Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Pewnego razu w Bretonii...
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Pewnego razu w Bretoni
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Sro Mar 31, 2010 12:41    Temat postu: Pewnego razu w Bretonii... Odpowiedz z cytatem

Bretonia, państwo na zachód od Imperium dla wielu jest miejscem tajemniczym i nęcącym, jednak rzadko kto chce się tam wybrać... kilku śmiałków zdecydowało się jednak podjąć podróż do ziemi Pani Jeziora, nie wiedząc co ich tam czeka. Śmierć? Chwała? A może coś jeszcze...

Wolfgang

Wiedziałeś iż za zabójstwo szlachcica czeka ciebie jedna, właściwa kara- śmierć przez powieszenie. Przez kilka miesięcy podróżowałeś po Imperium by zapewnić sobie godny żywot, lecz z czasem doszło do ciebie, że sprawiedliwość nie śpi. Musiałeś uciekać za granicę. Poprzez góry na zachodzie przekroczyłeś linie graniczne Imperium, trafiając do kompletnie nie znanej ci Bretoni. Znana ci była tylko z plotek o tym, że rządzi tam król, wciąż panuje system feudalny i główną religią jest jakaś śmieszna Pani Jeziora. Innymi słowy- lud zacofany technologicznie jak i psychologicznie, nie licząc kilku prowincji. Ty trafiłeś na teren prowincji Parravon, znanej również jako przeklęta Kraina, co okazało się być nie prawdą. Powitał cię bowiem przyjemny i ciepły wiatr, zaś z chmur wychodził złocisty dysk słońca.

Wędrowałeś kilka dni, śpiąc w zagajnikach. Co ciekawe- nie spotkała cię żadna nieprzyjemna przygoda w postaci zwierzoludzi czy bandytów, co dla mieszkańca Imperium było naprawdę zaskoczeniem. Ostatecznie doszedłeś do osady niedaleko miasta Parravon. Jest ciepłe popołudnie złocistej jesieni. Niedaleko tej osady znajduje się Las Loren, w którym wedle legend mieszka nieznany lud, zaś na równinach złoci się pszenica, którą pielęgnują w obdartych ciuchach chłopi. Nie przejawiają jednak żadnego okazu zniewolenia. Budynki zrobione są z drewnianych bali i pokryte strzechą. Poustawiane są na planie koła, gdzie na środku znajduje się studnia oraz mały targ, gdzie można zakupić prowiant. Słyszałeś strzępki rozmów, lecz nic z nich nie rozumiałeś na pierwszy rzut ucha. Bardzo dziwny język. Ludzie przebywający w osadzie patrzyli na ciebie bardzo zdziwieni, zwłaszcza spoglądając na konia i twój ekwipunek. No cóż- chłopstwo...

Kyriakos

Ucieczka przed zmorami przeszłości była niemożliwa- doskonale o tym wiedziałeś, lecz jako człowiek uparty starałeś się ich unikać jak tylko mogłeś. Ten strach sprawił właśnie to, że uciekałeś przez morze na każdym statku, który ci się podwinął pod rękę, gdzie służyłeś jako zwykły majtek. Lecz duchy wciąż nie dawały ci spokoju, zaś towarzysze nie raz musieli cię uspakajać, jak i zaczęli się ciebie bać. Byłeś szaleńcem- w ich mniemaniu rzecz jasna. Pewnego dnia nająłeś się na okręt płynący do Bretoni, a konkretnie do słynnego portu L'Anuille. Nie mogłeś przegapić szansy by zmierzyć się ze słynnymi Smoczymi Kłami. Zaciągnąłeś się na okręt. Twoja podróż była długa i męcząca, zaś ty wiedziałeś jedno- nie jest to okręt, który pływa pod banderą jakiegoś kraju. Piraci albo przemytnicy, najbardziej prawdopodobne było to ostatnie.

