Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Lut 14, 2021 22:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>

<Położyłeś dłoń na jej biodrze chwytając się skórzanej spódnicy i ruszyliście. Kobieta niespiesznym krokiem wiodła cię przez ciemność nucąc przyjemną dla ucha melodię. Byłeś czujny i gotowy,a jednocześnie twoje ciało rozluźniało się za sprawą bliskości kobiety i dźwięków, które wydobywały się z jej gardła. Podobał ci się jej głos, tego byłeś pewien. Po jakimś czasie ciemność zmieniła swoją naturę i czerwony ogień lampy rozświetlał cały korytarz oraz schody wiodące w dół. Wyglądało na to iż zmierzacie do lochów. Gdy schody skończyły się, kobieta otworzyła drzwi do pierwszej celi w korytarzu. Weszliście do środka. Wewnątrz na drewnianym stole leżało zakrwawione ciało mężczyzny. Owy człowiek żył choć jego rany były poważne, zadane zębami i pazurami jakiegoś zwierzęcia. Z wyglądu owy mężczyzna przypominał poszukiwanego przez ciebie Alfreda Silverholtza.>

-Jesteśmy na miejscu mój bezimienny. Oto Alfred. Przekaż mu wiadomość i przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy.

<Kobieta powoli zdjęła twoją dłoń ze swojego biodra i splotła palce swojej dłoni z twoją. Poczułeś elektryzujące ciepło przechodzące przez twoje ciało. Wszelkie uczucia zagrożenia opuściły cię. Kobieta pochyliła się do twojego ucha i wyszeptała>
-Mam na ciebie ochotę i wiem, że ty na mnie też...
<Twoje myśli zaczęły krążyć wokół tego co mógłbyś z nią zrobić gdy wasze ubrania zsuną się na podłogę.>

<Rhunar>

<Myśląc o Melisie uświadomiłeś sobie jak wiele formalności powinieneś przejść. Najpierw powinieneś przedstawić się jej rodzinie, potem poprosić o zgodę na wasz związek i dopiero planować podchody, zaloty i wspólne życie. W obecnej sytuacji raczej było trudno to zrealizować. Nie miałeś pewności czy jej rodzice żyją a jeśli tak to gdzie ich szukać? O zalotach u elfów nie wiedziałeś nic ale podejrzewałeś iż wiele rzeczy odbywało się tak jak
u krasnoludów.>

<Elfia czarodziejka była równie zadowolona co ty z waszej pracy. Uśmiechała się do ciebie radośnie choć na jej twarzy malowało się ogromne zmęczenie. >

-Tak udało nam się Rhunarze. Dotrzymałam słowa i skończyliśmy w obiecanym czasie.
<Gdy wtuliłeś głowę w jej piersi poczułeś ciepło i delikatny zapach kobiecego, elfiego ciała. Elfka z chęcią dała się wycałować po czym wzięła od ciebie artefakt i trzymając soczewkę na dłoni odpowiedziała.>
-Czuję, jak nasze serca biją wewnątrz. To naprawdę mała, wielka rzecz...

<Następnego ranka udałeś się od razu do Jordiego lecz nim zdążyliście zamienić kilka słów, jeden z inżynierów wpadł do kwatery cechmistrza i oznajmił iż ktoś atakuje obóz wroga. Udaliście się czym prędzej na mury obłożone ludźmi jakby serwowano spektakl w teatrze. Część obozu wroga płonęła, w tym kilka katapult. Pod bramę podbiegał właśnie jakiś szaleniec ubrany na czarno, targając na barkach dwie nieprzytomne elfie kobiety z licznymi ranami od strzał. Morryci otworzyli mu bramę i pozwolili wejść, a mężczyzna padł bez ducha na ziemię tuż po wejściu do twierdzy.>

-Ta elfka w czerwieni. To Elbereth... <Melisa oznajmiła z przejęciem po czym biegiem ruszyła ku miejscu gdzie upadł człowiek niosący elfie kobiety.>

<Elbereth>

<Szybko zorientowałaś się, że w obozie nie ma żadnych demonów ani istot magicznych. Pokrzepiona tą myślą zaczęłaś czerpać z wiatrów magii i rzucać wzbudzenie nienawiści wszędzie gdzie tylko mogłaś. Narobiłaś sporo zamieszania nasyłając jednych żołnierzy na drugich i mimo, że czar nie działał na wszystkich to w ten czy inny sposób zaangażowałaś w walkę miedzy sobą wszystkich w zasięgu czaru. W ruch poszły pięści i wszystko co ludzie mieli pod ręką w momencie użycia przez ciebie magii. W powstałym chaosie mogłaś przemieszczać się razem z dwójką kompanów niczym niezauważona. Postanowiłaś jednak po drodze podpalić ognistymi kulami kilka machin co przyszło ci z łatwością, a ogień rozprzestrzeniał się szybko. To jednak pozwoliło przeciwnikom dość łatwo cię znaleźć i nim wyszłaś całkowicie z obozu część żołnierzy goniła już za tobą. Gdy byli blisko jakgdyby nigdy nic rozpętałaś ogniste tornado zmiatając i paląc wszystko co znalazło się w twoim pobliżu. Wtedy dopiero dostrzegłaś przez chwilę strach w oczach tych ludzi, na moment przed śmiercią, zanim płonący wir powietrza rozerwał ich na strzępy paląc je jednocześnie. Ludzie, namioty, obwarowania, niszczyłaś wszystko czego mogłaś dosięgnąć. Zostawiłaś szalejącą pożogę samą sobie i dogoniłaś towarzyszy. Podałaś pismo Carras oglądając się na płonący obóz. Do twoich uszu dotarł szum przecinanego powietrza lecz było już za późno. Byłaś ponad dwieście kroków od obozu gdy spadł na was deszcz długich strzał. Aż dziesięć z nich dosięgło ciebie, większość roztrzaskała się na twojej nowej zbroi jednak trzy utoczyły ci krwii. Jedna ze strzał ześlizgnęła się po górnej krawędzi gorsetu i zostawiając na nim szczerbę weszła głęboko w okolicach prawej łopatki. Druga przebiła lewy but na wysokości łydki i zatrzymała się na kości, zabolało cię to okrutnie. Trzecia i ostatnia była najgorsza przeżerając się przez twoje udo na wylot powaliła cię na ziemię. Szeroka struga krwi wylewała się z obu stron rany. Na krwisto czerwonym pancerzu ledwo było widać krew lecz na brudno szarawej drodze, plamy krwi rosły w zatrważającym tępie. Carras upadła zaraz po tobie. Trzy strzały wbiły się w jej plecy i jedna prawą łydkę. Ledwo utrzymała się przy świadomości. Tylko Rivanath jakiś cudem uniknął zranienia gdy wiele strzał upadło zaledwie o włos od niego. Znachor wykrzyczał słowa mocy po czym wziął cię na prawy bark a Carras na lewy i zaczął biec ile sił nim kolejna salwa strzał wylądowała w miejscu gdzie chwilę temu leżałaś. Czułaś jak życie wycieka z ciebie wodospadem ,a wstrząsy jakie towarzyszyły poruszającemu się Rivanathowi wcale nie pomagały. Odpłynełaś z powodu bólu i utraty krwii...W uszach dudniły ci słowa Shasuuviel: Zabraniam ci umierać.>


