Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Prolog - Zaraza i Truposze
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Lily et Pique
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Lis 13, 2011 17:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Jestem osobą z zewnątrz. Skuteczność łańcucha oplatającego Poussenc zależy od jego najsłabszego ogniwa. Mógłbym się zająć skrupulatną obserwacją i wyszukiwaniem takowych ogniw. Mógłbym pilnować braci zdejmując z twych barków ten ciężar. Jednakże z doświadczenia wiem, że najskuteczniej to robić z cienia. Potrafię pozyskać dla siebie przychylne oczy i uszy, a usta przekażą mi wszystkie wieści lordzie Everecie. Wszelkie zagrożenia wewnętrzne mógłbym tłumić w zarodku. Potrzebowałbym jedynie odpowiedniej pozycji i swobody poruszania po kordonie.

Uważnie obserwuję jego reakcję. Nie chcę mu powiedzieć wprost, że będę dla niego szpiegiem. To słowo niesie ze sobą zbyt duży ciężar nieprzychylnych opinii. Jak na ironię, każdy jednak chce korzystać z usług takowych.
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Wto Lis 15, 2011 03:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gundrik

Rozmyślając tak, wściekając się i odczuwając niepokojące myśli o ścieżce Zabójcy Trolli, wreszcie poddałeś się zmęczeniu i bólom, tracąc przytomność. Wkrótce, kiedy się zbudziłeś, mężczyzna czekał na ciebie z posiłkiem. Po zjedzeniu odżywczego kleiku i popiciu go jakimś paskudnym wywarem, mężczyzna pomógł ci wstać i udać się do wychodka. Potem zmienił opatrunek.

Przez następne dwa dni przebywałeś w tym pokoju, w tym budynku, zdrowiejąc i czując się coraz lepiej pod iście mistrzowską ręką i okiem lekarza lub jego asystentów. Jak się okazało, był to tymczasowy szpital, założony przez obcokrajowych lekarzy. Specjalistów od zaraz, którzy nadeszli tutaj z Imperium. Doktorzy Plag, związani z kultem Morra. Ten, który się tobą opiekował, był całkiem wysokim acz nieco chudym człeczyną o ciemnej karnacji i starannie wyprofilowanym zaroście. Przedstawił się jako Motamid. Kojarzysz opowieści o nim - słynny w Imperium pogromca chorób, głównie działający u boku Arthura von Kriegera, znanego możnowładcy - aczkolwiek widywało się go wszędzie na północy, gdzie zmagał się z zakusami plugawego Pana Rozkładu. Z tego, co głoszą plotki, pochodzi z dalekiej Arabii i wyznaje tamtejszy kult dawno zapomnianego boga zaświatów i śmierci, Moshara. Z tego co wywnioskowałeś, on był uznawany za nadzorcę całej misji w Poussenc.

Wreszcie, po obiedzie trzeciego dnia hospitalizacji i zdjęciu opatrunku, Motamid stwierdził:

- Jesteś zdrów. Powikłań nie będzie. Pozwolisz, że udamy się teraz do straży miejskiej. Wyjaśnisz swoją wersję wydarzeń.


Blaise

Constantine Everett dość długo świdrował ciebie wzrokiem. Widać było, że intensywnie zmaga się z myślami i w tejże nerwowości próbuje podjąć decyzję. Kusisz go, ale drażni go sumienie. Wreszcie się odezwał, nieco bardziej bełkotliwie niż przedtem:

- Omijacie słowo, panie Cillianmour. Chcecie zostać mym szpiegiem. Nie aprobuję tego, wiecie. To ścieżka obcokrajowców bez honoru. Nie dam wam kredytu na takowe czyny... ale zdaję sprawę sobie z powagi sytuacji. Patrzcie, obserwujcie. Jak co poważnego, to donoście. Jak co trywialnego, działajcie. Zachowajcie spójność blokady, tylko o to was proszę. Lojalni wobec Bretonii, Pani i Króla bądźcie.

Oparł dłonie o stół i westchnął.

- Jeździć po kordonie możecie, jeno dziur nie czyńcie swą nieobecnością czy czymkolwiek innym. O co wam natomiast chodzi z tą "pozycją"? Pode mną jako nadzorcą każdy dowódca w kordonie równym jest.


