cię zdenerwować>
- Co wiesz na temat tego ślepego mężczyzny w kapłańskich szatach, który przedstawia się jako Ecoliono oraz kobiety w dziwnej czarnej zbroi. Długo ich znasz, gdzie ich poznałeś??
Chyba nie myślisz, że zniszczenie wieży w świątyni Pana Snów i Spokojnej Śmierci ujdzie ci bezkarnie??

<Mężczyzna przespacerował się po izbie zakładając ramiona na piersi. Kobieta nie spuszczała z ciebie oka ani na chwilę.>


<Ecoliono>

<Obecni w pomieszczeniu ludzie wymienili się kilkoma spostrzeżeniami w tym dziwnym dla ciebie języku po czym wrócili do zadawania Tobie pytań.>

-To bardzo ładna historyjka kapłanie. Wizje, objawienia, boskie nakazy. Tylko, że nic z tych rzeczy nie da się udowodnić. Powiedziałeś, że mogłeś im przeszkodzić, więc dlaczego tego nie zrobiłeś? Może było tak:
Od początku byłeś w zmowie z tymi braciszkami ale kiedy zabiliście ojca przeora ruszyło cię sumienie i zacząłeś mieć koszmary, jak ty to nazywasz wizje. Wtedy pokłóciliście się i doszło do walki. Tamci chcieli się ciebie pozbyć ale ty miałeś w rękawie maga i najemną bandę. Koniec końców to wy wykończyliście ich bo było was więcej. A przy dobrych wiatrach wyszli byście na bohaterów. Nie tak właśnie było? A teraz jako jedyny ocalały kapłan miałeś największe szanse zostania przeorem tej świątyni. Jak na ślepca poruszasz się całkiem żwawo. Jak to wytłumaczysz? Skąd znasz tego czarodzieja Magnusa i tą rycerz Tellan??

<Zapadła cisza w oczekiwaniu na twoje odpowiedzi.>


<Kurt>

<Na twoje przekleństwa mężczyźni się spięli.> -Grzeczniej bo będziemy musieli obić ci buźkę. Dla nas nic nie jest takie oczywiste jak to przedstawiacie...

-Zacznijmy od początku. Chętnie obejrzymy ową broszę od hrabiny von Spee. Po co mieliście przywieźć tutaj rycerza Tellan? Skąd znacie rycerza Tellan? Skąd znacie kapłana Ecoliono i czarodzieja Magnusa? Skoro wykonaliście zadanie to nie powinniście natychmiast wracać do hrabiny aby odebrać zapłatę? A może postanowiliście dorobić i pomóc w walce między czarnoksiężnikami wybierając stronę, która więcej zapłaci. Jednak kiedy było już po wszystkim dotarło do was, że i was się pozbędą więc wysłaliście kobietę i jednego z was po pomoc? Jak to naprawdę było? Czego nam nie mówisz? Zapłacili ci tak dużo, że warto za to cierpieć? Nie zmuszaj nas do użycia tortur...



<Frank>

<Załoga rozeszła się do swoich obowiązków. Stałeś chwilę zastanawiając się co robić kiedy jakiś czarnobrody marynarz chwycił cię za ramię i rzekł. >

-Chłopcze, pomożesz mi zamocować armaty. Tam są sznury. Widzisz te uszy, przeciągnij przez nie linę mocując armaty a z drugiej strony do podstawy relingu. Zaciągnij na sztywno, nie mogą się bujać. Zrób to tak, żeby łatwo było rozwiązać w razie potrzeby.

<Marynarz wziął kawał sznura i pokazał ci jak masz robić węzły a potem razem mocowaliście artylerie do pokładu. Zgodnie z zapowiedzią pani kapitan pogoda szybko się popsuła. Niebo zaszło ciemnymi, ciężkimi chmurami a wiatr przybierał leniwie na sile. Fale piętrzyły się coraz bardziej pieniąc się i kotłując a statek zdawał się teraz lekko podskakiwać. Gdy już skończyłeś z armatami ,przezornie zszedłeś pod pokład. Hamaki jak do tej pory były w większości wypełnione ludźmi, zupełnie jakby załoga nic nie robiła sobie z obecnej pogody. Drewniany statek kołysał się bardziej niż zwykle skrzypiąc nad wyraz głośno. Położyłeś się na swoim posłaniu i czekałeś nasłuchując. Kilku starszych marynarzy grało w karty przy świeczce, reszta zdawała się spać. Czas płynął leniwie i jakoś udało ci się zasnąć. Nie wiesz ile czasu minęło kiedy obudziła cię zimna słona woda. W pierwszej chwili pomyślałeś , że ktoś zrobił ci głupi żart i oblał wodą lecz gdy rozejrzałeś się dookoła nie było nikogo. Smutnie paliła się jedna lampa dając tyle światła aby bez trudu dotrzeć do wyjścia. Hamaki i koje były puste, statek kołysał się bardzo mocno skrzypiąc przy tym przeraźliwie jakby miał się złamać. Co jakiś czas woda leciała ci na głowę z wyższego pokładu. Ryk wiatru i szum wody docierał do ciebie bez przeszkód. Na górze musiało być naprawdę niewesoło.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Sro Wrz 07, 2016 20:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ależ oczywiście że posiadam taki dokument. Nie wypada jednak nim wymachiwać na lewo i prawo... Myk dyplomem... Ach... przepraszam.

