Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pią Sie 07, 2020 22:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Widząc zmartwienie w oczach Melisy ująłem ją pewniej za dłoń. Tak jak i ja martwiłem się o swoich tak i ona o swoich się martwiła.

- Będzie dobrze. Poradzą sobie. - powiedziałem tylko z uśmiechem.



***

- Tobie też życzymy miłego dnia Strzelimłocie! - odpowiedziałem inżynierowi głośno.

Przeciągnąłem się z rana, aż mi kości zatrzeszczały.

- Witaj Kochanie. - powiedziałem do Melisy - Ledwie ranek i już się pojawiają jakieś atrakcje. Jak się spało?

Na dobry początek dnia przytuliłem czarodziejkę, a potem oporządziliśmy się i przygotowaliśmy do wyjścia, po czym poszliśmy na plac przy studni. Zobaczymy co Arkat ustalił z Morrytami. Zobaczymy też ile z tego będzie pracy dla nas.
Miałem cichą nadzieję że nie za dużo... chciałbym móc w końcu znów popracować przy runach.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn


Ostatnio zmieniony przez Stalowy dnia Pon Sie 17, 2020 06:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Pon Sie 10, 2020 01:47    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt nie mógł sobie znaleźć miejsca mościł się na klasztornym wyrku i nic. Koniec końców zasną ale umęczył się. Na szczęście w twierdzy pana słów jak już usną to spał snem sprawiedliwego. Rano nim wstał wyleżał dłuższą chwilę próbując dojść co go ugryzło. Po chwili już wiedział, w sumie to w chwili gdy Anika i Etelka się obudziły. Gdy zaczęły szczebiotać w swoim śpiewnymi gardłowym języku. Raz Kurt na tyle ozdrowiał by zwrócić uwagę na kobiece wdzięki niestety nie na tyle by pozwolić sobie na wygibasy na ciasnej klasztornej pryczy i to jeszcze w sali wspólnej.
„Na dłuższą metę muszę coś z tym zrobić” Pomyślał.
A dwa, czegosz to ona chciała od moich dziewczyn.

„No nic, z wyrka nic się nie dowiem.”

Kurt rozpoczął rytuał wstawania. Powoli zaczynał rozprostowywać ręce i nogi. Potem podniósł ręce porównując zakres ruch oraz ból. Potem usiadł i powtórzył to samo z nogami. W 10 część klepsydry był już na nogach.

- No dziewczyny, jakieś jedzenie i mamy sporo roboty. Wpierw mały trening. Potem pospacerujemy, poszukamy roboty a nuż uda się nam coś ładnego kupić co?

„Poza czymkolwiek dla was, poszukam jakiegoś fachowca od pancerzy. Może coś z tego zrobi” Pomyślał zabierając swoje bambetle na plac treningowy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Pon Sie 17, 2020 18:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Beltherion nie był dziś zbyt rozmowny. Skinął ci tylko głową twierdząco kilka razy. Gdy dotarliście pod bramę twierdzy i oznajmiłaś, że masz posłanie zszedł do was nowicjusz Morra, mężczyna mocno już po dwudziestu wiosnach lecz ubiór jasno wskazywał że jest tylko nowicjuszem. Bystrym wzrokiem obadał list i widząc pieczęć zawołał jednego z rycerzy.>

-Pani, brat Udo zaprowadzi was do Mistrza.

<Udo okazał się mężczyzną w sile wieku o ciemnych włosach i solidnej budowie, poważnym ale uprzejmym. W pełnej zbroi kolczej poprowadził was główną ulicą przez miasto-twierdze. Było tu wszystko, domy, koszary, karczmy, warsztaty, zagrody ze zwierzętami a nawet pola uprawne. Twierdza podzielona była na kilka części, każda miała własne obwarowania. Mury i wieże spokojnie dorównywały a nawet przewyższały te w stolicy Imperium. Wszyskie budowle wykonane były z kamienia i raczej ręką krasnoludów. Przeszliście przez dwie kolejne bramy i przy każdej rycerz wpisywał coś w księgi. Droga pięła się pod góre na wzgórze gdzie znajdował się właściwy zamek, świątynia i ta wielka wieża w kształcie ramienia z dłonią sięgającą palcami w chmury jakby chciała coś pochwycić. Nie zauważyłaś po drodze nikogo znajomego. Weszliście za rycerzem do głównej świątyni Morra. Kopulaste sklepienie umieszczono wysoko. Małe, wąskie okna zakryte witrażami z ciemnego szkła sprawiały wrażenie jakby przebywało się w ogromnej krypcie. Ogromny posąg Pana Snów odzianego w habit, dzierżącego laskę w prawej dłoni oraz posiadającego ogromnego kruka na lewym ramieniu, mierzył zimnym wzrokiem obsydianowych oczu, każdego kto stawał w wejście do świątyni. Ołtarz zbudowany z trzech menhirów symbolizował bramę do świata zmarłych. Świątynia pozbawiona była ław, krzeseł czy nawet obrazów na gładkich, kamiennych ścianach. Dwa duże znicze płonęły przed ołtarzem dając wystarczająco dużo światła aby można było dostrzec modlących się. Rycerz zatrzymał was tuż przy wejściu i kazał czekać. Niespodziewanie przed ołtarzem pojawił się Czarny Kruk w swoim sztandarowym odzieniu. Rozkazał odejść rycerzowi biorąc od niego list. Przyjrzał się pieczęci po czym nie otwierając listu zniszczył go wrzucając w ogień.>

-Witaj Elbereth...Dobrze was widzieć w zdrowiu. Wszyscy bali się o wasze życie. Słucham... Co cię sprowadza do Domu Pana Snów i Śmierci?

