Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt II Cz2 Wróg tańczy taniec śmierci.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 45, 46, 47, 48  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 00:30    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Magnus patrzył na dowódcę z uwagą, w przerwie między jedną a drugą śniegową kulą. Jego tęczowe oczy błyszczały, ale czarodziej nie odezwał się, a twarz jego nadal była lekko uśmiechnięta. Najwyraźniej była to naturalna dla niego mina, jednak jakby trochę stężała.

- Krasnolud ma racje. Widać jednoręki że najlepiej się trzymasz. Otrzyj śniegiem konia z krwi i jedź. Życzę wam jak najlepiej, więc... - tutaj wzruszył ramionami - ...powodzenia w pilnowaniu wypłaty. Jeżeli go dorwiesz tego księcia w mieście, przyślij kogoś z saniami. Wozy są jednak do niczego o tej porze roku.

Potem czarodziej przepchnął jeszcze jedną kulę. Była to lżejsza praca niż sądził, tak więc fortyfikacje powoli nabierały kształtu.

- Niczego nie wyczuwam, Ingwarze, prócz paru aur bijących od was, a szczycę się wielce wyczuloną percepcją. O wspomnianej lewitacji... koncentrowałem się na uwolnieniu i otoczeniu się magią, aby wyskoczyć i zadźgać tą zieloną pokrakę. Skończę tą robotę, uprzątnę ciała, naszykuję jedzenie i spróbuję dostroić się do pływu eteru podczas medytacji. Jakbyś tylko mógł powiedzieć, czego chcesz poszukać...

Tymczasem Rhunar usnął. Widać był już bardzo zmęczony.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 10:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Spojrzałam na Pascal.>

-Wybacz sir Pascalu. Magnus ma rację. Przeceniłam swoje siły. Moje rany są na tyle dotkliwe, iż mogę nie zapanować nad magią. Wolałabym nie popełnić błędu tak jak na arenie, o którym w swej dobroci przypominasz mi za każdym razem.

<Skinęłam mu głową. W tym czasie Ingwar podał mi bukłak. Mimo, iż czarodziej napił mnie już piwem z chęcią wzięłam jeszcze kilka łyków. Zakręciło mi się lekko w głowie. Poczułam się jakby lżejsza. Jeśli ktoś jeszcze chciał się napić to przekazałam bukłak, a jeśli nie to zwróciłam go do krasnoluda. Spojrzałam na młodzieńca.>

-To nie tajemnica Magnusie. Nie wybrałam konkretnego. Skupiłam się na starej szkole, która mi najbardziej odpowiada. Trochę ognia, odrobina leczenie. Stara dobra magia, która czerpie ze wszystkiego po trochu. Nie żałuję dokonanego wyboru, mimo błędu, który zdarzyło mi się popełnić nie dalej jak wczoraj. Uraczę Cię opowieścią w karczmie przy winie, gdy już dotrzemy do miasta, a i ja będę miała siły by siedzieć.

<Uśmiechnęłam się lekko po czym ponownie zwróciłam do Ingwara. Ciszej, tak by słowa nie dotarły do uszu wszystki.>

-Powiedz mi szczerzy jak Ty to potrafisz. Jak źle wygląda ta rana głowy? Siądziesz jeszcze ze mną do jednego stołu by napić się piwa, czy też niekoniecznie?

<Zaśmiałam się lekko, lecz ponownie przeszył mnie ból. Zamilkłam by wysłuchać słów krasnoluda.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 11:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Słowa elfki wypowiedziane przy podkładaniu jej pod głowę juków na chwilą mnie zmroziły. „Czyżbym aż tak było widać po moim zachowaniu, że jej rana nie wygląda najlepiej? A cholera, właśnie dlatego nie starałem się gapić na jej twarz, żeby tego nie dojrzała. Oj głupi jestem i tyle.” Po chwili odzywam się z miłym uśmiechem patrząc się prosto w jej oczy.>

- Do wesela się zagoi moja Pani. - <udaję dworski gest, czym próbuję polepszyć humor Elbereth. Gdy łapie mnie za rękę wysłuchuje co ma do powiedzenia, po czym odpowiadam.> -Moje piękno jest w mej ręce. Niestety ona została na wyspie, a ja jestem tutaj. - <staram się roześmiać z tego kiepskiego żartu.>

