Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Nie Sie 30, 2020 16:40    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Pewnie, nie ma problemu. Pospacerujemy z Wami. Nie zaszkodzi zaczerpnąć świeżego powietrza i nieco rozeznać się w okolicy. Może niech dziewczęta idą przodem nadganiając stracony czas. W czasach tak trudnych, gdy nie możesz być pewnym przyszłości więzi rodzą się i umacniają szybciej niż zwykle. Mistrz Zakonny wspominał, że się zamartwialiście, choć nie byłby szans byście wpadli na mój trop, po tym jak wskoczyłam w portal za porywaczem.
<Powiedziałam lekko, po czym ruszyłam idąc tuż obok Beltheriona. Zamiast się rozglądać słucham w milczeniu Kurta wpatrując się przy tym jedynie Różę, jakbym nie chciała jej spuścić z oka na moment. Pokiwała kilka razy zgadzając się z jego planami.>
- W baraku powiadasz…hmmm... Cóż.. Liczyłam, iż zapewnią Wam mimo wszystko nieco lepsze warunki. No, ale nie mnie oceniać. <Wzruszyłam ramionami.> Najważniejsze, że jesteście bezpieczni. <Uśmiechnęłam się do najemnika.> Nie spodziewałam się, iż będziesz chciał tu osiąść i założyć szynk, ale podejrzewam, że dla dziewcząt to lepsze oraz bezpieczniejsze niż zabieranie ich w teren i wojowanie. Zarówno jedna, jak i druga są bardziej uzdolnione w śpiewie oraz tańcu niż wymachiwaniu mieczem, a i z Ciebie będzie gospodarz pierwszej wody.
<Dopiero, gdy były kilka kroków przed nami pochłonięte swoim towarzystwem odezwałam się poważniejszym tonem do Kurta, choć na tyle cichym by moje słowa przypadkiem nie dotarły do uszu dziewcząt.>
-Słuchaj… ja.. Ja nie mogę tu zostać. Tylko te trzy dni by przekazać Wam, jak najwięcej informacji, lecz wolałabym to zrobić w czterech ścianach. W szczególności, że nie chcę by Róża słyszała co się działo i jak się sprawy mają. W momencie porwania została uśpiona i obudziłam ją dopiero gdy wróciłyśmy do Marienburga z powrotem. Anika oraz Etelka też nie powinny tego wiedzieć. Ty, Klaus, Tella i Rhunar to co innego. To jednak nie jest rozmowa na spacer. <Westchnęłam.> Potem potrenuję z Beltherionem i ruszam dalej sama. <Uśmiechnęłam się na tę myśl.>
-No, ale zostawmy poważne tematy na później. Wróciłyśmy właściwie w dniu, w którym wy opuściliście Marienburg.. Lub dzień później. Spędziliśmy noc w Elfim Mieście, gdy armia Lucasa bez rozlewu krwi podporządkowywała sobie inne dzielnice. Sytuacja była… hmm… trudna. Wyzwałam na pojedynek Namiestnika, bo nie chciał zgodzić się na opuszczenie tego miejsca z innymi elfami, mimo iż wszelkie argumenty skłaniały do jak najszybszego wyjazdu. <Oderwałam na moment wzrok od pleców Róży by spojrzeć w niebo.> Normalnie pewnie by tak uczynił, ale rozkazy Króla to rozkazy, więc nie było innego wyjścia niż walka o przejęcie władzy. <Zamilkłam na moment na wspomnienie rozlewającej się kałuży krwi na bruku i jego martwego ciała. Zaśmiałam się nerwowo.> Po przegonieniu wszystkich z Elfiego Miasta zatrzymaliśmy się w moim drugim domu by Róża oraz Beltherion nieco wypoczęli i tak oto w końcu dotarliśmy tutaj.
<Spojrzałam na Kurta. Zachowywałam pogodny wyraz twarzy oraz tonu głosu, ale mój wzrok wyrażał przygnębienie.>
-I co byś nie był taki zielony… Altdorf faktycznie upadł i nie zalecam podróżowania w tamtym kierunku o ile życie Ci miłe, a sam Marienburg został przejęty pokojowo. Nawet jeśli ludzie nie zgadzają się z nowym podejściem do nieludzi to, gdy mają do wyboru poświęcić życie swoje i swoich bliskich, a mieć spokój… cóż... Decyzja nie jest aż taka trudna Kurt. Sam doskonale wiesz, jak jest trudno, gdy przyzwoita postawa stawia Cię w opozycji do tego wszystkiego. Ostało się niewiele miejsc, których jeszcze nie zajęli i póki co nie zajmą, ale być może to jedynie kwestia czasu.
<Zamilkłam.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Pon Sie 31, 2020 20:50    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Tellan zmarszczyła nieco brwi gdy Iruyh wspomniał o jego równowadze psychicznej.
Wyraźnie zaintrygowana tym stwierdzeniem zdecydowała się pociągnąć rycerza za język.>

- Co dokładnie masz na myśli? Coś złego się z tobą dzieje? Czy to ma związek z tym czymś co widziałam w twierdzy? Powiedz mi więcej. Skoro jesteśmy sobie tak bliscy nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic.?- mówiła zaniepokojona.

Mimo, iż nie pamiętała nic z ich wspólnego życia Tellan poczuła niepokój.
Przez chwilę wpatrywała się nieruchomo w oczy mężczyzny po czym zbliżając się do jego twarzy otarła się delikatnie o jego policzek.
Zaciągnęła się zapachem spowijającym ciało rycerza.
Pachniał nieprzyzwoicie. Przypomniało jej to o chwilach spędzonych na pustyni. O czasie, który był jedynym dowodem na to, że coś ich wcześniej łączyło.
Podniosła głowę ponownie zatrzymując się nad twarzą Iruyha.

- Jest to dla mnie trudny czas, bo nie rozpoznaję ludzi, którzy byli ważni w moim życiu...
Nie wiem co mnie z nimi łączyło, nie czuję nic...
Wszystko co mi pozostało to tylko namiastka mojego życia opowiedziana ustami innych.
Chcę się wszystkiego dowiedzieć.
Chcę być taka jaką znaliście mnie dawniej.
Jeśli byłam dobrym wojownikiem, chcę być nim dalej. Trenuj mnie bym była Ci partnerem w walce , a nie kulą u nogi. Chcę być gotowa na wszystko. Chcę stawić czoła każdemu wrogowi, którego miała, którego mieliśmy.
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Wto Wrz 01, 2020 14:12    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- To straszna dupa. - skomentował wieści o Aldorfie. - masz racje po co im psuć humory. Ja narazie nic nie planuję. Daje się ponieść wydarzeniom. Ta karczma to pierwsza rzecz na jaką mam wpływ. Mogę im pomóc albo nie. Nie planuję tu zostać ale kazali nam znaleźć robotę albo płacić. A póki nie staniemy na nogi dobre to jak każde inne. Bo jak widzisz ja w bandażach i nawet nie mamy ubrań na zmianę nie mamy. A to nie tak że je zmuszam. Wyrwałem je z zamtuza z Curone na najemniczki. Do czasu aż nie zrezygnują będę je uczył


<Zmarszczyłam brwi zastanawiając się chwilę.>
-Ty naprawdę powinieneś w końcu pogadać z nimi, a nie tylko treningi i treningi. <Uśmiechnęłam się.> Nie spodziewałam się jednak, że każą Wam od razu zabierać się do pracy.. w szczególności Tobie, gdy jeszcze dochodzisz do siebie. Jak już na spokojnie usiądziemy postaram się trochę Cię podleczyć magią na ile umiem. Jak staniesz na nogi możesz im zaoferować trenowanie tutejszej straży… jeśli potrzebują. Raczej nie powinieneś mieć problemu z reputacją skoro Mistrz Zakonny widział Cię w walce, a i wcześniej sami stanęliśmy przeciwko nekromancie. <Zatrzymałam się na chwilę spoglądając Kurtowi w oczy.> Jest ciężko. Tobie bardzo ciężko i masz dwie dziewczyny na głowie, którym chcesz zapewnić lepsze życie. <Ściągnęłam złoty pierścień z klejnotem z palca.> Zatrzymaj go. Nie jest to może wiele, ale da Ci trochę odetchnąć póki nie wrócisz do pełni sił i zagwarantuje chociaż świeżą koszulę na zmianę.


- Doceniam. - wahał się z przyjęciem prezentu. - na razie gotowizny mi nie brak. wiem że zrzędziłem o kasie od samej Bretonii ale tam straciłem wszystko i powoli się odkuwam. Do czasu aż będą ze mną nie mają za dużo wyboru. Krew i mordobicie idą za mną jak cień. One muszą umieć o siebie zadbać. Nie zawsze uda mi się je obronić. A póki jeszcze goję się w miarę szybko nie zamierzam zmieniać zajęcia. Po prostu w tym dobry.

-Mnie nie zrzędziłeś, bo i razem nie wracaliśmy z Bretonii. Powoli, powoli i w końcu się odkujesz, ale póki co pozwól swoim towarzyszom nieco pomóc. A jak już otworzysz jakiś szynk to liczę na zniżkę na wino. <Zaśmiałam się cicho.> Rozumiem co masz na myśli.. <Spojrzałam w kierunku dziewczyn.> Muszą umieć o siebie zadbać, gdy Ciebie z jakiegoś powodu nie będzie obok. I wierz mi.. dadzą radę. Starajmy się nie narażać ich niepotrzebnie i doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie się trzeba o to martwić. Ty jesteś dobry w mordobiciu, ja w sianiu spustoszenia… mamy więcej wspólnego niż można by podejrzewać.