Kilka sztormów później, zmęczony trudami dla twoich starych kości- dotarłeś do rzeczonego miasta, w którym miało dojść do końca twojej podróży. Stojąc na dziobie ujrzałeś wspaniałą, prawie stumetrową latarnię, ponoć zbudowaną jeszcze przez elfy. Z resztą- prawie całe miasto było zbudowane na podstawie ich ruin. Robiło to na ciebie dość spore wrażenie, gdyż ten widok wywoływał drżenie w sercu. Minąłeś również stary zamek, który miał bronić przed atakami. Potężne balisty oraz katapulty zdawały się być małe, lecz ich potęga... wolałbyś nie poczuć ogromnego bełta lub kamienia na swojej skórze. Przed twoimi oczami śmigały zgrabne statki o różnych banderach, jeden nawet co ciekawe- floty Ulthuanu. Przepiękny okręt. Wpłynęliście do doków, gdzie zaokrętowaniem zajął się nawigator, zaś kapitan w tym czasie podziękował ci za służbę i polecał się na przyszłość. Zszedłeś na ląd, gdzie ujrzałeś naprawdę tłum ludzi. Budynki zrobione z pięknego kamienia, ulice zrobione z bruku, po których terkotały wozy z towarami. Ludzie wymieniali się między sobą plotkami- o treściach raczej tutejszych. Rozumiałeś ich język na szczęście, acz był dziwny...Witaj w nowym świecie...

Guliver

Zawsze ciebie swędziały stopy, nawet jak na człowieka. Nie mogłeś pozostać w jednym miejscu dłużej niż przez miesiąc, ponieważ pociągała cię wędrówka. Często bywała ona niebezpieczna, lecz czym jest życie bez odrobiny ryzyka? Imperium nie miało przed tobą żadnych tajemnic, więc zdecydowałeś się iść poza jego granice. Zawsze chciałeś okrążyć świat a liczni podróżnicy zawsze szli na zachód. Tak i ty uczyniłeś, przekraczając granice Imperium i trafiając do Bretoni. Szedłeś dalej na zachód, by dostać się do najbardziej zachodniej prowincji. W gospodach często wspominano ci o Lyonesse, więc tam kierowałeś swoje kroki. Ostatecznie- po kilku miesiącach- wszedłeś do tej prowincji od strony lasu Arden. Nie zdziwiło cię to, że nie spotkałeś żadnego z bandytów, gdyż te ziemie był wyjątkowo spokojne, a jednym zagrożeniem mogli stanowić Zakapturzeni- szlachetni rozbójnicy.

Nie musiałeś iść długo, by natrafić na osadę w środku lasu. Była nawet tabliczka informująca o tym, gdzie jesteś. I uderzyło cię w niej coś, czego nie spodziewałeś się ujrzeć. Ostatnia rzecz, która miała cię spotkać w tej Krainie. Świątynia Sigmara w centrum osady. W okół niej stały budynki zrobione z bali drewnianych jak i pokryte strzechą. Wszystko na planie koła. Ludzie w wiosce mówili mieszaniną staroświatowego i bretońskiego, część z nich miała nawet rysy Imperialnych. Rozchodził się zapach kiełbasy, co też zwiastowało, że nadszedł Wurstfest, który świętnowany jest na terenie Imperium. Witaj w domu...

_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Sro Mar 31, 2010 13:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zszedłem powoli z pokładu, lekko powłóczywszy nogą. Odgarnąłem przetłuszczone włosy z czoła i rozejrzałem się uważnie. Podrapałem się po moim kilkumiesięcznym zaroście, przez co wyglądam jak jakiś niedźwiedź. Nakładam moją poniszczoną, brązową czapkę na głowę i ruszam powoli przed siebie. A gdyby słońce mi świeciło za mocno po ślepiach to mrużę je przy okazji marszcząc i tak już pomarszczone czoło.Oglądam spokojnie port, przyglądając się kupcom, plotkarzom uważając na kieszonkowców. Tak tych nigdy nie za mało jest w każdym mieście i porcie. Dzisiejszy dzień zapowiada się całkiem dobrze to też gwiżdże sobie pod nosem, pykając moją fajeczkę i podśpiewując:

- Ha veduto una volta una sirena. Ho dato la mia sirena del cuore. E quello li aveva rubati ed era fuoriuscito nell'oceano e con esso il mio cuore

Kieruję swoje kroki ku najbliższej karczmie. Trzeba trochę mordę zamoczyć bo sucho w gardle się robi. Tak to jest to a potem jakąś pracę by się znalazło i to koniecznie na morzu bo szczurem lądowym co jak co nie jestem..A zjeść też trzeba bo w brzuchu burczy, byle nie rybę bo normalnie porzygam się od nich. Tak.. przekleństwo marynarza.. ryby, mątwy, żółwie.. Że też Bogowie musieli nas pokarać czymś takim.. nie ma to jak porządna dziczyzna.

- Ma non lasciatevi andare syreno. Jump in lontananza dietro di voi. Ti trovero e portare via il tuo cuore - dalej sobie podśpiewuję
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sro Mar 31, 2010 21:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Schodzę z wierzchowca i podchodzę bliżej głowy łapiąc za wędzidło. Prowadzę klacz na targowisko uważnie obserwując okolicznych mieszkańców. Staram się ujrzeć za maską zdziwienia inne uczucia. Strach? Nienawiść? Takich rzeczy zwykłem się spodziewać po imperialnych. Ciekawe czy w Bretonii jest to samo.

Zdejmuję płacz i rzucam go na wystającą zza siodła strzelbę. Lepiej nie prowokować głupich pytań. Poprawiam pas i kieruję się w stronę jakiegoś straganu, tudzież stołu z jedzeniem. Szukam przede wszystkim pieczywa. Tego nie miałem w ustach naprawdę długi czas... chrupkie... świeże... wiejskie podpłomyki...

Przełykam ślinę. Gdy już stanę przed straganem wskazuję na kila sztuk podpłomyków lub cały bochen chleba i wyciągam w otwartej dłoni dwa pensy. Tyle mniej więcej kosztuje w Imperium. Pewnie i tak przepłacam... byleby przyjął te monety.

Muszę tu poszukać jakiejś roboty. Może trzeba ubić jakiegoś bandytę...

Gdy straganiarz przyjmie monety w końcu zbieram się na odwagę by zadać pytanie.

- Reikspiel?
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pią Kwi 09, 2010 14:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zwykłem nie dziwić się na widok dziwności wszelakich, lecz uczciwie, tu w duchu, przyznaję, że jestem zadziwiony tym, co widzę.

Być może nawet raduję się na widok swoich rodaków. No, może pół lub ćwierć rodaków.

Odchrząknąłem i splunąłem na ziemię. Zjadłbym coś, a dawno nie raczyłem się kiełbasą. Ciekawe czy jest podoba tej Ostlandzkiej - flak i kamień.
Sprawdźmy to.

Żołnierskim krokiem zacząłem iść w kierunku osady. Nucę melodię wymyślaną na poczekaniu. Szukam szyldu gospody lub karczmy. Gdybym nie znalazł takowej zapytuję mieszkańców o ów.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Pon Kwi 12, 2010 11:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kyriakos:

Idąc przez miasto, zauważyłeś, że ludzie się na ciebie bardzo dziwnie patrzą, najwidoczniej nie rozumiejąc co wprawia cię w to, że śpiewasz. Widzisz też, że kilka odsuwa się od ciebie, jakby widzieli kogoś nie do końca normalnego. Zaczynają coś szeptać po kontach, co sprawiło, że się dziwią, że ktoś śpiewa w takim momencie, jaki napadło miasto. Ale- jak to dodał drugi- kto zrozumie Tileańczyków.

Przechadzałeś się przez część portową, niezwykle dobrze zadbaną i widać, że renomowaną od zawsze. Przy głównej drodze stały kramy zarówno z rybami, towarami egzotycznymi, jak jedwab z Canthay, przyprawy z Lustrii czy też dziwne owoce z krain południowych. Był też oręż- najdziwniejszy. Pomiędzy nimi dostrzegłeś powiewany na wietrze szyld karczmy.

