Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Prolog - Zaraza i Truposze
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Lily et Pique
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Nie Paź 23, 2011 18:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gundrik

Kolejne zamówienia, kolejni klienci. Dzień zaczyna się rozkręcać, praca przyspiesza. Baby na zapleczu ledwo wyrabiają się z pichceniem strawy, ty zaś nie nadążasz z odszpuntowywaniem beczek i robieniem za kelnera jednocześnie. Dziwny dzień, ostatnimi czasy tak nie było. Przypominają się dni, kiedy w Poussenc wszystko było w porządku...

Wreszcie, nastąpił przełom. Do karczmy wkroczyła banda kilku lokalnych obwiesi. Cała dzielnica ich zna. Zwykłe uliczne szumowiny, szybkie do bitki, szykan i wandalizmu. Dwóch z nich teraz było okutanych jakimiś syfiastymi szmatami z nieznanych powodów. Tknęło ciebie, że mogą być chorzy. Mimo to, nadal wałęsali się z resztą bandy.

Jej lider, łysa menda o iście tępej gębie osiłka trzasnął pałką w otwartą dłoń i kiwnął głową na ciebie z pogardliwym uśmieszkiem.

- Co to? Brodaty pokurcz dalej robi w bretońskiej karczmie? Co to, ludzie, pytam ja się? Co to za skrzat, który zabiera pracę uczciwym ludziom?! Patrzajta go, on jest zdrowy, a my chorujem!

Jego ludzie zawtórowali mu pomrukami. Kilku bywalców tawerny również łypnęło podejrzliwym wzrokiem na ciebie, jakby nagle "olśniło" (tudzież ośliniło) ich.

- Co to ma być? - słychać głos kobiety zza twoich pleców. To Helga, emigrantka z Imperium. Niezbyt urodziwa, acz pracowita kobieta przy kości, kuchara.

- Jak chceta żryć to siadać i burd nie wszczynać. Jak nie, to wynocha!

- O, patrzta na tą obcą lochę! Może to ona przywiozła te swoje morowe powietrze z ichnego zapchlonego, brudnego kraiku. - odparł łysol - Zaraz my tu zdez... dezan... fak... kurwa, posprzątamy!

Nikt z bywalców nie staje w waszej obronie. Ta hołota idzie w waszą stronę raźno. Kobieta skryła się za tobą. Niedobrze. Cholernie niedobrze.


Blaise

Dam w namiocie nie było, toteż kłaniać się nie musiałeś. Wymieniłeś za to grzeczności z seigneur Everettem, mężczyzną podobnej postury co twa, jednakże nieco starszym. Różnił się od ciebie czarnym, krótkim włosem, brązowym okiem i brakiem zarostu. Głos miał cichy i w drobnej mierze bełkotliwy z powodu wady wymowy.

- Witajcie, witajcie, panie Cillianmour. Siadajcie przy stole. - wskazał na całkiem znośne jak na obóz wojskowy krzesło przy stole, na którym rozłożono mapę Poussenc i okolicy. Zaznaczone na niej były obozowiska, patrole, warty i ogółem cały kordon. Nadzorca zasiadł przy drugim krańcu.

- Sądząc po zbrojnym orszaku i waszej deklaracji, chcecie wesprzeć nas w zbożnym celu? Dobrze, dobrze, nigdy za mało mieczy ku sprawie. Mówcie zatem. Co ze sobą przywozicie i jak chcecie się nadać Królowi i naszej Pani?


Vingaard / Orderic

Pielgrzymi z pomocą Sodira zaczęli zwalać trupy umrzyków na jeden stos oraz znosić drwa, susz i patyki. Bruno dorzynał opornych nieumarłych, którzy okazywali jeszcze jakiekolwiek oznaki aktywności. W tym czasie rycerze opatrywali swoje zranienia i sprawdzali wierzchowce.

- Jely to ten niepozorny. Na tego rosłego wołaliśmy Kiep, bo niekumaty był. Dobre chłopaki, żal mi ich. Zemścimy się, panowie rycerze?

- Z Pani pomocą, pielgrzymie. - odpowiedział Sodir.

Wkrótce, zapłonął stos, a pielgrzymi grzebali ciała swoich poległych. W chwilę później zaskoczył was krzyk gniewu i rozpaczy. Pobiegliście na stronę, do jego źródła. Stali tam Clemens i Bertrand. Ten pierwszy klęczał nad swoim wierzchowcem, który wyraźnie broczył krwią i kwiczał z bólu, lecz mimo to próbował wstać. Bertrand próbował odwieść go od zwierza, co mu się nie udawało.

- Nie zostawię Rivetty! To mój pierwszy, najwierniejszy koń! Nie! Nie umieraj, klaczko, na litość Shallyi i Pani...