<Kurt>

<Wstając rano pełen werwy zabrałeś Anikę i Etelkę do świątyni Morra aby odprawić modły. Cisza i półmrok miejsca kultu Pana Snów i Śmierci napełniała was spokojem. Czułeś, że w jakiś sposób modły naprawdę zapewniają wam w tym miejscu bezpieczeństwo. Chciałeś zabrać dziewczyny na trening gdy w twierdzy rozeszła się więść iż elfi magowie zaatakowali obóz wroga. Z ciekawości udaliście się na mury, zresztą wielu ludzi uczyniło tak samo. Okazało się, iż rzeczywiście obóz oblegających was wojsk płonął,lecz nie na tyle aby pozbyć się najeźdźców. Gdzieś przy bramie zaczęli gromadzić się ludzie jakby działo się tam coś ważnego.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Sro Lut 17, 2021 21:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie miałam zamiaru przechodzić przez obóz wroga niepostrzeżenie. Wręcz przeciwnie. Wściekłość i gniew dawały mi się we znaki ostatnimi czasy, a Zakon Pajęczej Królowej tylko dolał oliwy do ognia. Tym razem to ja miałam okazję zaskoczyć innych i dać posmakować tym bezwzględnym ludziom czym jest strach, terror i ból, który fundowali innym. Żałowałam jedynie, że nie mam wystarczającej mocy by spalić całą tę okolicę obracając wszystko i wszystkich w pył. Bawiłam się doskonale będąc w swoim żywiole. Mimo, iż byłam gotowa na atak nie zdążyłam zareagować wystarczająco szybko. Szum zwiastował grad strzał i właśnie chciałam odwrócić się by rzucić czar wiatru, lecz nie zdążyłam. Pierwszą może i nawet bym zignorowała, lecz już druga zdekoncentrowała mnie. Wciągnęłam z sykiem powietrze tracąc rezon i przerywając zaklęcie. Ból, adrenalina oraz euforia eksplodowały, gdy trzecia przebiła moje udo na wylot. Opadłam ciężko na kolano zaciskając zęby. Uniosłam drżące dłonie do wystającego grotu lśniącego od krwi. Wzięłam głęboki oddech tracąc ostrość widzenia. … Tracę za dużo krwi… Pomyślałam nim upadłam na ziemię w lepką kałużę własnej posoki. Może i mój duch walki był w stanie pokonać każdy ból, ale moje ciało nie dawało rady zbyt słabe by znieść drugi tak masywny krwotok na przestrzeni ostatnich dni. Przeklęłam pod nosem. Na moje szczęście Rivanath był najlepszym znachorem, jakiego znałam i któremu ufałam.>

-Trzymaj się Carras…

<Wypowiedziałam w eltharinie nim Riv przerzucił nas sobie bezceremonialnie przez bark i popędził ku twierdzy umykając przed kolejnym gradem strzał. Zamknęłam oczy. Ból spowodowany kolejnymi wstrząsami oraz gwałtowna utrata krwi sprawiły, że zaczęłam odpływać. Słyszałam tylko Ją.>

-Umrę tylko na Twój rozkaz moja Pani...Jestem Twoją Pierwszą i Jedyną… <Uśmiechnęłam się lekko. Sama myśl o niej przynosiła ukojenie.> Przednia zabawa… Tygrysie skąpany w mroku…

<Wyszeptałam do niej spokojnym tonem by nie denerwowała się niepotrzebnie. Moje serce biło tylko dla niej i tak długo, jak sama sobie tego życzyła. Nikt inny nie miał prawa stanąć pomiędzy nami. Odpłynęłam w ciemność tracąc przytomność. Ból ustąpił, a ja zamknęłam świadomość głęboko i daleko od świata zewnętrznego by siłą woli utrzymać się przy życiu.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Lut 18, 2021 00:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Idę z kobietą w dół z trudem zachowując skupienie, gdyż jej obecność oraz głos sprawiają, że rozluźniam się coraz bardziej. Staram się jednak nie utracić czujności i gdy wchodzimy do celi, a mym oczom ukazuje się postać ciężko rannego człowieka, zaczynam analizować szybko sytuację. Jako że człowiek zostaje mi przedstawiony jako poszukiwany przeze mnie AS, a i z wyglądu przypomina go w dużym stopniu, to postanawiam działać, póki mam na to dobrą okazję. Plan rodzi się błyskawicznie w mojej głowie. Chcę udać troskę o człowieka. Spytać kobietę o to, co mu się stało i jakie są rokowania, a następnie do niego podjeść tak, by zasłonić swym ciałem jego postać przed kobietą. Potem z udawaną troską pochylić się nad nim, pytając co mu się stało i jak mogę mu pomóc, przy okazji wykorzystując trzymany w lewym ręku nóż do rzucania do tego, by w niezauważalny dla nikogo sposób zadać mu śmiertelne rany. Najlepiej wbijając mu ostrze w ranny bok i zasłaniając drugą ręką usta, tak by nie zaalarmował swym głosem gospodyni, pozostawiając ją nieświadomą zaistniałej sytuacji. I już chcę wprowadzić swój naprędce stworzony plan w życie, chcę otworzyć usta by wypowiedzieć pierwsze słowa i unieść nogę by zrobić pierwszy krok w kierunku rannego, gdy zamieram w miejscu. Coś sprawia, że wszystko co przed chwilą planowałem, cały misterny plan, skupienie na wykonaniu zadania, wszystkie przyziemne rzeczy ulatują z mojej głowy jak pod wpływem czaru dosłownie w jednej chwili.>