- Też jestem piękny - szczerze się roześmiał. - na szczęście maści od kapłanki są naprawdę niezłe i czuję się chyba lepiej niż wyglądam ale za każdą pomoc będę wdzięczny. Jak bym dostał robotę jako instruktor byłoby super. Bez ćwiczeń nie wrócę do formy. Domyślasz się co nas tu czeka?

<Roześmiałam się.>
-Wierz mi… gdyby nie potężna magia lecząca wyglądałabym znacznie gorzej niż teraz. Jak wrócimy postaram się jeszcze nieco przyspieszyć Twój powrót do pełni sił. Znam jedno zaklęcie, które leczy, ale nie na tyle potężne bym była w stanie uleczyć Cię tuż po naszej walce w lochu. Szybciej poczujesz się jeszcze lepiej to szybciej wrócisz do treningów. <Zamilkłam na moment poważniejąc. Rozejrzałam się, czy aby nie ma nikogo kto poza nami mógłby usłyszeć co zaraz powiem, po czym zbliżyłam się i wyszeptałam.>
-Prędzej czy później tu przyjdą. Twierdza jest trudna do zdobycia… sam widziałeś armię demonów, która nie mogła jej sforsować. Pytanie tylko, jak długo jest w stanie się utrzymać odcięta od świata. Teraz jest bezpiecznie, ale to tylko kwestia czasu.
<Odsunęłam się.> Więcej będę mogła powiedzieć w bardziej… zacisznych warunkach.


- Tego się obawiam. Dlatego je tak męcze. Żeby nie skończyły jak ofiary. Na szczęście znalazłem jakiś sposób na nie. Taniec z bronią. To się sprawdza. Nie traktują tego jak nudny trening. Mogą się poruszać a pozycje szermiercze same się nauczą. Tak coś myślę im większa siła tym gorsze walki. Jak bym był słabszy nie dotrzymał bym kroku mantikorze. I albo bym poległ albo nawet nie miał okazji jej zaatakować. Czy bym wtedy tak wyglądał? Pewnie nie ale czy lepiej czy gorzej? Nie wiem. Po prostu każdy robi co może. Ale jak mamy tu zostać ze świadomością że czeka nas atak trzeba się przygotować albo do obrony albo do ucieczki. A najlepiej na jedno i drugie. I tu karczma się przyda, pozwoli nawiązać kontakty. Może jakieś wsparcie. Chociażby w walce.


-Hmmm… <Wydałam z siebie.>... Raffanir był tancerzem… <Zerknęłam na Beltheriona.> Tak to się chyba nazywa. Tancerz ostrza… czy jakoś tak. Faktycznie, gdyby nie moja szybkość zabiłby mnie w pierwszej chwili, gdy skrzyżowały się nasze miecze w walce. Wiesz, że ekspertem w walce wręcz nie jestem, ale gdy trzeba potrafię dobyć broni by jej użyć. Mimo to, to właśnie refleks… <Zawiesiłam głos odwracając wzrok.>... nie ważne. <Uśmiechnęłam się.> Masz nieco racji Kurcie. Im większa siła tym gorsze walki nam się trafiają, ale cóż możemy na to poradzić. Dla mnie nie ma drogi ucieczki, bo wiedźma znajdzie mnie na drugim końcu świata. Sprawy między Nami stały się osobiste, a sama wojna zeszła na dalszy plan. Póki nie dostanie mojej głowy na tacy to nie odpuści. <Wzruszyłam ramionami.> Zakładam, że przez kilka kolejnych dni nie ruszą w tym kierunku. Może to błędne założenie, ale podejrzewam, iż jest obecnie bardziej zajęta Altdorfem, Marienburgiem oraz problemem jaki zdążyłam jej w ostatnich dniach wywinąć. Dojdź do siebie, a w między czasie podejmij decyzje. Z pewnością będziesz miał lepszy ogląd sytuacji, gdy już wszyscy usiądziemy i na spokojnie omówimy sprawy. A jak chcesz to możemy jutro potrenować.

- Ja je trenuje codziennie.jak do nas dołączycie będzie nam miło. A i dzIewczyną będzie weselej. My tu gadamy a tu patrz. Co powiesz o tym? - Kurt wskazał dom obok którego stali. - co o tym sądzisz? Dziewczyny wchodzimy. Rozejrzyjcie się na górze. - Kurt zwrócił się do Elbereych. - Puścisz je same na górę nie?

<Zachichotałam.>
-Możemy dołączyć po prostu, ale liczyłam na małe starcie między nami. Uwielbiam trenować z Beltherionem, ale chętnie zmierzę się choć raz z Tobą. Warto czasem potrenować z kimś po kim nie wiadomo czego się spodziewać, a i Tobie nieco ruchu się przyda. <Uśmiechnęłam się i spojrzałam na wskazany dom.> Jak dla mnie to wygląda dobrze. Ma w końcu cztery ściany, dach nad głową i piętro. Tylko czy powinniśmy do niego ot tak wchodzić? Jakby nie patrzeć wszystkie budynki należą do zakonu, nawet jeśli nie są teraz zamieszkane i wypadałoby spytać… no chyba, że masz zgodę by sobie zajrzeć do interesujących Cię domostw. <Spojrzałam na Różę.> Ostatni raz kiedy spuściłam ją z oczu pozostawiając bez odpowiedniej opieki została porwana i to w miejscu, które było najbezpieczniejszym w mieście. Mimo obecności Templariuszy, straży… w twierdzy na wyspie. <Odwróciłam wzrok ku najemnikowi.> Wybacz Kurcie, ale nie będę ponownie kusić losu. Póki sprawy nie wrócą do normy będzie już zawsze w towarzystwie moim bądź Beltheriona i nie uwierzę w zapewnienia, że jest miejsce, w którym jest bezpieczna bez nadzoru jednego z Nas.


Kurt zbył obawy co do zwiedzania lokalu machnięciem ręki po czym zapukał i otworzył drzwi
- Nie było mówione "nie wchodzić do pustych domów" Obejrzymy i jak się nam spodoba zagadany z siostrą Alice że chcemy go zająć pod karczmę. Co do Różyczki to i może racja. Ja skoczę zajrzeć na górę i zaraz wracam. Jak będzie w porządku to kończymy poszukiwania i możemy wracać do ciebie. A co do treningu zmiana przeciwnika dobrze robi każdemu.

_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Wrz 06, 2020 23:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Ecoliono, Klaus, Rhunar>

<Czarny Kruk wysłuchał wieści od Klausa oraz spostrzeżeń Rhunara i Ecoliono. Spojrzał wymownie na elfkę oczekując jej zdania. Melisa po chwili zastanowienia dodała.>

-Byłam tam kiedy to się zaczęło. Byłam w Altdorfie. Razem z V, Zavo i Meelee. To prawda, że stolicę zaatakowały demony ale to nie wszystko. Ktoś otworzył bramy miasta a do tego kolegia magii wdały się w jakąś wewnętrzną walkę. Altdorf prawdopodobnie został zdobyty w jeden dzień. Widzieliśmy wiedźmę... Używając bardzo niespotykanego czaru wysłała V i Zavo gdzieś... Meelee osłaniała mój odwrót. Nie wiem co się stało po tym jak się przeniosłam na przedpola Marienburga. Czarownica nie traci czasu, zbiera nowe przedmioty i odkrywa ukryte zaklęcia w szybkim tempie. <Elfka skończyła a jej twarz okazywała zmartwienie i przygnębienie.>
<Mistrz zakonny zabrał głos.>

-Dziękuję wam za te wszystkie bezcenne informacje. Niewiele jednak możemy zrobić. Nie wyślę nikogo do Altdorfu. Nie dysponuję wytrenowanym skrytobójcą do tego takim który zna się na magii. Mógłbym poprosić Elbereth i Tellan, może Iruyha ale oni są mi potrzebni tutaj. Zresztą Elbereth ma swoje własne sprawy na głowie. Większa ekspedycja odpada. Musimy mieć jak najwięcej sił do obrony twierdzy...
<Morryta przespacerował się wkoło was i kontynuował.>

-Nie wiem co sądzić o tym co Klaus dojrzał pod Marienburgiem. Może Rhunar ma rację ale równie dobrze może to być pułapka. Jeśli już to powinniśmy pokazać księciu Lucasowi to co Wiedźma robi za jego plecami tylko w taki sposób aby nam uwierzył. Muszę się nad tym wszystkim poważnie zastanowić i porozmawiać z Morrem naszym patronem. Klausie, Ecoliono, dziękuję wam. Muszę teraz porozmawiać z mistrzem Runarem i czarodzieją Melisą na osobności. Jesteś wolny Klausie, twój ekwipunek zostanie ci zwrócony. Jeśli chcesz możesz pozostać w dolnym zamku twierdzy.


<Rhunar>


<Mistrz zakonny poczekał aż Klaus oraz Ecoliono razem z chłopcem opuścili świątynie i wtedy przemówił.>

-Rhunarze, mam do ciebie bardzo ważne pytanie. Wiem, że przywiozłeś ze sobą krasnoludzki artefakt zwany Kowadłem Zagłady. Pytanie brzmi, czy potrafiłbyś wykonać dla mnie, dla Zakonu Morra, którykolwiek z tych runów.

