Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Sob Kwi 24, 2021 19:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy Melisa wspomniała o towarzyszach i o swojej nadziei na to że żyją uścisnąłem mocniej jej dłoń.

- W takim razie bardziej niż pozbycie się demonów priorytet zyskuje ustabilizowanie rzeczywistości w Altdorfie. - rzekłem - Wtedy znacząco zostanie utrudnione zarówno przywoływanie kolejnej armii jak i utrzymanie jakiejkolwiek już przywołanej.

- Myślę, że każdy z nas będzie musiał odwiedzić Bibliotekarza. Chociażby po to by dowiedzieć się jak naprawić Zasłonę albo jak można uziemić Wiedźmę by zniwelować jej przewagi i moce jakimi dysponuje.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 184

PostWysłany: Nie Kwi 25, 2021 21:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zamyśliłem się na słowa Mistrza, być może Altdorf upadł ale znaczna część Imperium nadal mogła stawiać opór - oczywiście do czasu.
Nadal jednak jak zauważył Mistrz sama twierdza była pod oblężeniem, do tego trzeba było zająć się uchodźcami. Do sam obiecałem Rycerz Tellan że jej pomogę, musiałem najpierw zająć się rytułałałem a następnie skupić się na pozostałych problemach.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1620

PostWysłany: Pon Kwi 26, 2021 20:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-A spodziewałeś się po mnie czegoś innego? <Zapytałam z przekąsem opierając się o elfa.> Przecież nie usiądę na posadzce i rozpłaczę się z powodu kilku dziur w moim ciele. <Rozluźniłam się w jego objęciu. Może ból nie ustępował, ale przynajmniej zrobiło mi się nieco cieplej.> Wydaje mi się, że bycie twardym to podstawa naszych profesji Bel.
<Spojrzałam na elfkę.>
-Jeśli Twoi towarzysze trafili do Altdorfu to należy ich, jak najszybciej wydostać z tamtego miejsca. Może ich nie wyczuwasz, ponieważ przebywają w innej osnowie. Sama próbowałam nawiązać z Tobą kontakt. O ile nie postrada się zmysłów i znajdzie dobrą kryjówkę to można tam przeżyć. Sama natknęłam się na cztery osoby… chyba wspomniałam o tym Mistrzowi, gdy rozmawialiśmy ostatnim razem. <Zmarszczyłam czoło.> Wystarczy omijać demony szerokim łukiem i zaakceptować otaczającą Cię absurdalną rzeczywistość. <Uśmiechnęłam się blado.> Powiedz, jak się nazywają to będę się za nimi rozglądać podczas kolejnych podróży. Przynajmniej póki się nie znajdą. A jeśli się na nich natknę to postaram się po… <Słowo utknęło w moim gardle.>... pokierować w stronę twierdzy.
<Dokończyłam i przymknęłam oczy. Ściany miały uszy.>
-Stabilizowanie Altdorfu… <Spojrzałam na Rhunara.> Jak już będziecie chcieli się tam wybrać to wiem, jak przejść przez miasto nie wpadając na istoty demoniczne. Omówimy ewentualne plany, przy mojej następnej wizycie w Twierdzy. <Popiłam.> I wypraszam sobie. Dumnie kroczyłam drogą i nie ukrywałam swojej obecności. <Zwróciłam się do Czarnego Kruka.> Ale muszę przyznać Mistrzowi rację. Atak teraz jest z strategicznego punktu widzenia skazany na niepowodzenie. Sam przecież nie pójdziesz. Posyłanie strażników to, jak wysyłanie owieczek na rzeź. Po prostu będzie gorzej i na to musicie się przygotować. Muszę dzielić swój czas między Tal Ystin Khaine, moje misje oraz tę Twierdzę, więc nie zostanę, ale będę zaglądać. Przy jednej z okazji mogę się wybrać z Tobą powalczyć z nimi z zaskoczenia, ale na pewno nie teraz Kurcie. <Westchnęłam.> Jeden problem na raz. Wiedźma. Potem będzie można się zająć resztą. Jak zaczniemy się rozdrabniać na wszystkie problemy na raz to żadnego nie rozwiążemy.
<Powiedziałam, choć nie robiło mi większej różnicy, czy ktoś weźmie pod uwagę moją radę. Wypiłam ostatni łyk wody gasząc pierwsze pragnienie. Skupiłam się na “Obecności”, która przywitała mnie przy pierwszej wizycie. Nie byłam pewna, czy poruszać jej temat. Wszak była to święta ziemia morrytów i ich prywatne sprawy.>
-Mistrzu.. <Powiedziałam, choć spojrzałam w bok.> Czy zaspokoisz moją ciekawość? Rozumiem, że ta osobliwa i nieco przerażająca “Obecność”, która tak bacznie się przygląda jest czymś naturalnym w Twierdzy? Nie bliskość samego Morra, czy artefaktów… To Coś innego co tak bardzo stara się przykuć moją uwagę.
<Nim jednak otrzymałam odpowiedź w końcu wprowadzono do Kaplicy Rivanatha. Spojrzałam na niego gniewnie, gdy tylko zaczął paplać, ale szybko zrozumiał, że ma przestać. Odchrząknęłam.>
-Nie bez powodu jestem Pierwszą Riv. Nigdy więcej nie waż się we mnie wątpić. <Wyswobodziłam się z objęcia krzywiąc z bólu.> Napraw to i ruszamy. <Wskazałam na jedną z ran mówiąc tonem nie znoszącym sprzeciwu.> I nie chcę słuchać ile powinnam wypoczywać. Mam parę dni, więc mów gdzie znajdziemy tego człowieka. <Odkaszlnęłam krwią. Zaczęło szumieć mi w uszach i kręcić się w głowie. Położyłam dłoń na jego ramieniu by się nie przewrócić. Znów było mi zimno, jak w zaświatach, ale mimo to krople potu wystąpiły na moje czoło. Ból był trudny do zniesienia i każda kolejna minuta była co raz trudniejsza.> Spójrz mi w oczy. Teraz. Muszę go znaleźć teraz.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 707
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Kwi 28, 2021 21:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<"O... Ktoś tu nie radzi sobie z porażkami." Przechodzi mi przez myśli i mam ochotę się złośliwie uśmiechnąć, ale robię wszystko by zachować powagę i pewność siebie. Staram się stać pewnie i nie pokazać po sobie żadnej reakcji na ostatnie słowa i zachowanie Gustava. Rzucam niedbałe spojrzenia na wskazanego grubego osobnika, po czym wraca do wpatrywania się pewnym wzrokiem w rozmówcę. Po czym pewnym głosem odzywam się znowu.>

