Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt I
Idź do strony 1, 2, 3 ... 26, 27, 28  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Sylvania - Ziemia Przeklętych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
kain
Mod Magów
Mod Magów


Dołączył: 20 Lut 2005
Posty: 2262

PostWysłany: Nie Mar 13, 2011 22:41    Temat postu: Akt I Odpowiedz z cytatem

Karczma zapełniała się powoli gośćmi, którzy zajmowali wolne stoliki, ławy oraz miejsca przy ladzie barowej. Karczmarz i jego pomocnice uwijały się jak w ukropie, by zdążyć na czas podać ciepły posiłek czy też zimny kufel piwa. Ludzie spokojnie gaworzyli, niziołki grały w karty ogrywając miejscowych, nowi przybysze szukali wolnych miejsc, drwale zamawiali kolejne kufle piwa ; jednym słowem w karczmie panował pozorny spokój nad którym czuwało dwóch rosłych ochroniarzy.
Jeden z nich wysoki prawie na dwa metry, z krótko przystrzyżonymi czarnymi włosach ubrany w skórznie a na dłoniach ćwiekowane skórzane rękawiczki. Drugi z ochroniarzy, wyglądał jakby przed chwilą wyszedł z miejskiego więzienia. Twarz cała pokryta bliznami oraz nos, który niejednokrotnie miał zderzenie z czymś ciężkim i metalowym, sprawiała wrażenie iż, lepiej mu nie podpaść. Był o dwie głowy niższy od kompana lecz równie szeroki w barach, a całe ręce miał pokryte dziwnymi tatuażami. Przy pasie miał tylko drewnianą pałkę najeżoną stalowymi kolcami. Ochroniarze stali na uboczu i obserwowali pilnując porządku. Co jakiś czas barman przynosił im dzban z wodą lub sokiem.
Nagle drzwi karczmy otworzyły się szeroko i weszła do niej bardzo dostojnie ubrana kobieta w towarzystwie kilku mężczyzn. Czworo z nich wyglądało na służących, jeden na skrybę, a ostatni to jakiś ochroniarz albo wojownik.
Sama kobieta była dość wysoka, mierzyła ponad metr siedemdziesiąt. Miała na sobie długą czerwoną suknię, ozdabianą złotymi nićmi, na którą narzucone było białe futro. Czarne włosy miała spięte były w kok. Sama jej postawa, sposób w jaki mówiła świadczyły iż jest ona szlachcianką o wysokiej pozycji.
Mężczyzna jej towarzyszący miał prawie dwa metry wzrostu. Twarz pokryta bliznami oraz gęstym zarostem wskazywała jednoznacznie, że ów człek zaprawiony jest w boju. Na plecach miał przewieszony długi miecz a przy pasie zaś krótszy, posiadał także pistolet. W prawej dłoni trzymał kuszę. Wojownik spokojnie rozejrzał się po karczmie i po chwili udał się za kobietą, nie spuszczając jej choćby na chwilę z oka. Ta krótko i na temat coś tłumaczyła karczmarzowi, który tylko pokornie kiwał głową i dał znak niskiej, pulchnej blondynce by zaprowadziła kobietę i towarzyszą jej służbę do wschodniego skrzydła.
***
Gdy kobieta już znikła z pola widzenia, wrzawa, śpiewy znów rozgorzały na dobre w karczmie. Co jakiś czas drzwi karczmy uchylały się delikatnie uderzając we framugę. Słychać było, że na dworze pada coraz gęstszy deszcz uniemożliwiający dalszą podróż. Tym bardziej, iż zapadła noc. Księżyc prawdopodobnie będzie w pełni, lecz przy tej pogodzie może być słabo widzialny.
Nie minęło pół godziny a do karczmy zawitali kolejni podróżni. Trzech mężczyzn, w długich płaszczach i kapeluszami na głowie. Cali przemoknięci od razu po wejściu zdjęli płaszcze, odsłaniając fioletowe koszule, oraz rapiery schowane w pochwie przy pasach. Nie spojrzeli jednak nawet na gości tylko wprost udali się do karczmarza, któremu dali coś do ręki a następnie udali się do zachodniego skrzydła. Najwidoczniej chcieli zażyć ciepłej kąpieli i odpocząć po podróży.
Tuż po nich przybywa kolejny gość. To niziołek który po krótkiej rozmowie z karczmarzem bierze od niego klucz lecz kroki swe kieruje ku swoim pobratymcom by rozpocząć z nimi grę w karty. Nim jednak ten usiadł na dobre, do karczmy wchodzi kolejna osoba.
Kobieta. Na pierwszy rzut oka wygląda na dwadzieścia siedem lat. Ubrana w skórzane spodnie, białą koszulę na którą zarzuconą ma skórzaną kamizelkę. Przy jednym boku nosi rapier, zaś przy drugim długi sztylet. Długie blond włosy swobodnie opadają jej na ramiona. Porusza się ona z wielką gracją, a w dłoni trzyma brązowy kapelusz z rondem. Najwidoczniej ona również zamierza się tutaj zatrzymać na dłużej.
***
Na dworze rozszalała się wichura, drzwi co chwilę uderzają we framugę a krople deszczu wściekle stukają w okna. Mimo iż w karczmie rozpalono kominek, to czuć jak zimny wiatr przedostaje się przez szpary. Przez okna po których spływa woda, widać uderzające o siebie gałęzie drzew, a co jakiś czas się blyska. Z pobliskiego lasu dobiega dziki skowyt jakiejś hordy zwierząt, najpewniej wilków. Można zauważyć, że miejscowi co jakiś czas nerwowo zerkają na drzwi frontowe, jakby sam demon miał zaraz przez nie wejść. Ziemia zamienia się w wielką chlapę i breję. Pomimo, iż nie ma nawet dziewiątej, ludzie pozamykali szczelnie domostwa i tylko w niektórych domach pali się światło.
W samej karczmie zapalono świece i lampy, które oświetlały jej wnętrze. Karczmarz coraz bardziej ponaglał swoje pracownice, by zaprzestały niewinnych flirtów, a wzięły się ostro do roboty.