Orderic / Vingaard

Pozostali rycerze i pielgrzymi uważnie obserwowali waszą wymianę zdań. Widać było, że każdy z nich zastanawia się nad waszymi słowami, a Bertrand, Clemens, Sodir i Bruno wyrobili sobie kolejny kawałek opinii o was. Jakie one były? Czas miał (lub też nie miał) pokazać.

Pierwszy odezwał się cicho Clemens:

- Bert? - spytał się zdziwiony, patrząc to na Vingaarda, to na Bertranda. Ten drugi machnął ręką, najwidoczniej nawykły do ksyw i zdrobnień, z których słynęło codzienne miejskie życie. Clemens natomiast chwilę się zastanowił i kontynuował - Vingaard, Orderic ma rację. Porywczyś i gotów swym fanatyzmem zaprowadzić siebie i swoich w ramiona śmierci. Jednak, jam jest błędny rycerz bretoński, strach przed śmiercią winien być mi nieobcy a służba ziemi bretońskiej, królowi i Pani winna być przewodnią. Tako też masz mój miecz, nawet i teraz. Bertrandzie?

Clemens po swoich słowach wyciągnął miecz i ofiarował jego rękojeść Vingaardowi. Pielgrzymi skłonili głowy i otoczyli was. Ich twarze i wzrok zdradzały podekscytowanie, uniesienie wyjątkową chwilą. Formowało się braterstwo ludzi przelewających wspólnie krew, broniąc czci i wiary przed zagrożeniami tego świata. Bruno wyjął jakąś broszę z metalu... przedstawiała sobą kielich Graala, symbol Pani Jeziora.

Bertrand natomiast uśmiechnął się uprzejmie i pokręcił głową.

- Wybaczcie, przyjaciele, ale nie chcę wędrować i bić się całe życie. Mnie ciągnie do miast, do dbania o ten kraj w inny sposób niźli mieczem. Włóczęga i wojaczka mają swój urok, lecz straszne są i męczące. Może wychodzę na tchórza, ale życia nie chcę postradać na gościńcu. Żaden ze mnie wojownik.

- Nie doceniasz siebie. - odezwał się w tym momencie zwykle milczący Sodir - Dobrześ rąbał truposzy. Trzeźwo myślisz.

- Hmph. Taki fach, Sodir. Komu ekonomia i miejskie życie pisane, ten łeb na karku musi mieć. - odparł - Mimo to, dziękuję. Pomyślę jeszcze. Jak ta wojenka się zakończy, to może dołączę ale tylko na czas, dopóki mnie nie uznają za Rycerza Królestwa. A ty, Sodir?

- Po bitwie. - odparł tylko. Widać było, że nic więcej nie powie, toteż Bertrand kiwnął głową i spojrzał na was - Widzicie? Nie ma co skóry na niedźwiedziu dzielić, póki żyje.

- A cóż to? - wtrącił się Bruno.

- Powiedzenie takie. Kupiec z Kislevu dalekiego wspomniał coś takiego. Albo podobnie.

- Ach. Tak... panowie rycerze. Nie mamy swojego Rycerza Graala by mu służyć. Zamyślaliśmy, co by z moimi towarzyszami takowego odnaleźć tutaj i pomóc mu po Bretonii się włóczyć i trupielców bić, z łaski Pani. Możemy tako i pozostać u was. W kupie siła i raźniej jest rąbać umrzyków. Wiem, żeśmy my chłopi nie rycerze, ale czy możem dołączyć do tego waszego bractwa? Macie mój topór i broń mych chłopców, do samego końca.

Clemens już coś miał odpowiedzieć, ale Betrand go szturchnął i spojrzał na was. Natomiast Sodir odpowiedział cicho i krótko Ordericowi:

- Bój się zbliża.

_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy


Ostatnio zmieniony przez Ethereal dnia Wto Lis 15, 2011 16:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Wto Lis 15, 2011 11:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skinąłem głową na słowa doktora. Przez te parę dni sporo się zastanawiałem nad tym co powiedział... i nad moją sytuacją.

Myśl o ścieżce Pogromcy Trolli była przygnębiająca... miałem tylko nadzieję, że nikt z obsługi karczmy nie będzie miał mi za złe tego co zrobiłem. Wtedy będzie nie tylko przygnębiająca... ale i nieunikniona.