- Jak sobie Szanowny Pan życzy. - <Skłaniam się lekko i staram się przejść przez tłum w kierunku zadanego celu, tak by móc go minąć blisko i jeśli się da lekko potrącić, jakby przez przypadek. Tak jak to bywa jak się człowiek przeciska przez tłum. Ma to wyglądać jak coś całkowicie naturalnego, jakby ktoś inny mnie popchnął i jakbym stracił lekko równowagę. Chcę rzucić potem zdawkowe.> - O! Przepraszam. - <I przejść dalej, jakby nigdy nic. Jednak dochodząc do kupca i aranżując tę całą akcję staram się uważnie obserwować kto zareaguje nerwowo na moje podejście do celu, a może i uniemożliwi mi takowe. No i kto potem będzie obserwował mnie dłużej, niż to wymaga zwykła ciekawość, czy też kto zareaguje nerwowo tudzież z troską. "Ci pierwsi to będzie prawdopodobnie ochrona, Ci drudzy to podwładni. Muszę mieć jak najwięcej informacji co do tożsamości obu tych grup z jego otoczenia, jeśli chcę wykonać swoje zadanie">

<Po wydostaniu się z tłumu staram się znaleźć jakiś budynek, przy którym będę mógł stanąć, opierając się plecami i udając znudzenie, obserwować z tyłu, czy też z boku cel, jak i otoczenie. Nadal starając się wyłuskać z tłumu, jak i z osób podobnych do mnie, takowe które bardziej interesują się stanem człowieka, którego mam wyeliminować, tudzież przyglądają się zbyt długo mnie. Aczkolwiek udaję, że mam to gdzieś, czy ktoś się na mnie gapi czy nie, po prostu stojąc pewnie i spokojnie obok. "Hm... Można by odwrócić zlecenie i dogadać się z wieprzem. Ale kurna nie znam człowieka, nie wiem jaki jest i czy można mu ufać bardziej niż Gustavowi. Gustavowi też nie wiem czy można ufać, ale przynajmniej jakoś go już znam i coś czuję, że dotrzymuje słowa. Przynajmniej za pierwszym razem tak zrobił, choć widzę, że nie jest z tego zbytnio zadowolony teraz. No ale to już coś. A ten to całkowita niewiadoma. Poza tym nie wiem, czy nawet jakbym się z nim dogadał, to nawet byłby w stanie zapewnić mi bezpieczeństwo w drodze stąd. No i gdzie by się kierował. No nic. Trzymam się pierwotnego planu. Muszę określić z kim jest, jak niebezpieczna jest jego świta, gdzie się zatrzymał. Ech... Mało czasu. Ale cóż. W końcu opuści ten plac i gdzieś ruszy, a to oznacza, że nadarzy się okazja na pozbawienie go życia. No ale póki jest w tłumie to mogę tylko obserwować.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 714

PostWysłany: Sob Maj 01, 2021 11:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt słuchał Czarnego Kruka i czół jak zaczyna w nim kipieć.

- Jak bym wiedział to bym tu nie siedział. – odburkną. - Ja tu nie jestem od wielkich planów ale od roboty. A czy ja mówiłem o pokonaniu. Może nie wyglądam ale liczyć umiem. Ale zamiast siedzieć na dupie i czekać aż się namyślą i znajda sposób żeby tą twierdze ugryźć można spróbować uprzykrzyć im życie. Może da to nam więcej czasu a może będą bardziej zmęczeni bo będą musieli się lepiej pilnować. Przecież musi być stąd jakieś wyjście na zewnątrz. - „Może nie jesteście na tyle bystrzy by o tym pomyśleć ale na pewno dość tchórzliwi” ale tego nie powiedział na głos, przynajmniej na razie. - Znacie na całej tej magii i innych cudach. Może znajdzie się sposób aby osłonić mały oddział przed strzałami, albo ukryć przy odwrocie. Lepsze to niż siedzenie na dupie i czekanie aż Lucas zdobędzie wszystko bo wtedy pozostanie nam co? Pójść i się pokłonić? „A wy pewnie pobiegniecie w przodki aż papcie pogubicie ścigając się kto pierwszy cmoknie go w jego koronowany zadek” Tego też jak na razie nie powiedział głośno.

- Mamy kupę nowych ludzi. Na razie się cieszą że się uratowali ale to się szybko wypali. A potem zaczną kombinować i zaczną się problemy. Jak już są trzeba coś z nimi zrobić. Nawet ja nie będziecie chcieli zrobić wypadu… czy nie będzie jak – się poprawił - Jakoś ich zorganizować w dziesiątki, może trening zrobić. Włócznie pałki czy miecze dawać tylko na czas treningu. Nawet jak nie zad się na nic to poprawi to morale, da im zajęcie, zapewni karnoś a jak przyjdzie co do czego to będą wiedzieć z której strony dzida kole.

- Czy trzeba to tłumaczyć? - Machną ręką. - A zresztą… po co ja sobie strzępię język. – Dokończył niby do siebie ale tak aby każdy usłyszał. – I tak każdy ma nas maluczkich w dupie.

„Jak ja nie lubię tych nadętych dupków z kijami w dupach. Niby tacy ważni a każdy z nich ma te samą krew w żyłach. Wiem… A gdzie by oni byli gdyby nie my?”

