Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Sie 25, 2020 01:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Ha, ha, ha - <Trzy słowa wypowiedziane powoli i z sarkazmem są reakcją na słowa krasnoluda.> - Wyobraź sobie, że tym razem to ja zostałem obrażony, olany, po czym rozbrojony, aresztowany, przesłuchany, zastraszony, zamknięty na noc w celi po czym teraz słyszę, że podejrzewa się mnie o szpiegowanie na rzecz wrogów Zakonu. A wszystko tylko dlatego, że zamiast odbijać sobie bezczynnie dupę na zakonnym wozie w drodze tutaj ruszyłem sprawdzić czy nie da się czegoś podejrzeć, czy też podsłuchać w okolicach obozu wroga. I gdy mi się w tej materii poszczęściło i uznałem, że dobrze by było tu przybyć i przekazać uzyskane informacje zakonnikom, uznano to za dowód winy. I nagle z poziomu sojusznika spadłem do podejrzanego o szpiegostwo więźnia. Ech...

<Przysłuchuję się słowom elfki z namysłem. Jest tego za dużo na raz i nic z tego nie rozumiem. "Jaki Altdorf? Jakie demony? Jakie pożeranie duszy? Jakie przejmowanie władzy w elfim mieście? Jakie wypędzanie elfów z miasta? O czym ona gada? No ale wygląda na to, że jednak zakonnicy nie ruszyli dupy by ruszyć jej na pomoc. Ani nikt inny. W sumie czego ja się niby miałem spodziewać po tym co zobaczyłem i usłyszałem w twierdzy na wyspie. Sama musiała jakimś cudem się stamtąd wydostać? Ale jak niby? Pewnie to znowu jakaś magia... Cóż, to nie moment, ani czas na rozmowy o tym."> - Niewiele z tego co mówisz rozumiem El, co nie zmienia faktu, że cieszę się, że żyjesz Ty i Twoja, hm..., podopieczna. Myślę, że jak nadarzy się okazja to musimy znaleźć czas by to na spokojnie obgadać. Szczególnie że to co wiem i to co wiesz Ty, czy też w czym brałaś udział, jest zdaje się ze sobą mocno powiązane. No ale najpierw muszę zostać, hm... , jak to się mówi..., a wiem. Muszę zostać oczyszczony z zarzutów przez Mistrza Zakonu. - <Rzucam wzrok na templariusza i odzywam się bezpośrednio do niego.> - To co szanowny Bertholdzie? Ruszamy, czy jeszcze na coś musimy poczekać?
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Wto Sie 25, 2020 12:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nie ma bata - pyskował na bramie jak nic, pomyślałem.

Lecz uwagi tej nie wypowiedziałem na głos. Zmartwiło mnie za to to co powiedziała Elbereth. Altdorf pełen demonów. Na Bogów Przodków. Do tego ludzie pod komendą wiedźmy nie mający nic przeciw temu całemu złu. Ale przecież nie raz już pokazali że można ukryć masę rzeczy pod płaszczem iluzji.
Ile więc z tego wszystkiego było prawdą a ile tylko oszustwem?

Chichotem losu było to że Klaus zdobywał ważne informacje o wrogu ale jego postawa ociekała taką butą i zarozumiałością że kończył w areszcie. Kiedyś może się to skończyć tym że zamiast zostać wysłuchanym dostanie strzałą w czoło.
Biorąc pod uwagę zgorzkniałość łucznika to cierpliwość templariuszy względem niego była ogromna.

Zastanowiło mnie jak teraz będzie wyglądać Marienburg. Czy podzieli los Altdorfu? Czy ludzie przejrzą knowania Buntowników, kiedy ci zaczną obarczać winą za wszystko nieobecnych nieludzi? Elise starała się zasiać pośród szlachty i kupców świadomość tego co czeka miasto lecz czy działania te wydadzą plon?

Kiwnąłem głową Blassowi. Pozostawało czekać na rozmowę z Czarnym Krukiem i dowiedzeniem się w jakiej sprawie potrzebuje pomocy Runiarza.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Wto Sie 25, 2020 13:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kiedy dotarłam do celi Iruyha i ujrzałam go leżącego na łóżku na mojej twarzy również pojawił się uśmiech.

Podziękowałam kapłance Alice za doprowadzenie do celi męża po czym zamknęłam za nią drzwi.

Przez chwilę stałam oparta o nie plecami wpatrując się w Iruyha po czym podeszłam do niego siadając na krawędzi jego łóżka.>

- Dobrze cię widzieć wypoczętego...- powiedziałam ściszonym głosem po czym nachyliłam się by pocałować go delikatnie w usta.

- Zastanawiałam się dlaczego nie pokazałeś się ani wczoraj, ani dziś rano. Czekałam, aż w końcu sama poprosiłam kapłankę by mnie do Ciebie przyprowadziła.- wyprostowałam się podpierając dłońmi o krawędź łóżka.

Mam nadzieje, że dobrze się czujesz. Czy zabronili Ci opuszczać klasztor? - zapytałam zmartwiona- Co będzie dalej? Czy szykujemy się do obrony twierdzy? Kapłanka Alice wspomniała, że musimy znaleźć dla siebie jakieś zajęcie aby zarobić na swe utrzymanie w tym mieście.