- Myślałem nad tym co mi powiedziałeś... O tym kręgu nienawiści. Możliwe... możliwe że da się go przerwać, ale ja nie mam dosyć siły na to... na razie. Postąpiłem jak uważałem za słuszne i jak przykazuje moje wychowanie. - rzekłem zbierając się do wyjścia - Kiedyś obrosnę w mądrość i cierpliwość... póki co muszę się zająć obecną sytuacją.

Idąc razem z lekarzem przygryzałem nerwowo jeden z wąsów.

- Mam pytanie... czemu opatrywał i zajmował się mną taki... światowej sławy specjalista jak ty, doktorze Motamid? Zostałem zarażony? A może... - tutaj skrzywiłem się z wyrazem skruchy na twarzy - Czyżby właściciele karczmy opłacili moje leczenie?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Wto Lis 15, 2011 13:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spoglądam na Clemensa

- Czynisz mi zaszczyt swoim brakiem zawahania jednakoż prawda to poczekajmy do końca bitwy jak większość sobie życzy zobaczymy jak ona się potoczy i kto wyjdzie z niej zwycięsko...nie dzielmy niedźwiedziej skóry na...yyym...czy coś takiego...właśnie. Dziwne te powiedzonka Kislevitów...Oby plaszcze nasze były w strzępach a głowy na swoich miejscach! A później przyjdzie czas na decyzje i postanowienia...gdyż bitwa nie jednego odmieniła i zmieniła jego pogląd na życie i świat...

Uśmiecham sie szeroko do wszystkich obecnych i spoglądam pytająco

- Także gdzie kto zmierza? Ja zmierzam do swoich chorągwi... - rozglądam się pytająco wskazując kierunek gdzie będzie można mnie odnaleźć
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Lis 20, 2011 17:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skłoniłem się lekko na ostatnie słowa, przykładając dłoń do piersi.

- Rad jestem to słysząc. Będzie jak chcecie mości Everett.

...Będzie jak chcecie.

Po tym ukłonie wychodzę z namiotu. Jestem pewien, że jeszcze przez kilka chwil, jeśli nie do końca dnia Constantine będzie się głowił, czy dobrze zrobił pokładając we mnie zaufanie. Z drugiej strony nie miał innego wyjścia jeśli moje słowa znalazły żyzny grunt w jego myślach.

Kiwam głową na swoich zbrojnych czekających przed namiotem. Odchodzę z nimi kilka kroków dalej, z dala od ciekawskich uszu strażników.

- Znajdź Enzo - te słowa kieruję do pierwszego z moich przybocznych - Niech zorganizuje pełny kwaterunek. Zostajemy tu na dłużej. Wieczorem oczekuję go u siebie. Ruszaj.

Z drugim zbrojnym kieruję się nieco wolniej w stronę swojego namiotu, który z pewnością został już rozstawiony. W czasie gdy Enzo będzie się zajmował pozostałymi sprawunkami, posyłam ludzi po drewnianą balię. Niech mi zagotują wody. Jestem pewien, że tutejsi lordowie zażywają kąpieli i wonią perfumami na naradach. Wszak to Bretonia. Krew na twarzy może być, ale śmierdzieć potem to zniewaga.
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Pon Lis 21, 2011 00:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Orderic / Vingaard

Widząc, że żaden z was nie miał zamiaru odpowiedzieć Pielgrzymom, Clemens zaprowadził Bruna na ustronie i powiedział mu kilka słów. Chłop zmarkotniał i pokiwał głową. Zaraz potem zabrał swoich ludzi i pożegnał się z wami kiwnięciem głowy, znikając między namiotami.

- Ja idę z Orderikiem do Markiza. - odpowiedział Vingaardowi Clemens, wracając - Również mam doń sprawunek.

- Ten Teodryk to wasz książę, Vingaardzie? Nie mam tu swoich, więc można się zabrać? Sodir, pójdziesz?

Małomówny Quenellczyk kiwnął głową. Zaraz potem przybył goniec od Ariberta de Maulle i obwieścił Orderikowi, że Markiz Lafay zakończył już naradę i przyjmie go teraz na posłuchanie.


