Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt III Cz2 Co przyniesie jutro??
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 71, 72, 73  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Pon Lip 07, 2014 21:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wysłuchałem towarzyszy zastanawiając się w między czasie co mi się przyda itd. " Naprawdę El nie ma dla ciebie znaczenia co napiszę?">

-Tellan będziesz miała chwilę na późniejszą rozmowę? Chcę Ci powiedzieć co mi się przyda w podróży ale nie tylko to mam do powiedzenia..

<Czekam na odpowiedź Tellan, jak i na pytania lub sugestie innych.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg?-Viktor Sombra Hark
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Wto Lip 08, 2014 00:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Po odpowiedzi Hrabiny

Podszedłem do Klausa szybkim krokiem złapałem go za fraki mocno i potrząsnąłem.

- Ogarnij się Klaus! Jeszcze żyjemy! Przestań poddawać się ! Nie z takim kurestwem dawaliśmy sobie radę! Nie pozwole ci się poddać! Podnoś dupsko

Telepnąłem nim mocno by wrócił do świata żywych...

Odwróciłem się

- Ja postanowiłem ruszam do Bretonni jeżeli tam mnie nie uleczą ruszam z Tellan na północ... i wyrżnę tyle ścierwa ile tylko zdołam zanim sam zdechnę to lepsze niż spalenie na stosie. Tak chociaż zrobie coś dobrego przed nieuniknionym... a już napewno nie wyrządzę tutaj nikomu krzywdy.

Zwracam się do Tellan następnie

- Bukłak Vódki, naostrzony mój topór, moja zbroję, moje futro, mój plecak jeżeli zaginał, podstawowe rzeczy na podróż oraz fajke i ziele, i porządny sztylet, mikstury lecznicze jeżeli są dostępne tutaj. Wszystko oraz przyzwijcie do nas Rhunara chce z nim porozmawiać...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Wto Lip 08, 2014 20:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Z ulgą przyjąłem że wszystkim się zajęli gdy byłem nieprzytomny. Wysłuchałem tez najnowszych plotek i wieści nie bardzo wiedząc cieszyć się czy trapić.>

„Moi znajomkowie wrócili ale czy wszyscy? No i bitwa okazała się katastrofą chyba że politycy wyciągną z tego jakieś profity. Ale co za profit mają ci co piach gryzą? Na szczęście Ja przeżyłem. Niech dzięki będą Verenie. Najwidoczniej nie taka ze mnie du… noga bo mnie zachowała w jednym kawałku”

<Rozmyślał Kurt w chwilach samotności. Dzień czy dwa poleżał plackiem na wyrku zbierając siły i odsypiając bitwę i drogę powrotną. Potem jednak zaczął się wiercić. Najpierw siadał na pryczy, potem próbował wstawać. W końcu Gwidon przyniósł mu jego broń.>

- Widzę że ciepłe wyrko parzy w dupę. No masz swoje zabawki żebyś nie pętał po lazarecie. Jeszcze mi gdzie osłabniesz ale jak za bardzo będziesz nimi wywijał wracają do kantorka.

<Zgodnie z zaleceniami kilka następnych dni spędził w niewiele się ruszając z łóżka ale za to pieczołowicie zajął się swoją bronią. Oczyścił, naostrzył i naoliwił miecz, sztylety a nawet hak. To samo zrobił ze sfatygowaną kolczugą no i w miarę możliwości zacerował podbitkę, naprostował kilka kółek. Na koniec zajął się bronią palną. Wyczyścił, naoliwił, posprawdzał kurki i zamki na koniec załadował. Nie śpieszył się, pracował powoli i metodycznie. Gdy poczuł że nogi nie rozjeżdżają mu się jak łapki u młodego kociaka zaczęła się „rehabilitacja” jak to nazwał medyk. Najpierw zginanie kolan, potem machanie nogami, przysiady a na koniec bieganie. Z początku czuł ból w każdym mięśniu, stawie i kości, jednak z każdym dniem było lepiej. W końcu wrócił do poprzedniej sprawności.>

- To pewnie. Inaczej musiał byś mnie w samych onucach stąd wypuścić. – uścisnęli sobie przedramiona. – Jak się odkuje postawię ci beczkę miodu.
– No nic skorom zdrowy to będę się zabierał, a skoro hrabina płaci to pójdę jej podziękować, jak tylko się ogarne.

<Nim jednak skierował się do zamku odszukał warsztat krasnoluda Dustara. Zastukał. Zaczekał aż krasnolud otworzy>

- Witam. Mam nadzieję że nie zawracam głowy za bardzo. Ja do Rhunara. Zastałem go?
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Wto Lip 08, 2014 20:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na słowa medyka uśmiechnąłem się lekko sam do siebie po czym odpowiedziałem.