- Na tą samą litość, Clemensie, ostaw! Nie odratujemy teraz ko... Rivetty! Chcesz tu zostać, pośród tych umarlaków w tym zielonym piekle?

- Tak! Zostaw mnie, nieczuła bestio! To mój koń! Moja klacz! Moja towarzyszka od kiedy zacząłem trening!

- No kurważ mać, kiepie jeden, ostawże ją i pozwólcie dobić, bo się męczy! O, hej! - krzyknął Bertrand na was - Weźcie przemówcie mu do rozumu!

_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy


Ostatnio zmieniony przez Ethereal dnia Nie Paź 23, 2011 21:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Paź 23, 2011 19:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spoglądam na pielgrzymów z ogromnym wkurwieniem podchodzę szybko do nich.

- CO WY KURWAŻ WYCZYNIACIE IDIOCI? CHCECIE BY ICH CIAŁA BYŁY WYKORZYSTANE PRZEZ NASTĘPNEGO NEKROMANTĘ. ZOSTALI ZABICI PRZEZ ZOMBICH I MOGĄ STAĆ SIĘ TAKIMI SAMYMI ZOMBI. NIE GRZEBAĆ A PALIĆ CIAŁA...! NATYCHMIAST! - Mówię z wypiekami na twarzy

Odwracam się słysząc krzyk i dobiegam w tamtym kierunku.Przyglądam się sytuacji. Spoglądam na konia ze współczuciem, spoglądam na Clemensa.
Podchodzę do niego i zatrzymuję się centymetry od jego twarzy, wymierzam mu siarczysty policzek by go opanować Ryczę mu słowa z mocą na jaką tylko mogę sobie pozwolić patrząc prosto w oczy z odrazą.

- Opanuj się! Clemensie! Zachowujesz się jak rozwydrzony gówniarz a nie rycerz ! Twój towarzysz życia cierpi zdychając od śmiertelnych ran, a ty myślisz tylko o sobie ! Zamiast mu ulżyć w cierpieniach! Nie jesteś godzien miana Rycerza jakie świadectwo pokazujesz tutaj towarzyszom jak oni mają walczyć u twego boku i zaufać ci byś chronił ich boki !
Jak chcesz walczyć na wojnie jak nie możesz zdzierżyć nawet śmierci własnego konia!
- Ryczę głośno

- Wstydź się! Zrób to ty albo zrobię to ja! Niech koń nie cierpi i daj mu czystą i szybką śmierć Do jasnej cholery! - krzyczę wściekle tak by słowa docierały do tej tępej czaszki

- Bądź mężczyzną Rycerzem Pani jeziora a nie rozwydrzoną babą! - mówię dosadnie

Wyciągam miecz głowicą w jego stronę dając mu wybór
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Pon Paź 24, 2011 10:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Cholera... bardzo niedobrze. Te półgłówki przylazły tutaj na rozróbę i zabrały swoich zakażonych kolesi.
Jeszcze większą furię wzbudziły wyzwiska... i to że jeszcze poczciwych ludzi obrażają!
W takim wypadku jedno jest pewne. Ci tutaj nie opuszczą karczmy póki nie stanie się im krzywda. Nikt nie staje po naszej stronie. Kurwa! Muszę obronić siebie i Helgę... i resztę! Nie wiadomo co te obwiesie będą chciały zrobić Marie i jej rodzinie.
Niestety... nie jestem taki bitny jak większość krasnoludów. Nie szkodzi. Będę musiał wyrównać swoje szanse przez chytre manewry.

- Helga! Cofnij się za ladę. Powiedz reszcie aby wezwali straż - syknąłem na niewiastę.

Zacząłem się nakręcać. Wziąłem kilka głębokich oddechów.
Sięgnąłem po topór i stanąłem tak między stołami, aby musieli podchodzić do mnie pojedynczo, a nie całą zgrają. Dolałem oliwy do ognia wyobrażając sobie jak te dranie palą karczmę, wypijają zapas piwa i tłuką rodzinę moich chlebodawców.

- Przyprowadzasz swoich przydupasów, aby zarażali ludzi, a potem na mnie zganiasz?! W życiu nie przepracowałeś dnia chuju! Podjeżdżaj łysy kutafonie! Wyzywam cię! - warknąłem do przywódcy obwiesi - A może taka z ciebie pipa że potrzebujesz wszystkich swoich kumpli, aby pobić jednego krasnoluda?! Tchórz! Słabeusz! Jeżeli masz chociaż krztynę odwagi i godności chodź tutaj! Walcz ze mną jak mężczyzna!

