Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/
Forum Zamku Drachenfels
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
[Strona Główna Zamku]    [Komnata Konstanta]
Akt VI Nowy Ład
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg?
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Czw Lis 12, 2020 00:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Kurt>

<Obie dziewczyny zrobiły zmartwione miny.>

-No wiesz... Tutaj to jest obowiązek. Musiałeś spać alb zwyczajnie nie słuchałeś. <Odpowiedziała z wyrzutem Anika>
-Dokładnie, mistrz zakonny mówił, że trzeba każdego dnia oddawać cześć Morrowi jeśli chcemy zostać w tym miejscu. Do świątyni każdy może wejść jeśli wpuszczą do górnego zamku. Poza tym możesz też zbudować kapliczkę czy coś w tym stylu. Słyszałam, że krasnoludy już budują własne miejsce modłów a Morryci się na to zgodzili.
-Może powinniśmy sprawdzić dlaczego bije dzwon...
-Tak, chodźmy, nie możemy przegapić czegoś ważnego..


<Tellan>

<Tego dnia na placu nie było wielu rycerzy poza wami. Wszyscy jednak pospieszyli na mury. Iruyh zaciekawiony rzekł.>

-Brzmi jak sygnał do zbiórki albo alarm. Chodźmy i my zobaczyć co się dzieje.
<Wspięliście się po schodach na mury gdzie zgromadziło się już kilku rycerzy i całkiem sporo nowicjuszy Morra gotowych do walki.>

<Klaus>

<Dzwięki zbliżającej się armii dochodziły ze wschodu. Ty obrałeś kierunek na południe. Nie mogłeś się przyjrzeć nadchodzącym siłom ponieważ mgła zasłaniała wszystko, a nie chciałeś ryzykować wpadnięcia w pułapkę. Oddalałeś się coraz bardziej, dzwięk dzwonu milknął i nikt za tobą nie podążał...Następne dni mijały szybko. Spałeś kiedy miałeś pewność, że znalazłeś odpowiednią kryjówkę. Wróciłeś po swoich śladach sprzed kilku dni klucząc po bagnach i docierając do spalonego Laydenhoven. Do tej pory nie spotkałeś żywego ducha. Od twojej ostatniej wizyty pojawiło się wiele nowych śladów, ludzie, konie, machiny. Wszystko to parło do Marienburga, a przynajmniej na to wskazywały ślady. Następne dni trzymałeś się głównej drogi do Altdorfu obserwując z daleka jak grupy jeźdźców kursowały tam i spowrotem. Prawdopodobnie posłańcy z eskortą ale mogły to być też zwyczajne patrole. Dni mijały a ty zbliżałeś się do Altdorfu by w końcu z daleka ujrzeć jego posępne, wyszczerbione mury i ruiny ukryte w niezdrowych ciemnych oparach. Do samego miasta miałeś jeszcze dzień drogi ale trakt do Bogenhafen omijał stolicę biegnąc w stronę gór. Wszystkie wsiei miasteczka po drodze do stolicy zostały zrównane z ziemią lecz nie widziałeś żadnego trupa. Ciekawiło cię, jak teraz wygląda Altdorf wewnątrz tylko czy było warto?>


<Ecoliono>

<Nie przejmując się zbytnio dźwiękiem dzwonu udałeś się do łaźni, odprawiłeś poranną toaletę po czym udałeś się na śniadanie. Zjadłeś trzy pajdy chleba z serem i masłem po czym udałeś się na poszukiwanie Tellan. Mathieu powiedział ci, iż Tellan przyszła na trening z Iruyhem a gdy zadzwonił dzwon udali się na mury. >


<Rhunar>

<Jeśli dobrze kojarzyłeś to dziś jest Beckertag. To nie może być naborzeństwo. W takim razie alarm. Na ulicy widziałeś krasnoludy spieszące na mury. Niektórzy w pełnym ekwipunku inni po prostu z ciekawości. Razem z Melisą zdecydowaliście się także udać na blanki aby dowiedzieć się co się dzieje.>


<Tellan, Rhunar, Ecoliono, Kurt>

<Wszyscy jakimś trafem spotkaliście się na murach. Dzień był wczesny i pogodny. Oprócz was byli tutaj Iruyh, Anika, Etelka, Melisa, Matieu i większość mieszkańców dolnego zamku.Część mieszkańców była uzbrojona i gotowa do walki, inni przyszli po prostu sprawdzić co się dzieje. Brama była zamknięta a straże postawiono w stan gotowości.Czekaliście jeszcze chwilę zanim z mgły pokrywającej stary obóz wroga zaczęły wyłaniać się sylewtki ludzkie i wozy zaparzężone w konie. Dziesiątki, nie, setki ludzi maszerowało na twierdzę. Im byli bliżej tym bardziej mogliście dostrzec, że to zwykli mieszkańcy imperium. Kobiety, dzieci, mężczyźni. Wyglądali na uchodźców i chyba szukali tu schronienia. Parli naprzód pełni niepokoju aż podeszli pod fosę. Dalej iść nie mogli. Most był podniesiony a krata opuszczona, odrzwia zamknięte. Po chwili ci wszyscy ludzie zaczęli krzyczeć aby ich wpuszczono ponieważ uszli z życiem z Middenheim i są ścigani przez siły księcia. Brama jednak pozostała zamknięta.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Pon Lis 16, 2020 00:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Na szczęście nie byliśmy atakowani, jednak pod murami twierdzy stała grupa uchodźców z miasta Middenheim - jak można było się domyśleć musieli uciekać przed wojskami księcia, zresztą widać było ze byli zdesperowani. Zwróciłem się do któregoś z strażników lub rycerzy którzy mogli znajdować się na murze.

-Trzeba powiadomić jak najszybciej mistrza, musimy pomóc tym ludziom - szczególnie że wojska księcia muszą być blisko.
_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Pią Lis 20, 2020 10:21    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kurt rozważał słowa dziewczyn na temat wdzięczności dla „gospodarza”. „Jak trafiłeś między kruki kracz jak i one” pomyślał i uśmiechną się do swoich myśli.