Blaise

Opuściłeś namiot Constantine'a Everetta i kazałeś jednemu ze swych przybocznych odszukać Enzo i przekazać mu rozkazy. Nie dalej jak dwie duże klepsydry później, mieliście już rozbite namioty, parkany i palenisko na północnym skraju obozu, przy drugiej bramie. Przez tą bramę prowadził trakt z Montfort do Poussenc. Wasi ludzie dostali od nadzorcy polecenie strzeżenia bramy na dwie zmiany, podczas gdy pozostałe dwie były w gestii innych uczestników kordonu, lub twojej jeśli takie było twe życzenie.

Woda została zagotowana i nie czekając dłużej, w blasku kandelabru, we wnętrzu swojego całkiem sporego namiotu przywiezionego specjalnie do dużego obozowiska, wziąłeś kąpiel i odświeżyłeś się mydłem i pachnidłami, jak przystało na bretońskiego arystokratę uchodzącego za nowoczesnego. Na zewnątrz panował zmrok już od kiedy wstawiono balię. Dzień zimą jest krótki jak ogon pudla - odmiany małego psa, którym tak szczycą się szlachcianki z miast.


Gundrik

Wyszliście ze szpitala. Przedtem, przechodząc przez sale chorych, widziałeś kwintesencję tragedii jaka opadła mieścinę. Ludzie zwijali się i jęczeli z bólu. Niektórzy tylko szlochali albo płakali. Inni, wyczerpawszy wszelkie pokłady czułości na cierpienie, leżeli jak kłody i wpatrywali się tępo w ściany i sufit, czekając na śmierć. Pobladli, zzieleniali lub zżółciali na twarzach, o podkrążonych i nabiegłych krwią oczach. Słabi niczym dzieci po urodzeniu. Poznaczeni okropnymi, czarnymi wrzodami nabiegłymi ropą najgorszego rodzaju. Zarażeni Czarną Śmiercią. Inni zaś, w drugiej sali, chorowali na cholerę. Czuć było okropny smród oraz widać i słychać było bolesną, ludzką niemoc.

Motamid, idąc z tobą przez opustoszałe, śmierdzące dymem ulice miasta słuchał ciebie uważnie, mimo iż miałeś trudności w mówieniu - twoją twarz przesłaniała ścierka nasączona ziołami i olejami przeciwko morowemu powietrzu. Było to kategoryczne zalecenie lekarzy. Motamid też miał na twarzy maskę - przypominającą wielki kruczy łeb, do kompletu z dziobem i szklanymi kopułami imitującymi oczy. Wnętrze, z tego co wiesz, wypchane było jeszcze potężniejszą dawką ziół i preparatów. Na głowie nosił kapelusz o bardzo szerokim rondzie i płaskim denku. Nosił gruby ubiór z ciężkiej, ciemnobrązowej tkaniny, czarną tunikę z symbolami, z których rozpoznałeś dwa - Wąż Eskulapa i świecę Morra. Na nogach i dłoniach nosił buty i rękawice z czarnej skóry, wysokie. U pasa spoczywała mu okazała, przedniej jakości buława, grawerowana i wyposażona w chwytak w kształcie dziobiącego kruka.

Na twoje pytanie machnął ręką w stronę komendy straży, do której już się zbliżaliście. Na miejscu, do antyszambrów wpuścili was wartownicy. Motamid zdjął swój ptasi łeb.

- Opłacili na tyle, na ile mogli, ale nie przyjąłem pieniędzy. - odpowiedział i zniżył ton głosu - Zostałeś zarażony, Gundriku, ale twój ustrój zwalczył klątwę Czarnej Śmierci. To niebywałe. Głowię się nad tym od kiedy trafiłeś pod mą opiekę. Ale o tym porozmawiamy później. Ja tu zostaję, idź do komendanta i zdaj swoje świadectwo.

_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pon Lis 21, 2011 02:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spoglądam przelotem za Brunem tak by nikt się nie spostrzegł...następnie odpowiadam Clemensowi i Ordericowi....

- Rozumiem, tak więc nie traćcie czasu Markiz nie będzie rad czekając na was... - mówię krótko

Zwracam się do Sodira i Bertnarda

- Owszem, jest. Tak więc pójdźmy...