Kurt skiną elfce głową z wdzięcznością i z uznaniem. „Jedyna która lapie o co w tym chodzi”

- Możesz na mnie liczyć. Ja się przed walką nie będę uchylać.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3942
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Maj 08, 2021 23:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>

<Ruszyłeś w stronę kupca i tak jak podejrzewałeś miał ze sobą ochronę. Zanim zbliżyłeś się na odległość miecza jakiś typ ze strasznie poharataną gębą zaszedł ci drogę zmuszając cię od obejścia grubasa szerokim łukiem.> -Zgubiłeś się? <Warknął> Nie chciałeś się angażować w konflikt więc zwyczajnie odszedłeś. Gdy przyglądałeś się otoczeniu dostrzegłeś jeszcze trzy inne osoby, które ci się nie spodobały. Dwóch mężczyzn stojących oddzielnie w oddaleniu od wieprzka oraz stojąca nieopodal niego kobieta. Jeśli był ktoś więcej to dobrze się ukrywał. Stałeś tak całkiem długo aż nastąpiła przerwa w aukcjach. Twój nowy cel opuścił plac a razem z nim szpetny ryj, zgrabna kobieta i jeszcze jakiś inny kupiec, który gawędził z nim dość przyjaźnie. Dwóch pozostałych zainteresowanych twoją osobą ludzi straciłeś z oczu ale czułeś, że jesteś nadal obserwowany. Trudno to będzie zrobić na ulicy. Kupiec udał się do gospody pod Słodkim Sznyclem kierując swoje kroki ku wejściu.>


<Elbereth, Rhunar, Kurt, Ecoliono>

<Melisa spojrzała na resztę z nadzieją.>

-Naprawdę ruszylibyście ze mną do Altdorfu aby odnaleźć moich towarzyszy? Rhunar na pewno spotkał wszystkich...

<Elfka zerkała na zebranych jakby szukając kogoś.> Tak, tylko Rhunar. Moi towarzysze to V, mężczyzna skomplikowanego pochodzenia. Jest bardzo... <elfka błądziła myślami szukając słów.>... Powiedzmy, że rzuca się w oczy. Jest przystojny, silny, sprytny, ma krucze włosy... Cóż na pewno go rozpoznasz kiedy go zobaczysz.
<Czarodziejka pogłaskała Rhunara po policzku jakby chciała podkreślić, że jest tutaj z nim.>.

-Oczywiście jest jeszcze jego paskudny brat Zavo,łysy, wytatuowany, oprych jakich mało ale świetnie walczy. Poza tym są jeszcze trzy kobiety. Siostra V i Zavo, Limon. Drobna i delikatna, prawie jak Różyczka, poza włosami wcale nie przypomina żadnego ze swoich braci i jest świetną tropicielką. Do tego Krwawa Wiedźma Meelee, pół krwi elfka. Nawet mnie trudno jest powiedzieć czy bardziej lubi walkę bronią czy magię. Na koniec mroczna elfka Shehtar Hollow Shartenauviel. To kapłanka mordu, kiedy nie jesteśmy razem traktuje mnie jak najgorszego wroga ale w drużynie wiem, że zasłoni mnie własną piersią. Ukrywa się przede mną mimo iż wielokrotnie ją wywoływałam prosząc o pomoc i wiem, że jako jedyna z drużyny faktycznie znajduje się w Imperium. Nie oczekuję, że ich znajdziesz ale może... Sporo podrożujesz więc kto wie...

<Czarny Kruk odpowiedział na uwagę runotwórcy.>

-Powiadomię Bibliotekarza iż chcecie z nim rozmawiać. Uprzedzam jednak, że jest mało żywym rozmówcą. Ma wielką wiedzę i prawdopodobnie odpowie na wasze pytania ale nie dam wam zajrzeć do ksiąg ponieważ nie oddaliście się całkowicie służbie Naszemu Panu Morrowi. Znajdziecie go w przyklasztornej bibliotece, rzadko opuszcza to miejsce. Co do samej wiedzmy...

<Mistrz zakonny spojrzał na Elbereth.> - Jeśli mamy pomóc to musisz nam dokładnie opowiedzieć jakimi mocami, przedmiotami i umiejętnościami dysponuje. Wiesz o niej chyba najwięcej z nas wszystkich biorąc pod uwagę, jak często się widzicie. Nalegam abyś została i udzieliła nam wyczerpujących informacji.

<Melisa szybko zareagowała.> -Ja opowiem o czarownicy. Sama raz na nią wpadłam, opowiem też o tym co Elbereth mi pokazała w swoich myślach. Resztę uzupełni kiedy wróci, a wróci do nas niebawem prawda?

<Oczy elfich czarodziejek spotkały się gdy Melisa rzuciła Elbereth znaczące spojrzenie. W tym czasie odziany w czerń medyk bez słowa dłubał przy ranach Elbereth sprawiając jej tyle samo bólu co ulgi. Rany były zaopatrzone już wcześniej, mimo to medyk upychał palcami jakieś medykamenty w miejscach gdzie ciało Elbereth było dziurawe. Opatrunek na brunatno brudnym od zaschniętej krwi udzie zmienił całkowicie. Elbereth może wyglądała mizernie ze względu na brud, krew i rany jednak w mithrilowym płomiennym stroju nadal prezentowała się dumnie. >

-To nie takie proste Elbereth, pani. Tylko jedno z nas może się do niego udać i musisz to być ty. Ja mogę jedynie dać ci przedmiot który cię do niego zaprowadzi i zdarzy się to jeszcze dziś, jeśli zechcesz. Reszta będzie w twoich rękach... <Medyk nie powiedział nic więcej jakby wszystko to było jakąś wielką tajemnicą.>

<Czarny Kruk zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią dla Elbereth po czym odparł.> -Jeśli wyczuwasz niepokojącą obecność znaczy to iż jeden ze strażników tego miejsca zainteresował się twoją osobą. Trudno mi powiedzieć kto dokładnie ale skoro Pan Nasz Morr wypuścił cię ze swego królestwa nie powinno ci nic grozić. Możliwe iż masz przy sobie coś co zwraca uwagę. Zapytam o to Bibliotekarza.

