Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Epilog cz 1
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Wto Lip 10, 2012 12:34    Temat postu: Epilog cz 1 Odpowiedz z cytatem

<Rhunar>

<Faktoria obroniła się a moze raczej powinieneś mówić każdemu kto kiedyś zapyta ,że to smok obronił faktorię... W każdym razie oblężenie zostało przerwane a siły chaosu odpłynęły w rozproszeniu i bezwładzie. Ci którzy byli na tyle szaleni aby zostać,zginęli rozgnieceni łapami smoka.Wspólnie z Axerundem, Ismeną i Jordim i kilkoma pozostałymi przy życiu inżynierami świętowaliście przeżycie bo o zwycięstwie nie mogło być mowy. Dowiedziałeś się ,że Ingwar i Kargun przeżyli chociaż był to cud...Może sami ci kiedyś opowiedzą co tam dokładnie się stało. Kilka następnych dni spędziłeś na odpoczynku i dłubaniu drobnych run dla Axerunda...Inżynierowie przy pomocy machiny napędzanej silnikiem parowym usuwali ciała spod murów faktorii. Dokładnie czwartego dnia przyszedł do ciebie człowiek,młody mężczyzna o bladej cerze, zielonych oczach, odziany w lekkie lniane spodnie i koszulinę. Na szyi nosi mały wisiorek z czerwonego kamienia przedstawiający miniaturkę głowy Frostdaemona. Człowiek ten nie oddzywa się ani słowem. Albo jest niemową albo nie zna języka. Cały jego dobytek umieszczony jest w małym worku na ziarno.>


<Klaus>

<Pył i wrzawa bitewna opadły. Pozbyłeś się przeklętego miecza boga krwii tracąc przy tym ramię aż do barku. Przez cały dzień obserwowałeś jak ogromny latający stwór ,który chyba był smokiem, masakrował pomioty i żołnierzy chaosu zamieniając ich w sterty mięsa i kości częto obleczonych metalem. Wszystko co się wydarzyło strasznie cię zmęczyło. Zastanawiając się co robić ukrywałęś się kilka dni pośród zniszczonych i opuszczonych domostw ludzi ,którzy raczej napewno już nie wrócą. Żywiłeś się zapasami znalezionymi w komórkach i piwniczkach, dzięki temu zachowałeś siły. Po kilku dniach stwierdziłeś ,że już napewno po walce. Wtedy wyszedłeś. Gdzieś w oddali usłyszałeś nawoływania. Zdaje się,że poszukują ocalałych...>


<Ingwar>

<Zamieniłeś kilka zdań z Kargunem na temat walki. Dowiedziałeś się,że wybrani wojownicy są szkoleni aby w pojedynke zatrzymać w bramie lub na moście całą falę nadciągających przeciwników aby sprzymierzeńcy mogli zniszczyć lub zablokować przejście. Tacy pojedynczy wojownicy zawsze giną dlatego są wybierani bardzo ostrożnie ponieważ jeśli zawiodą cała armia lub twierdza może ulec. Umiejętności szkolone są przez długie lata a tacy wojownicy poddawani są wielu próbom zanim są godni wystawienia ich przeciw całej armii.
Kargun powiedział ci ,że hrabia został pozbawiony życia przez czarnoksiężnika za pomocą magii. Nic więcej nie dało się ustalić. Kiedy tego słuchałeś Leilia stała obok was nad ciałem zmasakrowanego rycerza. Tuż obok niej stała druga identyczna dziewczyna...>
<Kiedy chcieliście ruszać do obrony faktorii, krasnolud który wprowadził dziewczyny i rycerza oznajmił wam ,że choas poniósł klęskę gdyż zdarzył się cud i Grungni, Grimnir oraz Valaya zesłali smoka który przybył krasnoludom na pomoc. Zostaliście więc w ukryciu. Mieliście wolę ale i tak nie mieliście sił aby walczyć tego dnia dalej. Krasnoludzki medyk rozkazał wam rozebrać rycerza i położyć go na stole po czym odprawił was razem z dziewczynami do sąsiedniej sali gdzie położyliście się na odpoczynek. Dopiero po kilku dniach byliście w stanie podnieść się o własnych siłach. Leilia czuwała przy was codziennie tak jak jej siostra bliźniaczka przy rycerzu ,którego stary chirurg jednak uratował.>


<Pascal>

<Zanim całkiem zapadłeś w ciemność poczułeś na policzku ciepły pocałunek i usłyszałeś szept Anastazji - Kocham Cię Pascal - a może to tylko tak brzmiało...
Kiedy twoja świadomość odeszła do świata snów, śniło ci się ,że znów jesteś z matką. Jak wtedy kiedy byłą jeszcze całkiem zdrowa. Przytulała cię ,głaskała po głowie i pocieszała ,że pewnego dnia wszystko się odmieni i będziecie żyć normalnie. Sen był przerywany. Co jakiś czas przed zakrwawionymi oczami pojawiał ci się stary łysy krasnolud z siwą poplaminą krwią brodą, ubrany w biały również poplamiony krwią fartuch. Krasnolud wołał do ciebie : -Żyj człowieku!! Żyj!! - Powtarzał to wiele razy aż wkońcu zamilkł. Byłeś pewien ,że umarłeś ale kiedy twoje oczy otworzyły się i ujrzałeś śpiącą Anastazję ,która jak sie wydaje czuwała przy twoim łóżku, dotarło do ciebie,że żyjesz. >