<Czarny Kruk rozchylił płaszcz i trzymając w obu dłoniach pokazał ci srebrzysty miecz półtoraręczny z trzema runami. Jedną z nich gdzieś już widziałeś ale nie mogłeś jej w tym momencie rozpoznać. Druga runa przypominała runę siły lecz była znacznie bardziej skomplikowana i wydaje ci się, że ma podwójną moc do tego samo posiadanie broni ją aktywuje. Trzecia runa była najbardziej wymagająca i jesteś pewnien, że w życiu takiej nie widziałeś. Jej wykonanie wymaga najwyższej precyzji a mnogość drobnych wzorów jest szczytem kunsztu kowalstwa. >



< Kurt, Elbereth>

<Kiedy wy sobie rozprawialiście w towarzystwie Beltheriona, dziewczyny szły przodem nawet się na was nie oglądając. Chichotały, szeptały i cieszyły się z własnego towarzystwa. Z jakiegoś powodu Jillia stawała się przy nich bardzo otwarta, okazując skrywane emocje. Beltherion spacerując obok El przysłuchiwał się waszej rozmowie rozglądając po okolicy. Zatrzymaliście się przy jednym z nielicznych, piętrowych domostw. Budynek był cały z kamienia, jak inne zresztą. Na parterze obszerna izba mieściła biórko i kufer, reszta przestrzeni była pusta. Schody na górę prowadziły do dwóch pokojów sypialnych i wyżej na strych. Absoludnie budynek nie przypominał zwykłej karczmy, raczej dom urzędnika lub bogatego rzemieślnika. Postanowiliście odwiedzić domostwo Elbereth mieszczące się nieopodal. Elfka miała do dyspozycji całkiem spory dom. Cztery izby na parterze były jednakowego rozmiaru, wyposażone raczej w szafy i regały. Jedną z nich przemeblowano na salon z kanapą i fotelami. Na piętrze mieściła się duża sypialnia. Kurt, Elbereth i Beltherion zostali na dole a Anika, Etelka z Jillią udały się na górę. Mogliście teraz swobodnie rozmawiać do woli. Z piętra słychać było jeszcze przez chwilę radosne świergotanie dziewczyn po czym zrobiło się cicho. Panny musiały
omawiać ze sobą jakieś sekrety.>

-Możemy ćwiczyć razem jeśli tak bardzo chcecie. Choć Kurt jest za wolny i pozbawiony finezji jak dla mnie... <Wypowiedział się wreszcie elf po czym idąc na górę dodał.> -Zobaczę co one tak cicho. Może nas podsłuchują <uśmiechnął się.>

<Tellan>

<Iruyh objął cię ramionami i przyciągnął do siebie tak że czułaś jak łopocze ci serce. W pierwszej chwili spanikowałaś ale zdałaś sobie z tego sprawę i poddałaś się jego czułościom. Mężczyzna pocałował twój policzek po czym ciepłym oddechem chuchnął na twoje ucho i szepnął.>

-O mnie bądź spokojna kochanie. To ja martwie się o ciebie. Czuję, że w głębi serca jesteś przerażona. Jakaś głęboka część ciebie pamięta to co się stało. Mówisz, czasem krzyczysz przez sen kuląc się jak przerażony kociak. Ja sobie radzę z moimi demonami a jeśli będę potrzebował pomocy to o nią poproszę. Tobie natomiast pomoc jest potrzebna każdego dnia. Nie jesteś kulą u nogi. Jesteś moim skarbem. Musimy pomóc ci przypomnieć sobie co się wydarzyło i będziesz musiała się z tym zmierzyć. Nie mogę ci tego opowiedzieć ot tak. To może zrobić ci jeszcze większą krzywdę. Musisz zajrzeć w głąb siebie, ty jesteś swoim największym przeciwnikiem, musisz pokonać samą siebie. Oczywiście będę cię trenował , z przyjemnością.

<Wojownik złożył kilka gorących pocałunków na twojej szyji i rozpłynęłaś się w jego ramionach niczym ciepłe masło. Oddałaś się przyjemnościom czując w głębi, że tego potrzebujesz i pragniesz. Oceanu miłości.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Pon Wrz 07, 2020 15:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na wnioski Kruka pokiwałem głową. Prawda była taka że na tą chwilę gdy wróg jest blisko ciężko było zorganizować siły do takich zadań. No nic. Ciekawiło mnie po co konkretnie Kruk nas tu zaprosil.

Gdy odsłonił miecz moje oczy błysnęły nie tylko z zachwytu nad kunsztem oręża i nieznanymi runami. Błysk mistycznej mocy zaklętej w runach i tej płynącej w mym ciele zarezonowały. Przypomniały mi się zapomniane runy z młota Shehtar na które mogłem tylko rzucić okiem.

- Nie znam tych run. - powiedziałem badając ostrze wzrokiem i magicznymi zmysłami - Są bardzo potężne. Wydaje mi się że jedna z nich może być nawet runą mistrzowską.

Zamknąłem oczy przesuwając palcami po znakach.

- Tak. Precyzja wykonania wykracza poza widzenie. To nie są runy które może wykonać czeladnik a i runiarz miałby z nimi problemy. Na szczęście z łaski Thungniego i z błogosławieństwem Grungniego ich przyswojenie i wykucie jest w zasięgu mych zdolności.

Jeszcze przez chwilę badałem wiązania mocy w ostrzu. Potem otworzyłem oczy z których uleciała delikatna mgiełka mocy.

- Czarny Kruku. Mogę dla ciebie i zakonu wykonać jedną z tych run. Na Bogów Przodków, daliście bezpieczne schronienie moim pobratymcom i niziołkom, a idzięki temu zdołaliśmy ocalić masę istnień - za to już jestem chętny wykuć dla was runy.

- Problem jest z czym innym. Czas. Nauczenie się samodzielnie prostej runy zajmuje czasem dwa tygodnie. Nauczenie się którejkolwiek z nich zajmie mi możliwe że miesiąc albo i dłużej. Wykonanie też, chyba że będę mieć pomoc zaufanego czarodzieja - spojrzałem na Melisę i uśmiechnąłem się na moment.

- By się ich nauczyć muszę mieć nieograniczony dostęp do ostrza na niewiadomo jak długo. Inną kwestią jest to ile czasu mamy z wrogiem w pobliżu. - pokręciłem głową- Jeżeli nie ma sposobu by umieścić mnie poza czasem lub przyspieszyć moją naukę i pracę będziesz na gotową broń musiał czekać miesiące.

Dalej trzymając dłonie na ostrzu przesuwałem po runach palcami.

- Albo lata...

Jeszcze dłuższa chwila.

- A nawet dziesięciolecia. Jeden znak obdarza właściciela wielką siłą, następna czyni przedmiot praktycznie niemożliwym do zniszczenia... a trzeci, ten najbardziej skomplikowany to runa na ożywieńców. Bardzo potężna bo nawet najsłabszy cios który dosięgnie nieumarłego jakiegokolwiek typu by nie był - unicestwi go na zawsze.

- Tak. To potężne runy. Bez nauczyciela lub jakiegokolwiek źródła wiedzy o nich samo rozpracowanie wiązań zajmie mi lata.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Sro Wrz 09, 2020 16:14    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skłoniłem głową na słowa Mistrza, chwyciłem chłopca za ramię i obaj wyszliśmy z Świątyni Morra na zewnątrz. Najpierw postanowiłem poszukać tutejszej zielarki, bądź zielarza - być może któryś z mych braci bądź sióstr zajmuję się ziołami i medykamentami. Do tego zamierzałam udać się jeszcze do skryptorium, ale już bez chłopca - którego zostawię pod opieką elfiej wieszczki Fudymy.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Wrz 09, 2020 20:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Wysłuchuję komentarzy reszty w spokoju nie wchodząc im w słowo, ani samemu się nie odzywając. W końcu gdy swą wypowiedź kończy Mistrz Zakonu kłaniam się lekko, odwracam na pięcie i kieruję ku wyjściu ze świątyni. Gdy na zewnątrz Ecoliono bez słowa od razu rusza w swoim kierunku, sam postanawiam zrobić dokładnie to samo. "El mówiła, że zatrzymali się w środkowej części dolnego zamku. Cóż trzeba będzie się tam przejść. Ale najpierw muszę odzyskać swój ekwipunek, bo jakoś dziwnie się czuję, jak nie mam na plecach łuku i strzał, a przy boku miecza. Nie wiem kiedy ostatnio doszło do takiej sytuacji, bym poruszał się bez wszystkich tych moich klamotów.">

<Jak zaplanowałem tak robię. Kieruję się tą samą drogą, którą zostałem przywieziony konno, wprost pod drzwi aresztu przy głównej bramie twierdzy. Po drodze rozglądam się uważnie, wyszukując wzrokiem miejsc w dolnym zamku, gdzie mógłbym się zatrzymać czy czymś napełnić brzuch. Przy okazji z większą dokładnością wyszukuję znanych mi symboli i znaków, które mogły mi umknąć, gdy podróżowałem konno. Na miejscu staram się w grzecznej rozmowie z Hansem, czy też innymi obecnymi tam strażnikami, czy zakonnikami wyjaśnić, że przybyłem po swoje rzeczy, które na polecenie Czarnego Kruka mają mi zostać zwrócone. Jeśli wszystko przebiega bezproblemowo, to wyposażam się w sprzęt tak jak zawsze, wcześniej sprawdzając, czy niczego nie brakuje i wszystko jest w takim samym stanie, gdy mi to odbierana. Po czym zaczynam poszukiwania lokum Elbereth, kierując się instrukcjami jakie podała.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Sob Wrz 19, 2020 21:22    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Mimo wszystko zostałam przed domem, który eksplorował Kurt wraz z dziewczętami. Nie wstrzymywałam Róży pozwalając by rozejrzała się wraz z nimi. Sama oparłam się o ścianę domostwa spoglądając w niebo i cierpliwie czekając.
… Muszę zacząć się pilnować i przestać okazywać sympatię… zabójcy przestali być jedynymi, którzy śledzą moje poczynania… skoro dotarli do takich informacji jakakolwiek afekcja wobec kogokolwiek skończy się źle nie tylko dla mnie… obowiązki, obowiązkami, ale narażam ich… zazdrosne jędze posuną się do brudnych zagrywek byle tylko mnie sprowokować i pozbawić stanowiska… wraz z głową… Zmrużyłam oczy uśmiechając się na ostatnią myśl. … wasze niedoczekanie… chcecie trwonić majątki na szpiegów… proszę bardzo…
Wyprostowałam się wyrywając z myśli, gdy towarzystwo wyszło z budynku. Bez słowa ruszyłam w kierunku budynku, który przydzielił mi Mistrz. Dopiero, gdy drzwi zamknęły się za nami, a dziewczęta pobiegły na górę, odetchnęłam z ulgą.>