- Rozumiem pana i dobrze pan uczynił, za pracę należy się zapłata. Co do mojej głowy to dostałem po niej porządnie ale nadal pamiętam swe imię, a brzmi ono Pascal. I macie panie ponownie racje. Jestem wojownikiem do wynajęcia, lecz na chwilę obecną nie zdolny do pełnienia swego fachu. A więc panie Marduk. Pragnąłbym pozostać u pana do czasu powrotu do pełni sił. Gdy już to nastąpi ruszę w drogę. Za wszystko oczywiście zapłacę.

Pozostaje w domu medyka, aż wyzdrowieje i wrócę do swej kondycji, niezależnie od tego ile to czasu będzie trwało. Jeśli pozostaną mi jakieś pieniądze udaję się do kowala aby naprawił mi zbroję lub ją skompletował.
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Sro Lip 09, 2014 00:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czarodziej przez całą rozmowę tulił do siebie biedną Elise. Przez coś w czym brał udział wszyscy ucierpieli w tym jego ukochana. Nie mógł sobie spojrzeć w oczy. Ba. Nie chciał. Były teraz straszliwe i obce. Brak w nich było czegokolwiek co chciałbym widzieć tam normalnie.

- Stara wiedzma jest nekromantką o bardzo wielkiej mocy. Kontroluje twojego krewniaka, Pani, który jest w stanie co najwyżej na pomniejsze nieposłuszeństwa. Utrzymywał swoją siostrę w nieświadomości kim się stał... choć co to za ochrona trzymać kogoś ciągle w lochu. - rzekł Magnus głaszcząc bardkę po głowie - Mam w torbie parę rzeczy, które chciałbym ci dać, Pani, oraz złożyć raport z tego co nadnaturalnego działo się na zamku. Był tam demonolog. W jednej z wiosek nekromanta zrobił sobie siedlisko i zamienił wszystkich jej mieszkańców w zombie. W kamieniołomie broniąc księcia Tessenicka starłem się z "szarym nekromantą", którego nie imało się żadne ostrze - dlatego zaryzykowałem niesprawdzony czar, który po zmieszaniu z mrocznym eterem zadziałał... jak zadziałał.

Przerwał. Kiedy mówił oczy miał zamknięte polegając na swoich magicznych zmysłach. Nie chciał sam oglądać tych oczu, ani żeby inni je widzieli.

- Trzeba kontynuować bitwę z siłami ciemności i wypędzić je z tej krainy, lecz nic nie zdziałamy jak w trakcie naszej misji Niszczycielskie Potęgi zaczną nie tylko nasze ciała, ale i dusze znaczyć. Z Nordlandu do stolicy Bretonni szlakiem morskim jest niedaleko. Przychodzi mi na myśl kilka sposobów jeszcze na uzdrowienie nas, ale albo są nieosiągalne albo niesprawdzone. Udając się w tą podróż mamy największe szanse wyjść z tego. - czarodziej westchnął smutno i przytulił mocniej Elise - Możemy udać się tam z księciem, czy też mamy iść tam sami?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Sro Lip 09, 2014 09:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Po dłuższej rozmowie z Beltherionem i Elbereth Tellan wróciła do sali szpitalnej jednak po chwili ponownie opuściła ją w towarzystwie Viktora. Tym razem rozmowa była krótka i już po kilku chwilach oboje powrócili do sali. Tellan stanęła pośród towarzyszy i przemówiła spokojnie>

- Dobrze więc, zajmę się przygotowaniami do podróży. Zastanówcie się, kto chce ruszyć do Courone, a kto nie. Każdy kto opuści miasto dostanie wikt na drogę. Jak już powiedziałam, spiszcie potrzebne rzeczy, a ja zajmę się ich orgaznizacją. Pomysł Ingwara co do podróży myślę, że sprawdzi się wobec naszej sytuacji...Musimy ustalić wszystko zanim wyruszymy. Zostawiam was teraz samych. Pamiętajcie, że nikt tutaj nie chce wam zaszkodzić. Gdyby działo się coś niepokojącego, poślijcie po mnie. ..
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Lip 09, 2014 19:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth, Tellan, Magnus, Ingwar, Klaus, Viktor>


<Hrabina z zainteresowaniem słuchała każdego jednocześnie obserwując jak się zachowujecie. >