Gdy Clemens przechodzi koło mnie opieram rękę na jego barku i szepczę po cichu do jego ucha

- Dziękuje, Clemensie... - kwituję, niech sam domyśli się za co mu podziękowałem

Następnie zaczynam zmierzać na wcześniej upatrzone pozycje
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1238

PostWysłany: Pon Lis 21, 2011 15:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Przystanąłem na moment i posłałem medykowi długie spojrzenie.

- Tak. Będziemy musieli o tym porozmawiać... - rzekłem i odwróciłem się.

Zarażony... ha! Krasnoludzka krew i odporność. To jest odpowiedź... jednak patrząc na mojego "dobroczyńcę" podejrzewam, iż nawet u krasnoludów taka zaraza może nieźle pomieszać w kiszkach.

Nie ma co. Zaskoczył mnie tą informacją, jednak nie mam zamiaru się bardziej nad tym głowić.

Pytam się jednego ze strażników, gdzie mogę złożyć zeznania i idę tam.
Nie mam nic do ukrycia... no może poza powodem dlaczego jestem w tym mieście, bo nie wiadomo czy nadal tamci żołnierze mnie nie szukają.

***

- ...tamtego dnia było dosyć tłoczno. - siedząc na krześle składałem zeznania przed Kapitanem Straży, patrząc mu pewnie w oczy - Roznosiłem jak zwykle jadło i napitki oraz zbierałem zamówienia od gości. Jednak cały czas czułem nerwowy dreszcz. Wie Kapitan... przez to morowe powietrze cały czas śledziłem, czy ktoś z wchodzących nie kaszle czy nie kicha. Nie daj Valayo, aby ktoś choróbko przytargał i ludzi w karczmie pozarażał.

- Ledwo nadążałem z odszpuntowywaniem beczek i podawaniem jadła. Było nawet spokojniej niż ostatnimi dniami, kiedy doszło do paru burd, a dzień wcześniej musieliśmy paru takich wyrzucać. Jednak spokój nie trwał wiecznie. Nie wiem jaka była pora, byłem zbyt zajęty pracą. Chyba było trochę popołudniu.

- To były dzielnicowe łachudry. Chodzą tam po okolicy, zaczepiają, niszczą i tłuką kogo da się po mordzie. Wśród nich było dwóch takich obwiązanych brudnymi od ropy bandażami, no od razu... pierwszy rzut oka i widać było, że zdrowi nie są.

- Ich szef, ten łysy, którego zarąbałem, zaczął wszczynać burdę. Zaczął wołać, żem pokurcz i że zabieram im uczciwą pracę, kiedy oni chorują, jakby ta banda obwiesi kiedykolwiek uczciwie pracowała. - prychnąłem z oburzenia - Jeszcze wytknął mnie żem zdrów, kiedy inni chorują, ale co ja poradzę? Moja rasa szczyci się naprawdę wielką twardością. To tak jakby mieć pretensję do niedźwiedzia, że jest silny albo ryby że umie pływać!

- Ale odchodzę od tematu. Z kuchni wyszła Helga. Tak jak ja pochodzi w Imperium i zatrudniła się w Srebrnym Jeziorze, jako kucharka. Huknęła na drani, aby wynosili się z karczmy, bo burdę wszczynają, a żryć nie chcą. Na to ten łysy wyzwał ją od świni i zarzucił, że to ona przytargała za sobą choróbsko z Imperium. Zaraz potem zawołał na swoich i ruszyli w naszym kierunku aby nas obić okrutnie.

- Tego zdzierżyć nie mogłem. Jestem tylko rzemieślnikiem, ale nie pozwolę, aby ktoś obrażał mnie i moich współpracowników. Kazałem Heldze schować się za ladą i posłać kogoś po straż, sam zaś chwyciłem za mój topór, który zawsze noszę za pasem... wiecie, Kapitanie, u krasnoludów, jak ktoś chodzi bez topora to tak jakby był bez ręki. Zawsze jesteśmy gotowi bronić naszego honoru. Pomyślałem też że skoro tacy hardzi do lania nas to spróbuję szybko to zakończyć. Wyzwałem tego łysego ich szefa, aby stanął ze mną do walki. Wyzwałem go od tchórzów, że brak mu odwagi i męstwa, skoro całą zgraję posyła na krasnoluda i biedną kobietę. Zawołałem też do gości, aby nie siedzieli tak jak porządną karczmę banda oprychów demoluje.