-Zazdroszczę im… Czasem chciałabym wrócić do naszego czasu w Altdorfie. <Mrugnęłam porozumiewawczo do elfa.> I nie przejmować się niczym. Hihihi… Towarzystwo Etelki i Aniki dobrze robi Róży. Jest taka swobodna.. Szczęśliwa. Mam nadzieję Kurcie, że pozwolisz by najbliższe dni spędzała w ich towarzystwie. Przy mnie nie ma takiej zabawy. <Westchnęłam spoglądając na elfa.> Z Tobą chcę trenować możliwie, jak najwięcej, ale chcę zmierzyć się z kimś po kim nie wiem czego się spodziewać i kto jest ode mnie znacznie silniejszy. Podczas mojego wyjazdu nie mogę użyć magii, czy karwasza i mogę polegać jedynie na ostrzu. Warto się sprawdzić. Po za tym.. Będzie niezły ubaw. <Ujęłam delikatnie jego dłoń.> Idź je sprawdź… gdy ja byłam tak cicho najczęściej robiłam coś czego nie powinnam. Jak wymykanie się z domu…
<Puściłam do niego oko po czym rozejrzałam się po parterze by w końcu ulokować się wraz z Kurtem w salonie. Zdjęłam torby kładąc je ostrożnie koło kanapy. Sam płaszcz rzuciłam niedbale na jeden z foteli. Chichoty oraz szczebiotanie na piętrze były miłą odmianą. Uśmiechnęłam się siadając wygodnie.>

-Róży brakuje dziewcząt w podobnym wieku. W naszym towarzystwie nie znajduje takiej swobody i chyba stara się nie przeszkadzać. Brakuje mi ciągle czasu by poświęcić jej wystarczająco dużo uwagi. <Skrzywiłam się nieco.> Moja nadopiekuńczość też nie pomaga. Czuję się, jak..

<Pukanie do drzwi przerwało mi w pół zdania. Wstałam ruszając do drzwi, które otworzyłam uśmiechając się szeroko na widok Klausa.>
-Bez Rhunara? <Uniosłam lekko brew.> Jakoś mnie to w sumie nie dziwi. Wejdź proszę. Kurt już zdążył się rozgościć.

<Odsunęłam się przepuszczając strzelca. Nie miałam już na sobie płaszcza. Miecz, jak i topór też nie znajdowały się przy moim boku. Zamknęłam drzwi prowadząc Klausa do salonu, gdzie obok kanapy leżały moje torby oraz broń.>
-Dziewczęta oraz Beltherion są na górze by dać nam nieco prywatności. <Mówiłam lekkim tonem, lecz mój “dobry” humor nie odbijał się w spojrzeniu.> Proszę.. Rozgość się. <Wskazałam na fotele oraz kanapę zamykając za nami drzwi do pomieszczenia. Sama usiadłam wygodnie w jednym z foteli.> Szkoda, że nie zebraliśmy się w większym gronie, ale trudno. Jak spotkanie z Mistrzem Zakonnym?

<Zaczęłam rozmowę, która trwała póki nie osuszyliśmy butelki wina, a wszystkie nurtujące nas tematy nie zostały omówione. W końcu Klaus wstał opuszczając nas, a ja zostawiłam Kurta w salonie by mógł swobodnie poruszyć swoje sprawy z Aniką oraz Etelką. Zabrałam torby oraz płaszcz i poszłam na górę.>
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Arya
Klucznik
Klucznik


Dołączył: 12 Lip 2012
Posty: 683

PostWysłany: Nie Wrz 20, 2020 13:32    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Poranna wizyta w celi rycerza okazała się być bardziej przyjemna, niż Tellan przypuszczała.

- Cieszę się, że chociaż to jedno wspomnienie o tobie pozostało mi na zawsze…- wyszeptała cicho do ucha wojownika- Trzyma mnie ono blisko Ciebie. Masz rację, powinnam uporać się sama ze swoją przeszłością. Jaka by nie była będę musiała się z nią zmierzyć… -dodała łagodnie jednak po głowie krążyła jej jedna z nocnych wizji.

<Mimo chłodu panującego w celi Tellan ciało wojowniczki było przyjemnie rozgrzane. Siadając na skraju łóżka poczęła zaplatać włosy w luźny kok po czym wsunęła na siebie ubranie. >

-Obiecałam bratu Ecoliono, że pomogę w treningach Mathiu. Zanim jednak do tego przejdę sama chciałabym się odpowiednio przygotować. Hm...Zjem coś i spotkamy się na placu treningowym? Za klepsydrę?- rzuciła z entuzjazmem- Chyba, że masz inne plany czy zadanie?



- Zawsze będę obdarowywał cię miłością Tellan, wiesz o tym i twoje serce też o tym wie.
<Iruyh pocałował cię z czułością po czym pozwolił ci się ubrać. >
-Chętnie powalczyłbym z tobą skarbie już tutaj lecz nie jesteś w formie. <Mrugnął zaczepnie> - Może spotkamy się wcześniej, znajdę cię jeśli będzie trzeba.



<Po tym jak wojowniczka opuściła celę udała się prosto do kantyny by posilić się przed treningiem. Poranna rozmowa oraz czas spędzony z Iruyhem wprawił ją w dobry nastrój. >

<Promienny uśmiech na twarzy rycerza odprowadził cię do drzwi gdy opuszczałaś celę. Wędrując po klasztorze kierowałaś się nosem aby dotrzeć do jadalni. Mimo iż to miejsce było dla ciebie całkowicie nowe przepełniał cię spokój i opanowanie.W korytarzach minęłaś kilku rycerzy Morra, którzy pozdrowili cię przechodząc obok. Nie była to pora posiłku w klasztorze, a jednak udało ci się dostać co nieco do jedzenia. Ciemny chleb, suszone mięso i kubek koziego mleka musiał na ten moment wystarczyć. >


<W drodze powrotnej wojowniczka postanowiła zawitać do świątyni Morra. Wnętrze kamiennego budynku wypełniał dym kadzideł oraz woń lamp olejnych. Od ścian posadzki bił przejmujący chłód, który w kilka chwil schłodził jej rozgrzane policzki.>

<Budowla była bardzo okazała. Kopulaste sklepienie umieszczono wysoko. Małe, wąskie okna zakryte witrażami z ciemnego szkła sprawiały wrażenie jakby przebywało się w ogromnej krypcie. Ogromny posąg Pana Snów odzianego w habit, dzierżącego laskę w prawej dłoni oraz posiadającego ogromnego kruka na lewym ramieniu, mierzył zimnym wzrokiem obsydianowych oczu, każdego kto stawał w wejście do świątyni. Ołtarz zbudowany z trzech menhirów symbolizował bramę do świata zmarłych. Świątynia pozbawiona była ław, krzeseł czy nawet obrazów na gładkich, kamiennych ścianach. Dwa duże znicze płonęły przed ołtarzem dając wystarczająco dużo światła aby można było dostrzec ewentualnych modlących się>

<Chowając się w cieniu, który spowijał większość świątyni Tellan złożyła dłoń na dłoń w geście modlitwy. Czy tak właśnie powinna modlić się do swego Boga? Co powiedzieć? Nie znała nawet żadnej modlitwy. Nie pamiętała nic. Zamknęła więc oczy, spuściła głowę i tak jak czuła wyszeptała słowa modlitwy do Pana Śmierci i Snów. > Pomóż mi Panie zmierzyć się z demonem, który dręczy mnie każdej nocy i chce rozszarpać na kawałki. Błagam Cię, zabierz go z mojej głowy, wyrwij go z mego ciała bo inaczej oszaleję… Widzę go… jest we mnie każdej nocy… Zjada mnie od środka… skubie kawałek po kawałku… sączy krew
z mych żył… wykręca wszystkie wnętrzności, a potem szarpie swymi długimi szponami.
I czeka...czeka, aż wydam ostatnie tchnienie…Słyszę jak charczy i trze zębami… Czuje jego zapach... zapach zepsutej krwi...mojej krwi...Czasami mówi coś do mnie...syczy jak jakieś zwierzę...wyje...jak..jak jakiś wilk...Każdej nocy bierze coraz więcej i więcej…

<Z każdym wyszeptanym słowem ciało Tellan drżało coraz bardziej, a dłonie robiły się coraz bardziej wilgotne. Stojąc jak wyryta szeptała o kolejnych wizjach dręczących ją nocami tracąc poczucie czasu.>

<W świątyni nie było nikogo poza tobą i Morrem. Oddałaś się modlitwie do momentu gdy ciężki złowróżbny metaliczny głos przeszył twoje uszy. >
-To nie tego demona tak naprawdę się obawiasz…