<Słyszę słowa wypowiadane przez kobietę, ton jej głosu, czuję ciepło jej ciała, widzę jej postać, twarz i wszystko na tym świecie przestaje się liczyć. Wietrznica, Lucas, Bykogłowy, Feriel, Chaos, wszystkie te zagrożenia stają się mało istotne, jakby były co najwyżej niewielką niedogodnością. Czymś takim jak nierówny trakt pod kołami wozu, którym podróżuję, czy mrówką, która weszła mi do nogawki i ugryzła mnie w nogę. Za to El, Kurt, Tellan, czy Władca stają się odległymi wspomnieniami, jakby byli moimi kompanami z dzieciństwa, których nie widziałem od czasu gdy wysypał mi się pierwszy wąs. Jak dalekie wspomnienia osób, z którymi nic mnie już od dawna nie łączy i nie powinienem w zasadzie od lat o nich myśleć, o przejmowaniu się ich losem, czy zadaniami, jakie na ich rzecz wykonuję, nawet nie wspominając. Nie wiem czemu, ale przed sobą nie widzę już blado-fioletowej damy, nie słyszę jej głosu, nie czuję jej ciepła, jej dotyku, jej zapachu. Widzę moją piękną Matyldę, słyszę jej słodki głos, czuję jej kojące ciepło, jej energetyzujący dotyk, jej obezwładniający zapach. Moja pierwsza miłość staję mi przed oczami, choć z tyłu głowy mam świadomość, że to nie jest możliwe. Jednak nie jestem już w stanie myśleć racjonalnie. Chcę znowu zanurzyć się w jej ramionach, przyssać się do jej ponętnych ust, poczuć jej ciepło i ekstazę na całej powierzchni swego ciała, pozwolić by jej zniewalający zapach zatruł mój umysł raz jeszcze. Tak jak to się działo wtedy w Middenheim, gdy byliśmy oboje młodzi i naiwni. Te uczucia przepełniają mnie w pełni, nie pozwalając bym robił, czy myślał o czymkolwiek innym.>

<Odwzajemniam więc uścisk dłoni, robiąc to mocno i z uczuciem, po czym odwracam się twarzą do kobiety, stając tuż przed nią. Staram się popchnąć jej postać na przeciwległą ścianę i wpić się swymi ustami w jej. Z nieukrawanymi emocjami i zapałem staram się dobrać do jej nagiego ciała, a jeśli nie jestem w stanie rozwiązać jakichś wstążek, sznurków, czy innych elementów blokujących zdjęcie części jej ubrania, to pomagam sobie trzymanym w lewym ręku nożem do rzucania. Moje ręce wędrują w górę i w dół, a w głowie nie mam żadnych myśli. Chcę to zrobić tu i teraz. Szybko, z emocjami i wielokrotnie. Jak wyposzczony długą nieobecnością kochanek, spotykający miłość swojego życia po długim rozstaniu. Okoliczności nie mają żadnego znaczeniu. Liczy się tu i teraz.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pią Lut 19, 2021 23:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Patrząc na zniszczenia poczynione w obozie wroga poczułem respekt przed rosnącą mocą magiczną Elbereth. W ciągu chwili obróciła w niwecz masę czasu, pracy i ludzi.

Zbiegłem szybko za Melisą na poziom bramy i ruszyłem do nowoprzybyłych.

Melisa znała się lepiej na czarach leczniczych więc mogłem jej zaproponować co najwyżej moje własne pokłady magicznej energii. Moje runy odnowy ledwie by zdołały załatać te wszystkie dziury w ich ciałach.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Sob Lut 20, 2021 00:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mimo że Kurt nie był religijny a Morr nie był jego ulubionym bóstwem to jednak wizyta w świątyni wydała mu się wyjątkowo krzepiąca. „Może to miejsce a może efekt ilości morytów w twierdzy…” Zastanawiał się. Mimo że widział nie jedno nie potrafił w sobie wzbudzić płomiennych uczuć religijnych. Może po prostu widziała za wiele. Wiedział że nie było za wiele rzeczy które mogły by zmienić jego nastawienie.

- Co to, to to znowu? Sprawdźmy. – Zaproponował. – Może zmawiają się na jakąś wycieczkę za mury. Była by okazja się nieco rozerwać i może dorobić do naszego interesu. – Odezwała się w nim „stara najemnicza dusza”
Ponieważ zwykle górował nad tłumem dość szybko zauważył wokół kogo takie zamieszanie. Kurt zaczął robić barami.

- Nastąp się – Poganiał co bardziej opornych. A gdy dotarł w pobliże rannych – Miejsca. Tu ludzie pracują. – Zaczął robić miejsce dla krasnoluda elfki i morrytów którzy mogli by pomóc Elberetch.
Przyglądał się w posępnym milczeniu zabiegom wokół czarodziejki. Rany wyglądały na poważne. Co prawda wchodzili z cięższych tarapatów ale przecież czarodziejka była tylko elfem i na dodatek kobietą. A od czasu jak podróżował z bretonkami jakość stał się bardziej hmm…. "wrażliwy” zmełł to słowo jak jakieś przekleństwo gdyż prowadziło do jedynego słusznego wniosku „słabość” A co jak co on „słabiak” nie był.

Gdy sytuacja zaczęła się klarować odszukał Blessa
- Będzie wypad? Ja idę z wami. – wypalił prosto z mostu. Po chwili się zreflektował – Teraz będzie okazja. Nie będą się spodziewać tak szybkiej reakcji. Będą zajęci zaprowadzaniem porządku a potem będą odsypiać. Będzie szansa im dopiec. – Postanowił poprzeć swój wywód argumentem. – Uchodźcy się nudzą a część pewnie szuka okazji do bójki lub zemsty. Dało by to im zajęcie.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Wto Lut 23, 2021 19:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skinełem tylko głową na słowo Tellan, skoro decyzja zapadła to jedyne co mi pozostało to rozmówić się z bibliotekarzem - trzeba było się przygotować, skoro rycerz chciał mi pomóc to nie należało mu odmawiać.