Nie mam nic przeciwko zwykłym pracom ale tak na prawdę chciałabym przydać się wam tutaj. Jestem gotowa podjąć każde zadanie i wspierać Ciebie oraz pozostałych wojowników w walce. Nie chcę siedzieć bezczynnie wiedząc, co nadchodzi- powiedziałam stanowczo wstając z łóżka.

-Porozmawiam z Czarnym Krukiem, może on tymczasem zleci mi jakieś zadanie.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Wto Sie 25, 2020 14:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ze zrozumieniem pokiwałam głową na wyjaśnienia chichocząc pod nosem. Punkt widzenia Klausa był dla mnie jasny, jak słońce, bo sama bywałam w takiej sytuacji. Powaga Templariusza oraz Rhunara przy oburzeniu strzelca nad wyraz mnie rozbawiły. Starałam się zachować fason, lecz ciężko było się powstrzymać.>

-Gdybym sama nie miała niewyparzonego języka to bym za Ciebie poświadczyła, ale nie sądzę by moje zdanie miało jakąkolwiek moc w tej konkretnej sytuacji. <Powiedziałam nieco rozbawionym tonem.> Zapewne sprawa szybko się wyjaśni Klausie. Możemy mieć do siebie ograniczone zaufanie, ale bez przesady. Zarzut o szpiegostwo na rzecz wroga jest niedorzeczny. I nie chcę w ten sposób umniejszać Twym umiejętnościom, ale wiem jakim jesteś człowiekiem. Bratanie się z wrogiem to ostatnie o co bym Cię podejrzewała. <Cmoknęłam.> No i w najgorszym wypadku… <Spojrzałam na Blassa.> … nie pozwoliłabym Cię ot tak powiesić. <Podeszłam do strzelca i poklepałam go po ramieniu.> Zapewne doszło do jakiegoś nieporozumienia. Ja w takich sytuacjach powtarzam sobie, że żyjemy w niespokojnych czasach i trzeba się liczyć z aresztowaniem od czasu do czasu. Uzasadnionym, czy nie. Nie będę Was jednak dłużej zatrzymywać. Mogę albo zaczekać aż skończycie albo spotkamy się później. Zostaję na trzy dni, więc będzie okazja by jeszcze porozmawiać i wyjaśnić parę kwestii. Chętnie uzupełnię swoją wiedzę o Twoje spostrzeżenia Klausie. A jeśli Was to interesuje to miałam wgląd w obie armie Wietrznicy i sporo się dowiedziałam przez te kilka dni. I powiem tylko… Trzeba się uzbroić w nerwy ze stali, bo golemy skryte pod iluzją to najmniejszy problem.
<Zachichotałam nieco nerwowo. -“...i gdybym miała wybór to uciekłabym jak najdalej od tego wszystkiego…” - Dokończyłam w myślach, uśmiechając się dalej, jak gdyby nigdy nic.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Sie 26, 2020 22:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Elbereth, Klaus, Rhunar>

<Templariusz puścił uwagi Klausa mimo uszu i przysłuchiwał się waszej wymianie zdań. Melisa przywitała się ze wszystkimi uśmiechem, skinieniem głowy oraz szczerym uśmiechem -Was też miło wszystkich spotkać. -Beltherion oraz Jillia obdarowali wszystkich eleganckim ukłonem lecz nie powiedzieli ani słowa. Gdy na chwilę rozmowy między wami umilkły Berthold Blass rzekł. >

-Klausie, Rhunarze, Meliso zapraszam do świątyni. Mistrz chętnie zmieni z wami kilka słów. Klausie będziesz mógł opowiedzieć swoją historię przy świadkach i do tego mądrych głowach...

<Elbereth wraz z Beltherionem i dziewczynką ruszyli w swoją stronę oznajmiając wam wcześniej iż zatrzymali się w środkowej części dolnego zamku. Templariusz Morra odszedł w stronę kasztelu a Klaus, Rhunar oraz Melisa przestąpili próg świątyni Morra. Kopulaste sklepienie umieszczono wysoko. Małe, wąskie okna zakryte witrażami z ciemnego szkła sprawiały wrażenie jakby przebywało się w ogromnej krypcie. Ogromny posąg Pana Snów odzianego w habit, dzierżącego laskę w prawej dłoni oraz posiadającego ogromnego kruka na lewym ramieniu, mierzył zimnym wzrokiem obsydianowych oczu, każdego kto stawał w wejście do świątyni. Ołtarz zbudowany z trzech menhirów symbolizował bramę do świata zmarłych. Świątynia pozbawiona była ław, krzeseł czy nawet obrazów na gładkich, kamiennych ścianach. Dwa duże znicze płonęły przed ołtarzem dając wystarczająco dużo światła aby można było dostrzec modlących się. Czarny Kruk rozmawiał właśnie z Ecoliono i chłopcem, który mu towarzyszył.>

-Witajcie moi mili. Podejdźcie, dobrze was widzieć. Klausie masz dla nas jakieś ważne informacje. Słucham, przekaż mi to czego się dowiedziałeś.