<Kurt>

<Wpakowałeś się na tratwę po czym nabiłeś pistolet wcześniej go czyszcząc. Mimo iż jesteś nowicjuszem w używaniu broni palnej to jednak mocno wziąłeś sobie do serca rady rusznikarza ,który sprzedawał ci to cacko. Szczególnie zapadła ci w pamięć wzmianka o wybuchających pistoletach, urwanych palcach i dziurach w głowie. Z przygotowaną bronią podpłynąłeś do samotnego statku, zarzuciłeś linę i wdrapałeś się na pokład. Położyłeś worek na deskach i zacząłeś szukać kogokolwiek. Uradowałeś się przynajmniej na chwilę ,kiedy odnalazłeś człowieka zwanego Wilhelmem. Był strasznie blady ale i on ucieszył się,że widzi ciebie. Razem postanowiliście odpłynąć. Podnieśliście kotwicę i zaczęliście stawiać pojedyncze żagle. Wszystkim kierował Wilhelm tłumacząc,że jakiś jego przyjaciel podpowiada mu co trzeba zrobić. Statek uniósł się na falach i oddalił od brzegu. Niestety nie daliście rady utzymać kierunku. Prąd wokół wyspy okazał się zbyt silny i fale poniosły was na wschód zamiast na zachód. Następnego dnia Wilhelm zmarł. Krzyczał coś w nocy o demonach które przyszły po jego duszę. Ty oczywiście nic nie widziałeś. Dziwak poprostu wyzionął ducha. Od tego czasu statek dryfował a ty zacząłeś się martwić co będziesz jadł. W ostateczności zostają zwłoki Wilhelma ale i one kiedyś się zepsują lub skończą...Nie wiesz dokłądnie ile dni minęło ale ponownie dobiłeś do wyspy. Tym razem prąd zaniósł cię do jakiegoś zniszczonego portu pełnego zatopionych i poprzewracanych spalonych statków...>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Sro Lip 11, 2012 23:35    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wstałem i zacząłem sie przechadzać po komnacie.

- Dość tego leżenia, jeszcze jeden dzień spędzę w tych bambetlach i mnie szlak trafi...jeszcze jakowa gorzałka była to dałoby się to zdzierżyć, a tak...


Syknałem czując ból w okolicach biorda.Skrzywiłem sie potępieńczo patrząc z oburzeniem na biodro.

- Wychodzę...

Zabieram swoje rzeczy i ruszam w stronę faktorii.

"Mam nadzieje iż V dotrzyma słowa i mnie znajdzie...Ciekawe co u Shehtar"
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek


Ostatnio zmieniony przez Warmlotek dnia Czw Lip 12, 2012 11:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Czw Lip 12, 2012 07:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

(Ciesze się matko że mogę cię znowu zobaczyć. Teraz wszystko będzie dobrze i już na zawsze będziemy razem. Pozwól że tym razem ja się tobą zaopiekuje. Nigdy już nie będziemy głodować i nie pozwolę aby ktokolwiek cię skrzywdził. Spójrz! Wyrosłem na mężczyznę o wielkiej sile fizycznej i duchowej. Teraz damy sobie radę w życiu sami. Obiecuje. Lecz w tym momencie czuje wielkie zmęczenie. Wybacz matko, ale muszę się położyć. Tylko na chwilkę aby moje ciało mogło odpocząć.

Czy ja cię znam krasnoludzie? Kim jesteś i co robisz w moim śnie? Czego ty od mnie chcesz! Przecież dopiero teraz żyje! Precz!)

Otwieram oczy i rozglądam się po pomieszczeniu

- Matko? Matko gdzie jesteś?!

Spoglądam pytająco na Anastazje

(A więc żyje. Czemu? Czy Urlyk potrzebuje mnie w świecie żywych? Po co? Czy nie zrobiłem to co do mnie należało?)

- Co tu robisz pani? Powinnaś być już daleko w bezpiecznym miejscu.
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Lip 13, 2012 00:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Po dłuższym czasie ukrywania się i uczenia się radzenia z tylko jedna ręką w końcu uznałem, że trzeba wyjść z ukrycia.>

<I co ja teraz mam zrobić? Jak pójdę do miasta to mnie zaaresztują i to tylko w najlepszym razie, bo równie dobrze mogą mnie po prostu zabić. A nie odgryzę się w żaden sposób przecież - łuku nie użyję, mieczem sobie nie poradzę... Ale jak pójdę w dzicz, to mnie jakieś niedobitki chaosu mogą dorwać i rozszarpać. Po cholerę było mi brać ten piekielny miecz?>

<Po walce z myślami postanawiam jednak ruszać w kierunku nawoływań.>

<Raz kozie śmierć. Może nie poznają mnie bez ręki i w takim stanie i zlitują się nade mną. Może Ci co byli świadkami mojej zdrady już witają się ze sobą w ogrodach Morra? A jeśli nie, to chociaż może ich już nie spotkam. Jakoś muszę się z tej CHOLERNEJ wyspy wydostać, a jedyna droga prowadzi przez miasto i jego spalony port.>