Już czarodziej chciał popisowo wyciągnąć dyplom z rękawa, jednak zabandażowana ręka miała odziewek rozdarty. Trzeba było sięgnąć więc sobie za kołnierz i wyjął stamtąd zwój. Skąd się tam wziął? Czary. Kolegialne czary!

- Proszę bardzo. Tylko do wglądu. Tego typu dokumenty "nie lubią" być oddzielane od właścicieli. - uprzedził Magnus trochę nieporadnie rozwijając swój kolegialny dyplom.

Prócz podobizny czarodzieja (na której wygląda trochę młodziej i na mniej sponiewieranego) znajdowała się nazwa uczelni, ocena, podpisy Rektora uczelni, Dziekana wydziału oraz dwóch Prodziekanów. Dodać do tego należało pieczęcie podpisanych, pieczęć kolegialną oraz pieczęcie czystości z modlitwami na znak imperialnego sankcjonowania dokumentu. Oprócz tego wymienione były kompetencje i fakultety posiadane przez Tęczowego.

- Macie zbrojny panie, rację odnośnie rzucania zaklęć poza Imperium, jednak licencja Kolegium Światła zezwala na ich używanie w wypadku wykrycia działalności Mrocznych Mocy. Zapis ten znajduje się w punktach mówiących o obowiązkach oraz prawach posiadacza. Uczelnia nakłada również na mnie obowiązek walki z przejawami używania zakazanych dziedzin. Skoro już też o czarach mowa, konstrukt mógł ulec dezintegracji, rozproszeniu i temu podobnych. Powinien pozostać jednak po nim ślad. Nie mogę być ekspertem we własnej sprawie, jednak inna wyszkolona w magicznych dziedzinach osoba powinna być w stanie wejrzeć w Tło i wyszukać pozostałości po zaklęciach pętających wspomnianą przeze mnie istotę.

Kiedy Breteńczycy napatrzyli się na licencję czarodzieja ten jednym ruchem ręki zwinął rulon i wsadził z go z powrotem za kołnierz.

- Wieża została uszkodzona, a nie zniszczona. W oczach Opiekuna Ogrodów, jak i innych dobrych bogów, niewielka cena za akt oczyszczenia świątyni z heretyków. Lecz prawda, że szkoda została poczyniona... gotów jestem własnymi rękoma ją naprawić jeżeli taka będzie wasza wola... choć tu pytanie kto ma prawo mnie winić za materialne szkody. Władze świeckie czy kościelne? - zapytał Magnus z poważną miną, mrużąc lekko oczy.

Dopiero teraz sobie przypomniał, że jego tajemne piętno - wielobarwne oczy musiały ostro działać na wszystkich zebranych.

- Pieniędzy nie mam zaś na pokrycie szkody... Podróż zabrała mi prawie wszystkie pieniądze, moim towarzyszom z resztą też. Port i miasto z którego mieliśmy odpłynąć do Bretonii zostały spustoszone przez zielonoskórych. Walczyliśmy z nimi dzielnie... paru z nas poległo. Nawet jak przestali atakować było ryzyko że przyjdą następni zwabieni walką. Musieliśmy się wycofać ale nie było gdzie. Akurat do portu zawinął okręt jakiś łachmytów... pewnie chcieli poszabrować ruiny. Zgodzili się nas zabrać... za bardzo wysoką cenę. Obiecaliśmy dać im więcej jeżeli dowiozą nas gdzie będziemy chcieli. Prawie wszystkie nasze fundusze przepadły, ale wysadzili nas u brzegu waszego królestwa. Nie chcieli się pewnie przepychać z zbrojną grupą, a i zapłata była sowita. Po wylądowaniu resztę drogi do sanktuarium Miłosiernej Pani musieliśmy pokonać o własnych siłach.

