Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt II: Mój przyjaciel wampir
Idź do strony 1, 2, 3 ... 19, 20, 21  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Sylvania - Ziemia Przeklętych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Czw Kwi 26, 2012 15:25    Temat postu: Akt II: Mój przyjaciel wampir Odpowiedz z cytatem

AKT II

Ja jestem Pierwszy i Ostatni. Jestem żywy. Byłem już umarły, ale znów żyję na wieki wieków. Mam również klucze do królestwa śmierci i otchłani


Dumni / Axel / Gerhard / Lafel

Długo nie zabawiliście w Liechberg, jednak Baron dotrzymał obietnicy i każdy z was otrzymał po dwadzieścia złotych koron na głowę, a także dozgonną wdzięczność mieszkańców Leichberg. Podróżowaliście już kilka dni od kiedy wyjechaliście na trakt, kierując się ku Naubonum, jednej z miejscowości należących do Hrabiego Petra von Stolpe. Gerhard dostał oficjalne potwierdzenie, że może używać tytułu łowcy wampirów, i na prośbę Hrabiego Calleu skierował się do Naubonum. Tam też pod okiem Gregora von Heldena, miał zdobyć prawdziwe doświadczenia w swym fachu i powołaniu. Lafel został dołączony do jego zespołu by zdobywał doświadczenie oraz odnalazł swoją własną drogę. Dumni również postanowił mu towarzyszyć mając nadzieję, że może w głębi Sylvanii dowie się czegoś o swoim „odwiecznym wrogu”. Axel również podążył, choć tylko ze znanych sobie powodów, a oficjalnie utrzymując iż terminuje u Mistrza Gerharda.
Podróż przebiegała do tej nocy spokojnie, bez żadnych większych przygód. Mijaliście wsie, miasteczka w których bieda biła po oczach, gdzie ludzie żyli w strachu a noce spędzali przy zapalonych świeczkach. Im głębiej zapuszczaliście się w mroczne ziemie Sylvanii tym bardziej zdawało się wam, że coś wam się przygląda, że coś was obserwuje choć wasz zwiadowca niczego podejrzanego nie zauważył. Deszcze, zimne wiatry i mgła o świcie, która utrzymywała się przez kilka godzin sprawiły, że powoli przyzwyczajaliście się do specyficznego klimatu tych ziem.
Ta noc jednak zmieniła wiele. Trafiliście na trakt, którym w dwa dni powinniście dotrzeć do celu. Księżyc schowany był za chmurami, co w świetle ostatnich wydarzeń sprawiło że czuliście się mniej skrępowani. Delikatny wiatr co jakiś czas owiewał wasze ciała, lecz był on dość ciepły. Na jednym z rozwidleń, trafiliście na grupę podróżnych, których zaatakowały pomioty chaosu. Powóz, którym jechali podróżni został przewrócony.
Plugawe stworzenia, w których w skład wchodziły zwierzoludzie i mutanty. Pierwszy ze zwierzoludzi pokryty był cały łuskami, a na karku osadzona była wielka bycza głowa. W dłoni dzierży, poszczerbiony wielki miecz półtoraroczny, którego klinga pokryta była dziwnym śluzem. Drugi ze zwierzoczłeków miał długie psie nogi, a jego ciało przypominało karykaturalnego człowieka lecz zamiast ludzkiej głowy, miał głowę dzika. Walczył za pomocą dwóch toporów. Towarzyszyły im cztery mutanty, uzbrojone w sztylety i pałki. Pierwszy porośnięty był grubym niedźwiedzim futrem, drugi zamiast ludzkich rąk miał krabie szczypce, trzeciemu z głowy wyrastały czułki a z kości ogonowej wystawał ogon zakończony ostrym szpiclem. Czwarty był najbardziej naznaczony „dotykiem chaosu” powiem jego ciało nie dość że było porośnięte futrem to miał dwie pary rąk, z czego jedna para również miała szczypce.




Ich celem była jakaś kobieta (Anna Pancar) , jakiś żylasty mężczyzna (Mahdi), krasnolud z pomarańczowym irokezem na głowie (Warsung) a także woźnica, który leżał na ziemi i krwawił. Przewodził nimi rycerz (Wolfgang) , który miał na sobie poza zbroją kolczą, napierśnik. Zdobiony on był przepięknym herbem przedstawiającym włócznię na tle płonącego słońca. Wojownik jedną ręką wycofał za siebie kobietę by po chwili w jego obu dłoniach znalazł się potężnym dwuręcznym miecz.


