Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Rozdział szósty: Walka o życie i duszę.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 49, 50, 51, 52  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Pon Cze 11, 2012 22:38    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Co raz bardziej rozjuszony powstrzymuję nerwy na wodzy.>

Krew, krew, krew...

<Kołacze mi się po głowie. Żądza krwi rośnie, a zew wzywa. Zmuszam się do podjęcia decyzji, choć wolałbym już biec ku walce. Odwracam się do Vitiriel.>

-Ty, kobiety, ten ranny i jeden zdrowy. Do biblioteki i tam się zabarykadować! <Zwracam się do dwójki żołnierzy.> Łby wam pourywam jak coś im się stanie...Nikogo po za mną nie wpuszczacie...Czy to jasne?! Trzeci idzie ze mną.

<Zbliżam się do Vitriel i chwytam ją pod brodę i pochylam się do jej ucha. Mówię do niej cicho.>

-W razie kłopotów...zabieraj kobiety i uciekajcie do portu...powiedz im, że wiesz o statku, na którym będą bezpieczne..jeśli to nie wypali..niech umrą wszystkie, a Ty wracaj do Shatahaja...Jak się nie dostosujesz do rozkazów to wiedz, że Cię znajdę i nikt Cię nie uchroni przed mym gniewem...<Patrzę w jej oczy i upewniam się, czy do niej dotarły moje słowa.> A teraz do biblioteki.

<Stoję jeszcze chwilę i czekam aż bezpiecznie oddalą się z miejsca walki. Po chwili rozglądam się za jakąś zbroją. Być może gdzieś stoi. Jeśli tak to wkładam hełm oraz uzupełniam pancerz na nodze, o ile pasują.>

Krew...krew..

<Biorę głęboki wdech i ruszam z jednym żołnierzem w stronę sali.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Cze 12, 2012 13:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Chowam się przed wzrokiem przebiegających mutantów oraz postaci, którą gonią. Gdy tylko robi się bezpiecznie przyglądam się tym, próbującym dostać się do zamku.>

<A to kto? I dlaczego idą w kierunku zamku? No i co tam niosą ze sobą? Ciekawe… Poza tym mają fajne wyposażenie, przydałoby mi się – może zmieściłbym się w tą zbroję>

<Moc i wiara w siebie, którą powiększa się z każda zabitą istotą, przyćmiewają rozsądek . Gdyby było ich więcej, albo gdyby mieli kusze, pewnie bym, się wycofał, ale nie teraz. Chcę ich zabić, chcę znowu poczuć przyrost siły po uśmierceniu kolejnej ofiary. Chcę być najlepszy!>

<Rozglądam się i sprawdzam, czy nie ma jeszcze kogoś. Przyglądam się dokładnie obu postaciom. Następnie zdejmuje łuk i zakładam strzałę na cięciwę. Celuję dokładnie w postać ze srebrzystym mieczem. Szukam miejsca, gdzie mój ‘pocisk’ może zrobić najwięcej szkód. Trwa to trochę, ale gdy nabieram pewności co do rezultatu pozwalam strzale lecieć. Następnie, wręcz automatycznie, wyciągam kolejną z kołczanu i oddaję strzał. Potem kolejny i kolejny, aż nie stracę z oczu cel, albo gdy któryś z nich nie będzie na tyle blisko, że zagrażać mi będzie w walce wręcz. Wtedy wyciągam miecz, pozwalam by zapłoną, ustawiam się tak, by w razie czego walczyć tylko z jednym przeciwnikiem na raz i zaczynam tańcec z mieczem. Czuję pewność, siłę i moc – nikt nie jest w stanie mi się przeciwstawić. NIKT.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Wto Cze 12, 2012 15:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kultywowanie swojego rzemiosła wszędzie gdzie można popłaca, stwierdziłem w myślach. Tam powinno być chłodniej... kto wie.. może to przejście do skarbca? Idealne miejsce dla smoka.

Cholera. Nie ma czasu.

Poprawiłem chwyt na rębaku i powoli ruszyłem w otchłań nowootwartego korytarza.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Cze 13, 2012 16:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ingwar>

<Omiatając okolice wzrokiem, zastanawiając się ile jeszcze trzeba by to ubić ścierwo starałeś się zbliżyć do półtoraręcznego topora który trafił w maga.Kiedy chciałeś ruszyć ku magom dziwnie zakręciło ci się w głowie. Zatoczyłeś się jak pijany i na chwilę straciłeś orientację ale już po sekundzie widziałeś swojego przeciwnika spowrotem. Stwór gdzieś zniknął a magowie rzucają w ciebie jakiś czar. Rzuciłeś się na magów starając się uprzedzić ich poczynania
i zdekoncetrować waląc ich w pysk mieczem zaczynając od tego którego jeszcze nie atakowałeś. Zadałeś dokładny cios w ryj jednego z magów a na mieczu pojawiła się krew. Znów na chwilę straciłeś orientację ,a kiedy odzyskałeś równowagę zamarłeś. Cios który zadałeś trafił Karguna w plecy niszcząc jego postawe obronną i raniąc krasnoluda...Ten właśnie moment wykorzystali żołnierze...dziewięć ciosów ,jeden za drugim dosięgnęło starego krasnoluda kolejno zadając mu nowe rany. Jedno uderzenie było potężne i stary zabójca prawie stracił ramię kiedy halabarda spadła na niego. W tym właśnie momencie odzyskałeś wszystkie zmysły. Bestia i magowie są za tobą. Sam nie wiesz jak to się stało. Chwilę się wahałeś ale szybko doszedłeś do wniosku,że zaatakujesz magów z pelna mocą. - Albo oni albo my- pomyślałeś. Postanowiłeś wszystkie ataki skoncentrować na trzech magach. Rzuciłeś się szaleńczo na magów nie dbając o własne bezpieczeństwo. Niestety kiedy mijałeś wielkiego robaka ten chwycił cię szczypcami w biodrach i ścisnął niemiłosiernie. Poczułeś jak kości miednicy pękają a krew obficie popłyneła z głębokich ran na ciele. Jednak wyrwałeś się i dobiegłeś do magów. Uderzyłeś prawie że na oślep odcinając mieczem ramię maga który momentalnie zamienił się w proch. Zostało jednak jeszcze dwóch. Szybko rzuciłeś się ku następnemu jednak ten uniknął twojego ciosu. Walka za tobą trwa.>