< Kurt, Elbereth>

<Kurt opuścił krasnoludzką część dolnego zamku i przechadzając się szukał z dziewczynami odpowiedniego domostwa na zagrzanie miejsca. Los tak chciał, że wpadliście na Elbereth, Beltheriona i Różyczkę. Wyglądało to trochę jakby Elbereth szukała was z rozmysłem. Anika i Etelka z uśmiechem i radosnym szczebiotaniem rzuciły się na elfkę i dziewczynkę obściskując je i całując na powitanie. >

-Elbereth, Różyczko, jesteście całe, jakie to szczęście widzieć was w pełni zdrowia...
-Bardzo się o was martwiłyśmy, podobno was porwano w jakiś tajemniczy sposób, wszyscy was szukali...


< Ecoliono>

-Bracie Ecoliono, nie zakłócasz mojego spokoju. Zawsze miło cię powitać. <Mistrz zakonny zastanowił się przez chwilę.> -Bracie Ecoliono, wypełnianie twoich obowiązków jako kapłana jest wystarczającą pracą ale jesli chcesz możesz pracować w skryptorium. Wydam odpowiednie polecenia. Jednak jeśli chodzi o chłopca... Nie jest on nawet nowicjuszem. Nasze skryptorium różni się nieco od tych , w których byłeś wcześniej. Zgodzę się aby chłopiec ci towarzyszył lecz w pełni odpowiadasz za jego życie i zdrowie na ciele i umyśle. Jeśli masz wątpliwości bracie, tedy chłopiec może pracować przy sadzonkach.

<Drzwi do światyni otworzyły się i do wewnątrz weszli strzelec Klaus, krasnolud Rhunar oraz elfia czarodziejka Malisa.>

<Tellan>

<Iruyh oddał pocałunek po czym pociągnął cię w dół tak że wylądowałaś na jego piersi. Objął cię ramionami i patrząc ci w oczy wysłuchał cię. Z uśmiechem rzekł.>

-Muszę tu trochę posiedzieć kochana,w tym klasztorze. Wybacz, że nie posłałem gońca po ciebie. C.. znaczy Mistrz zakonny powiedział, że to dobrze wpłynie na moją równowagę. A o pracę się nie martw. Jesteś rycerzem Morra. Dopóki nie wydadzą jakichś rozkazów robimy to co inni rycerze. Odpoczywamy, modlimy się i trenujemy umysł i ciało.

<Iruyh pocałował cię długo i powoli. Jego bliskość i ciepło sprawiały, że czułaś się bezpieczna. Spojrzał na ciebie dzikimi oczami i podśmiechując sie rzekł.>

-Skoro tak sie rwiesz do pracy kochana to możesz dostać służbę na murach lub patrolowanie miasta w nocy... jeśli chcesz... Jak się czujesz? Jak twoja głowa i pamięć?

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Czw Sie 27, 2020 00:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Patrzcie kogo to kot przyniósł! - Zawołał Kurt witając się z elfką i jej toważyszami. - Kolejny raz Ci się udało. - Dodał z uznaniem. - I wy w komplecie i my. Właśnie szliśmy do Rhunara ale go nie zastaliśny i zastanawiamy się co dalej. Jak macie chwile chodzcie na spacer. Właśnie szukamy miejsca gdzie by tu zamieszkać i być może szynk otworzyć. Przynajmniej do czasu. Bo narazie nawet nie mamy gdzie was ugościć. - Kurt wskazał alejkę w pobliżu zamieszkałej części fortu.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw Sie 27, 2020 10:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ostatecznie ani Rhunar, ani Elbereth nie powiedzieli niczego, czego bym się po nich nie spodziewał. Nie wymagało to więc żadnych moich kolejnych komentarzy. Brak rozgadania Beltheriona, dziewczyny i Melisy nie zdziwił mnie również. Jednak brak odniesienia się templariusza do moich dość uszczypliwych uwag był już zaskakujący. A jeszcze bardziej to, że jakby zapominając o swoich podejrzeniach nagle postanowił tak po prostu wpuścić mnie do Czarnego Kruka i to razem z krasnoludem i elfką. W sumie ucieszyło mnie to, że nie idę tam sam, że będę miał znane towarzystwo i słuchaczy, którzy mogą wyciągnąć z tego ciekawe wnioski. Jednak wolałbym by w spotkaniu uczestniczyła jeszcze przynajmniej El i Iruyh, a krasnoludów reprezentował jakiś mniej zadufany w sobie i przemądrzały osobnik, no ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Tamtej dwójce i tak mogę opowiedzieć swoją przygodę później, a to co Rhunar zrobi z wiedzą to już problem krasnoludów, nie mój.>

<Wchodząc do świątyni nie potrafię się oprzeć chęci przyjrzenia się jej wnętrzu. Kręcę powoli głową, oglądając wystrój i wyposażenie sali. Gdy podchodzę do Czarnego Kruka wracam jednak do skupiania wzroku na rozmówcach.>