<Mistrz zakonny zmierzył Kurta wzrokiem i zdawało się, że spojrzenie pełne było politowania jak i powagi.>

-Obchodzi mnie los każdej duszy w tej twierdzy Kurcie. Skoro masz w sobie tyle energii to proszę bardzo. Możesz sformować oddział ze wszystkich, którzy zechcą za tobą pójść. Możesz szkolić ludzi, nawet kobiety i dzieci jeśli taka wasza wola. Plac treningowy jest do twojej dyspozycji. Broń dla ludzi też się znajdzie. Wyjścia dla żywych z tej twierdzy są tylko przez dwie główne bramy. Nie ma tu, żadnego tajnego przejścia którym można umknąć chyba, że do domeny Naszego Pana Morra. Jeśli zdecydujesz się na wypad będziemy w stanie osłonić twój odwrót. Co do rycerzy i akolitów Morra nie zmienię zdania, pozostaną w murach twierdzy. Takie ich przeznaczenie.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1620

PostWysłany: Pon Maj 10, 2021 22:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przy pomocy Rivanatha usiadłam na posadzce i bez sprzeciwu poddałam jego zabiegom. Mężczyzna rozpiął przypinkę i sam zdjął ze mnie płaszcz odsłaniając szeroki przepięknie zdobiony runicznymi inskrypcjami pas na biodra wykonany z czerwonego złota, rzeźbiony na kształt oplatających mnie języków ognia. U pasa miałam nie tylko miecz, ale i jednoręczny topór. Słuchałam w milczeniu starając się odwrócić myśli od bólu oraz niepokoju.>

-V, Zavo, Meelee… <Powtórzyłam imiona zapamiętując opisy elfki.> Limon, miałam okazję spotkać przelotnie w Nordlandzie tuż przed zniknięciem Iruyha, więc rozpoznam ją bez większego problemu. Za to z Wiedźmą Wojny Shehtar Hollow-Shartenauviel miałam przyjemność spotkać się jeszcze w Marienburgu, chyba w dzień po tym, jak opuściliście miasto. Była uprzejma sekundować w pojedynku pomiędzy Raffanirem Haelseeth, Namiestnikiem z ramienia Wiedźmiego Króla, a mną. <... złośliwa sucz... > Wymieniłyśmy uprzejmości i każda poszła w swoją stronę. Hmmm… Będę rozglądała się za wszystkimi. Możesz nawet skreślić kilka słów do każdego.

<Syknęłam i nieco pozieleniałam, gdy medyk zaczął wciskać coś w ranę na ramieniu. Zacisnęłam pięści oraz usta czekając na ulgę, która przyszła dopiero po chwili. Wzięłam głębszy oddech. Melisa może i zdążyła odpowiedzieć Mistrzowi, ale nie zamierzałam pozostawić go bez odpowiedzi.>

-Dobrostan tego miejsca jest w moim interesie tak długo, jak długo mamy wspólnego wroga i tak długo, jak Ci, którzy mają dla mnie znaczenie są bezpieczni w murach tej Twierdzy. <Spojrzałam mu w oczy.> Ale, gdy mówię, że muszę ruszać to znaczy, że muszę ruszać. Będę w stałym kontakcie z Melisą i mogę pokazać jej w moich wspomnieniach każde jedno spotkanie z Wietrznicą by na własne oczy zobaczyła wachlarz czarów oraz zmiany, jakie w niej zaszły. Na pewno nosi moją rękawicę z pięcioma runami życia, która jest bliźniaczym przedmiotem mojego karwasza. Tak długo, jak ją nosi wyczuwam jej obecność w pewnej odległości i neutralizuje każdą runę śmierci.

<Uśmiechnęłam się blado pod nosem czując delikatny dotyk Rivanatha na udzie. Zdawałam się kompletnie nie skrępowana, choć moja spódniczka sięgała ledwo połowy uda.>

-Zawsze ma czas na krótką pogawędkę i daje mi pałeczkę pierwszeństwa. Uparta, zawzięta i niebezpieczna, ale najgroźniejsza, gdy usuwa jej się grunt spod nóg. Tak, jak i ja nie zna umiaru i nie ma granicy, której nie przekroczy byle tylko dopiąć swego. Raczej tego nie przyzna, ale strasznie ją irytuję. Jak ją wystarczająco zdenerwuję to sama się pofatyguje by urwać mi głowę. Wy pomyślcie, jak ją uziemić. Ja dalej będę szturchać niedźwiedzia kijem i gdy nadejdzie odpowiedni czas wyjdę mu naprzeciw licząc, że zdążycie skrócić ją o głowę. Przynajmniej tak się mój plan ma na chwilę obecną. Mam inny, bardziej cwany i skuteczny, ale potrzebowałabym czasu by opanować zaklęcia. Czasu, którym chyba nie dysponujemy. Zobaczymy. <Mój wzrok ponownie padł na Melisie.> Ty rozumiesz.

<Skinęłam jej, po czym odwróciłam wzrok ku medykowi. Ujęłam dłonią jego podbródek i uniosłam twarz by spojrzał mi w oczy.>

-Ruszę i wrócę, a póki to nie nastąpi miej oko na Carras. To miejsce będzie dla niej prawdziwym szokiem. Jeśli będziesz miał na to ochotę to masz moją zgodę by pomóc w szpitalu i wesprzeć tutejszych mieszkańców swoją wiedzą. <Uśmiechnęłam się łagodnie.> I nie daj się zastraszyć temu elfowi za moimi plecami. Beltherion może mieć wiele pytań, ale to ja na nie odpowiem. <Puściłam go.> Mam chyba gorączkę, bo wciąż jest mi zimno. <Wymieniłam z nim kilka cichych uwag dotyczących mojego samopoczucia. Było mi śpieszno, ale nie przed Bramy Morra.>Jeśli zalecasz krótki odpoczynek to się dostosuję, ale miej na uwadze, że nie dłuższy niż kilka klepsydr.