Anna /Mahdi/ Warsung/ Wolfgang

Znaleźliście się w Sylvani. Każdy z innych powodów, lecz los złączył was tak że znaleźliście się w jednym wozie jadącym do Naubonum. Pierwsze dni podróży mijały w milczeniu, lecz z czasem zaczęliście rozmawiać ze sobą i w jakiś sposób poznawać się. Krasnolud, który podróżował z wami budził największy strach, lecz obecność szlachetnego rycerza sprawiła że zaczęliście zagadywać co jakiś czas Warsunga, bo tak krasnolud się nazywał. Dwa dni przed celem, w nocy gdzieś przy jakimś rozwidleniu zostaliście zaatakowani. Koło a może któryś z koni uruchomił pułapkę i w wasz powóz uderzył potężny pień drzewa, przewracając was. Siła uderzenia była potężna i wyrżnęliście o glebę. Pierwsze kurwy poleciały w powietrze a jedynie wasz woźnica zaczął charczeć. Anna od razu chciała podbiec do broczącego krwią mężczyzny ale zobaczyliście jak z mrocznego lasu wychodzą słudzy chaosu. Trzeba było pierw zadbać o własną skórę. Mutanty pod wodzą zwierzoludzi ruszyły na was. Dość sWolfgang. Nie dość że osłonił sobą Annę to począł machać wielkim dwuręcznym mieczem siejąc grozę. Warsung trzymał już w dłoniach swój topór ciesząc się, że otrzymał dar od losu. W końcu wrogowie ale czy byli godni jego stali?

_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste


Ostatnio zmieniony przez kain dnia Czw Maj 31, 2012 14:08, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3942
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Maj 21, 2012 13:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przyglądałem się zajściu jadąc jednostajnym tempem w kierunku powozu. Oczywiście ,rzuciła mi się w oczy jako pierwsza kobieta. Tyle dni drogi a ja nie czułem miękkich cycuszków klejących się do mojego ciała ani jędrnej dupki siedzącej mi na kolanach. Spoglądam i oceniam atrakcyjność tej kobiety...Czy jest młoda ,a może stara babcinka, czy jest urodziwa ,czy też szpetna lub powykręcana jak chore drzewo. Rycerz i krasnolud dadzą sobie radę a chudzielec? Może jest wygimnastykowoany skoro taki drobny.
Mimo wszystko zakładam cięciwe na łuk. Dobrze ,że odkupiłem sobie jedną na miejsce tej zniszczonej. Szanujące swoje życie strzelec zawsze ma dwie cięciwy. Przygotowałem sobie zwykłą strzałę ale czekałem na odpowiedni moment. Podjadę tak na pięćdziesiąt metrów , zatrzymam konia przyceluję i strzelę do każdego kto spróbuje się do mnie zbliżyć lub do tej "spódnicy".>

-Gerhard...Co ty na to.?? Masz ochotę pobić kilku mutantów i zwierzoludzi??Podobno to chaos ale ,żaden z nich nie wygląda na umrzyków...hehehe...

<Śmieję się jakbym sobie nic nie robił z zagrożenie. W gruncie rzeczy tak jest. Mało mnie obchodzi czy ci ludzie i krasnolud zginą czy nie. No może poza białogłową...>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Pon Maj 21, 2012 20:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Staje z boku rycerza, ale w takim miejscu aby nie oberwać z miecza dwuręcznego.

"Zakuty może mnie nie zauważyć. Niech no kurwa spróbuje przyciąć mi irokeza tą przerośniętą wykałaczką to mu przekuje ten blaszany łeb".

- No człeczyno! Wielka próba. Albo dziś będziemy opijać masze zwycięstwo, albo... No cóż. Przynajmniej ja będę zasiadał i ucztował wraz z moimi wielkimi przodkami.