<Nie skorzystałem z oferty picia trunku. „Przede mną droga. Będę sam. Muszę zachować trzeźwość mych zmysłów. Szaman i dwóch orków przeżyło. A i nie wiem czy po drodze na coś się nie natknę. Lepiej nie pić.”>

<Słowny atak Pascala na Kurta zaskoczył mnie. Spojrzałem na nich i nie odzywając się zupełnie słuchałem w skupieniu. „W części dowódca ma rację. Kurt powinien wykonać jego rozkaz. Takie jego zadanie. Z drugiej strony… Cóż… nie wiem, czy wykonanie zadania nie skończyłoby się dla nas wszystkich śmiercią w kotle szamana. No ale nie mi to oceniać.” Słowa o ocenie mojej przydatności przez Pascala przed wyprawą dotykają mnie osobiście. „Kurwa, jak on tak może. Miałem go za przyjaciela. Spędziliśmy na statku na modłach i ćwiczeniach dużo czasu. A tu na lądzie nie dość, że się wywyższa, to jeszcze wali takie teksty publicznie. Niech się w rzyć ugryzie, panicz jeden.”>

<Przez skupienie uwagi na tej dwójce dość późno docierają do mnie słowa Ingwara i dopiero w ostatniej chwili staram się uchylić od śnieżnej kuli. Odwracam się w stronę krasnoluda i z szeroki uśmiechem odpowiadam.>

- Już mości Ingwarze, mistrzu miotaczy wśród krasnoludów. Już pędzę, co byś nie musiał oglądać mojej wrednej mordy i mógł wypoczywać w spokoju.

<Już miałem ruszyć pieszo, gdy Maguns zwrócił mi uwagę na jakiegoś konia. Spoglądam w tamtym kierunku i aż nie mogę uwierzyć. „Byłem pewien, że wszystkie albo padły, albo dogorywają. Ale ten nie wygląda aż tak źle. Może mag ma rację i da się nim pojechać?” Ruszam więc w jego kierunku ostrożnie. Oglądam jego stan, przecierając lekko śniegiem skórę z krwi. Jeżeli okazuje się zdrowy i sprawny to staram się go dosiąść i przejechać w tą i z powrotem. Gdy udaje się to bez większych problemów uznaję, że mogę na nim ruszyć za księciem, ale nie mogę go przeciążać. Przed wyruszeniem zwracam się jeszcze do Pascala.>

- Dowódco. Z całym szacunkiem, ale wasz stan, jak i stan reszty nie jest na tyle dobry, by ruszać pieszo do miasta. Poza tym sam Magnus nie obroni reszty, jeśli nagle zjawią się tu wilki, albo któryś z orków postanowi wrócić. Pozwólcie, że ja ruszę w drogę sam.

<Czekam jeszcze chwilę, po czym jeśli nie dostanę innego rozkazu, to kieruję się w kierunku Zweedorfu, podążając za śladami konia księcia lub samego księcia.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 19:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan>

<Pojedynek trwał całkiem długo. Z początku tylko badaliście swoje możliwości a potem szermierz zaatakował na poważnie. Szybkie ,dokładne ataki, zwody unik, zasłony. Dobrze ,że byłaś rozgrzana i pozytywnie poddenerwowana przed walką. Kilka razy byłaś blisko przegranej ale wykorzystałaś atuty swojego wyposażenia by umknąć porażce. Dopiero bardzo wymyślny cios w nogi dał ci wygraną. Jednak drobna rana w policzek została zadana ci celowo. Gdybyście walczyli do śmierci leżała byś teraz martwa na śniegu z rapierem wystającym z twarzy. >

-Poddaję się, wygrałaś , kobieto. Zraniłaś mnie pierwsza...Zwracam ci honor. Potrafisz walczyć...Może jeszcze kiedyś się spotkamy. Nazywają mnie Killey.


<Szermierz ukłonił się i odszedł na bok aby opatrzyć swoją nogę. Iruyh spojrzał na Ciebie groźnie. Chyba nie do końca jest zadowolony.>

-Burmistrzu teraz ty i ja!! Twój szampierz przegrał... <Iruyh postąpił kroku w stronę niskiego grubasa ,który zaczął się trząść.>

-Zatrzymajcie go , aresztować go!! Natychmiast...