<Pascal>

<Stałeś tak patrząc na dziewczyny zastanawiając się co się właściwie stało. Jak bardzo jesteś sobą, jak bardzo chcesz być sobą i jak bardzo oddalasz się od Ulryka. Wtem stało się coś dziwnego. Łysy osmalony towarzysz krasnoluda zaatakował go zadając cios w plecy przez co krasnolud stracił koncentrację i przeciwnicy zasypali go celnymi trafieniami ranią dotkliwie. Aż cud ,że jeszcze stoi na nogach i walczy mimo prawie bezwładnej teraz lewej ręki. Dosłownie moment po tym, łysy osmolony mężczyzna rzucił się na postacie nucące dziwne pieśni za tronem hrabiego. Uderzył potężnie mieczem a jedna z postaci poprostu się rozsypała. Nie stety to nie koniec dziwów. W drzwiach do komnaty pojawił się ON. Mutant z głową lwa, rycerz Khorne w towarzystwie jednego ze swoich ludzkich zbrojnych. Wygląda na bardzo wkurzonego.>


<Leon>

<Pouczyłeś Vitriel jak ma się zachowywać i odprawiłeś ją razem z kobietami i dwoma żołnierzami do biblioteki gdzie ma się zabarykadować i czekać na ciebie a w razie twojej porażki uciekać do portu. Idąc korytarzem rozglądałeś się za zapasowymi elementami pancerza. Niestety wszystko co znalazłeś nie pasowało ani trochę na twoją dużą zmienioną przez mutacje sylwetkę. Stanąłeś wreszcie w drzwiach do komnaty tronowej i zobaczyłeś całkiem ciekawy widok. To tutaj zebrała się większość a może i wszyscy mieszkańcy pałacu. Sporo kobiet i mężczyzn z czego większość jest naga i czeka na coś ale nie wiesz na co. Na pierwszym planie jakiś rycerz z potrzaskanym hełmem i twarzą oraz zbroją zalaną krwią patrzy na ciebie bo pojawiłeś się w wejściu. Masz dziwne wrażenie ,że gdzieś już go spotkałeś. Dalej kolejno leżą dwie nagie dziewczynki , obryzgane krwią zabitych żołnierzy których ciała leżą porozrzucane tu i ówdzie. Za nimi w tłumie elitarnych żołnierzy pałacowych walczy biały Irokez, ten sam który złamał ci miednice rzucając tobą o ziemię na rynku. Wygląda ,że ledwo zipie, cały jest we krwi i walczy toporem dwuręcznym już tylko jedną ręką. Jeszcze dalej wielki paskudny robal goni niskiego,łysego ,tęgiego, osmalonego faceta z orkowym mieczem, a tamten szaleńczo wymachuje bronią atakując magów Tzeentcha!!! Gdzieś pośród tego bałaganu na tronie siedzi nieruchomo hrabia, chyba nie żyje albo zapadł w śpiączkę. To wyśmienita okazja. Jeśli ci się uda zatłuczesz ich wszystkich za jednym posiedzeniem, załatwisz czarnoksiężnika, zdobędziesz kobiety i urządzisz rzeź... Twoje marzenia o byciu herosem na miarę Shatahaja mogą się spełnić...


<Rhunar>

<Bez zastanawiania się wszedłeś do nowoodkrytego tunelu.Jest zimno, coraz zimniej. Skalne ściany pokryte są szronem , potem lodem. Idziesz bardzo wolno i ostrożnie. Jest ślisko. Z głebi tunelu dobiega słabe niebieskie światło. Nie mając wyboru idziesz cały czas naprzód. Z sufitu bardzo blisko ciebie zwisają ogromne sople lodu. Jest przeraźliwie zimno a w powietrzu słychać miarowy cieżki oddech. Światło okazuje się kilkoma kryształami rozsianymi na suficie, ścianach i ziemi, emanującymi zimnem. Momentalnie stanąłeś jak wryty u wejścia do wielkiej komnaty poprzecinanej wysoko kładkami. W półmroku spostrzegłeś ogromną sylwetkę czegoś co oddych,stojącą przed tobą. To prawdziwy kolos. Jest nawet kilkanaście razy większy od postaci kamiennego olbrzyma w mieście.. Twoje oczy przyzwyczajają się do niebieskich błysków i widzisz coraz dokładniej. Jest bardzo blisko... Owa postać okazuje się wysoka na ponad piećdziesiąt kroków od stopy do czoła, to chyba jakiś jaszczur. Ciało pokryte ma karmazynową skórą, głądką, naciągniętą, ukazującą tytaniczne mięśnie. Ogromne mięsiste skrzydła sprawiają , że sylwetka potwora jest dwa razy większa. Łeb pociągły, wydłużony zaopatrzony w dwie pary stożkowatych rogów na czaszce i jedną parę pod brodą. Cieżkie powieki koloru żelaza drgają podnosząc się lekko i opadając. Gdzieś pod nimi płoną lodowate oczy jakby ze skraju piekła. Wąski nos i pysk przypominają trochę ludzkie rysy. Stwór ma dwa długie ramiona zakończone pięciopalczastymi dłońmi uzbrojonymi w pazury, i dwie nogi zupełnie jak ludzkie pomijając kolor i fakture skóry. Na waszej wysokości znajduję się jego szeroka klatka piersiowa pokryta gładką nieskazitelną krwistoczerwoną skórą .Sam nie jesteś pewny czy to śpi i jakie ma wobec ciebie zamiary.Posłyszałeś długi przeciągły gwizd wdychanego powietrza po czym istota przemówiła a głos zdawał się brzmieć tylko w twojej głowie:>