- Co natomiast się tyczy moich towarzyszy... Rycerkę Tellan poznałem w trakcie służby u Hrabiny von Spee. To potężna wojowniczka i cieszy się dużym zaufaniem ze strony Hrabiny. Ma wahania nastrojów... walczy jak cały oddział najemnego chłopa, a czasem wydaje się być zagubiona. Morrytę Ecoliono spotkaliśmy wyruszając w drogę. Zgodził się być naszym przewodnikiem i towarzyszem w naszej błagalnej pielgrzymce. Spoczywa na nim łaska Pana Ogrodu, czuję to. To pokorny sługa Morra. Dobry człowiek, bardzo życzliwy wobec innych. Jak wspomniałem mieliśmy nadzieję, że będziemy mogli skorzystać z gościnności murów świątyni jego Pana lecz... - tu wzruszył ramionami - Okazało się, że przybyliśmy, aby posprzątać w jego domu. Mocno przedobrzyłem z tym sprzątaniem. Będę się modlił do Morra, aby mi to wybaczył.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Wrz 10, 2016 19:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Mężczyzna w pomieszczeniu tylko rzucił okiem na twój dyplom za to kobieta przyglądała mu się długo i dokładnie zanim odzyskałeś go z powrotem. Szlachcianka dała znak i zbrojny kontynuował.>

-Nasz czarodziej zbadał cały teren kościoła i wieży oraz klasztor. Nie znalazł ani śladu po owym konstrukcie poza kilkoma czarnymi , zaschniętymi plamami na schodach niewiadomego pochodzenia jednocześnie przesiąkniętych magią czarnoksięską...
-Świątynia i wieża są na terenie miasta Couronne więc władze świeckie mają takie same prawo żądać zadośćuczynienia jak władze kościelne. Jeśli nie stać was na pokrycie szkód to będziecie musieli to odpracować. Dostaniecie ulgę za działanie w dobrej wierze... ale przed karą ze strony Morra tylko on sam może was uchronić.

<Dopiero teraz dostrzegłeś, że mężczyzna poczynił jakieś pilne notatki z waszej rozmowy. Zbrojny podszedł do kobiety i podał jej zapiski. Ta powiedziała coś do niego w ich sekretnym języku.>

-Skoro jesteś dyplomowanym czarodziejem spotka cię zaszczyt poznania swojej dobrodziejki. Tak łagodną rozmowę zawdzięczasz obecnej tutaj Lady Anastasie Sophie Regnault . Jesteś wolny czarodzieju możesz iść gdzie chcesz. możesz też zostać. Jednak los twoich towarzyszy zależy od przebiegu śledztwa.

<Zbrojny otworzył drzwi, a kobieta wychodząc z izby zaszczyciła cię delikatnym uśmiechem. Mężczyzna wyszedł za nią pozostawiając cię w otwartym pomieszczeniu. Poczułeś , że masz ogromną ochotę wyjść z tego pustego pokoju.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 183

PostWysłany: Sob Wrz 10, 2016 23:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na słowa mężczyzny ścisnąłem mocniej swoją laskę i odpowiedziałem starając się zachować spokój.

-Nie Panie ostatnią rzeczą która bym zrobił bym by paranie się heretycką magią, nie jestem też morderca Panie jak mówcie. Gdy przybyłem do świątyni Ojciec Przeor znajdował się już w królestwie Morra, a pozostali braci modlili się przy sarkofagu gdzie spoczywało ciało. Nie zdradził bym też Świątyni i mego Pana Morra, to dzięki jego opiece zdołaliśmy powstrzymać tych plugawców i ocalić klasztor przed splugawieniem. Myślisz też Panie że skoro jestem ślepcem, to nie mam prawa się poruszać jak wy widzący? Mam też inne zmysły Panie czy też mój kij - służą mi one tak dobrze tak jak wam Panie wasze oczy. Co do Czarodzieja Magnusa o Rycerz Tellan - napotkałam ich na szlaku w Nordlandzie gdzie wyruszali do Bretonii wraz z grupą pielgrzymów, kierowany wizjami Pan Kruków wyruszyłem z nimi.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Nie Wrz 11, 2016 21:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Jakby kłopotów było mało…”

Pomyślałam Tellan, kiedy to mężczyzna stający naprzeciw przedstawil się. Wojowniczka nie zamierzał ruszyć się o krok spokojnie przyglądając się otaczającym ją strażnikom. Na powrót zatrzymała wzrok na mężczyźnie, który okazał się być śledczym Couronne,

- Moja godność Tellan Shaterherby Bringen. Jestem szlachcianką i służę hrabinie Elenie von Spee. Do Couronne przybyłam jednak w sprawie osobistej, z której nie muszę się chyba tłumaczyć. Ci, których zabraliście na osobne przesłuchanie podróżują ze mną. Są również na usługach Hrabiny- odpowiedziała spokojnie.- Co do zdarzeń tutaj to nie wiele jest do wyjaśnienia. Ojciec Ecoliono, Moryta podróżujący ze mną postanowił przez czas pobytu w mieście pomóc swoim braciom. Przed powrotem do Zweelendorfu mieliśmy się spotkać by rozważyć jego dalszą podróż z nami. Okazało się jednak, że słudzy chaosu próbowali wedrzeć się do waszego miasta. Postanowiliśmy wysłać kogoś aby powiadomił straż i sprowadził pomoc a sami udaliśmy się na górę aby zapobiec najgorszemu... Nie planowałam tak długiego pobytu tutaj ale skoro sytuacja wymagała działania nie mogliśmy postąpić inaczej…