- Myślałem że to tyczy się ino krasnoludów. Ale nie ma się co kłócić z gospodarzami no nie?
Gdy lazł na mury to w sumie bardziej spodziewał się wrogów niż uchodźców i szczerze mówiąc zaskoczył go widok uchodźców.

- Jak mamy robić za tych dobrych to masz racje – Odparł zakonnikowi. – Chodźmy.

- Dziewczyny jak by otwarli bramy zanim wrócimy zejdźcie i przyjrzyjcie się uchodźcom. Może wpadnie wam w oko coś nietypowego. Jak by nie patrzeć ostrożności nigdy za wiele.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Sob Lis 21, 2020 18:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wspierając się na młocie niczym czarodziej na kosturze pogładziłem swoją brodę z miną bardzo zatroskaną. Uchodźcy. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Całe setki przybyły szukając schronienia przed wojną rozpętaną na terenie Imperium.

Krasnoludy przybyły do Morrytów i uzyskały azyl. Czy uchodźcom okaże się to samo zrozumienie? Wiele budynków stało pustych, lecz czy aby wszyscy przybywający mieli dobrze intencje?

Chociaż chętnie bym pomógł tym ludziom, to w tych czasach wpuszczanie każdego pod swój dach było co najmniej nieroztropne. Poza tym nie byłem gospodarzem tego miejsca.

- Ich los zależy od Morra i Mistrza Zakonu. - rzekłem cicho - Warownia wygląda jakby mogła pomieścić jeszcze więcej ludzi, a i pracy dla tylu rąk raczej nie zabraknie. Lecz sytuację znają tylko gospodarze. O ile dawi z Marienburga są Morrytom znani to to są całkiem obcy ludzie.

Czy jednak nie powiedziano że Upadłe Wzgórza przywitają wszystkich o ile ci będą pracować i oddawać co rano cześć Panu Snów?

- Jeżeli rzeczywiście ludzie księcia ich ścigają to trzeba być gotowym na to że podjadą pod mury.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sro Lis 25, 2020 01:10    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Gdy udało mi się opuścić okolice twierdzy morrytów udałem się wprost w kierunku celu mojej podróży, obierając wcześniej wybraną drogę. O dziwo nie napotkałem żadnych większych trudności, choć patrole na trasie utrudniały spokojną podróż. Jednak udało mi się je omijać i jakoś dotarłem w pobliże Altdorfu. Mroczny widok murów i zarysów miasta tylko upewnił mnie w przekonaniu, że należy je omijać szerokim łukiem. "Nic nie mogłoby mnie przekonać by tam wkroczył. Nic. Nawet jakby sama Myrmidia stanęła teraz przede mną i nakazał wejście tam, to miałbym duże opory by wykonać jej polecenie. Chyba bym wolał śmierć z jej rąk, niż wchodzenie do stolicy opanowanej przez demony. Ale w sumie bardziej mnie interesuje co się stało z tymi wszystkimi ludźmi z okolicznych miasteczek i wsi. Wszystko spalone, a trupów brak. To mocno zastanawiające i w sumie przerażające. Czyżby była w to zaangażowana jakaś mroczna magia?">

<Nie zatrzymuję się długo na obserwacji posępnych zarysów Altdorfu, a szybko zbieram się by ruszyć w kierunku Bogenhafen. "Jeśli to miasteczko też zostało spalone, a jego mieszkańcy zniknęli, to będę miał cholerne trudne zadanie. No ale może tam zdarzyło się coś innego. Zobaczymy. Poza tym chciałbym przetestować działanie wykałaczki od El. Najlepiej byłoby to zrobić na jakimś zwierzęciu. Ale takim co nie ucieka, czyli gospodarskim. Krowa, koń, owca. Ukłuć ostrożnie, odejść i popatrzeć na efekty. No ale do tego potrzebuję coś więcej niż zgliszcza. A i jeszcze jedno. Muszę to zakryć. Nie mogę dać się rozpoznać." Opatulam się dokładnie płaszczem tak, by było widać tylko moją głowę, a kołnierz pozostawał zakryty przez cały czas. "No dobra. W razie czego będę udawał myśliwego z leśniczówki spod Leydenhoven, który szuka schronienia, po tym jak miasteczko zostało spalone. Wystarczająco daleko by móc naściemniać w razie czego, a i wystarczająco blisko by uzasadnić swoją podróż pod Altdorf.">
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Sro Gru 23, 2020 22:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Tellan, Rhunar, Ecoliono, Kurt>

<Ecoliono razem z Kurtem zagadnęli czym prędzej do jednego z rycerzy zakonu Morra i wyprosili aby puszczono konnego posłańca do mistrza. Rhunar razem z Melisą przyglądali się wszystkiemu z murów.>
-Masz rację Rhunarze. Część z tych ludzi na pewno potrzebuje pomocy ale czy na pewno wszyscy na nią zasługują?
<Czekaliście jeszcze kilka minut zanim posłaniec wrócił. Najpierw oznajmiono wszystkim iż jeśli będą pracować i oddawać codzienne cześć Morrowi wtedy mogą oni pozostać w mieście, a chwilę później otwarto bramę i podniesiono nieznacznie kratę aby kontrolować napływ ludzi, którzy próbowali się pchać na siłę. Anika i Etelka razem wypatrywały podejrzanych osobników jak polecił im Kurt. Swobodnie można było policzyć przybyłych jeśli ktoś stał przy bramie i przyglądał się każdemu wpuszczanemu. Po chwili Kurt dołączył do dziewczyn i sam mógł przyglądać się kto wchodzi przez bramę. Część uchodźców stanowiły całe rodziny, część byłą zbieraniną przypadkowych uciekinierów. Przyglądając się uważnie można było dostrzec kilku podejrzanych typów ale nikt nie miał widocznej broni więc wpuszczano każdego po wpisaniu imienia i pochodzenia w księgę strażników. Rhunar z Melisą, Iruyh z Tellan oraz większość przybyłych na wezwanie oglądała wszystko z murów aż w końcu twierdza przyjęła wszystkich. Berthorld Blass ogłosił wszystkim to co powiedziano wam kiedy przybyliście.Ludzie mają oddawać cześć Morrowi, zgłosić się do pracy lub płacić za jedzenie, stosować się do prawa i wszystko będzie dobrze. Każdy może sobie wybrać i zająć pusty dom w południowej części dolnego zamku. Wśród uchodźców nie było ani krasnoludów, ani niziołków, ani też innych ras z wyjątkiem ludzi więc sprawa wydawała się prosta. Zanim ludzie zaczęli się rozchodzić oznajmiono z murów iż wojska pod sztandarami Nordlandu i Ostlandu zaczęły się rozstawiać w miejscu dawnego obozowiska, którego pozostałości niektórzy z was widzieli po drodze do twierdzy. Nic jednak nie zapowiadało prędkiego szturmu. Morryci odprawili was do domów oznajmiając abyście odpoczywali i jednocześnie byli gotowi na wezwanie. Rhunar z Melisą wrócili do kuźni, Kurt z dziewczynami zajął się karczmą, a Ecoliono spotkał się w koszarach z Tellan i Iruyhem aby omówić to czego się dowiedział w bibliotece.>