< Kurt>

<Razem z Aniką i Etelką zjedliście skromne śniadanie i zabraliście się od razu za tańce wojenne. Dziewczyny dobrze się bawiły wymachując bronią w tańcu. Choć zdajesz sobie sprawę, że dla nich to jak występ, przedstawienie a nie walka na śmierć i życie. Sam zacząłeś się trochę ruszać i ból jakby zelżał. Wydaje ci się, że za kilka dni wrócisz do pełni sił jeśli będziesz o siebie dbał i ćwiczył. Musisz nadrobić te stracone dni aby odzyskać krzepę. Kiedy skończyliście pląsy ruszyliście na wycieczkę po mieście. Było tu wszystko, domy, koszary, karczmy, warsztaty, zagrody ze zwierzętami a nawet pola uprawne. Twierdza podzielona była na kilka części, każda miała własne obwarowania. Stosunkowo mało mieszkańców kręciło się po mieście. Opróczkilku nowicjuszy zajmujących się zwierzętami spotkaliscie tylko krasnoludy i niziołki. Kowala nie znalazłeś. Mimo tylu warsztatów, w większości pustych,nie znalazłeś urzędującego kowala. Będziesz musiał szukać wśród krasnoludów, któryś z nich na pewno się tym zajmie. W górnym zamku udało wam się dostrzec sam kasztel, świątynie, wielką wieżę oraz klasztor Morrytów.>

< Ecoliono>

<Razem z Mathieu udaliście się na wycieczkę po mieście. Chłopiec nie musiał ci nawet za bardzo opowiadać co gdzie jest. Moc pana Snów była tu tak silna, że nawet poza świątynią widziałeś słabe kontury budynków i osób które cię otaczały. Domy, warsztaty, zagrody ze zwierzętami, magazyny i spichlerze wypełniały centralną część dolnego zamku. Za to zachodnia cześć zaostała zamieszkana przez krasnoludy i niziołki, które dopiero co się wprowadzały i organizowały sobie przestrzeń życiową. Odpuściłeś sobie jednak na razie szukanie mistrza Rhunara i udałeś się do górnego zamku i świątyni Morra. Przekraczając jego bramę musiałeś wpisać w księgę swoją wizytę i jej cel, chłopca także. Świątynie znalazłeś bez wysiłku, jej budynek po prostu lśnił przed tobą niczym poranne słońce. Weszliście do środka. Kopulaste sklepienie umieszczono wysoko. Małe, wąskie okna zakryte witrażami z ciemnego szkła sprawiały wrażenie jakby przebywało się w ogromnej krypcie. Ogromny posąg Pana Snów odzianego w habit, dzierżącego laskę w prawej dłoni oraz posiadającego ogromnego kruka na lewym ramieniu, mierzył zimnym wzrokiem obsydianowych oczu, każdego kto stawał w wejście do świątyni. Ołtarz zbudowany z trzech menhirów symbolizował bramę do świata zmarłych. Świątynia pozbawiona była ław, krzeseł czy nawet obrazów na gładkich, kamiennych ścianach. Dwa duże znicze płonęły przed ołtarzem. Zdałeś sobie sprawę, że dla innych zapewne panował tu co najmniej półmrok. Dla ciebie jednak było jasno jak w dzień. Dostrzegłeś Mistrza zakonnego oraz Elbereth w towarzystwie elfa i młodej dziewczyny.>

<Rhunar>
<Melisa nieśmiało wyszła z posłania w koszuli nocnej. Posłała ci uśmiech i zaspana odparła.> - Twarde to łóżko, wolałabym hamak.
<Dość sprawnie przebraliście się w ubrania dzienne i razem opuściliście dom udając się do Arkata. Krasnoludy i niziołki już się rozchodziły i każdy zdawał się mieć jakąś pilną sprawę. Arkat czekał na was pykając wolno ozdobną metalową fajkę.>

-Dzień dobry moi mili. Słyszeliście już dobre nowiny? Budujemy kapliczkę dla Gazula, z czasem pewnie będzie to świątynia. Możemy swobodnie poruszać się po mieście. Przy wejściu do górnego zamku trzeba się wpisywać ale to drobiazg. Tylko ta dziwna wieża i klasztor są niedostępne. Strzelimłot ma dziś obejrzeć umocnienia i machiny, dokonać oceny co należy naprawić a co ulepszyć. Chciałem wam podziękować za pomoc w sprowadzeniu tutaj tylu naszych ziomków. Szczególnie tobie Rhunarze. Sam nie mam dla ciebie żadnej pracy na ten moment, muszę się zorganizować w nowym miejscu. Jednak Czarny Kruk chce się z tobą zobaczyć, ma do ciebie jakąś sprawę ponieważ jesteś kim jesteś. Powinienieś znaleźć go w świątyni Morra, o tam.
<Krasnolud wskazał spory budynek o małych witrażowych oknach, górujący nad pozostałymi w wyższej kondygnacji zamku.>

<Klaus>

<Rycerz przedstawił ci się jako Hans. Wysłuchał cię po czym odchodząc rzekł.> -Jutro rano sam cię zaprowadzę do mistrza. Zobaczymy czy mówisz prawdę.
<Spędziłeś spokojną noc w celi nie zaczepiany przez nikogo. Rankiem tak jak Hans zapowiedział, zabrał cię z celi i konno zawiózł cię do górnego zamku, tuż pod świątynie. Po drodze widziałeś dziesiątki kamiennych budynków, domy, karczmy, warsztaty, zagrody,magazyny. Innymi słowy twierdza okazała się miastem. Już mieliście wejść do świątyni gdy drogę zaszedł wam templariusz Morra, Berthold Blass. >

-Mistrz ma teraz niezaplanowanych gości. Ja przejmę od ciebie bracie Hans więźnia. Możesz wrócić na posterunek.

<Rycerz tylko się skłonił templariuszowi, zostawił cię przed świątynią i odjechał.>

-Witaj spowrotem Klausie. Tak niegrzecznie nas opuściłeś a teraz wracasz. Cóż za nowiny przynosisz i czego za nie oczekujesz?


<Tellan>

<Kapłanka Alice spojrzała na ciebie poważnie po czym uśmiechnęła się łagodnie.>

-Twój mąż znajduje się teraz w górnym zamku. Odpoczywa. Jeśli chcesz zaprowadzę cię do niego. Trochę byś musiała poczekać gdybyś chciała go sama odwiedzić. Ale ja wiem jak bardzo się kochacie. Chodźmy...

<Kobieta powiodła cię powoli po głównej drodze pnącej się w górę. Przechodząc przez dwie bramy rodzielające jakby dzielnice twierdzy, kapłanka wpisała was w księgi po czym wprowadziła do siedziby klasztoru bocznym wejściem do którego miała klucz. Budynek klasztoru nie różnił się zbytnio od tych które widziałaś w miastach. Cele, sala jadalna, sala modlitw i zapewne spiżarnia. Na każdym kroku widoczne jednak były symbole Pana Śmierci. Ściany pełne były malowideł i płaskorzeźb przedstawiających kruki. Kapłanka Alice wprowadziła cię do jednej z celi bez pukania. Na prostym drewnianym łóżku, w całkiem przyzwoitej izbie, Iruyh leżał z rękami pod głową i wpatrywał się w sklepienie. >
-Twoja żona chciała z Tobą porozmawiać... rycerzu. Zostawiam was, teraz ty jesteś za nią odpowiedzialny...