- Jesli chcesz Panie Rycerzu pomóc, to nie mam nic przeciw - na razie jednak muszę rozmówić się z Bratem Bibliotekarzem i to on zdecyduje co trzeba dokładnie dalej czynić. Zreszta trzaba nam się spieszyć, nie wiem ile czasu nam pozostało zanim wróg uderzy na twierdzę.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Mar 06, 2021 22:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>

<Przywarłeś do kobiety całując ją namiętnie, a ona odwzajemniła twoje czułości. Wasze ubrania szybko znalazły się na podłodze i już po chwili brałeś ją dziko pod ścianą. Była na ciebie gotowa i uśmiechała się jakby wiedziała od jakiegoś czasu, że to się wydarzy. Była obezwładniająco słodka, ciepła i uległa.>
-Pokaż mi jak bardzo mnie pragniesz. Z całych sił... Och tak... Jestem twoją Matyldą, tu i teraz...
<Nie pamiętałeś własnych słów, które wypowiadałeś ale to nie miało w tym momencie znaczenia. Kochaliście się mocno i długo a jęki rozkoszy niosły się echem. Gdy opadałeś z sił ona dotykała cię i szeptała lubieżne słowa napełniając cię energią byś raz jeszcze mógł wlać w nią swoje życie. Gdy byłeś już skrajnie wyczerpany wylizała cię dokładnie niczym głody pies pachnącą jedzeniem miskę. Zawinęła cię w koc i pochylając się nad tobą rzekła.>

-Jesteś przesłodki... Gdybyś mnie potrzebował, jestem na górze... <Cmoknęła cię w policzek napełniając po raz kolejny twoje nozdrza zapachem świeżego seksu. Wciągnęła na siebie ubranie i lekkim krokiem ruszyła po schodach na górę. Byłeś tak zmęczony, że zasnąłeś. Po jakimś czasie obudził cię chłód kamiennej podłogi. Czułeś się skostniały z zimna ale za to całkowicie rozluźniony emocjonalnie, a w głowie nadal kręciło ci się ze zmęczenia. Twoje ubranie leżało wszędzie dokoła. Gość, którego przyszedłeś odwiedzić nadal tu był.>

<Rhunar,Kurt>

<Gdy dotarliście do miejsca gdzie odziany w czerń mężczyzna starał się opatrzyć dwie podziurawione strzałami elfki sytuacja wyglądała już na krytyczną. Kilku akolitów Morra wykonywało wyraźne polecenia mężczyzny usuwającego strzały i opatrującego rany. Runar razem z Melisą ruszyli bez wahania na pomoc. Nieznajomy mężczyzna używał na Elbereth zaklęć więc Melisa użyła swoich czarów najpierw na mrocznej elfce z której Morryci wyciągali strzały z pleców. >
-Kobieta przeżyje, ale będzie musiała odpoczywać kilka dni mimo wszystko.

<Medyk usunął strzałę z uda Elbereth i ściągnął z jej nogi długi elegancki, skórzany but wzmacniany metalem, który Rhunar rozpoznał jako mithril. Z buta wylało się ogromnie dużo krwi. Mężczyzna zaopatrzył ranę jakimiś medykamentami a Melisa użyła magii aby uleczyć Elbereth jednak rany się nie zasklepiły.>
-Coś jest nie tak. Ona umiera...
<Elfia czarodziejka użyła innego zaklęcia o znacznie większej mocy. Elbereth otworzyła oczy w nerwowym tiku, a z jej ust wydobyła się krwawa piana.>
-Przykro mi ale moja magia nie zadziałała… Elbereth odeszła… Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy…
<Melisa wyglądała na totalnie zawiedzioną i zdezorientowaną jakby nie wiedziała dlaczego jej magia nie działa. Elfka chciała się pochylić i zamknąć oczy zmarłej lecz medyk który opatrywał ranne kobiety wpadł w amok. Tarmosił ciało Elbereth, próbował przywrócić jej oddech i bicie serca siłą i ziołowymi miksturami ale to wszystko było na nic. Jeden z rycerzy Morra rzekł posępnie.>
-To na nic. Morr nie pozwala tutaj zmarłym wracać do życia wbrew jego woli.
<Medyk wykrzyczał na całe gardło.> - Jak mogłaś nas zostawić! <Opatrzoną mroczną elfkę zabrano razem z ciałem Elbereth do świątyni Morra. Medyka rycerze zabrali na spytki do koszar.>
<Na wieść o śmierci Elbereth wszystkich którzy ją znali i miłowali ogarnął smutek. Anika i Etelka rozpłakały się. Gdy Kurt zapytał Blassa o wypad, inkwizytor Morra podniósł jedną z zakrwawionych strzał wyciągniętych z ciał elfek i rzekł.>
-Widzisz tę strzałę Kurt? <Długa na dwa łokcie, bielona strzała z małym ale długim grotem cała była we krwi.> -To nie jest coś co możesz sobie kupić byle gdzie. Jeśli mi nie wierzysz zapytaj Rhunara. Na tej nadal czuć błogosławieństwo. Chcesz wpaść do ula gdy wszystkie szerszenie wściekle krążą szukając winnego z kijem? Przyjdzie czas na walkę. Będziesz miał okazję pomścić swoich przyjaciół może prędzej niż przypuszczasz.
<Ludzie rozeszli wyraźnie poddenerwowani całym zajściem.>
-Kurt, idziemy pożegnać Elbereth.
<Anika z Etelką pognały do świątyni zostawiając Kurta. Gdzieś w tłumie przemknął wam Beltherion razem z Różyczką śpiesząc za ciałem Elbereth do świątyni Morra. Jordi zbliżył się do Rhunara drapiąc się po brodzie.>
-Chciałem przynieść dobre wieści ale to chyba nie najlepszy moment.<Krasnolud zerknął na zmartwioną Melisę.> -Sądzę, że powinniśmy ją pożegnać... <Mistrz inżynierów i elfia czarodziejka odezwali się jednocześnie.>