<Ruszam przed siebie ostrożnie, kryjąc się to tu, to tam w cieniach i zaułkach, nasłuchując i rozglądając się uważnie. Przy okazji umazuje się czym popadnie, by wyglądać najnędzniej jak się da. Kuśtykam i eksponuje brak ręki.>

<Jak mam się pokazać, to tylko jako ofiara. Nie mam innego wyjścia>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Pią Lip 13, 2012 01:44    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ile razy mam jeszcze sobie powtarzać „Nigdy więcej nie wsiądę na żaden statek”… I ile jeszcze razy jeszcze to sobie powiem nim opuszczę tą wyspę.

<Kończę moje rozmyślania spoglądając na zniszczony port. Wzdrygam się na samą myśl o pozostaniu na tej zawalonej trupami wyspie. >

- No ale sam stąd nie odpłynie… a i trupów nie mam zamiaru wcinać. Już wolał bym pić olej do lampy. Może jednak w porcie ktoś przeżył. I może wie jak tym sterować.

<Próbuję podprowadzić okręt w jakieś bezpieczne miejsce by nie rzucał się w oczy no i był bezpieczny od prądów morskich. Gdy znajdę się w odpowiednim miejscu lub uznam że nic nie dam rady zrobić rzucam kotwicę. Jeżeli będę zmuszony nawet uszkadzam kołowrót który ją utrzymuje byle by tylko opadła. Zmęczony wysiłkiem i głodem odcinam sobie kawałek rzemienie i zaczynam go żuć by oszukać żołądek.>

<W zbrojowni odnajduję niewielką beczułkę prochu lub oliwy taką by można ją było swobodnie nieść na ramieniu dodatkowo owijam liną by móc w razie problemów przerzucić bagaż na plecy i mieć wolne ręce. Biorę też pusty worek na prowiant. Uzbrajam się wsiadam do tratwy lub łódki i dobijam do brzegu. Starannie ukrywam mój środek transportu i ruszam przez zrujnowany port.>

<W pierwszej kolejności wchodzę do tawern poszukując czegoś czym mógłbym bezpiecznie napełnić brzuch oraz może jakieś zapasy poczynić. Jeżeli znajdę jakichś właściciel próbuję kupić prowiant lub wymienić za zawartość beczki. Próbuję też wywiedzieć się co się stało w porcie i czy byli by ewentualni chętni by się stąd wydostać. Chociaż patrząc na krajobraz nie powinno mi to sprawić problemu.>
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pią Lip 13, 2012 14:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Porządek i radość z przeżycia. Był to czas rozmyślań. Przed przystąpieniem do pracy poświęcałem czas na modlitwę za poległych, oby zaznali spokoju w Halach Grungniego, zaś ludzie przeszli bezpiecznie do Ogrodów Morra. Nie należy też zapominać o niziołkach, które zginęły chyba co do jednego. Oby Esmeralda ich ugościła. Pierwszy dzień był mieszaniną radości i smutków.
Ale to był koniec.

Zastanawiało mnie bardzo cóż dzieje się teraz z Melisą. Cała ta walka i chaos i gniew. Wrzało we mnie. Uzbrojony po zęby przeszedłem się po mieście szukając, jednak niczego nie znalazłem niczego konkretnego. Było to drugiego dnia, który zwieńczyłem wspinając się na najwyższą wieżę w Faktorii. Zaśpiewałem tam najgłośniej jak umiałem w krasnoludzkim, aby usłyszało całe miasto.

Gdzieś jest ma miła, gdzieś Ty jest
Myślami, wzrokiem szukam ciągle Cię
Nie mogę dojrzeć, nie mogę znaleźć
Choć szukam, szukam Cię

Czyś odeszła w siną dal?
Czy pamiętasz jeszcze mnie?
Czy pamiętasz krasnoluda
Który ukochał Cię?

Chcę przy Tobie być, chociaż trudne będzie to
Nie brak przeszkód, nie brak zamkniętych bram
Cóż jednak począć, taka już jest ta droga
Trzeba przebyć ją, pomimo przeszkód, ran.

Wróć do mnie, wróć
Przy Tobie zawsze będę
Cokolwiek by stało się
W końcu jam krasnolud
Który ukochał Cię!

Chociaż nie wiem nic o Twym losie
Chociaż wiedzy mi tej brak
Czy inny zabrał Cię przez życie trakt
Daj mi znać, daj, odpowiedz proszę Cię
Ukoić serce trzeba
Które ukochało Cię!