Gustav Hollmann

Twoja podróż nie dawno się zaczęła a już miałeś dość tej przeklętej krainy. Ludzie ciągle majaczą o jakiś duchach, zjawach, wampirach i innych mrocznych istotach. Gadają o tym jak pijani. W końcu zatrzymałeś się w „Czarnym Panie”, w Hoetmar. Wziąłeś jeden z lepszych pokoi [pokój H] we Ścianie Wschodniej], bowiem ceniłeś sobie wygodę. Zostawiłeś swoje rzeczy i już miałeś wyjść, gdy nagle zakręciło Ci się w głowie. Usiadłeś na brzegu łóżka, znałeś ten potworny ból że aż musiałeś zamknąć oczy. Otworzyłeś je i złowrogo uśmiechnąłeś się. Zszedłeś na dół i zamówiłeś strawę oraz napitek.. Twoje oczy drapieżnie rozglądają się po karczmie.

Garrick

Dostałeś kolejne zlecenie, do którego aż nie spieszyło Ci się zbytnio. Postanowiłeś podjechać do „Czarnego Pana” przemyśleć propozycję. Kasa była niezła, choć wiązała się z dużym ryzykiem. Twoje wątpliwości powiększał fakt, iż ostatnim czasem miałeś aż nadto zleceń. Wszedłeś do karczmy i zamówiłeś coś do jedzenia. Widziałeś że się ściemnia, stąd też postanowiłeś wynająć pokój, we Wschodniej Ścianie [pokój K] na jedną noc we . Usiadłeś w rogu karczmy, i spokojnie obserwowałeś gości.

Bohard / Axel

Dotarliście do Hoetmar nim zapadł zmierzch. Dostaliście pokój we Wschodniej Ścianie [pokój G]. Gdy już zostawiliście swoje bagaże zeszliście na dół i zamówiliście coś do jedzenia oraz napitek. Ze spokojem obserwujecie jak karczma wypełnia się po brzegi gośćmi. Axel twoich towarzyszy nadal nie widać, ani nie ma żadnego śladu po nich. Może rzeczywiście dorwali ich strażnicy dróg lub co gorsza.. mroczne macki Sylvanii dosięgły je.

Dumni / Otto / Eban / Molden

Dumni ruszyłeś śladem nekromanty, powodowany poczuciem winy. Dwa miesiące szukałeś jakiś śladów lecz nic nie znalazłeś. Czułeś jak ogarnia Cię coraz większa frustracja, i pewnikiem byś porzucił dalsze ściganie go, lecz Twój honor i duma nie pozwalały na wycofanie się z obietnicy. Ślad za „zbiegiem” urwał się w Sylvanii, gdzie w nocy trupy ożywają a nekromanci praktykują pod osłoną nocy zakazane eksperymenty i praktyki.

Otto wybrałeś Sylvanię. Miejsce zamieszkane przez mroczne moce, o których słyszałeś nie jedne legendy i opowiadania przez braci klasztornych. Wziąłeś swoje manatki i ruszyłeś. Tak trafiłeś do „Czarnego Pana”.

Eban podczas podróży z karawaną cudem uciekłeś z życiem, bowiem gdy tylko księżyc pojawił się na niebie z okolicznych lasów wyszły żywe trupy. Choć poruszały się wolno, i były głupie jak but ich przewaga liczebna sprawiła, że tylko ty przeżyłeś. Uciekłeś gnając przed siebie. Serce waliło Ci jak oszalałe, bowiem po raz pierwszy widziałeś ożywione trupy, zombie. Przez dwa dni jechałeś głównymi szlakami, omijając te mniejsze, i dotarłeś do Hoetmar .

Molden za radą przeora, ruszyłeś do Sylvanii. Słyszałeś od ludzi o marach chodzących po cmentarzu, o braciach i siostrach, którzy pod osłoną nocy wstają martwych. Poczułeś, że tutaj dojrzejesz wystarczająco by móc zostać kapłanem. To tutaj Twoja siła, wiara i dobroć może być najbardziej potrzebne. Przeor skierował Cię do Hoetmar, byś tam porozmawiał z pewnym zakonnikiem z Leichberg, Brunem. Był „opiekunem” cmentarza i kapliczki Morra na cmentarzu pomiędzy Hoetmar a Leichberg. Więcej informacji, miałeś dowiedzieć się na miejscu.