-Już czas ...prawda...? Jaką przynosisz ofiarę...?


<Kurt,Alex,Skalf>

<Idąc ostrożnie naprzód i chowając sięza każdą możliwą osłoną , kolumną czy załomem ściany dotarliście wreszcie do samego centrum wielkiej sali , tak przynajmniej wam się wydaje. Kilka identycznych postaci w dziwnych paskudnie wyglądających zbrojach z symbolami ośmioramiennej gwiazdy i robaka?? kręci się przy czymś co wygląda na ogromną studnię. Nieopodal do ogromnej kolumny z obsydianu , przywiązana jest postać w czarnym kapeluszu z rondem , czarnym płaszczu i todze. Głowę ma spuszczoną jakby była zmęczona. Kurt sięgnął po naładowany pistolet ale jeszcze nie atakuje. Pięć identycznych postaci rzuca chyba jakieś zaklęcia na studnie wokół której się kręcą. Tylko po co to robią i kim jest ten związany??



<Klaus>

<Schowałeś się i zaczaiłeś na przemykających wojów. Przyglądając się z daleka dostrzegłeś,że obie postacie są raczej dobrze opancerzone ale przez płaszcze trudno tak naprawdę ocenić. Wybrałeś pachę i szyję. Wyciągnąłeś strzałę, napiąłeś cięciwe i przycelowałeś ..spokojnie...dokładnie... Strzeliłeś. Mimo iż cel był w ruchu trafiłeś idealnie. Strzała przebiła płaszcz i utknęła w celu. Nie jesteś pewien rezultatu ale człowiek nie upadł. Zatrzymał się na chwilę zakrzyknął chyba jakieś przekleństwa po czym obie postacie jeszcze bardziej przyspieszyły kroku. Naciągnąłeś na cięciwe kolejną strzałę i celowałeś kiedy trafił cię piorun!! Mimo iż nie ma chmur burzowych energetyczny pocisk przebiegł po twoim ciele zaburzając bicie twego serca i parząc. Wypuściłeś strzałę w spazmach drgawek ,które po chwili ustały. Postacie zniknęły za budynkami a ty zacząłeś się rozglądać z kąd spadła błyskawica. Nikogo nie ma...Czyżby bogowie zsyłali na ciebie niebieskie pociski za karę poddania się mocom chaosu??>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Sro Cze 13, 2012 16:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Próbuje opanować szał i gniew, lecz nie całkowicie. Wiem, że jeśli podniecenie walką mnie opuści, rany na moim ciele dadzą mi znać o sobie. Rozglądam się w oszołomieniu wokół oceniając sytuacje.

(To co dokonałem... To co dokonaliśmy jest cudem moja Pani, lecz nie kuśmy losu. Zróbmy to co zamierzaliśmy zrobić i uchodźmy. Nie mamy szans nawet z krasnoludem i człowiekiem którzy walczą ja dzikie zwierzęta. Nie zwyciężymy tu. Wrócę... jak już Anastazja będzie bezpieczna, tak jak dałem słowo.)

Zwracam się do dziewczyn, w takim tonie, aby bez jakichkolwiek sprzeciwów wykonywały nasze polecenia.

- Wstawać! Do wyjścia ale już!

Gdy tylko wstaną i ruszą do drzwi wykrzykuje do krasnoluda i człowieka

- Odwrót! Za mało nas! Odwrót!

I ruszam biegiem do wyjścia, nie chcę stracić dziewczyn z oczu. Lecz to co zobaczyłem zaskoczyło mnie bardzo.

(Czy to zrządzenie dobrych bogów? Dzięki ci Urlyku!)

Bez dłuższej chwili zastanowienia ruszam z moim wiernym korbaczem oczyścić drogę dla dziewczyn i odzyskać honor po przegranej z tym mutantem.

(Tym razem będzie inaczej!)