Do późnej nocy stałem popijając z baryłki piwo i wyśpiewując na cały głos co tylko mi przyszło na myśl. O tęsknotach, o zwycięstwach, o miłości, o zgliszczach, o bitwach... kolejne pieśni wpadały w coraz dawniejszy i dawniejszy khazalid. Rozpaliłem koksownik sygnałowy. Wpatrywałem się jak zaczarowany w rozżarzone węgle. Choć nocne powietrze przepełnione smrodem trupa i spalenizny wisiało nad miastem zerwał się wiatr, który je stłumił i przegnał na ten czas. Brodą mą zaczęło szarpać, kiedy wniosłem w jednym ręku kufel w drugim młot. Owinąłem się płaszczem, który dostałem od czarodziejki. Zaczęło się od pieśni Strażników Gór jakie nauczył mnie ojciec. Huknąłem w archaicznym, pradawnym dialekcie brzmiącym jakby same góry przemawiały. Powietrze stało się świeższe i chłodniejsze... pełne dobrych mocy.

Płonie ognisko i szumią knieje
Drużynowy jest wśród nas
Opowiada starodawne dzieje
Bohaterski wskrzesza czas!

O Strażnikach z przygranicznych stanic
O Obrońcach naszych górskich granic
A ponad nami wiatr szumny wieje
I dębowy huczy las!

Już do ataku głos rogu wzywa
Alarmując zewszem stron
Staje wiara w ordynku szczęśliwa
Serca biją zgodny ton!

Każda twarz się uniesieniem płoni
Każdy topór krzepko dzierży w dłoni
A z młodzieńczej się piersi wyrywa
Pieśń potężna, pieśń jak dzwon!

Kolejny kufel. Stuknąłem młotem w kamienne podłoże, aż zadźwięczało donośnie. Głos tym razem był całkowicie ponury. Wyśpiewałem sam nie wiem co... słowa mówiły o straszliwym zwycięstwie, które kosztuje zbyt dużo. Jednak pieśń przeszła z ponurej w bardziej pocieszającą... o odegnaniu koszmaru, o nowej przyszłości, o nadziei, o nowych drogach i ścieżkach.
O tym że chociaż trudno i źle, nie wolno poddawać się. Potem zasiadłem przy palenisku i owinięty w płaszcz zaśpiewałem na sam koniec.

Ogniska już dogasa blask,
braterski splećmy krąg,
w wieczornej ciszy, w świetle gwiazd
ostatni uścisk rąk.

Kto raz przyjaźni poznał moc,
nie będzie trwonić słów.
Przy innym ogniu, w inną noc
do zobaczenia znów.

Nie zgaśnie tej przyjaźni żar,
co połączyła nas.
Nie pozwolimy by ją starł
nieubłagany czas.

Za nami jasnych przeżyć moc
i moc młodzieńczych snów.
Przy innym ogniu, w inną noc
do zobaczenia znów.

Usnąłem na wieży w sąsiedztwie paleniska. Opatulony, lekko pijany, ale jednak szczęśliwy... jakbym całemu światu wypowiedział to co mnie trapi.

Trzeci dzień minął podobnie. Przejście po mieście, a potem prace w Faktorii. Czy to szczęście czy żal, zostało zastąpione spokojnym uśmiechem. Skończyło się. To najważniejsze.

Czwarty dzień nie był zaskoczeniem, chociaż dla postronnych mogło to być niezwykłe wydarzenie.
Powitałem człowieka i ugościłem. Przekazałem mu jedno ważne słowo "wkrótce".
Tak. Wkrótce. Ilość trupów w mieście jest zatrważająca i nie ma sposobu, aby wszystko uprzątnąć. Ewakuacja, to jedyne rozwiązanie.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Lip 14, 2012 18:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ingwar>

<Pochodziłeś po izbie tam i spowrotem. Kargun spał kiedy postanowiłeś wyjść. Rany doznane w walce w komnatach zamkowych bardzo mocno wyczerpały starego zabójce. Wczorajszego dnia słyszałeś jak chirurg powiedział Kargunowi ,że drugiej takiej walki już nie przeżyje. Jest po prostu za stary i jego ciało chociaż twarde to nie regeneruje się już tak jak dawniej. Może kolejna walka Karguna będzie nawet jego ostatnią... Nic jednak o tym nie wspomniałeś zatrzymując to dla siebie. Młot Rhunara trafił do właściciela kiedy spałeś. Ucieszyłeś się wiedząć,że kompan przeżył. Oznajmiłeś swoje wyjście i ruszyłeś zabierając to co zostało z twoich rzeczy ,które nie spłonęły lub nie zaginęły. Wyszedłeś na zewnątrz budynku i okazało się ,że jesteś w faktorii. Budynek w którym leżeliście to jeden z krasnoludzkich magazynów przerobiony na lazaret. Większość wież i baszt faktorii ocalała, jednak mury są mocno uszkodzone a brama zniszczona. W bramie dostrzegłeś trzy postacie. Są dość daleko ale jedną z nich napewno jest Rhunar. Dwie pozostałe są dość wysokie,mogą być elfami. Możliwe nawet ,że jedna z nich to Shehtar...>


<Pascal>

<Anastazja uśmiechnęła się serdecznie do ciebie i pocałowała w policzek.>

-Teraz będzie już dobrze...Jesteśmy w bezpiecznym miejscu. Zło powstrzymane, kiedy nas wyprowadziłęś z zamku sir Pascal, krasnoludy nam pomogły. Jesteśmy w ich faktorii. Medyk powiedział ,że wydobrzejesz. Musisz tylko odpoczywać i dobrze jeść... - Leilio podejdź proszę...