Hoetmar to mała miejscowość, niedaleko Leichberg i postanowiliście zatrzymać się w jedynej tutaj karczmie o wdzięcznej nazwie „Czarny Pan”. Cała wasza czwórka akurat dostała miejsce przy jednej ławie. Obok was siedzą również miejscowi, którzy opróżniają kolejne kufle piwa. Wy po podróży również byliście spragnieni i postanowiliście spożyć posiłek. Na razie jecie w milczeniu i rozmyślacie. Jako iż, nie należeliście do rozrzutnych ludzi to postanowiliście wybrać tańszy wariant zakwaterowania czyli łóżko w większej Sali. Dostaliście klucze do Sali w Zachodniej Ścianie karczmy [Sala 1]

Gerhard

Ta noc raczej nie będzie należała do udanych, jednakże nie należałeś do ludzi którzy zbyt łatwo się poddają. Przyjąłeś zlecenie jak większość zleceń od tajemniczego Hieronima Boscha. Ten milczący, zawsze dostojnie się ubrany mężczyzna tym razem złożył dziwaczne zamówienie. Zależało mu na zwłokach dwunastoletniej dziewczynki, jednakże jej śmierć nie mogła mieć miejsca dalej niż miesiąc temu.
Jak zwykle poczekałeś do zmroku i wziąłeś ze sobą swoje narzędzia i ruszyłeś na pobliskie, jedyne w pobliżu cmentarzysko. Pogoda od początku dawała Ci w kość, pierw delikatny deszcz zamienił się w gęstą ulewę i czułeś jak całe twoje ubranie jest mokre i nasiąknięte wodą. W dodatku ten nieprzyjemny zimny wiatr, który coraz częściej owiewał Cię, sprawiając iż niektóre Twoje członki zaczęły trząść się z zimna..
Wszedłeś w końcu na cmentarz. Kamienne nagrobki, milczące płyty na których stały palące się świece w szklanych lampionach. Kwiaty przemoknięte od deszczu, ziemia grząska i nasiąknięta wodą. Szedłeś powoli, cicho. Pamiętałeś jak w klasztorze opat mówił „Pamiętaj by nie budzić zmarłych i nie przeszkadzać im w odpoczynku”.
Z pobliskiego lasu dobiegło Cię dzikie wycie, tak że aż podskoczyłeś do góry i zacząłeś się nerwowo rozglądać. Spojrzałeś na drzewa i las, który zaczynał się tuż za cmentarzem. Lampą oświetliłeś sobie widok. Nic nie dostrzegłeś ale czułeś jak serce wali Ci jak oszalałe. Łopata w ręku również zaczęła się trząść…



[Proszę w pierwszym poście opisać również jak wyglądają i w co, są ubrane wasze postacie, co mają ze sobą i co zamówiły do jedzenia. Konie są w stajni już. Opłatę za nocleg uiścicie przy wyjeździe]
_________________
#sesja Miasto: Dante Cavenaghi
#sesja Wichry Północy: Kain

Kobiet potrafiących służyć za materac jest wiele na tym naszym nie najweselszym ze światów. Ale znalezienie dowcipnie czy roztropnie gadającego materaca nie jest już takie proste
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 01:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przy stole widzicie dwie postacie jedna z nich wygląda na wysoką jak na człowieka. Jest masywna i szeroka w barach co świadczy o niewątpliwej mocy drzemiącej w tych ramionach.
Na Piersi zauważacie połyskujący Kaftan kolczy, a spod niego rzuca się w oczy skórzana kurta której ochrona rozciąga się także na ramiona.
Postać ma zarzucony Czarny płaszcz z kapturem który oplata jego ciało zawęża wam to pole widzenia jego sylwetki.
Na plecach wisi Duża okuta okrągła czarna Tarcza.
Od pasa w dół niestety ale tego osobnika nie widzicie z powodu stołu który zasłania widok.
Głowa nie jest chroniona przez żaden hełm, chociaż tak się wydaje gdyż głeboko naciągniety kaptur zasłania całkowicie prawie jego facjatę.
Widzicie tylko błyszczące się oczy, które posyłają przenikliwe spojrzenie jakie teraz obdarza służącą z którą rozmawia.


...Spoglądam przenikliwie na służke oceniając jej "walory" coby może ogrzała me zimne łoże na tą noc...

- Dzban piwa i coś ciepłego do żarcia byleby nie wyglądało to na coś co jeszcze przed chwilą chodziło za karczmą i szukało odpadków...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 11:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nikt, jak Morr mi miły, nikt w klasztorze nie uwierzyłby mi gdzie jestem. Rzecz jasna nikt z wyjątkiem mojego przeora.