<Klaus>

<Przeczekałeś noc w forcie razem z żołnierzami z Bogenhaffen. Próbowałeś się zbliżyć do tego, który chciał cię sprzedać ale mieli cię na oku przez cały czas. Może nie byłeś związany ale czułeś, że absolutnie ci nie ufają. Nadal byłeś poza murami miasta więc stwierdziłeś, że to jeszcze nie czas na wszczynanie awantur. Gdy nastał świt cała grupa została zmieniona przez kolejną dziesiątkę strażników, tak więc miałeś całkiem liczną eskortę do miasta. Dałeś się poprowadzić bez sprzeciwu, w końcu chciałeś dostać się do miasta. Przeszliście przez bramę bez problemów. Straż na bramie wyglądała jak najgorsze typy spod ciemnej gwiazdy. Dalej było jeszcze gorzej. Miasto wydawało się być utrzymane w porządku jednak okazało się jednym wielki targiem niewolników rządzonym przez różnego rodzaju bandy rzezimieszków. Po drodze do kapitana spostrzegłeś na ulicy Gustava, który pomachał do ciebie uśmiechając się podle. Strażnicy zaprowadzili cię do budynku rady miasta i tam do sali obrad. Okna musiały być zasłonięte ponieważ panował tu mrok. Zostawili cię samego w ciemnej izbie, bez rzeczy, których pozbawili cię przy zatrzymaniu. Gdzieś w mroku dobiegł cię głos kobiety, słodki, łagodny a jednocześnie pełen groźby.>
-Witaj przybyszu w moim mieście. Powiedz mi szczerze kim jesteś i po co tu przybyłeś. Za każde kłamstwo, które poczuję spotka cię krzywda. Nienawidzę szpiegów i szalbierzy.

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Orthan
Skrzydłowy
Skrzydłowy


Dołączył: 17 Lip 2014
Posty: 182

PostWysłany: Nie Gru 27, 2020 16:29    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Gdy wszyscy uchodźcy schronili się za mury twierdzy, ruszyłem w kierunku koszar by spotkać się tam z Rycerz Tellan i Iryuhem by z nimi pomówić.

-Pani, wiem że okoliczności nie są sprzyjające jednak złożyłem obietnicę i dotrzymuję danego słowa - tutejsze biblioteka dała mi odpowiedz, na to jak ci pomóc Pani.

Przerwałam i zamyśliwszy się na chwilę, po chwili odpowiedziałem.

- Masz Pani trzy drogi do wyboru, pierwsza z nich to błagać Boginię Miłosierdzia aby uczyniła cud i uzdrowiła ciebie Pani.
Druga, bardziej niebezpieczna to odprawić rytuał i przedostać się do studni dusz, lecz istnieje wielkie niebezpieczeństwo Pani, iż za swoje wspomnienia zapłacie
życiem jeśli Pan Nasz Morr uzna to za konieczne, a jego wyroków nie można zmienić. .
Ostatnia najłatwiejsza droga, ale też najmniej skuteczna z tego co zrozumiałem to powiązać wspomnienia osoby związanej z danym przedmiotem i będą to tylko te wspomnienia związane tylko z tym czasem kiedy Pani używałaś przedmiotu.

_________________
Ecoliono d'Elhuyer-Sesja Przyjaciel czy Wróg
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią Sty 08, 2021 21:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Brak możliwości zbliżenia się do tego jednego strażnika i wypróbowania na nim swojej nowej zabawki lekko mnie irytuje. Ale widząc, że nie mogę się wychylać i muszę odgrywać swoją rolę do końca, po prostu przeczekuję noc, po czym daje się odeskortować do miasta. Widok za bramą nie napawa mnie optymizmem, ale w sumie mogłem się tego spodziewać. Na uśmiech i machanie do mnie Gustava nie odpowiadam. Udaję, że go nie znam i że nie rozumiem, iż był skierowany do mnie. Daję się zaprowadzić do sali obrad rady miasta udając postać, którą przed strażnikami odgrywam. Jednak gdy zostaję sam a z ciemności odzywa się głos, czuję, że nie ma się co bawić już dłużej w udawanie. "Skoro Gustav nie kupił mojej historyjki, to ktoś na takiej pozycji w tym mieście też jej nie kupi. Nie mam talentu ani doświadczenia w udawaniu kogoś, kim tak naprawdę nie jestem. Szczególnie gdy moja postawa i wyposażenie tak bardzo różnią się od odgrywanej roli. Moja historyjka musi być bardziej przekonująca i bliska mojej osoby, niż zagubiony w chaosie wojny myśliwy z lasu." Przyjmuję więc postawę pewną, wręcz trochę nonszalancką i bezczelną, choć słowa wypowiadam w sposób pewny, ale grzeczny, czując respekt do osoby, która mnie przepytuje. Jednakże staram się przy okazji dokładnie obserwować otoczenie i wsłuchiwać się, czy nie usłyszę czegoś, co mogłoby mnie zaniepokoić. Wiedząc, że nadal mam przy sobie noże do rzucania i sieć, czuję że w razie czego mogę zaskoczyć ewentualnych atakujących swoją ofensywną postawą. Ale nie chcę robić nic głupiego, o ile nie zostanę do tego zmuszony.>