<Do twojego łóżka podeszła druga dziewczyna, identycznie wyglądająca jak ta pierwsza lecz odmiennie ubrana. Uśmiechnęła się nieśmiało.>

-Dzień dobry sir Pascal. Jestem Leilia ,nie wiem czy sir pamiętasz ale ocaliłeś mnie i moją siostrę przed zgubą za co dziękuję ci z całego serca. Zamek jest opustoszały, miasto pełne zwłok a krasnoluddzcy mężewie powiadają ,że opuścimy wyspę lada dzień jak tylko odnajdą sprawny statek. Wspaniale walczyłeś i biła od ciebie taka ciepła aura... jak kiedyś od naszej matki... <Dziewczyna ledwo wypowiedziała ostatnie słowa.>


<Klaus>

<Wyszedłeś jawnie na zagruzowaną ulicę pełną rozkładających się ciał. Ciała leżą teraz wszędzie i jest ich tak wiele ,że nie da się ich uprzątnąć. Pewne jest ,że jeśli żywi tu zostaną to dopadnie ich zaraza. Zza zakrętu wyszłą mała grupa ludzi. Kobieta, dwójka dzieci, mężczyzna w obdartych szatach,są chyba rodziną.Zaraz za nimi dostrzegłeś jednego gwardziste ze zniszoną zbroją i dwóch strażników miejskich w podartychmundurach i kolczugach. Żołnierze w pierwszej chwili dobyli broni ale kiedy przyjrzeli ci się bliżej uspokoili się. Cała grupa podeszła do ciebie ostrożnie rozglądając się. widać ,że są zmęczeni, brudni i szukają nie tylko ocalałych ale i jedzenia. Kiedy byli już przy tobie gwardzista przemówił. >

-Kim jesteś człowieku?? Przeżyłeś tu tylko ty?? Idziemy do portu, idziesz z nami?? Tutaj czeka nas tylko śmierć z głodu lub od choroby...


<Kurt>

<Rzuciłeś kotwice jak tylko twój statek wpłynął do portu, ledwo zatrzymał się przed na wpółzatopionym wrakiem innego. Zabrałeś ze sobą beczułkę prochu, swoje rzeczy i popłynąłeś tratwą ostrożnie wśród wraków okrętów. Przycumowałeś ją do połamanego pomostu po czym zszedłeś na ląd niosąc swoje sprawunki. Gdy stanąłeś twardo na nadbrzeżu twoim oczom ukazał się ponury widok. Wszystkie magazyny, domy ,karczmy i inne budynki portowe to spalone zgliszcza. Jakiś potworny pożar przetoczył się przez port nie zostawiając nic ani nikogo żywego. Zwęglone i spopielone ciała ludzi i nieludzi leżą wszędzie. Trudno będzie znaleźć tu cokolwiek przydatnego. Możliwe ,że na statkach coś się znajdzie ponieważ te nie zostały zniszczone przez ogień a przez jakąś inną siłę, chyba zostały ostrzelane z katapult i armat. Przechadzałeś się nadbrzeżem rozglądając dokoła kiedy wbiłeś wzrok w usłaną ciałami drogę do centrum miasta. Budynki wznoszące się na wyższym poziomie w oddali zdają się być nienaruszone chociaż nad miastem nadal unoszą się tu i ówdzie smugi dymu. Całkowicie zaskoczony prawie dostałeś zawału kiedy martwą ciszę przerwał głos kobiety gdzieś blisko.>

-Masz statek..to dobrze, bo żyjąjeszcze ludzie ,których trzeba z tąd zabrać...

<Zerwałeś się i dobyłes broni rozglądając sie nerwowo ale nikogo nie zauważyłeś.>

-...tam..u góry..znajdziesz krasnoludy i ludzi...oni mają jedzenie. Napewno się podzielą jeśli zabierzesz ich na pokład..

<Głos zamilkł. Nikogo nie ma a ty zastanawiasz sieczy to była halucynacja słuchowa czy naprawdę ktoś do ciebie mówił.>


<Rhunar>

<Ugościłeś człowieka w swoim warsztacie. Ten nie oddzywał się ani słowem ale wiedziałeś ,że rozumie co mówisz. Spokojnie usiadł w kącie, kładąc tuż obok siebie worek. Zastanawiałeś się jak tego człowieka zabrać ze sobą kiedy przybył jeden z inżynierów zwany Freyrem i oznajmił ci iż przy bramie czekają na ciebie dwa elfy. Nie zastanawiałęś się ani chwili , nie zadawałeś też dodatkowych pytań. Nakazałęś człowiekowi zostać tam gdzie usiadł a sam pobiegłeś czym prędzej do bramy. Dwa elfy...Czyżby jednym z nich była....Melisa!! Trudno opisać jak wielka byłą twoja radość kiedy ujrzałeś ją całą i zdrową w bramie faktorii.. Tuż obok niej stoi Shehtar bacznie obserwując otoczenie. Obie kobiety są w swoich "polowych" pancerzach. Melisa rozpromieniała w uśmiechu gdy zobaczyła cię z bliska.>

-Witaj Rhunarze, jakże się cieszę ,że żyjesz i udało ci się przekonać do siebie smoka...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Sob Lip 14, 2012 21:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bez słowa podbiegłem do czarodziejki, uściskałem ją i przytuliłem. Czuję się... niesamowicie szczęśliwy, aż nie mogę inaczej tego wyrazić. Melisa odpowiedziała tym samym jednak lżej jak przystało na kobietę.

