Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt V "W drodze do Celu".
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 34, 35, 36, 37, 38  Następny
 
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1617

PostWysłany: Czw Mar 19, 2020 21:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Przyglądałam się Tellan i Iryuhowi. Nie dostrzegłam iluzji, magii, czegokolwiek co mogłoby wzbudzić mój niepokój. Sama odpowiedź z pozoru wydała się normalna. Zasępiłam się. A jednak nie byłam do końca przekonana. Runa Rhunara lśniła mocniej z każdym jego krokiem.

“... skoro zachowuje ostrożność to coś jest na rzeczy… tylko co?... myśl Elbereth… myśl… nic nie wskazuje na to by coś z nimi było nie tak… jedynie broń Rhunara… został mi tylko karwasz… “ Zerknęłam na pozostałe dwie runy. “...może to zwykłe urojenia… nie mogę ich ot tak zaatakować…”

Atak rozwiał wszelkie wątpliwości. Zreflektowałam się, że Kurt zmienił swoje miejsce, więc przesunęłam się tak by stać na drodze temu kto spróbuje zaatakować najemnika. Zacisnęłam dłoń mocniej na rękojeści miecza obserwując przebieg błyskawicznej walki. Ścisnęło mnie w żołądku na widok miazgi, która została po ciosach Mistrza, lecz nie odwróciłam od niej wzroku. Jednak po krótkiej chwili moją uwagę przykuł ponownie portal, przez który przeszła prawdziwa Bestia. Nie mogłam powstrzymać delikatnego uśmiechu. W końcu wrócili żywi. “… te jego oczy… w każdej postaci przeraża i zachwyca… szkoda, że już się nie odezwie… wrócił na właściwe miejsce…. “ Skinęłam głową chowając miecz. “... To koniec.. Koniec na dziś…” Westchnęłam ciężko podchodząc do pozostawionej torby, po czym kucnęłam przy niej. Powietrze ciężkie od dymu oraz smrodu palonego ciała. Zrobiło mi się niedobrze, ale zacisnęłam usta. “… potrzebuję powietrza…” Rozejrzałam się po pogorzelisku. Klaus już szedł w kierunku Kurta rozprawiając z nim o trofeach, Kapłan upewniał się, czy nikt nie potrzebuje pomocy, choć sam jej wymagał. Nie wchodząc nikomu w drogę ruszyłam w kierunku wyjścia zarzucając torbę na ramię. Nogi same mnie poniosły. Zatrzymałam się dopiero, gdy wyszłam z podziemi na świeże powietrze. Oparłam się o zimną ścianę twierdzy wdychając je łapczywie aż zakręciło mi się w głowie. Serce biło mocno, choć czułam się wyzuta i pusta. Nerwowo naciągnęłam kaptur na głowę. “… medyk… potrzebuję medyka… i beczki rumu…” Ostatkiem sił zebrałam się w sobie i skierowałam do skrzydła szpitalnego.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Mar 19, 2020 23:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Będąc gotów na ewentualny atak bez problemu odparłem ciosy które na mnie spadły.

Nie musiałem nikogo zabijać. W otoczeniu było dostatecznie dużo śmiercionośnych zakapiorów, którzy wykończą przebierańców.

Nie przebierańców.

Doplegangery.

Czarny Kruk zasiekał obu w oka mgnieniu.

Korzystając z chwili przerwy nakreśliłem na sobie runę uzdrowienia, by być gotowym do dalszych wyzwań.

A zaraz potem portal wypluł prawdziwą Tellan i Iryuha.

Na ich widok przeszedł mnie dreszcz. Raz że wszystko co Tellan wypracowała ze zbroją ukierunkowując ją ku bardziej... neutralnej naturze zostało cofnięte. Dwa że Iryuh (bo to chyba był Iryuh, czyż nie?) dzierżył ostrze, które zdecydowanie nie zostało wykute ręką śmiertelnika. Aura terroru jaką rozpościerała demoniczna postać wokół siebie była przytłaczająca. Ale Mistrz Zakonu wkroczy pewnie i "uspokoił" towarzystwo.
Prawie przeoczyłem to że miecz który opatrzono runą niezniszczalności został uszkodzony. Co musiał przejść po drugiej stronie, z jakimi mocami się ścierać że moc runy ledwo trzymała ostrze w całości!

Postanowiłem pozostawić ogarnianie bałaganu Morrytom do rozwiązania. Gdy Kruk zwołał templariuszy aby zajęli się czarodziejami podbiegłem do Melisy i wziąłem ją w swoje ręce. Patrzyłem oczarowany na jej oblicze. Była taka leciutka i delikatna... terror półdemona prysł gdy miałem ukochaną w rękach.

- Mówcie gdzie ją zanieść. Nie mogę zostawić jej samej. - rzekłem trzymając ją z wielką czułością.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Sob Mar 21, 2020 00:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ciało Tellan drżało ze strachu. Kobieta zacisnęła mocno powieki bojąc się otworzyć oczy i choćby na chwilę spojrzeć na bestię, która poderwała ją swoimi szponami. Nigdy wcześniej nie widziała czegoś tak potwornego. Im więcej o niej myślała tym bardziej zwijała się w kłębek.>

Może to sen i zaraz się obudzę...Tak...to musi być sen...Obudź się! Obudź się Tellan!