Mam nadzieję, że zbój złapie haczyk. W pojedynkę mam z nim spore szanse. W dodatku zawsze jak jest banda trzeba zwracać się do jednego, tego który przewodzi... zagrać na jego ambicji! To taki myk! W ten sposób nie będzie czuł się niczym tłum.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Wto Lis 01, 2011 13:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Vingaard / Orderic

Pielgrzymi iście zbaranieli z powodu ryków Vingaarda. Ktoś nieśmiało zaczął protestować, ale Bruno go szybko uciszył. Nie było dyskusji. Ciała poległych poszły na stos, ale ich towarzysze, w tym Bruno, uparli się, by położyć im symboliczne groby - co też zrobili.

Orderic ze współczuciem przyjrzał się rannemu wierzchowcowi i klęknął przy nim, by zbadać jego rany i wywiedzieć się, czy pomoc była możliwa. Niestety, biedne stworzenie miało iście rozszarpane okolice lewego uda, głównie ścięgna pod nim. Nawet jeśli możliwe byłoby odratowanie i zwierz nie padłby od moru, to już do końca swego żywota kuleć będzie i nigdy nie ruszy ni stępem, ni kłusem ni galopem, kuśtykając wszędzie jakoby żebrak bez nogi.

Clemens wydawał się być w szoku. Dopiero po ciosie na twarz i krzykach Vingaarda pojął, że męczy swego towarzysza... albo pogrążył się w innych rozmyślaniach. Tak czy inaczej, łzy otarł, pokiwał głową i w milczeniu pożegnał się po raz ostatni ze swą klaczą.

- Ja to zrobię. - powiedział twardo, po czym szybko zakończył mizerykordią męczarnie stworzenia, ledwo sam zachowując powagę. Nie patrzeliście, bo żal wam było.

Clemens oczyścił ostrze z krwi i odszedł na skraj obozowiska by oprzeć się o drzewo.

Zmieniliście miejsce obozowiska, byle oddalić się od płonącego stosu. Reszta tej nocy upłynęła wam na "spoczynku", jeśli spoczynkiem nazwać można było ciągły niepokój, ciągłe wypatrywanie nędznych sylwetek w mroku nocy i odwracanie głowy ku każdemu nagłemu dźwięku. Niewielu mogło zmrużyć oka. Skoro świt osiodłaliście wierzchowce i ruszyliście. Juki Clemensa podzieliliście między siebie, lecz on sam zmuszony był iść piechotą pośród pielgrzymów. Nie było dla niego miejsca dla już i tak ciężko obładowanych koniach.

Następne dni podróży upłynęły wam diabelsko powoli, w atmosferze strachu, niepokoju i nieufności względem nawiedzonego lasu. Żyjąc w ciągłym napięciu czas dłużył się morderczo, wyczerpując ciało i umysł bardziej aniżeli najcięższy bój. To było odkrycie, którego większość z was nie doświadczyła jeszcze - że oczekiwanie było gorsze od bitewnego szału.

Wreszcie, trzeciego dnia po wyruszeniu z zajazdu, trafiliście na wielką polanę pod Chinon, na której armia lokalnego markiza rozbiła swój potężny, warowny obóz. Setki błyszczących w słońcu, kolorowych i pstrokatych namiotów powitało wasze przemęczone oczy. Rychło przekroczyliście palisadę, wpuszczeni do środka przez kilkunastu zbrojnych. W środku natychmiast doskoczyli do was stajenni i słudzy, widząc żeście zdrożeni i objuczeni. Powitał was mistrz wachty i szybko posłał po kogoś. Tym kimś okazał się być rycerz w średnim wieku, mający dawno za sobą czasy błądzenia po świecie. Czarno biała szachownica była jego herbem, a tunikę trzymał w szarym kolorze.

- Witajcie, młodzieńcy. Jestem Aribert de Maulle, doradca, strateg i nadzorca obozu z ramienia markiza Lafay. Jak was zwą?


Gundrik

Zapis z sesji WISE (4.11.2011).

Przez chwilę ten kiep jakby zaczął myśleć. Czy też słowo "kombinować" lepiej odnosiło się do stanu umysłowego tego jegomościa. Wyraźnie nie podobała mu się perspektywa stawania przeciwko krasnoludowi z toporem. Wreszcie jednak, niewątpliwie pod wpływem wiader jadu i głupoty, podjął decyzję. Najgorszą w swoim zasranym życiu.

- Brać ich! Krasnal jest mój! - warknął. Jego ludzie ruszyli, roztrącając gości, stoły i krzesła. Skierowali się ku Heldze i kuchni. Imperialerka zaczęła krzyczeć z przerażenia. Łysol natomiast rzucił się na Gundrika z okutą pałą.

- Ludzie! Zbóje demolują karczmę panienki Marie! Pozwolicie na to?! - krasnolud zawołał na salę.

Bez pierdzielenia się ruszył do walki z przerośniętym głupcem. Nie był wojownikiem - to fakt. Ale nikt nie mógł obrażać jego, jego przyjaciół i niszczył jego miejsca pracy.

- Wsadzę ci ten topór w dupę!