<Kapitan straży powstrzymał żołnierzy jednym ruchem.> - Prawo jest prawem burmistrzu. Twój szampierz przegrał wiec teraz musisz udowodnić przed bogami ,że to ty miałeś rację...

<Żadne inne słowa nie zostały wypowiedziane. Zanim burmistrz dobył broni, ogromny miecz Iruyha wzbił się w górę z szumem przecinając powietrze i opadając bezlitośnie na zaskoczonego głupca. Jeden cios wystarczył ,żeby zrobić z burmistrza krwawą miazgę połamanych kości i poszarpanych flaków.>

-To koniec. Przekażcie swojemu panu jak było i kto zaczął... Tellan ,zbieramy się...

<Jak się potem okazało gdybyście nie zostali , burmistrz wysłał by za wami pogoń z rozkazem zabicia wszystkich. A tak daliście czas Pascalowi i reszcie aby zdążyli odjechać. Spakowaliście się szybko i ruszyliście w ślad za Pascalem i jego drużyną. Jak wielkie było wasze zdziwienie gdy na drodze spotkaliście samotnego księcia Tassenick. Młodzieniec opowiedział jak to orki napadły na grupę Pascala a ono sam miał jechać do miasta lecz najpierw spotkał na swojej drodze dziwne krasnoludy którym umknął a potem trafił na zamieć chociaż w około nie było żadnych chmur. Obejrzałaś dokładnie księcia i kiedy stwierdziłaś ,że nie ma żadnych nowych ran ruszyliście w kierunku gdzie powinna rozegrać się bitwa. Po jakimś czasie dojechaliście do pagórka z którego dojrzeliście świeże pobojowisko.>


<Ingwar, Rhunar, Kurt, Klaus, Elbereth, Pascal , Magnus>

<Nowy towarzysz po tym jak zaopiekował się wszystkimi używając wiedzy medycznej jak i odprawiając jakieś zaklęcia zaczął budować śnieżną ścianę. Reszta odpoczywała dodając sobie otuchy, poza Pascalem ,który rwał się aby wyruszyć za księciem. Ostatecznie pojechał sam Klaus na jednym z dwóch koni ,które udało wam się odnaleźć żywe. Pascal został na miejscu gdyż dostał strasznych bóli i zawrotów głowy. Przygotowaliście prowizoryczne obozowisko skupiając się przy dawnym ognisku orków. Odpoczywaliście do momentu gdy wrócił Klaus oznajmiając ,że książę i ślady po nim zniknęły jakby wyparował i wcale nie pojechał do miasta, a na drodze do Zweedorfu grasują jacyś bandyci przypominający krasnoludy. Klaus był zawiedziony ,że trop się urwał a Pascal był zły, tak samo Ingwar. Wtedy dostrzegliście na horyzoncie trzech jeźdźców. Czyżby to zwiadowcy Lucasa? Ani chybi jak zaraz zwali się wam na głowę cała armia...>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 19:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Magnus wielce żałował, że ranni okazali się... zbyt ranni do pełnienia warty. No cóż.. to nie ich wina, że nie mieli już sił.

Czarodziej po przygotowaniu obozowiska i uprzątnięciu go po prostu siadł w miejscu, owinął się szczelniej odzieniem i wolnym kocem. W końcu wrócił Klaus, a Magnus widząc go zmęczonego nie miał serca, aby go przymuszać do warty, żeby sam mógł pomedytować.

Widząc jeźdźców mężczyzna dopadł do wału i zaczął im się przyglądać spod swojego czarodziejskiego białego kapelusza.

- Wiecie... jakbym się postarał to mógłbym drani ustrzelić... - mruknął Świetlisty wyjmując z kieszeni... oszlifowany krążek ze szkła, który powoli przyłożył do oka i zacisnął na nim policzek i brew jakby to był jakiś miniaturowy monokl.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 20:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Jechałam w milczeniu obok Iruyha. Przed oczami miałam wyraz jego twarzy kiedy walka z szermierzem zakończyła się.