<Powtarzała w myślach jeszcze kilka razy ale sen nie rozmywał się. Przycisnęła nerwowo usta do zaciśniętych pięści.>

Dokąd mnie zabiera?? Czego chce…?

<Serce waliło jej jak oszalałe z tej niepewności, a w głowie kłębiły się straszne myśli o tym jaki los może ją czekać. Bestia poruszała się bardzo szybko. Kobieta nie wiedziała ile czasu upłynęło zanim stworzenie zatrzymało się.
Z gonitwy myśli o tym, co może się wydarzyć wyrwały ją jakieś głosy. Otwarła na moment oczy. >

Kim oni są i co to za miejsce???


<Omiotła wzrokiem pomieszczenie, które wyglądało jak pobojowisko wypełnione truchłem stworzeń, których nie znała. Kobieta o spiczastych uszach oraz niski półczłowiek, to na nich zatrzymała na moment swój wzrok. Chwilę później spojrzała na mężczyznę o jasnych włosach. Jego łagodna twarz i spokojny głos przyciągnęły uwagę kobiety. Najwyraźniej On i Bestia znali się już wcześniej. Mężczyzna wydał kilka poleceń i opuścił loch, a Bestia nadal trzymając Tellan na ręku ruszyła za nim.

Gość? Czy On nie boi się tego...tego czegoś??? Dokąd go prowadzi…? Dokąd mnie zabiera? Powinnam krzyczeć? Co robić…?

<Mężczyzna przewiesił swój oręż przez plecy i ruszył przodem. Tellan rozpoznała dwuręczny topór ale nie pamietała jego nazwy. Człowiek o łagodnej twarzy ruszył po schodach na górę. Stopnie mnożyły się jakby nie miały końca aż wreszcie ciasna kamienna klatka schodowa zwieńczona została wyjściem w poziomy korytarz. Wszystko tutaj zdawało się być zrobione z kamienia a Tellan miała wrażenie, że już to kiedyś widziała. Bestia podążała za mężczyzną jakby oprowadzana na zwiedzanie. Ponownie schody tym razem znacznie krótsze i kolejna kondygnacja tym razem już z oknami na morze. Blondyn zatrzymał się przed drzwiami i uchylił je.>

-Tutaj możecie odpocząć, to izba przydzielona Tellan. Jestem pewien, że kiedy będziecie gotowi znajdziecie mnie. Miło cię znowu widzieć, bracie krwi. Do zobaczenia wkrótce.

<Człowiek odszedł zostawiając kobietę z bestią. Małą izba mieściła zaledwie pojedyncze łóżko i odrobinę miejsca na ubrania, szafkę nocną i misę z wodą. Drzwi zamknęły się za wami i Bestia zmieniła się w rycerza, w czarnej zbroi z hełmem w kształcie czaszki. Rycerz delikatnie położył Tellan na posłaniu a sam zaczął zdejmować pancerz. Oczom Tellan ukazał się młody przystojny mężczyzna, o ciemnych włosach i kasztanowych oczach. Kobieta od razu go rozpoznała, to z nim czuła się tak dobrze i robiła te wszystkie miłe rzeczy. To jedyne co pamietała a jednak miała wrażenia jakby się znali bardzo długo. Pod metalową skorupą człowiek także był nagi, zupełnie jak Tellan. Patrząc z uśmiechem mężczyzna wziął kobietę w ramiona i przytulił mocno.>

-Dziękuję najdroższa, że po mnie wróciłaś. Bardzo się cieszę, że znów jesteśmy razem. <Usta obojga spotkały się w delikatnym czułym muśnięciu.>


<Kiedy drzwi pokoju zamknęły się , pozostawiając tą dwójkę sam na sam, Tellan drżała jeszcze bardziej myśląc o tym, że jej życie najprawdopodobniej zaraz się zakończy. Jak ten człowiek mógł ją tak po prostu zostawić i odejść??? Chociaż słowa jakimi pożegnał się blondwłosy mężczyzna, oraz spokój z jakim je wypowiedział, nie zwiastowały niczego złego kobieta nie mogła opanować swojego lęku Mimo wszystko nie drgnęła, ani też nie odezwała się słowem, aż do chwili kiedy Bestia położyła ją na łóżku. Jak się ratować? Jak uciec? W końcu zerwała się na równe nogi i stanęła w rogu łóżka opierając plecami o ścianę niczym zwierzyna zagionona w kozi róg. Zagryzając dolną wargę patrzyła na istotę, która z niewiadomego powodu sprowadziła ją do tego miejsca. Chwilę później jej oczy otwarły się jeszcze szerzej gdy to co przed chwilą wyglądało jak krwiożerczy potwór zmieniło się w postawnego rycerza. Popadając w coraz większą konsternację kobieta nie wierzyła własnym oczom. Czy oszalała już z tego strachu? Czy to miejsce może jest jakieś pomieszane? Przełknęła ciężko ślinę nie mogąc wydusić z siebie nawet jęknięcia. Jeszcze większe osłupienie dopadło kobietę gdy spod hełmu przypominającego czaszkę wyłoniła się twarz młodego mężczyzny. Znała go. To ten sam, którego spotkała w świecie, z którego zabrała ją Bestia. Czuła ucisk w gardle i nadal nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa. Osłupiała patrzyła na mężczyznę, który bez nici skrępowania nagi podszedł do niej i przytulając do siebie pocałował delikatnie.
Ta czułość, ten głos i uśmiech , który pojawił się na jego twarzy były dla Tellan znajome, były czymś czego już wcześniej doznała, próbowała, czuła.