Syn Grundiego zbił pierwszy cios swojego oponenta. Ledwo zdołał oszukać tego kretyna fintą (zdał sobie też sprawę z tego, że daleko było mu do wprawnego w bitce i potrzebny był mu trening) i chlasnął go powrotnym ciosem, całkiem mocno, w prawicę. Człowiek zawył z bólu i kontratakował. Obaj prowadzili wymianę ciosów, którą od początku do końca wygrywał brodacz. Wreszcie, łysy zaczął uciekać, ciężko raniony w rękę i korpus. Wtedy Gundrik go dopadł... i mocno przesadził - wrył mu toporzysko tak głęboko we flaki, że aż stuknęło o kręgosłup. Śmiertelnie raniony człek zapowietrzył się, rzygnął krwią i padł.

Grundison słyszał krzyki bólu za sobą. Helga leżała na podłodze i była bita. Tych kilku gości którzy interweniowali oberwało po pysku. Widząc śmierć swojego "bracha", pozostali zbóje zbaranieli. W końcu zaczęli zwiewać, ale na odchodne jeden trzasnął karłowi w głowę pałką. Szybko i mocno. Pociemniało mu w oczach i zwalił się na podłogę, odpływając w bólu i wściekłości w nicość...

---

Przebudzałeś się powoli, a świat wirował ci pod czaszką. Zbierało ci się na wymioty, ale jakoś to zniosłeś. Otworzyłeś oczy. Światło dnia bijące przez okiennice prosto w twą twarz oślepiło ciebie, boleśnie rażąc po oczach. Próbowałeś się poderwać, wiedziony jedną spójną myślą żarzącą się w twym umyśle niczym żagiew - niebezpieczeństwo. Atakowali karczmę. Bili kobiety. Topór. Krew. Krzyki. Ból i ciemność.

Teraz tępy ból odbił się w twej czaszce, aż syknąłeś i opadłeś z powrotem na przepocone wyro.

- Spokojnie, saddiq. Nie ruszaj się. Odniosłeś poważną ranę między skronią a potylicą. - powiedział jakiś męski, starzejący się głos po twojej prawej. Miał dziwny akcent. Próbowałeś obrócić głowę, lecz ból ci nie pozwolił.

- Straż miejska ciebie szuka. Chcą wyjaśnić sprawę. Ci bandyci owszem zaatakowali bretońską karczmę prowadzoną przez rodzinę chorego bretońskiego weterana straży... ale trup pościelił się gęsto. Słyszałem, że zabiłeś jednego z nich, brutalnie. Przemoc nie jest rozwiązaniem, młody krasnoludzie. Spójrz, do czego doprowadza.

_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy


Ostatnio zmieniony przez Ethereal dnia Nie Lis 06, 2011 01:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Wto Lis 01, 2011 15:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy podbiegli stajenni zeskoczyłem z konia pogłaskałem go po pysku lekko, widząc iż zdrożony mocarnie jest.

- Zadbać o niego należycie ! - zwracam się do stajennych

Następnie odwracam się do sług i mówię

- Macie znaleźć później mój namiot i przywlec moje juki wraz z kopią i tarczą do niego - mówię głosem nie przyjmującym sprzeciwu

Gdy widzę nadchodzącego rycerza odwracam się w jego stronę.
Skinąłem głową kładąc zbrojne ramie na piersi w geście powitania.

- Sir Vingaard Du Carlemont z księstwa Brionne, wiesz może czy rycerze Księcia Teodryka przybyli już na wezwanie? A jeżeli tak to gdzie mieszczą się ich namioty? - spoglądam pytająco na Ariberta
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Sro Lis 02, 2011 22:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Widząc ze chłopi nadeszli by zajac sie moim wierzchowcem zsiadam z niego i przekazuje lejce wygladającemu na najbardziej kompetentnego.

-Jak Cie zwa dobry człowieku? <kiedy usłysze odpowiedz kontynuuje> Sam zajme sie swoim koniem, zaprowadz go jedynie do stajni i zdejmij z niego juki. Pojawie sie tam najdalej za dwie klepsydry, przez ten czas zapewnij mu porządną porcje owsa i wody.

Kiedy rycerz do nas podszedł kłaniam mu sie z dworską manierą.

-Wielką przyjemnością jest Cie poznać sir Aribercie, ma godność to Orderic du Limont. Ja również mam pytanie jeśli pozwolisz: czy markiz Lafay zaszczyciłby mnie możliwością rozmowy z nim? Wiele bym oddał za pomoc którą byłby w stanie mnie obdarzyć.
_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Pią Lis 04, 2011 02:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Siadam, jak zaproponowano na krześle. Przyglądam się przy tym z zainteresowaniem mapie. Chrząkam zanim podejmę rozmowę, by oczyścić gardło.