-Dobrze, Tellan masz moje błogosławieństwo i wolną rękę. Księcia nie ma już Zweedorfie, wyruszył wczoraj w nocy. Nikt nie może nawet podejrzewać kim jest dlatego posłałam go tylko z przewodnikiem. Nie wolno wam nawet wspomnieć o tym, co go spotkało. Dla całego świata jest ciężko chory i leczony w zamku. Możliwe, że spotkacie go na miejscu...<Hrabina Elena położyła delikatnie dłoń na ramieniu Tellan>
- Od tej chwili wszystkie pytania i potrzeby kierujcie do Regentki Tellan. Zastępuje ona nieobecnego Iruyha i ma takie same prawa jak on. Otrzymacie ode mnie list polecający do matki przełożonej w Courone... A co do mojego kuzyna i tych wszystkich okropności. Jeśli jest tak jak mówisz czarodzieju to muszę wezwać zbrojne ramię inkwizycji...Plaga zła wydaje się sięgać zbyt głęboko. Raport możesz zdać mi osobiście jeszcze dziś lub spisać najważniejsze rzeczy na pergaminie a rzeczy przekaż służbie lub przynieś ze sobą. Wszystko co mieliście przy sobie gdy wróciliście jest w magazynie. Wybór drogi morskiej wydaję się być rozsądny , jest znacznie krótsza. Jeśli pragniecie płynąć musicie dotrzeć i dostać się na statek w spalonym Dietershafen lub nadal wolnym mieście Neues Emskrank. Statkiem możecie dotrzeć do samego Courone. Niestety nie mogę wam zagwarantować statku. Musicie sami zdobyć jakiś lub wynająć. Zostawiam was teraz pod opieką Regentki Tellan. To silna i godna zaufania kobieta i wojownik. Jeśli ją wesprzecie sądzę, że wszystko dobrze się skończy. A teraz wybaczcie, jeśli będziecie chcieli ze mną rozmawiać przekażcie to służbie.

<Hrabina pożegnała was i opuściła szpital. Tellan rozpoczęła rozmowy z elfami i Viktorem. Gdy wróciła krasnoludy zdaje się , że się naradziły bo Kargun przemówił w ich imieniu.>

-My troje także ruszamy do Courone a jeśli nas nie uleczą pójdziemy z Tellan na pustkowia , zresztą ja i tak tam pójdę. Zawiodłem moją rasę po raz drugi i nie widzę dla siebie innego odkupienia. Żaden krasnolud nie wybaczy mi tego na co naraziłem te dwie kobiety pozwalając im iść ze sobą. Mój topór należy do ciebie Tellan...

<Upiorna Ingrid z płonącą czaszką tuliła do siebie malutką Astę chyba tak samo mocno jak Magnus tulił przestraszoną Elise. Bardka mimo koziej twarzy i sierści nadal była człowiekiem, w jej oczach było widać ogromny strach. Tak wielki jak smutek malujący się na twarzy Asty i gniew na bielejącej, płonącej żywym ogniem czaszce Ingrid. Tir także zgłosił swój udział w podróży dając znaki rękami. Nie odzywał się aby nic więcej nie podpalić. Ingwar doprowadził Klausa do porządku potrząsając nim wściekle i chociaż strzelec chciał dać nogę to krasnoludzkie łapy Ingwary trzymały go jak imadło. Krasnolud może był odużony lekami ale siły w łapach mu nie brakowało, więc Klausowi pozostało tylko się uspokoić. Wyprawa do Courone nawet szlakiem morskim miała potrwać tydzień a może i dwa, trzeba było wiec wszystko obgadać i zaplanować. Tellan przyjęła na siebie odpowiedzialność za organizację. Jaki miał być tego skutek wszyscy przekonają się kiedy dojdzie do wyprawy.>


<Kurt>

<Dni mijały leniwie a ty odzyskiwałeś sprawność całego ciała. Rany swędziały i piekły gojąc a dziury zasklepiły strupy. Kiedy wreszcie poczułeś się na siłach opuściłeś szpital miejski żegnając się z medykiem i zabierając swoje rzeczy. Pierwsze kroki skierowałeś od razu do warsztatu krasnoludzkiego kowala Durstara. Chwilę trwało zanim kowal ci otworzył. Słychać ,że u niego praca wre w najlepsze. Uderzenia młota i dźwięk kucia roznosi się po okolicy.>

-Kurt tak? Zawracasz zad. Tu krasnoludy pracują a nie gadają ale zapytam Rhunara czy ma ochotę z Tobą gadać.