Kim jest ten człowiek? Mam wrażenie jakbym znała go od dawna ale nie pamiętam nic poza tym…

Jego spojrzenie przyciągało ją w sposób, którego nie rozumiała. Czuła jak powoli lęk opuszcza jej ciało i przestaje drżeć.>

- To… to miłe co powiedziałeś…Najdroższa...tak? - wydusiła z siebie cicho próbując wyswobodzić się z objęć mężczyzny - Pamiętam...przypominam sobie, że się już spotkaliśmy… - kontynuowała obserwując reakcję wojownika - ...tyle, że nie mogę sobie przypomnieć kim ... a może czym Ty jesteś…- westchnęła głęboko- Nie rozumiem też, dlaczego mnie tu sprowadziłeś...? Możesz mnie wypuścić...prawda? - zapytała chociaż obawiała się, że to może rozzłościć mężczyznę - Odejdę...odejdę daleko i nikomu nic nie powiem…Obiecuję…

Rycerz ze spokojem i łagodnością niepodobną do kogoś, kto przed chwilą jeszcze był Bestią z najgorszych koszmarów, udzielił odpowiedzi na pytania, która trawiły ją od momentu kiedy odzyskała świadomość.

Tellan mimo braku pamięci czuła, że mężczyzna który był teraz razem z nią był najbliższy jej sercu. Dodatkowo ciało kobiety podpowiadało jej że naprawdę jest w ciąży. Dobrze wypracowane mięśnie i wiotka sylwetka skutecznie ukrywały rosnący brzuch ale Tellan była świadoma, że wewnątrz niej od dłuższego czasu rośnie nowe życie. Niestety w izbie nie było żadnych ubrań. Był za to złoty pierścień, pieczęć herbowa, urzędowy list, srebrny naszyjnik z liliami i kilka złotych monet. Jedyne czym kobieta mogła się okryć to szorstki pled leżący na łóżku oraz ten dziwny okrwawiony kawał skóry jakiegoś nieznanego “zwierzęcia”. Iruyh wziął Tellan na ręce i pomaszerował jak go bóg stworzył do łaźni. Najwyraźniej mężczyzna znał to miejsce.


_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3938
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Mar 26, 2020 19:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Elbereth,Ecoliono,Kurt, Klaus>

<Po kolei każdy z was opuścił loch i udał się do tutejszego szpitala. Ledwo draśnięty Klaus prowadził wielkiego ale ledwo przytomnego Kurta, którego twarz nie dość, że zmasakrowana to jeszcze teraz w odcieniu zieleni, sugerowała iż umrze w każdej chwili. Najemnik jednak stawiał kroki niezdarnie i powoli aż wreszcie z pomocą strzelca dotarł do tutejszego medyka. Ecoliono idąc powoli za nimi pojawił się tam praktycznie równocześnie. Czarodziejka Elbereth mimo iż pospiesznie opuściła podziemia dopiero po pewnym czasie pojawiła się w izbie szpitalnej, jakby załatwiała jakieś sprawy po drodze. Wszyscy po kolei zostaliście zbadani i opatrzeni przez medyczkę Evę, która większość z was poznała już wcześniej gdy przechodziliście przymusowe badania. Pierwszy otrzymał pomoc Kurt jako że jego stan był najpoważniejszy. Zza parawanu było słychać jęki i marudzenie gdy najemnik był opatrywany. Zapach alkoholu i medykamentów unosił się w powietrzu. Zmasakrowana twarz, poparzone ciało i zatruta krew, ze wszystkim tym medyczka jakoś sobie poradziła i Kurt wylądował na szpitalnym łóżku zawinięty jak mumia. Nie było mowy o tym aby wyszedł dziś ze szpitala o własnych siłach. Druga opieką została objęta Elberth. Jej rany twarzy były tak głębokie i poważne, że Eva musiała poswięcić sporo czasu na oczyszczanie ich i szycie. W międzyczasie w szpitalu pojawił się Berthold Blass i zaopiekował się kapłanem Ecoliono. Ślepy morryta miał wiele rozległych poparzeń ale wyglądało na to, że wyjdzie z tego. Templariusz nałożył na jego rany jakieś zioła i opatrzył płótnem. Na koniec zajęto się Klausem, któremu medyczka posmarowałą plecy balsamem i to wystarczył aby strzelec poczuł się zdrów. Wszyscy poza Kurtem mogli opuścić szpital jeśli chcieli. Nadal nie dokońca mogliscie uwierzyć, że udało wam się zwyciężyć z tymi wszystkimi potworami i pomóc Tellan odzyskać Iruyha. Zaiste bogowie musieli wam pomóc.>