Nie znałeś jego nazwy, lecz wiesz, że to na pewno nie jest miejsce bezpieczne. Gdy wszedłeś- koło ciebie jeden z marynarzy bił się z drugim, uderzając go po twarzy. Większość stołów już jest powywracana, żyrandol ledwie się trzyma. Ci, którzy nie uczestniczą w bójce- śmieją się przy kuflu piwa i opowiadają sprośne dowcipy.

Wolfgang:

Pomimo tego, że schowałeś broń- to wciąż twoje przybycie wzbudzało sensacje. Za rzadko- tak się tobie przynajmniej zdaje- widują kogoś w ten sposób uzbrojonego, o takim wyglądzie. Jedno dziecko chciało do ciebie podbiec, lecz szybko jakaś kobieta go chwyciła i powiedziała coś do niego w tutejszym języku. Nic niestety nie zrozumiałeś. Być może wzbudzasz jakiś strach. Nie wiesz...

Mężczyzna, który dawał ci chleb, zdawał się być całkiem inny. Pomimo pierwszego zdziwienia- otrząsnął się i podał ci bochen chleba. Gdy do niego przemówiłeś- otworzył szeroko oczy, jakby nie widząc co mówisz. Poruszył lekko ustami, jakby zbierając słowa. Bardzo duże mu to problemy sprawiło, lecz w końcu usłyszałeś wyraźnie:

- Stiarsi wiośki... tam

Wskazał ci budynek, w którym stał już niemłody mężczyzna, o siwej brodzie, opierając się o laskę. Ubrany co prawda jak wieśniak- lecz o wiele lepiej od tutejszych chłopów.

Guliver:

Osada była dość spora- lecz nie było to jeszcze miasteczko. Stawiano już stragany o kolorowych daszkach. Młode dzieci biegały po osadzie, niektóre podchodziły do kapłana, który z uśmiechem na twarzy czochrał je po włosach. Udzielał również błogosławieństw. Ludzie chodzili po osadzie dość uśmiechnięci, kłaniali się sobie i co ciekawe- również tobie. Niezwykle dobrze wychowani- jak na chłopów rzecz jasna. Twoje spojrzenie powędrowało w stronę szyldu karczmy.

Uderzył cię od razu zapach pieczonego mięsa oraz piwo. W Bretoni ciężko dostać dobre, gdyż raczej się nim brzydzą. Ewentualnie ale piją, lecz to nie to samo. Nie ma okrągłych stołów, lecz kilka dużych ław, na którym siedzą mężczyźni popijając ów trunek, krzycząc "Zdrowie Karla", "Zdrowie Frakna" i tak dalej. Obsługuje ich tęga kobieta, o dużych piersiach, którą niektórzy zaczepiają. Temu wszystkiemu z uśmiechem na twarzy przygląda się karczmarz. Gdy tylko cię dostrzegli, zaśmiali się i unosząc kufel- zakrzyknęli:

- Zdrowie gościa!

_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Wto Kwi 13, 2010 11:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie za bardzo zwracając uwagi na gapiących się na mnie ludzi szedłem dalej sobie śpiewając. Gdy wchodzę tylko do karczmy przysuwam się do ściany i milknę. Obserwuję jak tych dwóch typów pierze się po pyskach lekko mrucząc pod nosem:

- Merde. A la margue Stormfels - mruknąłem cichutko - Żę teŻ te śzczuRy londowE... - milknę jednak

Jeżeli istnieje możliwość dotarcia do lady i karczmarza podchodzę, oczywiście starając się ominąć bijących się. Rękę prawą trzymam blisko biodra w celu wyciągnięcia noża szybko i wbicia go w bebechy chętnemu do rozróby... Gdy dotrę do lady i barmana obserwuję go przez chwilę, starając się mu dobrze przyjrzeć odzywam się moich maksymalnie naganym Bretońskim:

- Bonjour Mesdames
- gdy mi odpowie kontynuuję - Karczmarzu nalejcie me Rhum..i do tego poulet z pommes de terre i do tego concombres tylko nie żaden zgniły