<Kapłanka wyszła zamykając drzwi. Iruyh spojrzał na ciebie z zaciekawieniem. Jego twarz wykrzywiła się w grymasie uśmiechu.>
-Ja też się stęskniłem.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus


Ostatnio zmieniony przez Blackswordsman dnia Wto Sie 18, 2020 19:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Pon Sie 17, 2020 20:54    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chwile kontemplowała w ciszy, podziwiając posąg przedstawiający Pana Kruków - sam świątynia wydawała się być surowa, pozbawiona zdobień i jakichkolwiek malowideł. Jednak wyraźnie wyczuwałem że jest to miejsce święte, przepełnione obecnością Pana Snów.
Przyklęknąłem i dał znać gestem chłopcu by uczynił to samo i pogrążyłem się w modlitwie.
Dopiero gdy skończyłem się modlić, wstałem i miałem zamiar poczekać chwilę aż Mistrz i Elfka skończą rozmawiać - miałem kilka pytań do samego Mistrza Zakonu Czarnego Kruka.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Sro Sie 19, 2020 09:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wymieniwszy uprzejmości z strażnikami, a następnie bratem Udo, skorzystałam z małomówności Beltheriona mówiąc do niego przez całą drogę. Nie przejmowałam się zbytnio obecnością prowadzącego nas mężczyzny omawiając z elfem czy to sprawy treningu czy miejsca, które powinniśmy obrać za nasz wspólny dom. Wojna, wojną, misje, misjami, ale ja nie miałam zamiaru przedwcześnie psuć sobie nastroju poważnymi kwestiami odganiając tym samym własne poczucie niepokoju. Może i okolica nie należała do najweselszych, a słońce raziło niemiłosiernie, lecz nie chciałam tracić pogody ducha. Tylko gdzieś z tyłu głowy moje myśli krążyły wokół potencjalnych dróg ucieczki czy walki w obrębie całej twierdzy. Dostać się to jedno, a wydostać w razie potrzeby to drugie. Zadarłam głowę patrząc na wyrastającą ku niebu dłoń. -… sama bez problemu… z kimś… - Potrząsnęłam głową obejmując ręką dziewczynkę i przytulając do siebie. Puściłam ją dopiero pod samą świątynią. Skinęłam Morrycie czekając na przyjęcie przez Mistrza, który pojawił się chwilę później. Uniosłam jedynie brew obserwując jak wrzuca list do ognia. Uśmiechnęłam się skłaniając się w ramach uprzejmości, którymi należało się wymienić.>

-Witaj Czarny Kruku, Mistrzu Zakonu Morra. Dobrze Cię widzieć w dobrym zdrowiu i mam nadzieję, iż dotyczy to wszystkich, którzy zdążyli opuścić Marienburg na czas. Miło… <Spojrzałam mu w oczy.> I nie odbierz tego co teraz powiem Mistrzu, jako afrontu, ale wątpię by wszyscy zamartwiali się o moje życie. Parę osób, jak najbardziej, lecz wszyscy… Nie spodziewam się morza łez. <Zawiesiłam na chwilę głos myśląc o tych, których moja śmierć raczej by ucieszyła.> Mogę spokojnie rzec, że przygnało mnie kilka spraw, choć nie będę ukrywać, iż nie planowałam odwiedzać Twierdzy na Upadłych Wzgórzach. <-... podobno wszyscy tacy mądrzy jesteście… powinieneś znać przynajmniej jeden powód… - Przemknęło mi przez myśl.> Przejdę jednak do rzeczy. Pierwsza sprawa to list, który przed chwilą spaliłeś. Nie znam jego treści też i nie przedstawię co zawierał. Zatem tę sprawę możemy uznać za zamkniętą. Ponadto wiadomo mi, że moi towarzysze ruszyli z Tobą. Być może będą chcieli porozmawiać i ustalimy co dalej, a jeśli ruszyli gdzie indziej to wskaż mi kierunek, w którym odeszli. Prędzej czy później do nich dotrę i chociaż upewnię się, iż są cali, zdrowi oraz względnie zadowoleni z życia. <Mówiłam cichym, poważnym, lecz pogodnym tonem.> A teraz ostatnia i osobista. Moje stanowiska wymagają ode mnie zajęcia się paroma kwestiami, a nie mogę zabrać ze sobą dziewczynki oraz Beltheriona. Nie mogę ich też zostawić w lesie zatem.. W swoim imieniu proszę Cię by mogli zostać na parę dni w murach twierdzy póki nie wrócę. Ruszam dopiero za trzy dni i zapewne będę potrzebowała kilku na uporanie się z obowiązkami. W normalnych okolicznościach bym o to nie prosiła, ale dziewczynka jest głównym elementem rytuału, który chce przeprowadzić wiedźma by przejąć kompletną władzę nad Imperium. Przerwałam jej dwukrotnie i nie mogę ryzykować, iż uda jej się za trzecim razem tylko dlatego, że nie było mnie w pobliżu. Wam też nie byłoby na rękę, gdyby coś takiego się zdarzyło. Przynajmniej tak zakładam i liczę na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby. <Skłoniłam się.> Oczywiście mogę opłacić ich pobyt tak by nie byli dla Was obciążeniem, ale potrzebuję zapewnić im względne bezpieczeństwo pod moją nieobecność. Potem nasze drogi zapewne się rozejdą i nie będę Was niepokoić swoją obecnością.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Sro Sie 19, 2020 22:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Hamak? Hmmm... - zastanowiłem się gładząc po brodzie - Pomyślimy...

Mając kuźnię bez większych problemów dałoby się coś takiego zmajstrować. Mocne ćwieki w ściany i odpowiedni materiał i już. Ale rozmyślanie nad tym przerwał widok rozchodzących się nieludzi. Przywitaliśmy się z Arkatem.