- Za Urlyka! Za rodzinę i potomnych! Giń!
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Sro Cze 13, 2012 21:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Osz kurwa... pięciu. Jak nam poszło kiepsko z tymi ogarami to strach się bać jak będzie z tymi zakutymi. No ale na pewno niczego dobrego tu nie robią. O ten jeniec... On? Ona? Może tak elfkę przebrali... Jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Hmm... Najlepszy będzie jakiś fortel. Ale przede wszystkim pokrzyżować im plany. Może tak oni zajmą się odwróceniem ich uwagi. Ja uwolnię tego jeńca a potem zaatakuje tych od tyłu albo sam albo z tym kapelusznikiem. A w najgorszym razie jak by się pokapali w tym planie to będą walczyć na dwie strony. Czyli komuś z nas trafi się jeden przeciwnik... No ale ni ma co zbyt długo mędrkować”

Odwracam się do dwóch magów i na migi pokazuję im co wymyśliłem. Gestem pokazuję na nich a następnie imitując ich ruchy gdy rzucali czar na ogary a następnie wskazuję na pięciu czarujących zakapiorów. Potem wskazuję na siebie i kulę się i kładę palec na usta i wskazuje na związanego a następnie miecz i na zakapiorów.

„Mam nadzieję ze zrozumieli. Wolę nie krzyczeć żeby nie zaalarmować zakapiorów bo może oni nie słyszą tego hałasu.”

Czekam na potwierdzenie ruchem głowy że się zgadzają lub na jakieś inne ich gesty. Z pistoletem w ręku zaczynam się skradać do kolumny z jeńcem co jakiś czas oglądam się w kierunku studni i jestem gotów poczęstować każdego zbliżającego się wroga porcją ognia i ołowiu a w razie potrzeby poprawić solidną dawką zimnej stali.

Dochodzę do nieprzytomnego spoglądam mu w twarz by sprawdzić czy żyję, czy wszystko z nim w porządku. Jeżeli nie wzbudza moich podejrzeń odcinam go. Sprawdzam co się dziej przy studni. Jak mam czas odciągam go kawałek jeżeli trzeba zacząć się bronić wypalam z kaczej stopy a następnie chwytam za miecz. Gdy wszyscy są zajęci czarodziejami staram się zajść zakutych i przynajmniej jednego skosić z zaskoczenia.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Cze 14, 2012 12:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Cholera, co to było? Piorun bez burzy? Czyżby jakiś mag? Może to ten trafiony nie krzyknął przekleństwa tylko wypowiedział zaklęcie. Albo gdzieś jest jeszcze ktoś?>

<Rozglądam się pośpiesznie, czy ktoś mnie nie obserwuje. Gdy wracam do przyglądania się postaciom ich już nie ma.>

<Z magami to ja nie mam zamiaru mieć nic do czynienia. Niech sobie robią tam w zamku co chcą, ja muszę się wzmocnić śmiercią innych. >

<Ostatecznie decyduje się zostawić obie osoby w spokoju – chcę polować dalej. Czuję, że daje mi to wiele siły i pewności siebie, więc chcę to kontynuować. W związku z tym ruszam w miasto, ale ostrożnie. Cicho i spokojnie, kryjąc się tu i tam. Wyszukuję pojedynczych postaci, którym można by zrobić krzywdę – najlepiej z łuku. Unikam hord mutantów, szczególnie jeśli zieją ogniem, czy grup ludzi, którzy są uzbrojeni w broń dystansową. Przy okazji rozglądam się za pozostawionymi strzałami, elementom pancerza, tarczom czy siatkom, które mógłbym w razie czego użyć.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Cze 15, 2012 13:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Rhunar>

<Po trudnej i długiej rozmowie doszliście ze smokiem do porozumienia. Dałeś słowo honoru i poprzysiągłeś wywiązanie się ze swojej strony w zamian za pomoc smoka. Kiedy wszedłeś do komnaty w której bestia?? przebywała na początku czułeś strach a pierwsze słowa sprawiły ,że czułeś się oszukany. Jednak w miarę negocjacji zauważyłeś ,że jest to bardzo mądre stworzenie, jeszcze nie skażone chaosem ale też nie pałające żadnymi pozytywnymi uczuciami wobec innych ras niż jego własna. Gdy wszystkie słowa zostały już wypowiedziane syn Hellbretha wypowiedział zaklęcia w mowie smoków na co cała ziemia zaczęła się trząść. Sklepienie komnaty jak i ziemia nad wami rozstąpiła się i mogłeś zobaczyć niebieskie niebo rozświetlone światłem dnia. Smok gestem zaprosił cię abyś podszedł do jego ramienia co też uczyniłeś, wtedy ujął cię między palce jak ujmuje się porcelanową figurkę wojownika wysyłaną z kharaku na handel w bogatych miastach i ościennych twierdzach, po czym rozpostrał swoje ogrome skórzaste skrzydła i poleciał ku niebu. Poczułęś szarpnięcie kiedy odrywaliście się od ziemii a potem było już wygodnie. Chłodny wiatr owiewał twoją twarz kiedy niesiony przez smoka spoglądałeś spomiędzy jego pazurów na płonące w oddali miasto. Dziwne. Rozglądając się dookoła wydało ci się jak by miasto było płonącym ołtarzem między dwoma kolumnami sięgającymi nieba. Dostrzegłeś równierz ,że w dymiącej ,przerzedzonej puszczy znajduje się drugie!! miasto. Szare i ponure otoczone czarnym kręgiem spalonej ziemi...Podróż do Emerald Keep zajęła zaledwie kilka chwil. Z rozżaleniem spoglądałeś na miasto trawione przez ogień i przetaczające się ulicami podejrzane sylwetki napewno nie będące ludźmi. Poprosiłeś smoka aby zostawił cię w faktorii sądząc ,że to jedyne miejsce gdzie chaos jeszcze się nie wdarł. Miałeś racje. Krasnoludzka ostoja nadal dzielnie się broni. Dziesiątki a może setki połamanych i spalonych ciał pokrywa ulice przebiegające tuż pod murami faktorii. Tu i ówdzie mury są poważnie uszkodzone a kila stanowisk miotaczy płomieni i wieżyczek jest zniszczonych. Masy mutantów kłębią się pod zgruchotaną, wzmocnioną czterokrotnie bramą rozdzierając ją kawałek po kawałku, odnosząc ogromne straty od ognia i pocisków. Niestety to tylko kwestia godzin kiedy chaos przebije się przez umocnienia. Kilkunastu krasnoludzkich inżynierów broni faktorii przez ciągle napływającymi masami chaosu. Nad faktorią bez ustanku przelatują pociski katapult,balist, kusz a nawet dział. Budynki otaczające faktorie są kompletnie zniszczone. Dziwne, skąd w mieście nagle wzieło się tylu mutantów? Zupełnie jakby wszyscy mieszkańcy zostali poddani niszczycielskiej mocy mrocznych bogów. Kiedy obrońcy faktorii zobaczyli nadlatującego smoka napewno byli przerażeni gdyż przez okrzyki i hałas pola bitwy przebiły się głośne modlitwy do Wszystkich Krasnoludzkich bóstw. Jednak kiedy smok zostawił cię na placu przy największej wieży i wzbił się w przestworza, obrońcy faktorii zaczęli wiwatować i jeszcze zacieklej bronić umocnień. Gdzieś w oddali zobaczyłeś na czerwono ubraną postać machającą do ciebie...>