- Witaj serdecznie Pani. Moje miano nic Wam nie powie, ale nie jestem szpiegiem. Szukam kogoś, kto ostatnio był widziany w Waszym mieście. Stąd moja wizyta tutaj. Wybacz, że przed Twoimi ludźmi udawałem kogo innego niż jestem, ale w tych niepewnych czasach czasem lepiej nie zdradzać swoich prawdziwych intencji, bo nie wiadomo na kogo można trafić. Tak po prostu bezpieczniej, czego nauczyło mnie życie. - <Robię lekką pauzę, robiąc kilka oddechów.> - Jestem zwykłym najemnikiem, nie znam tego miasta, tego regionu, nigdy tu nie byłem i zupełnie nie obchodzi mnie co się tutaj dzieje. Znajomek, znajomka poprosił mnie bym znalazł pewnego człowieka. Zorientował się czy żyje, jak się miewa i przekazał mu wiadomość. W tych czasach uznał najwidoczniej, że tylko ktoś tak zaprawiony i doświadczony jak ja będzie w stanie to zadanie wykonać. Tyle. Jak tylko wypełnię swoją rolę opuszczę to miejsce i pewnie nigdy więcej się tutaj nie pojawię. - <Kolejna pauza na złapanie oddechu i przełknięcie śliny.> -To pewnie nikt nieznaczący i jego miano nic Wam nie powie, ale skoro i tak rozmawiamy to czemu miałbym nie spytać. Nazywa się Alfred, Alfred Silverholtz. Może obiło się Pani o uszy?

<Czekając na odpowiedź zachowuję czujność, choć swoją postawą staram się pokazać pewność siebie najemnika, który nie jedno w życiu przeszedł i z niejednego pieca chleb spożywał. Czyli w sumie dużo udawać nie muszę.>
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Wto Sty 12, 2021 22:03    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pokiwałem głową na słowa Melisy.

- Przynajmniej wiemy że nikt z nich nie ma koneksji z Chaosem. - powiedział Rhunar stukając swoim kosturem z mistrzowską runą.

Kiedy wracaliśmy głowiłem się nad implikacjami tego że dwie armie zapewne wrogie przybyły pod mury twierdzy. Będą ją chciały wziąć szturmem czy spróbować zagłodzić zakonników? Biorąc pod uwagę jaka potęga jest na zawołanie Wietrznicy to bardziej prawdopodobne było to pierwsze. Obawiałem się tego. Było to brutalne przerwanie paru dni spokoju jakie dotąd mieli.

- Wygląda na to że Runa Skupienia zamiast posłużyć krasnoludom, będzie musiała zostać najpierw wykorzystana jako broń albo tarcza. - stwierdziłem z rezygnacją - Nie wiem czy Jordi w tym tempie zdoła zbudować odpowiednie urządzenia. Kiedy ją skończymy najprawdopodobniej będziesz pierwszą osobą która z niej skorzysta. - powiedziałem do Melisy.

Trzeba było wracać do pracy. Z pomocą Przodków może udałoby się dokończyć soczewkę zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy.
Miałem osobiście taką nadzieję.
Miałem też nadzieję że zakonnicy mają rękawy swoich habitów pełne asów, bo zdecydowanie będą one potrzebne.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Nie Sty 24, 2021 15:19    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

„Wychodzi na to że jednak tubylcy nie są tak zimni jak by chcieli uchodzić. Na szczęście.”
Myślał zadowolony wracając pod mury. Nie to żeby coś, ale miło było mieć potwierdzenie że strona po której się stoi, to jest to ta dobra.

Potem skupił się na uchodźcach. Próbował ocenić uchodźców pod względem przydatności jak i źródła problemów. Szczególnie skupił się na osobach wyglądających na wojowników. Brakło mu Morta i Koko. Dziewczyny były cudowne ale jeszcze nie był gotów osiąść w domowym ciepełku a z kolei one nie rwały się do wojaczki.

W końcu wszyscy się zapisali i Blass wygłosił swoje warunki.

- Muszę wam dziewczyny podziękować. Naprawdę mi uciekło o tych modłach. – Podziękował dziewczynom w drodze powrotnej i w ramach podziękowania każdą soczyście pocałował. A gdy znaleźli się w karczmie nim zjawili się pierwsi goście zagadnął je.

- Miejcie oczy i uszy otwarte. Prędzej czy później zaczną się do nas schodzić nowi klienci. Dobrze będzie wiedzieć co tam nowi szepczą. A nuż trafi się coś ciekawego. No i może uda nam się wypatrzeć do naszej kompani kogoś kto chętnie by mieczem popracował. Co wy na to?

<Kurt dostrzegł sporo mężczyzn, którzy nadawali się do wojaczki ale czy byli wojownikami? Trudno powiedzieć. Na pierwszy rzut oka to banda chłopów i mieszczan uciekających w popłochu przed wojenną zawieruchą. Dziewczyny chętnie oddały całusa rumieniąc się przy tym. Anika i Etelka skinęły obie ze zrozumieniem. >
-Ma się rozumieć Kurcie. Będziemy miały oczy i uszy szeroko otwarte, a jak trafi się coś ciekawego pierwszy się o tym dowiesz. <Oznajmiła Anika>
-Możemy nawet kogoś naganiać jeśli chcesz. <Zachichotała Etelka.>

- Cudnie moje panny. Zobaczymy co lub kto się trafi. Nic na siłę i na razie poszukamy kto się trafi może poza mięśniakami nawinie się ktoś ekstra… - rozmarzył się. - A na razie póki jeszcze nikogo nie ma ma nikogo... - znów pocałował dziewczyny przy okazji chwytając za zgrabne tyłeczki.
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Blackswordsman
Mod Bestii
Mod Bestii


Dołączył: 18 Sty 2005
Posty: 3939
Skąd: Brama wymiarów północnego bieguna:)