- Chociaż mnie nie widziałeś to zawsze jestem z Tobą Rhunarze.

- Och... przecież dobrze wiesz że to nie to samo... - uniosłem elfkę trochę do góry, obróciłem się z nią w koło i roześmiałem.

Milczałem chwilę upajając się szczęściem.

- To już koniec prawda? Koniec tej przeklętej inwazji...

- Tak to już koniec Mój miły. Chaos został rozbity... - ton Melisy spoważniał - niestety lada dzień to miejsce zamieni się w siedlisko chorób. Trzeba się z tąd wynieść jak najprędzej.. Przyszłam się z Tobą zobaczyć... i pożegnać... na jakiś czas. Opuszczamy wyspę i ja nie mogę płynąć razem z Tobą Rhunarze...jeszcze nie.... Ale zawsze będę przy Tobie...

Uśmiechnąłem się smutno. To nie było nic zaskakującego i prawdę powiedziawszy spodziewałem się tego od samego początku.

- Chyba będziemy skazani na takie okazjonalne widywanie się. Trudno... taki już nasz los.

Nastąpiła chwila milczenia.

- Mam coś dla Ciebie abyś napewno pamiętał, że jestem... - Melisa wyciągnęła z kieszeni srebrny wisiorek z bursztynowym kamieniem. - Proszę, noś go i pamiętaj... Na pewno się jeszcze zobaczymy i moze wtedy będziemy już zawsze blisko... Teraz nie mogę... mam jeszcze kilka zadań do wykonania.

Przyjrzałem się mu i wziąłem do dłoni. Uśmiechnąłem się szerzej. Sięgnąłem do własnej kieszeni.

- Będę pamiętał... i... Nie jestem jubilerem... złoto, srebro i platyna średnio mi wychodzi więc...

Melisa przyjrzała się uważnie mojemu prezentowi. Naszyjnik był to drobny łańcuszek ze stali. Sam wisiorek było to oprawione kryształowe serce. Wewnątrz kryształu znajdowała się runa otoczona wianuszkiem innych symboli.

- Jest piękny, bardzo mi się podoba. Dziękuję Ci Rhunarze.

Melisa wycałowała mnie z radością. Shehtar spojrzała na nas i uśmiechnęła się złośliwie.

-No wystarczy gołąbeczki bo zaraz będziecie się tarzać po ziemi nago... - rzuciła kąśliwie i dodała - Mam coś dla Ingwara ale tylko jeśli się zgodzisz.

- Tak jak i Twój... jejku... - zaśmiałem się pod pocałunkami czarodziejki.

Zerknąłem na Shehtar i łobuzerskimi iskrami w oczach. Spojrzałem głęboko Melisie w oczy. Lekko ją do siebie przyciągnąłem... i pocałowałem tak jak należy. Elfka się zarumieniała, a jej policzki zrobiły się silnie różowe. Shehtar użyła siły żeby nas rozdzielić.

-Widziałam ,że to się tak skończy dlatego tu jestem, Opanuj się do cholery krasnoludzie i słuchaj, kiedy do ciebie mówię! V dał słowo, że podaruje Ingwarowi ekwipunek jeśli ten obudzi smoka. Smok został obudzony, ale przez Ciebie. Dlatego ty decydujesz czy Ingwar ma cokolwiek otrzymać... Jaka jest twoja decyzja?

Odsunąłem się od Melisy i zachichotałem jakbym był młodszy o dobre 70 lat. Nadal bez zaburzonego humoru zwróciłęm się do Shehtar.

- Zgadzam się na nagrodę dla Ingwara. Zasłużył na nią, gdyż kiedy ja budziłem smoka on toczył w zamku batalię z siłami Chaosu.

Shehtar postawiła przede mną spory pakunek przykryty wełnianym kocem w kratę.

- Oto jego nagroda. Widzę go nieopodal może sam ją odbierze...

Skinąłem na to tylko głową i rozejrzałem się. Pomachałem do Ingwara i przywołałem go gestem.

- Ledwie żyw był kiedy go przyniesiono, ale to nic nowego w naszym wypadku. - spojrzałem na elfki wzruszając ramionami ze śmiechem - Idzie się przyzwyczaić.

Zerkam na Melisę. Kiedy jest tutaj blisko... zawsze przy mnie. Zawsze... gdziekolwiek byśmy nie byli. Zerkam na idącego w naszą stronę Ingwara, jednak umysłem... staram się myślą sięgnąć ku Melisie.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 01:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Dziękuje panienko Anastazjo, że mnie pilnowałaś. Twoje prośby zostały wysłuchane. Lecz nie mówiłaś mi, że masz siostrę. Nic to. Ciesze się, że mogłem wam obu pomóc. To mój obowiązek i czysta chęć, aby tak pięknym i zacnym niewiastą służyć. Cieszę się, że już po wszystkim i z tego, że jesteście bezpieczne. Co do waszej matki to możecie być świadome tego, że czuwa nad wami i nie spocznie dopóki nie będzie pewna, iż jesteście bezpieczne.