<Odwróciłam się do elfa pozwalając Rivanathowi dokończyć opatrywanie ostatniej rany na łydce.>

-Brakowało mi Twojego czarującego towarzystwa. Ominęło Cię moje drugie zaprzysiężenie. <Wskazałam palcem na policzek.> Jak się zapewne domyślasz moja popularność rośnie. <Mrugnęłam do niego porozumiewawczo.> Wszyscy mnie uwielbiają.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 184

PostWysłany: Wto Maj 11, 2021 15:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skoro i tak wszyscy zamierzali spotkać się z bibliotekarzem, to i ja ruszyłem w stronę klasztornej biblioteki przy okazji miałem zamiar porozmawiać z Tellan i towarzyszącym jej rycerzem. Chciałem żeby rytuał odbył się jak najszybciej, nawet dziś w nocy - oczywiście wszystko zależało od decyzji Tellan i wolałbym żeby Tellan odpoczęła przed samym rytuałem.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 714

PostWysłany: Sro Maj 19, 2021 23:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Chyba się nie polubimy…” - Pomyślał nie wiadomo już który raz. Na szczęście nie muszą się lubić żeby działać.

- Zgłoszę się do ser Blessa omówić szczegóły. – po czym ukłonił się Czarnemu Krukowi.

„Ciekawe kto to ten cały Bibliotekarz.” Jeżeli miał sformować oddziały milicji to miał sporo roboty ale… Był ciekawy tego całego bibliotekarza. Jak im odpuszczę znowu zostanie w tyle i nie będę wiedział co się dokoła dzieje. To że nie będę biegał za ludźmi nie znaczy że będę bezczynny.

„Muszę ogarnąć nabór, pewnie jakiegoś krzykacza jak w Curone, potem broń. Zobaczymy co nam dadzą. Potem pierwszy trening. Będę musiał ich jakoś zorganizować tylko jak….” Myślał idąc ze wszystkimi do biblioteki. Zrównał się z Rhunarem

- Wiem że pewnie nie w porę ale potem mogę być zalatany. Tak myślę o tych oddziałach milicji. Tym uchodźcom na pewno dobrze to zrobi. Większość z nich nie ma co ze sobą zrobić a jeszcze na pewno nasłuchali się o nieludziach od krzykaczy wiedzmy i Lucasa. Gdyby udało się stworzyć oddziały mieszane może udało by się ich nauczyć zaufania i szacunku jednych do drugich. Tyle że po tym wszystkim co narobił Lucas z wiedźmą twoi ziomkowie mogą nie posłuchać wezwania człowieka. Może zechciał byś poprzeć moją akcję swoim słowem?

Gdy opuścił bibliotekę sklął się w duch za zmarnowany czas niemniej dobrze że nie „został w tyle”. Tyle że teraz miał tyle roboty że nie wiedział od czego zacząć. Wysłał dziewczyny aby rozniosły wieści o powstających oddziałach milicji. Polecił im też nająć jakiegoś krzykacza. Potem udał się do Blessa aby załatwić kilka niezbędnych rzeczy w pierwszej kolejności broń, może tarcze, i kilka wozów. Zwłaszcza takich w kiepskim stanie oraz postawienie ich na placu ćwiczeń. W zależności od tego ilu będzie chętnych będzie potrzebować zastępcę albo dziesiętników. A miał już w głowie pomysł jak to zrobić. Gdyby byli w obozie zrobił by im test namiotowy. To musiał wymyśleć coś innego. Właśnie do tego będą mu potrzebne wozy.

Plan był prosty. Podzieli ich na dziesiątki i kazać naprawić lub przetoczyć w jakieś miejsce. Ten który zacznie ogarniać i nadzorować robotę zostanie dziesiętnikiem. Reszta będzie zależała od tego ilu się zgłosi i czym podzielą się zakonnicy i czy przyjdą krasnoludy. Tego niestety teraz nie zaplanuje. Chociaż miał w głowie kilka scenariuszy na ćwiczenia i organizację oddziału.
Bless jak zwykle zachowywał się jakby ktoś wsadził mu w dupę trzonek od halabardy. Niemniej hierarchia zakonu zadziałała i dostał wszystko co było mu niezbędne. Potem pozostało mu już tylko włączyć się w proces rekrutacji. Liczył na zwiększony ruch w knajpie. Setki pytań a w południe przynajmniej na pół placu ludzi.

Gdy ostatni goście opuścili karczmę zasną między dziewczynami ściskając jędrne pośladki. Jutro czekał go ciekawy dzień. Miał nadzieję.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3942
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Maj 21, 2021 20:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Elbereth,Rhunar,Kurt,Ecoliono>

<Mistrz zakonny posłał akolitę do biblioteki zanim jeszcze się ruszyliście z miejsca.>

-Elfia czarodziejka Melisa pójdzie ze mną i opisze dokładnie wiedźmę oraz wszystko co ze sobą nosi. Reszta może wrócić do swoich zajęć.Jeśli wpadniecie na jakiś zacny pomysł jak rozwiązać nasze problemy, nie krępujcie się. Zawsze chętnie was wysłucham. Meliso...<Czarny Kruk wykonał zapraszający gest dłonią pokazując aby elfka ruszyła z nim.>

-Dołącze do Ciebie Rhunarze niebawem. Wypytaj bibliotekarza o co chcesz.

<Czarodziejka cmoknęła krasnoluda w policzek i udała się z Morrytą do klasztoru. Jordi poklepał runotwórcę po plecach szepcząc mu na ucho:
-Ja tu zostanę Rhunarza i spróbuję dobić targu z twoją przyjaciółką. Twoja praca naprawdę rozbudziła moje ambitne plany...