Wiadomość o budowie kapliczki bardzo mnie ucieszyła. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

- Żyjemy w mrocznych czasach Arkacie. Jeżeli jednak będziemy o siebie nawzajem dbać dożyjemy tych lepszych. - powiedziałem - Dobrze się składa z tym zaproszeniem od Kruka, chcieliśmy dzisiaj się przejść i obejrzeć miasto. Co do zleceń, gdy będzie potrzeba mojej pomocy po prostu daj znać.

Porozmawiałem jeszcze chwilę z Arkatem pytając się o nastroje krasnoludów i niziołków. Zdawałem sobie sprawę że wszystkim było ciężko opuścić miasto, ale miałem nadzieję, że szybko przywykną do tej bezpiecznej przystani.

Potem wziąłem Melisę za dłoń. Wyglądało na to że pierwszym przystankiem w dzisiejszej wycieczce będzie świątynia Pana Snów, może z małą przerwą na śniadanie jeżeli zacznie nam burczeć w brzuchach.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Sie 21, 2020 17:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ucieszyłem się, że rycerz nie próbował mnie dalej przesłuchiwać w celi i odszedł, pozwalając bym zaległ na pryczy i wpadł w objęcia Pana Snów, który przecież sprawował swoją opiekę nad tym miejscem. Rano choć częściowo wypoczęty i wyspany pozwoliłem Hansowi zabrać się na wycieczkę do mistrza. Ucieszyłem się widząc, że będę mógł skorzystać z wierzchowca, gdyż ostatnie dni ciągłego maszerowania odebrały mi chęci nawet na spokojny spacer. Jadąc przez miasto-twierdzę rozglądałem się uważnie, szczególnie wypatrując towarzysz, czy też jakichkolwiek oznak, które mogłyby wskazywać, że gdzieś tutaj się znaleźli oni, tudzież jacyś inni moi 'przyjaciele' czy też 'wrogowie'. Ciesząc się z tego, że rycerz nie zadawał mi żadnych dodatkowych pytań, ani nie wymuszał na mnie żadnej rozmowy, mogłem na spokojnie podziwiać wszystko co widziałem dookoła. Skupiłem się więc na obserwacji, toteż zatrzymanie się przed świątynią zaskoczyło mnie. Po chwili pożegnałem się z odjeżdżającym Hansem uśmiechem, skinieniem głowy i kilkoma słowami.> - Dziękuję za eskortę. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. - <Gdy tylko odjechał skupiłem swoją uwagę na Blassie.>

- Więźnia? Hm... Jakoś tak dziwnie w kilka dni spaść ze statusu sojusznika zakonu do jego więźnia, szlachetny templariuszu. - <Uśmiecham się nie do końca szczerze, a moja mina pokazuje lekkie rozczarowanie. Jednak kolejne słowa rozmówcy, sprawiają, że pojawia się na niej zdziwienie, a może i lekkie oburzenie. Wygląda na to, jakbym miał zamiar wyrazić te odczucia słowami, widać jak już nabieram powietrze, ale kończy się to ostatecznie tylko na głębokim oddechu. "Niegrzecznie opuściłem? A co, miałem prosić o zgodę, czy co? Co ja waszym podwładnym jestem? Nie jestem wam nic winien, tak jak i wy mnie. Przecież nawet nie deklarowałem się, że chcę się u was zatrzymać. Tylko że z wami opuszczę miasto i tyle. Ech... Wszyscy mają jakieś żale. I jeszcze czego oczekuję za informacje? A co ja Kurt, czy co, by we wszystkim szukać szansy na zarobek? Odkąd to dzielenie się wiedzą z sojusznikami wymaga zapłaty za takową wiedzę? Choć w sumie ciekaw jestem, jakbyś zareagował, gdybym powiedział, że chcę za to dziesięć dziewic. Hehe. No ale skoro tak mnie oceniasz to dobrze, niech ci będzie." Widać, że po mojej głowie przebiegają myśli i pochmurny humor zmienia się w lekki, a na ustach pojawia się na chwilę nawet uśmiech. Nie trwa to jednak długo i w końcu przyjmując poważny wyraz twarzy odzywam się rzeczowo w kierunku rozmówcy.>

- Postanowiłem lepiej wykorzystać ostatnie dni, niż zaleganie na wozie w drodze tutaj szanowny Bortholdzie. Aż żal było mi nie spróbować rozeznać się co tam słychać w obozie wroga, gdy jego oddziały znajdowały się tak blisko. I muszę przyznać, że mi się poszczęściło, choć wieści, które przynoszę raczej nie napawają optymizmem. Aczkolwiek nie obraź się, ale wolałbym nie przekazywać ich każdej osobie oddzielnie, a raczej zebrać większą grupę mądrych głów, które mogłyby je szybko i poprawnie zinterpretować. Szczególnie że i ja nie wszystko z tego rozumiem, a i może się okazać, że w indywidualnej rozmowie mógłbym pominąć jakieś szczegóły, które dla mnie wydają się mało istotne, a ostatecznie są krytyczne w kwestii oceny sytuacji i opracowywanie dalszych planów działania. Więc jak już tak szczere rozmawiamy to proponowałbym zorganizować jakieś większe spotkanie, gdzie mógłbym opowiedzieć w szczegółach o tym co zobaczyłem, jak i też o tym co udało mi się usłyszeć z usta Rawdericka, Bykogłowego czy samego Lucasa, na których udało mi się natknąć w czasie mego wypadu. A kwestię tego czy, i ewentualnie w jaki sposób postanowicie wynagrodzić mi me trudy pozostawię wam, po tym jak przekażę wszystko co wiem. - <Uśmiecham się sympatycznie, ale i lekko złośliwie.> - A opuściłem Was bez pożegnania i w nocy, bo tylko tak mogłem uciec od wzroku i uwagi potencjalnie śledzących nas po wyjeździe z miasta sił, by móc w spokoju przyjrzeć się potem siłom Wietrznicy. A i przy okazji mogłem zadbać o to, gdyby była taka potrzeba, by te siły wyeliminować, czy chociaż wystraszyć, by nikt wam w drodze tutaj nie przeszkodził. Hm... - <Rozkładam ręce w geście przekazywania czegoś co jest dla mnie jasne i co powinno być jasne dla rozmówcy.> - Jakoś mam tak, że przedkładam skuteczność i bezpieczeństwo działań nad zasady etykiety i ogłady drogi templariuszu. Więc jeśli me zachowanie w tym względzie w jakiś sposób uraziło kogokolwiek, to bardzo mi przykro, ale gdy następnym razem dojdzie do podobnej sytuacji, to zachowam się dokładnie tak samo. Więc trzeba wziąć na to poprawkę. - <Uśmiecham się tym razem miło i robię pauzę, by dać zareagować rozmówcy.>