Uśmiecham się do niego, a następnie zwracam się w stronę przeciwników i czekam gotowy do walki

"No dalej bo się zestarzeje. Kupa gnoju się szybciej rusza, niż... No właśnie. Co to kurwa jest?!"
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 707
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Maj 21, 2012 21:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Już myślałam, że ta podróż nigdy się nie skończy gdy nagle wozem zatrzęsło. Wyrwałam się ze stuporu, skoczyłam na równe nogi i od razu w oczy rzucił mi się ranny woźnica. Oprzytomniałam i już miałam wyjąć z torby potrzebne utensylia, gdy z lasy wyszli oni. Stanęłam jak wryta, ale bardziej z zaciekawienia niż ze strachu.

"Mhmmm... Całkiem ciekawe okazy. Interesujące połączenie gatunków. Takiego z psimi nogami to jeszcze chyba nie widziałam, ale model łuskowaty jest wśród tych paskud zdecydowanie zbyt często występujący... Ile ja się tego nacięłam to głowa mała."

Wtem zbrojna łapa przesunęła mnie do tyłu i na nic zdały się moje protesty

- Ej! Czekaj!

'Cień' jego cielska zakrył mi cały widok. Próbuje to z lewej, to z prawej, ale nic nie widzę.

- Cholera

"No tak... Traktują mnie jak dziecko. Wiem że jestem niska i szczupła. Wiem, że mam wygląd nastolatki, z tymi czarnymi jak smoła, nieułożonymi włosami, które schodzą mi na ramiona i wielkimi zielonymi oczami. Wiem, że mam małe piersi, chudy tyłek i smukłą talię, ale swoje już przeżyłam i potrafiłabym sobie poradzić w ten czy inny sposób"



Nie mogąc dojrzeć nic zza pleców rycerza przygryzam lekko kolczyk na wardze. Lewą ręką bawię się niebieskim kamykiem, który wieńczy łańcuszek na mej szyj, a prawą rozpinam wełnianą pelerynę z kapturem, a następnie wygładzam białą koszulę z podciągniętymi do łokci rękawami. Jak zwykle nie zapiętą i nie zawiązaną, ale wsadzoną w wysokie spodnie - szare proste wysokie spodnie, zapinane na duże guziki aż pod linie biustu. Zamyślona spoglądam jeszcze przez chwilę na me skórzane ciemno-brązowe buty z wysokimi cholewami, a potem sprawdzam czy torba na lewym ramieniu jest dobrze ułożona.



"Cholerny rycerzyk... Myśli, że co? Że rzucę się mu na szyję za to, że ratuje mnie z opresji... A potem jeszcze co? Może mam zostać jego białogłową... Co najwyżej mogę mu dać dupy, ale tylko wtedy jeśli sama będę tego chciała."

Uśmiecham się pod nosem, odchodzę na kilka kroków w tył, co by mnie tym swoim mieczykiem przypadkiem nie drasnął i wyraźnie, ale bez emocji mówię do niego.

- Tego łuskowatego tnij u podstawy szyi. Tam ma tętnice... Jak dobrze przymierzysz, to o ile nie pozbawisz go łba, to się 'jaszczurek' szybko wykrwawi. A tego psowatego tnij po nogach. Jak każdy pies, jak mu się skróci łapy, to ma problem z bieganiem. A akurat łapy najprościej przeciąć.

"Im szybciej i sprawniej pozbawi ich życia tym więcej zabawy dla mnie. Nic mi po poszatkowanym mięsie."

- Posłuchaj mnie, a nawet się nie zmęczysz

Staję w lekkim rozkroku, z prawą noga wysunięta do przodu. Prawą rękę kładę na rękojeść miecza, który zwisa u mojego prawego boku. Ale nie wyciągam go. Chcę być gotowa do działania, ale dobrze wiem, że pewnie będę musiała polegać bardziej na mojej zręczności niż na umiejętnościach machania orężem. Przy okazji rozglądam się na boki - nie chcę by ktoś zaskoczył mnie z tyłu. Poza tym dobrze jest rozejrzeć się za jakąś ewentualną kryjówką, albo najwygodniejszą drogą odwrotu. Któż to raczy wiedzieć, czy tych paskud nie ma gdzieś więcej.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Pon Maj 21, 2012 23:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Podziękowałem Gazulowi za to że powiodła się nasza misja. Zdołaliśmy odkryć zło czające się w mieście i je powstrzymać. Wiedźma zabita, splugawiony człowiek odszedł i zazna spokoju. Nam udało się rozwiązać przy tym parę spraw...