<Ecoliono>

<Dochodząc do porozumienia z Tellan i Iruyhem wróciłeś do zamkowej biblioteki aby porozmawiać z bibliotekarzem o rytuałach. Kościany kapłan zaprowadził cię wgłąb księgozbiorów, wybrał jeden ze starych tomów i wręczył ci go. >
-Czytaj bracie. Tu znajdziesz to czego szukasz. Nie potrzebujesz więcej mojej pomocy aż do chwili gdy zechcesz wysłać kobietę do Studni Dusz. <Otworzyłeś ciężkie zakurzone tomiszcze i zagłębiłeś się w lekturę. Z opisu rytuału wywnioskowałeś iż trzeba cały obrządek odprawić w świątyni Morra. Należy poświęcić przedmiot i osobę zebrane w świątyni, powierzyć opiece Pana Snów i odprawiać modły wspólnie z poświęconą tak długo, aż wspomnienia nie zaczną powracać może to zając nawet kilka dni. Do rytuału będziesz potrzebował poświęconej wody, świecy z czarnego wosku i kadzidła. Gdy skończyłeś czytać nadszedł czas porannych modłów.>


<Elbereth>

<Wyrwana siłą z rąk wściekłych dusz błądziłaś po płaszczyźnie zmarłych. Ledwo unikając oddania duszy za bezcen strażnikowi Bramy Morra upadłaś na kolana i błagałaś Boga Śmierci o miłosierdzie i łaskę. Czas zdawał się okrutnie z ciebie kpić do momentu gdy Pan Snów przysłał do ciebie swojego posłańca a ty zgodziłaś się sprostać stawianej przed tobą próbie. Podróżując lodowatym wirem do miejsca przeznaczenia czułaś się jak nic nie znaczący pył. Tutaj twoja moc była warta mniej niż ziarnko piasku. Mimo wewnętrznego bólu zachowałaś resztki rozsądku i bez zastanowienia wypełniałaś zadanie karmiąc wygłodniałe dziecko swoją witalnością, wewnętrzną esencją. Mimo iż cały zabieg przypominał zwyczajne podawanie pokarmu, z biegiem czasu zdawałaś sobie sprawę iż poświęcasz tutaj część siebie. Z ulgą przyjęłaś wiadomość iż przeszłaś próbę lecz decyzja czy i w jakiej formie powrócisz do swego ciała nadal pozostawała w rękach Pana Śmierci i Snów, Morra.>
-Teraz poczekamy. Jeśli to wystarczy wypuszczę cię tak jak tutaj stoisz,a jeśli nie wystarczy powiodę cię ku kolejnej próbie. Czuję jednak, że ktoś się za tobą wstawi dziecko.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Mar 13, 2021 22:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Chłód wyrywa mnie z błogiego snu. Mimo otulenia kocem zimno posadzki przenika mnie na wylot, powodując, że uczucie błogości i rozluźnienia ustępuje, a ja sam jestem zmuszony coś z tym począć. Zauważając, że nie mam nic na sobie nerwowo rozglądam się dookoła, odkrywając, że cały mój strój i wyposażenie wala się po celi w nieładzie. Chwytam się nerwowo za szyję i gdy wyczuwam, że nic na niej nie mam, wyszykuję nerwowo wzrokiem swego kołnierza i gdy tylko go odnajduję, to przechodzę tam na czworakach, opatulony nadal w koc, by ten element ubioru założyć jako pierwszy. Gdy tylko się tak staje, to już na spokojnie przywdziewam kolejne elementy stroju, sprawdzając czy niczego nie brakuje zarówno w nim, jak i w moim wyposażeniu. Uspakaja mnie to, gdy wszystko ląduje na swoim miejscu. A chwilowy przestrach, że mogłem coś ważnego utracić, sprawia, że moje ciało rozgrzewa się szybciej. Dzięki temu zaczynam myśleć znowu o tym, po co tu przybyłem i rzucam okiem na zakrwawionego człowieka.>

<Wygląda na bezbronnego, ale jak to mówią, strzeżonego Myrmidia strzeże, więc odsuwając się od niego i odwiercając bokiem, tak by nie widział co robię, chowam w lewej dłoni jeden z noży do rzucania. Przy okazji dokładnie zapinam płaszcz, tak by nie mógł dojrzeć mego kołnierza. Tak przygotowany podchodzę do stołu, na którym leży i zachowując środki ostrożności nachylam się nad nim. Wygląda na ciężko rannego, jednak o ile mogę ocenić, to chyba jest w stanie rozmawiać. Rozpoczynając konwersację z nim staram się upewnić, że jest tym, kogo poszukuję. Zadaję spokojne i z udawaną troską pytania, czekając bez pospiechu i nerwowości na jego odpowiedzi. Nie chcę zbytnio marnować czasu, ale o ile nie słyszę nikogo, kto mógłby nagle wejść do celi i przeszkodzić mi w wysłuchaniu tego co ma do powiedzenia, to staram się go na spokojnie wypytać co mu się stało, jak do tego doszło, jak się czuje, jak można by mu pomóc i czy mi też nie grozi coś podobnego w związku z obecnością tutaj. Jeżeli w którymś momencie wyczuwam, że grozi mi z jego strony niebezpieczeństwo, to wykorzystuję swój nożyk, do zakończenia jego żywota. Najlepiej tak, by nie zostawić śladu swojej działalności, tak jak planowałem pierwotnie. Jeśli jednak rozmowa przebiega spokojnie, to gdy już widzę, że niczego więcej się nie dowiem, to na chwilę odchodzę od niego, by w spokoju wyjąć z pudełka magiczną wykałaczkę, wcześniej dbając o to, by założyć rękawice, by się przypadkowo nią samemu nie ukłuć. Następnie znowu podchodzę do stołu, by udawać, że oceniam jego rany, szczególnie te na boku, a w ukryciu przed jego wzrokiem staram się ukłuć go wykałaczką bezpośrednio w otwartą ranę. Uznaję, że to jest pewniejszy sposób na wywarcie efektu, niż próba przebicia skóry. Powtarzam to dla pewności kilka razy, po czym odsuwam się i po schowaniu wykałaczki z powrotem do pudełka, przyglądam się człowiekowi stojąc przy drzwiach.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pią Mar 19, 2021 21:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Apokaliptyczny pokaz potęgi jaką dysponowała Elbereth zakończyła się jej śmiercią.

Rhunar patrzył na to z niedowierzaniem. Potężne ilości magii, mikstur i wysiłku jakie przelano w Elbereth nie uratowało jej. Czy też nie przywróciło jej życia. Krasnolud wziął jedną ze strzał i przyjrzał się jej.

Ciężko mu było uwierzyć w to co widział.

Elbereth odeszła.