- Zaczęła się walka. Paru klientów stało, ale dostali po gębach od tych gnojów, którzy rzucili się na bezbronną Helgę. Niestety... nie jestem tak dobrym wojownikiem, jak większość moich współplemieńców. Wymiana ciosów trwała zbyt długo... inaczej pewnie bym ją uratował. Rąbnąłem toporem parę razy łysego. Kiedy zobaczył, że nic mi nie jest w stanie zrobić, a sam jest ciężko ranny zaczął uciekać.

- W ferworze walki nie wytrzymałem. Drań nie dosyć, że przychodzi, wyzywa, burdy wszczyna, myśli że jest bezkarny to teraz ucieka jak ostatni tchórz. Gdyby padł mi do stóp i zaczął przepraszać może miałbym dla niego litość... ale nie. Byłem zbyt wściekły. Pobiegłem za nim i wbiłem mu moje toporzysko głęboko w trzewia. - "Chyba mnie wtedy Grimnir pobłogosławił" dodałem w myślach - Niestety. Przez to że pobiegłem i tyle walka trwałą, nie mogłem ochronić Helgi, którą tamci dranie w tym czasie okładali w najlepsze. Tyle że jak zobaczyli, żem ubił ich szefa od razu... jak banda orków zbaranieli... i zaczęli uciekać chyżo do wyjścia. Jeden z nich jednak zaszedł mnie od tyłu i przed odejściem zdzielił pałą przez łeb. Piekielnie mocno - odruchowo pomacałem się w pobliżu bandaża - Straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem, byłem w łóżku opatrzony, ale nadal obolały.

Odetchnąłem. Zamrugałem i zastrzygłem wąsami.

- Oto cała historia Panie Kapitanie. Wiem, że tym powinna się zajmować straż miejska, ale nie mogłem pozwolić napastować siebie i kobiety. Najbardziej żałuję, że zawiodłem swoją współpracownicę. Biedna zmarła od ciosów jakie jej gnojki zadali. - pokręciłem smętnie głową - Niczego z tego zdarzenia nie zataiłem i powiedziałem całą prawdę. Oddaję się teraz pod wasz osąd.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jaracz
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 29 Cze 2005
Posty: 2221
Skąd: Olsztyn

PostWysłany: Nie Sty 01, 2012 20:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie zwlekając, nie chcąc tracić ciepła wody, rozbieram się rzucając ciuchy na polowy zydel rozstawiony przy balii. Pas z bronią wieszam, tak abym mógł po niego sięgnąć w razie potrzeby. Potem leci kurta, koszula, buty i cała reszta odzienia. Wchodzę do wody powoli, przyzwyczajając ciało do temperatury.

Gdy będę już w środku ściągam z oka opaskę i zanurzam ją w wodzie, myjąc z kurzu i brudu. Gdy skończę, rozpieram się w balii i odprężam mięśnie, delektując się chwilą spokoju. Moje myśli jednak już teraz krążą wokół sprawy kordonu i mojego w nim udziału.

Przekonanie dowódcy nie było trudne. To człowiek roztropny, ale łatwy do manipulowania w odpowiednich rękach. Będę musiał jednak poznać jeszcze innych aktorów przedstawienia, abym mógł określić swoje dokładne cele i możliwości. Trzeba będzie odwiedzić braci i najemników. Trzeba będzie szepnąć odpowiednie słówko gdzie trzeba, a także rzucić monetami gdzie można.

Nie kąpię się długo. Bez względu na to czy Enzo zawitał w namiocie, czy też nie, wychodzę z balii, nie siedząc w letniej wodzie... to przynosi choroby płucne. Czekam na swojego podwładnego. Jak tylko przyjdzie czekam aż zda relację, a następnie zaczynam go wtajemniczać powierzchownie w swoje plany. Muszę mieć tu kogoś zaufanego, abym nie musiał wszystkiego robić sam.
_________________
#Przyjaciel czy Wróg => Alex Zir, człowiek, magister alchemik.
#Przekleństwo Wzgórz Hager => Brokk Imrakson, krasnolud
#Sylvania - Ziemia Przeklętych => Gerhard, człowiek
#Lily et Pique - Blaise Cillianmour, szlachcic
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Ethereal
Landgraf
Landgraf


Dołączył: 22 Lip 2005
Posty: 2989
Skąd: Elbląg

PostWysłany: Sob Mar 02, 2013 16:45    Temat postu: Zakończenie Prologu Odpowiedz z cytatem

Następne dni, tak w Poussenc jak i pod Chinon, były zaiste interesujące i kwalifikowały się pod uznanie je za heroldów "ciekawych czasów".