... ja sam zaś poczułem w swoim, wychudzonym jak na krasnoluda ciele, nowe siły. Większą "moc", która pozwoli mi stawić czoła nowym przeciwnością w pogoni za moim nemesis. Ciekawe czy nekromanta zdaje sobie sprawę, że nadal go tropię?

Bądź co bądź poczułem, że Opiekun Zmarłych patrzy na mnie przychylnym okiem. Przed wyjazdem nabyłem za drobniaki igłę oraz nici i pracując uważnie dodałem do symbolu mojego patrona na plecach szaty płomień. Płomień to symbol używany przez walczących członków kultu Gazula, podobnie jak przez łowców czarownic. Dokupiłem również skórzane rękawice bez czubków palców.

Widok walki... był pewnym zaskoczeniem. Zastrzygłem wąsami.

- Chaos. Plugastwo. - mój głos był niczym świst wiatru w nieszczelnej krypcie.

Podjechałem bliżej i zsunąłem się ze swojego kuca. Dobyłem szerokiego, czarnego ostrza ruszając naprzód, aby wesprzeć broniących się.

Krasnolud nie awansuje wyżej w duchowieństwie na podstawie święceń, rytuałów i stażu. To dobre dla ludzi, którzy potrzebują formalnego potwierdzenia swojego statusu. Krasnoludy opierają się na prawdziwej wierze. Sami czujemy kiedy rozpoczyna się czas "wyższego stopnia wtajemniczenia".

Mój krok staje się lżejszy, szata łopocze bezdźwięcznie. Rękę z mieczem cofam lekko, jakby w gotowości do pchnięcia, zaś lewą kieruję przed siebie. Sunę w kierunku wrogów niczym upiorny wysłannik Władcy Podświata. Kaptur zasłania moją twarz, jednak z jego cienia wystaje długa, ruda broda z białymi pasemkami, na której zawiązany jest jeden skomplikowany warkocz spięty na końcu maleńką czaszką wykonaną z kamienia.

Kiedy dochodzi do walki przede wszystkim wykorzystuję posiadaną przeze mnie wiedzę. Zadaję głębokie pchnięcia lub cięcia we wrażliwe z medycznego punktu widzenia miejsca.
Kiedy przychodzi do defensywy, paruję i zbijam ciosy. Uważam na swoją pracę nóg. Staram się mieć dobry punkt podparcia, aby móc skuteczniej odepchnąć przeciwnika, a potem, zanim odzyska równowagę, poczęstować go kawałkiem krasnoludzkiej stali.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Wto Maj 22, 2012 03:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rzuciłem szybko okiem oceniając ustawienie wrogów oraz postarałem się ustalić gdzie są nasze, a przynajmniej mój, wierzchowiec. Czepiec kolczy leży gdzieś na wozie to w końcu podróż, a nie środek bitwy, dobrze, że pamiętam o spinaniu ich opaską bo inaczej widziałbym siano zamiast pola bitwy.

Nie obejrzałem się w stronę dziewczyny - Anny. Nie żebym nie lubił konkretnych ludzi, ale słów podziękowania uraczyć ostatnio zupełnie nie sposób, a potem jeszcze snuje wywody jak mam zabijać...

- Nie ucz mnie jak mam zabijać.

Rzuciłem krótko nie przerywając ruchu mieczem mającego odstraszyć przeciwników. Powiedziałem to bez znaku niechęci czy oznaki zażenowania. To, że inni nie okazują szacunku nie znaczy, że ja mam tego zaprzestać, poza tym kobieta ma prawo do swoich humorów.

Nie ważne, ważna jest teraz walka - moje życie i powołanie. Gdyby ktoś patrzył mi teraz na twarz zobaczył by szeroki uśmiech i zacięte spojrzenie.

- Próba nie wielka, za mało ich dla nas. Z lewej!

Krzyknąłem do krasnoluda zrywając się błyskawicznie do ataku, odbiłem w prawo aby zrobić miejsce dla krasnoluda ruszającego w lewo, oni lubią zamaszyście machać toporami... ja w sumie też mam tendencje do szerokich cięć.

- Za Myrmidię!