Gdy dostanę to co zamówiłem lub każą mi się rozgościć.. biorę jeden z poprzewracanych stołów i siadam z daleka od bijących się... Tak by mi mogli nie przeszkadzać.. nie szukam zwady ale w razie problemów nie waham się wbić komuś kosy pod żebra... lub gdyby przeciwnik był "lekkiej wagi" kopię go w krocze dwa razy nogą/kolanem i uderzam łokciem w okolicę szyi lub twarzoczaszki...
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pon Kwi 19, 2010 00:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tu jest tak słodko, że zaraz uraczę wszystkich treścią żołądka. Nie przywykłem do osad z bajki zatem czuję się tutaj źle, nieswojo i odczuwam ogólny dyskomfort, do licha.

Zamówiłem to, co karczmarz poleca lub ażeby dał to co gornek wysro, jak zwykli mówić ci na wschodzie, zasiadłem gdzieś z boku i czekam na swoje zamówienie.

Wstrzymałem i przytrzymałem powietrze kiedy wznieśli toast za mnie. To... Krępujące.

- Podziękował, podziękował - mówiłem dotykając ronda kapelusza.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Pon Kwi 19, 2010 01:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiwam głową straganiarzowi w podzięce i biorąc potężny kęs chleba kieruję się w stronę starszego wioski. Gdy już podejdę również najpierw kiwam głową.

- Witajcie. Słyszałem, że mówicie w reikspielu? Prawda li to?

Luzuję w między czasie drugą ręką uprząż i daję kawałek chleba klaczy.

- Jestem najmitą z Imperium. Nie szukam kłopotów. Potrzebuję pracy. Znajdzie się w okolicy robota dla zbrojnego?
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Sro Maj 05, 2010 12:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kyriakos:

Karczmarz okazał się być dość zwalistym mężczyzną, o tłustych czarnych włosach i wąsikiem. Był już nie młody, a sądząc po tatuażach na rękach- onegdaj był kiedyś marynarzem. Kiwnął do ciebie tylko głową, na znak tego, że zrozumiał. Poszedł w stronę zaplecza, zaś jego miejsce zajął jego zastępca. Usiadłeś przy stole, obserwując bójkę. Szczęściem- najwyraźniej ona ominęła twój stolik, jak i jeszcze jeden, przy którym siedziało czterech mężczyzn, którzy rozmawiali ze sobą dość głośno. Sądząc po stroju- byli to jacyś zbrojni, nie wiesz jednak kim byli. Na rycerzy to średnio wyglądali... chociaż może? Sądząc po tym, jak mówili:
- Na honor! Też te psy zaraz zniszczą ten zajazd! Trzeba będzie to tałatajstwa nauczyć poszanowania własności!
- Zamilcz Ludwiku! Są ważniejsze sprawy do obgadania, niż to, jak prawidłowo traktować chłopstwo i tych barbarzyńców spoza naszych granic.
- Racja, racja, szanowni bracia. Musimy ruszyć na te klify, by to odnaleźć. Jak wrócimy- być może spełnią się ostatecznie nasze marzenie.
- Ruszyć na klify bez jakiegoś marynarza? Czyś ty zgłupiał! Musielibyśmy żyć z chłopstwem, co pływa na statkach, a poza tym- tylko szaleniec
płynął by w tamtą stronę, czyż nie?
W tym czasie podano twój posiłek i trunek.

Guliver:

Karczmarzem był człowiek w sile wieku, ale nie aż tak stary. Miał ciemne blond włosy, stary kaftan i spodnie. Odebrał od ciebie zamówienie i zniknął za kotarą. W sali zostałeś sam wraz z owymi mężczyznami. Jak się dobrze przysłuchałeś, oni właściwie pili za wszystko. Ostatni toast był na to, że przyszło akurat po południe i należy to opić. Zawsze znajdzie się okazja do wypicia- jak mawiają pijacy w karczmach. Usłyszałeś za sobą jakieś syknięcie. Gdy odwróciłeś się w tamtą stronę- ujrzałeś mężczyznę o czarnych włosach, ubranego w brązowy płaszcz, bawełnianą koszulę, luźne spodnie i zawieszony na krześle kapelusz. Wyglądał prawie jak ty. Wygląda na to, że nie jesteś tu jedynym włóczykijem, choć ten wyglądał raczej na jakiegoś bretończyka niż imperialnego. Jednak potrafił mówić w Reikspielu, bowiem odezwał się do ciebie w owym języku, choć z nieco dziwnym akcentem:
- Będzie pan łaskaw usiąść tutaj i przy dobrym trunku porozmawiać?
Po tych słowach wyszczerzył swoje żółte zęby.