<Krasnolud zamknął ci drzwi przed nosem i teraz musiałeś czekać.>



<Pascal>


<Zostałeś u medyk i tak jak Marduk rzekł dopiero po tygodniu mogłeś się poruszać w miarę sprawnie. Złota za pobyt i opiekę medyk nie wziął dużo więc udałeś się do miejscowego kowala ,który zajął się twoim opancerzeniem. Hełm i naramienniki zostały zastąpione tymi które zebrałeś z pobojowiska, płytę na plecach i klatce piersiowej dało się naprawić, tak samo nogawice. Buty i rękawice ostały się w dobrym stanie. Dwa dni zajęło rzemieślnikowi dopasowanie elementów i przekucie tego co trzeba było naprawić. Dziesiątego dnia pobytu w Beeckerhoven zarówno Ty jak i zbroja byliście już w dobrym stanie gotowi do dalszego używania. Zostało ci nawet trzydzieści sztuk złota po opłaceniu medyka i kowala. Trochę zaniedbałeś swoje ciało i wypadało by wybrać się na jakąś bitkę lub ćwiczyć intensywnie każdego dnia. Zdrowy, uzbrojony i opancerzony Pascal w mieście daleko od sprzymierzeńców. Co zamierzał?>


<Frank>

<Adolfus zmarszczył czoło i przeciągnął dłonią po brodzie.>

-Nie masz książek?? Do stu diabłów co ten Korneliusz sobie myśli, że będę ciebie niańczył i utrzymywał jak swoją krew? Oczywiście , że będziesz pracował i to ciężko. Sprzątanie mojej izby odpada nie ufam ci jeszcze na tyle ale ale hehe wiem. Poznałeś już na pewno tego zbira Drogo. To chyba najbardziej obliczona kutwa w tym mieście. Wylicza wszystko i ceni bardziej niż dziś dziewice a jutro zawodowe kurwy...Tak , będziesz pracował u niego i przepisywał książki. Do tego masz się uczyć języków, bretoński, kislevski, krasnoludzki, elficki wszystko normalne co wpadnie ci w ręce. Żadnego syfu ,sprawdzę to. Książka czeka na ciebie w izbie. Jesteś dużym młodzieńcem od tej pory zawracasz mi głowę tylko w czasie na nauki. Do Drogo w ratuszu zgłoś się jutro o świcie. Nie martw się pracy nie zabraknie ci nawet jak twoje kości zgniją już pod ziemią...Teraz bywaj młodzieńcze. Dość czasu na dziś mi zabrałeś. Wiesz co robić...I lepiej żeby nie było na ciebie skarg.

<Mężczyzna wyprostował się i odszedł jakby cię tutaj w ogóle nie było. >


_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Warmlotek
Mod Czarnej Biblioteki
Mod Czarnej Biblioteki


Dołączył: 11 Cze 2010
Posty: 1443
Skąd: Puławy

PostWysłany: Sro Lip 09, 2014 20:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy Klaus się opanował puściłem go...

Podszedłem do Karguna

- Nie opowiadasz za to co NAM WSZYSTKIM sie przytrafiło jak już to Mangus i Nekromanta i ich Magia. Choćbyś się zesrał nie byłbyś w stanie temu zapobiec ani ochronić ich przed tym, tak samo Ingrid która przysiągła chronić Astę nawet sam król nic by nie dał rady zrobić... Choas to nie żarty ani przelewki, weź się garść i zachowuj się jak na krasnoluda przystało. Takie gówno nie łamie naszej rasy ani nie poddajemy się przy byle trudności... Pokonamy to !


. Poza tym nie traktuj królewskiej córy jak niemowlęcia, sama wiedziala na co się piszę i jakie jest ryzyko. Jeżeli ty jesteś winny to równie dobrze ja i Ingrid. Przestań pieprzyć Kargunie, pójdziemy na pustkowia z Tellan wszyscy jeżeli chodzi o krasnoludy jeżeli nas nie uleczą bo wątpie czy ktokolwiek z nas ścierpi obcowanie sam ze sobą i kolejne mutacje, ale nie zrzucaj winy na siebie bo to nie na miejscu. Jeżeli dostarczysz Aste cała i zdrową do domu nie masz najmniejszego powodu do obierania tej drogi. Nie gadaj jakbyśmy już przegrali i poddali się!
I wtedy wyrwiemy tyle dusz tego paskudztwa ile tylko nam się uda zanim zdechniemy a świat o nas zapomni. Niczym nasi pradawni Bogowie... pójdę na sama pierdoloną brame chaosu.

Posłuchaj mnie Kargunie

- Czy golisz łeb bo wybrałeś ścieżke na której goblin ci wyskoczył?Nie nie masz na to wpływu. Czy dopiero jakbyś przed nim uciekł lub porzucił towarzyszy przed zagrożeniem? Rozważ to sobie dogłębnie.