Pierwszego przeciwka który się nawinie traktuję uderzeniem płazem bądź rękojeścią miecza w zależności od tego jak mi będzie wygodniej, następnie jeśli nie zagraża to bezpieczeństwu towarzyszy zawijam mieczem na głową wykonując przy okazji stosowny ruch całym ciałem i tnę plugawca po karku - może i nadęta ale nie głupia panna, ale czy wielką inteligencją jest mówienie o oczywistościach ? - jeśli brakuje na to miejsca lub wrogowie mogą wykorzystać taką sytuację zadowalam się szybkim cięciem powrotnym z uderzenia. Nie zależnie od ataku na koniec zawijam mieczem w defensywnej zastawie.

To dopiero początek dobrej zabawy.
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Wto Maj 22, 2012 07:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Co to do kurwy jest?

Wsparłem obie dłonie na siodle przyglądając się zajściu, tak jak Hans jadąc jednostajnym tempem w stronę powozu. Kątem oka zauważyłem, że szykuje łuk. Mignęła mi też sylwetka Dumniego szarżującego do walki.

Do teraz moja głowa była pusta. Żadnych konkretnych myśli. Pozwalałem sobie w ten sposób odpocząć zdając się na umiejętności Lafela i jego refleks. Bogowie pewnie nie wiedzą, jak męcząca może być podróż w siodle. A mnie po prostu wszystko napieprzało. Każdy mięsień dupy i każdy nerw w głowie. Dlatego nie myślałem. A tutaj nagle zasadzka na podróżnych. Nic dziwnego że zareagowałem nieco ospale, ale też miałem chwilę na przeanalizowanie sytuacji, zanim się rozwinęła w regularną harataninę.

Kiwnąłem głową, jakby przytakując i odpowiadając tym samym na pytanie towarzysza.

- Bene... - mruknąłem w języku klasycznym - Lafel, Hans strzały w te... tamte - machnąłem nieskładnie ręką - I pilnujcie nam pleców.

Wyciągnąłem ze zgrzytem miecz z pochwy i spiąłem konia do kłusu. Skierowałem go w stronę potyczki, ale staram się tak skoordynować atak, aby uderzyć dopiero, gdy podróżnicy i napastnicy zwiążą się walką. Zatoczę lekki łuk i przejadę za plecami któregokolwiek z agresorów tnąc mieczem po barkach lub głowie.

Potem mogłem się zastanawiać, czemu nie zostałem w miejscu sparaliżowany widokiem pierwszych w moim życiu zwierzoludzi i mutantów. Szybko jednak doszedłbym do wniosku, że jestem po prostu głupi i zbyt brawurowy, żeby dostrzegać zagrożenie płynące ze strony istot skażonych chaosem. Poza tym, może szczęśliwi życiem podróżnicy sypnęliby groszem? Szczęśliwa życiem dzieweczka mogłaby dać w naturze... A... ekhm... tak... i powinność łowcy. Wypleniać Chaos i nieumarłych et cetera et cetera...
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Wto Maj 22, 2012 07:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Patrzę na rycerza który rzucił się do ataku

- Co jest kurwa? To moja kwestia! Żaden człowiek nie będzie przed krasnoludem.

Ruszam do ataku. Rycerzyk jest chyba wolniejszy.

"Może mu się zbroja zbyt dobrze nie zgina w kolanach?".

Wybieram pierwszego przeciwnika. Rąbie tak aby zabić jednym ciosem, a jak to nie możliwe odcinam kończyny żeby nie spierdolił.
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 714

PostWysłany: Wto Maj 22, 2012 08:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„No ładnie… Chciałeś Sylvani to masz… Może nie wyglądam tak okazale jak ten wielce sobie rycerz w końcu maiłem się nie rzucać w oczy co przy mojej oliwkowej cerze i czarnych kręconych włosach nie jest łatwe. Na szczęście nie przybyłem tu w moim „paradnym” stroju tylko w tych pospolitych łachach. No ale nie będę stał i dumał po próżnicy. Czas do roboty. …Wiedziałeś że będą paskudni. Ale to, to chyba lekka przesada… „

<Chwilę przyglądam się mutantom z odrazą oceniając sytuację, bezwiednie sięgam w zanadrze po małą buteleczkę…>

„Nie… to zostawię jak się zrobi naprawdę gorąco.”