- A tak w ogóle, to chyba właśnie przekazałem Ci to co miałem zamiar powiedzieć bezpośrednio Czarnemu Krukowi. A skoro on jest zajęty i nie może mnie osobiście przyjąć, to może Ty mu przekażesz z czym przyszedłem i jakie są moje oczekiwania. I jeśli nadal jestem więźniem, to niech ktoś odeskortuje mnie do mojej celi, gdzie będę mógł się jeszcze przespać, choć przyznam miło byłoby też coś ciepłego zjeść.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Nie Sie 23, 2020 01:48    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- No i co my zrobimy z tak miło rozpoczętym dniem, co? – Zapytał Kurt. Był w dobrym humorze. Dziewczyny w końcu zaczęły dały się uczyć. Pozostało mu mieć nadzieję że wyuczy w nich odruchy które gdy nadejdzie pora ocalą im życie no i samo obserwowanie jak się poruszają cieszyło oko, pobudzało wyobraźnie i motywowało do jak najszybszego powrotu do zdrowia.

- A co wy byście chciały robić za te dwa dni jak nam się skończą wywczasy na klasztornym wikcie? Ja spróbuję znaleźć albo nauczyciela szermierki a jak nie to to może skryba a jak nic innego to normalnie do pracy fizycznej i już. Ale może poszukamy jakiegoś małego mieszkanka zamiast spać we wspólnej Sali co? A tymczasem poszukajmy po krasnoludzkich warsztatach. Może Rhunar by coś podpowiedział. Co wy na to?

Koniec końców skończyli na całkiem długim spacerze szukając przytulnej kwatery oraz miejsca gdzie zatrzymał się Rhunar. W końcu ktoś wskazał im odpowiedni warsztat. Zapukał.
- Zastaliśmy Mistrza Rhunara? – Wolał zapytać oficjalnie. Kilku brodaczy zjeżyło się gdy zapytał o niego w zbyt spoufały sposób.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Sie 23, 2020 21:53    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth>

<Różyczka i Beltherion oglądali po drodze miasto nie oddalając się od ciebie. Przywitaliście się wszyscy troje z Mistrzem Zakonu po czym tylko ty wdałaś się w rozmowę a pozostała dwójka rozglądała się po świątyni. Czarny Kruk patrzył na ciebie swoim codziennym łagodnym spojrzeniem błękitnych oczu.>
- Wszyscy których dobrze znasz, Elbereth. <Uśmiechnął się lekko.>

-Wątpię aby list zawierał cokolwiek ,a jeśli nawet to nic co uznał bym za prawdziwe zważywszy na to iż był opatrzony pieczęcia Inkwizytorium Morra, którego wszyscy żyjący przedstawiciele są w tej twierdzy. List był dla ciebie abyś mogła się tutaj dostać. Mnie powiedział tyle, że pracujesz dla kogoś bardzo przebiegłego... Pozwolił bym wam usiąść lecz w tej świątyni albo się stoi, albo padda na kolana. <Mężczyzna gestem wskazał ci pustą przestrzeń budynku świątynnego. Dostrzegłaś dwójkę modlących się osób.>

-Twoi towarzysze dotarli cali i zdrowi, większość z nich zapewne wybiera sobie dach nad głową lub zwiedza twierdzę. Brat Ecoliono właśnie się tu modli a Klaus lada chwila powinien być przed świątynią. Możesz z nimi rozmawiać do woli.

<Na twarzy Kruka pojawił się szczery uśmiech. > -Będzie nam bardzo miło gościć księżniczkę Jillię z jej osobistym ochroniarzem. Sądzę, że jakoś sami opłacą swoje utrzymanie ale jeśli wolą abyś za nich wyłożyłą złoto to Zakon nie widzi przeszkód. Jest tylko jeden warunek pobytu dla każdego. Co dzień należy oddawać cześć Naszemu Panu Morrowi, Władcy Śmierci i Snów. W przeciwnym razie nie mogę zagwarantować bezpiecznego pobytu w tych murach komukolwiek... Macie chwilę na zastanowienie, przynajmniej do zachodu słońca. Mam dla was spokojne miejsce do spania gdy podejmiecie decyzję o pozostaniu tutaj.


< Kurt>

<Anika i Etelka także były w dobrym humorze tego dnia.>

-Możemy tańczyć i śpiewać. Gdybyśmy miały własną karczmę mogłybyśmy dawać występy i serwować jakieś proste jedzenie. Jeśli to okaże się niemożliwe, wtedy możemy zajmować się zwierzętami lub pracą w polu. Ty Kurt masz raczej znacznie więcej możliwości niż my ale znajdziemy sobie jakieś zajęcie, o to się nie martw. <Odparła Anika>

-Własny dom, było by wspaniale mieć własny dom tylko dla naszej trójki. Możemy sobie coś wybrać jeśli dobrze zrozumiałam słowa kapłanki
Alice. <Wyszczebiotała rozentuzjazmowana Etelka.>

<Szukaliście domu Rhunara wypytując krasnoludy trochę zbyt poufale ale koniec końców wskazano wam odpowiedni dom. Jednak gdy Kurt zapukał
nikt nie odpowiedział. Warsztat kowalski był pusty. Rudobrody krasnolud zakrzyknął na was.>

-Mistrz Run został wezwany przed oblicze Czarnego Kruka. Nie wiadomo kiedy wróci.