...Starałam się ale najwidoczniej nie jestem jeszcze gotowa...To cud, że tak to się skończyło...Za bardzo we mnie wierzy...


Kiedy niespodziewanie na drodze pojawił się książę Tassenick w pierwszej chwili zdziwiłam się marszcząc czoło i spoglądając z zaskoczeniem na mistrza jednak po chwili ucieszyłam się ogromnie, że jest cały i zdrowy. Fakt, że sam znalazł się na drodze do miasta i jego relacja zdarzeń przed którymi z ledwością zbiegł przyniosły mi najgorsze myśli o tym co mogło stać się z naszymi towarzyszami. Jadąc we wskazanym przez księcia kierunku moje ręce drżały z obawy, że na pomoc może być już za późno. Choć nie wątpiłam w zdolności bojowe moich towarzyszy wiedziałam, że nie wszyscy z nich byli w pełni sił aby odeprzeć atak. Widok jaki ujrzałam w oddali stojąc na pagórku wcale nie rozwiał moich obaw. Zwróciłam się do Iruyha widząc w oddali poruszające się postacie>

- Podjadę bliżej i sprawdzę jak się ma sytuacja...Wygląda na to, że już po wszystkim ale z tej odległości nie rozpoznaję czy to nasi czy nie.- po czym ruszyłam w kierunku pobojowiska. Zbliżam się na odległość z której będę mogła wystarczająco dojrzeć czy to żołnierze, czy też nasi towarzysze. Uważam, aby po drodze nie wpaść przypadkiem na jakiegoś orczego niedobitka.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 22:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zirytowany rzeklem...gdy Klaus wrocil.

- Nie mogl sie rozplynac...zgubiles trop...- krzywie sie zawiedziony poszukiwaniami Klausa

Mrucze wsciekle do siebie

- Czy widzac te krasnoludy czules smrod bagienny w okolicy Klausie? Kurwa Rhunar...to pewnie kumple tych co polowali na przekleta zbroje Iryuha. Skurwysyny...a ja w takim stanie ze zal patrzec, ja pierdole co za pech. Jezeli to prawda przyjda do miasta..biegaja za ta zbroja jak na sraczke

Nie rzeklem ni slowq wiecej odpalilem fajke i zaczalem ja pykac patrzac sie w przestrzen
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 22:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rhunar nie odpowiedział. Spał snem sprawiedliwego głęboko oddychając i wypuszczając z ust ciepłe powietrze, które mieszając się z chłodnym tworzyło obłoczki pary.

- Nie martwcie się tak mości Ingwarze. - mruknął Magnus - Beczka piwa, dobre jadło, wizyta u medyka, parę zaklęć i będziesz waść napierdalał jak... no może nie jak nowo narodzony, bo to tak mało sensowne... o ktoś jedzie.

Widząc zbliżającego się jeźdźca czarodziej obejrzał się na pozostałych po czym wzruszył ramionami i złożył dłonie w trąbkę.

- Kto jedzie!? Przedstaw się! - zawołał krótko, nie wychylając się zza osłony.

Obudzony krzykiem Rhunar wzdrygnął się i obejrzał.

- Hah...? - westchnął.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 23:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- ootototo madrze gadasz magiku, beczka piwa kazdego stawia na nogi aye!

Gdy uslyszalem ze sie ktos zbliza wstalem ciezko jednak zaden wrog nie zgladzi Ingwara bez walki.


Wykrzywiam sie napiety jak struna wachajac i nasluchujac.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Lip 04, 2013 23:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zdenerwowanie Ingwara było zupełnie zrozumiałe, więc nie mam mu za złe, że się mnie czepia. Ja jestem równie podirytowany faktem, że książę rozpłyną się tak po prostu. I to razem z koniem. Jednak rzeczowym tonem odpowiadam krasnoludowi, mówiąc tak, by również Pascal słyszał.>

- Nieduży kawałek stąd ślady konia księcia po prostu się urywają. Na środku ścieżki. I nie pojawia się w ich miejsce nic, kompletnie nic. Ani ślady butów, ani wozu, ani zwierząt. Nic. Tak jakby nagle księcia z koniem coś porwało w górę i uniosło daleko. Bo i najbliższa okolica była pokryta nieskalanym śniegiem.