PostWysłany: Nie Sty 31, 2021 23:49    Temat postu: Odpowiedz z cytatem


<Ecoliono>

<Tellan oraz Iruyh wysłuchali cię. Kobieta rycerz zastanowiła się przez chwilę po czym odpowiedziała.>

-Dziękuję ci bracie Ecoliono za twe zaangażowanie. Spróbuję wszystkich sposobów po kolei. Na poczatek spróbujmy z przedmiotem.
<Rycerka wskazała na ogromny miecz, którym posługiwała się przez większość czasu kiedy byłeś w stanie rozczytać aurę jej osoby.>

-Iruyh uświadomił mnie, iż odkąd zostaliśmy rozłączeni, miałem tę broń praktycznie zawsze przy sobie więc jest duża szansa iż odzyskam większość mojej pamięci. Jeśli to się nie powiedzie będę musiała polegać na miłosierdziu Białej Gołębicy. Podróż do studni dusz zostawmy jako ostateczność skoro mogę tam zostać na wieki. Gdybyś był tak dobry i przygotował owe rytuały jeśli znajdziesz wolną chwilę oczywiście, będziemy z mężem bardzo wdzięczni.
-Powiedz czego będziesz potrzebował a zdobędziemy to... <Dodał Iruyh.>


<Klaus>

<Przedstawiłeś swoje cele w tym mieście i czekałeś na odpowiedź. W ciemnościach zdawało ci się, że słyszysz ciche stąpanie lekkich stóp. Jednocześnie czułeś czyjąś obecność blisko siebie. Tuż przed twoją twarzą buchnął w górę płomień rozświetlając ciemności. Kobieta stała przed tobą trzymając na dłoni jakąś dziwną lampę, której blado czerwony płomień prawie smagał teraz twoją twarz. Gdy twoje oczy przywykły do światła mogłeś się przyjrzeć swojej rozmówczyni. Jak na kobietę była dość wysoka, twojego wzrostu. Cere miała bladą, usta pomalowane na fioletowo. Tak samo włosy, które zaczesane były do tyłu i zaplecione w kilka grubych warkoczy rozpoczynających się już na czubku głowy. Oczy miała bardzo jasne, prawie, że białe tęczówki. Była szczupła ale jednocześnie dobrze odżywiona. Odziana była w grubą, skórzaną, bogato zdobioną różnego rodzaju symbolami spódnicę, siegającą aż do kostek, skórzany top osłaniający szyję, piersi, brzuch i plecy, a odsłaniający jednocześnie ramiona oraz dekolt. Lekko stąpała w płaskich, szpiczastych butach ze skóry. Światło lampy rzucało czerwoną poświatę ale mimo wszystko jej ubranie było w kolorach czerni i ciemnego fioletu.>

-Jaki grzeczny, prawdomówny chłopiec. Niewielu tu takich, od razu widać, żeś przyjezdny. Trochę się zawiodłam. Oczekiwałam innej odpowiedzi bezimienny przybyszu. Mam jednak dla ciebie dobrą wiadomość. Alfred Silverholtz jest w tym zamku. Chętnię cię do niego zaprowadzę. Chciałbyś go zobaczyć prawda?

<Kobieta wykrzywiła usta w delikatnym uśmiechu. Gdybyś był bardziej naiwny pomyślałbyś, że naprawdę jest życzliwą osobą. Mimo iż nie była najpiękniejszą istotą jaką widziałeś to jej urodzie nic nie brakowało. Była zadbana a jej spojrzenie było nawet pociągające.>
-Chodźmy więc. Nie pozwólmy czekać Alfredowi... <Mimo iż lampa na dłoni kobiety biła wysokim płomieniem to jej światło roztaczało się nie dalej jak w promieniu trzech stóp. Zupełnie jakby reszta pomieszczenia dosłownie pochłaniała światło.> -Trzymaj się bardzo blisko mnie, żebyś się nie zgubił. Możesz nawet uchwycić się mojej spódnicy. <Mrugnęła do ciebie zalotnie.>


<Rhunar>

<Melisa uśmiechnęła się do ciebie życzliwie i dała ci buziaka w policzek na pocieszenie.>
- Bądźmy dobrej myśli Rhunarze. Jeśli nie zaatakowali od razu to pewnie i im zejdzie trochę czasu na przygotowaniach. Zrobimy co w naszej mocy aby dokończyć pracę i wtedy zdecydujesz co zrobić z runą...

<Wróciliście do kuźnie, gdzie od razu wzięliście się do pracy. Elfka całkowicie skupiła się na operowaniu mocą i pracy z tobą. Nie było czasu na marudzenie czy wymówki. Poza drobnymi posiłkami i chwilami na złapanie oddechu przy modłach, postanowiliście wszystkie siły włożyć w tworzenie runy. Zamknęliścię się na świat i tylko wieść o szturmie na twierdze mogła by oderwać was od pracy... Dwa kolejne dni udało wam się spędzić przy kowadle zagłady bez żadnych przeszkód aż wieczorem coś nagle wyrwało Melisę z transu pracy przerwaliście.>

-To Elbereth. Prosi mnie abym przekazała Czarnemu Krukowi iż niebawem będzię wracać do nas i oczekuję, że otworzą jej bramę. Pracy zostało jeszcze na kilka klepsydr ukochany. Zaniosę wiadomość i dokończymy ją razem.
<Elfka pogłaskała cię delikatnie dłonią po policzku i wyruszyła. Przez jakiś czas pracowałeś sam i zdałeś sobie sprawę jak pusto jej w kuźnie bez Melisy obok ciebie. Czarodziejka wróciła jednak cała i zdrowa, więc dokończyliście pracę późną nocą.>