<Klaus>

<Szybko schowałeś się w zaułkach miasta nie widząc skąd spadła na ciebie błyskawica. Zdawało ci się ,że widziałeś jakiś rozmyty kształt ale nic nie potwierdziło obecności kogokolwiek w tamtym miejscu. Przebiegając czujnie uliczkami znalazłeź i zabrałeś ze sobą solidną stalową tarczę i sieć do łowienia ryb. Trzymałeś się z dala od głównych dróg gdzie co jakiś czas słychać bylo przebiegające hordy pomutowanych sług plugawych bogów. Zabawne..Mimo iż sam stałeś się jednym z ich sług o innych myślisz raczej jak o wrogach niż przyjaciołach. Miasto jest pełne ciał ale nie ma wśród nich ciał mieszkańców. Domy są pootwierane i puste, w wielu miejscach widać ślady krwii. Słońce leniwie przebija się przez kłęby dymu unoszące się nad miastem a ty ciągle myślisz o zabijaniu. Doszedłeś nawet do wniosku,że bardziej teraz zależy ci na zabijaniu niż byciu najlepszym, chociaż nie. Chcesz być najlepszy ale tylko w zabijaniu... Nagle jakiś wielki cień przesłonił niebo nad tobą. Odruchowo spojrzałeś w górę i zobaczyłeś wielki czerwony brzuch i ogon istoty która przeleciała nad tobą. To największe stworzenie jakie w życiu widziałeś...Sam nie wiesz jak i dlaczego ale przestraszyłeś się i wpadłeś do zsypu na węgiel. Przekoziołkowałeś pare razy aż wreszcie wylądowałęś w jakiejś rozprutej piwniczce. Serce wali ci jak oszalałem a gdzieś zza ściany słyszysz szlochanie ludzi...Ludzi których mógł byś zabić i stać się silniejszym...>


<Kurt>

<Spojrzałeś na czarujących magów. Wyglądają na silnych w czarach ale ty jesteś wojownikiem. Nie byle jakim wojownikiem. Mógłbyś z ogrem bić się na gołe pięści i pewnie byś wygrał. Przedstawiłeś swój plan towarzyszom ,a oni odpowiedzieli skinieniem głowami więc ruszyłeś skradając się na tyle na ile mogłeś. Kolczuga pewnie dzwoni ale nie słyszysz jej przez ten hałas. Z pistoletem gotowym do oddania strzału podszedłeś do przywiązanej postaci. W tym momencie twoi towarzysze posłali ogniste pociski w stronę czarujących. Ogniste kule eksplodowały roznosząc trzy z pięciu postaci w pył. Przyjrzałęś się przywiązanemu. To mężczyzna, ma bardzo bladą karnację, wygląda na wyczerpanego. Zacząłeś go rozwiązywać kiedy drgnął i wyszeptał...a może wykrzyczał skoro usłyszałeś go przez te dzwonki:>

-...wrzuć mnie do studni...ratuj Accidis...

<Coś błysnęło i dzwonki przestały grać a obaj twoi towarzysze zamarli zamienieni w kamienne posągi. Dwie pozostałe przy życiu zakute postacie zaczęły kręcić się koło nich coś szykując. Cokolwiek ma się stać, masz mało czasu...>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Pią Cze 15, 2012 14:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ogarnięty furią po podstępie magów, oczy zaszły mi mgłą wojny. Chciałem wyładować cała moja narastająca frustrację za wszelkie przeciwności losu które mnie tu sprowadziły.

Nie mogłem pozwolić sobie, chociaż ma dusza cierpiała, na chwilę dekoncentracji z powodu poranienia przyjaciela.

A co gorsza, nie możności ruszenia mu z pomocą, jedynym możliwym wyjściem by uratować go było parcie naprzód i zabicie jak najszybciej magów...tak też postąpiłem...