<Poczułaś dotnięcie na ramieniu i odwróciłaś się gwałtownie. Bestia która przyniosła cię z pustyni stała tuż przed tobą w całym majestacie. Metalowy psi pysk szczerzył na ciebie rzędy zębów a karmazynowe, świecące oczy przewiercały cię spojrzeniem na wylot. Momentalnie twoje ciało zrobiło się wiotkie, prawie posikałaś się ze strachu, drżąc i szykując się aby skulić się w kłębek. Wtedy bestia chwyciła cię za podbródek i zmusiła abyś patrzyła jej w oczy. To wtedy stało się coś niesamowitego. Krwawe ogniste spojrzenie istoty uświadomiło ci, a raczej odkryło kilka zagrzebanych w podświadomości wspomnień. Owa istota była twoim najlepszym przyjacielem. Może w dziwny i pokręcony sposób ale jednak. Byłaś bezpieczna, pod metaliczną skorupą krył się twój ukochany a to co go teraz okrywało nigdy tak naprawdę cię nie skrzywdziło mimo iż czułaś wiele razy, że chciało, to jednak zawsze mimo wszystko cię broniło. Ciebie i twoje dziecko. Serce zatrzymało ci się na moment by po chwili bić jak oszalałe. Kierując się instynktem i głęboko zakorzenionym uczuciem miłości do tego co dla ciebie najcenniejsze pozbyłaś się strachu i robiąc krok naprzód objęłaś ramionami bestię przytulając się do zimnej, metalicznej skorupy, która jednak okazała się ciepła. Wszystkie negatywne uczucia odpłynęły. Tym razem usłyszałaś łagodny szept Bestii.>

-Zaufałaś mi i teraz wszyscy jesteśmy tutaj razem. Z czasem naprawimy twoją głowę i wszystko będzie dobrze…

-Wszystko będzie dobrze… <Głos Iruyha sprawił, że otrząsnęłaś się jakby ze snu. Przytulałaś rycerza w czarnej zbroi ale był zwykłym człowiekiem. Hełm był przypięty do boku zamiast osłaniać głowę. Kasztanowe oczy ukochanego spoglądały na ciebie z uśmiechem.>
-Wszystko będzie dobrze Tellan… Klepsydra minęła, czas rozruszać twoje ospałe ciało i sprawdzić jak twoje postępy w szermierce. Chodźmy na plac, rycerzu! <ostatnie zdanie zabrzmiało jak rozkaz.>


<Jeszcze przez długą chwilę Tellan nie mogła pojąć tego co się właśnie stało. Spojrzała pytająco prosto w oczy mężczyzny tak jak przed chwilą wpatrzona była w oczy Bestii. Nie była jeszcze w stanie zrozumieć tego co się właśnie stało. Czy On i Bestia to jedno? Zastanawiała się już nad tym od czasu, gdy po raz pierwszy rozmawiali ze sobą w celi. Miała nadzieję, że wkrótce przypomni sobie wszystko . Mimo wszystko uśmiechnęła się do rycerza, gdy ten wezwał ją na plac treningowy. Przytakneła głową po czym ruszyła w krok za nim.>
_________________
Przyjaciel czy Wróg : Tellan
Przeznaczenie czy przypadek?: Erin
.........................................................................
"One must feel chaos within, to gi­ve bir­th to a burning star"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Nie Wrz 20, 2020 16:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Jako że w spacerze nikt mi nie przeszkadza, nic nie odwraca uwagi, a i sprzęt odzyskuję bez większych trudności, to pod lokum El podchodzę bez problemów. Po chwili pukam, a drzwi otwiera mi sama elfia magiczka.>

- Witaj El. Cieszę się, że udało mi się Cię znaleźć. Kurt też tu jest? O. To miło. - <Ruszam za elfką, dając się poprowadzić w głąb pomieszczeń. Tym razem mam już przy sobie swoje wyposażenie, broń i torbę. Moje krótkie włosy jednak nadal są posmarowane jakąś czarną mazią.> - Rhunar musiał zostać na rozmowie w cztery oczy z Mistrzem. Choć bardziej poprawne byłoby stwierdzenie że w sześcioro oczów, bo Melisa też została w świątyni. - <Na wskazanie miejsc siedzących przysiadam szybko na kanapie, po drodze witając się z najemnikiem.> - Witaj przyjacielu. Cieszę się, że bezpiecznie tutaj dotarliście.

<Nie wiem czy to kwestia pitego wina, czy nie, ale rozmowa z dwójką przyjaciół trwa długo i jest wypełniona masą informacji. Dzięki temu udaje mi się dowiedzieć dość sporo zarówno co do ostatnich przygód moich towarzyszy, ich zamierzeń na najbliższe dni, jak i co do opinii na temat zdarzeń, których ja byłem świadkiem. Wspólne wyciąganie wniosków, szczególnie w kwestiach które chcielibyśmy zachować w tajemnicy, pomaga ułożyć sobie to wszystko w głowie. Czas na takiej konwersacji, połączonej z konsumpcją wina, mija szybko, choć czasem mózg wręcz paruje od masy wiedzy, którą ciężko mi ogarnąć. Jednak jesteśmy w stanie tak poważne tematy przeplatać też bardziej rozrywkowymi. Toteż chwile rzeczowej, spokojnej rozmowy, są przerywane nie tylko przez wybuchy złości, ale też śmiech i rozbawienie. W końcu jednak gdy w butelce widać dno, gardło wysusza się od ciągłej paplaniny, a głód coraz bardziej daje o sobie znać, przychodzi pora na rozstanie.>

<Lekko masuję się po brzuchu.> - No ale na mnie już pora chyba. Powiedziałem co wiedziałem, a teraz pora coś zjeść, bo coś czuję, że zaraz kiszki mi zaczną marsza grać i będziecie musieli je przekrzykiwać, by móc ze sobą rozmawiać dalej. - <Wstaję powoli z siedziska.> - Będę w najbliższej karczmie, jakby kto się pytał. - <Spoglądam na El.> - Jakbyś mogła, to proszę przekaż to swojemu wybrankowi. Pewnie będzie chciał ze mną pogadać. - <Wzdycham lekko.> - Choć nie wiem gdzie jakąś czynną karczmę znajdę, bo jakoś strasznie tutaj pusto. Niby budynków sporo, a wszystko wygląda na jakieś takie opuszczone. Jakby większość załogi i mieszkańców stąd nagle wywiało. - <Jeśli nie jestem zgadywany czy zatrzymywany to żegnam się i zmierzam do wyjścia.>

<Opuszczam budynek i rozglądając się uważnie kieruję do pierwszej karczmy, którą udaje mi się zauważyć, a która wygląda na otwartą. Na chwilę zatrzymuję się jeszcze przed wejściem, pochylam do ziemi, poprawiam buty, sprawdzam swój ekwipunek i wyposażenie, robię głęboki wdech opierając się na chwilę o ścianę budynku, po czym otwieram drzwi. Wyszukuję jakiś wolny stolik gdzieś w rogu karczmy, tak by w razie konieczności prowadzenia z kimś rozmowy ryzyko jej posłuchania było jak najmniejsze, po czym zajmuję miejsce tak, by widzieć całą salę a nie mieć nikogo za plecami, i zamawiam sobie sporą misę jedzenia, jak i popitek, z zamiarem powolnego delektowania się ciepłą strawą i napitkiem w cieple i pod dachem.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sob Wrz 26, 2020 22:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

< Rhunar>

<Melisa pokiwała głową twierdząco.>

-Rhunar ma rację. Nawet z moją pomocą, bez źródeł wiedzy na temat tych run, praca zajmie lata. Ale tak naprawdę nie o to chodzi prawda? To tylko poboczny wątek naszej rozmowy, czy się mylę? <Elfka wpatrywała się uważnie w mistrza zakonnego.>

-Jesteście bardzo spostrzegawczy. Podejrzewałem, że odtworzenie run będzie trudne... To jedna z naszych relikwi, ale zawsze warto próbować... <Czarny Kruk spojrzał na was z uśmiechem.> -Chciałbym abyście użyczyli swoich umiejętności zakonowi Morra. Wiem, że jesteście w posiadaniu runicznego kowadła. Pracując razem moglibyście ulepszyć nasze machiny obronne , odnowić kilka run na murach. Mam potrzebne do tego manuskrypty jeśli uznacie, że są wymagane. Oczywiście zakon zapłaci za wszystko co uznacie ponad miarę zwykłej wdzięczności. Runy na mieczu zostawimy na inny czas. Co wy na to?