<Sięgam po toporek chwilę mierze i ciskam w nim w znajdującego się najbardziej po zewnętrznej „wolnego” napastnika, byle nie tego czterorakiego. Atakuje najpierw biczem obezwładniając i związując przeciwnika a potem toporem walę w głowę. Gdyby to nie podziałało najpierw unikam potem próbuję ponownie go obezwładnić. Gdyby nie podziałało sięgam po buteleczkę… i pstrykam palcami. >
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3942
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Maj 22, 2012 10:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<No i poleciał na złamanie karku... Widzę ,że będzie duża konkurencja. Nie ważne. Dobrze ,że ta panna jest urodziwa. Chociaż jest dziwna, zachowuje się jakby wyrywała się do walki.
Kiedy Gerhard rzucił się w wir walki zmieniłem zamierzenia. Najpierw osłaniam siebie potem Gerharda i dopiero potem białogłowę. Krasnoludowi Dumniemu pomogę jeśli będzie w tarapatach, poczciwy z niego brodacz, przydatny.
Spokojnie wybieram cele dając sobie czas na przymierzenie. Uważam jednak aby nie zaatakował mnie z boku lub z tyłu. No chłopaki do dzieła. Przy dobrych wiatrach wszyscy zostaną wynagrodzeni przez białogłowę....Na tę ostatnią myśl śmieje się głośno.>

-Hehehehe
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 707
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Maj 22, 2012 13:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rozglądając się dookoła dostrzegłam jeźdźców. Nerwowo obserwuję ich zachowanie, starając się wyczuć intencje i wyszukać ewentualnej drogi ucieczki. Ale wygląda na to, że są po naszej stronie. Obserwując ich zachowanie oraz słysząc wymianę zdań moich towarzyszy tylko jedno przychodzi mi do głowy.

„Samce… Wszystkie takie same. Byle szybciej, byle mocniej, było pokazać, że jest się najsilniejszym, najmocniejszym…. Zero taktyki, pomyślunku, finezji… Wszystko wiedzą najlepiej… A w środku są tak samo miękcy jak ich przeciwnicy, czy jak kobiety. Miękkie podbrzusze z rozwleczonymi flakami, nadcięta tętnica udowa z fontanną krwi, czy mózg wylewający się z rozbitej czaszki w każdym przypadku wygląda tak samo i kończy się tak samo. W środku wszyscy mamy jednakowe narządy i to tylko kwestia czasu i sposobu, by się do nich dostać. Więc lepiej działać ostrożnie, niż pędzić, jak jakieś szalone krasnoludy przed siebie, bo trzeba udowodnić swoją wyższość. Mam wrażenie, że przez tego drąga między nogami są poważnie upośledzeni . A jak jeszcze jakaś białogłowa jest w okolicy to załącza im się jakiś tryb berserkera.”

Na chwilę przenoszę wzrok z walczących na woźnicę. Chcę dostrzec czy jeszcze żyje, czy można mu jakoś pomóc.

„Tych jeszcze będę miała okazję poskładać. Albo i nie, ale to już ich problem, czy dadzą mi na to szansę, czy postanowią odgrywać ‘jedynych godnych walki’ do końca. Jednak naszemu woźnicy przydałaby się pomoc już teraz.”

Jednak nie pcham się na linię potyczki. Staram się pozostać na uboczu, w bezpiecznej odległości id mieczy, toporów, czy zmutowanych odnóży. Ciągle gotowa do ucieczki, bądź ukrycia się gdzieś w okolicy.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Sro Maj 23, 2012 13:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wszyscy

Rozległ się dźwięk uderzanej o siebie stali, odgłosy umierających wrogów i towarzyszy, huk armat i swąd przypiekanej skóry doszedł do.. yyy.. a to nie ta walka...jeszcze nie ta...

Tak więc wracając do waszej dzielnej gromady rozpoczęła się krótka potyczka. Można by ją opisać dwoma zdaniami ale rozpiszę się. Więc..

Wolfgang machnął swoim potężnym mieczem, kierując lśniące ostrze w ciało swego przeciwnika. Sprawna dłoń rycerza i siła jakie włożył sprawiło że ostrze gładko i bez przeszkód wbiło się w brodę mutanta, przecinając mu skórę i kość od brody wychodząc przez usta. Mutant był równie zaskoczony co martwy. I tylko szczypce w odruchu bezwarunkowym ruszały się w pośmiertnych drgawkach.