- SZYKUJ SIĘ SKURWYSYNIE! CHCIAŁEŚ MNIE WIDZIEĆ KOZOJEBCO! JESTEM ! PATRZAJ ! BO MÓJ RYJ TO OSTATNIA RZECZ JAKĄ WIDZISZ NA TYM ŚWIECIE ! I NIE WAŻ SIĘ TEGO ZAPOMNIEĆ! AAAAAA!
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pią Cze 15, 2012 17:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Spojrzałem w niebo za odlatującym smokiem. Nigdy wcześniej bym nie pomyślał, że taki widok, który normalnie zatrważał serce nawet największego krasnoludzkiego woja, dla mnie stanie się symbolem nadziei.

Tyle, że nadziei na co? A tak... na litościwą eksterminację pieprzonych chaosytów. To straszne. Przetrwało nas tak niewielu... ale nadal jeżeli będzie to wygrana wojna... nawet z pomocą smoka... to będzie kolejny cios dla Chaosu. Czy wyspa się odbuduje? Czy ktokolwiek będzie chciał pozostać w tym przeklętym miejscu? Nie wiem.

Ruszyłem truchtem w stronę odzianej na czerwono postaci. Pozdrawiam gestem ręki inżynierów, ale nie zbyt długo. Muszą się skupić na niszczeniu mutantów i reszty plugastwa.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Sob Cze 16, 2012 23:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Widok sali tronowej poprawił mi odrobinę humor.>

Potrafią się jednak bawić na tej wyspie....

<Widząc zmierzającego w moją stronę rycerza przygotowuję się do walki.>

Gdzie ja go widziałem...kolejny patałach na mojej drodze, ale prowadzi kobiety...będzie z niego pożytek...

<Daję znaki mojemu żołnierzowi by zabrał te dwie kobiety...i więcej jeśli da radę i zabierze do biblioteki. Sam staję pewnie do walki z przeciwnikiem.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Nie Cze 17, 2012 00:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Nie tsza mi mówić że tsza ratować kobietę. Tylko jak twoja wizyta ma jej lub mnie pomóc...

Biadoląc pod nosem szybko rozcinam więzy które trzymają kapelusznika przy słupie.

„Kurna magowie… a ciągle tsza im ratować dupska. Zaraz tam doskoczę żeby im nie zrobili nic gorszego… pfff jak by mogło być cos gorszego od zostania posągiem za życia. Ale może da się to odkręcić. Jak z tym lodem. Studnia… może ten kapelusznik ma rację skoro wcześniej oni w piątkę tam działali.”

Jak odetnie go od słupa przerzucam sobie go przez ramie. Chowam pistolet i niosąc go do studni rozcinam resztę więzów. Dość bezceremonialnie wrzucam go do studni i w biegu biorąc toporek w prawą a pistolet z lewą rękę szarżuję na pozostałych magów. Jeżeli uda mi się ich zajść od tyłu przykładam lewemu „kaczą stopę” do krzyży i wypalam z bliskiej odległości w plecy. Jeżeli jednak nie uda mi się ten manewr atakuje prawego toporem a lewemu próbuję przystawić bron do klatki lub głowy i wypalić z bliskiej odległości.
Gdyby dostarczenie kapelusznika zaczęło zabierać mi Zbyt wiele czasu tylko odcinam go od słupa i od razu biegnę ratować dwóch skamieniałych magów.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Cze 17, 2012 20:39    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Co to było?. Zastanawiam się, próbując otrzepać ubranie z miału węglowego i innego świństwa, które się do niego przylepiło gdy koziołkowałem w dół piwnicy. Toż to było większe od tego przerośniętego mutanta, sprzed bramy portowej. I w dodatku lata.. Ta wyspa jest chyba przeklęta.>

<Podnoszę się i rozglądam uważnie po pomieszczeniu. Tam ktoś jest - chyba ludzie i zdaje się, że jacyś bezbronni, skoro się tu ukryli i obce dźwięki spowodowały ich przerażenie. Zamyślam się i walczę z tym co powoduje we mnie chęć mordu. Chcę zabijać, ale nie bezbronnych, bo co to za przyjemność... Żadna skoro nie będą stanowić dla mnie żadnego wyzwania - powinienem ruszać dalej w miasto by zatłuc paru mutantów i ich popleczników, bo już nikogo innego w tym mieście chyba nie ma.>

<Mimo to postanawiam sprawdzić do kogo należą te głosy. Szukam więc jakiegoś przejścia, drzwi czy ukrytego wejścia, które mogłoby prowadzić do miejsca, z którego słychać dźwięki. Robię to ostrożnie i w jednym ręku mam przygotowaną sieć, a druga ręka trzyma się blisko miecza, by w razie czego zareagować. Jednak gdybym natknął się na cywilów, to chcę zachować przyjacielski stosunek i wypytać kim są, co tu robią i co wiedzą o tym, co się teraz dzieje. W końcu jak widać od momentu mojego aresztowania wiele musiało się w tym mieście wydarzyć.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Cze 19, 2012 18:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