<Melisa spojrzała na Rhunara pytająco>


<Ecoliono>

<Opuściłeś świątynie i myśląc o zielarzu zdałeś sobie sprawę, że przecież Waneka, niziołek który z tobą przybył jest zielarzem. Odprowadziłeś chłopca do elfiej wieszczki Fudyme asam udałeś się do klasztornego skryptorium. Rycerze już wiedzieli o tym, że się zjawisz więc przepuszczono cię bez zadawania pytań. Skryptorium przylegało do biblioteki. Wbrew pozorom było bardzo mało, zaledwie cztery pulpity, obecnie puste. Przy przejściu do biblioteki czuwał kapłan choć w miarę jak się do niego zbliżałeś nachodziły cię złe przeczucia. Dopiero z bliska uświadomiłeś sobie, że kapłan nie do końca jest żywy, a raczej nieumarły. Jego twarz świeciła litą kością a gruba toga była aż nazbyt zdobiona jak na Morrytę. Zrozumiałeś dlaczego chłopiec nie może tu przychodzić. Czułeś wielki respekt, prawie strach przed ową postacią jednak wszystko tu było wolą Morra. >

-Czego poszukujesz kapłanie?? <Postać odezwała się grobowym głosem.>


<Klaus>

<Opuściłeś dom w którym zatrzymała się Elbereth i ruszyłeś na poszukiwanie karczmy. Nie musiałeś daleko szukać, zaledwie uliczkę dalej odnalazłeś czynny zajazd. Pożegnanie Nowicjusza okazało się parterowym budynkiem z jedną dużą wspólną salą. Ławy ustawione razem w kształt podkowy a wewnątrz szynkwas i urzędujący gospodarz w wieku już sędziwym. Poza tobą wszyscy bywalcy to nowicjusze Morra. Dostałeś miskę ciepłej zupy, pajdę chleba i kufel piwa. Wystrój izby był ubogi, poza kilkoma lampami oliwnymi nie było tu nic więcej. Po kilku klepsydrach usiadł obok ciebie mężczyzna w szatach nowicjusza. Spod liberii dostrzegłeś interesujący element odzienia i już wiedziałeś, że znak który zostawiłeś został zauważony. Mężczyzna dyskretnie podsunął ci kawałek pergaminu, opróżnił kufelek piwa i wyszedł bez słowa.>


<Elbereth>

<Po skończonej rozmowie wróciłaś do Beltheriona i Jilli. Oboje siedzieli na łóżku czekając na ciebie. Dziewczynka wydawała się być w dobrym
humorze, elf zdawał się niewzruszony. Kurt razem z Aniką i Etelką został nocując na dole. Wy w trójkę spędziliście spokojnie noc. Z samego rana
Beltherion wziął cię na trening. W dolnym zamku było dużo przestrzeni do ćwiczeń z bronią więc już spacerując Bel zapytał poważnie.>

-Czego konkretnie chcesz się uczyć? Ataków, uników, obrony? Zwykłej szermierki?Zwykle wolisz magię niż machanie żelazem. Walka bez magii ma wiele obliczy. Każdy kto dzierży ostrze reprezentuje swój własny styl. Ja na przykład nie czuję się pewnie na polu bitwy. Wolę mieć przewagę zaskoczenia i urozmaicony teren. Poza tym dostosowuje się do sytuacji. Jestem całkowitym przeciwieństwem małżonka Tellan. On nie stosuje trików, zwyczajnie prze do przodu, kiedyś nazwał bym go groźnym ale teraz to potwór. Ja w zależności od przeciwnika walczę inaczej, on zawsze tak samo. Najstraszniesze jest to, że mimo iż on jest całkowice przewidywalny, jego siła, prędkość, zwinność i wytrzymałość są ponad ludzkie pojęcie z tym mieczem którym włada. Normalnie wojownicy opanowują do perfekcji jedną lub dwie z tych cech. Trzy to już legenda ale cztery to koszmar. Powinien umrzeć kiedy postrzeliłem go zatrutymi strzałami...


<Tellan>

<Gdy dotarliście na plac treningowy przy koszarach Iruyh zmierzył cię wzrokiem. >

-Nie masz broni moja droga. <Ściągnął z pleców ogromy miecz i podał ci go.> - Używałaś go wcześniej więc powinnaś sobie poradzić.

<Zerknęłaś na ogromną sztabę metalu ozdobioną gdzie niegdzie złotymi żyłkami na klindze. Broń zdawała się zbyt wielka aby nią władać ale ku własnemu zdziwieniu dałaś radę ją nie tylko udźwignąć ale i wykonywać ruchy. Byłaś silniejsza niż ci się zdawało. >

-Musisz jeszcze sporo ćwiczyć aby ją opanować i wzmocnić swoje ciało. Za bardzo zużywasz nadgarstki. Od ciebie zależy czy chcesz abym zostawił ci tę broń czy wolisz coś mniejszego, lżejszego i poręczniejszego. Wcześniej, zanim walczyłaś tą bronią, używałaś zwykłego miecza oraz ćwiczyłaś półtorakiem. Z czym czujesz się najlepiej będziesz musiała wypróbować sama. Na pewno mają tutaj ogromny wybór oręża...

<Iruyh dobył złotego, zdobionego klejnotami, dwuręcznego miecza wyglądającego bardziej jak ozdoba niż prawdziwa broń. >
-Chcesz się spróbować na miecze skarbie czy może bez broni?
<Mrugnął do ciebie zaczepnie.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Nie Wrz 27, 2020 11:33    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chwilę się zastanowiłem.

Jeżeli budowniczowie twierdzy pozostawili zapiski odnośnie run inżynieryjnych to oferta Mistrza była więcej niż szczodra - każda okazja by nauczyć się kolejnych run była cenna. Oferta "sypnięcia złotem" od czasu do czasu była całkiem przyjemnym dodatkiem.

Kiwnąłem głową.

- Zapiski z pewnością przyspieszą i ułatwią pracę. Chętnie wam pomogę wzmocnić waszą twierdzę w tych mrocznych dla wszystkich czasach. Rozmówię się z Jordim Strzelimłotem od czego moglibyśmy zacząć.

- Mogę liczyć na twoją pomoc, Kochanie? - zapytałem jeszcze Melisy, z grzeczności, bowiem już wcześniej była chętna do wspólnej pracy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Nie Wrz 27, 2020 21:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Skłoniłem się, cicho odpowiadając.

- Przychodzę tu Ojcze, jeśli oczywiście pozwolicie bym pomógł wam w pracach w skryptorium lub w librarium. Dostałem zgodę na to od Mistrza Zakonu, lecz i was chce prosić o zgodę. Do tego poszukuje wiedzy - pragnę dać komuś możliwość ujrzenie nie przyszłości, lecz przeszłości.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Wto Wrz 29, 2020 22:36    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

-Uff… trochę to trwało, ale udało Nam się przebrnąć przez wszystkie tematy. <Uśmiechnęłam się wchodząc do pokoju. Wino miło szumiło wprawiając mnie w nieco bardziej rozluźniony nastrój.> Klaus już wyszedł, ale wspomniał, iż zatrzyma się w karczmie, gdy takową znajdzie i prosił by Ci przekazała, iż chciałby się z Tobą spotkać na osobności. Nie wiem co tam macie za sprawy do wyjaśnienia, ale najwyraźniej coś istotnego.

<Odstawiłam torby koło łóżka po czym opadłam na nie z westchnieniem. Resztę czasu spędziliśmy we trójkę odpoczywając i rozmawiając. Nasz leniwie spędzany czas przerwało jedynie ponowne wezwanie na rozmowę z Czarnym Krukiem, na które udałam się już sama, bez towarzyszy i bez postronnych uszu. Przyjęłam zaproszenie na rozmowę z lekkim zaskoczeniem, choć spodziewałam się, iż w końcu może czekać mnie poważniejsza rozmowa. Ruszyłam ku świątyni zastanawiając się jakie pytania mogą paść i jak na nie odpowiadać. … pohamuj temperament… Powtarzałam sobie w myślach niczym mantrę, gdy zapadał zmrok. I na szczęście udało nam się przebrnąć przez konwersację na spokojnie bez pogłębiania animozji. W taki czy inny sposób łączył nas wspólny cel, więc póki co nie warto było tracić energii na walkę przeciw sobie. Wracając zajrzałam jeszcze do tutejszej karczmy gdzie uraczyłam się gorącym posiłkiem, pękatymi butelkami wina oraz uroczą rozmową z miejscowymi póki karczmarz nie zarządził zamknięcia przybytku. W radosnym nastroju, cicho śpiewając sobie pod nosem w końcu wróciłam do domu. Niechcący trzasnęłam głośniej drzwiami wejściowymi i uciszając samą siebie. > -Ciii… wszystkich pobudzisz… <Zachichotałam, po czym ruszyłam w wyprawę ku schodom prowadzącym na górę potykając się po drodze i wciąż popijając wino z glinianej butelczyny. Każdy stopień stanowił wyzwanie, lecz podołałam docierając do sypialni. Bez większego namysłu pozrzucałam z siebie ubranie by ostatecznie opaść na łóżko.> - Nareszczecie… <Wymruczałam pod nosem przytulając się do Beltheriona i zasnęłam kamiennym snem.

Niechętnie wstałam wczesnym rankiem. Małomówna, naburmuszona i wciąż zaspana odświeżyłam się, po czym ubrałam w zwykłe spodnie oraz jedwabną koszulę, którą wcisnęła mi Carras twierdząc uparcie, że żadnych innych nie było w sprzedaży. Nie było jej przy mnie raptem dzień, a już brakowało mi jej pomocy we wszystkim. Splotłam ponownie wstążeczkę z dzwoneczkiem we włosy, ale tym razem związałam resztę włosów na wysokości karku tak by mimo wszystko nadal zasłaniały tatuaż. Narzuciłam płaszcz i wzięłam miecz. Gotowa w końcu wymknęłam się cicho z Beltherionem na plac. Rześki poranek rozbudził mnie przeganiając resztki snu. Słuchałam wywodu elfa, aż w końcu uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedziałam w eltharinie.>

-Tak mnie słuchasz mój kochany. <Zaczęłam zaczepnie.> Machać mieczem to ja umiem, jak trzeba, ale muszę trenować tak by móc stanąć spokojnie do pojedynku, gdy jakiś inny mroczny elf zechce mnie wyzwać aby odebrać mi tytuł Namiestnika. Gdyby Raffanir nie chciał dłużej powalczyć ku uciesze gawiedzi to skróciłby mnie o głowę już w pierwszym ataku. Może i jestem zwinna oraz szybka, lecz zdecydowanie daleko mi do umiejętności elfów jego pokroju. Wolę ćwiczyć pod przeciwnika tego typu. <Westchnęłam.> Nie zawsze też mogę użyć magii, czy karwasza, więc muszę się zdać na ostrze. Chciałabym byś wziął sprawy na poważnie. Trenowaliśmy razem, ale tym razem nie chcę byś się hamował czy ograniczał. Z lekkich ran jestem w stanie uleczyć się sama za pomocą magii, a konkretny ból oraz krew uzmysłowią mi, że to nie są żarty. Pomogą mi. <Mrugnęłam porozumiewawczo. Coś mi jednak nie do końca pasowało w jego nastroju.> Wydajesz się nieco nieobecny kochany. Czy coś Cię trapi? <Spojrzałam na niego badawczo.> Czy powrót Iruyha Cię martwi?