< Ecoliono>

<Pomodliliście się razem z chłopcem do Pana Snów po czym stanąłeś z boku razem z chłopcem czekając aż nadejdzie wasza kolej. Młoda dziewczyna towarzysząca elfom była bardzo urodziwa od razu zauważyłeś, że szlachcianka. Elbereth i Beltheriona znałeś od jakiegoś czasu jednak nie widziałeś ich nigdy tak wyraźnie i dokładnie jak dziś. Wyobrażałeś ich sobie odrobinę inaczej mimo to nie byłeś jakoś znacznie zaskoczony. Elfy były zadbane, miały dobrej jakości odzienie i oręż. Jak na kogoś kto tyle przeszedł zarówno Elbereth jak i Beltherion sprawiali wrażenie jakby przybyli wprost z dworu Imperatora.>


<Klaus>

<Po drodze z aresztu do świątyni nie dostrzegeś ani żadnych znajomych twarzy, ani też znaków które mogłyby cię zainteresować.> <Templariusz uśmiechnął się niewyraźnie. >

-Właściwym było by użycie słowa aresztant. Ale już się stało. Większą grupę mądrych głów powiadasz? <Templariusz zamyślił się na moment>

-A kogo dokładnie masz na myśli Klausie? Mistrza Zakonu i Najwyższych kapłanów? Swoich towarzyszy czy kogoś jeszcze innego? Mogę zwołać zbór, skoro owe informacje są tak ważne. Ciekawi mnie jednak to w jaki sposób natknąłeś się na trzy wspomniane osoby całkowicie niezauważony i do tego podszedłeś tak blisko aby ich usłyszeć, nawet nie doznając uszczerbku na zdrowiu? Czyżbyś nauczył się być niewidzialnym, czy też siedziałeś z nimi popijąc piwo? <Zapytał chłodno>
<Blass podszedł do ciebie na wyciągnięcie ręki i zmierzył cię wzrokiem.> -Klausie, wymknąłeś się niczym szpieg. To mogę zrozumieć, lecz nie do końca ufam w to dla kogo szpiegujesz...Zaczekamy na Mistrza i on zdecyduje czy wracasz do celi czy też nie...

<Chwilę później nadszedł Rhunar w towarzystwie elfiej czarodziejki Melisy. Templariusz lekko skłonił się parze.>


<Rhunar>

<Arkat z zadowoleniem oświadczył, że mimo iż to pierwszy dzień, zarówno niziołki jak i krasnoludy od razu zabrały się do budowania tutaj swojej nowej przyszłości. Domostw jest pod dostatkiem, mury się wysokie, jest co jeść i nie trzeba obawiać się wychodząc na ulicę. Może sama okolica poza twierdzą nie napawa optymizmem ale na razie nikt nie planuje pałętać się poza murami. Dodatko Arkat oznajmił ci iż twierza posiada niedaleko kamieniołom i kopalnie węgla. >

<Razem z Melisą udałeś się do świątyni Morra w górnym zamku po drodze przemierzając środkową część dolnego zamku odzieloną własnym murem. W tej części twierdzy znajdowały się głównie składy i spichlerze przeplatane jedynie nielicznymi domostwami, warsztatami, stajniami i poletkami uprawnymi. Przekraczając bramę do górnego zamku musieliście się razem z Melisą wpisać w rejestr dzienny imieniem i nazwiskiem oraz cel przybycia i miejsce docelowe. Podążając dalej główną drogą dotarliście przed budynek świątyni gdzie natknęliście się na Templariusza Blassa oraz Klausa.>


<Rhunar,Klaus>

-Witajcie, zapewne przybywacie na wezwanie Czarnego Kruka. Mistrz ma dla ciebie mości Rhunarze zadanie nadzwyczaj delikatne. Może będzie potrzebna także pomoc twej uroczej towarzyszki Melisy. Mistrz jest chwilowo zajęty ale to nie potrwa długo. Tym czasem mam do ciebie pytanie mości Rhunarze. Czy możesz poświadczyć, że obecny tu Klaus nie szpieguje dla nikogo kto mógłby być wrogiem lub w jakikolwiek sposób chceć krzywdy zakonu i zebranych w twierdzy osób?

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Sie 24, 2020 13:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wypowiedź templariusza kwituję przewróceniem oczami i lekkim westchnięciem. Zbieram się chwilę, by nie wypalić na głos czegoś, czego mógłbym później żałować, gdy nadchodzą moi towarzysze. Na ich widok odwracam się i miłym tonem witam, choć wymaga to ode mnie kolejnej chwili na opanowanie.> -Meliso. Rhunarze. Miło Was widzieć. - <Po czym odwracam się natychmiast w kierunku morryty i nie dając sobie wejść w słowo nikomu z obecnych odpowiadam.>

- Jeśli Wasi zwiadowcy potrzebują szkolenia z bezgłośnego i niezauważalnego poruszania się, skutecznych metod ukrywania się, jak i taktycznego oraz mądrego podejścia do określania miejsca w którym można zdobyć istotne informacje, jak też ze sposobu ich zdobywania, to służę swoją pomocą. Natomiast jeśli chodzi o Rawdericka, Bykogłowego i Lucasa, to jedyny przypadek gdzie miałbym ochoty napić się w ich towarzystwie piwa, to jak robiłbym to nad ich martwymi ścierwami. Jakby to tego doszło jeszcze truchło tej starej raszpli, to urządził bym kilkudniową popijawę i schlałbym się w trupa. - <Czuć że mimo starania ponoszą mnie emocje.> - Ale jak tam sobie chcecie. Mogę przekazać to co wiem Mistrzowi, czy też jakiemukolwiek jego przedstawicielowi i niech oni robią sobie z tym co chcą. Dajcie mi tylko przekazać to jeszcze moim towarzyszom, a potem rycerz Hans może mnie odeskortować z powrotem pod bramę i wykopać za mury. I tak zakończymy nasze relacje. Wasz wybór. Nie mam zamiaru kopać się z koniem. - <Macham lekko głową na boki z irytacji, splatam ręce na piersi i tak czekam na to co wydarzy się dalej. "Ci morryci zaczynają mnie coraz bardziej wkurzać. Dobrze że choć dali mi się w spokoju wyspać, bo jakbym został tak potraktowany jeszcze wczoraj w nocy, to jak Myrmidia mi miła odwróciłbym się na pięcie i opuścił tą ich twierdzę.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Pon Sie 24, 2020 17:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Nie mogąc się powstrzymać parsknęłam na stwierdzenie “wszyscy, których dobrze znasz”. Skłoniłam się.>
-Wybacz moją reakcję. To niegrzeczne z mojej strony biorąc pod uwagę, iż miałeś dobre intencje. Niech będzie Ci jednak wiadome, że wśród osób, które znam dobrze całkiem spora część ucieszy się na wieść o mojej śmierci… lub z radością zada ją osobiście. Uroki życia. Profesja Beltheriona, czy moja nie zakłada uprawiania ogródka i spokojnego życia.
<Uśmiechnęłam się wzruszając ramionami. Nie przeciągając zamilkłam pozwalając by mężczyzna kontynuował. “… nie pozwala nawet zdradzać się z jakimkolwiek obnażaniem sympatii wobec kogokolwiek… im dalej w las tym trudniej wrócić do prostego życia… ile władzy musielibyśmy zdobyć by cieszyć się takim spokojem…już teraz stąpamy po kruchym lodzie... ” Zerknęłam na elfa nie przywiązując większej wagi do rewelacji na temat samego listu. Istotnie pieczęć była sprytnym zagraniem. Uśmiechnęłam się pod nosem.>