<Rhunar>

<Podleczyłeś się runicznym znakiem i poza spaloną brodą i włosami nie odczuwałeś już żadnego ból. Wziąłeś Melise na ręce, Blass zabrał Meelee a Maurer poniósł maga.>
-Za mną mości krasnoludzie- rzekł Blass.
< Razem z kapłanką Alice udaliście się do kaplicy Morra gdzie przed ołtarzem i posągiem Boga Snów i Śmierci przygotowano dla czarodziejów posłania. Melisa rzeczywiście wydawała ci się lekka i bardzo delikatna, i taka ciepła. Jej piersi unosiły sie delikatnie i opadały gdy oddychała. Położyliście "podopiecznych" na siennikach okrywając ich kocami.

-Pójdę pomóc w szpitalu. Alice, Jakob pilnujcie naszych gości. Rhunarze jeśli chcesz możesz tutaj zostać... - <Zakomenderował Blass po czym opuścił kaplicę.>


<Tellan>


<Iruyh zaniósł cię do łaźni. Znajdująca się tam kamienna wanna mogła pomieścić nawet tuzin osób. Co cię zaskoczyło to, że woda w łaźni była ciepła. Spokojnie mogliście zanurzyć się po szyję i rozluźnić. Miałaś tak wiele pytań i byłaś ciekawa tak wielu rzeczy lecz teraz był czas na oczyszczenie się i odpoczynek. Poczułaś się tutaj bezpieczna a obecność mężczyzny, który oznajmił ci, że jest twoim mężem i ojcem twojego dziecka była na tyle miła, że przestałaś się krępować swoją nagością.>

-Mam nadzieję Tellan, że pamięć ci wróci i przypomnisz sobie wszystkie nasze wspólne chwile i dokonania. Dawno nie trenowaliśmy razem... <Iruyh spojrzał na ciebie tajemniczo>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1617

PostWysłany: Pią Mar 27, 2020 20:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Miałam nogi, jak z waty gdy dotarłam w końcu we właściwe miejsce. Zasapana zatrzymałam się w progu jakby obecność Klausa, Kurta oraz Ecoliono w sali szpitalnej mnie zaskoczyła. Spojrzałam w prawo, a potem w lewo. Po chwili wahania weszłam zamykając za sobą drzwi i ściągnęłam kaptur. Krew, która wcześniej mnie zalała, zdążyła już zaschnąć. Szklistym, rozgorączkowanym wzrokiem rozejrzałam się za miejscem, gdzie mogłam usiąść. Skinęłam Evie i bez słowa ruszyłam w tamtym kierunku.
“... wszyscy przeżyli… ledwo, bo ledwo, ale wszyscy… całe szczęście… “ - Zamknęłam oczy.- “...tornado świetnie sprawi się w terenie...następnym razem trzeba spróbować na otwartym terenie...czy Wietrznica zdąży użyć magii by zniknąć nim skończę je tworzyć wokół niej?...czy rękawica z nią nie spłonie...hmmm… nie mogę ryzykować… "
Z rozmyślań, a może drzemki, wyrwała mnie Eva. W pierwszej chwili zaprotestowałam.>

-To nic takiego, naprawdę nie ma potrzeby. W ostatnich tygodniach byłam w o wiele gorszych sss…. <Skrzywiłam się wywołując przy tym jeszcze większą falę bólu.> … chociaż w twarz dawno nie oberwałam…

<Dokończyłam o wiele ciszej. Wstałam ze stęknięciem, po czym ruszyłam, powłócząc nogami, za parawan. Zdjęłam torbę z ramienia i ostrożnie położyłam na ziemi. Odkładając płaszcz dostrzegłam butelkę, w której znajdował się silny alkohol do odkażania. Nie zawahałam się. Sięgnęłam po nią i łyknęłam. Aż mną wzdrygnęło. Paliło mnie nie tylko gardło, ale i cała klatka piersiowa. Łzy napłynęły mi do oczu.>

-Achhh... Tego mi było trzeba..

<Wychrypiałam. Poddałam się zabiegom Evy. Miałam ochotę ją spalić, gdy odkażała rany na twarzy, ale niewielka ilość alkoholu zrobiła swoje. W głowie przyjemnie szumiało. Pomyślałam o Namiestniku.
“...ciekawe czy będzie sobie żartował przy kolejnym spotkaniu… czy się jeszcze spotkamy…”
Pogrążona we własnych myślach na przemian przeklinałam pod nosem, wciągałam ze świstem powietrze i stękałam. W połowie drugiej rany miałam już dość, ale wytrwałam do końca.>

-Dziękuję.. I przepraszam za słownictwo. Jeśli to nie problem to chciałabym się przespać do rana. Choćby w lochu. Nie mam siły wracać przez miasto w tym stanie i jeszcze dzisiaj borykać się z zabójcami Feriel.