Olivier:


Miałeś szczęście, bowiem należałeś do grupy zwanej przez chłopów wybawcami, przez możnowładców zwykłymi banitami, lecz wy woleliście, jak się was zwie Zakapturzonymi, zaś sami siebie nazywaliście Wesołą Kompaniją. Każdy z was jest poza prawem, lecz nie specjalnie się tym przejmowaliście bowiem łączyła was chęć przeżywania różnych przygód, często niebezpiecznych. Kilku z was poszło nawet w stronę lasu Loren, lecz nie wrócili. Od tego czasu macie zakaz wkraczania w głąb owej puszczy. Łupiliście bogatych kupców, broniliście ludzi, a nawet udało się wam raz zadać cios w walce z chaosem. Wasza sława prześcigała was na każdy kroku- dowodem na to są listy gończe z waszymi głowami niemal w każdej karczmie, mieście i wsi(choć w tych ostatnich są one rzadkie, bowiem za każdym razem ktoś je zrywał).

Twoi przełożeni nakazali ci przybyć do jednej z wiosek, leżącej niedaleko Parravon, gdyż przybył do nich ostatnio starszy wioski, prosząc o pomoc w bardzo delikatnej sprawie. Znałeś tego starca- wielki podróżnik nie tylko po Bretoni, ale również Imperium. Nazywano go "Światowcem". Nie mniej jednak po przebraniem- ruszyłeś w stronę owej osady. Była zbudowana na planie koła, gdzie znajdowały się domy, pokryte strzechą. Ten należący do starszego wioski charakteryzował się tym, że był zrobiony z większym przepychem, lecz też bez przesady. Powitał ciebie i zaprosił do środka. Był dość skromnie urządzony, bowiem składał się jedynie z łóżka, szaf, stołu, krzeseł oraz dużej ilości skór. Postawił na stole naczynia ceramiczne z winem, gdy coś przykuło jego spojrzenie i wyszedł na dwór. Przez okno zobaczyłeś jegomościa z koniem. Wyglądał na nietutejszego. Może imperialista.

Wolfgang:

Starszy wioski był- jak sama nazwa wskazuje- starym człowiekiem, o lekko podniszczonej szacie, opierającym się o sękaty kij. Przez siwą brodę mogłeś dostrzec uśmiech:
- A ino mówię, pany. Prawda li to. Pracy... o pany! Żniwa są, tedy ręce się przydadzą..
Zaśmiał się tylko, lecz po chwili odchrząknął i splunął na ziemię:
- A ino znajdzie się coś. Jeno tu o tym rozmawiać nie będziem, bowiem tu se ludki inne mogą podsłuchać. A tu trza kons... konte... no tego, by nie podsłuchiwali. Idźcie za mną...
Powiedział, wchodząc do domu. Był to dom dość skromnie urządzony, bowiem składał się jedynie z łóżka, szaf, stołu, krzeseł oraz dużej ilości skór. Na stole były naczynia z winem, zaś na krześle siedział dziwny jegomość

Wolfgang i Olvier:
[Opiszcie się]

_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sob Maj 08, 2010 18:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przywiązuję konia do jakiejś belki przy domu, lub będącej elementem domu. Dla pewności zdejmuję juki wnosząc je ze sobą do chaty starszego wioski. Zostawiam je przy progu pod ścianą. Konia raczej wieśniacy nie pokradną. Gdzie mieli by ujść?