- Witaj Mistrzu. Dziękuję że zechciałeś mnie wysłuchać osobiście. - <Przerzucam na chwilę wzrok na krasnoluda i elfkę, po czym wracam do morryty. Chwilę to trwa i widać jak zbieram myśli. "Kurcze, miałem ułożone co i w jakiej kolejności będę mówił, ale w tej sytuacji muszę chyba zacząć inaczej. W końcu nie sądzę by kilka ogólnych i niezbyt wylewnych zdań runiarza mogło nagle przekonać zakonników, że ich podejrzenia co do mnie są wyssane z palca.> - No więc, jak pewnie już wszyscy wiedzą, pierwszej nocy oddzieliłem się od kolumny zakonnej, która wyruszyła z Marienburga, a której celem była ta twierdza. Niedługo potem ruszyłem przez moczary w kierunku obozu wojsk Lucasa, który miał się znajdować nad rzeką, i jeszcze przed świtem dotarłem na jego obrzeża. Okazało się, że była to tylko niewielka część wrogiej armii, bez żadnego zaplecza, która w dodatku kilka chwil później ruszyła w kierunku miasta. Przeszukując całkowicie opuszczony obóz natknąłem się na Rawdericka i Bykogłowego, którzy zrobili sobie tam jakieś sekretne spotkanie, a które z ukrycia udało mi się podsłuchać. Jako że na miejscu zrobiło się niebezpiecznie, a i pozostawanie tam wydawało się też bezsensowne, to postanowiłem odnaleźć główne siły Lucasa. A że na rzece pozostały trzy statki transportowe, to uznałem, że reszta wojsk musiała się znajdować gdzieś blisko wody, więc ruszyłem w kierunku przeciwnym do miasta trzymając się blisko brzegu. I tak po zmroku dotarłem do pozostałości miasteczka Leydenhoven, w okolicach którego odnalazłem ślady obozowania głównej części armii. Samych oddziałów już tam jednak nie było. Postanowiłem spędzić tam noc, a rano okazało się, że na popas w miasteczku zatrzymał się sam Lucas ze swoją zbrojną obstawą, który również zmierzał do Marienburga. Tym razem również udało mi się podsłuchać z ukrycia to i owo, a gdy zrobiło się bezpiecznie ruszyłem po swoich śladach do miejsca, gdzie oddzieliłem się od kolumny zakonnej, a potem po śladach tejże kolumny przybyłem tutaj. Więc to co zaraz powiem to wiedza oparta na obserwacji tych miejsc, podsłuchanych konwersacjach i wyciągniętych przeze mnie wnioskach. - <Rzucam okiem na rozmówców kończąc to przydługie wprowadzenie, które w innej sytuacji byłoby zupełnie niepotrzebne, ale w tych okolicznościach okazywało się konieczne. Przełykam lekko ślinę i kontynuuję wypowiedź, wyłuskując z głowy istotne fakty.>

- No więc tak. Jeśli chodzi o wojska księcia to wygląda na to, że parę dni temu główne siły zatrzymały się przy miasteczku Leydenhoven, paląc je i plądrując przy okazji. Nie widziałem ciał, ani śladów walki, więc jego mieszkańcy chyba uciekli. W tymże miasteczku niezbyt duża część armii w postaci piechurów i konnicy, bez żadnego zaplecza czy zapasów, oddzieliła się i po zaokrętowaniu na trzech statkach została przewieziona bliżej Marienburga. Tam opuściła okręty, rozbiła obóz, by następnie ruszyć do miasta. Z czego mimo że żołnierze wyglądali na zaprawionych w boju, to jednak patrząc na ich liczebność, ubiór i wyposażenie, jak i fakt braku zaplecza oraz wsparcia, należałoby uznać, że to raczej kompania reprezentacyjna, której celem nie była walka, a triumfalne wkroczenie do miasta. Pokaz siły i co najwyżej stłumienie niezadowolenia wśród tych grup mieszkańców, na których ten pokaz nie zadziała. Przewodził im nieznany mi oficer. Starszy, łysiejący mężczyzna z przerzedzonymi rudymi włosami w białym płaszczu. Możliwe że nazywa się Kiba i jest generałem, ale nie mam co do tego pewności. Co ciekawe rozbicie tego obozu nad rzeką wyglądało na jedną wielką ściemę, bo nawet z niego nie skorzystali. A dodatkowo nie dość że zostawili wszystko odchodząc, to poza namiotami dowódców, gdzie znajdowały się łóżka polowe, reszta namiotów była zupełnie pusta. Nie licząc jakiegoś dziwnego popiołowego piasku, który znalazłem w jednym z nich. Puste statki również zostały na miejscu. - <Biorę głębszy oddech i przełykam ślinę.> - Jeśli natomiast chodzi o główny trzon armii, to ten przeprawił się przez rzekę w okolicach Leydenhoven i zszedł z głównej drogi, aby podejść do Marienburga drogą z Giseroux. Wydaje się, że pierwsze do miasta musiały dotrzeć te oddziały reprezentacyjne ze statków. Ale pewności nie mam. - <Spoglądam na słuchaczy, przyglądając się im i szukając oznak, że ta część informacji jest w pełni zrozumiała.>