<Kurt>

<Już pierwszego dnia napłynęli pierwsi klienci spragnieni alkoholu, śpiewu i tańców. Izba wypełniła się po brzegi, może dlatego, iż nie była wielka. Sprzedaliście kilka przekąsek i sporo piwa. Anika obsługiwała klientów przy stolikach, Etelka tańczyła i śpiewała zbierając napiwki a ty pilnowałeś porządku wypychając co bardziej natrętnych zboczeńców za drzwi. Szukanie nowych ludzi szło trudniej niż ci się wydawało. Mimo pomocy dziewcząt nie było chętnych aby dołączyć się do twojej kompani, przynajmniej na ten moment. Szynk przynosił drobne zyski ale zabierał ci cały czas od rana do wieczora, nie mogłeś zostawiać dziewcząt samych z bandą pijanych przybłędów. >


<Rhunar, Kurt, Tellan, Ecoliono.>

<Od dnia w którym do twierdzy przyjęto uchodźców, miasto stało się bardziej niespokojne. Z jednej strony ludzie przejmowali się dwoma armiami które rozbiły obóz pod murami, z drugiej jednak, to właśnie uchodźcy wprowadzali ferment wewnątrz twierdzy. Ktoś próbował kilkukrotnie włamać się do magazynów zapasów w dolnym zamku, lecz gdy po twierdzy rozeszły się wieści iż w tym miejscu ludzie znikają bez wieści huligańskie wybryki ustały przynajmniej w tej części miasta. Kilkukrotnie jacyś bandyci wdali się w bójkę z krasnoludzkimi inżynierami jednak brodaci synowie gór z przytupem pokazali ludziom gdzie kończy się ich sioło. Do tego drobne pożary oraz kradzieże i to wszystko w ciągu pierwszych dni. Zgłoszono też wiele niewyjaśnionych zaginięć gdzie ludzie śpiąc w zajętych przez siebie domostwach rankiem rozpływali się w powietrzu. Pomimo tego całego zamieszania Morryci jakoś znajdowali siły aby poradzić sobie z setkami przyjętych uciekinierów. W tym czasie poza murami wrogie armie budowały machiny oblężnicze sprawdzając ich zasięg, jednocześnie nie zbliżając się na odległość strzału balisty z murów twierdzy. >



<Elbereth>

<Pożegnałaś swoją Panią i zabierając ze sobą Rivanatha oraz Carras opuściłaś miasto przez magiczną bramę jak zawsze gdy nie byłaś sama. Odchodząc zastanawiałaś się nad słowami znachora na temat trucizny. Jak wiele czasu pozostało? miesiące, tygodnie, a może tylko dni? Niebieski błysk światła oślepił was przechodzących przez bramę i tunel magii wypluł was dosłownie w środku obozu wroga. W oddali widziałaś mury twierdzy i drogę wiodącą pośród grzęzawisk aż pod bramę. Dookoła was rozstawione były namioty a ludzie krzątali się w różnych kierunkach. Niektórzy prowadzili poranny trening, inni budowali machiny wojenne, część żołnierzy pełniła straż obozową, część odpoczywała lub spożywała posiłek na powietrzu. Pogoda była zbyt dobra. Wszystko dokoła było widać jak na dłoni. Na ten moment twierdzę oblegały dwie armie, Nordlandu i Ostlandu. Ich proporce i flagi powiewały na wietrze.Ci żołnierze którym udało się was dostrzec spoglądali na waszą trójkę z zaciekawieniem jakby nie do końca wiedząc czy jesteście prawdziwi. Mogłaś tylko mieć nadzieję iż Morryci byli gotowi w każdej chwili otworzyć ci bramę do której miałaś ponad pięćset a może nawet osiemset kroków.>

_________________
Jestem mieczem i zbroją. Moja droga tam gdzie krew.

MG tu i tam ^^
#Sesja Przekleństwo Wzgórz Hager Gatz
#Sesja Miasto Darrow
#Sesja Wichry Aderus
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Lokim
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 21 Sty 2012
Posty: 706
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto Lut 02, 2021 00:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Starałem się zachować czujność i z uwagą nasłuchiwałem kroków, ale mimo to buchający mi przed oczami płomień zaskoczył mnie i lekko się wzdrygnąłem. Opanowałem się jak mogłem najszybciej i skupiłem się na dokładnym wysłuchaniu i obserwacji rozmówczyni. Jej wygląd wydał mi się dziwaczny. Uczesanie, kolor ust, skóra, oczy, ubiór, w zasadzie wszystko odstawało od tego co widywałem w swoim życiu. I ta dziwna lampa z dziwnym płomieniem, który nie potrafił zapewnić światła dalej niż na kilka stóp. Więc albo z tą lampa było coś nie tak, albo z tą spowijającą pomieszczenie ciemnością. Jakaś magia, której jak zwykle nie rozumiałem. No i czemu ona przebywała w ciemności? To wszystko nie dawało mi spokoju, a przyjrzenie się bliżej jej strojowi tylko zwiększyło zaniepokojenie. Mimo skomplikowanych wzorów na sukni, które niby były tylko losowym połączeniem różnorakich symboli, czy obrazów, dostrzegłem tam różę wiatrów niepodzielnego Chaosu. Moja mina musiała nieświadomie choć na chwilę wyrazić zaniepokojenie czy nawet przestrach, jednak starałem się zapanować nad tymi odruchami jak najmocniej i jak najszybciej, by pozostać pewnym siebie w postawie tak mocno jak to tylko było możliwe. "Oczekiwała innej odpowiedzi? Liczyła na to, że skłamię i będzie mogła mnie ukarać? To na pewno nie była by lekka kara, jeśli hołduje bogom Chaosu." >

- Skoro Pani nalega, to nie mogę odmówić.