- Przywożę ze sobą nie tylko miecze, ale przede wszystkim pomysły. Zauważyłem już że niemały to kordon i pilnujecie skrzętnie, aby mysz sięnie prześlizgnęła. Wiele tęgich umysłów musiało przy planowaniu całej sprawy uczestniczyć, więc byłbym zaszczycony dołączając do takiego grona.

Robię przerwę rzucając spojrzenie na wyjście z namiotu.

- Co nieco już posłyszałem, a wiele sam zauważyłem. Zima na razie spokojna, powietrze stoi. Nie widziałem jednak stosów pod ogniska graniczne, coby z morowym powietrzem walczyć, gdy przyjdą pierwsze silniejsze podmuchy w naszą stronę. Pogoda płata figle monsieur. Lubi się zmieniać gwałtownie, niczym płoche dziewcze przy pierwszych zalotach. To jest jednak czysto organizacyjna sprawa, której z pewnością łatwo zaradzić jednym rozkazem. Jednakże... hmmm...

Patrzę ponownie na mapę.

- Jednakże druga sprawa, na którą chciałem zwrócić uwagę jest delikatniejsza. Nie mogę jednak o niej mówić z tobą monsieur, nie mówiąc otwarcie i bezpośrednio. Posłyszałem, że pieczę nad peryferyjnymi obozami trzymają tileańscy najmici oraz bracia Cointreau. Mówi się, a mówi to wiele ust, że są ze sobą skłóceni. Nie chcę oczywiście tu rzucać jakichkolwiek oskarżeń, ale nie od dziś funkcjonuje powiedzenie, że strzeżonego Pani strzeże. Co będzie, jeśli w chwili krytycznej prywatne niesnaski wezmą górę nad wspólną sprawą? - Nie daję mu odpowiedzieć i kieruję swój wywód w stronę lekkiego pochlebstwa - Z pewnością już o tym pomyślałeś i uważnie pilnujesz, by do tego nie doszło. Mogę jednak zapewnić i postawić na to całego swoje doświadczenie, które w wyniku licznych podróży jest niemałe, że wszyscy w tych obozach w tych prywatnych niesnaskach wzięli już stronę. Myślę, a myśleć mogę trochę nieskromnie, lecz z pewnością mam ku temu powód, że mam na to radę.

Patrzę teraz bezpośrednio na rozmówce i nie pozwalam mu uciec wzrokiem na bok. Przez cały czas dążyłem do tego momentu i tak modulowałem swój ochrypły głos by go zainteresować i zwrócić uwagę na newralgiczny punkt jego kordonu jakim jest właśnie czynnik ludzki...
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Nie Lis 06, 2011 12:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sycząc znieruchomiałem, by nie wywoływać więcej bólu. Przemowa tego starszego gościa... potrzebowałem chwili, aby pozbierać myśli.

- Szkoda, że tamta hołota o tym nie wie... - warknąłem.

Może nie jestem wojownikiem i brak mi talentu do bitki, ale cóż z tego? Ten facet... albo nigdy nie doświadczył przeciwników z jakimi musi walczyć Brodaty Lud... albo jest kimś kto napatrzył się na zbyt dużo śmierci.

- Powiedz to plugawym zielonoskórym... - dodałem z syknięciem - Do dzikusów dociera tylko uniwersalne przekazy... przekazy młota i topora. Bezmyślne zło nie zna spokoju... bezmyślnemu złu nie przemówisz do rozumu... bezmyślne zło słucha tylko tego czym samo się posługuje!

Próbowałem poruszyć ręką, aby móc pomacać obolałe miejsce.

- Bili kobiety. Stałbyś w boku i negocjował? Drań przyprowadził swoich schorowanych kumpli... ciekawe jak im byś przemówił do głowy? "Proszę wyjdźcie stąd i nie zarażajcie innych ludzi"?

Ostrożnie macam palcami wokół bolącego miejsca, tak aby wyczuć czy mam opatrunek czy coś, ale nie naciskać rany.

- Nie obowiam się straży. Stanąłem w obronie niewinnych i broniłem swojego honoru, jak i dobrego imienia współpracowników. Wcześniej też wyzwałem tępaka na pojedynek... gdyby się poddał i odwołał swoich kumpli, a nie uciekał jak tchórz miałbym dla niego litość. - po chwili dodałem już mniej pewnie - Chyba, że tam są tacy rasiści i zadymiarze jak wśród tych zbójów

Od razu przypomniało mi się wydarzenie z przeszłości... przedzieranie się przez Bretonię podczas przeprowadzki z Nuln do Marienburga. Wtedy też było sporo ludzi do których trafiały tylko słowa wystrzelone z osiemdziesiątki ósemki.

- Gdybym miał chociaż garłacz... nie byliby tacy pewni siebie i poszli by sobie. Takie tchórze jak oni nie atakują, kiedy pomachasz im przed oczami dowodem na to że mogą marnie skończyć.