Ingwar>

<Kargun nadal powstrzymuje strażników, Ingwar atakuje maga rani poważnie jego ramię. , magowie rzucają czar, tylko jeden się udaje, niebieski płomień, metalowe ciernie oplatają ingwara 3 obrażenia, Ingwar wali w korpus rannego maga, dobija go i zamienia w pył.> Powaliłeś kolejnym ciosem drugiego maga rozcinając jego korpus. Został już tylko jeden i ty. Warcząc wściekle ruszyłeś na ostatniego maga. Zaatakowałeś z wielką agresją próbując dosięgnąć ramienia przeciwnika ,niestety magus zręcznie uniknął twojego ciosu mieczem. Poczułeś jak stalowe ciernie wżynają się w twoje ciało jeszcze bardziej przecinając ciało. Sprytnie chciałeś uderzyć ostrzem z drugiej strony ciągnąc miecz spowrotem niestety ostrze zostało sparowane przez dziwaczną laskę maga...Musisz się śpieszyć. Długo już nie wytrzymacie. Na domiar złego kątem oka zobaczyłęś, że w wejściu do sali tronowej pojawił się rycerz Khorne. Wykrzyczłeś wtedy: - Przyjaciel przybył ci na pomoc? Czy po twoje serce dla swego pana?"- Przemówiłeś do maga ale ci nie odpowiedział. Pojawienie się rycerza rozproszyło cię na tyle ,że ostatnim ciosem zaledwie musnąłeś ciężkie ubranie magusa. Ten wydaje się być teraz inny od pozostałych, bardziej materialny., Stalowe ciernie wżarły cię w twoje ciało tak głęboko że zatrzymały się już tylko na kościach. Sięgnąłeś do resztek swojej siły woli i stwierdziłeś ,że możesz walczyć dalej..jeszcze. Wściekły przycelowałeś w głowę czarnoksieżnika ,niestety i tym razem uniknął twojego ciosu cofając się nieznacznie. Wyprowadziłeś poziomy cios na szyję, Tym razem zaskoczyłeś magusa precyzją swojego uderzenia i tym razem jego próba parowanie nie powiodłą się. Orkowe ostrze przecięło kołnierz i szyję maga. Z rany obficie polała się krew. Normalny człowiek może by zginął ale cios mimo swej precyzji był zbyt słaby.Nie czekałeś, wyprowadziłęś kolejny cios tym razem w prawe ramię orąbując je.Mag zginął ,tak ci się przynajmniej wydawało dopóki nie pojawił się po chwili raz jeszcze, tym razem przezroczysty jak zjawa. Zaśmiał się i pokiwał ci na pożegnanie jakby z obietnicą ,że jeszcze się spotkacie...Strażnicy i ludzie nie są już pod kontrolą chaosu...Kargun ledwo stoi jak i ty, rycerz jeszcze gorzej. Został jeszcze robak. Rycerz pokonał przed chwilą chaosytę tego z lwią twarzą rozrąbując jego łeb na pół.>


<Pascal,Leon>

<Rzuciliście się na siebie niczym wściekłe psy. Ciężkie kule korbacza poszybowały aby podciąć nadal ranne nogi rycerza Khorna jednak zbyt wcześnie uderzyły o posadzkę rozbijając kilka płyt. Ten moment wykorzystał Leon celnie uderzając młotem w głowę Pascala. Hełm rycerza Ulryka rozpadł się kompletnie odsłąniając jego zmasakrowaną głowe i twarz. W tej chwili człowiek wyglądał bardziej przerażająco niż jego zmutowany przeciwnik. Leon zdziwił się dlaczego człowiek nadal żyje. Ze zmiażdzoną głową i podziurawioną twarzą zalaną krwią Pascal dzielnie stawiał opór "mutantowi". Otrząsnąwszy się z otępienia Pascal ponownie machnął korbaczem. Leon próbował uniknąć ciosu a nawet zasłonić się bronią lecz nadaremno. Kolczaste kule trzasnęły kolejno w łeb "człowieka lwa". Mimo iż masywna, czaszka chaosyty pękła wypuszczając z wewnątrz potok krwii. Leon dostrzeł teraz ,że rycerz z któym walczy teraz jest znacznie silniejszy niż wcześniej. Jakaś dziwna siła trzyma go przy życiu choć powinien już leżeć na posadzce i zdychać. Chwilę później bronie walczących ze sobą skrzyżowały się znosząc siły uderzenia.A potem jeszcze jeden szybki cios Leona tym razem trafił w tors Pascala. Młot odbił się od płyty pancerza zostawiając duże wgniecenie. Kolejnych kilka ciosów po obu stronach poprostu nie dosięgnęło celu. W pewnym momencie łańcuchy korbacza zaplątały się na ramieniu Pascala. Rycerz Ulryka musiał sięgnąć raz jeszcze po topór jednoręczny.Ten moment znów wykorzystał Leon uderzając młotem w nogi swojego przeciwnika. Mimo iż noga Pascala dziwnie się wygieła Ulrykanin ustał po ciosie. To wprawiło Leona w tak wielkie zdumienie ,że nie zauważył precyzyjnego ciosu ledwo wyciągniętym przez Pascala toporem. Ostrze idealnie trafiło w pęknięcie czaszki rozbijając głowę Leona na dwoje i zatrzymując się dopiero na obręczy barkowej. Chaosyta padł martwy niczym góra bezwładnej blachy i mięsa...>


<Leon>

<Padłeś pod potężnymi ciosami Ulrykanina. Ale to jeszcze nie koniec...Jeszcze nie...Ale o tym wiesz tylko ty. Musisz odpocząć. Poleżeć kilka minut. Czujesz ,że "klątwa" demonicznych ran wypłynęła z ciebie razem z krwią którą straciłeś...Musisz poczekać. Czas gra na twoją korzyść.>


<Pascal>

<Zwyciężyłeś rycerza "lwa" a potem zobaczyłeś jak jego pomocnik próbuje porwać obie dziewczyny. Jakiś dziwny szał sprawił ,że rozerwałeś go na strzępy w mgnieniu oka. Rozejrzałeś się i zobaczyłeś ,że łysy osmalony typ z orkowym mieczem zaszlachtował wszystkich trzech magów a brodaty siwy krasnolud z irokezem przeżył napór strażników pałacowych.>


<Pascal ,Ingwar>

<Ludzie ocknęli się z dziwnego amoku i zaczęli dziwić się co się stało. Wielki robak zaatakował bezbronnych więc ci wpadli w panikę i zaczęli uciekać zabierając ze sobą tylko części garderoby. Kargun wrzasnął na strażników.>

-Dalej!! Róbcie co do was należy!! Zabijcie to paskudztwo...