Krasnolud jak to krasnolud nie chciał być gorszy więc również rzucił się do boju. A cytując znanych klasyków "krasnoludy są mistrzami sprintów" Warsung machnął raz toporem, machnął drugi raz ... wróć..!! Krasnolud machnął raz toporem i nim zwierzoczłek o mordzie dzika mrugnął czy pierdnął to ostrze obcięło mu kawał pyska. Krew oczywiście trysnęła gęsto, i daleko więc co po nie którzy dostali jakimś kawałkiem mięsa, czy krew troszkę ich ochlapała .. Życie

Anna. Kobieta na statku to przekleństwo. Na wojnie też. Na szczęście to mała potyczka więc może ta dziwna kobietka nie będzie takim zwiastunem fatum na jaki mogło by się zanosić. Spojrzała ona na zdychającego...no może jeszcze nie tak do końca bo jak się pospieszy to może odratuje go.. Jej jednak przemyślenia zostały brutalnie przerwane gdy na jej twarz prysnęła krew. Niby nic dla niej niezwykłego lecz cóż..kto lubi dostać świeżą krwią zwierzoczłeka po twarzy?
Kobieta myślała że to koniec upokorzeń, ale coś w nią pacnęło i przyczepiło się do policzka. To czółko, takie wystające na której osadzone jest oko.. Nie ma to jak świeże czółko na policzku.. aż się rzygać chce mi na samą myśl.. może kobieta będzie twardsza..

Axel posłał jedną strzałę, a potem drugą. Za nim dołączył się Lafel. Cztery strzał sobie tak leciały i leciały aż w końcu swój cel dostały. Drugi ze zwierzoludzi, ten z łuskami i byczą mordką, został przemianowany na byczojeża bowiem dwie strzały utkwiły mu w oczodołach a kolejne dwie trafiły w serce. Biedaczek zszedł z tego świata nie wiedząc co go trafiło.

Machdi pierw rzuciłeś jednym toporkiem lecz cóż.. ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Trening czyni mistrza bo trafiłeś w krzak. Drugi toporek..no tutaj Bogowie Ci sprzyjali bowiem toporem wbił się w korpus, lecz przeciwnik naparł na Ciebie. Zobaczyłeś jak z rany sączy się jakaś zielona maź która zaczęła trawić ostrze. Użyłeś bicza lecz nadal Twoja celność pozostawała do życzenia.. no dobra.. trafiłeś go biczem w wystające czółko, a końcówka twej broni obwiązała się w okół tego czegoś. Pociągnąłeś .. urwałeś.. bestia zakwiczała a twój topór dokończył dzieła. Niczym rasowy rzeźnik wbiłeś ostrze w bark i pociągnąłeś w dół... Krew opryskała Cię a wróg padł u twych stóp. Wolałbyś kobietę ale cóż darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby...

Dumni i Gerhard natarli na ostatniego. Czterorękie bydle sprawiało wrażenie groźnego lecz krasnolud nauczył się metody przekonywania do swoich racji. Czarne ostrze ucięło mu jedną rękę bo drugą uciął łowca wampirów i nim mutant zdążył otrząsnąć się z wrażenia jakie wywarli na nim jego nowi koledzy, Ci ów koledzy wbili mu do głowy stalowy argument nie do podważenia. Fakt oni podważyli w ten sposób jego wizję świata. Zresztą kto by się przejmował wizją świata mutanta..i to martwego mutanta...

Stanęliście na przeciw siebie. Dzielni bohaterowie, których sprawiedliwa dłoń pokarała złe istoty zrodzone w chaosie. Cóż teraz czynić? Woźnica jest ranny, więc może krasnoluda upić, rycerza zabić, młokosa związać do drzewa a dziewoję wydupczyć czy może zbratać się jakoś dalej wyruszyć by znaleźć miejsce gdzie spokojnie opatrzycie rannego.

_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Sro Maj 23, 2012 13:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Stanowczym ruchem strzepnąłem krew z miecza i szybkim krokiem dopadłem do rannego, aby ustabilizować jego stan lub, jeżeli nie będzie już dla niego nadziei, wyprawić go w drogę do Ogrodów Morra.

Tak... zapomniałem całkowicie zaopatrzyć się w torbę medyka. Trudno. Trzeba będzie poradzić sobie bez.

Szybko oceniam stan pacjenta i opatruję ranę, przy pomocy udartej koszuli rannego czy czegokolwiek co może się przydać.