Uśmiecham się do nich serdecznie

- Teraz trza podziękować naszym wybawicielom. Być może dzięki nim żyjemy.
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 08:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Podchodze widzac machajacego Rhunara w moim kierunku.

- A jednak ci się udało stary gałganie! To był dobry ruch z naszej strony upiekliśmy trzy pieczenie na jednym ogniu.Smok wybudzony, zemściłem sie na magu za dłubanie w mojej glowie mówiłem skurwysynowi ze jak go dorwę będzie biedny, a Ingwar nie rzuca słów na wiatr!
No i odzyskaliśmy twój młot. Chociaż na chwile możemy o nich zapomnieć..
- Obejmuje bratersko Rhunara witając się z nim i cieszac sie że żyje.

Następnie spoglądam na Melise

- Meliso... - kiwam głowa w powitaniu

Następnie przenoszę wzrok na Shehtar...przypominajac sobie nasze ostatnie spotkanie.

- Shehtar...ciesze się iz widze cie...w pełni zdrowia.Chociaż nie wątpiłem iz jak ktos ma przetrwać wydarzenia z tej wyspy to jesteście to wy.

Przybliżam sie do niej patrzac w oczy ti szepcze tak by tylko ona mnie słyszała nie dotykając jej ani nie robiac żadnych nie taktownych ruchow.

- Dziekuje...wiesz za co... Gdybys byla w potrzebie lub coś chciała ode mnie znajdziesz mnie.Nie rzucam slow na wiatr i to co rzeklem jest w mocy do konca moich dni.chocbym mial przemierzyć pol świata stawie sie.A poza tym ladnie wygladasz...


Odsuwam sie puszczajac oko do shehtar i usmiechajac lekko,

- Czas najwyzszyzabierac siez tej wyspy, będę szczęśliwszy nie oglądając jej nigdy wiecej...a co dalej...nie wiem nie mam celu.Moze wroce w gory a moze rusze dalej w świat...gdzie mie nogi poniosą...a wy co planujecie?- pytam calej trojki
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek


Ostatnio zmieniony przez Warmlotek dnia Nie Lip 15, 2012 14:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 10:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Odwzajemniłem uścisk Ingwara. Heh... przeżył. Po raz kolejny... niedługo zacznę sądzić że jest niezniszczalny.

- Pierwszy punkt mojego planu podróży to oznajmienie Ci, że... - tutaj podniosłem pakunek od Shehtar i podałem go Ingwarowi - Jest paczka dla Ciebie.

- Drugi to zabranie się stąd, ale o tym trzeba podyskutować, byle nie za długo. Mało nas, ale chyba będzie trzeba zabrać się na jakimś okręcie.

- Trzeci... cel podróży. To też do ustalenia. Myślałem nad powrotem do domu w Górach Szarych, ale jako Mistrz Run mam pewne obowiązki. Z Jordim i Axerundem musimy uradzić co robić dalej z ocalałymi z Faktorii. Sam los Wyspy powinien też zostać przedstawiony Królowi. - tutaj wzruszyłem ramionami - Barak Varn i żyrokopterem do stolicy, a potem do domu.

Ściągnąłem nagle brwi, a potem się skrzywiłem.

- Kurde... Mistrz Run... czuję jak broda mi bieleje na myśl o formalnościach z jakimi będę musiał się zmierzyć po powrocie. - zaśmiałem się niewesoło.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 14:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ingwar, Rhunar>

<Wymieniliście uprzejmości i chociaż razem pod zniszczoną bramą stało was czworo to każdy z was widział tylko "swoją" elfkę.>

<Ingwar miałęś szczęście ,że Shehtar ma zasłoniętą smoczym hełmem twarz. Nie widzisz jej oczu ,a zamiast tego tylko przebłyski słońca odbijające się od nich gdzieś za przyłbicą. Dostrzegłeś jednak,że uśmiechnęła się ponieważ jej usta wykrzywiły się bardzo wyraźnie. Shehtar nie szeptała, może nie widziała takiej potrzeby a może poprostu była sobą, arogancką silną mroczną elfką.>

-Wiem ,że Cię znajdę. W końcu jesteś Mój. Trudno w dzisiejszych czasach o własnego... krasnoludzkiego woja. Daję Tobie moją "starą" zbroję i hełm łysolca... Naucz się ich używać a napewno je docenisz. Zbroja ma na sobie mój zapach więc jeśli nie będziesz jej mył każdy mroczy elf będzie widział ,że należysz do mnie hahahaha... <Elfka roześmiała się prawie do rozpuku co zabrzmiało conajmniej dziwnie jak na nią.>- ...Nie mam dziś opaski więc nie pokaże ci mojej twarzy. Ale nie martw się. Jest tak samo piękna jak każdego dnia...<Shehtar zdjęłą rękawicę i pokazała nagą, mleczno białą kobiecą dłoń. Poruszała frywolnie palcami po czym ponownie założyła rękawice.>