<Mimo krytycznych ran krasnolud nadal zachował swój wewnętrzy majestat i posłuch. Dwudziestu pozostałych przy życiu strażników pałacowych bardzo szybko poradziło sobie z bestią ,dzgając i rąbiąc ją halabardami. Hitynowa miazga z której wyciekły strumieniami krew i zielony śluz rozpłynęla się po podłodze. W tym miejscu to koniec walki..Zwyciężyliście ale czy dożyjecie następnego dnia?? Nawet stary zabójca wydaje się strasznie blady i zmęczony.>


<Rhunar>

<Szukając odpowiedzi na wiele pytań dotyczących przyszłości przeszedłeś przez plac faktori do obwarowanego budynku stołówki przy wejściu do którego spotkałeś żonę Axerunda. Pięknią i ponętną Ismene. Szlachecka bladą cera i śnieżobiałe włosy. Niebieskie oczy, głębokie jak studnie ale chłodne. Małe czerwone soczyste usta, zgrabny nosek, kształtne piersi podkreślone przylegającą kurtą, Zgrabne ale silne nogi. Porusza się powoli ale z gracją, jakby urodziła się by ją oglądać. Skórzany hełm z twardą prasowaną lakierowaną skórą wykrojono tak aby podkreślał wygląd twarzy. Do czerwonego pasa przytwierdzona jest długa pochwa z rapierem.>

-Witaj ponownie Rhunarze...Mieliśmy nadzieją ,że jesteś cały i zdrów. Chodź proszę za mną, mój mąż i mistrz faktorii czekają.

<Kobieta uśmiechnęła się i poprowadziła cię do środka. Stołówka wewnątrz wygląda tak samo ja zawsze z tą różnicą ,że przy jednym ze stołów stoi dwóch krasnoludów przywdziewających swój rynsztunek bojowy. Z daleka rozpoznałeś Axeruna i mistrz Strzelimłota.>


<Kurt>

<Odciąłeś człowieka w kapeluszu, zarzuciłeś go na plecy i popędziłeś ku studni. Gdy byłeś już wystarczająco blisko wrzuciłeś tam ledwoprzytomnego mężczyznę. Co ciekawe w studnie nie było żadnego płynu tylko dziwne jaskrawe światło. To ze studni bije cieżkie słodkie powietrze ,które rozchodzi się po całym mieście. Chwyciłeś szybko broń i ruszyłeś na wrogich magusów. Niestety nie dotarłeś do nich na czas. Wrogie postacie rzuciły jakieś niszczycielskie zaklęcie i posągi rozpadły się na dziesiątki kawałków. Podbiegłeś i wypaliłeś z kaczej stopy. Kupa dymu zasnuła ci oczy i nie byłeś pewien czy trafiłeś. Kiedy dym się rozwiał ujrzałeś ciało jednego z wrogów podziurawione kulami. Niestety drugi z nich gdzieś zniknął. Poczułeś zimny dreszcz na plecach.>


<Klaus>

<Rozejrzałęś się po piwniczce. Odrobina węgla na podłodze, kilka porozbijanych beczek piwa, słoje z przetworami. Zza ściany promieniuje lekko czerwona poświata. Wychyliłeś się i przez ogromnądziurę w ścianie zobaczyłeś okoła tuzina ludzi. Mężczyźni, kobiety i dzieci stłoczone w kącie. Przed nimi stoi potężny mutant trzymający sztandar boga krwii Khorne. Wyglądają odrażająco. Ma prawe ramię zastąpione potężną macką z pazurami. Twarz jest tak demonicznie zniekształcona,że nikt nie byłby w stanie stwierdzić czy kiedykolwiek był do czegoś podobny. Ma miedzianą kolczugę i naramienniki. Ze sztandaru bije jakaś potężna siła. Nagle na twoich oczach ludzie najbliżej mutanta zaczęli się wić po podłodze i zmieniać w nieludzkie kreatury. Pozostali zaczli krzyczeć na całe gardło.>

-Ratunku!! Pomocy!!!

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Wto Cze 19, 2012 18:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Miło mi Cię widzieć Ismene... - również się przywitałem.

Idąc za nią znowu rozważyłem słowa smoka. Tak. Czułem się z początku oszukany, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo, albo że smok od razu usłucha. Słowo "ofiara". To właśnie tak negatywnie podziałało. Hmmm...

Kolejne myśli kołaczą mi się po głowie. Próbuję pomyśleć nad tym w jakiej jestem teraz sytuacji i wynik analizy mi się nie spodobał. Tyle do zrobienia, tak mało czasu na realizację.

Wkroczyłem do sali i podszedłem do Jordiego i Axerunda. Przy nich muszę wyglądać komicznie w skórzanym kombinezonie, tarczą i rębakiem. No nic.

Przywitałem się z nimi.

- Jak bardzo jest źle?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 49, 50, 51, 52  Następny
Strona 50 z 52

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.