W Poussenc w ciągu następnych dni sytuacja pogarszała się lawinowo. Dwie szalejące zarazy - przyziemna (acz śmiertelnie groźna) cholera i legendarna Czarna Śmierć trzebiły ludność miejską i zgromadzonych wieśniaków. Kordon sanitarny wokół miasta utrzymywał ścisłą kwarantannę. Kto ją łamał, kończył z bełtem w sercu i trafiał na stos albo do dziury w ziemi.

Jednakże, sytuacja przestała być statyczna. Nastąpiły wydarzenia, które całkowicie zburzyły dotychczasowy pat. Ktoś mógłby powiedzieć, że to dobrze. Nic bardziej mylnego.

Wewnątrz miasta zorganizowała się grupa śmiałków, z krasnoludem Gundrikiem Gundrisonnem i wybitnym medykiem Motamidem pośród swych szeregów, po czym zeszła ona do podmiejskich kanałów. Władze miasta i niektórzy co bardziej światli mężowie już od dawna podejrzewali wpływ złowrogich sił na znękaną mieścinę. Nie mylili się. Śmiałkowie szybko odkryli walczące między sobą mroczne siły - szczuroludzi Chaosu oraz kult Nurgle'a. Tracąc prawie wszystkich swych członków, drużynie udało się wybić obydwie siły do nogi i zniszczyć plugawe ołtarze, za pomocą których magicznie podtrzymywano i wzmacniano szalejące zarazy. Bohaterowie wrócili na światło dzienne. Wydawałoby się, że nastał koniec problemów. Jednakże, o ile Czarna Śmierć znikła z dnia na dzień, to cholera wciąż się utrzymywała - a wręcz nawet nasiliła. Winą za zaistniały stan rzeczy zostali obarczeni (wbrew głosom sprzeciwu resztek władz oraz niektórych światłych obywateli) uchodźcy oraz nieludzie. Doszło do krwawego pogromu i zamieszek, w których miasto stanęło w ogniu a kwarantanna została przerwana.

W tym czasie, w kordonie sanitarnym również nie działo się dobrze. Rosnące niesnaski między nie znoszącymi siebie nawzajem braćmi Cointreau groziły załamaniem się kordonu i bratobójczymi walkami. Do tego należało doliczyć swawolność i hulactwo najemnych Tileańczyków (coraz agresywniejszych, biorąc pod uwagę wieść o nadchodzących siłach najemnych ze znienawidzonej przez nich Estalii) oraz słabość głównodowodzącego kordonem Everetta. Remedium przyszło w postaci Blaise'a Cillianmour, który od razu zajął się potajemnym wspieraniem i umacnaniem autorytetu Everetta. Udało mu się zjednoczyć pod jego rękawicą siły krnąbrnych rycerzy i szlachciców oraz doprowadzić do wygnania Tileańczyków z kordonu (którzy później zmienili swoją działalność na morderczą i rozbójniczą; paląc, grabiąc i gwałcąc okolicę). Działania te jednak były torpedowane przez animozje między Darriusem a Antoniusem Cointreau.

Kiedy wybuchły zamieszki w Poussenc, sytuacja drastycznie się pogorszyła także w kordonie. Korzystając ze swych sił, zorientowanych na obleganie i niszczenie miast, Antonius gęsto ostrzelał wnętrze miasta, wzniecając wielkie pożary i zabijając wielu ludzi. Postulował za "ostatecznym rozwiązaniem problemu" za pomocą spalenia miasta do gołej ziemi, aby pozbyć się zaraz i zarażonych. Jego brat był temu przeciwny, chcąc utrzymywać kordon i nie plamić swych rąk krwią niewinnych (a przynajmniej taką retoryką się posiłkował). W chwili szczytu natarł ze swoimi ludźmi na siły brata i wywiązało się krwawe starcie, które pogrązyło w chaosie cały obóz. Wielu uciekinierom udało się w tym czasie zbiec z miasta.