- Jeśli chodzi najważniejsze osoby, to na tamten moment Wietrznica przebywała w Altdorfie, który, i tutaj cytuję: 'nadal plądrowała', ale czy tam nadal przebywa tego nie wiem. Lucas pewnie siedzi w Marienburgu. Zakładam tak, bo podążał tam za swymi głównymi siłami z jakimś jednodniowym opóźnieniem, ale jak tylko dowiedział się, że miasto poddało się bez walki, to ucieszył się na perspektywę długich rozrywek, jakie mieliby mu zapewnić złapani w mieście nieludzie. - <Na chwilę milknę spoglądając smutno na krasnoluda i elfkę. Przełykam głośno ślinę przypominając sobie co taka 'rozrywka' oznaczała w Nordlandzie, po czym powracam do monologu.> - Co do Bykogłowego i Rawdericka to istnieje szansa, że mogą nadal przebywać w okolicach tego opuszczonego obozu kompanii reprezentacyjnej, przy którym urządzili sobie tajne spotkanie. A wynika to z pewnych dziwnych i niezrozumiałych dla mnie wydarzeń, które miały tam miejsce, gdy ta dwójka się tam pojawiła. Otóż nie przyszli sobie tam tylko pogadać, a mieli do wykonania jakieś zadanie, ale czekali z jego wykonaniem na przybycie, jak to Bykogłowy stwierdził, 'chłopaków'. Ci pojawili się we wnętrzu jednego ze statków, więc zakładam jakąś ingerencję magiczną. Portal czy coś. W każdym razie mieli być na tyle niebezpieczni, że ta dwójka zeszła po nich na dół, przypilnować by nie zatopili łajby, i wyprowadzili ich na brzeg. Choć w sumie nie. Tylko Bykogłowy wyszedł z nimi ze statku. Rawderick się już nie pojawił. W sumie to dziwne... No ale wracając do tematu, na brzeg z rogaczem wyszły trzy postacie, które budziły strach jedynie swoją obecnością. Nie byłem w stanie im się długo przyglądać, bo wszystko krzyczało we mnie bym uciekał. I to jak najdalej. W każdym razie cała trójka była zakuta w złowróżbne blachy, pokryte rdzą i tajemniczymi znakami. Ich zachowanie również budziło strach, gdyż w wyniku ich działań moczary parując zamieniały się w wiór, a rośliny i zwierzęta momentalnie umierały. Potem cała trójka rozryła gołymi rękoma drogę i zniknęła w powstałej dziurze, z której zaczęły unosić się podejrzane zielonkawe opary. Zanim się ulotniłem, to widziałem jeszcze jak Bykogłowy zadowolony z efektów działania 'chłopaków' wrócił na statek. Ja nie mam zielonego pojęcia co to mogło być. - <"Tak, wiem, to pewnie Chaos, bo co innego mogłoby być. Ale wolę to usłyszeć od was"> - A... I jeszcze tamta dwójka powiedziała coś dziwnego. Znaczy w połowie dziwnego. Bykogłowy wspomniał, że nie mogli tam się dać zobaczyć nikomu, bo w oczach sił Lucasa są jego zwyczajnymi oddanymi sługami. I ja zdaję sobie sprawę, że rogacz nie jest zwykłą istotą, ale takie ich zachowanie i te słowa mogłyby sugerować, że Rawderick też tak naprawdę nie jest człowiekiem. A może nad-interpretuję to co usłyszałem i zobaczyłem? - <Przerywam wypowiedź, choć daję znać swoją postawą, że to jeszcze nie koniec. Wzdycham głośno i zaczynam znowu wypowiedź.>

- Taaaak. Co jeszcze? Aha. Potwierdzić mogę, że Altdorf upadł. I nie tyle co upadł, ile dokonano tam masakry. I miały tego dokonać nie wojska Lucasa, a siły... hm... Bykogłowego. Cokolwiek to znaczy. Jednak znając jego postać mogę z pewnością stwierdzić, że to musiało być coś nad-wyraz okropnego. Elbereth wspomniała przed chwilą, że Altdorf jest pełen demonów, więc to chyba o to chodzi. Middenheim i Nuln jeszcze się bronią i Wietrznicy aż tak bardzo nie zależy na ich zdobyciu, jak to było w przypadku Altdorfu. A za kolejny cel wzięła Marienburg. Z tym że ani Rawderick ani Bykogłowy nie znają powodu dlaczego akurat tak się dzieje. A na pomysł z przejęciem miasta bez walki wpadł podobno sam Lucas. Co nim kierowało nie wiem, szczególnie że podobno nie miał nic przeciwko masakrze w Altdorfie, a bezkrwawe zdobycie miasta uznał za nad-wyraz nudną ekspansję. Zdaje się, że Kiba był tego głównym zwolennikiem, bo Bykogłowy i Wietrznica woleli by znowu wszystkich wytłuc. I była taka opcja, gdyby siły księcia trafiły na jakikolwiek opór. Wtedy rogacz miałby wolną rękę w rzezi Marienburga. W sumie on do końca liczył, że chociaż elfy się postawią, ale zdaje się, że nic z tego. Słyszałem, że wojska księcia zajęły główną część miasta i dzielnice krasnoludów bez najmniejszego śladu oporu. Miały zatrzymać się dopiero przed zamkniętą dzielnicą elfów. No ale Elbereth wspomniała, że przegoniła elfy, więc i tam pewnie nie miałby kto stawić im oporu. Czyli opuszczenie miasta przez nieludzi i ludzi wrogich Wietrznicy, to najlepsze co można było zrobić. Inaczej wszyscy wewnątrz murów by pewnie zginęli. - <Robię chwilę przerwy nie tylko dlatego, że zasycha mi w ustach, ale też gdyż zastanawiam się czy mówić jeszcze coś więcej.>