Jednocześnie mruczę w khazalidzie modlitwy do Bogów, aby nie zabierali do swego domu człowieka, jeżeli można go jeszcze uratować.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Sro Maj 23, 2012 14:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Hahaha! Jak w rzeźni mojego znajomego tylko jakby mniej czysto i cięcia mniej profesjonalne.
- A może biedacy chcieli się przywitać i przeprosić za nie umyślne spowodowanie wypadku i uszczerbku zdrowia naszego woźnicy a my jak barbarzyńcy ich wymordowali hę? Hahaha. Cóż, po co wyłazili z nory. Hahaha


"Hmmm. A co to za jedni? Bandyci? Niech nie myślą, że pójdzie im łatwo ze mną. Tylko po co nam pomagali? Może są handlarzami niewolników? Zaraz się przekonamy".

Obserwuje uważnie tę bandę, w szczególności łuczników.
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 707
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Maj 23, 2012 14:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Uważnie obserwowałam potyczkę, gotowa w razie czego na wkroczenie do akcji lub, co bardziej prawdopodobne, na ucieczkę. Na tyle skupiłam się na efekcie cięć, pchnięć, postrzałów i innych działań na ciałach mutantów i zwierzoludzi, że nie uchyliłam się przed bryzgiem krwi.

- Nosz cholera! Uważajcie jak rżniecie.

Zaczęłam przecierać ręką krew z twarzy gdy coś z mlaskiem przykleiło mi się do policzka.

- No nie...;

Chwytam w ręka galaretowate czółko i odrzucam na bok

"No i dobrze myślałam - typowe samce. Ech... gdzie ta finezja?"

Chwilę potem jest już po sprawie, więc rozglądam się pospiesznie po pobojowisku idąc w kierunku woźnicy.

- Z drogi! - wypowiadam, krótko i beznamiętnie, przeciskając się między pozostałymi przy życiu.

"Mam nadzieję, że jeszcze żyje."

Szybkim ruchem zdejmuję torbę z ramienia i wyjmuję moje narzędzia medyczne. Przy ciele woźnicy natykam się na krasnoluda w dziwnej szacie, który zaczyna odprawiać jakieś rytuały. Nie przejmuje się nim zbytnio. Kucam i krytycznym okiem sprawdzam co udało mu się zdziałać i co można dla rannego zrobić. Jeżeli trzeba bezceremonialnie i bez słowa zdejmuję założone przez krasnoluda prowizoryczne opatrunki, a następnie przy użyciu moich narzędzi dokonuję odpowiednich działań – oczyszczania ran, zszywania i opatrywania świeżymi materiałami. Sprawdzam też czy nie będzie potrzebna pomoc chirurgiczna. W razie czego wyjmuję miksturę leczniczą i podaję rannemu.

W trakcie swoich czynności zwracam się do krasnoluda

- Twoje mruczenie nic tu nie da, tu potrzebna jest fachowa pomoc . Jeżeli ma wewnętrzny krwotok, to trzeba go koniecznie zawieść do lazaretu i poddać operacji. W warunkach polowych nie jestem w stanie się tego podjąć. No może i mogłabym to zrobić, ale zakażenie mogłoby go potem i tak zabić.

Podnoszę głowę i patrzę się krasnoludowi w oczy

- No co się tak patrzysz? Powiedz lepiej czy nie wiesz, gdzie tu jest najbliższy szpital? Chyba jesteś stąd, więc powinieneś się w tym orientować.

Podnoszę się i rozglądam dookoła, a wzrok błądzi między towarzyszami podróży i przyjezdnymi

- Czy ktoś jest ranny? Ktoś potrzebuje pomocy?

Jeżeli ktokolwiek zgłasza takową potrzebę podchodzę i staram się pomóc, ale tylko w kwestiach medycznych. Jeżeli nie słyszę odzewu kieruje się ku truchłom chaosytów. Przyglądam się ciałom, wydzielinom, dotykam, badam i analizuje ich wygląd oraz budowę wewnętrzną.

"Mhmm... A myślałam, że po Middenheim już się na te poczwary nie natknę. A tu nie dość, że są to jeszcze parę z nich jest dość ciekawych."
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Sylvania - Ziemia Przeklętych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 19, 20, 21  Następny
Strona 1 z 21

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.