<Dopiero teraz zauważyliście ,że dziś Shehtar nie ma na sobie czarnej segmentowej zbroji a spod płaszcza ledwie wyziera kawałek błękitnolodowatej płyty.>

<Rhunar chociaż starałęś się patrzeć na Ingwara to twoje oczy i tak wędrowały cały czas na Melise. Powabna szczuplutka elfka uśmiecha się do ciebie a jej złociste rozpuszczone włosy falują na wietrze. Nie powiedziała nic ale ty i tak słyszałeś jej słowa...-Wiem ,że dla mnie śpiewałeś, wiem bo zawsze jestem przy Tobie. Jesteś kochanym Mistrzem Run Rhunarze. Moze kiedyś zostaniesz mędrcem swojej rasy. Jeśli tak zdecydujesz pomogę ci jak tylko będę mogła.-..>

<W powietrzu uniusł się ledwie wyczuwalny zapach soku cytrynowego, przytłumiony swądem spalenizny i rozkładających się ciał.>

-Na nas już czas...Odchodzimy ale jeszcze się spotkamy...Statek powinien po was przypłynąć lada chwila...<Oświadczyła Shehtar i zabrała ze sobą Melisę. Nie było długiego pożegnania. Kilka uśmiechów i spojrzeń po czym kobiety znikęły pośród ruin miasta ,odchodząc. Z nostalgi wyrwał was krzyk jednego z inżynierów pełniącego wartę na wieży.>

-Statek!! Statek w porcie!! Ma żagle plugawego Khorne!!



<Pascal>

<Dziewczęta chciały pomóc ci wstać ale sam dałeś radę. Cały w bandażach uniosłeś się z łóżka i rozejrzałeś po izbie. Kilka posłanych łóżek jeszcze niedawno używanych jest teraz pustych. Oprócz ciebie i panien w izbie jest jeszcze tylko stary łysy krasnolud z siwą brodą. Dokonuje jakichś zapisków i układa dziwne narzędzia lekarskie. Poznałeś go. To krasnolud z twojego snu. To on kazał Ci żyć!!
Okno w Izbie jest otwarte na oścież dzięki czemu światło słoneczne swobodnie dostaje się do środka. Wydaje się ,że na zewnątrz panuje spokój...>

<Chciałeś podziękować krasnoludowi ale zanim jeszcze otworzyłeś usta on odezwał się pierwszy. >

-Nie trzeba dziękować. Robie tylko to do czego zostałem stworzony. Reszta to twoje zasługa rycerzu... Zdrowiej czym prędzej bo lada chwila będziemy odpływać z tego przeklętego miejsca...

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 15:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mój wyraz twarzy stwardniał jak kamień, oczy się przymrużyły...

- Mam u ciebie dług to wszystko... ale TWÓJ nie jestem, nie jestem niczyją marionetką możesz jeno śnić o niewolniku takim jak ja. Nie ma wystarczająco potężnej istoty na tym świecie by mnie zniewoliła nawet ty... A chcesz bym był Twój, a ty moja musisz sie bardziej postarać. Ucz się od Melisy przyda ci się trochę ogłady... - fukam poirytowany

Biorę worek energicznie odwracam się i odchodzę, idąc przekręcam głowę spowalniając krok.

- Liczę na ponownie spotkanie Shehtar. Żegnaj.
- mówię twardo

Wracam skąd wyszedłem, po zamknięciu za sobą drzwi, zdejmuję bandaże i rozpakowuje uzbrojenie.Oglądam je dokładnie i wnikliwie, każdy element który dostałem, następnie uzbrajam się. Następnie łaźnia i stołówka...a potem sprawa statku...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 15:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Westchnąłem odprowadzając wzrokiem elfki. Cóż to się porobiło... nawet Ingwarowi przeszło.

- Hmm... ty też poczułeś ten cytryno...?

Rozległ się krzyk. Obejrzałem się i uniosłem głowę ku wierzy.

- Ktoś mówił, że prawie wszystkie okręty i statki zostały zmasakrowane. Co byś powiedział na małe zabordażowanie khornistów i przejęcie okrętu po wcześniejszym usunięciu plugastwa? - rzekłem wesoło.

Ruszyłem raźnym krokiem w stronę warsztatu coby się dozbroić. Czyż życie nie może być piękniejsze? Khorniści? Cóż to za przeszkoda, teraz kiedy już prawie wszystko widziałem co można zobaczyć? Pogładziłem wisiorek od Melisy. "Będę dla Ciebie śpiewać zawsze moja ukochana".

- No Ingwar... nie marudź tyle. Czas pobawić się w piratów. YAAAAR! - roześmiałem się
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Nie Lip 15, 2012 15:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zwracam się do Rhunara.

- Tak też poczułem...

- Leżałem Rhunar jak pusty bukłak, parę dni... muszę coś zjeść, napić się, i doprowadzić do stanu używalności by był jakiś pożytek ze mnie. Jak przekonałeś smoka by nam pomógł?

- Możesz mi oddać miecz skoro już masz swój młot? - spoglądam na Rhunara
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.