<Wzrok przenoszę z Ingwara na Pascala i wypowiadam to, czego najbardziej się obawiam, a co wydaje się najbardziej sensownym rozwiązaniem tej zagadki.>

- Jedyną inną możliwość jaką widzę, to nagłe, gwałtowne i krótkotrwałe opady śniegu, które pokryły wszystkie ślady. A to na myśl przywodzi mi tylko naszego znajomego szamana, który wśród takiej zamieci zwiał stąd. Mam tylko nadzieję, że nie dorwał on naszego księciunia, a jedynie zatarł za nim ślady.

<Wracam z powrotem wzrokiem do Ingwara i rozprawiam dalej, poprawiając włosy pod hełmem.>

- A krasnoludy. Cóż. Nie podjechałem do nich na tyle blisko, by ich wąchać, więc nie wiem czym pachnieli. Ot zwykłe krasnoludy. W sumie to chyba piątka. Przynajmniej tylu dojrzałem. - <lekko wzdycham> - No może nie takie zwykłe, bo które krasnoludy chciały by się włóczyć po tej okolicy. Nie dość, że zima, to jeszcze można dostać się pod miecz ludzi Lukasa. Więc nie dziwcie się, że nabrałem podejrzeń i miast jechać do miasta, zawróciłem tutaj. Coś mi w nich nie pasowało. Ale wśród nich nie dojrzałem naszego uciekiniera.

<Jeszcze raz spoglądam na Pascala i kontynuuje wypowiedź.>

- Nie wiem czy krasnoludy dojrzały mnie, ale biorąc pod uwagę brak ich śladów po drodze, to podążają w naszym kierunku. Więc trafią tu niechybnie. Koniem to była jakaś klepsydra drogi, więc im zajmie to przynajmniej dwa razy tyle.

<Postawiam trochę odpocząć. Zabieram Kurtowi mój koc i siadam na nim, przyglądając się 'śnieżnej fortecy' wzniesionej przez Magnusa. Popijam z manierki wodę i zagryzam resztką zapasów z torby. Gdy zauważamy jeźdźców robię się czujny. Przechodzę za osłonę śniegu od strony ich przyjazdu. Wyjmuję kuszę i opieram na murku, a na cel biorę któregoś z nich. Staram się dostrzec ich oznaczenia, by określić ich przynależność. "Cholera, z jednej strony idą podejrzane krasnoludy, a z drugiej zwiadowcy. A my ledwo żywi w większości. Jak nie sraczka to przemarsz wojsk. Jak to Lukasowi, to zdejmowanie munduru strzelca jego wojsk nie wyjdzie mi na dobre. Niech podjadą. Z takiej odległości za murkiem nie dojrzą z kim mają do czynienia, więc zanim się zorientują jednego zdejmę. A i Magnus mówi coś o ustrzeliwaniu. To dwóch z głowy. Jest nadzieja".>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Pią Lip 05, 2013 19:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Zasępiłem się gdy Klaus wrócił z niewesołymi wieściami. No ale jak sami mówili nadal jest nadzieja i tej myśli się uczepiłem>

„Tylko Pascala będzie gardłował jak kwoka na pisklakach.”

<Gdy tylko trochę ciepła wlało się w moje kości zacząłem repetować pistolet. Gdy pojawili się obcy jak wszyscy spróbowałem z gotowym pistoletem doczłapać do śnieżnego murka>
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pią Lip 05, 2013 21:07    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Tellan>

<Zanim ruszyłaś sama naprzód Iruyh powstrzymał cię. Dał ci kilka dobrych rad i kazał ci się uspokoić. Zarówno twój mistrz jak i książę pochwalili się za pojedynek. Dopiero po dłuższej wypowiedzi Iruyha zrozumiałaś dla czego wydawał się zły. Nie był zły na Ciebie...wygrałaś, tak jak w ciebie wierzył. Był zły na siebie i martwił się o Ciebie ponieważ mogłaś zginąć...Nie powiedział tego wprost ale wyczytałaś to z jego miny teraz. We trójkę ruszyliście do przodu. Ty i Iruyh razem a młody książę za wami w pewnej odległości.>

-Boją się, już do nas celują...jest tam ktoś nowy, ktoś kogo nie znamy...reszta to nasi...