Ezehiel z Middenheim nie raz wspominał w swoich diariuszach o trudach mieszkańców krainy, której nie sposób włączać w granice Imperium. Nie pomnę teraz w jakiej miejscowości założył swoją bazę wypadową. Wspominał jednak, że tutaj śmierć wygląda wszędzie podobnie.

Poprawiam rękawy togi czarnej jak noc. Nie chcę się uświnić podczas jedzenia. Wszak czyszczenie szat kosztuje, a ja nie znalazłem jeszcze sposobności by pomnażać mój kapitał. W przyszłości, już jako kapłan, z całą pewnością odnajdę sposób by móc zarabiać skromne pensy na własne - skromne - wydatki.
Spod nogi wydobyłem medalion kruka, który zwykłem chować podczas podróży na traktach. Nie żebym się wstydził mojej świątyni. Lepiej by nikt nie wiedział kim jestem oceniając po pierwszym spotkaniu.

Szczerze nie mogę się doczekać kąpieli. Odkąd zapuściłem dłuższe włosy stale przeszkadza mi to swędzenie spowodowane brakiem styczności z wodą. Oczywiście nie zetnę ich i nie będę paradował z łysą glacą na wzór fanatycznych Sigmarytów. Wystarczy mi, że przez większość mojego życia musiałem golić głowę.

Powinienem więcej jeść. Mistrz Ezehiel musiał nabrać masy zaraz po wyzwoleniu. Nie wierzę by wówczas alumnów karmiono lepiej niźli obecnie. W przeciwnym wypadku nie mógłby machać tak wielkim mieczem... Nie. Nie był tak wielki. Potężne ostrze dzierży ciężkozbrojne rycerstwo.
Na stole ułożyłem moje dwa miecze: jeden krótki, który otrzymałem od przeora bym mógł bronić się przed brudem tego świata. Drugi, zdawałoby się że do dwóch rąk, dostałem od reprezentanta brudów świata, o których wspominał przeor. Nie był to bezpośredni gest, lecz pomyślałem, że za ułożenie mu kurhanu należy mi się jakaś zapłata.
Mistrz Ezehiel uważał, że najlepszą bronią na nieumarłych jest bastard. Nauczę się zatem władać tym mieczem.

Odstawiłem na bok pustą miskę, w której do niedawna gościła gotowana kapusta. Niedługo pora na sen. Wypadałoby więc wypić ostatni kufelek piwa do poduszki by usnąć twardym snem. Wszak jutro ruszam na spotkanie z moim nowym przełożonym.

- Przepraszam - cicho zaczepiam kelnerkę kiedy będzie przechodziła obok mnie. - Poproszę o jeszcze jeden kufel.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 13:45    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zasrany nekrofil... po raz kolejny pomyślałem, o plugawcu, którego obiecałem zlikwidować, zniszczyć i wymazać z tego świata. Sylwania... zasrana Sylwania, poprawiłem się myśląc nad tym że tutaj chowa się więcej takiego ścierwa.

Jeżeli nie natrafię na ślad tego gnoja po prostu będę eliminować kolejnych nekromantów. Po kolei. Jednego za drugim... albo zginę.

Otarłem rękawem wełnianej bluzy usta i wąsiska z okruszków i piwa. Chleb, kasza, mięsiwo i jakaś zieleninka.. to był niezły obiad. Krasnoludzki akolita musi sporo jeść, aby mieć siły do spełniania posługi wobec Bogów Przodków... szkoda tylko że mi od tego mięśni nie przybywa.
Ha! Niech ludzie klęczą całe dnie i mamroczą modlitwy, może to zadowala ich bogów, ale Przodkowie oczekują prawdziwej wiary i czynów, a nie jakiś estalijskich rymów wypowiadanych wtedy kiedy źle im się dzieje.

Spoglądam na pozostałych towarzyszy kolacji. Oczy skrywa mi kaptur mojej kapłańskiej szaty.. no może szata to przesada. Długi prosty czarny płaszcz z czerwonymi wykończeniami bez rękawów z kapturem to nie jest jakieś bajeczne odzienie. Z kapturowego cienia wystają moje wąsiska i broda, starannie rozczesana. Co niezwykłe jest ruda z kilkoma zafarbowanymi na biało pasmami... tak jak Gazul. Gazul, Władca Podświata. Właśnie haft przedstawiający jego "osobisty" emblemat mam na prawej piersi mojej bluzy, zaś na plecach szaty znajduje się wyszyte stylizowane wejście do Podświata, gdzie właśnie Gazul ustala kto będzie godny aby znaleźć drogę do Hal Grungniego, a kto będzie musiał przez resztę wieczności wędrować po pustych zamglonych tunelach zaświatów. Jest jeszcze jeden taki symbol przy mnie. Na łańcuchu który mam na szyi zawieszony niczym amulet znajduje się przecięty w pół kamień z misternie wyrytym takim samym wzorem.
Moją uwagę przykuwa człeczyna podobnie jak ja odziany na czarno. Z zamyślenia końcem języka otarłem powierzchnię zębów. Chłopak miał miecz... podobny do mojego, który spoczywa w pochwie przypiętej do mojego pasa. Szerokie ostrze prostego miecza pociągnięte czarną farbą, z resztą tak samo jak sztylet. Ciekawe bo człek nosi się raczej jak ichne zakonniki. Kiedy błysnął medal z czarnym krukiem byłem już pewny. Czyżby ten też przybył tutaj zatłuc jakiegoś nekrofila? Hmmm...