<Kurt, Rhunar, Ecoliono.>

<Ecoliono powiódł was do klasztornej biblioteki a dokładnie do skryptorium. Anika i Etelka towarzyszyły Kurtowi, nad nieco oszołomione zmartwychwstaniem Elbereth. Skryptorium przylegało do biblioteki. Wbrew pozorom było bardzo małe, zaledwie cztery pulpity, obecnie puste. Przy przejściu do biblioteki czuwał kapłan choć w miarę jak się do niego zbliżaliście nachodziły was złe przeczucia. Tylko Ecoliono wiedział co was czeka. Dopiero z bliska dostrzegliście że kapłan nie do końca jest żywy, a raczej nieumarły. Jego twarz świeciła litą kością a gruba toga była aż nazbyt zdobiona jak na Morrytę. Rhunar zdał sobie sprawę, że Bibliotekarz nie był kapłanem Morra z wyboru. Możliwe iż w ogóle nie był kapłanem, ale na pewno służył Panu Snów z przymusu lub na zasadzie jakiegoś kontraktu. Anika i Etelka chowały się ze strachu za Kurtem, którego nogi zrobiły się dziwnie wiotkie. Tylko Rhunar panował nad swoimi emocjami jednocześnie wiedząc iż Bibliotekarz sam w sobie stanowił ogromne zagrożenie dla wszystkiego co żywe. Ecoliono przywitał Bibliotekarza ukłonem i zanim opuścił skryptorium rzekł.>
-Bracie moi przyjaciele mają do ciebie kilka pytań...

<Krótko po tym Kurt także się ulotnił zabierając ze sobą przestraszone dziewczyny. Wyglądało na to, że nudziło go siedzenie tu i słuchanie. Zresztą nie był uczonym więc nie wiedział nawet o co pytać. Przyszedł tu raczej z ciekawości aby "coś" ważnego mu nie umknęło. >


<Ecoliono>

<Posiadając wszystkie potrzebne do rytuału przedmioty i wiedzę udałeś się do celi Tellan i jej męża. Gdy zapukałeś kobieta otworzyła drzwi zapraszając cię do środka. Iruyh siedział na łóżku przywdziewając odzienie. W powietrzu unosił się słodki zapach niedawno uprawianej miłości. Kobieta i mężczyzna nie krępowali się przy tobie, może dlatego iż nie widziałeś świata tak jak normalni ludzie. Oznajmiłeś, że jesteś gotowy odprawić rytuał nawet dziś w nocy. Oboje ludzi było zaskoczonych jak szybko udało ci się wszystko przygotować.>

-Zgadzamy się aby rytuał odbył się dziś. Powiedz czego od nas oczekujesz i jak to ma wyglądać. Czy mamy zwyczajnie siedzieć i pozwolić ci zająć się wszystkim czy też rytuał wymaga od nas jakiejś aktywności? Żadne z nas nie odprawiało nigdy rytuałów więc będziemy całkowicie polegać na tobie.


<Elbereth>

<Zanim Melisa odeszła w towarzystwie Czarnego Kruka oznajmiła ci iż będzie bardzo wdzięczna za pomoc. Jednocześnie uznała iż pisanie listów nie będzie konieczne, zresztą sama uważała iż nie wiedziała by co napisać. Różyczka wreszcie ocknęła się na dobre i przykleiła się do ciebie niczym rzep. Jej słodka twarz wydawała się jakaś bardziej dorosła ale dziewczyna nadal miała wiele z dziecka. Przytulając się do ciebie wyszeptała prawie łkając.>

-Elbereth, tak bardzo się martwiłam... a kiedy usłyszałam, że umarłaś zaparło mi dech w piersiach.

<Rivanath skinął do Ciebie porozumiewawczo głową.>
-Uczynię wszystko by odratować Carras, Elbereth. Tak stanowczo zalecam odpoczynek. Szczególnie jeśli chcesz wybrać się do tej osoby będziesz potrzebowała wiele sił witalnych i umysłowych. Przygotuję odpowiednie leki aby przyspieszyć twój powrót do zdrowia. Tymczasem udajmy się do cieplejszego miejsca. Chłód świątyni nie pomaga szybciej zdrowieć.

<Beltherion wziął cię pod ramię z lewej a Różyczka z prawej. Rivanath pociągnął za sobą nosze z Carras. Wtedy dołączył do was rudobrody krasnolud, który towarzyszył Rhunarowi. Ujął nosze na drugim końcu i pomógł medykowi wynieść Carras ze świątyni.>

-Pani pozwoli, że się przedstawię. Jordi Strzelimłot, Mistrz krasnoludzkiej gildii inżynierów. Jestem przyjacielem Rhunara Ragnisona. Wiem, że to trudna chwila dla was lecz zważywszy iż możemy się więcej nie spotkać chciałem zapytać czy zechciała byś Elbereth sprzedać mi owy kamień który zdobi twoją szyję. A jeśli tak to jaka jest jego cena?

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 707
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Maj 25, 2021 14:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie jestem zdziwiony tym, że nawet nie dano mi podejść do samego grubasa. "Tak obwieszony błyskotkami kupiec w takim miejscu musiał mieć porządną ochronę, której nie dało by się tak po prostu oszukać, czy ominąć. Nie martwi mnie to nawet zbytnio, bo cóż... Spodziewałem się tego. Bardziej martwi mnie ta dwójka przyczajonych z boku. Wyglądają jak każdy i nikt zarazem. Wtapiają się w tłum i potrafią znikać z pola widzenia. I to mimo że staram się mieć ich na oku. Są przez to dużo groźniejsi od tego wielkiego, szpetnego ochroniarza. Ale tak naprawdę najbardziej mnie martwi ta kobieta. Na pewno nie jest najemniczką, ani nikim podobnym, bo nikt taki nie ubrał by się w suknię podróżując w takie miejsce. Na wykwintny bal może i tak, ale nie do tego zapyziałego miejsca. Więc kim jest? Córką? Żoną? Nałożnicą? Niewolnicą? Hm... Wszystko jest możliwe, ale zarazem mało prawdopodobne. Wiem, że on ma porządną ochronę, ale narażenie którejkolwiek z nich na niebezpieczeństwo przebywania tutaj byłoby dość głupie. Nawet jakbym uznał, że jest tak bogaty, że może sobie kupić kolejną tego typu niewolnicę, to jednak to było by spore marnotrawstwo zasobów i czasu. Bo nawet znalezienie i kupno takowej to jedno, ale potem 'ułożenie' to jeszcze inna kwestia. Więc kim jest? Magiczką? Dodatkową ochroną poza tamtą trójką? Biorąc pod uwagę jak on się obnosi z bogactwem to pewnie byłoby go na taki typ ochrony stać. A to jak beztrosko obnosi się z kasą tutaj nawet wskazuje, że takowa ochrona byłaby mu nawet wskazana. A to oznacza, że moje zadanie robi się trudniejsze, niż pierwotnie sądziłem. Nie znam się na magii, nie potrafię ani wyczuwać magii, ani sobie z nią radzić. Nawet nie wiem, czy ona mi teraz nie czyta w myślach, czy też nie chroni go jakimś magicznym polem. Cholera. Nie jest dobrze. Dużo ich i do tego rożnych profesji i zdolności, a ja jestem sam w obcym miejscu. No ale cóż. Jak trzeba to trzeba.">