Wyprostowałem się i spojrzałem po wszystkich nie chcać słuchać Karguna bełkotu rzekłem mu co miałem do powiedzenia.

- NIE PODDAWAĆ SIĘ TO KURWY NĘDZY!

Przechadzam się i patrzę w każde oczy z płonącą wiara i pewnościa

- Przeżyliśmy wyspę Wichru, najazd chaosu, zabijaliśmy mutantów Slaanesha, Tzeentha, Khorna i Nurgla... Rozpierdalałem czaszki czempionów chaosu... walczyłem z czaroksiężnikami jak i fizycznie tak samo siłą woli i siła umysłu... Miałem styczność z demonami, pradawnymi stworami... i to mnie nie złamało! - zacisnąłem pięść

Wskazałem na Klausa

- Ani ciebie Klausie!

Wskazałem na Karguna

- Ani ciebie Kargunie! A nawet pierdolony Pascal przetrwał...!

- I to nas też nie złamie!, damy radę, zwalczymy to kurestwo ! lamentować będziecie w grobach teraz jeszcze żyjecie a póki jesteście żywi puty jest nadzieja. Przeżyliśmy razem wiele okropieństw, przeciwności losu i dalej tutaj stoimy. Wychodziliśmy z sytuacji gdzie inni padli by na kolana i lamentowali albo nadziali się na własny miecz! Wiec i teraz nie poddawajcie sie!

Spojrzałem na Tellan

- Tellan wybierz najlepsza drogę oraz zaopatrzenie, i wywiedz się gdzie jest większa szansa na złapanie transportu. Z tredowatymi nie wypali bo nikt nas na pokład nie wpuści... Długie kaptury i rękawy mnichów można jeszcze udawać jakiegoś bóstwa X... lub cokolwiek innego.
Jak dla mnie to możemy ruszać nawet w tej chwili... Jakbyś mogła rozkaż by przynieśli z magazynów nas ostrzęp musi się ogarnąć...
_________________
#Sesja Przyjaciel czy Wróg? ==> Ingwar Ingersson, krasnolud
#Ciężkie jest życie na morzu==>Hektor Lombard, człowiek
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Voltiur2
Basztowy
Basztowy


Dołączył: 16 Sty 2014
Posty: 133

PostWysłany: Czw Lip 10, 2014 16:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Słuchałem tego co mówi hrabina, po tym wysłuchałem Karguna i Ingwara. Nim hrabina opuściła pomieszczenie postanowiłem się do niej zwrócić w sprawie wzywania Inkwizycji.>

-Pani, to nie ty powinnaś wzywać Inkwizycje tylko ja. Czasy są trudne i wzywanie inkwizycji przez kogoś kto nie jest w jej szeregach może być różne w skutkach... Napiszę raport dla swoich przełożonych i wyśle go do Altdorfu, da to nam wszystkim czas. Sytuacja jest o tyle nie ciekawa że osoba w którą ma być wymierzony miecz inkwizycji jest twoim krewnym.. może wydawać Ci się to dziwne jednak i ty możesz znaleźć się w kręgu podejrzeń jeśli wezwiesz ich sama. Dla bezpieczeństwa napiszę również list który może pomóc ci Pani jeżeli nie dotrzemy przed nimi. Oczywiście hrabino możesz lekceważyć moje słowa ale wówczas możesz grzać się wśród stosów.. które z pewnością zapłoną. Proszę nie odbieraj mych słów negatywnie ale jako wypowiedź człowieka który jak nikt z tu zebranych wie jak to się może zakończyć.

<Jeżeli hrabina ma jakieś pytania to czekam na nie, jeżeli nie to zwracam się do Tellan.>

-Będę potrzebował trochę papieru na kilka listów i przybory do pisania.

<Spoglądam na El i Magnusa.>

-Potrzebuję was przy pisaniu raportu. Bez żadnego ale..
_________________
Przyjaciel czy Wróg?-Viktor Sombra Hark
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Xsary
Markgraf
Markgraf


Dołączył: 09 Sty 2005
Posty: 2039
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Czw Lip 10, 2014 20:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pan Adolfus ma charakter, nie ma co. Być może chłodne wiatry tego miejsca ulatniają z serca ciepło i grzeczność? Być może wraz z wiekiem odchodzą subtelności? Być może złośliwość jest przywilejem wykształconych?

Być może.

Pokiwałem grzecznie głową na znak, że nie mam absolutnie nic do dodania. Podejrzewam, że wszelkie dyskusje i tak prowadziłyby do niczego. No! Być może były by zalążkiem rychłego upadku mej przyszłej kariery, toteż spokojnie wysłuchuję uszczypliwości Adolfusa, znaczy się, pana Adolfusa.