Wreszcie, po dwóch dniach straszliwych wydarzeń, obaj bracia zostali spacyfikowani, a ich siły drastycznie przetrzebione. Estalijczycy nadeszli, stając po stronie Everetta i przywracając spokój. Większość uciekinierów z miasta została wyłapana i zabita. Przez następne tygodnie kwarantanna została utrzymana, a grasujący w pobliżu Tileańcy zostali wreszcie złapani w zasadzkę przez Estalijczyków i Bretończyków, ze śmiertelnym skutkiem dla swawolnych grasantów. W ciągu dalszych miesięcy, zaraza w Poussenc wygasła, a miasto oczyszczono z jej pozostałości. Blisko dwie trzecie ludności zmarło na skutek chorób, głodu i zamieszek, a mieścina była zrujnowana. Nie interesowało to jednak zadowolonych z siebie władyków, którzy powrócili do swych siedzib, chełpiąc się swym "zwycięstwem" nad zarazą.

Jedna grupa uciekinierów z Poussenc jednakże zdołała umknąć przed pościgiem. Jej nieformalnym przywódcą był Gundrik Grundisonn. W oczach ludzkich, krasnoludzkich, niziołczych, a nawet elfich uchodźców stał się bohaterem - kimś, kto ocalił ich żywota dwukrotnie: raz przed Czarną Śmiercią, drugi raz przed wściekłymi ksenofobami. Towarzyszył mu Motamid, uznany Doktor Plagi pochodzący z Arabii, weteran walk z Chaosem w zrujnowanym Imperium.

Na południe od Poussenc i prowincji Montfort wydarzyły się zgoła inne, acz podobne dzieje. Z Kurhanów Cuileux spłynęła silna armia nieumarłych, rozprzestrzeniając swe zakusy na Las Chalons, Masyw Orcal oraz okoliczne ludzkie sadyby. Przeciwko nim zostało zwołane pospolite ruszenie przez lokalnego markiza. Do bitwy doszło kilkanaście dni później pod Chinon. W szeregach armii Zła stali nie tylko nieumarli, ale również przewrotni ludzie i Zielonoskórzy. Odwaga, męstwo i sprawność w boju Bretończyków tego dnia nie zdały rezultatu (acz przyczyniły się do olbrzymich strat pośród wrogów) - siły markiza poniosły sromotną klęskę i zmuszone były uciekać, a w konsekwencji również rozproszyć. Przez następne dni, tygodnie i miesiące, tajemniczy wódz armii truposzy zdobył całkowitą władzę nad regionem Kurhanów i zaczął zbierać do swej armii wielu najemników z najróżniejszych ras. Wprawdzie część z okolicznych oponentów - Zielonoskórych z Orcal, Zwierzoludzi z Chalons i legendarnych szczuroludzi Chaosu z Czarnej Przepaści - opierała się jego władzy i hamowała postępy jego armii, to jednak "Król Nieumarłych" stopniowo rozszerzał swe władztwo. Do końca roku zebrał dość wojsk i oblężniczych machin, aby po kolei zdobyć miasta Derrevin Libre, Chinon i Gien. Zagrożenie stało się zbyt wielkie dla okolicznych władców, jednakże pojedyncze wypady z Aquitaine, Zamku Bastonne i Bordeleaux nie zdołały zniszczyć potęgi "Króla", a jedynie ograniczyć ją do już zdobytych terenów.

W całym kraju nastroje pogarszały się. Wydarzenia w Poussenc i okolicy Chinon pokazały wielu ludziom słabość i zdegenerowanie władz (jakby to było potrzebne po ostatnich latach). W lasach, w górach i na wzgórzach grasowały bandy rozbójników. Orkowie, mutanci i Zwierzoludzie stali się bardziej zuchwali. Nieumiejętne zarządzanie i surowość bretońskiej szlachty budziła sprzeciw chłopów i mieszczan. Wybuchające gdzieniegdzie epidemie i niedobory żywności powodowały ostre prześladowania a nawet pogromy rzesz uchodźców z Imperium oraz ras innych niż ludzka.

Bretonia coraz bardziej przypominała wrzący tygiel, który uporczywie zdążał do wybuchu.

_________________
Ulfir Egillsson, Norsmen - Wichry Północy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Lily et Pique Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.