<Staram się zbliżyć do kobiety od strony jej lewego boku i prawą ręką chwytam pięścią jej suknie na wysokości bioder, tak by oprzeć bok dłoni na jej ciele i by poczuła ciepło mojego ciała przy sobie. Staram się też przy okazji ustawić jak najbliżej jej, tak by przestrzeń między nią a mną była jak najmniejsza, prawie że dotykając prawym ramieniem jej lewego ramienia. Jednocześnie jak najmniej widocznym ruchem staram się lewą ręką wyciągnąć z zza pazuchy jeden z bardziej poręcznych noży do rzucania i umieścić ukryty w lewej dłoni gotowy do ewentualnego użycia, gdyby sytuacja okazała by się zbyt niebezpieczna dla mego życia czy zdrowia. "Ma zakrytą szyję, ale odkryty dekolt, a więc dość prosty dostęp do serca, a i w razie czego wbicie ostrza w oko zrobi swój efekt. Przebywam tak blisko niej i to za jej zgodą, że nie powinno to sprawić mi większego kłopotu. Przynajmniej dopóki utrzymuje to dziwne światło. A z chaosytami niebezpieczeństwo jest zawsze, więc trzeba zachowywać ostrożność, czujności i gotowość do działania. Szczególnie, że podejrzewam, iż AS nie przebywa tam gdzie idziemy z własnej woli, a i moje tam przybycie pewnie zakłada niezbyt przyjemne dla mnie konsekwencje. Muszę być więc gotowy na wszelkie okoliczności, też i to że będę musiał podjąć walkę. A im będę na to bardziej gotowy tym lepiej.">

<Uśmiecham się zalotnie do kobiety, po czym odzywam miło z uśmiechem.> - Myślę, że jestem na tyle blisko, że się nie zgubię. Ruszajmy.
_________________
Przyjaciel czy wróg?- Klaus Jurgiel

Telegram: @LokimR


Ostatnio zmieniony przez Lokim dnia Sro Lut 03, 2021 22:41, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ariena
Mod Bogów
Mod Bogów


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 1618

PostWysłany: Wto Lut 02, 2021 00:46    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

<Opuściłam komnaty Najwyższej Kapłanki z ciężkim sercem, lecz nie mogłam być w dwóch miejscach jednocześnie. Wróciłam do domu gdzie czekali już gotowi do drogi. Rozejrzałam się upewniając, czy wszystko zostało spakowane, ale Carras jak zwykle spełniła wszystkie moje oczekiwania. Podeszłam do niej odpinając od pasa sztylet i wręczając go elfce.>

-Schowaj go sobie żebyś nie musiała zabijać gołymi rękoma, gdyby zaszła taka potrzeba. <Zerknęłam na nią i Rivanatha.> W końcu zobaczycie mnie w naturalnym środowisku.<Mrugnęłam do nich.> A teraz w drogę.

<Ponownie opuściłam przytulne i wygodne pielesze kierując się w stronę portalu. Przemierzając tą krótką drogę skoncentowałam się nawiązując krótki kontakt z Melisą.
- “Ruszamy. Bądźcie gotowi by nas wpuścić. Liczę na komitet powitalny. Nie będę się przebijać przez obóz wroga tylko po to by użerać się z strażnikami u bramy.” - Przekazałam jej radośnie. - “Do zobaczenia za chwilę.” - Zatrzymałam się przed portalem spoglądając na jego płynną taflę, za którą znajdowały się wojska Lucasa. Dobyłam ostrza wypowiadając cicho słowa pierwszej inkantacji.>
- Czas wyrównać rachunki.

<Cmoknęłam wkraczając w bramę. Błysk mnie oślepił, lecz zdążyłam już przywyknąć do tego typu podróżowania. Odetchnęłam świeżym wiosennym powietrzem rozglądając się po obozowisku rozbitym niedaleko twierdzy. Wszyscy zdawali się czymś zajęci. Uśmiechnęłam się szeroko.>

- Ach… aż szkoda, że zrujnuję im tak piękny dzień. Hihihi… Cóż… Wojna to wojna.<Nie mogłam się doczekać, lecz poświęciłam chwilę by upewnić się, iż w najbliższej okolicy nie ma demonów tudzież innych istot magicznych. Jednak nic na to nie wskazywało.> - Och… Pokażę Wam sztuczkę.

<Skoncentrowałam się sięgając po wiatr magii. Wypowiedziałam niezrozumiałe słowa tonem ociekającym nienawiścią i omiotłam spojrzeniem tych, którzy trenowali kierując zaklęcie w ich stronę. Chciałam by ich serce płonęło tak, jak moje po czym zwróciłam ich ku żołnierzom zażywającym odpoczynku oraz strawy. Odwróciłam się w bok ponawiając czar na kolejnej grupie przelewając w nich żądzę mordu na towarzyszach broni. W mgnieniu oka wokół nas zapanował chaos, a powietrze wypełnił szczęk broni, krzyki bólu oraz zapach krwi.>

- Chodźmy. Tu wszyscy zdają się być zajęci.

<Uśmiechnęłam się ruszając pewnym krokiem ku twierdzy. Szeptałam raz po raz nienawistne słowa zaklęcia ogarniając bezlitosną walką kolejne obszary obozu aż dostrzegłam kilka machin, które budowano. Uśmiechnęłam się pod nosem. Palce aż mnie świerzbiły, a ja nie zamierzałam się hamować. Przystanęłam na moment skupiając się na kolejnym zaklęciu. Uniosłam lewą dłoń do ust, jakbym posyłała całusa i wyszeptałam cicho - Ignis sphera. Jednak zamiast niego posłałam trzy duże kule szalejącego ognia w kierunku jednej z drewnianych konstrukcji wojennych. Nastąpił wybuch, a machina stanęła w ogniu ...tyle płótna i drewna… Tego potrzebowałam. Kolejne trzy posłałam w kolejną machinę i ruszyłam dalej przypominając sobie, że nie jestem sama. W skupieniu przeprowadzałam Carras oraz Rivanatha czerpiąc przyjemność z powodowanego zamieszania oraz zniszczenia aż opuściliśmy granicę obozu. Zatrzymałam się i odwróciłam do nich.>

-Idźcie przodem. Zaraz Was dogonię.