Sprawa z książkami nie jest jednak taka skomplikowana jak przedstawiłem memu opiekunowi. Pragnę porównać podręczniki, którymi dysponował mój mistrz i które oferuje pan Adolfus. Od dyskretnej analizy nikogo jeszcze nie spotkała żadna kara. Z wyjątkiem analiz teologicznych - te zwykły się kończyć stosem.

Nie ma co - mogło być gorzej. Nigdy nie gardziłem wiedzą, ba! Byłbym wielce rad gdybym został w przyszłości szeroko pojętym erudytą, brońcie bogi dyletantem. Nim pan Adolfus opuścił mnie na dobre spytałem grzecznie, rzecz jasna podbiegając do niego (nie chcę zatrzymywać mego opiekuna), kiedy mam się zgłosić na pierwsze nauki. Potem postanowiłem zwiedzić zamek. Rzecz oczywista nie zapuszczam się tam, gdzie zabronił mi pan Adolfus.
_________________
#Sesja Przyjaciel czy wróg? - Frank albo Fred
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Lip 10, 2014 21:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wstrząśnięty przez Ingwara na chwile wracam do żywych, ale gdy tylko przestaje się mną interesować, popadam w kolejny marazm, nie rejestrując zupełnie tego co się wokół mnie dzieje. Siedzę na łóżku a me myśli płyną w przeróżne strony, tak że nawet sami bogowie nie byliby chyba w stanie określić mego toku rozumowania. Uchodziłbym wśród nich chyba za szaleńca. "A może już nim jestem...?">

<Dopiero po wyjściu hrabiny i charyzmatycznym przemówieniu krasnoluda zaczyna mi się wszystko układać w głowie. Prostuję się na posłaniu i wpatrując w ścianę na przeciwko zbieram myśli. Szepczę modlitwy do Myrmidii, a ma twarz staję się coraz bardziej harda, a mina buńczuczna. Głośno wciągam powietrze nosem, by samemu w końcu zabrać głos.>

- Ingwar ma rację. Nie czas na poddawanie się. Szczególnie po tym co już przeżyliśmy. Czas ruszać do Bretonii! Jak się uda to dobrze, a jak nie... A zresztą bez różnicy. - <odwracam się w stronę Tellan, by było jasne do kogo się zwracam.> - Bez różnicy, bo mam niezałatwioną sprawę z Iruyhem. Jestem mu winien przysługę. W prawdzie to on miał zdecydować co i kiedy, ale wygląda na to, że bogowie zadecydowali za niego. Zdrowy czy nie ruszam potem na pustkowia. - <"Może właśnie taką misję mieli dla mnie bogowie? I to od początku?">

<Uspokajam oddech. "Nie sądziłem, że kiedyś to powiem. Tak przecież bałem się, że Tellan powoła się na moją umowę z regentem, wymuszając uczestnictwo w tej straceńczej wyprawie. A teraz co? Sam zgłosiłem się na ochotnika? Może to nie bogowie, może to ta mutacja? A może jedno i drugie. A... Raz się żyje. I tak co chwilę biorę udział w samobójczej misji. Więc czy tu, czy na pustkowiach, to co za różnica. Gdzieś trzeba umrzeć.">

- A co do potrzeb, to poza moimi rzeczami przydałby się zapas strzał, ale nie jakichś poślednich, a dobrego sortu. Dodatkowo bandaże. Ale to chyba dla nas wszystkich, by w razie czego ukryć zmiany w wyglądzie. Poza tym... Nie wiem... Chyba wszystko mam. A... Może jedna rzecz... Nie sądzę by w mieście była choć mała kapliczka Myrmidii, czy jaki zagubiony kapłan, ale może choć jaki kram sprzedający święte przedmioty. Jakby udało się zdobyć naszyjnik z symbolem Myrmidii był bym Ci bardzo wdzięczny. Wiesz, to taka okrągła tarcza, za którą stoi pionowo włócznia. W moich rzeczach powinno być sporo złota, więc powinno na to starczyć.