<Wzięłam torbę, płaszcz i podeszłam do łóżka, na którym leżał Kurt. Przysiadłam na skraju przyglądając się chwilę zabandażowanemu najemnikowi.>

-Jak nic należy Ci się zimne piwo. Ba.. ludziska będą Ci stawiać kolejne kufle w karczmach za barwne opowieści. Szczególnie gołowąsy z collegium magicum są żądne takich historii.
<Powiedziałam nad wyraz optymistycznym tonem, choć wyglądałam marnie.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Sob Mar 28, 2020 18:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ciepła, przyjemna kąpiel…

<Pomyślałam chwytając się krawędzi wanny i zanurzyłam cała na kilka sekund. Wszystko, co przylgnęło do mego ciała, powoli oddzielało się od niego barwiąc delikatnie wodę. Chwilę po tym oparłam się o przeciwległą krawędź wanny i zaczęłam obmywać swoje ciało. Nie czułam się już tak skrępowana jak na początku, ale nadal brak wspomnień o naszym wcześniejszym życiu pozostawiał dozę niepewności.>

Dlaczego nie pamiętam mojego życia? Co złego musiało się wydarzyć…?


Spojrzałam zamyślona na Iryha, gdy ten odezwał się w tym samym momencie.

-Chciałabym pamiętać…Pamiętać o tym wszystkim co mówisz…- odpowiedziałam nieco melancholijnie po czym dodałam wyraźnie zaciekawiona ostatnimi słowami Iruyha.

- Trenowaliśmy razem??? No tak......Powiedziałeś przecież, że jesteś mistrzem fechtunku…- podeszłam bliżej i usiadłam tuż przed nim abyśmy mogli swobodnie porozmawiać.

Wyraźnie zaciekawiona i wpatrzona w mężczyznę kontynuowałam rozmowę czując dreszcz podniecenia.

- Czyli jestem też twoim uczniem, tak? Mam tak wiele pytań i pustkę w głowie...Musisz mi wszystko opowiedzieć...Wszystko od początku…

<Zamilkłam na moment przygryzając dolną wargę.>

- A jeśli tego też nie pamiętam???- powiedziałam wyraźnie zaniepokojona- A jeśli wszystko to, czego mnie nauczyłeś do tej pory też zapomniałam...
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Mar 29, 2020 22:42    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiwnąłem głową Blassowi.

- Dziękuję.

Dzisiaj odnieśli wspaniałe zwycięstwo i z tego się cieszyłem. Od razu po ułożeniu czarodziei i mojej ukochanej zabrałem się za modły do bogów w podzięce za wsparcie.
Potem siadłem blisko Melisy patrząc na nią jak oczarowany. W końcu się znów widzimy moja kochana, pomyślałem.

Próbowałem myśleć o tym co teraz dalej się wydarzy, ale ani temat krasnoludów z MArienburga, ani skrytobójców, Wietrzycy, ani van Kuypersa nie był w stanie mnie zająć.
Liczyło się tylko to że mogę spędzić czas w towarzystwie wybranki mego serca, nawet jeżeli ona teraz śpi.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 181

PostWysłany: Pon Mar 30, 2020 15:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Dopiero gdy dotarłem do klasztornej infirmeri, poczułem piekący ból i dopiero przybycie brata Blassa i opatrzenie przez niego ran przyniosło ulgę.

- Dziękuję Bracie, choć jak widać ogień lubi za mną podążać. Mam nadzieję że moi towarzysze szybko wyzdrowieją, szczególnie Kurt mam nadzieję że dojdzie do siebie.

Postanowiłem trochę odpocząć i coś zjeść, a potem udać się do kaplicy by się pomodlić i podziękować Panu Kruków.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Mar 30, 2020 23:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ucieszyłem się, że Kurt nie opierał się i pozwolił się szybko odprowadzić do medyka. Poza tym im dalej od Bestii tym lepiej i tym szybciej wracała mi pewność siebie oraz poczucie bezpieczeństwa. Jednak przez cały czas mej głowy nie opuszczały wspomnienia ostatnich zdarzeń. "Hm... Chyba nie dojdę do tego czemu to cholerne przerośnięte ptaszysko było tak odporne na obrażenia. Myślałem, że to te pióra są jakieś pancerne. No ale skoro wszystkie tak łatwo spłonęły, to tajemnica musi tkwić w skórze. Albo to jakaś magia. Cholera wie." Po dojściu do medyczki zająłem posłusznie miejsce w oczekiwaniu na swoją kolej i zagłębiłem się w myślach oraz modlitwach. Bezwiednie wyjąłem łuk i zacząłem go konserwować, nie zwracając uwagi na wszystkich innych. Wypracowane od lat czynności zawsze pozwalały mi się wyciszyć, uspokoić i w spokoju oraz modlitwie zająć się utrzymaniem w sprawności swojego wyposażenia. Gdy w końcu zostałem zawołany przez kobietę schowałem wszystko i pozwoliłem opatrzyć moje niewielkie rany.>

- Dziękuję serdecznie. Niech Cię Shallya błogosławi za Twą pomoc. - <Spoglądam na opatulonego Kurta podchodząc do jego łóżka.> - A Ty przyjacielu odpoczywaj. Leż jak leżysz i daj się zająć sobą innym. Zasłużyłeś na to byczenie się jak nikt inny. - <Lekki uśmiech pojawia się na mojej twarzy, gdy wypowiadam te słowa.>