Zamyślony łyżką wygrzebałem ostatnie resztki i skrajem szaty wytarłem wilgoć oraz tłuszcz z michy i sztućców. Szata i tak po długiej podróży była brudna. Czasem zdołałem wykąpać w lodowatej rzece, ale niestety masa pyłu, wody i innych takich sprawiła iż ten szacowny kawał materiału, pomimo iż gruby i porządny wydawał się nieźle znoszony.

Kiedy kobieta znalazła się przy człeczynie postukałem kostkami w swój kufel i pokazałem aby mnie też dolała.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 16:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie czekając na nic ani na nikogo ruszyłem za kobietą w czerwieni aby się jej lepiej przyjrzeć i wiedzieć w którym pokoju będzię nocować. Nikt nie zauważył kiedy wyszedłem i kiedy wróciłem, trwało to tak krótką chwilę jakbym poszedł po kolejne piwo do lady. >

<Zresztą kto by się mną przejmował. Zwykły mieszczanin a może nawet chłop w lepszym odzieniu, nie chce żadnych kłopotów, poprostu wypić w spokoju piwo. Setki takich jak ja spotyka się na szlakach, po wsiach i miastach. Brązowy płaszcz okrywa średnią sylwetkę. Człowiek ani nie głoduje ani nie jest objedzony czy też przesadnie wytrenowany. Mężczyzna siedzi spokojnie przy stole z innym, barczystym ,wysokim i pewnie bardzo silnym wojem. Nie rozgląda się tylko spokojnie, nudnawo wręcz sączy piwo i przytakuje głową od czasu do czasu jakby ze zrozumieniem do siedzącego obok człowieka. Nie warto zawracać sobie nim głowy bo od nadmiaru wrażeń można usnąć na siedząco. >

<Zauważyłem niziołka i trzech szermierzy a jeszcze bardziej zauważyłem blond kobietę z kapeluszem w dłoni. Nie gapiąc zerknąłem na nią lekko aby nikt nie widział. >

<Kiedy obok przechodzą kelnerki, znam już chyba wszystkie, może nawet bardzo, uśmiecham się do nich lekko ale bez przesady. Zwyczajnie jak chłop kiedy zobaczy znajomą dziewoje.>

-Zobaczysz , spodoba ci się tutaj.. <Rzekłem cicho ale otwarcie. >
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
pawelczas
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 15 Cze 2009
Posty: 326
Skąd: się wziął Alice Cooper?

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 21:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Tak więc tak wygląda Sylvania, ziemia przeklęta przez bogów i rządzona przez sługi zakazanej wiedzy, które w swoich pragnieniach doszli do tak plugawego poziomu, że zaprzedali swoje dusze, by uczynić siebie nieśmiertelnymi. Wybrali ku temu chyba najgorszą drogę. Wszak jest tyle dróg, na przykład pomniki dla potomnych.

Chyba jako jeden z nielicznych byłem w tej karczmie pełen energii życiowej oraz uśmiechnięty, ze względu na możliwość, jaką dano mnie- zwykłemu akolicie z Nuln. Miałem bowiem właśnie szansę obejrzeć, a co najważniejsze zbadać ziemię jednocześnie tak tajemniczą i przerażającą, że ludzie boją się o niej wspominać, a co najważniejsze stąpać. Nucąc sobie jeden z psalmów, którego miałem przyjemność się nauczyć w czasie nowicjatu(a warto dodać, że była to dość wesoła melodia, to i ja byłem uśmiechnięty), sięgnąłem natychmiast do sakwy w celu wyjęcia arkusza papieru oraz inkaustu wraz z piórem. Podwinąłem rękawy swojej białej szaty, a następnie zamoczyłem koniuszek pióra w tuszu. Zacząłem pisać:

"Dzień piętnasty po wyjeździe z Nuln, godziny wieczorne.