<Już mam skończyć, gdy przychodzi mi jedna rzecz do głowy.>

- Nie wiem czy to teraz jest ważne, może zupełnie już nie, ale ten 'szary nekromanta' o którym wspomniał Magnus, a który nie dał się w żaden sposób zabić, miał zdaje się dar czytania w myślach. A przynajmniej podczas przesłuchiwania wydawało mi się, że jest w stanie określić kiedy mówię prawdę, a kiedy łgam. Hm... To tak na przyszłość, jakbyśmy mieli nieprzyjemność go jeszcze napotkać. Poza tym uśpił mnie słowem i gestem. Nawet nie musiał dotykać. Nie rozumiem tej magii
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
luko
Ochmistrz
Ochmistrz


Dołączył: 26 Mar 2012
Posty: 574

PostWysłany: Czw Lip 10, 2014 21:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy tylko byłem w stanie się poruszać zacząłem nadrabiać straconą tężyznę fizyczną. Najpierw ostrożnie ze względu na rany, a gdy byłem pewien, że rany się zagoiły rozpocząłem intensywny trening. Zadowolony z obrotu sytuacji ostatnich dni oraz nową - naprawioną zbroją postanowiłem ruszyć się z tego miasta. Zacząłem poszukiwania karawany handlowej zmierzającej do miasta hrabiny lub w jego pobliże.

[Wojna wojną, lecz handel rządzi się swoimi prawami. Na pewno przyda się ktoś taki jak ja do ochrony.]
_________________
"Przyjaciel czy Wróg?" ==> Pascal Wittenberg, człowiek
"Przeznaczenie czy Przypadek?" ==> MG (Mały Głód) Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Sob Lip 12, 2014 22:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kilka klepsydr minęła zanim Tellan ponownie zjawiła się w sali szpitalnej. Zajęła miejsce tak aby wszycy mogli ją usłyszeć po czym przedstawiła swoje przemyślenia>

- Tak więc, co do drogi. Rozmawiałam z kilkoma kupcami. Wszyscy twierdzą ze podroz statkiem jest najlepsza. Kiedyś lepszym portem było Dietershafen ale odkąd miasto zostało podpalone przez żołnierzy Lucasa to nikt się tam nie pakuje z towarami chyba że przemytnicy. W Neues Emskrank są conajmniej dwa statki które zabiorą wszystko za odpowiednią opłatą. Sztorm i Pijana Kaczka. Moim pomysłem było aby ci, któryh mutacje sa widoczne udawali grupe nowicjuszy Shalyi zmierzających po błogosławienstwo i oczyszczenie w żródłach w Courone. Zamierzam zdjąć z was miare i zakupić dla was białe szaty z kapturami. Rzeczy, o ktore poprosiliście są w trakcie organizacji. -Podeszłam do Viktora podając mu pergaminy- Proszę, to dla ciebie. Jesli chcecie przygotować swoją broń do dalszej drogi przekażcie ją słuzbie, ta zabierze ją do kowala. Ja będę podróżowała konno. Hrabina zapewni nam wóz dla "pielgrzymów". Potrzebujemy kogos kto bedzie powoził. Dla tych ktorzy zgadzaja sie na moj plan spisze ogolne zalozenia religi wrazie gdybysmy znalezi sie w sytuacji kwestionujacej nasza tozsamosc. Przygotuje kufer w ktorym schowamy bron i inne potrzebne rzeczy jak koce czy liny. Prowiant na droge dostaniemy. Co do Rhunara to poślę posłańca do niego.... Jak tylko wszystko będzie przygotowane ruszamy w drogę. Czy ktos z was ma inny pomysł? Sugestie?

<Tellan zwróciła się w stronę Magnusa>

- Chciałabym z Tobą porozmawiać...Potrzebuję kilku informacji.

<Kiedy Tellan skończyła zdjęła potrzebne wymiary osobiście mierząc każdego z towarzyszy>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Nie Lip 13, 2014 01:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Chwilę trwało nim drzwi warsztatu ponownie się otwarły. Tym razem w drzwiach stanął Rhunar>

- A To ty. – odparł jakby spodziewał się kogoś innego. – Co cię sprowadza?

- Eemm… - pomimo że spocony i umorusany sadzą kowal run nadal emanował siłą i majestatem wiedzy jak i pozycji. – Chciałbym prosić cię o pomoc. – wielkolud nie bardzo wiedział jak zacząć. – Hrabinia posyła mnie na coraz gorsze imprezy a mnie moje własne życie nadal jest miłe. Potrzebuje skuteczniejszej broni. – Wyciągnął zębaty miecz dwuręczny - To jest świetna broń ale może mógłbyś ją uczynić jeszcze lepszą?

<Krasnolud spojrzał na broń odwrócił się>

- Wchodź.

<Nie czekając na Kurta wszedł do kuźni. Po chwili Wojownik wszedł też. Krasnolud uprzątnął stół i postukał palcem w blat. Kurt Położył „Kąsacza” na blacie. Kowal run zaczął badać broń po chwili dołączył do niego Durstar. Kasnoludy w skupieniu obejrzały każdy centymetr miecza, zważyli go w dłoni a nawet sprawdzili jaki dźwięk wydaje w końcu Dustar wskazał na emblemat kowala który go wykonał. Cmoknął zadowolony>

- Nie sądziłem że Linx jest aż tak dobry.