Rhunar spojrzał na Melisę i Jordiego. Skinął głową powoli.

- Tak. Powinniśmy ją pożegnać. Chodźmy.

W głowie miał pustkę. Od bardzo dawna nie musiał się mierzyć ze śmiercią znajomej mu twarzy, kogoś kto mógł nazwać towarzyszem. Ujął Melisę za dłoń i poszedł wraz z nią i Jordim do Świątyni Morra by się pomodlić.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Nie Mar 21, 2021 13:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt milczał. Nie sądził aby Blass kłamał. W końcu nie z takich sytuacji przyszło im unosić głowę a tu Elberetch zabiła strzała w dupie. Najchętniej wziął i by komuś skuł mordę. Nie zanosił uczucia bezsilności. „Na szczęście” morryta „obiecał” mordobicie. Zapewne szturm. A wtedy krwi starczy dla każdego. No i skoro wiedział co się może zdarzyć mógł działać aby się na to przygotować. Ale najpierw…

- Idę z wami. – Rzucił do krasnoludów i elfki którzy ruszyli za tłumem w stronę świątyni. – jego dziewczyny poszły przodem i zginęły w tłumie pobiec za nimi nie licowało by z powagą twardego najemnika a nie miał ochoty iść samemu. W końcu El poza Klausem była jedynym członkiem tej pokręconej drużyny która traktowała go jak człowieka… nieczłowieka… no w każdym bądź razie swojego. Nie mniej w obliczu śmierci towarzysza wiele się zmienia.

- Rhunarze… - w simie nie wiedział jak się zwrócić do Rhunara. Nie orientował się w ich hierarchii a niektóre krasnoludy były na tym punkcie przewrażliwione a nie byli sami. – Chciałbym z tobą porozmawiać… potem. Może wieczorem? Wpadli byście do nas do karczmy? My was odwiedzimy nie dziś nie otwieramy?
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Mar 21, 2021 19:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Klaus>

<Przyodziałeś się pospiesznie i dopiero wtedy podszedłeś bliżej aby sprawdzić stan Alfreda. Musiało mu się przysnąć bo byłeś zmuszony klepnąć go w policzek aby zauważył twoją obecność i otworzył oczy. Wyglądał na wycieńczonego mimo to niektórzy ludzie w tym stanie mogą wytrzymać co najmniej kilka dni. Zacząłeś zadawać pytania,kim jest, jak się tu znalazł, co mu się przydarzyło i jak mu pomóc.>

-Jestem Alfred... burmistrz tego miasta... Pomóż mi... medyka... sprowadź medyka... Ta wiedźma... piekielny pies... zaatakował mnie... Pomóż mi... zapłacę...
<Co kilka słów ranny robił przerwy ciężko przełykając ślinę by gardło nie wyschło mu na wiór. > - Zabrała mi miasto... omamiła ludzi... pomóż mi...
<Nic konkretnego poza tym się nie dowiedziałeś. Odszedłeś kawałek, ubrałeś rękawice i wróciłeś do rannego zadając mu kilka pchnięć przeklętym przedmiotem w otwartą ranę. Odsunąłeś się i czekałeś. Poszło szybciej niż sądziłeś. Po chwili rana zaczęła paskudnie cuchnąć a Alfred dostał okropnego ataku kaszlu z krwawą plwociną wydobywającą się z jego ust. Moment później udusił się własną krwią. Zerknąłeś raz jeszcze potwierdzając, że człowiek nie żyje. Zostawiłeś trupa udając się po schodach na górę. Wszedłeś przez drzwi i znalazłeś się w komnacie tutejszej Pani. Sedziała naga w bali biorąc ciepłą kąpiel. Jej włosy były rozpuszczone tak, że zasłaniały twarz i piersi. Z ciekawością uprzejmym tonem zapytała.>
- Jak poszło ze znajomym? Przekazałeś mu wiadomość mój pyszny nieznajomy?
<Czułeś, że z jakiegoś powodu w jej obecności miękną ci kolana. Chciałbyś poczuć raz jeszcze jej ciepło i bliskość a jednocześnie miałeś ochotę coś dla niej zrobić. Na pewno obserwowała cię zza wodospadu, mokrych fioletowych włosów.>

<Rhunar,Kurt>

<Udaliście się w towarzystwie przyjaciół do świątyni Morra. Kroczyliście w ciszy, pomijając Kurta który chyba ze stresu gadał jakby bez sensu i język mu się plątał. Weszliście w końcu do świątyni oświetlonej jedynie świecami przy ołtarzu. Przed posągiem Pana Śmierci złożono ciało Elbereth na czarnej kamiennej płycie ołtarza. Z powodu czerwonego pancerza, który miała na sobie wyglądała jak skąpana we krwi mimo iż względnie oczyszczono jej ciało. U stóp ołtarza klęczały i płakały Anika, Etelka i Różyczka. Beltherion pochylał się nad ciałem elfki jakby szepcząc jej coś do ucha i gładząc jej policzek. W świątyni zgromadziło się też kilku Morrytów i ludzi z miasta odprawiając modły za zmarłą. Gdzieś zza ołtarza wyszedł wysoki, chudy kapłan z biskupią czapką na głowie. Jego twarz była straszliwie koścista, tak samo palce i dłonie. Podszedł do ołtarza, nakreślił znak bramy Morra na czole zmarłej i odmówił krótki pacierz po czym odszedł.>


<Elbereth>

<Pośród ciemności i chłodu czekałaś na jakiś znak. Twój "opiekun" stał niczym lodowy posąg. Kompletnie nic nie świadczyło o tym, iż ma w sobie choć iskrę życia. Marzłaś mimo iż byłaś już martwa. Nie wiadomo skąd zjawił się czarny ptak, wielki kruk który przysiadł na ramieniu kościanego kapłana i zaczął stukać go uparcie w czaszkę, a pusty dźwięk czerepu przyprawiał cię o niesmak.>

-To znak. <Odezwał się nagle trup z poruszeniem, tak że się wzdrygnęłaś.>
- Jesteś wolna. Przejdź przez tę bramę i wrócisz do siebie... Zapamiętaj jednak jedną rzecz. Nigdy nie będziesz już taka jak dawniej...