<Słowa Elbereth o chęci pozostania w twierdzy przyjmuję ze zrozumieniem. Kiwam na nie głową.> - Dobry pomysł El. Szczególnie że nie jesteś w, hm....., najlepszym stanie. - <Uśmiecham się krzywo spoglądając na elfkę z troską.>

- Ja też nie mam zamiaru dziś się stąd ruszać. Pewnie spędzę trochę czasu w kaplicy, więc jakby co tam mnie możesz znaleźć. - <Nagle zdaję sobie sprawę, że chyba o czymś zapomniałem. Jakby coś mi umknęło, coś zniknęło, czegoś brakowało.> - Ale, ale. A gdzie nasz brodaty kompan? Czy już nie powinien się tu zjawić? Nie był w najlepszym stanie, więc też wymaga fachowej pomocy. Czyżby było z nim gorzej niż mi się wydawało i utknął na dole?

<Z miną zatroskania ruszam ponownie szybkim krokiem w kierunku lochu, wypatrując po drodze jakichkolwiek śladów krasnoluda i ewentualnie wypytując o niego mijane osoby. "Modlitwa zaczeka. Najpierw trzeba zająć się żywimy.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Sro Kwi 01, 2020 00:28    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Drogę do lazaretu Kurt pokonał niczym we śnie i to tym niespecjalnie przyjemnym. Bitewne emocje stygły a wraz z nimi pojawiało się zmęczenie które spływało odrętwieniem na umysł i członki.

Do świadomości przebijała mu się myśl że gdyby teraz ustał musieli by go donieść na miejsce. A to było niedopuszczalne więc wlókł się noga za nogą razem ze wszystkimi bez słowa skargi. W końcu jednak Klaus musiał go podtrzymać. Tak dotarli do medyczki. Ta bez specjalnych oględzin wskazała najemnikowi łóżko. Mięśniak zwalił się na łóżko gracją bawołu. Tak iż Klaus musiał pomóc Evie odpiąć jaszczura z Kąsaczem oraz popalony pancerz. W końcu przegoniła strzelca i zasunęła parawan.

Leżanka była niezwykle wygodna a on nie mógł zrozumieć czemu ta ładna dziewczyna nie pozwala mu zasnąć. Delikatne ręce zamiast utulić do snu sprawiały mu ból. Pamiętał że znosił gorsze rzeczy, ale teraz bolało go wszystko, o chciał już tylko spać.

W końcu skończyła. Wlała mu w gardło ostatnią porcję jakiegoś paskudztwa. Zostawiła samego. Kurt na zmianę niczym morskie fale odpływał i odzyskiwał przytomność. Czół mrowienie pod bandażami które ciążyły jakby były wykonane z ołowiu a nie lnu. W końcu ociężałość umysłu zaczęła ustępować. Myśli stały się jakby jaśniejsze. Medyczka musiała mu podać jakąś odtrutkę na jad która w końcu zaczęła działać.

Zobaczył nad sobą elfkę, ucieszył się znajomą twarzą.

- A kto da wiarę? Za jakiś czas sam zacznę się zastanawiać czy to nie był aby jakiś sen. Wolał bym mieć jakąś pamiątkę inną niż blizny. Jak cię wypuszczą stąd przede mną miej oko na dziewczyny. Gdyby się martwiły niech zajrzą do mnie.

Potem podszedł Klaus. Kurt czuł że wraz z rozjaśnienie w głowie zaczęło ogarniać go okropne zmęczenie

- Poleżę i wstanę. – Uśmiechną się – Jak to u mnie gadali, facet od leżenia gnić zaczyna. – Spróbował się zaśmiać ale jakoś mu nie bardzo wyszło. – Dzięki.- Podziękował za pomoc czując że zmęczenie może dopaść go lada moment.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3938
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Kwi 12, 2020 18:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem



<Elbereth>

<Medyczka pozwoliła ci spać w szpitalu. Biorąc pod uwagę, że większość łóżek była wolna nie było z tym problemu. Przespacerowałaś się więc do dziewczyn. Anika , Etelka i Róża siedziały na blankach murów twierdzy-więzienia i obserwując morze rozprawiały radośnie. Chłodny, mokry wiatr targał włosy a słońce wyzierało leniwie zza chmur. W pierwszej chwili wzbudziłaś falę szoku, gdy dziewczyny ujrzały twoją pokaleczoną twarz ale chwilę potem zostałaś wyściskana i zasypana pytaniami. Mimo iż dzień był w pełni nie miałaś teraz siły na opowiadania. Uspokoiłaś panny, że wyjdziesz z tego, zakomunikowałaś iż zostajecie co najmniej do rana i dziewczyn odprowadziły cię do szpitala.>