- To doskonały miecz
– skomentował Rhunar – czego Ci jeszcze brak?

- Wiem że to przednia broń. Walczyłem nią. Ale możesz sprawić że będzie jeszcze skuteczniejsza?


- Prosisz o wiele. Moje rzemiosło nie jest czymś czym można kupczyć jak rzepą na targu. – rzekł groźnie krasnolud.

- Dlatego – przełknął nerwowo ślinę wiedząc że teraz kowal decyduje czy w ogóle podejmie się pracy – przychodzę po pomoc a nie jak po płaszcz. Od czasów wyspy mam wrażenie że bogowie mają do mnie jakąś sprawę. Każda następna walka wydaje się być gorsza.

- Dobra. Pomogę Ci, ale moja pomoc ma swoją cenę. Naniosę na to ostrze runę walki. Ale to wymaga przygotowań i składników. Sto sztuk złota to moja cena i nawet nie próbuj się targować bo tylko dzięki temu że wypłynęliśmy razem z wyspy z tobą gadam. Teraz zostaw broń i złoto. Wróć za trzy dni.

- Zgoda. – odparł ucieszony Kurt – Tyle że Ja nie mam tego… znaczy się teraz, przy sobie…
- Co!? To po co zawracasz mi głowę? Ech… ludzie. Dobra. Przyjdź jak będziesz gotowy.

<Kurt zabrał miecz. Zadowolony ruszył przez miasto. Najpierw udał się do świątyni podziękować bogini za powrót z bitwy. Potem skierował swoje kroki do zamku. Z nadzieją ze za udział w bitwie czeka go żołd, wojaczka jak każde rzemiosło i zapłata się mu należała, Stanął przed pałacowa bramą a gdy drogę zastąpił mu strażnik odezwał się.>

- Dowódca Kurt wracający z bitwy pod Beeckerhoven zdać raport do jej wysokości Hrabiny.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Lip 13, 2014 01:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ze smutną miną czarodziej chwycił kawałek białej koszuli w którą był ubrany i zdarł z niej równy pas, który zawiązał wokół głowy. Te oczy go przerażały. Wolał obserwować wszystko swoim nadzmysłem... potem poszedł do medyczki i poprosił o widzenie z Hrabiną. Powrócił tuż przed ponownym pojawieniu się Tellan. Z jego twarzy nie można było nic wyczytać. Podszedł z powrotem do łóżka Elise i szepnął jej parę słów.

- Rzecz z pielgrzymami to dobry pomysł. - rzekł Magnus kiedy Tellan przedstawiła co załatwiła - Odosobnienie czy milczenie można zawsze wytłumaczyć rytuałem, medytacją lub modłami.

Poproszony o rozmowę Magnus odstąpił od Elise i skinął głową. Oddalili się aby porozmawiać.

***

Z cierpką miną Rhunar wchodził po schodach podpierając się na swoim lśniącym metalicznym kosturze zakończonym obuchem typowym dla młota. Nie był za duży, ale dostateczny, aby uczynić krzywdę każdemu kto uzna to za ozdobę. Na burcie pyszniła się runa, którą niedawno runiarz ukończył i był z niej naprawdę dumny.

Rhunar stawiał kolejne kroki zaprzątając swoje myśli ostatnimi pracami i wydarzeniami oraz tym że okazało się że jego ukochana była tutaj. Melisa...

Wkroczył w końcu do skrzydła szpitalnego i porozmawiał z opiekującą się tym miejscem kobietą mówiąc że posłała po niego Tellan. Ta wskazała mu odpowiednie drzwi i ostrzegła przed... ciężkim stanem pacjentów. Rhunar zmarszczył brwi, ale ruszył w tamtą stronę bez słowa.

Runa aktywowała się kiedy wkroczył do korytarza. Uniósł brwi, potem je opuścił po czym szybkim krokiem podszedł do drzwi, widząc jak magiczny znak rozświetla się jeszcze bardziej.

Kiedy ciężkie skrzydło otworzyło się, a u progu stanął Mistrz Run jego oczy były szeroko otwarte, a twarz przedstawiała zdumienie. Runa na obuchu kostura płonęła teraz czerwoną jak krew energią.

- O w dupę... - mruknął Ragnison - Co... co u licha ciężkiego?
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... , 71, 72, 73  Następny
Strona 72 z 73

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.