<Powiedziałam rozkazującym tonem. Poczekałam aż mnie wyminęli, po czym uniosłam obie ręce ku górze szepcząc pierwszą część inkantacji. Tym razem zaczerpnęłam mocy z własnego źródła. Zerwałam wiatr natychmiast formując go w szalejący wir, który po chwili eksplodował u podstawy ogniem, gdy tylko moje usta wypowiedziały drugą część zaklęcia. Pierwszy raz miałam okazję użyć go na zwykłej armii i nie omieszkałam skorzystać z tej okazji. Posłałam je w kierunku namiotów dyrygując lewą dłonią w to lewo to w prawo, jakbym przewodziła orkiestrze. Ogniste tornado sunęło zgodnie z moją wolą podpalając i niszcząc wszystko na swojej drodze. Płomienie, dym, zapach spalenizny oraz krzyki niosły się echem po całej okolicy. Chciałam by Ci ludzie choć przez chwilę poczuli strach i terror, jakie czuły ich ofiary. Bez krzty litości puściłam tornado by jeszcze przez kilka chwil siało zniszczenie w niekontrolowany sposób, po czym wygasiłam je uśmiechając się pod nosem i odwróciłam się na pięcie ruszając w kierunku twierdzy. Szłam kołysząc lekko biodrami, rozglądając się na wypadek ewentualnej próby odwetu. Dzień zaiste był wspaniały, a ja bawiłam się przednio. W końcu zrównałam się z Carras oraz Rivanathem. Zerknęłam przez ramię.>

-Piękna łuna… Gdybyśmy przybyli w nocy wyglądałaby niczym wschodzące słońce. <Uśmiechnęłam się radośnie.> Ale nic straconego! Wystarczy, poczekać na wieczór…

<Zamilkłam. Mury ponurej twierdzy rosły z każdym krokiem aż w końcu zostało raptem kilkadziesiąt kroków. Wsunęłam miecz do pochwy i sięgnęłam po list, który wręczył mi Mistrz Zakonu bym mogła swobodnie przekraczać bramę. Podałam opieczętowane pismo Carras. Tym razem to jej zostawiłam powiadomienie strażników o naszym przybyciu. Sama spoglądałam za siebie by podziwiać własne dzieło, ale też wypatrując zagrożenia.>*
_________________
Poeta to ktoś, kto pragnie w jasny dzień pokazać światło księżyca
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email MSN Messenger
Stalowy
Namiestnik
Namiestnik


Dołączył: 31 Paź 2010
Posty: 1237

PostWysłany: Czw Lut 11, 2021 17:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Informację że Elbereth wraca do twierdzy przyjąłem kiwnięciem głową, a buziak uśmiechem.
Acz gdy Melisa wyszła rzeczywiście z kuźni jakby uszedł ten radosny duch.
Rozmarzyłem się.

Jakże wspaniale byłoby zamieszkać razem w górach na odludziu. Razem studiować księgi, pracować w warsztacie, przytulać się, jeść razem posiłki, a wieczorami siadać na ganku i obserwować gwiazdy trzymając się za ręce, by potem po czułym pocałunku...

Złapałem się na marzeniach które ostro dekoncentrowały. Wziąłem głęboki oddech by się uspokoić.
Najpierw przysięga i podarek.
Zastanowiłem się chwilę próbując sobie przypomnieć jak to się odbywa u elfów wysokiego rodu?

***

Ukończona mistrzowska runa pulsowała mocą. Soczewka oszlifowana z wielkiego szmaragdu spoczywała na Kowadle Zagłady a gdy spojrzało się na nią magicznym zmysłem dało się zobaczyć ciągnącą do niej moc Wiatrów Magii.

Uśmiechnąłem się szeroko patrząc jak zaczarowany. Potem podniosłem wzrok na Melissę.

- Udało się! Udało! - powiedziałem podekscytowany.

Objąłem mocno ukochaną i przytuliłem wtulając głowę w jej pierś. Stanąłem na palcach by ucałować ją w policzki i usta.

- Dokonaliśmy razem czegoś niesamowitego!

Puściłem Melisę i delikatnie ująłem ukończony artefakt. Byłem strasznie zmęczony, a jednak ekscytacja brała górę.

- Proszę. Weź ją w dłonie i powiedz co czujesz?

***

Idąc spać schowałem soczewkę do kamiennej skrzyni i zapieczętowałem runą zamknięcia. Rano otworzyłem ją i wydobyłem artefakt. Trzeba było się dopytać Jordiego jak postęp z jego pracami, choć najpewniej zajmował się konstruowaniem balist i naprawą katapult. Gdyby okazało się że nie ma zastosowania miałem zamiar oddać na najbliższy czas do użytku Melisie, z pewnością miała pomysły jak można jej użyć.

Spróbowałem się również dowiedzieć jak się sytuacja w twierdzy - czy armie wystosowały swoje żądania, czy może nie mają zamiaru nawet wysyłać posłów.

Gdyby to drugie trzeba było się zastanowić nad tym które runy ochronne na murach można jak najszybciej odnowić, ew jak inaczej zaprzęgnąć moc Kowadła do wzmocnienia potencjału obronnego twierdzy.
_________________
Przyjaciel czy wróg? - Rhunar Ragnison, Magnus Regenbogen
Lily et Pique - Gundrik Grundisonn
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
harry
Chorąży
Chorąży


Dołączył: 05 Mar 2012
Posty: 711

PostWysłany: Sob Lut 13, 2021 03:00    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

- Joo… - przeciągną się Kurt – Nie już zapomniałem że wyszynk to tyle roboty. – Kurt wspomniał czasy które wydawały mu się odległe niczym rządy Sigmara – Mam nadzieje że z czasem się dotrzemy z tą knajpą. Musimy dziewczyny się zbierać. – Klepną dziewczyny po tyłkach wstając chcąc je zachęcić do szybszego wstania.

- Plan na dziś świątynia, trening i dopiero karczma. Nawet gdybyśmy musieli otworzyć nieco później. Pomyślimy też co by tu zrobić żeby sobie ulżyć w robocie. Może jakiegoś podrostka do pomocy przy nalewaniu do kufli he? – Nagle gęba mu się rozpromieniła. – Mam pomysł. A może zorganizujemy turniej na piąchy…
_________________
Przyjaciel czy wróg? --> Kurt, człowiek
Przeznaczenie czy Przypadek --> Rudolf "Rudi" von Karien
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum drachenfels.nazwa.pl/drachenfels/forum/ Strona Główna -> Przyjaciel czy Wróg? Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 7 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Wchodzę tam! - Mapy taktyczne do gier fabularnych.