- W sumie to wszystko. Słyszałem jeszcze niejasne i zagadkowe informacje na temat zaginięcia Elbereth i dziewczyny. Ale skoro same się stamtąd wyrwały, a do tego są całe i zdrowe, to chyba nie ma sensu łamać sobie głowy nad tym co na ten temat zostało wspomniane na bagnach. To i tak już do niczego się nie przyda. Więc tak, to wszystko. Jakieś pytania? Coś rozwinąć? - <Spoglądam na słuchaczy w postawie oczekującej reakcji.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Czw Sie 27, 2020 13:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skłoniłem się tylko Mistrzowi i odpowiedział.

-Skoro tak radzicie to tak uczenie, to mi powierzono tego chłopca dlatego nie mam zamiaru go niepotrzebnie narażać - myślę że praca wśród roślin to dobre rozwiązanie.

***

Gdy w świątyni pojawiła się elfia czarodziejka wraz z krasnoludem, skłoniłem im głową na powitanie - bardziej jednak zdziwiło mnie przybycie do twierdzy Klausa, jednak jak widać łucznik przybył do twierdzy z ważnymi informacjami.

Gdy wysłuchałem jego opowieści, jak widać sporo ryzował by zdobyć te informację - chwilę rozmyślałem nad tym co powiedział Klaus, jak na razie wolałem poczekać z osądem i dać się wypowiedzieć zgromadzonym w świątyni. Zresztą moje myśli zaprzątał niepokój, z opowieści Klausa wynikało że Altdorf został całkowicie zniszczony - miałem tylko nadzieję że moja rodzina jest cała i bezpieczna, byle dobrzy bogowie mieli ich w opiece.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg


Ostatnio zmieniony przez Orthan dnia Czw Sie 27, 2020 18:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Czw Sie 27, 2020 15:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Dystyngowanie skłoniłam się wszystkim.>
- Na czas naszego pobytu zostaliśmy zakwaterowani w piętrowym domu mieszczącym się w środkowej części dolnego zamku. Owocnego spotkania i do zobaczenia niebawem.
<Ruszyłam w towarzystwie Beltheriona oraz dziewczynki pod wskazane nam miejsce. Nie spieszyłam się rozglądając po drodze nieco uważniej niż w drodze do górnego zamku. Liczyłam, że po drodze może natknę się na Kurta lub Tellan tak, jak na Melisę, Rhunara oraz Klausa pod świątynią. - “… kolejne pytania, na które potrzebuję odpowiedzi… kto mógł mu przerwać?... Shasuuviel nie wiedziała jeszcze, że zniknęłam… Gotelieve natknęła się na mnie dopiero w karczmie i nie wiedziała skąd się tam wzięłam… żaden z towarzyszy nie mógłby tego dokonać… przychodzi mi do głowy tylko jedna osoba…” - Moje serce zabiło mocniej. - “… zapytam przy okazji…” - Uśmiechnęłam się radośnie dostrzegając Etelkę oraz Anikę, a wraz z nimi Kurta. Już miałam się przywitać, gdy dziewczyny dopadły do Nas. Odwzajemniłam uściski, choć pewnie i tak bym ich nie uniknęła. Zaśmiałam się wesoło.>