<Rozpoznałaś z daleka jednorękiego Klausa i krasnoluda Ingwara, reszta schowana za ścianą ze śniegu nie wychylała się za bardzo...


<Ingwar, Rhunar, Pascal, Klaus, Kurt , Elbereth, Magnus>

<Skryliście się za śniegową zasłoną zbudowaną przez Magnusa i wypatrywaliście kto nadjeżdża. Pascal nadal czuje jak ból rozsadza mu czaszkę od środka przyprawiając go prawie o omdlenia. Wasze zmęczone i niezbyt bystre oczy nie mogły rozpoznać kto nadjeżdża. Elbereth leżała i nie podnosiła się , nie miała siły ,żeby popatrzeć w dal...Czekaliście w napięciu. Klaus z załadowaną kuszą, Magnus ze szkłem na oku. Wreszcie Klaus rozpoznał jako pierwszy zbliżające się postacie. Czarny rycerz i jakże dobrze znana mu zbroja, obok znacznie drobniejsza kobieta rycerz a za nimi ..książę Tassenick..>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Pią Lip 05, 2013 21:25    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Leżałam bez ruchu. Czując się bezużyteczna i bezbronna. Nie mając siły by się ruszyć. Spojrzałam w stronę, w którą wszyscy spoglądali. Nie mogąc jednak dojrzeć kto może nadjeżdżać zasępiłam się. Spojrzałam w niebo na gwiazdy.>

...czyżby jechała po nas śmierć?... Czy jesteśmy w stanie się obronić czy może zacząć się modlić? Czy powinnam użyć magii mimo wszystko? Bez księcia całe nasze poświęcenie pójdzie na marne...mam nadzieję, iż mimo wszystko gdzieś się ukrył bądź umknął...inaczej to wszystko...okaże się jeszcze większym błędem niż było...

<Rozmyślałam tak spoglądając w niebo i nasłuchując. W razie zagrożenia gotowa skupić się by móc posłać ostatnie kule ognia w wroga.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Pią Lip 05, 2013 22:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przysłoniłem oczy ręką by lepiej widzieć. Niestety bez specjalnego rezultatu. Zły spojrzałem po obecnych by po ich minach coś wywnioskować>

„Widzą co czy nie? W sumie to mnie i tak na strzał cza zaczekać jako ostatniemu”

- Widzicie kogo licho niesie?

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Lip 05, 2013 23:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przyglądam się uważnie nadjeżdżającym, wybierając tego, który ma zostać mym pierwszym celem. W końcu udaje mi się ich rozpoznać. "No ta zbroja nie może należeć do nikogo innego. A więc obok jest pani rycerz. Ale z kim jadą? Co? Toż to nasz książę... Ale jak?">

<Wstaję pewnie, odwieszając kuszę na plecy. Podnoszę rękę do góry w geście powitania w kierunku jeźdźców, po czym odwracam głowę się do reszty i spokojnym głosem mówię.>

- Spokojnie. To nasi. Iruyh, Tellan i o dziwo książę. Nie pytajcie mnie tylko proszę jak on się tam znalazł, bo nie mam zielonego pojęcia.

<Przypominam sobie, że Magnus nie zna tej trójki, więc kolejne słowa kieruję do niego.>

- Tych dwoje rycerzy to nasi towarzysze. A ten trzeci to zaginiony książę. Więc jesteśmy w komplecie. Teraz będzie można podjąć decyzję jak i kiedy wracamy do Zweedorfu. Tobie radzę podróż z nami, bo okolica jak widzisz niebezpieczna.

<Przywitanie Iruyha i złożenie meldunku zostawiam Pascalowi, no chyba że ktoś go ubiegnie. Sam przechodzę na drugą stronę obozowiska, wypatrywać nadchodzących krasnoludów. "Jeźdźcy nie wyglądają, jakby przed kimkolwiek uciekali, więc stamtąd zagrożenia nie ma. Toteż lepiej pilnować tutaj, jak reszta wda się w rozmowy z rycerzami. Jak będą chcieli ze mną gadać, to przecież zawołają.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 45, 46, 47, 48  Następny
Strona 46 z 48

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.