<Ecoliono>

<Gdy Templariusz skończył cię opatrywać, podziękowałeś po czym udałeś się po posiłek do stołówki. Jadłeś powoli i ostrożnie aby nie podrażnić poparzonych miejsc. Gdy napełniłeś brzuch, skierowałeś swoje kroki do kaplicy Morra. Zastałeś tam kilka osób i po wymianie kilku zdań z kapłanką Alice Dunn wiedziałeś już, że to tutaj odpoczywają magowie i Rhunar. Oddałeś się modlitwie dziękczynnej, w trakcie której zasnąłeś na zimnej kamiennej posadzce przynoszącej ulgę twemu poparzonemu ciału. Miałeś sen, w którym widziałeś źródło wody odbijające promienie słonecznej na swej tafli. Nad źródłem zebrały się chmury zasłaniając światło, następnie z czterech stron w stronę źródła potoczyły się wielkie kamienie. Jeden z nich wpadł do źródła i zatkał je rozlewając wodę.>

<Kurt>

<Będąc pół przytomny ledwo zauważyłeś kiedy Elbereth wróciła w towarzystwie Aniki, Etelki i Róży. Twoje podopieczne chciały się tobą
zaopiekować ale Eva jasno im to wyperswadowała. Prawdę mówiąc sam nie miałeś już ochoty aby ktokolwiek cię dzisiaj dotykał. Wybełkotałeś
kilka słów i upewniłeś się, że obie zostają w murach do rana razem z tobą. Potem już zwyczajnie omdlałeś.>

<Klaus>

<Posiedziałeś chwilę w szpitalu po czym prawie w panice wyruszyłeś na poszukiwanie Rhunara. Loch był pusty, wszystko zostało upchnięte w jeden kąt i czekało niechybnie na spopielenie. Nie widziałeś też krasnoluda po drodze. Dopiero kiedy zacząłeś wypytywać okazało się, że udał się do kaplicy Morra. Postanowiłeś więc zajrzeć tam czym prędzej. Tuż przed ołtarzem Pana Snów na siennikach ułożeni byli magowie, cała trójka. Rhunar, kapłanka Morra i Templariusz Sigmara pilnowali ich spokoju. Nieopodal Ecoliono oddawał się modlitwie w bezruchu. Krasnolud poza spaloną brodą i włosami wyglądał całkiem dobrze.>


<Rhunar>

<Melisa spała spokojnie i momentami zdawało ci się, że to sen. Była tak blisko i to ci wystarczało. Nie potrzebowałeś, żeby coś mówiła, sama jej obecność dodawało ci wiele otuchy. Gdy zerkałeś na jej gładkie, różowe usta od czasu do czasu przechodziło ci przez myśl by skraść jej pocałunek. Niebawem w kaplicy pojawił się Ecoliono, który szybko zajął się modlitwą, a potem jeszcze przyszedł Klaus. Ten sprawiał wrażenie jakby szukał właśnie ciebie.>

<Tellan>

<Iruyh pogłaskał cię po twarzy i uśmiechnął się.>
-Tak trenowaliśmy razem. Sądze, że nawet jeśli ty nie pamiętasz to twoje ciało pamięta. Zresztą sprawdzimy przy najbliższej okazji. Postaram ci się opowiedzieć wszystko po kolei, tyle ile sam wiem i pamiętam. Jesteś z domu Whitestone, spotkaliśmy się po raz pierwszy kiedy jako banitka uciekałaś przez ścigającymi cię jeźdźcami. Wtedy w obronie własnej położyłaś trupem swojego pierwszego przeciwnika. Byłaś drobną, przestraszoną dziewczyną...

<Iruyh przesunął palcami po twoich wysportowanych ramionach> Teraz jesteś silną kobietą....

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1617

PostWysłany: Nie Kwi 12, 2020 22:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Ja w nienajlepszym stanie? Co też opowiadasz Klausie… to jeden z łagodniejszych stanów w jakim ostatnio byłam... Hahaha… <Wydałam z siebie niski, gardłowy śmiech.> Raniono mnie na tyle sposobów... <Wzruszyłam ramionami.> Egzystencja magów bojowych sprowadza się do niesienia śmierci, zniszczenia i szaleństwa. Nie pisane nam uroki sędziwego wieku. <Spojrzałam na strzelca wzrokiem, w którym nadal tlił się ogień.> Jestem żywą machiną wojenną, a to tylko bolesne draśnięcie. <Wstałam z łóżka, na którym leżał najemnik.> Opuściłam loch, jako jedna z pierwszych, więc nie wiem gdzie jest Rhunar. Zapewne gdzieś w twierdzy.

<Nie zatrzymywałam Klausa. Starałam się uśmiechnąć na słowa najemnika, ale wyszedł z tego bardziej grymas niż uśmiech.>

-Nawet jak Ci nie uwierzą to postawią piwo za niezłą opowieść. Przynajmniej nie gadają o Tobie, żeś … <Zamilkłam na moment. Alkohol mimo, iż w niewielkiej ilości to jednak zrobił swoje.> No nic… pójdę do dziewcząt i przekażę im wieści. Odpoczywaj.