-Cóż.. Przyznam, że nawet nie zwróciłam uwagi na pieczęć. Skupiałam swoją uwagę na czym innym. <Przestąpiłam z nogi na nogę. Obecność dwóch innych osób również nie zwróciła mojej większej uwagi. … jak dotąd nie powiedziałam nic co mogłoby być przydatne postronnym uszom… byle tak dalej… > - Cieszę się, że dotarli cali i zdrowi. Z Klausem będę miała okazję przywitać się w pierwszej kolejności. Ktoś tu się też stęsknił za Aniką i Etelką. <Spojrzałam na dziewczynę uśmiechając się do niej, lecz gdy z ust Mistrza padły słowa o “księżniczce Jilii” na moment zamarłam wstrzymując oddech. Nie byłam pewna jak zareagować. Dalsze słowa wpadły i wypadły przez moje uszy. Wolałabym się przesłyszeć, ale moje gorączkowe myśli utknęły tylko na fakcie, że wiedział. "…rozpoznał ją… jeśli tak to kiedy… a może ktoś mu powiedział… nie dobrze… im więcej osób wie tym gorzej… Zerknęłam w kierunku modlących się. Odchrząknęłam spoglądając Mistrzowi w oczy. … to nie czas i miejsce El… muszą zostać w tym czasie w twierdzy...">
-Ureguluję złotem za pobyt całej naszej trójki przez następne trzy dni oraz kolejne pięć dni pobytu tej dwójki. Być może uda mi się wrócić szybciej… ale nie mogę tego zagwarantować. Uszanujemy panujące tu zasady i nie będziemy nikomu wchodzić w drogę. Chciałabym jedynie poznać miejsce gdzie moglibyśmy z Beltherionem potrenować walkę na miecze nikomu nie przeszkadzając oraz prosić o pozwolenie bym mogła wyjść poza mury by poćwiczyć z czarami. <Mówiłam rzeczowym tonem. "… spokojnie… udawaj jakbyś się przesłyszała… nie będziemy nic wyjaśniać przy postronnych osobach… zachowuj się normalnie…”> Wolałabym nie uszkodzić niczego na terenie twierdzy. A teraz jeśli pozwolisz… <Skłoniłam się.> Dziękuję za spotkanie oraz gościnę. Nie będziemy zabierać już więcej Twojego czasu Mistrzu.

<Wyprostowałam się, po czym odwróciłam i w towarzystwie elfa oraz dziewczyny opuściłam świątynię. Zmrużyłam oczy ponownie oślepiona przez słońce na zewnątrz.>

-Chyba nigdy do tego nie przywyknę. <Wymruczałam pod nosem zatrzymując się i przecierając oczy.> Ooo… <Spojrzałam na towarzystwo, które zebrało się przed Świątynią. Spodziewałam się Klausa, o którym wspomniał Mistrz, ale obecność reszty mnie zaskoczyła.> Witajcie…

<Byłam nieco blada, ale poza tym oraz białym pojedynczym pasmem włosów nie nosiłam żadnych znamion walki, czy ran. Na twarzy nie było najmniejszego śladu po pazurach. Ubrana w granatowy, łuskowy strój oraz płaszcz. W słońcu połyskiwał złoty łańcuszek z amuletem w kształcie smoka pożerającego ogon, w który wprawiono piękny, lawendowy klejnot. Na przedramieniu niezmiennie połyskiwał karwasz. Włosy z przodu zapleciono w półkoronę wplatając między pasma wstążkę z małym, złotym dzwoneczkiem, który je zdobił nad uchem. Reszta włosów spływała po plecach. Przy boku miałam miecz oraz toporek. Na palcu lśnił pierścień z granatowym klejnotem. Dwie torby zdawały się wypełnione po brzegi.>

-Cóż za niespodzianka… Mistrz wspominał, że mogę natknąć się na Klausa. <Uśmiechnęłam się.> Dobrze widzieć Was w zdrowiu.
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon Sie 24, 2020 21:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Moja irytacja sięga zenitu, co widać w mojej postawie. Jednak wyłaniające się ze świątyni postacie sprawiają, że nie jestem w stanie utrzymać tego nastroju. Najpierw zaczynam z niedowierzaniem przecierać lewą ręką moje krótko ścięte i uczernione jakimś brudem włosy, jak również z niedowierzaniem mrużyć oczy, po czym oplatam pojawiające się osoby wzrokiem od stóp do głów. W końcu na mych ustach pojawia się szeroki i szczery uśmiech, a nerwowość zupełnie znika na rzecz radości. Nie potrafię zupełnie zapanować nad tymi emocjami i widać, że wszystko inne przestaje się w danej chwili liczyć.>

-Elbereth. - <Prawie że wykrzykuję imię elfki.> - Panienko. - <Tym razem spokojniej i z szacunkiem zwracam się do dziewczyny, kiwając lekko głową. Jednak po chwili znowu uśmiech przejmuje panowanie na mojej twarzy.> - Nawet nie wiecie jak się cieszę, że widzę Was w pełni zdrowia. Widzę, że w końcu jednak zakonnicy uznali, że odzyskanie Was z rąk wrogów jest na tyle istotne, by poświęcić na to dostępny czas i zasoby. Choć pewnie bez wsparcia pozostałych też się nie obyło. - <Rzucam przez chwilę wzrok na Melisę i Rhunara, a potem na templariusza, po czym wracam do El.> - Nie dziwię się teraz, że Bykogłowy był aż tak zawiedziony tym, że mu przeszkodzono w wydzieraniu Ci życia. Wtrącenie się zakonników musiało go zaboleć. - <Uśmiecham się krzywo i złośliwie.> - No ale najważniejsze jest to, że jesteście tutaj jak mniemam całe i zdrowe. Bo z rozmowy tego zakutego łba z Rawderickiem wysnuwałem mniej optymistyczne obrazy zdarzeń. Cieszę się więc, że się nie spełniły, choć teraz jeszcze mniej z tego rozumiem. - <Uśmiechnięty w końcu zdaję sobie sprawę z obecności obok również elfa. Spoglądam więc w końcu też w jego stronę.>