-Już, już.. Brakuje mi tchu… <Wyswobodziłam się z ich rąk.> Tak, jesteśmy całe i zdrowe. To Różyczkę porwano, a ja tylko ruszyłam za jej porywaczem. <Spojrzałam na Kurta.> I jak kot spadłam na cztery łapy. Na szczęście Beltherion na Nas czekał i poinformował, że bezpiecznie opuściliście Marienburg udając się w tym kierunku. Dopiero co przybyliśmy i uzgodniliśmy warunki naszego pobytu przez najbliższe dni z Mistrzem Zakonnym.
<Żadne z nas nie nosiło śladów podróży. Wręcz przeciwnie. Sama byłam nieco blada, ale poza tym oraz białym pojedynczym pasmem włosów nie nosiłam żadnych znamion walki, czy ran. Na twarzy nie było najmniejszego śladu po pazurach. Ubrana w granatowy, łuskowy strój oraz płaszcz. W słońcu połyskiwał złoty łańcuszek z amuletem w kształcie smoka pożerającego ogon, w który wprawiono piękny, lawendowy klejnot. Na przedramieniu niezmiennie połyskiwał karwasz. Włosy z przodu zapleciono w półkoronę wplatając między pasma wstążkę z małym, złotym dzwoneczkiem, który je zdobił nad uchem. Reszta włosów spływała po plecach. Przy boku miałam miecz oraz toporek. Na palcu lśnił pierścień z granatowym klejnotem. Dwie torby zdawały się wypełnione po brzegi. Róża wyglądała na wypoczętą i zadowoloną, jakby żadne porwanie nie miało miejsca. Ubrana w schludne ubranie podróżne oraz płaszcz nie przypomina księżniczki. Wyposażona jedynie w lekką torbę przewieszoną przez ramię. Sam Beltherion niewiele się zmienił i mimo chłodnej powagi było po nim widać, że miał okazję odpocząć.>
- Właśnie spotkałam Rhunara, Melisę oraz Klausa pod świątynią. My skończyliśmy, a oni zaczynali spotkanie z Czarnym Krukiem, więc pewnie chwilę im zejdzie. Dobrze Cię widzieć w lepszym zdrowiu Kurcie. <Zerknęłam na Beltheriona.> Możemy pospacerować jeśli macie taką ochotę, ale równie dobrze możemy pójść do przydzielonego nam domu. Skoro i tak nie macie większych planów. Pewnie Klaus zajrzy po rozmowie z Mistrzem, a z nim być może też Rhunar. <Wzruszyłam lekko ramionami.> Podejrzewam, że po drodze możemy kupić jakieś wino, usiąść, Ty opowiesz o tym szynku, który chcesz otworzyć, a dziewczyny sobie nadgonią czas rozłąki
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pią Sie 28, 2020 19:51    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy weszliśmy do świątyni oddałem pokłon Morrowi jako gest szacunku wobec Pana Snów. Jak mówił Czarny Kruk każdy jest tu mile widziany póki co dzień okaże szacunek opiekunowi tego miejsca.

Spokojnie słuchałem relacji Klausa kiwając głową. Czułem głęboką satysfakcję z tego że dzięki mojemu pomysłowi ewakuacji nieludzi udało się zapobiec masakrze zarówno moich pobratymców jak i masy ludzkich mieszkańców Marienburga. I być może utarłem nosa Lucasowi, bowiem nie będzie miał się nad kim znęcać. Szkoda że coś takiego nie udało się w pozostałych regionach Imperium.

- To że Lukas jest manipulowany czarami Wiedźmy to wiemy. Napędza go rozbuchaną ambicją i spotęgowaną nienawiścią do nieludzi. Czasem też się otrząsa z tego stanu, lecz potem do niego wraca. Dysponując wielkimi siłami paru prowincji bez problemu przetacza się przez skłócone Imperium. Jednak jego ludzie nie są pod wpływem czarów - idą lojalnie za swoim wodzem i być może ilość popełnionych mordów już wykracza poza tolerancję żołdaków na okropności wojny. Ten Kiba może być dobrym człowiekiem który chce po prostu pozostać lojalny swojemu dowódcy choć to co się dzieje dookoła wyje o pomstę do bogów.

- Bykogłowy już na rynku w Marienburgu pokazał że nie jest tylko wojownikiem. Potrafi się błyskawicznie przemieszczać i przywoływać demoniczne istoty. Myślę, że najprawdopodobniej cieszy się łaskami mrocznych bogów. Co do Rawdericka nie mam pewności. Fakt jednak że obaj mają kontakt z opisanymi przez ciebie istotami. Klaus... czy na ich pancerzach widziałeś symbole... hmm... trzy połączone ze sobą koła z wychodzącymi z pomiędzy nich na zewnątrz strzałkami? Jeżeli są tym czym myślę, to podejrzewam że widziałeś przygotowywanie plagi która dotknie tych ziem już niedługo.

- Co do samej wiedźmy... Altdorf jest położony na przecięciu żył geomancyjnych i znajdują się tam główne siedziby wszystkich Kolegiów Magii. Te miejsca są potężne strzeżone więc może jej trochę zająć dobranie się do nich. To oznacza że jeszcze przez jakiś czas będzie "poza frontem", a więc je słudzy będą pozostawieni sami sobie.

- Z tego póki co nie jestem nic w stanie więcej powiedzieć - poza tym że mamy kolejny dowód że Lukas to tylko marionetka, a prawdziwymi zausznikami Wiedźmy są Rawderick i Bykogłowy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob Sie 29, 2020 14:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Przykro mi Rhunarze, ale nie jestem w stanie powiedzieć jaki wzór miały te znaki. Byłem zbyt daleko a tamci byli w ciągłym ruchu. Z takiego punktu widzenia równie dobrze mogła to być filozoficzna rozprawa w języku elfów, jak i dziecięce bazgroły młodego ogra. Na pewno nie były to naturalne rysy, czy pęknięcia, a znaki wykonane celowo. - <Odpowiadam spokojnie i rzeczowo na pytanie krasnoluda, pomijając jakimkolwiek komentarzem wysnuwane przez niego przypuszczenia i hipotezy. Czekam spokojnie na słowa Melisy i Czarnego Kruka.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Sob Sie 29, 2020 15:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kiwnąłem głową na słowa Klausa przyjmując je do wiadomości.