<Na początku staram się dowiedzieć więcej na temat tych ludzi, a szczególnie tej niewiasty. Jeżeli jestem w stanie znaleźć Gustava, to staram się do niego podejść i cicho wypytać o to, czy wie kim ona jest, jakże też kim jest ta tajemnicza dwójka udająca mieszczan, czy też drugi z kupców. Zachowuję przy tym spokój, starając się nie wyprowadzić go znowu swoimi słowami i tonem z równowagi, zwracając się do niego pewnie, ale z szacunkiem i bez żartów. Jeśli nie mogę go znaleźć, to staram się zaczepić jakiegoś innego osobnika obecnego w pobliżu, najlepiej takiego co mocno przypatrywał się kobiecie, która na pewno musi w takim towarzystwie budzić niezdrowe zainteresowanie mężczyzn. Takowego człowieka zagaduję po przyjacielsku, jak najemnik najemnika, co to za panna i co ona robi w takim towarzystwie.>

<Po zdobyciu w ten lub inny sposób informacji kieruję się do gospody pod Słodkim Sznyclem z zamiarem wejścia do środka i kontynuowania obserwacji, przy okazji zapełniając swój żołądek ciepłą strawą. Jeśli uda mi się wejść do środka, to staram się zająć jakieś miejsce jak najbardziej na uboczu, ale z dobrym widokiem na wnętrze karczmy, tak by móc obserwować obu kupców, kobietę, szpetną mordę i pewnie tą tajemniczą dwójkę, o ile pojawią się w środku. Staram się przez obserwację dowiedzieć się jeszcze więcej o ich relacjach, zachowaniu i możliwych zdolnościach. Wypatruję też czy nie pojawia się jeszcze ktoś nowy, kto zdradza zainteresowanie moim celem, albo też mną. Na razie nie mam zamiaru podejmować żadnych akcji, choć w mojej głowie rodzi się parę pomysłów.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1620

PostWysłany: Pią Maj 28, 2021 21:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zignorowałam brak reakcji ze strony Beltheriona. Odwróciłam wzrok ku Melisie.>
-To żaden kłopot. Będziemy w kontakcie. Nie mam jednak pewności, jak daleko podążę i gdzie trafię. Jeśli nie będę mogła złapać kontaktu z jakiegoś powodu to w najgorszym wypadku powinnam wrócić za osiem, może dziewięć dni. Zastanów się nad Altdorfem.

<Uśmiechnęłam się i pożegnałam towarzyszy opuszczających Kaplicę. Moją uwagę odwróciła Różyczka, która w końcu doszła do siebie. Wstrzymałam oddech czując silniejszy ból, gdy do mnie przylgnęła, ale zacisnęłam zęby i objęłam ją czule.>

-Nie chciałam Cię wystraszyć mój kwiatuszku. Już, już… <Powiedziałam łagodnie.> Jestem. <Ucałowałam ją delikatnie w czoło.> Pewnego dnia pochłonie mnie temperament, szaleństwo albo magia... <Ujęłam jej podbródek unosząc nieco jej twarz by spojrzała mi w oczy.> … I gdy taki dzień nadejdzie to chciałabym pamiętać Twój piękny uśmiech, a nie zapłakane oczy. Dziś zjemy razem posiłek, a ja z radością posłucham, jak minęły Ci te ostatnie dni. <Uśmiechnęłam się.> A później posłuchamy, jak Beltherion wygłasza swoje celne uwagi o moim porannym występku. <Spojrzałam na elfa z rozbawieniem.> Chodźmy, skoro Rivanath zaleca odpoczynek. <Wyciągnęłam dłoń ku Beltherionowi by wstać. Przylgnęłam do jego boku. “-...Od razu cieplej...To pewnie z powodu utraty krwi… W kaplicy też nie jest najcieplej... -”>

-Nienawidzę tęsknić, ale uwielbiam to uczucie, gdy widzę Cię ponownie. Jakbym za każdym razem widziała Cię po raz pierwszy i od razu wiedziała, że doprowadzimy się do szaleństwa pod każdym możliwym względem. <Z figlarnym uśmiechem na ustach pocałowałam go.> I zdaje się, że wysuwam się na prowadzenie w rankingu na największe kłopoty. Powinniśmy wznieść toast.
<Zachichotałam pod nosem i przyciągnęłam do siebie Różę przytulając do drugiego boku. Przy ich pomocy zrobiłam pierwsze parę kroków starając się możliwie, jak najmniej obciążać ranną nogę. Obcasy nie ułatwiały.>
-Nieco inaczej wyobrażałam sobie wasze spotkanie, ale w domu będę miała okazję stosowniej przedstawić wam Rivanatha.
<Zamilkłam nieco zaskoczona obecnością krasnoluda. Zaaferowana sprawami prywatnymi nie zwróciłam nawet uwagi, czy wszyscy wyszli. Skinęłam mu i ruszyłam słuchając co ma do powiedzenia.>

-Miło mi Cię poznać Jordi Strzelimłocie, Mistrzu krasnoludzkiej gildii inżynierów. Nie mieliśmy okazji. <Zerknęłam na niego.> Trzeci raz ktoś interesuje się tym konkretnym klejnotem. W dodatku pytania o niego padają tylko na terenie Twierdzy. A jakby tego było mało ostatnie dwa zdarzyły się tego samego dnia. <Wydęłam lekko usta.> Ciekawe… <Spojrzałam przed siebie.> Nie rozważam sprzedaży przedmiotów, z których sama mam zamiar skorzystać. Wręcz przeciwnie. Doskonale zdobi mój dekolt. <Skoncentrowałam się szepcząc słowa zaklęcia.> A już na pewno nie będę o nim dyskutować ot tak na ulicy. <Powiedziałam w khazalidzie.> Jednak z drugiej strony… <Rozproszyłam czar wracając na reikspel.> … to tylko klejnot. Nic nie stoi na przeszkodzie bym wysłuchała Twojej oferty. Zapraszam do Nas.