Wolfgang średniego wzrostu mężczyzna o lekko zgarbionej sylwetce. Oczy ma przymrużone przez co niemożliwym jest rozpoznanie ich barwy. Ciemne włosy nosi spięte w koński ogon swobodnie zwisający wzdłuż karku. Pociągła twarz nosi znamię głębokiej szramy przechodzącej od policzka przez całą brodę. Znoszona skórznia stanowi wierzchnie okrycie. Na nogach ma wyglądające solidnie okute na czubku blachą buty. W lewej dłoni trzyma kapelusz, za pasem zaś wetknięty ma pistolet i schowany w pochwę przewieszony miecz.

Kiwam głową jegomościowi na krześle. Przypatruję się mu uważnie.

- Cóż to za praca? - pytam zasiadając na jednym z krzeseł - I czemuż to boimy się wioskowych plotkarzy?
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Sob Maj 08, 2010 22:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Uśmiecham się szczerząc równe choć nie do końca białe zęby. Wykonuję parodię salutu żołnierskiego.

Kogo zobaczył 'obcy' ? Średniego wzrostu, niezbyt postawnego młodzieńca z krótkimi utrzymanymi w 'artystycznym' nieładzie czarnymi włosami i niewielką bródką. Z pod ciemno zielnego płaszcza z kapturem błyszczą starannie wypolerowane sprzączki i ćwieki. Obok krzesła leży sporej wielkości torba podróżna na szczycie której leży miecz, widać także wystające lotki strzał. Gdyby obrócić odrobinę wzrok w kacie chaty można by zobaczyć długi łuk. >

- Powitać przybysza! Widać pan nie tutejszy, bo tutaj mówimy, że kłamstwo i plotka trzy razy okrążą świat nim prawda podniesie się z krzesła. Siadajcie panie 'starszy wioski' i mówcie jaka jest sprawa... ponoć delikatna, ale wierzyć mi się chce do końca bo jakby tak było tobyście nie sprowadzili tu obcego... bez urazy oczywiście... < ponownie się uśmiechnąłem > ale wątpię aby delikatne sprawy były waszą specjalnością.
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Maj 09, 2010 00:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Masz rację. Ty jesteś delikatny. Bez urazy... oczywiście.

Rzucam ostatnie spojrzenie za drzwi, zanim je zamknę i podchodzę bliżej. Dłoń trzymam wbitą kciukiem za pasem blisko miecza.
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Nie Maj 09, 2010 01:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ze stu kroków każdy tak samo delikatny... a są pewne miejsca które zabolą nawet takiego twardziela jak 'wy'.

< szczerze zęby w uśmiechu, ' nie on pierwszy sobie ze mnie żartuje... zapłaci za to w odpowiedniej chwili... krwią lub sakiewką

Niedbałym gestem mierzwię włosy, po czym opieram oba łokcie na stole i wspieram na dłoniach podbródek.>

- Bez urazy, bez urazy. Przepiękne zapewnienie o chowaniu takowej nieprawdaż ? Siadajcie 'twardzielu' i zabierzcie ręce od miecza, jeśli macie honor nie będzie wam teraz potrzebny. Mamy gadać o interesach a nie skakać sobie do gardeł, prawda ?
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Maj 09, 2010 04:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie odwzajemniam uśmiechu.

- Tyś zaczął - kwituję krótko - Matka mnie nazwała Wolfgang. Jest tak samo długie jak "Twardziel" więc może po prostu mów do mnie Wolf. Rękę ostawię przy mieczu, bom nauczony życia, które z honorem, rzadko kiedy idzie w parze.

Siadam przy stole.
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Nie Maj 09, 2010 11:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< cięty język jak na 'obcego'... >

- Nie zaprzeczę i nie przeproszę bom nie nawykł. Mówcie mi Oliver 'panie Wolf'. Przykro słyszeć, że was życie nie oszczędziło... honor rzecz ważna i tutaj zna się jego wartość, no nie każdy... im grubsza kiesa tym honor mniejszy ale nie to jest tematem na dziś, prawda?

< wymownie spoglądam na starszego wioski >
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Pewnego razu w Bretoni Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.