Cel mojej wizyty został w zasadzie osiągnięty- dotarłem do Sylvani, ziemi nieumarłych, o której nasłuchałem się zarówno od kapłanów, jak i luźnych wędrowców, z którymi miałem możliwość prowadzenia konwersacji. Jednak cel został okupiony przykrą ceną- karawana z którą podróżowałem została napadnięta przez animowane ciała oraz szkielety. W świętych księgach, które miałem przyjemność wertować nie stało nic o tym, w jaki sposób umarli powstają z grobów, prócz wręcz elementarnych faktów, iż za sprawa mocy ciemności. Jednak czy przez rytuał? Tego księgi nie opisywały. Wracając jednak do meritum sprawy- z karawany przetrwałem tylko ja, mimo tego, że sam też nie grzeszę zdolnościami bojowymi. Stanąłem w szranki z najemnikami. Walczyłem już z nieumarłymi podczas eksploracji kramów i kurhanów(nawiasem mówiąc- które stały się później celem mojej pracy), nie mniej ilość teoretycznych denatów była tak duża, że obudziła się we mnie dusza uczonego, zaś nie najemnika, tak też zerwałem się natychmiastowo z miejsca, w celu ucieczki. Owszem- nie było w tym nic chwalebnego, nie mniej żywy akolita to nie martwy akolita. Nie zdziwił bym się de facto, gdybym dołączył do owych nieumarłych. Z pewnością tak się stało w przypadku najemników. Jeśli by nie zostali zjedzeni, to powstali by jako szkielety. Przykre, nie mniej realny świat nie raz nie jest tak piękny, jak to opisują bardowie w swoich lirykach. A mych towarzyszy niech Morr przyjmie w zaświaty za ich zasługi i odwagę, nie zaś jako dusze przeklęte. Wracając do czasu teraźniejszego- pisząc te słowa przesiaduję w karczmie o nazwie "Czarny Pan", która swoją nazwę..."


Tutaj się zatrzymałem i podrapałem po swoich brązowych włosach. Oto jest pytanie, co wypadało by napisać na temat karczmy? Nie chcę, by mnie obwołano kłamcą i pisarzem pseudonaukowym, któremu by zarzucano to, że robi fumbuk. Spoglądam na swoich towarzyszy. Hm... zdaje się, że żaden z nich nie jest stąd, skoro dano nam wspólną izbę. Osoby osiadłe by nie musiały mieszkać w karczmach. W takim razie- wypadało by zapytać karczmarki:

- Przepraszam- zagaiłem, ale po chwili zdając sobie sprawę z tego, że to pytanie było by dziwne, tak też zmieniłem treść- chciałbym prosić o kufel ciemnego ale oraz kaszę ze skwarkami, zalewaną sosem. Dodatkowo- chciałbym się zapytać o to, skąd właściciel karczmy czerpał inspirację względem nazewnictwa przybytku?

Mam nadzieję, że moje słownictwo nie sprawi zbyt dużo problemów...
_________________
Manfred, Rycerz Płonącego Słońca- Wichry Północy
Robert, Błędny Rycerz z Bretoni- Miasto
Lafel, Łowca-Zwiadowca- Sylvania
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Martin von Carstein
Rycerz Zamku
Rycerz Zamku


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 376

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 21:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Hmmmm... Mraaau, cóż to za miejsce? Kolejna "elitarna" karczma, w której karaluchy stanowią integralną część co drugiej potrawy? Gdzie krzykliwy, zapijaczony motłoch urządza sobie zabawy? Gdzie piersiaste, półnagie dzierlatki tańczą na stołach ku uciesze gości, zgrabnie podskakując w rytm muzyki?

Nawet nie byłoby tak źle...


Rozglądam się powoli po sali, może coś dostrzegę ciekawego, godnego mej nadzwyczajnej uwagi. Poprawiam swoje ubranie, lekko ocieram niby to drobinkę brudu z rękawów mej czarnej kamizelki, kolejno biorę się za czarny kapelusz z rondem. Oglądam z ciekawości czarne, jeździeckie buty, bryczesy... W sumie praktycznie cały jestem ubrany na czarno, tylko ten szal biały się nieco odcina.

Obym się tylko nie nudził. Zobaczmy, może coś zwróci moją uwagę... niech te serdelki z jasnym piwem lepiej będą dobre... miau...
Solidny miecz za pasem, moja postura, średni wzrost, kruczoczarna bródka i wąsik, oczęta niczym węgielki w sam raz pasujące do trójkątnej twarzy i mego typowego... niestety... nosa. Jak ładnie się komponuje z bladą cerą! Oby tylko się nie przyplątał tu do mnie żaden plebejusz. Chociaż...
Chociaż to może być nawet zabawne.

_________________
http://vaevictis15mm.blogspot.com
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Cranmer
Graf
Graf


Dołączył: 17 Sie 2006
Posty: 1751
Skąd: z nienacka :D

PostWysłany: Pon Mar 14, 2011 21:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zaskakujące jest to, że dla ludzi takich jak ja zawsze znajdzie się miejsce w rogu karczmy. Większość z całą pewnością nie zwraca na mnie uwagi, bo komu by się chciało rozglądać po rogach kiedy ma się przed gębą talerz i kufel. Zresztą wszyscy wiedzą, że gapienie się po kątach na zakapturzonych ludzi zwykle prowadzi do problemów. Niezmiernie mi to pasuje nigdy nie lubiłem zwracać uwagi... chociaż może kiedyś kiedy prowadziło się odrobinę inny tryb życia.

Co zobaczy ewentualny ciekawski osobnik ? Tak ja wspominałem zakapturzoną postać w czarnym płaszczu, przeciętnej budowy ciała - ani wysoką ani niską, ani chuchro ani grubas. Z pod płaszcza mrugnie czasem posrebrzana sprzączka barwionej na czarno zbroi skórzanej. Zupełnie nic co zwraca uwagę. Na stole obok talerza od którego roznosi się woń pieczonego kurczęcia i w miarę świeżego - zdaniem karczmarza - chleba tuż obok kufla z piwem leży dobytek spakowany w niewielkiej torbie podróżnej. Gdyby ktoś zbliżył się odrobinę zobaczyłby oparty o ławę/krzesło miecz i kuszę.