<Przez resztę drogi rozglądałam się komentując przy tym pogodę. Cztery ściany nie gwarantowały bezpieczeństwa, ale były bezpieczniejsze niż omawianie czegokolwiek istotnego na zewnątrz. Mowa trawa ratowała mnie z opresji częściej niż magia, którą władałam. Byłam mistrzynią w mówieniu o niczym. “-… na złość szpiegom…-” Przemknęło mi przez myśl. W końcu jednak dotarliśmy na miejsce i mogłam odsapnąć. Zapadłam się w fotelu z ulgą.>

-Proszę. <Wskazałam inżynierowi kanapę. Obecność Beltheriona, Róży, czy Rivanatha przy tej rozmowie mi nie przeszkadzała.> Zanim zaczniemy. W naszej rozmowie będę z Tobą szczera Mistrzu Jordi Strzelimłocie i tego samego oczekuję od Ciebie. Na chwilę obecną nie widzę powodów, dla których miałabym sprzedać klejnot. Moja niewolnica niedawno odebrała go od jubilera, który zajmował się jego oprawą i nie zdążyłam się nim jeszcze nacieszyć. <Mówiłam spokojnym tonem.> Jednakże jestem ciekawa powodów, dla których chcesz go nabyć i tego, czy będziesz w stanie przebić się przez mój egoizm. Kto wie? Może zmienisz moje zdanie. <Oparłam się wygodnie ciekawa co też Mistrz gildii inżynierów chciałby zrobić z klejnotem.> Jeśli mnie przekonasz to porozmawiamy o cenie.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 184

PostWysłany: Sob Maj 29, 2021 15:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Odpowiedziałem Rycerzowi na jego pytanie.

-Jeśli możesz Panie to potrzebna będzie modlitwa która wybłaga łaskę u Pana Kruków. Zresztą sądzę Panie że twa obecność może pomóc jak iż jest związany z Panią Tellan - to powinno pomóc przywrócić wspomnienia. Do tego potrzebujemy przedmiotu który jest związany z wspomnieniami Pani - myślę że będziesz wiedział Panie i Pani co wybrać.
Co tyczy się samego rytuału przeprowadzę go, wiec wypocznijcie teraz - tak by być gotowym o zmierzchu w Świątyni Morra.

***

Będąc już w Świątyni, rozpocząłem przygotowania do rytuału -pomodliłem się, następnie na ołtarzu zapaliłam czarną świecę, do tego okadziłem ołtarz ta by dym z kadzidła unosił się w świątyni. Sam ołtarz skropiłem święcona wodą, to samo uczyniłem gdy w świątyni pojawili Tellan i Iryuh - następnie pobłogosławiłem ich. Przedmiot który przynieśli położyłem na ołtarzu, a im samym kazałem kleknąć przed ołtarzem i rozpaczać modlitwę. Sam do niej dołączyłem do modlitwy, prosząc mago Pana o łaskę i wstawiennictwo.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Sro Cze 02, 2021 21:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uścisnąłem drobną dłoń Melisy i uśmiechnąłem się do niej.
Na słowa Jordiego skinąłem głową głęboko, a potem dałem się poprowadzić Ecoliono, zastanawiając się dokładnie o co zapytać Bibliotekarza.

Poza tym czym właściwie jest sam Bibliotekarz.

Taka była moja pierwsza myśl kiedy go zobaczyłem. Przypomniałem sobie Ingwara i to jaki pakt zawarł z Bogami Przodkami żeby pozwolili mu powrócić do świata żywych.

- Bibliotekarzu, chciałbym prosić cię o pomoc. - skłoniłem głowe na przywitanie - Jestem Rhunar Ragnison, Kowal Run. Chciałbym odnowić runy które nałożono na mury tej twierdzy. Czy pośród zbiorów znajduje się wiedza odnośnie tego jak je wykuto? Znacząco by mi pomogła w tym zadaniu.

- Poszukuję także wiedzy odnośnie naprawiania rozerwanej Zasłony między materium i immaterium. Jak można zamknąć wyrwy w rzeczywistości stworzone przez czarnoksięstwo? W jaki sposób można się pozbyć Bram do domeny Chaosu? Jak można przywrócić moc obeliskom odprowadzającym nadmiar magii z tego świata po tym jak je spaczono?

- Poszukuję też informacji o Krysztale Nieskończoności. Czym właściwie jest i jak został stworzony? Czy jest więcej takich kryształów?

- Jest pewna potężna demonolożka która składając masowe rytualne ofiary z ludzi uczyniła się wyjątkowo potężną i niepodatną na magię. Czy istnieją sposoby by odczynić te złe czary lub je przełamać? A jeżeli są wynikiem paktów z demonami to jak tą więź zerwać?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 714

PostWysłany: Wto Cze 08, 2021 09:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wizyta w bibliotece była… lekko mówiąc niepokojąca. On by jeszcze to jakość wytrzymał. Najwyżej by się zdrzemną ale dziewczyny były wyraźnie zaniepokojone. Co ciekawe sprawa zaciągu zaczęła mu się wydawać coraz bardziej nagląca zwłaszcza że w katakumbach łatwo było stracić poczucie czasu.

- No dziewczyny. Wychodzimy i zajmujemy się zaciągiem ćwiczeniami i knajpą.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Następny
Strona 10 z 11

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.