- Oczywiście Ciebie Beltherionie też miło zobaczyć w dobrym stanie. Szczególnie że musimy dokończyć naszą ostatnią rozmowę. Niestety w tej chwili udaję się na rozmowę z Czarnym Krukiem, więc musimy to odsunąć na później. - <W chwilę przypominam sobie co mnie tu sprowadziło, co usłyszałem od zakonników i irytacja powróciła.> - Z tym że na kiedy to nie wiem, bo jako więzień Zakonu nie jestem pewny swojego losu. O tym ma zdecydować sam Mistrz. Więc jakbym się w najbliższym czasie nie pojawił, to szukaj mnie za murami, albo na jakimś stryczku. - <Uśmiechając się krzywo spoglądam wymownie na templariusza.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pon Sie 24, 2020 22:02    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na widok Klausa i Blassa skinąłem im głową na przywitanie i obdarzyłem uśmiechem.
Zaraz ze świątyni wyszła Elbereth w towarzystwie Beltheriona i jakiejś dziewczynki... dziewczyny? Trudno powiedzieć na pewno o jej wieku. Z nimi też się przywitałem. Najbardziej mnie zaskoczyła obecność skrytobójcy, ale najwyraźniej przeżył swoje ostatnie przygody. Elbereth też - pomimo wszystko wyglądało na to że ostatnimi dniami działo się z nią dużo rzeczy o których nie mieliśmy pojęcia.

- Cieszę się, że widzę was wszystkich w dobrym zdrowiu.

Gdy towarzysze się rozgadali uchwyciłem spojrzenie Blassa i wzruszyłem ramionami.

- Z tego co mi wiadomo Klaus nie szpieguje ani nie prowadzi interesów z żadnymi waszymi lub moimi wrogami. Zdołał jakoś sprawić, że nawet wypowiadane przez niego grzeczności są obraźliwe i często kieruje je nawet wobec swoich sojuszników... ale pomimo tego można mu zaufać. W ogóle za co został uwięziony, jeżeli to nie jest tajemnica? Napyskował strażnikowi na bramie powołując się na znajomości z ważnymi osobami i oczekiwał że zostanie przywitany z honorami, a potem obraził kilku zakonników po drodze? - nie mogłem powstrzymać się przed uszczypliwością wobec rozgadanego jak zawsze Klausa.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Pon Sie 24, 2020 22:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Uniosłam nieco brew wyraźnie zaskoczona wybuchem euforii na mój widok. Uśmiechnęłam się szeroko do strzelca podchodząc bliżej.>
-Też się cieszę, że Cię widzę Klausie, Rhunarze, Meliso, sir Blassie…
<Zamilkłam słuchając słów towarzysza. W pierwszej chwili wyraźnie zaskoczona, jakbym nie wiedziała o czym mówi. Zmarszczyłam czoło. Uniosłam dłoń jakbym chciała przerwać, ale opuściłam rękę. Nagle pobladłam odwracając twarz w bok uciekając wzrokiem od wszystkich. Zrobiłam krok w tył. -”… jak to ktoś mu przeszkodził… kto mógłby mu przeszkodzić… kto mnie zabrał z piwnicy… Szamanka odpada… Szarak… nie… bez serca to niemożliwe… to gdzie są jego prochy… nie możliwe by Denn… “- Potrząsnęłam głową. -... nie chcę tego pamiętać… to nieistotne… “ Odchrząknęłam otrząsając się z myśli.>

-Nie, nie Klausie. To nie tak… Widzisz… poradziłam sobie i wróciłam do Marienburga chyba dzień po tym jak opuściliście miasto. <Spojrzałam na Beltheriona.> O ile się nie mylę… Byłam nieco zdezorientowana. Nie sądzę byście byli w stanie szybko do mnie dotrzeć biorąc pod uwagę, że wylądowałam w Altdorfie, który jest wypełniony demonami. <Uśmiechnęłam się. -”...Spokojnie…”- Kontynuowałam dość rzeczowym tonem.> Faktycznie Bykogłowy z jakiegoś powodu nie pożarł mojej duszy, ale dlaczego? Tego nie wiem, choć mam nieprzyjemne podejrzenia. Straciłam przytomność, gdy… gdy już nie mogłam znieść bólu. Na niego jednak natrafiłam na samym początku mojej uroczej wędrówki po Altdorfie. Później wcale nie było przyjemniej i nie wymażę z pamięci tych wspomnień, ale udało mi się odzyskać dziewczynkę. <Spojrzałam Klausowi w oczy.> Niedługo po powrocie powiadomiłam Melisę żebyście się przypadkiem nie martwili. Nasze przybycie do twierdzy miało się opóźnić, ponieważ musiałam… <Zerknęłam na Beltheriona.> … Absurdalnie to zabrzmi, ale musiałam przejąć władzę w Elfim Mieście i przegonić elfy.
<Odchrząknęłam spoglądając na Templariusza.>
-Właśnie… Jak do tego doszło Klausie, że zostałeś aresztowany?
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Wto Sie 25, 2020 00:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy skończyłem się modlić, powstałem to samo też kazałem uczynić też chłopcu - poczekałem jeszcze w ciszy aż Mistrz Zakonu skończy rozmawiać z Elfką. Po czym widząc że ta oddala się, podszedłem do Mistrza i powiedziałem.

-Niech Pan Snów czuwa nad tobą Mistrzu, wybacz że zakłócam twój spokój - lecz me myśli nurtują pytania, na które szukam odpowiedzi a być może i rady.
Wiem Mistrzu że zgodnie z regułą zakonu i prawem tego miejsca każdy jest prócz modlitwy zobowiązany do pracy Ora et Labora - dlatego też mam prośbę czy Mistrz udzieliłby mi zgody i także memu młodemu podopiecznemu byśmy pracowali wśród ksiąg w skryptorium. Oczywiście zawsze pozostaje nam prac wśród roślin i ziół- by ziemi mogła wydać plony obfite.
Do tego moi towarzysze z klasztoru z pewności też by się ucieszyli, jeśli swą pracą mogli by jakoś pomóc w twierdzy Naszego Pana Morra.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 3 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.