Zakładam jednak, że nie wielu nawet spojrzy w moją stronę dlatego spokojnie delektuję się posiłkiem wpatrując się co jakiś w innych gości ale bez jakiegoś natręctwa. No pomijając dwie osoby które odpowiadają opisowi z najnowszego zlecenia, nie przypuszczałem, że tak szybko i przez zwykły przypadek na coś trafię. Nie ma jednak co się spieszyć. Na pewno zatrzymają się tu na noc a jutro zapewne będą szukać zapasów.

Kiedy skończę z posiłkiem wyjmuje z wewnętrznej kieszeni płaszcza niewielkie zawiniątko z tytoniem i fajką. Nie zostało tego wiele ale w sumie nigdy za dużo nie paliłem. To jest jednak dobra okazja. Powoli zabieram się za czyszczenie fajki ,po czym aplikuję porcję tytoniu i odpalam zaciągając się solidnie.
_________________
#Wichry Północy, Kazdin
#Ciężkie jest życie na morzu, Miguel Rodriguez de Gillera
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Wto Mar 15, 2011 00:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy służka odeszła, a Axel wrócił zwracam sie do niego.

- Może i tak będzie...Czekamy na kogoś widzę że brylujesz po sali?- mówie do Axela

Rozglądam się po sali

- Same podejrzane mordy...widzisz jakiś łowców nagród? Postawię złotą koronę iż zlecenie zapewne już dotarło do wielu uszu.Miejmy baczność na wszystko z tego co mi wiadomo oni atakują wtedy kiedy najmniej się tego spodziewasz... z zaskoczenia albo jak jesteś bezbronny.
Te nędzne szczury zawsze chcą zarobić jak najszybciej i w najłatwiejszy możliwy sposób bez zbytecznego narażania skóry, a jak robi się za ciężko to zawsze jest inne zlecenie...

_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Wto Mar 15, 2011 09:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Panowie. Chyba nasi patroni uśmiechnęli się do nas, że znaleźliśmy swoje towarzystwo w tej karczmie. - odzywam się cicho grobowym głosem, który bardziej by pasował do ogłaszania wielkiego nieszczęścia niż zaczynania pogawędki - Czyżbyście też przybyli tutaj z tego samego powodu co ja? Czyżby was też przygnały tutaj powołanie, obowiązki i przysięgi?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Mar 15, 2011 12:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spojrzałem na Boharda odwracając głowę tak aby patrzeć mu w oczy. >

-Zdawało ci się. To ty się rozglądasz jak przepiórka na którą polują myśliwi... Uspokój się i zapamiętaj sobie najważniejsze. Jesteś niewinny...Zapisz to sobie w głowie ,na papierze i na ścianie w pokoju nad łóżkiem jeśli trzeba. Uwierz w to a będzię Ci łatwiej. Nie rozglądam się. W przeciwieństwie do ciebie poprostu delektuje się napitkiem i czekam... Nie wypowiadaj przy mnie a najlepiej nigdy słowa łowca i przestań się zachowywać jak zwierzyna. Jesteśmy w podróży, zwiedzamy. Zrozumiałeś? Podejrzane mordy?? Ja nie widzę nikogo podejrzanego. Sami mili obywatele. Owszem jest w tym zajeździe kilka ciekawych osób ale napewno nie są podejrzane... Dopiero będą...
<Uśmiechnąłem się serdecznie jak do przyjaciela z którym wspomina się dobre czasy . Wszystkie słowa wypowiedziałem cicho, powoli ,spokojnie i wyraźnie. Mam nadzieję ,że Bohard zrozumiał co chciałem mu przekazać. Kufelek pewnie jest już pusty więc proszę o kolejne piwo a do tego pieczone ziemniaki i smażoną kiełbasę pokrojoną w plastry. Wracam do dyskretnego cieszenia oczu karczmą>
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Wto Mar 15, 2011 12:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiwam głową ze zrozumieniem w stronę brata uśmiechając się szeroko zdejmuję kaptur z głowy i rozsiadam się wygodniej trochę nonszalancko.Na początku przychodzi mi to z trudem jednak po pewnym czasie udało mi się zrelaksować.

- Gdzie ta służka ileż będę czekać na tą padlinę i szczyny trolla...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Sro Mar 16, 2011 17:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ulewa ma swoje dobre i złe strony. Grunt staje się grząski, a przez to łatwiej wbijać szpadel w ziemię. Z drugiej strony łatwiej się poślizgnąć i wpaść do cudzego grobu. No i nikt inny nie chodzi w ulewę po cmentarzu, więc nie trzeba być aż tak ostrożnym. Z drugiej strony, jak już coś się stanie, to raczej nikt nie pomoże, bo wszyscy skryci po domostwach. Życie jest okrutne...

... ale człowiek drwi z niego wciąż...
... gdyby dotrwać jutra...
... nie zmądrzałby wcale on...