<Założyłam torbę na ramię i nieco utykając opuściłam skrzydło szpitalne. Rozejrzałam się po korytarzu zastanawiając gdzie też właściwie mogły być dziewczęta i w końcu obrałam kierunek. Nie kłopotałam się z chowaniem twarzy pod kapturem. Bez większego pośpiechu szłam przez twierdzę ciesząc się samotnością. “... jesteś łatwym celem dla Feriel... - Przemknęło mi nawet przez myśl. - ...a jaką to właściwie robi mi różnicę.. W końcu chce mnie zarżnąć jak prosię jakieś pół Imperium… niech spróbują szczęścia…”
Ciężko dysząc weszłam w końcu na mury. Szumiało mi w głowie, a promienie słońca oślepiły. Potrzebowałam chwili by złapać oddech. Zebrałam w sobie resztki energii, wyprostowałam się i sprężystym krokiem podeszłam do dziewcząt. Ich uściski przypomniały mi o bolesnym lądowaniu na posadzce lochu, ale nie powstrzymałam ich. Spojrzałam na morze. Wilgotny wiatr, słonawy zapach i krzyk mew. Zalew pytań zmęczył mnie już w połowie. Uniosłam dłoń by zamilkły.>

-O nic się nie martwcie. Wszyscy żyjemy. Piknik zamieniliśmy na pieczenie kiełbasek nad ogniskiem. Kurt na pewno uraczy Was wspaniałą opowieścią o dzisiejszym dniu. Ja niestety nie mam na to sił. <Starałam się zachować się pogodny ton.> Za długo by mówić, a mnie boli nieco twarz. <Spojrzałam na fale rozbijające się o brzeg twierdzy.> Potrzebujemy teraz odpoczynku i do jutra na pewno nie wrócimy do karczmy. A teraz… <Urwałam. Zakręciło mi się w głowie.> .. chodźmy do Kurta. Nie dajcie mu czekać.

<Krok za krokiem, w końcu wróciłyśmy do skrzydła szpitalnego. Szybko wychyliłam jeszcze dwa łyki mocnego alkoholu, gdy Eva powstrzymywała dziewczęta od troskliwej opieki. Wzdrygnęłam się czując jak pali mnie w przełyku. Na nogach, jak z waty doszłam do łóżka i padłam na nie. Ostatkiem sił zdjęłam buty zrzucając je na ziemię, a chwilę później wylądował na nich płaszcz. Naciągnęłam na siebie koc, zwinęłam w kłębek przytulając do torby, po czym zasnęłam nie przejmując już nikim i niczym.

Promienie słoneczne przyjemnie grzały, ale nie miałam ochoty wstawać.>

- Powinnaś już wstawać śpiochu. Ileż można…<Powiedział znajomy głos.>
- Jeszcze chwilę.. <Wymamrotałam.> Nie bądź taka… chodź do mnie. <Wyciągnęłam rękę.> Poleżmy jeszcze chwilę. No chodźź El..nie daj się prosić.
- Później.
<Leżałam tak jeszcze przez kilka minut wciąż tuląc torbę. Zapach zakrzepniętej krwi mdlił, a tępy ból głowy zaczął dawać się we znaki. Uniosłam ciężkie powieki i usiadłam na łóżku rozglądając się. Potrzebowałam chwili by zrozumieć gdzie jestem. Skołowana spojrzałam na rannego Kurta leżącego nieopodal i dziewczęta.>
-Co siię dzieje? <Wychrypiałam.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Kwi 16, 2020 20:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Czekając na przebudzenie Melisy i po modłach zacząłem mruczeć runiczną litanię aby odnowić swój zasób magiczny. Siedząc w ławie lekko kiwałem się w przód i w tył mrucząc tajemne słowa, czując jak energia znów mnie przepełnia.

Skraść pocałunek Melisie... kuszące, ale nie przystawało to krasnoludowi.

Kiedy wkroczył Ecoliono przywitałem go skinieniem głowy.

Kiedy wkroczył Klaus przywitałem go zdziwionym spojrzeniem. Czego toż szukał tutaj łucznik?

- Tak? - zapytałem umgiego.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Kwi 17, 2020 15:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<"A... Tutaj są wszyscy. I nasz niski przyjaciel również. Prawie w pełni zdrowy. Hm... Skoro i tak chciałem się pomodlić, to nie ma co bardziej się kręcić">

<Staram wypatrzeć sobie jakiś kąt w kaplicy, tak by nie przeszkadzać reszcie. Zajmuję tam miejsce i skupiam się na modlitwie do Morra i Myrmidii w podzięce za pomoc w walce w lochu i prosząc jednocześnie o łaskę w nadchodzących dniach. Robię to bezgłośnie, nie zwracając zupełnie uwagi na resztę towarzystwa.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pon Kwi 20, 2020 19:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Klaus nie raczył odpowiedzieć więc powróciłem do swoich medytacji.

Zastanawiało mnie czy Czarny Kruk zwróci się bezpośrednio do Arkata czy będzie chciał rozmawiać jeszcze ze mną.

Tak czy tak, miałem nadzieję, że wspólna walka podbudowała pozycję krasnoludów w oczach Mistrza Zakonu. Sam obawiałem się tego co przyniesie exodus do jakiego przekonywałem krasnoludy, jednak wierzyłem że będzie z tego więcej dobrego niż w siedzeniu w mieście pełnym skrytobójców i wrogich dawi człeczyn.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 34, 35, 36, 37, 38  Następny
Strona 35 z 38

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.