<Beltherion spojrzał na ciebie zadzierając nosa.> -Wiem co mówiłaś. Ale walka z mrocznymi elfami zwana pojedynkiem czy też nie, ma mało wspólnego z normalną walką. Ważne są zasady roztrzygającego lub sekundanta. Poza tym to po prostu walka na śmierć i życie. Obserwujesz swojego przeciwnika, szybko analizujesz jego słabości i starasz się go wyeliminować jednym ciosem. Wszystko inne jest zbyt ryzykowne. elfy znają wiele różnych sekretnych zagrań. Nie jesteś w stanie nauczyć się wszystkich na pamięć nie mówiąc już o opanowaniu ich. Powalczymy więc normalnie lecz spełnie twoją prośbę i będę zadawał rany.
<Elf rozjerzał się po pustej ulicy otoczonej w tym miejscu tylko wybiegami dla zwierząt.>
-Miejsce dobre jak każde inne. Na początku dam ci fory i zapytam czy jesteś gotowa?
<Bel wyglądał przez moment jakby się zamyślił.> - Przeszło mi przez głowę, że Iruyh mógł zmienić zdanie. Poza tym martwi mnie coś jeszcze. Popełniłem wielki błąd udając się z tobą do miasta mrocznych elfów. Ale już się nie odstanie. Tak bardzo pragnąłem być blisko ciebie, że zapomniałem o czymś.


<Słuchałam uważnie starając się zrozumieć sztukę, którą dotąd ignorowałam skupiając się jedynie na magii. Przytaknęłam parokrotnie upewniając Beltheriona, że rozumiem co do mnie mówi. Wydęłam usta na wspomnienie o analizowaniu przeciwnika. Moja wybuchowa forma walki przeczyła tym założeniom. W końcu się zatrzymaliśmy. Spojrzałam mu w oczy uśmiechając się łagodnie. Zbliżyłam kładąc mu dłoń na policzku. Odezwałam się tak cicho by moje słowa mogły dotrzeć tylko do jego uszu. Przygryzłam dolną wargę.> Ucz mnie tak bym umiała się obronić, gdy Ciebie nie będzie w pobliżu… tak bardzo polegam na Tobie, iż sama zapominam, że nie ma kto mi chronić pleców przed zabląkanym ostrzem. Jestem gotowa… tylko zrzucę płaszcz.
<Rozpięłam zapinkę i odrzuciłam płaszcz obok tak by mi nie przeszkadzał.>
-Jestem szybka, ale brak mi siły i wprawy, nie wspominając o brak trzeźwego myślenia w trakcie walki. Wiesz, jak mnie ponosi...

-Może tak, może nie. Lepiej dmuchać na zimne. On nie jest tym samym człowiekiem którego widziałaś zanim porwał go demon.
<Elf patrzył ci w oczy.> -Dobrze sądziłaś. Pobyt podobał mi się aż nadto ale nadal był błędem z mojej strony. <Bel zniżył głos do szeptu, po czym zbliżył się do ciebie i pocałował delikatnie twoje usta. Zimne ostrze przecięło lekko twoje gardło.>
-Nie jesteś gotowa, jesteś już martwa. <Nawet nie zauważyłaś kiedy dobył małego noża, który teraz miałaś przy tętnicy. Bel cały czas patrzył ci w oczy nawet nie mrugając.>
-Dla Ciebie dwie najważniejsze zasady kochanie. Nie daj się do siebie zbliżyć na wyciągnięcie ostrza i nie daj się wciągnąć w wymianę ciosów. Może i masz dobry refleks ale twoje ciało nie jest wyćwiczone, nie ma odruchów i nadal jak na wojownika poruszasz się zbyt wolno. Na przykład, zadam cztery, pięć, pchnięć nożem a ty zareagujesz ledwie na jedno, może dwa…
<Bel schował nóż. Czułaś jak drobna stróżka krwi spływa po twojej szyi na dekolt.>


<Gdy poczułam zimną stal rozcinającą moją skórę na szyi przeszedł mnie dreszcz. W połączeniu z pocałunkiem odczucie było piorunujące i orzeźwiające. Uśmiechnęłam się szerzej mrużąc nieco oczy.>
-No tak… sam mówiłeś, że specjalizujesz się w działaniu z zaskoczenia. Zatem zginęłam po raz pierwszy. <Wyszeptałam, lecz nie ruszyłam się z miejsca wciąż czując ostrze lekko spoczywające na mojej tętnicy.> Jeśli nie mam dać się zbliżyć ani unikać bezpośredniej wymiany ciosów to jak inaczej mam walczyć bez magii? Przecież nie mogę wciąż i wciąż trzymać kogoś na dystans, bo sama nie zadam ciosu…
<Uniosłam nieco brew nie odrywając od niego wzroku. Dopiero, gdy schował nóż zrobiłam dwa kroki w tył dobywając miecza. Czułam słodko-słony, nieco metaliczny zapach własnej krwi. Podekscytowana przystąpiłam do treningu próbując słuchać rad i ucząc się mniej i bardziej boleśnie na własnych błędach póki nie osłabłam z powodu utraty krwi. Rany może nie były poważne, lecz gęsta posoka sączyła się nieprzerwanie. W szczególności ostatni cios w głowę zamroczył mnie mocniej niż się spodziewałam. Spojrzałam Beltherionowi w oczy, po czym skupiłam się na mocy oraz zaklęciu uleczenia czując jak powoli jego działanie rozchodzi się po moim ciele lecząc i zasklepiając rany oraz stłuczenia. Po chwili ból zaczął lżeć, a jedynym świadectwem pozostały strużki krwi. Odetchnęłam.>
-Uch… od razu lepiej. Ból znoszę doskonale, ale ubytek krwi zdecydowanie mniej. <Uśmiechnęłam się promiennie.> Dziękuję za ten krótki trening. Powinniśmy go powtarzać przynajmniej raz dziennie…
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Sro Wrz 30, 2020 22:55    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Po rozmowie z Czarnym Krukiem razem z Melisą udaliście się na poszukiwania Jordiego. Wracając przez bramę do dolnego zamku strażnik odnotował, że wychodzicie. Opuszczając górny zamek w którym mieściła się tylko świątynia Morra, klasztor morrytów, kasztel oraz ta niepokojąco wyglądająca wieża, trochę żałowaliście, że nie udało się wejść nigdzie więcej poza świątynią, może następnym razem się uda. Jordiego nietrudno było znaleźć. Wraz z grupą krasnoludów przygotowywał już plac pod budowe kaplicy dla Ghazula. Robił obliczenia, kreślił rysunki i zawiadował robotnikami. Kiedy was ujrzał ucieszył się i machnięciem ręki zaprosił was bliżej.>

-Co was do mnie sprowadza przyjaciele? Chcecie pomóc przy budowie? <Zarechotał rubasznie.> - Heh raczej nie… Kowal run zawsze ma coś skrytego w zanadrzu. Chcecie obejrzeć mój nowy warsztat?


Miałem wrażenie że już niedługo znów zajdziemy do wysokiego kasztelu. Natomiast widok placu budowy rozradował mnie. Gazul był ponurym Bogiem Przodkiem, ale gdy jego kaplica zostanie wzniesiona będzie można naprawdę powiedzieć, że mieszkamy w kransoludzkiej diasporze. Uśmiechnąłem się na widok Strzelimłota i powitałem go radośnie.

- Haw! Żeś trafił w sedno. Chętnie zobaczymy twoją pracownię, szczególnie że mamy parę rzeczy do omówienia. Skończyłeś już obchód murów? Tak się składa że Mistrz dał nam pewne zlecenie które dobrze by było z tobą omówić.

<Jordi skinął głową ruszając przed siebie.> -Tak Rhunarze, obszedłem mury razem z kilkoma pomocnikami. Ogólnie solidna robota ale naprawy widać były robione na prędko i raczej przeciętnie. Trochę będzie trzeba poprawić. Mimo to jestem pod wrażeniem tempa napraw. Nie widziałem tu żadnych rzemieślników poza nami a jednak ktoś te mury połatał.
<Oddalając się do placu budowy zaszliście do budynku , który musiał kiedyś służyć za skład. Parterowa konstrukcja była rzecz jasna z kamienia. Obszerny budynek wewnątrz podzielono na cztery izby. W pierwszej od wejścia mistrz inżynierów urządził sobie jadalnie z sypialnią. Nic specjalnego, ściągnął z kędyś łóżko, stół i ławę. Parę beczułek i skrzynek z prowiantem postawiono pod ścianą. Następna izba mieściła narzędzia różnej maści i przeznaczenia. Wszystko poustawiane pod linijkę. W trzeciej izbie grupa krasnoludzkich rzemieślników budowała jakieś stelarze i żurawie. Ta izba wydawała się największa. W ostatniej ,bardzo ciasnej umieszczono stalowy sejf. >
-Ot mój nowy dom, trochę ciasny ale na początek musi wystarczyć.