Co?

Przestaję nucić i nasłuchuję czy wycie się powtórzy. Nerwowo zaciskam palce na uchwycie lampy, próbując się w duchu przekonać, że to wilk, albo dziki pies. Dopiero po chwili, niczym bąble powietrza w wodzie, na wierzch wypływają inne myśli. A jeśli nie? Tyle się bajdurzeń człowiek nasłuchał. A jeśli Tu zombie krążą?

Potrząsam głową strzepując z nosa krople deszczu. Zombie nie wyją po lasach, tylko na cmentarzach... i raczej jęczą, bo nie mają krtani. Tak tak... już lepiej. Zaskakujące ile może zdziałać odrobina rozsądku zaprawiona szczyptą wiedzy.

- Ojczulku ojczulku... ty żeś prócz ścinania różanych krzewów, ciężkiej roboty się nie imał - mówię do siebie - to ja tu latam z łopatą zarabiając na chleb... i bynajmniej nie jest to łopata do wyciągania podpłomyków.

Ruszam dalej, ale pozostający na dnie świadomości strach nie pozwala zrezygnować z czujnego nasłuchiwania, bo w tej ulewie, uszy wrażliwsze niż wzrok.

Wszystkie duchy i zjawy, które właśnie się zebrały nad Gerhardem, by przyjrzeć się swojemu przyszłemu towarzyszowi ziemskiej (wciąż) niedoli, zobaczyłyby ubranego w obszerny, może trochę za duży, a z pewnością w wielu miejscach połatany, płaszcz z wysokim kołnierzem. Jego poły niemal sięgają ziemi, zamiatając co luźniejsze grudy ziemi, przez co ubranie tego człowieka przez cały czas jest pobrudzone. Pod spodem skrywa grubą kurtkę ogrzewającą brzuch i nerki oraz koszulę, która kiedyś była biała. Spodnie wykrojone z mocnego materiału, już teraz są niestety strasznie wytarte. Wygląda i na to, że są trochę przydługie i chyba ściągnięte z kogoś, kto już ich nie potrzebował. Mają bowiem zawinięte nogawki, a na wewnętrznej stronie widać wyszyty symbol Ottona - rzemieślnika szyjącego na miarę trumienną. Dłonie skrywa za rękawiczkami o obciętych palcach, a głowę chroni mu przed deszczem kapelusz z szerokim rondem. Twarz, aż po nos skrywa pocerowanym szalem koloru zielonego.

Twarz Gerharda jest młoda, ale poznaczona zębem życia. Nos musiał być przynajmniej raz złamany i źle nastawiony. Szrama na prawym policzku musiała być zadana jakimś tępym narzędziem, ale to by dostrzegł tylko wprawny lekarz. Z kolei oczy... Pod całym tym niechlujnym ubiorem, połamaną facjatą i stanowczo prostackim podejściem do życia, kryją się bardzo żywe i bystre oczy o różnym kolorze tęczówek.
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic


Ostatnio zmieniony przez Jaracz dnia Czw Mar 17, 2011 14:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3941
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Mar 17, 2011 13:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-No już lepiej Bohardzie. Jeszcze bądź bardziej uprzejmy wobec dziewcząt i jesteś prawie jak tutejszy.

<Zastanawiam się czy może Bohard ma rację. Zakłądam,że nawet połowa hołoty tutaj może być łowcami nagród. Przebiegłem oczami po sali sprawdzając czy ktoś się na nas nie gapi a żeby wyglądało to jak szukanie znajomych. Uśmiechnąłem się gdzieś do ściany jakby znalazł to czego szukałem, nawet jeśli nic ciekawego nie zauważę.>

-Dowiedziałęm się, że w okolicy giną dzieci. Jesteśmy nad wyraz poza tym wiekiem więc od miejscowych nie ma się raczej czego obawiać jeśli nie chodzisz po cmentarzu...
_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Czw Mar 17, 2011 14:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Sądzę że nie tylko dzieci tutaj giną, ja na miejscu Imperatora wysłałbym tu armie i przeorał całą to prowincje kamień po kamieniu. Stawiając tu potężne miasto które by nadzorowało ten teren.Do czasu aż to się nie stanie jest ona jak wrzód na dupie Imperium.
- Tutejszy? - Uśmiecham się przelotnie
- Sądzę iż więcej tu siedzi teraz elementu napływowego niźli mieszkańców osady. Zastanawiam się czy nie warto by zebrać manele i udać sie na Księstwa Graniczne lub Kislev albo nawet Tilea tam zawsze znajdzie się coś do roboty dla najemników...Jednak trzeba najpierw coś zarobić by ten plan się udał.
- Jedno jest pewne moje czasy w Imperium są policzone.Nie zamierzam gnić w lesie całe życie lub się ukrywać.Mogę zabić i tuzin łowców jednak zawsze znajdą się następni a z każdym zabitym cena rośnie. Zamknięte koło
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Sylvania - Ziemia Przeklętych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3 ... 26, 27, 28  Następny
Strona 1 z 28

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.