Taaak... w Imperium, każdy szanujący się karczmarz miał garłacz albo przynajmniej ciężką kuszę.

- Powiedz co ty byś zrobił... no powiedz... walczę lepiej niż człowiek, ale nie jestem krasnoludzkim wojownikiem, aby móc stać w drzwiach kuchni i bronić ich, aż do przybycia straży. Jestem tylko... agh... pomocnikiem w karczmie i rusznikarzem. Co ktoś "bardziej" doświadczony przez życie by zrobił?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Wto Lis 08, 2011 02:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Orderic / Vingaard

Arbiter de Maulle przychylnym wzrokiem spojrzał na Orderica i wykonał drobny ukłon, odwzajemniając kurtuazję. Odpowiedział tymi słowy:

- Markiz Lafay zajęty jest w tej chwili, przebywa na wojennej naradzie z innymi wodzami. Przedłożę mu waszą prośbę o audiencję kiedy tylko zakończy, co robi.

Następnie spojrzał na Vingaarda.

- Książę Teodryk i jego ludzie już są w obozie od dwóch dni. Ich namioty mieszczą się na jego południowo wschodnim krańcu, w herbach i barwach księcia i jego ziemi.

Spojrzał na was obydwu i skinął wam powoli głową.

- Miło było poznać was, młodzieńcy. Kto wie, może już niedługo powitamy was w szeregach Rycerzy Królestwa. Musicie mi wybaczyć, obowiązki wzywają. Jeśli macie jakieś prośby, pytania lub chcecie zdać jakiś raport, zgłoście się do wachtowego bramy. On skontaktuje was z kimś. Bywajcie.

Aribert de Maulle odszedł, zostawiając was samych. Nieco dalej stoją Pielgrzymi i Bruno, a ze stajni wychodzą pozostali - Sodir, Bertrand i Clemens, rozmawiając głośno i żywo przy tym gestykulując... a przynajmniej ci dwaj ostatni. Sodir milczał i szedł spokojnie, nie wdając się w dyskusję.


Blaise

Constantine Everett słuchał ciebie z uwagą, jednakże nie mogłeś wyzbyć się uczucia, że błądził myślami gdzieś indziej, nie poświęcając tobie ani twym słowom zbyt wiele rozwagi. Wreszcie, skomentował:

- Zdaję sobie sprawę, mości panie Cillianmour, że bracia są kłótliwi, toteż ich rozdzieliłem i dałem im różne siły oraz sekcje kordonu pod swą komendę. Ciągle ich bacznie obserwuję i niekiedy strofuję. Znają oni powagę sytuacji - jeśli się pożrą, to po kryjomu albo po całej tej drace z zarazą. Co do ognisk... fakt, nie pomyślałem. Dziękuję za wspomnienie, natychmiast roześlę rozkazy stosowne. Co do najmitów... ha, powiedzmy, że władze prowincji poważnie nie traktują sprawy Poussenc. Nie otrzymaliśmy sensownego wsparcia z Montfort ni skądinąd, jeno garść złota które postarałem się ulokować w sprawdzonych najmitach. Żal, że obcokrajowcy... i to nie tylko Tileańce, ale również i Estalijczycy. Trzeba będzie, jako braci, trzymać z dala od siebie i pilnować. Parszywa robota. Ale ale, tyle mi gadacie, lordzie, a nie przedstawiliście konkretów - co w związku z tymi... ludzkimi czynnikami?


Gundrik

Mężczyzna westchnął ciężko.

- Ludzie to nie zieloni, krasnoludzie. Do ludzi można dotrzeć słowami. Dialogiem, postawą, czymś. Agresja rodzi agresję, i tyś tego przykładem. Na co to przyszło? Kobieta z Imperium której broniłeś, Helgą ją zwali. Zatłukli ją. Wstrząśnienie mózgu, spękane żebra i organy. Była już nie do odratowania zanim przybyłem. Zmarła mi w rękach.

Pozwolił by te grobowe słowa zawisły w przestrzeni. Półszeptem wypowiedział kilka słów w jakimś płynnym, śpiewnym języku, z modlitewną intonacją.

- Kiedy tylko będziesz mógł na nogi stanąć, pójdziesz na komendę straży i wyjaśnisz sprawę ze swej strony.

Na pytanie odpowiedział bez wahania:

- Kiedy trzeba walczyć, to się walczy, jednakże walka jest ostatnim co wybrać winieneś. Krew przetacza krew, śmierć goni śmierć, przemoc rodzi przemoc. Krąg cierpienia, zła i nienawiści. Ale, co ja ci będę mówił więcej. I tak mnie nie zrozumiesz.

Wstał i wyszedł z pokoju. Widziałeś tylko czarną szatę okrywającą całe ciało i równie czarne rękawice.