Pokiwałem głową widząc z jaką szybkością Strzelimłot zagospodarował stary budynek. Biorąc pod uwagę pracowitość krasnoludów w ciągu kilku tygodni dzielnica zacznie się rozrastać. Poklepałem Jordiego po ramieniu.

- Przyjacielu. Jeszcze będziesz tu klepać żyrokoptery. - uśmiechnąłem się - Czarny Kruk poprosił nas byśmy spróbowali wzmocnić obronę zamku. Powiedział że na murach są zatarte runy, a ponadto moglibyśmy pomóc z jego machinami oblężniczymi. - tu ściszyłem głos - Wspomniał nawet o tym że mają manuskrypty po budowniczych twierdzy, mogą się nam bardzo przydać. Chciałem więc cię spytać o inspekcję i czy widziałeś jakieś znaki. Jest jeszcze jednak jedna sprawa. Jak powiedziałem… trafiłeś w sedno z tym że Kowal run zawsze ma coś skrytego.

Zrobiłem krótką pauzę dla pewnego dramatyzmu. Ze swojej torby wyjąłem płąskie zawiniątko.

- Na wyspie stało co się stało, ale pomyślałem że byłoby wielką stratą marnować dobrze wykonaną robotę. - podałem mu żeby sam zobaczył co jest w środku.

<Jordi poprowadził na powrót do jadalniosypialni. > -Znaki powiadasz? Właściwie to tak, były runiczne litery ale nie byłem pewien czy to runy z mocą. Możliwe, że kiedyś były. Na pewno nie widziałem wszystkiego. Mury są jednak rozległe a my dopiero co przybyliśmy. Machin oblężniczych jest sporo. Każda wieża i baszta ma coś wewnątrz, głównie to balisty i małe katapulty, ale słyszałem,że gdzieś jest ukryte działo albo i dwa. Wszystko to krasnoludzka robota. Relatywnie nowe. Sama twierdza nie ma więcej jak pięć dekad może nawet mniej.
<Inżynier zaciekawiony wziął od ciebie przedmiot i obejrzał dokładnie odkrywając zawartość. Jego oczy się zaświeciły mimo iż do wnętrza izby wpadało jedynie światło dnia przez wąskie okna opatrzone okiennicami.>
-Na brodę Grungniego… Sądziłem, że to przepadło. No bracie, możemy zrobić z tym wiele dobrego. Jakie masz co do tego plany?


Położyłem dłoń na szmaragdowej soczewce i przesunąłem palcem po wygrawerowanej runie gotowej do napełnienia mocą.

- Nie mam. Wiem że kiedy zostanie ukończona będzie stanowiła potężny amulet, jednak… wiem że w tej postaci miała być wykorzystana do czegoś innego, szczególnie że zgodnie z instrukcjami Srebrnopalcego została ukształtowana w soczewkę. Chciałem poprosić Melisę o pomoc w jej ukończeniu. - uśmiechnąłem się do Melisy, a potem spojrzałem w oczy Jordiemu - Była robiona na zamówienie władcy wyspy, ale tak mi się wydaje że sami wpadliście też na kilka ciekawych pomysłów co z tym można zrobić. Prawda?

<Rudy krasnolud uśmiechnął się od ucha do ucha.> - Hehe jeśli ją ukończysz i będziesz chciał mi ją… sprzedać… czy cokolwiek… mam co najmniej dwa zastosowania dla niej bez mrugnięcia okiem z czego jedno nie wyklucza drugiego… <Krasnolud ściszył głos do szeptu.> - Mam nadal projekt tej broni z wyspy, trochę go nawet zmieniłem , poza tym może być kluczowym komponentem napędu który opracowałem, zarówno słonecznego jak i światła runy lub zaklęcia choć z tym ostatnim wolałbym nie próbować…Nie będę tego umieszczał nigdzie na stałe. Będzie miała wiele zastosowań w zależności od moich potrzeb. Ukończ runę a dam ci za soczewkę cokolwiek zechcesz o ile będę to miał lub będę to w stanie zbudować. Co ty na to przyjacielu?
<Melisa przypatrywała się szmaragdowi z zainteresowaniem.>

Musiałem się poważnie zastanowić nad tym co powiedział Jordi. Rzeczywiscie, projekty: napęd lub broń mogły być niezwykle użyteczne. Pierwszy zapewniałby potężną siłę roboczą do wykorzystania. Drugi zapewniał potężną siłę ognia, która przeciw obecnym wrogom będzie bardzo potrzebna. Jednak co mnie zafrapowało to to że nie byłem w stanie określić ceny tego przedmiotu.

- Strzelimłocie… nie jestem w stanie określić co mogę sobie życzyć za ukończony artefakt. Runa Skupienia jest runą mistrzowską, bezcenną. Poza tym jesteś moim przyjacielem i wiem że o cokolwiek ciebie poproszę to zawsze postarasz się pomóc. - przerwałem na chwilę - Chciałbym by została wykorzystana dla wspólnego dobra. To jest najważniejsze. I wierzę że cokolwiek opracujesz pomoże nam wszystkim w tych ponurych czasach. Zaczynając od silnika kończąc na broni do smażenia wiedźmy. Może kiedyś cię o coś poproszę, ale teraz naprawdę nie mam pomysłu na coś takiego.*

<Jordi nie zastanawiał się ani chwili.> - Zgoda. Cokolwiek z tym zrobię, będzie służyło dla dobra wszystkich naszych ziomków, przynajmniej tych blisko mnie, kto wie z czasem może się okazać, że dla całej naszej rasy.

Uśmiechnąłem się.

- Może podniebny Karak? - zaproponowałem.

<Inżynier roześmiał się w głos.> - Hehe oszalałeś… Chociaż…<krasnolud zaczął się zastanawiać.> - W sumie jeśli miałbym kilka takich albo Kryształ Wszechczasów to nawet możliwe ale budowa zajmie wiele lat. Wtedy Królewie bili by nam pokłony z wdzięczności lub trwogi… hehe pomarzyć dobra rzecz. Jak rzekłem, nie będę tego wkładał nigdzie na stałe. Stworzę możliwie niewielką mobilną platformę aby można było jej używać do różnych celów. Kiedy jesteś w stanie ją skończyć przyjacielu?

- Ciężko mi określić. Najbardziej precyzyjna praca została już dokonana. Teraz trzeba ją napełnić mocą i zamknąć. Bez pomocy zajęłoby to… do sześciu tygodni - muszę być bardzo ostrożny, do tych run trzeba wtłoczyć wielkie ilości energii magicznej. Z pomocą osoby władającej magią - nie jestem pewien, ale zdecydowanie szybciej.

<Melisa słuchała was obu przyglądając się szmaragdowej soczewce. >
-Wygląda pięknie… Skoro Rhunar mówi sześć tygodni to ja powiem nie więcej niż sześć dni ale tylko tym będziemy się zajmować. To oczywiście zależy od Rhunara, ja będę tylko pomagać. Skondensuje moc a jednocześnie stworzę barierę aby nas to nie rozsiało po całej okolicy. Jeśli będę miała czas na przygotowania zanim Rhunar zacznie pracę to jemu zajmie to nawet krócej ale razem potrzebujemy około sześciu dni…
<Jordi otworzył szeroko oczy. Zaniemówił na chwilę po czym rzekł.> - Wygląda na to, że mam za mało inżynierów…<Zaśmiał się rozbawiony.>
-Cóż kiedy skończycie po prostu przynieście to arcydzieło od razu do mnie. Co wy na to?


Zachwyt Melisy nad soczewką sprawił że się rozpromieniłem, ale jej deklaracja mnie oszołomiła. Szybko jednak wrócił mi rezon.
- Dobrze. Jak powiedziałem to potężny amulet. Jeżeli nie będziesz miał gotowej machiny, trzymaj po prostu soczewkę przy sobie. Wedle opisu rozjaśnia umysł i zwiększa klarowność myśli, coś co na pewno się przyda przy następnych projektach. - mrugnąłem do przyjaciela.
Poczułem wewnętrzną ekscytację, zapewne nie mniejszą niż sam Jordi. Wspólna praca runiarza i arcymagini wysokich elfów. To chyba nie zdarzyło się od ładnych kilku tysięcy lat. A wynik może być spektakularny.
- Sześć dni… - potarłem dłonią policzek.

***

Chwilę jeszcze porozmawialiśmy z Jordim. Po cichu poprosiłem inzyniera o dwa solidne ćwieki do wbicia w ścianę, by móc powiesić w sypialni hamak. Potem pożegnaliśmy się ze Strzelimłotem i wyszliśmy przed jego warsztat. Wciąż byłem pod wrażeniem deklaracji mojej Ukochanej. Ująłem ją za dłoń.

- Nawet nie wiesz jaką radością napawa mnie perspektywa wspólnej pracy. - nie mogłem powstrzymać uśmiechu.

Zapytałem Melisy ile czasu by potrzebowała na przygotowania. Mógłbym wtedy oporządzić warsztat i zrobić w sypialni zaczepy na hamak. Najpierw jednak należało coś zjeść, bowiem rano nie mieliśmy czasu na przekąszenie czegokolwiek. Zapytałem więc o najbliższy szynk gdzie moglibyśmy coś zjeść i zabrałem tam czarodziejkę.

- Pamiętam że kiedyś na Wyspie jak Ingwar coś marudził w przy tobie to odpowiedziałaś mu w krasnoludzkim. Gdzie się nauczyłaś khazalidu? Sam chciałem się nauczyć eltharinu, ale nie miałem dotąd okazji.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 5 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.