Tellan zakończyła odpowiedź i przyglądając się bacznie śledczemu próbowała wyczytać jego intencje.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 713

PostWysłany: Sro Wrz 14, 2016 23:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt zmełł w ustach przekleństwo. „Grzeczniej się już nie da” zwłaszcza w przypadku potraktowania jak przestępcę. Już miał zacząć odpowiadać ale dotarło do niego co śledczy zasugerował. Momentalnie poczerwieniał na twarzy i napiął się aż szwy ubrania zatrzeszczały. – Że co!? Wsadzać mnie do jednego wora z tym… z tym gównem, plugastwem cośmy ubili? Popieprzyło was? U nas takie gadane zwykle kończyło się mordobiciem w ciemnej uliczce. Skoro wiecie lepiej to po cholerę ta cała szopka? - Kurt nie wytrzymał. Wiedział że pewnie skończy się mordobiciem ale pewnych rzeczy nie puszcza się mimo uszu.


-A więc przyznajesz się? Tak będzie łatwiej dla nas wszystkich. <Zbrojni rozochocili się na twoje słowa, że wiedzą lepiej>


"Zamienił dupę z głową czy jak?" – „Przeca” mówię. - Tym razem zaczął mówić wolno wyraźnie jak do dziecka. - Przyszliśmy do dobrego kapłana Morra porozmawiać. Dowiedzieliśmy się że zagnieździli się tu kultyści czy inni nekromanci. Kapłan poprosił o pomoc, tośmy poszli do wierzy to ubić, co zresztą się udało. Wszystko. Co tu więcej dodawać? Mag jest z Imperium ma na to papiery czy inne takie bo inaczej hrabina pogoniła by go na cztery wiatry. Sprawdźcie a nie mi tu kontakty z tym plugastwem w gębę rzucacie.
Polityka nie była mocną stroną Kurta. W sumie nie pierwszy raz narażał się za niewyparzoną gębę. Śledczy coś skrobną na pergaminie coś omówił w śpiewnej bretońskiej mowie co pozwoliło nieco ochłonąć najemnikowi i spuścić z tonu.

- To co tam jeszcze pytałeś? – zaczął nieco spokojniej. - A tak, brosza… Mam w zanadrzu. – o tu próbował wskazać brodą odpowiednią stronę ciała – Łatwiej by było bez tego – zabrzęczał kajdanami – Uczciwie zarabiam na chleb – podkreślił z dumą w głosie- nie mam czego się ciskać. Tellan znam jeszcze z kompani najemnej, nim poszliśmy bezpośrednio pod rozkazy hrabiny a Ecolino dołączył się w drodze do Curone jeszcze w imperium. A czego szukała u sióstr to już musicie ją zapytać ani mnie się nie zwierzała ani mnie baby o takie rzeczy pytać.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Pią Wrz 16, 2016 16:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Poznawszy imię szlachcianki Magnus skłonił się głęboko, prawie że teatralnie.

- Dziękuję, pozostanę i zaczekam na towarzysz. Zaś... może to niezbyt stosowna chwila na takie rzeczy... podróżując, wraz z bardką Elise która też została tu na placu zatrzymana, zarabiamy na występach i pokazach. Jeżeli, Szlachetna Pani Regnault, potrzebowałaby kiedyś, aby zabawić jej dom albo gości... Jesteśmy do usług. - czarodziej wypowiedział ofertę z uśmiechem i iskrami w oczach.

Co prawda kto mógłby uwierzyć, że czarodziej nie może znaleźć pracy, jednak za stylem życia Magnusa zawsze kryło się drugie dno. Taniec i akrobacje pozwalały trzymać ciało w dobrej kondycji, a pokazy z wykorzystaniem Białego Eteru doskonale ćwiczyły zdolność panowania nad nim... pozwalały go lepiej poznać.... bardziej kreatywnie wykorzystać.

Kiedy już szlachcianka w obstawie znikła Magnus odetchnął i wyszedł z celi. Udał się powolnym krokiem w kierunku dziedzińca nasłuchując przy tym. Pomimo wszystko miał głęboką nadzieję, że reszta się nie wtarabani w żadne kłopoty.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 38, 39, 40, 41, 42, 43  Następny
Strona 39 z 43

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.