_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Wto Lis 08, 2011 10:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Miałem ochotę aby odwarknąć, że facet chyba w życiu nie widział typa z pod ciemnej gwiazdy...
Kur...

Zatłukli Helgę na śmierć. Cholera... trzeba było jednak stanąć w drzwiach kuchni i bronić wejścia.

Śmierć za śmierć... kobieta za wielkiego i tępego jak but zbira.

Zacisnąłem szczęki.

Kurwa... taki dyshonor... bronić kogoś i dać go zabić. I to kobietę... kij z tym że ludzka, a nie krasnoludzka, ale jednak kobieta.

Mocno zacisnąłem oczy. Dziadek opowiadał... że krasnolud kiedy okryje się hańbą goli głowę, zostawia tylko czub który farbuje na pomarańczowo i usztywnia tłuszczem... i poluje na trolle, aby w nierównej walce odkupić przez śmierć swój honor.

Było jeszcze gorzej... z głębokich zakamarków pamięci zaczęły wypływać dokładne słowa dziadka... słowa przysięgi, które wtedy wypowiedział... zaczęły wypływać na wierzch moich myśli jakbym od zawsze je znał i umiał je recytować na blachę.

Kij.... to ludzka kobieta. Współpracownica...

Napiąłem mięśnie, tak że aż zabolało mnie rana na łbie.

Zemsta... znaleźć tych drani i zapierdolić. Jednego po drugim. Agh...

Mam mętlik w głowie. Może ten człeczyna ma rację? Tylko co by przemówiło innego do takich tępaków? Gość nie odpowiedział mi wprost na pytanie co by zrobił. Przerwałby krąg wrogości? Taaaa... kiedyś widziałem coś takiego... przerywacz skończył z dziurą w łbie w rynsztoku.

Trudno... będę musiał się przejść do strażnicy. Pierdolę... gdyby nie ta zaraza siedziałbym teraz w zamku jakiegoś szlachcica i rusznikarzował, aż by mi para z uszu leciała.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Wto Lis 08, 2011 12:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Odwracam się do Orderica uśmiecham szczerze kładę ramię na jego barku spoglądam na trzech wychodzących rycerzy ze stajni macham do nich przyzywająco. Jak podejdą zaczynam mówić...

- A więc szlachetni towarzysze dotarliśmy do celu...cóż teraz zamierzacie? Czy wasze rodziny maja tutaj swoje oddziały? Czy nie macie sie dokąd udać i ruszycie do Markiza z prośba o przydzielenie namiotów i wzięcie na służbę?
- spoglądam pytająco na każdego z nich

Chrząkam znacząco

- Oddziały Księcia Teodryka są tutaj, więc pewnikiem i mój brat takoż znalazł się tutaj wraz z oddziałami mego ojca. Jesteśmy Błędnymi Rycerzami, a uważam iż żaden Rycerz nie powinien być samotnikiem, a nasza kompanija całkiem całkiem sobie poczynała. Sądzę iż kawałek namiotu sie znajdzie jak i kawałek pryczy wśród moich oddziałów coby dupska sobie nie odmrozić.
- Jeżeli przeżyjemy tą bitwę równie dobrze możemy wspólnie ruszyć na bretoński szlak...a zaszczytem byłoby dla mnie byście w nadchodzącej bitwie staneli ze mną ramię w ramię wspólnie siekąc te nieumarłe ścierwa...jak przy ognisku...zaufane ramię po boku to bezcenny skarb. - uśmiecham się szeroko i kiwam pewnie głową

- Błedny Rycerz nie powinien być skuty żadnymi łańcuchami zobowiązań prócz więzi rodzinnych oraz wobec swego księcia co za tym idzie Bretonni - wyciągam miecz i wbijam go z mocą w ziemie

- Chce powołać do życia nasze bractwo Miecza, niech każdy z tutaj obecnych ma się za brata i chroni go nawet za cene własnego życia, niech nigdy i pod żadnym pozorem żaden z tutaj zebranych nie podniesie broni na swego brata. Jeżeli Rodziny któregokolwiek z nas będą potrzebowały pomocy udamy się tam wspólnie by dopomóc w ich problemach. Podróżujemy razem, walczymy razem, giniemy razem, tępimy ścierwa zagrażające naszemu krajowi a wszystko to by kiedyś nasza kompania mogła liczyć na przychylne spojrzenie Pani...Niech sława naszego bractwa rozniesie się po Bretonii niczym gorący południowy wiatr... - mówię podekscytowany

- Pierwszy raz składam taką propozycje jednakoż biorę pod uwage iż możecie mieć inne plany i cele w życiu niż ja.Możecie chcieć wrócić po bitwie do swych rodzin,ciepłych posłań i urodziwych kochanek ...takoż... Co wy na to mi odpowiecie? - spoglądam pytająco

- Orderic ,Bert, Sodir, Clemens, przemyślcie to i dajcie mi odpowiedź po bitwie...jeżeli przeżyjemy...