<Kościej odszedł zostawiając cię samą w ciemnym, zimnym miejscu z bramą Morra przed tobą. Dokąd zabierze cię tym razem? Czy aby na pewno do domu?>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Pon Mar 22, 2021 21:05    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Agonia, bezsilność i przerażenie towarzyszyły mi podczas mojej wędrówki po Królestwie Morra. Mój zmęczony umysł gorączkowo poszukiwał rozwiązania tej sytuacji ignorując to co było najbardziej oczywiste. Błądziłam w ciemnościach. Czas zdawał się nie mieć znaczenia. Miałam wrażenie, jakbym z jednego koszmaru budziła się w kolejnym. Ból promieniujący z ran przypominał mi o świecie, do którego powinnam wrócić. Rozpaczliwe pragnęłam powrócić, a cena nie miała dla mnie znaczenia. Byłam gotowa zapłacić własną duszą oraz wiecznym potępieniem byle tylko wydostać się z tego miejsca. Prawda, którą poznałam z ust Kościanego Strażnika utwierdziła mnie w przekonaniu, że muszę znaleźć inną drogę. Nie godziłam się na śmierć ani moją ani mojej Pani. Była moim przeznaczeniem. Nic nie mogło stanąć mi na drodze. Uchwyciłam się tych myśli zwracając się w modłach do Pana tego miejsca. - ..To jeszcze nie jest mój czas. Nie godzę się z śmiercią. Wysłuchaj mnie Panie Snów i Śmierci. Nie należy mi się wieczny odpoczynek…. -
Beznadzieja zdawała się trwać w nieskończoność. Medytowałam oczekując odpowiedzi aż nadeszła pod postacią kościanego biskupa. Moje słowa zostały wysłuchane. Bez wahania przyjęłam warunki godząc się przejść próbę i zdać się na ostateczną decyzję.
Spodziewałam się stanąć naprzeciw zagrożenia, więc widok dziecka zaskoczył mnie. Głodne, płaczące pośród piasków bezkresnej pustyni. W miejscu, w którym moja magia nie miała żadnego znaczenia nie pozostało mi nic innego, jak nakarmić je sobą. Otoczyłam je czułą opieką, której potrzebowało. Zapomniałam się w tej chwili, która trwała. Pojęłam istotę całej sytuacji i niemal natychmiast zepchnęłam w podświadomość. Balansowałam na skraju szaleństwa, a pojęcie tego wszystkiego przekraczało moje możliwości. Samotność i zimno doskwierało mi bardziej niż ból.
Spojrzałam ponownie na milczącego wysłannika Morra. Znów miałam wrażenie, że czekamy w nieskończoność. Nawet nie było sensu pytać. Zdążyłam się nawet przyzwyczaić do jego wyglądu. Był, jak dotąd jedynym sługą Pana Snów i Śmierci, którego nie obraziłam.
Widząc kruka uśmiechnęłam się blado, lecz po chwili wykrzywiłam usta zniesmaczona. Wiele widziałam oraz słyszałam, ale ten “widok” nawet w zaświatach przyprawił mnie o niestrawność. A mimo to nie mogłam oderwać wzroku.>

-Co? <Wyrwało mi się. Miałam wrażenie, że się przesłyszałam.> Wolna? <Potrzebowałam chwili by to do mnie dotarło.> Ha!Ha! Ha! Jestem wolna! <Zerwałam się z ziemi zapominając o ranach, ale ostry ból przypomniał mi o nich natychmiast.> Ugh… Dziękuję! To była prawdziwa przyjemność. <Powiedziałam kościejowi na odchodne, po czym odwróciłam się w stronę Bramy.>
-Trzecia droga. <Uśmiechnęłam się i pokuśtykałam do portalu.> Czas wracać. <Przeszłam.>

<Ledwo Kapłan skończył znak bramy na jej czole, a skóra elfki zaczęła nagle blednąć. Błękit ustępował alabastrowej bieli, jakby rozlewał się od symbolu obejmując kolejne części ciała. Otworzyła gwałtownie oczy nabierając powietrza, jakby wynurzyła się z wody.>

<Usiadłam łapiąc kilka głębokich wdechów. Rozejrzałam się chaotycznie starając się zrozumieć gdzie jestem. Znajome twarze, miejsce… To od tego kamienia tak mi zimno… Przemknęło mi przez myśl.>
-Hahahahaha… <Zaśmiałam się rozbawiona odkrywając, że właśnie ocknęłam się na własnym pogrzebie.> Agh… <Skuliłam się czując ból w plecach. Oczy zaszkliły się od łez. Rzeczywistość była nad wyraz bolesna. Wzięłam kilka spokojnych wdechów.> Doprawdy łamiecie mi serce swoim brakiem wiary w moje umiejętności. <Opuściłam nogi z kamiennej płyty ołtarza.> Uff.. Następnym razem dajcie mi może dzień lub dwa nim postanowicie mnie pogrzebać. Możecie mi wierzyć lub nie, ale proszenie Boga o wysłuchanie zajmuje trochę czasu. Zeszłoby mi trochę dłużej i obudziłabym się w trumnie. <Uśmiechnęłam się, ale w moim spojrzeniu odbijał się ból.> Królestwo za gorącą kąpiel oraz butelkę wina. <Westchnęłam.> Ale wszystko po kolei. Chyba powinniśmy porozmawiać. <Spojrzałam po znajomych twarzach zatrzymując na dłużej wzrok na Beltherionie.> Czas się kończy, a mnie coraz ciężej jest być w kilku miejscach na raz.
<Odwróciłam się nagle do Biskupa.> Dziękuję. <Skinęłam grzecznie słudze Morra w podzięce, po czym zwróciłam się do zebranych towarzyszy.> A teraz… Czy ktoś mi wyjaśni gdzie moja świta? Gdzie Carras oraz Rivanath? <Zapytałam poważnym tonem. Byłam pewna, że znachor uniknął zranienia.> I pomoże mi zejść? <Dodałam.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Mar 23, 2021 02:24    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Słowa Alfreda nie zdziwiły mnie. Wolałbym usłyszeć coś o wypadku na polowaniu, o zdziczałym psie, ale w zasadzie wszystko wskazywało od początku, że to były efekty działań kobiety. Skrzywiłem się tylko lekko na te słowa, zdając sobie sprawę z tego, że w tych nieprzeniknionych ciemnościach mogły ukrywać się jakieś piekielne psy, czekające tylko na okazję, by w obronie swojej pani rzucić się na kogoś takiego jak ja. Z drugiej strony ucieszyłem się, gdy mężczyzna potwierdził swoją tożsamość i w sumie miałem pewność, że jest poszukiwanym przeze mnie AS. Używając wykałaczki od El byłem gotowy na to, że nie da to szybkich rezultatów i będę musiał zakończyć żywot człowieka w bardziej tradycyjny sposób, toteż nie potrafiłem ukryć zaskoczenia, gdy efekty objawiły się tak ekspresowo. Lekko mnie to przeraziło, choć tłumaczyłem to sobie tym, że mężczyzna był ciężko, o ile nawet nie śmiertelnie, ranny, a dodatkowo użyłem tego przeklętego przedmiotu bezpośrednio na jego ranach. I to kilkukrotnie. I na w pełni zdrowym osobniku nie wywarło by to takiego wpływu. Przynajmniej tak to próbowałem sobie tłumaczyć, choć z drugiej strony nabierałem przestrachu przed próbowaniem tego na kimś innym, skoro mogło od razu zdradzić, że to moje dzieło. W każdym razie już po chwili byłem gotowy by wyjść z celi. Wiedziałem, że teraz muszę się stąd wydostać. Odzyskać swój ekwipunek i wrócić do twierdzy Morrytów. Układałem sobie w głowie plan rozmowy z fioletową damą, by jakoś wyrwać się z jej rąk. W innych okolicznościach pewnie chciałbym się zainteresować tym co się tutaj dzieje i jak bardzo Chaos wpływa na tę kobietę, jej otoczenie i całe miasto. Ale w tym momencie były ważniejsze rzeczy niż los tego jednego miasteczka. Z takim nastawieniem pewnym krokiem wszedłem do sali.>