- Trudno. Zrobiłeś kawał dobrej roboty. Wiemy że wróg za plecami ludzi wyczynia jakieś dziwne rzeczy oraz że ich głownodowodzącej nie ma na linii frontu. Cokolwiek się dzieje w Altdorfie z pewnością zaprząta całą jej uwagę i nie wspomaga swoich podwładnych bezpośrednio. Hmmm... stolica Imperium ma wiele tajemnic. Nie bez powodu do zajęcia go nie wykorzystano sił księcia.

- Tylko jak możemy to wykorzystać? Jeżeli bykogłowy i rowderick podążyli gdzieś indziej to może zdołalibyśmy przeszkodzić tym trzem istotom? Wydaje mi się że cała operacja opiera się na zachowaniu jej w tajemnicy przed wszystkimi.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Nie Sie 30, 2020 00:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Zamysliłem się chwilę, Mistrz Rhunar miał rację to musiały być sługi Pan Rozkłady.

- Muszę się zgodzić z Mistrzem Rhunarem, to musialy być sługi plugawego Boga rozkładu. Jeśli ich rytułał się udał to najprawdopodobniej same miast najpewniej został dotknięte przez plagę i rozkład - taki obrót sprawy złamie i wypali wszelki opór w mieście.
Być może Stolicą Imperium upadła, lecz sądzę że Kolegia Magi jeszcze się bronią - myślę że wiedźma może porządać wiedzy która jest tam przechowywana.
Zastanawia mnie jednak które prowincje za kim się opowiedziały - czy Książę Lucas uznał się za nowego władcę Imperium?
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Sie 30, 2020 11:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Gdyby obwołał się nowym cesarzem to już byśmy o tym usłyszeli, tak myślę. Hmmm... Z tego co pamiętam jego władzę uznały Nordland, Hochland i Talabekland. - pomasowałem skroń - Podobnym spostrzeżeniem się kierowałem odnośnie tych istot pod względem tego jak je opisał Klaus, acz od jakiegoś czasu się przekonuję że wróg przywołuje istoty, które ciężko przypisać któremukolwiek z bogów Arcywroga.

- Póki co widzimy że książę i jego armia służą temu by Imperium nie zebrało się i nie postawiło solidnej kontry działaniom wiedźmy. Ona o samo Imperium się nie troszczy. - znów się zastanowiłem przez moment - Middenheim i Nuln to dwa pozostałe silne ośrodki władzy, a nie dąży do ich podbicia. Tak, najwyraźniej chodziło o Kolegia i tajemnice przez nie skrywane. Ona zbiera przedmioty - wydarła jeden artefakt Elbereth. Hmm... Poza tym przecięcie sieci geomancyjnej. Mam wrażenie że pozostanie tam jeszcze długo. A im dłużej tam będzie tym gorzej dla wszystkich.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Nie Sie 30, 2020 12:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurta zdziwiła wylewność z jaką dziewczyny się przywitały. Nie sądził ze zdążyły się aż tak bardzo zaprzyjaźnić zawłaszcza że pamiętał kim jest Różyczka. „W sumie trochę zaniedbywałem. Albo leże w bandażach albo je gonię do treningów.”

- Czyli zostajecie. Fajnie. Przynajmniej jakieś znajome twarze będą po mieście chodzić. Zostawili nas samy sobie w baraku i tyle. Teraz musimy sobie jakoś tu swoje miejsce znaleźć. A Ja mam zielone pojęcie co się dookoła dzieje. Jak długo tu będzie bezpiecznie. Czy możemy coś na to poradzić. Po to, to właśnie Rhunara szukałem. – Zwierzył się elfce korzystając z chwili gdy dziewczyny radośnie szczebiotały. – Jak oni są zajęci to chodzmy na spacer. Gorzej się czuję od nadmiaru odpoczynku niż od wysiłku. Klaus też się znalazł? Wychodzi że znów w komplecie. – Nagle dotarło do niego jak się zaczynają najbardziej krwawe jatki w jego życiu. Bogowie! Znowu będzie draka a ja nawet nie zdążyłem dojść do siebie. No ale skoro siedzimy tu zamknięci może to tylko moje urojenia. Jutro będę się martwił o jutro. Naszczęście zdążył się ugryźć w język nim powiedział to na głos.

Kurt wskazał uliczkę gdzie widać było dwupoziomowe domki.

- Poszukajmy domu który nadał by się na szynk. A potem pójdziemy do ciebie skoro tam mają się zejść wszyscy. – Przez chwilę szedł w ciszy ciesząc ucho wesołym gadaniem dziewczyn z którego wybijał się melodyjny akcent bretonek. – Fajnie jak by się znalazł jakiś pusty sklep albo dom z dużą jadalnią na dole i pokojami dla na górze. A nie żadna rasowa knajpa. Tu są niziołki więc na obiady pewnie nie będą przychodzić. Ale rozrywek tu brak. Więc piwo, taniec, śpiew i zakąska. – streścił swój pomysł na interes Kurt.
- No ale ja gadam ciągle o sobie. Co się z wami działo? Przetrząsnęliśmy całą twierdzę z góry na dół. Nawet polazłem sprawdzić czy ten portal na powrót nie ożył.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 4 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.