Wyciągam miecz z ziemi i chowam go pewnym szybkim ruchem do pochwy.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Pią Lis 11, 2011 18:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Zacna jest Twa inicjatywa Vingaardzie, jednakoż w złym momencie to proponujesz. Nie ujawnione nam, co przyniesie dzień jutrzejszy i możliwe, że z rozkazu Markiza przyjdzie nam sie rozstać. Z tego też powodu rad będę mogąc walczyć z Tobą ramie przy ramieniu, lecz nie złoże przysięgi którą proponujesz, racz nie mieć mi tego za złe. Mówisz o bitwie zacny przyjacielu, lecz to prawdopodobnie bedzie raczej wojna niźli pojedyńcza potyczka i przyjdzie nam tu spędzić długie miesiące. Jedynie Pani raczy wiedzeć, czy wszystkim nam razem dane będzie oglądać zwycięstwo Bretonii. Będę jednak zaszczycony mogąc dziś zanocować wraz z Tobą, mam nadzieje ze szybko bede miał okazje ci sie odwdzięczyć.

Wypowiadam te słowa spokojnie, lecz wprawne ucho usłyszy w nich nute żalu kiedy mówię o niepewności jutra. Kiedy inni podejmą decyzję związaną z propozycją Vingaarda, zwracam się do Sodira:

-Coś zdaje się gnębić twe myśli sir Sodir'ze, czy coś się stało?
_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pią Lis 11, 2011 19:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Jakżem mówił nie oczekuje odpowiedzi teraz, nie będę czuł się urażon jeźli odmówicie. Ja sądze Ordericu że wszystko rozwiąże się na tych polach...władca nieumarłych pewnikiem jest wśród tej Hordy, i jak go położym wszystko się zakończy. I na zacną Panienkę dokonamy tego ! A jutrzejszy dzień przepowiadam ci da nam SŁAWĘ albo BOHATERSKĄ ŚMIERĆ nic innego! Jak dla mnie oba wyjścia są do zaakceptowania! Kto drży przed śmiercią nie powinien nigdy decydować się zostać Rycerzem bo ta każdego predzej czy później dopadnie... - mówię z werwą bez nuty wątpliwości
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Anubis
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 723

PostWysłany: Pią Lis 11, 2011 20:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Porywczy jest twoj duch Vingaardzie. Nigdy nie bałem sie śmierci, od dzieciństwa była moją powszednością bom mieszkał w niespokojnej krainie. Dreczy mnie jednak myśl, że Pani nie ujawniła mi jeszcze ścieżki którą przyjdzie mi kroczyć i prawdopodobnie sam bede musiał ją obrać, mogąc jedynie mieć nadzieję, że zyska jej aprobate. Podziwiam za to twoją pewność co do łatwości pokonania tego nekromanty, oby Pani okazała nam łaskę i tak było w istocie. Pamietaj jednak, że nasz wróg posługuje sie plugawymi, magicznymi sztukami, a żaden z nas nie pojmie jego zdeprawowanego mrokiem umysłu... W nadchodzącej walce może się wydarzyć niemal wszystko.
_________________
Lily et Pique: Orderic du Limont
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pią Lis 11, 2011 20:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nie twierdzem iż strachasz sie śmierci Ordericu źle mnie zrozumialeś, przyjacielu. Zasite niezbadane są wyroki Pani, co ma być to będzie i nie ma co tym się zamartwiać na przyszlość jest tu i teraz. Może okaże się to nieco obmierzle co powiem ale uważam iż sami wyznaczamy sobie scieżkę jaką kroczymy, pani jedynie wyławia tych którzy najlepiej sobie na niej poradzili i obdarowywuje ich łaską. Wiec niech bedzie co ma być! Chwała lub Śmierć! Życzę wam zacni bracia byście przetrwali bitwe, jednakoż życzę sobie by upolować łeb tego pieprzonego nekromanty i zatknąć go na szczycie tego wzgórza by straszył jemu podobnych po wsze czasy. Bretonia to my ! a Bretonia nie lęka się nikogo ani niczego! Paść z mieczem w ręku to zaszczyt, umrzeć jak stara baba w pieleszach to najgorsze co może zdarzyć się rycerzowi. Nigdy nie chce dożyć wieku by to ramię nie miało siły unieść miecza to jedyne co mnie przeraża... Żyj szybko, gwałtownie i nie żałuj niczego, a wyrzuty sumienia ostaw sobie na zaświaty lub starość...Ja każdy dzień przyjmuję jako łaskę pani i traktuje go jakoby był ostatnim. - mówie dalej z pełnym ekscytacji i pewnym siebie
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Lily et Pique Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.