<Nie jestem gotowy na to co widzę w środku. Po pierwsze zaskakuje mnie jak jest jasno w porównaniu do poprzedniego razu. I to mimo zasuniętych zasłon. Po drugie widok nagiej damy w bali odbiera mi pewność siebie, z którą miałem odezwać się w kwestii opuszczenia miasta. Staram się nad sobą zapanować, ale jest to bardzo trudne. Wypowiadane przez kobietę słowa wcale nie pomagają. Czuję, że muszę coś dla niej zrobić. Że należy jej się mój szacunek, uwielbienie i oddanie. Z jednej strony chciałbym powtórzyć to co stało się poprzednio, ale z drugiej czuję, że muszę jej jakoś odpłacić swym czynem za to jak mnie przyjęła i rozgrzała zarówno me serce, jak i ciało. Chwilę więc trwa, nim odpowiadam na jej słowa, bo jednocześnie gdzieś z tyłu głowy czuję, że mam swoje życie, przyjaciół, wrogów i to oni powinni być na pierwszym miejscu. I wygląda na to, że powracam do rozumu.>

- Pani. Przekazałem, co miałem do przekazania. Choć biorąc pod uwagę jego stan, to pewnie nic z tego nie zrozumiał. No ale jemu bliżej teraz do bram Morra niż do próby zrozumienia czegokolwiek. W każdym razie teraz muszę wrócić do znajomego, by dowiedział się, że misja został wykonana i przekazać mu, iż Alfreda znalazłem w takim stanie, że o ile nie wstawi się za nim jakiś bóg, to jego los na tym świecie już jest raczej przesądzony. - <Wydaje mi się, że udało mi się opanować. Że już tylko krok od opuszczenia tego miasta i do powrotu do przyjaciół, gdy jedno spojrzenie na kobietę i nogi po raz kolejny się pode mną uginają, a myśli plączą się w mej głowie. Robię więc pauzę i już zupełnie innym tonem odzywam się ponownie.> - Jednakże, jeśli mógłbym coś dla Pani zrobić, to proszę tylko powiedzieć. Będę bardziej niż szczęśliwy móc spełnić Pani życzenie. Czuję, że odchodząc bez odpłaty za tak miłe przyjęcie i pomoc urągał bym zarówno mojemu, jak i Pani honorowi, jak również zachował bym się niegodnie i prostacko. Toteż proszę powiedzieć jak mógłbym się Pani zrewanżować w ramach podziękowania.

<Jestem zmieszany, zagubiony i ledwo utrzymuję się na nogach, czekając w emocjach na słowa damy. Chciałbym opuścić głowę i wzrok, ale nie mogę się powstrzymać i z rozmarzeniem przyglądam się nagiemu ciału kobiety, czekając na jej reakcję.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Pią Mar 26, 2021 02:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeszcze raz zagłębiłem się w lekturę księgi, w upewniając się czy wszystko dokładnie zrozumiałem - woda święcona, kadzidło i świece powinny być w klasztorze. Jeśli dobrzy Bogowie będą łaskawi, a Morra okaże swą łaskę to wszystko powinno się udać. Pokrzepiony ta myślą udałem się na poranne modły, po których miałem zamiar udać się Panni Tellan i towarzyszącego jej Rycerza.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Mar 28, 2021 19:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Szliśmy za pochodem aż do świątyni w której złożono ciało elfiej czarodziejki. Chociaż ciężko było uwierzyć na nagłość jej śmierci to jednak dość szybko w mojej głowie i sercu pojawiła się kwestia że Elbereth zawsze igrała z ogniem i zawsze łaknęła większej mocy.
Po prostu tym razem rzuciła kośćmi i szczęście jej nie dopisało.

Stałem więc w milczeniu i patrzyłem Elbereth zastanawiając się jaką sagę można by o jej życiu opowiedzieć. Ile wiedziałem a ile nie wiedziałem o tej kobiecie?

Wzrok powędrował po pozostałych z pośród zgromadzonymch. Beltherion. Ostatni raz widziałem go w Marienburgu i po prostu zniknął.
Ale oto powrócił cały i zdrów. Różyczka? Nie miałem pojęcia kim ona jest.


I tak zamyślony patrzyłem na to jak Elbereth się ocknęła.


Moją twarz wykrzywił grymas. Ni to ulgi, ni to zażenowania... najbardziej chyba zmartwienia.

Morr wypuścił Elbereth z objęć Śmierci. Co tym razem poświęciła? Zawsze lubiła na głos bagatelizować znaczenie poważnych rzeczy.

Niemniej zbliżyłem się do ołtarza. Gotów pójść z nią i wysłuchać co ma do powiedzenia.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 8 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.